24.11.2013
niedziela

Srarz bór!

24 listopada 2013, niedziela,

Z najwyższą odrazą przeczytałem w zeszłotygodniowej Polityce artykuł red. Agnieszki Sowy „Rzeczpospolita Łowczych”, opisujący działalność osobników czerpiących rozkosz z zabijania zwierząt. Skala i cynizm tego procederu oraz zasady działania sitwy, która nim się zajmuje, wołają o pomstę po pustego nieba.

Dzięki red. Sowie dowiedziałem się, że tzw. myśliwi mordują w Polsce 800 tys. zwierząt rocznie, a 300 tys. kolejnych okaleczają. O ile wiem, okaleczanie zwierząt, będące formą znęcania się nad nimi, jest w Polsce przestępstwem. Nikt jednak ani myśli traktować tego w ten – jedynie uczciwy – sposób, bo „myśliwi” są wszędzie! W organizacji, której nazwy nie chcę nawet wymieniać, zrzeszonych jest ich 114 tys. ludzi (tyle, co w obu partach rządzących razem wziętych), w parlamencie jest śwarnych myśliweczków stu, a ilu jest wśród prokuratorów i sędziów?

Rozkosz zabijania musi być wielka, bo dewianci importowi płacą krocie za prawo do polowań w Polsce. Biznes się kręci. Nie wiadomo już, co tu jest ważniejsze – zastrzyk endorfin w mózgu oprawcy czy chciwość zysków, jakie można osiągnąć z handlu mięsem i organizacji polowań dla dzikusów z zagranicy. Najlepiej chyba wszystko naraz. Być sobie „łowczym” z pensją ponad 20 tys. zł, mieć firmę organizującą rzeź zwierząt i jeszcze pohandlować dziczyzną. I w dodatku chlubić się „tradycjami”, nosić kapelusik z piórkiem i śpiewać z dumą:

 

Stajemy dziś razem zbratani, / Jak jeden mąż – jak jeden mur, / Obronie puszcz i kniei oddani, / Od morza fal, do szczytów gór; / My borów włodarze / Stajem przy sztandarze. / Darz Bór! – tak hasło brzmi, / Gra hejnał chór – / Darz Bór! – Darz Bór! / Do pracy więc w zgodnej gromadzie, / Bo wielki trud – bo pilny czas, / Wspierajmy się w znoju i radzie, / My Leśna Brać – o polski las; / My borów włodarze / Stajem przy sztandarze. / Darz Bór! – tak hasło brzmi, / Gra hejnał chór – / Darz Bór! – Darz Bór!

 

Ileż to się musiała napocić święta Hipokryzja, żeby zmontować tę ideologię. Zabijanie to „bronienie”! No bo przecież zwierząt nie może być za dużo, prawda? Kniei bronić trza przed knieją! Chcecie pomagać, to pomagajcie! Bardzo proszę. Ale nie po to, by pozyskać z tego tytułu prawo do folgowania swym sadystycznym instynktom. Owszem, może i zachodzi konieczność odstrzału jakiejś liczby zwierząt, celem utrzymania równowagi ekologicznej i ochrony zwierząt hodowlanych. Niechaj zajmują się tym odpowiednio wyszkoleni pracownicy publiczni, czyniący to nie dla niegodziwego zysku i nie dla chorej przyjemności. Oddawanie tych wielce przykrych sanitarnych czynności w ręce żądnych krwi i pieniędzy osób prywatnych, zrzeszających się w tym celu w specjalny związek, działający poza wszelką realną kontrolą władz i notorycznie łamiący zakaz znęcania się nad zwierzętami, jest w XXI wieku hańbą.

Nie tykałbym się nawet tego świństwa, gdybym nie wyczytał u red. Sowy, że powszechnym procederem jest nęcenie zwierząt pokarmem, by móc je przy jedzeniu zabić. Tego już nie zdzierżyłem. Nie znam równie odrażającego przykładu deptania najgłębszej i najświętszej ostoi etyczności, jakim jest dar, a szczególnie dar z pokarmu. Zaprosić do jedzenia i zabić – to najpodlejsza zdrada i dowód kompletnej moralnej anomii. Myśliwy, który to czyni, narusza najbardziej surowe tabu, bezkarnie i bezmyślnie niszcząc podstawy ludzkiej kultury. Usprawiedliwia to dodatku godnym pożałowania zabobonem, jakoby zwierzęta po to istniały na ziemi, żeby służyć człowiekowi, a ich cierpienie jest nieistotne, bo nie mają „duszy”. Dno.

Jakimż trzeba być sadystycznym obrydlem, żeby tak stać i walić do przerażonych kaczek z dwururki! O, spada, trafiłem! Krzyczy, kwili – o, to mnie rajcuje najbardziej! Aż coś w gardle dławi, aż ciarki pod spodniami biegną. A wiecie, co się robi, gdy ranny ptak pada do stóp myśliwego lub przynosi mu go pies? Ano, sru! O kant buta! My, normalni ludzie, chodzimy ze swoimi chorymi zwierzętami do weterynarza, a taki sobie postrzela do kaczek dla frajdy i jeszcze zadowolony z siebie poklepie psiaka. Bigosik, wódeczka, msza święta z zabitym dzikiem pod ołtarzem. Elyta!

 

Ja wiem, że niektórzy moi znajomi polowali. Mogą mieć mi za złe to, co napisałem. Trudno – za to tym bardziej mogą się cieszyć, że już nie polują. A jeśli tym wpisem uratowałem choć jedno zwierzę, to warto było go napisać. A może ty byś, myśliwcze, jeden z drugim, który to z politowaniem lub wściekłością teraz czytasz i planujesz już ustrzelić autora tych słów, tak sobie do poduszki dziś przemyślał, co czynisz i czy tak czynić się godzi? No, spójrz trzeźwo (bywasz wszak czasem trzeźwy, nie?): czyż w Wielki Piątek nie chodzisz do kościoła rozpamiętywać męki Chrystusa na krzyżu? I nie przyszło ci do głowy, że męka konającej od twojej kuli sarny jest większa? Bo czyż wszechmocnemu Bogu nie łatwej jest konać dla zbawienia świata, niż nic nie mogącej sarence dla Twojej podłej rozkoszy? Tu cierpienie arcysensowne, a tu – kompletnie bezsensowne. Które jest straszniejsze, co? Masz-że litość? Masz-że Boga w sercu, myśliwcze? Jak nie masz, to przynajmniej rozwiąż sobie zagadkę, którą ci zadałem. Szybciej zaśniesz. Krwawych snów!

 

Komentarze: 486

Dodaj komentarz »
  1. prędzej wisla wyschnie niż cokolwiek w tym temacie się zmieni aie trzeba o tym pisać i za to jestem Panu wdzięczny

  2. “Nie tykałbym się nawet tego świństwa, gdybym nie wyczytał u red. Sowy, że powszechnym procederem jest nęcenie zwierząt pokarmem, by móc je przy jedzeniu zabić. Tego już nie zdzierżyłem. Nie znam równie odrażającego przykładu deptania najgłębszej i najświętszej ostoi etyczności, jakim jest dar, a szczególnie dar z pokarmu. Zaprosić do jedzenia i zabić – to najpodlejsza zdrada i dowód kompletnej moralnej anomii. Myśliwy, który to czyni, narusza najbardziej surowe tabu, bezkarnie i bezmyślnie ” Opadło mi wszystko.. ten, kto ci Człowieku przyznał tytuł profesora, powinien się wstydzić do końca życia, jesteś zwierciadlanym odbiciem Biniendy… wykorzystującego swój tytuł profesorski do głoszenia głupot i szczucia ludzi , przykro mi to napisać. ale PANIE PROFESORZE PAŃSKI TEKST UDOWADNIA ŻE JESTEŚ PAN FUNKCJONALNYM ANALFABETOM… pańskie miejsce jest w PO-PiS…

  3. Najwazniejszym argumentem uzywanym przez zwolennikow polowan jest koniecznosc utrzymywania odpowiedniego poziomu zwierzyny plowej, ktorej populacja – bez drapieznikow, czyli wilkow, niedzwiedzi, i mysliwych – rozroslaby do zastraszajacych rozmiarow.

    Swego czasu doszedlem do bardzo podobnych, co p. Hartman, wnioskow. Bo przeciez znacznie lepiej, od mysliwych, moga te brudna robote profesjonalnie wykonywac ludzie juz zatrudnieni w lesnictwie. Tyle, ze – jak to mowia – pomarzyc dobra rzecz. Zbyt duzo mysliwych jest odpowiednio wysoko postawionych by do tego nie dopuscic.

    Przez cale moje zycie spedzone w Polsce nie znalem ani jednego mysliwego. Owszem slyszalem, ale to byla zupelnie inna sfera. A ja w PRLu nie mialem znajomych wsrod milicjantow, wojskowych, czy partyjnych sekretarzy.
    Mysliwych poznalem dopiero na drugiej polkuli. Tu w Stanach poluje prawie kazdy kto ma na to ochote. I malo jest facetow ktorzy nie poluja. W wielu srodowiskach mezczyzna nie-mysliwy to w najlepszym wypadku dziwolag. No i chyba nie mezczyzna.
    Wprowadzenie w zycie propozycji fachowego odstrzalu w Stanach nie moglo by wypalic, takze z powodu braku takich sluzb lesnych jakie ma Polska. Powolanie do zycia takowych oznacza koszty, przy ktorych pojawia sie pytanie – kto bedzie za to placil.

    Z racji przebywania na codzien wsrod mysliwych zainteresowal mnie jednak najbardziej nie ewentualny zakaz powszechnych polowan, lecz rys psychologiczny faceta znajdujacego przyjemnosc w zabijaniu. Bo mimo zapewnien o koniecznosci utrzymywania rownowagi, itp. oni jednak zabijaja dla przyjemnosci. To jest tak jak wygrac partie kregli, czy golfa. Choc nie jest to rodzaj sadystycznej przyjemnosci, sadze. Po prostu pragna odniesc sukces – wykazac sie jako mezczyzni w tym meskim jednak sporcie. W ktorym kobiet jest bardzo, bardzo malo. Pewnie dlatego, ze kobiety nie znajduja przyjemnosci w zabijaniu – sa malo meskie.

  4. krotko niech tych myśliwych diabli wezma co innego można napisac a w niedziele pierwsze lawki zajmują katolicy cholera

  5. To nie jest takie jednoznaczne, Profesorze.
    W odleglosci 20 minut jazdy autobusem od mojego domu w Zachodnim Londynie znajduje sie przepiekny i ogromny park – Richmond Park, pelen jelonkow i saren. Co roku ok,20 procent tych zwierzat musi byc odstrzeliwanych (ich mieso trafia do supermarketow), w przeciwnym bowiem razie ten park przestalby istniec w ciagu trzech lat. Nie zostaloby w nim zadnego drzewka, ani zadnej innej rosliny. Zostalby zwyczajnie zjedzony. Richmond Park jest plucami Zachodniego Londynu i okolic, jest takze miejscem rekreacji setek tysiecy ludzi.
    Podobnie z cala gospodarka lesna. Nie chce mi sie pisac referatu na ten temat, ale odkad w naszych lasach prawie nie zostalo wilkow (te juz dawno zostarzaly wystrzelane przez rolnikow, pilnujacych swego zywego inwentarza) i innych naturalnych “kontrolerow”, kontrolowanie poglowia zwierzat w lasach i parkach spada na nas.
    Nawet nasze miejskie lisy, ktorych jest pelno w okolicy, musza byc odstrzeliwane lub usmiercane truciznami, gdyz tej dzikiej zwierzyny jest, jak ostatnio slyszalem w radiu, liczebnie wiecej w Londynie niz ludzkich mieszkancow. Wyglodniale lisy, ktpre nie moga pozywoac sie odpadkami zamknietymi szczelnie w pojemnikach na smiecie, napadaja na koty, nawet psy i robia spore spustoszenie w przydomowych ogrodkach. Na terenach wiejskich zas polowanie na lisow z nagonka jest od paru lat zakazane specjalna ustawa Parlamentu i dzis wiekszosc ekologow uwaza, ze wprowadzenie tej ustawy w zycie bylo sporym bledem, bylo ugieciem sie przed lobby obroncow zwierzat, grup mieszkajacych najczesciej w miastach i kompletnie nie znajacych sie na gospodarce lesnej i wiejskiej.
    Pisze to gleboka noca, kiedy na dach garazu na podworku przychodza lisy. Podkarpiam je resztkami ze stolu i odpadami w najwiekszej tajemnicy przed sasoiadami, ktporzy od lat prowadza z lisami wojne. Latami te lisy dobieraly sie do nASZYCH smietnikow, wycoagaly worki ze smieciami i rozdzeraly je na podworku pozostawiajac niewyobrazalny smietnik. Oboecnie nasze pojemniki maja tak ciezkie przykrywki, ze moja Stara musi je podnosic obiema rekami To wlasnie zabezpieczenie przed lisami i borsukami. . Obok leza mniejsze pojemniki – z trucizna. Nie jest to mily widok, ale inaczej sie nie dalo.

  6. Szanowny Panie Profesorze,

    Sam jestem biernym przeciwnikiem zabijania dla przyjemności. Jestem również dużej mierze wegetarianinem a mięso zdarza mi się zjeść kilka razy w roku. Brzydzę się zabijaniem zwierząt i podejściem rzekomo “homo SAPIENS” do zwierząt, jednak nie oceniam tej sytuacji tak jednoznacznie jak Pan.

    W dużej mierze zgadzam się z Pana tekstem i osobiście uważam, że polowania służą do zaspokajania zakompleksionych “męszczyzn”, którzy chcą sobie udowodnić, że jeszcze mogą. Podobnie myślę o właścicielach “wypasionych” koni mechanicznych lecz to inna historia.

    Być może jest to Pana celem jednaj ja uprzejmie Pana proszę o rozwagę w szafowaniu takich rygorystycznych poglądów tym bardziej, że one nie nawrócą nikogo, ba mogą nawet zaszkodzić a już na pewno nie pomogą Panu w karierze politycznej – no chyba, że bierze Pan pod uwagę tylko negatywne wzorce parlamentarne.

    Polecam analizę takich docenionych i docenianych postaci politycznych (nie ze względu na poglądy) jak Pan Zych czy Mazowiecki.

    Z wyrazami szacunku.
    ten, który nie może spać po nocach

  7. Szanowny Panie Profesorze,

    Sam jestem biernym przeciwnikiem zabijania dla przyjemności. Jestem również dużej mierze wegetarianinem a mięso zdarza mi się zjeść kilka razy w roku. Brzydzę się zabijaniem zwierząt i podejściem rzekomo “homo SAPIENS” do zwierząt, jednak nie oceniam tej sytuacji tak jednoznacznie jak Pan.

    W dużej mierze zgadzam się z Pana tekstem i osobiście uważam, że polowania służą do zaspokajania zakompleksionych “męszczyzn”, którzy chcą sobie udowodnić, że jeszcze mogą. Podobnie myślę o właścicielach “wypasionych” koni mechanicznych lecz to inna historia.

    Być może jest to Pana celem jednaj ja uprzejmie Pana proszę o rozwagę w szafowaniu takich rygorystycznych poglądów tym bardziej, że one nie nawrócą nikogo, ba mogą nawet zaszkodzić a już na pewno nie pomogą Panu w karierze politycznej – no chyba, że bierze Pan pod uwagę tylko negatywne wzorce parlamentarne.

    Polecam analizę takich docenionych i docenianych postaci politycznych (nie ze względu na poglądy) jak Pan Zych czy Mazowiecki.

    Z wyrazami szacunku.
    ten, który nie może spać po nocach

  8. Calkowicie zgadzam sie gospodarzem! Zabijanie zwierzat dla przyjemnosci to barbarzynstwo swiadczace o naszych ciagatach jaskiniowych.
    Jaka to przyjemnosc, kiedy zaprzyjazniony zwierzak przyjdzie na sniadanie lub kolacje i laskawie wezmie smaczny kasek z reki, kiedy ptaki poniekad dzikie podobno laza po ogrodzie jak kury i zagladaja do okien pytajac: kiedy wyjdziesz, bo juz miska pusta?
    A sa deganeraci, ktorzy strzelaja do zwierzat z helikopterow i z broni maszynowej…. bo podobno niszcza jakies tam zasiewy.

  9. Zabijanie zwierzat to paskudna sprawa. Nie tylko o mysliwych tu chodzi. Zaden chlop (i baba) zywemu nie przepusci. Wedkarze to rowniez bandyci. Olbrzymia wiekszosc nie lowi w celu zdobycia zywnosci tylko w celu zabicia ryby.

    Podobnie zachowuje sie rezim zastawiajac roanego rodzaju pulapki na obywateli. Dziury na drogach, ukryte fotoradary, …. A w przypadku gdy nie ma przestepcow rezim wykorzystujac sluzby specjalne prowokuje i produkuje przestepstwa po to aby je w bohaterski sposob wykrywac. By pokazac jak wielki jest Donek dbajacy o bezpieczenstwo obywateli. Np sprawa Brunona K. To oczywista farsa sluzb specjalnych.

    Nie moge sie nadziwic ze Kaminiski i Kaczmarek jeszcze nie siedza w lagrze za tak paskudne przekrety i prowokacje. Np ich afera gruntowa. O ich wybrykach wiemy. Jest jednak oczywiste ze te metody dalej sa praktykowne. Mali ludzie wpadaja w pulapki a media sie malymi nie zajmuja.

    Teraz modne sa osiadczenia majatkowe politykow. CBA podobno przeswietla wszystkich ale widac ze nie sa w stanie zrozumic co czytaja. Bo do tej pory nie zawiadomili prokuratury o przestepstwie popelnionym przez Donka Tuska. Albo co bardziej prawdopodobne nie moga tego zrobic bo to Tusk nadzoruje CBA.

    Owiadczenie majatkowe Donald Tusk 2012
    http://www.fakt.pl/Donald-Tusk-oswiadczenie-majatkowe-Ile-zarobil-Donald-Tusk-w-2012-roku,artykuly,211614,1.html

    1) Praca premiera wymaga pelnego wymiaru czasu i nawet wiecej. Tusk natomiast jest oplacany jako premier i jako posel za ten sam czas pracy. To jest wysoce nie moralne, gdzie tam to oczywiste zlodziejstwo by pobierac place za ten sam czas pracy z dwoch roznych zrodel i w obu wypadkach na konto podatnika.

    2) W deklaracji nie widac nic za sprawowanie funkcji dyktatora w PO. PO placi pensje za prace w swych strukturach. Tusk stoii na czele tych struktur. Jest niemozliwe aby Tusk nie pobieral pensji w PO. Praca za darmo jest w Polsce karana. Np lekarz zastal ukarany za nie pobranie pieniedzy za porade dana biednemu choremu. Bo to szkodliwa dzialalnosc (PKB i PIT i VAT cierpia)

    Jak by nie patrzec Tusk popelnil przestepstwo. Jezeli jako dykator PO, Tusk nie pobiera pensji w PO, w co watpie, Tusk popelnia przestpstwo. Np rezim Tuska sadzil kioskarke bo nie chciala 4 groszy za tranzakcje. Z drugiej strony Tusk jezeli pobiera pensje w PO jest winny nie zadeklarowanie jej w oswiadczeniu majatkowym.

    To bardzo powazna sprawa. Zegarki Nowaka sa niczym w porownaniu z nie zadeklarowaniem pensji ktora Tusk na pewno dostaje z racji swej dyktatury w PO. Podejrzewam ze chodzi o okolo 38 tys zl miesiecznie i juz przez 6 lat. Tusk nie zadeklarowal okolo 2.7 mln zl.

    Tusk ktroy juz pracuje jako premier i jako posel w tym samym czasie, pracuje rowniez jako szef PO rowniez w tym samym czasie. Czyli za ten sam czas pracy zbiera trzy pensje (wszystko od podatnika).

    PO wziela sobie z budzetu w 2012 48 mln zl z czego na pensje wydala 7 mln zl z reszty sie nie rozliczyla. Ile z tych 7 mln zl wzial Tusk i nie zadeklarowal ?

    Panie Hartman. To jest sprawa warta czasu ambitnego polityka ktory jedzie na etyce i moralnosci. To wymaga panskiej skrupulatnej u niezwlocznej uwagi.

  10. Panie Profesorze, dziękuję za ten tekst. Celnie, bez ogródek, i w takich tematach tak powinno być. Nazwać rzeczy po imieniu, a nie rozwadniać pozornymi subtelnościami. Brawo.

  11. Dodam jeszcze jeden ciekawy, ale nie poruszony wątek opowieści o myśliwych.
    Mam dom na wsi dalekiej, warmińskiej.
    Występuje tam plaga lisów, od kiedy szczepi się je przeciw wściekliznie, nie mają innego naturalnego wroga. Stanowią problem, naruszają równowagę, ptactwo cierpi. Nikt do nich nie strzela, skórka za wyprawkę, dosłownie.
    Na sąsiada, człowieka niezamożnego, co to kurnik miał w takim stanie, że zabezpieczyć go nie sposób uwzioł się lisek i prawie co noc mu kurę podbierał.
    Może by jakiego myśliwego zaprosić, podpowiadam nieśmiało?
    A gdzie tam, każą wódki sobie dać, jedzenia i jeszcze za nabój zapłacić, a jak nie trafi?
    Wtedy sobie przypomniałem o gatunkach inwazyjnych które sieją postrach w naszej przyrodzie, tam gdzie norka się rozpleni ginie ptactwo, jakoś nie słyszę o próbie zmniejszenia tego problemu przez brać.
    Na ale skoro lisek ma kosztować biesiadę i za naboje?

  12. a jak traktuje sie trzode, albo drob?
    dlaczego o tym nikt nie krzyczy?
    bo z tego korzystaja wszyscy, a nie “elyta”?

  13. Ostatnio zaangażował sie PAn mocno w Twój Ruch. Macie reprezentacje w Sejmie. Zgłoście jakąź ustawę zamiast obowiązującego disiaj prawa łowieckiego. Warto oprócz pisania zacząć konkretne działania.

  14. Popieram Profesora w jego oburzeniu.
    Kilka dni temu wziąłem psa ze schroniska w Skawinie. Podobna do owczarka niemieckiego, wielorasowa. I ma się bardzo dobrze. Muszę jednakże zrobić dla niej nową budę, gdyż stara jest nieco za mała. Mam także kotkę przybłędę, która jak na razie oswaja się z nowym psem. Inny kot bez ogona jest karmiony w ogrodzie i ma stały nocleg w piwnicy. Niestety kotka zagryzła mi kanarka.

  15. Wielki Hartman Koronny!

    To niebo jednak – jak się okazuje dzięki Panu Hartmanowi – wcale nie jest takie puste! Oto Pan Hartman po imieniu i bez ogródek oraz prosto z mostu mówi o cynizmie. Czyżby wreszcie Pan Hartman otworzył oczęta i ujrzał swego pupila z partii polującego na zwierzątka nie z głodu (chleba ma w bród), ale dla przyjemności czysto hedonistycznie hedonistycznej…

  16. @Krzysztof Zieliński
    Poza tym, że ci wszystko opadło zabrakło chociażby cienia merytorycznej krytyki. Oświeć nas i napisz, w którym miejscu Pan prof. się myli.
    Stosunek do innych zwierząt (bo przecież sami też nimi jesteśmy) to tragedia w naszej kulturze. Na szczęście powoli się to zmienia, chociaż jeszcze długa droga przed nami.

  17. Głównymi argumentami myśliwych ich wspaniałej działalności jest ograniczenie szkód rolniczych przez “eliminowanie” nadwyżek zwierząt
    (ładniej brzmi niż zabijanie) oraz dokarmianie w zimie.
    Tylko nijak nie potrafią wytłumaczyć dlaczego polują na kaczki.
    Kaczki nie szkodzą rolnikom ani hodowcom ryb. Nie dokarmiają ich.
    Więc pozostaje “czysta przyjemność zabijania”.
    Pozdrawiam

  18. opowiadał mi swego czasu leśniczy, jak pewien łowca, członek PZŁ oczywiście, zaczaił się na sarny w paśniku

  19. @atalia. W sumie nie wiedziałem, że z Palikota taki macho, niemalże jak Putin! Tak czy owak zaliczyłem zdziwko, które mnie jeszcze bardziej zniechęciło do tego błazna i zakłamanego hochsztaplera. I będzie on mnie teraz przekonywał, że walczy z polskim zaściankiem, ciemnotą i małomiasteczkową obyczajowością… Żenada.

  20. Co tu gadać. Cywilizacja na ciele wielu osobników ludzkiego gatunku to tylko cieniutka błonka przykrywająca mieszankę dzikiego atawizmu z umiejętnością myślenia. Ta mieszanka powoduje, że człowiek – w odróżnieniu od zwierząt, które zabijają, żeby żyć – zabija bezinteresownie, z rozkoszą. Na tle szczytów, na jakie wydźwignęły się kultura i intelekt – na przykład księdza Tischnera i Richarda Dawkinsa – myślistwo to obrzydliwe barbarzyństwo.

  21. Panie Krzysztofie Zieliński – pan jesteś za to analfabetĄ faktycznym.

  22. @ Axiom – akurat coraz więcej wędkarzy (fishermen) łowi w stylu catch & relase (wypuszczając rybę po złowieniu). W GB to niemal obowiązek, na kontynencie wielu też robi tak, przynajmniej jeżeli chodzi o prawdziwych fanatyków. W Polsce to nadal mniejszość, niewątpliwie. Ale nie nadużywaj słowa typu “bandyci”, bo jak spotkasz faktycznego kryminalistę, to braknie ci słownika.

  23. Może dodam, że 800 tys. zwierząt zabitych rocznie przez myśliwych to tylko oficjalna statystyka. Ci zabójcy-pasjonaci zabijają również nielegalnie, czyli kłusują. Pracowałem w lesie, to wiem.

  24. Też artykuł czytałem i też mnie jaśnista krew zalewała.
    Jak z tym skończyć? Wyśmiać durni, placem ich pokazywać i wołać za buractwem, żeby się pod ziemię ze wstydu zapadło. Nic tak człekowi nie dokuczy, jak wyśmianie i choćby nie wiem jakimi argumentami humanitaryzmu wobec zwierzą szermować, to bardziej skuteczne będzie wołanie za dziadem w kapelusiku z piórkiem: burrrak!!!
    Wiem jak oni się bronią i argumentują, że dzięki ich “działalności”, zwierza nie brakuje. I oni mają rację akurat w tej kwestii, ba kilkadziesiąt lat temu nikt nie widywał w centrach miast watach dzików, przed którymi trza pomykać (zgodnie z treścią wierszyka). Z wspomnianymi lisami jest tak, jak to opisuje @Parker, ich jest tyle, że można je już spotkać wszędzie. Jak 30-40 lat temu wychodziłem za miasto z psem, to on nie mógł się zdecydować za którym zającem biec, a kuropatwy co i rusz wylatywały stadkami ze ściernisk. A dzisiaj zająca i kuropatwę mogę prędzej zobaczyć w chorzowskich ZOO, bo w polach prawie ich już nie ma.
    Podsumowując: debile z flintami doprowadzili do tego, że w mieście trzeba zmykać przed dzikami, a w polu nie uświadczysz zająca i kuropatwy.

  25. Rafał Kochan
    24 listopada o godz. 10:23

    A jeśli to prawda, że Palikot pojechał do Rosji, aby polować na głuszce (w Polsce ścisła ochrona)? To czy Wielki Łowczy Koronny postąpił etycznie?

    http://adamwajrak.blox.pl/2010/05/Kandydaci-i-gluszec.html

  26. Panie Profesorze !
    W czasach moich studiów w Krakówku zadomowiło się w mowie wyrażenie “z brzytwą na poziomki”.
    I tym razem pojechał Pan równo – waląc z armaty do zająca. Huku dużo, efektów brak. Brzytwa się stępiła, poziomki opadły.
    Idąc Pańskim tokiem rozumowania karałbym więzieniem wędkarzy – czy wie Pan jak męczy się robak nabity na haczyk? A ryba z haczykiem w pysku ? – w jej świecie to nie jest manifestacja poglądów.

  27. Mordowanie zwierząt dla przyjemności? A kto to może jakoś wymierzyć?
    I w jaki sposób?
    Nie wiem, czy np. kłusownik robi to, co robi, bo lubi, czy po prostu dla własnej korzyści.
    A taki z kolei gajowy czy leśniczy, który w ramach swoich obowiązków zawodowych przetrzebia leśną zwierzynę, jeśli została naruszona tzw. równowaga w przyrodzie, wykonuje te obowiązki z satysfakcją, czy serce mu krwawi? Skąd mogę o tym wiedzieć i zresztą po co mi taka wiedza?
    Sadystów i okrutników nie brakuje. Są tacy, którzy z zimną krwią mordują ludzi i czynią to – w ich mniemaniu – ze slusznych powodów.
    Pan profesor kojarzy mi się z krową, co to głośno ryczy, a mało mleka daje.
    Chciałabym doczekać chwili, co i jak wiele uda mu się załatwić mu jako politykowi TR w temacie nie tylko zwierząt.
    Znęcanie się nad zwierzętami jest barbarzyństwem, ale ich zabijanie nie musi wynikać z doznawania występnej przyjemności lecz niekiedy z konieczności.
    Nigdy jednak ja, jako ja, nawet nie wycelowałabym w kierunku lisa, sarny czy dzikiej kaczki i nie chciałabym być leśnikiem, bo nie potrafiłabym wykonywać “planowego odstrzalu”, nawet obwarowanego najrozsądniejszymi przepisami, chyba że w obronie własnej przed szarżującym dzikiem albo lwem.
    Hoduję kolejnego przygarniętego kota po zejściu mojej osiemnastoletniej seniorki i chętnie miałabym na stanie jeszcze jednego, ale mój obecny kot jest potwornym sybarytą i samcem alfa. Przegania ze swojego rewiru równo wszystko co się rusza, a jego rewir to nie tylko ogródek pod moimi oknami, ale wszystkie wzdłuż bloku.
    Natomiast po zejściu mojego ostatniego wilczura, który dokonał żywota w średniej wielkości mieszkaniu (bo musiałam zmienić adres), nie wyobrażam sobie chować dużego psa (a takie preferuję) w warunkach, które go ograniczają.
    Wyznanie jasnego gwinta o kotce, która mu zeżarła kanarka, przypomiało mi wierszyk Rodocia “Idylla maleńka taka”.
    Przyroda jest, jaka jest, z jej okrutnymi, bezwzględnymi prawami.
    Nawet nie chcę myśleć, co robi mój kot drapieżnik, gdy na długie godziny przepada gdzieś w okolicznym lesie, gdy jesteśmy z nim na działce.
    Z tych wszystkich powyższych powodów, które wymienilam, wkurzają mnie takie zacne biadolenia i wyrazy najwyższego oburzenia, jakimi uraczył nas prof. Hartman.
    A czy On jest wegetarnianinem, czy też lubi jednak zjeść schaboszczaka lub kurczaka w potrawce?
    Nie boli go przemysłowy oraz indywidualny ubój zwierząt (nawet ten najbardziej “humanitarny” i “ekologiczny”)?

  28. No to mają przechlapane także wędkarze (nęcą, a poza tym męczą robaki), deratyzatorzy (wabią do trutek na jedzenie), oraz przedstawiciele co najmniej dwóch wielkich religii, pastwiąc się nad biednymi baranami w ramach barbarzyńskich rytuałów. Podpadł Pan, Panie Redaktorze…

  29. Do czego prowadzi pokazywanie innych przykładów bezrefleksyjnego okrucieństwa w duchu “czy wie Pan jak męczy się robak nabity na haczyk?”? (A Ty byłeś robakiem, wiesz?). Zabicie i okaleczenie setek komarów w sezonie przez jednego człowieka to też okrucieństwo, prawda? Nie mówiąc o mordowaniu mikrobów antybiotykami. Są zabójstwa potrzebne i niepotrzebne, widoczne i niewidoczne, rażące i nierażące. Potępienie zabijania jako sportu i przyjemności jest próbą uzmysławiania takim zabójcom, że są na niższym poziomie cywilizacyjnego rozwoju, lub choćby pokazanie im, że są inne postawy wobec żywego świata – nie homocentryczne, nie władcze. Nie wszystkie zachowania człowieka da się uporządkować w jeden logiczny ciąg, w którym wszystko się trzyma kupy i z niczym nie jest w sprzeczności. A jednak dzięki krytycznym głosom dzieje się coś takiego jak uwrażliwianie homo, wysubtelnianie, cywilizowanie.

  30. mag
    Drobne wyjaśnienie. Pracownicy lasu – leśniczy, podleśniczy, gajowy – nie zajmują się regulacją pogłowia zwierząt i w ogóle zwierzętami – ich zawodowym obowiązkiem jest hodowla lasu. Fakt, że najczęściej są oni również myśliwymi, ale to już hobby, nie zawód.

  31. Pan Hartman, pisze ciekawie, ale tez czasami jego uwagi napawaja niesmakiem, zalatuja dyletanctwem, brakiem znajomosci tematu, ocieraja sie o pieniactwo.
    Moze specjalnie przejaskrawia ton wypowiedzi, nie uwazam tego za konieczne, dla osoby tytulujacej sie profersorem. Mniej przymiotnikow, wiecej stonowanych argumentow .

    Ma pan racje krytykujac zboczonych w swej rozrywce tzw.”mysliwych”,
    o tyle odstrzal kontrolowany, sanitarny, zwierzat roznoszycych zakazne choroby itd itp. jest niezbedny. Pisze pan, to powini robic pracownicy panstwowi …. wie pan na ile miliardow zadluza sie dzisiaj panstwo…?.

    prosze, aby pan, krytykujac jakies zjawisko, podal realny zarys jego rozwiazania. Mowienie; wszystko jest be, do d. , jest dziecinne dla osoby pretendujacej do roli powaznego polityka.

  32. mag
    I jeszcze drobiazg. Piszesz: “zabijanie nie musi wynikać z doznawania występnej przyjemności lecz niekiedy z konieczności”.
    Wybacz, ale takie słuszne dodatki odbieram jako maglowe gawędziarstwo w stylu, że nie wszystkie koty są czarne. Kiedy ktoś się stara o przyjęcie do klanu zabójców zwierząt (o wiele żmudniejsza procedura od ubiegania się o przyjęcie do klanu zabójców zwierząt i ludzi na drogach za kierownicą), raczej nie jest motywowany chęcią służenia braciom mniejszym lub jakimiś koniecznościami, lecz chęcią tropienia i zabijania.

  33. Toreadorzy (pisanie podwójnego “r” w tym wyrazie jest głupawą polską manierą, w hiszpańskich wyrazach – “toreador” , “torear”, “toro” tego nie ma) są z tego samego klubu zabójców-pasjonatów, co myśliwi.

  34. “prosze, aby pan, krytykujac jakies zjawisko, podal realny zarys jego rozwiazania. ”

    Profesor pozajmowany, znów jak poprzednio medykowi muszę za niego odpowiedzieć.
    Pogłowie trzeba regulować, tak jak las wycinać. Jakoś ochotniczych drwali nie ma, a sobie Lasy Państwowe radzą, nawet zarabiają chyba mimo znanej wydajności państwowego sektora.
    To ze zwierzyną powinno się postępować podobnie, niech naukowcy się zajmą regulacją pogłowia ze zbrojnym ramieniem służby leśnej. Tylko wtedy zabijanie będzie bez okaleczania, tylko w niezbędnym zakresie i cywilizowanymi metodami, to nie polowanie.
    Kasy ze sprzedaży mięsa wystarczy na taką gospodarkę, nie martw się długiem publicznym.

  35. Apeluję do wszystkich komentatorów o odrobię wysiłku intelektualnego, zwanego potocznie myśleniem. Chodzi mi mianowicie o powtarzanie argumentu myśliwych, o potrzebie odstrzału dla utrzymania równowagi ilościowej zwierząt w ich naturalnych siedliskach. Zauważcie moi mili, że pewnych gatunków się nie odławia, a nie mają one aż tylu naturalnych wrogów co np. jelenie i łosie, i wcale ich nie przybywa, ponieważ dane środowisko (siedlisko) nie jest z gumy i więcej osobników nie przeżyje ponad to, co daje im natura. Żeby jednak mogło być inaczej, to “humanitarni” myśliwi dokarmiają zwierzynę, by mogli do niej później strzelać jak do tarczy. Jeszcze większą bzdurą jest powtarzanie za nimi, że do odstrzału idą najsłabsze i chore osobniki. Jeśli tak, to dlaczego tak trudno spotkać w polskich lasach łosia z łopatami i jelenia z królewskim porożem? Ci drani z flintami strzelają właśnie do najokazalszych zwierząt, bo myślą, że nikt ich usprawiedliwień nie będzie sprawdzał.
    Ktoś tutaj oparł swoje argumenty o wędkarzy postępujących mniej więcej tak samo jak myśliwi, czyli zanęcają pewien obszar akwenu na którym będą zarzucać wędki kilogramami karmy. Mnie tych facetów (99,99% to mężczyźni) jest naprawdę żal, oni wolą uciec małżonce z domu nad brzeg jeziora i poudawać wielkich łowczych “dzikich ryb”. Obserwuję ich kilka razy w tygodniu gdy biegam w plenerze, więc wiem o czym piszę. Zgroza moi mili, zgroza.
    Pozro.

  36. Mam pewnie z gruntu zły charakter, ale pewną satysfakcję sprawiają mi wszystkie, wcale nie takie rzadkie wzmianki prasowo-internetowe o tym, jak to gdzieś jakiś myśliwy postrzelił czy zastrzelił swego towarzysza od zabijania zwierząt. Ciekaw tylko jestem, czy taki postrzelony myśliwy krwawi, czy tylko mu cieknie posoka?

  37. Jerzy Pieczul
    Jeśli zrobisz logiczny rozbiór zacytowanego przez Ciebie zdania (mojego autorstwa) to wcale nie wynika z niego, że ja akceptuję dobrowolne przystąpienie do klanu morderców zwierząt. Zresztą wyrwałeś je z kontekstu, a ten kontekst dotyczy głównie “przyjemności”, jaka – zdaniem prof. Hartmana – towarzyszy zabijaniu tzw. braci młodszych.
    Otóż mam wątpliwości, czy da się określić stopień przyjemności i czy w ogóle o przyjemność chodzi, gdy np. kłusownik zakłada wnyki albo strzela zwierzynę, nie bacząc choćby na tzw. okres ochronny dla danego gatunku lub całkowitą ochronę. Robi to dla korzyści własnych (albo sam zeżre to co upolował, albo sprzeda) ale niekoniecznie dlatego, ze jest wyrafinowanym sadystą. Raczej bezmyślnym prymitywem, pozbawionym elementarnej wrażliwości.
    Krótko mówiąc, zarzucam naszemu zacnemu, silnie moralnie wzburzonemu Gospodarzowi demagogię, a może i hipokryzję, jeśli nie jest wegeterianinem, a takiej deklaracji u niego nie zuważyłam.
    Dlaczego nie domaga się jednym tchem zakazu uboju, choćby najbardziej “humanitarnego”, zwierząt hodowlanych? Czy one aby nie są również naszymi “młodszymi braćmi”? A ptactwo, a ryby?
    Możemy żywić się, oczywiście, wyłącznie korzonkami, ziarnami zbóż, szczawiem, lebiodą itd.itp., ale podobno już są tacy, którzy twierdzą, że rośliny też “czują” i nie chcą być “mordowane”.
    W ten sposób możemy dojść do absurdu, dlatego przywołałam “Idyllę maleńką taką” Rodocia jako rodzaj memento.
    Jeśli uważasz, że to magiel – trudno.
    Mogę być paniusią maglującą, jak twierdzi pewien pan, który nie ma nic do powiedzenia, poza bezlitosnym recenzowaniem cudzych wypowiedzi.

  38. Czy różni się czymś hodowla zwierząt leśnych, od hodowli zwierząt rzeźnych?
    Chyba jedynie rodzajem śmierci.
    Te leśne maja przy tym cień szansy.
    Te rzeźne żadnej…….

    Przy tym, ten biznes nie wymaga dotacji, osiągnął ekonomiczną homeostazę.
    Że krew, flaki, okrutne?
    Darwinizm jak na razie nie został podważony.
    KTOŚ musi regulować populację.
    Albo będą to robili ludzie, albo Natura zredukuje ludzką populację……

    Można roztkliwiać się nad zajączkiem, watahą bezpańskich psów, stadem zdziczałych kotów. Do czasu, aż naruszą NASZE interesy.

  39. O, święte zdziwienie… Nad czym, nad biologią gatunku? Którego przodkowie 3 iliony lat tem zaczęli żreć mięso, bo jest łatwe do strawienia i zamiast przydługich jelit można było tą energię wpakować w mózg? Kto więcej upoował, miał większe szanse przeżycie. I dziwić się tutaj, że to przynosi przyjemność… To nie jest dewiazja ani choroba, to jest norma… Odstępstwo zdarzyło się, kiedy część – już – osób – zobaczyło w tym całą tę okropność, zaczęła empatycznie traktować coś, co było wcześniej tylko obiadem. Dziecko może się dziwić, że człowiek dla przyjemności morduje. Tak samo morduje szympans.

    A z duszą bym nie wyskakiwał. Kartezjusz wyznawał pogląd mechanistyczny i do dzisiaj są jego zwolennicy, na duszę żadnych dowodów nie ma, ani na łączoną z nią samoświadomość. I świadomość odczuwającą niektórzy odcinają brzytwą Ockhama. Więc jakimkolwiek by to przepełniało wstrętem, nie ma sensu zanosić się świętym oburzeniem, a raczej zastanowić się nad sytuacją zwierząt, także tych hodowlanych, żyjących często w starsznych warunkach i umierających w straszny sposób, tak na wszelki wypadek, bo mogą jednak odczuwać. A oburzanie się i dziwienie, że świat jest jednak wstrętny i okrutny, nikomu nie pomoże.

  40. mag 11:42
    Hodowcy i właściciele kotów to hodowcy morderców. Zabronić posiadanie kotów.
    Precz z lepem na muchy, śmierć dokonana w ten sposób to barbarzyństwo.

  41. Śleper
    Co do tych wędkarzy, o których piszesz, łowiących rzadkie, czy wyjątkowo wielgaśne ryby po to, by… wypuścić je z powrotem do wody, masz absolutną rację.
    Oglądałam z niesmakiem takie “połowy” w TV Wilde, Planet czy cóś.
    To są tacy “maczo” obecnej cywilizacji, jakby podróbki naszych prehistorycznych przodków z etapu “walki o ogień”.
    Gorzej może być ze zwierzyną dziką, bo jeśli nie ustrzeli dosłownie, to co ma taki maczo zrobić? TYLKO zranić, a potem opatrywać ranę? I takiego “uratowanego”, podleczonego jelonka albo dzika wypuścić z powrotem do lasu?

  42. Tu i ówdzie rozpoczęto na skalę półprzemysłową hodowlę zajęcy, bażantów, czy jeleniowatych. Zwierzątka kończą na stołach, a ich śmierć nie różni się niczym od szlachtowania w rzeźniach…….

    O norweskich fermach hodujących łososie też pisano niepochlebnie….

    Śmierć od kuli, czy od noża czymś się różni?
    Ta od kuli wydaje mi się ….czystsza….

  43. mag
    Szanowna i Umiłowana, okropnie się rozpędzasz, a ja mówię tylko o mówieniu na poruszony przez autora temat i nie rozszerzaniu zakresu problemów. Autor emocjonalnie pokazał palcem na zabójców-pasjonatów, potępił ich i to wszystko. Po co zaraz komenty, że nie wszyscy tacy, że sracy, że owacy, że junacy. Czyżby autor był głupszy od komentatorów? Komu co tam w dup…w duszy gra, zaraz ze wszystkim wyjeżdża. Kto wchodzi do klanu zabójców, wchodzi, żeby zabijać, a nie tam, panie, regulować, dokarmiać, podziwiać, leśnym powietrzem oddychać. Ja nim oddycham co dzień – bez zabijania, najwyżej ten…komara. Mag, bądź tak dobra jako polonistka i nie wytykaj wyrywania z kontekstu, bo cytaty po to są, żeby wyrywać. Nikt nie będzie przytaczać całej Biblii, kiedy chce pokazać, że Jahwe, podobnie jak hebrajscy mięsożercy, uwielbia smród palonych zwierząt. A o to, że mogłabyś pochwalać pasjonackie zabijanie wcale Cię nie podejrzewam. Kobiety dające życie i delikatniejsze od wojowników ogóle są przeciwne zabijaniu. Wyjątki wśród nich to coś bardzo niekobiecego. A niech je chudy bocian!

  44. @wiesiek59

    tu ponizej o skutkach hodowania lososia w Norwegii ( i nie tylko)
    http://www.youtube.com/watch?v=4ZBbYzyuwF0

    PS losos ze stawow jest o wiele tanszy

  45. Jerzy Pieczul
    Szanowny i drogi,
    no tośmy się dogadali, co komu w duszy gra.
    I bardzo dobrze!
    Zauważ jednak, że nie tylko w mej duszy zagrało na temat tego, co zagrało profesoru.
    No wziął i przegiął. Co by nie mówić.
    Pozdrawiam chyba w ostatni ciepły, jak na listopad w Polszcze, dzień.
    Widzę po swoim kocie okrutniku drapieżniku, że szykuje się do zimy.
    Od jakiś dwóch, trzech dni dostał napadu apetytu. Je mniej więcej dwa razy tyle co zwykle.

  46. Dziękuję Panie Janie
    Przyroda kiedyś poradzi sobie z ludźmi i z ich przejawem pychy – Utożsamianiem się za regulatora przyrody ze sztucerem w ręku lub z siekierą i betoniarką.

  47. @Kot Mordechaj:

    Brawo. Tak właśnie jest (plus jeszcze parę innych spraw)

    @Jan Hartman:

    “Zabijanie to „bronienie”! No bo przecież zwierząt nie może być za dużo, prawda?”

    Może być za dużo Panie ignorant. Poczytaj Pan trochę. A już Pana psychologizowanie to jest na poziomie domu wariatów. Podobnie jak Pana zespół Touretta – bluzgi przerzucone w strumieniu świadomości na tekst pisany.

  48. Szczerze powiedziawszy, jak tylko zobaczyłem wpis profesora, to nie wiedzieć czemu, przeczytałem tytuł jako : SRACZ BÓR. W mojej instytucji, w której pracuje, mam kilku “znajomych”, którzy są niby myśliwymi. Wszyscy się z nich śmieją, bo idą na polowania z lunetkami na swoich flintach, a jak coś upolują, to cieszą się jak dzieci. Pokazują zdjęcia ze swoich łupów oraz z rozrzewnieniem wspominają upojne, nieprzespane noce w kniejach… No cóż…. Chłop ze wsi wyjdzie, ale wieś z chłopa w żadnym wypadku..

  49. GOSPODARKA łowiecka jest jakoś regulowana.
    Co możemy powiedzieć o kłusownictwie?
    O tych tonach sideł, wnyk, paści?
    O tysiącach krzyżówek chartów trzymanych na wsi?
    O łowieniu ryb na prąd, czy materiały wybuchowe?

    Chciwość, jeżeli jest podstawą stosunków międzyludzkich i stosunku człowieka do przyrody, rodzi takie właśnie efekty.
    Jest nas poza tym nieco za dużo.
    Jedna rodzina w gospodarce łowiecko zbierackiej potrzebuje 20 km/2.
    Do tego etapu się raczej nie cofniemy, więc gospodarujmy tym co mamy rozsądnie.
    A myśliwi mogą się nam jeszcze przydać.
    Jako strzelcy wyborowi……tak na wszelki wypadek…….

  50. Brawo !!!! Często sie z Panem nie zgadzam aletu podpisuje w 100 % podobnie jak pod Pana artykułem o uboju rytualnym !!
    We Włoszech i Szwajcarii wprowadzono zakaz polowań w kilku kantonach i … zwierzęta samoregulują swą liczebność a wielewymierajacych gatunków sie odnowiło. Moge podaćlinki do stron o tym piszących :)
    Brawo !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

  51. Nie @mag(24 listopada o godz. 13:33), ja mam na myśli facetów, którzy godzinami siedzą w wygodnych krzesełkach-leżakach z dwoma wędkami (to taki typowy zestaw) w wodzie i co chwila słychać elektroniczną melodyjkę, oznajmiającą wędkującemu, że ma branie. Te ryby w jeziorze już pewnie poznają swoich prześladowców po tych melodyjkach i smaku zanęty wrzuconej do wody wokół haczyków. To wędkowanie na leżakach jest podobno sportem, czego ja już doprawdy zrozumieć nie potrafię.
    Dobra, dajmy spokój tym nieszczęsnym wędkarzom, zajmijmy się na powrót tymi z dwururkami. Niedawno rozpoczął się sezon na kaczki (prezes niech się ma na baczności!) i też wiem jak się to odbywa, i zaświadczam, że oni tych kaczek nie biorą, zostawiają je ubite albo ranne w wodzie. Od lat nie widziałem, żeby mieli z sobą psy do aportowania ustrzelonego ptaka, więc jest jak w tekście POLITYKI. Taki pies kosztuje trochę więcej niż sprzęt do dziurawienia kaczek, a pan myśliwy nie ma czasu na takie szkolenie i ochoty na wydanie grubszych pieniędzy na psa wyszkolonego. Poza tym taka kaczka czasem przeraźliwie śmierdzi, bo pływa sobie w różnych nieraz cuchnących akwenach, więc o zjedzeniu takiego ptaka trzeba zapomnieć. Traktują te kaczki jak rzutki, kompletni idioci, sadyści.
    Pozdro.

  52. Łowiectwo, jest, moim zdaniem, najszlachetniejszą formą relacji człowieka z przyrodą i środowiskiem. Wymaga rozwagi i roztropności, hartu ciała i ducha. Ma swoją przebogatą historię, literaturę i kulturę. Nie zwieszam strzelby na kołku, a aparat fotograficzny też często wykorzystuję. By utrwalić piękno polskiej przyrody.

    Jeszcze jako uczeń trzeciej klasy liceum ogólnokształcącego w Poznaniu, które w rankingach lokuje się wciąż w ścisłej czołówce najlepszych szkół średnich, wygłosiłem referent o łowiectwie, gospodarce populacjami zwierząt dziko żyjących w Polsce, historii i kulturze myśliwskiej na przestrzeni wieków. Brakowało mi wtedy roku do uzyskania pełnoletności i uzyskania pozwolenia na broń myśliwską. Otrzymałem najwyższą ocenę i kilka dni chodziłem w glorii tego, który dużo wie o tej wspaniałej dziedzinie ludzkiej aktywności. W gazetce szkolnej opublikowałem opowiadanie o rykowisku i tragicznym zatonięciu dwóch jeleni byków w rzece Mogilnicy, sczepionych wieńcami w czasie wrześniowych turniejów. Dostałem chyba jakieś wyróżnienie lub pochwałę. I nikt nie robił mi żadnych dziwnych uwag, że jestem “zabójcą zwierząt”.

    Strzał – akt ostatni

    Zaliczyłem roczny staż, egzaminy i mogłem zacząć polować. Pamiętam, jak trzy lata później, gdy zdawałem egzaminy na selekcjonera zwierzyny płowej, egzaminujący mnie członek komisji, doświadczony leśnik i myśliwy, długotrwale sprawdzał moją wiedzę o zwierzynie łownej, o hodowli, zasadach selekcji, dokarmiania, ochrony, etyce i odpowiedzialności.

    Składam się do strzału. Dzieje się to po długotrwałych obserwacjach, przeprowadzeniu ocen i kryteriów, po wielokrotnych wyjazdach na łowiska. Jest zwieńczeniem, ostatnim aktem ingerowania w przyrodę. Ingerencja ta jest konieczna dla dobra przyrody i zachowania dzikich zwierząt w warunkach stworzonych przez człowieka gospodarującego.

    Jeżeli zdarzy się ktoś, kto swoje uprawnienia wykorzysta niegodnie, jest karany. Jak w każdej społeczności, zdarzają się tacy, którzy w gronie myśliwych znaleźli się przypadkiem. Gdy zdarzy się przypadek, bardzo rzadki, niepotrzebnego zastrzelenia wałęsającego się psa, zdziczałego psa, wszystkim myśliwym przylepiona jest łatka.

    Tymczasem wciąż spotykam watahy zdziczałych psów buszującą po rozległych przestrzeniach wielkopolskich pól. Są wśród nich takie, które wyrzucili rodacy udający się na wakacje. Żeby się pozbyć, nic ich nie obchodzi, co się z takim psem dzieje. O nich nikt nie mówi. Te psy szczenią się w polu, jak wilki.

    Kiedy myśliwy, wierzcie mi, z wielką niechęcią, podnosi broń, by usunąć takiego rabusia, słyszy uwagi krytyczne, spotyka się z niechęcią. Nikogo nie interesuje, że ratuje z trudem i długotrwale hodowane i ochraniane sarny, zające, dzikie króliki i ptactwo gniazdujące na ziemi.

    Najpierw wyhodować, żeby upolować

    Widok szarpiącej się na drucie sarny, kiedy każdy ruch powoduje zaciskanie się pętli, jest wstrząsający. Myśliwi, straż leśna i leśnicy systematycznie penetrują lasy by chronić przed bezmyślnym niszczeniem dzikich zwierząt. Czasami udaje się schwytać przestępcę. Wyrok jest z reguły symboliczny. Niewielkie społeczna szkodliwość czynu. O tym nikt nie mówi.

    Rolnicy traktują myśliwego, jako osobę, której obowiązkiem jest pilnowanie, by dziki i jelenie nie niszczyły upraw. Jeżeli nie upilnuje, niech płaci odszkodowanie. Tak, więc, koła łowieckie kupują straszaki, organizują dyżury na polach, myśliwi strzelają w powietrze, bo loch prowadzących warchlaki w okresie wiosennym i letnim strzelać nie wolno, i płacą odszkodowania.

    W oczach niektórych myśliwy chodzi sobie po lesie i sobie strzela. Śmiech bierze, gdy się słucha lub czyta takie pustosłowie, pełne hipokryzji i czułostkowości.

    Plany hodowlane zakładają taką gospodarkę populacją dzików, aby stabilizować ich liczbę na znośnym poziomie, to znaczy takim, by szkody przez nie wyrządzane były do zaakceptowania przez rolników. Chodzi też o dochowywanie się silnych odyńców, których upolowanie wymaga często wielkiego wysiłku, a satysfakcją są szable, ich groźny oręż. Nikt nie trzyma dzików w niewoli, w chlewach lub komórkach. Są wręcz karmione w lesie, by nie wychodziły na pola. Ich liczba, podobnie jak i innych dzikich zwierząt musi być regulowana.

    Pewien mój znajomy oglądając trofea łowieckie stwierdził, że trzeba najpierw wyhodować, żeby upolować. Chciał być złośliwy. Ale tak przecież jest, właśnie myśliwi opiekują się dziką zwierzyną!
    Zabijanie zwierząt

    Widziałem ubojnie. Zabijanie zwierząt jest tam rzeczą naturalną. Świnie idą ciurkiem, jedna z drugą. Wchodzą, pokwikują, spoglądają i po chwili są rozdzielane na kawałki. W chłodni supermarketu nie kupuje się fragmenty zwierzęcia. Przebiera się i wybiera kawałek szynki, łopatki, kiełbasę. Przecież hodujemy zwierzęta na mięso. Już nie polujemy, jak drapieżniki w świecie przyrody. Z premedytacją hodujemy, by zabić i zjeść. Często w warunkach urągających przyzwoitości trzymane są te hodowlane zwierzęta. Jajka też lubimy, szczególnie na stole wielkanocnym. Opis, jak się uzyskuje jajka na fermach kurzych, gdzie żyją one po sześć sztuk w małych klateczkach, karmione z rurek, z których kapie woda i podawany jest pokarm, a jajka zsuwają się na ruchomą taśmę i jadą do sortowni, jest naprawdę przygnębiający.

    Kupując świątecznego karpia, można uniknąć aktu jego zabicia. Wystarczy nie nabywać żywego, lecz stosownie dobrany filet. Niech ktoś inny się zajmie czynnościami, które do szczególnie sympatycznych nie należą, są jednak normalne i zwyczajne od tysięcy lat.

    My kupimy coś, co w niczym nie będzie przypominać ryby słodkowodnej, lecz będzie stanowić jej jadalny, oczyszczony fragment. Przypomina to zakrywanie głowy zadartą sukienką przez małe dziewczynki, gdy ktoś zwraca uwagę, by nie hałasowały.

    To znana forma ukrycia się, zgodnie z zasadzą, czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. To jednak nikogo nie wzrusza. No, ale myśliwy, uzbrojony w broń palną, który strzela tak, by zwierzę nie cierpiało, usuwający z łowiska często sztuki chore i narażone na ból, bywa łajany za swoje niehumanitarne zachowania. Nie chcę opisywać scen zbyt drastycznych, ale życie sarny zainfekowanej gzami to potworna męka. Myśliwy rozpozna, że coś jest nie w porządku.

    Chodzi, strzela… a potem zapija wyrzuty sumienia

    Chodzi, więc myśliwy po lesie i sobie strzela. Tu dzik, a tu sarenka, tam zajączek i kaczuszka. Czasy ochronne, selekcja, ochrona gatunku to tylko takie gadanie. Tyle tylko, że dzięki działalności myśliwych, polskie bory są bogate w zwierzynę, a jej jakość budzi wciąż zazdrość mieszkańców innych krajów europejskich.

    Za to wrzawa w lesie podczas zbierania grzybów, rajdy quadami, to czyste dobrodziejstwo dla zwierzyny dziko żyjącej. Przecież tu nikt nie zabija. To, że sobie uciekną, przerażone, zostawiając młode bez opieki, na szosę, pod nadjeżdżające auto, kierowca quada nie widzi. Zwierzyna ginie pod kołami samochodów, na torach kolejowych. Wiele koźląt, (młode sarny), jest ścinanych w czasie sianokosów. Jak się uda, myśliwi penetrują łąki przed koszeniem i wynoszą do lasu przytulone do ziemi koźlęta. Tu nikt ich nie chroni, a zabicie ma charakter przypadkowy. Człowiek panuje, gospodaruje.

    Łowiectwo, jest, moim zdaniem, najszlachetniejszą formą relacji człowieka z przyrodą i środowiskiem. Wymaga rozwagi i roztropności, hartu ciała i ducha. Ma swoją przebogatą historię, literaturę i kulturę. Przystosowuje się do stale zmieniającego się otoczenia gospodarczego i kulturowego. Coraz więcej pojawia się stron internetowych, poświęconych gospodarce łowieckiej i polowaniu. Tworzą je niektóre koła, a także członkowie związku. Można na nich znaleźć wiele ciekawych informacji, w tym także zdjęć z wystaw lub imprez organizowanych dla społeczności lokalnych. Są często świetnie opracowane graficznie.

    Papier wszystko zniesie. Demokracja toleruje różne słowotoki, często o wysokim współczynniku demagogii. Tak powstają kalambury o bezdusznych myśliwych, którzy po zabiciu zwierzęcia, zalewają wyrzuty sumienia strumieniami alkoholu. No cóż, pisać każdy może.

    Zapodziała się tylko gdzieś odpowiedzialność za słowo i świadomość konsekwencji epatowania czytelnika tekstem zawierającym półprawdy lub fałszujące rzeczywistość. Kolega myśliwy, z którym z wielką przyjemnością bywam czasem w łowisku, kwituje te zagadnienia krótko: “hipokryzja”.

    Ktoś nie lubi polowania, kto inny boksu, małych samochodów i tak dalej. Jego prawo. Gorzej, gdy nie znając alfabetu, ktoś udaje, że czyta i jeszcze do tego pisze tekst. Wychodzi z tego taki obraz, jak ten, który czasem mróz maluje na oknach. Publicystyka bez sensu.

    A niewiedza o przyrodzie szybko się pogłębia. Zastanawiam się, dlaczego tak wielu ludzi nie rozróżnia jelenia od sarny, dziwi się, że w lesie oprócz grzybów są także dzikie zwierzęta. Przecież tyle godzin szukali kozaków i borowików i żadnego “stwora” nie spotkali. No, taki myśliwy to ma mięsa pełne lodówki. Idzie sobie przez las i wybiera. Raz sobie strzeli sarenkę, jak zechce to dzika i kiełbas pełen zamrażalnik.

    W pismach myśliwskich pojawiają się czasem artykuły polemiczne, w których komentuje się takie wypowiedzi, często pełne dezinformacji i uproszczeń, na temat łowiectwa. “Łowca Polskiego” czy “Darz Bór”, czytają jednak tylko myśliwi. Te polemiki są przekonywaniem przekonanych. Zbyt mało, my, myśliwi, spotykamy się z młodzieżą szkolną, nie wychodzimy szerzej do społeczeństwa. Jakże pożyteczne są takie imprezy jak otwarte pikniki hubertowskie. Tylko wiedza jest drogą do prawdy.

    Dlatego nie zwieszam strzelby na kołku, a aparat fotograficzny też często wykorzystuję. By zachować piękno polskiej przyrody.

  53. Śleper
    I tylko o to chodzi. Wszystko inne to dla nich kamuflaż. Z ich gadek wychodzi, że nic innego nie robią, tylko w dzień i w noc się troszczą o przyrodę, bo do tego są powołani, jak apostołowie. Ale, skurkowańce mówią: “Darz, bór”, a nie “Masz, bór”, więc pierwotna ich idea: brać, nie dawać. Ci, którzy tu podsuwają inne rodzaje zabijań, wytykając przeciwnym myślistwu niekonsekwencję, nie rozumieją, że wytykana jest PRZYJEMNOŚĆ, HOBBY, PASJA zabijania, odbierane współcześnie jako barbarzyństwo, jako folgowanie atawizmom, które w nas, rzecz jasna, są, tyle że sposób ich wykorzystania może nas różnić od szympansów, ale może i nie różnić.

  54. Hubert
    Przeczytałem tylko pierwsze zdanie. Na wszystkim można nabudować filozofię – nawet na sortowaniu śmieci. Adios.

  55. Pański artykuł, to kolejne “przeginanie pały”…

    Od tysiąca lat polskiej państwowości polowanie na dzikie zwierzęta było wpisane w jeszcze starszą tradycję istnienia człowieka na Ziemii. Specjalnie odwołuję się do państwowości, bo chodzi o to, że wtedy też zaistnieliśmy jako Polacy (Polanie – gdyby się ktoś czepiał).
    Aby uciąć ewentualne komentarze… nie jestem myśliwym…
    Nie jestem też ekologiem… mimo iż to dzisiaj intratny fach…
    Człowiek już dawno przesądził, jako najwyższy drapieżnik, co i gdzie może lub może żyć… Jest jak ów lew na sawannie.. Poluje.. a jeśli nawet tego nie robi, to tak zmienia środowisko, że różne zwierzęta nie mogą tam żyć… To nie jest problem który pojawił się w XXI wieku… ale ciągnie się conajmniej od czasów jagiellońskich… a może i wcześniejszych…
    Uregulowano już prawnie sposób w jaki pozyskuje się dziką zwierzynę w ramach odstrzału. I może Pan z tym dyskutować, ale przepisy są dość jasne i nie sprowadzają się do “nęcenia” zwierząt na odstrzał pod karmniki.
    Ekolodzy postanowili już rękami p. Bzomy i prof. Skóry, że ryby nie są gatunkami wartymi ochrony, ale mają służyć jako pokarm dla kormoranów i fok… Nic ich nie obchodzi, że wśród ryb są też gatunki chronione, bądź przywracane do środowiska wodnego (łososie, trocie) kosztem publicznym…
    Szybko Pan zrozumie, że chodzi o kasę… aby ją przekazać ekologom i nie obarczać ich kosztami skutków, jakie niosą szkody powodowane przez ochraniane przez nich zwierzęta… To jest sposób na życie, jak zegarki pos. Nowaka… Zakłamanie faktów, obarczanie wszystkich winą,,,

  56. Przykro mi to napisac, ale Pan Profesor robi szybkie postepy. Dawno temu profesor, czyli osoba (jak mniemam) ważaca poglady. Jeszcze niedawno wspoltowarzysz Palikota, czyli osoba mowiaca dla poklasku. A teraz wspoltowarzysz pana Gmyza, czyli osoba miotajaca oskarżenia na podstawie plotek albo artykulu prasowego. Wyglada na to, ze trzeba podsumowac Pana Profesora krotko: żadza rozglosu deprawuje, absolutna żadza rozglosu deprawuje absolutnie.
    .
    Przypomne Panu Profesorowi, ze zanim sie cos powie, wypadaloby zebrac informacje. Zanim sie oskarży, wypadaloby cos wiedziec. Wypadaloby sie zapoznac z tematem. Akurat mysliwstwo istnieje tak dlugo, jak ludzkosc. Akurat myslistwo nigdy w historii nie wynikalo z sadyzmu, tylko z potrzeby. Potrzeba bylo pozywienia i to byla glowna przyczyna. Ostatnio pojawila sie potrzeba regulacji poglowia zwierzyny, bo nie ma drapieznikow. Pojawily sie pola uprawne oraz parki (patrz wpis Mordechaja), na ktorych zwierzeta moga sie pasc, a potem mnozyc. Pola uprawne to jest naruszenie rownowagi biologicznej, ktora istniala przez miliony lat. Trudno sie dziwic, ze bez drapieznikow i przy dostepie do jedzenia, zwierzeta robia to samo, co ludzie. Skutki sa podobne. Ludzie doprowadzili do dewastacji wielu srodowisk, i zwierzeta robia to samo. W tej sytuacji ograniczenie liczebnosci zwierzat jest racjonalne. To trzeba robic. Pozostaje pytanie o mechanizm. Moze pozwolic mysliwym, a moze puscic rzeznikow do lasu? A moze truc a potem zakopywac zwloki? Zeby tylko zaden sadysta nie mial z tego przyjemnosci. Jak sie Panu Profesorowi podoba taka mozliwosc?
    .
    Przypisywanie diabelskich motywacji mysliwym to jest intelektualna taniocha na poziomie brukowcow. Tak samo, jak wsrod kleru jest troche pedofilow, tak samo wsrod mysliwych znajdzie Pan kilku sadystow. Czy taka odkrywcza mysl nie przyszla do glowy czlowiekowi podobno wytrenowanemu w mysleniu?
    .
    A jesli idzie o kolesiostwo i korupcje, to moze Pan Profesor huknie sie w swoj durny leb, otworzy oczy, i przyjrzy sie wszystkim srodowiskom w Polsce. Mysliwi nie sa inni od politykow czy biznesmenow. Kolesiostwo jest wszedzie. Obchodzenie praw i przepisow to polska specjalnosc. Mysliwi kreca, oszukuja, i wykorzystuja rozmaite luki w przepisach nie z powodu sadyzmu, tylko z powodu norm i zwyczajow Polakow. Sa tacy sami, jak inni Polacy. Taka odkrywcza mysl moglaby przyjsc do glowy srednio rozgarnietego licealisty.
    .
    W sumie, wroze Panu profesorowi szybka kariere polityczna. Juz Pan jest na poziomie Profesora Glinskiego. Niedlugo Pan go przescignie, bo latwo Pan sie podnieca swoimi wymyslami.

  57. Teologiczne argumenty ateisty są z zasady bezsensowne i dowodzą głębokiego, wręcz oburzającego zakłamania. Ponadto sarna nie ma świadomości, dlaczego się ją zabija (ho cóż, najwyraźniej laicki dewota Hartman uważa, że mohery kupią wszystko).

    Myślę, że kolejnym krokiem w postępie humanitaryzmu będzie oduczanie lwa polowania na antylopy, lisa na kury, a kota na myszy. To tylko kwestia babrania w genach, tresury… i pychy nacierającej na “puste niebo”, nakazującej przerabiać wszystkie istoty na roślinki karmiące się słońcem.

  58. Nie popieram łowiectwa jako sportu, rekreacji czy jak to tam zwał. Zwłaszcza strzelania do przelatującego ptactwa, np. gęsi. To barbarzyństwo w czystej postaci. Ale jak w każdej dziedzinie tak jak i w tej nie można przeciągnąć linii i wyznaczyć pól gdzie na jednej stronie postawimy szlachetnych przeciwników myślistwa zaś po drugiej złych myśliwych. Sam staram się nie jadać mięsa, ale niestety jak część z nas nie mogę wyzwolić się z hipokryzji. Noszę buty, rękawiczki ze skóry etc. Czy autor widział czy słyszał może kwik szlachtowanych w wiejskich zagrodach zwierząt? O mordowaniu corocznie setki tysięcy karpi litościwie zamilknę. Przygarnąłem i uratowałem od śmierci kilka kotów – to ogrodowi bandyci. Ale do rzeczy. Mam w rodzinie myśliwego. Opowiada mi o ciągłej walce jego koła łowieckiego z leśnikami. Leśnicy narzucają im plany odstrzału zwierzyny, myśliwi się bronią. Za niewykonanie planu odstrzału są kary. Poza tym zwierzęta są własnością państwa, ale do wypłaty odszkodowań prawo obliguje myśliwych. Leśnicy do planu odstrzału zaliczają zwierzęta znalezione przez myśliwych w sidłach, wnykach itp. Po znalezieniu truchła należy zrobić zdjęcie, opis i w formie papierowej wysłać je do Nadleśnictwa. Ze względu na drastyczność zdjęć okoliczne zakłady fotograficzne odmawiają pracy nad nimi. Proponowałbym autorowi przespacerować się do najbliższego koła i poprosić o takie materiały. Być może zmieniłby nieco swój osąd. A także pojechać do któregoś z kół i przekonać się ile pracy, czasu i prywatnych pieniędzy trzeba włożyć w zorganizowanie karmy, środków transportu i dowóz jej w leśne ostępy.
    Wesołych Świąt.

  59. Jak zwykle prof. Jasio duraczy na całego. Naplótł w tym tekście tyle bredni, że szkoda aż czasu na odkręcanie wszystkich.
    Zajmę się tylko moim zdaniem najważniejszymi:
    Pisze prof. o “procederze” polowań na zwierzęta. Ten sam prof. Jasio Hartman odkąd go pamiętam, zawsze dwiema rękami podpisywał się pod aborcją. Aborcja to nic innego jak proceder zabijania dzieci. Czasem jak dziecko jest za duże, to żeby je wyjąć, ginekolog musi najpierw pociąć je na kawałki. Tzn najpierw wyjąć główkę, odciąć rączki i je wyjąć itd. aż tknięte postępem dziecko wyjmie się na zewnątrz. Potem można dziecko zmielić i spuścić w kiblu(tak robiła pewna klinika w Polsce), ew. wyrzucić do śmieci(tak jest robione najczęściej). Jasiowi to nie przeszkadza, bo Jasiu itp. “autorytety” tej klasy, nie widzą różnicy między człowiekiem i zwierzęciem.
    I stąd kiedy duraczą gojów swymi “mądrościami”, często okazuje się, że więcej szacunku i zrozumienia mają dla zwierząt niż dla ludzi.
    Prof. Jasio wspomina też, że jest ów “proceder” myślistwa podpiera się na zabobonie. To miło z profesora strony, że wspomniał o zabobonie, bo zabobony tłumaczą wiele ludzkich postaw. N.p. goszcząca na terenie Polski nacja, z której się prof. wywodzi, hołduje zabobonowi wedle, którego każdy kto nie jest żydem a “gojem”, jest tylko człekokształtnym zwierzęciem, które ma żydowi służyć.
    Warto pamiętać o tym zabobonie, zwłaszcza w kontekście “świętej Hipokryzji” o, której pan prof. pisze.
    Należy więc wspomnieć, że Pan prof. należy do “Żydowskiej loży synów przymierza” – B’nai B’rith, która zrzesza ludzi hołdujących owym zabobonom o gojach.
    Wiedz też szanowny czytelniku, że dla żydów, gojami są nie tylko członkowie ONR-u, prawicowi publicyści, czy osoby o poglądach politycznych innych niż w gazecie wyborczej.
    Gojem jest dla nich KAŻDY kto nie jest żydem.
    Więc gdy kolejny wysoko postawiony rabin czy inny żyd mówi, że goje to zwierzęta pociągowe, które rodzą się by służyć żydom, to ma też na myśli CIEBIE.
    Pamiętaj o tym czytając takie głodne kawałki jak n.p. ten:
    “Tego już nie zdzierżyłem. Nie znam równie odrażającego przykładu deptania najgłębszej i najświętszej ostoi etyczności, jakim jest dar, a szczególnie dar z pokarmu. Zaprosić do jedzenia i zabić – to najpodlejsza zdrada i dowód kompletnej moralnej anomii. Myśliwy, który to czyni, narusza najbardziej surowe tabu, bezkarnie i bezmyślnie niszcząc podstawy ludzkiej kultury.”
    Dla prof. Jasia europejska kultura to kultura zwierząt. Przyrównuje on w tym fragmencie zwierzę do człowieka, oburza się, że prawa moralne ludzi nie są stosowane dla zwierząt. Tymczasem wszelkie znaczące cywilizacje, które dotrwały do dzisiejszych czasów charakteryzują się tym, że istotę ludzką stawiają wyżej niż zwierzęta.
    Niestety “kultura” B’nai B’rith przynajmniej pod tym względem nigdy cywilizacyjnie nie dogoniła jeszcze reszty świata.

  60. Podam dwa przyklady. Bernikla kanadyjska to taka ges. Jest ich zatrzesienie w gornym Nowym Yorku (Upstate New York). Chodza pod sklepami, w parkach, na kampusach, i sraja. Sa miejsca, gdzie trudno przejsc. Skad ich tyle? Winni, oczywiscie, mysliwi. Kiedys bernikle byly przelotne i gniezdzily sie w Arktyce. Mysliwi hodowali bernikle na przynete. W sezonie przelotow przywiazywali “swoje” bernikle na stawie, a przelotne bernikle sie dolaczaly, bo sa towarzyskie. Mysliwi strzelali. Potem ktos wymyslil “nie meczyc zwierzat’ i zabroniono polowania z przyneta. Niektorzy mysliwi pewnie przynete zjedli, ale w wiekszosci je wypuscili. Co sie okazalo? Hodowane bernikle nie mialy zwyczaju migracji, wiec sie osiedlily w poblizu i zaczely sie mnozyc. I teraz jest ich mnostwo i jest problem. Pojawil sie nowy zawod. Jest kilku ludzi z tresowanymi psami, ktorzy na wiosne chodza pod sklepami i po parkach. Psy ganiaja bernikle i nie daja im zakladac gniazd. W tych miejscach jest troche mniej lajna, ale ogolnie malo to pomaga bo takich osob jest za malo. A strzelac sie nie da, bo bernikle siedza na trawnikach.
    .
    Winni oczywiscie mysliwi. Kiedys strzelali i bylo zle, teraz nie strzelaja i tez jest zle.

  61. Pełna zgoda co do makabryczności polowań. Komu to w XXI wieku są potrzebne polowania? Niektórym politykom z najwyższej półki? Takie mają wielkopańskie hobby?

    Co do cierpienia Pana Jezusa na krzyżu niech Pan lepiej nie nie wypowiada. Nic Pan o tym nie wie.

  62. Moim zdaniem panowie broniący myślistwa z pozycji trzeba regulować nie rozumieją zarzutu.
    Nikt nie uważa, że nie trzeba regulować.
    Nikt nie ma pretensji do kata, ale jakoś dziwnie byśmy patrzyli na ochotników do plutonu egzekucyjnego?
    Czy Panowie myśliwi i w tej materii by się gremialnie zgłaszali, ktoś musi rozstrzelać jak taki wyrok zapadł?
    Tradycja? Chrzanić taka tradycję.
    Co do kłusowników i potrzebie pozyskiwania jedzenia, to wiesiek jest w olbrzymim błędzie, kłusownicy chodzą kłusować dla przyjemności, targają nimi takie same emocje jak myśliwymi, różni ich potrzeba wolności.
    To że myśliwi się bronią, podają fałszywe usprawiedliwienia swoich morderczych instynktów, jest normalne, kto lubi jak go za troglodytę się uważa i rzeczy nazywa po imieniu.
    Dla przyjemności zabijacie, żadne zaklęcia tego nie zmienią.

  63. Drugi przyklad. Long Island kolo Nowego Yorku to swiatowe centrum boreliozy. (To taka choroba. Wyjasniam Profesorowi, bo on nie ma zwyczaju sprawdzac, o czym mowimy.) Skad borelioza? Ano z saren. Wezmy takie Laboratorium Narodowe Brookhaven. Wielki teren, zalesiony, rzadowy, i strzelac nie wolno. Tam zyja setki saren, a moze tysiace. W nocy trzeba jechac z predkoscia kilku km na godzine, bo stada saren stoja na srodku drogi. Tyle tego jest. A sarny maja kleszcze, a kleszcze przenosza borelioze. (Wyjasniam Profesorowi, zeby sie sam nie fatygowal zbieraniem wiedzy.) Pamietam, ze po spacerze w Laboratorium lesna droga przynosilem na skarpetkach kilkanascie kleszczy. Spacer, a potem zaraz prysznic, zeby sie tego swinstwa pozbyc. To jest po prostu niebezpieczne. Sporo osob sie zaraza. A borelioza to ciezka choroba.
    .
    Kto wienien? Mysliwi. Bo nie strzelaja. A dlaczego nie strzelaja? Bo okoliczna ludnosc kocha “bambi”, bo “bambi” jest takie slodkie. (Bambi to jest jakas disneyowska sarenka.) Wprowadzono przepisy, ze nie wolno strzelac do saren. No, to mamy borelioze.
    .
    Dyskusje na temat czesto odbywaja sie na poziomie “kocham bambi, mysliwi sa be”. To jest poziom umyslowy wypowiedzi Pana Profesora. Niestety.

  64. Co za idioci się na ten blog zwalili! O czym wy bredzicie, skoro pan Jan mówi tylko o barbarzyńskiej przyjemności czerpanej z zabijania? Po co tu pieprzyć o regulacji populacji, o koniecznościach, tradycjach, dupościach, skoro mowa o ludziach stających się myśliwymi z powodu niezagłuszonego u nich atawizmu, z powodu chęci i przyjemności zabijania. Po co w to mieszać jakąś gospodarkę, skoro mowa o przedpotopowej psychice człowieka w XXI, w którym tak prymitywne motywacje, jak zabijanie dla przyjemności powinno być śmiertelnym wstydem, a nie okazją do stawiania nogi na zabitym bez potrzeby zwierzęciu i ryczeniu jakichś zwierzęcych hejnałów. Po jaką cholerę wleźliście właśnie tu?! Idźcie do sobie równych i tam trąbcie do woli.

  65. Jesli wypowiedz Pana Profesora jest emocjonalna i malo przemyslana, to wypowiedzi dyzurnych katolikow to jest to jest intelektualne dno. Jak to u fanatykow.
    .
    Pan Profesor ma szanse otrzezwiec. Katolicy nie maja takiej szansy. Fanatyzm to jest trwale uszkodzenie kory mozgowej.

  66. @Jerzy Pieczul: zabijanie dla przyjemności to jest podle uproszczenie. O tym jest mowa. Rzeczywistosc bardziej skomplikowana.
    .
    Istnieje takze pomowienie dla przyjemnosci. To Twoj przypadek?

  67. narciarz2
    Dzieciaku, jak ktoś chce kamuflować, to bredzi: to jest uproszczenie. A z jakiego innego powodu, jak nie dla zabijania ktoś staje się myśliwym z własnej nieprzymuszonej woli – dla niepowstrzymanej potrzeby głaskania zwierząt? Wracaj do przedszkola ze swoim dziecięcym myśleniem.

  68. No i macie……
    Jeżeli zabijanie zwierząt to INSTYNKT, to nic się nie da zrobić, poza może formą tego rytuału.
    Poza tym, ten milion zwierząt to jakieś może 50 000 ton mięsa.
    O tyle mniej trzeba pozyskać z hodowli, często bardziej obciążającej ekologicznie i zdecydowanie bardziej okrutnej.

    Da się już wyhodować mięso na hamburgery sztucznie, więc poczekajmy.
    Chyba że dojdzie do sytuacji, gdy będziemy delektować się “Ludziną” czy innym “zielonym soylentem”…..

  69. Zabijanie zwierząt przez człowieka to podkorowy atawizm, który został w pewnym momencie historii gatunku homo uświęcony religijnie. Dzisiaj prawidłowy Polak, który jest obowiązkowo prawidłowym katolikiem czuje się z zabijaniem zwierząt bardzo dobrze, nie tylko myśliwy: jest św. Franciszek “co kochał zwierzątka” – znaczy: jestem usprawiedliwiowy, bo mam listek figowy ukręcony z Franciszka. Otóż Franciszek wcale nie “kochał zwierzątek”, “braci naszych mniejszych” – Franciszek nie kochał zwierzątek za ich autonomiczną wartość, ale dlatego je “kochał” bo były “dziełem Boga”. Traktował je jako “dowody w sprawie”, jako przedmioty, nie żywe, czujące i autonomiczne istoty.
    Co piątek prawidłowy katolik stosuje “post”, polegający na niejedzeniu “czerwonego mięsa”. Jak nie zje – znaczy się, że kocha Bozię i jest jej posłuszny oraz odhaczył kolejny punkt na drodze do nieba. natomiast rybę, kurczaka może wpierniczyć i bebechy napchać aż stęka. To się nazywa post i to jest godne i sprawiedliwe, jak mówi prawidłowy katolik.
    Prawidłowy katolik pójdzie też na pasterkę. Weźmie dziecko swe na rączkę i za rączkę, żonę swą po katolicku przed Bozią zaślubioną też weźmie. Staną w kościele przed szopką i odwalą szopkę aż miło, aż miło-miłość rodzinna katolicka do Bozi fruwającego nad Armią Czerwoną ulata, pardon, nad dachem czerwonodachówkowym kościoła ulata. Powzruszają się jagniątkiem klękającym przed Jezuskiem becikowym, tatuś z mamusią dadzą prawidłowemu katolikowi przedkomunijnemu pogłaskać to źwierzątko. Mamusia ma już w piecu nastawioną pieczeń z jagniątka i w pierwszy dzień Bożego Narodzenia wszyscy, łącznie z krową-teściową i teściem-knurem będą się pysznym, chrupiącym jagniątkiem opychać. Popierdzą jagniątkiem, karpiem, indykiem, bekną nimi zdrowo z drugiej strony i pójdą znowu do kościoła “za wspaniałe dary podziękować Bogu”.
    W tym prawidłowym poczuciu jedni z przyrodą mały katolik dostanie pod choinkę małego psiaka, albo małego królika. Małe psiaki i króliki są miłe, bo ciepłe i puszyste, oraz mają takie śliczne mordki. Do zabawy jak znalazł. Ale nie chcą działać na baterie. Sikają i gorzej jeszcze, a mały królik nie lubi przytulania, chociaż taki słodziusi na mordce jest. Psa sikacza, sracza i szczekacza wywiezie się za miasto i z auta wywali. Królikowi da się w łeb i do garnka na potrawkę.
    Mały prawidłowy katolik już dorósł, może sobie sprawić sztucer i pójść w las, by “Bór darzyć” waląc z lufy do sarenki. Ona też ma milusi pyszczek, duże oczy i śmieszne uszy. Jest miło i wesoło. A Franciszek kruszy bułeczkę dla ptaszków i karmi je z ręki.
    Kult mordu ofiarnego, parującej krwi spływającej po kamieniach, jest fundamentem judeochrześcijaństwa biblijnego. Traktowanie zwierząt jak przedmioty,m do dowolnego używania przez człowieka, jest esencją katolicyzmu, tak jak krwawa ofiara z człowieka, by rzekomo odkupić rzekome winy popełnione przez człowieka wobec rzekomego Bozi.

    Jak powiedział Kwinto, uczciwiej jest kraść, jako – par excellence – złodziej, niż jako bankowiec.

  70. @wiesiek59. Wiesz co jest miarą człowieczeństwa? Transgresja. Historia człowieka to wieczne pokonywanie własnych słabości, przyzwyczajeń, nawyków i utartych szlaków. Naprawdę, nikomu korona z głowy nie spadnie, gdy nie będzie dla przyjemności zabijał zwierząt. To jest pierwszy krok. Jedzmy mniej mięsa – to będzie drugi rok. Nikt z nas nie jest idealny, ale przynajmniej próbujmy i ograniczajmy te złe nawyki. To trudno tak zrobić? Zamiast 4 mielonych, schabowych w miesiącu, zjedz po jednym.

  71. ” jak ktoś chce kamuflować, to bredzi”

    Dobrze powiedziane

    “Jeżeli zabijanie zwierząt to INSTYNKT, to nic się nie da zrobić, poza może formą tego rytuału.”

    A jeżeli zabijanie zwierząt to nie instynkt to co?
    Instynktem jest również branie kobiet siłą, ja mam taki instynkt na przykład, nie wstydzę się go, ale ulegam mu tylko wtedy, kiedy znajdę odpowiednia partnerkę co lubi tak samo tylko odwrotnie.
    Jak myśliwy znajdzie chętna do zabawy sarenkę, czemu nie, niech strzela.
    Tym człowiek się od zwierzęcia różni, że powstrzymuje swoje instynkty, nie wiem czy są inne różnice tak naprawdę.

  72. Nareszcie ktoś się tym zajął , niech Pan nie ustaje Janku. . Ja za cholerę nie mogę zrozumieć jak nowoczesny człowiek może odczuwać przyjemność z zastrzelenia np. sarny ze sztucera. Te prymitywy z których większość
    to kłusownicy łamiący własne prawa, mają możnych wspierających na czele z naszym prezydentem. Można zgodzić się jedynie na odstrzał sanitarny wykonywany przez państwowe służby jeżeli rzeczywiście gdzieś populacja zwierzą zagrozi stabilności ekosystemu , ale tylko w takiej sytuacji . Polowanie dla tzw,. przyjemności powinno być zakazane pod karą grzywny 100 000 zł . To trzeba zrobić zaraz , nie ma co czekać ja chętnie zagłosuję na ludzi którzy z takiego projektu zrobią swój priorytet , sam gotowy jestem dać na to pieniądze.
    Wystarczy poczytać kurioza jakie płodzą ci strzelcy aby uzasadnić polowania . Zapytajcie jakiegoś myśliwego dlaczego polują na ptaki?. Też ich jest za dużo ?. Czy Wiecie że większość kaczek które dokarmiacie w miejskich parkach jest później wytłuczona na przelotach przez tych “myśliwych”?. Szkoda słów , naprawdę .

  73. Tanaka
    Daj Ci Bozia tysiąc pięćset dzieci – będzie więcej mądrych na świecie. A na poważnie to pamiętam obrazek, na którym święty Walenty…tfu!…Franciszek naucza ryby. Te wystawiły pyski z wody i słuchają. Do dziś mnie ciekawi, o czym im nadawał – że nieładnie cudzej ikry jeść, jeździć na gapę, pożądać żony bliźniego, złorzeczyć, za to ładnie – czcić ojca i matkę? Ale weź znajdź ojca i matkę w oceanie…

  74. Parker
    Brawo, chylę czoła za przenikliwość myśli i lekkość słowa

  75. Jest jeszcze kwestia opieki nad zwierzętami łownymi, które uległy wypadkom samochodowym. Myśliwi nie poczuwaja sie do obowiązku zajmowania sie tymi zwierzętami. Nie pomagają rannym zwierzętom. Nie uprzątają zwłok zabiych zwierząt. Uważają, że ich to nie dotyczy. Oni tylko czerpia przyjemności. Obowiązki spychają na gminy. Wg łowczych pdlinę sprzatają samorzady gminne. Prawo na ten temat milczy.

  76. Parker
    Krótko i celnie.
    Rzecz w różnicy między między człowiekiem i zwierzęciem.
    My MOŻEMY trzymać instynkty na wodzy. Bylebyśmy CHCIELI.

  77. Tanaka szkoda, że się bardziej nie poplułeś. Ty wierzysz sobie w autonomię czucia i wyższą świadomość u zwierząt, a inni nie, więc nie rżnij głupa i odpieprz się od postów.

  78. Mag, a kto powiedział, że lew nie czuje satysfakcji polując na antylopę? Skoro jako rzecze laicki dewota Hartman sarna odczytuje intencje myśliwego… A odnośnie instyntku to żadne usprawiedliwienie. Na następnym etapie rozwoju instynkt psa i lwa wypleni się genetyką, wsteczników wsadzi do więzień dla psychopatów…

  79. Współczesne myśliwskie zabijanie dla przyjemności to nie żaden instynkt (człowiek ich prawie nie ma), lecz ślad po nim – bardzo łatwy do usunięcia z podświadomości i zablokowania przed przyjęciem do świadomości. Wszystko zależy od tego wśród jakich wzorów malutki kandydat na człowieka przebywa. Myślistwo jest składową częścią najszerzej rozumianej kultury, czyli tego, czego się człowiek w swoim gatunkowym rozwoju nauczył. Zatem myślistwo jest znanym powszechnie sposobem spędzania wolnego czasu, jest pewną kulturową propozycją, podobnie jak kulturową propozycją są na przykład ochotnicza straż pożarna czy ochotnicze ratownictwo wodne. Dlatego ci prymitywniejsi tak łatwo się decydują na rekreację polegającą na zabijaniu, bo jest taki względnie akceptowany społecznie wzór zachowań. W Watykanie dopiero niedawno zakazano uprawiania stosunków seksualnych z 12-latkami. Czyli jednak idzie nowe. Może i do zabójców-pasjonatów mordujących dla rekreacji dojdzie.

  80. Odnośnie jeszcze instyntku. Przypomnę, ze niektóre “wsteczne” jednostki ludzkie nie zaakceptowały religianckiego mieszania się do seksualności, gadaniu o trzymaniu chuci na wodzy, zdrożności przyjemności seksualnej niesłużącej prokreacji., Więc z czym do gości? :)))

  81. Czyżby profesorów nie obowiązywała żadna etykieta?
    Żenada.

    Netykieta:
    9. Dbaj o poprawność i czystość języka swoich wypowiedzi. Nie przeklinaj.
    10. Nie atakuj i nie obrażaj innych uczestników dyskusji. Nie zamieszczaj treści wulgarnych, obscenicznych, nienawistnych, agresywnych, dyskryminujących i in. tego rodzaju.
    Więcej pod adresem http://www.polityka.pl/opolityce/1508316,1,zasady-publikacji-komentarzy.read#ixzz2laY0RoDy

    7. Nie zamieszczaj wypowiedzi niezgodnych z prawem, zasadami współżycia społecznego i dobrymi obyczajami, w szczególności zaś zawierających groźby, obraźliwych, naruszających godność lub pozostałe dobra osobiste innch osób, naruszających prawa autorskie i inne dobra prawem chronione.

    Więcej pod adresem http://www.polityka.pl/opolityce/1508316,1,zasady-publikacji-komentarzy.read#ixzz2laXpvJs6

  82. ” malutki kandydat na człowieka przebywa.”

    Wow panie Jerzyk! Człowiekiem zostaje się po maturze czy doktoracie? A poza tym Zieloni bliscy palikociarnirozliczyli się z poparcia dla legalizacji pedofilii i innych wspaniałych nowin z chwalebnej rewolucji 68 roku?

  83. Gratuluję Panu! w dosadnej, konkretnej formie wyraził Pan moje myśli, mój sprzeciw, moje oburzenie i moje obrzydzenie. Liczę na to, że społeczeństwo w końcu się obudzi, przestanie bezkrytycznie łykać propagandę myśliwych i w końcu weźmie się za ten haniebny proceder. Dziękuję za ten artykuł!

  84. Narciaż siegnął juz dna rozważań intelektualnych a jego wypowiedzi o katolikach dowodzą niestety dodatkowych kompleksów.
    MYSLIWI:
    1.zostawiaja w glebie i wodach dziesiatki ton szkodliwego ołowiu,
    2. Zabijają najlepszych lesnych reproduktorów nie pozwalając utrzymać wysokiego poziomu gatunków zwierząt,
    3. Potrafia być bardzo okrutni i to wcale nie dotyczy garstki lecz sporego ich procentu, wystarczy zobaczyć filmiki z zagryzanymi na żywca przez psy postrzelonymi dzikami na You Tube,
    4. Zabijają DLA PRZYJEMNOŚCI dobudowując sztucznie filozofię do tego procederu,
    5. Masowo zabierają z lasu zabite zwierzęta nie rejestrując ich jak powinni,
    6. Proszę poczytać co na ten temat piszą takie organizacje jak: abschafungderjagt.de ,
    7. We Włoszech i Szwajcarii wprowadzono zakaz polowań w kilku kantonach i … zwierzęta samoregulują swą liczebność a wiele wymierajacych gatunków sie odnowiło.
    Polecam: “Ein Jagdverbot in Basel: wissenschaftlich möglich und praktisch bewiesen.
    Warum es funktionieren kann. Die Theorie verständlich erklärt.”
    Film: http://www.youtube.com/watch?v=vOAufU4lHBQ

    Der Kanton Basel-Stadt in der Schweiz möchte die Jagd verbieten. Lediglich in unausweichlichen Fällen soll die Jagd noch erlaubt sein. Man beruft sich auf die guten Erfahrungen im Rahmen des vollständigen Jagdverbots im Kanton Genf, das bereits 1974 in Kraft getreten ist. Dort wurden deutliche Veränderungen im Verhalten der Wildtiere festgestellt, die für alle Beteiligten (Tier, Pflanze und Mensch) eine Besserung gebracht haben: Die Wildtierbestände regulieren sich selbstständig erfolgreich, die Tiere verlieren einen großen Teil der unnatürlichen Scheu, die durch die Jagd hervorgerufen wird, und die Menschen erhalten ein verlorengegangenes Verständnis für die Natur und ihre Zusammenhänge zurück.

    Panowie mysliwi przestańcie traktować swoje archaiczne hobby jako coś fajnego i zrozumcie: szkodzicie nie tylko sobie ale nam wszystkim a przede wszystkim przyrodzie !!!

    A my wszyscy przestańmy sie wreszcie głupawo do naszych znajomych mysliwych usmiechac lecz odważnie mówmy coo tym sadzimy.

  85. Humanożerca
    Zbierz sobie, dziecko, do kupy wszystkie cechy składające się na pojecie “człowiek”, odróżniające człowieka od zwierząt, i popatrz które z tych cech ma niemowlę czy ciut starsze dziecko. Nikt nie staje się tak rozumianym człowiekiem w wyniku jednorazowego aktu. Dziecko kobiety i mężczyzny, jako najbardziej nieporadne ze wszystkich zwierzęcych szczeniąt, staje się człowiekiem w wyniku długiego uczenia się. Były plemiona, które za człowieka uznawały dopiero dziesięcio- czy dwunastolatki. U nawiedzonych przez ducha, rzecz jasna, nawet kijanka jest człowiekiem – ale to już ich intelektualna własność. Może Ci przypomnę, że tematem lekcji jest rozrywkowe mordowanie zwierząt, więc już nie zawracaj głowy.

  86. Zgadzam się z profesorem w całości i nawet nadmiaru agresji tym razem nie wytknę. Temat chyba tego wymaga, żeby skruszyć te zaskorupiałe złogi myśliwskiej hipokryzji. O optymizm jednak trudno – widać nawet na blogowisku, że wyznawców religii spod znaku dwururki wciąż nie brakuje.
    Co łączy myśliwego z katabasem, oprócz hipokryzji wkomponowanej w ustrój społeczny? Obaj strzelają z ambony do niewinnych i udają, że to na chwałę bożą.
    Jest w tej kwestii wiele problemów trudnych (regulacja pogłowia, szkody na polach), są dylematy i implikacje oboczne (ubój zwierząt hodowlanych) – ale profesor nie musiał ich wszystkich uwzględniać, bo zajmuje się tylko etyką myślistwa; i to nawet nie tą stosowaną (z którą jest dopiero zgroza) lecz obwieszczaną publicznie.
    Dołożyłbym tu jeszcze aspekt – za przeproszeniem – klasowy. W latach pińdziestych miałem w sąsiedztwie rodzinę kolejarza z siedmiorgiem dzieci i niepracującą żoną. Gdyby nie jego wędkowanie (to też myślistwo) – dzieci chodziłyby głodne. Nawet gdyby łowił ościeniem, bez karty wędkarskiej i nie w dozwolonych terminach – nie potępiłbym go tak, jak potępiam tych bezmózgich łaskawców, co wędkują, żeby darować rybie życie, ucałowawszy uprzednio jej poszarpany pysk (szokuje mnie tylko, że na Zachodzie to wciąż tolerują!).
    Kłusownik leśny, gdyby nie zadawał okrucieństwa zwierzakom, albo i legalny myśliwy, gdyby upolował i zjadł, niekoniecznie z biedy – byłby u mnie rozgrzeszony. Podciągnąłbym to pod prawo głodnego lub tylko silniejszego. Ale jak zabija dla frajdy i jeszcze dorabia do tego ideologie, a przy tym mieszka w pałacu namiestnikowskim, niech idzie do piekła… RP się nie zawali, las się sam wyreguluje, tak jak to się dzieje na terytoriach odludnych (nawet pożary będą mu służyły). A jeśli są to mrzonki i nic się nie da zrobić z tym naszym myśliweczkiem-kochaneczkiem, to i tak trzeba mu wytykać jego zakłamanie. Choćby był tak impregnowany jak np. @Hubert.

  87. @atalia – to, że Palikot poluje czy też polował, nie wszystkim się podoba. Ale nie wszystko musi się podobać. A skoro Hartman napisał taki bezkompromisowy test na temat myśliwych, to znaczy, że Twój Ruch nie jest partią wodzowską i nie wszyscy muszą myśleć tak jak Szef.
    @ Zbyniek złożyć projekt ustawy to żadna sztuka. Ale obecny regulamin Sejmu pozwala Marszałkowi trzymać każdy projekt dowolnie długo w “zamrażarce” jakimi są komisje. Proszę sprawdzić ile “dziesiąt” projektów ustaw złożył w Sejmie Ruch Palikota, o których pani marszałek Kopacz nie chce nawet podyskutować na forum Sejmu

  88. Cóż mam dodać, ja wegetarianin? Jakoś, szanowny Humanożerco, nie ciągnie mnie do zabijania czegokolwiek, choć muchy np. zabijam. Ale to już “inna para kaloszy”. A że nie mam skłonności misjonarskich, nikogo nie zamierzam nawracać. Jedynie dodam, że groteskowo wyglądała msza celebrowana przez prymasa Kowalczyka z zabitym dzikiem przed ołtarzem.

  89. parker
    24 listopada o godz. 18:49
    Widzę, że Cię już pochwalono, co dobrze, w zasadzie, ale nie całkiem. Ponieważ nie całkiem z tym powstrzymywaniem się powinno być jak mówisz.
    Religie judeochrześcijańskie wyrosły na fundamencie świadomości i jej prymatu nad resztą ludzkiej psyche. Inne działy mózgu zepchnęły w czeluść pogardy. Dopiero świt współczesnej psychologii, zwłaszcza psychologii głębi pokazał nam, jakie to fatalne w skutkach. Objawy tego skrzywienia polegającego na zanegowaniu w sobie ogromnych i witalnie koniecznych, a przy tym autentycznych przestrzeni psyche, są u judeochrześcijanina takie, że wielkim wysiłkiem woli musi walczyć ze sobą, gwałcąc przy pomocy własnej świadomej pracy umysłu, siebie samego. Jest to praca syzyfowa, nie do wygrania, chyba, że kosztem całkowitego zabicia siebie autentycznego. Codzienne objawy tego są takie, że widzimy szokującą sprzeczność w kanonach religii i jej działaniu w biografii niemal dowolnego człowieka: religia gada – miłuj, a judeochrześcijanin nienawidzi, gardzi, bulgocze z zawiści; religia nawija: nie zabijaj, a judeochrześcijanin zabija i jeszcze to chytrze tłumaczy na setki sposobów, włącznie ze “sprawiedliwą wojną”; religia pierniczy: nie czyń drugiemu krzywdy a klecha (bo nie ja) pedofili przedkomunijne dziecko. Tak samo jak tatuś tego dziecka. Itd i tp, bez końca.
    Rzecz nie tyle w zawziętym zaparciu się, zawzięciu, zaduszeniu siebie, by nie realizować swoich atawizmów. Rzecz w tym, by wszystko było w człowieku autentyczne, zintegrowane. Wtedy będzie najzdrowsze z możliwych i wtedy nie trzeba się będzie beznadziejnie ze sobą zmagać i pilnować na każdym kroku, i tak padając, co jest nieustającym motywem chrześcijańskiej niemocy. Wtedy nasza psyche, niegwałcona, nie będzie czynić tego co krzywdzące, a będzie czynić to, co najgłębiej zdrowe i radosne. Emanując tym z wnętrza, a nie kupując to z zewnątrz.
    Tak kiedyś czynił zdrowy człowiek, zanim judeochrześcijaństwo odcięło człowieka od niego samego.

  90. BRAWO!!!
    Kocham Pana!!!

    Niech mysliwych diabli wezma!

    Zakazac takich okrucienstw psychopatow!

  91. @Tanaka. Dalej tak czyni człowiek. Buddysta.

  92. Czy nasi szanowni dyskutanci nie zastanawiali się przypadkiem nad składem socjalnym myśliwych?
    Przecież to na ogół- w 90% DECYDENCI……
    Prokuratorzy, sędziowie, wojskowi, policjanci, księża, biznesmeni.
    Może ta KRWIOŻERCZOŚĆ to agresja z przemieszczeniem?
    Może gdyby nie wyżywali się na polowaniach, wyżywaliby się na nas?
    Jakieś cechy osobowości zadecydowały o wyborze kariery życiowej.
    Może myśliwych mamy za mało?
    Może gdyby było ich więcej, gospodarka by lepiej funkcjonowała?

  93. Panie profesorze, czy jest Pan wegetarianinem?

    Jeśli tak, to jestem gotowa uwierzyć w Pańską szczerość.
    Jeśli nie, to muszę uznać Pański wpis za przejaw hipokryzji, bo nie wierzę, by nie wiedział Pan, jak funkcjonują rzeźnie, albo w jakich warunkach stłoczone w kojcach kury znoszą jajka na poranną jajeczniczkę. Niech pan może tez pomyśli o zwierzętach trzymanych w blokach, w małych mieszkaniach. Czy ich męka – trwająca często latami, Pana nie wzrusza? Jeśli tak, poproszę o stosowny wpis.

    Artykuł pani Sowy też zrobił na mnie wrażenie i to do tego stopnia, że wypytałam osoby, które w tej materii są specjalistami, by wyjaśniły co i jak. Wnioski są zgoła inne.
    Panu też to pozwolę sobie zasugerować. Rozmowa z wszystkimi zainteresowanymi stronami w wypadku rzucania oskarżeń takiego kalibru to chyba dość etyczne podejście?

  94. Jurusiu Pieczulusiu najpierw zapoznaj się z pojęciem “potencjalności”. Jak przerobisz, możesz się wziąć za dowód na to, iż człowiek, a szerzej konkretny byt, jest li wiązką przypadkowych cech. I jakkolwiek zdziecinniały dziadusiu, że być może niektóre plemiona uważały za człowieka nagą małpę w wieku emerytalnym, ale ja się pytałem o Twoje mniemania, a nie cudze.

    Poza tym to nie ja zacząłem z jakimś offtopem, nie wylewałem m.in. antyklerykaln ej żółci, więc się opanuj.

  95. P.S. Do mojej wypowiedzi z godz. 20:12. W dzieciństwie napatrzyłem się na wsi na brutalne szlachtowanie wieprzy, baranów, cielaków, gęsi (te mordowano w wyjątkowo okrutny sposób) i innych zwierząt domowego chowu, a później naczytałem się opisów jatek w powieściach I. B. Singera. I te dwa doświadczenia sprawiły, że przestałem jeść potrawy przyrządzane z mięsa jakichkolwiek istot, o których wiem, że są zdolne do cierpienia, bo są wyposażone w system nerwowy.

  96. Prowincujuszu do Twoich ocen się nie mieszam, masz do nich prawo, choć zauważ, innych mieszkańców wsi owo patrzenie na szlachtowanie świń na wegetarianizm nie nawróciło. A czy myślistwo wynika z instynktu? Pewnie nie, ale daje przyjemność. Potępianie jej w czambuł wydaje mi się bezsensowne, zwłaszcza w ustach ludzi o dość hedonistycznym podejściu do życia, seksu itp.

  97. Większych pierdół w życiu nie czytałem. Jednoznacznie stwierdzam że jest Pan nosicielem mózgu – niestety tylko nosicielem. Z miłą chęcią podam panu swój nr konta aby to PAN jako”pseudo-obrońca” zwierząt wypłacił mi 14 000 zł odszkodowania za szkody łowieckie na moich włościach począwszy od zbóż a kończąc na kukurydzy i roślinach okopowych.
    ŻAL.PL

  98. Tanaka psychoanalizę, psychologię głębi i inne wynalazki to metodologiczne buble. Zamiast pluć własnym antychrystianizmem, zapoznaj się np. z pojęciem doprecyzowania pojęć (to na tym opierają się koncepcje wojny sprawiedliwej). No, ale lepiej żeby ludki nie majstrowały, kiedy można racjonalnie wypowiedzieć wojnę, a kiedy nie. Lepiej się obijać od ściany do ściany, od utopijnego pacyfizmu, po skrajny militaryzm. Wiemy już, czemu służy laicka dewocja. WŁADZY i NIENAWIŚCI. Takim. co owiną naiwnych idealistów wokół palca jak sowieci hojnie finansujący “szlachetne idee”.

  99. W ponurym obrazie nakreślonym przez Panią Agnieszkę Sowę zdarzają sie także jaśniejsze momenty i wyrównanie rachunków. A to piesek wlezie na spust niezabezpieczonej broni, a to kolega myśliwy w krzakach nadmienie przypomina odyńca ….

  100. Taaa Tanaka, przed chrześcijaństwem nie było żadnych idei “zepsucia natury ludzkiej”, poza tym zło przychodzi jedynie z zewnątrz, jakiegoś demonicznego, zewnętrznego narzucania ograniczeń… Już w to wierzę. Ale najpierw pokaż dyplomik i szersze uzasadnienie swoich kategorycznych tez. :P

  101. Wow. Pan Twardychłop osiągnął co chciał: komentów, lajków i dyslajków do sufitu. I co? I nic.

  102. Instynkt widzę dał do myślenia…….

    To wrzućcie jeszcze w tryby umysłu wszelkie gry, jako agresję z przemieszczeniem.
    Boks? Piłka nożna? Baseball?
    A może ustawki, wymuszenia z użyciem siły, walki gangów?
    A może pinball, wspinaczka wysokogórska, sporty ekstremalne?

    Pozbywając się uzależnionych od adrenaliny, wykastrujemy cywilizację.

  103. @Alla, dziecię miłe – mowa o zabijaniu dla przyjemności. Sugerujesz, że rzeźnie to też hobby? Zauważ też, że pan Hartman nie rzuca oskarżeń. On ocenia. Proszę cię o jedno – mniej uczuć, więcej logiki i myślenia a, zapewniam cię, świat stanie się dużo jaśniejszym miejscem.

  104. wiesiek59
    Ja się nad składem socjalnym zabójców-pasjonatów nie zastanawiałem, bo znam go z autopsji – pracowałem w lesie 12 lat. To ci sami decydenci, co kupili teraz leopardzi złom za 180 milionów euro.

  105. @ronin, Palikot kiedyś wydawał “Ozon”. Teraz nawrócił się na wegetarianizm i kochanie zwierzątek. Żadnego dowodu na brak wodzostwa w partii nie masz.
    @camel właściwie każdą mocno negatywną ocenę można odczytać jako oskarżenie.

  106. Wielcy Szanowny Panie Profesorze,
    serdeczne, uniżone dzięki za ten tekst,

    z wyrazami szacunku

  107. Wielce Szanowny Panie Profesorze,
    serdeczne, uniżone dzięki za ten tekst,

    z wyrazami szacunku

  108. Jurusiu Pieczulusiu najpierw zapoznaj się z pojęciem „potencjalności”. Jak przerobisz, możesz się wziąć za dowód na to, iż człowiek, a szerzej konkretny byt, jest li wiązką przypadkowych cech. I jakkolwiek zdziecinniały dziadusiu prawdopodobnie niektóre plemiona uważały za człowieka nagą małpę w wieku emerytalnym, ale ja się pytałem o Twoje mniemania, a nie cudze.

    Poza tym to nie ja zacząłem z jakimś offtopem, nie wylewałem m.in. antyklerykalnej żółci, więc się opanuj.

  109. Jerzy Pieczul
    24 listopada o godz. 21:17

    Kuzyn jest łowczym…….
    Co nieco mówi.

    Możemy w populacji eliminować pewne cechy osobowościowe.
    Tyle że może ich zabraknąć w potrzebie, tak jak i pewnych zawodów i umiejętności.
    Koszty moga być większe niż wyidealizowane zyski.

  110. Panie Profesorze,

    treść Pana wpisu i retoryka przypomina czasy prasy stalinowskiej. Poniżej poziomu merytorycznej dyskusji i poziomu osoby z tytułem naukowym.

    Łukasz Borkowski

  111. camel
    24 listopada o godz. 21:04

    Proszę Pana, może odwróćmy sytuację. Ja nie wiem, czy na przykład panowie w rzeźniach mają, czy też nie mają przyjemności z zabijania zwierząt. Myślę, że ich uczucia wobec zwierząt nie mają tu nic do rzeczy i samym zwierzętom są raczej obojętne, nawet, jeśli ci panowie zalewają się łzami od rana do nocy. Istotny jest rezultat działań. I forma, w jakiej się to odbywa. Proszę poczytać, jak wygląda np. tuczenie zwierząt. Długie tygodnie, czy miesiące męki. (Na marginesie: dzik trafiony przez myśliwego na chyb ginie w sekundę. Jest różnica?)

    Profesor nie oskarża? Wolne żarty. Profesor wie, jak należy dobierać słowa, by wzbudzać oczekiwane emocje i jeśli to nie są oskarżenia, to….. no nie będę robić stylistycznej analizy tekstu, bo to mija się z celem.(Na marginesie – nie zabija się zwierząt, tam gdzie się je karmi, czy podczas karmienia – skąd oni to wzięli?)

    Uważam, że wpis profesora jest nadużyciem, tak jak nadużyciem jest tendencyjny wg mnie artykuł pani Sowy (rozmawiałam z osobami znającymi się na sprawach łowieckich i to raczej im wierzę). Ponadto irytuje mnie święte oburzenie w stosunku do myśliwych, podczas gdy na co dzień przejawy większych potworności się lekceważy, bo schabowy smaczniutki i karkóweczkę też trzeba czasem spałaszować, więc co tam, cel uświęca środki, niech się zwierzaki męczą, bo męka na skalę przemysłową jest usprawiedliwiona przemysłowym zaspokajaniem głodu.

    Proszę przeczytać wpis Huberta – 24 listopada o godz. 16:31, albo wpisy narciarza2, czy Kota Mordechaja. Jako że świat jest wg mnie pięknym i jasnym miejscem, staję więc po stronie argumentów, a nie anty-łowieckiej histerii.

  112. Bardzo bardzo dziękuję za ten głos w obronie zwierząt, zabijanych nie aby przeżyć, ale żeby mieć uciechę.
    Dodałabym jeszcze do tego “rekreacyjne” wędkarstwo: to, że nie słyszymy głosu zabijanych ryb, wcale nie znaczy, że nie cierpią. A czy to tak trudno sobie wyobrazić co czułby człowiek, gdyby sięgnął po pokarm niezbędny do życia, a po chwili miałby podniebienie przeorane ostrym hakiem, i byłby na lince od tego haka zawleczony do wody, gdzie by się z braku tlenu boleśnie udusił? A to właśnie wędkarze robią rybom, dla swojej przyjemności.

  113. @ Jerzy Pieczul
    Dzieciaku, Wracaj do przedszkola ze swoim dziecięcym myśleniem.
    .
    Czy poza inwektywami Szanowny Pan ma jeszcze argumenty?
    .
    A z jakiego innego powodu, jak nie dla zabijania ktoś staje się myśliwym z własnej nieprzymuszonej woli – dla niepowstrzymanej potrzeby głaskania zwierząt?
    .
    Dla miesa.
    .
    Czy pan jest wegetarianinem? Ja wegetarian szanuje. Natomiast nie-wegetarianin, ktory wie lepiej co jest sluszne, a co nie, to jest hipokryta.
    .
    No, to jak tam, panie Pieczul? Jest Pan hipokryta czy wegetarianinem?

  114. Alla możesz odpowiedzieć mi na da pytania? Jeśli zwierzęta zabijają się wzajemnie, w imię czego lub kogo mamy być od nich “lepsi”? Skąd wiadomo, że akurat to jest lepsze? Ból czy cierpienie nie są tożsame ze złem. A sama możliwość powstrzymania się, też nie jest uzasadnieniem.

  115. No i mamy wiarę zamiast rozumu. Miałem do Pana duży szacunek ale dzisiaj przekroczył Pan granice rzetelności.

  116. Narciarz: Jesli wypowiedz Pana Profesora jest emocjonalna i malo przemyslana, to wypowiedzi dyzurnych katolikow to jest to jest intelektualne dno. Jak to u fanatykow.
    +++++++++++
    Nie wiem, kogo uważasz za dyżurnego, ale jeśli masz na myśli moją osobę, proszę wytłumaczyć się ze swojej niczym nieuzasadnionej inwektywy.

  117. Alla
    “(rozmawiałam z osobami znającymi się na sprawach łowieckich i to raczej im wierzę)”.
    Jasne, jak policja chce wiedzieć, czy złodziej ukradł popielniczkę z samochodem i dlaczego, niech pyta złodzieja – jest najbardziej wiarygodny. Tylko, winowat, Szanowna ALLO, na czym się trzeba znać, by stwierdzić, że ze wszystkich zwierząt tylko człowiek bywa bydlę, które zabija dla czystej przyjemności?

  118. Panie Zieliński. Nawet nie chce mi się z Panem polemizować. Niech się Pan wstydzi i zacznie myśleć! Nawet najbardziej obrzydliwe zwierze (o ile takowe w ogóle jest, za wyjątkiem niektórych ludzi) nie potrafi pluć tak jadem jak Pan. Obrażać, znieważać, tylko dla tego że ktoś odważył się zabrać głos w obronie bezbronnych zwierząt!? Wstyd !!!!!
    Na koniec moje zdanie: polowania jest jest jednym z najbardziej prymitywnych reliktów epoki kamienia łupanego, które zachowały się do dzisiaj.

  119. Spotkalem wegetarian, ktorzy twierdzili, ze gdyby musieli jesc mieso z powodow zdrowotnych (co sie zdarza) to byloby to mieso z polowan. Trzy przyczyny: (1) Jest zdrowsze. Fachowo upolowane zwierze nie zdazy sie przestraszyc. Wydziela sie mniej toksyn. Natomiast zwierze w rzezni strasznie sie boi i jego mieso jest przesycone toksycznymi substancjami, ktore sie wydzielaja pod wplywem strachu. (2) Wzgledy etyczne. Rzeznia to Oswiecim. Natomiast dobrze i fachowo przeprowadzone polowanie powoduje natychmiastowa smierc bez wielkich cierpien. (3) Dzikie zwierze zyje tak, jak Bozia przykazala, po czym szybko ginie. Nie jest hodowane w niewoli na uboj.
    .
    Jesli juz jesc mieso, to mieso z polowan jest uzyskiwane najbardziej etycznie. Inne metody jego pozyskania sa gorsze etycznie i powoduja wiecej cierpien.
    .
    Zeby tak stwierdzic, trzeba cos wiedziec o polowaniach. Zaznaczam, ze ja nie poluje, ale czesto spotykam mysliwych w lesie tu w USA. Gdybym zobaczyl jakies bestialstwo, to mam telefon komorkowy. Zapewniam, ze policja sie tym zajmie. Taka tu kultura. Slowo “etyka” znaczy tutaj bardzo wiele. Natomiast jesli w Polsce jest inaczej, to nie obwiniajcie mysliwych. Obwiniajcie sami siebie za to, ze polska kultura dopuszcza nieetyczne zachowania. To jest znacznie szerszy problem, niz polowania.

  120. Jerzy jesteś dogmatyk i tyle. Zamiast dowodzić, że coś jest złem, wciskasz staruszku własne założenia i wszystkich masz za dzieci.

  121. @Humanożerca:
    Twoje wypowiedzi mi sie podobaja. Mialem na mysli takich czy takiego, ktory od razu wyskoczyl z aborcja.

  122. @narciarz, chyba bardziej pasowałby ten antysemita, co wyjechał z masonerią. Argumentacja antyaborcjonisty Wojtka mimo wszystko okazuje się celna, chociażby w kontekście wywodów naszego Jerzego Pieczula. :))

  123. A nie to ten sam. :P

  124. narciarz2
    Dzieciaku, na głupie, dziecinne testy nie odpowiadam, ale raz odpowiem. Zanim zaczniesz pieprzyć o braku argumentów przeczytaj moje wpisy. A żeby zabójcę nazwać “zabójcą”, nie trzeba żadnych argumentów.
    Odpowiadam na pytanie: nigdy nie przepadałem za mięsem i w młodości bardzo rzadko je kupowałem. Od jakich 30 lat mięsa nie jadam, ale nie z powodu jakichś zafajdanych idei – po prostu najbardziej odpowiadającym mi jedzeniem są pszenica, pokrzywa, mlecz, babka lancetowata, grzyby, 8 kilo cukru na miesiąc, kasze, no i kupa im podobnych, nie będę wyliczał. Takie zastawianie pułapek, jak to zrobiłeś, to też chwyt mało doświadczonych intelektualnie i życiowo małolatów. Koniec lekcji.

  125. Szanowny Panie Profesorze, w pełni podzielam Pana oburzenie. Niestety, w Polsce także wielu księży katolickich jest myśliwymi. Coś strasznego. Dla przyjemności i podkreślenia swojej męskości mordują zwierzęta. Nikt o tym nie mówi. Panuje akceptacja albo mafijna zmowa milczenia.

  126. Humanożerca
    Poważnie widzisz coś niewłaściwego w tym, że dzieci mam za dzieci?

  127. Uważam Pańskie opisy i oceny za nietrafne. Powtarzanie mantry “są słuszne i nie muszę ich uzasadniać czy bronić, bo są oczywiste” – do niczego nie prowadzi. Dla jasności dodam, że dla mnie desygnaty słów “zabójstwo” i “morderstwo” nie pokrywają się, ponadto pierwsze zawiera (u Pana) element nieuzasadnionego wartościowania.

  128. Pani(e) Vandalio – rośliny też mają swoisty system nerwowy, a nawet przekazują sobie wzajemnie coś w rodzaju sygnałów informacyjnych. Proszę o tym pomyśleć przed następnym zerwaniem kwiatu czy wyciągnięciem marchewki z ziemi.
    W przeciwieństwie do myślistwa, ryby można wypuścić żywe. Ale dobrze: nie ma obowiązku ich łowić. To nawet łatwiejsze: przynęta bez haczyka nie zaczepia o “glony”, patyki itp. Coś w tym jest.

  129. A niejakiemu “Wojtkowi” odpowiem prywatną ripostą St. J. Leca: “Bo to jest ten twój cały antysemityzm, że ty Żyda od parcha nie odróżniasz”

  130. @! Dlatego jak pisałem, humanitaryzm zmierza do wszczepienia wszystkim organizmom żywym chloroplastów i przerobieniu ich na rośliny. :)))

    Ktoś tu chciał z “mrocznymi atawizmami” walczyć śmiechem i prymitywnym szyderstwem. Obawiam się, że sam od niego zginie. :))

  131. Myśliwy @Hubert walnął nam tu piękną czytankę dla idiotów o tym, jak pięknie jest zabijać dzikie zwierzęta dla dobra przyrody. Gdy mój wzrok prześlizgiwał się po tych wręcz poetyckich strofach, cały czas myślałem o takich dwóch palantach, którzy też chodzili z flintą do lasu. Brzydko ich nazwałem w tekście, ale możecie mi wierzyć, że gdy poruszali ten temat w mojej obecności, to ja ich tak nazywałem. To co oni czasem wygadywali przy wódce, było kompletnym zaprzeczeniem zapewnień @Huberta o szlachetności myśliwych. Nie będę opisywał ich “szlachetnych” czynów, a także tego, co wyprawiali inni członkowie tego samego koła łowieckiego, bo szkoda czasu i atłasu. Powiem tylko, że jeden z nich nie powinien nigdy otrzymać pozwolenia nawet na korkowiec, a co dopiero na arsenał różnych strzelb.
    Myśmy tu postawili @Hubercie nawet dosyć konkretne zarzuty dotyczące nietypowego zachowania dzikich zwierząt i rozprzestrzeniania się niektórych gatunków w miejscach dotąd przez nie omijanych, i postawiliśmy tezę, że myślistwo się do tego walnie przyczyniło. Ty zaś serwujesz nam twoją naiwną czytankę zamiast ustosunkować się do tych zarzutów. O sumienie cię już nie pytam, bo i tak się nie dogadamy.

  132. Można łowić ryby bez nęcenia.
    Panienki bez nęcenia też?
    Polowanie niejedno ma imię……i rodzaj……

    A na poważnie.
    Z punktu widzenia krajów nazwijmy to “rozwiniętych” można polowania by wyeliminować.
    Tyle że to jakiś miliard ludzi.
    Pozostałe sześć, będzie jeść wszystko co ma proteiny i aminokwasy.
    Byle miało grzbiet odwrócony do słońca……..
    Od węży, psów, po pijawki i kijanki.
    Możemy dawać przykład.
    Tyl;e że niekoniecznie naśladowany przez resztę świata.

    Przerwac łańcuch pokarmowy można.
    Tylko po co?

  133. @Śleper proceder opisany przez Ciebie jest paskudny. Ale po pierwsze ocenę tę można uzasadnić, nie potępiając zabijania czy wykorzystywania zwierząt. Po drugie pojedyncze przykłady nie uzasadniają uniwersalizacji: wszyscy myśliwi są jak lisy, które upuściwszy krew kurom, nie jedzą ich. Po trzecie za opisywane anomalie odpowiadają nie tyle myśliwi, co prawo zakazujące polować na lisy i przyzwalające na łowienie zajęcy.

    Ps: nie jestem Hubertem czy myśliwym. :)

  134. Marek
    24 listopada o godz. 22:14

    N ie wiem, ilu księży jest myśliwymi i zabija dla większej chwały bożej. Natomiast nie tyle podkreślają swoją męskość,co próbują ją sobie wytworzyć, albo zamaskować swoją niemęskość męskim zajęciem. Prawidłowy ksiądz nie ma płci. Nie ma też własnej lufy. Musi ją nabyć drogą kupna. Podobnie jak swoją księżycowość. Musi uzyskać z zewnątrz. Sam nie posiada. I nie może. Taka definicja księdza.

  135. @Tanaka poczytaj sobie wynurzenia Terlikowskiego o tym, dlaczego homo nie może być księdzem (jest niemęski, nieojcowski), a potem pieprz swoje chrystofobiczne poglądy, a nie na odwrót. Na zdrowie Ci wyjdzie. :P

  136. Humanożerca
    24 listopada o godz. 21:02
    wierz w co chcesz. Już zacząłeś od taaa….
    Jest coś na początek.

  137. ??? Tanaka zacznij gadać z sensem i w oparciu o wiedze, a nie uprzedzenia.

  138. Panie Profesorze – przywraca mi Pan wiarę w tytuł “profesor”. Dziękuję za ten tekst. Tak jak Pan napisał – mafia myśliwych-dewiantów jest wszędzie. A że jest to lobby nie tylko liczne, ale i wpływowe, trzeba odwagi, aby publicznie wygłosić krytykę pod ich adresem i się pod nią podpisać. Osobiście zrobię wszytko, aby zabijanie zwierząt dla przyjemności zostało w Polsce prawnie zakazane i będę ścigać bandytów, którzy będą ten zakaz łamać. Pewnie zajmie nam to lata, ale kiedyś przyzwoici ludzie zwyciężą. Łączę wyrazy szacunku, Agnieszka Lechowicz

  139. Humanożerca
    24 listopada o godz. 23:32
    N ie odróżniasz kierunków: Terlikowski się nie wynurza ale zanurza. Dla zdrowia publicznego pożyteczne są męki jakie objawiasz. Kontynuuj. Polak będzie zdrowszy.

  140. ??? Mniej retoryki więcej książek radzę.

    Pomysł z tłumieniem popędów masz np. u Platona. Też katol?

  141. Oczywiście pojawił się prawniczy bełkot którym próbuje się usprawiedliwić, udowodnić że nie masz racji , że się nie znasz , że tak musi być. W rzeźniach przecież też zabijają …. . Mówią jakby czas się zatrzymał w epoce łowiecko-zbierackiej .
    Kilka tysięcy lat cywilizacji nie ma tu znaczenia, jest gospodarka łowiecka i gospodarze zasobów . Strzelają trafią na “komorę” albo nie, jak nie trafia to dochodzą postrzałka , jak nie dojdą to zdechnie sobie gdzieś w krzakach . Cierpi?, no to co ? (w rzeźniach też zabijają). Ma racje Sowa że powinni nakazać im się strzelać z łuku, wtedy cały proces podchodzenia zwierza będzie trudny, skomplikowany, dostępny dla nielicznego grona sprawnych fizycznie . Ma rację Sowa że powinno się zakazać strzelania z optyki na rzecz przyrządów otwartych . Wtedy trafienie dzika z odległości większej niż 100 metrów to dopiero będzie wyczyn, na miarę opowiadań przy kominku na całą zimę .Wyeliminuje z tego procederu leśnych dziadków z okularami jak denka od piwa. Tak , jest sporo do zrobienia na początek , bo na koniec powinien być zakaz wstępu do lasu ludzi z bronią .

  142. @Tess
    “Nareszcie ktoś się tym zajął , niech Pan nie ustaje Janku. . Ja za cholerę nie mogę zrozumieć jak nowoczesny człowiek może odczuwać przyjemność z zastrzelenia np. sarny ze sztucera.”

    A teraz:

    ” Ma racje Sowa że powinni nakazać im się strzelać z łuku, wtedy cały proces podchodzenia zwierza będzie trudny, skomplikowany, dostępny dla nielicznego grona sprawnych fizycznie . Ma rację Sowa że powinno się zakazać strzelania z optyki na rzecz przyrządów otwartych . Wtedy trafienie dzika z odległości większej niż 100 metrów to dopiero będzie wyczyn, na miarę opowiadań przy kominku na całą zimę ”

    Jawna sprzeczność. A jak przejść do totalnego zakazu, też nie wiadomo.

  143. Równe szanse
    myśliwego i zwierzyny. Oczywiście uwierzę gdy z polowania będzie
    przywożony jeden zastrzelony zając na jednego zagryzionego przez zające mysliwego.
    Zaś opowiadania Huberta o miłości przyrody której nauczył się w szkole , mógłbym przypiąć łatkę ze tylu niemyśliwych chodzi do lasu bez strzelby, a o przyjemności obcowania z naturą nie musieli się uczyć przy salwach z broni myśliwskiej i oglądaniu jelenia przez okular sztucera.
    W człowieku żyje łowca- barbarzyńca któremu sprawia przyjemność
    pozbawienia życia stworzenia – często takiego – co mniej waży od wystrzelonego naboju.
    Taka jest prawda.
    Bo ile waży przepiórka czy kwiczoł.
    Nie rozumiem radości z zamiany pięknego bażanta w nieszczęsną kupkę pokrwawionego pierza.
    By było jasne , mięso jadam ale bez przesady.
    Do lasu chadzam – na grzyby.
    ukłony

  144. Dla zaintesowanych zboczeniami ksieczy…

    Otoz jest ich wsrod kleru wiecej niz w ogolnej populacji, poniewaz kryteria rekrutacji fawoyzuja przyjmowanie osobnikow z zaburzona seksalnoscia. To dlatego kler jest bardziej spedofilony niz np. nauczyciele. Po prostu pedofiia to, dla katolickoego keru , jak najbardziej normalna rzecz.

    Ale tez moze to byc zoofilia – jak w przypadku pewnego pijackiego biskupe z Gdanska. Otoz Daniele moga jawic sie pewnym zbozcencom bardziej noewinne niz niemowleta. I wlasnie to zboczencow najbardziej podnieca.

  145. @ Jerzy Pieczul
    Dzieciaku, …. chwyt mało doświadczonych intelektualnie i życiowo małolatów. Koniec lekcji.
    .
    Dziekuję, Panie Profesorze Jerzy Pieczul.
    Na podstawie Pana wpisow mozna odtworzyc rozumowanie prawdziwego Nauczyciela.
    .
    Mam rację. Taka jest prawda. Jesli ktos się nie zgadza, to jest dzieciakiem. Moi adwersarze kieruja się ignorancją, głupotą, sadyzmem, i złą wolą. Fakty, ktore mi nie pasują, nie istnieją. Nic sprawdzac nie będę i zdania nie zmienię. Dyskutował nie będę, bo z dzieciakami nie dyskutuję. Jesli ktos sie ze mną nie zgadza, to proszę ten akapit przeczytac od poczatku. Dzieciaku. Małolacie. Ja mam rację, a ty jestes nikim. Koniec lekcji.
    .
    Jeszcze raz bardzo dziekuje Panu Profesorowi Jerzemu Pieczulowi za pokazanie sie w pełnej krasie i okazałosci.

  146. zezowaty
    Bardzo mi się podoba Twoje podejście do problemu łowca kontra zwierzyna.
    Można przecież chodzić do lasu, “łowić” zwierzynę wzrokiem, a “polować” na grzyby.
    Robiąc dziennie pieszo po kilka km Puszczy Knyszyńskiej na Podlasiu spotykałam zawsze a to liska, a to mi sarna przebiegła w pobliżu, a to zając czmychnął na skraju lasu i łąki. W ciągu ponad jednego tygodnia nie było dnia bez jednego choćby takiego “spotkania trzeciego stopnia”, jak to nazywałam.
    Kiedyś jechałam drogą przez las samochodem do szoski, co by zrobic zakupy w Gródku (niedaleko granicy z Białorusią) i zobaczyłam w odległości może 30 m stado dzików. Było ich co najmniej pięć. Chyba matka z młodymi. Zatrzymałam się i zamarłam, myśląc gorączkowo, co robić.
    Nie wiem, czy upłynęly trzy minuty, czy pięć. Dziki też jakby zamarły, a potem powolutku ruszyły w las.
    Odczekałam jeszcze chwilę i też ruszyłam przed siebie.
    Wspominam to “spotkanie” ze wzruszeniem.

  147. Kłaniajac sie Panu Profesorowi Pieczulowi, ludziom myslacym dedykuję taka oto mysl. W Polsce jest taki zwyczaj, ze zwycięstwo musi byc pełne. Dlatego Polak z Polakiem sie nie porozumie, bo Polak Polaka musi wdeptac w ziemię. W mysl zasady “Ja mam rację, a ty jestes nikim.”
    .
    W innych krajach jest troche inaczej. Myslacy ludzie uwazaja, ze sytuacja na ogoł nie jest jednoznaczna. Sa rozne punkty widzenia oparte na roznych systemach wartosci. Skoro sytuacja nie jest idealna, to pojawia sie pytanie, w jaki sposob mozna ja poprawic przy załozeniu, ze jesli będzie trochę lepiej, to juz będzie dobrze.
    .
    W tym konkretnym przypadku jest zjawisko, ktorego nie da się uniknac. Czyli polowania. One sa niezbędne z powodu wytępienia niedzwiedzi. Pojawia sie pytanie, jak to zorganizowac lepiej, jesli obecna sytuacja podobno odbiega od ideału.
    .
    Trzeba tez zauwazyc, ze to ostatnie stwierdzenie oparte jest na jednym artykule prasowym, ktorego tezy moze sa prawdziwe, a moze niezupełnie. Pojawiło sie takze dwu profesorow, Panowie Hartman i Pieczul, ktorzy tezy artykułu potraktowali jak Biblie. Na tej podstawie potępili swoich adwersarzy. Myslacy człowiek powinien to potraktowac jako sygnał alarmowy “uwaga, fanatyzm”. Zanim sie zacznie cos zmieniac, nalezałoby najpierw sprawdzic, jaki tak naprawdę jest stan faktyczny.

  148. @mag:
    Dziki też jakby zamarły, a potem powolutku ruszyły w las.
    .
    Ja widzialem dziki nad Wisla tuz kolo Warszawy. Widzialem tez na Mazurach nad jeziorem Mokrym. Do dzis pamietam. Widzialem tez pare razy niedzwiedzia. Spocilem sie ze strachu, ale bylem zachwycony.
    .
    Na mojej stronie z albumami jest specjalny album “Wildlife”. Zapraszam.

  149. generalnie chodzi o sposób polowania . Kiedyś każdy myśliwy musiał odpracować swoje godziny w lesie by móc polować – i to były jakieś konkretne ilości godzin. Taki myśliwy nabierał troche szacunku bo musiał poznać las i jego życie. A jak przyjeżdża autokar zamożnych turystów ustawia się w koło polany z wysianą paszą dla saren to troche zmienia postać polowania — to tak jak by te kręgle postawić w odleglosci metra …

  150. Jerzy Pieczul, Tanaka i inni…

    To co napisała i opisała Agnieszka Sowa budzi wstręt i obrzydzenie na ludzi, którzy to robią. Gdybym nic nei wiedział o łowiectwie, nie mylić z myśliwstwem, to bez chwili wachania stanąłbym murem razem z Wami i bronił do upadłego poglądów jakie pokazaliście … Lecz jest pewnien szkopuł, który nie pozwala mi tego uczynić. Pani Sowa popełniła nadużycie, rozciągając jakąś patologię na całe łowiectwo.Nie wiem jak bardzo liczna jest ta patologia, ale neizależnie od jej liczebności pozostaje patologią.

    Łowiectwo to jest coś zupełnie innego, to jest to co opisał Hubert.

    Potrafię zrozumieć i zaakceptować postawę pełnego sprzeciwu i niezgody na zabijanie. Nie zgadzasz się? OK, twoje prawo, nikt Cię nie zmusza do zabijania. Ale jeśli …

    Mam nadzieję, że coś co mam zamiar pokazać, uda mi się zrobić w sposób przystępny i zrozumiały dla możliwie wielu…

    My ludzie swoimi działaniami naruszyliśmy wszędzie, lub niemal wszędzie naturalne ekosystemy. Zakłóciliśmy ukształtowane w nich proporcje pomiędzy roślinożercami i drapieżnikami. Rozwijając rolnictwo w takim stopniu i na tak wielkich obszarach zmieniliśmy proporcje pomiedzy obszarami leśnymi i bezdrzewnymi, że pospolite sarny, ze zwierząt kiedys wyłącznie leśnych stały się polno/leśnymi, a na pewnych obszarach Polski już właściwiej byłoby mówić o powstaniu nowego gatunku sarny polnej. Żeby nie przeciągać tej wyliczanki, to mówiąc wprost, narozrabialiśmy w tej otaczającej nas przyrodzie wręcz strasznie …

    Jeśli teraz w imię…, w jakiekolwiek imię …, przestaniemy zabijać zwierzeta. Te słodziutkie sarenki, jelonki, zajączki, czy nawet dziki, … To wiecie co się stanie?

    Czy umiecie sobie wyobrazić konsekwencje zaprzestania zabijania zwierząt? No pytam się czy macie dość wiedzy i wyobraźni, żeby wyobrazić sobie co się będzie działo????

    Wiem, że na zawołanie, nie będziecie w stanie wyobrazić sobie konsekwencji zaprzestania polowań. Zwyczajnie, z braku wiedzy. Więc możliwie przystępnie, przez co siłą rzeczy w bardzo uproszczony sposób i w uproszczonym zakresie …

    Już w pierwszym roku po zaprzestaniu polowań istniejące ekosystemy zostaną zapełnione. Zwierzęta w poszukiwaniu nowych siedlisk zaczną migrować. Migracja oznacza zwiększoną ilość wypadków drogowych z udziałem zwierząt. Wypełnione ekosystemy zostaną “wyjedzone”, co dodatkowo wpłynie na zwiększoną presję migracyjną. I dodatkowo zwiększy ilość wypadków. W trzecim, czwartym roku, po zaprzestaniu polowań, rosnąca ilość zwierząt w siedliskach i proporcjonalnie mniejsza ilość pożywienia spowoduje, że pozbawione dostatecznej ilości paszy dzikie zwierzęta będą coraz mniejsze i coraz słabsze. Słabsze populacje dzikich zwierząt oznaczają zwiększoną podatność na choroby epidemiologiczne. Szukajace pożywienia dzikie zwierzęta będą szukać paszy na polach i pastwiskach …

    Jeśli zaprzestaniemy polować, bardzo szybko, sobie i tym zwierzętom zgotujemy straszny los. Bo spowodujemy wzrost zagrożenia wypadkami drogowymi, wyniszczone zostana lasy, dramatycznie zwiększą sie odszkodowania dla rolnictwa z powodu strat, gigantycznie wzrośnie zagrożenie epidemiologiczne … Nie mówiąc o tym, że głodne zwierzęta będą z głodu ośmielać się i zbliżać do ludzkich siedzib i stanowić bezpośrednie zagrożenie dla ludzi.

    Do tego można bardzo łatwo i szybko doprowadzić. Wystarczy zaniechać polowań …

    Więc, choć rozumiem empatyczną, humanistyczną reakcję oburzenia i wstrętu jaki wywołała pani Agnieszka Sowa, to jej opis patologii myśliwskiej jest jednostronny i przez swą jednostronność i niezrozumienie całości problemu daje kompletnie zafałszowany obraz problemu łowiectwa i regulowania liczebności populacji dzikich zwierząt. Jej tropem, emocjonalnie i przez to bezrozumnie, poszedł Jan Hartman.

    Ja nie poluję, ale z racji wykształcenia poznałem nieco specyfikę i problematykę związaną z łowiectwem. I tak jak napisałem wyżej, to my ludzie swoim działaniem tak daleko i z takimi skutkami naruszyliśmy naturalne środowiska dzikich zwierząt, że teraz ponosimy tego konsekwencje. I zwyczajnie jesteśmy odpowiedzialni przed tym kawałkiem przyrody…

    Wybór w moim zrozumieniu jest taki. Wyrżnąć do końca i mieć problem “z głowy”, albo robić to co robimy, czyli pilnować stanu i liczebności dzikich roślinożerców w środowisku. Tak, żeby był zgodny z możliwościami środowiska …

    TAka jest brutalna prawda proszę Państwa…

    Jeśli jest gdzieś miejsce na pole ujścia dla empatii i humanitaryzmu, to tym polem nie jest samo łowiectwo, ale patologia opisana przez Agnieszkę Sowę …

    ps. TAnaka … do świetnego opisu brakuje jednego … Tego, że to sam dobry bóg dał człowiekowi we władanie ziemię całą i wszelką zwierzynę we władanie … żeby czerpał z tego daru pożytki wszelakie …

  151. Zgadzam się w 100% z Pańskim artykułem. Widząc jednak komentarze – ręce opadają. Wychodzi na to, że największą elitą jesteśmy my – kochający zwierzęta i rozumiejący, że to praktycznie bezbronne istoty, które czują strach, ból, przerażenie. Ba, w wielu przypadkach wyraźnie widać, że czują również stratę, gdy np. ktoś zamorduje członka ich stada, czy rodziny.

    Życzę sobie – i zwierzętom – by w końcu nadszedł taki dzień w tym świecie, w którym wszyscy zrozumieją, że coś tu jest jednak nie tak. Wydawałoby się, że niby jesteśmy inteligentni – na każdym kroku pokazujemy jednak, że jesteśmy najgorszym, co przytrafiło się planecie Ziemi.

    Ps. Po wielu latach prób odważyłem się w końcu tak na poważnie stać weganinem. Przyznam szczerze, że choć na początku było ciężko – przyzwyczajony do smaku masła, czy nawet tego niedzielnego rosołu, czułem, że “coś tracę”. Teraz jednak, gdy poznałem nowe smaki, nowe potrawy – jestem w szoku, jak olbrzymi wachlarz smaków niesie za sobą dieta roślinna. Przy tym świadomość, że to, co jest na moim talerzu, nie zostało okupione bólem i śmiercią zwierząt jest absolutnie bezcenna. Do tego zdecydowana poprawa kondycji, zdrowia i samopoczucia… polecam!

  152. Moje wielkie uznanie dla Pana Hartmana, ale nie tylko. Jestem pod wrażeniem błyskawicznego tempa, w jakim Polacy nadrabiają umysłowe opóźnienie w stosunku do reszty świata. Tej, którą uważamy za bardziej rozwiniętą. Dla mnie zaczęło się od szoku, jakim była dyskusja o uboju rytualnym. Chyba pierwszy raz można było przeczytać, że istnieją też inne wartości niż dorobkiewiczostwo. Kiedy aresztowano działaczy Greenpeace mało było już dawnych wyzwisk od oszołomstwa. W przypadku gazu łupkowego już czasami połowa dyskutantów widzi szerzej niż kasa z bilonem i nienawiść do Rosji.

    No i dzisiaj szok: zwierzę też człowiek i cierpi, kiedy umiera. To już jest 21 wiek. Dojście do tego kosztowało świat pół wieku awantur. A tutaj wszystko w ciągu zaledwie miesięcy.
    Oczywiście, świat nie zakończył jeszcze tej dyskusji, nie rozwiązał problemu zabijania. Nie potrafił nawet określić granicy. Czy cierpienia muchy na lepie też muszą być brane pod uwagę? Wiemy też, że świat chce wprowadzić karalność za zabijanie roślin. Oczywiście nie krzaczków, tylko całych krajobrazów. Ale może choć raz Polacy będą mieli moralne prawo do udziału w dyskusji, nie tylko wrzeszcząc liberum veto.
    Gdyby tak jeszcze walka Greenpeace z Japończykami przeciwko zabijaniu wielorybów dotarła do świadomości, może nam wszystkim żyłoby się odrobinę bardziej po ludzku.

    P.S. Czytam dyskusję i powtarza się w niej jedno: Niektórym wydaje się, że ich wyższą świadomość wynika z miejsca zamieszkania a to tylko zapach gnojówki, którą zabrali do plecaka na wyjazd.

  153. I jeszcze drobiazg …

    Proszę mi nic nie pisać o naturalnych drapieżnikach … Na to nie ma zwyczajnie szansy. Poczytajcie sobie jaki obszar musi miec wilcza watacha, żeby się wyżywić i popatrzcie na mapę Polski…

    I pomyślcie na koniec, czy jest jakakolwiek szansa na przywrócenie w przyrodzie naturalnej równowagi?

    Niestety jest tak jak napisałem w poprzednim poście. Albo wyrżnąć do końca dziką zwierzynę płową, albo dalej prowadzić gospodarkę łowiecką. Tertium non datur …

  154. @lonefather:
    wolanie na puszczy. Przeczytaj moje wpisy, w ktorych pisalem to samo, co Ty. Po czym autorytatywna odpowiedz Profesora Pieczula “Dzieciaku, …. chwyt mało doświadczonych intelektualnie i życiowo małolatów. Koniec lekcji.”
    .
    On i jemu podobni w ogole nie dyskutują o istocie sprawy, ktorą staramy sie przedstawiac. Fakty sie nie liczą. Liczy sie tylko, ze ktos sie osmiela miec inne zdanie. Rogi do przodu i szarża na przeciwnika, ktory sie smial nie zgodzic z Profesorem Pieczulem. To jest Polska wlasnie…

  155. Ale informacja o Palikocie polującym na Białorusi na głuszczca, to partyjna wpadka.
    Ciekawy jaki będzie “Jego Ruch” w stosunku do towarzysza z “Twojego Ruchu” ?

  156. @lonefther:
    “Poczytajcie sobie jaki obszar musi miec wilcza watacha..”
    .
    Jakis czas temu w Puszczy Bialowieskiej zalozono nadajnik rysiowi. Okazalo sie, ze cala puszcza byla dla niego za mala i przechodzil przez granice. Po tym odkryciu biologowie porozmawiali z Rosjanami i okazalo sie, ze cala straz graniczna go znala bo byl wielokrotnie widziany przy przekraczaniu granicy.
    .
    A jesli chodzi o drapiezniki, to wyobrazmy sobie niedzwiedzie. Tam, gdzie one sa, trzeba budowac specjalne smietniki i nie mozna zostawiac zywnosci w samochodzie. Niedzwiedz jest silny i bez trudu wyrywa drzwi od samochodu, jesli zweszy jedzenie. Zdarzaja sie przypadki najscia na domy. Zdarzaja sie przypadki ataku na ludzi. Bardzo rzadkie, ale jednak. Wyobrazmy sobie jeden taki przypadek na cala Polske. Co sie bedzie wtedy dzialo, biorac pod uwage stopien fanatyzmu Polakow. Ktory polityk osmieli sie powiedziec, ze trzeba sie z tym pogodzic.
    .
    Drapiezniki nie wroca w stopniu wystarczajacym do samoregulacji. Pozwolic sie rozmnazac zwierzynie plowej bez ograniczen doprowadzi do sytuacji z Serengetti. Ogromne stada w roku tlustym i masowe wymieranie w roku chudym. Tak dziala mama Natura. Wyobrazmy sobie kilkaset saren padlych na sciernisku i ten rozklad. Bez drapieznikow tak bedzie. A do tego w Posce nie ma scierwojadow. Nie ma sepow, zeby zjesc te zwloki.
    .
    Po czym ktos pisze “Jestem pod wrażeniem błyskawicznego tempa, w jakim Polacy nadrabiają umysłowe opóźnienie w stosunku do reszty świata.” Alez jest wrecz przeciwnie. Jak na razie, ta dyskusja jest na poziomie “kochamy Bambi”. Reszta swiata juz dawno przerobila ten etap.

  157. Mam w najblizszej rodzinie wysoko postawionego mysliwego. Pasje przekazal mu ojciec, ktory zabieral go od najwczesniejszych lat na polowania jako kierowce dla pijanej braci mysliwskiej. Nie zabieram glosu na temat instynktu, ktorym sie kieruja mysliwi. Wiem jednak na pewno, ze w Polsce ogromna wiekszosc “miastowych” chce sie dostac do kolka, bo to nobilituje, bo tam zawiazuje sie kumoterskie z pogranicza, albo poza granica prawa ukladziki i uklady. Niemale znaczenie maja tez rozliczne fety rozpoczynajace sie nabozenstwem odprawianym przez ksiedza mysliwego, a zakonczone wielka popijawa – i to nie tylko z okazji swietego Huberta. Przez przynaleznosc do odpowiedniego kolka mozna zalatwic niezalatwialne w inny sposob sprawy. I tu jest pies pogrzebany, jesli chodzi o polskich mysliwych.
    Ktos wspmnial, ze omal wszyscy Amerykanie poluja, Tak, ogromna ilosc mieszkajacych w dzikich przyrodniczo stanach poluje. Ludzie z duzych aglomeracji miejskich wlasciwie wcale. To zwyczajni, prosci ludzie poluja na Alasce, czy na drugim koncu w Main. I jest to uzasadnione warunkami w jakich ksztaltowaly sie i zyja te spolecznosci. Mysle, ze inna jest ich satysfakcja niz polskich mysliwych.
    Moj wnuk poznal na uczelni mlodego zakonnika, ktorego z Polski na nauki przyslal zakon. Nie dosc, ze wchodzac do Metropolitan Opera (zostalam zaproszona, na znizkowy bilet z uczelni) pokazano mi go idacego przed nami po schodach w objeciach z dziewczyna, to jeszcze ciagle usilowal sobie zorganizowac polowanie na niedzwiedzia w Michigan, ktore kosztuje dla takiego obcego kilkanascie tysiecy. Zapewne spelnil i to marzenie.
    Sciany w domu mojego mysliwego z rodziny uginaja sie pod pod ciezarem trofei- ow. Moje dzieci baly sie tam chodzic z powodu setek wypreparowanych, opisanych szczegolowa czaszek z rogami. Sam rytual preparowania takiej czaszki trwa wielce dlugo, potrzebne sa przeolbrzymie gary do wielodniowego gotowania obiektu. Ow mysliwy jest wzorowym czlonkiem braci. Na wlasnej wiejskiej posiadlosci hoduje np. bazanty, zeby je potem wypuscic do odstrzalu, cale zimy jezdzi dokarmiac sarenki, czy co tam sie dokarmia, bron ma doskonale zabezpieczona itd.. Kiedy mieszkalam w Polsce lubial w moim domu “przymierzac sie” do mojego kota, taki mysliwski odruch.

  158. Przez przynaleznosc do odpowiedniego kolka mozna zalatwic niezalatwialne w inny sposob sprawy.
    W USA te role spelnia golf. Przynaleznosc do odpowiedniego klubu golfowego.
    .
    To zwyczajni, prosci ludzie poluja na Alasce, czy na drugim koncu w Main.
    W Upstate NY, gdzie mieszkam, na szlakach spotykam mysliwych. To sa po prostu mieszkancy okolicznych wiosek. Poluja dla miesa. Juz napisalem, ze dzikie mieso zdrowsze.

  159. Panie Profesorze, jak rozumiem w pierwszej kolejności swój wywód (wybitnie wręcz populistyczny) zadedykował Pan swojemu partyjnemu szefowi – myśliwemu, Januszowi Palikotowi. I jeszcze jedno. Obrażając myśliwych w sposób, w jaki Pan się wypowiada nie potwierdza Pan swych moralnych kwalifikacji do tytułu profesorskiego. Wstyd.

  160. A poco w tym kontekście wrzuta na temat Wielkiego Piątku jest?
    Co ma do rzeczy chrześcijaństwo?
    Czyżby wyznawcy islamu oraz judaizmu nie polowali?
    A może oni mogą polować z racji takiego a nie innego stosunku do zwierząt w pisanego w fundamenty tych religii?

  161. Dawno, dawno temu kiedy jeszcze istnial blok pokoju znalazlem sie w dniu sw.Huberta w malym miasteczku w NRD; W parku miejscowe kolo Jägerow urzadzilo impreze. ubrani na zielono , tyrolskie kapelusiki, pograli sobie na rogach mysliwskich. A potem na mownicy pojawil sie przewodnicacy kola i tak zagail:
    Niegdys tylko krolowie, arystokraci i kapitalisci mogli polowac na zwierzeta. Dzisiaj zyjemy w sprawiedliwym ustroju socjalistycznym i dzisiaj kazdy czy to robotnik czy rolnik ma prawo uprawiac socjalistyczne lowiectwo(sozialistische Jägerschaft).
    Do prawdy sprawiedliwe to ze prosty, niezamozny czlowiek moze sobie strzelic do zajaca albo kaczki.
    Ps
    Polecam kaczke pieczona w kasztanach – to moja specjalnosc.

  162. Panie Profesorze, brawo, więcej takich głosów,
    nie przeciw regulowano liczebności zwierzyny – być może jest konieczna.
    ALE PRZECIW POLOWANIOM!

  163. narciarz2
    25 listopada o godz. 1:01

    To się zgadza. lepiej, w zasadzie, rozmawiać, niż nie rozmawiać. To też się zgadza – “inne” narody umieją rozmawiać i nie muszą działać na zasadzie: albo ja, albo on. Polacy są dziwni, bo nie przerobili lekcji historii. Te narody co to umieją dyskutować, zamiast strzelać do siebie i uważają częściowy postęp za sukces, szły inną ścieżką od dobrych kilkuset lat. Tego się nie przeskoczy. Ale to historia równoległa wobec tematu bloga.
    Nie ma specjalnego znaczenia, czy pani Sowa napisała artykuł o zabijaniu zwierząt ściśle dokładnie, czy trochę mniej ściśle, czy każdy fakcik został szczegółowo i super precyzyjnie podany, czy popełniła nieścisłości. Czy 97% myśliwych zabija dla własnej przyjemności, czy tylko 88%. Nie tylko red. Sowa pisze o problemie, akurat na ten artykuł powołał się profesor. Równie dobrze mógł się powołać na inny artykuł innego autora. Być może i ów inny artykuł miałby w sobie jakieś nieścisłości faktograficzne. Procentów przyjemności w zabijaniu akurat nie da się ściśle ustalić. I nie o ścisłe procenty chodzi.
    Chodzi o rzecz zupełnie prostą, ale szokującą dla wielu – o refleksję, czy dopuszczalne jest zabijanie dla własnej przyjemności i korzyści nie będącej ścisłą życiową koniecznością. O to także, czy zwierzę jest nic nie czującym przedmiotem, czy jest czymś/kimś ponad to, bardziej przez swoje życie i istnienie związane z losem człowieka i bardziej związane z zasadą “stworzenia”:, jak człowiek, uzasadniający religijnie swoje prawa i nadzieje.
    Z tego się bierze refleksja człowieka kim/czym sam jest, co tu robi na tej planecie, co ma do zrobienia, co może, a czego nie powinien. Czy dzieli wspólny los ze zwierzętami, czy się od nich dystansuje, separuje, nazywając siebie koroną stworzenia, a zwierzęta – bestiami do unicestwiania i eksploatowania.
    Profesor myli się dosyć zasadniczo w swoim postulacie, żeby “regulację pogłowia” zwierząt robili nie myśliwi, ale jacyś leśni urzędnicy. Żeby to było beznamiętne, urzędowe zabijanie, a nie zabijanie z satysfakcją z mordu. Ci leśni urzędnicy szybko staną się tymi myśliwymi, których profesor tak słusznie krytykuje, o ile nie nastąpi przewartościowanie etyczne u człowieka, o ile sam własnej definicji nie zrewiduje, a zatem i nie zredefiniuje swojej relacji wobec zwierząt. Te relacje w dużej mierze tworzą człowieka, są ważną składową definicji tego, kim jest dzisiejszy człowiek.
    Australopitekus był inną istotą niż homo sapiens. Neandertalczyk także był inną istotą niż człowiek współczesny. Nota bene, nie padła jeszcze wiążąca odpowiedź na pytanie, czy neandertalensis został już przez Bozię stworzony, czy też nie, czy Adam pojawił się po nim. Żadna religia nie jest w stanie nic mądrego o tym powiedzieć, i to je weryfikuje, negatywnie. A od tego zależy, wedle kanonów religii takiej czy innej, czy człowiek ma moralne prawo do strzelania do istoty, która wychynie z lasu.
    Czy do yeti można strzelać?
    Do dziś częsta odpowiedź jest – tak!
    Mało tego, do ludzi wolno strzelać: historia krwawych podbjów, “odkryć” nowych ziem i kontynentów tego dowodzi. “Dzicy” to nie byli ludzie. Tak to definiowali ci co siebie ludźmi nazywali. Odnosząc do do realiów Europy – robili tak biali, chrześcijanie, katolicy.
    Dyskusja o relacji człowiek – zwierzę, jest nieusuwalną częścią defnicji człowieka i człowieczeństwa. Ponieważ i o ile, nie jesteśmy ani australopitekami ani neandertalczykami, ta dyskusja jest konieczna. I na tym polega znaczenie oburzenia profesora Hartmana. I “profesora” Pieczula.

  164. Panie Profesorze Janie Hartmanie – kolego mój partyjny – dziękuję Panu za ten wpis. Wiele on nie zmieni – nie zlikwiduje zwierzęcego zysku siły roboczej pod nazwą elastyczny czas pracy ale…zawsze miło, że przynajmniej o zwierzęce zwierzęta ktoś w tym kraju się upomina skoro o ludzkich zwierzętach, o ile nie są tzw. uciskaną mniejszością nikt się nie wstawi.
    Mam jednak problem – Palikot Janusz, szef naszego(ciągle?) – Tfojego Róchu sam lubił strzelić do zwierzątka. Czy nadal tak czyni? Czy wzorem naszego Prezydenta strzelbę zawiesił na kołku? A jeżeli tak czyni to trza mu ten proceder UKRÓCIĆ! Jeżeli zaś skończył należy wymusić na nim samokrytykę CAŁKOWICIE przekreślającą tamten, zbrodniczo-sadystyczny etap Jego biografii.
    Mam nadzieję, że ja jako ja mały niezbyt lubiący ten nowy byt (TF) zbuntowany żuczek co prawda nie mogę ale Pan Profesor (jako JEDYNA nowa wartość dodatnia w TF) MOŻE!

  165. Gdyby w kołach łowieckich było mniej klechu a więcej psychologów i psychiatrów sprawa by się unormwała.Mysliwy ,ktoryz abija dzika i klnie ty sk,,,,u,jest mordercą i zboczeńcem.Ci co poluja z łukami modlą się nad zabitym dzikiem i go przepraszają .,bo nie chcą umierać z głodu.A może ta pani zechce opisać mordowanie milionów świń w bestialski sposób w rzeźniach i ubój prze podrzynanie gardła na żywca.?

  166. Tanaka, rzeczywiście, Ty umiesz rozmawiać, ale tylko inwektywami….

    Człowiek stoi powyżej zwierząt, to on np. wysłał je w kosmos, wylądował na Księżycu, a nie na odwrót. Tego nie przeskoczy nawet wielki chrystofob Tanaka. Cóż, jemu bardziej zależy na własnej głupocie i krucjacie niż ograniczeniu zjawiska polowań dla sadyzmu. Z prawa do panowania nad stworzeniem nie wynika prawo do tyranizowania i znęcania się, szanowni racjonaziści.

  167. Ps: Wielebny krytyk chrześcijan Tanaka zapomniał wspomnieć o rytuałach Azteków (zabijanie ludzi w tym dzieci) i niedostatecznie rozwinął wątek okrucieństwa zabijania czysto mechanicznego, wypranego z emocji. :P

  168. Najpierw realium (nie mylić z relanium) z przeszłości. 

    “Taka bieda dopadła, że tylko siąść i płakać. Ale nie siądę, bo nie usiedzę – pojechałem do lasu. Nawtykałem drzewom, ile wlazło – ulżyło. Nieraz ratowało gadanie, a raz, strach wspomnieć, chciał mnie ustrzelić znajomy myśliwy, który ma zwyczaj walić do wszystkiego, co się rusza. Przegwizdałem szmat czasu, pod koniec miesiąca trzeba było gonić z robotą. Nie patrzyłem na wschody-zachody słońca, bo nawet splunąć nie było jak – takie było tempo. Zaczynała się właśnie piękna, jasna noc. Znajomy wypatrzył przez lunetę, że coś się rusza w rowie i odwiódł kurek armaty. Uratowało mnie gadanie do łopaty”.

    A teraz komunikacyjna katastrofa.

    Profesor z wielkim uczuciem potępił myślistwo jako zabijanie dla przyjemności. Sekundowało mu parę pań i panów (w tym ja parobek). Umiem liczyć tylko do czterech – razy, dwazy, trzyży, czterzy, pindzie, lindzie, ekman, dekman (nie wiem, co to “pindzie lindzie, ekman, dekman”) – więc nie powiem, ilu mówiło nie na temat, w każdym razie poznaliśmy historię od poczatku świata – chyba tylko białych myszek i białych niedźwiedzi brakowało. Słowem, starym zwyczajem Polaków rozmowa poszła w bok, do góry, w dół – byle nie na temat. Coś takiego jak dyscyplina rozmowy i mówienie na temat jest Polakom obce, każdy plecie o tym, co jemu w duszy gra, a nie o tym, o czym zagaił pierwszy mówca. A ja liczyłem, że będzie rzeczowa gadka wrażliwych o zabijaniu, o mordowaniu, o okrucieństwie, o wpływie i niewpływie cywilizacji na człowiekowate małpy, o tym, na ile się zmieniliśmy (i czy) od czasu, jak Kain zabił, a mama skradła. Liczyłem, że będzie o tym, o czym napomknęła Vera: “Gdyby tak jeszcze walka Greenpeace z Japończykami przeciwko zabijaniu wielorybów dotarła do świadomości” – masowa rzeź inteligentnych wielorybów i delfinów to coś potwornego na tle dzisiejszej wiedzy o psychice zwierząt. Liczyłem, że będzie o mordowaniu małych foczek dla zaspokojenia estetycznych potrzeb wrażliwych i delikatnych dam…Co ja zresztą będę wyliczał, czego nie było. Prawie nie było (kłaniam się tym, dzięki którym było, zwłaszcza parkerowi, na którego dopiero teraz mi się oczy otworzyły) o tym, z czym wystąpił profesor: o pasjonatach zabijania, o zabijaniu dla przyjemności, o zabijaniu dla zaspokojenia wyrafinowanych gustów podniebienia i takich tam. Nie było o homo occidens (nie wiem, czy poprawnie utworzyłem), o człowieku zabijającym BEZ POTRZEBY egzestencjalnej, relaksowo, dla czyichś fanaberii, nie jak rzeźnik – zawodowo. Liczyłem też, że będzie i o cierpieniu zabijanych – że to będą dwa główne wątki. Były – u paru. Przeważał ton racjonalny, nie na temat.

    W biednym dzieciństwie na początku 50-tych lat bywałem u krewnych na Mazurach (mieszkaliśmy tam zresztą z mamą pod koniec lat 40-tych, kiedy ojciec był w radzieckich łagrach). Sporą uciechę sprawiał nam dzieciakom pisk wrzucanych do wrzątku raków. Nikt nam nie tłumaczył, że to pisk bólu, cierpienia. Wiemy, że piszczy się raczej z uciechy.

  169. U nas strzelają do Kaczek i do jeleni. W Syrii inni myśliwi strzelają do ludzi. Zabili już ponad 120 tysięcy. Jakoś to nikogo nie wzrusza. http://www.globalresearch.ca/syria-nato-and-the-gulf-cooperation-council-organized-and-financed-the-death-of-120000-syrians/5359237

  170. Polska potrzebuje dobrych strzelców .
    A jeśli chodzi o wegeterianizm , to ostatnio udało się uczonym ( po wieloletnich sporach ) określić pochodzenie tego pojęcia . Przypuszczano np. źródło owego słowa w nazwie znanej przyprawy produkcji czeskiej . Ostatnio jednak udowodniono , że termin ten pochodzi z języka Indian Choctaw , w którym to języku “wegetarianin” oznacza “kiepski myśliwy”.

    Dinozaur ( z Neandertalu )

  171. Humanożerca
    24 listopada o godz. 21:55

    Zastanawiałam się nad Twoimi pytaniami i sądzę, że:
    Nie jesteśmy lepsi od zwierząt. I lepiej, żebyśmy uznali własną naturę. Jestem mięsożercą. Chociaż 2-3 x na tydzień jem w wegetariańskiej restauracji i też mi to pasuje. Jeśli musimy zabijać zwierzęta (bo nie powstrzymamy się), żeby zaspokoić głód, to chciałabym, by hodowla i zabijanie zwierząt odbywały się w dobrych warunkach.

    Ból i cierpienie jeśli nawet nie są tożsame ze złem, to nie są komfortowe. Nikt normalny świadomie nie szuka bólu i cierpienia, więc zadawanie ich innym nie jest w porządku.

    Pewnie zabrzmi to cynicznie, ale rzeczywistość jest taka, że z jednej strony jest idealizm, z drugiej pragmatyzm. W związku z tym nie czepiam się myśliwych. Większość ludzi zachowuje się wobec siebie gorzej niż myśliwi wobec zwierząt, więc nie ma co podgrzewać się tym, w czym kto znajduje przyjemność.

  172. jasny gwint
    Przepraszam, że tak do starszego – choć sam też już wypadłem z kołyski – ale czyżby język Ci się zwichnął? Jak się jednym końcem gęby mówi o jeleniach, trudno drugim końcem mówić o Syrii. Chyba że ktoś potrafi obu końcami naraz, a nawet trzecim – brzuchem. Wskakujesz w słowo fachowo, ale typowo po polsku, czyli bardzo często nie na temat. “Wy tu – o dupie Maryni, a tam Murzynów biją”. Właściwie to nawet Twoja specjalność.

  173. W pełni zgadzam się z P. Hartmanem ! Także nie rozumiem, jak można odczuwać przyjemność z zabicia jakiejś istoty. Co ciekawe jak wyprano mózgi ludziom widać po niektórych wypowiedziach myśliwych, którzy przedstawiają to jako szlachetne obcowanie z naturą, bredzą o tradycjach etc.
    Faktem jest że ktoś taki wyróżnia się wśród myśliwych, bo większość których znam traktuje to tylko jako rozrywkę i zabicie czasu – w dodatku nobilitujące (np. w gronie kolegów lekarzy, prawników, polityków etc.). Jakaś refleksja ? – bez przesady. Dlatego z grona swoich znajomych wykreśliłem wszystkich polujących.

  174. Alla
    25 listopada o godz. 10:06 pisze;

    “…Nie jesteśmy lepsi od zwierząt. I lepiej, żebyśmy uznali własną naturę….”

    W Polsce stosunki spoleczene zeszly juz do poziomu dzikiego bydla.

  175. Jestem zszokowany praktyką strzelania do zwierząt podczas jedzenia! Szczerze nie zdawałem sobie sprawy z metod jakimi kierują się ci ludzie. Dobrze, że są jeszcze ludzie którzy zwracają uwagę na tego typu zjawiska otwierając oczy nieświadomym obywatelom…

  176. Jerzy Pieczul
    24 listopada o godz. 22:00

    Może najpierw trzeba sprawdzić, czy doszło do kradzieży?
    Rozmowa z osobami znającymi temat dotyczyła wiarygodności informacji przedstawionych w artykule napisanym przez panią Sowę.

  177. Jerzy Pieczul
    25 listopada o godz. 10:09
    Może nie tak młodzieniaszku. Na temat felietonu i mojego stosunku do zwierząt wyraziłem się jasno wczoraj /9.50/. Międzyczasie czytam wiele o tym co równocześnie dzieje się w świecie, teraz bardzo małym i łatwo dostępnym. Martwi mnie brak wrażliwości na cierpienia zadawane ludziom, także ze strony moich rodaków tak ciężko doświadczonych w czasie wojny. Sam to dobrze pamiętam. Totalna znieczulica przez wszystkich, z elitami intelektualnymi i biskupami włącznie. W Iraku zabito już 4,6 miliona i dalej zabijają. Zabijają w Libii, Afganistanie, Pakistanie i Palestynie. Bo tam znowu im siknęła z ziemi ropa i zapachniało dolarami, jak pisze poeta. Minister Twojego rządu deklaruje przyjaźń z państwem, którego oskarżają o ludobójstwo, czystki etniczne i morderstwa. Dlatego nieraz wolę o tym co boli niż o Twojej dupie Maryni. A może ktoś przez moment pomyśli? Na Ciebie nie liczę.

  178. Narciarz…
    W Polsce ciężko “wpłac na puszczy” z powodu braku puszcz … To co jeszcze jest nazywane puszczami, jest już tylko nędznym wspomnieniem stanu sprzed 200, czy 300 lat. (lol)

    Tanaka…
    Rozumiem (tak sądzę) problem konieczności zdefiniowania, czy zredefiniowania różnych aspektów bycia człowiekiem i z zainteresowaniem czytam co piszesz. Wnioski jakie formułujesz o konieczności refleksji popieram z prostego powodu, bo uważam, że należy myśleć!

    Przy wszystkim co się robi należy myśleć. Dotyczy to nie tylko ktosia ze strzelba w lesie, ale również prof Jana Hartmana przy klawiaturze … Tego, kto pisze i swoim pisaniem trafia do wielu myślenie obowiązuje nawet bardziej, ze względu na wpływ jaki wywiera. Jasne, że zarzut niemyślenia jest śmieszny wobec filozofa, ale nic na to nei poradzę, że tym razem Jan Hartman, wystawił jak to się mówi “tyłek do skopania”, bo metaforycznie ujmując problem, przemyślał jedna strone medalu, kompletnie ignorujac drugą …, zbywając ją naiwną, nieprzemyślaną propozycją…

    Bo Panie prof Hartman, jeśli społeczeństwo wzniesie się na proponowany przez Pana poziom etyczny i odstąpi od zabijania zwierząt, powierzając początkowo, a później spychając na, a jeszcze później zmuszając do zabijania nadmiaru zwierząt w środowisku już od dawna nie naturalnym, to wytworzy z biegiem czasu kastę powszechnie pogardzanych “morderców zwierząt”. Początki tej pogardy już są zresztą widoczne w licznych wpisach na forum Pańskiego bloga. Jeśli pójdziemy jako społeczeństwo tą drogą, to na jej końcu znajdziemy kastę potrzebnych, ale społecznie wykluczonych powszechną pogardą.

    W jednym z wcześniejszych wpisów napisałem, że “tertium non datur”… Ale jest trzecie wyjście. Jest nim zmniejszenie populacji ludzkiej o jakieś 70/80% i oddanie zwolnionego miejsca naturze. Wystarczy ograniczyc sie do jednego potomka w całym zyciu, niezależnie od liczby partnerów i za 300 lat, będzie nas ludzi poniżej 1 miliarda … W tym czasie natura powróci na stopniowo zwalniane obszary…

    Ale choć powyższy plan ograniczy w znacznym stopniu konieczność polowań, to i tak nie wyeliminuje ich kompletnie. Bo pozostaną granice, miejsca gdzie dzikie będzie się mieszać z cywilizowanym. I gdzie zawsze będzie istniała konieczność zabijania od czasu do czasu. Prosty przykład wyjaśni co mam na myśli. Wilki są niezwykle podobne do ludzi w wielu aspektach swojego zachowania. Jak mają do wyboru gonitwę za sarenką po lesie z wcale nie pewnym wynikiem, a owieczkę, która nie ma gdzie uciec na ogrodzonym pastwisku … Więc nigdy, nie da się kompletnie i całkowicie zlikwidować konieczności zabijania dzikich zwierząt….

    Pozostaje kwestia poruszona przez Tanakę, kwestia czy jest to robione dla przyjemności zabijania, czy zabijania bez przyjemności, ze świadomością konieczności. I w tym ostatnim, proponowałbym przeczytac jeszcze raz post HUBERTA.

  179. Alla.

    ad. 1. Moim zdaniem w naturze ludzkiej leży wyższość nad zwierzętami. To człowiek wysłał parę zwierząt w kosmos rakietą i wybrał się na księżyc, a nie na odwrót. Jakkolwiek zwierzę nie jest rzeczą, nie żyje jak istota rozumna i władcza. To, że żadna pojedyncza cecha (używanie narzędzi, elementarne emocje, przewidywanie), sama w sobie nie wyróżnia człowieka, niczego nie zmienia. Kumulacja cech czyni człowieka czymś gatunkowo lepszym. Może w ramach tej swojej wyższości wziąć się za równego albo niższego, ale za tym uznaniem stoi ukryte wywyższenie. Bo cóż z tego, że znalazł się na dole jakiejś hierarchii, skoro to on ją określił i w każdej chwili może ją obrócić do góry nogami?

    ad. 2. Bycie władcą, a przyzwolenie na tyranizowanie czy bezsensowne okrucieństwo to dwie różne rzeczy. Istnieje coś takiego jak obowiązki prawowitego panowania. Jeśli więc przyjmuję, że człowiek jest obiektywnie lepszy od zwierząt, to odmówienie mu władzy prowadzi (wbrew tutejszym mędrkom) do przyzwolenia na jego despotyzm. Być może walcząc z nim, należy prawnie ograniczyć przewagę myśliwego nad zwierzyną (nie rozstrzygam tego, bo nie mam dostatecznej wiedzy).

    ad. 3. Człowiek bardzo łatwo przypisuje innym stworzeniom własne emocje. Np. delfin “uśmiechając się” w basenie cyrkowym, wyraża niezadowolenie i agresje, a nie to, co przypisuje mu publika. Zwierzę niestety nie jest równoważnym partnerem człowieka. Pies, który pogryzie dziecko nie składa zeznań i nie idzie przed sąd, lecz do uśpienia. Właściciel jeśli chce, by suczka nie płodziła potomstwa, sterylizuje ją, ona sama nie ma wglądu w budżet domowy i nie idzie do apteki po antykoncepcje. :)

    Zwierzę nie myśli abstrakcyjnie, nie wie, co to znaczy szukać cierpienia (no może z wyłączeniem niektórych naczelnych). Dlatego na człowieku ciąży odpowiedzialność za jego tresurę albo za to, że rozregulował ekosystem i musi zastąpić drapieżcę.

    ad. 4. Na pewno istnieje coś pośredniego między idealizmem a pragmatyzmem. :)

  180. Jerzy Pieczul

    Raki nie mają płuc, nie mają strun głosowych … Raki nie wydaja żadnych dźwięków … To co słyszałeś nie było żadną raczą skargą na wrzątek … to był tylko dźwięk wydawany przez zetknięcie się keratynowo/chitynowych pancerzy z wrzątkiem.

    (mogłem pomylić tworzywo raczych pancerzy, bo uczyłem się o tym 40 lat temu, a do wiki nie mam czasu sięgnąć)

  181. Alla
    Przepraszam, że się posłużę Szwejkiem: tak mądrze mówisz, że można zgłupieć od tej mądrości. Powiadasz: “Nie jesteśmy lepsi od zwierząt”. Czy to założenie, że one są złe? Śladów takiego właśnie widzenia zwierząt jest w języku od metra: “zezwierzęcenie”, “człowiek człowiekowi – wilkiem”, “jak dzikie zwierzę”, “lis-przechera”, można ciągnąć. O bólu – dzięki za te słowa, tu się rozumiemy. Ale kiedy konkludujesz: “nie ma co podgrzewać się tym, w czym kto znajduje przyjemność”, pardon, wysiadam. Toż cywilizacyjny rozwój duchowości człowieka idzie w tym kierunku, że się coraz bardziej przejmujemy, a nie że się coraz bardziej nie przejmujemy. Ale, owszem, jest i kierunek odwrotny – profesor Lorenz nazywa go: “regres człowieczeństwa”. Jeszcze raz przepraszam: jednym końcem ust mówisz pięknie o niezadawaniu innym cierpienia, drugim: “nie ma co podgrzewać się tym, w czym kto znajduje przyjemność”.
    Nie ma co się podgrzewać tym, że ktoś ma przyjemność w zabijaniu, kradzeniu, gwałceniu, pedofilii, oszukiwaniu i rozbijaniu butelek na chodniku?

  182. @Jerzy Pieczul. Panie Jurku, nie dalej, jak kilka dni temu, jasny gwint zarzucił paru osobom pisanie bzdur i nie na temat. I co tutaj mamy? Ano jasny gwint rzuca jakimiś linkami na temat polityki międzynarodowej. Mało tego, jesteś już kolejnym, któremu zarzuca brak myślenia. Ten obywatel jest chory. Zapewne tęskni za zbiorowym brandzlem, w którym każdy potępiałby USA, Izrael, KK i całą resztę, która przyczyniła się do pierdyknięcia z przytupem jego komuszego raju na ziemi. Ten człowiek, poprzez swoją chorobę, jest wyjątkowo niewiarygodny. Nie wspominając o jego monotematyczności, która zdradza poważne zaburzenia emocjonalne.

  183. @lonefather Sorry, ale kaci w obozie koncentracyjnym też mieli poczucie konieczności i zabijali z administracyjnego obowiązku, często wcale nie przeżywali jakichś zdrożnych emocji względem zabijanych, ba, przed wejściem do obozu dawali im chleb. Czy z tej racji ich postępowanie było moralnie lepsze? Byłoby gorsze, gdyby kierowali się czystą nienawiścią albo satysfakcją z cierpienia.

    Jeśli już koniecznie chcemy zrównać człowieka i zwierzę, to konsekwentnie.

  184. korekta, powinno być: czy byłoby gorsze, gdyby kierowali się czystą nienawiścią albo satysfakcją z cierpienia?

  185. lonefather
    Dzięki za wyjaśnieniem jeśli jest naukowe. Ale chyba się rozumiemy, że to była jedna z nieogarnionych ilustracji cierpienia i bólu. Brak strun głosowych chyba nie znieczula?

  186. Jerzy:
    ad. 1. W ramach dalszego rozwoju duchowego należy wprowadzić cenzurę i wyplenić złe słowa ujawniające ludzką wyższość?
    ad. 2. I to przejmowanie się zaczyna przypominać łapanie wszystkich srok za ogon, w konsekwencji prowadzi do tandetnego sentymentalizmu, zniewieścienia i upadku cywilizacji (“Zmierzch zachodu”) wiadomego autora. ;)

  187. lonefather
    Jeszcze jeden drobiazg czysto językowy: “wołanie na puszczy”. “Puszcza” w starym polskim języku znaczyła “pustynia”. Nie dziwię się, że ludzie odczytują wyraz z jego współczesnym znaczeniem, ale też jeśli chcemy zachować bogactwo i głębię języka, pamiętajmy, skąd się wzięły różne frazeologizmy. Więc “głos wołającego na puszczy” to głos wołającego na pustyni, a nie w lesie, w puszczy. Darz, bór.

  188. Przez kilka lat pracowałam na polowaniach dewizowych jako tłumacz, miałam więc możliwość przyglądać się temu procederowi z bliska. Rozumiem oburzenie autora, bo ma solidne podstawy. To prawda, że zwierzęta cierpią, zwłaszcza te postrzelone, które przez wiele godzin są tropione zanim “myśliwy” dobijając ukróci ich męki. Myśliwi chlubią się kodeksem i etyką myśliwską, ale prawda jest taka, że niewielu się tym kieruje. Najgorzej na tym polu wypadają Francuzi, najlepiej Niemcy. Prawdą też jest to, że polscy łowczy dokarmiają zwierzynę, w określonych miejscach, po to by móc podprowadzić tam “dewizowca” by odniósł sukces.
    Drugi aspekt to uprzywilejowanie myśliwych przez prawo łowieckie i rozporządzenia ministra środowiska. Każdy kto miał do czynienia ze szkodami łowieckimi przyzna mi rację, że arogancja myśliwych w takich sytuacjach jest uzasadniona i będzie tak dopóty, dopóki prawo nie zostanie zmienione. Może gdyby za złe zarządzanie obwodami łowieckimi, ponosili dotkliwe kary finansowe, udałoby się to zmienić. Osobiście w to wątpię, bo to jednak “sport” dla “elit”, przecież sami nie narzucą sobie kagańca.

  189. Rafał Kochan
    Jestem młodym kosmo…tfu!…internautą i zauważyłem, że jest typ, który tak ma, że rzuca wyłącznie linkami. Pewnie, że lepsze to niż rzucanie wujami. Ale pan Kleks…euuu!…jasny gwint wie jednak, co mówi, kiedy już mówi, a nie rzuca.

  190. Szanowni Państwo, jest to jeden z tematów, który nigdy nie będzie jednakowo postrzegany moralnie przez ludzi. Każdy ma i będzie miał swoje zdanie na ten temat. Najważniejsze w tym wszystkim jest ustanowione prawo. To ono powinno wytyczać standardy moralne w sytuacjach, gdy istnieje pewien konflikt światopoglądowy oraz wysoki poziom abstrakcji niuansów w interpretacji etycznej. Zastanówmy się, jakie powinno być stanowisko władzy ustawodawczej oraz jak powinno wyglądać prawo w tym aspekcie. W przeciwnym układzie zaraz będzie mowa o kanibalizmie, ZOO, cyrkach i bóg wie czym jeszcze.

  191. Postrzelona sarna napewno nie cierpi więcej niż umęczony człowiek.
    Człowiek ma większą zdolność odczuwania bólu właśnie ze względu na nasz niesamowity mózg i możliwości jakie ze sobą niesie. Mózg sarny jest znacznie mniej rozwiięty dlatego stwierdzenie że odczuwa ból podobnie jak człowiek jest naukową bzdurą.

  192. @Rafał Niestety takie zawężenie dyskusji chyba nic nie da, nie musimy wyznawać pozytywizmu prawniczego czy innego skrajnego legalizmu. Odpowiadając na pytania wracamy z powrotem do wszystkich dylematów, cyrków, kanibalizmów.

  193. taka prawda, szacunek dla Pana Jana Hartmana i tych którzy czują podobnie,
    animal liberation human liberation

  194. axiom1
    25 listopada o godz. 10:27

    Tak. Nie jesteśmy lepsi. Jemy mięso jak wilki, czy niedźwiedzie. Ot i tyle. Kwestia pozostaje, jak je zdobywamy. Co jest bardziej etyczne? Polowanie, czy rzeźnia? Kamieniami w tym temacie mogą ciskać tylko ci, co mięsa nie jedzą, bo tylko oni tu nie zgrzeszyli.

    A co z tym, że myśliwym strzelanie do zwierząt sprawia przyjemność? No, zgrzyta mi tu trochę, ale widzę usprawiedliwienie. Ktoś te zwierzęta i tak musi odstrzeliwać. Jeśli myśliwi nie wyrobią limitu odstrzałów, robi to leśniczy.

    Problemem jest więc przyjemność, jaką odczuwają strzelający. Bo skoro zgadzamy się na inne sposoby maltretowania zwierząt, to chyba sam fakt zabijania nie jest problemem?

    (Sprawianie sobie przyjemności kosztem innych ludzi, bądź stworzeń do doprawdy szeroki temat. Traktowanie go wyrywkowo – i tylko przez pryzmat polowań bardzo go zubaża)

    Patrząc na Twój wpis szerzej, to sama wymiana zdań na blogu pokazuje, że z dyskusją nie jest najlepiej. – Albo moje, albo jego na wierzchu, a wszelki kompromis to zgnilizna. Bawimy się do utoczenia ostatniej kropli krwi. Przeciwnikowi oczywiście. Bo to przeciwnik, skoro inaczej myśli, to wróg do sponiewierania, a nie drugi człowiek.

    Jakby nie można było stwierdzić, co już ktoś ładnie wcześniej tu uczynił, że wśród myśliwych – jak w każdej grupie społecznej – są dobrzy i źli ludzie.

  195. Alla na surowo je jemy? Bez obróbki? Nie ma różnicy między tatarem na talerzu i dzikim zwierzem rozrywającym zwierzynę na strzępy?

    Owszem, bywałem w dyskusji agresywny, ale nie wobec Ciebie. A moja postawa wynikała m.in. z reakcji na bezsensowne plucie antyklerykalnym jadem… :)

  196. lonefather
    25 listopada o godz. 10:41

    Ależ nie wymagajmy od profesora, żeby przemyślał wszystko na wszystkie okoliczności, w dodatku w sprawach które daleko wybiegają od etyki. Mówił przede wszystkim o szczególnym aspekcie zabijania, a nie o wszystkim co związane z zabijaniem. Nie domyślał, jak inaczej zabijać, by nie robić tego tak jak ci parszywi myśliwi o których napisał. To wymaga zbiorowej refleksji i zbiorowego myślenia. Niewątpliwie jednak opartych o zagadnienia etyczne.
    Ziemi, z punktu widzenia jej równowagi przyrodniczej, przydałoby się zmniejszenie populacji ludzkiej. Nie chcemy tego robić, więc mamy życie coraz bardziej sztuczne. Skutkiem tego jest coś co nazywamy koniecznością zabijania w miejsce naturalnego, ewolucyjnego procesu regulacji życia. Sami tak wybieramy, na nas więc ciąży moralna odpowiedzialność za zabijanie w warunkach złamania samoregulacji przyrody.Nie możemy się usprawiedliwiać obiektywną koniecznością zabijania, skoro sami wytworzyliśmy takie warunki.
    W ramach wielkiego problemu, prof., Hartman podnosi mały problem. Mały rozcieńczamy jednak w dużym, co nie zmienia jego kwantyfikacji moralnej.

  197. Alla: “Polowanie, czy rzeźnia? Kamieniami w tym temacie mogą ciskać tylko ci, co mięsa nie jedzą, bo tylko oni tu nie zgrzeszyli.”

    Nie przypominam sobie, by w Ewangelii, którą przywołałaś było coś o grzeszności polowania czy łowienia ryb. Polowanie dla przyjemności też nie jest złem, o ile towarzyszy temu pewien wysiłek, a nie bezrefleksyjne pykanie do obiektów.

  198. Jerzy Pieczul
    25 listopada o godz. 10:54

    No, daj spokój i nie przesadzaj. Pod względem biologicznym jesteśmy w końcu tylko zwierzętami innego gatunku. Zwierzęta nie są ani złe, ani dobre. Po prostu są. My też jesteśmy i mamy podobnie biologiczne potrzeby do zaspokojenia. Czy można to wartościować?

    Oczywiście, że mamy się rozwijać ku dobremu itp. Mamy świadomość dobra i zła, chociaż to w różnych kulturach może trochę się różnić. W tym pewnie jesteśmy lepsi, ale to może być aroganckie przypuszczenie, bo nikt z nas jeszcze nie był pszczołą, ani mrówką.

    Nie podoba mi się, że pomstuje się na myśliwych, a korzysta spokojnie z usług rzeźni. Dla mnie to hipokryzja.

    Widzę różnicę między polowaniem a szukaniem “przyjemność w zabijaniu, kradzeniu, gwałceniu, pedofilii, oszukiwaniu i rozbijaniu butelek na chodniku?”

  199. Tanaka: Sami tak wybieramy, na nas więc ciąży moralna odpowiedzialność za zabijanie w warunkach złamania samoregulacji przyrody.Nie możemy się usprawiedliwiać obiektywną koniecznością zabijania, skoro sami wytworzyliśmy takie warunki.
    ++++++++++
    Odpowiedzialność zbiorowa? Przecież ani ja, ani Ty osobiście nie rozwinęliśmy cywilizacji w takim stopniu, byśmy mogli ponosić odpowiedzialność. Musimy ją z zrzucić na ewolucję, ale ona jest bezmyślna, czyż nie? Więc w ostatecznej instancji nie ma na kogo złożyć winę, bo jak profesorek orzekł, niebo jest puste….

  200. Dziekuje za ten wpis. Nie bede na Pana glosowal i nie zawsze lubie Pana wpisy, ale za ten wpis dziekuje serdecznie.

  201. Humanożerca
    Podnosisz sprawę sensu i biadasz jednocześnie, że inni go nie reprezentują. Fałszywie lamentujesz. Masz klawisze pod palcami więc powinieneś dokładnie określić co jest sensowne i wedle jakich kryteriów. Chcesz sensu, to stosuj sens. Sobie ułatwisz sensowne wypowiedzi, krytykowanym umożliwisz się do definicji odnieść, a dyskusja od razu stanie się miła. Lepiej się poczujesz.

  202. Humanożerca
    25 listopada o godz. 11:51

    Trochę za wpisami nie nadążam, przepraszam.
    Nie wydaje mi się, abyś był agresywny. Na pewno nie w naszej wymianie zdań.
    Jest pewien problem przy wymianie zdań na blogu – przynajmniej dla mnie. Nie jest to normalna wymiana zdań jak przy rozmowie, gdy każdą wątpliwość można na bieżąco rozwiać i rozmowa “płynie” lekko i naturalnie. Trochę to tutaj poszarpane. Każdy ciągnie w stronę wątków, które go bardziej zajmują.

    “Polowanie dla przyjemności też nie jest złem, o ile towarzyszy temu pewien wysiłek, a nie bezrefleksyjne pykanie do obiektów.” – i tu się w pełni zgadzamy.

  203. Tanaka, z moich wypowiedzi możesz wyczytać moje stanowisko. Wydaje mi się, że jest ono sensowne i wyraziłem je klarownie. Ale w przeciwieństwie do Ciebie nie jestem nieomylny i władczy w pouczaniu, więc mnie oświeć, jeśli się mylę.

    Podawanie kryteriów sensowności przenosi dyskusje na metapoziom i tyle.

  204. Spadam do życiowych zadań, więc jeszcze na koniec. Co z obfitości wylanej tu mądrości wynikło dla poruszonego przez profesora tematu zadawania śmierci i cierpienia zwierzętom przez myślące stworzenie w celu przeżywania niekoniecznej – jak niekonieczne jest na przykład noszenie przez dorosłych smoczka w gębie zwanego “papierosem” – dla jego osobniczego życia przyjemności? On się z pragnieniem tej przyjemności nie urodził. Przyswoił sobie od innych wzór takich zachowań. Padło mnóstwo słów, ale słów o tym, czym jest ten wzór na tle innych cywilizacyjnych zachowań za wiele nie zauważyłem. Może przez to, żem młody alzheimer. Cześć!

  205. No to można teraz na prof.Hartmana mówić “pieprzony hipokryta” – skoro puszczanie takich głodnych kawałków nie kłóci mu się z byciem członkiem komitetu poparcia dla Bula-Komoruskiego…

    także: zamilcz Pieprzony Hipokryto – wstydu oszczędź!

  206. Alla
    W ostatniej chwili zauważyłem Twój wpis. Przykro mi, ale widzę, że nie masz wewnętrznego głosu nakazującego mówić i rozumować precyzyjnie i podobnie starać się odczytywać rozmówcę. Odniosłem się do Twoich słów: „nie ma co podgrzewać się tym, w czym kto znajduje przyjemność”. W takiej postaci jest to sąd uniwersalny, odnoszący się do wszystkich możliwych przypadków. Więc segregowanie tych przypadków – do tych się odnosi, do tych się nie odnosi – jest niepoważne. To ambicjonalny wykręt, Allo – żeby, broń Boże, nie przyznać się do niefortunnej myśli. Ale i tak myślę o Tobie, jako o kobiecie, z należną wrażliwszym i delikatniejszym, czcią.

  207. Mówiąc krótko, system kół łowieckich trzeba zastąpić innym.
    Bo bez zabijania się niestety nie obejdzie.
    Ile to będzie kosztować, i dlaczego tak drogo?
    Hobbystów i miłośników zabijania, finansujących z własnej kieszeni niezbędne z punktu widzenia ekosystemu działania, zastąpimy płatnymi pracownikami.
    Efekt Bambi będzie dość kosztowny, a niektórzy poczują się szlachetniej płacąc rachunki?

    Emocjonalność nie jest z punktu widzenia ekonomii racjonalna……

    Jak na Europę jesteśmy potęgą, zdaje się jakieś 30% obszaru kraju to lasy.
    Na dodatek, dość sensownie zarządzane.
    Wizja wyżartego lasu nikogo nie wzruszy?
    Możemy jeszcze lasy sprywatyzować.
    Efektem będzie w ciągu kilku lat tarcica…….

  208. To wszystko czysta,zywa prawda,ale…Hipokryzja jest robic uklon w strone ginacych od kul mysliwych tzw.zwierzat lownych,a juz zupelnie bezrefleksyjnie isc do marketu po kilo karkowki czy innych skrzydelek.
    A skad te frykasy sie tam wziely…?Ano w majestacie prawa(sic!),dla nas miesozercow zostaly ”wyprodukowane”.Nie ma co sie oszukiwac,zywe istoty w meczarniach legly na oltarzu konsumpcji.By wyrokowac i oceniac,nalezy spojrzec w lustro i przed samym soba przyznac,ze jedzac mieso,uczestniczy sie w ohydnym procederze ohydnego wykorzystywania braci mniejszych.Niech pierwszy rzuci kamien…

  209. …….. Sowy „Rzeczpospolita Łowczych”, opisujący działalność osobników czerpiących rozkosz z zabijania zwierząt. Skala i cynizm tego procederu oraz zasady działania sitwy, która nim się zajmuje, wołają o pomstę po pustego nieba…… Szanowny Panie profesorze na czele tej ….. jak to Pan pięknie ujął jest taki osobnik który pełni funkcję ministra spraw zagranicznych Rzeczpospolitej w rządzie Pana Tuska.. i dlatego ze strachu nawet nie odważyłem się powtórzyć tej nazwy za Panem. A drugi z wielkich myśliwych, niejaki “gajowy” oznajmił niedawno iż dopóki pełni rolę prezydenta wszystkich Polaków… zawiesza zabijanie sarenek. No, myślę więc że już jest wszystko jasne. Wódkę gdzieś wypić trzeba.
    W kapitalistycznej Polsce to Pan Mazowiecki wprowadził taki rytuał wśród ław poselskich i wszyscy się ochoczo do niego przyłączyli. A dziś jest wprost nietaktem wśród elit, żeby nie kupić se sztucera i nie zabijać wszystkiego co jeszcze żywe, bo przecież nie było by tematu do jakiejkolwiek rozmowy na rautach i bankietach.
    A taki co nie zabija był by zapewne wytykany palcem….. Mnie bardzo boli jak widzę pana myśliwego w kapeluszu, w wieku około 35 lat, który prawie codziennie wsiada w Krakowie do autobusu podmiejskiego z psem myśliwskim, a potem wraca tymże autobusem wsiadając na przystanku obok mojego domu- z przytroczonymi do pasa zabitymi bażantami. Czasami 6, czasami 8 pięknych bażantów kończy w ten sposób życie. To panie profesorze podobno Pana kolega. Docent, czy też dochtór z pewnej szacownej krakowskiej wyższej uczelni. Państwoowej, żeby nie było cienia wątpliwości.

  210. Jak nie będzie w lesie myśliwych – będą kłusownicy.
    Pan się jak zwykle ( jak to na filozofa-humanistę przystało) nie zastanawia nad praktycznymi konsekwencjami swoich poglądów. Dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane.

    PS. jestem człowiekiem który muchy z domu raczej wygania niż zabija.

  211. Jerzy Pieczul
    25 listopada o godz. 12:27

    Widocznie nie byłam wystarczająco precyzyjna. Przykro mi. Myśl swoją wyraziłam w bardzo jednoznacznym kontekście i wydawało mi się, że jest jasna.
    Podkreślam więc ponownie: widzę różnicę i wartościuję tak, jak napisałam w kolejnym wpisie. Zabicie sarny to nie to samo, co pedofilia.

    Nie wykręcam się, bo i po co. Nie mam problemów ambicjonalnych.
    Jeśli ktoś mnie przekona do swoich racji, przyjmę je jak swoje, zakładając, że świadczy to o moim rozwoju. W końcu po to prowadzi się rozmowę?
    (Jeśli kiedykolwiek uznam, że wiem wszystko najlepiej, to pewnie zastrzelę się z przerażenia)

  212. Jerzy Pieczul
    25 listopada o godz. 12:27

    “Ale i tak myślę o Tobie, jako o kobiecie, z należną wrażliwszym i delikatniejszym, czcią.” – ale to ładne

  213. Mało śmieszny tekst, niskich lotów…

  214. Standardowe jest stawianie ambon kilka metrów od granicy Parków Narodowych. Przykład- Magurski Park Narodowy- miejscowość Bednarka. Również standardowe jest rozkładanie pod ambonami jedzenia dla zwierząt-np.jabłek i bryłek słonych lizawek.

  215. 1) Jerzy Pieczul
    Tak, o rakach napisałem jak jest, raki oddychaja skrzelami. Nie ma płuc, nie ma strun głosowych wprawianych w drżenie przepływem powietrza wydychanego, więc nie ma mowy o wydawaniu dźwięków. O budowie chemicznej pancerza nie znalazłem na szybko nic więcej niż napisałem.

    Co do sposobu ich przygotowania do konsumpcji, przez wrzucenie do wrzątku, to sądzę, że jest humanitarny, to znaczy szybki. Czy w wypadku raków byłby możliwy sposób bezbolesny, to nie wiem. Nie mówiąc o tym, że wątpię by jakiś bezbolesny sposób uśmiercania raków dawałby mięso zdatne do konsumpcji.

    “Puszcza”, kiedyś jako pustka – to zgoda, ale “pustka” to nie pustynia … Pustka, czy jak jest w powiedzeniu Puszcza, to miejsce bez ludzi, bez odbiorców (słuchaczy wołania). W czasach, gdy powstawało dyskutowane powiedzenie, nasi antenaci raczej nie znali pustyni takiej jak ta, którą podpowiada nam wyobraźnia. To z jednej strony… Z drugiej słowa z biegiem czasu nabierają nowych znaczeń, zaczynają określać nowe rzeczy, rozszerzają swoje znaczenie, lub zmieniaja je na co innego… Gdyby słowo “puszcza” zachowało swoje pierwotne znaczenie, to ani jeden kawałek lasu w Polsce, czy na świecie nie nazywałby się w jezyku Polskim Puszczą … Nie byłoby ani Puszczy Knyszyńskiej, ani Białowieskiej, ani Puszczy Amazońskiej tez by nie było. A przecież to co nazywamy “puszczą” nei jest puste. Rosna tam drzewa, krzewy, rośliny zielne, zamieszkują ptaki, ssaki, gady, płazy, insekty … słowem w puszczy żyje mnóstwo najróżniejszych organizmów i żadną miarą nie da się o puszczy powiedzieć, że jest pusta …

    Słowo puszcza dziś oznacza jednolity zwarty obszar leśny z możliwie naturalnym ekosystemem. Sens powiedzenia pozostaje nie zmieniony. Wołanie na puszczy nadal jest wołaniem w miejscu, gdzie nikt cię nie słyszy … Niezależnie od tego czy to miejsce jest gęstym lasem, czy tez pustynia jak Ty chcesz…

    A co do “DARZ BÓR” to darz nam wszystkim … Mogłeś nei zauważyć, że nie poluję, nie jestem myśliwym … więc Twoje życzenia rozciągam na wszystkich. Darz nam wszystkim…

  216. Artykuł Pani Agnieszki Sowy delikatnie mówiąc nie jest bezstronny. Z góry przyjmuje tezę, że myśliwi to “mordercy” nie biorąc pod uwagę wielu uwarunkowań przyrodniczo-gospodarczych. Stoję na stanowisku, że nie powinno się zabierać głosu na temat, o którym ma się bardzo mgliste pojęcie. Dodaję, że sam nie jestem myśliwym – temat jednak z racji wykonywanego zawodu dość dobrze znam. Nagonki na myśliwych nie popieram – uważam bowiem, że wykonują bardzo istotną pracę, ważną dla utrzymania równowagi w zaburzonym przez człowieka środowisku. Poza tym hipokryzją jest nagonka na myśliwych, przy jednoczesnym być może codziennym spożywaniu mięsa. Czyżby brało się ono z fabryki chemicznej, czy też może z hodowli (tam zabija się na znacznie większą skalę i niejednokrotnie w bardziej okrutny sposób).

  217. Jerzy Pieczul

    Kiedyś próbowałem mrożenia w domowej zamrażarce… ale część raków zapadała w hibernację i przeżywała. Z kolei zamrażanie w ciekłym azocie zupełnie niszczy tkankę. Krewetki po prostu rozsypywały się … Więc jak trafią się mi raki, to pozostaje tradycyjnie przy wrzątku … :) Szyjki rakowe w sosie koperkowym polecam… palce lizać …

  218. Polowanie dla przyjemności
    Gdyby tak sięgnąć do niedalekiej przeszłości to do sportu zaliczano na przykład strzelanie do gołębi.
    Żywych, specjalnie złapanych i wypuszczanych z klatek paręnaście metrów przed “myśliwym” który nawet strzelby sam nie nabijał i nie repetowal , ON TYLKO BRAŁ JĄ OD POMOCNIKA PODNOSIŁ DO RAMIENIA I NACISKAŁ NA SPUST.
    Taki sport.
    Teraz to się strzela do rzutków , nie trzeba szukać gołębi czy kuropatw , może to i dobrze bo nogi odpoczna ale tak zajęcy jak i kuropatw od tego nie przybywa.
    Biolodzy coś tam kwękają o zmniejszającej się puli genetycznej poszczególnych gatunków i o ich regresie.
    Więc wychodzi na to że zagarniamy przestrzenie naszych braci mniejszych , ich tereny lęgowe , rozrodcze i to wszystko czynimy w trosce o przyrodę.
    Wielcy z nas altruiści , przyroda zostanie na fotografiach i kartkach pocztowych z wieków uprzednich.
    Fajnie jest tak sobie poprawić samopoczucie-
    MY DBAMY -naprawdę jest tak że przyroda odradza się tam gdzie my ludzie ograniczamy swoją działalność.
    Zresztą czy ktoś zadał sobie pytanie CZY NAPRAWDĘ POTRZEBA NAS AŻ TYLU ?
    Może naszym dzieciom wnukom lepiej by się żyło bez zatłoczonych szos , pojazdów , powietrza.
    Dziś jeden człowiek w rolnictwie wyżywi wiele osób, nadzorujący taśmę odzieje ich tysiące , a stale słyszymy BRAK MIEJSC PRACY
    więc pracujmy krócej .
    Ale to temat na inną dyskusję
    ukłony

  219. A mnie przekonuje racjonalne, oparte ma znajmości tematu i wyzbyte emocji podejścje lonefathera wyłożone kolejno o g.1:50, 2:03, 10:41, 10:53 i 13:22.
    Wolę to niż niż histeryczne i obłudne pohukiwania na WSZYSTKICH jak leci “zabójców” zwierzyny leśnej i dzikiego ptactwa, a jednoczesne przymykanie oczu (mało kto o tym wspomniał) na “humanitarny” jakoby ubój zwierząt hodowlanych.
    Rozumiem, że ma do tego moralne prawo wegetarianin, a zwłaszcza weganin, ale nie ma ich chyba wielu wśród tutejszych oburzonych.
    Przyznaję, że jadam czasem mięso, a preferuję owoce morza, ale przecież to też stworzenia.
    Natomiast, jak wspomniałam wyżej , uwielbiam “łowić” zwierzęta leśne wzrokiem, a “polować” na grzyby.

  220. Napisałem komentarz – nie został opublikowany. Czyżby dlatego, że nie wyraziłem w nim potępienia myśliwych i łowiectwa. Taki sposób moderowania źle świadczy o moderującym….

  221. Dziadek polowal, wujek polowal; jezdzimy polowac co roku na losia, sarny i rowniez indyki. Czlowiek polowal na jedzenie przed zbudowaniem ‘supermarket’ow, i bedzie polowac jak opadnie terazniejszy system wyzywienia ludu. Tak jest, jestescie zamknieci w kolku karmienia, haha, oni wyzeraja wasze pieniadze i czas a wy napojacie sie ich genetycznie modyfikowanym swiniaczkiem mmmm, mmm. Na zdrowie!

    Autor zbytnio magnifikuje sytuacje aby uzyskac docelowy efekt na czytelniku. Nie pisze o tym ze dziczyzna to jedno ze smaczniejszych dan, a przyjemnosc dzielenia sie darem lasow z rodzina i przyjaciolmi jest wielka.

    Karzdy powinien miec prawo aby polowac w swoim kraju. Karta mysliwska i pozwolenie na bron powinny byc wszystkim dostepne po odpowiednim treningu i szkoleniu.

  222. kocham Jana Hartmana :) takich mężczyzn już dzisiaj nie ma.

  223. Humanożerca
    Oczywiście, że istnieje zarówno odpowiedzialność zbiorowa jak i osobista. Osobista istnieje zawsze, zbiorowa fakultatywnie. Co do szczegółów, to zależy od danej sprawy. Łatwo możesz sobie przypomnieć Norymbergę. Ile winy zbiorowej, ile winy osobistej.
    Ewolucja, jako samorzutny proces, w ogóle nie ma nic wspólnego z moralnością, winą-niewiną. natomiast wiele ma, o ile świat przyrody jest dziełem stworzenia, przez dowolnego boga. Wartościowanie tego jest nieuniknione.
    Samorzutna ewolucja życia, a cywilizacja człowieka to zupełnie różne sprawy.
    Z Twoich wypowiedzi nie wyczytuję żadnego stanowiska. to są wrzutki od sasa dl lasa, w dodatku zupełnie nie zrozumiałe.

    ” a kto powiedział, że lew nie czuje satysfakcji polując na antylopę? Skoro jako rzecze laicki dewota Hartman sarna odczytuje intencje myśliwego… A odnośnie instyntku to żadne usprawiedliwienie. Na następnym etapie rozwoju instynkt psa i lwa wypleni się genetyką, wsteczników wsadzi do więzień dla psychopatów…”

    tako rzeczesz, jest to mętne, zwykły bełkot. W każdym zdaniu spekulacja. Twoje wyobrażenia o własnej klarowności przestają działać, jak tylko myśl opuści głowę. Podanie kryteriów sensu jest w tej sytuacji nadzwyczaj trudne. A Twoje przekonanie, że mówisz z sensem staje się bezwartościowe. Fałszywie skromnie zapewniasz, że nie jesteś nieomylny. Jesteś, dopóki nie upuścisz myśli na klawiaturę.

  224. W glowie sie kreci od ilosci wpisow. Cos jest na rzeczyNie wolno zabijac zwierzta i basta. Moga sie madrzyc i nadymac gieroje z giwerami ile im sie podoba, ale polowanie to barbarzynstwo. Psize to bijac sie w piersi, bo lubie zjesc kawalek dobrej habaniny a nie dalej jak wczoraj mialem na talerzu kilo Fiorentiny, i nie mialem jakos wyrzutow sumienia, ze to kiedys byla krowa, ktora chciwy wloski chlop zaciukal, zebym ja mogl sie nazrec. Bije sie w piersi szczerze choc grzeszyc nie przestane niestety. Krowe niby czlowiek hoduje sobie sam, karmi ja i pi wiec dopoki taka nie pojdzie pod noz to ma sielkie, mozna powiedziec, zycie. lesne czy miejskie zwierzaki natomiast, codziennie walcza o przetrwanie i to dla mnie jest glownym argumentem, ze nie wolno ich zabijac dla przyjemnosci. To nieprzyzwoite. Troche ta filozofia jest naciagana, ale musze jakos usprawiedliwic swoj ciag do schabowego.

  225. CZy nie możnaby zablokować wpisów niejakiego Axioma1? Jest portal onet, gazeta.pl czy co tam jeszcze gdzie tacy frustraci mogą sobie pisać co im się żywnie podoba. Jego wpis jest nie na temat i co więcej, powoduje, że ludzie prowokowani są do odnoszenia się do tych bzdur…

  226. Hubert, wszystko pięknie, ale napisz, lubisz zabijać? Bo o tym zapomniałeś wspomnieć.

  227. do mag
    Cieszę się, że udało mi się przedstawić problem w sposób, który Ciebie przekonał. Ja sam przechodziłem różne etapy w dojściu do zrozumienia złożoności. To co przedstawiałem to w mojej ocenie jakieś 60, może 70% zagadnień związanych z lasami i łowiectwem. Wystarczający do pokazania naiwnej śmieszności przeciwników zabijania.

    Niemniej, pomimo naiwności i śmieszności, przeciwnicy zabijania wskazują na aspekt warty dyskusji i rozważnia. Jest to “radość”, lub “przyjemność” zabijania, jaką niestety daje się niekiedy u pewnego rodzaju osobników zauważyć. W tym zakresie skłaniam się do postawy i poglądów Huberta. “wrażliwcy” mogą nie czytać – wolna wola, reszcie doradzałbym odszukanie postu Huberta i spokojne przeczytanie. Nikt nie ma wątpliwości, że pisze to co zna i na czym się zna. Polecam z tego względu, że polowanie to nie corrida. Polowanie nie jest nastawione na “artyzm zabijania” jak corrida, gdzie śmierć byka jest rozłożona na akty, które musza być wyraźnie oddzielone od siebie i zaznaczone (za Ernestem Hemingwayem). W lesie dzikie zwierzę powinno być zabite szybko, skutecznie, efektywnie, bo ranne stanowi śmiertelne zagrożenie dla polującego. Tak się o tym rozpisałem, żeby zaznaczyć, że polowanie, choć jego efektem jest śmierć, nie jest aktem okrucieństwa. Jak jest nim bez cienia watpliwości przemysłowy ubój zwierząt w rzeźniach.

    Wskazałem na tekst Huberta jeszcze z jednego powodu. Sam nie tańczę, ale lubię popatrzeć na zawody w tańcu towarzyskim. Jestem miesożercą i jeśli bym musiał, to umiałbym zabić zwierzę, tak żeby nie cierpiało, albo cierpiało możliwie jak najmniej, ale zrobiłbym to wyłącznie wtedy, gdybym nie miał innego wyboru. NA co dzień wystacza mi półka w dziale mięsnym supermarketu. Jak napisałem wyżej, zdaję sobie sprawę z tego, że nie można dopuścić do zbytniego rozmnożenia się lesnych zwierząt i musi być ktoś, kto tego dopilnuje. Ja tego nei zrobię i nawet patrzec na to zabijanie nie mam najmniejszej ochoty, więc się zwyczajnie cieszę z tego, że są tacy, ktrzy chcą się tym zajmować i to robić. Biorąc pod uwagę motywy i postawy i poglądy, to zdecydowania optuję za tym, żeby łowiectwem zajmowali się ludzi tacy jak Hubert, niż patologia opisana przez Agnieszkę Sowę.

    Nie sądzę, żeby bycie wegetarianinem, czy weganinem było certyfikatem do oceniania tych co jadają mięso, lub tych co na nie polują … Jakiekolwiek wartościowanie ludzi zawsze prowadzi w końcu do wypaczeń … Czego lepiej jest unikać, niż naprawiac krzywdy.

  228. @Tanaka:
    “Oczywiście, że istnieje zarówno odpowiedzialność zbiorowa jak i osobista. Osobista istnieje zawsze, zbiorowa fakultatywnie. ”
    +++++
    Niemniej, w przypadku takich zjawisk jak rozwój cywilizacji nie sposób mówić o zbiorowej odpowiedzialności pojedynczych jednostek. Nie można ponosić odpowiedzialności za skutki niechciane i niezamierzone, pojawiające się dzięki pracy setek pokoleń, które w zasadzie postępowały moralnie słusznie lub moralnie neutralnie (dbały o swoje potomstwo, zdobycie wiedzy, opiekowały się słabszymi, wywalczały kolejne sfery indywidualnej wolności…).

    “Ewolucja, jako samorzutny proces, w ogóle nie ma nic wspólnego z moralnością, winą-niewiną. natomiast wiele ma, o ile świat przyrody jest dziełem stworzenia, przez dowolnego boga.”
    +++++++++++
    Jak wyżej, nie możesz ponosić odpowiedzialności za rozwój cywilizacji. Jeśli chcesz obarczyć kogoś winą czy odpowiedzialnością, a nie uznajesz żadnych sił wyższych, to jesteś w kropce, bo naturalizm zabrania “antropomorfizowania” natury.

    “Samorzutna ewolucja życia, a cywilizacja człowieka to zupełnie różne sprawy”
    ++++++++++++
    Czyli cywilizacja jest w świecie natury czymś w rodzaju deux ex machina?

    “Z Twoich wypowiedzi nie wyczytuję żadnego stanowiska. to są wrzutki od sasa dl lasa, w dodatku zupełnie nie zrozumiałe.”

    Równie krytycznie oceniam Twoje wypowiedzi, czemu dawałem wyraz. Pozwolisz, ale w rozmowie z Alla jednak dość jasno wyłożyłem własne opinie. Teraz pozwolisz, że skomentuję wypowiedź, którą wziąłeś za spekulacje.

    ” a kto powiedział, że lew nie czuje satysfakcji, polując na antylopę? Skoro jako rzecze laicki dewota Hartman sarna odczytuje intencje myśliwego…”

    Tu jest sarkazm na sarkazmie. Zasadniczo odnoszę się do zrównania świadomości zwierzęcia i człowieka. Hartman napisał:

    “I nie przyszło ci do głowy, że męka konającej od twojej kuli sarny jest większa? Bo czyż wszechmocnemu Bogu nie łatwej jest konać dla zbawienia świata, niż nic nie mogącej sarence dla Twojej podłej rozkoszy?”

    Czyli przypisuje sarnie świadomość bezsensu śmierci i (prawdopodobnie) intencji myśliwego. Wiadomo jak prof. Hartman ma stosunek do religii, kościoła, Boga, neutralności światopoglądowej, a tu wyjeżdża cwanie z teologią, gdy mu to wygodne. Zatem, jest typowym laickim dewotą…. Jeśli wyjaśniłem zrozumiale, jadę dalej:

    “A odnośnie instyntku to żadne usprawiedliwienie. Na następnym etapie rozwoju instynkt psa i lwa wypleni się genetyką, wsteczników wsadzi do więzień dla psychopatów…”

    Tu chodzi o to, że instynkt też można naprawić. Zatem, gadanie, że odpuszczamy drapieżnikom (lwom, wilkom, lisom), bo nic nie rozumieją, niczego nie zmienia w logice radykalnego humanitaryzmu i ulepszania świata. :)

    “Fałszywie skromnie zapewniasz, że nie jesteś nieomylny. Jesteś, dopóki nie upuścisz myśli na klawiaturę.”

    No widzę, że Ty nie tylko błyskawicznie diagnozujesz psyche całych formacji kulturowych, ale również swoich wirtualnych rozmówców. Możesz to metodologicznie uzasadnić?

  229. @ lonefather @@@
    25 listopada o godz. 1:50

    Chętnie się zgodzę z większością sformułowań. Powiem nawet, że niektóre są zasadniczo wzorowe, całkiem serio, ze względu na próbę szerszego spojrzenia i nieunikalnie odpowiedzialności za to co robimy, my ludzie, ze środowiskiem, ze zwierzętami. Uważam przy tym, że szerszy horyzont obserwacji nie jest jednak wystarczająco szeroki, a wyciągane wnioski proszą się tu i ówdzie o pogłębienie.
    Tytułem pewnego przykładu, bo na głębokie wniknięcie w każdą ze spraw w osobna nie mamy tu miejsca, podam taką: mamy dziś trudność etyczną, a także cywilizacyjną, techniczną, finansową, kulturową etc, ponieważ sami się w te problemy wpędziliśmy uważając, że Ziemię mamy eksploatować jak nam się żywnie podoba, włącznie ze zwierzętami, traktowanymi wyłącznie przedmiotowo, jak rzeczy. Mamy być ekspansywni, zdobywczy, triumfujący i mamy ujarzmiać przyrodę. Tak dosłownie się zachowywaliśmy jako ludzie określonej sfery cywilizacyjnej i religijnej – europejskiej i judeochrześcijańskiej.. Są to rzeczy wzajemnie ściśle splecione. Wiele innych ludzkich kultur i religii inaczej to postrzegało i działało. Dopiero ostatnie dekady zaczęły nas skłaniać do tolerowania innego spojrzenia i być może – bo to ciągle hipoteza – akceptowania innego spojrzenia, a więc więcej niż tylko tolerowania. Zaczynamy używać terminu „zrównoważony rozwój”, tyle, że wciąż rozumiemy to przez perspektywę własnej historii. Rozumiemy to mniej więcej tak, że „zrównoważony rozwój” to znaczy po trochu wszystkiego. Nijak się to ma do istoty sprawy. Nijak się to ma do postrzegania holistycznego, co zresztą przyszło do naszej cywilizacji ze Wschodu, który nie bez powodu inaczej postrzegał świat i przyrodę, o wiele mniej ekspansjonistycznie i agresywnie; o wiele mniej nastawiony na „ujarzmianie”, „podporządkowywanie” i „panowanie”. Sami się naszą cywilizacją i naszymi religiami odcięliśmy od bliskości i jedności z przyrodą, a teraz musimy się dopiero uczyć od innych rzeczy fundamentalnych. Mamy dwa główne źródła takiej nauki: Wschód mówiąc bardzo generalnie, oraz naukę. Nie jest nią nasz europejski krąg religijny, bo on służył nam za nakaz i uzasadnienie tego, co robiliśmy i co zniszczyliśmy, a dziś jest wtórny wobec myśli Wschodu i refleksji naukowej, które są podłożem refleksji moralnych.
    Uważam, że wniosek stąd płynący jest zasadniczo prosty i ten sam co zwykle: 3 razy się zastanowić co właściwie wyprawiamy. Bo dzisiaj musimy się tłumaczyć z konieczności, którą sobie sami zafundowaliśmy, a z której nie ma dobrego wyjścia: jak zabijać zwierzęta, skoro same nie mogą już odtworzyć zrównoważonych ekosystemów, co w obecnym stanie rzeczy, przy zaniechaniu działań sztucznych, interwencyjnych, przez nas, wywoła kolejne problemy – i ze zwierzętami i z nami samymi. Świadomość współzależności losu człowieka , zwierzęcia i pozostałych sfer natury to całkiem świeża i dosyć bolesna refleksja, z powodu postawy, jaką dotąd prezentowaliśmy.
    Malutką cząstką tej bolesnej trudności jest wpis profesora Hartmana.
    Teraz MUSIMY zabijać zwierzęta, bo sami doprowadziliśmy do sytuacji przymusu. Nie zwalnia nas to jednak od odpowiedzialności za to co zrobiliśmy. Tłumaczenie się post factum, że mamy sytuację „obiektywną”: jest obłudne. Być może będziemy musieli to robić już zawsze. Ale jak ? Czy też tak jak pisze Hartman? Czy w przekonaniu, że walimy z lufy do bezpodmiotowej bestii, bo lubimy zabijać? W jakiej skali – tak jak dziś, czy powinniśmy dążyć do minimalizowania skali zabijania, szukając innych metod, pozwalających i zwierzętom i nam współistnieć na zasadzie wzajemnego wymieniania się wartościami, co jest bezprzedmiotowe, jeśli zwierzęciu nie przyznajmy wartości o charakterze etycznym. Ale jest też możliwe, że uda się wytworzyć, w oparciu o etykę patrzenia na przyrodę i na siebie samych, nową, inną równowagę, dzięki której zabijanie, mordowanie stanie się niepotrzebne, lub będzie śladowo znikome. A jeśli będzie, będzie miało charakter podobny do eutanazji, właśnie ze względu na przyznanie zwierzętom praw wynikających z ich etycznego postrzegania. Zwierzęta będą umierały, a nie zdychały.

    Nie całkiem jest tak, jak piszesz, że jeśli przestaniemy zabijać, to ekosystemy się przepełnią i zwierzęta będą masowo hasać po szosach, oraz roznosić choroby, co wywoła kolejne problemy. W pewnym stopniu tak, ale należy pamiętać o zdolności przyrody do samoregulacji. Im bardziej pozbawiamy przyrodę tej zdolności, tym więcej patologii wywołujemy a w rezultacie, tym zawzięciej musimy walczyć o to, by wszystko kontrolować i nad całością „panować”. Sprokurowaliśmy coś, co nie ma początku ani końca. Jest holistyczne. Żadnym fragmentarycznym , „branżowym” i tradycyjnym myśleniem tego nie poprawimy.

  230. Tanaka
    Dużo z tego co miałem w pierwotnym zamiarze napisac w poście adresowanym do Ciebie napisałem wyżej do mag …

    To co do Ciebie, do Twojego postu … brzmi tak …

    Ja, Ty, czy inni piszący na blogu Hartmana możemy sobie pozwolić na jednostronne pisanie, bo nas to poczyta najpewniej kilkadziesiąt osób, a tekst Hartmana w wydaniu elektronicznym parę tysięcy i do tego kilkanaście dalszych tysięcy w wydaniu papierowym …

    Odpuściłbym i się nei czepiał, gdyby Hartman poprzestał tylko na emocjonalnej krytyce… Ale sam wiesz, że poszedł w sugerowanie rad i rozwiązań. I tu “poległ”, bo musiał, nie miał innej opcji, jak “dac ciała”, bo zaczął się wymądrzać w temacie, o którym nie ma pojecia innego niż “blade i intuicyjne”.

    Dlatego, ze wpływ jaki ma Hartman jest o wiele szerszy od niego mam prawo wymagac więcej, niż od Ciebie. Dodatkowo jak pewnie pamiętasz Jan Hartman zadeklarował pójście w politykę i tam już wogle nie ma miejsca na tak rażące błedy jak te, które odnośnie łowiectwa popełnił w swoim artykule. To co ja, Ty, czy inni czytelnicy jakoś mu wybaczymy, w polityce będzie jego końcem.

  231. @Tanaka zrównoważony rozwój to inaczej mówiąc mądrzejsze władanie, reszta tego co powiedziałeś, to takie ględzenie o egzotyce znanej z daleka. I wybacz, ale to Ty w tej dyskusji zachowywałeś się mało tolerancyjnie, więc z łaski swojej nie klep za jakimś podręcznikiem: “uczymy się tolerować…”

  232. nam współistnieć na zasadzie wzajemnego wymieniania się wartościami, co jest bezprzedmiotowe, jeśli zwierzęciu nie przyznajmy wartości o charakterze etycznym.
    +++++
    Doskonały przykład Tanakowego bredzenia i spekulowania. Oprócz wartości etycznych istnieją też inne, np. ontologiczne – to raz, a dwa – nie musimy uznawać się za równego, by je lepiej traktować. Egalitaryzm, który sprawdza się wśród ludzi, nie pasuje do świata natury. Jeśli ktoś uważa inaczej, niech się wymienia wartościami z chorobotwórczymi bakteriami. :P

  233. axiom1
    24 listopada o godz. 7:58
    Nie stawiałbym w jednym szeregu wędkarza i myśliwego z powodu narastającego obyczaju wypuszczania do wody złowionej ryby a przestając tylko na przyjemności walki / wprawdzie nierównej / z rybą. Myśliwy nie ma takiej przyjemności darowania życia, on aby mieć przyjemność musi zabić.

  234. No ładny z pana pseudofilozof i lewak. Idź pan sobie żryj kiełki i nie przeszkadzaj LUDZIOM żyć normalnie.

  235. Humanożerco
    Nie pożeraj Tanaki. “Ucz się tolerować”!
    Tobie też ktoś może zarzucić ględzenie tylko dlatego, ze spierasz się o sformułowania, nadinterpretowując czyjeś wypowiedzi, czyli czepiasz się szczegółów, rozmydlając meritum.
    Sorry

  236. Paniusia Mag to taka “Kwaśniewska polskiej blogosfery”.

    Kwaśniewska uczyła telewidzów ludzi jeść bezę.
    Mag uczy blogowiczów “sztuki dyskusji”.

    Chwała jej za to

  237. Humanożerca
    25 listopada o godz. 15:21
    Ależ sposób.
    “Żydzi zabili Chrystusa”, co skutkowało nienawiścią werbalną i mordami realnymi. Tak twierdzi-twierdziła do lat 1960-tych religia “miłości”.
    Grzech pierworodny jest odpowiedzialnością zbiorową wszystkich i każdego z osobna, za “skutki niezamierzone i niechciane” jak to nazywasz. Żydzi popełnili grzech pierworodny na dwa sposoby: jako potomkowie Adama i jako Żydzi, co zabili Chrystusa.
    “Żyd to podczłowiek”.
    “Cygan to złodziej”. “Polak to pijak”.
    Za każdy z tych obwiniających sloganów zbiorowo i indywidualnie konkretni ludzie ponosili odpowiedzialność. Niewielu było takich co w sposób “zamierzony i chciany” doprowadzali do znanych skutków. Nie jest to więc żadną cezurą w faktycznej odpowiedzialności. Moralna cezura także słabo działa. Mało tego, słabo działa taka cezura w ocenie prawnej działania. Każdy fachowiec w swojej dziedzinie nie może się skutecznie tłumaczyć, że czegoś nie wiedział czy nie przewidział. Od tego jest fachowcem, żeby widział i przewidywał. Za zaniechania i błędy ponosi większą odpowiedzialność niż niefachowiec.
    To co mówisz na ten temat jest wielkim skrótem i tylko tak może być traktowane.

    Hartman nie tyle cwanie wyjeżdza z Bogiem, ale wypomina strzelającemu, że jest wierzący w tego Boga, a przy tym morduje tą sarnę, która wierząca w Boga nie jest. w sensie etycznym jej wymuszona ofiara z cierpienia i życia jest nieuczciwością popełnioną przez wierzącego strzelca-mordercę. O świadomości cierpienia przez sarnę możemy dziś powiedzieć co najmniej tyle, że cierpi i że jest tego świadoma. Tak mówi nauka. Jeszcze wczoraj uważaliśmy, że sarna nie różni się pod tym względem od pokrzywy.
    Niezależnie od tego czy Hartman wyjeżdża cwanie czy nie cwanie z teologią, religia i teologia chrześcijańska jest jednym z kanonicznych źródeł traktowania sarny jak Sowa i Hartman opisali. Hartman ujawnia małość teologii chrześcijańskiej. I dobrze, że to robi.
    Trafniej byś strzelał sarkazmem do strzelca, nie Hartmana, który swój sarkazm adresuje celnie.
    Tu masz rację, dokonywanie diagnoz, jeszcze szybciej niż błyskawicznie to jest betka. Mam ściągi. Klikam na Biblię, piękne źródło, kopiuj-wklej i diagnoza gotowa.
    Nie wiem, czemu chciałbyś bym wykładał metodologię. Wykładają to na uniwersytetach, tylko niektórych, nauka jest długotrwała i kosztowna. Tu za mało miejsca, a domagać się darmowych wykładów to lekka przesada.

  238. @mag, masz rację, trochę mnie ponosi. Jeśli chcesz argumentu bardziej ogólnego, to go podam. Tanaka napisał elaborat o tym, że niziny są widziane holistycznie (aksjologia horyzontalna), a góry nie (aksjologia wertykalna). Tymczasem jasne jest, że góry i nizinne równiny są spostrzegane równie spójnie, całościowo. Inne argumenty też potraktował po macoszemu, sięgając po słowo – “ucieczka”.

  239. lonefather
    25 listopada o godz. 15:36
    Tak jest, Hartman poszedł za daleko, poległ postulując jakichś urzędników do zabijania. Tu nie ma recepty, więc musiał polec, nikt jeszcze tego z dobrym skutkiem nie wypróbował na modelową skalę, bo jesteśmy na zbyt wczesnym etapie. Pisałem o tym wyżej. Także zgoda, że Hartmanowe pisanie ma szerszy zasięg, więc obowiązuje go większa roztropność i pilnowanie się, by nie wychodzić nazbyt swobodnie poza swoje kompetencje.
    Nie wiem natomiast, czy już należy robić ekstrapolacje jego niedociągnięć publicystycznych na ewentualne porażki polityczne w przyszłości. Związek może istnieć, ale nie musi.
    Chciałoby się mieć kandydata idealnego, ale wiemy, że tacy nie istnieją. Za słabość Hartmana można by pewnie uznać, że nie odzywa się na blogu, przez co nie wiemy, czy czyta i co czyta, co kuma i co z tego wynika.

  240. @Tanaka

    Setki ludzi niezależnie od siebie interesuje się kupnem domu, bo musi zapewnić dach nad głową dla swoich bliskich. Postępują moralnie, ale jednocześnie windują sobie nawzajem ceny (deweloperzy je podnoszą), ponadto przyczyniają się do dalszej eksploracji środowiska. Ale niemożna ich obarczyć odpowiedzialnością moralną za efekt ekonomiczny i niszczenie środowiska.

    ad. 1. Nie podejmę tematu historii antysemityzmu. Nie przypominam sobie, aby ową niechęć zdogmatyzowano.
    ad 2. Taką odpowiedzialność przyjmuje się na wiarę. My zaś poruszamy się w sferze ratio, a nie teologicznych tajemnic. Krótko mówiąc, zbaczasz z tematu.
    ad 3. Pokaż mi obywatela, który dogłębnie zna się na wszystkim co ważne. Na fachowcu częstokroć ciąży obowiązek zapobiegania pewnym skutkom, więc masz inną parę kaloszy…
    ad 4. Jasne Hartman wypomina wierzącemu, ale nie w celu negacji tej wiary (co jeszcze miałoby jakiś sens), lecz jej reformy. Wytłumacz mi wiarygodność i uczciwość tego działania, skoro jako rzeczą palikociarze: nie ma różnicy między Bogiem chrześcijan a potworem spagetti, Jezus jeśli w ogóle istniał, zginął bezsensownie… :)))
    ad 5. Dalej mówisz, że sarna “złożyła ofiarę”, tymczasem takie wyrażenie jest bezsensowne dla owego strzelca i dla mnie, ponieważ “złożenie ofiary” wymaga wyższej świadomości działania. Jednym słowem Hartman i Ty na chama wciskacie ludziom własną wizję świata.
    ad 6. Jeśli ujawnia jej małość, to tym bardziej nikt nie weźmie na serio jego argumentów z sarenką. Ot, taka laickodewocyjna potrzeba poszydzenia…
    ad 7. Ja od takiego przemądrzałego głąba nie chce żadnych wykładów, żeby była jasność…

  241. Humanożerca
    wartości ontologiczne mogą sobie istnieć. to raz. dwa, że nie musimy, ale możemy. jedno nie wyklucza drugiego, przynajmniej w teorii. W realu uważanie siebie za istotę wyższą zwykle prowadzi to do tego co wiadomo z historii. A jeszcze lepiej z Biblii, z czego historia czerpie pełnymi garściami.
    Dałeś obsuwę, zrównując sarnę pod lufą z chorobotwórczą bakterią. Tu już bredzisz na całego.
    Życie zawdzięczasz bakteriom, nawet bredząc.

  242. Bak to chyba nowe wcielenie mera, który na mnie uparcie uparcie polował na różnych blogach.
    Ot, taki porąbany łowczy, który odczuwa “przyjemność” w czymś, co wydaje mu się dręczeniem upatrzonej “ofiary”. Jakiejś np. paniusi.
    Pańciu Baku, możesz mi skoczyć!
    I tyle mam ci do powiedzenia.

  243. Humanożerca
    25 listopada o godz. 16:50
    Na przypomnienie możesz wziąć Biblię, a w wolnej chwili poczytać resztę z “tradycji Kościoła”.
    Jak nie chciałeś wykładów nie trzeba się było ich domagać.

  244. @Tanaka

    ad. 1. Jeśli wartości ontologiczne mogą istnieć, to może też z nich coś wynikać, np. irracjonalność niszczenia pewnych bytów.

    ad 2. Różne rzeczy wynikały z historii. Monarchia np. nie zawsze była tyranią, choć opierała się na uznaniu wyższości króla, co więcej, z czasem uznano, że z owej wyższości wynikają obowiązki. W tym co piszesz, widzę same uprzedzenia i uproszczenia.
    ad. 3. “Historia czerpie z Biblii pełnymi garściami”. Nie rozumiem.
    ad 4. Nie dokonałem zrównania, jedynie upomniałem się o mniej estetyczne formy życia. Dlaczego jedną uznajesz za godniejszą od drugiej? Czemu zatrzymujesz się na sarence czy innych ssakach? Gdzie leży granica równiny (ludzie + …) Jak ją uzasadnisz? :)))

  245. Tanaka
    Dlaczego od prof Jana Hartmana nie tylko ożna, ale wręcz należy wymagac więcej napisałem w osobnym poście i nie ukrywam, że z niecierpliwościa czekam …

    Nie wiem, który “wschód” masz na myśli. Łatwiej miałbym, gdybyś dokładniej sprecyzował. jeśli masz na myśli Indie, Indochiny, to niestety maja na sumieniu nie mniej niż chrześcijańska europa.

    Mi osobiście jako pewien wskaźnik kierunku myślenia i postrzegania miejsca i roli człowieka w ekosystemie najbardziej pasują poglądy “indian”, czyli native americans. Poglądy formułowane jako nakazy religijne. Nakazy dbania o równowagę środowiska i nie naruszania jej. I wszystko, wszelkie badania potwierdzają, że masowe naruszanie równowagi ekologicznej w Ameryce Północnej nastąpiło dopiero wraz z przybyciem białych … Dufnych w swoją wiarę, która oddawała im ziemię we władanie. Indianie żyli jak skromni “dzierżawcy” biorący tyle ile potrzeba do życia. Ostatnie opracowania wierzeń jakie znam, są sprzed odkrycia faktu “masowego zabijania”. Bardzo byłbym ciekaw jak odkrycie faktu, że przez niecałe półtora tysiąca lat od przybycia na kontynent, została wybita cała megafałna ameryki, wpłynął na to, że wierzeniach indian pojawiły się nakazy nieeksploatowania nadmiernego środowiska. Nakaz utrzymywania w środowisku równowagi … Bo widzisz, ludzie, którzy przeszli cieśninę Beringa byli znakomicie przygotowani, mieli skuteczną broń i byli ekspertami od polowań zbiorowych. Na dodatek zetknęli się ze zwierzętami, któe nie znały strachu przed człowiekiem … Szli śmiało, podchodzili blisko, i szybko, skutecznie zabijali. Jeśli na dodatek uwzgledni się fakt, że każdy myśliwy, żeby skuteczniej zdobywać sympatię kobiet starał się o odpowiednie trofea łowieckie, to łatwo zrozumieć, że zabijali wiecej, o wiele za dużo w stosunku do tego co potrzebowali … Skończyło sie to “massive extinct”, czyli wybiciem całej megafałny w około półtora tysiąca lat. Nie byliby homo sapiens, gdyby nie zauważyli, że to oni sami spowodowali znikniecie tych dużych łatwo zabijalnych zwierząt. Mam nieodparte wrażenie, że właśnie to doświadczenie spowodowało wyciągnięcie wniosków, które znalazły się w wierzeniach. Tak naprawde, chyba jedynych ekologiicznych wierzeniach stworzonych przez ludzkość…

    Przy nich, tych indiańskich wierzeniach, całe chrześcijańskie bajędy, o panowaniu nad wszelką ziemia, zwierzęciem, czy ptakiem latającym, są za przeproszeniem majaczeniami niedouka, przy błyskotliwości oświeconego i rozumnego człowieka. … HOWQ (o ile tak się to zapisuje lol)

  246. 25 listopada o godz. 17:02@Tanaka – i ty sądzisz, że będę czytał idiotów podobnych do Ciebie? Czytałem Biblię, czytałem inne rzeczy i doszedłem do innych wniosków niż Ty. Zatem, jak masz parcie, to daj wykład, którego rzekomo nie chcesz dawać… :P

  247. @lonefather Tylko, który z tutejszych mędrków dostosuje się do kolektywizm życia plemiennego, religię na poziomie totemizmu, bajania o przodku człowieku-zwierzęciu, co zjadał samego siebie i inne uroki takowego życia.

  248. Tanaka
    (thx) nie zauważyłem odpowiedzi, gdy post publikowałem… LOL

  249. lonefather
    Temat lekcji – zabijanie zwierząt dla przyjemności zabijania – pokazał po raz stutysięczny, że Polacy nie umieją rozmawiać. Nieliczni mówili na temat, komentując od strony psychologicznej, estetycznej, moralnej to barbarzyńskie hobby. Liczni zajmowali się jego usprawiedliwianiem, plotąc o różnych koniecznościach i pożytkach z myślistwa, czyli nie na temat. Pracując dwanaście lat w lesie miałem bardzo skrupulatnie skrywany wstręt do moich znajomych i kolegów, którzy, jak mali chłopcy, okropnie lubili się obnosić z bronią. Dziękuję panu profesorowi za temat. Liczyłem, że w publicznej rozmowie powiemy sobie o człowieku, tymczasem zrobiła się paplanina o pogłowiu i gospodarowaniu zwierzyną. Czyli publiczna wymiana zdań zdała się psu na budę, bo poza paru głosami wrażliwych głównego tematu prawie nie dotknęła.
    Szanowny lonefatherze, tym się różnimy, że ja nie tylko po rakach nie oblizuję palców, ale po niczym. Jedzenie – zajęcie intymne i wstydliwe – nie jest dla mnie ani tematem do gadania, ani przeżyciem estetycznym, ani, tym bardziej, ideologią – jest tankowaniem paliwa, niczym więcej. Jeśli mówię o tankowaniu, nie znaczy, że mam jakieś pudło. Nigdy nie miałem i nie chciałem mieć. Kiedy pracowałem jako operator łopaty, dojeżdżałem rowerem do 25 km dziennie w jedną stronę (na emeryturze jeżdżę więcej). Miałem starszych kolegów, którzy opowiadali, że zdarzało im się w czasie wojny i po wojnie CHODZIĆ do pracy co dzień po 20 km w jedną stronę. Spali po 4 godziny na dobę. Krótko mówiąc, nie rozwinąłem w sobie fanaberyjnych potrzeb – dlatego z obrzydzeniem i potępieniem patrzę na myśliwych-pasjonatów (ale głośno im nie mówię). Znałem od cholery myśliwych. Każdy – układny, grzeczny, żaden, rzecz jasna, nawet na spowiedzi nie powiedziałby o sobie, że jest okrutny. Ja z kolei o żadnym z nich nie powiedziałbym nawet na sekundę przed własną śmiercią, że jest myślący. To jakiś inny, lepszy gatunek.

  250. @lonefather Który z tutejszych mędrków dostosuje się do kolektywizm życia plemiennego, zaakceptuje religię na poziomie totemizmu (bajania o przodku człowieku-zwierzęciu, co zjadał samego siebie) i inne uroki takowego życia.

    Na dowód wyższości totemizmu nad innymi religiami też pewnie nie ma co liczyć, w końcu trzeba ludzi walić pogłowie potworem spageti – czyż nie?

  251. Jerzy – nie chce się wstydzić tego, że jem, to nie jest czynność wstydliwa i intymna, wokół spożywania wyrosła cywilizacja i kultura. Kto tu jest barbarzyńcą długowieczny hipokryto, duszący w sobie niechęć do kumpli z pracy?

  252. Dobrze byloby oddzielic fakty od przekonan.
    .
    Faktow chyba nikt w tej dyskusji nie neguje: po wytepieniu drapieznikow mysliwi muszą przejac ich role. Jesli tego nie zrobią, to te role przejma rolnicy, ktorym sarny beda wyjadac uprawy. Rolnicy uzyja sztachet i siekier, wiec chyba jednak mysliwi sa lepsi. Tak bym podsumowal fakty, ktorych chyba nikt tu nie neguje.
    .
    Wielu dyskutantow tych faktow nie neguje, tylko je ignoruje. Mowią swoje, a do faktow sie nie odnosza.
    .
    Dyskusja stala sie goraca, bo pojawilo sie slowo “przyjemnosc”. Gdyby nie ono, to nie byloby emocji. Nikt, poza pania Sową, nie udowodnil i nie skwantyfikowal tej rzekomej przyjemnosci. Byl jakis wpis, gdzie ktos rzucil liczbami: ze podobno 88% mysliwych odczuwa przyjemnosc. Zadnych zrodel tej liczby nie podano.
    .
    Artykul pani Sowy jest zapewne tendencyjny, ale nikt tu nie probuje zweryfikowac jej stwierdzen. Sa przyjmowane nie tyle jako prawda, ile raczej jako trampolina do prezentacji wlasnych przekonan.
    .
    Tutaj polecam refleksje. W kulturze chrzescijanskiej “przyjemnosc” automatycznie kojarzy sie ze slowem “grzeszna”. Jesli ktos odczuwa przyjemnosc, to jest winien tylko z tego powodu. Koronnym przykladem jest oczywiscie seks, jakze znienawidzony i potepiony przez Kosciol. W przypadku seksu przynajmniej wiekszosc dyskutantow wie, o jaka przyjemnosc chodzi. W przypadku polowan musi wystarczyc slowo pani Sowy. I jak widac, calkowicie wystarczylo panu Hartmanowi i wiekszosci dyskutantow. Jak przyjemnosc, to trzeba nalomotac nie zadając sobie trudu sprawdzenia, czy aby naprawde.
    .
    Pojawily sie nieliczne wpisy osob znajacych sie na rzeczy, ale zostaly zasypane krucjatą anty-przyjemnosciową. Do tego mniej wiecej sprowadzilbym wiekszosc tej dyskusji.
    .
    Malo kto neguje, ze swoim wpisem pan Hartman pokazal swoje dyletanctwo i niekompetencje. Dobry start jak na polityka. Ja mu wroze piekną kariere gdzies pomiedzy Glinskim i Macierewiczem.
    .
    Zycze owocnych obrad.

  253. Ja mu wroze piekną kariere gdzies pomiedzy Glinskim i Macierewiczem.
    Uzupelnienie. Gdzies pomiedzy Glinskim a Profesorem Jerzym Pieczulem. Ten to dopiero ma jedynie sluszne przekonania.

  254. Prof. Hartman o łowiectwie słyszał od dawna i o opiniach o nim panujących, przecież jego zainteresowania są rozległe, o czym świadczą tematy tego blogu. Strzelił do prezydenta, licząc na salwę plutonu egzekucyjnego, a tu tylko pojedyncze puknięcia, i to z kapiszonów. Przy okazji rykoszet ugodził jego prezesa, co jest nawet śmieszne, zresztą jak i cały TR. Nagonka poszła zaś w inną stronę, co jest chyba nie po myśli autora, bo nie zapunktował, jak zamierzał. Ciekawym następnego tematu…

  255. @Narciarz, no właśnie, tutejsza krucjata chrystofobów nie widzi, do jakiego stopnia stoi na chrześcijaństwie i post-chrześcijańskich uproszczeniach. Widziałem i czytałem nie jednego wolnomyśliciela, zdążyłem się przyzwyczaić do takich “anomalii”. Zdarzają się na gminie. Prawdopodobnie są normą. :)

  256. Zaraz, zaraz – skoro niebo jest puste, to gdzie urzęduje szef, na którego powołują się wybrańcy, mordujący hurtowo zwierzęta szehitą?

    Musi po drugiej stronie…

    A że zabijanie to „bronienie” wiadomo już od r. 1984

    PS Odnośnie „myśliwych”, naturalnie pełna zgoda, to banda barbarzyńców o całkiem podobnej wrażliwości do tych, broniących demokracji patentem R2P, pewnie korepetycje tam brali…

  257. Ustrzelić dzika – dobra rzecz. Nie mam nic przeciwko. Sam nie poluję, ale też nie będę potępiał w czambuł myśliwych. Temat zastępczy, Panie Profesorze Hartman.

  258. Biotop Australii, czy Nowej Zelandii, był niepowtarzalny.
    Ile zniszczyli ludzie, zanim zrozumieli współzależności?
    Ile obcych czynników wprowadzili do samoregulującego się systemu?
    Niestety, nie ma powrotu do poprzedniego układu zamkniętego.

    Dokładnie to samo jest u nas.
    Eksploatując jakiś teren, wprowadzamy nieodwracalne zmiany.
    Ale na niewykorzystanie kopalin, terenów rolnych, czy leśnych nas nie stać.
    Można czepić się myśliwych, że zabijaja świadomie.
    Tyle że zabójstw z nieświadomości jest równie dużo.
    Wystarczy nieprecyzyjny oprysk, zwierzę nie występujące u nas, które zbiegnie z fermy hodowlanej, droga przecinająca naturalny szlak migracyjny, ośrodek wypoczynkowy wytruwający jezioro…..

    Satysfakcja myśliwego ma byc naganna.
    A satysfakcja z oglądania nakładających się po pysku, czy kopiących po kostkach facetów, jest godna pochwały?

  259. Humanożerca
    A kto Cię, Dzieciaku, namawia do wstydzenia się jedzenia? Moje mówienie o sobie odbierasz jako sygnał “Róbcie to, co ja”? Dużo nauki przed Tobą. Imputowanie drugiemu głupstw lęgnących się w głowie imputującego to, można powiedzieć, plemienna specjalność Polan.
    Przepraszam, idiotyczne przekomarzanki też są poza tematem lekcji. Dość.

  260. Raczej płytka intryga

  261. @Jerzy, Dziadusiu normy dzielą się na egzystencjalne i moralne. Przekroczenie norm drugiego rodzaju wiąże się z posądzeniem o amoralność lub psychiczne zwyrodnienie. Mówienie o intymności czy wstydliwości odsyła do norm drugiego rodzaju, czyli uniwersalnych.

  262. Brakuje jeszcze ekoterroryzmu, podpiętego pod ten temat…..
    Nawiedzeni zaczną walczyć z mającymi inne poglądy.

    Zabawnie wyglądaja ci przeciwnicy energetyki w kurtkach z gorteksu, z komórkami w dłoniach, podjeżdżający samochodami….
    Ileż ENERGII poszło na skompletowanie ich wyposażenia…….

    Te 50 000 ton dziczyzny, samożywnej że tak powiem, zastąpić można 100 000 sztuk krów, czy dodatkowym milionem świń.
    Rzeźnie przerobią, nie ogladają wszak nasi wrażliwcy scenek w nich nagranych w trakcie uboju.
    Ale myśliwy z bażantem przy pasie kłuje oczy, a i zajączek nęci naszych wrażliwców……..

  263. Paniusia Mag brzydko się wyraża.

    Zwraca się do mnie – “możesz mi skoczyć”.
    To takie nieprzystojne, kto to mówi – pierwsza dama tego blogu, wybitna intelektualistka żoliborskiego chowu. Co za faux pas ! Najpierw jej wielbiciel Jan Kochan nazywa mnie burakiem, teraz paniusia Mag chce żebym jej skoczył.
    Biorę pod uwagę dwie możliwości – to jakaś wyrafinowana sofistyka w sztuce dyskutowania obojga blogowych intelektualistów albo zboczona propozycja tej paniusi.
    Gdyby była młodsza wolałbym to drugie. Niestety to tylko marzenia skromnego buraka na tym blogu.

  264. @Bak. Widzę, że dobrze się czujesz w skórze ofiary. Szkoda, że chcesz być ofiarą, która nie umie czytać ze zrozumieniem i wkłada komuś w usta słów, które nie wypowiedział. Wskaż mi bystrzaku cytat z moimi słowami, w których określiłem cię mianem “buraka”? Póki co, jeśli dobrze pamiętam, określiłem twoje konkretne zachowanie mianem “buractwa”. Przyznasz, że to jest różnica?

  265. Szanowny Panie Profesorze. Ujął Pan dokładnie to co myślę o myśliwych. I też najbardziej irytuje demagogia i dorabianie ideologii do zbrodniczych inklinacji.
    Serdecznie pozdrawiam

  266. Pisząc o hipokryzji i demagogii mam na myśli również powyższą “dyskusję”.
    I żeby wszystko było jasne – jestem od 12 lat wegetarianką więc mam pełne prawo wypowiadać się na temat.

  267. Każdy może się potknąć, co właśnie się Panu zdarzyło. Trudno jednak oprzeć sie refleksji, że być może z najlepszych chęci (nie usprawiedliwiają), oscyluje Pan niebezpiecznie w stronę Macierewicza, ponieważ wypowiada się Pan w sprawie, o której nie ma pojęcia. W ten sposób stawia się Pan w grupie egzaltowanych, tytularnych obrońców zwierząt, bez wątpliwości zjadających drób, ryby, wołowinę, etc.
    Nie wiem czy dotarło do Pana, że rośliny, zanim znajdą się na naszym talerzu, też są żywe. Jesteśmy cudzożywni i żadne sentymentalne czy wręcz histeryczne pokrzykiwania tego nie zmienią.
    Z wyrazami szacunku

  268. @Magda nie jestem hipokrytą, jeśli gdzieś popadam w demagogię, proszę o rozwinięcie tematu i nierzucanie słów na wiatr. Bo podobnie można osądzić wegetarianizm.

  269. Wiesiek59
    W Australii i w Nowej Zelandii tez była miejscowa megafauna. Australijską załatwili przodkowie aborygenów jakies 50000 lat temu, i wszystko wskazuje, że pomimo zniszczenia megafauny środowisko odzyskało rónowagę, NowoZelandzką zniszczyli Maorysi 600-700 lat temu …

    Po obu zniszczeniach megafauny, relacje środowiskowe ukształtowały się na nowo i dopiero przybycie białych dokonało kolejnego zniszczenia, a wprowadzenie gatunków obcych przypieczętowało zniszczenia.

    @ Jerzy Pieczul
    Twoje teksty, w większości, dają mi wiele pozytywnych wrażeń i myśli do przemyślenia i czasami skłaniają do weryfikacji wcześniejszych poglądów. W dyskusji o zabijaniu widać, że wzięły w Tobie górę uprzedzenia i zapewne jakies ukryte fobie … W sumie nic bardzo ważnego się nie stało. Ot normalna mieszanka tego co się podoba, z czymś mniej ładnym …

    Odniose się tylko do jednego. Jedzenie nie jest czynnościa intymną. Jedzenie jest ważnym elementem kultury, jedzenie wspólne jest czynnikiem integrującym społecznie… Wszystkie wykopaliska archeologiczne pokazują niezbicie, że nasi przodkowie jadali wspólnie, a nie intymnie, na osobności … Sam lubisz jadać? Intymnie? Jesteś takim sobkiem, który z innymi się nie podzieli? (może przesada) Więc jak śmiesz przybierac taki napuszony ton wyższości w opinii o dyskusji? A może po prostu nie rozumiesz, że choć nie doszliśmy do jakiejś wspólnej konkluzji to o tyle było ciekawe uczestniczenie, że dało szansę poznac co myśla inni?

    Czy Ty naprawdę sądzisz, że o człowieku można poważnie dyskutować odrywając dyskusję od kontekstu, w którym występuje?

    Że cokolwiek dadzą rozważania moralne dotyczące przyjemności zabijania, z pominięciem miejsca i powodów tego zabijania?

    Pominiesz kontekst, to wnioski pewnie będą piękne i uduchowione, ale oderwane od rzeczywistości, której dotyczą, nie będą warte funta kłaków …. Tak jak wcześniejsze rozważania o byłym znaczeniu słowa puszcza …

    Wkurzyłeś mnie nieprzemyślanym, sprawiającym wrażenie napisanego “po łebkach” tekstem. I tym bardziej mnie zezłościłeś, bo wiem, że stać Ciebie na coś więcej. A już do “furii” doszedłem, gdy przeczytałem, że Ty palców wogle nie oblizujesz. No to musisz kiepsko jadać, jakieś świństwa, których jedzenia się brzydzisz? Jeśli tak no to współczuję Ci z całego serca. Bo dobrze zjeść to połowa drogi do szczęścia. Nie mówię dużo, mówię dobrze! Czy naprawdę pomyślałeś, że ja … ? No to jeśli tak pomyślałeś, to dobrze pomyślałeś, bo ja gdy jem coś naprawdę smacznego, to nie wacham się i w warunkach domowych … robię to na co publicznie sobie nigdy nei pozwolę… (lol) Nie wspominając o tym, że to “palce lizać” odnosiło się do smaku, a nei czynności oblizywania… Zupełnie jak z “wołaniem na puszczy”…

    I jeszcze mała uwaga. Odrobina poczucia humoru i ciut dystansu do siebie samego i świata nikomu jeszcze nie zaszkodziły.

  270. Rafał Kochan

    Przyznaję ci rację.

  271. wiesiek59
    Oczom nie wierzę. Nawet Ty, wyważony i uważny, wydawałoby się, analityk pleciesz jak ślepa babcia na drutach. Tematem jest pasjonackie, myśliwskie zabijanie dla przyjemności zabijania. To duży temat psychologiczny i cywilizacyjny, dostrzegalny nawet przez nieuczonych, a Ty, jakbyś dopiero co z jasnym gwintem popił, wyjeżdżasz z rzeźnią, jeszcze tylko Syrii i Sławomirskiego z jaruzelo-urbano-pasowano brakuje. Ilu w tej rozmowie – co ja pieprzę, w pyskówce – naliczyłeś obywateli kwestionujących sens zabijania zwierząt w ogóle? Ja mięsożerny nie jestem, ale przecież mięsożerności innych nie potępiam i nie nawołuję do jedzenia pokrzyw. Tak wielkie pieprzenie na blogu sposobem poruszania stu ubocznych, subiektywnych wątków bez ruszania głównego odbiera chęć do ruszania czegokolwiek. Bo może się okazać gównem. Normalny chór wujów. Ludzie, uciekajta, bo was wystrzelają!

  272. Bak
    Jest taka opinia, wyrażana przez osoby z tzw. milieu, szanowny Pańciu (nie wiem skąd pochodzący), że prawdziwej damie uchodzą wyrazy nieeleganckie, a nawet dosadne określenia, jeśli są kierowane pod adresem osób na nie zasługujących.
    Natomiast to, co Rafał Kochan nazywa buractwem (a nie ciebie – burakiem), jest klasyczną słomą, która wyłazi z butów, mimo że dana osoba wychodzi ze skóry, by to ukryć, czyli odwrócić kota ogonem.
    Dlatego powtórzę to, co mam ci zakomunikowania, w innej jeszcze wersji – spadaj na drzewo, bo tam twoje miejsce.
    Zmienię zdanie, jeśli zobaczę choć jeden post podpisany twoim nickiem, w którym masz coś interesującego do powiedzenia na temat zaproponowany przez Gospodarza blogu.
    Nie sądzę, żeby cię wynajął do ataków personalnych na JEGO, nie twoich gości.

  273. lonefather
    Przepraszam, dalej nie czytałem. Powiedziałem o tym, czym jedzenie jest DLA MNIE, kropka. Dziękuję za wykład, kropka.

  274. lonefather
    25 listopada o godz. 17:06

    Mówiąc “Wschód”, z zastrzeżeniem, że jest to pewien skrót uogólniający, miałem także na myśli te wierzenia i tych Indian, o których wspominasz. Wschód – generalnie, z wyjątkami, ma wierzenia i religie mniej odcinające człowieka od jego własnej osobowej głębi, przez co łatwiej mu żyć w zgodzie z sobą i harmonią ze światem. Rzecz jest w miarę znana. Ludy Polinezji i inni autochtoni obszaru Pacyfiku bardzo się dziwiły obyczajom i wierzeniom białych, ich sprzecznościom i hipokryzji , oraz bardzo opierali ich autorytarnym zachowaniom.
    Indusi, Chińczycy i sąsiedzi, mają oczywiście w “dorobku” mnóstwo rzeczy fatalnych, złych, zbrodniczych. Nie ma takich co są czyści. Różnica w założeniach, dogmatach, uprawnieniach i uświęceniach. Europejskie religie i zasady pozwalały i wychwalały władanie nie tylko nad przyrodą, ale i nad całym światem. Nie Indusi, nie Chińczycy podbili świat i jego wszystkie, wyłączając bezludną Antarktydę, kontynenty, grabiąc,mordując, eksploatując i człowieka i przyrodę. A wszystko religijnie znakomicie wsparte, uzasadnione i popierane, z wielostronnymi korzyściami.
    Co do Indian w ogóle – też różnie bywało. natomiast , znowu stosując pewien skrót – “Indianie prerii”, mieli wierzenia, i praktykowali je spójnie, szacunku dla przyrody i siebie samych. Indianin rozmawiał z koniem, bez słów, bez uzdy, bata i bez ostróg. Biały, Europejczyk – odwrotnie, wymuszał. To biały, Europejczyk, chrześcijanin, miał coś takiego w sobie, że potrafił niemal wymordować wszystkich Indian i wymordować wszystkie bizony, tysiącami, tylko z żądzy zabijania. Bo nie był w stanie nic zrobić ani ze skórami, ani z mięsem. Zbyt wiele namordował.
    To samo biały, Europejczyk, chrześcijanin, robił w Afryce – i ze zwierzętami i z ludźmi, robiąc z nich zwierzęta. Połowę Afrykańczyków złapanych w niewolę utopił w oceanie, zanim ich przywiózł do Ameryki.
    Tenże Afrykańczyk, znowu użyję skrótu, “człowiek sawanny” , łowił zwierzynę biegnąc za nią. Tropił, szykał, gubił, znowu łapał śiad. aż dogonił, zmęczył zwierzę tak, że brakowało mu tchu, by dalej uciekać.Człowiek też był na skraju wyczerpania. Wtedy dopiero, przepraszając zwierzę, że musi to zrobić, by przeżyć, odbierał mu życie. Sam często przegrywał pojedynek ze zwierzęciem. Nie dał rady dogonić, gubił trop, bywało, że padał bez życia z wyczerpania.
    Jest w tym coś etycznego.
    My tego zupełnie nie znamy Odcięły nas od tego i od siebie religie, a dziś przemysłowy konsumpcjonizm, z którym religie się pod tym , i wieloma innymi względami, najzupełniej zgadzają. Nie może być inaczej, bo na takiej kulturze religijnej konsumpcjonizm wyrósł.
    Dla nas (mam na myśli prawidłowych chrześcijan) mięso, a więc poprzedzająca je śmierć, to kwestia paczki ze sklepu, nic więcej. Dla psychicznej higieny mamy kotka, do pogłaskania.

  275. Nie mogę uwierzyć, że tak wielu ludzi, wydawać by się mogło – inteligentnych, może cierpieć na taką znieczulicę względem zwierząt. Niektórzy nawet usprawiedliwiają swoje prostactwo odniesieniami do zabijania owadów… Szkoda słów…

  276. Jerzy Pieczul
    25 listopada o godz. 19:06

    Polowanie elitarne traci, gdy zaczyna być egalitarne.
    Polowanie na lisy, z sokołami, z łukiem i oszczepem, było taką samą rozrywką jak obecna masówka. PRETEKSTEM do nawiązywania stosunków międzyludzkich.
    I stało znacznie wyżej niż trywialne zdobywanie pożywienia i skór wszelkimi metodami.
    Oddzielmy towarzyskość od zyskowności.

    Przeciwnicy polowań podnoszą różne argumenty przeciw.
    Atawizm, okrucieństwo, ahumanitaryzm.
    Tyle że potępienie tych praktyk nijak się ma do ich użyteczności.
    Jakaś forma zabijania będzie NIEZBĘDNA.
    A przyjemności ludzie dostarczają sobie na różne sposoby……..
    Polowanie to PRACA, czy dlatego ma być pozbawiona PRZYJEMNOŚCI?

  277. V – NIE ZABIJAJ
    Moja chrześcijańska wiara
    Czysta i wyprasowana…
    W szafie wisi cały tydzień boży
    Czeka abym ją na siebie włożył…
    W niedzielę…
    A kiedy stoję w kolejce u rzeźnika
    I gruba baba siekierą ćwiartuje zwierzęta
    Wtedy jestem spokojny o moje sumienie…
    Moja wiara obudzi się w niedzielę
    Bo w niedzielne przedpołudnie…
    Ubrany schludnie
    W moją chrześcijańską wiarę…
    Rzucam na tackę ofiarę
    I wracam przepełniony miłością…
    Do każdego stworzenia na Ziemi
    Lecz pora obiadu i wołowy z kością…
    A na patelni schabowy się rumieni
    Piąte: nie zabijaj …

    PS.
    Panie Profesorze cieszę się, że jest pan miłośnikiem i obrońcą zwierząt.
    Jestem wegetarianką i wszystkim myśliwym, czyli mordercom zwierząt z “pierwszym myśliwym Rzeczpospolitej” Komorowskim na czele życzę, żeby ich szlag trafił jaknajszybciej.
    90% społeczeństwa polskiego to tępy, nawiedzony, rozpity i okrutny motłoch, który na prezydenta Polski wybrał jednego spośród siebie czyli mordercę zwierząt.
    To kler nauczył swoich wiernych okrucieństwa wobec zwierząt, a Komorowski to wierny syn kościoła.
    Wstyd mi, że jestem człowiekiem.
    To religijni ludzie z Ziemi zrobili planetę zła.

  278. lonefather
    25 listopada o godz. 18:59

    W kwestii intymności jedzenia niezupełnie masz rację, Jedzenie jest zarówno czynnością intymną, zmysłową i pokrewną erotyce, jak i czynnością publiczną. Jedno przechodzi w drugie. U jednych więcej, u innych mniej, a jeszcze innych – wcale.
    W wielu religiach, czy postawach życiowych, jedzenie służy wyłącznie jako paliwo do podtrzymywania życia. Inni uważają, że życie kręci się wokół jedzenia, że żyje się po to, by jeść.
    Zakonnicy, w tym katoliccy w części co najmniej klauzur, oraz np ortodoksyjni, mają za zasadę spożywanie posiłków razem, ale jednocześnie jedzenie traktują jako rzecz wyłącznie konieczną, wstydliwą, którą nie należy się cieszyć, ani chwalić. W wielu zakonach prawosławnych je się na tempo. Jeden z zakonników czyta święte teksty, inni słuchają bacznie i jedzą. W momencie zakończenia czytania tekstu, wszyscy muszą przestać jeść.Kto nie zdążył, nie może już dokończyć. Ten, który czytał, je potem sam, w ciszy i pośpiechu, by dołączyć do innych. Jedzenie mają pożywne, ale proste, żadnych przyjemności dla podniebienia.
    Obaj macie więc z Jerzym rację, mniej więcej po połowie.

  279. wiesiek59
    Przykro, ale ja – o dupie, Ty – znów o słupie. Ani w tekście profesora nie było, ani mnie przy tym temacie nie interesuje użyteczność zabijania, kontrola pogłowia ani pryszcz mózgowia u myśliwego. Nic z okolic zabijania prócz jednego: zabijania dla przyjemności. Interesuję się motywacjami człowieka, a nie taką, sraką czy owaką gospodarką – od tego są inni. A Ty, Bracie, walisz salwę z grubej rury, tylko – do tyłu: “Polowanie to PRACA, czy dlatego ma być pozbawiona PRZYJEMNOŚCI?”. Aż nie wiedziałem. Siedzenie na muszli to też praca? Jako technik mechanik od silników statkowych domyślam się nieśmiało, że chyba tak. Czyli jak jeden z drugim wchodzi do związku moczykijów czy kurkowych chłopaczków to kieruje się niepowstrzymaną chęcią pracy, a przyjemność – daleko w tyle, niekonieczny dodatek? No to się, kurna, na starość dowiedziałem. Że gówno wiedziałem. Wracam do przedszkola się uczyć. Nie wiem tylko, czy przyjmą, bo cztery latka mam skończone na bank. A jag mum chyńć, to nawet pińć.

  280. Tanaka
    Drobne sprostowanie. Względem żarcia mam nie pół racji, lecz całą – bo mój stosunek do tej czynności jest moją prywatną własnością, której nie przepisałem notarialnie nawet na żonę, cóż dopiero na innych. Nikogo nie małpowałem, nikogo nie pytałem, nikogo nie zarażam. Jakem Jarzyn z Bażyn.

  281. Krzysia
    Dobre! Naprawdę! Trafia w sedno.
    Ale jednocześnie nikomu nie życzę, by go szlag najjaśniejszy trafił.
    Bo wychodzi na to, że życie zwierzaka jest cenne, a człowieka niekoniecznie.

  282. Rafał Kochan
    25 listopada o godz. 19:29
    Inteligencja niewiele ma do Twojego zawodu. Inteligencja służy do manipulowania świadomością. Bardzo się więc przydaje, do racjonalizowania zabijania, mordowania, wsadzania sarence lufy w pysk i pociągania za spust. Jeśli masz spodziewanie co do człowieka, to do całości, nigdy samej inteligencji.

  283. Krzysia
    25 listopada o godz. 19:39
    Wiersz trafia w sedno, a przy tym elegancko.Natomiast zdziwiło mnie Twoje życzenie, by morderców zwierząt szlag trafił jak najszybciej. Toż to krwiste, przez co pod wierszyk podpadasz. Rozumiem Twoją złość, dlatego proponuję inaczej: niech mordercom zwierząt rury poopadają, jak najszybciej.

    Jerzy z Bażyn. Jarzyn

    Leśli lofefather miał na myśli Twoje osobiste procesy odżywcze – masz całą rację. Jeśli mówił ogólnie – dzielicie się racją. Nie śledziłem zawiłości waszej na ten temat dyskusji, więc sami się racją podzielcie w procencie.

  284. Krzysia
    25 listopada o godz. 19:39
    Podoba mi się. Przyłączam się do życzeń dla prezydenta. Miłośnika FAKTU i wolności słowa.

  285. “wiesiek59″ napisał:
    “KTOŚ musi regulować populację.
    Albo będą to robili ludzie, albo Natura zredukuje ludzką populację……”
    Nie mam nic przeciwko temu, żeby Natura ten proceder jaknajszybciej rozpoczęła. Na Ziemi już dziś jest o dwa miliardy ludzi za dużo… Uznając logikę “regulacji populacji i równowagi środowiska” wszyscy myśliwi powinni jaknajszybciej rozpocząć światową akcję odstrzału tych, których jest za dużo czyli ludzi…
    Ale frajda…! Co za radość, a zarazem poczucie “dobrze spełnionego obowiązku”…
    PS:
    Jestem przeciwnikiem zabijania i wrogiem wszystkich tych, którzy zabijają, a tych, którzy polując traktują to jako rozrywkę i przyjemność w szczególności.
    Moim zdaniem to religijne, biblijne i klesze nauczanie o “wyższości człowieka nad wszelkim stworzeniem”, który “jest panem życia i śmierci zwierząt” tworzy w ludziach przekonanie o słuszności wszystkiego, co robią niszcząc naturę, której są częścią.

  286. @wiesiek59. A niby jakie zwierzę zagraża populacji ludzkiej?

  287. Skasujmy jeszcze takie zawody jak deratyzatorzy, czy hycle……
    Też ZABIJAJĄ…..
    Świat na pewno będzie lepszy.
    Tylko czy bezpieczniejszy?

    Wojtek A.
    25 listopada o godz. 20:45

    Po III swiatowej, będzie czwarta, na maczugi i kamienie……
    Cywilizacja techniczna jest skazana na kontrolowanie środowiska, NIENATURALNEGO zresztą. Inaczej, hekatomb różnego rodzaju będzie sporo.

  288. @wiesiek59. Oszczędź już sobie te sofizmaty, bo aż żal tego czytać. Nie mówiąc już o tym, że twoja retoryka wpisuje się w to, co powiedział ostatnio agent tomek w sprawie stłuczki samochodowej, którą spowodował: “Zapatrzyłem się, zamyśliłem. Bo dzisiejsze wydarzenia polityczne, o tak ogromnej skali korupcji w naszym kraju spowodowały, że bardzo o tym myślałem. O stanie naszego państwa. I ten obraz był tak przerażający, że dojeżdżając do świateł uderzyłem w tył samochodu.”.

  289. Do “mag”:
    Napisałaś: “…Bo wychodzi na to, że życie zwierzaka jest cenne, a człowieka niekoniecznie.”
    To właśnie mam na myśli.
    90% ludzi na Ziemi to chodzące na dwóch łapach zło, to przeważnie sadyści w mniejszym lub większym stopniu.
    Na przykład żółta rasa, która z przyjemnością, sadyzmem zabija i zżera największych Przyjaciół człowieka – Psy. Uwielbia żrzerać koty i wszystkie inne zwierzątka, które wpadną im w łapy. Do takich sadystów należą również Meksykanie, Boliwia, Gwatemala, a nawet zdarza się to w Polsce.
    Ja zawsze staję w obronie tych, którzy nie mogą się obronić obojętnie czy jest to katowane dziecko, pies czy kot, koń i inne.
    Z przyjemnością usunęłabym każdego mordercę sadystę obojętnie czy to prezydent, czy klecha, czy kłusownik.
    PS:
    Nie zgadzam się z każdym, kto twierdzi, że “regulacja populacji” dokonywana przez myśliwych jest potrzebna i uzasadniona.
    To nieprawda. Natura sama reguluje wszystko.

    “Ofiarną i wytrwałą walkę z okrucieństwem wobec zwierząt uważam za walkę o godność, kulturę i wyższą cywilizację naszego społeczeństwa.”
    / Maria Dąbrowska /

  290. W Polsce zabijanie dla przyjemności uprawia z rozkoszą prezydent wszystkich katolików, dla których być myśliwym to “elitarne apogeum życiowych ambicji”.
    Jakże ironicznie wymowne jest również to, że wśród myśliwych jest bardzo wielu …księży w różnych rangach kościelnej hierarchii, którzy “nauczając” nigdy nie stają w obronie zwierząt.
    Kler o zwierzętach wypowiada się wyłącznie w kontekście suto zastawionego mięchem stołu mimo, że jedno z ich przykazań to “NIE ZABIJAJ”…
    Dyskusja na tematy łowiectwa, myśliwych i tego czym uzasadniają lub usprawiedliwiają swoje okrutne hobby jest z pewnością konieczna i ważna zwłaszcza, że myśliwi opowiadają takie niedorzeczności, że głowa mała i szkoda, że wielu powtarza po nich bezmyślnie.
    Lasy, zwierzęta, rzeki i całą przyrodę niszczą ludzie. W Polsce ludzie zamieniają lasy w sracze i śmietniki, niszczą wszystko, co tylko się da i myślę, że w tym miejscu warto zacytować wielkiego obrońcę zwierząt i przyrody oraz wroga myśliwych Davida Attenborough :
    “Tylko jednego rośliny i zwierzeta nie przetrwają – determinacji i zaciełości z jaką niszczy je człowiek.”

  291. Tanaka
    Brawo! Niech im rury oklapną!

  292. Do “Hubert” z 24 listopada o godz. 16:31
    Sadysto i morderco zwierząt – oby cię jaknajszybciej odstrzelili.
    “ch.j z tobą i z duchem twoim”
    Zapomniałeś jeszcze napisać, ty ludzki prymitywie, że przed każdym mordowaniem zwierząt macie jeszcze religijne gusła odprawiane w kościółku przez polujących razem z wami myśliwymi w sutannach.

  293. Krzysia, mag, Tanaka, Rafał Kochan, Wojtek A., Magdalena Honkisz, Gogo.
    H U M A N I Ś C I

  294. Że Jan Hartman – humanista, to się rozumie samo przez się.

  295. Piszesz “natura sama reguluje wszystko”.
    Tak, ale wtedy, jeśli wcześniej człowiek nie “zaingenerował” w nią na tyle, że musi poprawiać to, co zepsuł.
    A tak się dzieje na wielkich połaciach na Kuli Ziemskiej.
    Często ogladam programy na Wilde, które pokazują, że na różnych kontynetach, w ramach bardzo kosztownych programów proekologicznych i z pomocą lokalnych rządów, np. w Afryce , czy Ameryce Łacińskiej oraz tamtejszych specjalistów ratowane są lub wręcz odnawiane ginące gatunki zwierząt.
    Na szczęście są ludzie pasjonaci i mają na tyle silne przebicie, że to się udaje!
    Całym sercem (a nawet skromnymi datkami comiesięcznymi) wspieram Greenpiece już chyba 3, czy 4 lata, bo więcej nie mogę zrobić osobiście.
    Nigdy jednak nie strzelałabym do myśliwych, o jakich pisał lofefather, ale do kłusowników i rozmaitych idiotów-sadystów – kto wie?
    Chociaz generalnie jestem przeciwna karze śmierci, jakkolwiek mogę zrozumieć niekiedy motywy tych, ktorzy sami wymierzają sprawiedliwość. Nie moge jednak ich usprawiedliwiać, bo inaczej pozagryzalibyśmy się nawzajem.
    A przecież wiadomo, człowiek, istota dwunożna, potrafi być najokrutniejszym drapieżnikiem, zarówno z Bogiem na ustach, jak i bez.
    Krzysiu, zajrzyj na blog Kowalczyka w ramach wspomożenia.
    Przydałoby sie tam Twoje ostre spojrzenie i słowo.

  296. Krzysia
    Ze słowami Marii Dąbrowskiej zgadzam się całkowicie. Należy walczyć z okrucieństwem z jakim ludzie traktują zwierzeta. Ale powtórzę, że walczyc należy z okrucieństwem. Z zabijaniem zwierząt walki się nie wygra, z okrucieństwem jest szansa wygrać …

    Jak natura od kilkunasty tysięcy lat regularnie i na okrągło gwałcona przez nasz gatunek weźmie się do regulacji, to będzie po naszym gatunku … Wyrok jest prosty zniszczyć, usunąć tą zarazę jaką są ludzie i ich cywilzacja.

    I przyznam się, że z tym wyrokiem wiszącym nad homo sapiens zgadzam się w całej rozciągłości. Tym bardziej się zgadzam, że to my sami już od dość dawna ten wyrok na sobie samych wykonujemy … Bo, choć to jest proces bardzo powolny i przez to dla większości ludzi niezauważalny, to od dobrych 80, może nawet 90 lat wykonujemy wyrok wydany na nas przez naturę …

    Tak się tylko proforma zapytam: Byłaś w Chinach? Widziałaś czy zabija się z sadyzmem? Z tego co napisałaś przebijają ogromne emocje. Ale są to emocje kogoś, kto “wie”, ale nie widział i nie rozumie … Nie namawiam, żebys jechała i własnoocznie badała, ale to i owo można zrozumieć … wystarczy poczytać … I w odniesieniu do kultur kompletnie obcych doradzałbym zwyczajnie – pokorę. Osąd wydany z pozycji europejczyka, będzie kompletnie błędny i niesprawiedliwy. I pozwolę sobie przypomnieć, że nasza własna pozycja w materii stosunku do zwierząt jest niezwykle cienka, żeby nie powiedzieć wprost słabiutka …

    Wojtek A
    W słowach DAvida Attenborough słowo “zaciekłość” zastapiłbym słowem “bezmyślność”, albo dodał … czyli “z zaciekłością i bezmyślnością” … To jest właśnie to o czym napisałem do Krzysi. NAtura naszymi własnymi “rękami” nas załatwia …

    Jerzy Pieczul
    Masz 100% własnej, osobistej racji odnośnie żarcia i masz do niej pełne 100% praw, kropka. Poza tym przeczytałem i zrozumiałem, kropka. Dziękuję za wykład, kropka.

    Poza tym jeszcze raz uważnie przeczytałem Pańskie wypowiedzi i doszedłem do wniosku, że niechcący, podkreślam, nie specjalnie, “dotknąłem” jakiegoś bardzo czułego punktu i niechcący uraziłem. Proszę przyjąć przeprosiny. W pierwszej kolejności przepraszam, za poruszenie tematu jedzenia i równie mocno przepraszam, za wdanie się w dyskusję o jedzeniu… NAprawdę wyłącznie dyskutowałem nie zdając sobie sprawy z tego, że Pana urażam….

    Tanaka
    Oddałem Jerzemu Pieczulowi pełne i w stanie nie naruszonym, jego własne 100% racji. Oddałem, choć nigdy ich jemu nie zabrałem … lol

    Wspólne jedzenie zdobytego pożywienia leżało jak się wydaje u podstaw ludzkiej socjalizacji i tworzenia się więzi społecznych. Takie przynajmniej wnioski wyciągają naukowcy badający najwcześniejsze ludzkie obozowiska. Zresztą jak się popatrzy na rolę jaką współcześnie odgrywają wspólnie jedzone posiłki, to nie ma wątpliwości co do tego jak silnie jest to wspólne jedzenie zakorzenione we wszystkich kulturach. I siła zakorzenienia świadczy o archaiczności tego obyczaju. Jeden przykład. Całkiem niedaleko od miejsca gdzie znaleziono szkielet Lucy, znaleziono tez obozowisko australopiteków. Z badań wynika, że cała grupa kilkunastu osobników przebywała razem i razem jadła. Nie ma śladów osobnych “kuchni”. Jeszcze ciekawsze i znacznie bliższe naszym czasom są ślady pozostawione przez łowców mamutów z ich obozowisk z terenu współczesnych Moraw, czy Ukrainy. Z czasów, gdy panowało ostatnie zlodowacenie. Są ślady osobnych, niewielkich ognisk “domowych”, wokół, których jest czysto i nie ma niemal żadnych pozostałości “odpadków kuchennych” i duże ogniska ewidentnie “kuchenne”, wokoło, których jest pełno pozostałości. Nigdzie w literaturze nie ma nawet cienia sugestii innej niz ta, że choć “mieszkali intymnie”, to “jadali wspólnie” … Zresztą w literaturze dotyczącej początków chrześcijaństwa pozostało zapisane, że w okresie pierwszych 300 lat rozwoju nie dość, że większość kapłanów była tak naprawdę kapłankami, to na dodatek gminy chrześcijańskie przyciągały nowych wiernych tym, że spotkania liturgiczne były połączone ze wspólnie spożywanymi posiłkami … Poźniejsze zmiany, wypaczenia i dewiacje od bardzo udanych i ciekawych początków wiążą się niestety z wykluczeniem kobiet z kapłaństwa i zawłaszczeniem całości kultu i wiary przez mężczyzn… Możnaby rzec, że albo im się gotowac nie chciało, albo nei umieli, albo że już wtedy wpadli na pomysł, że to nie miejsca kultu dożywiają wiernych, ale to wierni mają dożywiac kapłanów …

  297. Szanowny Panie Profesorze,

    Przyznam, iż niejednokrotnie z przyjemnością czytam Pańskiego bloga. W wielu sprawach zgadzam się w pełni z Pańskimi poglądami. Moje uznanie budzi bezpośredniość i bezpardonowość, z jakimi komentuje Pan bieżące wydarzenia, jednak czasami odnoszę wrażenie, iż działa Pan pod wpływem impulsu i bez głębszego zastanowienia, co prowadzić może do zbędnych nieporozumień. Mój sprzeciw w szczególności budzi Pański stosunek do polskiego wymiaru sprawiedliwości. Nie pierwszy raz spotykam się na Pańskim blogu ze złośliwymi aluzjami dotyczącymi sędziów i odnoszę przykre wrażenie, iż nie cieszą się oni u Pana należnym uznaniem i szacunkiem. Nie wydaje mi się, aby miał Pan kompetencje do oceny ich pracy. Proszę o przemyślenie tematu.

    Pozdrawiam

  298. A ja bym chciał się nauczyć zabijać i oprawiać zwierzęta. Uważam że każdy facet powinien to umieć. Miałem okazje żeby uczestniczyć w świniobiciu itp, ale nigdy tego nie zrobiłem bo uważałem się za wielkiego “intelektualistę”. Teraz żałuję, bo przyniesienie samodzielnie zdobytego mięsa do domu jest niesamowitą atawistyczną satysfakcją. I nie ma tu znaczenia żadna faktyczna potrzeba czy jej brak. Człowiek zabijał, zabija i będzie zabijać bo to jest część człowieczeństwa. Skowyty idealistów pod moim postem niczego nie zmienią. Natura ludzka wcześniej czy później się odezwie.

  299. Ale ja…..ja….

    Takiego hipokryte ze swieca szukac…….

    “Jan Hartman – jest synem Stanisława Hartmana i praprawnukiem rabina Izaaka Kramsztyka, w 2008 otrzymał tytuł profesora nauk humanistycznych…………………………………………………………………
    …………………………………………………………………………………………
    W 2010 wszedł w skład komitetu poparcia Bronisława Komorowskiego jako kandydata na urząd Prezydenta RP………………………………….”

    Dwururka nie przeszkadzala ?

    Jak sie czuje gosc, ktory angazuje sie w wybor na najwyzsze stanowisko
    w tym panstwie:

    - morderce
    - dewianta
    - folgujacego sadystycznym zapedom
    - bezkarnie i bezmyślnie niszczącego podstawy ludzkiej kultury
    - sadystyczne obrydlo (co to jest wlasciwie ?
    - byc moze cykliste ?

    Ehhhhh…….te nasze elyty…..intelektualne ?

    PS.
    Pan profesor napisal:

    “A jeśli tym wpisem uratowałem choć jedno zwierzę, to warto było go napisać. ”

    Panie Psorze….nie uratowal zes Pan tym wpisem ani jednego bydlatka.
    One i tak zdechna. Pardon – umra. Na parcha, pryszczyce, afrykanski
    pomor swin, ptasia grype, moze z glodu. Moze zabite przez naszych
    milusinskich – psy ….moze cos Pan sam przejedzie samochodem.. Moze
    z innych powodow.

    Tak trzymac i nie popuszczac,,,,

  300. Bardzo interesujaca dyskusja. Zaczęla sie od tego, ze filozof przeczytal artykul i sie zagotowal, po czym puscil pare. Jakos mu nie przyszlo do glowy, ze filozof wypowiadajacy sie temat polowan ma w sobie ogromny potencjal samoosmieszenia. Jesli tego nie zauwazyl, to jest kiepskim filozofem.
    .
    Ale dobrym politykiem, bo natychmiast sie zebrala grupa potencjalnych wyborcow. Tez nic nie sprawdzili. Ale walcza do upadlego, bo walcza o pryncypia. Nawet, jesli artykul pani Sowy to lipa oparta na interpretacjach, to nie zaszkodzi dac zdecydowany odpor. Warto zademonstrowac sluszne przekonania. Nie wolno pozwolic na zlo, nawet, jesli pani Sowa to i owo naciagnęla.
    .
    Pojawil sie tez swiadek, ktory przez dwanascie lat dusil w sobie prawde, i teraz ja wlasnie wypuscil. No i teraz poucza “dzieciaku, malolacie” na dowod, ze na pewno się nie myli. Bardzo zabawny dowod i najzupelniej przekonujacy.
    .
    Pojawila sie tez humanistka. “Sadysto i morderco zwierząt – oby cię jak najszybciej odstrzelili.” Tak napisala humanitarna obronczyni zwierzat. A dalej: “Z przyjemnością usunęłabym każdego mordercę sadystę obojętnie czy to prezydent, czy klecha, czy kłusownik.” Ciekawe, jaką metodą pani humanistka by usunęla swoich wrogow? Gaz, pistolet, czy trucizna? Czy mozna poprosic o rozwinięcie tematu?
    .
    Dostalo sie tez Komoruskiemu, ktory “zabijanie dla przyjemności uprawia z rozkoszą”. No jasne. Jak mozna bylo o tym zapomniec.
    .
    Pan Hartman, gdyby to wszystko przeczytal, powinien byc z siebie dumny. Jako polityk pokazal sie od najlepszej strony. Udalo mu sie nawet przyciągnąc krwiozerczą humanistkę. Jako filozof raczej sie skompromitowal.
    .
    A swoją drogą jestem ciekaw, czy Redakcja Polityki ma dosc uczciwosci, zeby zapytac ekspertow i/lub udostepnic lamy drugiej stronie. Przypuszczam, ze watpie, ale moze sie myle.
    .
    Pana Hartmana raczej o taką uczciwosc nie podejrzewam. Polityka ma swoje wilcze prawa. Nie po to sie opluwa, zeby potem przepraszac.

  301. Pani Krzysia, skadinad obronczyni zwierzat, raczyla byla napisac: To nieprawda. Natura sama reguluje wszystko.
    .
    Trzymam za slowo. Nastepnym razem, kiedy pani dostanie zapalenia wyrostka albo cos podobnego, prosze to powiedziec lekarzowi i odmowic przyjecia recepty.
    .
    Prosze dac szanse naturze, zeby spelnila Pani zapowiedzi, ktore Pani kieruje do “prezydenta, klechy, czy kłusownika”.
    .
    Zycze powodzenia.

  302. lonefather
    Nie ma żadnych urazów, to Twoje przywidzenie. Moim czułym punktem jest mówienie o mnie lub do mnie na blogu, jako na urodzonego parobka, “pan”. A na poważnie: najczulszym punktem jest nieprawdopodobnie chaotyczna komunikacja językowa człowiekowatych – na przykład w dość swobodnej, choć niby na zadany temat blogowej rozmowie. Bardziej to jest targowisko ambicji niż dialog. Każdy sobie rzepkę skrobie i mówi, co mu w duszy gra, a nie o tym, o czym zaczął dyrygent. Moje internetowe obserwacje w tej materii są raptem od niecałych trzech lat, za to, siłą rzeczy, bardzo obfite – w ciągu dnia można ich w internecie zebrać dziesiątki, co w staromodnych kontaktach oko w oko trwałoby tygodnie i miesiące. Jeśli widziałbyś uraz na tle komunikacyjnego miszmaszu, to miałbyś rację. Czyli na przykład uraz na tle mówienia nie na temat; wkładania w usta rozmówcy tego, czego on nie powiedział; nieuprawnionego interpretowania jego wypowiedzi; wyciągania z pojedyńczych wypowiedzi głośnych wniosków na temat osobowości rozmówcy; inwektywy z byle powodu; obsmarowywanie rozmówcy do dziesiątego pokolenia (modne wytykanie komunistycznego rodowodu); aluzje lub wytykanie wprost pochodzenia; puste paplanie “co by było, gdyby”; fantazjowanie na temat osobowości, koneksji i uzależnienia rozmówcy czort wie od czego; popisywanie się własną erudycją i wytykanie niewiedzy rozmówcy; rzadkie, ale bardzo widoczne: wpadanie na blog wyłącznie, by się nie zgodzić, powiedzieć “nie”, obszczekać i uciekać – słowem jest tego aż nadto, by powiedzieć: “Pani, twych wdzięków nie trzeba mi wcale” i iść w diabły. Nieraz słyszałem od dzieciaków, kiedy krytykowałem: “A siebie nie widzisz?”. Taki nie pyta – on z góry wie, że nie widzę. Nie przyjdzie smarkowi do głowy – bo za mała – że siebie z tej wyliczanki nie wykluczam. Owszem, jest ambicjonalny odruch wypierania się (lub nierozumienia) własnych błędów, niezdarności, nieumiejętności, niewiedzy, potknięć. Ale ja wiem, że on jest i staram się, by go nie było. Na bogactwo życia składają się słowa, myśli, czyny słuszne i niesłuszne. One SĄ, z nich się składam, więc czemu się mam wypierać własnych błędów i wypaczeń, kręcić, smęcić – żeby udawać bezbłędnego? I tak nikt nie uwierzy, więc tylko stracę. Kiedy mam przekonanie o swojej racji, to jej bronię, jasne, a kiedy wytykam komuś coś, to dlatego, że znam się na błędach, bo sam je popełniam – też się wymądrzam, chcę się popisać, reaguję ambicjonalnie, bluzgnę, zwyczajnie czegoś nie wiem, a pieprzę jak potłuczony, dorabiam w pośpiechu argumentację do tego, co mi ktoś wytknął, że nie wiem itd. Krótko mówiąc: nie umiemy rozmawiać i u każdego coś się znajdzie kulawego. Choć z drugiej strony jest przecież wzorcowy komunikacyjny standard: wysłuchać rozmówcę, powtórzyć w skrócie jego tezy, by zasygnalizować, że się zrozumiało, powiedzieć, co pasuje, co – nie, przedstawić własne tezy, uzasadnić, no i można pohulać. Praktyka jest taka, że zaczynamy od (mówię z przesadą dla lepszego zobrazowania): “Ależ ty pier…isz!”, a reszta już w tym duchu sama leci.
    Dwa słowa z innej beczki. Przyznaję, poznałem na tym blogu szlachetnych ludzi, którzy prostolinijnie, bez zauważalnych ambicjonalnych motywów, czyli bez popisów, dążą do poznania i pragną bezpretensjonalnie podzielić się własną wiedzą, przemyśleniami, emocjami, wnętrzem. Nie wymienię ich, bo byłoby nieładnie wobec tych, których nie wymienię. Ale jednego wymienię: pan Jan Hartman – wiedzący, twórczo wątpiący, pilnie obserwujący, bardzo ludzki, spontaniczny, walący po oczach i bardzo wrażliwy, żywiołowy. No i nieliczne panie, które się tak pięknie od panów różnią, że nawet w sporze potrafią zaskoczyć ciepłym słowem jako podsumowaniem ich wojennych jobów i biskupiego zadęcia, uśmiechem, po którym słowne konstrukcje panów rozsypują się w drobny mak, który oni zbierają, zamykają się w swej izdebce, klecą od nowa, żeby się znów wszytko rozsypało od uśmiechu i miłego słowa.
    Dobranoc i dzień dobry. Na Wybrzeżu szykuje się kolejny ciut słoneczny dzień, a do wczoraj zdążyliśmy zapomnieć, jak słonko wygląda.

  303. a ja w swojej naiwnosci myslalam ze strzelanie do zwierzat przy karmnikach jest zabronione…tak bylo kiedys przynajmniej :)

  304. Żałosne profesorze i głupie. Empatia i zrozumienie natury na poziomie disneja. Kiedy pan napisał, to co pan napisał padło kilka strzałów i kilkadziesiąt tysięcy zwierząt rzeźnych. 90% zwierząt których nie dosięga kula umiera w mękach tak czy inaczej. Ciekawe, że nie zauważył pan, że życie kończy się śmiercią. Czy dokarmiał pan kiedyś zwierzęta zimą? Wiem pan, że bez tego nasze stada nie są w stanie przetrwać, bo ekosystem jest “głęboko przetworzony”? Służby leśne? Po pierwsze większość leśników – ludzi kochających przyrodę z wszystkimi, życiowymi konsekwencjami – to myśliwi, po drugie jest ich za mało i dokarmiają myśliwi. Likwidują wnyki i takie tam.

  305. ja bym na tym forum pragnela podziekowac mojemu ojcu,za to ze zostawil mnie na pastwe losu i ze nie dokonczyl prania mozgu do ktorego mnie przeznaczyl! mialam dolaczyc do grona mysliwych,ale dzieki bogu tak sie nie stalo!!!haha.tato dzieki ze mnie w odpowiednim czasie kopnales w tylek :)

  306. Tanaka (z małą nadzieją, że przeczytasz, choc dyskusja przerodziła się w swoje zaprzecznie)

    chyba nie ma wątpliwości, że destruktywny wpływ naszego gatunku na przyrodę jest przeogromny i w dodatku wspólny ludziom zamieszkującym wszystkie kontynenty i środowiska, z kilkoma wyjątkami. Są nimi prymitywne szczepy łowiecko zbierackie z Afryki, Azji, czy Ameryki Południowej. Wszędzie rozwijająca się cywilizacja bezwzglęnie eksploatowała środowisko, niszcząc je przy okazji. Można by zaryzykować termin z kryminalistyki – w efekcie ubocznym (side effect). Swiadomie przywołałem termin kryminalistyczny, bo i te efekty uboczne są porażające. Skala zniszczeń dokonanych z premedytacją nie dorównuje zniszczeniom będącym skutkiem rozwoju cywilizacji.

    I na tym niewesołym tle jaśnieje to czego dokonali indianie północnoamerykańscy. Stworzyli system quasi religijny, regulujacy stosunki i relacje człowieka ze środowiskiem, w którym żyje. Nie potrzeba wcale wielkiego wysiłku intelektualnego, żeby terminologie religijna zastąpić terminologia ekologiczną jakiej my sami na co dzień używamy. Nawet rozwijanie cywilizacji technologicznej z zastosowaniem regół relacji ze środowiskiem byłby możliwy, w dodatku bez tych ogromnych skutków ubocznych …

    Powyższe oczywiście ma wiele wspólnego z tematem wiodącym dyskusji, choc dla zaślepionych swoimi racjami dyskutantów jest to niewidoczne.

    Niemal identyczne odniesienia i wierzenia jak u indian preriowych mają szczepy myśliwskie z północnego wschodu, z identycznymi wskazaniami jak utrzymywać równowagę w środowisku. Myślę, że w tym leży sedno problemu, że ci, którzy żyli z łowiectwa zdawali sobie sprawę z tego o co i jak dbać, żeby mieć źródła utrzymania. Dla białych byli “dzikusami” z namiotów, a dla mnie byli bardziej cywilizowani niż biali. Choć nie stworzyli cywilizacji technicznej, to stworzyli cywilizację ekologiczną. To, że mam rację zaczęło być widoczne dopiero współcześnie, gdy naoczne i bezdyskusyjne stały się straty ekologiczne jakie są skutkiem naszej technologicznej cywilizacji.

    Przy okazji dyskusji, gdy próbowałem wytłumaczyć dlaczego, choćby się bardzo chciało, nie mamy prawa zaprzestać polowań, przywołałem ta indiańską ekologiczną cywilizację, utrwaloną pod postacią wierzeń i legend. Choć szkoda, to zdaje się, że szanse by spojżeć na świat przez pryzmat tych indiańskich wskazań ekologicznych są bliskie zeru. Niemniej warto od czasu do czasu je przywołać i przypomnieć, by pod nieco innym kątem zobaczyc samych siebie …

    Z kolei zupełnie innym problemem jest pytanie skąd, pod wpływem czego powstały te ekologiczne legendy i religia Wielkiego Ducha (Przyrody). Porównania z znanym nam chrześcijaństwem same się wciskają i z trudem się tym porównaniom opieram. Mi, z tego co wiem i rozumiem wydaje się, że okres kompletnego wyniszczenia 6 gatunków megafauny z mamutami amerykańskimi na czele, w okresie, zaledwie niecałego półtora tysiąca lat, był tym bodźcem, który spowodował powstanie, tej ekologicznej religii. Chronologia wygląda mniej więcej tak:
    12,5 tys lat temu – szczyt ostatniego zlodowacenia otwiera lądowy pomost pomiedzy Azją i Ameryką. Najstarsze ślady odnalezione na Alasce są właśnei z tego okresu.
    10,5 tys lat temu – ludzie docierają do Ziemi Ognistej i jednocześnie zasiedlają już niemal całą Amerykę Północną z wyjątkiem Florydy
    9,0 tys lat temu – koniec megafauny …

    Około 1,5 tys lat od zasiedlenia, wszystkie 6 gatunków wielkich ssaków zostaje całkowicie wytępione …

    Zamiast łatwego polowania na 5 ton mięsa i zapewnienie jedzenia dla plemienia na miesiąc lub więcej, trzeba wychodzić jeśli nei codziennie, to co drugi dzień na polowanie na wszelaka drobnicę, która w dodatku nauczyła się już bać i uciekać. Jest to sytuacja opisana w legendach. Cudowne życie, obfitość pożywienia i łatwość jego zdobywania … I nagle kres, koniec, Wielki Manitou zabrał i gdzieś schował przed ludźmi wszelką zwierzynę … I pojawia się, czy to mądry kruk, czy orzeł i podpowiada co tzreba zrobić, żeby zwierzyna wróciła. Jak trzeba żyć, by znów Wielki Duch jej nie zabrał…

    Ktoś, kto na to, co i dlaczego się stało, i jeszcze ważniejsze, zrozumiał co należy robić by się nei powtórzyło, był geniuszem. Był geniuszem podwujnym, bo na dodatek wpadł na to, żeby ubrac to wszystko w legendy i nadac im znaczenie mistyczno religijne… No i na dodatek mieli szczęście, że nie podpięła się pod te wierzenia, pijawka zawodowej kasty naciągaczy …

    Nie wiem, czy mam rację, ale mam nadzieję, że ta nowa nauka, nazywana jezykową genetyką kiedyś to wyjaśni. Jeśli badania wykażą, że wiek tych indiańskich legend jest około 8/9 tys lat temu, to chyba nikt nie bezie miał wątpliwości, że ich źródłem był szok wywołany wybiciem megafauny …

    A wszystkich przeciwników zabijania dla przyjemności dodatkowo informuję, że indianie, o których wyżej pisałem, nie czerpali radości z zabijania … Musieli kazdorazowo nie tylko przebłagać ducha zabitego zwierzęcia, ale musieli również pozyskiwać przychylność i zgodę Wielkiego Ducha, na to, żeby zgodził sie na odebranie życia jednemu ze swoich dzieci …

    Czy taki stosunek polujących do zabijania podobałby się wam?

    Jeśli tak, to żałujcie, że wpadliśmy w łapy chrześcijaństwa, a nie załapaliśmy się na te indiańskie ekologiczne wierzenia …

    A już całkiem na marginesie … to bardzo duzo bym dał, żeby wiedzieć jakie był stosunek naszych słowiańskich przodków do plowania, zabijania zwierząt i jak bardzo się różnił od tego co przyniosło nam chrześcijaństwo … ( o ile się różnił…)

  307. Do powyższego tekstu…

    Nocą, zmęczony i z wrodzoną dysgrafią, walkę z którąnieustannie przegrywam … przpraszam za wszelkie błędy ortograficzne i literówki…

    loenfather

  308. lonefather
    Dzień doberek, lonefather. No cóż, zasłuchałem się. Mądrość jest mądrość – i Indian, i Twoja. Szkoda tylko, żeś tego nie powiedział na początku, choć akcenty, przyznaję, były. Trudno, bym, wychowany na Londonie, Mayu, Curwoodzie, Stevensonie, nie przeniósł się natychmiast tam, kiedy tak pięknie opowiadasz. Dzięki.

  309. Oczywiście, u wszystkich ludów łowieckich zabijanie zwierzyny to była życiowa konieczność, a nie łykendowa zabawa w zabijanie i zadawanie cierpienia.

  310. Kurcze, zapomniałem ostatnie chwila tamtego świata w “Małym Bizonie” Arkadego Fiedlera wspomnieć!

  311. Ciekawostka. Tam zwierzęta zabijają koszernie. Ale ludzi tak jak Niemcy.
    http://www.globalresearch.ca/israels-evolution-towards-a-fascist-racist-state/5359389

  312. Panie narciarzu2

    Tutaj sa krotochwilniejsze rzeczy…..

    Pani Krzysia napisala:

    “Jestem wegetarianką i wszystkim myśliwym, czyli mordercom zwierząt z „pierwszym myśliwym Rzeczpospolitej” Komorowskim na czele życzę, żeby ich szlag trafił jaknajszybciej.
    90% społeczeństwa polskiego to tępy, nawiedzony, rozpity i okrutny motłoch, który na prezydenta Polski wybrał jednego spośród siebie czyli mordercę zwierząt.”

    Zwracajac sie do przedstawiciela tepego, nawiedzonego, rozpitego i
    okrutnego motlochu z tytulem profesorskim, ktory nie tylko
    pasywnie wybieral na prezydenta Polski morderce zwierzat….

    Czy Pani Krzysia zdaje sobie z tego sprawe ?
    Profesor H. powinien sie chyba obrazic. Ale jak kazdy polityk czy
    inne zwierze z gatunku Sus scrofa, ocierajac plwociny Pani
    Krzysi z oczu zakomunikuje zapewne zblizajace sie opady atmosferyczne.

    Ciekawa dyskusja prosze Panstwa.

  313. Fakty: “W Libanie mordują polskie bociany! Dla sportu strzelają do wszystkiego co lata SZOKUJĄCE ZDJĘCIA”.

  314. Oczywiscie zgadzam sie z panem profesorem w tej analizie. Mysliwi to zminimalizowani ludzie , ciagle pragnacy sie odnalesc i potwierdzic. Zaden, powtarzam zaden swiadomy, normalnie funkcjonujacy czlowiek, nie znajdzie i znalazl radosci, satysfakcji, szczescia w zabijaniu zyjacych/czujacych istot. Zabijanie dla rozrywki obojetnie pod jaka pokrywka/parasolem powinno byc karalne……. i bedzie! Jestem o tym przekonana. Ewolucja nie dotyka jednak wszystkich ludzi jednakowo. Wiec” ludzkosc” nie wszystkim jest dzisaj dana. Myli nas czesto ” skorupa” tych ludzi. Pomimo tej zewnetrznej nowoczesnosci, elegancji, stylu, wyksztalcenia ……w glowach tych “panow/pan”dalej panuje sredniowieczna ciemnosc, wiara w przemoc, grubialnosc…. Dalej sporo wyksztalconych prostakow. Wiedza bez zrozumienia, swiadomosci jest tylko teoretycznym osiagnieciem i w praktyce nas ogranicza i robi slepych.

  315. Jak zwykle najwięcej mówią ci, którzy mają najmniej do powiedzenia: wyzwiska. Ilość przechodzi w bylejakość myślenia. Wstyd, że Pieczul bierze udział.

  316. Dziękuję bardzo za ten artykuł, za publiczne powiedzenie tego, co czułam i myślałam czytając temat okładkowy ostatniej “Polityki”.
    Bardzo, bardzo dziękuję …..

  317. jasny gwint
    Fakt, Izrael dramatycznie skręcił ”na prawo”.
    Wielu Żydów ucieka z tego “raju”, zasilając diasporę w Niemczech, czy Stanach.
    Znam nawet faceta, który wrócił do Polski, do swojej pierwszej miłości sprzed lat. Bardzo romantyczna historia. Ona (moja dawna koleżanka) była kilka lat temu służbowo w Tel-a – wiwie i tam go odszukała, po prostu z ciekawości (on wyjechał z Polski w 1968). No i się zeszli na nowo. Już w Polsce, bo ona za nic w świecie nie chciała tam mieszkać, a on też wyjechał z Izraela z ulgą.
    Swoją drogą, tłumaczenia na http://www.globalresearch są fatalne. Trudno złapać sens.

  318. lonefather
    26 listopada o godz. 2:42

    Zanim powiem coś jeszcze, zacznę od zasadniczego: dziękuje.
    Napisałeś tak jak chciałoby się, by wyglądała dyskusja na blogu, czy w realu, między ludźmi.
    Jasne jest, o co nie ma sensu mieć pretensji, że to i na blogach, i w realu, rzadkie.
    W tym co piszesz, porusza mnie i to, że to są myśli dobrze zebrane, pochodzące z głowy, czyli w tym przypadku z czegoś, a nie z niczego. [lubię ten żart na serio: "skąd to wziąłeś? Z głowy - czyli z niczego". Tak to działa u 80% ludzkości]. Także to, że odbieram Toje myśli, jako skupioną chęć, potrzebę podzielenia się nimi, skonfrontowania, oraz w dyskusji zweryfikowania, znalezienia czegoś jeszcze, nowego, zrobienia kolejnego kroku, razem z rozmówcą, a szerzej – z rozmówcami; szukania czegoś istotnego, esencjonalnego.
    Odbieram w tym Twoją osobistość, bez przykrywania jej rzucanymi farmazonami, sloganami czy inwektywami. Ekspozycję siebie, bez maski. Skoro tak, tym lepiej tak rozmawiać.

    Wybacz, że w tym wpisie nie podejmę większości myśli w |Twoim adresie do mnie zawartych. Dziś nie mam dość czasu na pełną odpowiedź. A miewam skłonności, by na ciekawe myśli odpowiadać obszernie, oraz używając rozumu, więc pewnie pisałbym i dłużej i obszerniej niż Ty. Postaram się odpowiadać po kawałku, może i pod innymi tematami naszych blogowych gospodarzy.

    Zaciekawiłeś mnie ostatnią myślą, na temat Słowian. Mnie tez to interesuje, nie tyle może w kontekście polowań, ale szerzej. Interesują mnie sprawy przedchrześcijańskie Słowian. Interesująco nawiązuje do nich Maria Janion,choć nie pisze o polowaniach. Marię Janion bardzo cenię, ona sięga do nas nieoczywistych, do nas głębokich, podświadomych, nieświadomych siebie. Ktoś wspomniał na blogu o transgresji. Między innymi i tym się zajmowała wprost i zajmuje w tle cały czas.
    Wracając do Indian, ale i plemion Syberii, tak, chyba można by użyć określenia, że stworzyli coś w rodzaju cywilizacji ekologicznej.
    Taka cywilizacja, prawdopodobnie, musiała się poddać nieodwołalnie cywilizacji agresji i ekspansji, opartej o bezwzględność religijnego, biblijnego, uprawnienia i nakazu do zagarniania, zdominowywania, podporządkowywania i eksploatowania po kres. Taka cywilizacja była zbyt duchowo zaawansowana zbyt delikatna zarazem, by nie ulec w konfrontacji z walcem cywilizacji brutalności.
    Prawdopodobnie, zbliżamy się do kresu możliwości cywilizacji ekspansji i brutalności. Coraz wyraźniej zdanej się, że widać, iż nie może ona zaproponować żadnych środków na przyszłość, a jej efekty oboczne (raczej nie uboczne jednak, a immanentnie będące w głównym nurcie). Do cywilizacji ekologicznej, w sensie dosłownym, jak i Indian i Innuitów, nie wrócimy, zbyt wiele się stało po drodze. Natomiast oparcie się o podobną esencję w myśleniu i działaniu, będzie koniecznością. Wynikającą raczej z konieczności, niż swobodnego wyboru. Ale konieczność potrafi się po części zamienić w cnotę, co pokazuje przykład Indian.

  319. ..Swoją drogą, prawdziwy, ręczny ubój rytualny nie musi być okrutny – jeśli tylko rytualny rzeźnik ma dobrą rękę i trochę wrażliwości. Przez dziesiątki lat po wojnie działały małe ubojnie, obsługujące polskich wiernych przestrzegających koszeru lub halal. Zresztą potrzeby naszych mikroskopijnych wspólnot żydowskich i tatarskich są minimalne. ” Hartman

  320. Jerzy Pieczul
    26 listopada o godz. 1:37

    Bardzo mi się podoba Twoja uwaga, o humanizującym wpływie pań na blogowe dyskusje. Też tak to odbieram. Przy tym widać, jak atawistyczne jest męskie zacietrzewienie, ochota na sięganie po sztucer i walenie bez pardonu. To samo przez się, choć niezauważone, głęboko dopełnia wątki podniesione przez profesora.
    Podpisuję się pod Twoją uwagą na temat cenności Jana Hartmana. I jemu też zdarza się wypalić z fuzji, ale i sięgnąć głęboko do istoty wielu problemów. Co niektórzy z nas potrafią pojąć, złapać, docenić i podobnym sensem odpowiedzieć.
    Przy tym, z ciekawością obserwowałem/obserwuję, poniekąd uczestnicząc, w waszych przyjaznych zapasach z lonefather-em. Jest coś rozczulającego w waszej nocnej wymianie ukojonych myśli.

    @@ lonefather
    Pozdrowienia dla obu zapaśników.

  321. Przypominam: tematem lekcji jest mordowanie zwierząt po fajrancie, dla przyjemności – zadawanie przy tym bólu – przez najbardziej inteligentne w przyrodzie zwierzę zwane “homo”.
    Przypomniałem sobie obrazek z dzieciństwa. Rok 1950, może 1951. Stałem przerażony przed główną bramą cmentarza w Słupsku i nie umiałem powiedzieć: “Stop!”. Pracownik cmentarza strzelał z wiatrówki do wiewiórki na cmentarnym drzewie. Wiele było strzałów. Wiewiórka usiłowała wspiąć się wyżej, ale już była mocno osłabiona trafieniami, kapała z drzewa krew. Zwierzątko zaczęło spadać. Jeszcze chwytało się rozpaczliwie gałęzi, ale już nie miało siły. Wreszcie spadło. Z wysokości może trzech metrów, i już się nie ruszało. Dwa tygodnie temu byłem na Słupskim cmentarzu. To drzewo stoi do dziś.

  322. @lonefather Twoje pomysły z powrotem do quasi-religii “Wielkiego ducha” uważam za absurdalne. Rozwoju cywilizacji i poczucia odrębności nic nie cofnie. Nie żyjemy w egalitarnej wspólnocie ze zwierzętami i nie mamy czego żałować. Jeśli uważasz inaczej, możesz porzucić wspólnotę ludzi “cywilizowanych”. Droga wolna. Ale za Tobą podąży co najwyżej garstka. Gdyby Twój Ruch zmienił barwy z laickich na neopogańskie, to straciłby resztkę szans na wygraną w wyborach.

    Nie wiem też, skąd są Twoje dane o kapłaństwie kobiet w wczesnym chrześcijaństwie. Pewnie z jakiegoś mało wiarygodnego źródła spreparowanego przez chrystofoba.

  323. @Tanaka mylisz się, ponieważ owe pochwalone kulty pierwotne można potraktować jako przejawy hipokryzji zrodzonej z wyparcia. W sprzyjających okolicznościach Indianie ponownie wymordowaliby wielkie zwierzęta, ponieważ żadne modły do duchów niczego nie zmienią w ekosystemie.

    Nie jest też tak, jak piszesz, iż do lepszego traktowania przyrody można dojść tylko jednym sposobem myślenia i każdy sposób pojmowania świata nie gwarantuje należytej praktyki. (Czytałem np. “Białego mustanga” książkę napisaną przez Indianina-Polaka, który wychował się w indiańskiej wiosce. Jak najbardziej czerpał radość z zabicia zwierzyny.

    Nie mówiąc już o tym, że chrześcijaństwo nie równa się kapitalizm czy konsumpcjonizm.

  324. Panie profesorze proszę mi poradzić co mam robić bo za każdym razem kiedy widzę myśliwego mam ochotę go zaatakować – jestem raczej słabiutkim chucherkiem ale ze względu na to iż nienawidzę myśliwych starałbym się zrobić wszystko aby mu dołożyć roztrzaskać strzelbę czy wyrządzić jakąkolwiek krzywdę. Wiem, że jest to niezgodne z prawem i mógłbym odpowiedzieć za napaść ale doprawdy nie wiem co innego można zrobić kiedy nie ma regulacji prawnych.

  325. Cywilizacje ukierunkowane na zaspokajanie potrzeb będą inne niż te, ukierunkowane na zysk.
    Cywilizacje nazwijmy to “tubylcze” poza produkcją zaspokajającą ich potrzeby, niewiele miały na wymianę. A i tazeuryzacja była utrudniona.
    Nie mając nadwyżek żywności i wolnego czasu, cywilizacji technicznej zbudować nie mogły.

    Ta powstała dopiero przy nadwyżkach żywności w cywilizacjach rzek i kapłanach zwolnionych z obowiązku pracy.
    Walka o byt myślicieli nie stworzy…….

    Spieramy sie o polowania, jak słusznie zauważono.
    Jest to RELIKT na naszym poziomie rozwoju.
    Tyle że wystarczy sięgnąć do starych książek kucharskich, by stwierdzić jak wielką część jadłospisu stanowiły dania z dziczyzny w Polsce.

    Kasowanie reliktów, atawizmów, zachowań nie mających racji bytu we współczesnym świecie, jeszcze potrwa.
    Takimi atawizmami są święte krowy, niejedzenie wieprzowiny, czy rytualny ubój.
    Nasze polowania też…..

  326. Niejaki Grey Owl- Szara Sowa, opisywał swoje boje w Kanadzie, toczone w obronie bobrów…..
    Komercyjne zastosowanie skórek bobrowych spowodowało prawie całkowite ich wytrzebienie przez traperów- i białych i indiańskich.
    Cywilizacja zysku z ekologią nie ma nic wspólnego.
    Wystarczy moda- na przykład na futra ze śnieżnych panter, pióra strusia czy flaminga, by wytrzebić populację jakichś zwierząt.
    Rekiny miały też kiepsko, przy modzie na zupę z płetwy, ale coś się powoli zmienia…..

    Nasi myśliwi są w porównaniu z przykładami ze świata już ucywilizowani.
    Nie wybijaja słoni, czy goryli, nie pożądają proszku z rogu nosorożca, ani “pant” z jeleni czy jąder tygrysa…..

  327. mag
    26 listopada o godz. 11:29
    Mało się o tym mówi, ale większość Żydów mających jakiejkolwiek polskie korzenie wyrabia pilnie polskie paszporty. Coś w tym jest i zawsze byli przewidujący.

  328. @Wiesiek59
    Dzięki za to zdroworozsądkowe studzenie ideolo-rozpalonych łbów. Szkoda, że kubeł którego używasz jest tylko wirtualny

  329. Jerzy Pieczul
    26 listopada o godz. 11:51

    Przywołałeś żywy przykład z własnego doświadczenia.
    Ja podam własny. Przykład jest typowy, praktykowany w milionowych przypadkach.
    Spędzałem lato na wsi. Miejscowi chłopacy mieli swoją letnią rozrywkę. chodzili od chałupy do chałupy i kijami strącali gniazda z malutkimi jaskółkami. Śmiali się, przepychali, który więcej i szybciej gniazd zwali. Jak już małe jaskółki rozsypały się po ziemi, biegali i rozdeptywali je na wyścigi. Bawili się przednio. Nad nimi fruwały dorosłe jaskółki, nieraz próbując, bezskutecznie, atakować.
    Coroczną rozrywkę chłopaki nazywali “pukaniem jaskółek”.
    W tym czasie, w jednej z chałup, mieszkał mały chłopak, który przyjechał z Warszawy do dziadka, na wieś. Znalazł jedno z małych piskląt, umościł watą pudełko po zapałkach i próbował odżywiać muszkami. Niestety, bez skutku. Po 3 dniach pisklę nie żyło.

    Inna przednia zabawa miejscowych chłopaków to były króliki. Wyciągali je z klatek, łapali za skoki i głowami walili a to o ścianę, a to o drzewo. Ale ci, co zabili królika jednym walnięciem, byli frajerami, wyśmiewanymi przez lepszych mistrzów, bo psuli zabawę. Należało tak walić królikiem, by go nie zabić od razu. Patrzenie jak się miota w przerażeniu, jak krew kucha mu z uszu, z pyszczka, z pękających oczu, to była przednia zabawa i nie można jej było szybko kończyć. Cieknącą z królików krwią rysowali sobie wzory na piasku, albo specjalnie pobielonej ścianie domu.
    Takie rozrywki widziałem niejednokrotnie. Tak rośnie człowiek.

  330. Humanożerca
    26 listopada o godz. 12:15
    Dziedzina o której mówisz, jest Ci najgruntowniej obca, co poświadczasz osobiście. I przy tym zostaniemy.

  331. do Krzysztofa Zielińskiego: opadło Ci wszystko … i niech tak zostanie; chwały to Ty takim obscenicznym komentarzem Zielińskim nie przynosisz, ale co robić

  332. 26 listopada o godz. 12:15

    Tanaka rozumiem, że wierzysz w gusła, magie i wielkiego ducha. Twój problem i przy tym zostaniemy.

  333. wiesiek59
    Podnosząc dwadzieścia aspektów niby dla wyjaśnienia, zaciemniasz i w rzeczywistości dalej nic nie mówisz o przedmiocie zagajenia przez profesora. Kiedy powiadasz, że “Nasi myśliwi są w porównaniu z przykładami ze świata już ucywilizowani”, to znaczy, że bujasz się w świecie własnych myślowych konstruktów, bo ich związku z potępianiem przez profesora i część blogowiczów okrutnego zwyczaju i psychologicznej motywacji zabijania dla przyjemności, choćby mnie kto zabił, nie widzę. Dalej jest to paplanie nie na zadany przez profesora temat, ale w bok. Natomiast kiedy nazywasz “ucywilizowaniem” rekreacyjne zabijanie dla samej przyjemności w porównaniu z zabijaniem dla proszku z rogu nosorożca, masz rację: rzeczywiście to wyższy poziom cywilizacji – tyle że w duchu, w jakim jest książka Konrada Lorenza “Regres człowieczeństwa”. A czy człowiek strzela z przyjemnością i bez bytowej potrzeby (płaci na przykład słono za prawo zabijaniu w Kenii) do kaczki, wiewiórki czy do słonia, psychologicznie jest już wsio rawno.

  334. Tanaka
    Straszne. Z tak drastycznymi zabawami w dzieciństwie się nie zetknąłem, ale w ogóle dziecięcym nierozumieniem żywego stworzenia i z jakimś jednak okrucieństwem – tak. Często w dzieciństwie i wczesnej młodości bywałem na wsi. Moi mniej więcej rówieśnicy zabawiali się wtykaniem słomek w odbyty żab i chrząszczy. Majowego chrząszcza lecącego z długą słomką nazywali “bombowcem”.
    No i pojedyńczy przypadek. Wracalismy ze szkoły do internatu. Nagle na żużlową drogę naszej roboty wybiegła zielona jaszczurka. Mój kolega (ze wsi) skoczył jak tygrys i rozdeptał.
    Zabijanie zaś żmij, padalców, zaskrońców, kretów, które czasem przemieszczają się po powierzchni ziemi, to u części ludzi niemal odruch. Oczywiście, nie atawistyczny – nabyty: wszystko, co się wije, to żmija i trzeba zabić.

  335. Mr. Screw-up (j.gwint), since when you speak English ?
    Anyway, globalshitheads.com is tailor-made for you; for shitheads only.

  336. uzupełniająco:
    Zwierzyna łowna żyjąca na ternie RP ma właściciela, jest nim skarb państwa. Skarb państwa, zarządza swoim leśnym inwentarzem za pośrednictwem agronoma czyli Przedsiębiorstwa Lasy Państwowe, które to przedsiębiorstwo w sposób bezpośredni sprawuje pieczę nad kondycją i pogłowiem zwierząt otrzymując na ten cel środki finansowe.
    W porozumieniami z Kołami Łowickimi wydawane są limity i zgody “na odstrzał” następnie Koła Łowickie puszczają w las myśliwych by odstrzał ten wykonać. “Pozyskane” przez myśliwych zwierzęta, a ściślej różne części ich ciała są elementami obrotu handlowego.

    Jest to formalnie rzecz biorąc zwykła hodowla typu wolnowybiegowego zakończona ubojem, który tm się różni od uboju w ubojni że odbywa się bez wcześniejszego ogłuszania i zwie się sportem oraz rekreacją.
    No i może jest jeszcze jedna różnica.
    Zawód rzeźnika jest nisko płatnym, stygmatyzującym zawodem wykonywanym na całym świcie przez osoby z najniższej warstwy społecznej i z wyjątkiem przypadków patologicznych bez przyjemności.
    Myślistwo jest zajęciem elitarnym, wywołującym błysk w oku i uśmiech na twarzy.

  337. Jerzy Pieczul
    26 listopada o godz. 14:14

    Powtórzę się więc.
    Idealiści humanizują świat, sprawiają że staje się lepszy.
    Do tej klasy należy prezentujących się tu kilku roślinożerców, czy nasz gospodarz.
    Tyle że dla 95% populacji takie podejście do życia jest NIEDOSTĘPNE.
    Proteiny to podstawa ich przeżycia……..

    Pleniąc pewne cechy ludzkie- agresja, dominacja, okrucieństwo, rywalizacja, pozbawić się możemy czegoś istotnego dla rozwoju cywilizacji.
    Uniemożliwić postęp, bądź go znacznie spowolnić.
    Cechy przywódcze są nierozłącznie- wydaje mi się- związane z pewnymi typami zachowań.
    Sam możesz ocenić, czy ci myśliwi których spotykałeś, nie wybrali swego hobby dlatego, że mieli takie a nie inne preferencje związane z wykonywanym zawodem.
    Predyspozycje osobowościowe determinują częstokroć wybór kariery zawodowej.

    A na pola golfowe, jeszcze u nas przyjdzie pora, moda już jest……..
    Agresja z przemieszczeniem, sublimacja, wymaga czasu…..i mody.
    Pan Hartman wywołał problem pod wpływem emocji.
    Za kilka pokoleń część ludzi dojrzeje do podzielania jego stanowiska.
    Nie wcześniej……

    Ps.
    Płakał ktoś nad naszymi boćkami.
    Jaką część diety fellaha stanowią?
    Oprócz radosnego odstrzeliwania, dla wielu jest to jak dar Allaha w garnku.
    Ślimaki i żaby nie znalazły sie w garnku Francuza przypadkowo, jako kaprys bogaczy…..

  338. Tanaka
    Przekonani pozostali przekonani, odmieńcy – też. Nie pojawiło się choćby ćwierć fachowca psychologa, które by pogłębiło, rozjaśniło. Tyle że lepiej wiemy, chu is chu. Kibole, którzy wpadli, licząc na ustawkę, się nie liczą. Spadamy staroplskim zwyczajem: na sztywnych nogach, ze zjeżoną sierścią, z ogonami na sztorc. Bydź zdrów.

  339. Jerzy Pieczul
    Dobrze, jeśli spadamy na cztery łapy, jak koty.
    A propos, widziałeś kiedyś dręczenie kota przez “rozbawione” dzieciaki? Przywiązywanie mu do ogona kawałka papieru i podpalenie? Bo ja tak. Makabra!
    A psa przywiązanego w lesie do drzewa, by nie pobiegł za “państwem”, które jechało właśnie na wakacje?
    My tu deliberujemy nad ciężkim losem zwierzyny leśnej, względnie zwierząt hodowlanych, które zżeramy, a jak drapeżnicy na dwóch nogach traktują “pupilów” udomowionych?

  340. Jerzy Pieczul
    26 listopada o godz. 14:30
    Tak. straszne. Tym bardziej, że powszechne.
    Innym powszechnym obrazkiem z tej branży jest coś takiego: pani od biologii w szkole kazała łapać żaby. Na lekcji należało żabę rozkroić, by sprawdzić jak działają mięśnie na przyłożone napięcie z bateryjki. dzieciaki miały od tego biologicznie mądrzeć.
    Różnica między chłopakami walącymi królikami o ścianę a panią od biologii i jej dzieciakami była taka, że okrucieństwo było bezmyślnie nieuświadomione.
    To był standard dydaktyczny w polskiej szkole, wcale nie tak bardzo dawno temu. Pani od biologii realizowała program ministerialny.
    Chyba też miałeś z tym do czynienia.

    Chłop żywemu nie przepuści.

    Niezależnie od wszelkich obocznych nietrafności u Hartmana, trafia myślą w sedno, jakim jest nasza bezmyślność, okrucieństwo, prymitywizm moralny. A nie jesteśmy prymitywni technicznie. Konieczne zabijanie możemy robić oszczędzając męki. Ale zwykle nas to nie obchodzi. A mordy religijnie rytualne nazywamy świętymi. To jest uświęcona nędza moralna człowieka.

    A propos. Jest świeży artykuł o małżeństwie Francuzów, które w wieku 86 postanowiło razem, trzymając się za ręce, odejść z tego świata. I zrobili to. Obiecali to sobie kilkadziesiąt lat temu, wiedziała o tym cała rodzina z dziećmi na czele.
    Uważam to za godne, sprawiedliwe i zbawienne.
    Natomiast w Polsce ton dyktatorski moralności katolickiej jest jest w przybliżeniu taki jak u chłopaków od królików.

  341. Zazwyczaj w trzeci dzień po wpisie gospodarzy blogi schodzą na – też skądinąd sympatyczne – gaworzenia lub popijawy, jak 22.11 br.
    A tu, patrz pan, jakie wzloty ducha i serc uniesienia… Sam bym chętnie coś dodał w kwestii prapoczątków ludzkiego myślenia o swoich relacjach ze środowiskiem przyrodniczym, bo pasjonuje mnie to nadzwyczaj. Zaczytywałem się onegdaj w „Ścieżkach kultury” Kaj Birket-Smitha, gdzie mnóstwo było ciekawych obserwacji plemion indiańskich czy północnoazjatyckich (to zresztą bodaj jedna rasa). Szacunku dla tych kultur hołubiących pokalaną matkę przyrodę jest we mnie mnóstwo. Ale nie jestem pewien, czy to oni byli tacy mądrzy i szlachetni, czy mateczka natura tak ich ciężko lała po tyłku, że musiało do nich dotrzeć w końcu, że „trza se dać na wstrzymanie”… Unikając niemodnego bytu kształtującego świadomość – stawiałbym na wzajemność wynikania, ucieranie się symbiozy. Zresztą: czy oni nie gwałcili, czy ona się nie dała – ważne, że obie strony przetrwały w cnocie i zdrowiu.
    @Tanaka tu okropności jakieś powygrzebywał z pamięci swoich dziecięcych wakacji na wsi. Sam jestem wielkim apologetą swoich wakacji na wsi w latach pińdziestych, i takiego „pukania” jaskółek czy królików nie doświadczyłem.
    Moi wsiowi kuzyni nauczyli mnie jednak i tak szokujących rzeczy. Bodaj pierwszym dowcipem od nich usłyszanym był ten o miastowej paniusi, która pyta gospodarza: a czemu ta pańska krowa ma takie smutne oczy? Na co usłyszała: pani by miała jeszcze smutniejsze, gdyby panią raz do roku prowadzili do byka, potem cielęta katrupili, żeby trzy razy na dzień było co doić …
    Różnica między naszymi wspomnienieniami – drogi @Tanako – jest chyba trochę taka jak między wyuzdaniem dzisiejszego myślistwa a rzekomym okrucieństwem hodowców krów. Gdzieś pośrodku sytuuje się humanizm…

  342. Jerzy Pieczul
    dla doprecyzowania: bezmyślnie nieuświadomione było okrucieństwo pani od biologii. Chłopaki się rajcowali świadomie. Ale i im można przypisać pewien stopień nieuświadomienia. Nikt ich nie uświadamiał, zabawy tamie było od wiek wieków, a książeczki do pierwszej komunii nie uważają tego za nic innego jak normalność.

  343. A w takiej Afryce, to zjadają węże, na żywego obdzierają ze skóry i zjadają, jak to musi takiego węża boleć, macie Państwo pojęcie?

  344. bib
    26 listopada o godz. 16:12
    Te okropności to są regularności. One rządzą przez swą powszechność.
    Nie każda chałupa ma jaskółki pod okapem, nie przez całe lato, nie zawsze miejscowe chłopaki są w kursie, może właśnie byli na koloniach w mieście, może dlatego nie spotkałeś, albo nie zauważyłeś. Na jeden okap 2-3 minuty wystarczą. Łatwo przegapić.
    Mag przypomniała, że to dotyczy i naszych udomowionych zwierzaków.

    Nie kusi mnie ustalanie gdzie się sytuuje humanizm w rozpięciu między naszymi wspomnieniami. Wydaje mi się to dosyć niejasne.
    Też znam ten, hm, dowcip o krowie. Za pierwszym razem zarechotałem. Potem się przyjrzałem własnej gębie – i przestałem.

  345. Polowanie – jest zajęciem, które ma przede wszystkim na celu czynność: “zabić!”. Nierzadko okrutnie nad wyraz, na przykład wtedy, gdy trzeba dobijać poranione większe zwierzę czy też ptaka. Gdy zabijasz – zdarzy się wszystko to wstrząsające, czego byś nie chciał, żeby się zdarzyło. Pojawią się nieuchronnie potrzaskane kulą czy śrutem kości, jelita, krew, płyny fizjologiczne i śmiertelne przerażenie dobijanej ofiary i jej oczy… Jest to makabryczna rozrywka. Osoba polująca przyjęła nieprzymuszana takie dobrowolne hobby: bycie myśliwym wraz z całym stylem życia, które to hobby ze sobą niesie. Hobby – to rozrywka. Ta osoba widzi tylko pojęcie: “rozrywka”. Nie widzi przymiotnika: “makabryczna”. Nawet wtedy, gdy zabija się samicę w ciąży. Zwróćcie Państwo, proszę, uwagę na to, że przez okrągły rok prawie cała żeńska część przyrody albo jest w ciąży albo karmi młode. Albo jedno i drugie jednocześnie, tak jak to jest wśród jeleni, dzików i saren. I w tym stanie są one legalnie zabijane, zgodnie z kalendarzem polowań. W połowie stycznia cielak wyciągnięty z łona patroszonej łani ma parę kilogramów i białe kopytka. A w pęcherzu płodowym lochy jest kilka, już nieruchomych, warchlaczków. Myśliwi podają różne “racjonalne powody” dla których całe to zabijanie jest konieczne. Te powody są naprawdę problematyczne z punktu widzenia przyrodniczego czy ekonomicznego. Nie miejsce tu na roztrząsanie tego. Kto chce – poczyta gdzie indziej. Lecz nawet jeśli ktoś uzna za prawdziwe powody usprawiedliwiające, zdaniem myśliwych, to zabijanie, pozostaje otwarte pytanie: Dlaczego w takim myśliwi zabijają ptaki?! Dlaczego zabijają kuropatwy, gęsi, bażanty, kaczki, gołębie grzywacze, słonki, łyski, jarząbki?
    Czy jesteśmy głodni?
    Czy godzi się traktować te ptaki jak żywe, jakże piękne i kolorowe rzutki?
    Czy godzi się zabijać dla rozrywki?
    Zapraszam na http://www.niechzyja.pl

  346. Tanaka
    26 listopada o godz. 16:22

    Zajęcia z fizjologii na wydziale psychologii- badanie odruchów bezwarunkowych żaby.
    Pani asystent mówi- proszę wziąć żabę, zabić, rozkroić, przygotować do doświadczenia.
    Studentka.
    Ale ja nie zabiję!!
    Nie będzie zaliczenia…..
    Koleżanka się przemogła, za nóżki i o kant pojemnika……

    Kreskówka o Bambi, czy 101 Dalmatyńczyków,więcej ludzi nawróciły chyba, niż cytaty ze starego testamentu.
    Może to jest droga do zbawienia?
    Uczą WRAŻLIWOŚCI…..
    Kreskówki

  347. I to mówi osoba która jest mięsożerna Hipokryzja !

  348. @Tanako, drogi, czyżbyś poczuł, że wątpię w twoją relację o okrucieństwach? Jak najniesłuszniej, być może z mojej winy.
    Co do dowcipu, to mnie też nie śmieszył, bardziej przerażał, bo dopiero wtedy zrozumiałem co to znaczy że ” krówka nam mleczko daje”. A jaskółki były w każdej oborze – i to nie gdzieś na zewnątrz, ale w środku, tak że gospodarz musiał pamiętać by im jakąś możliwość wylotu zostawić. Moja wieś na pewno nie była jakaś błogosławiona, ale i ja chyba też nie mam wybiórczej pamięci, nawet o lataniu “jak kot z pęcherzem” wiem tylko z opowiadań, nie z autopsji…

  349. A po co pisać i brnąć w infantylizm, jak można sobie zajrzeć na poniższe fora:
    http://www.lesnik.fora.pl/
    http://forum.lowiecki.pl/list.php?f=11
    No tak, lepiej zamknąć się we własnym sentymentalnym gronie i głosić nową prawdę objawioną o kreskówkach.

  350. Roztkliwiając się nad ptaszynami, nie zapomnijcie o wróblach i kuropatwach…..
    Przy koniach, niejeden wróbel się pożywił, przy kombajnie nie mają szans.
    Szelest kosy dawał szansę ucieczki drobnemu ptactwu żyjącemu w zbożu.
    Kombajn takich szans nie daje.

    Okrutni sa ci rolnicy, mechanizujący pracę, nieprawdaż?

    KAŻDA działalność człowieka jest wieloaspektowa.
    Niektórych powiązań jesteśmy w stanie się doszukać dopiero obecnie.
    Uczymy się na błędach i wynajdujemy coraz to inne naczynia połączone…..

    Mewy zadomowiły się na miejskich śmietnikach.
    W dobie segregacji, spalania, kompostowania, straca za chwilę swą nową niszę ekologiczną i będą musiały szukać następnej.

    A my?
    Za chwilę będziemy szukać następnej PLANETY.
    Ale może w międzyczasie nauczymy się nie niszczyć…..

  351. bib
    26 listopada o godz. 17:41
    Nie,nie miałem wrażenia, że wątpisz w moją relację.
    “Krówka dająca mleczko” potwierdza, że mówimy o zdarzeniach masowych, a nie jednostkowych.
    Natomiast można próbować dowodzić, że zabicie cielaczka od tej krówki nie jest okrucieństwem, ale “standardową procedurą”, zupełnie bez emocji i z minimalnym cierpieniem dla cielaka.
    Ale to już kolejny wątek.
    Natomiast zabawy o których napisałem są niczym innym jak okrucieństwem w całej pełni. Nie skutkują żadnym, hm, usprawiedliwialnym, pożytkiem, jak mleko dla człowieka od krowy.

  352. Dobrze że to nie był artykuł o wigilijnym karpiu złowionym na wędkę (nie w sieć) na kukurydzę. Zaprosić do jedzenia by zabić…

  353. “Szelest kosy dawał szansę ucieczki drobnemu ptactwu żyjącemu w zbożu.
    Kombajn takich szans nie daje.”

    Tak, kombajn ta zapierdala, bezszelestnie w dodatku.
    Ach, wsi sielska, wsi anielska.
    I tak nie szkoda ci internetu na takie bzdury, tak pieprzysz trzy po trzy, na każdy temat:)

  354. Najwiekszym okrucienstwem wobec ludzi i zwierzat w Polsce jest dyktator Donek okupujacy stanowisko premiera. Historyk, bez pozytecznych kwalifikacji, bez doswiadczenia, nawet kioskiem Ruchu nie kierowal, okupujacy stanowisko premiera moze byc tylko szkodnikiem najwyzszej kategorii dla ludzkosci, cywilizacji i zwierzat.

  355. parker
    26 listopada o godz. 18:53

    A poza tym, dobrze się czujesz?

  356. @wiesiek59. Ale prawda jest taka, że to, co piszesz, jest niepoważne. Masz jakiś słowotok, z którego nic nie wynika. A co najgorsze, ty sam nie nadajesz swoim wypowiedziom konkretnego przekazu, ty silisz się na para-moralistyczne przypowieści o zmierzchu cywilizacji. Jakbym słuchał Świadków Jehowy… Ewentualnie drugie wcielenie Trockiego.

  357. Rafał Kochan
    26 listopada o godz. 20:10

    Bezsprzecznie moją winą jest to, że usiłuję- być może nieudolnie- naświetlić problem wieloaspektowo.
    Proste rozwiązania z łatwością akceptują prostacy.
    Szczególne bez interdyscyplinarnej wiedzy i posługujący się prostymi, emocjonalnymi memami.

    Cztery nogi są dobre, dwie są złe…….
    A kaczki?
    Czy kangury?
    To już ich nie obchodzi……

    Jestem niepoważny, w granicach swojej wiedzy.
    I niech ci którzy jej nie posiadają, nie silą się na ocenę.
    Perły przed wieprze…..

  358. Uwielbiam Pana profesorze za ten artykuł.

  359. Zenon Kruczyński
    26 listopada o godz. 16:23
    Polowanie – jest zajęciem, które ma przede wszystkim na celu czynność: „zabić!”. Nierzadko okrutnie nad wyraz, na przykład wtedy, gdy trzeba dobijać poranione większe zwierzę czy też ptaka. Gdy zabijasz – zdarzy się wszystko to wstrząsające, czego byś nie chciał, żeby się zdarzyło. Pojawią się nieuchronnie potrzaskane kulą czy śrutem kości, jelita, krew, płyny fizjologiczne i śmiertelne przerażenie dobijanej ofiary i jej oczy… Jest to makabryczna rozrywka. Osoba polująca przyjęła nieprzymuszana takie dobrowolne hobby: bycie myśliwym wraz z całym stylem życia, które to hobby ze sobą niesie. Hobby – to rozrywka. Ta osoba widzi tylko pojęcie: „rozrywka”. Nie widzi przymiotnika: „makabryczna”. Nawet wtedy, gdy zabija się samicę w ciąży. Zwróćcie Państwo, proszę, uwagę na to, że przez okrągły rok prawie cała żeńska część przyrody albo jest w ciąży albo karmi młode. Albo jedno i drugie jednocześnie, tak jak to jest wśród jeleni, dzików i saren. I w tym stanie są one legalnie zabijane, zgodnie z kalendarzem polowań. W połowie stycznia cielak wyciągnięty z łona patroszonej łani ma parę kilogramów i białe kopytka. A w pęcherzu płodowym lochy jest kilka, już nieruchomych, warchlaczków. Myśliwi podają różne „racjonalne powody” dla których całe to zabijanie jest konieczne. Te powody są naprawdę problematyczne z punktu widzenia przyrodniczego czy ekonomicznego. Nie miejsce tu na roztrząsanie tego. Kto chce – poczyta gdzie indziej. Lecz nawet jeśli ktoś uzna za prawdziwe powody usprawiedliwiające, zdaniem myśliwych, to zabijanie, pozostaje otwarte pytanie: Dlaczego w takim myśliwi zabijają ptaki?! Dlaczego zabijają kuropatwy, gęsi, bażanty, kaczki, gołębie grzywacze, słonki, łyski, jarząbki?
    Czy jesteśmy głodni?
    Czy godzi się traktować te ptaki jak żywe, jakże piękne i kolorowe rzutki?
    Czy godzi się zabijać dla rozrywki?

  360. Legionnaire
    26 listopada o godz. 14:39
    Priviet!

  361. Przeprowadzenie badań zlecił Bundestag. Pełnomocnik parlamentu ds. wojska Hellmut Koenigshaus wezwał dowództwo Bundeswehry do opracowania bardziej skutecznych metod wczesnego wykrywania zaburzeń psychicznych u kandydatów do udziału z zagranicznych misjach oraz do otoczenia lepszą opieką żołnierzy powracających z zagranicy.

    Czytaj więcej na http://fakty.interia.pl/swiat/news-co-piaty-zolnierz-bundeswehry-ma-zaburzenia-psychiczne,nId,1064253?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox
    =================

    Brak udziału w polowaniach, czy skutek polowań?]
    Trening czyni mistrzem, nie wszystkich……

  362. wiesiek59
    Nie kojarzę Ciebie z żadnym wyraźnie sformułowanym poglądem. Z wszechobecnością – jak Najwyższego – tak. Dużo mówić, żeby nic nie powiedzieć, to wyrafinowana kaznodziejska sztuka: za nic się nie odpowiada, bo się nic nie powiedziało. Ale to pryszcz wobec praktyki, która mnie za każdym razem wzrusza: kiedy rzucający perły przed wieprze mówi wieprzom, że rzuca perły przed wieprze. Przecież mógłby rzucać w kurniku.

    Nie przypadkiem skojarzyłeś mi się z Najwyższym. “Ja do was mówię, a wy nie rozumiecie” mówił Jezus. Albo oni byli wieprze, albo on tak jasno mówił, tertium non datur. Chwalmy Pana Urbana.

  363. http://panorama.media.pl/content/view/406655/90/
    Tytuł: “Księża na polowaniu”
    podtytuł: Trzech kapelanów.

    fragmenty tekstu:
    “… – Nawet przez chwilę nie przestaję być księdzem. W tym nie ma żadnej sprzeczności, ponieważ łowiectwo niesie wiele dobrego zarówno dla ludzi, jak i dla zwierząt – zaznacza ks. Maciej Grześ, proboszcz parafii św. Antoniego w Lesznie.
    – Każdemu, kto złorzeczy na myśliwych mówię zawsze, aby poznał jednego z nich i wybrał się z nim kiedyś do lasu. Na pewno zmieni zdanie – przekonuje ks. Witold Hyla, proboszcz parafii św. Wawrzyńca w Czerninie, gm. Góra.
    – Nie ma większych i lepszych ekologów niż myśliwi, no może wespół z leśnikami – wtóruje im ks. Jarosław Grabarek, proboszcz parafii św. Michała Archanioła w Chróścinie, leżącej również w górowskiej gminie.”
    —————
    “Księża Grabarek i Grześ wspólnie pełnią obecnie posługę, jako kapelani myśliwych okręgu leszczyńskiego. Poza tym swoją wiedzą dzielą się z innymi występując w programie myśliwskim „Na tropie” emitowanym w Telewizji Trwam.”
    —————
    “…Oprócz strzelb myśliwym potrzebne są też noże, choćby po to, aby wypatroszyć upolowane zwierze. Dużym znawcą w temacie noży jest proboszcz z Chróściny, który sam je robi i, jak zapewnia, komplet wystarczy myśliwemu do końca życia. Prowadzi też wykłady o nożach dla przyszłych adeptów sztuki łowieckiej.”
    —————
    “Każdy z kapłanów ma swój pokój myśliwski. Urządzony ze smakiem nie tylko oddaje zamiłowanie gospodarza, ale jest też miejscem, gdzie eksponuje cenne trofea. ”
    —————–
    “…Pozyskałem wtedy największego, jak dotąd, dzika. Po wypatroszeniu ważył 134 kg! To było koło Grodziska. Jego medalion, na który składa się łeb i oręż, czyli szable i fajki, zdobią dziś mój pokój myśliwski – uchyla rąbka tajemnicy ks. Grześ.
    Leszczyński proboszcz ma akcent myśliwski również w kościele. Dwa lata temu stanął tam ołtarz św. Huberta, który ksiądz Grześ nazywa wspaniałym świadectwem wiary kolegów myśliwych.”
    —————–
    “…Księża zawsze polują pod opieką św. Huberta. Proszą go o udane polowanie, a później za nie dziękują. Jakkolwiek by ono nie wyglądało.
    – Uczciwie przyznam, że ostatnie dwa lata to był dla mnie okres posuchy, ale w tym roku św. Hubert mi darzy. Choćby ostatnie trzy wyjścia – to trzy pozyskane dziki. Muszę odprawić dla mojego patrona mszę dziękczynną – wyznaje W. Hyla.”
    ———————–
    PS:
    Oto proszę Państwa przykład sadyzmu i zwyrodnialstwa panoszącego się po Polsce watykańskiego kleru…
    Tych trzech sutannowych palantów to między innymi sprawcy zacofania i zaściankowości Polaków, z których ponad 100 tysięcy jako myśliwi zabija dla przyjemności i z czynnym udziałem swoich kapelanów.

    Polecam lekturę całości:
    http://panorama.media.pl/content/view/406655/90/
    Tytuł: “Księża na polowaniu”

  364. gwint or Adam 22..
    Up yours too !

  365. Jerzy Pieczul, Tanaka … padam dziś na nos i nie zdołam czegokolwiek porządnie napisać. Jutro …, a w Polsce dziś napisze …

  366. lonefather

    Napisz cokolwiek, już rano.
    Nie możecie się adresami wymienić, byście sobie pisali cokolwiek, my byśmy czegokolwiek nie czytali, taka współpracę proponuję.

  367. Wojtek A.
    Dzięki za informację o animatorach i przodownikach postępu w sukienkach. “Trzy pozyskane dziki” powiada przodownik. O wiele ładniej brzmi niż “trzy zabite”. Oczywiste, że oni niczym mentalnie się nie różnią od swoich owiec, najwyżej tym, że głowy noszą wyżej – jak żyrafy – ale poza tym jeden pies. Dajcie człowieka – pasja się znajdzie. I argumentacja tłumacząca pasję. Świetnie argumentował swoją pasję bycia wykwintnym i bogatym słynny katabas Jankowski od Brygidy. Kiedy JPII pouczał tysiąc razy delikatniej od Franka, że nie wypada księdzu się bogacić, Jankowski, nie odnosząc się bezpośrednio do tych słów, powiedział, że nie jest napisane, że ksiądz ma chodzić w pokutnym worku. Rzeczywiście nie jest napisane. Zawód katabasa właśnie polega na chytrym dobieraniu, co jest lub nie jest napisane. I na nieskrępowanym olewaniu tego. Ileż to słychać o takich księżach, jak ksiądz Giriatowicz ze Słupska, który potrafi wyjść do miasta i wrócić bez kurtki, bo oddał biednemu? Nauczyciel wisi jak Prometeusz zapomniany razem ze swoim nauczaniem, a katabasy zajęte harlejami, strzelbami, nożami, flaszkami, danielami nie mają głowy do takich pierdół.

  368. Podpisuję się wszystkimi czterema kończynami pod tym, co napisał Pan Hartman. Gratulacje i pozdrowienia Panie Profesorze.

  369. Już widzę ten Richmond Park i stado rozszalałych Saren i Danieli jak pożerają 300 letnie Dęby i Graby!;) i rzucające się na matki z dziećmi:) Zgroza, za to w markecie już oswojone nie odgryzą się i nawet ręki!

  370. Wojtek A.
    27 listopada o godz. 0:06

    Dzięki za linka.
    Na pytanie o wątpliwości moralne, wzorowy ksiądz nie odpowiada,lekceważy je. Odpowiada czym innym, że strzelanie niesie “wiele dobrego dla zwierzyny”. I że strzelając nie przestaje być księdzem.

    Ten ksiądz, wraz z całą resztą strzelających księży mówi po prostu jasno i wyraźnie jakim jest skrzywionym człowiekiem i na czym polega bycie księdzem. Ja ten komunikat przyjmuję, jest mi on dobrze znany od lat, wyciągam z tego wnioski i zgodnie z nimi postępuję.

  371. Jerzy Pieczul
    27 listopada o godz. 11:03

    Skoro przypomniałeś ks.Jankowskiego, przypomnę coś na temat. Ks. Jankowski pytany (lata 1980-te) o to , dlaczego jeździ najbardziej wypasionym merdecesem jaki w ogóle w Polsce się znalazł, odpowiedział, że niczym mniej doskonałym jeździć nie może, wręcz mu nie wolno. Ponieważ musi wszędzie dojechać bezpiecznie i na czas, do każdego wzywającego. Jeżdżenie byle oplem Asconą, czy Peugeotem 506, a już nie daj Boże polskim Fiatem byłoby nie do pomyślenia.

    Papież, nie prałat, tego samego Kościoła, tzn. Rzymskiego, Katolickiego, Franciszek, jeździ nienowym Fordem Focusem, mieszka na 2 pokojach w hoteliku w Watykanie, jada w stołówce pracowniczej, chodzi w zwykłych butach ze sklepu, produkt masowy.
    Przypomnę, że średnia zarobków w Polsce na pocz. lat 1980-tych wynosiła, w przeliczeniu, gdzieś ok. 20-25 dolarów USA. Cena najbardziej wypasionego Merca, z linii S500 była ceną wymagającą co najmniej kilkukrotnego życia, by zarobić i móc ją zapłacić. Nic nie przeznaczając na inne, konieczne wydatki.

    Takie wyobrażenia jak u ks.J. mają ciągle klechy w Polsce, co bardzo świeżo i dobitnie, w mediach potwierdzili, na każdym poziomie – od proboszcza po biskupa.

    Biblia bardzo wielu rzeczy nie mówi nt, księdza. Nie tylko nie oznajmia nic o worku pokutnym, ale nie oznajmia i o tym, że ksiądz nie może być marsjaninem, ani komputerem. Nie mówi nic o tym, że ksiądz nie może być snajperem, że nie może układać pól minowych, ani że nie wolno mu ludzi wsadzać żywcem do pieca.
    Sprawdzałem, nic takiego tam nie jest napisane.

    Rozmawianie w tym duchu z dowolnym księdzem prowadzi do ryzyka zakażenia się jego ciężką chorobą umysłu i moralności. Co się nagminnie zdarza.

  372. Tanaka
    Ja z kolei bardzo sobie zapamiętałem, jak ksiądz Jankowski usprawiedliwiał się z powodu merca, że jest to samochód idealny dla klasy robotniczej – bo niezawodny, przez co śmiesznie małe koszty eksploatacji.

  373. Jerzy Pieczul
    27 listopada o godz. 13:16
    Tak jest !

  374. A pamiętacie wino ks. Jankowskiego z etykietą, na której widniał on sam pięknie wystrojony ze szczyrozłotym (jak przypuszczam ) łańcuchem z krzyżem na piersi?
    Pojawiło sie w Minieuropie na Żoliborzu i znikło szybko jak sen jaki zloty, na zawsze. Potem żałowałam, ze nie kupiłam choć jednej flaszki, nie dla posmakowania zawartości, ale dla flaszki.
    Toż to złoty kruk dla kolekcjonerów w tym segmencie.

  375. Na pociechę mogę tylko makabrycznie dodać, że niekiedy na wieloosobowym polowaniu ci miłośnicy zastrzelonych zwierząt przez omyłkę potrafią sobie zastrzelić kogoś z własnego grona. Gorzej, gdy to ktoś postronny i przypadkowy…

  376. Brawo panie profesorze. To świetnie, że ktoś to napisał. Pozdrawiam.

  377. Niewykluczone, że Jankowski wyląduje na ołtarzach jako patron ubogich myśliwych w mercach.
    Gdyby ci miłośnicy zabijania na odległość z grubej rury musieli mierzyć się ze zwierzakami jak równy z równym – czyli, jak Pan Bóg stworzył, bez krawata i całej reszty, bez kastetów, z gołymi rękami, pewnie by ich zapał regulowania populacji braci mniejszych – na przykład odyńców – raptownie zgasł, a liczba spadła.

  378. Jestem myśliwym i nie wstydzę się tego. Nie tłumaczę swojej pasji jakimiś patetycznymi stwierdzeniami, że w istocie rzeczy pomagam zwierzynie (choć w pewnej części sprowadzającej się np. do dokarmiania, tworzenia bazy żerowej, uprawy poletek łowieckich i dbałości o osłony lęgowe jest to prawda) ale nie o to w tym wszystkim chodzi. Ja po prostu czerpie przyjemność z całej otoczki polowania : tropienia, podchodu, wabienia i zwieńczenia w/w skutecznym strzałem. Czy zatem sprawia mi satysfakcję zabijanie? Byłbym niepoważny gdybym zaprzeczył, choć nie chodzi tu materialne odebranie zwierzęciu życia. Nigdy nie strzelam na dalekie odległości, nie pociągam za spust gdy sytuacja jest niepewna i strzał może przysporzyć zwierzęciu zbytecznych cierpień (choć strzały chybione na skutek których zwierzę należało dostrzelić też mi się zdarzyły i były to najgrosze moje polowania). Nigdy nie śmiałbym zakopać strzelonego zwierzęcia – tuszę zawsze zużywam na własne potrzeby. Poluję na dziki przy nęciskach tzn. w miejscu wyłożenia karmy bowiem w obwodzie łowieckim gdzie wykonuje polowanie jest to jedyny skuteczny sposób na pozyskanie tego przebiegłego zwierzęcia, choć i tak zdarza się to bardzo rzadko. W życiu jestem normalnym, mogę powiedzieć dobrym człowiekiem, kochającym ojcem, synem i mężem który po prostu uważa, że świat jest tak skonstruowany, że zwierzęta były, są i będą zabijane,a człowiek jest strukturą wyższą w hierarchii i z racji swej pozycji ma prawo przyrodę sobie podporządkować (jeśli dzieje się to oczywiście w zgodzie z normami prawnymi). Jeśli natomiast są myśliwi, którzy satysfakcję czerpią stricte z widoku konającej zwierzyny i w trakcie polowania nie respektują zasady aby zaoszczędzić zwierzynie bólu w stopniu najbardziej możliwym, to napewno potrzebny jest w ich przypadku specjalista od zaburzeń psychotycznych. To samo dotyczy myśliwych, dla których priorytetem jest pozyskanie jak największej liczby “trofeów” i strzelają bez opamiętania, wbrew okresom ochronnym, z samochodu, przy użyciu sztucznego światła itd.Tekst profesora uważam natomiast za przesadzony, szczególnie we fragmencie w którym prof. odnosi się go “godnego pożałowania zabobonu jakoby zwierzęta istniały na ziemi aby służyć człowiekowi”. Profesor jest zatem zwolennikiem stawiania zwierząt i ludzi rozumiem w jednej linii na tym samym szczeblu rozwoju emocjonalno-intelektualnego? Obawiam się, że niedługo aprobatę zyska głoszona przez niektórych ekologów teoria, ze zabicie zwierzęcia w ramach polowania jest zbrodnią większą niż zabicie drugiego człowieka bo to pierwsze nie może się bronić..

  379. Abstrachując od szczegółow, ygadyam si, e zabijanie zwirząt w celach innych niz sanitarne, czy tez aspokajanie własnego głodu jest okrutne i powinno być zakazane. Roybienie y tego syopki jest dodatkowo enujce.
    A co ze zwierzetami hodowlanymi? Świnia jest podobno inteligentniejsza od psa, a w czym przepraszam gorsza od zająca? Ciekawa jestem sądu Pana Profesora na temat masowego uboju, poważnie, nie złosliwie. Dlaczego mamy do niego prawo? Tu wprawdzie szopki nie ma, ale problem zasadniczy jest identyczny.

  380. 27 listopada o godz. 15:05 – poprawiony
    Abstrachując od szczegółow, zgadzam się, że zabijanie zwierząt w celach innych niz sanitarne, czy tez zaspokajania głodu jest okrutne i bezsensowne i powinno być zakazane. Robienie z tego szopki jest dodatkowo żenujące. A biznesu oburzające.
    A co ze zwierzetami hodowlanymi? Świnia jest podobno inteligentniejsza od psa, a w czym przepraszam gorsza od zająca? Ciekawa jestem sądu Pana Profesora na temat masowego uboju, poważnie, nie złosliwie. Dlaczego mamy do niego prawo? Tu wprawdzie szopki nie ma, ale problem zasadniczy jest identyczny.

  381. Rozumiem tych – księży myśliwych
    Może dokładniej ” rozumiem racje przez nich przedstawiane.”
    Otóż piątek przestał być dniem postu co u katolików oznaczało wyrzeczenie się jedzenia mięsa – więc tez i wzrosłą możliwość
    jedzenia mięsa cały tydzień.
    Dam głowę że na kiełbasę czy szynkę z dzika biedny księżulo nie zaprosił do stołu jakiegoś włóczykija bezdomnego.
    Zbliżają się święta .
    Zgodnie z tradycją przy stole wigilijnym zostawia wolny talerz i krzesło – dla będącego w potrzebie.
    Słyszał ktoś może lub był świadkiem zaproszenia do plebani
    w Polsce choćby na podwieczorek wędrowca .
    Czytuję na blogu KzP i jego wspomnienia ze gdzieś tam był zaproszony na obiad i przespał się w pustym pomieszczeniu.
    Pewnie prawda – ale nie w Polsce.
    W Polsce nawet kościoły zamyka się na cztery spusty w środku
    dnia , otwierane są tylko na godziny mszy.
    Czy Głódż wpuścił choć raz dzieciaki do swojego ZOO – po to by choćby pobiegały po ścieżkach.
    W Polsce to tylko ksiądz Mateusz jeżdzi rowerem – no ale to w TV
    taka PRAWDA TELENOWELI
    No cóż reklama jest dżwignią handlu.
    A jeśli tak to podpowiem – “środek wynależiony w Toruniu pozwala schudnąc w ciągu tygodnia o 10 kg – więc może należałoby rozpropagować go wśród naszych purpuratów – co na zabiedzonych nie wyglądają – wiadomo – jeden post mniej jak wyżej pisałem.
    ukłony

  382. Mr.Hartman,
    I’m in or I’m out ?
    Make that clear; it saves my time and effort.

  383. Człowiek polował,poluje i będzie polował…..

  384. zezowaty
    Prawie nie ma takich miejsc w Polsce, by ktoś wpuszczał dzieciaki na prywatny “folwark” katabasa, by np. pogłaskały danielka.
    Ale jedno takie miejsce znam. Na warszawskich Bielanach, w dawnym pokamedulskim kościele, którego proboszczem jest ks. Wojciech Drozdowicz.
    Nota bene , w swoim czasie “zesłany” gdzieś na Syberię za “nieposłuszność”.
    Jakoś go ściagnął do Warszawy Glemp (sic!) i na razie nikt go nie rusza.
    Kosciól i otoczenie pięknie położone na terenie Lasku Bielańskiego, tuż przy skarpie nadwiślańskiej. Obok mieści się Uniwerstytet im. kard. Wyszyńskiego (bardzo zresztą marny).
    Otóż przy kościele są urządzenia zabawowe dla dzieci jak w przyzwoitym przedszkolu, a w wydzielonym dużym boksie obok pasie się osiołek, póki jest ciepło. Dzieciaki wiedzą, ze nie można go zagłaskiwać ani podsuwać jakieś smakołyki.
    Podczas mszy siedzą przy ołtarzu, trochę łażą, ale jak ksiądz gada, to są raczej zasłuchane, bo robi to wspaniale.
    Po każdej mszy można sobie pójśc do kawiarenki w podziemiach kościoła, napić się kawy, czy herbaty, zjeść pyszne domowe wypieki, a nawet lanczyk jak kto głodny. Ceny bardzo umiarkowane.
    W tychże podziemiach są też różne ciekawe spotkania, bynajmniej nie ze “smoleńczykami”, czy rodziną radiomaryjną, a także koncerty.
    Ksiądz Wojciech preferuje jazz i nawet wysyłał sms-y do fanów jazzu np. do mnie i mojego Starego, informujac o dacie i godzinie.
    Piszę w czasie przeszłym (wysyłał), bo już przestaliśmy chodzić w ogole do kościoła jako takiego. Mimo że są tacy księża jak on czy inny ks. Wojciech, Lemański.
    Wspieram ich już wyłącznie duchowo i jak najlepiej im życzę, ewentualnie podpisami, jak w przypadku Lemańskiego.

  385. PANIE PROFESORZE PAŃSKI TEKST UDOWADNIA ŻE JESTEŚ PAN FUNKCJONALNYM ANALFABETOM… – Panie Krzysztofie Zieliński, może warto wrócić do szkoły podstawowej, zamiast wyzywać innych od “ANALABETOMÓW” )sam nie wiem jak to się odmienia

  386. Mag
    Wśród wielu dziesiątków tysięcy funkcjonariuszy Pana Boga
    znajdą się na pewno jednostki porządnych ludzi.
    Wynika to chociażby ze statystyki.
    Szkoda jednak ze TACY zazwyczaj są tępieni przez społeczeństwo sukienkowe a już szczególnie przez swych zwierzchników.
    Kopernikańskie prawo mówi że ZŁY PIENIĄDZ WYPIERA DOBRY.
    Przykre ale prawdziwe.
    ukłony i pozdrowienia

  387. Może na koniec kończącej się końcówki słowo Michała Ogórka z “Angory”. Przypomnę części komentatorów, że tekst profesora był o rekreacyjnym zabijaniu dla przyjemności, a nie o gospodarce leśnej czy, tym bardziej, o rzeźniach.

    >>Pewien nawrócony myśliwy mówi “Polityce”: “Zabijanie to, niestety, najbardziej ekscytująca rzecz na świecie. Nie można poczuć większego wpływu na rzeczywistość niż wtedy, kiedy się odbiera życie. To jest adrenalina”.
    Okazuje się, że strzelanie do zwierzyny to jest najpowszechniejszy sposób wyładowywania agresji. I paradoksalnie potwierdza zdanie psychologów, że nie ma konfliktu, kiedy obie strony się znają. Nasze stosunki z domowymi psami złagodniały, a z dziczyzną z lasu się zaostrzyły>>.

    Jest może jeszcze większy temat: “Polacy lubią mówić, nie umiejąc rozmawiać”.

  388. “Insanis, ergo sum” – oto dewiza pana Hartmana. I to by bylo wszystko.

  389. Jak czytam takie bzdury to śmiać mi się chce. Profesor o ograniczonych poglądach. Wykształcenie nie świadczy o człowieku, jego wiedzy. Dużo bzdur wyczytałem, takie populistyczne niczym gadka Jarka Kaczyńskiego. Tacy krzykacze dzielą się na kilka grup. Pierwsza to obłudnicy. Jedzą mięso, ale przeszkadza im myślistwo. Druga nie jedzą mięsa, ale używają produktów pochodzenia zwierzęcego. Często jedzą ryby i karmią swoje psy i koty mięsem. Widać życie psa jest wazniejsze od życia np. świni. Ryba to już nic nie ma dogadania.Trzecia grupa – ekozjeby. Wszędzie protestują, ale jak powiesz to nie zrezygnują z dobrodziejstw technologi.
    Oczywiście taka grupa zakazała by polowań. Kto będzie płacił odszkodowania dla rolników, czy za wypadki samochodów z udziałem aut. Powinni płacić jedynie ci co krzyczą na myśliwych. Raptownie zapadli by się pod ziemię. Robimy deklarację, kto jest przeciwny myślistwu. Ci co wybrali opcję przeciw, płacą wszelkie koszty. Zdrożeje drzewo i jego produkty, o tym nie mówią. Drożeją produkty rolne, o tym też nie mówią. Nie jestem myśliwym i nie mam zamiaru być. Ale nie mogę czytać teksty eko oszołomów.

  390. Tak tak.Szynka rośnie na drzewie a serdelki pod ziemią.Czysta obłuda mięsożerców.Czego nie widzimy tego nie opisujemy.Zajadanie ze smakiem szynki to też objaw sadystycznego upodobania do zjadania mięsa wszelakiego.Żeby krytykować myśliwych to trza najpierw wyzbyć się zjadania mięsa ,założyć drewniaki z lnianymi sznurówkami i ubrać lniane łachy.Myśliwemu nie wolno zabijać ale jak pan pseudoprofesor kupuje auto to tylko z tapicerka skórzana i to wcale nie ekologiczną tylko tą prawdziwa a najlepiej włoską i cielęcą .Śmiać mi si chce z tych wszystkich pseudo ekologów którzy widzą tylko czubek swojego zasmarkanego nosa , niemający pojęcia czym tak na prawdę jest łowiectwo. Darz Bór trzeźwo myślącym.

  391. Ehh… Kazik
    trochę się zagalopowałeś, nie sądzisz? ;)
    “za wypadki samochodów z udziałem aut” powinni płacić właściciele samochodów lub aut, zależnie od tego, kto zawinił. Albo ich ubezpieczyciele.

  392. Brawo Profesorze. Dyrdymały o tym jak to jest za granicą – bez sensu. Racje etyczne powinny przeważać, ale u takich ludzi jak myśliwi? Jestem lekarzem, chirurgiem, opatrywałem tych panów kiedy niezupełnie trzeźwi strzelali do siebie, myląc cel, z chęci zdobycia trofeum. Zgroza!

  393. markot
    Jak “zawiniła” sarenka, albo co gorsza łoś, to może właściciel auta przeżyje, a koszty pokryje ubezpieczyciel samochodu.
    Zastanawiam się tylko, czy również leczenia i rehabilitacji, jeśli nie miał stosownego ubezpieczenia.
    Kiedyś w Szwecji wyprysnął mi na drogę taki wielki rogacz. To były sekundy, że “zdążył”, bo samo hamowanie by mi nie pomogło, ale miałam śmierć w oczach.

  394. Niech pan mi powie czy jest pan bardziej glupi czy zlosliwy i skad to sie bierze? Ok? Wedlug tego co pan napusal rolnik, ktory choduje swinie na uboj wlasny robi to piniewaz lubi zabijac???? A czym sie rozi rolnik od myslieego w tym przypadku??? To ze rolnik hoduje w zagrodzie a mysliwy na wolnosci w lesie??? To ja wole hodowle na wolnosci. Ale oczywiscie tego jak sie ubija zwierze na wsi to pan juz nie wie a jak e zezni?? A zamykam oczki i nie widze a szyneczka sie bierze z marketu… Nawet nie ma co komentowac.

  395. Myśliwi to psychopaci ze skłonnościami sadystycznymi, to wie już każde dziecko wychowane przez normalnych rodziców.Jednak ciągle zadziwia rzesza obrońców tego procederu, jak ten tam powyżej frajer Kazik Stefan.Olać…Ale,ale panie Hartman do kogo ta mowa,zacznij pan od swojego idola Palikota.Dla mnie facet pozujący do zdjęcia z bronią i w stroju łowczego obok pomordowanych dzikich zwierząt jest skończonym gnojem,lecz pan Hartman go popiera ,wręcz przyjażni się z nim. Hipokryta ? Określ sie pan jednoznacznie,bo przestane pana szanować jak owego podpalacza kotów.

  396. Autor nie wie o czym pisze, ten tekst to osobista wizja łowiectwa w głowie autora tekstu nie mająca nic wspólnego z rzeczywistością.Opis PZŁ i myśliwych na podstawie doniesień prasowych. Wszystkie aspekty łowiectwa a w tym odbierania życia zwierzętom dzikim i hodowlanym są uregulowane ustawowo.
    Zabijanie osobników swojego lub obcego gatunku w przyrodzie jest naturalną normą i czynienie z tego zarzutu ludziom jest mało poważne. Tak zbudowany jest świat przyrody. Śmierć jest naturalną konsekwencją życia. Lasy i zwierzyna w nich żyjąca przynajmniej w Europie jest hodowana ręką ludzką w mniejszym lub większym stopniu. Niektóre gatunki dziko żyjące są atrakcyjne gospodarczo i te znalazły się na liście zwierząt łownych. Strzelanie do nich jest jedyną najmniej stresogenną formą ich pozyskania w celach gospodarczych. Lepiej też czują się w warunkach naturalnych gdzie śmierć jest niespodziewana niż ich pobratymcy hodowani w niewoli na fermach. Łowiectwo jest tym samym, taką samą działalnością jak rolnictwo w zakresie produkcji mięsa i realizowaną przez ludzi tym zainteresowanych, stwarza bowiem dodatkowe możliwości obcowania z przyrodą w jej już pół naturalnym środowisku. Rolnicy też zabijają kurki i świnki, którym najpierw dają jeść. Smacznego życzę wszystkim oburzonym przy spożywaniu pokarmów pochodzenia zwierzęcego. Wegetarian pozdrawiam i zapewniam , że rozumiem ich wybór, proszę jednak o podobną tolerancję i nie zmuszania mnie do spożywania jedynie masy roślinnej.
    Jurek

  397. A co autor myśli o uboju świń, krów, królików, kaczek, gęsi, indyków, o odłowie ryb na święta niech sie troszeczkę zastanowi a potem pisze bzudyry.

  398. mhm … kto słucha “profesora” i jego chorych z nienawiści albo (politycznego wyrachowania) komentarzy sam sobie szkodzi. Dziwią mnie agresywne i pełne nienawiści poglądy hartmanowe zwłaszcza w świetle wiedzy jaką w tej chwili posiadamy mówiącą o tym że w “obronę praw zwierząt” angażował się bardzo aktywnie sam Adolf Hitler ( pierwsze ustawy mamy w tym temacie w 1933r.) odpowiedzialny za zbrodnię na kilku milionach ludzi w tym Żydów co zostało nazwane holokaustem. Dziwię się że można afiszować się zbliżonymi zainteresowaniami , dziwię się że można używać języka nienawiści do ludzi o odmiennych poglądach … dziwię się że to jest ciągle legalne w XXI wieku w Polsce.

    P.S.
    Jadam mięso i rośliny . Zabijam w celu knsumpcji zarówno rośliny jak i zwierzęta . Nie odczuwam z tego tytułu żadnych przyjemności do głowy też nie przyszłoby mi nigdy pisac takie pełne nienawiści paszkwile np o wegetarianach tylko dlatego że mógłbym uważać że rośliny mają duszę i że w związku z tym pożeracze rzodkiewki to psychopaci i dewianci czerpiący przyjemność z wyrywania rzodkiewki z ziemi. Zaiste o szaleństwo się ociera autor bloga.

  399. Panie profesorze,dlaczego pana ziomkowie odcinają wodę dla Palestyńczyków z uśmiechem na twarzy,aprobuje pan to z pełnym przekonaniem że tak powinno być,
    wyuczył sie pan za nasze pieniądze, ewidentnie nie korzystał pan z programu szkoleniowego,przykre i dobitnie nie rozsądne co widać teraz!
    byłem przekonany że ludzie z tytułem winni mieć klasę a na pewno wiedzę.
    pana artykuły od dzisiaj są już po za moim zainteresowaniem.

  400. Tym razem to bajdury i bzdety Pani Hartman w stylu dziecinno infantylnym .. rzeczy nieważne dla gospodarki i rozwoju kraju krótko mówiąc … może się to podobac grupie nawiedzonych kociar z blokowiska. szkoda , zazwyczaj trafia Pan sensownie z tematami.

  401. Tysiąc razy można próbować uzmysławiać ludziom nieuczonym uporządkowanego myślenia ani w domu, ani w szkole, ani gdziekolwiek, a znów się pojawią małoletni i małorolni, do których nie dotrze, że w odróżnieniu od nich, profesor precyzyjnie wiedział, co mówi. Mówił o myśliwskim, czyli rekreacyjnym zabijaniu dla przyjemności zabijania w kraju cywilizowanym, gdzie żywności nie brakuje. Mówił o zabijaniu niekoniecznym dla utrzymaniu się myśliwych przy życiu. Kiedy ktoś lubi jeździć na koniu, kupuje sobie taką usługę i jeździ – dla własnej przyjemności, bo nie kieruje się, podejmując decyzję, potrzebą wybiegania się konia, czy jakąkolwiek inną. Temu jeżdżeniu towarzyszą różne okoliczności, ale główny motyw jeżdżenia jest jeden: moja przyjemność, a nie konia, właściciela konia czy prosperowanie krajowej gospodarki. Kiedy ktoś podejmuje decyzję o wstąpieniu do związku ŁOWIECKIEGO, kieruje się spodziewaną przyjemnością ŁOWIENIA zwierzyny, czyli tropienia i zabijania, a nie troską o optymalny stan pogłowia czy o rolników, żeby im dziki pól nie ryły. Wszystkie inne cele, jakie stawiają sobie związki łowieckie w cywilizowanych krajach są wtórne wobec przyjemności, jaką daje zabijanie. I właśnie dla zażywania tej ukrytej pod cywilizacyjną błonką przyjemności one powstały – potem doszły inne cele, ale główny – przyjemność zabijania – jest na pierwszym miejscu do dziś. Niedowarzona myślowo dzieciarnia z tupetem wytykająca profesorowi pisanie bzdur i podsuwająca chytrze: “A co pan myśli o zabijaniu kur, świń?” i inne, nawet ważne rzeczy, ale nie na temat (bo nikt te dzieci nie uczył ani myślenia, ani zdyscyplinowanej komunikacji, w tym – wypowiadania się dopiero po dokładnym zrozumieniu wypowiedzi rozmówcy), robi to samo, co jeden gwint: Pan tu, panie Pogorzelski, dziouchy na sianie ściskasz, a nic nie mówisz o budżecie, ecie-pecie, i że Syria gore.

  402. Hartman ma w 100% racje, chcialbym jeszcze dodac, ze czlowiek nie potrzebuje miesa do zycia, czlowiek nie jest miesozerny, tylko roslinozerny. Myslistwo bedzie skazane na zaglade, nie ma dla niego miejsca dla czlowieka postepowego. W przyszlosci zniknie rowniez hodowla zwierzat gospodarskich, wszyscy ludzi beda wegetarianami, gdy nastanie kolejne oswiecenie.

  403. Jerzy Pieczul
    28 listopada o godz. 14:17
    Masz rację, że Cię wkurza to panie Pogorzelski eciepercie. Mnie też eciepecie wkurza.
    Tylko czy można, lub czy ktoś konkretny może coś z tym zrobić?
    Banowanie? ale czego – tylko pomówień, tylko wycieczek osobistych, tylko ewidentnych kłamstw? To już mnóstwo roboty dla gospodarza lub admina. Ale to miałoby sens. Stara się to robić Szostkiewicz. A czy bełkot, nieobraźliwy, ale bełkot – też? Chciałoby się, ale to już łatwo prowadziłoby do aseptyzowania dyskusji, co niby niezłe i fajne, ale też grozi wyjałowieniem. A dygresje? Z tym jeszcze większy kłopot, bo jeśli rozmawiamy, to taka natura w miarę swobodnej rozmowy jest, że dygresje się pojawiają. Rzecz w kulturze słowa i myśli, można dzięki niej dbać o proporcje i generalne trzymanie się tematu zaproponowanego przez gospodarza. Ba, ale kto ma dziś kulturę w sobie. Pan A i pan B już odeszli.
    Co robić – uciekać?
    To oczywiście pewien żart, skądś go zresztą zapożyczyłem. Choć czasem to brzmi serio.
    Chyba nie unikniemy utyskiwania, łajania i apelowania, abo też zaciskania zębów. Można zrobić kilka technicznych ograniczeń, np automat nie dopuszcza tekstów dłuższych niż 100% tekstu gospodarza (albo np 75%), ale to chroni wyłącznie przed rozwlekłością, niczym więcej. Może dopuszczać tylko wpisy w których użyto np, min.10 razy te same kluczowe słowa co gospodarz? Też ułomne.
    Konto, logowanie się, punkty wygrywające (“jakość wypowiedzi” – głosowana przez zalogowanych?) A ta jakość daje nagrodę w postaci dostępu np. do płatnych treści Polityki. Albo do osobistej fotki z plaży wybranej pani redaktor, lub pana redaktora? A punkty karne zmniejszają pulę zalogowanego, aż do odrzucenia go z forum? Może to jest jakiś kierunek, choć i tu można się dopatrzeć słabości. W dodatku jakieś stechnicyzowane to się robi, kij-marchewka, co samo przez się głupie.
    Jak by nie kombinować, ciągle nie tak.
    Zostaje kultura, kindersztuba.
    Czyli niewiele.
    Choć fundamentalnie dużo.
    Zależy, czy do góry nogami, czy nie.

  404. Xtreeme
    Z tego co mi wiadomo, człowiek nie należy do gatunku ssaków “przeżuwaczy” jak np. krowa, która karmi się wyłącznie strawą roślinną. Nie jest również koniem, który nie żre mięsa.
    Czlowiek ma w tej materii wolny wybór, bo trawi i mięso, i rośliny. Takim go stworzył PB albo jakaś Wyższa Inteligencja.
    Być moze tzw. człowiek postępowy, powinien z mięsa zrezygnować, ale przecież są i tacy, “pstępowcy”, którzy twierdzą, ze rośliny “boli”, jak je zrywamy i pożeramy i mają duszę nawet.
    Wszystkim nie dogodzisz, a każda Xtremma szkodliwa jest, nie tylko na żołądek.

  405. Tanaka,
    pomysł niezgorszy, ale “punkty ujemne” za kontrowersyjna wypowiedź, ale kulturalną, wnoszącą nowe spojżenie, będą zubażać dyskusję ograniczając ją do “jednego słusznego poglądu”…

    Nie pamietam kto to powiedział, ale leci mniej więcej tak:

    “Śmieją się ze mnie, bo jestem inny. Śmieję się z nich, bo wszyscy są tacy sami….”

    A poza tym jestem ciekaw przemyśleń…

  406. mag. Trochę z innej beczki i kilka refleksji z co minionych wydarzeń. Już zamiecionych. Teraz mówią, że wraca Buzek. Na rozrzuconych wszędzie Twoich komentarzach często spotkać można obsesyjne wspominanie czasów Polski Ludowej. Wydaje się jakbyś bez nich żyć nie mogła. Dość częste dziś zjawiska dla tych, którzy tym czasom wiele zawdzięczają. Uzyskali wtedy wykształcenie, zawód, łatwy dostęp do kultury i dach na głową. Inaczej paśli by kozy na zarośniętych ruinach patriotycznie zburzonej stolicy. Śmiesznie byś wyglądała, jak Gunter Grass w Dusseldorfie.
    http://www.monde-diplomatique.pl/index.php?id=1_2

  407. @zebra
    a co w takim razie chcialbys zeby nam JH powiedzial na temat ‘gospodarki i rozwoju kraju’? Takie wolanie brzmi dumnie, ale ‘czegus’ mysle, ze to zdziebko za szeroko nawet dla profesora JH, ktory jest etykiem i filozofem. A na dodatek socjalista, co dla pewnej grupy spolecznej bedacej w tzw w sile wieku nie jest wystarczajaca rekojmia do mowienia na te tematy. Ale prof ma racje w swoim blogu i to o czym mowi jest wazne nie tylko z punktu widzenia etyki ale i dobrobytu nas wszystkich. Powinno sie zabijanie zwierzat z nudow pietnowac i wypalac goracym zelazem. Tak jak wazne jest pietnowanie durniow na quadach jezdzacych po lasach, bo pod ich wlasnymi domami ‘robia za duzo halasu’ czy idiotow na skuterach wodnych na Mazurach. JPieczul ujal to doskonale. Mysliwi w cywilizowanym swiecie zabijaja dla przyjemnosci co jest prymitywne i debilne.

  408. Dla adwersarzy Hartmana dwa cytaty z Witkacego,zawsze aktualne w tym kraju buraka i gnijącej śliwki: “z głupimi ludżmi nie ma co gadać,więc zamknąć mordy i proszę siadać” i (kiedy owych mord zapewne nie zamkną,bo wiochmena na argumenty nie pokonasz ) “trzeba zacząć walić w mordy,myć niechlujne pyski,i łbami zafajdanymi trząść i walić o chlewskie jakieś ściany z całych sił.”Taka to praca u podstaw …

  409. baluba,
    myslisz się całkowicie … to co proponujesz tylko utrwali …

    1) Skutecznym sposbem jest danie przykładu. WYpromowanie go i przez naśladownictwo uzyskujemy poprawę… [na "oko" ze trzy pokolenia muszą minąć, żeby było skuteczne społecznie]

    2) Albo przez kieszeń. To znaczy promowanie, przez finansowe karanie niechcianego zachowania … [wystarczy jedno pokolenie, ale karanie musi być robione złośliwie bezwzględnie, bez najmniejszego "pomiłujcie panocku"]

    Jak jest skuteczne podam przykład. W pierwszej połowie lat 80tych jeździłem służbowo po wsiach woj Wielkopolskiego. Przed drzwiami wielu domów staly wiadra z wodą … Od końca 1szej wojny światowej minęło ponad 65 lat, a ludzie wciąż wystawiali. Bo dawno temu, kanclerz Bismarck wprowadził ustawę przeciwpożarową i niewystawienie takiego wiadra z wodą kosztowało 2 Marki. I żandarmi, tą opłatę bardzo surowo egzekwowali w polskich wsiach zaboru pruskiego. Bodajże 25, czy 30 lat egzekucji (2 marek) spowodowało, że przez kolejne 60 lat nadal wystawiali, choć nikt ich już za brak nie karał … I podejżewam, że wielu nadal wystawia … [może ktoś z Wielkopolski wie coś o tym jak to na dziś, niemal 100 lat po zniknięciu Prus wygląda na wielkopolskiej wsi?]

    Podałem 2 metody, “marchewka” – 3 pokolenia, “kijaszek” – 1 pokolenie. Ciakawe, czy jednoczesne zastosowanie obu zadziałałoby szybciej?

  410. jasny gwint
    Przeczytałam i absolutnie się zgadzam z autorem.
    Nie wiem, skąd się wzięla u Ciebie jakaś obsesja na moim tle związana z PRL. Że ja jakoby nic z tego okresu nie rozumiem albo oceniam go wyłącznie negatywnie. Jeśli już, to staram się ważyć oceny i widzieć sprawy w szerszym kontekście.
    Dlatego raz jeszcze polecam Ci niedawno wydaną książkę Barbary Toruńczyk, tej od “Zeszytów Literackich” i nie tylko. Jej tytuł to “Z opowieści wschodnioeuropejskich”. Właśnie posłałam recenzję do “Nowych Książek”.
    Jeśli mi się uda, to ją skopiuję, o ile będzisz zainteresowany. Najchętniej na twojegp meila.

  411. Tanaka
    Mówię z pełną świadomością bezsensu takiego mówienia do dzieci, które z dziecięcą satysfakcją, na forum poważnego pisma, posądzają pięćdziesięcioletniego profesora o to, że jedząc golonkę, nie wie, co było na jej początku, a ma pretensje do myśliwych – więc jest niekonsekwentny. Przyłapanie na domniemanej niekonsekwencji to drugie odkrycie Ameryki przez te dzieci, które przeleciały nad tekstem profesora lotem nietoperza, gówno widząc, niczego nie rozumiejąc. Próbowałem pokazać najprościej i możliwie delikatnie, że wypowiadanie się o cudzej wypowiedzi bez jej rozumienia, czyli bez przeczytania 4 – 5 razy, jeśli się nie jest na podobnej częstotliwości jak autor – co ułatwia rozumienie – jest elementarną nieprzyzwoitością. Ale jakiż nieprzyzwoity rozumie, że jest nieprzyzwoity i to przyzna. Paplanie jest rzeczą konieczną, rozumienie – niekonieczną. Ani mi w głowie odbieranie głosu komukolwiek, jeśli się trzyma cywilizowanych ram – prostsze jest odebranie głosu sobie, czyli powrót do swoich czterech ścian. Natomiast Tobie akurat mogę wyjaśnić, skąd moja zauważalna frustracja. Otóż, mając przygotowanie językoznawcze, przyglądam się pasjonacko codziennej, praktycznej komunikacji językowej sporo ponad 40 lat. Poznałem już wszystkie – i proste, i krzywe, i świdrowate jej mechanizmy. Ostatnie trzy lata to internet. Młodziutki w tym jestem, ale moje internetowe doświadczenia liczbowo wielokrotnie przewyższyły doświadczenia wcześniejszych dziesięcioleci. Internet to potrójne tsunami informacji i smutna konkluzja: nie tylko że brak postępu w uczeniu myślenia analitycznego (myślenie na poziomie egzystencjalnym przyswaja każdy niepatologiczny osobnik, ten tylko pech, że z tego powodu każdy uważa, że umie myśleć, podobnie jak maturzysta sądzi, że po zdaniu matury staje się dorosły) ale jest zauważalny regres w umiejętności myślenia. Krótko mówiąc, infantylnieje młode pokolenie. Jest coś zdumiewającego w tym, że starożytni Grecy świetnie zdawali sobie sprawę z tego, że myślenie to umiejętność, podobnie jak kucharzenie, szycie butów czy podnoszenie ciężarów, i świadomie tę umiejętność wyrabiali w młodych i ćwiczyli, natomiast dziś, kiedy nauka wie o myśleniu dużo więcej, wyspecjalizowane, systemowe wyrabianie tej umiejętności właściwie nie istnieje. Najwyżej jakiś nauczyciel szkolny czy akademicki pasjonacko ponaucza.
    Poziom komunikacji jest tak dramatycznie niski, że w sprawach bardziej skomplikowanych od obsługi komputera, zrobienia szafki czy kotleta, nierzadko jej w ogóle nie ma. Dlatego właśnie wpadnie mędrzec z gumą w gębie na blog, usłyszy kątem ucha, że myśliwych biją i bez namysłu odpala: “Ale golonkę, głupku, lubisz, co?”. I po komunikacji. Nawet się nie zaczęła.
    Co drugi dzień chcę spadać do lasu, Szanowny Tanaka, bo drzewa są o wiele mniej pustymi i ambitnymi rozmówcami od ludzi. Niczego nowego w interesującej mnie materii już się nie dowiem, a robi się z blogów “Polityki” coś jak gazeta.pl – klub dyskusyjny na trzepaku. Nie dotyczy to Ciebie ani paru otwartych, starających się rozumieć, sympatycznych.

  412. mag
    28 listopada o godz. 17:36

    Przecież juz niejeden “Przepraszam za Solidarność’ powiedział…..
    Tyle że nic z tego nie wynika dla ogółu ludzi..
    http://www.polskatransformacja.muza.com.pl/?page=105

  413. pawel markiewicz
    W tamtym roku gówniarze na motorach o mało mi w lesie żony nie zabili. Gdyby taki przyłapany pustogłów musiał zabulić ze sto tysięcy, odechciałoby się im tych sportów. Nasze kary finansowe w porównaniu z niemieckimi są śmieszne. Tyle że nadleśnictwo ma, powiedzmy, dwóch strażników na obszar 500 kilometrów kwadratowych na przykład. Ale chyba groźniejsi są pasjonaci zabijania zwani “myśliwymi”. Ależ to razy zbierałem grzyby, słysząc co rusz huk ich armat W POBLIŻU SZOSY. Znajomy bydlak, który był robotnikiem leśnym, a potem założył ZUL, czyli Zakład Usług Leśnych, odkąd się wyżarł i wszedł do klanu zabójców-pasjonatów, zawsze jeździł po lesie z dubeltówką i sztucerem, okresy ochronne dla niego nie istniały – no bo kto by go kontrolował, jak sami znajomi.

  414. - My nie mówimy dziennikarzom, co robimy w Kościele.

    – Ta sprawa powinna być przedłożona kongregacji – naciskamy.

    – W Kościele jest to, co Kościół uważa, a nie wy.
    http://wyborcza.pl/duzyformat/1,127823,15031715,Molestowanie_15_latki_to_nie_pedofilia__Arcybiskup.html
    ================

    No właśnie…..
    Państw w Państwie mamy sporo……

  415. Jerzy Pieczul
    28 listopada o godz. 17:43

    Zdaje mi się, że my ze sobą, oraz z paroma jeszcze, może paronastoma osobami rozmawiamy wzorując się na Grekach. Nie byłoby więc tak źle.
    Pewnie należy przyjąć poprawkę na to, że Twoje, poniekąd zawodowe, a i moje, obserwacje skażone są łatwością dostępu do internetu, a zatem i większą ilością oraz narzucającą się ze wszystkich stron, nędzą szarej masy mózgowej współproduktów ewolucji o nazwie homo sapiens.
    Wiemy już od Rzymian, że co pokolenie, to gorsze. dzieli nas od nich jakieś 100 pokoleń, byłaby więc już katastrofa, przy której wszelkie tsunami to pikuś. Ale jakoś, właśnie – jakoś, ciągniemy.
    Studenci nie skończyli jeszcze gimnazjum, protestował kilka dni temu któryś z profesorów KUL-u, też zresztą solidnie się staczającego jako uczelnia. Na co studenci, że wykładowcy traktują ich jak bydło. Znaczy się, demokracja jest, każdy gada co uważa jego ślina.
    Myślenie zawsze było trudne, nie łudźmy się. także przez to, że jest nieoczywiste. Nie można go wziąć do ręki i walnąć nim o stół. Moja matematyczka z podstawówki (sic!, super babka, z wielu powodów) mówiła tak: matematycy to są ludzie bardzo wygodni.siedzą sobie przy stole i nic nie robią. Mądrze mówiła, ja to doskonale pojmowałem, jako dzieciak. Jak kto myśli, to nie widać, żeby coś robił. I tak to jest oceniane. Zresztą – jak my rozmawiamy, jak my myślimy,od dziecka?
    Model jest taki: Zośka, coś zupę rozlała – chcesz w łeb? Józek – lekcje zrobione? Bo jak cię pogonię, to nogi z dupy powyrywam! Kobito, z kto chałupę posprząta? Do roboty ! A ty stary durniu tylko piwo, mecze w tiwi i pierdzenie, za kogo ja wyszłam! że też matuli mojej nie słuchałam, gdzie ja oczy miałam! A Karolka mi swatali, porządny był i grzeczny, syn masarza!
    Tak to się w co najmniej 70% domów odbywa. Całe wychowanie, całe rozmawianie, cała edukacja., całe myślenie i cała Bozia.
    A jak uczono myślenia przy budowaniu Ameryki? Rysunkowo. Dostał człowiek z Sycylii robotę na kolei, drugi obok prosto z Ukrainy, trzeci z Limerick a czwarty z Podhala – a żaden dwóch złamanych klas nie skończył. Dostawali na czterech jeden rysunek: na nim dwie kreski i poprzecznie linie. Na liniach kółka. Przy kółkach stał piktogram: 10 x jeb! I każdy się szybko nauczył myśleć: aha, mam 10 razy przyje..ć tam gdzie te linie. I jeb..ł kilofem, młotem, czy co tam było potrzebne. I zbudował linię transkontynentalną, z Njujorku do Losangeles.
    A jak się za wolno uczył myśleć, to mu majster przyje..ł.
    I tyle wystarcza.
    Dziś też.
    Czy trzeba mieć jakiekolwiek kwalifikacje, by się ożenić? A jakiekolwiek, by być rodzicem? A czy to aby nie są najważniejsze role dla większości, w każdym razie tych, co dzieci produkują?

    Ale tak, jest coś co dzisiejsze mózgi jeszcze bardziej obciąża, zamula i zeruje: komercja, bełkot reklam, ściemy polityków, bryja medialna.
    Za poprzedniego reżimu mózgi były bardziej wyciszone, nie miały tego obciążenia. Mogły się skupić, jeśli chciały.Dziś przerobić te ilości bajtów się nie da bez przeciążenia.A odróżnić co dobre, a co, pardon, syfiaste, to tytana myśli trzeba. Tytani rzadko w przyrodzie występują. Trzeba się urodzić z właściwymi genami i jeszcze potrudzić. A komu się chce? Przecież kandydat słyszy, że teraz biel jest jeszcze bielsza, bez namaczania. Więc po co?
    Podsumowując, jeśli przyjmiemy, że teoria dezintegracji pozytywnej jest trafna, a wszystko na to wskazuje, to mamy generalnie stały poziom idiotyzmu wśród gatunku homo sapiens. Oczywiście poziom wykształcenia rośnie. A poziom idiotyzmu nie spada. I to jest paradoks. Może on wspierać Twoje podejrzenia, przez kontrast tych dwóch czynników. Ale jeśli będziemy pamiętać o stałej idiotyzmu, niewiele się zmienia.
    Mam nadzieję, że może nieco rozcieńczy to nutę rozgoryczenia, którą w Twoim poście wyczuwam.
    A drzewa, lubię sadzić i pielęgnować drzewa.

    No tak, nieźle odjechaliśmy od tematu profesora.

  416. Dostałem właśnie zdjęcia z Niemiec – ze 30, wszystkie o tym samym: o wielbicielach zabijania. Przedstawię 3.
    Na jednym stoi rozradowany gieroj trzymający w rękach dwa ogromne pęki zabitych ptaszków wielkości szpaków, na szyi – wielki naszyjnik z tych samych ptaszków – będzie wszystkich ze 200 sztuk. Co za wyrafinowana estetyka, co za smak, co za kultura! Urrra!
    Na innym zdjęciu: czterech uśmiechniętych od ucha do ucha budrysów trzyma w rękach cztery zabite bociany.
    Na trzecim dwaj miłośnicy przelewania krwi i skracania życia trzymają za nogi po dwa zabite jastrzębiowate, które – każde rozgarnięte dziecko wie – są naturalnymi selekcjonerami i regulatorami populacji. Czyli miłośnicy zamordowali konkurentów, bo – nie każde rozgarnięte dziecko wie – najlepiej, kiedy regulatorem wszystkiego jest człowiek. To chociaż sobie postrzela. Strzelać (człowiek) jest rzeczą konieczną, żyć (zwierzak) – niekonieczną.

  417. Panie profesorze, z małej litery! Żeby wypowiadać się w temacie trzeba się przygotować i postudiować zagadnienia łowiectwa, zasad, etyki, historię i biologię. Pan tego nie zrobił a ” srarz”! Profesory “ala” Rońda!
    żenada!

  418. od dłuższego czasu nie czytam już samego Hartmana, bo to tylko zwykły hochsztapler wystrugany z banana na “autorytet” przez nasze żydoubeckie Media,a także zwykły grafoman. Poziom etyczny Palikota. Ale zajrzę czasami poczytać komentarze, upewnić się na przykład, że “lewak” to jest jednak synonim słowa “debil” kiedy czytam Axioma1 z jego “750 tyś Polaków służyło w Wermahcie”, lub gdy pisze że za całe zło odpowiada “kościół kat.” Ponieważ nie marnowałem czasu na czytanie bździn Hartmanna (nieoceniony scroll na myszce), nie będę sobie zadawał próżnego trudu polemiki. Ten wystrugany z banana przez żydoubeckie Media “etyk” ma takie same zadanie jak reszta “dziennikarzy” TVN`u, Potyliki czy G Wyborczego – on ma duraczyć, mącić, budzić kontrowersje o rzeczach mało istotnych, robić hałas, przeszkadzać myśleć, i jeszcze u tak zduraczonej osoby wywoływać wrażenie, że dzięki zduraczeniu jest jakoś lepsza od “narodowo katolickiego ciemnogrodu”. Polecam kabaret Abstrachuje (-> internet) ze swoim skeczem “co by było gdyby media i politycy mówili prawdę”, dobra odtrutka na codzienną trutkę jaką serwują nam żydoubeckie Media. Pozdrawiam wszystkich niezduraczonych :-)

  419. O matko! – “żydoubeckie media” wylansowały “etyka” Hartmana, ktorego pisanie to “bździny” itd. – pisze troglodyta, niewątpliwie prawdziwy patriota o nicku, jakże pretensjnalnym, Fan Mediokracji.
    Gdy czytam taki rzyg, to chce mi się wyć ze wstydu i bezsilnej złości z powodu mojego, niestety, ziomala.
    Panie psorze, nawet jeśli mnie pan wkurza czasami i nie podzielam wszystkich pana opinii czy politycznych wyborów, to JESTEM z PANEM.

  420. Fan Mediokracji
    28 listopada o godz. 20:54

    od dłuższego czasu nie czytam już samego Fana Mediokracji, bo to tylko zwykły hochsztapler wystrugany z banana na „autorytet” przez nasze żydoubeckie Media,a także zwykły grafoman. Poziom etyczny Palikota. Ale zajrzę czasami poczytać komentarze, upewnić się na przykład, że „lewak” to jest jednak synonim słowa „debil” kiedy czytam Axioma1 z jego „750 tyś Polaków służyło w Wermahcie”, lub gdy pisze że za całe zło odpowiada „kościół kat.” Ponieważ nie marnowałem czasu na czytanie bździn Fana Mediokracji (nieoceniony scroll na myszce), nie będę sobie zadawał próżnego trudu polemiki. Ten wystrugany z banana przez żydoubeckie Media „etyk” ma takie same zadanie jak reszta „dziennikarzy” TVN`u, Potyliki czy G Wyborczego – on ma duraczyć, mącić, budzić kontrowersje o rzeczach mało istotnych, robić hałas, przeszkadzać myśleć, i jeszcze u tak zduraczonej osoby wywoływać wrażenie, że dzięki zduraczeniu jest jakoś lepsza od „narodowo katolickiego ciemnogrodu”. Polecam kabaret Abstrachuje (-> internet) ze swoim skeczem „co by było gdyby media i politycy mówili prawdę”, dobra odtrutka na codzienną trutkę jaką serwują nam żydoubeckie Media. Pozdrawiam wszystkich niezduraczonych

  421. ”Ten sam prof. Jasio Hartman odkąd go pamiętam, zawsze dwiema rękami podpisywał się pod aborcją. Aborcja to nic innego jak proceder zabijania dzieci. Czasem jak dziecko jest za duże, to żeby je wyjąć, ginekolog musi najpierw pociąć je na kawałki. Tzn najpierw wyjąć główkę, odciąć rączki i je wyjąć itd. aż tknięte postępem dziecko wyjmie się na zewnątrz. Potem można dziecko zmielić i spuścić w kiblu(tak robiła pewna klinika w Polsce), ew. wyrzucić do śmieci(tak jest robione najczęściej). Jasiowi to nie przeszkadza, bo Jasiu itp. „autorytety” tej klasy, nie widzą różnicy między człowiekiem i zwierzęciem. I stąd, kiedy duraczą gojów swymi „mądrościami”, często okazuje się, że więcej szacunku i zrozumienia mają dla zwierząt niż dla ludzi.”

  422. Oj Hartman! Tobie się w tej makuwie dokładnie powierdoliło.. Chyba dotnęła Cię jakać dziwna zaraza profesorska? Teraz to się pani Kudryckiej już nie dziwię że chciała wprowadzić przepisy odbierające tytuły profesorskie…Jak kto zasłuży oczywiście-tak jak ten psorek od katastrof lotniczych. Co Ty pusty łbie możesz wiedzieć o tym co ja czuję kiedy strzelam do zwierząt? Ty przecież nigdy nie polowałeś (dzięki Bogu). Jakim trzeba być ukrytym sadystą, żeby pisać takie dyrdymały o żądzy mordu i chęci znęcania się nad zwierzętami?.. I kto to pisze? Jawny zwolennik aborcji! Ty po prostu ie możesz pojąć jak w tak dużej dziedzinie gospodarki z powodzeniem mogą funkcjonować prywatni obywatele i jeszcze do niej dokładać, żeby funkcjonowała dobrze i dobrze funkcjonuje.. Ty byś chciał ją po lewacku znacjonalizować, żeby obarczyć polskich obywateli kolejnymi podwyżkami podatków. No i wtedy łatwiej byłoby coś uszczknąć z tego tortu. Zgodnie z Twoją teorią polują tylko sadyści? Wśród żydów też znajdzie się wielu sadystów (jak w każdym narodzie) ale nie polują tylko dlatego, że nie moga na tym zarobić…
    Pisanie dla poklasku to znana metoda-”napisz że człowiek pogryzł psa-to dopiero jest temat” Przeraża mnie jednak Twoja opinia o WSZYSTKICH MYŚLIWYCH. Wszystkich czyli też każdym z osobna…Pomijam już nieścisłości takie jak podanie hymnu leśników polskich jako hymnu myśliwych co równierz świadczy o Twoim pojęciu zagadnienia i “dogłębnej” znajomości tematu. Pofikaj jeszcze w takim stylu a Ci ten tytuł profesorski może odbiorą…Z wielką korzyścia dla polskiej nauki kanalio..Zacytują klasyka:”Nie ma w słowniku ludzi kulturalnych takich słów, które mogłyby dostatecznie obelżywie określić pańskie postępowanie”.” :-)

  423. Homo długa lufa zabija nie z potrzeby biologicznej, lecz z potrzeby ducha. Imponujący poziom rozwoju cywilizacyjnego i imponujący duch! W pierwotnym – lwim na przykład – świecie nie ma zwyczaju, żeby stanąć przy świeżej ofierze i się fotografować. Po prostu lew, pardon, lwica – bo pani pracuje, a pan leży, myśli – wykonała swoją pracę i spożywa owoce. Tak samo jak rolnik – nigdy nie widziałem, żeby chodząc za pługiem, fotki sobie robił, ba – nawet nie widziałem takiego, co by miał aparat. Więc jak ktoś do uprawiania pasji zabijania dokupuje fotoaparato, znaczy że nie chce uwieczniać zwyczajności, szarości, lecz właśnie niezwyczajność, pasję, przyjemność w postaci siebie z zamordowaną bezinteresownie kaczką czy papużką, chce uwieczniać coścoś, czym chce się chwalić – jak widokiem siebie na zdobytym Giewoncie. Góry na tle Człowieka, człowiek z zabitym własnolufnie wróbelkiem – czyż to nie piękne? Te triumfalne zdjęcia homo długich luf stojących półkolem, a przed nimi – pięć zimnych zajączków, lisek chytrusek i umarta sarenka, to szczyt nowoczesności. Niech ktoś się przyjrzy lornetom, lunetom, sztucerom, kamerom – to wyrafinowane narzędzia do uprawiania nowoczesnej przyjemności zabijania wróbelków. Te narzędzia i te przyjemności odstresowują, przywracają równowagę, ubogacają, nobilitują, nadają życiu sens. Hej, wy tam, staromodne płaczki – magi, Hartmany, Tanaki, inne frajery – zabijajcie wróbelki do jasnej cholery!

  424. Napisałem parę zdań gorzkiej prawdy o wiedzy autora tego pożal się Boże artykułu. Oczywiście cenzura, zapewne też o lewackich poglądach skasowała…. Ukryty sadyzm, nienawiść, brak jakiejkolwiek wiedzy o polowaniu (jedynie to co widać z daleka) to jak twierdzić, że góra lodowa ma tylko wierzchołek… Opisywanie rzekomych okrutnych cierpień zwierząt i przypisywanie im wręcz cech ludzkich jednocześnie głosząc wszem i wobec, że aborcja to jest to czego społeczeństwu potrzeba! Czyż to nie czysta hipokryzja? Głoszenie potrzeby nacjonalizacji gospodarki łowieckiej ociera się o poglądy wręcz faszystowskie..Pisanie o hymnie polskich leśników i przypisywanie, że to hymn myśliwych też świadczy o niewiedzy pożal się Bioże “psora”.. Szkoda, że nie udało się Pani Kudryckiej wprowadzić w życie przepisów o odbieraniu tytułów profesorskich…;-( Pisanie takich bzdur spełnie te kryteria całkowicie obnażając małostkowość, brak wiedzy, impulsywność i brak zdolności logicznego myślenia ich autora.. To wstyd dla nauki polskiej, że ktoś o tak nikczemnej chęci poklasku i przypodobania się gawiedzi, ktoś kto nie potrafi oddzielić emocji od logiki i nie potrafi rzetelnie i sprawiedliwie oceniać zjawisk tytułuje się profesorem…Chyba “Bzduronis Causa”
    Mam nadzieję że teraz cenzurka nie zadziała…;-)

  425. Jeżdżę konno po lesie, którym zarządza leśniczy będący też myśliwym (to powinien być oksymoron, ale nie jest, niestety) i organizujący polowania. W lesie mnóstwo ambon (to samo w sobie jest OK, w takim miejscu można przecież zaczaić się w celu bezkrwawych łowów prowadzonych za pomocą lornetki i aparatu fotograficznego czy kamery), w tym po kilka wokół polan i łąk. A na łąki jesienią wysypywane są stosy przynęty: chleba, kapusty, sianokiszonki itp.

    Gdy w okolice tych łąk ktoś podjedzie autem, żeby poobserwować zwierzęta czy pozostawić tam samochód i pójść głębiej w las na spacer, to jest opier… i wyganiany. Gdy podjeżdżają tam myśliwi — o, to już jest cacy, ich auta nie zagrażają lasowi, nie łamią żadnych przepisów. Jeżdżący po lesie konno niszczą (zdaniem leśniczego) leśne drogi i w ogóle szkody czynią straszliwe. Gnający po lesie na łeb, na szyję quadowcy (koledzy panny leśniczanki) i motocykliści (brat leśniczego wraz z kolegami) wcale nie trują leśnego powietrza, dróg nie niszczą, zwierząt nie straszą…

    Tak, jestem w stanie uwierzyć, że potrzebny jest odstrzał „nadprogramowych” zwierząt dla zachowania równowagi leśnego ekosystemu. Tylko jakoś dziwnym trafem zagrażają mu (jak wynika z efektów polowań) tylko sarny, jelenie i dziki. Kiedyś jeszcze zagrażały zające. Teraz już nie zagrażają, bo ostały się ich ledwie jakieś niedobitki. Nie, nie, nie wybili ich myśliwi. Całą populację załatwiły lisy. Na które nikt nie poluje, bo na futra nie ma obecnie zbytu, lepiej przecież kupić skóry z hodowli (gdzie zwierzęta są trzymane w przerażających warunkach), bo będą lepszej jakości, no i lisy nie przychodzą na łąkę do kapusty, żeby się wystawić na strzał, na nie rzeczywiście trzeba by było POLOWAĆ. A przecież fajniej postrzelać do sarny czy dzika, z których potem można sobie uroczysty obiad przygotować albo wędlin narobić.

    Wczoraj, jadąc konno przez las, zobaczyłam przebiegającego przez drogę dzika (dziki spotykam rzadko. Niemal codziennie widuję sarny, dość często jelenie, czasem zdarzy się zając (lisy to się widuje nawet podczas przejeżdżania autem przez wioski). Miałam też okazję dwa razy spotkać łosie (raz taki dostojny szczudłonogi zwierz przedreptał w poprzek ścieżki, którą jechałam, kilka metrów ode mnie). Może gdyby leśniczy wylazł z auta, wsiadł na konia i popatrzył na las i zwierzęta z perspektywy gościa w świecie przyrody, nie jego „włodarza”, to zastanowiłby się następnym razem, zanim naciśnie spust.

  426. Dobre!
    Zmieniłbym jedynie tytuł na “Wołanie na puszczy”

  427. Taki —-profesor jaki hartman –Palikot nie wie jakich ma przy sobie DEBILI !!!

  428. @Jerzy Pieczul. No właśnie, każdy drapieżnik uśmierca inne zwierzęta, bo nie ma wyboru. Jeśli nie zabije – zdechnie, lub straci przestrzeń do polowań, co w efekcie doprowadzi go do śmierci. Stawką jest tutaj zatem życie i zachowanie gatunku. A człowiek? Człowiek ma wybór – nie dość, że jest wszystkożerny, to potrafi syntetycznie zapewnić sobie pożywienie. Co więc determinuje jego polowania? Hedonizm? Kompleksy? Głupota? Okrucieństwo?

  429. Jerzy Pieczul
    29 listopada o godz. 7:41
    O przepraszam, ja popieram wróbelka !

  430. Pracownik publiczny do redukcji zwierząt. Ale skąd takiego wziąć, jeśli wszyscy będą myśleć tak szlachetnie jak Pan, Panie Profesorze?
    Może raczej zechce Pan profesor porozważać o antykoncepcji dla saren? Albo udzieli azylu watasze dzików we własnym ogródku? A może sam się Pan Profesor przeszkoli i wynosząc publiczny interes nad jęk zbolałej duszy, spróbuje zostać „publicznym reduktorem” jeleni? Proszę jednak zawczasu informować, gdzie Pan będzie redukował. Wolałbym nie być pomylony z dzikiem przez Profesora-reduktora.

  431. Pracownik publiczny do redukcji zwierząt. Ale skąd takiego wziąć, jeśli wszyscy będą myśleć tak szlachetnie jak Pan, Panie Profesorze?
    Może raczej zechce Pan profesor porozważać o antykoncepcji dla saren? Albo udzieli azylu watasze dzików we własnym ogródku? A może sam się Pan Profesor przeszkoli i wynosząc publiczny interes nad jęk zbolałej duszy, spróbuje zostać „publicznym reduktorem”? Proszę jednak zawczasu informować, gdzie Pan będzie redukował. Wolałbym nie być pomylony z dzikiem przez Profesora-reduktora.

  432. Tanaka
    O Boże, Tanaka! Toż Długie Lufy tak samo popierają. Nawet się modlą jak Indianie przed większym popieraniem zwanym “polowaniem”.

  433. @Tanaka
    26 listopada o godz. 16:07

    W zasadzie nie interesował mnie temat o “sraczu borowym”. Przeczytałem kilka pierwszych komentarzy i zrezygnowałem. Tyle różnych bzdur na jeden temat już dawno nie widziałem. Dziś miałem więcej czasu i czytałem od końca, ale już mi przeszła ochota. Pojawiło się jednak pewne skojarzenie z moim szkoleniem z biologii w liceum (w dwóch komentarzach). Nasz profesor zarządził również sekcje zwierząt i to wcale nie było takie głupie!
    Dbał jednak o minimalizację cierpień zwierząt “doświadczalnych”.
    Zapytał m. in. “jak zabić żabę przed sekcją”? Kolega zawołał: “Szpilką w mózg, panie profesorze”! Dostał dwóję!
    Tak się składa, że ja rozpoczynałem ciąg sekcji – dżdżownicą! Po zaatakowaniu “glizdy” chloroformem, albo innym świństwem (już nie pamiętam, to były lata 40-te ubiegłego wieku) – rozciąłem dżdżownice skalpelem i szpileczkami przypinałem do deseczki. Do dziś widzę ten obraz rozpiętej dżdżownicy! Zaobserwowałem u niej więcej organów niż posiadała według profesora i chyba dostałem trójkę. Zazdrościłem kolegom, którzy później patroszyli królika, bo na nim skończyliśmy sekcje.
    Profesor był dziwakiem, ale bardzo dowcipnym. Spotykam go kiedyś na drodze do szkoły i on mnie zapytał: “XXXX(moje nazwisko), co to jest: Planuję, planujesz, planuje…”? Odpowiedziałem: “Czas teraźniejszy, panie profesorze”! On na to: “Nie! To czas stracony”! I jakże miał rację!!!

  434. Sarna dobrze trafiona na komorę nie czuje bólu. Kona momentalnie. Dużo szybciej niż zwierzęta ogłuszane w rzeźni.
    Owszem – poluję. Tak jak mój Ojciec i Dziadek. Dla mnie jest naturalne tak jak to, że po zimie przychodzi wiosna.
    A dzięki polowaniu mam dostęp do zdrowego, naturalnego i niedrogiego mięsa. Dzięki czemu ja i moja rodzina jesteśmy zdrowi.
    Tak swoją drogą – przeciwnicy polowania jesteście strasznymi zakłamanymi hipokrytami. Na polowanie patrzeć nie możecie. A nie przeszkadza Wam to w jakich warunkach żyją i są zabijane zwierzęta hodowlane. Taka świnia żyje 4 miesiące do uboju. Smaczny kurczak 6 tygodni. Przez ten czas nigdy nie widzi słońca, nocy. A takich stworzeń przez fabryki jedzenia przechodzą rocznie miliony sztuk. Wiele razy więcej niż te ubijane przez myśliwych.

  435. Szanowny Panie Profesorze.
    Kolejność zupełnie nie ta. By zrozumieć o co chodzi myśliwym, co gna ich w knieje, czego tam szukają, zacząłbym od innej literatury niż Polityka i Pani ( nomen omen) Sowa. Na początek może być Adam Mickiewicz i “Pan Tadeusz”, polecam Księgę IV. Jak się Pan już zapozna z twórczością Mickiewicza, to polecam Kraszewskiego, Karpowicza, Weyssenhoffa, Ejsmonda. Potem może być coś lżejszego na Meissner, a z literatury światowej szczególnie Ernest Hemingway – może Pan słyszał ? Innych dewiantów i sadystycznych obrydlów już nie będę wymieniał. Nie każdy myśliwy jest killerem, choć tacy bywają. Statystycznie pewnie ich tyle samo co wśród profesorów. Może Pańscy znajomi, nie byli myśliwymi tylko sadystami? Współczuję znajomych, bo kto z kim przestaje takim się staje. Jeśli miał Pan na tyle cierpliwości, by przeczytać sowi artykuł, to proszę zapoznać się również ze zamieszczonym na stronie ZG PZŁ komentarzem. Życzę dobrego samopoczucia.

  436. “lub wściekłością teraz czytasz i planujesz już ustrzelić autora tych słów,”
    Panie( to komplement) nie mierz pan innych swoją miarą……….

  437. Jerzy Pieczul
    29 listopada o godz. 11:42

    No tak, ale na zupełnie różne sposoby, o czym wyżej dyskutowaliśmy

    Antonius
    29 listopada o godz. 12:29

    Profesor dowcipny. Z tym “czasem” jakoś tak z innego wymiaru, a mimo to, albo dzięki temu – aktualnie.
    No właśnie, to jest kwestia etyczna – czy “glizda” (bo są jeszcze glisty, w tym nasza, polska, ludzka) może być “doświadczalnie” krojona bez znieczulenia, ze znieczuleniem, czy w ogóle nie. A żaba? A królik?
    Dlatego też to co porusza Hartman uważam za celne.

  438. A ja i tak uważam, że mamy postęp. Choćby to, że nareszcie psy na wsi muszą mieć zagrodę bez łańcucha.
    A te wulgarne wpisy tu na forum tych, co bronią zabijania, to zatrzymani w renciści umysłowi. Kiedy nawet własne wnuki machają tylko ręką to trzeba się jakoś odreagować i dowartościować.
    Tanaka, Pieczul
    Problem zabijania nie jest rozwiązany ale i tu się dużo dzieje. Przypominam niedawnego holenderskiego kotleta za 200 tys euro (gramatyka!), który jako pierwszy w historii nie powstał z zabijania. To jest przyszłość i tylko mi szkoda, że tyle nieszczęścia innych musi się jeszcze zdarzyć zanim dotrze do “lepszych”. Nie jest też źle, jeśli zaczyna się od hipokryzji. Jeśli komuś jedzącemu kiełbasę robi się niedobrze na widok rzeźni to jest to już baaardzo dobry objaw. To pierwszy objaw wrażliwości. Nie poniżać tylko dalej rozwijać.

  439. Któraś z żon bohatera spod Smoleńska, Gosiewskiego, senator Rzeczpospolitej Pani Gosiewska ukryła swoje dochody. W roku 2010 wyłudziła łącznie 277 tysięcy złotych. Dodatkowo dzieci poległego otrzymują od rządu najjaśniejszej RP po 2 tys miesięcznie. Do tych nędznych pieniędzy bank PiSu SKOK dołożył jeszcze po 2,5 tysiąca dożywotnio. Żyć nie umierać. A gdzieś jak piszą, w tym kraju oferują ludziom prace za 2,40 za godzinę.
    http://wiadomosci.onet.pl/kraj/gazeta-wyborcza-stypendia-dla-dzieci-senator-gosiewskiej/r9t43
    A mówią o wolności, niepodległości, suwerenności, państwie prawa, sprawiedliwości i innych duperelach. Kurwa!

  440. Jestem ciekaw czy Pan Hartman chodzi wyłącznie w butach ze sztucznej skóry tzw eko i zamiast skórzanego paska nosi nawet do garnituru taki bawełniany, żona profesora podobnie- tylko jutowe torebki a w aucie plastikowa kierownica… Bo wiadomo, żeby zrobić coś z naturalnej skóry należy wcześniej w męczarniach i z satysfakcją zamordować jakąś świnkę, cielę, krokodyla. Nie jada mięsa, choć może i jada , bo przecież on sam nie musi bestialsko – robi to za niego rzeźnik . Hitler też nie był zły , sam nie zabijał przecież. Kompletny brak tolerancji i hipokryzja.

  441. vera
    Co do postępu w traktowniu psów, a i kotów, nie tylko zreszta na wsi, równiez zwierząt gospodarskich, w tym koni nie tylko tych “pod siodło, pełna zgoda.
    Można już oberwać za znęcanie sie nad nimi duuuużą grzywnę, a nawet zarobić niemaly wyrok więzienia.
    Kto tu broni zabijania dla zabijania, w dodatku dla “przyjemności”?
    Niektórzy blogowicze zwracają jedynie uwagę, że obrońcom zwierzyny leśnej (którzy potępiają również odstrzały planowe, na co są na ścisłe przepisy o okresach ochronnym lub ochronie bezwarunkowej, bo dany gatunek jest zagrożony) chyba nie przeszkadza zabijanie zwierząt w rzeźniach, choćby najbardziej “humanitarne”, skoro bynajmniej nie są wegeterianami.
    A to już czysta hipokryzja. Zwierzę w lesie ma szansę umknąć myśliwemu, zresztą wielu z nich ogranicza się do “pochodzenia”, bo to ich rajcuje, a nie zabijanie i w ogóle nie strzela albo rzadko. Zwierzę w ubojni jest bez szans.
    Oczywiście pisząc o myśliwych, miałam na myśli tych polujących wg ścisle ustalonych reguł, a nie jakichś durnych “maczów” z dubeltówką, a tym bardziej nie kłusowników.
    Interesująca wydaje sie twoja idealistyczna wizja przyszłości.
    Załóżmy, że sztuczne kotlety (jak ten holnderski) będą tanie i powszechnie dostępne.
    Wyobraźmy sobie, że smakosze, a tych nie brakuje na calym świecie, w imię “postępu” oleją wielowiekowe tradycje kuchni narodowych, regionalnych i będą sie delektować w ustandaryzowanych restauracjach takimi “kotletami” i innymi “postępowymi” przysmakami.
    Obawiam się, że byłoby tak jak z prohibicją w USA, powstałoby potężne podziemie karmiące ludzi tradycyjnie.
    Może ewolucja pójdzie w tym kierunku, ale wolałabym jej nie dożyć, wcale nie dlatego, że jestem “mięsożerna”. Wolę inne potrawy, wiec mięso jadam sporadycznie.
    Idźmy jednak dalej, czy mamy zaprzestać hodowli nierogacizny, czyli przestać odtwarzac pogłowie i np. trzymać nieliczne egzemplarze skądinąd bardzo inteligentnych świnek na “salonach” w charakterze piesków?
    A co zrobić z bydlątkami hodowanymi dla mleka i jego przetworów, które też mogą okazać się “niesluszne” (wg. wegan), nie mówiąc o drobiu, bo i jaja są niefajne.
    Czy mamy zaprzestać jakiejkolwiek ingerencji, gdy chodzi o stan zwierzyny leśnej i zachowanie równowagi w przyrodzie, której “dewastowanie” (np. budowanie autostrad, kontrolowana, ale jednak wycinka lasów, chociaż sadzi sie nowe) nie pozwala nam spuścić sie na to, że przyroda wszystko sama reguluje. Bo nie reguluje, skoro w nią inngerujemy dla własnych egoistycznych potrzeb. Dlatego musimy jej pomagać i od tego sa różne, bardzo zresztą kosztowne działania ekologów, obrońców dzikich zwierzat, roślin, dzieki którym ratowane są, a nawet odtwarzane ginące gatunki w różnych rejonach naszej planety.
    Idąc tokiem twojego rozumowania, można dyskusję wywołaną przez Gospodarza sprowadzić do absurdu.
    I tylko tyle chciałam wykazać w moim trochę prowokacyjnym poście.

  442. jasny gwint
    Wszystkich ICH o kant d… potłuc. Ty powiedziałeś to mocniej, więc ja już nie muszę.
    Dlaczego nie odpowiedziałeś na mój post o ksiażce?
    A potem sie skarżysz, że ignoruję Twoje wpisy.

  443. mag, Vera
    Niestety, i po Waszych słowach odnoszę wrażenie, że skromniutkie jest rozumienie głównego tematu. Mnie w każdym razie przy tym temacie poruszonym przez profesora żaden inny nie interesuje. Kiedy się jednak człowiek rozkokosi i poruszy dodatkowych pięć, to główny przepadł na bank. No i przepadł. A jest to temat ze sfery psychologii i etyki, nie zaś gospodarki, regulacji zwierzęcej populacji, mięso-trawożerstwa i innego cholerstwa. W XXI wieku jedyne cywilizowane zwierzę na świecie zabija i zadaje cierpienia dla przyjemności zabijania. Powstał nawet cały przemysł w służbie zabijania dla przyjemności. Niby się zgadzaliśmy, ale dokładanie kolejnych wątków – pleć, pleciugo – powodowało, że przykryły one kainowe motywacje współczesnych neandertalców. Więc nie warto było. Dobranoc.

  444. Do lasu wjezdzac samochodami nie wolno bo przyroda cierpi, ciekawe ze jak bandyci wchodza do lasu ze strzelbami to przyroda nie cierpi?
    W USA wolno polowac ze strzelba tylko 2 tygodnie w roku. A w Polsce ile, zdaje sie 9 miesiecy? Musimy sie zebrac i wprowadzic takie ograniczenia jak w USA. Tylko 2 tygodnie w roku, reszta wara z lasu bandyci!

  445. maciek.g
    Za to w USA ludzie strzelają do ludzi.
    Bez ograniczeń sezonowych, bo każdy ma prawo do posiadania w domu broni. Nawet, gdy jest niezrównoważony psychicznie , co okazuje się dopiero po fakcie, czyli jak z sobie tylko wiadomych powodów zastrzeli podczas jednego “polowania” kilka osób, najczęsciej przypadkowych.

  446. mag
    29 listopada o godz. 18:36
    Książki pani Turyńczyk nie będę czytał. Mam o niej fatalną opinię. Czego nie będę uzasadniał. Szkoda czasu. Byłem natomiast w księgarni empiku z zamiarem kupienia czegoś. Tony makulatury nie do czytania. Natomiast w Krakowie mamy gigantyczna awanturę w Teatrze Starym. Banda pisowskich chuliganów na czele z panią Kurtykową /żoną bohatera/ napadły na teatr i w brutalny sposób przerwały spektakl. Rzecz niespotykana, inspirowana przez skrajnie prawicowy Dziennik Polski. Całość opisana dziś w tutejszej GW niedostępna z jakichś przyczyn na stronach internetowych. Dla ilustracji przytaczam krótki fragment; “w zespole Starego Teatru jest duża grupa aktorów, którzy marzą o tym, żeby… nie grać. Konsekwentnie odrzucają propozycje wszystkich reżyserów, bo ten za młody, ten za stary, ten za lewicowy, a ten za dużo używa muzyki w spektaklach i trzeba będzie podskakiwać. Gra na scenie koliduje z o wiele bardziej intratnymi zajęciami; grą w operach mydlanych, prowadzenie promocji garnków podczas wycieczek do Lichenia. Naturalnie nie podoba się im, że ktoś chce ten stan rzeczy zmienić,i marża o tym, żeby dyrektorem został ktoś im podobny. Itd, itp. całość zwala z nóg. Może w Warszawie są dostępnie strony GW w Krakowie? Coś niebywałego. Przedsmak katastrofy, która zawisła nad tym ponurym krajem. A taka jest cała Polska.

  447. zawsze się zastanawiam jak widząc jakieś zwierzę można chcieć mu odebrać życie – co to by mi dało? moim zdaniem
    trzeba zakazać im polowań,nie można zabijać tylko dla ‘przyjemności’ z zabijania (patrz polowania na ptaki), przecież nie jest tak że jak nie będą zabijać zwierząt , to będą zabijać … regulacją
    stanu zwierzyny zajmą się drapieżniki(wilki, rysie, pumy-teraz prawie juz wytępione jak wiele innych gatunków), ale dla
    najbardziej zawziętych myśliwych można wprowadzić taki model jak w wędkarstwie
    ‘catch and release’ czyli strzał nabojem usypiającym , zdjęcie z “upolowanym” zwierzakiem i z powrotem go do lasu
    .Strzelby takie już istnieją, nie są wcale drogie przy cenach tradycyjnych sztucerów, a zasięg mają
    taki jak broń gładkolufowa. nie będziemy pierwsi, bo bodajże Holandia zakazała już polowań, ale pomyślmy
    ilu zwierzętom ocalimy życie i oszczędzimy cierpień . Z łowieckim pozdrowieniem dla naprawdę kochających przyrodę – Darz Bór

  448. jasny gwint
    Szkoda że nie chcesz uzasadniać negatywnych opinii o książkach, których… nie chcesz nawet przeczytać.
    To po prostu niepoważne i nie przystoi inteligentowi z tzw. humanistycznym podejściem do życia.
    Nikt ci nie każe przeczytać danej książki od dechy do dechy, ale możesz ją przynajmniej przekartkować , zanim ją spuścisz z wodą, albo recenzję o niej przeczytać, a nie głosić wyniośle ( dla mnie to niezrozumiale) nie , bo nie!
    Znam kulisy awantury w Teatrze Starym i ubolewam nad degrengoladą ogólną w kulturze i nie tylko, co wcale nie znaczy, że CAŁA Polska jest taka i że już wszędzie rządzi nie “mydło, ale kropidło” (nie pamiętam jaki klasyk to powiedział), Licheń, Rydzyk itp.
    Z przykrością jednak stwierdzam, że i Ty ulegasz, poniekąd, trendowi “oblężonej twierdzy”, choć na innej flance niż wyznawcy PIS , demonstrując postawę apages satanas wobec książki B. Toruńczyk.
    Co ci ta kobieta zrobiła? Jest ciekawym, odważnym, idącym często pod prąd i wartościowym człowiekiem, tolerancyjnym i otwartym na innych.
    Bardzo krytycznie ocenia np. to, że Solidarność, a także postsolidarność nie stworzyła żadnej intelektualnej i kulturowej podbudowy, fundamentu pod Polskę po transformacji, a oparła się na “zgranych cymbałach” (to już moje metaforyczne określenie, ale oddające jej myśl), wyciągnęła z szafy trupy religianctwa, przyzwalając na zalew bigoterii, rozpychanie się kleru i deprecjonując wszystko to, co działo się pod szyldem PRL. Również trupy endeckiego myślenia o Polsce wyciągnęła z szafy i ożywiła. Wreszcie to zarzuca Toruńczym, że S i postS nie kontrolowała dzikiego kapitalizmu (a tu mają “zasługi” zarówno poststyropianowcy, jak i postkomuniści), puściła wszystko na żywioł.

  449. Jeszcze raz wielkie dzieki, za i ten kontrowersyjny felieton. Za felieton ktory dziesiec lat temu wyzwolilby znacznie mniej emocji niz teraz. A na ten temat jednak nalezy mowic, po czym mowic znowu.

    Mnie samego polowanie nie kreci, i – o czym napomknalem wczesniej – zastanawiam sie czasem nad psychologiczna konstrukcja faceta latajacego po lesie z fuzja. Ale tez takich zawodow, czy hobby, ktore sa dla mnie odpychajace, jest znacznie wiecej. Po prostu bardzo roznimy sie miedzy soba, jako ludzie, i czasem wypada powyzsze zaakceptowac – bez wzgledu na osobisty poglad na sprawe. Jak to mowia – jeden lubi ogorki, a drugi ogrodnika corki.

    Dociera do mnie argument mysliwych, dotyczacy nadmiernego rozrostu populacji zwierzyny plowej, oraz jej degeneracji – pod nieobecnosc drapieznikow dbajacych o powyzsze. Cos z tym wypada wiec robic. I tu okazuje sie, ze populacje regulowac moga mysliwi, badz tez sluzby lesne, do tego celu powolane. W obliczu trudnosci ze stworzeniem takowych jedynym skutecznym srodkiem okazuje sie mysliwstwo jakim ono jest teraz (wlasnie smiertelnie narazilem sie Krzysi). Bo bez wzgledu na pobudki poszczegolnych mysliwych wszyscy razem zalatwiaja nam sprawe – za nas wszystkich i dla nas wszystkich.

    Nie wydaje mi sie przez to, ze mysliwstwo zaczelo mi sie podobac – nic podobnego. W dalszym ciagu uwazam, ze dowartosciowywanie sie poprzez strzelanie do jeleni, czy dzikow, jest mocno niepowazne jak na doroslych facetow. Mnie takie cos kreciloby gdy mialem 12 lat, wiec tym bardziej nie rozumie tych gosci. Tyle ze, jako sie rzeklo, ja wielu rzeczy nigdy nie zrozumiem (np. jak to jest byc kobieta), oraz nigdy nie zaakceptowalbym jako cos czym moglbym sie parac (np. bycie urologiem, czy rzeznikiem), niemniej musze zaakceptowac fakt istnienia ludzi ktorzy sa urologami i rzeznikami. Po prostu jestesmy rozni – nawet Krzysia i ja. Pmimo negatywnego nastawienia do lowiectwa. Bo Krzysia jest do tego wegetaeianka, a ja nie. I nie mam z tym problemow. Z drugiej jednak strony mam duzo szacunku dla osobistych decyzji wegetarian i nie odmawiam im prawa do istnienia.

    Takie kontrowersyjne artykuly powinny sie pojawiac cyklicznie. Bysmy w dyskusji skakali sobie nawet do oczu, bo jest szansa na to, ze z tej dyskusji wyniknie cos pozytecznego – ze cos zmieni sie na lepsze. Na przyklad mysliwi uwrazliwieni zostana na cierpienie zwierzat i beda pamietac o tym przy naciskaniu na spust. I postawia sobie za punkt honoru oddawanie wylacznie czystych strzalow – na komore.
    Bo bez dyskusji na ten temat wszystko pozostanie po staremu. W wyniku ciaglej dyskucji, natomiast, podnoszane beda standardy.
    A czyz nie tego wlasnie wszyscy oczekujemy?

  450. Jerzy Pieczul (29-11-g. 19:53)
    Temat główny, czyli ten “zadany” przez Gospodarza wisi w powietrzu, ale nie istnieje w izolacji od wątków pobocznych z nim się kojarzących , a nawet całkiem “od czapy”.
    To przecież naturalna wlaściwość wszelkich blogów i portali w necie.
    Dlatego Twoja dbałośc o “czystość” dyskusji i pretensje do tutejszych Gości, że zbaczają z kursu, wydają mi się dziwaczne.

  451. Vera-”Przypominam niedawnego holenderskiego kotleta za 200 tys euro (gramatyka!), który jako pierwszy w historii nie powstał z zabijania. To jest przyszłość i tylko mi szkoda, że tyle nieszczęścia innych musi się jeszcze zdarzyć zanim dotrze do „lepszych””
    Pomijając już nawet cenę tego kotleta to kto wie czy po takich kotletach Twoim wnukom lub prawnukom kiedyś nie wyrosną po dwa ogony?
    A pożeranie roślin? któż zaręczy że ścinane rośliny nie mogą cierpieć mocniej nawet niż zabijane zwierzęta? A tylko znaczna rozbieżność biologiczno gatunkowa nie pozwala nam do tej pory tego wiedzieć? A coś pożerać przecież trzeba żeby żyć.. Tak chciał widocznie Stwórca więc po co Go poprawiać? I podoba mi się to co napisał krzyś52… Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia i głodny sytego nie zrozumie.. Tak więc proponuje iść na pole do rolnika któremu zwierzyna dzika zjadła 40% uprawy , liczonej w wielu dziesiątkach tysięcy złotych i tam rozwijać swoje wzniosłe ideologie o szlachetnej ochronie zwierzątek wszelakich. Podobał mis ię odcinek “Śmierć na 1000 sposobów” w którym zapalony ekolog przykuł się łańcuchem do dębu chcąc ochronić to drzewo od ścinki.. Drwale ścieli za to inne drzewo więc zysk taki sobie ….Za to ekoterrorysta został żywcem pożarty przez głodnego Grizzli który miał to szczęście tamtędy przechodzić i wywąchać kolację…;-)

  452. I to jest najwłaściwsza ocena tego tekstu “srorze” !!!

  453. mag
    29 listopada o godz. 22:39
    Onegdaj miałem okazję przysłuchiwać się gaworzeniu Toruńskiej w Krakowie. Nawet coś tam mówiłem. Opowiadała o wolności, walce, komunie, niepodległości, suwerenności i o innych dyrdymałach. Nadęta, pełna pychy i zarozumialstwa posługiwała się tylko terminami “Ja”, “my” “oni”. Cierpiała za wolność, więziona przez krwawy reżim większość czasu tych cierpień spędzała w Paryżu, z Giedroyciem lub w innych kosztownych metropoliach. Posługiwała się argumentacją znaną z prawicowych tabloidów wykazując dość wąskie horyzonty umysłowe. Dużo teraz mamy takich, samych bohaterów, tylko normalni ludzie gdzieś zniknęli lub zostali wykreśleni, pozbawieni czci i biografii. Mam inne wybory lektur. Czytam Hartmana “głupie pytania” i skończyłem właśnie Guntera Grassa “przy obieraniu cebuli” Na czas weekendu przesyłam śliczną melodię znakomitej artystki. http://www.annanetrebko.com/2013/10/31/verdis-i-vespri-siciliani-merce-dilette-amiche/

  454. Dziękuję Panie Profesorze!
    Ten temat jest ważki i dobrze, że zaczyna być widoczny, ale ja nie o tym.
    Mam przed sobą ostatnią “papierową” Politykę z z felietonem “Tak to działa” – Uwielbiam Pana felietony!
    Martwił mnie ten tygodnik ostatnio z powodu zalewu taniej sensacji – reportaży godnych tabloidów. Już myślałam, że trzeba będzie odłożyć i to pismo, ale na szczęście mają Pana.
    Mariola Skoszkiewicz
    Polak i katolik

    P.S.
    Powinno być Polka i katoliczka, ale traci rytm i siłę wyrazu…

  455. jasny gwint
    Grassa “Przy obieraniu cebuli” czytałam, podobnie jak chyba wszystko co napisał, ale wciąz number one pozostaje dla mnie “Blaszany bębenek”.
    Skojarzyła mi się ta książka z “Traktatem o łuskaniu fasoli” Wieława Myśliwskiego, jednego z najciekawszych polskich pisarzy wspólczesnych. Właśnie zabieram się do jego “Ostatniego rozdania”. Czytaleś może?
    A co do Toruńczyk możemy się różnić i chyba nic w tym złego.
    Ja nie oceniam jej jednak podstawie subiektywnego wrażenia z jakiegoś autorskiego spotkania, ale na podstawie książki, gdzie zostały zebrane jej eseje, publicystyka i wywiady z nią. Zarzut, że stroi się “martyrologiczne” piórka jest zwyczajnie niesprawiedliwy, a już przypisywanie jej wąskich horyzontów i argumentację na paziomie prawicowych tabloidów po prostu śmieszne. Przecież ona nigdy nie miała nic wspólnego z prawicą, a – wprost przeciwnie, jest przez prawicę znienawidzona.
    Dziwi mnie, że tak łatwo ferujesz surowe wyroki, nie znając bliżej materii, w jakiej się wypowiadzasz.
    To mi, niestety, przypomina manierę właśnie prawicowych publicystów, którzy np. nie obejrzeli jakigoś filmu albo nie przeczytali ksiązki, bo ich to brzydzi, ale WIEDZĄ, że to nic niewarte, zakłamane itp.
    P.S. Dzięki za link. Anna Netrebko jest wspaniała!

  456. Pani Agnieszka Srowa ma zamieścić w tej nędznej gazecie sprostowanie do tego steku bzdur który napisała (informacje chyba wydobyła ze swojej śmierdzącej du…y), bo inaczej będzie miała wytoczony proces o szerzenie nieprawdy i jeszcze parę drobniejszych zarzutów.

  457. mag. A tak gdzie indziej napisało mi się o Karolu Modzelewskim.
    Karol Modzelewski /przyzwoity człowiek/, prawie mój rówieśnik, urodził się w Rosji jako syna Zygmunta Modzelewskiego. Komunisty Żydowskiego pochodzenia. Wysłany do Polski w celu budowania tu socjalizmu lub komunizmu. Wszystko jedno. W tym czasie system był znienawidzony a on sam /ZM/ był postrachem. Karol więc wyrastał tutaj jako ciało obce, uprzywilejowany i opływający w luksusy i dostatek. Podobnie nieco młodszy Michnik i wielu dzisiejszych bohaterów walki o wolność. Swoją wolność. Byli w dużym stopniu bezkarni i wiedzieli więcej niż normalni ludzie młodzi. Niż ja. Mogli sobie pozwolić na pisanie listów czy manifestów. Wszyscy wtedy myśleli tak samo co KM i JK napisali w sławnym liście. Nic nowego tam nie było. Gdybym ja taki list napisał, z pewnością wylądował by w koszu. Ale list synów prominentów nie. Był potrzebny przeciw nim samym i przeciw ojcom. On jest teraz bohaterem a ja biednym emerytem znieważanym za sam fakt, że wtedy żyłem. Całe moje pokolenie, dwa pokolenia Polaków jest znieważane przez tego typu bohaterów. A książki nie przeczytam. Sam wiem wiele więcej bo więcej wtedy robiłem i więcej pracowałem. Czytałem gdzieś kilka stron o jego spotkaniu z Broniewskim. Podłe.

  458. jasny gwint
    No to ja mam do Ciebie tylko jedno pytanie, czy przesiedziałeś, tak jak Modzelewski “luksusowo” i “opływając” we wszystko, w sumie 8 lat w pierdlu peerelowskim (miał odwagę przyznać i ponieść tego konsekwencje, że zbłądził w młodości jako janczar “nowych czasów”, więc zabrał się za “rewizjonizm”) lub – nie pamiętam już dokładnie ile, ale też kilka, jak Kuroń, czy z młodszej generacji Michnik lub choćby rok z okładem, jak Toruńczyk, podobnie jak Michnik wywalona ze studiów z wilczym biletem? Akurat ich oboje przygarnął potem KUL, który był wtedy przyzwoitą uczelnią, a teraz zszedł na psy za sprawą dzisiejszego triumfującego Ciemnogrodu.
    Przecież taki np. prof.(!) Bender to wstyd dla uniwerku o dobrych tradycjach.
    Czy ci ludzie cię znieważają, krzywdzą? Akurat oni i w jaki sposób?
    Czy to aż takie “pieszczochy” kolejnego “reżimu”?. Nie zauważasz jak znienawidzony i opluwany jest Michnik za to, że kiedyś powiedział kilka dobrych słów o gen. Jaruzelskim i Kiszczaku i jak zwalczana jest “michnikowszczyzna” czyli GW?
    Nawet prawdziwy socjalista Kuroń, już po śmierci jest atakowany.
    Był bezczeszczony kamień pamiątkowy w Parku Żeromskiego na Żoliborzu, także tablica na domu, gdzie mieszkał.
    Jeśli mozesz mieć pretensje, to do całkiem innej formacji postsolidarnościowej, tej spod znaku braci Kaczorów i szeroko pojętej “prawicy”, która w każdym, kto nie z nimi, widzi “komucha”, leminga, liberała, a także nieprawdziwego Polaka i nie patriotę. To po tej stronie jest wysyp spóźnionych “bohaterów”, tak jak w II RP z roku na rok przybywało Legionistów od Piłsudskiego.
    Dlatego proszę, nie wypowiadaj sie w imieniu CAŁEGO Twojego pokolenia, czy mojego, bo to nadużycie.
    Ja Twoje poglądy i opinie szanuję, nawet jak się z nimi nie zgadzam, więc i Ty uszanuj moje.

  459. Żałosny tekst. kiedyś lubiłem czytać…, ale już nie będę. A i politycznie…, szkoda słów.

  460. Szanowny Panie Profesorze,
    W związku z zamieszczonym na Pana blogu felietonie oraz mając w pamięci naszą rozmowę o etyce (na jednej z konferencji naukowych we Wrocławiu) pozwalam sobie na kilka słów komentarza:
    Po pierwsze: przeczytany i cytowany przez Pana tekst zawiera liczne błędy merytoryczne i nieścisłości (patrz list otwarty rzecznika PZŁ do redaktora naczelnego gazety; dostępny na stronie głównej PZŁ);
    Po drugie: jako pracownik naukowy powinien Pan uwzględniać w swojej ocenie i wydawanych opiniach rzeczywistość a nie medialne spekulacje, tym bardziej, że sam uważa się Pan za specjalistę w zakresie etyki;
    Po trzecie: z powyższego teksu, którego jest Pan Autorem wnioskuję, że nie ma Pan szerokiego pojęcia o tematyce, w jakiej zabiera Pan głos; uprzejmie sugeruję zatem rozwagę przy wydawaniu tego rodzaju sądów;
    Po czwarte: uprzedzając zarzut Pana Profesora odpowiadam – nie, nie jestem myśliwym, lecz pracownikiem naukowo-dydaktycznym zajmującym się m.in. gospodarką łowiecką
    Po piąte: w razie wyjaśnień adres korespondencyjny umieszczam w służącym do tego “okienku”.

  461. Mag – 15.41
    Jeżeli Twój/Pani list pomoże przejrzeć na własne oczy J G to gratulacje.
    Chociaż ja nie wierzę by ktoś o jego zapiekłym//tak się to nazywa w mechanice // postanowieniu negowania wszystkiego
    CO NIE JEGO –
    przyjął do wiadomości.
    Tu nawet nafta nie pomoże.
    ukłony

  462. @mag – widzisz, Michnikom, Jaruzelskim, Kuroniom, Kotarbińskim – będzie się obrywać. Część elit płaci i jeszcze zapłaci za brak rozliczeń ze stalinowskimi bandytami (bratem Michnika, ojcem i matką Agnieszki Graff etc) i innymi komuszymi siepaczami, którzy sobie ułożyli życie w nowym świecie i ustroju. Jak zabraknie żywych, zacznie obrywać dorobek intelektualny, pójdzie na polemiczny przemiał. Myślisz, że ktoś kto uzurpował sobie prawo, by nobilitować upadłego despotę w imię politycznych gierek, wypowiedział same złote myśli?

    Niektórzy z nich są rozczulająco naiwni. Sądzą, że jak się da socjał, parę okruchów z pańskiego stołu, to wszystkie dawne grzechy zostaną odpuszczone. Chrześcijaństwo? Kościół? Zapomnij. Spotkania z ateistami i antyklerykałami uczą skrajnego cynizmu.

  463. Humanożerco
    A niby dlaczego dzieci i wnuki mają płacić za grzechy swoich dziadków, ojców i matek? Że ktoś kiedyś w porę tych przodków nie rozliczył? Bo nie mógł albo nie chciał mścić się na starcach, albo nie był w stanie ich “dorwać”, jak pewną panią prokurator (nie pamiętam nazwiska), której nie chciała “wydać” naszemu wymiarowi sprawiedliwość Wielka Brytania, bo była obywatelką tego kraju?
    Przecież to myślenie czysto bolszewicko-nazisowskie – opowiedzalność zbiorowa (rodzinna).
    Jak można zrównywać np. Kotarbińskiego , a nawet Baumana przykładowo z Humerem, faktycznie krwawym oprawcą ubeckim, akurat skazanym po latach.
    Co wspólnego ma z nim Magda Umer (poza tym, że ją spłodził), fantastyczna, utalentowan artystka i przyzwoity człowiek albo Adam Michnik, który odpękał kilka lat w więzieniu peerelowskim, ze swoim starszym bratem, którego wciąż mu się wypomina?
    Nie ma nic bzdurniejszego niż ludowe przysłowie “niedaleko pada jabłko od jabłoni.”
    Bywa, ze pada bardzo daleko, dokładnie wbrew temu, co – jakoby – wyniosło się z domu.
    Natomiast nie brakuje skurwieli, konformistów i cynicznych karierowiczów z tzw. porządnych domów “antykomunistycznych” i “katolickich”.

  464. Mysle, ze pod coraz wiekszym naciskiem opinii publicznej, dzieki takim chocby dyskusjom jak niniejsza (w czesci dot. tematu), mysliwstwo powoli bedzie wychodzic z mody, tak jak chocby noszenie futer. A gdy tylko ruszy masowa sztuczna hodowla tkanek miesnych to za jednym zamachem zalatwione zostanie zabijanie zwierzat rzeznych, a i te lesne na tym skorzystaja. Juz widze rozradowana Krzysie. Ja z cala pewnoscia tego nie dozyje, ale moze jej sie uda doczekac. Serdecznie jej tego zycze.
    Technologia i tu pomoze wyeliminowac barbarzynstwo, ze wyraze sie z… przyszlosci. Bo dzis jedzenie miesa, oraz polowanie, jeszcze barbarzynstwem nie jest. Jeszcze.

  465. zezowaty
    30 listopada o godz. 22:23
    JG wzrok ma zupełnie dobry, zawodzi natomiast nieco słuch. Nie musisz się więc martwić. A mag pisze nie na temat. Rzeczy o której ja piszę dotyczą czasów kiedy to wszystko się zaczynało, czyli lat czterdziestych i pięćdziesiątych. Później to już było inaczej, kto inny płacił, było to po roku 56, kiedy wiele w Polsce się zmieniło i było także wielu naiwniaków. A dziś czytam, /GW/ że bliski kumpel Tuska, niejaki Krzysztof Kilian dostał od niego fuchę za 100 tys mieś. plus premia 50 procent i wiele innych obrywek. Kilian nie musi pisać żądnych listów do partii, wystarczy mieć wpływowego kumpla. Czy są jakieś różnice?

  466. jasny gwint
    Nie ściemniaj.
    Pisałam do Ciebie jak najbardziej na temat. To nie ja przywołałam Modzelewskiego, którego deprecjonujesz, a któremu ani Ty, ani ja do pięt nie dorastamy. Nie ja również zaatakowałam Toruńczyk.
    Nic do tego nie ma ani Tusk, ani Kaczor, czyli dzisiejsze “elity” władzy.
    Bo elita jest, tyle że nie u żłobu i o ten żłób nie walczy. Jest totalnie rozczarowana i wycofana.
    Przeczytaj lepiej książkę Modzelewskiego, która się właśnie ukazała “Zajeździć kobyłę historii” (może przekręciłam tytuł, czyli cytat z Majakowskiego).

  467. @mag
    1. Fajnie, że przywołujesz zasadę, że dzieci nie płacą za grzechy ojców. Problem w tym, że w sensie socjologicznym to taki biblijny wymysł. Wielu ma ustawione życie dzięki zbrodniom i pozycji swoich rodziców. Kosztem prostych ludzi wychowali potomstwo na zagranicznych uczelniach, dali im dostęp do prywatyzowanych spółek, przekazali majątek. Dziś te młodsze osobniki ogłaszają się elitą, najchętniej wybieliłyby przeszłość, wybaczają w cudzym imieniu, rozgrzeszają rodzinę (odruch dość naturalny) lub o niej milczą. Tymczasem od problemu symbolicznej legitymizacji nie uciekniemy. Na pewnych środowiskach ciąży to, że ich kapitał kulturowy wziął się z nieprawego łoża. Teraz jak głoszą, że w tym wszystkim idzie li o socjał, to postępują niewiarygodnie podle.
    2. Tak, właśnie , bo kiedyś ktoś nie mógł dorwać albo nie chciał się mścić. Bo odpłatę za grzech już u zarania nazwano zemstą. Bo jak mówi nietzscheańskie powiedzenie “Bóg umarł”. A w ostateczności państwo nie mogło sobie poradzić z mordercami, przewlekało procesy, nie spieszyło się z lustracją, utrzymywało wysokie emerytury dla dawnych milicjantów, nie dorwało zbrodniarzy jak Izrael, który niekiedy nic sobie nie robił z cudzych praw… Wszystkie te ułomności przerodziły się w gniew. Nie dziw się, że będzie on przesunięty na innych. Na przykład na profesora, który swoim dziełem konstruował niemarksistowskie uzasadnienie dla nowego, robotniczego ustroju. Jeśli przerodzi się w wysublimowany wywód i tak będzie czymś doskonalszym od zakłócania wykładu prof. Baumana. :)
    3. Powiadasz: “myślenie bolszewicko-faszystowskie”. Wiesz, te doktryny były jednak przeciwstawne. A Ci co zasiali ziarno, zbiorą plon, czasem wschodzi on kilka pokoleń. Tak bywa.

    Ps: Pani Umer nie znam, więc o jej cnocie czy dobroci się nie wypowiem.

  468. E tam ja czasami lubię sobie zjeść dziczyznę.

  469. Panie Hartman, za to “srarz bór” to powinien Pan w mordę dostać, powiedzenie Darz Bór wiąże się ściślej z bracią leśników którzy dbają o to żeby miał Pan czym oddychać a Polacy-Cebulacy mieli gdzie śmieci wyrzucać (a leśnicy to potem sprzątają), a fakt że myśliwi regulują populacje zwierzyny i jej JAKOŚĆ (przykład: po I WŚ w Polsce mieliśmy ogromną populacje łosi badylarzy które są mniej cenne z wielu powodów od łosi łopataczy, a to dzięki myśliwym możemy podziwiać dzisiaj piękne okazy łosi łopataczy które to myśliwi “wybili” nad badylarze) jakoś Pan Panie Hartman pominął np. fakt że we Francji jest spory problem z wilkami obgryzającymi winorośle i oczywiście ekolodzy krzyczą STOP ODSTRZAŁOM WIKLKÓW (mało tego, znana organizacja “ekologiczna” zabroniła wystawiać wilcze trofea np. w Czechach pod groźbą zlinczowania (oczywiście przez członków tejże organizacji) ww. wystawy lub odpuści sobie ten proceder jeśli organizator ZAPŁACI 10 000 Euro)
    i jeszcze taki fakt że myśliwi tą zwierzynę liczą, czego nikomu innemu po pierwsze się nie chce, po drugie nie ma komu bo przez obecne rządy, nadleśnictwa z za małą ilością pracowników nie wyrabiają ze zrobieniem obecnych zadań. Gratuluje ogromnej ignorancji Panie “profesorze” Hartman

  470. Polowania były, są i będą. Żadne lewaki tego nie zmienią!

  471. Niestety Panie Gospodarzu jest tak jak Pan pisze. Byłem kiedyś mimowolnym świadkiem polowania z tzw. nagonką na pewnej beskidzkiej górze bo akurat jako turysta chodzący szlakami miałem nieprzyjemność przechodzić w pobliżu. Zaiste smutny i żałosny to widok zobaczyć zgraję stojących szpalerem facetów uzbrojonych w broń i amunicję wszelkiego rodzaju, którzy czekają, żeby urządzić przepłaszanym przez innych zwyrodnialców zwierzakom zwyczajną rzeź. Żaden z tych brzuchatych, sytych i zadowolonych z siebie Panów nie miał chyba cienia myśli w stylu “co ja tutaj robię i czemu to służy?”. Mało tego proceder ten odbywa się za zgodą i poparciem leśniczych – ludzi rzekomo zawodowo zobowiązanych do troski o las i przyrodę. Trzeba mieć naprawdę niemało tupetu i hipokryzji żeby taką działalność nazywać ochroną i troską o przyrodę. Ale czemu się dziwić jeśli minister środowiska zaczyna swoje urzędowanie od stwierdzenia, że zajmie się eksploatacją tego środowiska, czyli wydobyciem gazu łupkowego. Temu Panu chyba pomyliły się ministerstwa…

  472. Panie Hartman. Widać, że jedynym źródłem Pana wiedzy o łowiectwie jest ww. dzieło pani “redaktor” Sowy. Wiem, że Panu płacą za komentowanie tego co Polityka prezentuje, taka praca, cóż począć. Ale z całym szacunkiem – żeby się wypowiadać, a w dodatku w tonie mającym mieć charakter opiniotwórczy (a zarazem obelżywy) należałoby posiadać przynajmniej podstawową wiedzę na dany temat. Tym razem Pana wypowiedź w niczym nie różniła się od wypocin ograniczonej intelektualnie emonastolatki, których w sieci na pęczki. Jeśli Pana dorobek naukowy upoważnia Pana do takiej twórczości to nauka w tym momencie zeszła na psy – miejmy tylko nadzieję, że nie myśliwskie…

  473. Nikt mi nie płaci – żeby była jasność. I sam decyduję, o czym piszę. Co do tego, że system ochrony lasów zbudowany jest na przyjemności z polowania, czyli na zabijaniu zwierząt dla przyjemności to jest prosty fakt, do którego znajomości nie trzeba żadnej specjalistycznej wiedzy. Fakt etycznie nie do zaakceptowania.

  474. “… system ochrony lasów zbudowany jest na przyjemności z polowania, czyli na zabijaniu zwierząt dla przyjemności…”
    No rzeczywiście wiele Pan wie o ochronie lasu :) I zapomniał Pan jeszcze dodać że ochrona pól też się na tym opiera. Pana stwierdzenie, że do oceny “nie trzeba żadnej specjalistycznej wiedzy” ośmiesza Pana i Pana podejście do problemu. Chlapanie jęzorem na temat o którym nie ma się zielonego pojęcia to wyraźny objaw przerostu Pańskiego ego i wiary w swą nieomylność. Mój dziadek mawiał: nie wypowiadaj się na tematy o których nic nie wiesz bo prędzej czy później wyjdziesz na idiotę. Ja na Pana miejscu wziąłbym tę radę do serca. Albo pisz Pan dalej o wszystkim…

  475. Nęcenie zwierzyny i strzelanie. Choć sam nie poluję, obracam się w środowisku. Z opowieści wynika jednoznacznie, że się czasem nęci, a potem ze sztucerem siedzi na ambonie. Nie raz mnie myśliwy prosił, bym mu obierki z ziemniaków zbierał. Nie by dokarmiać, a by zwabić i strzelić. Proceder stary i praktykowany.
    Koła łowieckie nawet sadzą koło ambony np. kukurydzę, by potem zwierz podchodził. A myśliwy nim wejdzie na ambonę, obierki (najlepiej zaparzone w worku – mocniej nęcą) rozsypuje w zasięgu strzału…

  476. Trzeba też powiedzieć jasno – myśliwi są potrzebni, ale myśliwi tacy, którzy będą zwierzynę zabijali celem zachowania równowagi w ekosystemie (chociaż wtedy pewnie będziemy ich nazywać leczniczymi).
    Nie rozumiem natomiast polowań dla przyjemności.
    Już kilka gatunków zwierząt zmietliśmy z powierzchnii ziemi. Ciekawe, który będzie następny?

  477. Panie Hartman, powiadasz Pan o sobie – lewicowy filozof…
    Wszystko jasne! Lewicowa … /użyję łagodnych określeń/ zgraja z ogromną determinacją potrafi bronić KOTKA, a człowieka olewa! Lewicowy liberał?! To jak krzyżówka Lewandowskiego z Milerem?! Zostaw Pan w spokoju myśliwych, budzisz Pan z letargu jakieś dziwolągi myślące inaczej. Uporządkuj własne życie /proszę darować sobie aspiracje polityczne – filozof to dobre dla przedstawiciela handlowego/. Srarz bór – to nowa filozofia obrażania? Baran Pan jesteś! Ot, co!

  478. Panie Profesorze, dziękuję za ten tekst. Jest Pan mądrym i wrażliwym człowiekiem.
    Serdecznie Pana pozdrawiam.

    A co do niektórych wpisujących komentarze, widzę, że jak zawsze w takich dyskusjach, ujawniło się tu wielu popaprańców (myśliwych). Srarz bór ciule! Banda zwyrodnialców, która bezpodstawnie uważa się za arbitrów w sprawach przyrody.

css.php