Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

1.04.2017
sobota

My, naród…

1 kwietnia 2017, sobota,

Pozwólcie, że pochwalę się przed Wami swoją nowo wydaną książką „Pochwała litości. Rzecz o wspólnocie”. Tytułowa „litość” nie ma wiele wspólnego ze współczuciem – to „zwartość”, „spójność” zbiorowości ludzkiej, której poszukuję pod wieloma warstwami wspólnotowych tożsamości. Jedną z nich jest wspólnota narodowa.

Przeczytajcie, proszę, fragment mojej książki, traktujący właśnie o narodzie. Jeśli się Wam spodoba, to może kupicie i przeczytacie całą książkę? Będę szczególnie rad, gdy wśród czytelników mojego bloga znajdą się tacy, którzy gotowi byliby zostać również czytelnikami moich książek. A ci, którzy już nimi są, niech będą niniejszym pochwaleni.

Książka wygląda tak i można kupić ją w każdej porządnej księgarni naukowej oraz, rzecz jasna, przez internet:pochwala-litoscibig737878Narody są różne. Są te wielkie, czerpiące dumę i chwałę z imperialnej przeszłości (a nawet teraźniejszości), i te małe, zmuszone zadowolić się chwałą męczeńską i mesjańską. Są narracje narodowe pełne urazy i kompleksów oraz narracje przepojone łagodną wyniosłością, jaką daje potęga.

Każdy naród odtwarza na wyższym poziomie symboliczną i funkcjonalną spójność plemienną, dochodząc w pewnym momencie do aspiracji ściśle politycznych, wyrażających się w roszczeniu do posiadania własnej, odrębnej państwowości narodowej. Podobnie jak plemię, naród potrzebuje mitu założycielskiego. Zwykle opowiada on o narodzinach postaci „ojca narodu” i zaistnieniu wielkich atrybutów narodowości, takich jak własna wiara, własne królestwo, własny język literacki, względnie „nowa republika”, wyzwolona od hegemonii zamorskiej metropolii. Mitem założycielskim może być opowieść świętej księgi o „ludzie bożym”, o chrzcie księcia lub o twórcach konstytucji gwarantującej prawa i wolności obywatelskie. Niezwykła różnorodność narodotwórczej mitologii wskazuje na pojemność pojęcia narodu, a więc i rozmaitość sposobów, na jakie tak rozległa i wielowarstwowa społeczność nieznających się osobiście i nieraz bardzo daleko od siebie mieszkających osób i rodzin staje się i jest narodem. Innymi słowy, być narodem znaczy różne rzeczy w odniesieniu do różnych nacji. To zróżnicowanie genealogicznego i mitograficznego podłoża świadomości narodowej dodatkowo komplikuje relacje między narodami, i tak już narażone z natury rzeczy na spory terytorialne i kryzysy wynikające z rażąco przeciwstawnych sobie po obu stronach granicy narracji historycznych. Co gorsza, ewolucja idei narodowej każdego z narodów przynosi nowe, pomniejsze przełomy, w których naród rodzi się niejako na nowo, w nowym kształcie. I tak na przykład Francuzi odrodzili się jako naród obywatelski i republikański w wyniku Rewolucji. Anglicy – budując monarchię konstytucyjną, Rosjanie – tworząc nowożytne imperium, Turcy – republikę świecką w XX wieku. I tak dalej. Mnożenie owych symbolicznych aktów założycielskich powoduje, że część społeczeństw nie nadąża, pozostając na wcześniejszym etapie świadomości narodowej niż warstwy bardziej wykształcone. I tak w wielu krajach Europy część społeczeństwa doświadcza tożsamości narodowej w oparciu o instrumentarium wyobraźni romantycznej, a inna część – w oparciu o ideę obywatelską i tradycje demokratyczne. Wszyscy wiemy, do jakich konfliktów to prowadzi. I bynajmniej Polska nie jest pod tym względem przykładem szczególnie wyrazistym, bo konflikty na tle niespójnych ze sobą i konkurencyjnych narracji patriotycznych znacznie silniejsze były choćby we Francji, Hiszpanii czy we Włoszech.

Mimo całej rozmaitości form narodowych, pewne elementy świadomości narodowej są powszechne. Atrybutem narodu jest przede wszystkim poczucie odrębności i autonomii. Swoistość i swojskość, w powiązaniu z poczuciem prawa do samorządu na pewnym terytorium (bądź wręcz niepodległej państwowości) stanowi łącznie coś, co narody same określają mianem dumy, dumy narodowej. Właśnie wokół tego uczucia dumy oraz jej personifikacji w postaciach bohaterów narodowych, toczy się życie narodowe. Praktykowanie dumy na różne sposoby i w różnych obszarach nazywa się patriotyzmem. Słowo to odnosi się jednakże nie wprost do narodu, lecz do ojczyzny. Nigdy jeszcze narody nie stały się tak zwarte, aby postawę samoafirmacji nazwać od słowa „naród”, czyli nacjonalizmem. Nacjonalizm czy „idea narodowa” w każdym narodzie występuje jako niezbędny może, lecz jednocześnie specyficzny, bo radyklany składnik świadomości narodowej. Negatywny, antagonistyczny potencjał idei narodu jest odczuwany zbyt silnie i zbyt powszechnie, aby narracja o narodzie, zwłaszcza narracja wojownicza i patetyczna, mogła przeważyć nad łagodniejszą i sentymentalną narracją o ojczyźnie. Pojęcie ojczyzny ma w swej ukrytej konkurencji z „narodem” zwłaszcza tę przewagę, że odwołuje się pośrednio również do warstw chłopskich, „dziedziczących ojcowiznę”, a świadomość narodową przyjmujących w ostatniej kolejności, po szlachcie i mieszczaństwie. Ojczyzna jest tym samym ontogenetycznie starsza niż naród, a w konsekwencji bardziej dostojna. To naród składa się z „dzieci ojczyzny”, raczej niźliby ojczyzna miała być „własnością narodu”. Personifikacja ojczyzny, jak francuska Marianna, stoi ponad figurami bohaterów narodowych. Jej rolą jest legitymizować rewolucję i republikę w imieniu ojczyzny, a więc wszystkich pokoleń Francji, a nie tylko reprezentować wolę narodu tu i teraz.

Biorąc to wszystko pod uwagę, można określić naród jako wspólnotę abstrakcyjną, symboliczną i aspirującą do instytucjonalizacji. Tym samym naród jest samotwórczy – nigdy nie jest dany i skończony, lecz wciąż tworzy się w żywym procesie symbolicznym i politycznym. Czy wobec tego powstająca w oparciu o narodotwórczą pracę pisarzy i polityków tożsamość narodowa jest negatywna, czy pozytywna? Jest i taka, i taka. Plemienny fundament wspólnoty narodowej jest czynnikiem pozytywnym, substancjalnym. Jednakże żywioł czysto polityczny, związany z budowaniem prawno-instytucjonalnej sfery publicznej narodu, ma charakter negatywny – będąc odpowiedzią na konieczności wynikające z potrzeb, zagrożeń, interesów. Jednakże uzyskując świadomość swych interesów i odrębności substancjalna wspólnota odkrywa antagonizmy z innymi, sąsiedzkimi wspólnotami. Definiując te antagonizmy politycznie, wchłania w swe prostoduszne poczucie swojskości element negatywny. Z drugiej strony, polityka narodowa usiłuje czerpać z substancjalności narodu czynnik pozytywny dla samej siebie, nadając codziennym zmaganiom wewnętrznym i międzynarodowym charakterystyczną powagę, która tak wyraźnie wybrzmiewa w określeniu „mąż stanu”.

Naród istnieje zawsze jako idea, ideał i projekt, żywiąc się własnym wzrastaniem, czyli emancypacją mas, ulegających unarodowieniu i przekształcających się we wspólnotę republikańską. Proces narodotwórczy, z którego konserwatyzm republikański czerpie swój patos i wzniosłość, jednoczy pokolenia „walczące o wolność” z niezliczonymi pokoleniami chwały i ucisku, sięgając wstecz aż po horyzont pradziejów. Ta milcząca, warstwowa wspólnota zmarłych i żywych, świadomych współczesnych z nieświadomymi narodowo, aczkolwiek szacownymi przodkami, jest wyobrażeniem dlatego tak uwodzicielskim i kulturowo nośnym, że obecna jest w nim prawda tego, co archaiczne i niewysłowione, a jednocześnie prawda ta zdaje się harmonizować z prawdą oświeconej świadomości, pragnącej odtworzyć wspólnotę poprzez słowo samowiedzy; słowo zawsze wzniosłe i archaizowane, niemniej jednak nasze własne, oświecone. Paradoksalnym terminem nowoczesnej myśli, która neguje własną nowoczesność, oddając się temu, co bezpośrednio było sobą i w tym byciu sobą było czyste, doskonałe, jest „tradycja”. Cała bezsilność wspólnoty logicznej, czyli wyobrażonej przez słowo, „umówionej na wspólnotę” poprzez ustanawiającą ją narrację, ujawnia się w tym słowie. Nowoczesne społeczności, rojące sobie, aby być czymś więcej niż grupami interesów, współżyjącymi ze sobą poprzez splot potrzeb, umów i okoliczności, zaklinają własną archaiczność tym magicznym, legitymizującym słowem. Słowem, przed którym wszystko musi ustąpić i któremu musimy zawierzyć, jeśli nie chcemy okazać się zdrajcami i wyrzutkami. W ten sposób patos narodu grzęźnie w moralnym szantażu, odbijającym bezsilność nowoczesnej świadomości, pragnącej pojednać się ze swą „przednowoczesną” macierzą. Gdy jednak proces emancypacji narodowej się kończy, a sprzeczność „kultywowania tradycji” jako drogi do przeszłości, a jednocześnie przegrody, która oddziela nas od jej niewinnej bezpośredniości, zostanie społecznie ujawniona w postaci widocznej dla wszystkich, żenującej propagandowej drętwoty, idea narodowa ulega wyczerpaniu, wyradzając się w odpychającą, podszytą resentymentem propagandę. W jej miejsce na czoło wysuwa się wtenczas idea konstytucyjnej wspólnoty politycznej, która jednakże nie jest w stanie związać ze sobą wystarczająco wiele wyobrażeń i emocji, aby kiedykolwiek pośród mas „obywatelstwem” zastąpić „narodowość”. Nie udaje się to nawet w krajach, których narody od początku kształtowały się jako narody polityczne, czyli obywatelskie. Skoro narodotwórcze procesy emancypacyjne są już na wyczerpaniu, a „nieuświadomionych narodowo” próżno już szukać, nieuchronnie zmierzamy w stronę świata bez narodów. Niestety, ofiarą starzenia się narodów pada również sprzężona z ideą narodową idea demokratycznej wspólnoty politycznej. Oto pułapka, w której znaleźliśmy się dzisiaj. Ostatni wielki obrońca dziedzictwa oświecenia, Jürgen Habermas, żywi jeszcze nadzieję na pogodzenie kantowskiego ideału wiecznego pokoju między narodami z demokracją osadzoną w państwie narodowym – pod warunkiem umiędzynarodowienia procedur demokratycznych, rozumianych jako praktyka wolnych jednostek, umocowanych w swych prawach poprzez konstytucje swoich krajów, nadal będących politycznymi wspólnotami narodów – państwami narodowymi. Przeszkodą, którą trzeba by najpierw usunąć, jest błąd intelektualny opinii publicznej, polegający na myleniu suwerenności narodowej z suwerennością państwową. Niestety, usuwanie błędów myślowych nigdy nie było skutecznym sposobem odwracania historycznych tendencji. Gdy wyczerpuje się paliwo w silnikach narodów, pojmujących swój wewnętrzny demokratyzm jako aspekt własnego narodowego dziedzictwa, tenże demokratyzm nieuchronnie staje się zagrożony. Międzynarodowe społeczeństwo obywatelskie – ani europejskie, ani tym bardziej transatlantyckie – nie zdążyło się ukształtować, gdy tymczasem wyjałowiła się gleba, na której mogłoby wyrosnąć.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 23

Dodaj komentarz »
  1. Putin prominentem naszych czasów. „Putin made Russia Great Again”.
    http://www.informationclearinghouse.info/46771.htm

  2. Szanowny Panie Janie. Mam nadzieje, ze wybaczy mi pan te poufalosc, ale w kulturze anglosaskiej ludzie zwracaja sie do siebe sposob nieco mniej oficjalny.

    Z duzym zainteresowaniem przeczytalem fragment panskiej nowej ksiazki „My, Narod”. Gratuluje publikacji. Kto wie, moze ja nawet nabede ze wzgledu na zgodnosc wlasnych pogladow z panskimi w wielu kwestiach. A jak pan zapewne wie, najchetniej czyta sie te ksiazki, ktore w pelni wspolgraja z wlasnymi przekonaniami. W kwestiach swiatopogladowych confirmation bias odgrywa dosc istotna role.

    Trudno mi ustosunkowac sie do oceny calej ksiazki na podstawie tak krotkiego fragmentu. Zaciekawila mnie najbardziej waga jaka pan przypisuje dumie narodowej, uczucia wokol ktorego, jak pan pisze, toczy sie zycie narodowe. Rozumiem, ze tak pojeta przez pana duma narodowa jest zjawiskiem pozytywnym, elementem spajajacym narod i w praktyce przejawiajacym sie jako patriotyzm. Osobiscie mam w tej kwestii nieco odmienne zdanie. Calkowicie nie jestem dumny z tego, ze jestem Polakiem. Nie bylem z tego dumny w okresie pobytu w PRL-u, a jeszcze mniej jestem dumny obecnie. Powiem wiecej, za to co teraz dzieje sie w starym kraju jest mi wstyd i skladam tysiackrotne dzieki nieistniejacemu Stworcy, ze mowiac bez akcentu nikt mnie sie nie pyta skad pan pochodzi? Powie pan, ze moze nie jestem patriota, albo ze cierpie na ostry zespol niedoboru dumy narodowej. Niestety nie jestem w tej kwestii osamotniony. Przypuszczam, ze jest w Polsce obecnie wiele osob, ktore czuja sie podobnie jak ja. W kwestiach tak delikatnych, zawsze warto podeprzec sie jakims autorytetem. Tak oto na temat dumy narodowej wypowiada sie sam Artur Schopenhauer:

    „Najmniej wartosciwym rodzajem dumy jest duma narodowa. Kto bowiem sie nia odznacza , ten zdradza brak cech indywidualnych, z ktorych moglby byc dumny, bo w przeciwnym wypadku nie odwolywalby sie do czegos, co podziela z tyloma milionami ludzi. Kto ma wybitne zalety osobiste, ten raczej najlepiej dostrzeze braki wlasnego narodu, poniewaz ma je nieustannie przed oczyma. Kazdy jednak zalosny duren, ktory nie posiada nic na swiecie, z czego moglby byc dumny, chwyta sie ostatniej deski ratunku, jaka jest duma z przynaleznosci do danego akurat narodu; odzywa wtedy i z wdziecznosci gotow jest bronic rekami i nogami wszystkich wad i glupst, jaki narod ten cechuja. Zreszta indywidualnosc jest u kazdego czlowieka znacznie wazniejsza niz narodowosc i zasluguje stokroc bardziej na uwage. O charakterze narodowym nigdy nie da sie rzec nic dobrego, gdyz odnosi sie do tlumu. To raczej ludzka ograniczonosc, przewrotnosc i zlosc przejawia sie w kazdym kraju w innej formie i ja wlasnie okresla sie jako character narodowy. Zdegustowani jednym z nich, chwalimy drugi, poki i ten nam tez nie obrzydnie. Kazdy narod kpi z innych i kazdy ma racje”.

    Wiec jak to wlasciwie jest z ta duma narodowa panie Janie? Cieszyc sie kiedy jest, czy kiedy jej nie ma?

  3. Wybaczy Pan ale zdaje sie wzialem tytul panskiego postu, za tytul panskiej nowej ksiazki za co bardzo przepraszam.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Świat bez narodów? Może, możliwe: gdy będzie tylko jeden naród, ten jedyny zwycięski, który pokona wszystkie inne. Stawiam na Chiny. I już przygotowuję się do zmiany nazwiska: takei butei, może jednak Pong Ping.

    A, czy to prawda, panie Profesorze, że zróżnicowanie, różnorodność to zasada świata? Przecież Ewolucja miała kilka miliardów lat i mogła wytworzyć tylko np. muchy albo dęby. Czemu postawiła na różnorodność?

    Proroctwo pana Profesora warte mniej niż funt kł…

  6. A, czy dziś jest 1 kwietnia? Bo tekst Profesora jak ulał do tego dnia.

  7. Ogrom i ekwilibrystyka myśli.
    Z pesymistycznym wnioskiem o wyjałowianiu się gleby dla europejskich czy transantlantyckich a i narodowych także.
    Się wyjałowiają bo za nimi pustka w objaśnianiu sensu istnienia.
    A ISIS przyciąga.Śmiertelnie.
    A Samodierżawie z Wtorim Rimom i Putinom wmiestie wybory w USA wygrywa.
    A Królestwo Chrystusowe z Kolosami w RP święci tryumfy.
    To bardziej objaśnia potrzeby demokratycznego Ludu niż ekwilibrystyka mysli.

  8. Na dodatek.
    W latach pięćdziesiątych L.Buczkowski popełnił film „Uczta Baltazara”.
    Na plakatach tego filmu,w tzw terenie,masowo pojawiły się komentarze.
    „Uczta Baltazara a mnie w dupę pocałujta”.
    Nihil novi

  9. .

    — Primates —
    .

    Samo gęste, wygarnięte chochlą z samego
    dna gara wiedzy, odwieczny dylemat, Bonobo
    vs Szympansy, czy non-human Primates mają
    swego prymasa ?, czy stromatolites miały
    swoje Bonobo i Szympansy?

    Planet of the apes – not a movie

    LIFE

    .

    ~

  10. To wyglada bardzo bardzo ciekawe, madry, ale tekst jest trudny dla nas cudzcoziemców musze powiedziec, trudne.. nie dalem rady do konca, szkoda. Ale czy ten tekst moze jest w innych jezykach po niemiecku angielsku? To bym chetnie kupil cala gruba taka ksiazke od Pana redaktora na ten temat 🙂

  11. Z zainteresowaniem przeczytałem fragment Pańskiej nowej książki. Pewnie ją kupię, gdyż jako człowiek interesujący się od pół wieku polityką chcę wiedzieć więcej o przyszłości naszej ojczyzny i naszego narodu. Pańska analiza współczesnego świata bardzo mi odpowiada.
    Pozdrawiam Pana Profesora, życząc dużo zdrowia i dalszych sukcesów w życiu osobistym i zawodowym.

  12. Aborygen
    1 kwietnia o godz. 11:44

    I ja też całkowicie nie jestem dumny z tego, że jestem Polakiem. Mam gigantyczne powody, aby się wstydzić:
    – spaliłem na stosie tysiące niewinnych czarownic;
    – wybiłem (ludobójstwo) kilkadziesiąt milionów Indian;
    – skolonizowałem Afrykę, Azję, Amerykę i szczególnie w Kongu dokonałem rzezi rdzennych mieszkańców;
    – miałem niewolników na całym świecie, a niewolnictwo w USA zniosłem całkiem niedawno;
    – byłem rasistą, nazistą, faszystą i zbudowałem obozy zagłady, także łagry;
    – przeprowadziłem Rewolucję Kulturalną i w efekcie zabiłem ok. 50 mln ludzi;
    – gdy inni przez setki lat przyjmowali Żydów, ja ich z Polski nieustannie wyganiałem.

    Jestem potworem, bestią, ludobójcą, rzeźnikiem, oprawcą, podczas gdy inni (zwłaszcza Anglicy, Niemcy, Francuzi, Hiszpanie itd.) to humanitaryści i anioły.

    A, należę do partii Le Pena, jestem więc nacjonalistą i szowinistą, w Holandii głosowałem ostatnio na nacjonalistów, a w Anglii należę do Britain First, to ja zielony ludzik odebrałem Krym i biję się w Donbasie, popieram Łukaszenkę i torturuję ludzi w Korei Płn., zrzuciłem bomby atomowe na japońskie miasta, momentalnie zabijając dziesiątki tysięcy dzieci.

  13. takei-butei
    A, czy dziś jest 1 kwietnia? Bo tekst Profesora jak ulał do tego dnia.

    Ksiazka pana Hartmana, mimo wizerunkow malp na okladce, przeznaczona jest dla „milieu” akademickiego. A ty takei-butei robisz sobie jaja z powaznych pozycji naukowych. Sam powiedz – ladnie to tak?

    W poruszonej przez ciebie filozoficznej kwestii, ze ewolucja miała kilka miliardów lat i mogła wytworzyć tylko np. muchy albo dęby, a postawiła na różnorodność, popadlem w gleboka zadume. Musze stwierdic z duza doza frustracji, ze do tej pory nie udalo mi sie znalezc na ten temat zadawalajacej odpowiedzi. Nie chcac pozostac dluznym, zadam ci podobnie trudny problem do rozwiazania: Otoz pewnego razu chlop odlewajac sie pod debem tracil ch…m w konar i dab sie przewrocil. Dalo to asumpt do powstania zlozonego problemu filozoficznego, a mianowicie: Czy dab byl ch..owy, czy ch.j byl debowy. Mozesz sie nad rozwiazaniem tej zagadki zastanawiac az do momentu kiedy nad Wisla pojawia sie Chinczycy. Potem juz bedzie za pozno.

  14. @Aborygen
    @Pana Prof. Hartman
    Pan Aborygen cytowal Pan, ten fragment (tu na dol kopiuje go jeszcze raz). Czy Pan Aborygen albo Pan Prof Hartman napisali Panowie to? Bardzo bardzo prosze, mysle ze ten fragment jest tak genialny! prosze ktos moglby napisac skad ten tekst? Kto jest autorem? W teksie Pana Hartmana nie moge go zlalesz. Wiec moze od Pana Aborygen? serdecznie dziekuje z gory
    thomasdelahaye at gmx.de

    O tu ten fragment tekstu…:
    „Najmniej wartosciwym rodzajem dumy jest duma narodowa. Kto bowiem sie nia odznacza , ten zdradza brak cech indywidualnych, z ktorych moglby byc dumny, bo w przeciwnym wypadku nie odwolywalby sie do czegos, co podziela z tyloma milionami ludzi. Kto ma wybitne zalety osobiste, ten raczej najlepiej dostrzeze braki wlasnego narodu, poniewaz ma je nieustannie przed oczyma. Kazdy jednak zalosny duren, ktory nie posiada nic na swiecie, z czego moglby byc dumny, chwyta sie ostatniej deski ratunku, jaka jest duma z przynaleznosci do danego akurat narodu; odzywa wtedy i z wdziecznosci gotow jest bronic rekami i nogami wszystkich wad i glupst, jaki narod ten cechuja. Zreszta indywidualnosc jest u kazdego czlowieka znacznie wazniejsza niz narodowosc i zasluguje stokroc bardziej na uwage. O charakterze narodowym nigdy nie da sie rzec nic dobrego, gdyz odnosi sie do tlumu. To raczej ludzka ograniczonosc, przewrotnosc i zlosc przejawia sie w kazdym kraju w innej formie i ja wlasnie okresla sie jako character narodowy. Zdegustowani jednym z nich, chwalimy drugi, poki i ten nam tez nie obrzydnie. Kazdy narod kpi z innych i kazdy ma racje”.

  15. „Kazdy jednak zalosny duren, ktory nie posiada nic na swiecie, z czego moglby byc dumny, chwyta sie ostatniej deski ratunku, jaka jest duma z przynaleznosci do danego akurat narodu; odzywa wtedy i z wdziecznosci gotow jest bronic rekami i nogami wszystkich wad i glupst, jaki narod ten cechuja. Zreszta indywidualnosc jest u kazdego czlowieka znacznie wazniejsza niz narodowosc i zasluguje stokroc bardziej na uwage.”
    O tą uwagę mi chodzi.
    Ułomni jesteśmy.
    Przerażeni ogromem i ekwilibrystyką myśli niedostępną chowamy się za spójnię dziecinną,w obrzędach znaną,rozumkom dostepną.
    Rozumki się ukształtowały przez wieki i zwłaszcza przez czas ostatni .
    Mam inne zdanie o „rozumkach” czy „indywidulanościach” .
    To jest zaraza.

  16. do pana Tomasza z Niemiec 13:39
    ten fragment jest autorstwa Artura Schopenhauera ( pan Aborygen zreszta to sam napisal )

  17. Aborygen
    3 kwietnia o godz. 9:11

    Bardzo dziękuję za anegdotę o dębie i chłopie. Nie mam się nad czym głowić: Ewolucja miała kilka miliardów lat, a chłop na sikanie może z pół minuty. Żadnego sensu w zestawianiu Ewolucji działającej kilka miliardów lat z chłopem sikającym pół minuty. No, chyba że sik był tak potężny, iż podmył dąb.

    A, Chińczyki mocno siedzą, o tym wiedział prawdziwy wieszcz, nie to co udający wieszcza Profesor.

  18. Hi Thomas
    Sorry to see you’re finding Mr Hartman’s latest post a bit of a linguistic challenge. But political psychology can get that way. In addition, the Polish language is not the easiest one to master, so don’t feel ashamed. Coming back to your query, I lifted this excerpt from Arthur Schopenhauer’s Aphorisms on the Wisdom of Life (Aphorismen zur Lebensweisheit in your native tongue). You shouldn’t have too many problems finding them and I am sure you’ll enjoy them as much as I did.
    Cheers

  19. Za trudna forma podawani tekstu.
    Niestety, tekst mnie pokonał. Nic nie pojmuję. Rozumowanie prof. Hartmana jest dla mnie tak jasne jak przypuszczam musiał być opis kłótni Rejtana z książęciem Denassów. Być może to wina mojego wieku, być może to nieprzyzwyczajenie do czytania takich tekstów. Na takim trudnym szlaku to ja potrzebuję łańcuchów i klamer. Np. w postaci śródtytułów z jasno sformułowaną tezą omawianą w kolejnym akapicie. Inaczej mówiąc, ja potrzebuję jasno jak krowie na rowie napisanie, „co autor ma na myśli”; jakiej tezy broni albo jakiej tezie jest przeciwny. Ta uwaga dotyczy też, a własciwie szczególnie, samego tytułu książki. Oczekiwałbym czegoś takiego: „Pochwała zwartości, inaczej spójnosci grup ludzkich albo o pożytkach z tego czy tamtego.”
    Inaczej to patrzę na tekst i słowa wiruja mi w chaotycznym tańcu, gubię myśl, nie wiem o co autorowi chodzi. A stąd łatwo mi do wniosku, że to same głupoty niewarte uwagi, przecież nie ma tu ani jednego wzoru, ani grama matematyki!

    Brak odnośników i komentarzy.
    Biję sie teraz w piersi i to za co piekliłem sie na red. Bendyka, czyli za (jak wtedy uważałem) zaśmiecanie toku mysli w jego tekstach bardzo częstymi odwołaniami do tekstów innych myślicieli, otóż brak tych odniesień bardzo mi teraz przeszkadza. Przecież europejska i światowa literatura na temat pojęć takich jak „ojczyzna”, „naród”, „duma narodowa”, „mit założycielski”, itp. musi być przeogromna.
    Mnie uczono od podstawówki nie ufania niczyim słowom, a już szczególnie słowom nauczyciela. To (chyba?) miało coś wspólnego z teoriami Poppera, o ile czegoś nie pomieszałem. W każdym razie spodobało mi się już w dzieciństwie i zawsze moją pierwszą reakcją na czyjeś słowa jest „łże jak pies, pozostaje tylko mu/jej udowodnić w ilu miejscach i jak bardzo”. Przypisy i powoływanie sie na prace poprzedników ułatwia jednak weryfikację stawianych przez autora tez, chociażby poprzez analizę doboru tych żródeł, czyli tzw. bias edytora.

    Brak wyjaśnienia powodu napisania tej książki.
    No właśnie; co skłoniło autora do jej napisania?

    I na koniec mały szczegół, ale w polskich warunkach bardzo ważny. W zacytowanym fragmencie brak mi sformułowania „naród wybrany przez samego Boga”. Przecież w historii mamy naród, który w swoim micie założycielskim posunął się nawet do tego, ostatecznie skrajnego twierdzenia. Bardziej specjalnym i wyjątkowym aniżeli bycie wybranym przez Boga jedynego już być nie można.

  20. @Aborygen
    akurat skonczylem czytanie tekstu Pana Profesora Hartmana a teraz juz rozumiem (prawie) wszystko 🙂 Dokladnie jak Pan, ja tez zgadzam sie z prawie z wszystkim co Pan redaktor napisal, oprocz (a znowu dokladnie jak Pan Aborygen) nie zgadzam sie z tym fragmenten na temat „dumy narodowy”. Nie jestem jednak pewny czy Pan Hartman mysli ze duma narodowa powinna istniec w ogóle czy nie. Nie jest tam jasne dla mnie (nie mowiac dobrze po polsku) czy autor sam mysli ze tak ma byc albo czy tylko opisuje sytuacja bez ocenic jej.

    Nie zgadzam sie z tym co Pan Hartman napisal: „W jej miejsce na czoło wysuwa się wtenczas idea konstytucyjnej wspólnoty politycznej, która jednakże nie jest w stanie związać ze sobą wystarczająco wiele wyobrażeń i emocji, aby kiedykolwiek pośród mas „obywatelstwem” zastąpić „narodowość”.”
    JEST trudno ale o tym trzeba walczyc bo to ideal. Jesli nie dzis to jutro ale kategorycznie mowic ze „idea konstytucyjna jest w istocie nie w stanie… ” to nie prawda moim stanie. (Ale znwou nie jestem pewny czy Pan H. tak mysli albo tylko opisuje sytuacje.) Wydaje mi sie ze idea konstytucyjnej wspolnoty politycznej jest jedyna droga w Europie. Wszystkie te bzdure narodowe mamy rzucic do koszyka 🙂

    Jeszcze cos innego: Jesli Pan lubi ten tekst Schopenhauera, tak jak ja, trzeba wziac pod uwage ze Schopenhauer napisal tak: „Zreszta indywidualnosc jest u kazdego czlowieka znacznie wazniejsza niz narodowosc i zasluguje stokroc bardziej na uwage.” Z tego wynika ze nie dobry pomyl ani byc dumna 24 godzin na doby ale tez nie wstydzic sie za glupoty ktore PiSiory zrobili. 🙂

css.php