Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

12.06.2017
poniedziałek

Sąd Najwyższy tępi sztukę!

12 czerwca 2017, poniedziałek,

Co za żenada! Tak to jest, gdy ludzie nie chodzą do teatru i na koncerty. Izba Pracy Sądu Najwyższego po raz drugi wydała wyrok stwierdzający, że wykonanie utworu muzycznego bądź scenicznego nie jest „dziełem”, lecz usługą, którą należy rozliczać w ramach umowy zlecenia, od której należy odprowadzić składkę ZUS.

Sprawę wniósł właśnie Zakład Ubezpieczeń Społecznych i wygrał. Teraz nędznie opłacani muzycy będą zarabiać jeszcze mniej, bo od ich wręcz śmiesznych czasami wynagrodzeń odprowadzana będzie składka na ZUS. Za chwilę wszyscy muzycy wylądują na ulicy i będą zarabiać ciałem – bo od dzisiaj wykonywanie cudzych utworów to w naszym kraju praca fizyczna. Będziem im do dziurawych kapeluszy wrzucać nieozusowane moniaki.

Rozumiem, że prezes ZUS nie ma pojęcia, czym jest przedstawienie teatralne i koncert, bo przecież taki prezes jest od liczenia kasy, a nie od kultury. Jednak w przypadku sędziów naród ma prawo oczekiwać, że będą to osoby w miarę kulturalne, nie przymierzając – inteligenci. Bo też niewiele trzeba rozeznania w świecie kultury, żeby odróżnić puszczanie płyt albo wyświetlanie filmu w świetlicy od gry na instrumencie albo na scenie teatru.

Nie trzeba też znać się na prawie autorskim, aby wiedzieć, że aktor i muzyk intepretują dzieło, jakim jest dramat lub partytura, a interpretacja taka jest za każdym razem nowym dziełem – interpretacją właśnie. Jest nią każde wykonanie utworu muzycznego i każde przedstawienie w teatrze. Traktowanie wykonań-interpretacji jak powtarzalnych mechanicznych czynności, na podobieństwo machania łopatą, urąga godności artystów. Nie waham się tego powiedzieć: Sąd Najwyższy RP obraził i poniżył polskich artystów! Może sądzenie jest machinalnym stosowaniem przepisu prawa do sytuacji procesowej – jeśli sędziowie tak sobie myślą o swojej robocie, to ich sprawa. Niech się „ozusowują” po trzykroć i założą sobie „Izbę Rzemieślniczą Sędziów”. Ale niech się od… od artystów!

Sąd ów orzekł, iż organistka grająca koncert organowy z orkiestrą wykonywała tylko polecenia dyrygenta, wobec czego jedynie „świadczyła usługę”, a koncert „nie był jej twórczą, kreatywną aranżacją”. No, normalnie ręce opadają. Ja rozumiem, że sędzia nie był nigdy na koncercie i nie ma zielonego pojęcia o pracy muzyków, w tym dyrygenta i instrumentalisty, ale czy nie może kogoś zapytać? Jak bardzo trzeba być głupim, żeby nie wiedzieć, że się jest w danej kwestii zupełnie niekompetentnym?

Nie mogę się pogodzić z tym, że sędziowie najbardziej prestiżowego sądu w moim kraju są tak po prostu i po ludzku głupi. I jeszcze obrażają muzyków i aktorów, stawiając ich poniżej rzemieślników, którzy przecież przynajmniej wytwarzają jakieś dzieła. Dla sędziów Sądu Najwyższego muzyk to jakiś grajek, który bezmyślnie robi, co mu każą – tu przyciśnie, tam smyczkiem pociągnie, byle szybko po wypłatę. Brak słów.

Podobno orzeczenie zaczyna się od słów: „Pojedynczy muzyk orkiestry nie tworzy dzieła”. Tworzy! Tworzy razem z innymi, bo koncert jest dziełem zbiorowym i właśnie dlatego tak się nazywa. Udział w tym tworzeniu jest nierówny, lecz zawsze twórczy. Odegranie kwestii w sztuce teatralnej bądź zagranie swojej partii na instrumencie w ramach koncertu jest osobistym, nie mechanicznym, lecz angażującym głębokie pokłady osobowości wkładem w wydarzenie artystyczne, którym jest za każdym razem nieco inne przedstawienie teatralne bądź wykonanie utworu muzycznego.

Oczywiście, wkład kompozytora jest większy niż kogoś, kto gra kilkanaście taktów w swojej sekcji. Ale nawet jak raz w czasie trwania utworu uderzę w kocioł, to uderzam w niego całym sobą, a nie tylko wykonuję pracę fizyczną walenia pałą. Czy gra na skrzypcach barokowych jest dla imć sędziów pociąganiem końskim włosiem po baranich kiszkach? Tak samo jest w teatrze. Najmniejszy epizod jest grą aktorską, w którą angażuje się człowiek z całą swoją twórczą zdolnością, a nie tyko jakiś wyodrębniony i wyćwiczony organ jego ciała i pojedyncza władza psychiczna.

Obawiam się, że Sąd Najwyższy wykazał się nie tylko ignorancją w zakresie kultury oraz prawa autorskiego, lecz po prostu arogancją i przemądrzałością. Dał się zwieść iluzji, że prawo ma jakąś swoją własną wewnętrzną i ezoteryczną racjonalność, której profani nie mogą pojąć, fałszywie przypisując sędziom niesprawiedliwość tam, gdzie nie mogą zrozumieć nieintuicyjnego wyroku. To jest szczególny rodzaj pychy prawniczej, zwany ekskluzywizmem bądź ezoteryzmem prawniczym.

Drodzy sędziowie prześwietnej Izby Pracy, rumieńcie się, jeśli to czytacie. Wasz wyrok jest popisem ignorancji i sędziowskiej hybris. Lepiej szybko o nim zapomnijcie przy kolejnej okazji. A dyrektorom teatrów i filharmonii radzę się nie przejmować. Dalej podpisujcie umowy o dzieło, a w razie procesu z ZUS tłumaczcie w sądzie prostą rzecz: każda sytuacja artystyczna jest inna, wobec czego Sąd Najwyższy, odnosząc się do pewnych koncertów w Szczecinie, nie wypowiedział się awansem o Waszych imprezach. A jeśli to nie zadziała, to Wasza sprawa trafi w końcu przez Najwyższy Trybunał, który będzie miał świetną sposobność, żeby się zrehabilitować. Odwagi!

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 51

Dodaj komentarz »
  1. Każdy ekonomista powie Panu Profesorowi, że wykonanie utworu muzycznego bądź scenicznego jest usługą dla widzów czy też słuchaczy. Poza tym, to większość tych wykonawców będzie oczekiwać na starość emerytury, ale składek na nią, jak widać, nie chcą oni płacić – chcą oni, aby te składki płacili za nich pozostali pracujący Polacy. Wstyd i skrajny egoizm! 🙁

  2. Dziwne, dziwne, Paul McCartney, Madonna itd. nędznie opłacanymi muzykami? Dziwne rzeczy Pan profesor wypisuje.

  3. Przypuszczam, że byle knajpiany grajek zdaje sobie sprawę, że na starość będzie musiał z czegoś żyć. Muzyk symfoniczny tym bardziej……. Więc pewnie i tak korzysta z komercyjnego ubezpieczenia emerytalnego. Swoją drogą SN przyjął punkt widzenia rodem ze średniowiecza, kiedy to malarz, architekt czy muzyk był uważany za takiego samego rzemieślnika jak szewc czy krawiec

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Kisiel już dawno to zdefiniował: dyktatura ciemniaków/

  6. @Leonid vel jakowalski
    Kto Cie upowaznil do wypowiadania sie w imieniu ekonomistow? Jakim prawem przypisujesz im wlasne prostactwo umyslowe?

  7. Muzycy grający w orkiestrach, najczęściej zamiast na etatach, są na kontraktach — bez opłaconych składek ZUS. Już wkrótce, jeśli ktoś zechce posłuchać czegoś subtelniejszego niż tfurczość Zeneka M., niech uczy się grać na grzebieniu.

  8. To jest wlasnie prawdziwy dramat Polski i Ukrainy, ze nasze elity dorosly do demokracji dokladnie tak samo jak nasze spoleczenstwa, czyli tylko czesciowo. SN niby jest ostatnia reduta obrony panstwa prawa przed PiS, ale jakosc interpretacji tego prawa pozostawia niestety wiele do zyczenia. SN „wslawil” sie juz orzeczeniem odwolujacym sie do doniesien prasowych jako do faktow (orzeczenie nt. legalnosci Stowarzyszenia Osob Narodowosci Slaskiej) i jak widac kontynuuje ta sluszna inaczej linie. Potem prawnicy dziwia sie, ze nikomu nie zalezy na rzadach prawa, a ludzie wola 500 zlotych do reki i rzady Prawa i Sprawiedliwosci.

  9. Ciekawe, że Pan Hartman nigdy nie wystąpił w obronie pozostałych pracowników, których wynagrodzenia obniża ZUS. Oni mogą zarabiać jeszcze mniej? Nie żebym był za opodatkowywaniem ZUSem artystów, wręcz przeciwnie, ale co z pozostałymi milionami pracowników? Oni mogą mieć wynagrodzenia obniżone o 40 %, a potem i tak nie dostaną emerytur, bo pieniędzy w ZUSie nie ma, nie było i nie będzie, bo wszystko jest wydawane na bierząco?

  10. Mad Marx
    Komercyjne ubezpieczenie emerytalne jest fikcją. Poza tym, to czym się różni artysta od rzemieślnika? Potrafisz to wyjasnić?

  11. Pisze Pan Profesor:

    „Jednak w przypadku sędziów naród ma prawo oczekiwać, że będą to osoby w miarę kulturalne, nie przymierzając – inteligenci. Bo też niewiele trzeba rozeznania w świecie kultury, żeby odróżnić puszczanie płyt albo wyświetlanie filmu w świetlicy od gry na instrumencie albo na scenie teatru”.

    Panie Profesorze Szanowny,

    Przecież Pan doskonale wie, że kultura w naszym kraju leży i kwiczy już od bardzo dawna. To jedno z wielu „osiągnięć” okresu „sukcesu transformacji”. W Polsce już praktycznie nikt nie czyta książek (roczne wydatki na książki – łącznie z podręcznikami – w przeciętnym gospodarstwie domowym wynoszą w ostatnich latach około 20 zł); można z powodzeniem ukończyć studia (humanistyczne!) nie przeczytawszy żadnej książki; do teatru na ambitne sztuki chodzi w Warszawie (łącznie z przyjezdnymi) około 3000 osób. Niech w reszcie Polski (z Krakowem, Wrocławiem, Łodzią, Gdańskiem) będzie ich kolejne 3000. Podobne liczby przytoczyć można na podstawie badania frekwencji na co bardziej wymagających filmach, np. zwycięzcach festiwali filmowych w Cannes czy Wenecji. Jedyne naprawdę poważne pisma jeszcze wychodzące w Polsce – już tylko kwartalniki albo ukazujące się jeszcze rzadziej – mają nakład rzędu 500-1000 egzemplarzy…
    Trochę mało jak na czterdziesto-milionowy kraj należący do UE i NATO, nie sadzi Pan?

    A jaki jest u nas poziom nawet tzw. opiniotwórczych tytułów? Otóż Pana „druh” z redakcji, Jacek Żakowski, w wywiadzie sprzed kilku tygodni stwierdził, że najlepsze polskie pisma są na poziomie co najwyżej w miarę przyzwoitych tabloidów zachodnich. I że on i jego znajomi czytają prasę zachodnią aby dowiedzieć się czegoś o świecie a nawet o … Polsce.

    Tak więc o jakich – nie przymierzając – inteligentach Pan pisze w Polsce AD 2017?

    W związku z niedawną śmiercią Wojciecha Młynarskiego pojawiło się u nas sporo artykułów wspominkowych. W jednym z nich autor cytuje zmarłego niedawno mistrza, który np. powiedział o telewizji lat 1960. tak: „tam pracowali inteligenci. To znaczy mieli inteligentne pomysły, angażowali inteligentnych artystów, po to żeby inteligentna publiczność ich oglądała. I ten obieg funkcjonował”.
    Gdzie teraz szukać inteligentnych pracowników mediów, inteligentnych artystów i inteligentnej publiczności?
    Młynarski zaczął nawet marzyć o „pełnym półinteligencie”, na inteligenta już nie licząc będąc coraz bardziej otoczony ćwierćinteligentami i niżej…

    „Bo się zrobił taki czas
    że cię trzeba nad pojęcie,
    wracaj do nas, ratuj nas
    pełny półinteligencie,
    bo się strasznie pienią mi
    łypiąc znad herbaty plujki
    ćwiartki i szesnastki i
    czy ja wiem? Trzydziestodwójki…”

    Dzisiaj inteligencja to ludzie marginesu. Młynarski poświęcił im jakiś czas temu przejmujący wiersz:

    „W ostatnich dniach, dokładnie według
    Harmonogramu i wykresu,
    Odbyło w naszym się osiedlu
    Spotkanie z ludźmi marginesu.
    Byli to dwaj przystojni chłopcy,
    Oko myślące, buzia gładka,
    Znali po dwa języki obce
    (W tym polski! Rzecz doprawdy rzadka!).
    Mówili krótko, miło, mądrze,
    Doprowadzając nas do stresu
    Tym, że czytali dużo książek
    Dwaj młodzi ludzie z marginesu.
    Ubrani byli bardzo biednie
    W rzeczy gustowne, choć niedrogie,
    Zarobki mieli – mniej, niż średnie,
    Dwaj absolwenci filologii.
    Za to premiery znali wszystkie
    W teatrze, telewizji, w kinie,
    Mówili z nagłym w oku błyskiem,
    Czy rzecz udana była, czy nie.
    Kontakty z nimi, choć pobieżne,
    Dały nam poznać w jednej chwili,
    Że sądy ich są niezależne
    I rzadko któryś z nich się myli.
    Ale osiedle ich nie lubi,
    Twierdzi, że nie ma interesu,
    Żeby się mieli w jego klubie
    Wymądrzać ludzie marginesu.
    Osiedle woli innych gości,
    Tych, którzy są tej ziemi solą,
    Nurt główny naszej społeczności,
    Tupiący w rytmie disco polo.
    U osiedlowej stojąc bramy,
    Powtarzam sobie: Niech ja zginę,
    Społeczność mamy, jaką mamy…
    …ale na szczęście jest margines!
    Ta myśl, żarliwa i łakoma,
    Nową napawa mnie nadzieją,
    Margines zaś siedzi po domach
    I cieszy się, że go nie leją…”

  12. Panie takei-butei, gwiazdy i gwiazdeczki sobie poradzą. Zenon Martyniuk też. Można się zastanowić czy dzieła Madonny czy MacCartney aby można określić mianem sztuki i zaliczyć do „kultury wysokiej”. Niestety kulturę wysoką i najbardziej wartościową robią owi „rzemieślnicy” grający po jakichś pozbawionych blichtru orkiestrach i teatrach. Opłacani w większości tak źle, że muszą dorabiać fuchami i marnować swój czas i talent, by jakoś żyć i zarobić na emeryturę. Niejeden uzna, że w sytuacji okrojenia i tak niewielkich dochodów z umów o dzieło trzeba będzie schować talent i umiejętności do kieszeni i przygrywać do komercyjnej sieczki albo ładować kebab w bułę.

  13. „Sąd ów orzekł, iż organistka grająca koncert organowy z orkiestrą wykonywała tylko polecenia dyrygenta, wobec czego jedynie świadczyła usługę.”

    Jako rodowity Polak, znalazłem rozwiązanie typu „zakombinujmy”. Skoro tylko dyrygent wydawał polecenia (= tworzył dzieło), zatem należy wprowadzić rotacyjne dyrygowanie orkiestrą. Na próbach, każdy muzyk dostaje swoje 5 minut machania batutą, przyczyniając się tym samym do wytworzenia ostatecznej postaci dzieła. Dyrygent główny (tzw. „mianowany”) poświadcza powyższe za pomocą okrągłej pieczątki. Sąd jest syty – i muzyk cały 🙂

  14. Dlaczego muzycy mieli by być z tej składki zwolnieni? Czy są oni tzw. „lepszym sortem”?

  15. Nie ma jak to cenzura, zwłaszcza gdy się jest czcicielem wolności słowa, nieprawdaż, Panie Profesorze.

    A przecież napisałem tylko prawdę, nie łamiąc żadnych reguł, żadnego regulaminu, nie stosując żadnej mowy nienawiści…

  16. vannelle
    12 czerwca o godz. 23:28

    Ale to prawo obowiązywało za PO… Dlaczego PO nazywasz dyktaturą ciemniaków?

  17. Dobrze im tak. Niech wylądują na ulicy. Chcieli to mają. Wszyscy chcieli kapitalizmu, a nie zapytali jakiego. Więc mają Kaczora, biskupów i wstyd za Adriana. Może profesorów czeka to samo?

  18. grzerysz
    13 czerwca o godz. 8:48
    Czytaj ZDANIE krakowskiej Kuźnicy. Tylko w Empiku.

  19. A dlacze górnik jest zwolniony.Pomyśl

  20. A dlaczego górnik jest zwolniony.Pomyśl

  21. Szanowny Panie Profesorze,

    Wracając na chwilę do – nie przymierzając – inteligencji.

    Na pewno doskonale Panu wiadomo, że nasze czołowe uczelnie wyższe (Uniwersytet Warszawski i Uniwersytet Jagielloński) lokują się w czwartej (QS World University Ranking), w piątej (ranking szanghajski) albo nawet szóstej (Times Higher Education World University Ranking) setce światowych rankingów.

    Oto krótki cytat z RZECZPOSPOLITEJ sprzed kilku dni:

    „Polskie uczelnie coraz niżej w QS World University Ranking….
    Najwyżej z polskich uczelni sklasyfikowany został Uniwersytet Warszawski – na miejscach 411-420, razem z m.in. Uniwersytetem Zatoki Perskiej z Bahrajnu, Kazachskim Narodowym Uniwersytetem Technicznym, czy Kijowskim Uniwersytetem Narodowym im. Tarasa Szewczenki….
    Kolejne polskie uczelnie to Uniwersytet Jagielloński w Krakowie (461. miejsce, spadek o 30 pozycji), Politechnika Warszawska (601. miejsce, identycznie jak przed rokiem), oraz plasujące się ex aequo na pozycjach 801-1000: debiutujące w rankingu Uniwersytet Adama Mickiewicza w Poznaniu, Akademia Górniczo-Hutnicza w Krakowie i Politechnika Wrocławska, a także Uniwersytet Łódzki, Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu i Uniwersytet Wrocławski, które zaliczyły solidarny spadek o 100 pozycji”.

    Pamiętajmy, że mowa tutaj o najlepszych naszych uczelniach. Co powiedzieć o tych przeciętnych lub nawet tzw. dobrych, których jest przecież najwięcej? Większość polskich uczelni – szczególnie tych prywatnych – oferuje studentom od wielu lat poziom dużo niższy niż zapewniały uczniom klas średnich kilkadziesiąt lat temu dobre licea, o tych najlepszych – a istniały takowe nie tylko w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Łodzi czy Trójmieście, ale także w Białymstoku, Toruniu, Radomiu, Kielcach, Włocławku i wielu innych miejscowościach – nawet nie wspominając.

    W związku z powyższym oraz nędznym poziomem naszych mediów – o ile nie nastąpią oczywiście jakieś bardzo zdecydowane i długotrwałe działania – możemy marzyć w naszym kraju co najwyżej o „pełnym półinteligencie” a może nawet jedynie o pełnym ćwierćinteligencie…

    A tak na marginesie. Analizując choćby wyniki „QS World University Ranking” można stwierdzić, że z Ukrainą i Kazachstanem to mamy znacznie więcej wspólnego niż się czytelnikom POLITYKI i jej blogów wydaje…

  22. Lohkamp
    13 czerwca o godz. 8:55

    Panie Lohkamp, czy na Zachodzie muzycy filharmonii nie dają sobie rady, muszą chałturzyć?

    Nie rozróżniam: sztuka wysoka – sztuka inna. Płacę za muzykę Black Sabbath i nawet 1000 zł za bilet na Lonewolf mnie nie odstraszy.

    Czy pan Lohkamp pójdzie na koncert krakowskiej orkiestry, dając za bilet 1000 zł? Nie, to znaczy, że grają kiepsko, dlaczego więc z budżetu dopłacać do kiepskich grajków? Tak, to znaczy, że mogą się utrzymać bez dotacji, subwencji…

  23. @Salomon
    13 czerwca o godz. 10:46

    Oczywiście czytuję…

    Bardzo wysoko cenię też teksty profesora Bronisława Łagowskiego. Zresztą, co za sytuacja – profesor Łagowski pisuje w tym samym miejscu co Tomasz Jastrun, niezapomniany SMECZ a paryskiej KULTURY…

    A więc na koniec coś z Jastruna. Powiedział on swemu wydawcy: „może być wydał mój nowy zbiór wierszy, wykupię połowę nakładu”. Na to wydawca: „a co zrobię z druga połową”…

  24. Dla mnie jest to identyczny problem jak z napiwkami dla obsługi lukalach gastronomicznych, i takie samo tłumaczenie „bo mało zarabiają”
    A czy jednym z powodów niskich zarobków jest to że można to sobie odbić gdzieś indziej?

  25. Największym problemem Polski jest deficyt myślenia i działania obywatelskiego. Dominuje hałaśliwy egoizm, ugarnirowany brunatno-czerwoną pianą. Suweren zapomniał o wstydzie, już niedługo, słono za to zapłaci.

  26. Jedni dostarczają ludziom żywność, drudzy – przyodziewek, następni – miejsca schronienia, inni leczą, uczą, bronią a „artyści” dostarczają rozrywki czyli są jak wszyscy producentami lub usługodawcami.
    Zgodnie z prawem rynku – usługa jest atrakcyjna dla odbiorców zatem dany usługodawca ma z tego niezłe profity a jak ma ograniczony, niewielki krąg klientów to klepie bidę i musi dorabiać chałturami.
    To wszystko jest pracą dlaczego więc praca „artysty” to coś więcej niż praca np. rolnika.
    Bez teatru, filharmonii mogę żyć ale bez żywności to nie bardzo.

  27. Panie profesorze, żenadą jest również skowyt artystów przechodzących na emeryturę, która może być tylko taka, jakie ktoś sobie składki odprowadził. Pomijam tu oczywiście grupy zawodowe wyjęte spod prawa, pasożytujące na pracy innych.
    Polecam nie tylko Panu zapoznać się z treścią wypowiedzi na ten temat aktorki Zofii Czerwińskiej. Dowie się Pan, co musi zrobić artysta, żeby nie musiał na starość być żebrakiem, albo łkać, że mu się krzywda dzieje.
    Dla mnie nie trzeba wyroków sądów najwyższych, żeby wiedzieć o tym, iż każdy kto pracuje i zarabia w Polsce musi solidarnie odprowadzać składki do ZUS. Przez ostanie 28 lecie nowe władze i media odsądzały ZUS od czci i wiary, nierzadko nazywając tą instytucję złodziejską.
    Artyści zwykle nie mają lekkiego życia, a na starość jest jeszcze gorzej. Tylko nieliczni, ci których twórczość znalazła nabywców, mogą spać spokojnie. Dlatego też system solidarnych ubezpieczeń społecznych jest niezwykle ważny. Proszę o tym pamiętać.

  28. @kaesjot
    „Bez teatru, filharmonii mogę żyć ale bez żywności to nie bardzo”
    Tak ci się niestety, tylko wydaje. Artyści, sztuka wysoka są funamentem kultury. Kultura zaś jest tym, co odróżnia nas od zwierząt — technologia, społeczeństwo, etyka — są jej pochodnymi. Bez niej wkrótce zostaniemy barbarzyńcami i zdobywając żywność, będziemy sobie podgryzać gardła.

  29. Niestety, Polskę odziedziczyli potomkowie małorolnych chłopów ze wszystkimi tego konsekwencjami. Elitę wyrżnięto w pierwszej połowie XX wieku i trzeba pokoleń, by powstała nowa. Bo tylko elita potrzebuje czegoś więcej niż igrzyska i pełna micha. I potrafi spojrzeć dalej niż czubek własnego nosa.

  30. Niech się pan Harman nie martwi. PiS niedługo przegoni na 4 wiatry tę niekulturalną sędziowską hołotę z SN.

  31. „Sąd Najwyższy tępi sztukę” – panie Hartman, proszę wziąś zimny prysznic. Wszyscy oczekujący na emeryturę powinni płacić składki ZUSu. Czy to ETYCZE pasożytować na innych?

  32. Tym razem się z panem nie zgadzam.Jest wyrok sądu i trzeba go uszanować inaczej stawia się pan w lepszym sorcie polaków.

  33. Ciapcionog
    13 czerwca o godz. 23:01

    A szynkę chcesz żreć? A chleb chcesz mieć co dzień? Chłop jet elitą Polski. Tylko chłopi mieli swą kulturę, sztukę, polskość. Szlachta, inteligencja mogła tylko małpować Francuzów, Anglików itd. Trzeba mieć nieźle o… w mózgu, aby nie wiedzieć, co dla Polski znaczą chłopi. Żaden wielki polski artysta by się nie wybił, bez inspiracji sztuką ludową, wierzeniami ludowymi. Mickiewicz, Szopen, Norwid itd. Byliby niczym bez chłopstwa.

  34. gotkowal
    13 czerwca o godz. 21:31

    Największych artystów mieli Niemcy. Niemcy też najokrutniej podrzynali gardła, a gdy im było mało, wymyślili Auschwitz… Warto by poczytać na ten temat Tadeusza Borowskiego… Podstawowy tekst: „Proszę państwa do gazu”.

  35. Ciapcionog
    13 czerwca o godz. 23:01

    Najważniejsze arcydzieła polskie to „Chłopi” Reymonta i „Dziady” Mickiewicza. To jest dziedzictwo Polski: chłopi małorolni, ich kultura. Bez nich nie byłoby żadnej elity. Spójrz i ty nieco dalej niż własny kinol.

  36. Ma Profesor racje, ale czy to dobry moment na atakowanie Sadu Najwyzszego?

  37. Ciapcionog
    13 czerwca o godz. 23:01

    To ohydne dziedzictwo, o którym piszesz, jest szlacheckie: warcholstwo, prywata, pogarda dla Polaków, lokajstwo wobec możnych tego świata, anarchia, sobiepaństwo, niszczenie wszystkiego, co rodzime. Sama szlachta w niezliczonych tekstach tępiła swego ohydne wady, na próżno, szlachty nie ma, ale wszystko, co najgorsze ze szlachty jest widoczne we współczesnej polskiej polityce. Tekst szlachcica Reja „Krótka…” jest o dzisiejszych politykach.

    Chłopi, człowieku, to pracowitość, pracowitość, pracowitość, miłość ziemi, związek z przyrodą, kolektyw. Dzięki swoim cechom i kulturze przetrwali najgorsze: niewolę pańszczyzny, bezlitosny wyzysk, zabory, okupację, komunizm… Gdyby nie chłopi, Polska by podzieliła los Apaczów… Tysiąc lat niszczenia chłopstwa a ono nadal żywi i broni. Dokop i ty chłopom. Nie pierwszyzna, nie nowina.

  38. W kraju filistrów, kultura z definicji jest piątym kołem u wozu.

  39. Przez całe lata publicyści Polityki walczyli jak lwy, aby ozusować wszystko co żyje i na drzewo nie ucieka. A teraz, gdy uderzono w swoich – krzyk oburzenia. Hipokryzja, czy lewicowa, czy prawicowa jednakowo paskudna.

  40. Składki płaci się (powinno się płacić) od dochodów niezależnie od źródła dochodów. Obojętnie czy dochody są pochodną rzeźbienia rzeźby, leczenia pacjentów, księgowania czy czyszczenia kiblów.

    Z jakiej racji mają istnieć dochody lepszego i gorszego sortu?

    To tak zasadniczo niezależnie od głupkowatej tutaj argumentacji sądu. Albo głupkowatego przedstawienia argumentów sądu. Bo w 95% rzeczywiste uzasadnienia sądów są zupełnie inne niż ich prezentacja w mediach. Kiedyś osobiście to na wyrywki sprawdzałem. A więc bez linku do rzeczywistego uzasadnienia w żadne doniesienia medialne z ostrożności i z zasady nie wierzę.

  41. grzerysz
    13 czerwca o godz. 11:51
    Dobry jesteś! Przeczytaj jeszcze Łagowskiego „Polska chora na Rosję”

  42. Panie profesorze, gardłuje się Pan straszliwie, a tymczasem, ja sądzę chodzi tutaj o podreperowanie już i tak opłakanego budżetu ZUS-u, a przy okazji też emerytur muzyków. A co do kondycji finansowej tych ostatnich w Polsce to jest oczywiście słabiutka. Dlatego wielu w poszukiwaniu godziwych zarobków stara się wyjechać za granicę.

  43. @gotkowal
    A co to jest „sztuka wysoka” ?
    Co ją wyróżnia od sztuki „średniej” i „niskiej” ?
    Spróbuj żyć samą „sztuką” – bez pożywienia.

  44. Kruk 13 czerwca o godz. 0:51
    Dlaczego mnie obrażasz? Poza tym, to jestem doktorem ekonomii, i to z uczelni z pierwszej setki światowych rankingów, a więc wiem, co piszę.

  45. Krzysztof Mazur
    ZUS to NIE jest przechowalnia pieniędzy, a tylko system dystrybucji emerytur. Polega on tym że obecnie pracujący utrzymują obecnych emerytów, a kiedy obecnie pracujący przejdą na emerytury, to będzie ich utrzymywać następne pokolenie pracujących. Tylko w ten sposób można bowiem zapewnić realne emerytury, jako że na przyszłość nie da się odłożyć tego, co będzie w przyszłości, na emeryturze potrzebne, czyli głównie żywności i lekarstw. Odłożyć można tylko pieniądze, ale ich siła nabywcza może się w przyszłości okazać za niska, aby utrzymać emeryta. Przekonali się o tym niedawno np. w Chile.

  46. PiS nie ma litosci nawet dla najblizszych waszemu sercu artystow, przyjaciol…
    Panie Hartman

    „Na 6,5 roku pozbawienia wolności skazał dziś krakowski Sąd Okręgowy Konrada M., oskarżonego o kierowanie grupą przestępczą zajmującą się handlem kobietami. W procesie oskarżonych było 15 osób; sąd uznał winę wszystkich oskarżonych. Jak podawały media, Konrad M. to muzyk, lider KOD-Kapeli, uczestniczącej w manifestacjach Komitetu Obrony Demokracji…”

  47. @Ciapciong tzw. ‚elity’ II RP konserwowały społeczeństwo w którym 1/3 była niepiśmienna. Źródeł dzisiejszych opóźnień cywilizacyjnych należy więc szukać już w II oraz I RP.

    „Według statystyk w Polsce w 1921 było 33,1% analfabetów, w 1931 – 23,1%, w 1960 – 2,7%, w 1978 – 1,2%.Planową akcję likwidacji analfabetyzmu w Polsce przeprowadził w latach 1949-1952 rząd Polski Ludowej. Pierwsze próby podjęto już w 1945 r. Departament Oświaty i Kultury Dorosłych Ministerstwa Oświaty opracował projekt dekretu o obowiązkowym nauczaniu analfabetów. Jednak dopiero ustawa z 7 lipca 1949 r. wprowadziła obowiązek bezpłatnej nauki dla analfabetów i półanalfabetów od 14 do 50 roku życia.” https://pl.wikipedia.org/wiki/Analfabetyzm

  48. Obrażają aktorów i muzyków stawiając ich poniżej rzemieślnikow? 🙂 Myślę, że praca dobrego rzemieślnika jest o wiele więcej warta niż praca wielu „muzyków” czy „aktorów”. Byłabym za innym dotowaniem sztuki, i to tylko wysokiej, niż przez ulgi w opłatach zusowskich… Bo jak wspomagamy tak harfistkę, to na jakiej podstawie nie Martyniuka?

  49. @Salomon
    14 czerwca o godz. 13:54

    Ubolewam, że poglądy tak mądrych, rozsądnych, odważnie i trzeźwo myślących ludzi jak profesor Bronisław Łagowski (albo np. profesor Andrzej Walicki) są w Polsce praktycznie nieznane.
    Ubolewam też, że bardzo wysoki stopień politycznego zacietrzewienia i jednostronności – zarówno w sprawach krajowych jak i zagranicznych – (że nie wspomnę o całkowitym upadku doskonałego dekady temu działu kulturalnego) osiągnęła w wolnej Polsce POLITYKA, kiedyś najlepsze pismo od Łaby do Władywostoku, w drugiej połowie lat 1960 i pierwszej połowie 1970 – mimo istnienia cenzury – tygodnik niewątpliwie świetny.
    Najzabawniejsze, że starzy, PRL-owscy propagandziści w rodzaju Daniela Passenta i Marka Ostrowskiego piszą dzisiaj praktycznie zupełnie to samo co nawiedzeni i bezkompromisowi styropianowi ideolodzy typu Adama Szostkiewicza, Jacka Żakowskiego czy Andrzeja Celińskiego.
    Okazuje się, ze bojownicy z pierwszej linii frontu ideologicznego – niezależnie od panującego ustroju – zawsze znajdą ze sobą wspólny język…

  50. @takei-butei – w tym temacie całkowicie się z Tobą zgadzam .

  51. Kontynuując temat teatru, inteligencji i jakości wykształcenia przytoczę może dwa fakty.

    Pierwszy z nich to słowa wielkiego artysty teatru, Tadeusza Kantora, jakie przypomniał w wywiadzie dobre kilka lat temu inny nasz wybitny reżyser teatralny, Krystian Lupa („Wymazywanie”, „Kalkwerk” czy „Rodzeństwo” to spektakle świetne; a było takowych jeszcze kilka):

    „20 lat temu, kiedy rozpoczęła się w Polsce wielka przemiana, kiedy zachłysnęliśmy się wolnością, wielkie wrażenie zrobiła na mnie wypowiedź Tadeusza Kantora o nowych ekipach rządzących. Kantor mówił, że z zapartym tchem słuchał tego, co mówią politycy tej wolnej Polski, od których tyle oczekiwaliśmy. A wtedy premierem został Tadeusz Mazowiecki, więc nie byle kto, elita. „Słuchałem uważnie – mówił Kantor – ale żaden z tych polityków nie wypowiedział słowa sztuka. Oni pożałują tego, oni przez to przegrają””.

    Drugi fakt – za Wikipedią – o wykształceniu Krystiana Lupy:

    „Początkowo studiował na Wydziale Fizyki Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. W latach 1963-1969 studiował na Akademii Sztuk Pięknych im. Jana Matejki w Krakowie (dyplom na Wydziale Grafiki, 1969), później przez dwa lata studiował reżyserię filmową w Państwowej Wyższej Szkole Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej im. Leona Schillera w Łodzi, a następnie reżyserię teatralną w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej im. Ludwika Solskiego w Krakowie w latach 1973-1977”.

    A więc łącznie prawie dwadzieścia lat na czterech świetnych wówczas uczelniach i na czterech kierunkach. Nieźle…
    Ale efekty były i są…

  52. takei-butei 14 czerwca o godz. 9:35
    Niemcy meli też najlepszych filozofów, że wymienię tu choćby Leibniza, Kanta czy Hegla.

css.php