Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne

12.12.2019
czwartek

Krzyż w Sejmie znieważa konstytucję i państwo

12 grudnia 2019, czwartek,

Brawo dla posłanek i posłów lewicy, którzy domagają się usunięcia krzyża z Sejmu! To akt odwagi i zapowiedź, że ten rzucony (dosłownie) na kolana kraj kiedyś wreszcie z nich wstanie i odkryje niepodległy i demokratyczny byt, jakiego tak naprawdę nigdy jeszcze nie zaznał. Kropla drąży skałę. Nie wolno ustawać.

Czytaj całość »

8.12.2019
niedziela

Szymon Hołownia

Hołownia namiesza. Jest źle!

8 grudnia 2019, niedziela,

Z dużym rozczarowaniem obejrzałem debatę Jaśkowiaka z Kidawą-Błońską. Marni z nich mówcy, choć z pewnością większe szanse na wygranie z Dudą ma ten pierwszy. Niestety, nie zanosi się, żeby ludzie z PO desygnowali go na kandydata. Są ostrożni i konserwatywni. Nijaka i poprawna Kidawa-Błońska odpowiada ich temperamentowi. A na pokonaniu Dudy i PiS aż tak bardzo przecież im nie zależy. Marnie to widzę. No chyba, że Jaśkowiak w ciągu najbliższych dni odpali taki fajerwerk, że pokona niemrawą konkurentkę. Ale co to miałoby być?

Czytaj całość »

6.12.2019
piątek

Adrian Zandberg

List dziadersa do młodej lewicy

6 grudnia 2019, piątek,

Nie chciałbym nikogo urazić ani wybrzmieć protekcjonalnie. Proszę Was, żebyście potraktowali ten list z dobrą wiarą i nie doszukiwali się w nim drugiego dna. Co do protekcjonalności, poczucia wyższości, urażonych ambicji, próżności, frustracji i resentymentu, to w imieniu swoim i swoich kolegów przyznaję się do istnienia takich odczuć w jakimś wymiarze, bo to ludzkie. Jednak proszę wielkodusznie nam to wybaczyć, gdyż i my gotowi jesteśmy podobne cechy przebaczyć wam, bez wdawania się w dociekanie, kto ma ich więcej.

Czytaj całość »

2.12.2019
poniedziałek

Czy marszałek Grodzki brał?

2 grudnia 2019, poniedziałek,

Marszałek Senatu prof. Tomasz Grodzki ma nieprzyjemności z powodu pomówień o przyjmowanie nienależnych korzyści bądź nakłaniania pacjentów do wpłat na fundację medyczną. Zapowiada sądowe dochodzenie swych praw, co silnie przemawia na jego korzyść. Niestety, przedstawiciele establishmentu medycznego czasami mają niełatwą i niezbyt jasną sytuację, nazwijmy to w ten sposób, moralno-ekonomiczną. A czym więcej zarabiają (bywa to 30, 40, 50 tys. zł miesięcznie i więcej, jeśli są biznesmenami), tym trudniej to wszystko upchnąć w granicach dobrych praktyk i transparencji w wykonywaniu zawodu. Najtrudniej zaś przeliczyć poszczególne źródła dochodu na godziny pracy tak, aby to jakoś „wyglądało”.

Czytaj całość »

29.11.2019
piątek

Bronię Polańskiego

29 listopada 2019, piątek,

Znów awantura wokół Romana Polańskiego. Jak wiemy, studenci Szkoły Filmowej w Łodzi protestują przeciwko wykładowi, jaki w sobotę ma tam wygłosić największy jej absolwent Roman Polański. Rektor Szkoły, prof. Mariusz Grzegorzek, spotkania nie odwołuje, uważając się za niepowołanego do wydawania moralnej cenzurki Polańskiemu.

Jeśli etycy mają coś do roboty w przestrzeni publicznej, to właśnie w takich przypadkach. Z ciężkim sercem wezmę w obronę Polańskiego, z pełną świadomością, że nie mam szans przekonać jego wrogów. Z ciężkim sercem również dlatego, że argumenty, które formułuje się na gruncie etycznego osądu konkretnej sprawy z życia wziętej są z puntu widzenia normalnych zasobów retorycznych, aksjologicznych i pojęciowych debaty publicznej „od czapy”, to znaczy dziwaczne, wydumane, nieprzekonujące. Ale cóż mam na to poradzić? Za to będę wyrażać się jasno.

Moja teza jest następująca: Roman Polański powinien wygłosić wykład w swojej macierzystej Szkole Filmowej w Łodzi. Powinien zostać przyjęty z szacunkiem, a protestujący powinni powstrzymać się od dalszych demonstracji, szanując decyzję rektora, nawet jeśli nie zgadzają się z jego argumentami. Przeciwnicy wizyty Polańskiego w szkole powinni uznać, że już dostatecznie wyraźnie zamanifestowali swoje racje, a dalsze działania byłyby jątrzące i nieproporcjonalne. Roman Polański po raz kolejny przeżył (nie ostatnie zapewne) upokorzenie z powodu popełnianych przez siebie w przeszłości czynów. Taki jest jego los. Ale we wszystkim musi być zachowany umiar – studenci powiedzieli swoje, rektor powiedział swoje. Dano wyraz sprzeciwowi moralnemu w sposób dobitny i skuteczny, niemniej władze podjęły decyzję. Przez szacunek dla porządku instytucjonalnego to powinno kończyć sprawę.

Inaczej niż rektor, nie mam żadnych trudności z moralną oceną czynów Romana Polańskiego. W świetle znanych faktów można stwierdzić, że w przeszłości nie tylko dopuszczał się występków przeciwko moralności, lecz również (co najmniej raz) poważnego przestępstwa na tle seksualnym. Nie sądzę, aby miało sens podawanie w wątpliwość winy Polańskiego. Sens ma za to pytanie, czy wina ta nakazuje przyzwoitym ludziom izolować się od niego i powstrzymywać się od wszelkiego honorowania jego osoby. I na to tylko pytanie chciałbym odpowiedzieć.

Mogłoby się wydawać, że godny pochwały moralny pryncypializm nakazuje ostracyzm w stosunku do przestępcy, niezależnie od jego zasług, tym bardziej, że ostracyzm jest jednocześnie sposobem manifestowania solidarności z ofiarami. Taki jest zasadniczy argument protestujących studentów. Nie ujmując powagi temu argumentowi, twierdzę, że przeważają argumenty za tym, aby ostracyzm zupełny zastąpić umiarkowanym protestem (który w danym przypadku już miał miejsce).

Roman Polański od bardzo wielu lat ponosi społeczną i psychologiczną karę za swoje postępki. Trudno jest zmierzyć jej rozmiar, jednak z pewnością cierpiał już wiele i swych czynów żałuje. Cierpiał też z powodu wielkich życiowych tragedii, w dzieciństwie i wieku dorosłym – i choć nie mają one związku ze sprawami nadużyć seksualnych Polańskiego, to muszą być brane pod uwagę. Zarówno wiek reżysera, jak doznane cierpienia nadają mu szacowność, której rzecz jasna popełnione przestępstwa nie usuwają całkowicie. Podobnie ma się rzecz z zasługami – są one w jego przypadku gigantyczne i niepodważalne. Roman Polański jest jedynym, obok Lecha Wałęsy, znanym i szanowanym w całym świecie Polakiem, a także jedynym polskim artystą, którego dzieła znane są miliardom (sic!) ludzi. Win człowieka nie wolno ważyć z zasługami i poprzez zasługi rozgrzeszać go z tychże win. Zasługi win nie wymazują i nie są tym samym, co zadośćuczynienie. Jednak czcigodność osoby, jej ranga i zasługi bynajmniej nie są bez znaczenia i nie mogą być całkiem pomijane; przy czym „nie pomijać” nie znaczy to samo, co uważać za środki usprawiedliwiające czy też ekwiwalenty win. Nie o to chodzi. Czcigodność, chwalebność życia, zasługi publiczne i zaawansowany wiek sprawiają, że w pewnych sytuacjach oddzielamy porządek winy od porządku rangi i zasług – człowiek bowiem istnieje nie wyłącznie jako ta oto, prywatna osoba, pełniąca różne role, lecz istnieje do pewnego stopnia osobno i autonomicznie jako osoba prywatna i osoba publiczna. Osoba publiczna Romana Polańskiego nosi na sobie skazę wywodzącą się z jego życia osobistego, lecz nadal jest wielką i ogromnie zasłużoną postacią. W niektórych okolicznościach – a należą do nich wystąpienia publiczne – musimy takie rozdzielnie porządków uznać. Dlaczego? Tytułem faktu – po prostu te porządki są od siebie realnie oddzielone. Żeby podać wymowny przykład – niemal każdy król z pomnika był mordercą. Nie obalamy z tego powodu pomników.

Nie jest prawdą, że w ocenie moralnej ludzkich czynów (oraz osób – bo osoby oceniamy również) żadnej roli nie powinien odgrywać upływ czasu, ogólne prowadzenie się czy zasługi danego człowieka. Nie ma takiej możliwości, aby te czynniki nie brały udziału w takiej ocenie i abstrahowanie od nich jest zawsze sztuczne, sugerując zakłamanie i pychę moralną oceniającego, który znajduje sobie okazję do napawania się swą sprawiedliwością i sędziowską prerogatywą. Już samo podejrzenie, że za surowością czyjejś oceny może stać taka pycha wystarcza, aby powściągnąć swój radykalizm. Nasze czyny, a także poglądy i oceny, które wyrażamy, muszą mieć czyste intencje. Kto pała świętym gniewem, nie bacząc na wszelkie niuanse i mając za nic dobre serce i wybaczenie, ten złe sobie wystawia świadectwo.

Dlatego podejmując radykalne działanie, mające na celu zademonstrowanie moralnego sprzeciwu wobec kogoś winnego występkom, trzeba się upewnić – w intymności szczerej refleksji nad samą/samym sobą – że ma się moralnie czyste motywacje oraz przemyślało się swoje postępowanie, nie chwytając się jednej tylko prostej idei. Uniesienia moralne, oślepiające nas na niuanse, porywające nas w imię rzekomej czystości pewnej moralnej idei sprawiają, że zamiast być mądrymi i rozsądnymi sędziami ludzkich uczynków (do czego mamy pełne prawo, jeśli tylko posiadamy dostateczną wiedzę), stajemy się naiwnymi, bezmyślnymi i pozbawionymi prawdziwej i szczerej wrażliwości pyszałkami. Wolno nam sądzić innych – mamy wręcz taki obowiązek. Wolno nam to czynić właśnie dlatego, że sami nie jesteśmy bez winy (stara żydowska maksyma „niech pierwszy rzuci kamień…” jest całkowicie błędna). Jednak właśnie dlatego, że to zawsze winni sądzą winnych, wielkim nakazem sądzenia jest umiar i miłosierność.

Roman Polański jest wielkim człowiekiem, prowadzącym życie tak odmienne od naszego, że wydawanie sądów na temat jego uczynków oraz osoby jest znacznie trudniejsze, niż osądzanie zwykłych ludzi. Jest też człowiekiem starym i ciężko doświadczonym przez los. Mimo niewielkiej postury, dla każdego z nas jest budzącym podziw gigantem – nawet jeśli oburzają nas jego seksualne ekscesy z dalekiej przeszłości. Mimo tej wielkiej dysproporcji osobowego i życiowego formatu, jaki dzieli zwykłych ludzi od kogoś takiego jak Polański, mamy pełne prawo do swoich ocen. Jednak ocena a stosowanie kar to dwie różne rzeczy. Jeśli ktoś nie może wybaczyć Romanowi Polańskiemu, niechaj nie idzie się z nim spotykać i niechaj mówi głośno, dlaczego. To już naprawdę wiele. Sankcje zostawmy bardziej uprawnionym.

25.11.2019
poniedziałek

Studentka potwór! Wyrzucić ze studiów!

25 listopada 2019, poniedziałek,

Jakże łatwo i przyjemnie jest niszczyć słabego, zwłaszcza gdy sam jest sobie winny. Nagonka na niewinnego, owszem, rzecz to paskudna, ale jak już ktoś faktycznie coś przeskrobie, to można po nim skakać do woli, prawda? Nieważne, jak wielka jest jego wina, nieważne, na czym ta wina polega i jakie są okoliczności łagodzące. Wyrok opinii jest prosty i natychmiastowy. I zawsze maksymalny. Jak nie śmierć, to przynajmniej banicja.

Proszę wszystkich o opamiętanie w sprawie studentki medycyny z Collegium Medicum Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego, która nagrała znany już powszechnie filmik z niebywałym „hejtem” na pewną Ukrainkę, rzekomo zajmującą nieopłacone przez siebie miejsce w pociągu. Nie wiemy nawet, czy był taki incydent. Wiemy za to prawie na pewno, że filmik jest parodią i satyrą na rasizm i ksenofobię, a studentka opublikowała bardzo wiarygodnie brzmiące przeprosiny. Niewiele jednakże one dały – maszyna infamii i represji poszła w ruch. Studentkę zawieszono, a jej sprawę bada rzecznik dyscyplinarny oraz prokurator. Dziewczyna jest załamana i wylądowała w szpitalu. Nie wiadomo, co jeszcze złego może jej się przydarzyć. Cały kraj jest przeciwko niej, mówią o niej miliony ludzi. Siedzi w ukryciu, zaszczuta i przerażona. Czas powiedzieć: ludzie, zatrzymajcie się na chwilę i zastanówcie, co tu się właściwie wydarzyło! Proszę wszystkich o kilka minut spokojnej lektury moich argumentów. A może zechce ten felieton przeczytać rektor, dziekan, prokurator? Będę wdzięczny za udostępnienia w tych środowiskach.

Jestem filozofem i etykiem, któremu jest dane od ćwierć wieku uczyć studentów medycyny na Uniwersytecie Jagiellońskim. Znam i rozumiem młodzież studiującą medycynę i dlatego pozwalam sobie wtrącić się w tę bulwersującą i smutną sprawę filmiku nieznanej z imienia studentki, zawierającego wulgarną napaść słowną na osobę narodowości ukraińskiej. Dziewczyna (niech nazywa się Alicja – każdy wszak ma prawo mieć jakieś imię) znalazła się dziś pod presją publicznego potępienia, którego ciężar może okazać się nie do zniesienia i które być może już teraz stanowi karę nieproporcjonalną do jej niewątpliwej skądinąd winy. A przecież czeka ją jeszcze osądzenie przez uczelnianą komisję dyscyplinarną i – być może – przez sąd powszechny.

Inkryminowany filmik, na którym Alicja w straszliwie wulgarny sposób wyraża się o Ukraince, z którą (faktycznie lub nie) miała zatarg w pociągu, a następnie ujawnia swój odrażająco wyższościowy pogląd na społeczeństwo i własne w nim usytuowanie, oglądałem z przerażeniem i niedowierzaniem. Pytałem samego siebie, czy to na poważnie i czy należy to rozumieć dosłownie, czy też może jest to jakaś forma satyry i parodii? Dopiero oglądając filmik po raz drugi, przekonałem się, że faktycznie jest parodią, w której przedrzeźnia się sposób myślenia i mówienia niektórych naszych rodaków. Świadczą o tym wypowiedziane na końcu z lekkim uśmiechem słowa „nie żartuję”. Tak, to musi być parodia – studenci medycyny nie są idiotami, żeby wygadywać takie rzeczy. Wiedzą, że mogłyby to ściągnąć na nich poważne kłopoty. Proszę mi wierzyć – studenci medycyny naprawdę są inteligentni.

To jednak bynajmniej nie kończy sprawy. Nawet jeśli filmik jest satyryczny w swej intencji, to mimo to jest całkowicie niedopuszczalny. Nie wolno bowiem upubliczniać drastycznych materiałów, których sensu i znaczenia wielu odbiorców może nie zrozumieć, a intencje mogą zostać odczytane niewłaściwie lub wręcz opacznie. Nie wolno też włączać do przekazu parodystycznego wyrażeń szczególnie raniących, nawet jeśli są tylko cytatami bądź służą za przykład jakiegoś zachowania, które utwór satyryczny piętnuje. Alicja naruszyła te zasady, a co więcej – całkiem naiwnie wyobrażała sobie, że przekazując filmik wąskiej grupie znajomych, faktycznie wcale go nie publikuje. Powinna była być świadoma, że najpewniej ktoś sprzeniewierzy się jej intencji i film przekaże dalej, powodując jego rozpowszechnienie w internecie. Sądzę, że wina Alicji jest bezsporna, choć jednocześnie nieporównanie mniejsza niż to, co się jej zarzuca. Po prostu dopuściła się nie tego, co się jej zarzuca – czyli rasistowskiej napaści – lecz czegoś innego, a mianowicie w najwyższym stopniu niestosownej formy napiętnowania rasizmu. Wszelako byłoby już nie tylko ironią losu, lecz skrajną jego przewrotnością, gdyby ktoś, kto szydzi z rasizmu, parodiując go, ponosił takie konsekwencje, jak gdyby sam rasizmu się dopuszczał.

Jak wiadomo, Alicja zamieściła w internecie film z przeprosinami (dostępny jest tutaj). Zwróćcie uwagę na bezprecedensowy styl i jakość tego oświadczenia. Znamy wiele przeprosin publikowanych przez różne osoby w wyniku wyroku sądu. Najczęściej są suche, wymuszone, nieszczere. Znamy też wiele spontanicznych przeprosin, lecz dwuznacznych i niestosownie sformułowanych. Padają w nich konwencjonalne zwroty, takie jak „nie było moim zamiarem urażenie czyichkolwiek uczuć”, „przepraszam, jeśli ktoś poczuł się urażony” i na tym się kończy. Za to przeprosiny Alicji są bezwarunkowe, szczere i – nie waham się tego powiedzieć – moralnie szlachetne. Nigdy nie spotkałem się z tak jednoznacznym, szczerze brzmiącym i głębokim wyrazem skruchy. Alicja mogła znacznie silniej podkreślić parodystyczny charakter swojego wybryku, lecz słusznie uczyniła, nie skupiając się na tym, co może przemawiać na jej obronę. Jednak nam, oceniającym jej postępki, nie wolno tej powściągliwości wykorzystywać przeciwko niej. Nie mamy powodu sądzić, że jest inaczej, niż Alicja napisała, a mianowicie, że jej wybryk był tylko głupim żartem. Jestem przekonany, że osoba, która mówiłaby tak straszne rzeczy całkiem od siebie i dosłownie, nie zaś tytułem parodii czy ironicznie, żadną miarą nie byłaby zdolna do sformułowania takiej przekonującej ekspiacji. Byłaby to – by odwołać się do żargonu etycznego – sprzeczność performatywna.

Nie znam Alicji, nie mam pojęcia, jaką jest osobą. Może ma wiele wad. Jednak wydaje mi się, sądząc z obu filmików, że nie jest zdemoralizowaną, wyniosłą i samolubną osobą, okazującą pogardę i nienawiść w stosunku do innych ludzi. Przypuszczalnie jest po prostu niedoświadczoną młodą dziewczyną, która zrobiła głupstwo. I dostała już nie lada nauczkę. Dlatego gorąco proszę osoby, które będą w trybie formalnym osądzać ten przypadek, o okazanie Alicji wielkoduszności i danie jej szansy na kontynuowanie studiów. Infamia, która spotkała tę dziewczynę, jest dla tak młodej, ledwie co dorosłej osoby, czymś nie do wytrzymania, a nawet niebezpiecznym dla zdrowia psychicznego.

A opinię publiczną proszę – jak na początku – po prostu o opamiętanie. W szczególności zaś proszę o to koleżanki i kolegów Alicji. Jeśli trzymacie w ręku kamienie, upuścicie je. Sami przecież wiecie, że tak będzie lepiej. Bądźcie roztropniejsi niż Alicja.

21.11.2019
czwartek

Zandberg, Jaśkowiak – wow!

21 listopada 2019, czwartek,

Ostatnie dni przyniosły bardzo dobre wiadomości. Wystąpienia nowych posłów pokazują nową jakość, a zgłoszenie się prezydenta Poznania Jacka Jaśkowiaka do walki o nominację PO na kandydata do prezydentury może zmienić całą grę. Jeśli tego nie spieprzycie, koleżanki i koledzy politycy, to ten pisowski bastion na Krakowskim Przedmieściu może zostać zdobyty. A stąd już tylko krok do obalenia reżimu.

Lewica podjęła już decyzję o wystawieniu własnego kandydata w wyborach prezydenckich. Skoro do odpowiedzi na exposé Morawieckiego (żenada, którą wstyd komentować) wystawiono Zandberga, to można zakładać, że właśnie on zostanie kandydatem. I bardzo dobrze – jest znakomitym mówcą i świetnie nadaje się do propagowania idei lewicy w czasie wyborów. Ma szansę na wynik lepszy niż SLD – Lewica w wyborach parlamentarnych, dzięki czemu stanie się liderem, odciążając Czarzastego, który świetnie kieruje z tylnego siedzenia, ale na masowe poparcie i sympatię milionów z różnych względów nie może liczyć. Wygląda na to, że pragmatyzm jak dotąd wygrywa na lewicy z narcyzmem liderów i jeśli to się utrzyma, jest szansa na rząd z udziałem lewicy za cztery lata. A jest to prawdopodobne o tyle nawet bardziej, że w samym PO są lewicowe lub zbliżone do lewicowości przyczółki – Inicjatywa Polska, Zieloni i Jachira.

Żeby dobry scenariusz się zrealizował, trzeba działać odważnie i racjonalnie, wystrzegając się małostkowości, megalomanii i cwaniactwa.

Zakładając, że Jaśkowiak startuje na serio, trzeba dać jasny sygnał, że w razie nominowania go przez PO Lewica w drugiej turze na sto procent zaangażuje się w popieranie go. Bo trzeba sobie jasno powiedzieć – Jaśkowiak to niemalże lewica i jeśli stanie do wyborów, to stworzy niepowtarzalną szansę na to, że ktoś naprawdę postępowy zostanie prezydentem Polski. Taka szansa może się już bardzo długo nie powtórzyć. Lewica musi postawić na tego konia! Przekazanie elektoratu z rąk Zandberga Jaśkowiakowi powinno być jednoznaczne i uroczyste. To tak „na zaś” piszę…

Jednoznaczność Lewicy w sprawie wyborów prezydenckich to jedno. Jeszcze ważniejsze jest jednakże budowanie wizerunku lewicy jako stronnictwa poważnego i kompetentnego. Niestety, socjaliści z Razem czasami mają z tym kłopoty. Zresztą sieroty po Biedroniu i SLD-owcy (starzy i młodzi) nieraz też. Trudno – ważne, żeby teraz, gdy jest się w Sejmie, trochę się podciągnąć. Nie będę wypominał Zandbergowi wysoce kontrowersyjnych tez i z nim polemizował. Inni robią to lepiej. Jako zdeklarowany zwolennik lewicy wolę za dużo nie krytykować, gdy jest dobrze. Zamiast tego pozwolę sobie sformułować kilka przestróg, wypunktowując w ten sposób typowe błędy lewicy, z którymi musi się ona borykać w całej Europie, a nie tylko u nas. Bardzo liczę na to, że nasi politycy postępowi znajdą sposób, żeby ich unikać i z czasem ich wypowiedzi będą coraz bardziej profesjonalne i oparte na dobrze przeanalizowanych danych naukowych i statystycznych. Bo właśnie racjonalność i odwołanie do rzetelnej wiedzy czyni polityka opozycji poważnym, a polityka władzy – sprawnym i skutecznym.

Przede wszystkim lewica nie może ścigać się z populistami na obietnice! Radosne rozdawanie pieniędzy, których nie ma, to największy grzech lewicowych trybunów ludowych. Lewica musi mówić o priorytetach i dobrych politykach społecznych w ramach możliwych do uzyskania środków i akceptowalnego ekonomicznie zadłużenia.

Lewica musi być odważna. Nie może schlebiać wszystkim tylko dlatego, że są liczni i niezamożni. Musi umieć krytykować nie tylko bogatych i wpływowych, lecz również tych, w których imieniu występuje, czyli uboższych. Polityk lewicy powinien być odważny. Populista jest jak juhas idący z kijkiem za stadem, które tym kijkiem kieruje i pogania. Polityk postępowy musi iść o krok przed społeczeństwem, bo na tym właśnie polega przywództwo.

Lewica nie może zamykać się w problematyce socjalnej. Łatwo jest mówić o żłobkach i płacy minimalnej – trudniej o świeckim państwie i praworządności. Ale trzeba! Prawdziwy lider nie może bać się tematów, które dla jego własnego elektoratu są drażliwe i kontrowersyjne.

Każda ideologia ma swoje mity, fiksacje i urazy. Lewica również. Lecz rozum musi zwyciężać. Nie można wciąż uprawiać antykorporacyjnej retoryki – firmy muszą działać i trzeba się z nimi dogadywać, zamiast im dokuczać. To podcinanie gałęzi, na której wszyscy siedzimy. Zresztą postęp bardzo często rodzi się właśnie w łonie korporacji, które w wielu przypadkach dają wzór szacunku dla praw człowieka i pracownika. Innym obszarem, na którym na lewicy miłość przesłania rozum, jest energetyka. Nie wszystko da się załatwić fotowoltaiką i wiatrakami. Niezbędny jest również atom. Nie można powtarzać dawno już zdezaktualizowanych nonsensów o rzekomo niebezpiecznej i drogiej energii jądrowej. Trzymajmy się danych naukowych! Bo komu mamy ufać, jeśli nie naukowcom? To samo z GMO, które jest wielką szansą na utrzymanie bezpieczeństwa żywnościowego ludzkości. Czy naprawdę wypada powtarzać te wszystkie horrendalne sekciarskie brednie anty-GMO? Walenie promieniowaniem po nasionach i rozsiewanie po polach wielogenowych mutantów jest OK, a precyzyjne edytowanie genów w laboratorium jest zbrodnią na przyrodzie? Litości, lewico!

No i ostatnia, bardzo drażliwa sprawa. Lewica musi być empatyczna, tolerancyjna i stawać po stronie słabszych i pokrzywdzonych. To jest poza dyskusją. Ale obrona słabszych nie może polegać na niszczeniu silniejszych. Istnieje coś takiego jak racja stanu oraz interes państwa, a nawet coś takiego, jak prawo społeczeństwa do zachowania pewnej integralności i ciągłości kulturowej. Trzeba wielkiej mądrości, aby te nieraz bardzo skonfliktowane ze sobą względy wyważyć i skoordynować. Mądra lewica nie może ustępować pola konserwatystom, którzy z łatwością zagospodarowują lęk społeczny i szerzą ksenofobię. Jednak przejęcie inicjatywy wymaga czegoś więcej niż krzewienie tolerancji i walka z uprzedzeniami.

Żeby lewica stanęła dziś na wysokości zadania, musi podjąć wewnętrzne postanowienie, aby spoważnieć i stać się formacją w pełni odpowiedzialną i racjonalną. Oznacza to, że sprawy bieżącej taktyki i retoryki staną się wtórne i służebne wobec imponderabiliów i rozumu. Lewica będzie wielka, gdy będzie słuchać mądrych mentorów i ekspertów. Bo nie jest tak, że polityk i jego kolega ze studiów, który zrobił doktorat, oraz książka na nocnym stoliku wiedzą najlepiej. To nie tak łatwo. Świat jest wielki i skomplikowany. Trzeba słuchać wielu znawców i wielu głosów. Trzeba mieć pokorę i czas na uczenie się. Inaczej będzie na łapu-capu, czyli słabo. A przecież oczekujemy nowej jakości w polityce. A więc, lewico, do boju i do refleksji!

13.11.2019
środa

Jarosław Kaczyński

Dialog z Kościołem oraz PiS tylko w sądzie!

13 listopada 2019, środa,

Jakiś ksiądz powiedział niedawno, że dawniej nie wahałby się, czy ma ratować hostię, czy człowieka, a dzisiaj to się waha. W sieci zawrzało. I jak zawsze przy takiej okazji, pojawiły się wezwania do dialogu. O czym? Czy wafelek wart jest więcej niż człowiek? A może o tym, czy pogląd, iż zjadając pewien wafelek, tak naprawdę spożywam ludzkie ciało, zasługuje na poważne potraktowanie, a nawet szacunek?

Duda i Kaczyński też okresowo chcą dialogu. O czym? Czy niepowoływanie legalnie wybranych sędziów TK narusza prawo, czy nie? A może o tym, czy niewykonywanie wyroków SN jest legalne? A może czy wyłudzanie łapówek „dla księdza” powinno być ścigane, czy nie? Litości! Są jakieś granice zgrywy i zakłamania. A także robienia z siebie i innych idiotów.

Nasze czasy fetyszyzują dialog. Niby nic dziwnego, skoro rozmowy i negocjacje pozwalają rozwiązywać konflikty i unikać wojen. Co więcej, uczciwa rozmowa sprzyja budowaniu zaufania i dobrej atmosferze społecznej. Niestety, uczciwa rozmowa jest rarytasem i rzadkością, a może do niej dojść wyłącznie pomiędzy partnerami spełniającymi szereg warunków intelektualnych i etycznych, które dla ogromnej większości ludzi są nieosiągalne. Bo ilu ludzi zdolnych jest formułować i przyjmować logiczne argumenty? Ilu ludzi ma zdolność krytycznego osądu informacji i ich źródeł? Ilu ludzi umie przyznać się do błędu i zmienić zdanie? Ilu ludzi dobrowolnie z czegoś rezygnuje na rzecz innych? Ilu ludzi zdolnych jest szanować osoby o bardzo odmiennym światopoglądzie i stylu życia? Kto z nas umie szanować biednych, starych i chorych? A to bynajmniej nie wszystkie kompetencje, które trzeba mieć, aby prowadzić rzeczowy i skuteczny dialog. Ci, którzy do takiego dialogu wzywają, najczęściej nie tylko tych kompetencji nie mają, ale nawet nie umieliby ich wskazać. Zwykle wiedzą jedynie tyle, że w dialogu konieczny jest szacunek wzajemny i powściągnięcie emocji. Albo jeszcze – że prawda czy słuszność są gdzieś „pośrodku”.

Otóż prawda i słuszność rzadko są pośrodku, bo zwykle jedna strona ma rację, a druga nie. Wynika to z logicznej zasady wyłączonego środka – prawdziwe jest albo dane zdanie, albo jego zaprzeczenie. Albo Maryja była dziewicą, albo nie. Nie jest też tak, że w razie konfliktu jakichś społeczności w uprzywilejowanej pozycji znajduje się ktoś, kto stara się być bezstronny. Bardzo często taka „bezstronność” oznacza agresję i zakłamanie. Albo tchórzostwo. Albo pychę. Jakże często pochwala się kogoś, kto „wzywa strony do opamiętania i rozmów”. Takie mądre rady to może i dziecko dawać. A gdy „opamiętać się” ma na równi agresor i ofiara, to napomnienie takie warte jest tyle, co splunięcie ofierze pod nogi.

Na jaki temat miałby się toczyć dialog zmierzający do pojednania w Polsce? O czym mieliby ze sobą rozmawiać zwolennicy PiS i Kościoła i przeciwnicy tych organizacji? No, bądźmy uczciwi choć raz i spróbujmy sformułować tematy takiego dialogu, to znaczy wskazać te różnice „opinii”, które wywołują antagonizm i sprawiają, że jedni uważają, że wszyscy powinni nawrócić się na katolicyzm i popierać rząd, a drudzy odwrotnie, że nikt nie powinien wspierać katolicyzmu i rządu. Sprawa jest tu całkiem klarowna. Dyskusje mogą sobie, z większym czy mniejszym powodzeniem, prowadzić zwolennicy PiS czy Kościoła we własnym gronie, jakkolwiek nie widziałem, żeby to robili. Nie zdarzyło mi się przysłuchiwać katolikom dyskutującym na temat szczęśliwości diabłów w piekle czy też losów aniołów stróżów po śmierci swego podopiecznego. Ani też zwolenników PiS na temat słuszności reformy Trybunału Konstytucyjnego. Nie słyszałem też katolików dyskutujących z muzułmanami na temat boskości Jezusa albo świętości Mahometa.

Takich dyskusji nie ma z oczywistych względów. Ludzie należą do różnych grup, jak plemiona, związki wyznaniowe czy zwolennicy partii, nie z powodów poznawczych, lecz z powodów emocjonalno-tożsamościowych oraz dla interesu. Nie ma tu o czym dyskutować. Nikt nie jest katolikiem dlatego, że po głębszym zastanowieniu uznał, że Bóg jest jeden w trzech osobach, a nie dwóch (jak wierzyli pierwsi chrześcijanie) albo jednej. Nikt nie jest zwolennikiem PiS dlatego, że uważa, iż 500 zł do ręki jest lepsze od budowania przedszkoli i żłobków. Po prostu ktoś chodzi do kościoła, a komuś jest miło dostać 500 zł. Nikt tu o niczym nie dialoguje. Udział rozumu i procedur racjonalnych w wyborach kulturowych i politycznych jest minimalny.

No, wyobraźmy sobie, czego mógłby dotyczyć dialog katolików/pisowców z antykatolikami/antypisowcami? Oto moje propozycje:

– Czy to faktycznie prawda, że żydowska nastolatka, będąc dziewicą, urodziła Boga?

– Czy przekonanie, iż w przyszłości wszyscy hinduiści porzucą hinduizm i zaczną czcić Jezusa jako swego pana jest racjonalne i moralnie akceptowalne?

– Czy to prawda, że Kościół pomagał w przerzucaniu do Ameryki Południowej hitlerowskich zbrodniarzy?

– Czy osoba, którą nagrano, jak żąda łapówki dla księdza, może nie zostać przesłuchana?

– Czy premier, który robi wałki z działkami, ujawnianiem majątku itp. i notorycznie kłamie oraz ma wokół siebie pełno gangsterów, może być nadal premierem?

– Czy państwo może być rządzone przez szefa partii, a premier i prezydent mogą być jego sługami?

– Czy sędziowie zatrudnieni w Ministerstwie Sprawiedliwości mogą uprawiać internetowy „trolling” i czy minister powinien pozostać na swoim stanowisku, gdy wyjdzie to na jaw?

– Czy faszysta może być ministrem?

– Czy człowiek niespełna rozumu, sterowany przez rosyjskie służby, może być ministrem?

– Czy można nie wykonywać wyroków Sądu Najwyższego?

I tak dalej. Naprawdę ktoś jest gotów do rozmów na takie tematy? A jeśli nie, to na jakie? Może o zniesieniu przywilejów Kościoła i opodatkowaniu jego dochodów? A może o odpowiedzialności karnej biskupów za niezgłaszanie pedofilii organom ścigania? No i jak miałby wyglądać tu kompromis będący następstwem słynnej „gotowości do kompromisu” i dobrej woli? Mamy ustalić, że Maryja była pół-dziewicą, Kaczyński powinien zeznawać, ale to prokurator ma przyjechać do niego, a nie on do prokuratora, Ziobro zostanie zdegradowany na wiceministra, a taka na ten przykład ryba, owszem, połknęła tego Jonasza, lecz nie wypluła, tylko wydaliła? Gdzie tu jest jakaś przestrzeń dla „porozumienia”? Jaki dialog, do diaska?

Z ludźmi, którzy uprawiają gangsterkę, kradną i gwałcą konstytucję, trzeba rozmawiać. Ale dla każdej rozmowy jest właściwe miejsce i czas. Facet, który zamiast zgłosić pedofila na policję przenosi go do innej parafii, zasługuje na dialog – z prokuratorem i sędzią. Facet, który robi przekręty na kamienicach tak samo. I tak dalej. I tak dalej. Miejscem na dialog z Kościołem i PiS jest przede wszystkim pokój prokuratora i sala sądowa. Tak mogą przedstawiać swoje argumenty. Na przykład, że kradli dla ojczyzny albo że słyszeli głos Boga, który kazał im gwałcić polskie prawo i niszczyć polskie państwo. Mogą liczyć na bezstronność sędziego – jeśli tylko nie będzie to ich nominat.

8.11.2019
piątek

ONR

Do niedobrych chłopców z ONR, MW, Czarnego Bloku itp.

8 listopada 2019, piątek,

Nim włożysz ciężkie buciory, a do ręki weźmiesz polską flagę, by 11 listopada pójść na ulice i ryczeć, co zrobisz z „pedałami” i „lewakami”, nim znów poczujesz się Prawdziwym Polakiem i Patriotą, maszerując z tysiącami podobnych sobie – przeczytaj ten list.
Czytaj całość »

css.php