Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne

3.02.2016
środa

Ludzie GMO, czyli GMH

3 lutego 2016, środa,

Rozpoczęła się epoka transhumanizmu. Dzięki uzyskanemu przez Francis Crick Institute w Londynie (zobacz) zezwoleniu ze strony brytyjskiej rządowej agencji na prowadzenie projektu badawczego obejmującego modyfikowanie genotypu ludzkich zarodków, Zachód oficjalnie wchodzi na drogę inżynierii genetycznej człowieka.

Już w kwietniu zeszłego roku Chińczycy dokonali udokumentowanej i ogłoszonej w czasopiśmie naukowym zmiany w ludzkim genomie. Za rok czy dwa naukowcy nauczą się naprawiać uszkodzony ludzki genom, wymieniając (za pomocą metody o tajemniczej nazwie CRISPR/Cas9) uszkodzone geny na prawidłowe, pobrane, jeśli to możliwe, od rodziców. Rodzice obciążeni ryzykiem chorób genetycznych u swojego potomstwa uzyskają szansę na bezpieczną prokreację. Sprawa ma jednak – w dłuższej perspektywie – wymiar przełomu kulturowego.

Droga, na którą wchodzimy, prowadzi do nabycia przez ludzkość – zapewne w ciągu niewielu dekad – zdolności kontrolowania genomu ludzkiego, ekspresji wybranych genów i związanych z tym cech fenotypowych. W literaturze bioetycznej od dawna dyskutuje się o konsekwencjach i przyszłym regulowaniu takich praktyk – teraz trzeba będzie zająć się tym na poziomie instytucjonalnym.

Za kilka lat przyjdą na świat dzieci z wszczepionymi prawidłowymi allelami w miejsce uszkodzonych. Będą to formalnie rzecz biorąc GMO – genetically modified organisms. Jednakże jakiś czas później będą przychodzić na świat dzieci o zaplanowanych cechach – w większości związanych ze zdrowiem, lecz również z ogólną sprawnością psychofizyczną, a w dalszej przyszłości być może z pożądanymi cechami umysłu i charakteru.

Rozpoczyna się dziś proces, który może doprowadzić do tego, że będą rodzić się dzieci zdrowsze, piękniejsze, silniejsze i inteligentniejsze, a także – być może – bardziej empatyczne i wrażliwe niż prawe wszyscy bądź wszyscy ludzie zrodzeni w sposób naturalny.

Podejmujemy wielkie ryzyko moralne, ale jeszcze bardziej ryzykowne byłoby nie robić nic. Bez wątpienia bowiem analogiczne eksperymenty będą nadal prowadzone w Azji. Nie byłoby dobrze, gdyby awangardą inżynierii genetycznej człowieka były kraje mające mało skrupułów wobec ewentualnych ofiar tych praktyk.

Ofiary będą na pewno. Nie chodzi mi o kilkudniowe zarodki, które nic nie czują. Chodzi o te dzieci, które przyjdą na świat za kilkanaście i kilkadziesiąt lat, z piętnem „cyborgów”, wytykane palcami i dotknięte swą innością na całe życie. Jeszcze bardziej chodzi mi zaś o dzieci, które urodzą się z wadami, w wyniku nieudanych eksperymentów. To się będzie zdarzać.

Wszystkie technologie medyczne mają takie ofiary. Tak było ze szczepieniami, transplantacjami, różnymi interwencjami chirurgicznymi. Medycyna nie jest bezpieczna. To, co wyróżnia praktyki transhumanistyczne, to rodzaj skutków społecznych, do jakich mogą prowadzić. Zaczyna się od konfuzji moralnej, wyrażającej się w rozterce: czy osoby, które stać na kontrolowanie cech swojego potomstwa, mają moralne prawo poniechać tego, zdając się w tym względzie na los? Nie wątpię, że łatwo to prawo sobie przyznają, powołując się na wiarę religijną, wykluczającą coś takiego jak przypadek.

Jednakże pojawienie się znacznej liczby ludzi GMO (a właściwie GMH – genetically modified humans), idącej powiedzmy w miliony, musi doprowadzić do konfliktu społecznego. GMH będą zapewne elitą, z racji swych przewag psychofizycznych, a jednocześnie będą pariasami z racji swego społecznego wykluczenia przez „naturalną” większość. Być może czeka nas zupełnie nowy rodzaj dyskryminacji i zupełnie nowy typ arystokratyzmu. Tak, tak – nad transhumanizmem wisi odium rasizmu, bo do konfliktów na tle rasowym z wielkim prawdopodobieństwem prowadzi. Będą ludzie-kundle i ludzie-rasowcy. Ludzie z przypadku i ludzie z próbówki. Ludzie byle jacy i ludzie doskonalsi. I nie będzie się dało tego konfliktu zażegnać w trybie zwalczania rasowych przesądów i uprzedzeń – bo przecież ludzie GMO, czyli GMH, będą naprawdę doskonalsi…

Nie zazdroszczę naszym potomnym, że będą musieli mierzyć się z takimi problemami, jakby nie dość było kłopotów z globalnym ociepleniem i przeludnieniem planety. Tak czy inaczej, czy się to komu podoba czy nie, świat wolnej i losowej prokreacji powoli się kończy, a wraz z nim kończy się naturalna ewolucja człowieka. Już dzisiaj nie jest ona całkiem naturalna… Wszystko wskazuje na to, że gatunkowi ludzkiemu nie będzie dane ani wymrzeć, ani normalnie wyewoluować w nowy gatunek. Sam się zmieni w postczłowieka. Stanie się to za tysiące lat, ale nasze stulecie zostanie zapamiętane jako symboliczny początek tego procesu.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 39

Dodaj komentarz »
  1. Chodziło pewnie o CRISPR/Cas9?

  2. Jak ja nie lubię tego gadania o zakończeniu ewolucji. Szanownego autora informuję, że dopóki będą się różnić genetycznie (a będą się różnić zawsze) i dopóki te róznice będą się przekładać na dostosowanie, a więc choćby wtedy, gdy pary będą dobierać się nie drogą losowania, ale preferencji (dobór płciowy) i póki jedne choroby będzie łatwiej leczyć niż inne, ewolucja będzie zachodzić. Cokolwiek się zrobi, czemu zapobieże, co się zmieni, nieważne. Ogólne reguły gry pozostaną, bo one zachodzą zawsze, gdy niedokłądnie replikowalne byty zamknąć w przestrzeni o ograniczonych zasobach.

  3. I inna jeszcze myśl.

    Terapia genowa była już stosowana, choćby w mukowiscydozie. Dość prosta sprawa z punktu widzenia genetyki, 1 wadloiwy gen CFTR. Uczucia, charakter, inteligencja to już nie taka prosta sprawa. Tak łatwo się ich nie opisze genetycznie. Do tego dochodzi szum rozwojowy aż do niestabilności rozwojowe i tysiące rozmaitych czynników. Za wcześnie, by dziś się martwić skutkami nierealizowalnych zamierzeń.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Moze spelni sie „Mozliwosc wyspy” 🙂

  6. To jest Crick, od Cricka i Watsona. Tego kierunku badan i opracowania technologii na gruncie ingerencji w strukture genomu ludzkiego nie da sie zatrzymac. Chodzi jedynie o to, zeby ewentualne wdrozenia tej nowej technologii nastapily dopiero wtedy, kiedy taka technologia bedzie na tyle doskonala ze bedzie mozna wyeliminowac, badz tez znacznie zmniejszyc, przypadki niepowodzen. Na pewno bedzie mozna to zrobic najpierw na poziomie modeli zwierzecych, a dopiero pozniej przeniesc na organizm ludzki. Postep musi sie tez dokonac w spolecznej akceptacji takich procedur. To jest chyba najwiekszy problem i to zajmie najwiecej czasu. Ale to nastapi, tak jak akceptowalne stalo sie zaplodnienie pozaustrojowe. Jakies prawne bariery na pewno beda musialy byc utrzymane, np. zmiana wygladu badz niepatologicznego fenotypu potomstwa musi byc zakazana. Mysle ze, np. wyeliminowanie zespolu „cystic fibrosis”, zespolu Downe’a czy anemii sierpowatej mogloby byc spolecznie akceptowalne. Chcemy czy nie, wlasnie wchodzimy w „the brave new world”.

  7. Hitler by się ucieszył. Ale nic straconego, jeszcze wielu Hitlerów będzie…

  8. Nie dla dzieci z bruzdami !!!!
    Ale ponieważ Polska będzie przez 1 tys lat PIS-owska
    tj katolicka i patriotyczna i sprawiedliwa i prawna naturalnie
    więc nam to nie grozi

  9. Ewolucja zachodzi zawsze, prawda. Pytanie czy będzie zachodzić wystarczająco szybko, by nadal była realnym czynnikiem sprawczym w przystosowaniu gatunku ? Czy może inżynieria genetyczna zacznie zmieniać organizmy tak silnie, że powolny proces ewolucji zostanie o pokolenia w tyle ?

  10. NOWY WSPANIAŁY ŚWIAT. Skąd my to znamy, doktorze Frankenstein?

  11. „GMH (…)będą pariasami z racji swego społecznego wykluczenia przez „naturalną” większość.”
    Poznamy ich po urodzie i walorach intelektualnych tak jak in vitro po bruździe?
    Czy może każemy nosić tabliczki znamionowe?
    „Naturalna większość” już teraz nie lubi ładniejszych i mądrzejszych od siebie, chyba że są gwiazdami sportu lub seriali TV…

  12. .

    —Homo Sapiens 2.0—

    .

    Precisely, wreszcie pierwsze śrubokręty, klucze, obcęgi
    by zacząć myśleć o naprawie co przypadkowe genów
    wymieszanie spieprzło wiele razy, oczywiście będą bez
    wątpienia „major malfunctions” w stylu Challenger czy
    Castle Bravo, marsze, protesty, msze, klątwy, regulacje,
    konwencje, ryk vatykanu bo Pan Bozia dał don’t touch it,
    bredzenie polityków, Jeremy Ryfkin wyjdzie z ukrycia
    i bredził będzie jak o GMO

    Genów miąchanie jest ważne by zachować ich
    różnorodność, kundle jak wiadomo są najbardziej
    resilient, ci przeważają między Odrą a Bugiem,
    teren na którym swe geny zostawili ci z zachodu,
    północy and yes ci że wschodu również, włączając
    Mongołów…, dużo gorzej mają ci geografią, religią,
    czy statusem (faraoni, króle) zmuszeni do inbreeding

    Ciekawym czy prewencyjna naprawa recesywnej
    homozygoty zanim jeszcze coś, lub kogoś spieprzają,
    była by dziedziczona?, może ktoś wie?, nie chce mi się
    szukać. Bez wątpienia Waszczykowcy będą chcieli
    naprawiać geny cyklistów, Jarki i Ziobry przeróżne
    naprawiać geny „gorszego sortu”, ale on average
    ci z Lou Gehrig, Huntington czy MS, generalnie ci z tzw
    orfan diseases bedą mieli szansę na normalne życie

    Zajmie to trochę czasu, by precyzyjnie zrozumieć human
    genome trza zrobić dziesiątki tysięcy ostrożnie wybranych
    sekwencji tych z choróbskami przeróżnymi by genotypy
    z fenotypem zgrać, te cholerne SNPsy rozrzucone wśród
    30 000 genów, nightmare wiele razy bardziej skomplikowany
    niż Manhattan project

    Eh, za wcześnie się urodziłem, small genetic touch up
    job przydał by się każdemu, z lektury wpisów pod tym
    blogiem wnoszę że dla niektórych blogowiczów major
    genetic overhaul mógł by być błogosławieństwem, well
    guys not a bloody chance…

    .

    ..)

  13. Tak, powstanie nowa rasa super-ludzi. To oni wsiądą w statek kosmiczny i odlecą na inną planetę zostawiając przeludnioną Ziemię z jej problemami.
    W wyścigu szczurów tylko ewolucja mózgu przynosi korzyści.

  14. .

    —The Island of dr. Moreau—

    .

    Film z Brando & Kilmer, mid ’90s
    przypomina mi czasem ecosystem
    Sejmu PL, experyment genetyczny
    Dr. Jarka Moreau który poszedł
    w złym kierunku

    Ta śródkontynentalna wyspa PL, posiada
    dwie dające nadzieję zalety i/ aberracje
    genetyczne wyznawców, & ii/ ich wiek podeszły
    który gwarantuje że transmisji aberracji
    przez rozmnażanie nie będzie

    ..)

  15. To MY jesteśmy ewolucja. Dlatego natura nie dała nam zabezpieczeń jak sierści czy pazurów, bo mamy mózg, który ingeruje i tym samym następuje proces rozwoju ewolucyjnego, przez nasze ingerencje. Im mniej rozumne stworzenia, tym natura o nie bardziej się troszczy. Im bardziej myślące tym pozostawia furtki puste do ingerowania. Tym samym od wieków słyszymy wycia kościoła przeciwko medycynie ( powinien być zakaz korzystania przez katolików, bo od zawsze zwalczali medycynę, to z jakiej racji teraz korzystają i nadal nowe zwalczają), co sytułuje katolików w randze zwierząt. Prawdopodobnie geny neandertalskie z którymi kiedyś kopulowaliśmy tu odgrywają role, a wygineli bo nie ingerowali gdyż za mało myślący, czyli nie weszli w proces ewolucyjnego przetrwania- dostosowywania, przez ingerencje.

  16. Byl kiedys taki drugoligowy pisarz science fiction. Natyzwal sie Stanislaw Lem. Otoz osobnik ow, obok sporej ilosci napisanych ksiazek (z ktorych na uwage zasluguje w zasadzie tylko jedna, nie majaca akurat z sci-fi nic wspolnego), krygowal sie na jakiegos wizjonera – futurologa. Co mu z tygo wyszlo? Polecam jego ksiazke pt. „Summa Technologiae”, ktora dzisiaj, po 50 latach od pierwszego wydania, czyta sie jak stek bzdur wydumanych przez szalonego, zacofanego idiote, ktory pakowal do swoich ksiazek komputery lampowe podczas gdy swiat przestawil sie juz dawno na trantystory.
    Otoz osobnik ow zwykl popisywac sie sofistycznymi wynurzeniami na temat: ‚jak to bedzie wspaniale gdy liczba ludzi na Ziemi spadnie ponizej 3 miliardow, bo ludzi na Ziemi jest po prostu za duzo’. I ze ludzie powinni przestac sie rodzic a Europa powinna swiecic w tej mierze przykladem. I moze pan spedzic reszte zycia na studiowaniu tych tekstow, lecz nigdzie nie znajdzie pan chocby zajakniecia, ze w takim wypadku najada nas afrykansko arabskie hordy.

    Malo odkrywczymi przemysleniami popisal sie pan, panie profesorze filozofie Hartman. Pisarze sci-fi, nawet ci bez tytulow profesorskich, juz na dekady przed panem zglebili ten temat o wiele lepiej niz pan teraz. W celach swiatopogladowych polecam lekture miesiecznika „Fantastyka”, ktorego egzemplarz nabyc pan moze w Empiku, ewentualnie zaprenumerowac na caly rok za ok 100 peelenow. Lektura ta z pewnoscia pomoze panu unikac potkniec jak w tym blogu, bo jak na razie to oczyma wyobrazni widze te nic nie czujace kilkudniowe zarodki, ktore tarzaja sie ze smiechu po przeczytaniu tych bzdur.

  17. Ewolucja ewolucją, ale ze względów praktycznych jestem przeciwny majstrowaniu przy genotypie…

    Sto pań Mazuek, albo – rrratuuuunkuuuu – dwadzieścia godnych posłanek Pawłowicz? Zmutowane „Kaczyńskie”??? Pięciu Kórwin-Milkich? Produkcja wyspecjalizowanych Rydzyków??? Dwie Pięty w Sejmie? Chałupnicza produkcja wyborców k a ż d e j opcji politycznej?

    Kto to wytrzyma???

  18. Archer (4 lutego o godz. 8:14)
    1. Skąd u ciebie ten, chamski wręcz, atak na Lema? Zauważ, że o elektronice opartej na lampach pisał on tylko pod koniec lat 1940tych i tylko w swej, częściowo socrealistycznej, powieści fantastycznej „Astronauci”, a nie w „Sumie”, która powstała w latach 1960tych. Założę się, że z Lema znasz tylko z „Astronautów” i ew. z „Bajek Robotów” (te ostatnie były chyba w swoim czasie lekturą obowiązkową w PRLu). Więcej n.p. w L. Keller „Visions of the Future in the Writings of Stanisław Lem” Saarbrücken: Lap Lambert Academic Publishing, 2010.
    2. Ludzi na świecie jest dziś zdecydowanie za dużo, a owe „afrykańsko-arabskie hordy” powstrzymać może garstka dobrze wyszkolonych i dobrze uzbrojonych żołnierzy. Problemem jest więc nie to, że Europa ma za małą ludność, jako że ma ona za dużą ludność (w samej Eurozonie jest dziś oficjalnie ponad 18 milionów bezrobotnych, czyli więcej niż cała ludność Holandii), ale to, że rządzi nią kapitał, a ten ma bardzo ograniczony horyzont czasowy i kieruje się tylko maksymalizacją zysku w krótkim okresie czasu, a więc działa on wbrew interesom Europejczyków.
    3. Miesięcznik „Fantastyka” reprezentuje zaś obecnie (i od wielu, wielu lat) bardzo niski poziom, zamieszczając głównie marne wypociny trzecio- i czwarto-rzędnych grafomanów. Ale to jest temat na osobną dyskusję.

  19. Generalnie:
    Badania naukowe powinny być finansowane tylko i wyłącznie przez państwo, i to pod ścisłą kontrolą obywateli, którzy w referendach powinni mieć możliwość wypowiedzenia się, jakie badania chcą oni finansować ze swoich podatków. Podobnie więc cała ta sprawa z GMO, a szczególnie z modyfikacją ludzkich zarodków (GMH), powinna być poddana pod referendum, przy czym obywatele powinni być poinformowani o zagrożeniach, jakie niosą ze sobą GMO i szczególnie zaś GMH, w tym polityczno-ekonomicznych (n.p. opatentowanie żywych organizmów przez prywatne firmy, co musi podnieść ceny żywności i ograniczyć jej wybór) oraz biologicznych (ograniczenie różnorodności genetycznej, co może poskutkować wręcz zagładą ludzkości, jeśli wyeliminowane zostaną naturalne odmiany roślin i zwierząt i zastąpione GMO, które to z definicji są łatwym celem dla różnych chorób, w tym przenoszonych przez inne GMO – wojna biologiczna). Naukowcom po prostu nie można zaufać, jako że zachowują się oni jak ten uczeń czarnoksiężnika z ballady Goethego, który opanował swą sztukę na tyle, że potrafi już wywołać demony, ale nie potrafi jeszcze mieć nad nimi pełnej kontroli. A GMO (szczególnie zaś GMH) są właśnie takimi demonami – stworzyć jest je dziś już stosunkowo łatwo, ale kiedy zaczną się one rozmnażać i eliminować z biosfery naturalne gatunki, to wtedy będzie za późno aby uratować ludzkość przed wymarciem z braku dostępu do naturalnej, zdrowej żywności a w przypadku GMH oznacza to, że „niemodyfikowane” osobniki z gatunku homo (podobno) sapiens zostaną wyeliminowane z biosfery na korzyść owych GMH. 🙁
    Niestety, ale w kapitalizmie liczy się tylko bieżący zysk, a nie dobro konsumentów, stąd też koncerny takie jak Monsanto czy też „naukowe” instytuty takie jak ów Francis Crick Institute mogą w tym ustroju robić to co robią, w tym także przekupywać i uzależniać od siebie naukowców, nawet tych pracujących na państwowych wyższych uczelniach, a więc takich, którzy powinni mieć, dla dobra nauki, wyraźny zakaz współpracy z prywatnymi firmami, gdyż jak to już pisałem, nic w kapitalizmie nie ma za darmo, a „he who pays the piper calls the tune”, a więc naukowiec opłacany przez prywatną firmę musi dostarczać jej takie wyniki badań, jakich oczekuje od niego ta firma. A dopasowywanie wyników badań do życzeń kapitalistów nie ma przecież nic wspólnego z nauką. 🙁
    lech.keller(at)gmail.com

  20. Już mi pewnie mózgu nie będą przeszczepiać i całe szczęście. Zrobienie wody z mózgu też mi nie grozi.

  21. Ciekawe -jeszcze pół wieku temu lewica kultywowała mit o „blank state” i naukowców piszących, że geny mają jakiś wpływ na inteligencję czy cechy charakteru oskarżano o determinizm genetyczny a nawet o rasizm. Wykłady Wilsona rozbijały bojówki. Do dzisiaj zresztą można spotkać po stronie lewicy osoby o takich poglądach.

    A jeszcze ciekawsze jest to, że wprawdzie lewica uznała już, że geny mają wpływ na charakter itd, ale wciąż zaprzecza możliwości różnic genetycznych między populacjami (np.Wielkopolanami a Ślązakami w skali mikro, a Europejczykami a Azjatami w skali makro) i to mimo pojawiających się kolejnych publikacji pokazujących, że takie zróżnicowanie istnieje 😀

  22. glob
    4 lutego o godz. 6:27

    Tylko nie rozumiem, dlaczego naukowiec najbardziej genialny w medycynie był katolikiem. Może dlatego, że nazywał się Ludwik Pasteur?

    Pasteura wręcz ubóstwiam i nie wierzę w życie poza grobem, to tak na marginesie, jakby co.

  23. Profesor Hartman rozważa konsekwencje pojawienia się ulepszonych genetycznie ludzi o podwyższonej inteligencji albo zwiększonej empatii. mpn w swoim komentarzu zauważa, że genetyka rządząca emocjami i inteligencją jest skomplikowana. Ja skłaniam się do poglądu gospodarza tego blogu. Kilka dziesięcioleci wystarczy, żebyśmy przekroczyli ten rubikon. Pierwsza mysz transgeniczna pojawiła się na naszej planecie w 1974 roku. Zmodyfikowana genetycznie myszka PEPCK-C o zmienionym metabolizmie powodującym znacznie większą odporność mięśni na długotrwały wysiłek urodziła się już w 2007 roku. Mysz PEPCK-C może przebiec bez zatrzymywania się 5 kilometrów, podczas gdy zwykła mysz dostaje zadyszki po przebiegnięciu 200 metrów. Za sprawną pracę mięśni odpowiada wiele genów, ale super-wydolna mysz PEPCK-C ma zmieniony tylko jeden gen. Dlatego nie jest wykluczone, że chociaż za rozwój inteligencji odpowiada wiele genów to wystarczy zmiana w jednym jedynym genie, aby doszło do istotnej pozytywnej zmiany tej cechy. Jest taka hipoteza dotycząca ewolucji człowieka, która wiąże nagłe rozprzestrzenienie się Homo sapiens i porażkę innych człowiekowatych z jednym genem o nazwie FOXP2.

  24. Wydaje się oczywiste, że z chwilą gdy człowiek stał się rozumny to rozpoczął zmieniać otoczeni dostosowując je do swoich potrzeb co z kolei musiało stopniowo ograniczać proces ewolucyjny aż do jego zatrzymania … o ile w ogóle to już nie nastąpiło. Logicznym skutkiem rozumności człowieka jest przejście do następnego etapu, czyli zmieniania samego siebie nie w drodze ewolucji lecz w drodze zaplanowanych działań dostosowawczych. Warto zaznaczyć, że pewne prymitywne działania w tym zakresie rozpoczęto już setki lat temu w procesie cyborgizacji, a więc wymiany uszkodzonych części ciała na sztuczne … wszelakiego rodzaju protezy są cyborgizacją człowieka. Można więc, stanowczo postawić tezę, że ingerencja w genotyp jest naturalnym procesem dalszego uczłowieczenia.

    Tego procesu nie da się zatrzymać dlatego, że wynika on z imperatywu poznania ‚homo sapiens’ … po prostu, ciekawość, poznanie, nauka, dążenie do doskonałości jest fundamentem człowieczeństwa, a wolność w tym dążeniu jest jednym z podstawowych praw człowieka. Prawa człowieka stoją ponad wszystkimi innymi prawami … ich przestrzeganie jest jednocześnie pytaniem i odpowiedzią; czy jesteś człowiekiem.

    Z całą pewnością będą konflikty tak jak w przeszłości … nauka zawsze była w konflikcie z ignorancją, nauka zawsze budziła strach. Rozwój społeczny zawsze odbywa się w starciu, sił postępu z siłami konserwatywnymi … innymi słowy, między dążeniem do poszukiwania prawdy i strachem przed tą prawdą i jak uczy historia konserwatyzm zawsze przegrywał dlatego, że zawsze się mylił z dość prozaicznego powodu; nie można stosować starych rozwiązań do nowych sytuacji, czyli rozwiązań z przeszłości do do zmienionej rzeczywistości, która się nigdy nie powtarza.

    Miło mi, że w końcu w pełni zgadzam się z szanownym Gospodarzem bloga i bez zastrzeżeń podzielam podsumowanie zawarte w ostatnim akapicie … chociaż zadumę wyrażoną zdaniem; ‚nie zazdroszczę naszym potomnym, że będą musieli mierzyć się z takimi problemami’, nie podzielam … ja zazdroszczę.

    Pozdrowienia.

  25. @Leonid
    1. Tak, Znam ‚Astronautow’ i ‚Oblok Magellana’, gdzie autor wychwala pod niebiosa – a nawet wyzej, bo na caly kosmos – komunizm i dyktature. Co sie komputerow i lamp elektronowych tyczy to polecam ‚Golem XIV’, gdzie superszybki, wazacy wiele ton lampowy komputer szpanuje przed szczeniakami wypluwajac w pare sekund rozwiazanie rownania rozniczkowego drugiego rzedu. Pierwsze wydanie tej ksiazki rok 1981. Ksiazka pisana w drugiej polowie lat ’70 czyli juz w epoce mikroprocesorow.
    Napisano mase esejow nt. tworczosci wizjonera – Lema, z ktorych wynika jak wol, ze on tej polprzewodnikowej elektroniki nie czul. I nic nie pomagala prenumerata ‚American Scientist’. Myslal ze w srodku ukladu scalonego siedzi taki werk, jak w zegarku mechanicznym. Z ta tylko roznica, ze trybiki poruszaja sie o wiele szybciej.
    Do konca lat ’40 Lem napisal tylko jedna ksiazke: „Szpital przemienienia” (pierwsze wydanie 1955, juz po prokomunistycznych Astronautach), nie majaca z sci-fi nic wspolnego. I o niej wlasnie pisalem jako o jedynej nadajacej sie do czytania.
    2. Nie chce wchodzic w dyskusje czy w Europie jest za malo czy za duzo ludzi. Napisalem tylko, ze ‚wizjoner’ nie potrafil przewidziec oczywistego wniosku.
    Istotnie:
    „owe „afrykańsko-arabskie hordy” powstrzymać może garstka dobrze wyszkolonych i dobrze uzbrojonych żołnierzy”
    ale tylko pod warunkiem, ze zolnierze ci bronic beda ludnej ziemi oraz ze najezdzcy beda tacy jak dzisiaj, czyli nieuzbrojeni. Bo gdyby kazdy z nich (z tych najezdzcow) mial pod pacha kalacha a w plecaku kilkanascie magazynkow ostrej amunicji, to bardzo watpie czy garstka obroncow by tu wystarczyla. A przyszliby z pewnoscia z kalachami, gdyby nie bylo tutaj ludzi do obrony ziemi.
    3. „Miesięcznik „Fantastyka” reprezentuje zaś obecnie (i od wielu, wielu lat) bardzo niski poziom (…)” Niech bedzie. Ale nawet tam zglebiaja temat manipulacji genowych lepiej i dokladniej niz niejeden profesorek z resortowym rodowodem.

  26. Oj tak tak, a wtedy prymitywna manufaktura wyrobu potomkow z uzywaniem coitus ordinarius bedzie zabroniona, a produkcja sie bedzie odbywala w warunkach laboratoryjno-fabrycznych, no bo jak tu sabotowac tak donioslo-niebosko-GMOski interes – jakims tam nieprzewidzianym spontaniczno- prymitywnym odruchem pozostalym jeszcze z czasow kamienia lupanego! Potrzebny on nam jak szczatkowa kosc ogonowa po naszych malpiopodobnych pradziadkach. Sprawa prokreacji – w szczegolach zaplanowana zorganizowana i zetykietyzowana, zostanie POdPOrzadkowana scisle z gory okreslonemu nadrzednemu celowi. I nareszcie skonczy sie przykruchciana moralnosc i etyka, bo coitus nie bedzie juz kojarzyl sie z uzywaniem zgodnym z biblijnym przykazem zapelniania ziemi, a bedzie po prostu kojarzyl sie li tylko z uzywaniem. Wtedy to dopiero bedzie mozna sobie POuzyWac! Transhumanistycznie! I do czego beda nam wtedy POtrzebne normy przyzwoitosci, jakie obowiazuja dzisiaj, skoro ostatecznie rozpadnie sie zwiazek przyczynowo-skutkowy pomiedzy uzywaniem a prokreacja? Wtedy POtrzebna nam bedzie nowa moralnosc i etyka nowa! A na czele tej nowej eTyki bedzie nam POtrzeba oczywiscie nowego Etykitywizora, a ktoz sie do tego bardziej nadaje, jak Kierownik Etyki na Katedrze Wielce Czcigodnego Przybytku Nauki jakim jest Uniwersyt Jagiellonski. Co za wspaniale perspektywy i nadzwyczajne widoki!

  27. Archer
    1. Socrealistyczny okres w twórczości Lema znam dokładnie, gdyż się z Lema doktoryzowałem na Monash University w Melbourne. Polecam ci tu doskonały szkic prof. Beresia p.t. „Inteligent w Domu Wariatów – (soc)realistyczna trylogia Stanisława Lema” (http://wkajt.republika.pl/acta/) przez który Bereś przez kilka lat, a ja (jako redaktor i wydawca tegoż szkicu) praktycznie niemal do dziś, byliśmy w niełasce u Lema i jego rodziny oraz jego sekretarza.
    2. Gdzie konkretnie masz szczegóły budowy GOLEMA na poziomie, że użyję tu klasyfikacji prof. Tanenbauma, „device level”? Przypominam ci też, że w „Fiasku” opisany jest komputer ostatecznej generacji oparty na układach już nawet nie elektronicznych, a „fotonowych”.
    3. Pierwsze mikroprocesory to są oczywiście lata 1970te, ale tak naprawdę, to rozpowszechniły się one dopiero w latach 1980tych. Lata 1970te to była wciąż epoka tzw. mainframes, czyli wielkich, tradycyjnych komputerów n.p. IBM serii 360 a później 370.
    4. Lem napisał również autobiograficzny „Wysoki Zamek”, powieści kryminalne „Śledztwo” i „Katar” oraz szereg dzieł na temat futurologii i literatury SF z „Fantastyką i Futurologią” na czele. Odsyłam cię tu do anglojęzycznej Wikipedii, jako dobrego punktu startowego.
    5. Nie potrzeba dziś dużo dobrze wyszkolonych i dobrze uzbrojonych żołnierzy, aby pokonali oni agresora, jako że broniący ma zawsze przewagę nad atakującym, szczególnie, jeśli broniący broni swojego, a nie cudzego.
    6. Karabinek Kałasznikowa jest bardzo dobrą bronią (znam ją aż zbyt dobrze z wojska), ale nie oszukujmy się – to jest technologia sprzed pół wieku. Przecież owe hordy muszą pokonać morze, a tam jest je bardzo łatwo zatopić. Niestety, ale dziś na rozkaz skorumpowanych elit rządzących Europą, robimy coś zupełnie innego. 🙁
    5. SF zawsze wyprzedzała naukę. To obaj doskonale wiemy…

  28. Archer
    Czy dla ciebie H.G. Wells to też jest „drugoligowy pisarz science fiction”? Przecież on proponował tzw. kaworyt (cavorite) jako „napęd” pojazdu, który miał dostarczyć pierwszych ludzi na Księżyc. Cytuję definicję kaworytu z Wikipedii: the metal acted as a gravity shield; after the metal was cooled, objects contained within it were no longer subject to gravity. Nie sądź więc literatury SF tak jakby to było naukowe piśmiennictwo! To jest przecież FANTASTYKA!

  29. .

    —Blowing Air—

    .

    Byłem kiedyś właścicielem wiatrówki
    marki Łucznik solid design, loved it,
    nie pamiętam czy była to ich oryginalna
    konstrukcja czy też kopia Diany

    łucznik100 solidną konstrukcją nie jest,
    jak każdy prawdziwy Polak Lema nie
    rozumie i nienawidzi, bo LEM jest idolem
    Polaków gorszego sortu

    Dyskusja z prawdziwym polakiem to
    strzępienie gęby po próżnicy, czas stracony
    ktorego musiał bym potem szukać,
    więc strzępić jej sobie nie będę bo pan
    WIATRÓWA100 to

    .

    A PERFECT VACUUM

    .

    ..)

  30. Nie chce mi się pisać do „Polityki” drogą „normalną”, bo zasługujecie na lanie (nie prof. Hartman, jego blog to tylko droga dotarcia), na lanie w miarę publiczne, otóż w ostatnim numerze w niewątpliwie słusznej i godnej poparcia intencji pan Jakub Ćwieluch popełnił tekst pod tytułem „Między słowami a Słowianami”, tyle że w nim zwarł rzeczy nieprawdziwe, kompletnie dezawuujące jego znajomość rzeczy, nieprawdą jest bowiem, że „oświadczenie” o zamiarze zatrudnienia Ukraińca na pół roku osiąga cenę 1000 euro, ono kosztuje w Polsce 15 PLN, pod konsulatem we Lwowie zaś 150 dolarów, nawet roczne zezwolenie na pracę nie kosztuje tyle, bo jest do kupienia za 800 złotych, choć oczywiście bywa i drożej, te ceny są powszechnie wiadome. Autorowi polecam szereg publikacji na ten temat, które już się ukazały w mediach i „blogosferze”. Nie chcę się znęcać, bo jako mąż Ukrainki i działacz NGO mógłbym, następnym razem niech pan Ć. poszuka nieco, hm, intensywniej źródeł:)))

  31. takei-butei

    Za 20 lat będziecie twierdzili że prekursorem gender był ksiądz Oko. Medycyna, jak każda nauka od zawsze była wrogiem kleru, gdyż człowiek nie powinien ingerować w dzieło boże, począwszy od zabraniania anatomii, poprzez zakazywanie pierwszych latarni bo bozia świeci w dzień i człowiek niech nie zmienia, po szczepienia, znieczulenie, trasplantacje, zakaz koleji żelazne przez co Włosi zbankrutowali i dlatego faszyzm itd…nawet zakaz noszenia matke, bikini sam Papież potępił. Teraz invitro, gender który to atak na gender jest kopią ataku na Kopernika….a teraz już nie ważne że ludzie za to płoneli, ważne by Kopernik był katolikiem i wam się wydaje że na tym fałszy zakłamiecie co zrobił z jego dziełem kościół.

  32. Ewolucja istnieje, tyle,że do tego włączono manipulacje genetyczne. Ewolucja ma też swoje ślepe uliczki. Pędzimy coraz szybciej, mogą być problemy z hamowaniem, skręcaniem, możemy wpaść w poślizg i w coś wyrżnąć. A co do Lema – był genialny. Howgh.

  33. Stachu39 (5 lutego o godz. 13:47)
    Racja co do Lema!

  34. Szanowny ‚Stachu39’, człowiek współczesny czyli ‚homo sapiens sapiens’ pojawił się na Ziemi około 40 tys. lat temu i jest jedynym przedstawicielem człowieka rozumnego (homo sapiens) żyjącym obecnie na planecie … żyje i nie zmienia się od 40 tys. lat a przynajmniej nie jesteśmy obecnie stwierdzić, pojawienie się różnic, które mogłoby sugerować wyodrębnianie nowych gatunków człowieka. Badania DNA mitochondrialnego wskazują ponadto, że człowiek współczesny nie separuje się nawet rasowo, gdyż aby mówić o zróżnicowaniu rasowym odrębności genetyczne muszą być rzędu 20% do 30 % a obecnie zauważalne są najwyżej do 15%. Pojęcie rasy, jest pojęciem obiegowym, nie mającym podstaw naukowych i oparte jest tylko na wrażeniach wizualnych. Mniej więcej, też od 40 tys. lat człowiek zaczął dostosowywać środowisko do siebie a nie siebie do środowiska, co prowadzi do ograniczenia, istotnego dla procesu ewolucyjnego, selektywnego eliminowania osobników o cechach mniej korzystnych … po prostu, staje się to całkowicie zbędne, skoro środowisko zewnętrzne dostosowywane jest do organizmu żywego a nie odwrotnie. W związku z tym mocno uzasadnione jest przypuszczenie, że ewolucja w stosunku do ‚homo sapiens sapiens’ przestała działać, a przynajmniej obecnie nie jesteśmy w stanie tego stwierdzić … możliwe, że za jakieś kilka tysięcy lat będzie to można stwierdzić, lecz jeżeli po 40 tys. lat my, teraz, nie jesteśmy w stanie dać jednoznacznej odpowiedzi to sądzę, że twierdzenie; ewolucja działa, jest raczej pobożnym życzeniem.

    Pozdrowienia.

  35. @ Leonid
    Fajnie Leonid.
    To mamy ze soba troche wspolnego, bo ja sie rowniez doktoryzowalem w Melbourne (RMIT), tylko nie z fantasmagorii jakiegos drugoligowego pisarzyny, ktory z definicji urosnac musi do swiatowego awangardzisty literatura sci-fi (a definicja polega na tym, ze byl Zydem), tylko z mikroelektroniki wlasnie i dlatego wiem co pisze gdy twierdze ze zamknal sie on w swiecie lamp elektronowych gdy swiat dawno juz pognal droga krzemowych ukladow scalonych. Tworczosc Lema znam bo przczytalem wszytko co wydal wlacznie z jednym jedynym esejem dla Fantastyki wlasnie, ktory Ci chyba umknal.
    Komputer fotonowy, uzyty we ‚Fiasku’ to koncepcja z lat ’50. W swoich opowiadaniach sci-fi przed Lemem uzyli go chociazby Asimov czy Bradbury. Sama zas koncepcja z Lemem ma tyle wspolnego co izba lordow z izba wytrzezwien bo urodzila sie bodajze w Bell Research Labs… Dzwoni dzwonek Leonidzie? Nie dzwoni? To kolega „po fachu” podpowiada. Tak tak, w tych samych laboratoriach gdzie wynaleziono tranzystor. A wynalezli go ludzie, ktorych nazwisk prozno szukac miedzy pisarzami sci-fi. Albo wogole niedzy pisarzami.
    I to tyle na temat „SF zawsze wyprzedzała naukę. To obaj doskonale wiemy…”, bo jest dokladnie odwrotnie. Nie byloby Sagana z jego „Kontaktem”, gdyby prawdziwi naukowcy nie wybudowali pierwszego radioteleskopu, gdy Sagan jeszcze nosil koszule w zebach, nie byloby Gibsona i Neuromancera gdyby w latach ’70 nie opracowano internetu i nie byloby Lema gdyby w latach ’20 XX wieku nie zaczeto stosowac lamo elektronowych a potem nie wybudowano Eniaca.
    Roznica miedzy Wellsem a Lemem polega na tym, ze Wells rzeczywiscie wniosl bardzo duzo do swiatowej fantastyki, podczas gdy Lem nie wniosl nic. Wechikul czasu czy wyspa doc. Moreau (eksperymenty genetyczne) to tematy eksploatowane do dzisiaj. Echa tworczosci Wellsa wciaz slychac w calej masie opowiadan czy filmow. A teraz powiedz mi, Leonidzie, kto eksploatuje temat bajek robotow albo Ijona Tichego albo pilota Pirxa? Nie wiesz? To tym gorzej dla pana panie doktorze, bo ja wiem. W 2012 roku jakis szczyl, w Fantastyce wlasnie, podjal temat „Testu pilota Pirxa” opisujac sprawe z punktu widzenia pilota tej drugiej rakiety, ktora uderza w Ksiezyc. I to wszystko. Rzeczywiscie zdumiewajacy dorobek.
    „Pierwsze mikroprocesory to są oczywiście lata 1970te, ale tak naprawdę, to rozpowszechniły się one dopiero w latach 1980tych. Lata 1970te to była wciąż epoka tzw. mainframes, czyli wielkich, tradycyjnych komputerów n.p. IBM serii 360 a później 370.”
    Panie doktorze, juz za Gierka nawet w Polsce zaklady Cemi produkowaly mikroprocesor MCY78800 (poprzednik Z80) na licencji Intela. Licencja miala juz 7 lat. A tak na marginesie to poza tym sylszalem ze:
    „SF zawsze wyprzedzała naukę. (…)” czyli ze jakis pisarz SF powinien wymyslic mikroprocesor przed firma Motorola albo Fairchild. Na pewno nie zrobil tego Lem wiec moze jakis przyklad…?

    Na koniec mala, troche zlosliwa uwaga:
    Mialem kiedys rozmowe z doktorantka historii z Melbourne Uni. Gdy wypila juz kawe i zjadla dwa ciastka zapytalem sie jej mimochodem kiedy rozpoczela sie druga wojna swiatowa. Oswiadczyla mi ona na to, ze nie wie bo to nie jej galaz wiedzy albowiem zajmuje sie ona historia sredniowiecza. Mialem litosc i nie pytalem sie o date urodzin sw. Tomasza z Akwinu, bo tez nie do konca ja pamietalem, ale pewne wnioski na temat poziomu australijskich doktoratow z nauk humanistycznych pozostaly.

    P.S.
    „Fiasko”, to alegoria do wspolczesnego, spolaryzowanego swiata. Sztafarz zastosowany przez Lema to oczywiscie sci-fi ale, gdyby brac za dobra monete lemowska definicje fantastyki, to ksiazka ta fantastyczna nie jest. Bo Lem napisal (cytuje z pamieci), ze ksiazka fantastyczna to taka, ktorej tresc pozbawiona jest sensu gdy usunie sie fantastyczne dekoracje. Starszy pan wpadl w pulapke, ktora sam 20 lat wczesniej nastawil. Zdarza sie.

  36. Archer (nie za bardzo po kolei)
    1. Niektórzy twierdzą (ja zresztą też), że „Fiasko” to jest „Obłok Magellana” bis, o czym świadczy choćby to, że całkiem spora część „Obłoku” została dosłownie skopiowana przez Lema do „Fiaska”. Ale czy to, że „Fiasko” jest albo nie jest powieścią fantastyczną ma tu jakieś znaczenie? Ważne jest, że to jest powieść dobra. Proszę w tej sprawie skontaktować się choćby z prof. Stoffem z Torunia (UMK).
    2. Ja studiowałem na Melbourne Uni ekonomię a nie historię. Wśród wykładowców miałem m.in. Rosjanina, który zajmował się transformacją ekonomiczno-społeczną w b. ZSRR. A za poziom doktorantów z dziedziny historii z tejże uczelni, to ja nie odpowiadam. Przypominam tylko, że dla Australii, to II WŚ zaczęła się praktycznie dopiero 7 grudnia 1941 roku (pełnia tamtejszego lata). 1 września 1939 roku rozpoczęła się tylko kolejna wojna Polsko-Niemiecka, w którą dopiero kilka dni później zaangażowała się Francja i W. Brytania, a USA od początku tego polsko-niemieckiego konfliktu ogłosiły ustami swego prezydenta Roosevelt’a, że nie będą się wtrącać do tego, dla Ameryki wówczas tylko lokalnego, polsko-niemieckiego konfliktu.
    3. SF zawsze wyprzedzała naukę. Idee takie jak n.p. podróże w kosmos, podróże w czasie, kontakt z „obcymi”, genetycznie manipulowane organizmy (GMO w tym szczególnie ludzie czyli GMH), rzeczywistość wirtualna (VR) czy tez sztuczna inteligencja (AI) powstały przecież najpierw na łamach opowiadań i powieści SF. Sam to zresztą przyznajesz pisząc o Wellsie: „Wehikuł czasu czy wyspa doktora Moreau (eksperymenty genetyczne) to tematy eksploatowane do dzisiaj”.
    4. O tym, że w Polsce produkowano w swoim czasie mikroprocesory to wiem doskonale, jako były pracownik naukowy Przemysłowego Instytutu Elektroniki (informatyk, NIE elektronik). Niemniej lata 1970te to była wciąż epoka tzw. mainframes, czyli (relatywnie) wielkich, tradycyjnych komputerów n.p. IBM serii 360 a później 370 (70 w nazwie tych komputerów oznacza właśnie siódmą dekadę XX wieku). Oczywiście, miałem już w latach 1970tych kontakt z minikomputerami opartymi na mikroprocesorach (n.p. Datapoint 5500), ale to jest osobna historia. Niemniej, jako informatyka interesuje mnie bardziej jak szybki jest komputer, jak dużą ma on pamięć, jakie ma on rozmiary, masę, pobór energii i jego niezawodność niż to, co w nim w środku siedzi – dla mnie na poziome realizacji „fizycznej”, mogą być to n.p. krasnoludki szybko liczące na liczydłach i mających wszystkie dane „w rozumie” albo na kartkach papieru – to ostatnie rozwiązywało by (nierozwiązany przecież do dziś do końca) problem bardzo dużych i bardzo małych liczb a nawet i dzielenia przez zero, jeśli wiesz, co mam tu na myśli..
    5. Doktoryzowałem się na Monash – na Melbourne Uni skończyłem zaś „tylko” podyplomowe studia z ekonomii i ekonometrii (MA by Research).
    6. Skąd u ciebie ta wrogość do Lema? To że jego ojciec Samuel Lem (Lehm) był zapewne Żydem? Ale tenże ojciec Lema był także oficerem w C-K Armii, a więc S. Lem, nawet według Ustaw Norymberskich, był Aryjczykiem, nawet jeśli przyjąć, że jego matka była Żydówką. Jego rodzice byli zresztą katolikami rzymskimi, co oczywiście nie wyklucza ich żydowskiego pochodzenia. Niemniej przez niemieckie władze okupacyjne Lemowie uznani zostali za Aryjczyków, o czym Lem pisze n.p. w „Wysokim Zamku”. Gdyby był on (S. Lem) uznany przez Niemców za Żyda, to nie mógłby on pracować podczas całej niemieckiej okupacji Lwowa w firmie wykonującej zadania dla Wermachtu i swobodnie poruszać pomiędzy żydowską a aryjską częścią Lwowa, aż do momentu likwidacji lwowskiego getta.
    7. Lem nic do „Fantastyki” nie napisał, a z tego powodu redaktorzy tego pisma bardzo nad tym ubolewali (n.p. znany mi osobiście Maciej Parowski, długoletni redaktor naczelny tegoż pisma). Jedyne, co ma coś wspólnego z samym Lemem, a ukazało się w tymże tygodniku, to jest wywiad z Lemem przeprowadzony przez Mieczysława Dutkiewicza („Jestem jak Robinson Crusoe” w ‚Fantastyce’ Nr. 9 z roku 1986). Dodać można też, od biedy, także „Seks z robotami” (wywiad Lema dla Stephan’a Wehowsky’ego przetłumaczony z niemieckiego przez Marka Oramusa a zamieszczony w ‚Nowej Fantastyce’ Nr. 11 z roku 1992) i transkrypcja filmu Ustynowicza o Lemie „Przypadek i ład” w ‚Nowej Fantastyce’ Nr 1 z roku 1991. Po prostu Lem nie chciał dać się zamknąć w getcie SF. A to, że nikt nie pisze tak jak Lem, nie jest zaś prawdą, jako że n.p. w b. ZSRR ukazało się kilka „sequeli” do „Solaris”. Zgoda, marne, ale przecież olbrzymia większość SF to jest marnizna, tak jak zresztą w każdym innym genre literatury.
    8. Komputer fotonowy, o ile wiem, nie został jak dotąd zrealizowany.
    9. Doktorat mam z nauk politycznych.
    10. Na koniec: dalej siedzisz w OZ?

  37. Haszszu pisze Pan bzdury świadczące o niezrozumieniu, o co chodzi w ewolucji. Ewolucja nigdy się nie zatrzymuje. Nie polega też na „ulepszaniu” (z naszego punktu widzenia może polegać na „pogarszaniu”). Co więcej, w ciągu zaś ostatnich 10.000 lat ewolucja gatunku ludzkiego znacznie przyśpieszyła (Proszę chociażby poczytać Harpendinga i CLarka książkę, chociaż jest ona już nieaktualna, bo w ciągu ostatniego roku przybyło mnóstwo nowych informacji)

    Jeżeli ludzie przestają umierać z powodu chorób, to znaczy to tyle, że znikło jedno z „kryteriów optymalizacyjnych, i nic więcej. Zmieniło się środowisko i do innego środowiska teraz ludzie się dostowują – jeżeli utrzymanie sprawnego układu odpornościowego przestanie być potrzebne, to ewolucja doprowadzić może (nie musi) do pogorszenia „sprawności” i to też będzie ewolucja. Jeżeli chcemy zobaczyć, co obecnie jest promowane przez ewolucję, wystarczy zobaczyć, kto ma najwięcej dzieci dożywających wieku rozrodczego (i mających dzieci). Czy to się na dłuższą metę utrzyma (W sensie tak z 20 pokoleń), to się zobaczy.

  38. takei-butei

    Odnośnie twojego bohatera…..

    Rekonkwista prowadzona była przez lata. W 1775 r. księża regionu Guingamp w Bretanii zakazali szczepień przeciwko ospie, nazywając je zbrodniczymi wobec prawa Bożego. Kler utrzymywał, że żaden wynalazek nie może ograniczać woli Boga. Kiedy w 1796 r. opracowano bezpieczną dla człowieka szczepionkę z wirusem ospy krowiej, kler oraz chrześcijańscy medycy uznali to za „próbę buntu przeciwko samemu Niebu, a nawet przeciwko woli Boga”; w Cambridge potępiono ją w kazaniu uniwersyteckim.
    Louis Pasteur (1822-1895) udowodnił, że choroby zakaźne wywołuje szkodliwy dla nich zarazek bakteryjny, przeciw któremu można się uodpornić metodą szczepień ochronnych osłabionymi zarazkami. W 1880 r. wprowadził szczepienia ochronne przeciw cholerze, tężcowi, błonicy, dżumie. Badania nad wścieklizną w latach 1881-85 doprowadziły go do udanego zastosowania pierwszej szczepionki przeciw wściekliźnie u człowieka pokąsanego przez wściekłego psa.
    Tymczasem przesąd stawiał temu zaporę. Wolnomyśliciel Stanisław Kostka-Potocki w Podróży do Ciemnogrodu (1821) ukazywał tytułowy kraj, mający być Państwem Kościelnym, jako zamieszkały przez ludzi zabobonnych, którzy „żadnej przeciw zarazie nie używają ostrożności mówiąc, że temu, co się dzieje z zrządzenia Nieba, opierać się człowiekowi nie godzi.” A oto jeszcze papież Leon XIII (1878-1903) takie zajął wówczas stanowisko w kwestii epidemii ospy i szczepień przeciw niej, jakby na potwierdzenie swego ciemnogrodziańskiego statusu: „Nie mogę szczepienia ani pochwalić, ani też zakazywać, ale z mej strony traktuję je jako targnięcie się na prawa majestatu bożego” (za: Śladami klątwy). Idąc za głosem swego Pasterza katolicka część Montrealu odmówiła szczepień w roku 1885, kiedy wybuchła tam groźna epidemia ospy. Jeden z księży wyjaśnił nieszczęście w optyce teologicznej: „Jeśli zostaliśmy dotknięci ospą, to stało się tak z powodu karnawału podczas ostatniej zimy, z powodu ucztowania i uciech cielesnych, które obrażały Pana”. „Ojcowie oblaci, których kościół mieścił się w samym centrum zainfekowanego okręgu, nadal potępiali szczepionkę; nawoływali wiernych, by ufali w skuteczność różnego rodzaju praktyk religijnych. Z upoważnienia hierarchii zarządzono wielką procesję z uroczystymi modłami do Dziewicy, opisując szczegółowo sposób posługiwania się różańcem” (White, Historia wojny między nauką i religią w chrześcijaństwie, tom II, s. 60).

  39. @Leonid.
    1. Mozna traktowac „Fiasko” jako „Oblok Magellana”. Z pewnymi malymi zastrzezeniami:
    – we „Fiasku” nie znajdziesz pochwal komunizmu i jego ideologii
    – we „Fiasku” komputer jest fotonowy
    Jedyne prawdziwe podobienstwo miedzy tymi ‘dzielami’ to ich bezposrednie odnosniki to aktualnej rzeczywistosci i politycznej linii wladz. Za kazdym razem chwalba. Albo przynajmniej pokora i nieporuszanie tematow naprawde waznych. Pod tym wzgledem Lem to oportunista, jak Wajda albo Machulski. Zawsze tworzacy tak zeby cenzurze sie to spodobalo. Zreszta, o ile wiem, nigdy nie mial klopotow z cenzura (pomijajac poczatek stanu wojennego, zanim partyjni kumple nie zalatwili mu paszportu i nie wyjechal na zachod). Dopoki sam sie nie ocenzurowal w postaci zakazu wydawania ‘Astronautow’ i ‘Obloku…’. Czy ocenzurowal… tzn. czy zabronil rowniez wydawania tlumaczen? Tego nie wiem ale spodziewam sie, ze tak.
    ‘Fiasko’powiescia dobra? Jezeli wyrzucic z niej sztafarz sci-fi to w zasadzie pozostaje mala, prymitywna analiza dwoch militarnych systemow tworzacych autonomiczny, planetarny technosystem. Czytalem cala mase publikacji w ktorych autorzy potrafili na kilku stronach zglebic ten problem o wiele lepiej.
    2. Zgoda. Z punktu widzenia przecietnego australijskiego Mr. And Mrs Sixpack tak to wlasnie wyglada. Przypominam jednak, ze GB przystapila do wojny 3 Wrzesnia ’39 wiec i Australia formalnie znalazla sie wtedy w stanie wojny z Niemcami. Teraz sie Australijczycy tym chwala jakby to oni ta wojne wygrali ale wtedy oburzenie w spoleczenstwie dorownywalo przynajmniej dzisiejszemu oburzeniu Niemcow na imigracyjna polityke Merkel.
    3. „podroze w kosmos” – koncepcja stara jak swiat. Jezeli mitologie ludow pierwotnych (a za nimi Mahabharate, Ramayane, Mity Greckie…) uznac za fantastyke to prosze bardzo. No i powoli wychodzi nam na to ze pan Lem (wraz z cala reszta pisarzy sci-fi) to mitomani…
    „podroze w czasie” – patrz wyzej.
    „genetycznie manipulowane organizmy” – nieprawda. Wystarczy rzucic okiem na poczatki genetyki (Johannsen, Mendel, Vries a nawet Darwin, czyli grubo przed Wellsem – zaden z nich nie paral sie literatura sci-fi). Zaden ‘wizjoner’ ani ‘futurolog’ nie zajaknal sie nawet przed nimi o genach i genetyce. Przy czym pelna zgoda, ze genetycznie zmutowane potwory z zebami dluzszymi niz ogony to juz robota kolegow po fachu pana Lema.
    „VR” – nie istnialaby gdyby nie zbudowano komputerow, nie stworzono sieci elektronicznych i nie opracowano komputerowej grafiki. Nie zrobil tego zaden pisarz SF. Ani nie przewidzial. Przynajmniej ja nic na ten temat nie wiem. Czy mozesz dac przyklad jakiegos pisarza SF, tworzacego przed druga wojna wiec przed budowa Enica, ktory wspomilaby chociazby o VR?
    Koncept „AI” to Turing, rok 1950. Owszem, grubo przed nim byl np. Hasek i jego bunt robotow, ktore porozumiewaly sie miedzy soba tak jak mowiace kamienie w starochinskich basniach. Nie ma to jednak z lkasyczna AI nic wspolnego.
    4. Mainframes czy nie ale mikroprocesory istnialy juz na sporo wczesniej zanim nasz ‘mistrz, wizjoner i futurolog’ sie zorientowal. Zreszta stawiajac przed soba na stole nawet taka klasyczna framework z lat ’70, wciaz wazy to mniej niz komputer Golema, ktory swoja masa uzytkowa przewyzszal mase zalogi.
    „(…)interesuje mnie bardziej jak szybki jest komputer, jak dużą ma on pamięć, jakie ma on rozmiary, masę, pobór energii i jego niezawodność (…)”
    Wlasnie, mase… Jako wizjonera, konstruktora rakiet to by mnie przede wszystkim interesowalo. Bo w ksiazce to mozna sobie napisac wszystko.
    5.
    6. Skad ta wrogosc? Bo byl malym oportunista, przyjacielem komunistycznych nomenklaturowcow do tego stopnia, ze nawet w stanie wojennym wydano mu paszport i pozwolono wyjechac. Pisal, lagodnie rzecz ujmujac, nienajlepiej, ale zwasze tak, aby spodobac sie czerwonym decydentom z owczesnych wydawnictw. Z jego ksiazek nie nauczysz sie Leonidzie nic. Ich czytanie to strata czasu. Moze poza ‘szpitalem przemienienia’.
    Tak samo nie lubie Einsteina za zaangazowanie w opracowywaniu teorii likwidacji panstw narodowych, ani W. Schockley’a (jeden z wynalazcow tranzystora) za popieranie eugeniki. Tylko ze ci rzeczywiscie maja ogromny wklad w swoje dziedziny wiedzy.
    O pochodzeniu rasowym Lema wspomnialem jako o symbolu naszych czasow, natomiast z paroma tezami z Twojego wpisu bardzo bym tu polemizowal. Uznawanie przez nazistow kagas tam za Aryjczyka lub nie bylo calkowicie arbitralne. I tak np. Eichmann, Goebbels (syn rabina), Heidrich, H. Frank (nie musze chyba dodawac, ze wszyscy Zydzi) uznani byli przez nazistowski aparat za rasowych Aryjczykow a z kolei corke Cyganki, Apolonie Chalupiec oskarzono przed Hitlerem o zydostwo.
    No i przypominam, ze wg. samych Zydow, zydostwo przekazywane jest wlasnie przez matke.
    Okolicznosci, w jakich uznano Lemow za aryjczakow sa niejasne. W gre wchodzic mogla np. wysoka lapowka. Zreszta co tu duzo pisac, po wojnie sam Lem nie ukrywal swych zydowskich korzeni.
    7. Malo tego. Czytalem wspomnienia A. Hollanka (tworca i pierwszy naczelny Fantastyki) jak ubolewal, ze Lem odmawia wspolpracy. W 10.1982, gdy ukazal sie jej pierwszy numer, wszyscy spodziewali sie Lema a tu nic. W nastepnych numerach rowniez nic. Zreszta od razu zaczeto drukowac Hadelmana, Le Guin, Martina… mial stary Lem racje, ze w takim towarzystwie nie chcial drukowac bo przepadlby jak chopski pies na jarmarku. O niebo lepszymi byli Zajdel czy Oramus.
    8. Zrealizowany nie zostal ale jego idea jest stara a polega nie tyle na jakiejs ogromnej szybkosci przetwarzania danych ile na przejscie na algebre wieloelementowa, co podniosloby moc obliczeniowa o pare rzedow. Idea jest sporo starsza niz ‘Fiasko’. Stary Lem musial o niej przeczytac w Trybunie Ludu czy gdzies tam…?
    9.
    10. Nie. Ozland to nie jest zly kraj ale technicznie zacofany. Jezeli idzie o nowoczesnosc, osiagniecia, technike, nauke itd. to Australie nie bije chyba tylko Afryka. Polska to kraj o wiele nowoczesniejszy.

  40. Archer
    Odpowiem ci dokładniej jak wrócę do Polski, ale porównywanie Zajdla czy Oramusa do Lema to jest już grubą przesadą. Ty po prostu czytasz SF nie jako literaturę piękną, a (popularno) naukową, stąd też oceniasz pisarzy SF po tym, z jaka dokładnością przewidzieli oni przyszłość. Ale gdybyś przeczytał moją książkę o Lemie, to może byś zrozumiał, że fantastyka NIE jest futurologią i że literatury (generalnie zaś sztuki) nie ocenia się na podstawie tego, jak dokładnie opisuje ona rzeczywistość (przeszłą, obecną czy też przyszłą). Nabijasz się z socrealizmu, a sam przejąłeś z niego podstawowe jego tezy, w tym takie, że sztuka ma być przed wszystkim realistyczna, że im lepiej obraz, powieść czy sztuka teatralna oddaje rzeczywistość, to jest ona tym lepsza. Tyle, że według tej koncepcji sztuki, to praktycznie każda w miarę poprawnie wykonana fotografia bije o kilka długości najlepsze obrazy Duerera, Canalettów, Rembrandta czy Rubensa, o Picassie już nie wspominając…
    I zgoda co do Australii, niemniej uważam, że jest to kraj, w którym dyskryminuje się wszystkich poza (z nielicznymi wyjątkami) osadnikami pochodzenia brytyjskiego (dokładnej poza potomkami osadników, którzy przybyli tam z W. Brytanii co najmniej jakieś 100 lat temu). Więcej wkrótce. Przyznam się tylko, że po raz pierwszy spotkałem się z aż takim ostrym i irracjonalnym atakiem na Lema. Dotychczas spotykałem bowiem albo osoby które sobie twórczość Lema bardzo wysoko cenią, albo też osoby, którym ta twórczość jest obojętna (z różnych powodów – głównie takich, że nic z Lema oni nie przeczytali).

css.php