Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne

14.10.2017
sobota

Lekarzu, zjedz coś!

14 października 2017, sobota,

Patos medycynie nie służy. Głodujący trzynasty dzień (z jedną przerwą, jak rozumiem) młodzi lekarze rezydenci zgłaszają postulaty wszechzbawcze – chcą wygłosować nie tylko ogromne podwyżki dla siebie i innych, lecz przede wszystkim radykalny wzrost nakładów na ochronę zdrowia.

Z pewnością coś dostaną i pójdą na obiad. Ale to nie będzie nic podobnego do realizacji ich postulatów. Da się jakąś podwyżkę i wyda jakieś oświadczenie, że będzie więcej pieniędzy na zdrowie – i strajk się skończy. Kilku bardziej ideowych rezydentów będzie bardzo rozczarowanych, ale profesor otoczy ramieniem, powiedzie po korytarzu i wyjaśni: „wicie, rozumicie, takie jest życie”. Tylko Kaczyński wkurzy się na Radziwiłła, jeśli ten naobiecuje za dużo. Tak czy inaczej Kaczyński w końcu coś tam da, bo sam jest chory, a choroba uczy szacunku dla lekarzy. Poza tym nie chce oglądać kwaśnych min, gdy następnym razem będzie w szpitalu.

Kto tam kopie dołki pod Radziwiłłem, tego nie wiem, ale pewnie wkrótce będzie to już wiedział ostatni felczer z Lekarskiej Doli na Podlasiu. Pożyjemy, zobaczymy. A Radziwiłł w którymś momencie polegnie tak czy inaczej, bo chociaż nosi się jak książę (co Kaczyńskiemu musi imponować), to lwy głodne i coś im czasem rzucić na pożarcie trzeba. Ale kiedy, nie wiadomo. Nawet prezes tego nie wie. Ma ważniejsze sprawy na głowie. Jak to prezes.

Jestem jak najdalszy od kwestionowania słuszności postulatu, aby rezydenci zarabiali więcej, a w budżecie znalazło się kilkadziesiąt całkiem nowych, pachnących miliardów na ochronę zdrowia. Podobnie jak na naukę i kulturę. Ale jest, jak jest. Dyskusja o redystrybucji, czyli podziale środków budżetowych, nie toczy się pod presją strajku głodowego, który jest czymś tak niestosownym w tego rodzaju kwestiach, że trudno wyobrazić sobie, aby na rządzie robiło to wrażenie inne niż absmak.

Głodująca młodzież krzywdy sobie nie zrobi, a gdyby nawet miało się tak stać, że ktoś zemdleje, to jednak na własne życzenie, a nie w jakimś stanie wyższej konieczności. Od omdlenia z głodu w imię zwiększenia nakładów na zdrowie nikt nie zostanie bohaterem, za to ambitny „lider środowiska rezydentów” ma szansę na ładną karierę. Byleby nie przeszarżował, bo lekarze nie lubią, jak ktoś za dużo skacze (jak dobrze, że nie jestem lekarzem!).

Z tą głodówką też lepiej, żeby nie przesadzał. Odchudzanie tak – głodówka nie. Głodówka jest formą szantażu moralnego (w pewnych przypadkach usprawiedliwionego, w innych nie), polegającą na przerzuceniu odpowiedzialności za ewentualną śmierć głodującego na tych, którzy do takiego desperackiego protestu go zmusili. W przypadku naszych lekarzy o śmierci, a w związku z tym i o szantażu nie ma mowy – jest tylko zwykła niestosowność i brak szacunku dla tych, którzy w całym świecie w różnych dramatycznych sytuacjach (najczęściej w więzieniach) głodowali i głodują naprawdę.

Nie możemy sobie wyobrażać, że młodzi lekarze strajkują tak sobie, ot, tylko na własną rękę. Pozwolili im na to ich przełożeni (wszak lekarze ci nie chodzą teraz do pracy), a tym przełożonym jeszcze bardziej przełożeni. W istocie jest to, jak zwykle u lekarzy, wojna w łonie medycznego establishmentu. Rezydenci mają swoją podmiotowość i dobrą wolę, ale czy chcą, czy nie, są narzędziem w ręku medycznych książąt i baronów. To nie jest żadna krytyka – po prostu przypominam, jak kręci się medyczny światek. Tutaj każdy ma interesy, każdy jest „inspirowany” i „inspiruje”.

Opinia publiczna nie wie i może już nie dowie się, jakie tam ruchy tektoniczne zachodzą dziś w polskiej medycynie. Jest to świat zamknięty i autonomiczny. Państwo w państwie, z którym musi się liczyć każda władza, zarówno demokratyczna, jak autorytarna. Wojna medyczna toczy się o wpływy i pieniądze. Wygrywa ten, który zdoła przekonać rząd albo dyktatora, że jest właśnie tym najpotężniejszym z lekarzy. Tymczasem w Polsce nikt nie wie, kto tam właściwie rządzi. Nawet Kaczyński tego nie wie.

A co do rezydentów, to rzeczywiście mają powody do frustracji. Wszystko zwala się na nich, zostawia się ich samych na dyżurach, obciąża ponad siły i umiejętności, a płaci się byle jak. A w dodatku traktuje protekcjonalnie i deprecjonuje ich pracę. Trzeba to zmienić, bo feudalny wyzysk rezydentów sprowadza niebezpieczeństwo na pacjentów. Musimy zreformować warunki zatrudnienia młodych lekarzy oraz sprawowania nad nimi opieki merytorycznej. I tym powinien się zająć minister Radziwiłł. Jak coś zrobi w tej sprawie, wszyscy mu przyklasną, a Kaczyński ziewnie, przewróci się na drugi bok, mruknąwszy: „Radziwiłła zostawcie”.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 82

Dodaj komentarz »
  1. Artykuł ten jest pokazowym przykładem niekompetencji polskich polityków, którzy każdy problem społeczny redukują do „kibolstwa”, walki o „koryto” i felietonowej erystyki.

    Fakty są takie, że
    – udział wydatków publicznych na zdrowie jest w Polsce chronicznie zaniżony poniżej wszelkich standardów w krajach rozwiniętych Zachodu

    – braki kadrowe w medycynie to już nie żadna groźba katastrofy na przyszłość, tylko już dzisiaj wyraźnie krocząca katastrofa kosztująca życie wielu pacjentów, a nawet lekarzy umierających na dyżurach. Braki kadrowy wynoszą 1/4 a średnie wieku wśród specjalistów i pielęgniarek zbliżające się powoli do 60-tki mówią same za siebie jak jest i co będzie za lat 5 czy 10.

    – wyjazdy lekarzy są masowe. Zresztą nie tylko lekarzy. Od dawna mówię, że partyjna hołota w Polsce w sztuce wyludniania Polski z Polaków prześcignęła już w liczbach bezwzględnych Adolfa Hitlera

    – medycyna to też kolejny przykład dziedziny, która obok takich dziedzin jak sądownictwo, szkolnictwo wyższe i niższe, czy planowanie przestrzenne jest nieco bardziej złożona niż oplucie czy obrzyganie kumpla partyjnego w telewizyjnym studiu, a przez to jest dla „polskiej klasy politycznej” absolutnie nierozwiązywalna od lat kilkudziesięciu.

    Śmiej się Pan, śmiej. Już wiemy, że wierzycie, że dzieci w 9 miesiącu ciąży przynoszą bociany. Więc pewnie przyszłość medycyny w Polsce widzicie w paru seansach w telewizji w wykonaniu Kaszpirowskiegi i kaznodziei Bashobora.

    Taką już many polityczną „klasę”.

  2. Płacę rezydentom nawet 100 zł za godzinę dyżuru czyli za 24 godziny pracy w weekend mogą zarobić nawet 2,4 tys. zł, mimo to nie mam na nie chętnych – mówi dyrektor Międzyleskiego Szpitala Specjalistycznego w Warszawie dr Jarosław Rosłon. – Podwyżki dla rezydentów skończą się tym, że zaraz ustawią się w kolejce inne zawody medyczne

  3. „Lekarzu, zjedz coś!”…bo niedługo będziesz naprawdę musiał głodować.
    Patrz – zdjęcie śniadania dla małego pacjenta w „największym polskim szpitalu pediatrycznym” jakie umieścili lekarze w internecie.
    W zasadzie śmieszy mnie ta wiara i ten cały strajk, że można przy pomocy pieniędzy uzdrowić państwową służbę zdrowia. Nie można. To jest worek bez dna. Tyle razy już to było przerabiane. Tylko uczciwa prywatyzacja oczywiście mieszana jakoś z państwową opieką zdrowotną. Dlaczego nie pizwolić ludziom legalnie płacić większe składki za lepszą opiekę zdrrowotną jeśli ich stać na to i chcą tego. Ale lepiej roztaczać miraże i kłamstwa, że da się załatwić wspaniałą opiekę medyczną dla wszystkich jak leci, tylko rząd musi dać więcej pieniędzy.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Czytałem wcześniej podobne zastrzeżenia u (grzecznej dziewczynki) Wielowieyskiej.
    I Owsiak też powinien przeprosić Pawłowicz.
    I Gronkiewicz-Waltz też powinna się ugiąć przed PiSem.
    I protesty przeciw miesięcznicom mają czerwoną kartkę.
    I dziwić się że PiS zyskuje jak tylu pożytecznych idiotów dookoła.
    Mam nadzieję że za którymś razem, jak nie lekarze, jak nie parasolki, jak nie sądy, to w końcu coś wypali z hukiem.

  6. „Eksperci wskazują, że błędy medyczne są – zaraz po nowotworach i chorobach serca – kolejną przyczyną śmierci w USA. Rocznie z powodu błędów medycznych umiera tam między 200 tys. a 400 tys. osób.
    Rocznie z powodu chorób serca umiera w USA blisko 600 tys. osób. Z powodu nowotworów – 580 tys.
    Wydajemy ogromne pieniądze na walkę z nowotworami i chorobami płuc, ale nie zorientowaliśmy się, że 3. przyczyną śmierci są błędy medyczne – powiedział dr Martin Makary z Uniwersytetu Hopkinsa w USA.
    Według szacunków, w Polsce notuje się około 20 tys. błędów medycznych rocznie. 90 proc. z nich dotyczy położnictwa, zakażeń szpitalnych, nierozpoznanych na czas objawów udarów i zawałów, pozostawienia ciała obcego po zabiegu chirurgicznym oraz błędów w leczeniu stomatologicznym.”
    To cytat z portalu http://www.politykazdrowotna.com.
    W USA na opiekę zdrowotną zdrowotną wydaje się per capita 20 razy więcej niż na Kubie a mimo to średnia długość życia na Kubie jest nieznacznie wyższa.
    Jeśli uznać średnią długość życia jako miarę skuteczności realizowanej w danym państwie polityki zdrowotnej to na Kubie jest ona skuteczniejsza niż w USA.
    Wniosek stąd, że nie wysokość nakładów a sama polityka, rozłożenie priorytetów, nacisk na zapobieganie chorobom a nie ograniczanie się tylko do ich leczenia na większe znaczenie dla kondycji zdrowotnej społeczeństwa.
    Jeszcze Nixon podpisał narodowy program walki z chorobami nowotworowymi. Mimo upływu ponad 40 lat, wydanych miliardów USD zachorowalność wzrasta choć obserwuje się spadek umieralności ale to kosztuje.
    Każdy z nas mając do wyboru – NIE ZACHOROWAĆ czy BYĆ LECZONYM z choroby ( długo, nie zawsze skutecznie a na dodatek niekiedy z powikłaniami ) wybrałby to pierwsze.
    Czyli mówiąc krótko – społeczeństwo oczekuje w I-szej kolejności ZAPOBIEGANIA chorobom czyli PROFILAKTYKI. Szczególnie chodzi o choroby przewlekłe, z którymi nasza zachodnia medycyna sobie nie radzi.
    Lekarze tacy, jak pisał o swoim Ojcu @abchaz to już zanikający relikt.
    Dzisiaj ton i kierunki wytycza lekarzom Big Farma. Zaniechano nauczania studentów medycyny ziołolecznictwa, które jak przyznaje ( oczywiście tylko prywatnie – nigdy służbowo) wielu lekarzy są niekiedy skuteczniejsze niż współczesne leki.
    Jeśli dawni lekarze traktowali swą pracę jako SŁUŻBĘ ZDROWIU obywateli tak obecnie dla większości jest to BIZNES MEDYCZNY gdyż człowiek dla ratowania życia i zdrowia swego i swoich bliskich gotów oddać wszystko, co część przedstawicieli „służby zdrowia” cynicznie wykorzystuje.
    Nie można za ten stan rzeczy winić wyłącznie lekarzy. Oni działają w systemie jaki im stworzono i to ten system trzeba zmienić tak, by lekarze w swej pracy skupiali się na tym, by chorych było mniej.
    Nie ma choroby – nie ma potrzeby leczenia !.
    Lekarz może i powinien dobrze zarabiać dbając o to, by jego podopieczni NIE ZACHOROWALI. W takim systemie choroba podopiecznego to porażka opiekującego się nim lekarza – mówiąc potocznie „spartolił on swą robotę” . A za „spartoloną” robotę się nie płaci a ten, co „spartolił” naprawia na swój koszt.
    I mamy to, na czym wszystkim zależy – ZDROWYM BYĆ !
    Ale na zdrowym człowieku to Big Farma nie ma żadnego interesu i w tym problem …..

  7. „Rezydentura jest uprzywilejowaną formą sponsorowania przez państwo specjalizacji medycznej. Jeśli rezydent miałby zarabiać 6,4 tys. zł, to jest cała masa lekarzy z 20-letnim stażem, którzy podstawowe płace maja w granicach 3-3,5 tys. zł. Jest wielkie nieporozumienie, jeśli miałoby się złamać tę hierarchię”

  8. „To nie jest żadna krytyka – po prostu przypominam, jak kręci się medyczny światek. Tutaj każdy ma interesy, każdy jest „inspirowany” i „inspiruje” (…)
    Jest to świat zamknięty i autonomiczny. Państwo w państwie, z którym musi się liczyć każda władza, zarówno demokratyczna, jak autorytarna. Wojna medyczna toczy się o wpływy i pieniądze. Wygrywa ten, który zdoła przekonać rząd albo dyktatora, że jest właśnie tym najpotężniejszym z lekarzy. Tymczasem w Polsce nikt nie wie, kto tam właściwie rządzi…”

    Opis/hipoteza intuicyjna nie do podważenia… obserwacja potoczna z perspektywy pacjenta dostarcza wielu dowodów…
    Ciągle brakuje całościowego podejścia normatywnego i ewentualnych strategicznych decyzji systemowych uzdrawiających, w długiej perspektywie, „społeczną służbę zdrowia” w Polsce…

    Nie ma mądrych…

  9. .

    — Medice cura ipsum —

    .

    Postdocu, intern-praktykancie, apprentice,
    resident’cie czy inny czeladniku, there is
    always a piper to be paid, takie kurde feudalne
    życie w większości profesji, od shoe repairman
    and a gravedigger do profesora filozofii

    ENJOY !

    .

    ..)

  10. Nie muszą głodować, mogą po prostu wyjechać. Duża część już to zrobiła.

  11. @kaesjot
    W Polsce notuje się 20.000 przypadków błędów lekarskich. A w USA umiera 200-400 tysięcy ludzi w wyniku błędów lekarskich. Przy stosunku ludności USA i Polski, to te USA muszą leżeć gdzieś w Nigerii a Polska jest gdzieś na Marsie. Albo ty się urwałeś z jakieś sekty smoleńskiej słynnej z wody i innych brzydkich substancji pod czaszką.

  12. @adam100
    Niestety zgadzam się z tobą. Już i mnie to zaczyna to bicie się we własne piersi wk.. na zasadzie, a może PiS ma trochę racji w wykonaniu „pożytecznych idiotów”.
    Poczytałem komentarze w różnych miejscach i widzę, że generalnie ludożerka nie ma zrozumienia dla strajku rezydentów.
    Niestety tak jak komuna, jeśli sama nie zdechnie to nikt jej nie zniszczy. Trzeba czekać, az naprawdę głód ludziom zajrzy w oczy. Nic innego tych ludzi nie przekona.

  13. Postawa władz wobec tego protestu świetnie obrazuje stosunek tychże władz do społeczeństwa. Taki sam zresztą mieli poprzednicy, tylko gadka była ładniejsza.

    To oczywiste że protestują młodzi, którzy jeszcze wierzą w różne idee i że mają ciche wsparcie starszych, którzy sami nie chcą się wychylić bo mają więcej do stracenia. Ważne że mają rację, z czym zgodzi się każdy kto ostatnio poważniej chorował i musiał zetknąć się z realiami rodzimej służby zdrowia. Tak jest w tym kraju, że gdyby siedzieli cicho, nie byłoby tematu.

    Z innej beczki
    Zastanawiam się jak Gospodarz jako filozof – etyk łączy swoją aktywność zawodową z działalnością komentatora – felietonisty. Z jednej strony logika i metoda naukowa, a z drugiej ‚gazetowe fakty’, emocjonalne oceny wydarzeń. IMHO to trochę inne tryby pracują w głowie stąd ciekawość 🙂

  14. Kuba wydaje na leczenie jeszcze mniej (per capita) niż Polska, a ma o wiele lepsze wyniki niż my, porównywalne do tych w USA czy w najbogatszych krajach UE. Problem nie leży bowiem w tym, ile się wydaje, ale jak i na co się wydaje. Jeżeli wydaje się, tak jak w USA, głównie na mocno zawyżone pensje dla lekarzy i na często niepotrzebne badania i zabiegi, to się marnuje pieniądze przeznaczone na ochronę zdrowia. Tak więc uzdrowienie polskiej służby zdrowia wcale nie wymaga zwiększenia wydatków na nią, a tylko ich racjonalizacji. Co więcej, może być ono dokonane przy jednoczesnej redukcji wydatków na leczenie. Po prostu na służbę zdrowia wydajemy od lat za dużo, jako że ukierunkowana jest ona na leczenie już chorych, a nie na zapobieganie chorobom. Przecież choć lekarze w takim kraju jak USA zarabiają przeciętnie kilkaset tysięcy dolarów rocznie (czyli często ponad milion złotych), choć w USA wydaje się najwięcej na świecie na leczenie, w tym też i per capita, to Amerykanie żyją (nieco) krócej niż mieszkańcy sąsiedniej Kuby, gdzie wydatki na medycynę są relatywnie niskie, ale na Kubie postawiono nie na leczenie, ale na profilaktykę. A jest tak jak jest, ponieważ lekarze, a szczególnie dobrze zarabiający lekarze, nie są zainteresowani w tym, aby ludność była zdrowa, a tylko w tym, aby utrzymać pacjentów, czyli w tym, aby ludzie wciąż chorowali, a więc ciągle potrzebowali lekarzy. Innymi słowy, lekarze sami wzbudzają tam popyt na swoje usługi, a to oznacza, że oni nie wyleczają swoich pacjentów, a tylko dbają o to, aby oni wciąż chorowali, a więc potrzebowali pomocy lekarzy i tak się zamyka to błędne koło zbędnego wydania nadmiernych ilości pieniędzy na medycynę. Tak więc skuteczny system służby ZDROWIU ludzi to taki, w którym interes pacjentów i lekarzy będzie taki sam – ZDROWY CZŁOWIEK. Niestety, ale nie jest to możliwe do osiągnięcia w warunkach kapitalistycznej, skomercjalizowanej medycyny nastawionej na zysk lekarzy i farmaceutów, na zysk właścicieli szpitali i wytwórni lekarstw oraz firm zajmujących się dystrybucją owych lekarstw, a nie na zapobieganie chorobom. Lekarze i farmaceuci potrzebują bowiem chorych, a nie zdrowych ludzi. I tu jest pies pogrzebany. 🙁

  15. Nie straszmy ludzi brakiem lekarzy w przyszłości, jako że za kilkanaście lat to będą nas leczyć roboty, które lepiej zdiagnozują chorobę, gdyż są one nieskończenie wręcz cierpliwe, a poza tym to dzięki zatrudnieniu robotów w medycynie, przychodnie rejonowe oraz specjalistyczne będą mogły być otwarte non stop, a więc będzie można iść do lekarza, w tym do każdego specjalisty, o każdej porze – czy to wczesnym rankiem czy tez po północy, a nie jak dziś albo w godzinach urzędowania albo też czekać w długiej kolejce w szpitalu.

  16. Jak to już pisałem na innych blogach, ci młodzi roszczeniowi i obecnie strajkujący polscy lekarze-stażyści nie wyjadą zagranicę, jako że nie nadają się oni do pracy poza Polską. Gdyby się oni nadawali, to by oni przecież od razu poszli na studia medyczne na tzw. Zachodzie a nie w Polsce. Mało kto w Polsce wie, jak trudno jest nostryfikować dyplom lekarza medycyny na tzw. Zachodzie, a lekarz to nie jest przecież murarz, któremu wystarczy to, że przywiezie ze sobą kielnię i zapyta się na budowie, czy nie potrzebują kogoś do roboty.
    4. Uważam, że są studia wyższe powinni płacić wszyscy studenci, nie tylko medycyny. Tyle że w przypadku medycyny jest to tyle istotne, że studia medyczne są z reguły zawsze najdroższe. Na studia w prywatnej Krakowskiej Akademii przyszły lekarz przeznaczyć będzie musiał aż 240 tys. zł, to jest prawie 5 razy więcej niż studia na innych kierunkach w uczelniach prywatnych, jako że koszt studiów technicznych to jest maksymalnie „zaledwie” ok. 50-60 tys. zł (administracja i humanistyka jeszcze mniej – tylko ok. 20 tys. zł).
    Czytaj więcej: http://www.dziennikpolski24.pl/aktualnosci/a/prywatna-medycyna-tylko-dla-studentow-z-grubym-portfelem,9813514/

  17. Większość lekarzy jest za wolnym rynkiem, który w ich wyobrażeniach dałby im najwyższe dochody. Zapominają oni tylko, że do czasu wprowadzenia w przedwojennej Polsce kas chorych, to istniało w niej zjawisko licznych bezrobotnych lekarzy, jako że przeciętego Polaka nie było wówczas stać na wizytę u lekarza.

  18. Głodówka nie jest narzędziem walki o wyższe pensje. Koszty pracy, w tym lekarzy, są obecnie nieuniknione, ale kapitaliści robią przecież wszystko, aby się ich pozbyć i niedługo się to im zapewne uda, jako że ludzi przy produkcji ogromnej większości dóbr i usług, w tym też medycznych, zastąpią wkrótce maszyny, w tym szczególnie roboty (np. holograficzny lekarz czyli Emergency Medical Hologram Mark I ze Star Trek Voyager). Ale kto będzie wówczas kupować te dobra (towary) wyprodukowane przez roboty, poza właścicielami tychże robotów? Odsyłam tu do Lema – historyjka z morałem o planecie Indiotów i Dobrowolnym Upowszechniaczu Porządku Absolutnego.

  19. Kiedy zaś zabraknie lekarzy, to Polacy zwrócą się wtedy znów do znacznie tańszych i bardziej ludzkich znachorów, leczących nie tyle choroby, co człowieka, a lekarze dobrze o tym wiedzą. Poza tym, to współczesna medycyna często bardziej szkodzi niż pomaga, a więc mniej lekarzy okazać się może błogosławieństwem dla Polaków.

  20. Ci strajkujący młodzi ludzie nie muszą przecież pracować w zawodzie lekarza. A jeżeli uważają się oni za aż tak zdolnych i aż tak dobrze wykształconych, i tak bardzo zależy im na pieniądzach, to dlaczego nie zostaną oni finansistami, np. maklerami giełdowymi albo dyrektorami banków komercyjnych? A jeśli chcą oni pracować jako lekarze, to dlaczego nie wyemigrują oni np. do Szwajcarii czy też USA i nie zatrudnią się tam w jakiejś prywatnej klinice dobrze płacącej zatrudnionym tam medykom? Rozumiem więc, że nie znają oni języków obcych i że wcale nie są oni tak dobrzy w swym fachu, jak to się im wydaje, a więc nie zasługują oni na więcej niż na to, co otrzymują. W przypadku lekarzy zaraz po studiach, a więc praktycznie raczkujących dopiero w tym zawodzie, te dwa i pół tysiąca to jest aż nadto jak na polskie warunki. Ja zacząłem po studiach jako programista-praktykant i dostawałem przez rok tysiąc złotych, mimo że po kilku miesiącach potrafiłem pisać programy takie same jak programiści z wieloletnim stażem, ale nigdy nie uważałem, że mam prawo strajkować z tego powodu. Wręcz przeciwnie, uważałem, że mam spore szczęście, jako że mogę się uczyć zawodu za darmo i ze jeszcze mi za to płacą. Ci młodzi lekarze uczą się zaś dopiero zawodu i powinni być szczęśliwi, że ktoś chce im cokolwiek płacić za tę naukę.

  21. kaesjot 14 października o godz. 14:00
    Pełna zgoda!

  22. Marcel
    Nigdzie na świecie nie ma takiego mądrego bądź ich grona, który potrafiłby zreformować opiekę medyczną tak, aby byli z niej zadowoleni zarówno lekarze jak też ich pacjenci. Po prostu ludzkie potrzeby, a szczególnie w dziedzinie opieki medycznej, są praktycznie nieograniczone, zaś środki ich zaspokajania są jak najbardziej ograniczone, szczególnie, że niektóre metody leczenia kosztują dziś dobrze ponad milion dolarów USA na pacjenta na rok. Stąd też ekonomia nazwana została przez Tomasza Carlyle’a „ponurą nauką” („dismal science”).

  23. Jacek
    Tak, podwyżki dla rezydentów skończą się tym, że zaraz ustawią się w kolejce inne zawody medyczne a po nich urzędnicy państwowi, policjanci, wojskowi, straż graniczna i więzienna, celnicy i Panbóg wie kto jeszcze.

  24. Snake
    1. Tak, udział wydatków publicznych na zdrowie w PKB jest w Polsce poniżej poziomu w najlepiej rozwiniętych krajach Zachodu. Niemniej Kuba wydaje na leczenie jeszcze mniej (per capita) niż Polska, a ma o wiele lepsze wyniki niż my, porównywalne do tych w USA czy w najbogatszych krajach UE. Problem nie leży bowiem w tym, ile się wydaje, ale jak i na co się wydaje. Jeżeli wydaje się, tak jak w USA, głównie na mocno zawyżone pensje dla lekarzy i na często niepotrzebne badania i zabiegi, to się marnuje pieniądze przeznaczone na ochronę zdrowia. Tak więc uzdrowienie polskiej służby zdrowia wcale nie wymaga zwiększenia wydatków na nią, a tylko ich racjonalizacji. Co więcej, może być ono dokonane przy jednoczesnej redukcji wydatków na leczenie. Po prostu na służbę zdrowia wydajemy od lat za dużo, jako że ukierunkowana jest ona na leczenie już chorych, a nie na zapobieganie chorobom. Przecież choć lekarze w takim kraju jak USA zarabiają przeciętnie kilkaset tysięcy dolarów rocznie (czyli często ponad milion złotych), choć w USA wydaje się najwięcej na świecie na leczenie, w tym też i per capita, to Amerykanie żyją (nieco) krócej niż mieszkańcy sąsiedniej Kuby, gdzie wydatki na medycynę są relatywnie niskie, ale na Kubie postawiono nie na leczenie, ale na profilaktykę. A jest tak jak jest, ponieważ lekarze, a szczególnie dobrze zarabiający lekarze, nie są zainteresowani w tym, aby ludność była zdrowa, a tylko w tym, aby utrzymać pacjentów, czyli w tym, aby ludzie wciąż chorowali, a więc ciągle potrzebowali lekarzy. Innymi słowy, lekarze sami wzbudzają tam popyt na swoje usługi, a to oznacza, że oni nie wyleczają swoich pacjentów, a tylko dbają o to, aby oni wciąż chorowali, a więc potrzebowali pomocy lekarzy i tak się zamyka to błędne koło zbędnego wydawania nadmiernych ilości pieniędzy na medycynę. Tak więc skuteczny system służby ZDROWIU ludzi to taki, w którym interes pacjentów i lekarzy będzie taki sam – ZDROWY CZŁOWIEK. Niestety, ale nie jest to możliwe do osiągnięcia w warunkach kapitalistycznej, skomercjalizowanej medycyny nastawionej na zysk lekarzy i farmaceutów, na zysk właścicieli szpitali i wytwórni lekarstw oraz firm zajmujących się dystrybucją owych lekarstw, a nie na zapobieganie chorobom. Lekarze i farmaceuci potrzebują bowiem chorych, a nie zdrowych ludzi. I tu jest pies pogrzebany.

  25. Snake
    2. Braki kadrowe w medycynie
    Nie straszmy ludzi brakiem lekarzy w przyszłości, jako że za kilkanaście lat to będą nas leczyć roboty, które lepiej zdiagnozują chorobę, gdyż są one nieskończenie wręcz cierpliwe, a poza tym to dzięki zatrudnieniu robotów w medycynie, przychodnie rejonowe oraz specjalistyczne będą mogły być otwarte non stop, a więc będzie można iść do lekarza, w tym do każdego specjalisty, o każdej porze – czy to wczesnym rankiem czy tez po północy, a nie jak dziś albo w godzinach urzędowania albo też czekać w długiej kolejce w szpitalu.
    Koszty pracy, w tym lekarzy, są obecnie nieuniknione, ale kapitaliści robią przecież wszystko, aby się ich pozbyć i niedługo się to im zapewne uda, jako że ludzi przy produkcji ogromnej większości dóbr i usług, w tym też medycznych, zastąpią wkrótce maszyny, w tym szczególnie roboty (np. holograficzny lekarz czyli Emergency Medical Hologram Mark I ze Star Trek Voyager). Ale kto będzie wówczas kupować te dobra (towary) wyprodukowane przez roboty, poza właścicielami tychże robotów? Odsyłam tu do Lema – historyjka z morałem o planecie Indiotów i Dobrowolnym Upowszechniaczu Porządku Absolutnego.
    Kiedy zaś zabraknie lekarzy, to Polacy zwrócą się wtedy znów do znacznie tańszych i bardziej ludzkich znachorów, leczących nie tyle choroby, co człowieka, a lekarze dobrze o tym wiedzą. Poza tym, to współczesna medycyna często bardziej szkodzi niż pomaga, a więc mniej lekarzy okazać się może błogosławieństwem dla Polaków.

  26. Snake
    3.Wyjazdy lekarzy są niby masowe, ale jak to już pisałem na innych blogach, ci młodzi roszczeniowi i obecnie strajkujący polscy lekarze-stażyści nie wyjadą zagranicę, jako że nie nadają się oni do pracy poza Polską. Gdyby się oni nadawali, to by oni przecież od razu poszli na studia medyczne na tzw. Zachodzie a nie w Polsce. Mało kto w Polsce wie, jak trudno jest nostryfikować dyplom lekarza medycyny na tzw. Zachodzie, a lekarz to nie jest przecież murarz, któremu wystarczy to, że przywiezie ze sobą kielnię i zapyta się na budowie, czy nie potrzebują kogoś do roboty.
    Uważam te, że są studia wyższe powinni płacić wszyscy studenci, nie tylko medycyny. Tyle że w przypadku medycyny jest to tyle istotne, że studia medyczne są z reguły zawsze najdroższe. Na studia w prywatnej Krakowskiej Akademii przyszły lekarz przeznaczyć będzie musiał aż 240 tys. zł, to jest prawie 5 razy więcej niż studia na innych kierunkach w uczelniach prywatnych, jako że koszt studiów technicznych to jest maksymalnie „zaledwie” ok. 50-60 tys. zł (administracja i humanistyka jeszcze mniej – tylko ok. 20 tys. zł).
    Czytaj więcej: http://www.dziennikpolski24.pl/aktualnosci/a/prywatna-medycyna-tylko-dla-studentow-z-grubym-portfelem,9813514/

  27. Snake
    5. Planowanie skończyło się w Polsce w roku 1989, a od tego czasu panuje u nas w gospodarce i administracji kompletny chaos.

  28. Panie Profesorze
    Zgadzam się, że to jest wojna domowa w łonie medycznego establishmentu ale uważam, że ci strajkujący młodzi lekarze-stażyści stosują szantaż moralny wobec nas wszystkich i domagają się więcej pieniędzy od podatników, często zarabiających mniej niż wynosi oficjalna minimalna płaca. Powinni oni raczej walczyć o redukcję kominów płacowych w służbie zdrowia, ale tego nie zrobią, gdyż wtedy naraziliby się oni swoim przełożonym (ordynatorom, profesorom medycyny etc.), od których zależy przecież ich kariera zawodowa.

  29. Pani Józefa Szczurek-Żelazko, wiceminister zdrowia (podaję za gazetaprawna.pl): „Chciałabym podkreślić, że wynagrodzenie za rezydenturę to nie jest wynagrodzenie za pracę. (…) To, że rząd, budżet państwa finansuje specjalizację lekarzy, to sytuacja wyjątkowa w gospodarce narodowej. Generalnie jest to jeden z niewielu zawodów, który ma finansowane zdobywanie dodatkowych kwalifikacji”. „Te oczekiwania rezydentów dotyczące wynagrodzenia (…) należy właśnie w takim kontekście analizować. Chcę pokazać, że w innych obszarach absolwenci, np. wydziałów prawa, ekonomii, nie mają finansowania zdobywania kolejnych specjalności. I w związku z tym należy patrzeć na ten problem jako na problem inwestycji w siebie tego lekarza”.

  30. Czyżbyśmy mieli nowego autora blogu? Komentarze idą na ilość, ale nie na jakość, widać w nich niezrozumienie zagadnienia i nieznajomość faktów.

  31. A tak w ogóle cóż by się stało, gdy profesor szanowny posteriora sua philosophica moveat et laboret quam medicus, powiedzmy, kilka godzin. Może by mu się pogląd odmienił.

  32. Witold
    14 października o godz. 19:58
    „Niestety tak jak komuna, jeśli sama nie zdechnie to nikt jej nie zniszczy. Trzeba czekać, az naprawdę głód ludziom zajrzy w oczy. ”

    Niestety też się muszę z tym zgodzić.
    To jest zresztą wcześniejszym tematem jednego z blogów Prof.Hartmana w którym dochodzi do tej samej konkluzji.

  33. @mpn
    Chyba nie nowy. To chyba ciągle ten sam LeonidKowalski ze spamowym rozwolnieniem.

  34. snakeinweb
    14 października o godz. 19:04
    Ta wypowiedź nie wnosi absolutnie nic do dyskusji.

    mpn
    15 października o godz. 8:41
    Proszę ten łaciński tekst przełożyć na polski bo jego tłumaczenie za pomocą google-tłumacz jest niezrozumiałe.

  35. Mogę zgadywać, że Pan Profesor dawno nie korzystał z publicznej ochrony zdrowia i nie czekał na wizytę u specjalisty przez dwa lata, a na niezbędne badania diagnostyczne (w trybie pilnym) przez kilka miesięcy. Pozwolę sobie uściślić, że ten „strajk”, godzący w uczucia estetyczne Pana Profesora, jest w istocie protestem (różnica bynajmniej nie kosmetyczna), a lekarze głodują, wykorzystując swój urlop wypoczynkowy, więc nie potrzebują zgody swoich przełożonych na udział w nim. Po przeczytaniu tego tekstu mam kilka refleksji, ale jedna wydaje mi się szczególnie istotna, bowiem Pan Profesor uświadomił mi, że właściwie to powinnam cieszyć się ze swojej marnej sytuacji ekonomicznej. Jak się okazuje, życie w przywileju może być zagrażające dla zasobów empatii i człowieczeństwa osoby uprzywilejowanej. Minister Radziwiłł powiedział, że lepszy lekarz zmęczony, niż żaden, a ja mówię, że lepiej być sponiewieranym i niedocenionym, niż kręcić głową nad zwyczajami „młodzieży” wespół z red. Wielowieyską, jak nas Państwo określają. My się kiedyś wygrzebiemy z tej przykrej sytuacji, ale czy Państwo kiedykolwiek zmienią punkt widzenia? Niestety, wątpię.

    Z wyrazami szacunku

    Natalia Jakacka
    Lekarka w trakcie stażu podyplomowego, studentka bioetyki

  36. mpn
    O co ci chodzi? Chcesz tu cezury?

  37. mpn
    Generalnie, to lekarze zarabiają za dużo, jako że nawet najlepszy lekarz wie mniej o funkcjonowaniu ludzkiego organizmu niż bardzo przeciętny mechanik samochodowy wie o funkcjonowaniu samochodu. W związku z tym, każdy lekarz powinien dawać gwarancje na piśmie, że za pobrane pieniądze wyleczy on pacjenta na co najmniej rok, a inaczej, to musi on zwrócić swoje honorarium wraz z ustawowymi odsetkami, a w razie powtarzania się źle leczonych pacjentów, powinien on stracić prawo do wykonywania zawodu lekarza.
    K
    Poza tym, to każde metody leczenia mogą zaszkodzić, jako że nawet najlepszy lekarz wie mniej o funkcjonowaniu ludzkiego organizmu niż bardzo przeciętny mechanik samochodowy wie o funkcjonowaniu samochodu.
    Ci młodzi lekarze-stażyści czy też praktykanci strajkują, gdyż się im w głowach poprzewracało. Poszli oni na medycynę nie po to aby leczyć ludzi, ale aby mieć zagwarantowaną pracę i wysokie za nią zarobki. Każdy by tak chciał, ale nie tak przecież działa kapitalizm, za którym pewnie ci lekarze przepadają, licząc na to, że po specjalizacji zaczną oni pobierać, wzorem swych starszych kolegów „po fachu”, wysokie, znacznie zawyżone opłaty za te swoje, wątpliwej przecież jakości, usługi.

  38. mpn
    Generalnie, to lekarze zarabiają za dużo, jako że nawet najlepszy lekarz wie mniej o funkcjonowaniu ludzkiego organizmu niż bardzo przeciętny mechanik samochodowy wie o funkcjonowaniu samochodu. W związku z tym, każdy lekarz powinien dawać gwarancje na piśmie, że za pobrane pieniądze wyleczy on pacjenta na co najmniej rok, a inaczej, to musi on zwrócić swoje honorarium wraz z ustawowymi odsetkami, a w razie powtarzania się źle leczonych pacjentów, powinien on stracić prawo do wykonywania zawodu lekarza.
    Poza tym, to wszelakie metody leczenia mogą zaszkodzić, jako że nawet najlepszy lekarz wie mniej o funkcjonowaniu ludzkiego organizmu niż bardzo przeciętny mechanik samochodowy wie o funkcjonowaniu samochodu.
    Ci młodzi lekarze-stażyści czy też praktykanci strajkują, gdyż się im w głowach poprzewracało. Poszli oni na medycynę nie po to aby leczyć ludzi, ale aby mieć zagwarantowaną pracę i wysokie za nią zarobki. Każdy by tak chciał, ale nie tak przecież działa kapitalizm, za którym pewnie ci lekarze przepadają, licząc na to, że po specjalizacji zaczną oni pobierać, wzorem swych starszych kolegów „po fachu”, wysokie, znacznie zawyżone opłaty za te swoje, wątpliwej przecież jakości, usługi.

  39. mpn
    Chodziło mi oczywiście o cenzurę.

  40. Lekarze na strajku głodowym, nareszcie jedzą, jak ich pacjęci

  41. Mieszkam za granica i wiem jak wygladaja te miody stazystow w innym kraju, troche znam jak kreci sie ten swiatek w Polsce, ktory oburzal sie kilka lat temu , ze nie wolno ich nazywac „sluzba zdrowia”. I nie mam dla nich wspolczucia, natomiast boje sie co bedzie, kiedy ostatnia niedoplacana i bez peryspektyw na lepsze warunki finansowe pielegniarka zgasi swiatlo.
    @mpnTez uwazam, ze czlowiek powinien pracowac tam gdzie zechce. Ze wzgledu na wysokie koszty studiow medycznych ( nieporownywalne z innymi studiami) nalezaloby wprowadzic jakies zasady (mnie samej nasuwa sie kilka pomyslow)), azeby polski podatnik nie placil za studia lekarzy pracujacych w niemieckiej kasie chorych.

  42. Witold
    14 października o godz. 13:01

    W archiwum jest artykuł J.Solskiej w którym można przeczytać ,że Polska jest
    w czołówce Europy jesli chodzi o liczbę szpitali na 100 tys mieszkanców.
    Np. U nas łóżek jest dwa razy więcej niż w Szwecji.
    Są szpitale ,gdzie na oddziałach połozniczych rodzi sie jedno dziecko
    co drugi dzień.
    Oczywiście,wyposażenie takiego oddziału i ilość personelu musi spełniać stadardy
    przyjęte dla wszystkich szpitali.
    Nie było odwaznego żeby to zmienić ,a to są ogromne rezerwy kadrowe i finansowe.

  43. Kasejot
    Mpn ma chyba na myśli powrót pana profesora do filozofii po zdobyciu kwalifikacji jako lekarz. Nie jestem ekspertem od łaciny, ale przetłumaczyłem sobie to zdanie na hiszpański, portugalski i angielski i myślę, że taki jest właśnie jego (zamierzony) sens.

  44. Snakeinweb 15 października o godz. 10:52
    Nie stać jest ciebie nawet na odrobinę kultury osobistej?

  45. Pani Natalio MBBS czyli Medicinae Baccalaureus, Baccalaureus Chirurgiae
    1. W Australii, państwie wydającym per capita na medycynę znacznie więcej niż
    Polska, to w przypadkach niezagrażających życiu, czeka się latami na operację i miesiącami na wizytę u specjalisty opłacaną przez Medicare czyli tamtejszy NFOZ. Stąd też większość Australijczyków płaci za prywatną wizytę u specjalisty stawki komercyjne, które są tam oczywiście znacznie wyższe niż w Polsce, a dostaje od Medicare zwrot góra 10% honorarium zapłaconego owemu specjaliście.
    2. Ten strajk lekarzy-stażystów, zwanych u nas ostatnio z amerykańska „rezydentami”, odbywa się za pieniądze polskich podatników, którzy przecież finansują także i urlopy owych poczatkujących lekarzy-stażystów. Ponadto urlop odpoczynkowy, jak sama jego nazwa wskazuje, przeznaczony powinien być na odpoczynek a nie na odbierający siły do pracy strajk głodowy. Nie trzeba być Einsteinem aby zgadnąć, że ci lekarze-praktykanci po skończonym strajku pójdą na wielodniowe zwolnienia chorobowe, także opłacane przez polskich podatników, często zarabiających mniej niż urzędowe minimum.
    3. Oczywiście, że lepszy jest lekarz zmęczony niż żaden, ale ten rzekomy deficyty lekarzy wynika głownie z tego, że środowisko lekarskie sztucznie ogranicza dostęp do zawodu lekarza, np. weterynarz może leczyć szympansa zwyczajnego i karłowatego (pan troglodytes i pan paniscus), który ma DNA, a więc anatomię i fizjologię praktycznie taką samą jak człowiek czyli naga małpa człekokształtna, ale nie wolno mu, z czysto formalnych, biurokratycznych powodów, leczyć człowieka (czyli homo podobno sapiens). Ponadto nie pozwala się pielęgniarkom oraz fizjoterapeutom na wykonywanie wielu rutynowych czynności, które mogliby ci para-medycy wykonywać, gdyby lekarze nie zarezerwowali ich dla siebie, np. przepisywanie większości lekarstw, samodzielne wykonywanie prostszych zabiegów etc. Pamiętajmy, że zawód lekarza jest zawodem korporacyjnym, a więc dostęp do niego jest regulowany nie przez rynek, a przez korporację lekarzy, czyli że w medycynie panują do dziś iście średniowieczne, cechowe obyczaje i układy i to od ich zmiany trzeba zacząć reformę polskiej służby zdrowia.

  46. Natalia Jakacka
    15 października o godz. 11:15

    Jest dużo myślących ludzi którzy popierają głodówkę lekarzy.
    Ja osobiście życzę wam zwycięstwa z tymi bandziorami u władzy.
    Zawsze to trochę ciepła i otuchy. Trzymajcie się dzielnie.

  47. Jacek, NH
    15 października o godz. 16:57

    Szczyt bezguścia. Troll totalnej władzy.

  48. do Jacek N H
    Szpital to nie placówka żywieniowa. Chorym w domu wyżywienia się nie funduje, dlaczego więc nie wprowadzić odpłatności za jedzenie?

  49. @kaesjot
    Trzeba się było uczyć. Profesor szanowny zrozumie na pewno.

    @Leonid
    No nie, i znowu odpowiedź w 3 postach. A na serio: potulujesz, żeby nie było lekarzy? Bo przy tak absurdalnych warunkach nikt rozsądny pracować nie będzie. Kapitalizm może zaś zadziałać tak, że zaraz będziesz do znachora jechał, bo lekarzy nie będzie. To nie strajk ani praktykantów, ani stażystów. Jak się nie ma o czymś pojęcia, to się potem bzdury wypisuje. Gorzej, że w ilości większej niż autor bloga.

  50. Leonid to może by na Kubę albo do Wenezueli.No jeszcze Korea Płn.A i tak Służba zdrowia w Polsce jest lepsza niż była w PRL-u.Ileż to trzeba było dawać lekarzom aby pacjent przeżył ?Nie pamiętasz?Pewnie przez większość dorosłego życia nie mieszkałeś w PRL.

  51. @nowa huta
    Pacjęci, he, he.
    Może by tak najpierw do szkoły, a dopiero potem na fora?

  52. @L
    … aleś człeku zaśmiecił ten blog własną wypociną.
    To już nie grafo- to grafonarkomania…
    Ale pies cię…

    Wracając do meritum… dlaczego ten Kostek Radziwiłł zataił świadomie w swym ostatnim oświadczeniu majątkowym faktyczną wysokość swoich dochodów w 2016, pisząc w punkcie: „umowy o pracę, umowy o dzielo, pelnienie obowiqzków spolecznych (Senat), umowy zlecenia, inne, najem…
    z tego tytulu osiągnąłem (ęłam) w roku ubiegłym dochód w wysokości:
    3.450,1 zł + 2.850 zł + 29.121,16 zł + 384 zł + 2.149,17 zł + 2.400 zł = 40.354,48 zł”

    Czego się boi i wstydzi, że zarobił 200… 300… 400… a może nawet 500 000 zł?
    Czy taki gostek może być wiarygodny w negocjacjach o pieniądzach z kimkolwiek?

  53. Marcel
    To nie jest wątek o Radziwiłłach. A ty jesteś dla mnie totalnie niewiarygodny, jako że używasz tylko i wyłącznie argumentów ad personam.

  54. Tomasz Wysocki 16 października o godz. 12:39
    Jesteś dla mnie totalnie niewiarygodny, jako że używasz tylko i wyłącznie argumentów ad personam.

  55. adam100
    15 października o godz. 22:52
    Znów tylko ad personam?

  56. Adam100
    Tylko mało myślący ludzie popierają głodówkę, a właściwie moralny szantaż tych lekarzy-praktykantów. Przecież podwyżki dla tzw. rezydentów skończą się tym, że zaraz ustawią się w kolejce inne zawody medyczne a po nich urzędnicy państwowi, policjanci, wojskowi, straż graniczna i więzienna, celnicy i Panbóg tylko wie kto jeszcze.

  57. 60vito
    Widzę, że chcesz pełnej komercjalizacji medycyny. Ale pamiętaj, że choć większość polskich lekarzy jest dziś za wolnym rynkiem, który w ich wyobrażeniach dałby im najwyższe dochody, ale zapominają oni jednak o tym, że do czasu wprowadzenia w przedwojennej Polsce kas chorych, to istniało w niej zjawisko licznych bezrobotnych lekarzy, jako że przeciętego Polaka nie było wówczas stać na wizytę u lekarza. Tak też będzie, jeśli się sprywatyzuje bądź skomercjalizuje Polsce służbę zdrowia. Polacy zwrócą się wtedy znów do znacznie tańszych i bardziej ludzkich znachorów, leczących nie tyle choroby, co człowieka, a lekarze dobrze o tym wiedzą. Poza tym, to współczesna medycyna często bardziej szkodzi niż pomaga, a więc mniej lekarzy i mniej zażywanych lekarstw okazać się może błogosławieństwem dla Polaków.

  58. Mpn
    Proponuję, aby lekarzy było mniej, aby część ich uprawnień dać pielęgniarkom, i aby lekarze zajęli się głównie profilaktyką oraz holistycznym leceniem ludzi, a nie poszczególnych „jednostek chorobowych” oraz aby usnąć feudalne układy z polskiej służby zdrowia, w tym przede wszystkim dyktaturę mafii ordynarsko-profesorskiej.
    2. To jest strajk praktykantów albo stażystów, a co najwyżej lekarskich czeladników, czyli takich początkujących lekarzy, którzy mogą praktykować tylko pod ścisłym nadzorem mistrza, czyli w pełni wykwalifikowanego lekarza.
    3. Daruj sobie te ataki ad personam.

  59. Prospector
    Służba zdrowia na Kubie jest znacznie lepsza niż w Polsce, czego dowodzą statystyki zachorowalności, długości życia etc. W PRL-u stała ona zaś na lepszym poziomie niż dziś, uwzględniając oczywiście ówczesny poziom medycyny. Dziś lekarze w Polsce maja do dyspozycji komputery, skanery, supernowoczesną diagnostykę etc., ale ich poziom fachowy, a szczególnie etyczny, znacznie się pogorszył w stosunku do czasów PRL-u.
    Co do Wenezueli, to jakoś jej mieszkańcy są zadowoleni z lewicowych rządów, jako że wybrali oni urzędującego lewicowego prezydenta na kolejną kadencję. Ale o tym, to „Polityka” i „Wyborcza” milczą jak zaklęte.

  60. mpn
    16 października o godz. 6:06
    W liceum, do ktorego chodziłem łaciny już nie uczyli a na politechnice była niepotrzebna…

  61. snakeinweb /mpn / marcel i inni,

    Są ludzie którzy wyślą wirusa żeby ci zniszczyć komputer. Dla nich żadna korzyść bo nawet nie wiedzą jak im się udało, a jednak. Czy to choroba psychiczna? Nie wiem, ale tak to już jest z ludźmi. Wpisów które komentujecie a które są odmianą powyższego zjawiska nie zachamujecie. Jak redakcja, która o tym wie to toleruje, to trudno. Można nie czytać ( co gorąco polecam) a napewno nie można polemizować bo to tylko woda na młyn. Jedyna rzecz nad którą ubolewam to to że milkną ciekawe głosy na tym blogu i to tylko z tego powodu.

  62. @Leonid
    1) Gratuluję, niech za lekarzy robią pielęgniarki, których też brakuje. Kto zastąpi pielęgniarki?
    2) Nie, to jest protest lekarzy z pełnym prawem wykonywania zawodu, którzy większość pracy wykonują bez nadzoru. Totalna ignorancja.
    3) Jakiś przykład? Wytknięcie niewiedzy nie jest arg. ad personam.

  63. @L
    …podsrywasz na tym forum do woli, jak przystało na dyżurnego przymuła…
    Twoja koleś brocha.

    Radziwiłł to jest temat…
    O swoich apanażach, ten funkcjonariusz publiczny, woli milczeć… innym w sprawie kasy zarzuca brak umiaru… zwyczajny łoś.

    Nasi lekarze powinni brać przyklad z kubańskich kolegów, którzy po podwyżce zarabiają, ci z topu, ok. 70 US$ miesięcznie i zwiewaja do innych krajów… albo dorabiaja „na taksówce” i/lub oprowadzają turystów za niewielką opłatą…

  64. Chodziło mi oczywiście o niedawne tegoroczne wybory do Asamblea Nacional Constituyente de Venezuela (Venezuelan Constituent Assembly czyli tamtejszego Zgromadzenia Konstytucyjnego) gdzie zwolennicy obecnego prezydenta odnieśli ogromny sukces, legitymizując przy tym jego władzę.

  65. @ Leonid- może podasz przykłady krajów w których weterynarze leczą ludzi ?????
    Nie wiem czy i kiedy leczyłeś się w Polsce w szpitalu, ale ja takie leczenie kilka lat temu zaliczyłem. Jeżeli chodzi o lekarzy, to nie mam im nic do zarzucenia, natomiast system finansowania leczenia jest kretyński i generuje niepotrzebne koszty- np czekając na szczegółowe badania (USG, RTG, tomografia) leżałem w szpitalu nie wiadomo po co, bo leki mogłem brać w domu. Ze szpitala (powiatowego) nie wypisano mnie nawet gdy było już wiadomo, że pójdę na leczenie do specjalistycznej placówki. A chodziło po prostu o pieniądze- za każdego pacjenta szpital dostaje pieniądze z NFZ, przy czym najbardziej „opłacalny” jest pacjent, któremu nie trzeba wykonywać żadnych poważniejszych zabiegów.

  66. Mad Marx
    1. To, że na tzw. Zachodzie lekarzom weterynarii nie wolno leczyć ludzi, świadczy tylko o dobrym zorganizowaniu się mafii lekarskiej. Ale praktyce to często zdarza, jako że np. w Australii, na tzw. outback („zadupiu”) weterynarze często udzielają pierwszej pomocy medycznej w przypadku nagłych zachorowań czy tez wypadków drogowych albo przy pracy, które w Australii najczęściej zdarzają się tam dziś w rolnictwie. I co z pielęgniarkami? Poza tym, to w Australii w karetkach pogotowia nie ma od dawna lekarzy, a są tam tylko felczerzy (paramedics), co znaczy, ze wiele czynności wykonywanych dziś w Polsce przez lekarzy, mogłoby by być przejęte przez felczerów (paramedyków), pielęgniarki i odpowiednio doszkolonych lekarzy weterynarii.

  67. Mad Marx
    2. Już ci chyba tłumaczyłem, że dopóki lekarze będą decydować o modelu służby zdrowia, dopóty będzie ona droga i nieefektywna. Choć udział wydatków publicznych na zdrowie w PKB jest w Polsce poniżej poziomu w najlepiej rozwiniętych krajach Zachodu, to jednak Kuba wydaje na leczenie jeszcze mniej (per capita) niż Polska, a ma o wiele lepsze wyniki niż my, porównywalne do tych w USA czy w najbogatszych krajach UE. Problem nie leży bowiem w tym, ile się wydaje, ale jak i na co się wydaje. Jeżeli wydaje się, tak jak w USA, głównie na mocno zawyżone pensje dla lekarzy i na często niepotrzebne badania i zabiegi, to się marnuje pieniądze przeznaczone na ochronę zdrowia. Tak więc uzdrowienie polskiej służby zdrowia wcale nie wymaga zwiększenia wydatków na nią, a tylko ich racjonalizacji. Co więcej, może być ono dokonane przy jednoczesnej redukcji wydatków na leczenie. Po prostu na służbę zdrowia wydajemy od lat za dużo, jako że ukierunkowana jest ona na leczenie już chorych, a nie na zapobieganie chorobom. Przecież choć lekarze w takim kraju jak USA zarabiają przeciętnie kilkaset tysięcy dolarów rocznie (czyli często ponad milion złotych), choć w USA wydaje się najwięcej na świecie na leczenie, w tym też i per capita, to Amerykanie żyją (nieco) krócej niż mieszkańcy sąsiedniej Kuby, gdzie wydatki na medycynę są relatywnie niskie, ale na Kubie postawiono nie na leczenie, ale na profilaktykę. A jest tak jak jest, ponieważ lekarze, a szczególnie dobrze zarabiający lekarze, nie są zainteresowani w tym, aby ludność była zdrowa, a tylko w tym, aby utrzymać pacjentów, czyli w tym, aby ludzie wciąż chorowali, a więc ciągle potrzebowali lekarzy. Innymi słowy, lekarze sami wzbudzają tam popyt na swoje usługi, a to oznacza, że oni nie wyleczają swoich pacjentów, a tylko dbają o to, aby oni wciąż chorowali, a więc potrzebowali pomocy lekarzy i tak się zamyka to błędne koło zbędnego wydawania nadmiernych ilości pieniędzy na medycynę. Tak więc skuteczny system służby ZDROWIU ludzi to taki, w którym interes pacjentów i lekarzy będzie taki sam – ZDROWY CZŁOWIEK. Niestety, ale nie jest to możliwe do osiągnięcia w warunkach kapitalistycznej, skomercjalizowanej medycyny nastawionej na zysk lekarzy i farmaceutów, na zysk właścicieli szpitali i wytwórni lekarstw oraz firm zajmujących się dystrybucją owych lekarstw, a nie na zapobieganie chorobom. Lekarze i farmaceuci potrzebują bowiem chorych, a nie zdrowych ludzi. I tu jest pies pogrzebany.

  68. Kasejot
    Mnie elementarna znajomość łaciny się przydała, kiedy studiowałem inżynierię i ekonomię w Australii. Np. od razu chwyciłem, co to są te integrals i differentials a także electrical resistance, conductance oraz impedance. 😉

  69. Mpn
    To NIE są lekarze z pełnym prawem wykonywania zawodu, gdyż wtedy mogliby oni prowadzić swoje własne prywatne praktyki, a nie być zmuszonymi do odbywania stażu w szpitalach, pod ścisłym nadzorem w pełni wykwalifikowanych lekarzy. Odbywając praktyki zawodowe, jako uczeń technikum i student, też większość mojej pracy wykonywałem bez nadzoru a nawet i ze swojej własnej inicjatywy – jako student, np. zbierając i opracowując materiały do pracy magisterskiej.

  70. Marcel
    Na Kubie postanowiono na profilaktykę, a więc lekarze nie są a tam aż tak potrzebni, jak w Polsce czy szczególnie w USA. Poza tym, to 70 dolarów na Kubie ma siłę nabywcą co najmniej 700 dolarów w USA. Porównuj nie tyko zarobki, ale też i ceny. Poza tym, to pamiętaj, że choć większość polskich lekarzy jest dziś za wolnym rynkiem, który w ich wyobrażeniach dałby im najwyższe dochody, ale zapominają oni jednak o tym, że do czasu wprowadzenia w przedwojennej Polsce kas chorych, to istniało w niej zjawisko licznych bezrobotnych lekarzy, jako że przeciętego Polaka nie było wówczas stać na wizytę u lekarza. Tak też będzie, jeśli się sprywatyzuje bądź skomercjalizuje Polsce służbę zdrowia. Polacy zwrócą się wtedy znów do znacznie tańszych i bardziej ludzkich znachorów, leczących nie tyle choroby, co człowieka, a lekarze dobrze o tym wiedzą. Poza tym, to współczesna medycyna często bardziej szkodzi niż pomaga, a więc mniej lekarzy i mniej zażywanych lekarstw okazać się może błogosławieństwem dla Polaków.

  71. adam100
    Nie trolluj, pisz na temat.

  72. MPN
    Przykładowo: w Australii w karetkach pogotowia nie ma od dawna lekarzy, a są tam tylko felczerzy (paramedics), co znaczy, że wiele czynności wykonywanych dziś w Polsce przez lekarzy, mogłoby by być przejęte przez felczerów (paramedyków), pielęgniarki i odpowiednio doszkolonych lekarzy weterynarii. Przecież wykształcenie pielęgniarki, czy felczera (paremedyka) oraz doszkolenie lekarza weterynarii kosztuje znacznie mniej i trwa znacznie krócej niż wyszkolenie lekarza medycyny.

  73. Mad Marx
    17 października o godz. 23:31
    „@ Leonid- może podasz przykłady krajów w których weterynarze leczą ludzi ?????”
    W Polsce. Przyjechał w odwiedziny brat mojej babci. Poczuł się źle a że była niedziela i lekarza nie było w domu poprosilismy po sasiedzku weternarza. Przyszedł , chorego zbadał i lek przepisał. Aptekarz lek wydal, wujek zażył i nastepnego dnia juz był zdrów i zdolny wrócic do domu. Było to jakies 50 lat temu ….
    Jakoś do wielu nie dociera, o co @jakowaskiemu i mnie takze chodzi.
    Otż chodzi nam o to, by zmienic POLITYKĘ zdrowotna państwa na przeznaczenie środków nie na leczenie chorób lecz ich zapobieganiu.
    Oczywiście nie mozna to tak z dnia na dzień. Jest to polityka dlugofalowa, cel strtegiczny na osiagniecie którego potrzeba 20 a moze nawet 50 lat.
    Niemniej jednak cel taki musi byc ZDEFINIOWANY, okreslony plan dojscia do niego i konsekwentnie realizowany.
    Jest Rada Polityki Pienieznej to moze powołac takze RADĘ POLLITYKI ZDROWOTNEJ.
    Lekarzy szkolić nie głównie JAK ROZPOZNAĆ I LECZYĆ chorobę ale takze SKĄD sie te choroby biorą i co trzeba zrobić by ich nie było ( albo było mozliwie najmniej ).
    Jest takie chińskie powiedzenie :
    „Dobry lekarz nie dopuści, by jego podopieczny zachorował, lekarz wyleczy cie z przewleklej choroby a ten, który cie tylko leczy to nie jest zaden lekarz”
    My – klienci sł€zy zdrowia tego wlasnie od niej oczekujemy.
    Nie chcemy byc leczeni – chcemy nie zachorować.

  74. @Mad Marx
    Pewnie chodziło o to, że kolejki do diagnostyki obrazowej mieli wielotygodniowe.

  75. W kraju gdzie mieszkam pielegniarka ma znacznie wieksze uprawnienia zawodowe, ktore w Polsce przypadaja tylko lekarzowi, cieszy sie zupelnie innym szacunkiem wsrod lekarzy i poczatkowo stazysta nie jest w stanie dogonic swoimi zarobkami wykwalifikowanej pielegniarki z kilkuletnim stazem. Nie mowiac o doswiadczeniu.
    A jak sie ksztaltuje zarobek faktyczny ( a nie to co podaja glodni stazysci i sprzyjajace im media) rezydenta w stosunku do doswiadczonej pielegniarki w Polsce?
    Najbardziej serce boli, ze studiuja za darmo, a oprocz tak jak powiedziala poslanka: „niech wyjada”. Tak jak w wielu innych branzach zastapia ich z innych krajow. Jak juz jest w wielu dziedzinach w Polsce. Czy ukrainski, czy syryjski lekarz bedzie was leczyl gorzej? Dlatego ten szantaz jest wstretny. Czy ma krotkie nogi, nie wiem. Wszak korporacja lekarska moze sie nie zgodzic na naplyw nowych sil, bo sa niezastapieni.

  76. zyta2003
    Nie widzę powodu, dla którego ukraiński, czy syryjski lekarz będzie nas leczył gorzej niż polski, a poza tym, to ci, którzy tak twierdzą, czyli np. opozycja spod znaku PO, są zwykłymi rasistami, a więc powinni być oni pociągnięci do odpowiedzialności na podstawie art. 256 Kodeksu karnego. który głosi, że:
    § 1. Kto publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.
    § 2. Tej samej karze podlega, kto w celu rozpowszechniania produkuje, utrwala lub sprowadza, nabywa, przechowuje, posiada, prezentuje, przewozi lub przesyła druk, nagranie lub inny przedmiot, zawierające treść określoną w § 1 albo będące nośnikiem symboliki faszystowskiej, komunistycznej lub innej totalitarnej.
    Poza tym, to każdy szantaż jest wstrętny.

  77. Aborygen 18 października o godz. 12:33
    Znów stać jest ciebie tylko na chamski atak ad personam. 🙁

  78. Kaesjot
    Pełna zgoda. Chodzi nam przecież o to, by zmienić politykę zdrowotną państwa na nastawioną na profilaktykę i leczenie człowieka a nie, jak dziś, na zmaksymalizowanie dochodów lekarzy i firm farmaceutycznych. Środki przeznaczane dziś na wygórowane pensje dla lekarzy (szczególnie ordynatorów, profesorów i większości specjalistów) należy więc przeznaczyć nie tyle na leczenie chorób, co na zapobieganie im, jako że dobry lekarz nie dopuści do tego, aby jego podopieczny zachorował, lekarz wyleczy cię z przewlekłej choroby a ten, który cię tylko leczy to nie jest żaden lekarz.
    Powinno się tez powołać ową proponowana przez ciebie Radę Polityki Zdrowotnej, byle tylko nie była ona złożona z samych tylko lekarzy i farmaceutów. Wtedy to było przecież tak, jakby powołać gangsterów na najwyższe stanowiska w policji.

  79. mpn
    W Australii też kolejki do skanerów było długie, kiedy się one tam po raz pierwszy pojawiły. Podobnie jak jeszcze wcześniej kolejki do rentgena.

  80. Mad Marx / Aborygen / i inni

    Jest wysoce zalecane napisać do redakcji
    internet@polityka.pl
    w razie łamania regulaminu blogu
    Cytuję regulamin p.2 h/
    ” (Komentarze) Są „nie na temat”, tzn. nie odnoszą się do tematu artykułu/wpisu blogowego lub poruszanych w nim wątków”.

  81. Aborygen
    18 października o godz. 12:33

    Najnowsze badania medyczne ustaliły
    że najskuteczniej zwalcza się złośliwego nowotwora
    odcinając mu dopływ do tlenu. Rak wtedy wysycha.

  82. adam100
    Nie każdy nowotwór potrzebuje tlenu.

css.php