Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne

5.04.2018
czwartek

Śmierć i wiara

5 kwietnia 2018, czwartek,

Nie chciałbym, aby moi Czytelnicy sądzili, że zajmuję się wyłącznie połajankami. Dlatego od czasu do czasu będę zamieszczał kilka słów od filozofa.

Czy wierzysz? Czy nie wierzysz? To bez różnicy. Droga do Realności prowadzi przez zapomnienie, także zapomnienie wiary. Hades jest wszak ciszą. Świadomość trzyma nas w poczuciu Tamtej Strony jako Tamtej, w poczuciu rozdzielenia z Bytem. Trzyma nas więc po Tej Stronie, po stronie życia. Podobnie pamięć. Podobnie wiara – bo kto wierzy, ten jest wciąż po Tej Stronie. Lecz podobnie też aktywna, bolesna niewiara, której strażnicy poświęcają życie w ofierze Realnemu na pokornym ołtarzu, nad którym nie sklepia się żadna świątynia. Odważni! Lecz w obliczu śmierci nie ma znaczenia, czy jesteś wierzący. Wszyscy jesteśmy niedowierzający – w wierze i niewierze. Wiara i niewiara stanowią jeden i niepodzielny „dwugest” egzystencji, która zbliża się do Tamtej Strony, oddając się śmierci.

Droga na Tamtą Stronę prowadzi tylko przez śmierć. Tylko ona ucisza język i ucisza myśl. Tylko ona odbiera skończoności jej skończoność. Śmierć wyzwala człowieka od człowieka, od niego samego, czyniąc go nareszcie tym, kim jako zmarły się stał – nicością obleczoną w bezpieczny mrok przeszłości. Droga na Tamtą Stronę prowadzi przez zapomnienie własnego imienia, imion swych ukochanych, swego miejsca na ziemi. Przez spełnienie tej prawdy, że niepewna i iluzoryczna egzystencja ludzka takąż właśnie jest. Przecież poświadczyć to może tylko jej zapadnięcie się w niebyt. Realność i nieskończoność otwierają się, gdy pozór i skończoność cielesnego życia domykają się w sobie i kończą.

Czy więc autentyczność śmierci jako dopełnienia iluzorycznej natury tu-bycia, „tegostronnego” bycia, jest jej własną istotą? Inaczej mówiąc, czy śmierć, w której dochodzi do spełnienia pozoru bytu, ludzkiego bytu jako pozoru właśnie, a więc do utraty tego, co nigdy wszak nie zostało wzięte w posiadanie, ma naturę straty? Nie. Nie może być prawdą śmierci to, że jest utratą, bo nie można utracić czegoś, czego i tak nie ma. Pozór jest nieutracalny. Przecież nie ma tu-życia, „tej strony” – wszystko to marność! To życie jest pozorem, a śmierć jest prawdą o tym pozorze. „Ta strona”, nasz żywot, zapadający się z każdą chwilą w przeszłość, to przecież strona niebytu, strona pozoru. Śmierć nie jest więc utratą. Jest onieprzytomnieniem, poprzez które niebyt ludzki dopełnia się, pozostawiając po sobie to, co jest zawsze – Byt. Cień kładący się na bycie, na Tamtej Stronie, cień, którym jest mozolnie ponawiany w kolejnych epokach naszego życia projekt mojej własnej egzystencji, niknie, a Byt zostaje odsłonięty. Śmierć jest tylko usunięciem przeszkody, jaką jest nasze ja dla samobytowania Tego-Co-Jest. Przez śmierć człowieka triumfuje to, co wieczyste i realne. Triumfuje Tamta Strona, która śmiercią każdej żywej istoty uchyla się i objawia pozostałym przy życiu, pozwalając dojrzeć się jako Tamta Strona dla tej strony – poprzez wieczyste memento mori.

Życie i śmierć mają tę samą realność. Nieprzytomne, proste, bezrefleksyjne życie i nieprzytomna śmierć należą do siebie i wykluczają, alienują z siebie nieszczęśliwego przytomnego i skończonego ducha. Jego cały los i jego cała realność zamykają się w zbieraniu Śladów. „Tegostronny”, światowy byt ma bowiem strukturę śladu. Uświadomione przeżycie jest śladem bezpośredniego doświadczania, zjawisko jest śladem rzeczy, znak jest śladem znaczonego, pamięć i domysł śladem zapadłego w czas przeszły lub przyszły. Po tej stronie ślady odsyłają do siebie nawzajem, mylą, robią koła i błądzą. W śladach śladów gubi się jestestwo, a klamry świadomości niczego trwale nie spinają. A jednak pośród śladów są i takie, w których zakwita sama Realność, sam Byt, tak jakby Tamta Strona uwidaczniała się, korzystając z tegostronnej struktury zjawiania się przez Ślad.

Nazywamy Ślady Tamtej Strony Pięknem, Prawdą i Dobrem. I nie znamy niczego innego, co miałoby realność. Nawet nasze gorączkowe staranie o utrzymanie identyczności naszego iluzorycznego bytu na tym się jedynie zasadza, że widzimy w nim świadka, a więc i ślad Dobra, Prawdy i Piękna, ślad Tamtej Strony. Cóż z tego więc, że śmierć? Czy śmierć pochłonie to, co Realne? Czyż zatrze, zgładzając świadka, samo Dobro, samą Prawdę, samo Piękno? Jakże by! A czy może zależeć nam, duchom mężnym, zależeć na czymkolwiek innym niż samo Dobro, Prawda i Piękno? Jakże by! Śmierć, która nie pochłania niczego Dobrego, Pięknego, Prawdziwego, niczego Realnego, pochłania jedynie skończoność. A tej nie możemy moralnie żałować, żałować jak utraconego bytu. Nad skończonością tylko płaczemy i litujemy się nad nią; kochamy jej niepowtarzalną ułomność, poczciwość i dobrą wolę, jaka może w niej zamieszkać. Skarb skończonego (życia) rozbłyska tylko w bolesnym świetle tkliwego miłosierdzia, w świetle łaski, nie mając własnego wewnętrznego blasku. Ale tkliwość dla małego dobra, małego piękna i małej prawdy tej strony, naszego świata, to już jest rzecz wyłączna tych, co zostają po tej stronie. To nasza zdobycz i mały skarb, którego Wieczność nie jest zdolna nam odebrać, choć to ona nam ją podarowała – jako ślad i znak. Śmierć nie wytraca małego dobra, małego piękna ani małej prawdy – w tym nasz triumf i nasza wolność. I dlatego właśnie tak żal umierać.

Ten, co udaje się w niebyt – nasz przewodnik – czyni wyłom w tej stronie, wiąże nas swą śmiercią z Tamtą Stroną, a więc składa się w ofierze Prawdy, Dobra i Piękna; zostawia nas, nieszczęsnych, ze skarbami Śladów. Ten, co odchodzi, ofiarowuje się Bytowi, składa swój byt w ofierze Bytu – po raz ostatni, ale i po raz pierwszy i jedyny tak naprawdę i tak radykalnie. Śmierć jest jedynym cudem, który zdarza się na ziemi. I każdy z nas będzie jego sprawcą!

A cóż wiemy o cudach Tamtej Strony? Nic. Rzecz to wiary. A wiara i niewiara jednaką mają moc i tak samo świadczą, jeśli tylko są w nich odwaga, dobra wola i męstwo odwrócenia się od siebie ku Tamtej Stronie – jako uwierzonej czy nieuwierzonej.

Zmarły, który nas zostawiłeś po tej stronie bytu, milcz! Tylko to i właśnie to potrafisz. Milcz sobie Nieznanemu, pomilcz Niewiadomemu. Przemilcz Imię. Niech bezgłośne rozlega się Kadosz, Kadosz, Kadosz. Amen.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 41

Dodaj komentarz »
  1. Hmm! Wie pan coś więcej o chorobie Kaczyńskiego? 🙂

  2. http://bragiel.blox.pl/2018/04/Dawaj-wszystkie-pieniadze-jestem-twoja-zona.html
    W marcu 2018 roku grupa feminoterrorystów z partii Nowoczesna opracowała projekt, który wbrew pozorom nie jest jakimś skeczem kabaretowym do ,,Ucha Prezesa”, ale poselskim projektem do spraw podpierdalania pieniędzy mężczy…znaczy poselskim projektem do spraw zwalczania przemocy ekonomicznej.
    O sancta romani ecclesia!
    Jest to rasizm w czystej postaci.
    Otóż mężczyzna musi płacić swojej żonie, musi jej przekazywać pieniądze dlatego, że jest jego żona.
    Tak, nikt się nie przesłyszał, a właściwie przeczytał.
    I oczywiście jak to zawsze w takich wypadkach, sprawa działa tylko w jedną stronę-mąż ma płacić żonie, ale żona już nie musi płacić mężowi, bo jak powszechnie wiadomo, przemoc ekonomiczna jest wtedy, gdy żona nie może kupić sobie sukienki za pieniądze wypracowane przez męża, ale gdy mąż nie może kupić sobie wędki za pieniądze wypracowane przez żonę, przemocy oczywiście nie ma, jest zajebista równość niczym z dzieł Karola Marksa
    Dawaj-wszystkie-pieniadze-jestem-twoja-zona.html Polecamy felieton!

  3. Szanowny Profesor z duża swobodą i sprawnością (w końcu jest filozofem!) porusza się w tej niełatwej problematyce życia i śmierci. W pewnym momencie stwierdza „Śmierć jest jedynym cudem, który zdarza się na ziemi. I każdy z nas będzie jego sprawcą!”. Ale czy na pewno jedyny? Cud rozumiany jako zmiana naszej percepcji w postrzeganiu rzeczywistości (tej materialnej i niematerialnej – duchowej) zdarzyć się może chyba częściej. Jeśli uświadomimy sobie, że my nie jesteśmy zbiorem idei
    , emocji, doświadczeń życiowych, nie jesteśmy naszymi myślami, koncepcjami (domena naszego ego), a czystą świadomością „poza” naszym umysłem, to sama śmierć – widziana z tej perspektywy – jest kolejną przemianą, tak naturalną jak zjawisko urodzin.Samo życie, wydaje się, nie mieć przeciwieństw. Jest wieczne. Przeciwieństwem śmierci jest urodzenie się. Tyle i tylko tyle. Łączę serdeczności !

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Nie mnie takie filozoficzne rozważania prowadzić ale zgadzam się z Arciano.Mamy dwa cudy narodziny i śmierć.

  6. Bragiel
    5 kwietnia o godz. 16:43
    A nie mógłbyś się chłopcze braglować gdzie indziej?

  7. Bragiel
    5 kwietnia o godz. 16:43

    brągiel … trzeba mieć „to cóś”, to polskie wyczucie, by tak zapaskudzić forum pod trudnym i pięknym tekstem Gospodarza, wypociną własną, ale jak piszesz „zajebistą”…
    O, sancta simplicitas!

  8. Mówią, że w „filozoficznym ujęciu śmierci rywalizują dziś dwie antropologie filozoficzne: heideggerystyczna i tomistyczna”.
    One nie dają się pogodzić – jeśli dobrze rozpoznaję.
    Zazdroszczę filozofom pewności przekonań i niezłomności w ich obronie.
    ——————————–
    Pogodna wiedza jest bramą do wieczności‚ – pisał MH

  9. Śmierć, to niewątpliwie, najciekawsza rzecz, jaka nas w życiu spotka. Szkoda, że opowiedzieć o tym, nikomu nie sposób.

  10. Już od pierwszej chwili po narodzinach, rozpoczyna się proces umierania,
    a jedynymi niewiadomymi są kiedy, gdzie i z jakiej przyczyny śmierć ten proces zakończy…
    Najgorsze jest to, że człowiek się rodzi bez własnej woli, a 99% niemowlaków jest bez własnej woli zapisywanych do różnych religijnych sekt.

  11. A jednak można!
    To moja najkrótsza recenzja tekstu Profesora.

    Z braku czasu, jedynie tym razem zdanie Wittgensteina:

    „Kiedy nie usiłujemy wyrazić niewyrażalnego, nic się wtedy nie traci i niewyrażalne zostaje niewyrażalnie zawarte w tym, co wyrażone.”

  12. samba kukuleczka
    6 kwietnia o godz. 8:11

    kuka o czym ty znowu kukapie… fanatyczko

  13. W poetyckim “traktacie filozoficznym” p. Profesora najmocniej przebija się wypierana (przynajmniej przez podmiot liryczny) nadzieja na jakąś kontynuację życia po śmierci. Ta nadzieja jednych czyni wyznawcami różnorakich religii, innych zaprzysięgłymi wrogami wszelkiej religijności. Tak więc puenta tego fascynującego tekstu (i problemu) wyprzedza jego elokwentne rozwinięcie. A brzmi ona w sformułowaniu samego Autora: ”w obliczu śmierci … wszyscy jesteśmy niedowierzający – w wierze i niewierze”.
    O tej światopoglądowej dialektyce bardziej konkretnie w prima-aprilisowym wpisie (lekko filozoficzną prozą) ze strony:
    https://mulierreligiosa.wordpress.com/2018/04/01/o-zmartwychwstaniu-powaznie-choc-w-prima-aprilis/

  14. W kwestii która ne jest powodem do bezsennych nocy, ale wprowadza pewną nutę niepewności.
    Pisze profesor o śladach Tamtej Strony, czyli śladach Dobra, Prawdy i Piękna.
    Jest w tekście Profesora – a właściwie są – małe prawdy, małe dobra, małe piękna definiujące „mój świat”. Te prawdy stanowią dla Profesora rzecz cenną. Skarb.
    Być może każdy z nas ma swoje niepowtarzalne, jedyne prawdy, dobra, ma swój ideał piękna. Tyle piękna, dobra, prawdy. Kolorowy zawrót głowy.
    Rodzą się jednak wątpliwości.
    Jak długo tak można?

    Czy z tych małych prawd, piękna i dobra – które stanowić mogą również coś cennego dla każdego z nas – da się budować naprawdę sensowny świat, który dawałby pewność, że następne pokolenia miałyby szanse na swoje „tegostronne” małe prawdy, małe piękna, małe dobra.

    Pragmatyczne piękno, pragmatyczna prawda, pragmatyczne dobro, bo do tego sprowadza się „moja” zawartość tych pojęć.

    Wątpię.

    Moja kukułczana intuicja podpowiada mi, że ślady Dobra, Prawdy, Piękna lepiej do tego się nadają.
    Mimo, że sprawiają czasami wrażenie apodyktycznych.
    Ale widocznie inaczej być nie może. A zresztą Bóg chyba nie jest demokratą.

  15. Doświadczenie nas uczy, że umiera ktoś inny.
    Pozwala to żyć bez lęku, choć kukułeczka kuka.

  16. A kukana dalej pieprzy i nawija: pragmatyczne piękno, pragmatyczna prawda, pragmatyczne dobro

    Znowu nie zauważyła … a tu już nastały dla ubogich:

    neopostpragmatyczne piękno: czyli where’s the beef?
    When Tommy pulled down his pants to show me his package, I yelled where’s the beef in an innapropriate manner.

    neopostpragmatyczna prawda: „Prawda zależy od praktycznych skutków. Myśl jest prawdziwa wtedy, gdy użyteczny jest skutek działania wedle tej myśli. Trafne spostrzeżenie, pozwala w zgodny sposób łączyć myślenie z doświadczeniem. Odnajdować Prawdę czyniącą spójnym myślenie i doświadczenie. Dotyczy nie tylko przedmiotów, ale i podmiotów. Uważam tę myśl za oczywistą. Bo oczywiste jest dla każdego, że gdy czuje się dobrze, jest pogodny, szczęśliwy, gdy inni ludzie wokół nas mają się podobnie życie jest lepsze i prostsze, bardziej użyteczne dla wszystkich. Łatwiej pokonywać wtedy trudności, człowiek jest lepszy w odbiorze dla innych. Jego zadowolenie, jak użyteczna energia przekazywana innym podobne zadowolenia wzbudza w nich. Z kolei odwrotnie, gdy ktoś jest niezadowolony trudno namówić go do czegoś wspólnego, wtedy zamiast zgadzać się, on dzieli”.

    neopostpragmatyczne dobro : dobre jest to, co jest prawdziwe – vide supra: neopostpragmatyczna prawda plus where’s the beef?

  17. Arciano – 5 kwietnia o godz. 16:59,
    prospector – 5 kwietnia o godz. 17:55,
    Narodziny są cudem przypadkowym, śmierć obligatoryjnym.

  18. zak1953
    7 kwietnia o godz. 19:52
    „Narodziny są cudem przypadkowym”.

    Słownik języka polskiego definiuje „przypadek” jako: „zdarzenie lub zjawisko, których nie da się przewidzieć na podstawie praw naukowych i doświadczenia”.

    W związku z powyższym, pragnę uprzejmie przypomnieć, że pojawienie się nowego życia to zdarzenie, które da się przewidzieć na podstawie znanych praw naukowych lub doświadczenia. Nie jest zatem przypadkiem.

  19. zak1953
    7 kwietnia o godz. 19:52

    Nie podzielam twojej opinii, że „narodziny są cudem przypadkowym”…
    Zazwyczaj narodziny zawsze są cudem natury… przypadkowym – z matematycznego punktu widzenia (probabilistyka, teoria niezawodności…) – tylko wtedy, gdy pęknie kondom, jeśli ktoś go używa.

  20. samba kukuleczka

    Ein Mann, ein Wort.
    Dotyczy to także ptaków nielotów.

  21. marcel
    7 kwietnia o godz. 17:56

    Spróbuj poszukać coś strawniejszego i bardziej polskiego od epidemicznych już idiotyzmów „neo”, „post” i im podobnych. W cytowanym przez Ciebie tekście jest goła „prawda”, a nie pretensjonalna „neopostpragmatyczna prawda”.

  22. Pan Profesor Hartman niewątpliwie jest bez porównania bardziej sympatyczny i godny uznania jako filozof, niż jako polityk. Ale do rzeczy …
    Moim skromnym zdaniem umierając coś się jednak traci. Nie przeczę, smierć może być wybawieniem, może również być nieprzyjemnie zaskakująca, ale chyba w większości wypadków jest czymś, co by się wolało odłożyć na później, z czego wynikałoby iż perspektywa przejścia na drugą stronę nie jest jednak zbytnio atrakcyjna. Trudno jest myślec o śmierci inaczej niż z perspektywy życia. Nadchodzi taki moment, kiedy każdy następny dzień jast dniem darowanym, kiedy świadomość zbliżającego się końca jest może być perspektywą dobrze zasłużonego snu, albo też nieprzyjemną świadomością niemożności nadrobienia tego, co się w życiu powinno zrobić, a nie zrobiło.

  23. Nieco w bok, ale jednak o Tamtej Stronie. Która rożne wywołuje reakcje. Swoje trzy grosze dorzucę w tonie bardziej generalizującym, albowiem odniosę się do relacji rodzaj ludzki – Tamta Strona.
    Nie będzie dla nikogo tajemnicą ( zgodzi się zapewne ze mną również @Czarownica z Salem”…że o „wbocku” nie napomnę) iż wzajemna zażyłość Człowieka z Tamtą Stroną to spory szmat dziejów. Wlecze się to od tysięcy lat. Raz lepiej, raz gorzej ale dało się, daje – przyszłość też raczej nastraja optymistycznie pod tym względem – z Nim żyć.
    Nie jest również tajemnicą, że jest jakaś część ( niewielka w skali globu , ale jednak zauważalna) rodzaju ludzkiego na którą Tamta Strona działa jak biskupia szata na rozateizowanego byka .

    „Biskupi” to jeden z rodzajów czerwieni, kolor bliższy różowemu niż czerwonemu, to taka barwa szat biskupów

    Problematyka Tamtej Strony jest dla nich po prostu mało wyszukanym samorealizacji Homo sapiens, a Oni – bezbożnicy – dbając o Jego godność i morale… Ot przydarzyło się na pewnym etapie ewolucji i odczepić się nie może.
    I w tym miejscu osobie podchodzącej refleksyjnie do zagmatwanych dziejów rodzaju kilka pytań.

    Dlaczego tylko człowiek, jako jedyny z przedstawicieli świata fauny i flory „wystrugał” sobie obiekt kultu?
    Przecież „homo myślący” od zawsze sprawiał wrażenie kogoś szczególnego. Małże, ślimaki, gronostaje, świnki morskie, nawet kangury, czy krokodyle na tle człowieka i jego dokonań są wybitnie niepozbierane. Przecież nikt mi nie powie, że ślimaki mogły „sprokurować” rywalizację Tour de France. Nawet żabom nie wpadł taki pomysł do głowy, a rodacy Napoleona mogli.

    Koło (niekoniecznie fortuny), zupę grzybową, krem Nivea, że o robocie kuchennym Zelmera nie wspomnę…czy mógł to wszystkie cywilizacyjne cuda wymyślić ktoś inny poza człowiekiem?

    Myślę, że jest to mało możliwe, nawet jeżeli uwzględni się dorobek mechaniki kwantowej, czyli jakieś prawdopodobieństwo istnieje…

    I dlaczego TEN, który stanowi chlubę całej Drogi Mlecznej – co tam Drogi Mlecznej, myślę że zazdroszczą go nam wszystkie istniejące Mleczarnie, a także które powstaną w wyniku rozszerzania się wszechświata – umyślił sobie oddawać cześć i okazywać bojaźń swoim Bogom?

    Piszę w tonie tak kategorycznym, bo bezbożnicy, ateiści i inni słuchacze kursów wolnej myśli stanowią zdecydowaną mniejszość dumnych ze swoich dokonań mieszkańców planety Ziemia.
    Według wiarygodnych danych na świecie żyje obecnie około 2,5% ateistów , a z agnostykami liczba osób niewierzących to około 75o mln osób. Co stanowi około 10% ziemskiej (mieszkańców innych galaktyk moje statystyki nie obejmują).
    Owszem od czasów Oświecenia jest zauważalny minimalny trend laicyzujący, ale dotyczy on właściwie mieszkańców jedynie jednego z kontynentów, ale jak mówią nawet średnio przygotowani do swej pracy demografowie jest kwestią kilkuset lat kiedy ten problem (widziany z perspektywy Absolutu) przestanie być problemem.
    Po prostu populacja owych niedowiarków po upływie tego okresu pomieści się na jednej z wysp Aleuckich.
    Przyczyna? Demograficzne procedury.

    Wracając do głównego nurtu wypowiedzi wypada wyrazić zdziwienie (tym razem patrzę na problem oczyma @wbocka) dlaczego żaden z ssaków ( pozostałą część świata fauny i flory pozostawię na boku aktualnych dociekań) nie wpadł na pomysł stworzenia sobie Tamtej Strony, będącej ewidentnie przejawem prymitywizacji gatunkowej, żeby nie powiedzieć ewidentnej jego infantylizacji.
    Dlaczego trafiło to się Nam? Dlaczego M y- @wbocek, @Czarownica z Salem, Tanaka, My- przedstawiciele rodzaju ludzkiego musimy płonąć ze wstydu przed tymi wszystkimi paprociami, mchami, innymi przedstawicielami człekokształtnych, wróblami, kawkami, mewami śmieszkami ( te muszą z nas szczególnie się nabijać), żubrami białowieskich kniei, karpiami wszystkich stawów hodowlanych…My gatunek, dający natchnienie i moce intelektualne tylu pokoleniom laureatów Nagrody Nobla ( nie tylko Pokojowej) musieliśmy sobie wymyślić tych swoich Bogów, Allahów, Tego Jakiegoś Jahwe…a dlaczego takie krety nie budują świątyń swoim bogom, tylko budują kopce na naszych działkach…

    …chociaż @wbocek ponoć mówił, że jest szansa, że te kopce to mogą to być ich takie krecie świątynie. Czyli, że oni też mają swojego, kreciego boga.

  24. wbocek
    8 kwietnia o godz. 10:38

    wbocek miałem cię za „strawnego” na tym forum – zmieniam zdanie.
    Po czym poznać golasa – po braku wyczucia ironiii…

    Tylko dyletanci przestają się dziwić.”

    Poszukaj walizki…

  25. Pisze Profesor o małej prawdzie, małym pięknie, małym dobru.
    I te skarby przeciwstawia Pięknie, Dobru, Prawdzie Tamtej Strony.
    I z tego co podpowiada mi intuicja duża litera „produktów” Tamtej Strony nie wywołuje kompleksów u Profesora.
    Małe jest piękne. Rozumiem.
    Ale ja na moment chciałabym się skupić na rzeczach bardziej przyziemnych. Na przykład lodach.
    Ale najpierw krótkie .wprowadzenie do wątku
    Prawdopodobnie Profesor nie wie o tym jako ateista, ale po Tamtej Stronie jest wiele rzeczy które żywcem przypominają nasze, Tutejsze.
    I chciałabym w tym miejscu jedynie wspomnąć o dwóch, chociaż jest ich dużo wiecej. Może nie rzeczach , ale instytucjach Tamtejszej, niebiańskiej, publicznej infrastruktury.
    Wiadomo Tamta Strona to miejsce pobytu ludzi kulturalnych i nieodzowna staje się tym samym obecność Niebiańskiego Domu Kultury.
    Pisałam już kiedyś o tym, ale przypomnę, że obecnie repertuar owej placówki określają przedstawiciele Orthodoxy Church, czyli kościoła prawosławnego.
    Wielkiego zaskoczenia nie ma.
    Tamtejsi eksperci twierdzą, że przeważyło Okno Na Wieczność, czyli prawosławna ikona, ale są tez tacy którzy mówią, że św. Piotr jest fanem filmów Tarkowskiego i jego zdanie było tutaj decydujące.

    Ale ostatnio – tak mówi mój tamtejszy informator – furorę robi niewielka, niepozorna budka z lodami. Wybór smaków spory, ale hitem są ponoć malinowe. W kolejce trzeba stać ponoć godzinami. Okazuje się , że nie tylko za komuny były kolejki,
    Otworzono ją w jednej z bocznych uliczek placu Niepokalanego Poczęcia.
    Być może wielu czytających uzna moje wieści za mało wiarygodne, ale tym wszystkim przytoczę wiersz znanego polskiego – w pewnym momencie krakowianina, co daje gwarancję rzetelności tej informacji – poety Czesława Miłosza:

    „Podziw”

    O, jaka zorza. I działa biją.
    Nilem zielonym płynie wiklinowa łódka Mojżeszowa.
    Nieruchomo stojąc w powietrzu nad kwiatami lecimy.
    Śliczne goździki, piękne tulipany na niskich stołach.
    Słychać i rogi myśliwskie, ogłaszają Hala-lli.
    Nieprzebrane, niepoliczone substancje ziemi.
    Zapach cząbru, kolor jodły, szron, tańce żurawi.
    A wszystko równoczesne. I chyba wieczne.
    Oko nie widziało, ucho nie słyszało, a to było.
    Struny nie wygrają, język nie wypowie, a to będzie.
    Lody malinowe, topniejemy w niebie.

    A swoja drogą – zakładam, że Profesor lubi lody – ciekawe, które są lepsze?

    Te Malinowe z Tamtej Strony, czy Profesora?

    Na przykład małe waniliowe.

  26. Wbocek

    Inaczej zrozumiałem Marcela.
    Marcel odnosi się po prostu z sarkazmem do kukułeczki ?

  27. Bliżej m nie znany, ale na moje wyczucie wart chyba zawarcia bliższej znajomości, francuski filozof ( z rosyjskim korzeniem) Vladimir Jankelelevitch jest autorem zdania, które w jakiś sposób nawiązuje do tytułu tekstu Profesora. Śmierć i wiara.

    Oto to zdanie:

    „Chrześcijaństwo jest religią miłości, ale ma także rewers, stronę mroczną: miłość do śmierci.”

    I Jankelevitch nie poprzestaje na tej jednej konstatacji. Wie, że z miłością nie ma żartów i dochodzi przy tej okazj do budzącego raczej mieszane skojarzenia wniosku:

    „Nekrofilia to jeden z głównych rysów cywilizacji chrześcijańskiej, składnik tak zasadniczy, że nawet religie brzydzące się trupami, takie jak judaizm, uległy w tej kwestii chrystianizacji.”

    A teraz już ja, czyli moje trzy grosze w powyższej sprawie.

    Jeżeli sprawa jest w obrębie zainteresowań chrześcijaństwa to można powiedzieć, że jest ona tylko rozwojową, ale jeżeli na teren budowy wkroczyli wyznawcy judaizmu… to sam Pan wie Profesorze, że jest już właściwie pozamiatane, czyli śmierć i jej konsekwencje – nie tylko prawne – stają się problemem całej ludzkości.

  28. Ależ śmierć JEST utratą! Zwłaszcza, gdy ludzki byt (a i nie tylko zresztą ludzki) NIE jest pozorem…
    Idzie tu „tylko”… (ba; ładne to „tylko”) o zwycięstwo. Jednak nie śmierci… a nad śmiercią…
    Ludzie wierzący będą więc pytali za Tomaszem z Akwinu: „Czy Bóg istnieje?”. I odpowiadali za nim – Człowiek współtworzy z Bogiem świat i współtworzy swoje własne zbawienie. Ale i ludziom, jak to sami powiadają, niewierzącym „absolutnie w nikogo i nic”… dana jest tajemna wolność, a owa wolność może spełniać się w dobroci i miłości.
    No, chyba każdy człowiek (na tym wszak b. dziwnym świecie) był kiedyś zakochany, kochał kogoś, lub był kochany… Pod tym względem wszyscy – wierzący i niewierzący – jesteśmy do siebie bardzo, bardzo podobni… m

  29. samba kukuleczka
    8 kwietnia o godz. 21:27

    podejrzewałem tylko, żeś lodziara, a teraz sama bez zawstydzenia to zdradzasz … nie ma żadnych ograniczeń w obnażaniu swoich upodobań i róbże te lody w budce i poza budką – najlepiej w budce przykościelnej… twój business as usual.

    Po co mieszać prostacko do tego Jankelelevitcha, który prezentuje często typowe „myślenie magiczne” („homeopatyczną odmianą magii sympatycznej”).

  30. Może nie jest to problem z gatunku tych które ludziom w Polsce nie daje spać po nocach – na przykład z jaką przewagą obecnie rządzący wygrają następny casting do Sejmu – ale po lekturze tekstu Profesora zastanawiam się co „chciał nam powiedzieć autor” kiedy książę Myszkin mówił:

    „Piękno zbawi świat”.

    Oczywiście chyba wszyscy wiedzą, że książę jest tytułowym „Idiotą”, czyli mamy prawo nie brać wszystkich ciągów wyrazowych jego autorstwa na poważnie, ale nawet uwzględniając to zastrzeżenie problem pozostaje. Wszak nad zdrowiem księcia czuwał sam Fiodor Dostojewski i to on brał pełną odpowiedzialność za wszelkie publiczne wypowiedzi Myszkina. Nawet te nieautoryzowane.

    Czyli, czy Myszkin (Dostojewski) obsadzając piękno w roli Mesjasza zbawiającego świat , miał na myśli małe, sympatyczne, roześmiane, ulotne „piękno” Profesora Hartmana… czy jednak pojęcie któremu kształt nadał sam Gospodarz Tamtej Strony, bo „docelowe” Piękno jest właśnie Jego dziełem.

    Trochę szkoda, że Dostojewski nie żyje.

  31. dezerter83
    7 kwietnia o godz. 22:35
    Okazuje się, iż samo współżycie seksualne nie wystarcza do powstania nowego życia i narodzin. Samo poczęcie także nie gwarantuje szczęśliwych narodzin, ilość naturalnych, samoistnych poronień, nie wskazuje na panowanie nauki nad rozrodczością. Ponadto obecna nauka dotycząca narodzin jest stosunkowo młoda i niestety, zbyt często jeszcze musi poddać się naturze. czyli generalnie element przypadku jest nadal wysoki. A już nawet 1 % przypadku, eliminuje pewność. Śmierć jest skuteczna w 100 procentach.

  32. Torfo Srossi
    7 kwietnia o godz. 23:49
    Nawet, jeśli pęknie tobie prezerwatywa, nie masz żadnej gwarancji zapłodnienia. I to w pełni kontrolując cykl płodności swej partnerki. Zapłodnienie najczęściej jest elementem przypadku, a nie pewności matematycznej. Zapytaj np. panią Kaję Godek, ile czasu strawiła na swoje osiągnięcia w zakresie przyrostu naturalnego. A przecież jako ortodoksyjna katoliczka współżyje głównie w celach reprodukcyjnych.

  33. PRAWDZIWA NIEŚMIERTELNOŚĆ…
    „…cały wszechświat, nasza ziemia i wszelkie organizmy żywe, zwierzęce i roślinne, składają się z tych samych , niezniszczalnych pierwiastków, które uszeregował w Okresowym Układzie Pierwiastków, wybitny rosyjski naukowiec Dmitrij Mendelejew.
    Wyobraźmy sobie, że zasypiamy głębokim snem na kilka godzin. Podczas snu jesteśmy nieświadomi upływu czasu.
    Tak samo dzieje się z tzw. „śmiercią”.
    Zasypiamy na zawsze i przechodzimy w świat materii nieożywionej. Pierwiastki lotne z nas wyparowują (H2O – woda) i błądzą sobie w przestworzach w postaci chmur, deszczu i wody, która daje nowe życie na ziemi.
    Pierwiastki ciężkie zasilają ziemię. Oddajemy naturze to, co od niej zabraliśmy na budulec naszego ciała od stanu embrionalnego, poprzez całe życie wymagające energii, aż do jego kresu.
    Idziemy tam, skąd przyszliśmy, a więc w świat materii nieożywionej. Nie ma piekła, nie ma czyśćca ani nieba, nie ma boga.
    Jest namacalny świat wszelkiej materii i chwilowej świadomości naszego istnienia.”
    /S.B./

  34. Nim Szanowni Czytelnicy i Autorzy świata tyg. Polityka odeślą mnie do gimnazjum, spytają o narkotyki 🙂 albo nim przytną sobie być może i swoje własne paluszki, próbując wcisnąć mnie do jakiejś szufladki, dodam tylko, idąc własną wciąż drogą i nie w miejscu (a z każdym dniem przecież coraz bliżej i śmierci): Nie sądzę, by nasze doświadczenia tak śmierci, jak miłości… zawierały w sobie tylko ten arcy-pojedynczo-jednostkowy własny plan. Czym byłaby śmierć jeśliby ona „obchodziła”… jedynie mnie? A czym też byłaby taka właśnie miłość?
    W tym więc sensie ludzie wiary i ludzie na wiarę kompletnie obojętni mogą się chyba zgodzić? Po prostu, co nie znaczy „po łatwo”… poszukujemy nadziei, poszukujemy wiary… w miłości… A jeśli ona jest, to jest ona przecież jakoś zawsze tajemnie owocodajna. Że tak nieprzypadkowo zawitam raz jeden jeszcze pod 118 i do „pożegnalnych” słów zdolnego ucznia (bo już wtedy nie bezdomnego grafomana) powrócę. Kto wie, może to właśnie najbardziej wzruszające słowa tej arcypowieści… A przecież i tych tak ozdrowieńczo komicznych, jak i tych ozdrowieńczo wzruszających to w niej nie brak. Jak nie brak w niej śmierci, ale jak nie brak w niej miłości. I to ona właśnie (może tylko jedyna?) nie jest (bo i nie może być) ułudą… Tak po prostu może jest. Zupełnie jak u Dantego, jak u Goethego, a także, choć już nie tak w „prostej linii”… jak u Cervantesa. m

  35. zak1953
    9 kwietnia o godz. 14:44

    … czytaj uważnie… mnie nie pęknie, jadę na wprost i bez kasku…
    Nikomu też nie dawałem żadnych „gwarancji” – probabilistyka to probabilistyka i cała ufnosć leży w tym „p”.
    No i jest jeszcze prawo Littlewooda o cudach.

    Co do Gądek… kompletnie mnie nie interesuje jebliwość tej cwanej karierowiczki ubranej w szatę wątpliwej cnoty.

  36. samba kukuleczka
    9 kwietnia o godz. 14:17

    „Teraz czytam książkę pana kierownika, jest ona o pewnym krulewiczu, który nazywa się Myszkin, a książka ma w tytule brzydkie słowo. Ta książka jest nudna, więc dużo opószczam. Najbardziej mi się podobało, jak pewna dama wrzuciła do ognia sto tysięcy rubli. Rubel jest to jednostka monetarna w bratnim kraju naszych najlepszych przyjaciuł. Wiem to na pewno, bo spytałam taty, co to jest rubel, i tata mi powiedział, co to jest rubel”. (Natalia Borejko, Ida Sierpniowa, MM)

  37. zak1953
    9 kwietnia o godz. 14:37
    „generalnie element przypadku jest nadal wysoki”.

    Jeżeli w odniesieniu do kwestii pojawienia się nowego życia, piszesz o „przypadku”, to tworzysz – nie wiem czy świadomie – nową definicję tego pojęcia. Niestety nie ma jej jeszcze w żadnym słowniku. Dlatego wypada mi tylko zachęcić Cię do uważnego czytania komentarzy.

    Napisałem, że według słownika, przypadek to „zdarzenie lub zjawisko, których nie da się przewidzieć na podstawie praw naukowych i doświadczenia”. Natomiast pojawienie się nowego życia to zdarzenie, które DA SIĘ PRZEWIDZIEĆ na podstawie znanych praw naukowych lub doświadczenia. Nie jest zatem przypadkiem nawet w 1%.

  38. „ nie ma boga”.

    Nie trzeba posiadać specjalistycznego wykształcenia – wystarczy własne doświadczenie – żeby wiedzieć , że wszystko wokół nas samoistnie zmierza do coraz większego nieuporządkowania.

    Jak zauważył chyba każdy właściciel domu, rzeczy pozostawione własnemu losowi psują się i niszczeją. Wspomniany rozpad to rezultat działania czegoś, co naukowcy nazywają drugą zasadą termodynamiki. W uproszczonym ujęciu głosi ona, że wszystko w przyrodzie w naturalny sposób zmierza od stanu uporządkowania do chaosu.

    Codziennie możemy dostrzec skutki jej działania. Nowy samochód czy rower, jeśli nie jest konserwowany, po jakimś czasie nadaje się tylko na złom. Opuszczony budynek staje się ruiną. Wskutek działania praw fizycznych skomplikowane rzeczy (w tym żywe komórki) z upływem czasu ulegają rozpadowi.

    Jednak zdaniem ewolucjonistów może też zachodzić proces odwrotny. W pewnej książce powiedziano, że przyczyną ewolucji są docierające do Ziemi „porcje energii ze Słońca, dzięki której następuje wzrost stopnia złożoności” (Evolution for Dummies).

    Rzecz jasna żeby chaos zamienił się w porządek, potrzebna jest energia. Ale energia musi być kontrolowana i precyzyjnie ukierunkowana, gdyż pozbawiona kontroli raczej tylko przyśpiesza rozpad — tak jak wpływ promieni słonecznych i czynników atmosferycznych przyśpiesza niszczenie budynku.

    Ta sama zasada dotyczy wszechświata. Można by więc sądzić, że porządek istniejący we wszechświecie powinien się przerodzić w całkowity chaos. Jednakże wszechświatowi daleko do chaosu. Moim zdaniem, wypływa z tego logiczny wniosek, że w chwili początkowej wszechświat był uporządkowany i w dalszym ciągu panuje w nim bardzo duży porządek. W gruncie rzeczy nasze istnienie pozostaje w sprzeczności z tą uznawaną zasadą. Według mnie, ktoś kieruje energią w tak twórczy sposób.

  39. Porownujac wielkosci kosmiczne musimy stwierdzic, ze nas wogole nie ma , nie bylo i nie bedzie.

  40. Torfo Srossi
    10 kwietnia o godz. 11:52
    Nie wiem co pijesz, ale to co piszesz to bełkot. Do tego chamski w stosunku do osób trzecich. Co myślisz o Godkowej powinieneś zostawić dla siebie, albo pisać co nieco oględniej. Sorry. Kultura nie jest twoją mocną stroną.

  41. zak1953
    10 kwietnia o godz. 14:58

    zak1953 podejrzewałem, żeś ciul, ale nie aż taki…

    Piję co lubię…

    A co do „bełkotu” nie zamierzam równać do twoich wypocin: „… ilość naturalnych, samoistnych poronień, nie wskazuje na panowanie nauki nad rozrodczością. Ponadto obecna nauka dotycząca narodzin jest stosunkowo młoda i niestety, zbyt często jeszcze musi poddać się naturze„.

    Wstyd i hańba, że toto wypaca się publicznie…

  42. zak1953
    10 kwietnia o godz. 14:58
    Torfo Srossi
    10 kwietnia o godz. 11:52

    Inkwizycje typu Gosiecka należy wyplenić z tej planety. Tak trzymaj.
    Pozdrawiam

css.php