Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne

10.07.2019
środa

W stulecie polskiej demokracji

10 lipca 2019, środa,

Tak, właśnie sto lat temu, pośród dogasających pożarów Wielkiej Wojny, odbyły się w nowej Polsce wolne wybory do Sejmu. Miały miejsce w styczniu 1919 r., ale przez wiele miesięcy trwały różne „dogrywki” i „powtórki”, bo w warunkach na wpół wojennych nie dało się przeprowadzić wyborów wszędzie w jednym czasie, bez zakłóceń.

Te wybory, wygrane przez prawicę (Związek Ludowo-Narodowy), były pierwszym, założycielskim aktem liberalno-demokratycznej polityki w dziejach Polski – początkiem naszej demokracji, z którego powinniśmy być dumni.

Niestety, cieszyliśmy się jako taką demokracją jedynie do przewrotu majowego 1926 r. – wszystkiego sześć lat. Potem nastały rządy autorytarne, autorytarne coraz bardziej i bardziej, aż przyszła wojna i okupacja. Po wojnie, w latach 1946-48, zanim na dobre nie zakorzenił się w Polsce stalinizm, niektórzy mieli złudzenia, że demokracja powróci.

Nie powróciła aż do 1989 r. Dziś nadal istnieje, lecz stworzona w III RP konstrukcja demokratycznego państwa prawa jest z roku na rok rozmontowywana, a ustrój liberalno-demokratyczny zastępowany rządami partii i jej wszechwładnego prezesa.

Polska nie jest jedynym krajem, gdzie liberalna demokracja ma poważne kłopoty, a populizm i rządy autokratyczne umacniają się kosztem jakości rządzenia i swobód konstytucyjnych. Opanowanie technologii wyborczych i medialnych, czerpiących dziś z wzorców marketingu, pozwala łączyć autorytaryzm z wolnymi wyborami, a tym samym zachowywać pozory demokracji znacznie skuteczniej niż np. w czasach tzw. demokracji ludowych. Turca i Rosja są tego doskonałymi przykładami.

Nie wiemy jeszcze, czy epoka liberalno-demokratycznego Zachodu naprawdę się już kończy i czy demokracja będzie zanikać, czy też zmieni swą postać. Wygląda na to, że jednak tak – epoka demokracji liberalnej wydaje się dopełniać, ale demokracja mimo wszystko ma szansę przetrwać.

Nie ulega jednakże kwestii, że większość społeczeństw nie jest bardzo głęboko przywiązana do ideałów demokracji liberalnej i nie rozumie jej zasad. Rozumieją je może Niemcy czy Szwedzi, Kanadyjczycy czy Amerykanie, ale Polacy, Turcy czy Ukraińcy zapewne nie.

Nie widać też w większości krajów, w tym w Polsce, szczególnego przywiązania do wolności, tak jak rozumie ją konstytucja i cała aksjologia Chwalebnej Rewolucji w Wielkiej Brytanii oraz rewolucji francuskiej, jaka legła u podstaw budowania ładu demokratycznego w Europie i Ameryce.

Owszem, ludzie chcą wolności w wymiarach niepodległości państwowej oraz tej wolności najbliższej życiu – osobistych swobód w zakresie zatrudnienia, przemieszczania się, stylu życia, lecz sfera wolności politycznych i gwarancji konstytucyjnych mających ubezpieczyć osobistą oraz społeczną wolność jednostki i wolnych zrzeszeń obywatelskich jest dla większości słabo rozpoznawana i mało angażująca.

Większość Polaków nie wiąże silnych emocji z wartościami politycznymi zapisanymi w konstytucji ani też nie zamierza korzystać z wolności słowa, zrzeszania się czy zgromadzeń w sposób, który mógłby ich narazić na konflikt z władzą. Owszem, osób, którym zależy na takich sprawach, jest wiele milionów, lecz nadal demokracja, dająca władzę większości, jest ofertą interesującą dla mniejszości. I fakt ten stanowi dla demokracji stałe zagrożenie.

Nie możemy liczyć na to, że w jakiejś przewidywalnej przyszłości większość Polaków zrozumie, czym jest rząd ograniczony, dlaczego zwycięzcy wyborów nie wszystko wolno, jak i po co władza jest podzielona na trzy piony, jak funkcjonują ustrojowe „bezpieczniki” przeciwko autorytaryzmowi i próbom zniesienia demokracji za pomocą legalnych i demokratycznych metod. To samo dotyczy równości i ochrony mniejszości. Osoby należące w każdym aspekcie życia do większości, a takich jest w Polsce właśnie większość (a nie wszędzie tak jest), nie są żywotnie zainteresowane ustrojem gwarantującym prawa mniejszości. Słowem, demokracja liberalna jest wynalazkiem dość ekskluzywnym i elitarnym.

Właśnie dlatego, że demokracja liberalna wymaga osadzenia w elitach, dla których jest ich wewnętrzną, tożsamościową aksjologią, może ona funkcjonować tylko tam, gdzie elity są silne i przez społeczeństwo respektowane na tyle, że jest ono w jakiejś mierze skłonne oddawać władzę w ich ręce, to znaczy na nie głosować.

Demokracja liberalna powstała jako kontrakt elit z masami, które w zamian za polityczne upodmiotowienie zgodziły się z tym, że rządzenie wymaga pewnych kompetencji, w tym kompetencji kulturowych, które wprawdzie można nabyć w ciągu życia, ale które z natury swej są czymś elitarnym. Ten relikt dawnego społeczeństwa klasowego (hierarchicznego) pozwalał demokracji funkcjonować i zabezpieczał ją przed podbojem populistów, podsycających negatywne emocje mas i wskazujących im wroga, którego trzeba zniszczyć.

Niestety, demokracja przez półtora stulecia zrobiła swoje – nastąpiła egalitaryzacja społeczeństw, w obliczu której samo pojęcie elity zostało zakwestionowane, a wielokrotne obsadzanie elit w roli owego wroga, którego obiecują zetrzeć populiści, wytworzyło trwały klimat niechęci do klasy politycznej i jej kulturowego zaplecza. Razem z antyelitaryzmem przyszedł też upadek autorytetu elitarnych instytucji władzy, mimo ich demokratycznej natury – na czele z parlamentaryzmem, który głęboko się skompromitował w oczach współczesnych narodów.

Co więcej, państwa przestały w tak wielkim stopniu jak w ciągu minionego stulecia decydować o losach człowieka, który wszak wiedzie swe życie raczej w mieście i w sieci, korzystając z dóbr i usług kupowanych w sklepach, a pieniądze zarabiając w prywatnych przedsiębiorstwach, z państwem mając mało do czynienia i nie bardzo sobie tego życząc.

W rezultacie w wyobraźni współczesnego obywatela, także Polaka, państwo uległo rozszczepieniu na państwo symboliczne, czyli ojczyznę, oraz państwo prozaiczne, czyli zespół służebnych względem obywatela instytucji. Mamy tu niespójny intelektualnie i emocjonalnie konglomerat imaginarium republikańskiego, czyli patriotycznego, oraz realiów instytucjonalnych, postrzeganych w sposób narzucony przez kulturę liberalną – jako sferę rządzącą się przepisami prawa, której racją bytu jest zaspokajanie praktycznych potrzeb obywatela.

Politycy zdają się pozbawionymi dystynkcji i magii pracownikami zatrudnionymi przez naród do określonych celów i zadań, a co najwyżej jacyś postmonarchiczni „mężowie stanu” czy „głowy państw” mogą jeszcze w jakiejś mierze personifikować chwałę państwa, podtrzymując anachroniczny republikański mit.

Nie sądzę, żeby była jeszcze jakaś szansa, aby powrócić do wielkich ideałów liberalnej demokracji, takich jak państwo prawa, równość i wolność, samorządność demokratyczna, samoograniczający się rząd, trójpodział władzy, reprezentatywność rządu, kadencyjność władzy, transparencja sfery publicznej, rozwiązywanie konfliktów na drodze wolnej debaty i negocjacji zmierzających do kompromisów – te wartości są zbyt słabe w zestawieniu z symbolami chwały i świętości ludu i państwa, a także z utrwaloną obyczajowością, nie mówiąc już o egoizmie i kulturowym izolacjonizmie, który zawsze na dłuższą metę zwycięża z otwartością, gościnnością, szacunkiem dla inności oraz hojnością.

Te najwspanialsze cechy kultury liberalnej są luksusem najbardziej rozwiniętych społeczeństw i nie ma co liczyć na to, że wszyscy, a choćby nawet przeciętni, wzniosą się na etyczne wyżyny. Nic tego nie zapowiada.

Dlatego liberalna demokracja wydaje się powoli zmierzać do kresu swych chwalebnych dziejów. Procesy degeneracyjne będą postępować, choć z pewnością nie umrze ani za dekadę, ani za dwie. Można mieć tylko nadzieję, że inne formy samorządu niż te, które oferuje ustrój konstytucyjny, równolegle będą się rozwijać i ostatecznie bilans ludzkiej wolności i społecznej fairness nie ulegnie pogorszeniu.

Wymagać to jednakże będzie wielkiej pracy. Pracy w innych niż rząd ogólnokrajowy obszarach – w regionach, w miastach, w samorządach pracowniczych, w korporacjach zawodowych, w najrozmaitszych grupach i stowarzyszeniach, które zawiązują się sieci. Polem dla demokratyzacji będą również przedsiębiorstwa, zwłaszcza te o bardziej spółdzielczym ustroju własnościowym.

Mała demokracja musi zrównoważyć tę wielką, która ulega erozji – jeśli w ogóle kiedykolwiek działała naprawdę dobrze. Możemy mieć nadzieję, że uratujemy demokrację w jej bardziej elementarnych i mniej wyszukanych formach niż nowoczesny ustrój konstytucyjny.

Jeśli jednak przytłoczą nas wielkie problemy globalnego ocieplenia, a bezpieczeństwo będzie wymagać wszechobecnego nadzoru i dyscypliny, wtedy i to może się nie udać.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 26

Dodaj komentarz »
  1. Po wyborach do sejmu w styczniu 1919 roku, 100 lat temu, trwała budowa II RP. Powstawały instytucje, które umożliwiały funkcjonowanie tworzącego się państwa. Jedną z takich instytucji była Najwyższa Izba Kontroli, która powstała dekretem Naczelnika Państwa Marszałka Józefa Piłsudskiego w lutym 1919 r.
    NIK w III RP kontynuuje dziedzictwo stu lat troski o państwo.

  2. Przepraszam, Panie Profesorze, ale muszę wrócić do poprzedniego, bo tak mnie ciśnie, że mogę nie zdążyć.

    Obywatel „ciemnogród” (jakże przenikliwie się nazwał) zaprezentował typowe dla katolików polskich rozumienie kalekiego, niestety, w formie art.48 konstytucji – że rodzice mogą wychowywać swoje dzieci jak chcą i guzik komu do tego. Powszechność takiej interpretacji świadczy o ułomności artykułu: nie uwzględnił wszechmądrości ciemnogrodu. Reagując na ten fragment wywodów ciemnogrodzkiego obywatela, pojechałem trochę w bok, choć łarczik prosto otkrywałsa. Konstytucja była kompromisem między ziemią a niebem, w tym artykule – ukłonem w stronę miłościwie panującego Kościoła miłującego wyłącznie samego siebie. Wprawdzie art. 53 bardziej rolę rodziców precyzuje: „Rodzice mają prawo do zapewnienia dzieciom wychowania i nauczania moralnego i religijnego zgodnie ze swoimi przekonaniami”, ale przez to art. 48 nie wyparowuje i nie przestaje budzić demonów mądrości takich jak @ciemnogród: „Wychowuje jak chce i odpieprzta sie uod mnie”. Może m.in. przez ten artykuł obudziła się antyszczepionkowa zaraza i czort wie, co się jeszcze obudzi.

  3. Moja nadzieja prysla, gdy wygrała pani z szerokim uśmiechem a nie pani Ochojska na dolnym śląsku. Być może w przyszłości będzie jakiś reżim ekologiczny, choć na razie się na to nie zanosi. Ale taki czas może wbrew pozorom przyjść

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Demokracja jest w kryzysie dlatego,że jest wynalazkiem lichym i jeszcze psutym przez swych zwolenników. Psucie to polega choćby na negowaniu wyników wyborów, zwłąszcza jeśli nie wygrywają „nasi”. Samo wypracowanie pHartmana jest dość kuriozalne- pada w nim np sugestia, że demokracja polega na tym, że motłoch powinien wybierać swych przedstawicieli spośród elity jeno (był taki pomysł w PRL- wówczas głosowanie było wolne, tyle że koncesjonowano kandydatów).
    Mnie najbardziej męczy refren o trójpodziale władzy, zgrabnie ujęty przez p Hartmana słowami „trzy piony” (ach ten Freud!). Czy żaden bałwochwalca demokracji nie widzi patologii w tym, że systemy kanclerskie polegają na wyłanianiu rządu (egzekutywy) metodą głosowania votum w parlamencie (legislatywa)?

  6. Jestem Polakiem mieszkającym na stałe w Londynie
    Przyglądam się Polskiej sytuacji z oddalenia, czytam różne czasopisma i mam coraz większy tzw „dysonans poznawczy”
    Gnębi mnie np takie zasadnicze problemy – nazwijmy to „logiczne”
    Skoro w Polsce rządzi „reżim” a Jarosław Kaczyński jest „dyktatorem” – to ja mam następujące pytania:
    1. Skoro jest to prawda – to jak to możliwe że wszyscy mogą sobie wypisywać co tylko chcą – np na tych łamach
    w komentarzach zaś hulać do woli, nazywając „dyktatora” – „kurduplem”, „konusem” , „kulawym” itp
    Pierwsza zasada bowiem państwa totalitarnego jest taka ze nikt nie ma prawa dyktatora nazwac „dyktatorem” – a co dopiero ta cała reszta
    2.Jak to jest możliwe, że ktoś o takim nieograniczonym zasięgu władzy ( bo takrozumiem dyktature ) – nie może sobie wybudować
    czego chce i gdzie chce, bez pytania o jakąkolwiek zgodę ( w tym wypadku tzw „Dwie Wieże”)
    Czyli co to za „dyktator” ???
    Bardzo proszę o odpowiedzi !

    P.S. Pan Prpfesor Hartman – jako filozof – powinien tu okazać się szczególnie kompetentny

  7. Przepraszam, a kiedy to w Polsce byla demokracja?

  8. ciemnogrod
    10 lipca o godz. 10:01
    „Tym różni się wiara od nauki, że dowodów nie wymaga”.

    Wypowiadając się na temat duchowego przymiotu jakim jest wiara, i nie uwzględniając jej biblijnej definicji, nie wykazałeś się starannością. Powtórzyłeś po prostu obiegową opinię. Z jakim skutkiem ?

    Pomyliłeś pojęcia. Gotowość uwierzenia w coś bez przekonujących dowodów lub tylko dlatego, że chce się w to wierzyć, to nie wiara ale łatwowierność. O różnicy między wiarą a łatwowiernością decydują właśnie dowody.

  9. Panie Profesorze co poza pojawieniem się technicznych aspektów (narzędzia marketingowe i media społecznościowe) umożliwiło dojście do takiego stanu rzeczy? Do atrofii demokracji liberalnej? Może wyklęty Marks i jego ,,byt określa świadmość” tu coś pomoże?
    Obywatel po prostu czuje się porzucony przez państwo na pastwę tzw. wolnego rynku i kapitału? Politycy jedno obiecują potrm popadają w ,,niemożebność” i ,,niedasizm” (Rynki nie będą zadowolone) co tylko przekonuje obywateli, że sfera publiczna jest przeżarta przez korupcję i układy? Więc po co uczestniczyć w takim teatrzyku? ,,Prywatne jest zawsze lepsze niż państwowe”, ekonomizacja każdego aspektu życia, przywileje dla tych co są na tyle silni by je wywalczyć bądź kupić. Co gorsza przykład idzie z góry. Profesorowie na kilku etatach, tworzący pseudowiedzę przy okazji kantujący na delegacjach.
    Ot, taki obraz darwinistycznej dżungli współczesnego, neoliberalnego kapitalizmu.
    Pytanie: kiedy nastąpił triumf liberalnej demokracji? Po II WŚ gdy rządy Zachodu:
    a) walczyły by uniknąć demokratycznego wyboru komunistów do władzy
    b) by nie doprowadzić społeczeństw do takiej desperacji by wybrały inną formę totalitaryzmu
    To PAŃSTWA podjęły się zmniejszenia rozwarstwienia dochodów, to PAŃSTWO zapewniało: transport, bezpieczeństeo socjalne, ochronę. Po 1989r ,,komunistyczny antychryst” zdechł więc…hulaj dusza piekło zdechło. Od tego narastają kolosalnie nierówności i proporcjonalnie rośnie obojętność obywateli na jakże Panu bliską liberalną agendę. Tyle o ogólności a Polska (co to Jest Najważniejsza)?
    U nas nawet gorzej bo…wartości właśnie zaczynającej się zwijać liberalnej demokracji usiłowano zaszczepić w kraju posttotalitarnym (1926-1989) w postniewolniczym społeczeństwie, gdzie świetnie funkcjonują relikty feudalizmu (pochodzenie elity – poza Polakami pochodzenia żydowskiego i pozycja Kościoła). Obrazowo ujmując: wybudowaliśmy sobie autostrady takie jak mają ,,tamci”, ale poruszają się po nich osobnicy na poziomie mentalnym wioskowych furmanów. Przeszczepiliśmy instytucje wymagające obecności społeczeństwa obywatelskiego do kraju, w którym takowego nie było. Kraju gdzie życie społeczne porządkuje patoligiczny familiaryzm bardziej właściwy dla społeczności klanowych Bliskiego Wschodu czy południowych Włoch. Co gorsza natychmiast po tej akcji introdukcyjnej państwo abdykowało ze swej roli i przuciło całe grupy społeczne na pastwę kapitału (wiadomo rynek tylko wolny – neoliberalne dogmaty zobowiązują- coś takiego jak społeczeństwo nie istnieje) co tylko wzmocinło patologiczne cechy (negatywne pojmowanie wolności i prawa, egoizm, wrogość wobec Innego, osobowość autorytarna) wynikające z postniewolniczego charakteru naszego społeczeństwa. Co gorsza ten proces był wzmacjiany przez charakter elity: postszlachetczyznę bez znaczenia tu jest pochodzenie elity gdyż nawet homini novi np. z komunistycznego czy kapitalistycznego awansu powielają postfeudalne wzorce) .
    Te negatywne czynniki gdzieś tam pulsowały, od czasu do czasu tylko niczym uśpiony wulkan porukując (a to Lepper a to PiS 2005) i dopiero w 2015r wychlusnęły na zewnątrz zalewając wszystko . Jakubowie Szele pod wodzą gombrowiczowskich Edków rozsiedli się na złotych nocnikach.
    Czy jest wyjście? Ponad 2 mln Polaków uznało, że lepiej zadbac o siebie i byt swoich rodzin niż czekać(ach ta postniewolniczość!!!) albo walczyć i udało się tam gdzie resztki European Dream jeszcze wegetują…

  10. Błagam, proszę nas nie dołować….

  11. Staczanie się.

    Elity – w rozumieniu autora książki „Klęska Solidarności” – dzisiaj w większości opozycyjne, nadal brną w zaparte staczając się coraz bardziej w przegraną.
    Feministki z czarnymi parasolkami i podnoszenie tematu aborcji nie pomogły. Awantura w sejmie też nie zostawiła śladu. W tym roku, najpierw uwieszono się nauczycieli, teraz LGBT i walki z Kościołem. Wyborcza porażka tuż po opublikowaniu filmu Siekielskiego, niczego nie nauczyła. Jak pisałem, większość Polaków nie chce walki z Kościołem (co innego krytykować, a co innego rugować ze sfery publicznej).

    Pedagogiką lęku przed PiS, Prezesem i KK daleko opozycja nie zajedzie. A także na ideologii gender i LGBT. Czy to tak trudno zrozumieć?

    Ponadto, nie wszyscy wyborcy opierają swoje sądy o to, co podsuwa im Internet (czytaj: spece od manipulowania opinią społeczną) czy inne media. Większość Polaków chodzi do pracy, załatwia swoje sprawy na mieście, podróżuje. I jest w stanie wyrobić sobie własną ocenę o Polsce i pożądanych w niej zmianach.
    A ostrzegałem, najpierw opozycja (ta licząca się) powinna uderzyć się we własne piersi. Zalecałem pokorę, przeproszenie za forsowany neoliberalizm. Dopiero „z czystym kontem” można mieć szansę uwiedzenia Polaków programem…

    Bez powyższego nie będzie wiarygodności. Choćby, w nowej nazwie (zapewne), tego ugrupowania słowa: koalicja, demokracja, wolność, obywatelska, europejska odmieniano we wszystkich przypadkach. 🙂

  12. Nudny wykład akademicki, dla wąskiego grona studentów.

  13. W Polsce nigdy nie było i nie ma demokracji, wolności i świeckiego państwa.
    Jest natomiast panujący od wieków religijny totalitaryzm, który rzecz jasna z żadną wolnością ani demokracją nie ma nic wspólnego.
    Dzięki staraniom wszystkich rządzących od 1989 roku, tym zza okrągłego stołu oraz „solidarności” Polska to kraj klerykalno-wyznaniowy pod okupacją wrogiego jej państwa Watykan.

  14. olafmel
    10 lipca o godz. 13:50

    Szanowny Olafmel pominął w swojej, nie wątpię, bacznej lekturze wątki dotyczące pozorów demokracji. Jak wiadomo, diabeł tkwi chętnie w szczególach, więc jestem przekonany, że ponowna konsumpcja tekstu rozwieje wątpliwości. A co do tego, co nam obywatelom w dyskursie z władcą jeszcze wolno (werbalnie i epistolograficznie), to w takich „demokracjach” jak Rosja czy Turcja ten problem jakiś czas temu już skutecznie rozwiązano. W Polsce jeszcze to trochę kuleje ale jestem przekonany, że i w tym wypadku pan Naczelnik da sobie radę. Z tego co zapowiada, pilnie pracje własnie nad wariantem węgierskim czyli tzw. „repolonizacją mediów”. Jest oczywiste, że taka repolonizacja zostanie okraszona twórczym rozwinięciem § 212 Kk (co to dla Ziobry) oraz mniej lub bardziej otwartą reaktywacją sławetnej instytucji znajdującej się onegdaj w budynku przy ulicy Mysiej w Warszawie.

  15. olafmel
    10 lipca o godz. 13:50
    „P.S. Pan Prpfesor Hartman – jako filozof – powinien tu okazać się szczególnie kompetentny”
    Szkoda, ze okazales sie tak bardzo niekompetentny wyglaszajac taki idiotyzm.

  16. Demokracja liberalna, to przecież brak demokracji, wcześniej to się nazywało
    demokracja socjalistyczna. W demokracji liberalnej w odniesieniu do wyniku wyborów, mówi się, my tego nie przyjmujemy i zmienia prawo wyborcze między I a II turą , czerwiec 1989, a II tury w ogóle nie musiało być!
    Rewolucyjny terror we Francji 1789, jako przykład ładu demokratycznego, to ma
    rozśmieszyć czy rozzłościć…
    Kompetencje kulturowe, etyczne wyżyny, czy ktoś wie, którym to osobom konkretnie
    Jan H. to przypisuje, że to było a już nie będzie.

  17. Panie Janie, aby była demokracja muszą być najpierw rządy prawa, a takich rządów nie wprowadza się z dnia na dzień w państwie, które w ogóle nigdy nie miało rządów prawa. Współczesna demokracja i rządy prawa w porównaniu do znaczenia tych terminów sprzed wojny znacznie się różni, co wynika z wielkiego postępu, jaki w tych dziedzinach nastąpił w społeczeństwach Zachodnich na przestrzeni kilku ostatnich dekad. Owe przemiany były poprzedzone wielkimi ruchami społecznymi, które sobie wywalczyły prawa obywatelskie. I faktycznie deficyt polski w tym zakresie polega na braku takich ruchów, które byłyby w stanie walczyć o same prawa obywatelskie, choćby takie podstawowe, jak prawo do sądu, prawo do profesjonalnej reprezentacji prawniczej. Uważam, że bez zagwarantowania tych właśnie dwóch podstawowych praw nie ma co marzyć o wprowadzaniu innych praw. Opozycja właśnie nie potrafi walczyć o takiego typu prawa, a jedynie oczekuje zmian personalnych. Tymczasem autorytety, elity społeczne odsunięte lub zmarginalizowane przez PiS nigdy nie były w stanie wprowadzić i następnie zagwarantować tych praw. Prawdę mówiąc to było niemożliwe, biorąc pod uwagę tempo w jakim wymieniały się elity u władzy w Polsce. W rezultacie także PiS włada z jednej strony państwem mocnym w tym sensie, że nie da się podważyć decyzji władzy, a z drugiej państwem słabym, bo nie funkcjonalnym, nie komunikującym się, lecz ustępującym przed aktami walki wpływowych grup społecznych lub przypadkami poważnych demonstracji. Państwo PiS nie jest państwem silnym, to jest państwo takie jak było: arbitralne, zmierzające do większej represyjności, ale w gruncie rzeczy państwo nieskuteczne, które jest w stanie represje stosować b. wybiórczo, bowiem arbitralności towarzyszy biurokratyzm i brak kompetencji, a więc nieskuteczność. Tym nie mniej, to jest państwo, które może skrzywdzić i zdroworozsądkowo obroną przed tym jest korumpowanie go przez obywateli. Tyle, że korumpuje się indywidualnie. Tak więc już dzisiaj oczywistym jest że władza PiS, podobnie jak władza poprzednich partii ulegnie wewnętrznemu rozkładowi. Tak było zawsze. Wydawało się, że każda z formacji u władzy, to straszny mocarz, który utrzyma się u władzy przed dekady. Tymczasem był to olbrzym na glinianych nogach i taka sama jest władza PiS. PiS nie ma wiedzy, jak rządzić. Gdy będziemy rozkładać ich legislację i decyzje na czynniki pierwsze do dokopiemy się do tego co zawsze do ignorancji. Udawanie głupa jednak w każdej dziedzinie oznacza, że głup ma z tego pieniądze. W pewnym sensie więc nie jest głupi, bo zarabia.W innymi jest głupi, bo może to trwać dość krótko, choć w przypadku środowisk, które są zarządzane przez głupa władzę, to można powiedzieć, że jednostki, które rżną głupa, jednostki które mają w nich władzę, jak organizmy jednokomórkowe, żyją wiecznym skorumpowanym życiem i mają się dobrze i bogato. Rzecz jednak w tym, że w innym systemie wszyscy mogliby więcej zarobić, ale być może trochę mniej ci, którzy żyją dobrze z rżnięcia głupa, choć i to nie jest pewne. Tak więc ci co rżną głupa, faktycznie są głupi, bo nie chcą więcej zarobić, tylko tak naprawdę nie chcą, aby inni więcej zarobili. A to już jest specyficzny rodzaj władzy, gdzie jest władza i jej klient. Nie obywatel, czyli nie klient w sensie konstytucyjnym i komercyjnym, lecz osoba zależna.

  18. @jakub01

    O swoje kompetencje – zwłaszcza jeśli idzie o LOGIKĘ – jestem spokojny – gdyż posiadam odpowiednie wykształcenie
    I tego samego bym się spodziewał po filozofie
    No chyba, że już obowiązuje jakaś nowa logika – a ja nic nie wiem o tym
    Jeśli zaś to co piszę to są „idiotyzmy” – to oczekuję merytorycznego uzasadnienia !
    Z wyrazami powazania ! 🙂

  19. Brawo Parlamentarzyści z prowincji Quebec, Kanada!
    Zdjęto krzyż ze ściany sali obrad Parlamentu Prowincji Quebec.
    To świetny przykład do naśladowania dla wszystkich „ukrzyżowanych” parlamentów.

    https://globalnews.ca/news/5475505/quebec-national-assembly-crucifix-removed-july-2019/
    https://photos.app.goo.gl/vCp7aeUVkBhrMa1i7

  20. AOlsztynski
    10 lipca o godz. 18:26
    Ubóstwo jakie panowało i dzisiaj się jeszcze zwiększyło jest z powodu chciwości kk na mamonę. Zabieranie środków do życia osobom niepełnosprawnym i dawanie je Rydzykowi jest zwyczajnym łajdactwem. Proszę potem nie biadolić ze to wina PO jak pan będzie stał w kolejce do lekarza. Proszę pomyśleć o luksusowych autach Rydzyka. KK w Polsce jest przyczyną ubóstwa i nędzy. Jest to zgodne z ewangelią?
    Gwałcenie dzieci i ukrywanie tego faktu jest to normalne?

  21. Szanowni Państwo,
    głównym zagrożeniem demokracji na świecie jest Międzykontynentalna Mafia Finansowa.

  22. Panie Janie,
    Co do elit to mamy różne elity np. polityczne, literackie, prawnicze, lekarskie. generalnie naukowe etc. Wśród elit politycznych nie możemy powiedzieć, że np. Kuźmiuk elitą nie jest, a Brejza jest. Tak samo wśród elit literacko publicystycznych nie da się powiedzieć sensownie, że Michnik należy do elity, a Ziemkiewicz już nie. Co do elit, to wiele osób ma zaufanie społeczne. Nie wiem skąd przekonanie, że społeczeństwo zniechęciło się do elit. Nastąpiło jednak pewna pluralizacja światopoglądowa. Część społeczeństwa popiera takie, a inna inne elity. Elitarność może być więc widziana jako rezultat ocenności, tego jak dana osoba jest postrzegana przez społeczeństwo lub środowisko i zawsze pochodną tego będzie zinstytucjonalizowana pozycja danej osoby w środowiskach i społeczeństwie. Elitarność nie jest jednak pochodną demokracji, lecz realnego wpływu, który może wynikać np. z poparcia danej osoby przez grupę interesu lub grupy interesu. Tak czy inaczej to właśnie elity rządzą zarówno instytucjami publicznymi jak i prywatnymi. I w tym sensie możemy mówić o wewnętrznej demokracji w jakiej ogół lub jego środowiskowa część ma wpływ na wybór takich a nie innych osób, ale wpływ ma także władza i to nie tylko teraźniejsza, ale władza, która utworzyła takie a nie inne przepisy lub zgodziła się na takie a nie inne praktyki. I tutaj jest ważne czy była to władza i ogół oraz jakaś jego środowiskowa część, która działała w warunkach praworządności, bowiem jeśli nie to sam wybór elit nie ma charakteru demokratycznego. A wynika to stąd, że same regulacje tak naprawdę w kraju niepraworządnym oddają władzę tworzenia elit nie ogółowi, lecz nielicznymi i dają tym elitom jednocześnie faktyczne bezprawną władzę nad środowiskiem np. jego lekarską czy prawniczą częścią. Nasze państwo było zorientowane na wyzysk, czyli jak to określono pierwotną akumulację i nadal jest, stąd owe nonsensy w wymiarze sprawiedliwości oraz służbie zdrowia. Wyzysk nie jest możliwy w kraju praworządnym i demokratycznym, a więc na straży wyzysku stoi nie tylko państwo, ale elity środowiskowe. Wynika to stąd, że w kraju pierwotnej akumulacji potrzeby ogółu nie mogą być zaspokojone, a wręcz przeciwnie ograniczone lub nawet wykluczone, a niejako dobrze żyć i cieszyć prawami wolnego człowieka mogę jedynie nieliczni, którzy trzymają w pozycji klientelizmu w gruncie rzeczy wybiedzony i zdemoralizowany ogól. Natomiast liberalizm nie może istnieć tam gdzie jest arbitralne państwo i arbitralnie funkcjonujące reprezentacje poszczególnych środowisk. Nie może z definicji. Tak więc bez centrum demokratycznego i praworządnego nigdy nie będą demokratyczne i praworządne żadne instytucje. Generalnie praworządność może być wprowadzone tylko przez elitę na poziomie centrum, bo tylko centrum może zapewnić regulacje, które nie są oparte na wyzysku i zapewnią udział ogółu w wszelkich wyborach, także środowiskowych. Jeśli będzie praworządność, a państwo nie będzie oparte na idei wyzysku, to można myśleć o demokracji etc. To o czym Pan napisał nie może być realizowane inaczej, niż przez walkę o prawa jednostki, a jeśli chodzi o te prawa to one są w takim samym stopniu gwałcone przez państwo, jak i samorządy, oraz korporacje zawodowe i inne.

  23. Polskie elity które tak tworzyły się po uzyskaniu niepodległości w 1919 zostały Celowo wytępione / piszę to z pełną świadomością / Najpierw przez Hitlerowców w walce o wolną Polskę którą podsycali Komuniści . A po tem przez samych komunistów pod przewodnictwem Stalina . Aby mogli rządić ci którzy biegali do Ruskich na skargi że Sanacyjni Polacy niszczą Polską klasę robotniczą . W Polsce ta walka trwała aź do lat gdy wypędzono wszystkich Żydów z Polski . Polscy komuniści swój komunizm przynieśli z więzień i gułagów gdzie cwaniactwo było na początku dziennym . Tak samo w Polsce wprowadzano ten sam socjalizm . Nawet Gierek który twierdził o nowej klasie Polskiej ludności i inteligencji która poprowadzi w świetlaną prxyszłość Polaków było wielkim oszustwem a było wszystko dmuchane z ecportu bez rozwoju naukowo technicznego kraju a stawianie na kopalnie gdzie utopiono miliardy dolarów które mogli przeznaczyć na nowoczesność . Nawet szkoły kształciły lub nie kształciły pod względem górnictwa

  24. @olafmel
    Na skutek nasilającej się walki klasowej powstala nowa, lepsza „postępowa” logika.
    Dotychczas było np tak:
    [(a ⇒ b) ∧ (b ⇒ c)] ⇒ (a ⇒ c)
    A teraz będzie tak
    [(a ⇒ b) ∧ (b ⇒ c)] ⇒ (a ⇒ Z)
    Gdzie „Z” – to jest to co akurat na danym etapie SŁUSZNE !
    🙂

  25. Antyteista
    11 lipca o godz. 17:44

    Ciekawe kiedy w Knesecie zdejmą menorę?

  26. @olafmel

    „Skoro w Polsce rządzi „reżim” a Jarosław Kaczyński jest „dyktatorem” – to ja mam następujące pytania:
    „1. Skoro jest to prawda – to jak to możliwe że wszyscy mogą sobie wypisywać co tylko chcą – np na tych łamach”

    Nie mogą.

    „w komentarzach zaś hulać do woli, nazywając „dyktatora” – „kurduplem”, „konusem” , „kulawym” itp”

    Nie mogą hulać do woli i nazywać. Zależy, kto aktualnie jest „dyktatorem”.
    BTW, że się tak po londyńsku wyrażę i zahulam, za Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej (wg dzisiejszej poprawnosciowej polszczyzny: ‚za komuny”) też można było nazwać takiego np. Ngo Dinh Diema dyktatorem, do woli.

    „Pierwsza zasada bowiem państwa totalitarnego jest taka ze nikt nie ma prawa dyktatora nazwac „dyktatorem” – a co dopiero ta cała reszta”

    Jak wykazano powyżej, nie była to zasada totalitarnego państwa PRL.

    „2.Jak to jest możliwe, że ktoś o takim nieograniczonym zasięgu władzy ( bo takrozumiem dyktature ) – nie może sobie wybudować
    czego chce i gdzie chce, bez pytania o jakąkolwiek zgodę ( w tym wypadku tzw „Dwie Wieże”)

    Bo najwyraźniej, koteczku, ktoś inny, kto tak naprawdę rozdaje karty, ma na to budowanie chrapkę. Kto to jest? Patrz odp. na pyt. 1.

    „Czyli co to za „dyktator” ???”

    Sam sobie odpowiedziałeś: to nie on jest dyktatorem.

    „Bardzo proszę o odpowiedzi !”

    Proszę bardzo, choć jestem ciekaw, czy puszczą.

    I na koniec, to ja mam pytanie do mieszkańca Londynu. W Londynie można bardzo brzydko nazwać premiera, a nawet panią Elżbietę Winddsor. Pytanie brzmi: no i co z tego?

  27. Dobrze uzasadniony pesymizm.
    Czemu nie nazwiemy tej ograniczonej, choć funkcjonującej demokracji przyszłości feudalizmem? Co złego w hierarchicznym systemem samorządowym, który jest jednocześnie systemem autonomii kulturowych i ekonomicznych?
    W większości państw azjatyckich feudalizm przetrwał z łatwością wątłe ataki demokracji liberalnej i widocznie doczeka nowych czasów w formie lekko zmodyfikowanej.
    Także na Bliskim Wschodzie prastary system państw-miast ma do dzisiaj wielu zwolenników. Taki może funkcjonować lepiej niż obecne formy państwowe i narodowe.

css.php