Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne
Uniwersytet

26.01.2020
niedziela

Uczelnie wyższe to wylęgarnia przestępców!

26 stycznia 2020, niedziela,

Za czasów minister Barbary Kudryckiej miałem honor być szefem Zespołu ds. Dobrych Praktyk Akademickich. Jednym z jego zadań, obok rozpatrywania skarg na plagiaty i inne nadużycia, było tworzenie dokumentów na ten temat, publikowanych następnie przez ministra. Jedna z napisanych przez nas broszur dotyczyła rzetelności badań naukowych oraz poszanowania własności intelektualnej, czyli głównie kwestii plagiatów.

Pozwalam sobie załączyć ten zapomniany już dziś dokument, który wszak nadal jest oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Nauki. Marzy mi się, aby znał go każdy rektor, dziekan, a przede wszystkim każdy promotor doktoratów, habilitant i doktorant. Jeśli czytają to pracownicy wyższych uczelni, to bardzo proszę o pomoc w propagowaniu tego opracowania, gdyż MNiSW od dawna tego nie robi.

No więc uczelnie wylęgarnią przestępców… Brzmi szokująco? Ale to prawda. Kradzieże własności intelektualnej są na polskich (i chyba wszelkich innych) uczelniach czymś codziennym, mają rozmiary masowe. Co więcej, prawie zawsze plagiaty (i tzw. autoplagiaty) powiązane są z oszustwem polegającym na wyłudzeniu nienależnej korzyści – od zaliczenia przedmiotu przez studenta aż po tytuł profesorski.

Do tego dochodzi masowy proceder pisania prac na zamówienie przez działających indywidualnie bądź firmowych „ghostwriterów”. Czy kiedykolwiek organy śledcze interesowały się tą kategorią przestępstw? Bynajmniej. Skopiowanie cudzego tekstu i opublikowanie jako własnego, a następnie wykazanie tej publikacji jako elementu własnego dorobku w przewodzie habilitacyjnym czy profesorskim – traktowane jest przez organy śledcze naszego państwa stanowczo mniej surowo niż kradzież roweru. A przecież złodziej rowerów nie zostaje w konsekwencji profesorem – dobrze wynagradzanym nauczycielem młodzieży.

Od 31 stycznia do 1 lutego Uniwersytet Śląski będzie gościł byłych stypendystów Fulbrighte’a z całego świata. Tematem ich konferencji będzie właśnie kwestia prawa autorskiego i jakości badań. Może tym razem głos specjalistów dotrze do uszu władzy? Bo jakoś nowa ustawa o szkolnictwie wyższym nie daje organom uczelni właściwych narzędzi do walki z plagiatami.

A tymczasem, mimo stosowania elektronicznego sprawdzania prac awansowych poprzez tzw. systemy atyplagiatowe, liczba wykrywanych plagiatów nie maleje, a gorliwość władz poszczególnych uczelni w procedowaniu spraw dyscyplinarnych nie rośnie. Skąd to wiem? Od dr. hab. Marka Wrońskiego, od wielu lat niczym samotny samuraj walczącego z plagiatami na polskich uczelniach. W „Forum Akademickim” opisuje prowadzone przez siebie boje o ukaranie plagiatorów, a opowieści to monotonne: oczywisty plagiat, następnie ukrywanie go bądź bagatelizowanie przez organa uczelni, działania pozorowane, łagodne kary lub ich brak. I tak w kółko.

Jak długo jeszcze? Strasznie żałuję, że nie zostałem w 2011 r. wiceministrem nauki, co proponowała mi Barbara Kudrycka. Niestety, gdy padła propozycja, Jarosław Gowin, obecny minister nauki, a wówczas minister sprawiedliwości, powiedział Donaldowi Tuskowi, że po jego trupie. Jeśli można coś „obiecać wstecz”, to solennie obiecuję, że gdybym został wówczas tym wiceministrem od uczelni, to wytoczyłbym wszystkie działa przeciwko plagiatom i nadużyciom naukowym.

No cóż, dziś jako szeregowy profesor i publicysta mogę tylko biadolić. Ale i tak lepsze to niż nic. Bo to właśnie obojętność i bezczynność środowiska sprawiają, że zastępy plagiatorów dokazują, jak im się żywnie podoba.

Skąd ta obojętność? Gdybyśmy zaczęli poważnie traktować plagiaty, trzeba by było wyrzucić mnóstwo studentów, jako że prace zaliczeniowe z reguły poważnie naruszają czyjąś własność intelektualną bądź w ogóle są oszukańcze (zamawiane, ściągane z internetu). Pryncypialny stosunek do tej kwestii wywróciłby wszystkie uczelnie. W Wielkiej Brytanii, gdzie młodzież prawie nie pisała niczego samodzielnie, wprowadzono system nakazujący wszystkim uczniom i studentom przesyłanie prac za pośrednictwem systemu antyplagiatowego, przy czym jednocześnie… tolerowano plagiaty. Oczywiście do jakiegoś stopnia, który z czasem obniżano. W ten sposób stopniowo nauczono Brytyjczyków jako takiej uczciwości.

U nas do tego daleko. Nieraz już zadawałem studentom prace pisemne, otrzymując 100 proc. prac oszukanych, czyli zawierających plagiaty. W większości przypadków studenci nawet nie wiedzieli, że „przeklejenie” czegoś z internetu, bez podania źródła, jest niedozwolone. Oczywiście, jeśli bardzo dokładnie wytłumaczy się studentom, czego nie wolno robić oraz w jaki sposób należy oznaczać zapożyczenia i cytaty, sytuacja radykalnie się poprawia. Niestety, cierpią na tym prace, bo większość studentów nie jest w stanie samodzielnie napisać czegokolwiek z sensem i gramatycznie. Wolimy więc przymykać oko na studenckie plagiaty. I tak to dalej leci – aż do profesury.

Ktoś, kto dopuszcza się plagiatu, nie tylko pokazuje intelektualną miałkość, lecz przede wszystkim moralną nieświadomość i brak poczucia honoru. Plagiat jest takim rodzajem nieuczciwości, który niszczy zaufanie społeczne u samych podstaw – tak jak wywożenie śmieci do lasu, kradzież prądu z trakcji, jeżdżenie na gapę i tysiące małych świństewek, które nie czynią bezpośredniej krzywdy konkretnej osobie, lecz psują całą społeczność, zamieniając ją w zbiorowisko cwaniaków, którzy zamiast zakładać, że każdy będzie przestrzegał reguł, mogą śmiało i z aprobatą zakładać, że będą je łamać, ilekroć uznają poniesienie kary za mało prawdopodobne.

W takim świecie przestępca to frajer, który dał się złapać (dobrze mu tak), a git człowiek jest sprytny i sobie poradzi. Gdy przyłapuję studenta na plagiacie, ten z reguły ma do mnie żal: nie mówił pan, że będzie sprawdzał… Pewnie, przecież byliśmy – razem z całym społeczeństwem – umówieni na grę pozorów i wzajemne oszukiwanie się, które przez swą masowość przestaje już być oszukiwaniem… A może to oni są normalni i mają rację, a my, staroświeccy puryści, wszystko psujemy?

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 36

Dodaj komentarz »
  1. Szanowny Panie Profesorze,
    Problem sięga szkoły podstawowej i gry pozorów rodzice-nauczyciel-uczeń. Zaczyna się od bagatelizowania ściągania i przepisywania prac. Na to jest pełne społeczne przyzwolenie a gdy próbowałem zwracać na to uwagę (gdy dzieci były w szkolnym wieku) to traktowano mnie jak głupiego, „coś pan, życia nie znasz?”. A czym skorupka za młodu….
    To nie jest nowy problem, raczej wiąże się z naszym stosunkiem do obowiązku, poszanowania reguł, zrozumienia znaczenia słowa konsensus czy kompromis. Dumy z własnej pracy jakakolwiek by ona nie była, czyli szacunku do siebie. Tego niestety jako ludzie i społeczeństwo nie umiemy. Szkoda.

  2. A może to nie kwestia uczelni wyższych, które są na końcu edukacji, ale całego systemu szkolnictwa? Czy odpisywanie zadania domowego na kolanie podczas przerwy od kolegi, albo ściąganie na klasówce, czy wyręczaniu w pracach domowych ucznia przez rodziców to już nie jest początek? A po co się to robi? Żeby dostać jak najwyższą OCENĘ. Nie, żeby zdobyć jak najwięcej wiedzy, posiąść umiejętności, wyjść ze szkoły wyedukowanym, ale żeby mieć jak najlepszą ocenę, która zapewni możliwość dostania się do kolejnej szkoły i tak cały czas. Na studiach dodatkowo jest motywacja w postaci gotówki jaką jest stypendium. Niska ocena stygmatyzuje w grupie, oszustwo jest więc najprostszym sposobem ratunku z opresji. Dodatkowo ten, co „zakombinował” ma status zaradnego, w odróżnieniu od kujona, który jest głupi, bo zmarnował cały czas na naukę, a doatał taką samą ocenę.

    Uważam, że wszystkiemu jest winny prymitywny system ocen w polskiej szkole.

  3. @ „… większość studentów nie jest w stanie samodzielnie napisać czegokolwiek z sensem i gramatycznie.”
    Moze zatem nalezy zaostrzyc kryteria przyjmowania na studia? I to na tyle mocno aby czlowiek nie rozumiejacy co sie do niego mowi, czyli o co pyta nie mial szans na pozniejsze legitymowanie sie, takze dzieki plagiatom dyplomem ukonczenia wyzszej uczelni. Nie narzekajmy na nieuctwo mlodziezy skoro nie ma kto jej uczyc.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. @404
    Nadal zapraszam do dyskusji na tym blogu. Obgadywanie nie przestaje byc obgadywaniem niezaleznie od tego jaka jest opinia obgadujacego na temat obgadanego – dobra czy zla. Nie wyraza sie swoich opinii o kims za jego plecami. To wszystko.

  6. Znaczenie i opis tematu zasługuje na wielkie uznanie

  7. Panie Janie kryminalizacja uczelni nie dotyczy tylko plagiatu, ale generalnie korupcji. Osobiście kiedy mam zaszczyt podać rękę jakiemuś pracownikowi naukowemu, natychmiast potem dokładnie badam, ile mi zostało palców, a potem ją dokładnie myję – wiele razy i różnymi środkami. I jeszcze na koniec wydaje zawsze mi się, że mam ręce brudne. Dlatego najczęściej udaje, że nie widzę wyciągniętej do mnie ręki pracownika naukowego.

  8. Plagiaty to ciężka patologia, kradzież cudzej własności intelektualnej przez tych, którzy należą do intelektualnej elity – budzi wstręt. Na szczęście, dzięki technologii, łatwo je wykrywać i demaskować. Schodząc jednak kilka stopni z drabinki patosu, żartem można stwierdzić, że akademiccy złodzieje składają w ten sposób ukłon przed wiedzą i nauką. Niestety, plagiat nie jest to najgorszym przejawem intelektualnej deprawacji.
    „Załóż, że jesteś intelektualnym hochsztaplerem i nie masz nic do powiedzenia, ale masz wielkie ambicje. Chcesz odnieść sukces na uniwersytecie, zgromadzić koterię pełnych czci uczniów i skłonić ludzi na całym świecie, by z szacunkiem podkreślali zdania w twoich książkach. Jaki styl wybierzesz? Z pewnością nie przejrzysty, ponieważ przejrzystość ujawniłaby brak treści. Jest prawdopodobne, że stworzysz coś w tym stylu:
    Widać tu wyraźnie, że pomiędzy łańcuchami linearnymi znaczącymi, czyli według autorów arche-pismem, a tą machinistyczną wielowymiarową i wieloznaczeniową katalizą, nie istnieje żadna wzajemnie jednoznaczna relacja odpowiedniości. Symetryczność skali, przeciwzwrotność, niedyskursywny patyczny charakter ekspansji — oto wymiary, które każą nam opuścić logikę zasady wyłączonego środka, a dla nas wystarczają do porzucenia przy tym ontologii binarnej, wspomnianej powyżej”
    To fragment recenzji książki sprzed ćwierć wieku: „Modne bzdury”, Alana Sokala i Jeana Bricmonta. http://www.racjonalista.pl/pdf.php/s,4007/q,Postmodernizm.obnazony.
    Autorem nie jest jakiś nawiedzony prawak, ale Richard Dawkins. A jeśli sytuacja uległa zmianie, to tylko na gorsze.
    I to jest najgorsze łajdactwo. Zatruwanie umysłów młodych ludzi bzdurami, uczenie ich ślepego podążania za fałszywymi prorokami, bezczelne szydzenie z nauki i rozumu. Odrażające, wprost wywiedzione z totalitaryzmów, podszywające się pod naukę ideologie tożsamościowe; postmodernistyczno-marksistowskie koterie, urządzające na uniwersytetach polowania na czarownice, w celu zniszczenie wolności słowa i badań naukowych – dokonały całkowitej konkwisty świata akademickiego. Poprawność polityczna w miejsce krytycznego myślenia, bezwolne uleganie dogmatom zamiast nieskrępowanych poszukiwań, apologeci najbardziej zbrodniczego z totalitaryzmów, w roli autorytetów intelektualnych i moralnych.
    Jak śpiewał Kaczmarski – „…mędrcy przed głupotą, łby schylają w hołdzie…”.
    Konsekwencje w pełni odczują nasze dzieci i wnuki, chyba nie ma im czego zazdrościć.

  9. https://wiadomosci.onet.pl/kraj/piotr-jesionowski-patorankingi-polskiej-edukacji/mh0gx0q
    Dopóki nie zdamy sobie sprawy, że presja narzucana na uczniów nijak się ma do mobilizowania i zachęcania do nauki oraz pogłębiania swojej wiedzy, dopóty raper Mata będzie miał materiał do kolejnych „Patointeligencji” – przekonuje na łamach „Rzeczpospolitej” nauczyciel i publicysta Piotr Jesionowski.
    …………………………………………..
    Jedną z głównych, jeśli nie zasadniczą przyczyną niskiego poziomu nauczania i w konsekwencji edukacji społeczeństwa jest, demoralizująca rola i wpływ Kościoła kat.
    Nauka i religia, wiara i wiedza wzajemnie się wykluczają, a u nas ta dychotomia rozkłada samodzielne myślenie na łopatki, powodując paraliż myślowy i moralny.
    Stąd już krótka droga do „jakośtobędzieizmu” i rzeczywiście, jakoś to jest, tylko nie zawsze tak, jak być powinno. Wystarczy konkordat, religia w szkołach, zapisy kk o obrazie jakichś uczuć, klauzula sumienia i temu podobne brednie o mocy paraliżującej samodzielne myślenie, aby w naszym kraju nigdy nie było normalnie. Refeudalizacja stosunków społeczenych, o których ja piszę na blagach Polityki od dłuższego czasu, została wreszcie zauważona nawet przez red. E. Bendyka.
    „Refeudalizacja
    O mechanizmie tym pisałem wielokrotnie, więc komentarz publicysty „Rzepy” mnie nie zaskakuje. Problem w tym, że jeśli się doń dołoży wyniki badań o mobilności społecznej, to okazuje się, że Polska jest krajem nie tylko jednych z większych nierówności społeczno-ekonomicznych w Europie, ale także o znikomej szansie na awans społeczny.

    Reforma edukacyjna – jak widać, są już konkretne efekty – stan ten petryfikuje i z podziału klasowego czyni wręcz podstawę dla podziału stanowego, w którym miejsce w strukturze społecznej w chwili urodzenia nie tyle określa szanse na karierę życiową, ile ją determinuje. W tym właśnie m.in. sensie konsekwencją rewolucji PiS będzie swoista refeudalizacja Polski. Pisałem o tym w ostatnim wpisie w „Antymatriksie”.”
    https://antymatrix.blog.polityka.pl/2020/01/26/po-nas-chocby-apokalipsa/?nocheck=1&sso_ticket=WbFMvXy7EbtFNdQXNdnaq8ou6h-lVCXTSbWymlBDm1ASQsXGXKdzH_EySBrTOMQ-Ckd8abUwoNoLBmsGJ-ZonHi_XrOZ-j74-fsu3tU7nTY

  10. To chyba jest proste. Jesli na „uczelnie” przyjmowane są osoby niezdolne do samodzielnego myślenia, wynik musi być taki jaki jest. Jeśli się nad tym zastanowić konto na fb czy instagram powinno automatycznie wykluczać kandydata z konsyderacji. Więc może lepiej pogodzić się z faktem iż w dobie internetu samodzielne myślenie sprowadza się do umiejętności przedtawiania idei innych jako swoje? Przecież tak właśnie doszedł do światowej sławy twórca fb.

  11. Brutalny plagiaryzm na bezczelnego, czyli skopiowanie i wklejenie na zywca to jedno, ale co z delikatnym plagiaryzmem polegajacym na skopiowaniu, zamiany kilku slow przy uzyciu synonimow i podaniu zrodla.

  12. System antyplagiatowy – w Niemczech także jest zastosowany, przynajmniej dla pracy Bachelor na Uniwersytecie im. Humboldta, Berlin. Akurat tyle wiem.

  13. Swego czasu pracowałem w Bardzo Dużej Firmie. Firma miała różne związki z Bardzo Poważnym Uniwersytetem.
    Studenci Bardzo Ważnych Kierunków tego Uniwersytetu masowo pojawiali się w Firmie, żeby uzyskać Bardzo Ważne Dane potrzebne do pracy licencjackiej lub magisterskiej.
    Wyglądało to tak : przychodzi student (albo pięciu) i słyszę : „jesteśmy od pana /pani profesor Kowalskiego / Kowalskiej. Poproszę o tabelkę A i B. ”
    Mówię : moja sekretarka ma przygotowane tabelki, zaraz dostaniecie. Ale może chcielibyście się czegoś więcej dowiedzieć o Bardzo Ważnej Firmie, poszerzylibyście wiedzę?
    Nie, nie, wystarcza nam tabelki.
    Mówię sekretarce : pani Kasiu, proszę wydać dyplomantom kopie tabelek A i B
    Na odchodnym mówię studentom : prosze pozdrowić ode mnie pana /panią profesor.
    Studenci, bardzo ucieszeni, potwierdzają : oczywiście, przekażemy pozdrowienia.

    Polska potęga umysłową jest i basta. W dziedzinie zawierzenia. Także w tabelki A i B.

  14. To teraz wiadomo skąd bierze się nasz sukces w rankingu światowych uczelni, mamy zaszczytne miejsce nr500? (przepraszam ale nie wiem o ile się pomyliłem).

  15. OSTRZEZENIE!
    Oto rezultat zżerania mięsa innych zwierząt.
    Ewolucja wyposażyła inne zwierzęta w wirusy obronne, którymi bronią się one przed człowiekowatymi.
    Obecnie jest to śmiertelny wirus „coronavirus”.
    Żółta rasa i jej odmiany zabijają i żrą wszystko, co się rusza między innymi psy, koty, świnki morskie, krokodyle, węże a także różnego rodzaju robaki.
    Wirus ten dzięki podróżom „żółtych” rozprzestrzenił się już poza Chiny do wielu innych państw świata.
    Kanadyjski epidemiolog w TV CBC stwierdził, że jedzenie mięsa z innych zwierząt powoduje wszystkie najgorsze choroby zakaźne.
    Afrykańczycy roznieśli po świecie małpopochodne wirusy takie jak AIDS i wiele innych, a azjaci roznoszą obecnie ten śmiercionośny wirus a wcześniej wiele innych.

    ps:
    Ciekawa jestem czy humaniści w Polsce i w innych krajach świata nadal popierają wielokulturowość i ruchy imigranckie do swoich krajów…
    Wszystkim mięsożernym człowiekowatym dedykuję niniejsze ostrzeżenie.

    https://www.cbc.ca/news/health/coronavirus-zoonosis-1.5440146

  16. A mówią że Kaczyński to plagiat Mussoliniego……. i żadnego programu anty-plagiatowego nie widać.

  17. Odróżnijmy, myślę, dwie rzeczy. Pracę zaliczeniową, z założenia wtórną, pisaną jak szkolne wypracowanie czy rozprawkę z dawnej matury. I pracę naukową.

    W tej pierwszej darowałbym sobie poszukiwanie plagiatów, oczywiście jeśli nie powstała ordynarną metodą kopiuj+wklej. Z założenia ona polega na kompilacji źródeł, wyszukiwaniu zdań nadających się do poparcia założonej tezy po książkach i artykułach.

    Te drugie, do których też zaliczyłbym prace licencjackie, magisterskie itp. wklejenie jakiegokolwiek cudzego tekstu jest oczywiście niedopuszczalne bez oznaczenia go cytatem i podania źródła.

    I jeszcze jedno- programy antyplagiatowe są zawodne. Mnie taki program zaznaczył jako plagiat powszechnie uznaną klasyfikację pewnej choroby. Cóż, pozostawiłem ją w artykule, tworzenie własnej, by zadowolić program, było bez sensu.

    I jeszcze dwa słowa o tzw. „autoplagiacie”. Jeśli na dany temat powstaje cykl artykułów, to „autoplagiat” jest właściwie nie do uniknięcia. Za to powinien być jednoznacznie oznaczony.

  18. @Niezapominajka
    Znamy już twoją receptę na wspaniałe życie. Zabić wszystkich, którzy zabijają. Ostatni gasi światło i sam sobie strzela w łeb.

  19. @kormoran
    26 stycznia o godz. 11:07
    Ta ,,linia” dotyczy każdej relacji w tym (???) kraju.
    Państwo-obywatel
    Zatrudniajacy-pracownik
    Rynek -ludzie.
    Wszędzie…

  20. Nie darmo mówi się, że ryba psuje sie od głowy. Potem taki ,,profesór” ma ,,takich” doktorantów a ci są promotorami ,,takich,” magistrantów, potem ci magistrowie niosą ,,żagiew” ,,takiej” wiedzy do szkół, urzędów, służb, szpitali. A tam ,,towar do obróbki” czyli uczniowie, chorzy, pracownicy zapoznają się z ,,wiedzą” rzeczonych…

  21. Oto przykład bełkotu i intelektualnego hochsztaplerstwa na tym blogu:
    @schfeyk, 26 stycznia o godz. 13:40
    „… Odrażające, wprost wywiedzione z totalitaryzmów, podszywające się pod naukę ideologie tożsamościowe; postmodernistyczno-marksistowskie koterie, urządzające na uniwersytetach polowania na czarownice, w celu zniszczenie wolności słowa i badań naukowych – dokonały całkowitej konkwisty świata akademickiego. Poprawność polityczna w miejsce krytycznego myślenia, bezwolne uleganie dogmatom zamiast nieskrępowanych poszukiwań, apologeci najbardziej zbrodniczego z totalitaryzmów, w roli autorytetów intelektualnych i moralnych.”

  22. Problem w znacznej mierze wynika z lekkomyślnego upowszechnienia szkolnictwa wyższego kosztem zawodowego/ technicznego. Trzydzieści lat temu studiowało około 10% młodzieży; teraz blisko jedna-trzecia. Na studia nieuchronnie trafiają ci, którzy powinni w życiu – z pożytkiem dla siebie i innych – zająć czymś innym, niż pisanie prac semestralnych. Co więcej, ta umiarkowanie rozgarnięta młodzież obecnie uczelnie dominuje.

    I zamiast budowlańców, których zaczyna brakować, polska gospodarka pod dostatkiem będzie mieć magistrów buddologii.

  23. @ Piotr II
    26 stycznia o godz. 20:22
    A mówią że Kaczyński to plagiat Mussoliniego…….

    Różnie mówią. Bo ja słyszałem to samo o Dudzie 🙂

  24. @Slawczan

    No właśnie, czy na pewno to tylko „w tym kraju”? Czy nie jest tak, że skłonność do oszukiwania w celu zapewnienia sobie lepszego bytu i przetrwania to powszechny w całej przyrodzie proceder? Czy nie jest tak, że próbujemy udawać, że nie jesteśmy jedynie jednym z gatunków zwierząt i oczekujemy od siebie rzeczy niemożliwych?

    Ciekawi mnie kwestia, czy sztuczna inteligencja nauczy się kiedyś oszukiwać?

  25. A ściąganie na egzaminach? Przecież to też plaga. Zaczyna się już w szkole podstawowej, a kończy przed magisterium. Kiedyś student robił papierowe ściągi w formie małych harmonijek i pisząc je czegoś się jeszcze uczył, potem doszły profesjonalne wydruki małą czcionką, a w końcu zaczęli używać do tego komórek, na które umówiona osoba nie bieżąco wysyła prawidłowe odpowiedzi. Niektórzy potrafią po kilka razy przystępować do egzaminu i mimo przyłapania i odebrania telefonu nadal korzystać z niedozwolonej pomocy, jak małe dzieci, a osobie zastępującej egzaminatora – sam to przerobiłem – proponować wyjście na chwilę, dla „poprawy wyników” – „nie powiemy Panu profesorowi (doktorowi itp.)”.

  26. „Wyższe uczelnie są nie po to aby kształcić studentów , ale aby pracownicy mogli robić karierę naukową . ” Przepisy obowiązujące za czasów PRL-u nakazujące rotację z urzędu doprowadziły do inflacji jakości tzw. działalności naukowej i wysypu profesorów , szczególnie w naukach humanistycznych i społecznych . Uczelnie muszą z konieczności obniżać kryteria oceny studentów aby pracownicy naukowi mieli pracę .
    Pełno takich profesorów możemy teraz oglądać w TV jak budują ” maszynę bezpieczeństwa narracyjnego „

  27. „Uczelnia wyższa jest nie po to aby kształcić studentów , ale aby pracownicy mogli robić karierę naukową „. Aby utrzymać się na uczelni należało mieć koniecznie publikacje naukowe , jakie bądż , byle były. I stąd inflacja jakości tych prac i wysyp profesorów zwłaszcza w naukach społecznych i humanistycznych . Z kolei aby zachować pracę na uczelni muszą oni obniżać kryteria oceny studentów .
    Możemy ich teraz oglądać w TV jak rozprawiają na temat ” maszyny bezpieczeństwa narracyjnego ” .
    xawery39@gazeta.pl

  28. polska socjalistyczna
    27 stycznia o godz. 3:48
    Gratuluję, bardzo merytorycznie i kompetentnie. A na samą myśl o powrocie do Polski socjalizmu, po kręgosłupie przechodzi rozkoszny dreszczyk. I aż łza wzruszenia kręci się w oku, na wspomnienie o towarzyszach Stalinie czy Bierucie.

  29. adam10
    27 stycznia o godz. 9:01
    A mówią że Kaczyński to plagiat Mussoliniego…….

    „Różnie mówią. Bo ja słyszałem to samo o Dudzie ”
    Adam…..co prawda bardzo niechętnie 🙂 ale muszę ci przyznać rację.
    No to należy się sprostowanie: Duda to plagiat… Kaczyńskiego !

  30. @schfeyk, 27 stycznia o godz. 14:15
    A któż chłopcze nauczył twoich dziadków alfabetu, jeśli nie właśnie ludzie Bolesława Bieruta, nie mówiąc już kto was wyzwolił, jeśli nie Józef Stalin, no chyba że wykupiliście własną skórę „bimbrem i schabem”. Zrozumiałeś co piszę?

  31. PROFESOR WOJCIECH KRYSZTOFIAK POTRZEBUJE POMOCY:
    „Szanowni Państwo
    W mijającym tygodniu zapukał do moich drzwi komornik z tytułem na 72 tys. złotych za napisanie dwóch tekstów publicystycznych w 2012 roku i 2013 roku pt. „Uniwersytety polskie – naga smutna prawda” oraz „Uniwersytety polskie – naga smutna prawda II”. Teksty dotyczyły kondycji polskiego systemu akademickiego. Zajęto mi konta bankowe. Moje teksty sa chyba obecnie najdroższymi w Polsce, za które musi zapłacić sam autor. I nie żartuję. Zorganizowałem zrzutkę „Wolnykraj” – bo to jest próba zmrożenia publicystów, zasiania strachu wśród piszących i mówiących publicznie. Jestem zmrożony. Pomógł mi prof. Hartman, który opublikuje na łamach „Polityki” 05 lutego tekst o tym wydarzeniu. Mam prośbę, abyście udostępniali link do zrzutki – może uda mi się wyjsć z tej opresji dzięki czytelnikom i zdobędę powera, potrzebnego do dalszego pisania na tematy ważne społecznie w interesie publicznym. Tak napisał prof. Jan Hartman: „To nie jest zbiórka na chore dziecko. To jest zbiórka na zdrowego profesora filozofii, ofiarę skrajnie niesprawiedliwego wyroku za krytykę przysłowiowych „wyższych szkół gotowania na gazie”. Prof. Krysztofiak był moim kolegą w czasie studiów na KUL, lecz nie dlatego mu pomagam. Został skrzywdzony za slowa, i to słowa prawdziwe, wypowiedziane w interesie publicznym. Przeczytajcie, co go spotkało, i wesprzyjcie choć małą kwotą. Dziękuję.”
    /Wojciech Krysztofiak/

    https://pomagam.pl/wolnykraj?fbclid=IwAR3rI2wkOEcxFclQRsvFyVhYa6iuzcVo7f27WbzR_b-zDqd5QYOKN86wQ8A

    Popieram działalność publicystyczną Profesora W.Krysztofiaka i przyłączam się do akcji pomocy finansowej w obronie podstawowych praw i wolności w Polsce.
    Niektórzy nadal bronią sędziów i sądów, a tymczasem 90% tych ludzi to lobbyści rządzących i kościoła pokroju Rzeplińskiego, który za swoją prorządową i prokościelną działalność został nagrodzony papieskim medalem.
    Proszę pamiętać, że sprawa Prof.W.Krysztofiaka trafiła do sądów w czasie rządów PO-PSL i jest przez PiS kontynuowana.
    To peowsko-pisowsko-kościelne badziewie chce zamknąć usta odważnym i mówiącym prawdę ludziom.

  32. Szanowny Panie,
    Przyznaję, że nie przeczytałem tego wpisu chociaż wydaje się, że mój komentarz odnosi się także, pośrednio, do niego.
    Otóż w ostatnim numerze Polityki przeczytałem Pana tekst na stronie 88-ej.
    Cytuję:
    „Aksjomatem tego systemu jest wolność wypowiedzi, a przez to i niezależność sądu obywatela. Aksjomat ten jest wszelako zaledwie postulatem, bo rzeczywistą niezależność sądu oraz niezbędną dla niego zdolność analizy posiada zaledwie ułamek tej masy, która bierze udział w formowaniu opinii publicznej i w różnych głosowaniach.”
    (…)
    „Jednak to nie pozór autonomii jest największym oszustwem naszego systemu demokracji, lecz naiwny, ludowy sceptycyzm, który wynika z przymilnego wmawiania ludziom, że jako wolni obywatele zdolni są do osobistego osądu spraw.”
    (…)
    „Mamy demokrację, przeto każdy myśli i mówi, co chce.”
    Jan Hartman (Polityka nr. 4 (3245) 21.01-28.01.2020 str. 88)
    Ciekawy jestem jaki „ułamek” miał Pan na myśli? Jak wiemy ułamek może oznaczać „prawie wszyscy” (powiedzmy 0.99), jak i „prawie nikt” (powiedzmy 0.001).
    Od siebie dodam, że jeszcze 5 lat temu myślałem, że do tego ułamka należy jakieś 50 tysięcy dorosłych mieszkających w Polsce. Dzisiaj podzieliłbym to przez 2 (dwa). Stąd mój szacunek ułamka (przy założeniu, że dorosłych mieszkańców Polski mamy 20 mln) to między 0.001, a 0.0015. Jeżeli mielibyśmy go podwoić to powinniśmy obdarzyć drugą połowę złą wolą albo intencjami.
    Rozumiem, że stosując popularny kontekst do cytowanych fragmentów należy przyjąć „niewielki ułamek”. Ciekaw jestem jak niewielki i jak w kategoriach liczbowych szacuje Pan wartość tego „ułamka”?
    Z szacunkiem i oczekiwaniem kontrowersyjnej wypowiedzi

  33. Kiedyś mówiło się, że jak nie wiesz, co chciałbyś studiować i nic cię specjalnie nie interesuje, wybierz prawo. Popyt na prawników jest zawsze duży. Chyba podobnie jest z zarządzaniem, niezwykle modnym kierunkiem na różnych uczelniach od Pcimia po Lublin czy Kraków.
    Tak się składa, że ostatnio ludzie po prawie i/lub zarządzaniu, robiąc kariery polityczne, budzą… zdziwienie i zawstydzenie u promotorów swoich prac doktorskich (pewnie i magisterskich). Vide przypadek prezydenta Dudy
    Już od lat okazuje się, że polityczna przyszłość jest także przed historykami (Tusk, Komorowski, Morawiecki, Macierewicz i in.). Ciekawe dlaczego?

  34. @J.E. Baka – jak prowadzący wymaga wrąbania danych na pamięć, to walczy ze ściągającymi. Jak wymaga myślenia, to ściągi u niego są nieprzydatne.

  35. polska socjalistyczna
    27 stycznia o godz. 21:39
    Jednego z moich dziadków, który dziwnym trafem był gramotny, Stalin wyzwolił w Miednoje od trudów doczesnej egzystencji. Drugi, za karę że był nauczycielem, wrócił z proletariackiego raju w 1956r.
    A ty, trudniąc się apologią totalitarnych ludobójców, sam wystawiłeś sobie świadectwo. Rosjanie, na takich jak ty, mówią: czmo, lub bardziej swojsko i znacznie dosadniej.

  36. @Antyteista, 28 stycznia o godz. 17:56

    „Niektórzy nadal bronią sędziów i sądów, a tymczasem 90% tych ludzi to lobbyści rządzących i kościoła pokroju Rzeplińskiego, który za swoją prorządową i prokościelną działalność został nagrodzony papieskim medalem …
    To peowsko-pisowsko-kościelne badziewie chce zamknąć usta odważnym i mówiącym prawdę ludziom”.

    Jeśli się nie mylę Rzepliński to jeszcze większy nędznik niż myślisz, podajże jest współtwórcą faszystowskiej Ustawy Instytutu Polskiej Nienawiści IPN, czy można być bardziej nikczemną kreaturą ?

  37. Problem dotyczy głównie nauk humanistycznych i głównie prac nie ściśle naukowych. Plagiat w stylu kopiuj wklej to dość żenujący sposób plagiatowania, a obawiam się, że programy antyplagiatowe nie wykrywają plagiatów istotnych, czyli przywłaszczania sobie cudzych wyników badań. Praca naukowa to nie dzieło literackie, ani tym bardziej „obrazek” złożony z liter. Jest ona natomiast relacją z pewnych przeprowadzonych badań, eksperymentów, z samodzielnych odkryć naukowych, jej język jest sprawą drugorzędną. Nawet w humanistyce powinna być sprawozdaniem z pewnego procesu myślowego, choć tam manipulacja słowem jest niestety możliwa. Nie wyobrażam sobie plagiatowania w matematyce, tam każda praca wnosi coś innego, rozwiązuje jakiś problem. Może się zdarzyć, że przez przypadek ktoś powieli czyjeś twierdzenie, ale dobry recenzent to wychwyci i albo odrzuci pracę, albo gdy metoda udowodnienia znanego twierdzenia jest istotnie nowa przyjmuje ją pod warunkiem odpowiedniego cytowania. W naukach przyrodniczych ogromna większość pracy naukowej polega nie na napisaniu, ale na zrobieniu odpowiednich badań lub eksperymentów w laboratorium lub w terenie, a sama praca jest tylko opisem tego. W niektórych naukach humanistycznych, np. historii, psychologii czy socjologii praca też polegać powinna na bądź poszukiwaniu i badaniu źródeł, bądź pomyśle i przeprowadzaniu ankiet, pracowitym wyszukiwaniu informacji, przeprowadzaniu wywiadów. A to co napisane – to tylko opis tej pracy. Oczywiście czasem jest prawie niemożliwe sprawdzenie rzetelności pracy, np. ornitolog liczy żmudnie ptaki w jakimś lesie, a mógłby teoretycznie wyssać dane z palca. Ale tego nie robi, nie tylko dlatego, że jest uczciwy, ale też dlatego, że sam bardzo chce wiedzieć, jaki jest skład awifauny tego lasu – to jest jego pasja. Matematyka jest uprzywilejowana, tam każdy fachowiec może prześledzić poprawność rozumowania i poszukać w źródłach, czy twierdzenie jest znane. Dlatego w matematyce na poziomie naukowym plagiaty się prawie nie zdarzają, choć mogą się zdarzać w podręcznikach i pracach studenckich. Szkoda, że prof. J. Hartman, syn matematyków o tym nie wspomniał. (Miałem zaszczyt znać jego Rodziców, z jego Mamą wspólnie pracowałem w Instytucie Matematyki Politechniki Wrocławskiej)

css.php