Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne

28.02.2012
wtorek

Profesur to ma klawe życie!

28 lutego 2012, wtorek,

Mój ojciec był profesorem co się zowie. Jeździł taksówkami i chodził do empiku na Plac Kościuszki we Wrocławiu czytać „Le Monde”. A nawet latywał to tu to tam po świecie, chyba że akurat podpadł bezpiece i miał szlaban. Latywał też do Warszawy na różne tam naukowe posiedzenia w PAN etc. i czasem mnie ze sobą zabierał. Huczący turbośmigłowiec produkcji radzieckiej unosił nas wysoko ponad socjalistyczną ojczyznę a piękna stewardessa pochylała się nade mną z tacą pełną półksiężycowatych cukierków w przezroczystym celofanie: żółte były cytrynowe a pomarańczowe – pomarańczowe. Sięgałem po nie z niejasnym poczuciem grzechu. Intensywne ssanie odtykało uszy a słodycz zalewała gardło i serce malutkiego mężczyzny. Po wylądowaniu braliśmy taksówkę z Okęcia do Pałacu Staszica albo na Plac Dzierżyńskiego, do hotelu. Ojciec sadowił się wygodnie na kanapie luksusowej Warszawy, zapalał carmena, a ja przylepiałem nos do szyby, chłonąc oczami splendory stolicy. Oglądaliśmy tam kiedyś, jak dźwig osadzał na wieży Zamku Królewskiego wielką kopułę, a innym razem delektowaliśmy się cudami techniki na nowo otwartym Dworcu Centralnym: ruchomymi schodami i rozsuwanymi drzwiami na fotokomórkę. Był wielki świat, nie to, co teraz.

Dziś już sobie w taksówce nie zapalisz, a na posiedzenia profesor Hartman junior jeździ do Warszawy pociągiem, klasą drugą. Z carskiej rewerencji dla profesorów, odziedziczonej przez ZSRR i zaszczepionej rządcom naszych „demoludów”, niewiele już zostało. Można powiedzieć, że ojciec był profesor pierwsza klasa, a ja profesor druga klasa. Zawsze to jednak coś.

Piszę o tym wszystkim – nie zgadniecie – w związku z planowaną nareszcie reformą emerytur. Otóż profesor, nawet ten drugiej klasy, ma tak dobrze, że o żadnej emeryturze nie chce słyszeć. Wywalczyliśmy sobie prawo do nieprzechodzenia na emeryturę w wieku 65 lat i pracowania jeszcze przez pięć. A gdy już zbliża się siedemdziesiątka, rozdrabniamy się nad miesiącem szczęśliwego rozwiązania ciąż naszych macierzy, bo od tego zależy, czy bezduszni biurokraci wyślą nas na emeryturę już teraz zaraz, czy może dopiero po zakończeniu kolejnego roku akademickiego. Gdy jednak przychodzi The Day i musimy odejść, to udajemy się na kawę do rektora, w nadziei użebrania jeszcze roczku na połóweczce etaciku. Na odczepnego dostajemy jeszcze semestrzyk i nuże szukać sobie roboty u prywaciarza, bo tam wolno zatrudniać emerytów. I tak ciągniemy do 75 albo 85, aż nam wyżre synapsy ze szczętem. Robota polega na tym, że raz w tygodniu zasiadamy za stołem w sali wykładowej i ględzimy trzy po trzy do tuzina osobników zajętych swoimi komórkami, za co nam należy się cztery kawałki, a obecnym i nieobecnym na wykładzie pięciu tuzinom wnusiów dyplom pedagoga albo innego ekonoma. Żyć nie umierać.

Ja bardzo proszę Pana Premiera, żeby w swojej reformie emerytalnej nie zapomniał o nas, profesorach, i w ramach wspierania nauki polskiej zechciał nie podwyższać nam wielu emerytalnego, lecz w drodze wyjątku wręcz obniżył go o trzy lata.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 61

Dodaj komentarz »
  1. Czy do wspomnień o szacownym Pana ojcu konieczną była wzmianka o przygodach z UB. Ja całe swoje życie przeżyłem na różnych wrażliwych stanowiskach i nie spotkałem nigdy funkcjonariusza. Opiekowali się chyba szczególnym rodzajem ludzi nazywanych teraz ludźmi wpływu lub mających niewskazane wówczas kontakty. Teraz jest to jednakże modne, dorabianie sobie kombatanckiej biografii. Niedawno jeden Pana kolega z UJ pisał w uczelnianym wydawnictwie o swoich perypetiach ze znalezieniem pracy i to w latach pięćdziesiątych. Przy każdym podejściu wymagano zapisania się do partii, inaczej won. Zapomniał biedak, że wtedy obowiązywały nakazy pracy i każdy musiał pracować. Mniejsza o jego imię, ale ja podjąłem wtedy pracę z nakazu, szybko awansowałem na wysokie stanowisko w fabryce i dopiero po latach przypomniano sobie, że powinienem się zapisać. Gdyby Pan nie był filozofem, a specjalistą na pewno mógłby Pan latać do Warszawy i obijać się taksówkami. Wielu moich kolegów z uczelni technicznych załapało się jeszcze i w wolnej Polsce dorobili się fortun. Filozofom zawsze było gorzej. Ale co filozof to filozof.

  2. No i obowiazujacy swiatopoglad byl swiecki chcialoby sie dodac do tych slodkich wspomnien.

    No coz pogledzic sobie mozna i do grobowej deski.
    Nawet na lozu smierci niektorym wciaz sie chce gadac.
    Wielu robi to za darmo czy wrecz z nawyku…

    Gorzej z noszeniem woreczkow czy pchaniem taczki.
    Bedzie strach chodzic po ulicach jak 67-cio letni robotnicy drogowi beda wymachiwac (!) kilofami…

    Dzieki Profesorze za dzien bez kosciola!

  3. Wzorcem dla profesury powinien być niedawny jubilat- Bartoszewski….
    Profesura to służba, nie praca. Na stanowiskach powinniście trwać do końca!!! Taka „Placówka” ostatnia reduta, Masada……

    Niestety, rząd pod podszeptem pani Kudryckiej, szykuje rzeź niewiniątek.
    Dożywotni doktorzy i adiunkci będą mieli 8 lat na wykazanie się rozwojem naukowym.
    A cóż może zrobić 50 letni doktor? Do szkoły? Tam też redukcje i likwidacje……

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. wiesiek59
    28 lutego o godz. 12:08

    Wzorcem dla profesury powinien być niedawny jubilat- Bartoszewski….’

    Wiesiek,
    przy calym szacunku dla naszego wybitnego staruszka i nadautorytetu to do tytulu profesora
    konieczne jest posiadanie stopnia doktora habilitowanego, a wcześniej magistra i doktora.

    Naszemu szacownemu chodzacemu pomnikowi chyba sie nawet nie udalo przez wrednych komunistow zdobyc tytulu magistra…gdyz:
    „…Złożył na ręce profesora Juliana Krzyżanowskiego pracę magisterską, jednak decyzją rektora UW Stanisława Turskiego został w październiku 1962 skreślony z listy studentów….”

    Moze nie zaraz profesorem ale niech zostanie profesurem.
    Tyle ma zaslug, ze dorabianie tytulow mu chyba nie potrzebne.

    Mielismy juz prezy-dęta magistra po co nam dorabiany profesor.

  6. Andrzej Falicz
    Pisałam już chyba sto razy na różnych glogach, że w przypadku Bartoszewskiego stosowany jest wobec niego grzecznościowo tytuł profesora. To taki obyczaj w cywilizowanym swiecie, że przysłuje tym, którzy byli zapraszani na wykłady jako tzw. visiting profesorowie., ponieważ doceniano ich WIEDZĘ w jakiejś dziedzinie, a nie tylko formalne wykształcenie. Bartoszewski był właśnie takim visit prof. na uczelniach polskich i niemieckich.
    Jego dorobek naukowy to kilkadziesiąt prac źródłowych, w tym fundamentalne opracowania m.in. na temat powstania warszawskiego, czy okupacji w Polsce.
    Ja na przykład dziękuję za takich naukowców-ideologów „prawicowych”, jak profesorowie Żaryn, Bender czy Ryszard Nowak. Nie przypominam też sobie, żeby prawie profesor (dr. fab.) Lech Kaczyński popełnił jakieś znane prace naukowe z dziedziny prawa, o ile w ogóle popełnił.

  7. Przepraszam za literówki itp., ale pisałam w pewnym wzburzeniu.

  8. Do tej pory pamiętam wrocławski bal dyplomowy mojej siostry matematyczki w roku 1966.Przy sąsiednim stoliku siedział profesor Hartman.Wiem bo siostra pokazała z najwyższą rewerencją.Byliśmy wówczas dumnymi młodymi matematykami.
    Władza,całkiem niematematyczna,czuła respekt.
    Władza obecna ,także całkowicie niematematyczna,ma za dużo spraw na głowie.Afera za aferą,mocarstwowośc,troska o UE,NATO,rynki i głównie dpę własną.
    Brak,niestety,komfortu pozwalającego na rozważanie o matematyce,filozofii,
    profesorach.A któż to rozróżni profesora od profesora a matematykę od GMO.Wiedza,że kilkadziesiąt równań matematycznych jest podstawą naszej cywilizacji (dzięki fizykom i matematykom dostarczającym narzędzi) jest głęboko nieobecna.To są,excuse le mot,
    pierdoły.Business is business and show must
    go on.
    Pana oczekiwania,że władza się pochyli nad pana wiekiem emerytalnym,sam pan teraz rozumie,to złudzenie.Zostaje Panu tylko zęby zacisnąc (ostrożnie) i blogi zapełniac by klikalnośc i zdolności reklamowe podwyższyc.

  9. Co do mozliwosci awansu bez przynaleznosci do partii, to mam zupelnie inny obraz niz wspisany tu forumowicz.
    Moj ojciec w kilka lat po wojnie zostal zawiadowca kopalni (tak sie nazywalo wtedy to stanowisko, teraz chyba – utrzymanie ruchu) nie tylko jako bezpartyjny, ale i wrog publiczny, ale… znal niemiecki i mogl czytac mapy gormicze, instrukcje obslugi sprzetu, wydobycia itd.. Awans z tego stanowiska wiazal sie z zapisaniem do partii. Taka byla kariera calego dozoru gorniczego w dolnoslaskich kopalniach.
    Kiedy ja zaczynalam prace, nie bylo nakazow, ale nie bylo problemu z jej znalezieniem. Natomiast wszelki awans w ‚moim” poteznym, slynnym kombinaciem byl zwiazany z wstapieniem do partii. Dotyczylo to juz stanowiska mistrza zmianowego. Niepartyjni bywali natomiast kolejni dyrektorowie od eksportu, czy wyodrebnionych jednostek wspolpracujacych z zagranica.
    A jak bylo z dyrektorami placowek szkolnych, zapomnielismy? Zreszta nie tylko z nimi, nie wszyscy pracowali na uczelniach, czy tez byli tworcami, gdzie bylo latwiej sie przeslizgnac.

  10. ,,Ja bardzo proszę Pana Premiera, żeby w swojej reformie emerytalnej nie zapomniał o nas, profesorach, i w ramach wspierania nauki polskiej zechciał nie podwyższać nam wieku emerytalnego, lecz w drodze wyjątku wręcz obniżył go o trzy lata”……BO JAK….

    .”musimy odejść, to udajemy się na kawę do rektora, w nadziei użebrania jeszcze roczku na połóweczce etaciku. Na odczepnego dostajemy jeszcze semestrzyk i nuże szukać sobie roboty u prywaciarza, bo tam wolno zatrudniać emerytów. I tak ciągniemy do 75 albo 85, aż nam wyżre synapsy ze szczętem. Robota polega na tym, że raz w tygodniu zasiadamy za stołem w sali wykładowej i ględzimy trzy po trzy do tuzina osobników zajętych swoimi komórkami, za co nam należy się cztery kawałki, a obecnym i nieobecnym na wykładzie pięciu tuzinom wnusiów dyplom pedagoga albo innego ekonoma. Żyć nie umierać”.
    Jakie to przykre -,,papierowa demo- kracja, każdemu według komórki”

  11. Tzw. tytuł profesorski to taki przeżytek z dawnych czasów kiedy wszystko wymagało zarejestrowania. Piosenkarz zarabiał w zależności od kategorii przyznanej przez odpowiednie ciało, wykładający na uniwersytecie piął się po szczeblach jak oficer w armii a szczytem była profesura. Zresztą żaden tytuł naukowy a jedynie nominacja najwyższego ciała. I wcale do kierowania katedrą tytuł taki nie był konieczny. A jeśli chodzi o tytuł „profesorski” to jest to taka trochę powiedzmy forma grzecznościowa należna każdemu wykładowcy na uczelni a bywało, że i w szkole średniej. Tylko co do tego ma wiek emerytalny? Jestem emerytem od wielu lat, nawet „przyspieszonym” emerytem i chwalę sobie ów stan nad zwyczaj. PO jaką cholerę chce pan gospodarz pracować do 80 lat? Dla pieniędzy? I co z nimi zrobi? Następne pieniądze? A świat jest taki piękny nawet gdy reumatyzm dokucza.
    Z poważaniem W.

  12. Proszę przyjąć moje poparcie. Emeryturę należy wypłacać prof. Hartmanowi od jutra, niech się wykaże na blogu całą swoją werwą publicystyczną – cała przyjemność po naszej stronie.

  13. A w takim kraju jak USA profesor (ktory juz posiadl tzw. „tenure”) moze pracowac praktycznie do konca zycia (i wielu tak faktycznie czyni). Nikt nie jest w stanie „jego” (czy tez „jej”) zmusic do przejscia na emeryture…

    P.S. Pan Hartman byl zmuszony latac „huczącym turbośmigłowcem produkcji radzieckiej” nad Polska, ja zas kilkakrotnie bylem zmuszony, by latac huczacym turbosmiglowcem (produkcji brazylijskiej) nad kilkoma stanami USA…
    Tyle, ze tutaj na tak krotkich lotach nawet cukierkow nie rozdaja!

  14. przy calym szacunku dla naszego wybitnego staruszka i nadautorytetu to do tytulu profesora
    konieczne jest posiadanie stopnia doktora habilitowanego, a wcześniej magistra i doktora.

    A to Polska wlasnie! Przez ostatnie 2o lat nie dokonano zadnej RZECZYWISTEJ reformy silnie zbiurokratyzowanego i wielce feudalnego systemu nauki i szkolnictwa wyzszego w Polsce. I uczelniany beton utrzymal „habilitacje” i tak oczywisty nonsens jak nadawane przez panstwo (tzw. „belwederskie”) profesury…

    P.S. W wiekszosci (bardziej rozwinietych) krajow profesura to tylko stanowisko na danej uczelni… i nic wiecej!

  15. Przepraszam, ale czy jest miejsce na radość z kontaktu ze studentami? wymianę myśli? Radość Pigmaliona z tworzenia z czegoś nieustalonego CZŁOWIEKA?
    Czemu profesorom tę radość odbierać?
    Niektórzy nie żyją po to by KONSUMOWAĆ…
    „tu mi dobrze, tu mi ciepło, tu się będę rozmnażać- ” maksyma życiowa pierwotniaka…..
    Nauczyciele pasjonaci lubią się DZIELIĆ, bezinteresownie….

  16. „Można powiedzieć, że ojciec był profesor pierwsza klasa, a ja profesor druga klasa.”

    Nie wydaje mi się, aby konieczne było zaraz stosowanie tutaj klasowego podejścia. Spokojnie można odłożyć na bok filozofie (marksistowskie) i ograniczyć się do Królowej Nauk. Pamietając sylwetkę Szanownego Ojca, nigdy nie dziwiłem się Jego pracy nad zbiorami szczupłymi. A Gospodarz, o ile Jego zdjęcie nie kłamie, jest po prostu wynikiem praktycznego zastosowania ojcowskiego Twierdzenia o pogrubianiu.
    Pucuś a nie żaden profesor drugiej klasy. 😉
    Życzę zdolności harmo(nijnego) analizowania problemów bioetycznych aż do setki.

  17. Andrzej Falicz 28 lutego o godz. 11:47
    „No i obowiazujacy swiatopoglad byl swiecki chcialoby sie dodac do tych slodkich wspomnien.”
    „Dzieki Profesorze za dzien bez kosciola!”

    Ale by się pan A.F. zdziwił usłyszawszy profesorów i doktorów matematyki recytujących fragmenty ministrantury po łacinie…z okazji bycia ministrantami w młodości…no ale oni byli współtwórcami (wraz z Ojcem Gospodarza) bardzo znaczących w historii polskiej matematyki seminariów a nie nawiedzonymi fanatykami jak A.F.
    Rzeczywistość jak zwykle bywa sto razy barwniejsza od ideologicznej sztampy.

  18. Dziwny zbieg okoliczności – moja mama też była profesorką, co się zowie i ja także latając czasem Antonowem 24 do Warszawy, częstowany byłem przez śliczne panie stewardessy takimi samymi cukierkami, w takich samych, celofanowych „papierkach”, wybierałem wtedy pomarańczowe. Na lotnisku taksówka – jednak tu podobieństwo się kończy, gdyż stamtąd trasa wiodła nie na pl. Dzierżyńskiego, Lenina, Applebauma, czy Kiereńskiego, a na pl. Trzech Krzyży.

    Bolszewicy przybyli z ZSRR może i mieli rewerencję dla profesorów, ale głównie takich, którzy byli dla nich użyteczni w dziele tworzenia czerwonego, ociekającego morzem krwi, nowego, wspaniałego dla nich świata. Innych wymordowali w umownym Katyniu, a tych, co tę wojnę cudem przetrwali, lub powrócili do kraju z zagranicy, dręczyli potem latami w ubeckich katowniach.

    Profesor druga klasa to nie tak znowu źle, nie ma co narzekać, mogła by przecież być trzecia, albo i czwarta, skoro słuchaczy bardziej zajmuje pstrykanie komórkami, niż sam wykład… Cóż, widać za ciekawie nie jest. Postulat popieram – emerytura im wcześniej, tym lepiej, przynajmniej dla niektórych.

    PS Wyobrażam sobie, jaką traumę może odczuwać syn przymierza z ekshumowanego w Polsce zakonu, na każdorazowe wspomnienie wstępowania w progi Pałacu Stanisława Staszica, i szczerze współczuję.

  19. Gdy czytamy wzmianka to chcielibyśmy wiedzieć jaka. Na pytanie jaka odpowiadamy: konieczna. Można dodać „ą” – to fason utrzymujący się jeszcze tu i ówdzie śladowo. W połączeniu z UB może być krzywdzący, nawet dla weteranów tej instytucji.

  20. Profesur Hartman słusznie kontestuje samego siebie. Słuchać „profesora drugiej kategorii” Jasia Hartmana
    (syna) to rzecz zaiste uciążliwa, nawet na uniwersytecie czwartego wieku. Co prawda pruf. Hartman nie jest jeszcze w czwartym wieku, ale pisze (w blogu, choć nie tylko) jakby był w wieku postdojrzałym.
    Żenujące w istocie jest jednak obserwowanie, jak szukający miejsca w dzisiejszym samolociku władzy pruf. H. stara się usadowić tak wygodnie, by nie musiał skamleć u rektora o „semestrzyk” badź „roczek” jeszcze, gdy nadejdzie dzień emerytalny (ów The Day).
    Doradcy p. Kudryckiej (marnej administratywistce, nie prawniczce!) warto przypomnieć słowa jego faktycznego pryncypała (Tuska Donalda): Tak usprawnimy system wynagrodzeń na wyzszych uczelniach, aby profesor nie musiał szukać miejsca pracy, by dorabiać do emerytury. – Cytat z pamięci, dobrej pamięci, sprzed czterech lat.
    No i co, filozofie, specjalisto od zwojów mózgowych, blogerze, silącym sie na fajny dowcip?!
    Zamiast utyskiwać na geriatrię własnego środowiska proszę przpomnieć swoim dzisiejszym politycznym dawcom statusu, co mieli zrobić. Odwaga jest składnikiem wolności, a tej ostatniej, i pierwszej, panu brakuje. Nawet w pociagu klasy drugiej.
    Ten wpis Hartmana jest – niestety – wymiotny, i krótkowzroczny.
    Nawiasem mówiąc – jestem młodszy od J.H. Zatem nie chodzi tu o starczą obronę reduty ostatniej.
    Pisz tak dalej, chłopie, to filozofię wyrzucą na smietnik zdechłych idei, bo akurat taka się znajdzie ekipa pań i panów, co wiedzą lepiej niż wszyscy, że liczy się tylko szybka „wrdożeniowość” (Kudrycka).

  21. mag
    28 lutego o godz. 14:58

    Andrzej Falicz
    Pisałam już chyba sto razy na różnych glogach, że w przypadku Bartoszewskiego stosowany jest wobec niego grzecznościowo tytuł profesora…”

    No coz ja w takim razie bylem nie grzeczny bo nie widze powodu by uzywac grzecznosciowych tytulow profesora jak sie ma cala liste realnych zaslug.

    Wyglada na to, ze sam Wladyslaw Bartoszewski byloby w naszej kulturze….nie grzecznie.

    „Jak to „bez tytulu” ? mosci Refrendarzu – niebywale mosci Stolniku!”

    Jako, ze i mnie zdarzylo sie uczyc dzieci i mowily do mnie Panie Pfsorze – od dzis oczekuje by wszyscy grzeczni zwracali sie do mnie mosci Panie Profesorze Falicz!

    zza kałuży
    28 lutego o godz. 22:51

    Szanowny Panie Zzakaluzny – ja bylem sarkastyczny – poniewaz dla Pana Hartmana (byc moze sie mylilem – przepraszam) jak i dla Szostkiewicza felieton bez szpilki wbitej w Kosciol to rzecz niebywala!

    Wiec dziekowalem za orzezwiajaca zmiane zainteresowan raczej niz probowalem przypiekac ksiezom.

  22. Zapomnialem sie popdpisac:
    Pod poprzednim wpisem:

    Starszy Ogniomistrz Falicz
    (po Moragu)

  23. @Wojtek 1942:
    Skoro nie załapałeś, to tłumaczę łopatologicznie — dzisiaj profesura jest formą emerytury, tyle że bardzo wysoko (jak na emeryturę) płatnej. Profesorom płaci się za uprawnienia, które idą za tytułem. Mają dodatkowe obowiązki, ale praktyczne obciążenie nimi jest niewielki; jeśli profesor angażuje się we własny rozwój naukowy i nauczanie, to należy to uznać, iż wybrał sobie takie hobby w życiu, bo praktycznie nie można go zmotywować do tego warunkami płacy i pracy. Nic dziwnego więc, że profesorowie nie chcą przechodzić zbyt szybko na emeryturę, choć dla dobra placówek, w których pracują, czasem należałoby wręcz ich na emeryturę odesłać. I to przed wymarzonym przez rząd 67 rokiem życia.

  24. @Autor napisał: „Mój ojciec był profesorem co się zowie. Jeździł taksówkami i chodził do empiku na Plac Kościuszki we Wrocławiu czytać „Le Monde”

    E tam Le Monde. Mity Pan tworzy Jedyny francuski dziennik dostępny wówczas w Empiku to komunistyczne „L’Humanite”

  25. Panie psorze Faliczu,
    nic nie stoi na przeszkodzie, bym tak pana tytułowała, zgodnie z obyczajem, jaki panował „za moich czasów” w liceum.
    Ale nie odniósł się pan do meritum mojego komentarza. Ja nie muszę bronić prof. Bartoszewskiego, bo broni się sam. Swoim dorobkiem.

  26. Nieprawda! JH

  27. Pracuję na uczelni i spotykam, takich ludzi jak są wszędzie, wokół nas. I takich zapatrzonych w siebie, którzy widzą tylko czubek własnego nosa, pewnych swojej wielkości oraz nieomylności oraz normalnych, ciekawych świata i ludzi. Takich pracujących zaciekle, piszących artykuły, książki, lub udzielających się w różnego rodzaju komisjach, komitetach itd. Mogę tylko powiedzieć, że studenci oceniając swoich wykładowców raczej nie patrzą na ich wiek tylko na fachowość, na umiejętność przekazywania wiedzy. Teraz jest na topie ciągłe ocenianie przedmiotów i prowadzących te przedmioty nauczycieli akademickich. W takich anonimowych ocenach jednak wygrywają rzeczywiście dobrzy nauczyciele i najczęściej już nie młodzi ale za to bardzo doświadczeni. Nie oznacza to, że młodzi nauczyciele akademiccy są do niczego. Znam wielu bardzo młodych z tytułem doktora, którzy świetnie prowadzą np. ćwiczenia ale nie wszyscy posiadają ten dar przekazywania wiedzy.

  28. Smutne to dyskusje i przewidywalne, jak los polskiego piekiełka (bo na miano piekła to trzeba mieć jakieś kompetencje nawet w tym zakresie).
    Nieważne o czym, ważne: kto pisze, każdy wpis zwabia zgrany zespół komentatorów, wykonujący znane piosenki rozpisane na partyturkę ról społecznych we wspólnocie plemiennej.
    Tymczasem, dyskusje o emeryturach, których nikt z nas zapewne (a większość: na pewno) nie zobaczy, przypominają mi liczenie diabłów na czubku szpilki.
    Ciekawsze jest moim zdaniem to, co Profesor dotyka i porusza, ale materia nie wykazuje responsu:
    a/ czy ekonomiczny los profesora w PL to historia merit-etatu czy autorytetu, mającego wartość rynkową?
    b/ czy deetatyzacja jest nieuchronną konsekwencją szlachetnego statusu emeritusa?
    c/ czy wraz z wydłużeniem o 2-5 lat wieku emerytalnego, rośnie czy maleje kapitał rynkowy intelektu profesorskiego?
    d/ czy profesorka (profesora?) płci żeńskiej, z natury powinna emerytowaną zostać w innej chwili życia niż tegoż tytułu samiec, czy też sprawiedliwość społeczna (genderowa? polityczna? ekonomiczna? aksjologiczna?) powinna być tożsamą ze społeczną solidarnością w tym względzie?

    Ciekawe, co złapie się w sieć internetową splecioną z takich pytań 😉

  29. @ Gekko
    Większość życia społecznego organizuje się wokół wymiany społecznej. System wpływa na różnicującą dystrybucję władzy w wymianie społecznej dóbr użyteczności publicznej i czyni to zgodnie z imperatywem (ze swoimi) oczekiwaniami. To społeczeństwo wybiera wartości i ustala obowiązujące zasady (socjalistyczne, kapitalistyczne,demokratyczne, liberalne). Jeżeli spojrzymy na rzeczywistość społeczną w czasie biografii sytuacji aktualnej, to z pewnością zauważymy sinusoidalny popyt na wartości, idee, działania i cele. Nie ma czegoś takiego jak równość w żadnej materii. Kwestia zasadnicza, wielkość kapitału każdego z nas jest zależna od zbiorowej wyceny na rynku (popyt – podaż), aksjologia? Proszę odpowiedzieć – Kto lub/i co jest autorytetem dla systemu w tej sytuacji biograficznej społeczeństwa? Czy istnieje jednoznaczna odpowiedź na to pytanie?

  30. Dyskusja,niestety,najwyrazniej zdycha.
    Los emerytalny JH nie wywołuje emocji.
    Najzupełniej naturalnie.Profesurów z dobrych rodzin profesorskich jest na pęczki.
    GOGO dał świadectwo.
    Gekko pyta o autorytet.
    Zyta potępia,to co już było potępione 5167 razy.
    Zapiekła w niezaspokojeniu.
    Sławomirski ..i AF …wiadomo..
    Bartoszewskim teraz każdy buzię wyciera .Z góry w dół.Lub odwrotnie.Ten facet aż się o to prosi.
    Nuuuda.
    JH ,rusz profesurskim intelektem i ożyw !
    Lub skończ ten temat i nudy oszczędż.

    Pozdrawiam profffessura.

  31. @ Aleksandra
    29 lutego o godz. 17:46

    Zawirowała mnie ta sinusoida aksjologiczna w imperatywnym systemie dystrybucji biograficznej ontogenezy typograficznej Pani komentarza 😉

    Ja tam, jak widzę że potencjał przekształca się w kapitał, to wiem, że (wy)cena jest pochodną ekskluzywności podaży motywacyjnej rozwojowo a nie popytu na etaty.
    Dlatego bywają w światach społecznych profesorowie wznoszący wieniec autorytetu na czoło a emeryturę chowający w pugilaresie.
    Bywają też takie światy biograficznie zaprzeszłe a geograficznie na wyciągnięcie ręki, że jest odwrotnie.

    Która to klasa podróży w czasie od cywilizacji – nie wiem, ale rozdawane tu cukierki ciągną się od lat swojską krówką.
    Pozdrawiam 🙂
    – – –
    @ micjur
    29 lutego o godz. 19:43
    „Gekko pyta o autorytet.”

    Pytam też o autorytetę, dziękuję za wskazane mi niedopatrzenie.
    Czyżby jednak uważała/uważał Pani/Pan, że za mało tu głosów zamykających merytoryczne szanse dla dyskusji i potrzebna jest interwencja Gospodarza?
    🙂

  32. @Gekko @micjur
    :):):) trudno się z Panami nie zgodzić.Pozdrawiam:)

  33. Polecam ciekawy tekst człowieka myślącego.
    http://lewica.pl/?id=26095&tytul=Filip-Bia%B3ek:-Sp%F3r

  34. @ jasny gwint
    1 marca o godz. 8:26
    http://lewica.pl/?id=26095&tytul=Filip-Bia%B3ek:-Sp%F3r
    „…Nasi politycy nie byli zainteresowani korzystaniem z politycznych możliwości, jakie daje używanie konfliktu klasowego…”
    – – –
    Może to i tekst ‚człowieka myślącego’, ale strach pomyśleć – o czym.
    Używanie sobie myślących O TYM ludzi na konstrukcie konfliktu klasowego to już chyba przerabialiśmy.
    Czyżby projekcja powrotu do przyszłości na emeryturze, J. Gwincie?
    Profesora!
    🙂

  35. Wraz z niżem demograficznym oraz wzrastającą świadomością społeczną bezużyteczności dyplomów liczba studentów będzie spadać i koniunktura na profesorów również, aczkolwiek oczywiście profesor profesorowi nierówny – każdy jest inny.

  36. To było wczoraj,wieczorem.Po znużeniu dniem emeryckim.Apel by JH schował i skończył był niestosowny.Sprawa ,oczywiście jest głębsza.Pan K.Mazur ma oczywiście rację co skutków demograficznych rzutujących na relacje liczebności studentów do liczebności profesurów.Lecz,po tym idiotycznym moim wpisie, po obejrzeniu migawki pokazującej przepych lóż biznesowych i prezydenckich na Stadionie Narodowym,meczu nie oglądałem,w zestawieniu z wyznaniem chorego pozbawionego możliwości leczenia,nie leczenia a utrzymania przy życiu,
    przy nowej liście,szlag mnie trafił.
    Degradacja Profesora do postaci profesura jest ,godnym najwyższej uwagi,symptomem zwierzęcego,lub b.uczenie.darwinistycznego liberalizmu.
    Przepraszam Darwina.Zwierzęcy liberalizm jest b.właściwym określeniem .Tzw „prond” liberalny (tfu !) cofający oświatę w epokę baroku ,odbierający szanse chorym,przy współbieżnym fundowaniu luksusów wyznawcom „gały” nie jest żadnym „prondem” a jedynie objawem odmóżdżenia (bohaterskiego oczywiście).
    „Liberalizm” jest także przekrętem.Odmóżdżeni i mafijni wybrali tylko taką etykietę.
    Im „to pasi”.

  37. @ micjur
    Naturalnie, że emerytura Profesora JH jest ważna. Problem przyszłych emerytur środowiska naukowego i nienaukowego dotyka szczególnie pokolenie >50+ i nie jest to jedyny z jakim przyjdzie nam się zmierzyć. Choćby pozbawienie niestandardowego leczenia chorych na nowotwór, ze względu na ,,nie – opiekuńcze przepisy”. Nie wiem na ile działania systemu wobec elitarnego środowiska naukowego (grupy wpływu) są konsekwencją procesów transformacji ustrojowej, a na ile działaniem zamierzonym, celowym i planowanym? Dziękuję za przyznanie się do błędu, chapeau bas.

  38. @aleksandra

    Prawdę mówiąc emerytura JH mnie zupełnie nie interesuje.Jak zdecyduje ,że pojdzie do prywaciarza to bedzie jego wybór.Mnie interesuje „degradacja”.Degradacja świadcząca do stopnia „profesura”.I tyle.

  39. @aleksandra

    Prawdę mówiąc emerytura JH mnie zupełnie nie interesuje.Jak zdecyduje ,że pojdzie do prywaciarza to bedzie jego wybór.Mnie interesuje „degradacja”.Degradacja do stopnia „profesura”.I tyle.

  40. Przypuszczam że naukowiec i polityk żyje wtedy gdy jest „w nurcie”- jak ryba…..
    Gdy jest wyrzucony na brzeg- emerytura, koniunktura, umiera .
    Doświadczenie i autorytet w tych dziedzinach zdobywa się latami.
    Przy czy publikacje naukowców są nieco trwalszą schedą niż dokonania polityków….choć mniej intratną…..

    Pan doktor Migalski na przykład, co roku dostaje w przeliczeniu
    700 000 zł. Pan profesor Hartman zarobi tyle w ile lat? Dziesięć?
    Przy czym treści publikacji i ich klasa są nieporównywalne….

  41. wiesiek59
    1 marca o godz. 18:41

    „Marsche militaire”,dziewięcioletniego Frycka ,biegłego w muzyce ,ofiarowany Cesarzowej,trwa w historii.
    Pozycja JH ,w przyszłości naszej,a przeszłości moich wnuków,nie do odgadnięcia.
    Może JH się zerwie ?

  42. popłakałem się ze śmiechu Mistrzu! Pozdrawiam

  43. Gekko
    1 marca o godz. 8:38
    – – –
    Piszą, że kończy się era bezpłatnych treści w internecie.
    Trzeba będzie płacić za dostęp do tekstów, z reguły a nie okazjonalnie, jak teraz.
    Ja myślę, że Profesor Hartmann, ze względu na dysonans wpisu i komentarzy, powinien być jaskółką pochodnych innowacji.
    Drobne wadium wpłacane za możliwość zamieszczenia treści pod jego wpisami, wykluczyłoby może liczne treści bezwartościowe i obezwładniające paranoją, a te parę ewentualnych wpisów prezentujących jakiś poziom, pozwoliłoby Profesorowi spokojnie myśleć o emeryturze.
    Proszę Państwa – przydawajmy wartości swemu słowu pisanemu a może nie tylko na emeryturze zbijemy kapitał z autorytetu.
    Alternatywnie, zawsze można coś sprayem, w ustronnym zakątku…

  44. Pozdrawiam Panie Profesorze! Bardzo cenię to wszystko co Pan pisze i mówi. Jestem bylą studentka Panskiego ojca. Kiedy w 1968 r. na Uniwersytecie Wrocławskim rozpoczął sie strajk studencki – dzięki profesorowi Hartmanowi moglismy spokojnie strajk zakończyc i rozejść się. Brał nas później w obronę i płacił za to zakazem wykładania na matematyce. Wykłady Profesora Hartmana z analizy matematycznej pamietam do dziś. Wyrazy szacunku.

  45. @Gekko
    dziękuję za wypowiedź 🙂 polecam tekst
    Tomasz Zalewski z Waszyngtonu ,,Przerażająca ignorancja Amerykanów
    Mądrzy inaczej”

    Więcej pod adresem http://www.polityka.pl/swiat/obyczaje/1521508,1,przerazajaca-ignorancja-amerykanow.read#ixzz1nwX7l05P

  46. @Danuta I ja serdecznie pozdrawiam, jh

  47. Aleksandra
    2 marca o godz. 7:45
    – – –
    Dziękuję za link, znam ten tekst oraz materiał źródłowy 🙂
    Publicystyczna forma artykułu zasadza się na suspensie, wartościującym stopień przyswajania informacji, jako upowszechniony w ubiegłych wiekach standard poziomu wiedzy, wobec rzeczywistych kompetencji społecznych wynikających z wykorzystania osiągnięć nauki w praktyce rozwojowej.
    Mówiąc po prostu, artykuł jest zabawny i dobrze ilustruje ignorancję kostycznego, europejskiego pojmowania cywilizacji, wobec faktów, które pozwalają amerykańskim standardom i poziomowi nauki być światowym liderem, pomimo (!) nierównej dystrybucji społecznej informacji zachowywanych w pamięci jednostek.
    Myślę, że autor miał tego pełną świadomość i po prostu popełnił przewrotny, a przez to ciekawy tekst.
    Na marginesie, jeśli ethos i status profesora czy studenta byłby w US normowany takimi pojęciami, jak w PL, moglibyśmy z wyższością udawać się wpław przez ocean, celem polowania na bizony 🙂

    PS Przepraszam Profesora za zniekształcenie Jego Nazwiska w moim poprzednim wpisie.

  48. @Gekko
    a tymczasem profesorowie z US przylatują do Polski jako promotorzy b.obiecujących doktorantów, po to, aby umożliwić im pobyt w US, zapewnić pokoleniową wymianę i uzupełnić ,,narybek” potencjalnie przyszłych noblistów i to też jest ok :).

  49. Aleksandra
    2 marca o godz. 13:42
    – – –
    Aleksandro, ja też się cieszę, że znana ciekawość świata Amerykanów pozwala im weryfikować ich lokalne, ugruntowane stereotypy nt. PL również tu, na miejscu.
    Wierzę, że dzięki naszym profesorom i ich potencjałowi, wkrótce za ocean ruszą masowo, w pogoni za MITami nasi studenci, tak, jak to się dzieje w Chinach, Tajlandii, Rumunii, Kongo, nie mówiąc o Gabonie, na który już jeden doktor nawet zwrócił uwagę ongi 😉
    Może nawet, w konsekwencji, ruszą tam na emeritusowe tournees nasi profesorowie, z wykładami?
    Ostatecznie, US to naprawdę kraj kontrastów.
    Pozdrawiam z ukłonami.

  50. Aleksandra
    2 marca o godz. 13:42

    Nie widzisz innej strony problemu……..
    Stany zasysają najzdolniejszych, najbardziej obiecujących, z całego świata.
    Stąd między innymi ich przewaga technologiczna. Młodzi zdolni będą pracować tam, wzbogacać tamto społeczeństwo.

    Z ich prywatnej perspektywy, to pozytywne- dostają szansę na realizację własnych pomysłów ze stosownym finansowaniem.
    Ale z perspektywy naszego kraju, to tragedia.
    Drenaż mózgów i…..genów…
    Większość z nich już tu nie wróci.

  51. wiesiek59
    2 marca o godz. 18:42
    „…Ale z perspektywy naszego kraju, to tragedia….”
    – – –
    A na czym ta tragedia, panie Wieśku, polega?
    Co ma w tym naszym kraju robić ktoś, kto ma mózg – pisać blogi?
    Jaki to kraj, co w wyjeżdżających za wiedzą, widzi egoistycznych nie-już-Polaków?
    Gdzie u nas luki, po tym „drenażu mózgów”?
    W kolejkach po publiczny etacik, emeryturę?
    Ech, liryka.

  52. @Wiesiek 59
    Transfer wiedzy, technologii i młodych talentów, był, jest i będzie. Na tym polega rozwój w biografii społeczeństw w czasie historycznym. Obecnie jeżeli młody naukowiec jest niedofinansowany(a jest), na konferencję musi wykładać często własne środki finansowe (a musi), jeżeli chce iść do przodu (a chce), tak by nie powielać skostniałej ścieżki promotora powołującego się na hierarchię i tradycję (a często musi powielać), to nie widzę w wymianie intelektualnej żadnego przeciw transferowi. Często to młodzi doktoranci (którzy dobrze znają język np. angielski(a znają) dogadują się e-mailowo z profesorami uczelni zagranicznych, tak by móc kontynuować badania.Szczegółowa znajomość rzeczy mistrza jest niezwykle inspirująca i sprawia, że wyniki ich pracy zostaną wdrożone do np.przemysłu. Proszę zastanów się ilu doktorów, czy magistrów wdrożyło swoje wyniki badań w praktyce. To,że mocarstwa zasysają najzdolniejszych jest rzeczą oczywistą. Zamiast narzekać, podejdź do problemu konstruktywistycznie i podaj rozwiązanie 🙂

    ,,Z ich prywatnej perspektywy, to pozytywne- dostają szansę na realizację własnych pomysłów ze stosownym finansowaniem”

  53. @ Gekko
    🙂 doskonałe i celne wpisy. Niezwykła wrażliwość intelektualna.
    Zaczęłam regularnie chodzić na basen. Trenuję już przed ,,wielką wodą” 🙂 a i na bizony chętnie popatrzę:) Serdecznie pozdrawiam.

  54. Gekko
    2 marca o godz. 19:13
    Aleksandra
    2 marca o godz. 19:27

    Przecież wiem, że macie rację. Przeraża mnie tylko bezmyślność naszych
    „polityków” nie widzących w tym problemu.
    Bo ja problem widzę.
    Zamiast stworzyć warunki rozwoju i finansowania w kraju, pozwala się na odpływ intelektu.
    Po studiach w USA czy GB, młodzi Arabowie, Chińczycy, wracają, bo na miejscu czekają na nich laboratoria, granty, prestiż, praca.
    Nasi nie wracają, bo nie mają do czego…….

    I tak stracimy pokolenie lat osiemdziesiątych.
    Potrzebny byłby plan, koncepcja długofalowa, ale kto tego dokona?
    Marionetki polityczne?
    A temat uważam za ważki, chodzi wszak o przyszłość. Eksport naukowców, lekarzy, inżynierów, nie leży w naszym narodowym interesie.

  55. Szanowny Panie Profesorze. Media opisują gehennę Pana kolegi z Uniwersytetu, profesora Jana Stanka, który przez siedem lat walczył z oprawcami sumienia z IPN. Agresywna aktywistka Solidarności, niejaka Barbara Niemiec, na podstawie makulatury IPN oskarżyła profesora o rzekomą współpracę. Przez siedem lat bezradny profesor ofiara doznawał upokorzenia, poniżenia, ruiny zawodu, szargania opinii, szyderstw mediów, kosztów i poniżających przesłuchań przed tchórzliwą komisja rektora. Wszystkie oskarżenia oparte były na kłamstwie sprokurowanym przez organ państwa IPN i wykorzystany w formie zemsty przez donosiciela solidarnościowego. Po siedmiu latach zarzuty odrzucono i nic. Ta wredna denuncjatorka bezczelnie oświadcza, że to „wypadek przy pracy i gdzie wióra lecą….” Po Gazecie także to spływa, jak gdyby nigdy nic. A mnie zdumiewa obojętność środowiska profesorskiego, obojętność państwa i mediów, brak solidarności społecznej wobec terroru psychologicznego uprawianego przez państwo. Czy Pan także pozostanie obojętny? Ma Pan wpływy, Pana drukują, pokazuje się Pan w Tabloidzie TVN. Powinien Pan wywołać ruch społeczny w obronie zasad. Propaganda czaruje lud o więźniach sumienia gdzieś za granicą, a oprawcy tegoż sumienia są tuż pod bokiem, są narzędziem władzy i jej podporą. To hańba i nadużycie. Przynajmniej filozof powinien być na to wrażliwy. Tak się składa, że Jana Stanka znam z dzieciństwa, znam jego rodzinę i opinie ludzi. Był zawsze wybitnym.
    http://krakow.gazeta.pl/krakow/1,44425,11269622,Profesor_UJ_siedem_lat_udowadnial_niewinnosc__Wygral.html#hpnews=krakow

  56. @jasny gwint Ma Pan rację – ta sprawa wymaga szerszego omówienia i jakiegoś publicznego zadośćuczynienia dla prof. Stanka. Mogę wszak zapewnić Pana, że na UJ pomawiani profesorowie cieszą się solidarnością i wsparciem kolegów. Frakcja pisowska jest tu w zdecydowanej mniejszości. Jeśli zaś chodzi o moje możliwości, to o tyle byłoby mi trudno, że nie znam prof. Stanka i byłoby to trochę jak z tą żabą, co podstawia łapkę, gdzie konie kują. Są inni, bardziej upoważnieni do tego, by reagować. Jak poważany profesor napisze coś do gazety, to mu wydrukują. Nie muszę to być akurat ja. Kłaniam się, JH

  57. Szanowny Panie, Nie ma zgody! Wykręcił się Pan sianem. W tym przypadku nie chodzi tylko o Jana Stanka. Chodzi o system szantażu psychologicznego uprawianego bezkarnie przez prawicowy rząd i jego agendy IPN. Dotyczy to tysięcy ludzi, o których nie pisze usłużna prasa. Żaden publicysta POLITYKI nie odważy się pisnąć na ten drażliwy temat z powodów koniunkturalnego oportunizmu. Ktoś natomiast powinien. Czyni to odważnie Profesor Romanowski, ale sam ginie w tłumie. Jako rezultat miał Pan wczoraj w Krakowie 10 tysięcy demonstrantów krzyczących także przeciwko Panu. Wyrośli jak spod ziemi.

  58. Promotorem mojej drugiej magisterki był 80-latek, ps.Wielki Biały Ojciec, od dziesięcioleci postrach Wydziału, bez najmniejszego uszczerbku umysłowego i częstokroć bardziej żwawy niż ekipa zmęczonych życiem magistrantów, adeptów prawa. I takich jak on spotkałam kilku i darzę najwyższym szacunkiem. Sama jako doktorantka jestem za obecnym system habilitacji i profesury belwederskiej, a to, że w „bardziej cywilizowanych” krajach profesor to stanowisko raczej mnie nie przekonuje… na studiach za granicą miewałam zajęcia z 30-letnimi profesorami, których wiedza była delikatnie rzecz ujmując skromna. U nas profesor coś znaczy i niech tak zostanie. A że wszyscy wspominają Ojca JH, ja pozwolę sobie przekazać wyrazy szacunku i pozdrowienia wobec Mamy, Pani Krystyny.

  59. Czy profesur, czy nie profesur, klawego życia na blogu dzięki wpisom większości komentatorów – nie ma.
    Zero merytorycznego odniesienia do tematu, personalne i absurdalne insynuacje, pretensje, żądza zaistnienia pod byle pretekstem, przymus autoterapii przez ekshibicjonizm własnych kompleksów i fobii…
    Czyżby pod blogiem demonstrowała liczna grupa poszkodowanych przez indolencję (wygórowane ceny?) komercyjnych serwisów psychologicznych?
    A może to i dobre nawiązanie do współuczestnictwa Profesora Hartmana w (daremnym w tym systemie) doskonaleniu opieki zdrowotnej?
    Haha 🙁
    Czas chyba na przywództwo Gospodarza na własnym poletku blogowym.
    Ja tam bardzo na to czekam i wierzę, że blog przezwycięży sabotaż intelektualny lokalnej loży… komentatorów własnego stanu.
    Pozdrawiam ze stoicką zadumą… 🙂

  60. Stoicyzm.Nicniewarte.Pustka.Przerost formy .
    Brak treści.Pier.lenie bez możliwości poczęcia.
    Czegokolwiek.

  61. Polecam tekst:
    Tomasz Zalewski z Waszyngtonu
    1 marca 2012
    ,,Rozwarstwienie w USA grozi buntem
    Koniec mitu pucybuta”

    Więcej pod adresem http://www.polityka.pl/swiat/analizy/1524491,3,rozwarstwienie-w-usa-grozi-buntem.read#ixzz1oJRjnVxxi

  62. Książkę zakupiłem w Helionie w prmocoji (akurat się trafiło, że była 30% tańsza), ale myślę, że mf3głbym lepiej spożytkować te pieniądze. Cf3ż, nie dowiedziałem się niczego nowego, ale za to mam kolorową podstawkę pod monitor 😉

css.php