Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne

11.04.2012
środa

Wsi moja!

11 kwietnia 2012, środa,

Jak to mówią, święta, święta i po świętach. Pojedli, popili, ponarzekali. Chamstwo w państwie! Tusk i ta cała platforma to banda złodziei. Unia nasz oszukuje a ruskie zamordowały nam prezydenta. Ropa droga, nie ma z czego żyć. Modlić się trza do Matki Przenajświętszej. Może to co da?

Nastroje na wsi, jak zwykle, bojowe. Dopłata do malinek i pralinek, na książeczki, ołóweczki, na chodniczek i na płotek – gdzie tylko spojrzeć, tam głupi szkop z angolem płacą i jeszcze chcą przy tym płaceniu nas oszukać. Bo swoim więcej dają. I to o ile! Nie bój się. Nie dość, że frajerzy, to oszuści.

Oj, płacą, płacą. Żeby się w Unii wyrównało, żeby chłop nie powstał i z pomidorem na Brukselę nie poszedł. Drogi ten spokój. Na same tylko dotacje do upraw miliard euro rocznie dla samej tylko Polski. Jak się tych frajerów robi u nas w bambuko, to sobie przeczytaliście u Joanny Solskiej w świątecznej Polityce. Żadne tam incydenty. Raczej norma. Ale na południu jeszcze lepsi. Plastikowe drzewka oliwne, żeby ogłupić satelitę i nuże euraszki od miastowych ciągnąć. Chłopski spryt i chłopska zuchwałość są niezrównane. Z powodu braku teatrów na wsi chłop pita nie płaci, więc i pole do fantazyjnych wyłudzeń ma szczególnie rozległe. Zresztą dostaje nawet za nic nierobienie. Wystarczy, że ma łąkę albo las. Wyłudzenia to zresztą niewinne, jak niemowlęta, boć chłop zawsze ma krzywdę i tylko się broni, do winy żadnej z natury swej jest przeto niezdolny. A jakby już jednak zawinił, na ten przykład za dużo wypił, to idzie i się wyspowiada, i ma odpuszczone i nikomu już nic do tego. Systemik jak się patrzy, nie ma co.

Klasa uprzywilejowana tak już ma, że traktuje swoje przywileje jako oczywiste, a jeśli już nieoczywiste, to zbyt małe. Arystokraci i szlachta uważali, że są ostoją państwa i wszelkiego ducha, a dziś chłop nie inaczej. Onże solą ziemi, miasta karmicielem i cnót wszelakich i narodowych krynicą. I skrzywdzon jest straszliwie, bo zboże z Chin kupują, bo pogody nie było, bo w skupie mało płacą, bo Kościołowi chcą zabrać, a autobus to już zabrali. I na tej krzywdzie pną się mury nowych domów, samochody już na podwórzach się nie mieszczą, anteny satelitarne ciągną prądy do plazm i w ogóle przystrzyżone, wygolone, wybetonowane, wyrżnięte, obalone, pomalowane, wykostkowane – gorzej jak w mieście. Z tej biedy, z tych kredytów krwawniczych, z tego Tuska. A już najgorzej winna temu wszystkiemu jest ta Unia. A co, może jeszcze mamy być wdzięczni za te ochłapy? Za to, że nam wolność zabrali, że nam narzucają, nas ateizują przeciw Bogu, że w Iranie musimy ginąć? Oni głupi nie są. Interes mają. Wiedzą, że jak co, to ich polski chłop wyżywi. To cwaniaki są, szkopy nie w ciemię bici.

Gdy tak sobie po tych wsiach, to mi się marzy być chłopem. Dom z ogrodem na wejściu, a nie na wyjściu. Samochód, godzinka drogi do teatru, za wsią zielono i ładnie, śmieci poszły w las, więc czysto, sklepy co sto metrów, psy na łańcuchach. Megafon z kościoła daje na kilometr, ale można by się przyzwyczaić. Dyskoteka rąbie na drugi kilometr, ale można by się przyzwyczaić. Pijacy ryczą i się zataczają, ale można by się przyzwyczaić. Ale kto mi da jaką dopłatę albo choć od pita uwolni, żebym tam sobie gdzieś przycupnął w małym domku, w pół drogi między plebanią i dyskoteką?

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 145

Dodaj komentarz »
  1. Proszę nie marudzić Kolego Profesorze tylko przycupnąć 😉
    Z uczelnianej pensji da się to zrobić. Sprawdziłam. Za apanaże pozauczelniane wystarczy na dojazdy do teatru, nawet przy wysokich cenach benzyny.
    Zawsze to jedno ziarno soli, gorczycy czy jakiś kaganek więcej. Przyda się na wsi.
    Tylko niech pana ręka Boska broni przed przycupywaniem w sercu matecznika „tubylców”. Przechlapane. Polecam domek pośród desantu wielkomiejskiego. Takich na obrzeżach wielkich miast zatrzęsienie. Mieszka się świetnie. I wieś najpierw nieufna, z czasem zaczyna się przyglądać z zainteresowaniem. I z tego robi się taki cywilizacyjny ferment. I przyjemne i pożyteczne. Ot, taki to może być wkład … Nie samym słowem człowiek żyje 😉

  2. Apanaży pozauczelnianych 😳

  3. A w niedzielę zapieprzają do kościoła, oczywiście autem.
    Wsi spokojna, wsi wesoła!

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Coś na ten temat wiem również i niestety diagnoza opis pszennoburaczanej rzeczywistości umiejscowionej tym razem na polskiej wsi niewiele odbiega od prawdy. Oczywiście każde generalizowanie może krzywdzić również tych nielicznych Bogu ducha winnych uczciwych i mniej przesiąkniętych wiejską celebrą, ale tych na wsi polskiej coraz mniej .

    A wczoraj miałem okazję uczestniczyć w ciekawej dyskusji w gieesowskim sklepie ( jeszcze takie istnieją). Przebieg spróbuję opisać, ale najlepiej było to zobaczyć.

    Szefową sklepu jest pani Krysia. Asortyment na półkach jak to w gieesowskim sklepie .Obok podstawowych produktów spożywczych króluje oczywiście artykuł pierwszej potrzeby ,czyli wino marki „Wino” . Cena 3 zlote polskie. Na dolnych półkach umiejscowiona jest wstydliwie „jagodzianka na kościach”, czyli…denaturat który również znajduje swoich amatorów.

    Klienci pomimo tego, że nie są absolwentami elitarnych uczelni są bardzo grzeczni i nie sprawiają pani Krysi zbyt wielu kłopotów…Chociaż wczoraj…

    „Ja panią ba… bardzo przepraszam ,ale Pani Krysiu to wino które przed chwilą u pani kupilem jest jakieś zepsute. Kolega który kupił tę samą markę mówi , że jego jest zupełnie przyzwoite…Pani Krysiu ja bardzo pa… panią przepraszam to przecież nie pani wina ,ale ono jest widocznie prze… przeterminowane… O proszę, tu jest data i wychodzi, ze 2 miesiące temu minął termin przydatności do spożycia…”

    „To nie jest termin przydatności panie Heńku tylko data produkcji, a zresztą z tego co wiem to wino im starsze, to powinno byc lepsze…Może po prostu źle butelki umyli i coś zostało po ostatnich klientach…”

    „Rzeczywiście pani Krysiu ma pani rację, widocznie ko… kolega miał więcej szczęścia…”

  6. Staram się na co dzień nie przykładać do zaogniania konfliktu wieś-miasto, ale niezmiennie ciśnienie mi skacze po każdym oglądzie życia wsi polskiej, średnio co dwa tygodnie. Autor pięknie sportretował mentalność wspólczesnego chłopa (przepraszam, rolnika!) polskiego. Ta grupa społeczna to coraz bardziej upiorny pasożyt, wysysający z reszty współobywateli wszystko co się da z niewiarygodną chciwością i bezczelnością. Od dawna nie mogę też oprzeć się wrażeniu, że dla losów Polski dużo bardziej niebezpieczny jest PSL niż PiS, bo PiS już przygasł i jest jak grypa, trochę się pogorączkuje, ale szybko zdrowieje, zaś PSL to wredny rak toczący podstępnie organizm.

  7. @Autor: Czy mógłby pan w jednym akapicie, prostym językiem napisać o czym jest Pana wpis? Jaki jest jego cel i główne przesłanie? Ja odbieram tylko ogólne wrażenie ironii a może i pogardy a co najmniej lekceważenie. Ale o co dokładnie Panu chodzi to nie pojmuję.

    Proszę o wyjaśnienie.

  8. Panie Profesorze !

    Mieszkam na podlaskiej wsi od zawsze. Wszystko, o czym Pan napisał, to tylko kropla w morzu prawdy o wiejskiej ‚biedzie’ w unijnej niewoli. Chwilowo jestem mocno zajęta, ale postaram włączyć się do dyskusji, ponieważ wydaje mi się, że będę miała sporo do powiedzenia na zadany temat.
    Pozdrawiam.

    @Mikesz
    Chyba byłeś w ‚naszym’ GS -ie.

  9. @Matylda
    11 kwietnia o godz. 8:01

    Nie zrozumie.

  10. @JurekS
    ,,Gdy jednak przychodzi The Day i musimy odejść, to udajemy się na kawę do rektora, w nadziei użebrania jeszcze roczku na połóweczce etaciku. Na odczepnego dostajemy jeszcze semestrzyk i nuże szukać sobie roboty u prywaciarza, bo tam wolno zatrudniać emerytów”,,Ale kto mi da jaką dopłatę albo choć od pita uwolni, żebym tam sobie gdzieś przycupnął w małym domku, w pół drogi między plebanią i dyskoteką?”
    Te dwa akapity z bloga Gospodarza może rzucą nieco światła na podświadome pragnienia:). Ja wieś lubię i cały koloryt z nią związany. Uczestniczyłam w ponad 300 weselach na wsi. Widziałam jak zmieniają się zwyczaje, kultura, jak wiele wysiłku i serca wkładają w zorganizowanie takiej uroczystości. Niejednokrotnie podziwiałam więzi młodych z seniorami rodu, babcią dziadkiem. Na wsi zauważa się opiekę nad ludźmi starszymi w rodzinie. W mieście często rolę tę spełnia DPS.

  11. @Aleksandra

    „Uczestniczyłam w ponad 300 weselach na wsi. Widziałam, jak zmieniają się zwyczaje, kultura, jak wiele wysiłku i serca wkładają w zorganizowanie takiej uroczystości…”

    Do wysiłku i serca zapomniałaś dodać jeszcze góry grosza najczęściej z unijnych dopłat. Po wypłatach na podwórzach przybywa betonu, kostki, nowych dachów, ogromnych ciągników no i obowiązkowo aut. Parę lat temu były to przeważnie kilkunastoletnie beemwice, a obecnie nowiutkie terenówki. I wesela. Koniecznie w drogich lokalach i na kilkaset osób.
    W ubiegłym roku byłam na takim wiejskim weselu, które odbywało się w pięknym domu weselnym w Ciechanowcu. Wynajęto cały kompleks na kilka dni łącznie z pokojami w motelu dla gości z daleka. Przepych pod każdym względem. Mój przyszły zięć, Anglik, fotografował jedzenie i dekoracje na stołach, nie dowierzając, że w kraju, który uważa się za biedny i zacofany, dzieją się takie cuda ! A to nie było nic nadzwyczajnego – ot, gospodarski syn żenił się z gospodarską córką. W prezencie państwo młodzi dostali nowiutkie mieszkanie w Białymstoku, bo oboje studiują, a jakże. Co prawda – zaocznie pedagogikę i wf, ale co studia, to studia. Tata przepisał na chłopaka gospodarkę, bo synuś przezornie zrobił kwalifikacje i jako młody rolnik dostał od hojnego państwa ‚ciepłą rączką’ 75 tysi na dobry początek, a zharowany 55 – letni tatko rentę strukturalną.
    A burki na krótkich łańcuchach jak stały, tak stoją, bo to też przecież wiejska tradycja. Trawa na łąkach pali się, aż miło, bo rolnik lepiej wie, co ziemi – matce potrzebne i nie będzie mu byle kto prawił, że to niebezpieczne, że może pożar, że się grunt wyjałowi. Na podwórzach czysto i betonowo, bo śmieci ‚poszły w las’ – jak mówi Autor. A co tam – dzieciaki ze szkoły posprzątają. W przydomowych oczkach wodnych pływają sztuczne nenufary, w ogrodach gipsowe krasnale, gęsi, kaczki. W drabiniastych wozach i malowanych saniach rosną modne kwiaty i iglaczki. Broń Boże jakiejś zwykłej wierzby, brzozy, kasztanowca.
    Do kościoła 200 m, ale nieletni synuś nową bryką rodzinkę wiezie i parkuje z piskiem opon, żeby sąsiadowi w oczy kłuć świeżutkim nabytkiem.
    A poza tym jak tu żyć za te unijne ochłapy???

    A seniorzy? Cóż, przeważnie nie trzyma się babci i dziadka z miłości, tylko z wyrachowania. Bo to i abonamentu nie trzeba płacić, a i emeryturki po drodze nie chodzą. A czasami jeszcze tacy dziadkowie to dodatkowe ręce do roboty albo daremne nianie.

    Z Twojego wpisu wyłania się istna sielsko – weselna chłopomania

  12. A mnie się udało „przycupnąc” pośród pól rozległych ,na przedgórzu Jeseników.Niestety nie „wyzłacanych pszenicą ,posrebrzanych gryką”,lecz zajętych równym morzem kukurydzy i ziemniaków na frytki.Farmerzy cudzoziemscy popegeerowskie pola dzierżawią.Wsie są na obrzeżach.Nie mam kontaktu.To co widzę przejeżdżając nie bardzo przypomina te domki rozkoszne z ogrodem na wejściu.Może „taka gmina”.Wystrzegam się wypraw do miasteczka w porze niedzielnych nabożeństw.Brak miejsca by zaparkowac.Wystrzegam się także przejazdu obok liceum w porze kończenia lekcji klas starszych.Młodzież wsiada do swoich samochodów ruszając z przytupem.Lepiej poczekac.
    Ciekaw jestem co się bedzie działo po obligatoryjnej ( tak rozumiem nową ustawę) rezygnacji z dzierżaw wielkoobszarowych z przeznaczeniem na wykupienie przez „gospodarstwa rodzinne” wsparte hojnie kredytami.Na pewno wzrośnie umiłowany przez UE wskażnik bioróżnorodności.W miejsce morza kukurydzy (tfu!tfu! GMO) pojawią się urocze paski cherlawych upraw,nieuzytków,łąk pseudokoszonych,
    plantacji orzecha włoskiego ..Miejsce mojego przycupnięcia zostanie bezwstydnie odsłonięte i przyjdzie mi trzymac,jak Bóg przykazał,psa na łańcuchu.

  13. Przypuszczam, że @Aleksandra widzi wieś z perspektywy organizatorki tych 300 wesel. A to specyficzna perspektywa. Choć nie przeczę, że w obrazie polskiej wsi mieści się również i to, o czym pisze Aleksandra. Niemniej dziedzictwo jest w miarę rozpoznane „Chłopi”, „Sami swoi” …
    A dlaczegoż to @Aleksandro, profesor uniwersytecki nie miałby marzyć o tym żeby i wobec niego, matka nasza – ojczyzna była tak hojna, jak wobec rolnika? Tymczasem ona jest dla niego macochą, zmuszjacą do niekończących się danin na rzecz chłopa 👿

  14. peergynt44
    11 kwietnia o godz. 11:40

    😆 😆 😆

  15. @maka

    Mieszkam na wsi, ale nie jestem rolniczką (mój ojciec był nauczycielem z nakazu pracy). Postrzegam więc wieś trochę z dystansu, chociaż wrosłam w nią już chyba do końca życia. Zarówno Autor jak i Ty ujęliście doskonale sedno sprawy. Chłopi to groźna, często nieprzewidywalna i roszczeniowa grupa społeczna. Romantyzm, prostota, serdeczność i gościnność polskiego chłopa należy między bajki włożyć.
    Pozdrawiam.
    P.S.
    Już nawet wiem, komu się swoimi wpisami naraziłam.

  16. Ewa 1958
    11 kwietnia o godz. 15:06
    Już nawet wiem, komu się swoimi wpisami naraziłam.

    a czy to ma jakieś znaczenie? 🙄 😉

  17. @Matylda
    Ot, taka niewinna prowokacja, bez znaczenia.

  18. Polski chłop statystyczny juz tak ma, ze zawsze krzywda mu się dzieje.
    Historycznie rzecz biorąc, przestała mu się dziać po wojnie, choć byli i tacy, co mówili, ze „za Niemca to było dobrze!”.
    Oczywiście, kilka lat realnego stalinizmu omal nie pozbawiło chłopów ziemi, ale wykazali determinację, nie dając się zapędzić do kołchozów (moze i zbyt słaba była determinacja strony przeciwnej). Tak, czy owak, w porównaniu do innych grup społecznych „wyszli” na demokracji ludowej nienajgorzej.
    Potem chłop, zwany juz elegancko rolnikiem, miał raczej z górki i za Gomułki, i za Gierka, choc musowo narzekał.
    Odkąd Unia zaczęła płacić, to-oczywiście – za mało, więcej by się zdało, a od KRUS-u, to wszystkim wara.
    Zachodzę czasem do sołtysa we wsi najbliższej mojej działki po mleko „prosto od krowy”, czyli z wielkiej kadzi z unijnym certyfikatem. Obora na 60 krów, w obejściu maszyny do obróbki ok. 100ha. Normalna nowoczesna farma. Chałupa-pałac czeka tylko na wykończenie.
    Pytam, co słychać. – Eee, co tu gadać, marnie jest, bo…, ale… to nie tak…, czyli jednak źle.
    Od kilku lat, jadąc z Warszawy mijam po drodze, już na terenie sąsiedniej i „mojej” gminy wyrastające jak grzyby po deszczu nowe „wypasione” od zewnątrz i w środku (bywałam) „chałupy”. Stoją przy nich przeważnie po dwa samochody, bynajmniej nie z trzeciej ręki.
    Widzę to wszystko i naprawdę się cieszę, zwłaszcza, że jest już kanalizacja (projekt unijny) oraz inne dogodności cywilizacyjne. Dzieciaki z całej gminy dowożone są do szkól (również poza gminą) specjalnymi busikami.
    Kurcze, żyć, nie umierać. Trzeba się mocno starać, czyli nie robic NIC z własnej, nieprzymuszonej woli, by zostać wioskowym menelem.

  19. To na drugą nóżkę.Tak mam,że budzę się b.wcześnie i by schronic się przed atakiem wspomnień, natychmiast włączam radio przy łóżku.Czekam na audycję „rolniczą” regularnie ,na jedynce,bezpośrednio po wiadomościach o piątej.Słucham z obawą informacji o stale malejącej opłacalności produkcji świń i pociesza mnie, zaraz po tym,niespotykany wzrost cen zbóż i mleka.Tak jest zwykle na wstępie audycji.
    Dalej jest na prawdę pięknie.Powtarzany jest apel do młodych rolników by nie ociągali się ze składaniem wniosków na młodych rolników.Do rozdysponowania,
    bezzwrotnego jest bowiem 0,5 miliarda ,wniosek nie jest skomplikowany,a zawsze mogą pomóc w wypełnieniu ośrodki doradztwa: gminne ,powiatowe i wojewódzkie.
    Agencja także uprzejmie zawiadamia ,ze własnie ukończyła regularny proces
    przekazywania dopłat obszarowych ca’ ok 10 miliardów a minister,głosem aksamitnym sieje propagandę o mocarstwowej naszej pozycji w mleczarstwie.

    Lubię tą audycję,miejscami może denerwującą,lecz wnoszącą optymizm.
    Znów mogę przysnąc i śnic ,że jestem młodym rolnikiem i że ten stan będzie trwał wiecznie.Ja będę nieśmiertelny a Unia zostanie głupia po wsze czasy.

  20. Skąd tyle zawiści wobec polskich rolników… że mają krasnale, kostki brukowe, samochody? Uważam, że to świadczy o ich gospodarności i rezolutności. Dlaczego uważani są oni za darmozjadów, żerujących na biednych mieszkańcach miast? Skoro rolnictwo to tak dochodowy i bezproblemowy biznes to dlaczego ludzie z miasta nie zmienią branży, żeby posmakować tej arkadii i sami nie zajmą się produkcją żywności? Przecież każdy ma wolny wybór. Czy rolnik powinien chodzić pieszo i mieszkać w starej drewnianej chacie, żeby reszta społeczeństwa była zadowolona? Ja uważam, że praca na roli to bardzo ciężki kawałek chleba. Człowiek nigdy nie może być pewien czy warunki atmosferyczne nie zaprzepaszczą jego kilkumiesięcznej pracy, albo „sytuacja rynkowa” nie spowoduje, że będzie musiał sprzedać on płody za cenę zbliżoną do ceny produkcji. Czy naprawdę nie mamy powodu, żeby doceniać tych, dzięki których pracy i sumienności możemy spożywać żywność wysokiej jakości (mam oczywiście na myśli uczciwych rolników, dla których żywność to nie tylko towar, ale środek do zaspokojenia podstawowych potrzeb życiowych innych ludzi)? Nie mieszkam na wsi i nie obcuję na co dzień z rolnikami, dlatego może jestem w błędzie. Z góry dziękuję za rozwianie moich wątpliwości.

  21. Matylda 11 kwietnia o godz. 7:16
    „Tylko niech pana ręka Boska broni przed przycupywaniem w sercu matecznika „tubylców”. Przechlapane. Polecam domek pośród desantu wielkomiejskiego. Takich na obrzeżach wielkich miast zatrzęsienie.”

    Wypisz, wymaluj izraelscy „osadnicy” pośród palestyńskiej mierzwy! Czy w Polsce wielkomiejscy desantowcy też z M-16 w jednej, a z dziesiątym wybrańcem w drugiej rączce po wsi chodzą?
    Dawno nie byłem na tej polskiej głupiej, chciwej i pełnej wierzących hipokrytów wsi no i chciałbym poinformować się, czy na niej równie bezpiecznie jest jak w „silniejszej od naszej demokracji” czy dalej o niebo gorzej?

  22. Czekam z utęsknieniem i niecierpliwością na Gospodarską egzegezę wad, zalet i powodów reformy rolnej z 1944 roku. Oczywiście w ujęciu dialektycznym oraz przez porównanie ze źródłami wprowadzenia różnych krusów czy unijnych dopłat dla polskiego chłopa.

  23. Mam nadzieję, że podobnie postąpi Gospodarz pisząc swój następny, jakże oryginalnie antykościelny wpis na swoim jakże politycznym blogu zerkając sobie przedtem na karteczkę z poniższym tekstem:
    „4 300 000 katolickich Haredim w mojej Polsce a będzie w Niej tak doskonale jak w moim Izraelu, o którym także nie przestaję złośliwie pisać w każdym dostępnym mi miejscu i czasie!

    Filozofowi trzeba policzyć na paluszkach (wiem, bo mam kilku w rodzinie) gdyż inaczej nie pojmie: Żydów w Izraelu mamy około 5.9 mln z czego klasa darmozjadów Haredim to jakieś 700 tysięcy. A więc blisko 12%. W Polsce mamy ilu ludzików? 38 mln? Katolików z tego jakieś 36.5 mln. 12% z 36.5 mln to właśnie wspomniane wyżej cztery miliony z dobrą górką. Haredim nie sieją, nie orzą a pieniążki od państwa biorą. Modlą się tylko, jedną książke w kółko czytają no i przedłużają gatunek. Po dziesiątce dziatek na rodzinę za pieniązki…no właśnie, za czyje? Nieskromnie powiem, że w jakiejś tam malutkiej części od kilkudziesięciu już latek i za moje.

    Repetitio est mater studiorum.

    Dodam teraz tylko, że jakby ten polski chłop nie był durny, pijany, chciwy, chamski i katolicki, jakby mu „samo nie rosło”, to z pewnością przepracował uczciwie tysiąc razy więcej godzin niż każdy z tych Haredimków-darmozjadków. Chociażby zbierając z pola to, co mu tam „samo wyrosło”. Nie ma w Polsce odpowiednika prawie 4.5 miliona Haredim utrzymywanych przez resztę normalnych podatników. No ale kąsa się tę rączkę, która karmi a nie tę, która bije.

  24. @zza kałuży,
    a poza tym wszyscy w domu zdrowi?

  25. Ja tam już siły do Profesora ni mam.
    Wszystko, jak żywe opisał, że aż komentować co ni ma.
    Tylko jedno bym zmienił – tego chłopa.
    Toż to, co Profesur wypisuje, to o nas wszystkich przrzeca.
    Bo to we Stolycy czy Gdanisku jakimś inne ludzie frajera naszego powszedniego, oszusta bliźniego a skąpego doją?
    Na tych Wiejskich pokojach i wiejskich zagonach ursynowskich nie Niemcewicze siedzą czy inne, no te, Pan już wie jakie.
    To siedzimy my. Naród Polski Obywatelski
    A co pańskiego w nim było (znaczy, nie – Pana Profesora tylko Pana prawdziwego, dziedzica znaczy), to już wycieli w pień sąsiedzi (no, nie te Grossowe, ale zagraniczne) i samiśmy dokończyli po wojnie (co prawda to robiła żydokomuna z ty książki, ale naszymi ręcami).
    Zmusili, panie, zmusili.
    Wybili, panie, wybili.
    A jakby Profesor nie wiedział, ta ta unia, piesją tentego,to już osiem milijardów eurosków miastowym (znaczy: naszym, ale w blokach) na edukacyję dała.
    To i szkolą, panie szkolą.
    Za te dutki srebrnicze szkolą, profesury i magistry proste, w hotelach i siołach spa (bo sie spasajom tam nieroby miastowe), w akademijach i mninisterstwach szkolą.
    Tak Panie Profesorze, na wiedzy unijnej można nie gorzej, niż na wykładach w Prażniewickiej Wyższej łikendami albo plastikowych drzewkach.
    Taka ta unia chytra w tej edukacji, śmiertelną cywilizacją i profesora może pouczyć, podkarmić.

    Ale po dutki trzeba się pochylić, na ulicę sięgnąć, a nie w pola jakieiś ciągnąć z miastowych bloków, żeby kto Profesorowi te euro dał.

    Bo co wasze to nasze a co waszeci to moje.
    No bo unia – przeca tyż wasza?

  26. @ Zdziwienie
    11 kwietnia o godz. 18:28
    – – –
    Na zdziwienie – oświecenie.
    Zgadzam się.
    Wszystko to, rolnik powinien.
    Ale wypracować.
    Niestety, o tym nawet Profesor nie ma co pisać.
    I nie o tym pisze.

  27. Matylda
    11 kwietnia o godz. 19:26
    – – –
    Znając adresata Twego miłosiernego pytania, z sąsiedniego blogu, skąd zbiegł – nie.
    Ot, globalizacja w nieszczęściu, módlmy się.
    😉

  28. Cała prawda o tępym, nawiedzonym, rozpitym, chciwym i okrutnym wiejskim motłochu.
    Ambonowe nauki z antysemityzmem włącznie nie poszły „w las”…

  29. Matylda 11 kwietnia o godz. 19:26
    „a poza tym wszyscy w domu zdrowi?”

    Pani Matylda raczy sobie żartować, a tu jak się dowiaduję problem jest poważny i całkowicie uzasadnia aplikację diabelsko przenikliwej inteligencji profesora! W swojej naiwności dostrzegałem jakieś sprzeczności w przywoływaniu na pomoc rąk boskich przez groupies Ideologicznej Podbudowy Antykościelnej Krucjaty W Polsce, no ale po przeczytaniu o „tępym, nawiedzonym, rozpitym, chciwym i okrutnym wiejskim motłochu” przestraszyłem się nie na żarty.

    Pani Matyldo, być może na M-16 panią nie jest stać, ale jakąś pukawkę zalecam gorąco! Może być (zamiast?) zwiększona konsumpcja wojskowej grochówki,- cokolwiek, byle tylko utrzymać tych tubylców w ich matecznikach. Inaczej katolicka ich dzicz rzuci się na panią zza krzaków, pomimo czujnego przycupywania w wielkomiejskim rozkroku desantowym. I wzrok mając lekko przytłumiony szykownymi okularkami marki Francuz&Włoch za jedyne pińć tysiuńców rzuci się niewolić panią Matyldę żadnego uważania na zeszłoustrojowy wiek niewolonej niewiasty nie mając.

    @Krzysia 12 kwietnia o godz. 0:38
    Należy się Sznownej Pani nagroda. Puchar Przechodni dla blogowicza, który z jak najmniejszej ilości sprytnie przez Gospodarza wrzuconych wskazówek Drogę Prawdy odnajdzie. Niech się wszystkie gry komputerowe i krzyżówki NYT schowają! Pewnie niedługo ktoś panią pobije w te klocki, ale jak na razie Puchar jest pani.
    (Z pucharów pijemy a nie siusiamy do nich – to w kwestii formalnej, bo ludziska różne niewykształcone czasami mylą obie funkcje. Uwaga ta absolutnie nie tyczy się pani.)

    Matylda 11 kwietnia o godz. 7:16
    „Tylko niech pana ręka Boska broni przed przycupywaniem w sercu matecznika „tubylców”. Przechlapane. Polecam domek pośród desantu wielkomiejskiego. Takich na obrzeżach wielkich miast zatrzęsienie.”

  30. @Zdziwienie

    „Skoro rolnictwo to tak dochodowy i bezproblemowy biznes, to dlaczego ludzie z miasta nie zmienią branży, żeby posmakować tej arkadii…”

    Spieszę wyjaśnić, że gospodarstwa się nie kupuje (choć wyjątki się zdarzają), ale się dziedziczy i co najwyżej dokupuje lub dzierżawi ziemię, więc te zawistne mieszczuchy mają raczej niewielkie szanse stać się współczesnymi właścicielami ziemskimi i producentami żywności (tak o sobie każą chłopi mówić; rolnik to już anachronizm).
    To środowisko jest hermetyczne i raczej niechętnie widzi nowych.

    „Czy naprawdę nie mamy powodów, żeby doceniać tych, dzięki których pracy i sumienności możemy spożywać żywność wysokiej jakości…”

    Kto tę żywność ‚wysokiej jakości’ wytwarza? Rolnik??? On hoduje 10 tys. świń i truje smrodem całą okolicę. Świnki po pół roku osiągają ‚wagę’ (normalnie karmiona świnia taką wagę osiągnie w rok albo i dłużej) – ciekawe, czym je karmi?
    Na swój użytek ma kilka świnek odstawionych w oddzielnym okólniku, karmionych tradycyjnie, bo on przecież takiego g…. z hodowli jadł nie będzie.
    Inny hoduje krowy mleczne. Moi sąsiedzi mają chyba ze 100 sztuk. Krowy nie wychodzą na pastwiska. Stoją na stanowiskach w nowoczesnej oborze i od czasu do czasu padają, bo mają ogromne wymiona i słabe cienkie nogi. Ot, nie żywe czujące zwierzę, tylko mała fabryka mleka. Taka krowa ‚wystarcza’ średnio na 3 – 4 lata, a później w nagrodę idzie na tatar i befsztyki.
    A może myślisz, że pani gospodyni robi własne serki, że ma zsiadłe mleko, swojskie masełko i śmietanę, którą można nożem kroić? Otóż po raz kolejny wyprowadzę Cię z błędu. Dwa razy w miesiącu na podwórzu pani gospodyni pojawia się samochód – chłodnia z mleczarni, do której zdaje się mleko i pani gospodyni wybiera sobie serki, jogurciki, śmietanki, masełka i inne mleczne frykasy z 20% bonifikatą. Nie płaci gotówką, bo odliczą przy wypłacie za mleko (coś ze 25 tys. miesięcznie), więc nie odczuje wydatku. Na te przetwory zakupiła sobie oddzielną chłodziarkę, bo w normalnej lodówce się nie pomieści.
    Paliwo do ogromnych Hollandów sporo kosztuje, ale i tu są dopłaty. A poza tym zaprzyjaźniony pan zza wschodniej granicy od czasu do czasu wszystkich sąsiadów zaopatrzy nie tylko w ropę, ale w spirytus i papierosy.
    I jakoś ta wiejska bieda hojnie wspierana przez wredną unię się toczy.
    Gospodarze ‚zatrudniają’ do pomocy miejscowych pijaczków, którzy za flaszkę spirtu i paczkę fajek ‚od ruskich’ odwalą każdą robotę.
    Owszem, w niektórych gospodarstwach wytwarza się żywność domowymi sposobami, ale wówczas jest to już tzw. produkt lokalny z certyfikatem i odpowiednio wyceniony.
    P.S.
    Wieś nigdy nie była sielska, zawsze była okrutna, parafialna i prymitywna. Chłopskie dzieci, jeśli nawet skończą studia, nie wyzbywają się chłopskiej mentalności. Ktoś kiedyś powiedział, że chłop wyjdzie ze wsi, ale wieś z chłopa nigdy. Choć, jak wszędzie, zdarzają się wyjątki.

  31. Słaby wpis. Faktycznie mieszkańcy polskich wsi są w wielu kwestiach uprzywilejowani, a do zaradzenia tym „nowym nierównościom” jakoś się żadna siła polityczna nie kwapi. Ale felieton, który miał chyba śmieszyć wydaje mi się raczej pretensjonalną „narzekaniną” na tę sytuację. Pewnie, że chłopi narzekają. Tak jak miastowi. Tak jak prof. Hartman, który niczym się od innych nie różni ze swoim biadoleniem na chłopski dobrobyt, katolicką obyczajowość, na chłopskie wreszcie narzekanie. Uderza mnie stereotypowość tych uwag, bo gdyby komuś przyszło do głowy równie stereotypowo potraktować jakąś inną grupę społeczną, do której profesorowi politycznie lub ideowo po drodze, to by się profesor zagotował z pośpiesznych przygotowań odsieczowych.

  32. I jeszcze przebijająca z każdego akapitu poczucie wyższości. Jakieś to małe…

  33. @Ewa 1958
    ,,Megafon z kościoła daje na kilometr, ale można by się przyzwyczaić. Dyskoteka rąbie na drugi kilometr, ale można by się przyzwyczaić. Pijacy ryczą i się zataczają, ale można by się przyzwyczaić” ale do Ewa 1958- ,,Mieszkam na podlaskiej wsi od zawsze, wydaje mi się, że będę miała sporo do powiedzenia na zadany temat.Mój przyszły zięć, Anglik, fotografował jedzenie i dekoracje na stołach, nie dowierzając, że w kraju, który uważa się za biedny i zacofany, dzieją się takie cuda !” – Choćby i ,,dopłatę mi dali” nie można by się przyzwyczaić. Pan Profesor stara się obnażyć nasze wady narodowe, a Twoja wypowiedź Ewo tylko potwierdza jego tezy – jesteś jedną z Jego postaci, które opisuje.

  34. @Aleksandra

    Nie wiem, czy dobrze Cię zrozumiałam, ale chyba usiłujesz mnie obrazić.
    Skoro uważasz, ze moja wypowiedź (albo już wypowiedzi) potwierdza tezy Profesora, to jakim cudem jestem wg Ciebie, jedną z postaci, które opisuje?
    Z tekstu profesora raczej jasno wynika, że Jego ‚bohaterowie’ to:

    1) sprytni i zuchwali chłopi biorący często horrendalne unijne dopłaty i mimo to gryzący rękę, która ich karmi;

    2) wiejscy fanatycy religijni, ludowi wyznawcy kultu NMP, ganiający do spowiedzi po rozgrzeszenie po tym, jak się konkretnie schlają i nie pamiętają, co nagrzeszyli;

    3) chłopi traktujący rząd Tuska jak bandę złodziei; wiecznie niezadowoleni, roszczeniowi, prymitywni, hałaśliwi.

    W które z tych wyrazistych postaci wpisuję się wg Ciebie, @Aleksandro?

  35. @mag

    Skoro i Ty, rodowita warszawianka, tak to widzisz, to chyba jest ‚coś na rzeczy’. Ta unijna bieda aż bije po oczach.

  36. Ewa 1958 12 kwietnia o godz. 6:26
    „Wieś nigdy nie była sielska, zawsze była okrutna, parafialna i prymitywna.”
    Ciepło, ciepło, pani Ewo!
    Gdyby tylko zechciała pani uczynić jeden, malutki, dodatkowy wysiłek i wspomniała „Malowanego Ptaka”… odebrałaby pani wtedy Puchar Przechodni pani Krzysi. I byłoby do czego siusiać.

  37. Ewa 1958 12 kwietnia o godz. 6:26

    „Chłopskie dzieci, jeśli nawet skończą studia, nie wyzbywają się chłopskiej mentalności. Ktoś kiedyś powiedział, że chłop wyjdzie ze wsi, ale wieś z chłopa nigdy. Choć, jak wszędzie, zdarzają się wyjątki.”

    Cholerka, to całe to wystawanie moich przodków przed lustrem i od siedmiu pokoleń przymierzanie fraka na próżno? A ja myśałem, że jak nie przerwę tej rodzinnej tradycji to jeszcze najwyżej z jedenaście pokoleń i już na moich pra-pra-pra wnukach ten frak będzie leżał jakby się w nim urodziły.

    Oczywiście, że nie tak dobrze jak na dzieciach wyjątkowej wiejskiej filozophki! Nie jestem aż taki bezczelny!
    Nie śmiem porównywać się do wy

  38. Gekko
    11 kwietnia o godz. 21:27

    jak trza, to trza, módlmy się 😉

  39. a może tsza, już sama nie wiem 🙁

  40. Panie Profesorze, dlaczego zegar na blogu pokazuje jakąś dziwną godzinę?
    Dzieci przestawiły? 😉

  41. Cała prawda o tępym, nawiedzonym, rozpitym, chciwym i okrutnym wiejskim motłochu. Hm…
    Raport z autopsji?
    Proponuję następny temat:
    O wyższości motłochu miejskiego nad wiejskim czyli co lepsze: brona w plecach czy mojką po patrzałkach w ciemnym zaułku? 😉
    Polską wieś znam już tylko bardzo powierzchownie i raczej od zachodu Polski do mniej więcej Poznania. Nie wiem, jak radzą sobie teraz potomkowie „Gospodarzy” versus „Byłe Pegierusy” (tak dzieliła się wieś na Ziemiach Odzyskanych), wiem że część żyła z jumy i przygranicznego handlu z Niemcami, pobudowała domy i założyła burdele (pardon, agencje towarzyskie), a na prawie każdym wiejskim kościele elektroniczna pozytywka wyrywa ze snu o 6 rano jak muezzin z minaretu. „Kiedy ranne…” słyszalne są w promieniu co najmniej 2 km.
    Sielska wieś podlaska w maju – widok niezapomniany. Trasa Supraśl-Białystok, małe wioseczki z drewnianymi domkami, w sadkach kwitnące śliwy, podwórka równo pokryte kwitnącym mleczem, ani śladu człowieka, kury, kota… Weekendowe siedziby chłopskiego potomstwa z Białegostoku?
    I wszędzie płoty, ogrodzenia, bramy, zasieki….

  42. @zza kałuży

    Nie muszę wspominać „Malowanego ptaka”. Wystarczająco dużo napisałam i podrzuciłam linków na innych blogach o mordowaniu Żydów przez polskich bandytów na Białostocczyźnie. Celowo nie piszę „Polaków”, bo ktoś mi już zarzucił, że uogólniam. Mam już w tej kwestii dorobioną przez niektórych ‚twarz’. Nie muszę też podpierać się fabułą.
    Mieszkam ok 50 km od Jedwabnego i 20 km od żydowskiego (przed wojną) miasteczka Brańsk. Polecam wstrząsający program jednej ze stacji telewizyjnych. Niektórych bohaterów programu znam osobiście.

    http://tvnplayer.pl/programy-online/superwizjer-odcinki,337/odcinek-937,juz-dosc-zycia-dla-was-bylo,S00E937,4023.html

    A co do pucharu – no cóż, teraz zapewne odbiorę go Pani Krysi, choć siusiać w niego raczej niewygodnie.
    Z tym frakiem to trafiłeś w samo sedno. Na moim zięciu leży jak ulał (szyty na miarę). Ale zięć jest artystą Opery i Filharmonii Podlaskiej. Z chłopów jego ród, choć miastowi trochę krwi namieszali. W trzecim pokoleniu.

    Pozdrowienia od ‚wiejskiej philosophki’

  43. Matylda
    12 kwietnia o godz. 8:00
    – – –
    Jasne, jak Góra, że trza 🙂
    W intencji zdrowia, oby przenikającego za kałuże i oceany.

    Tym bardziej, że jednym z głównych beneficjentów unijnych dopłat rolniczych jest, będąc krajowym latyfundystą – KK.
    Więc modlitwa się opłaca.
    Czyżby Profesor tego nie wiedział, komentując indywidualne jeno beneficja, że to świadomość granic etycznych kształtuje byty, finansowane przez Unię? 😉

  44. Ewa1958
    Piszesz:”Ktos powiedział, ze chłop wyjdzie ze wsi, ale wieś z chłopa nigdy”
    Jak każde uproszczenie i generalizacja, ten bon mot wydaje mi się nieco bałamutny.
    Może sprawdza się w odniesieniu do pierwszego, a nawet drugiego pokolenia tych, którzy po wojnie zakorzenili się w mieście z powodu pracy, czy studiów.
    Osobna grupę stanowili tzw. chłopo-robotnicy, jak z filmu Barei (wstaję o godz. 3, idę 2 km. do przystanku PKS itd.)
    Dzis te przeskoki ze wsi do miasta są mało zauważalne. Co by nie mówić, standardy życia w mieście i na wsi są podobne. Na pewno najwolniej zmienia sie mentalność. Pleban, nawet poza plecami ostro krytykowany, wciąż pozostaje guru, a już nawiedzenie parafii i gminy przez biskupa to ho, ho!
    P.S. Niektórzy Twoi adwersarze kreują Cię na „wiejską filozophkę”. Powinnaś znać swoje miejsce w szeregu, a Ty burzysz pewnien schemat. Ciekwe, czy im przeszkadza np. Stasiuk albo Tym, czy jakikolwiek inteligent mieszkający na wsi, choć niekoniecznie o chłopskich korzeniach, który „pluje” w swoje/nieswoje gniazdo.
    Pozdrawiam ciepło.
    Dużo bocianów przyleciało?

  45. @mag

    I znów te zdradliwe uproszczenia. Ale dodałam, że zdarzają się wyjątki.
    Niektórym orędownikom wiejskiej arkadii pragnę przypomnieć, że na wsi mieszkają nie tylko ‚producenci rolni’.
    Są lekarze, weterynarze, nauczyciele, rzemieślnicy. Ostatnio „wybudował się” emerytowany pułkownik i już zamieszkał z rodziną. Kilka km od mojej miejscowości mieści się pracownia jubilerska. Właściciel powrócił z Warszawy na ojcowiznę (a raczej dziadkowiznę) i nieźle sobie radzi. W zabudowaniach gospodarskich moich rodziców mieści się mała stadnina koni (nie moja – zaznaczam). Właściciele koników jak najbardziej ‚miastowi’. I naprawdę kochają zwierzęta. Ostatnio przygarnęli szczenną sukę, którą ktoś miejscowy skatował.
    Gdyby na wsi mieszkali sami rolnicy, tym ‚niebranżowym’ trudno byłoby wytrzymać.
    Bocianów ci u nas dostatek. Godnie kroczą za pługami i bronami i wybierają tłuste robale.
    Pozdrawiam również ciepło po zimnych świętach.

    P.S. W wiejskich święconkach znalazło się mnóstwo sztucznego kwiecia z przewagą różu i błękitu, czekoladowe jajka i zajączki. O tradycyjnej borowinie prosto z lasu i baranku jakby wstydliwie zapomniano.
    Plastik i kolorowe szkiełka dalej na topie.

    @markot pisze o weekendowych siedzibach chłopskiego potomstwa z Białegostoku. W moich stronach jest raczej niewiele weekendowych siedzib nowych Białostocczan, chociaż akurat jeden z moich braci takową posiada. Na większą skalę dzieje się tak w wioskach, gdzie były spółdzielnie produkcyjne (to takie mniejsze PGR – y). Młodzi wyjechali do miast, bo rodzice nie mieli gospodarstw, a teraz wracają, remontują drewniane chaty i mają gotowe dacze na lato.

  46. errata – jest: Białostocczan; powinno być: białostocczan (chodziło mi o mieszkańców Białegostoku, a nie Białostocczyzny)

  47. Ewa 1958 12 kwietnia o godz. 8:35
    Niestety, aby obejrzeć podlinkowany materiał muszę najpierw ukryć moje IP przed czujnym dystrybutorem. Na razie nie mogłem więc obejrzeć filmu.
    W kwestii zasadniczej. Ja nie podważam:
    1/ Faktu zaistnienia takich zbrodni,
    2/ Ich kwalifikacji moralnej
    Moje kontakty z żywymi Żydami w Polsce, czyli przez pierwsze 30 lat mojego życia były znikome. Teraz wiem, że znałem pewnie kilku Żydów, ale z pewnością to chyba tylko trzy osoby. Jednym z nich był ojciec Gospodarza a innymi sąsiedzi z kamienicy – małżeństwo starszych osób, które pamiętam tylko pamięcią małego dziecka. O żadnej z tych osób do trzydziestego któregoś roku życia nie powiedziałbym, że była „Żydem”. To nie było mi do niczego potrzebne. Nie istniało w moim świecie, nie miało do niczego odniesienia. Oczywiście słyszałem zjadliwe komentarze, że „KORem rządzą Żydzi” ale przyjmowałem to jak stwierdzenie, że „jesteś łysy”. Nie byłem łysy i nie widziałęm żadnego sensu w szczegółowym analizowaniu tej tezy. 99.99% mojej opinii na temat „obiektywności” i „wiarygodności” dużej części informacji na tematy polsko-żydowskie w czasie okupacji ukształtowało się pod wpływem tego, co przeczytałem i co sam usłyszałem i zobaczyłem będąc już w USA.

    Dobrą ilustracją będzie tutaj film „Shtetl” polskojęzycznego reżysera Mariana Marzyńskiego. Pewnie gdzieś na Youtube znajdzie pani ten film albo jego fragmenty. Proszę zwrócić uwagę na to, jak Marzyński prawdziwie „wyreżyserował” (ucharakteryzował i umieścił w „odpowiedniej” scenografii) obie strony. Proszę porównać kto reprezentuje „stronę żydowską” i „stronę chłopską”. Jak wygląda otoczenie, w którym przeprowadza się wywiad z Amerykańskimi Żydami a gdzie łapie się polskich chłopów. Komu daje się ile czasu na ubranie się, umalowanie, ucharakteryzowanie. Jak dobiera się oświetlenie i tło. Co jest tłem dla obu rodzajów protagonistów. Jak filmuje się z ukontentowaniem chłopskie braki, od braków w uzębieniu do nieumiejętności wyrażania się po angielsku.
    W skrócie – film „Shtetl” to jest w mim pojęciu jedna wielka manipulacja. Nawet jeżeli zawiera jakieś jądro prawdy o gehennie Żydów w czasie wojny także z rąk polskich chłopów. To jest tylko jeden przykład, ale mam nadzieję, że ilustruje skąd bierze się mój sceptycyzm gdy słyszę „bezkompromisowe” i „prostozmostowe”, jakoby „obiektywne” i „moralnie bezdyskusyjne” salwy różnych takich marzyńskich Hartmanów. Po treningu w USA, czyli u źródła, widzę przede wszystkim dekoracje, podziwiam ustawienie świateł w studio i spójnośc scenariusza.

  48. zza kałuży (12-04-g.17:48)
    Bardzo interesujące wydają mi się pana uwagi.
    Nie znam filmu „Shtetl”, ale pewną namiastkę takich klimatów odczytałam w „Liście Schindlera” Spielberga, dlatego uważam ten film za manipulację, przynajmniej częściową. Znacznie bardziej uczciwy był „Pianista”, skoro już o filmach mowa. A naprawdę żałuję, że nie dostał Oscara „W ciemności” Holland. Myslę – głównie dlatego, że temat się „przejadł”

  49. Nie sadzę by JH celowo i podstępnie,tym razem,wzbudzał uczucia niechęci do prapolskiego chłopstwa.Z pozycji odwetowych.Ja to odbieram jako ,ukrytą ,może podświadomą,obawę o zagrożenie społeczne .Nieuzasadnioną nierównośc.Mówiąc z przesadą.

    Nie trzeba wielkiej wyobrazni, by dostrzec możliwośc ostrego kryzysu
    ekonomicznego,przy którym miejskie gołodupce blokowe zostaną bez środków do życia.Nawet profesury bez odpowiednich koneksji i bez brania zagranicznego.
    Pensyjka się urwie,ziemskich włości brak.Dopłaty się nie należały.

    Wśród wielu skrzywień transformacyjnych i z UE wziętych to jest istotne skrzywienie.Wspólna Polityka Rolna UE została „wyonacona” sprytem chłopskim i chciejstwem wadzy innych.Kręcących bicz na własny grzbiet po wygaśnieciu manny unijnej.

  50. Marsz Jedności jako wyraz sprzeciwu wobec ostatnich wydarzeń mających miejsce w Białymstoku, który określa się „miastem wielu kultur i tolerancji”:

    http://www.mmbialystok.pl/artykul/marsz-przeciwko-przemocy-faszystowskiej

  51. @Ewa 1958 .,… ale chyba usiłujesz mnie obrazić?” – Nic podobnego, projektujesz swoje własne wyobrażenia (nie tylko w tym miejscu). Znaczną część dochodów ludności wiejskiej, szczególnie młodzieży emigracyjnej lat 1981, 1989, 2004, 2007 stanowią fundusze zgromadzone podczas pracy w krajach UE (2004) Najczęściej młodzież wyjeżdżała do Anglii, Irlandii Francji,Włoch, Hiszpanii. Często dziadkowie lub rodzice przepisywali im swoje grunty i młodzi sami stawiali sobie domy, organizowali sobie wystawne wesela i kupowali sobie samochody. W tej grupie nie miało i nie ma, to nic wspólnego z dotacjami unijnymi. Większą część uderzenia potransformacyjnego wzięła na siebie młodzież zarówno wiejska jak i miejska.

  52. Samoobrona się skończyła, gdy weszliśmy do Unii i zaczęły się dopłaty.

  53. @Aleksandra

    Być może w Twojej wsi dzieci rolników wyjeżdżały za granicę, by zarobić na wesele i na domek. W mojej odbywa się to inaczej. Syna się żeni, a córkę wydaje za mąż. A wesele robią rodzice. Może na zarobek wyjeżdżają 3 – hektarowi ‚gospodarze’, ale dzieci współczesnych obszarników nie muszą szukać szczęścia za granicą, chyba, że jest to podróż poślubna.

  54. Aleksandro,

    pobieżnie „wyguglowałem” następujące liczby za 2011:

    * dopłaty bezpośrednie :ok 14,5 miliarda,w tym z budżetu RP ok 2,5 miliardów.
    * transfery pieniężne emigracji zarobkowej : ok 14 miliardów
    * dochody finansów publicznych z PIT : ok 50 miliardów

    Zakładając,że „rolnicy” to ciągle ok 0,3 populacji RP wychodzi ,że otrzymali oni :
    14,5 + (14 * 0,3 = ok 4,7) = ok 20 miliardów.(zakładam,ze emigracja zarobkowa jest proporcjonalna do populacji)
    podczas gdy miastowi tylko ok 9,3 transferów z emigracji wnosząc przy tym do kiesy państwowej cały PIT.
    Rolnicy nie płacą PIT uzyskując średni dochód ze swej działalności bliski medianie zarobków mieszczuchów.Podatek gruntowy jest do pominięcia.

    Wychodzi na to ,że nierównośc dochodów i ciężarów populacji miejskiej i rolnej jest wyrazna.A co wydaje się jeszcze ważniejsze nierównosc zabezpieczenia na „czarną godzinę”.Ziemie dało państwo (reforma) i dobrze.Powinno to byc zobowiazanie a nie jest.Tylko ok 30% gospodarstw jest towarowych .Reszta to socjal.Wspólna Polityka Rolna UE uzyskała w Polszcze także wymiar socjalny.Bezsensowny.
    Oczywiście nalezy uwzglednic

  55. @Jurgaunowy.Dziękuję za komentarz.Ciekawe jak te same wskaźniki wyglądały przed 2004 r. Ogólnie można zgodzič się z tezą, że istnieją zasadnicze róźnice, ale winą za politykę państwa i UE nie moźemy obwiniać chłopów. Umiejętność sięgania po fundusze europejskie jest koniecznością, w moim przekonaniu działaniem niezbędnym. Proszę zwrócić uwagę na środki finansowe przeznaczone na rozwój badań naukowych.

  56. Aleksandro,
    racja,nie powinniśmy obwiniac chłopów.To kiepska polityka i w odniesieniu do rolnictwa i
    w odniesieniu do badań naukowych.Fetysz sprawności w „czerpaniu” funduszy unijnych przesłania ,a właściwie czyni nieobecnym rachunek efektywności ich wykorzystania.
    Wpadam w banał.Wystarczy.Pozdrawiam

  57. Tekst Gospodarza dobry, oddaje niesmiertelne klimaty wiejskie. Ponad sto lat temu Stefan Żeromski o ich istocie pisał w „Rozdziobią nas kruki, wrony”. To zdzieranie butow martwym powstańcom, wleczenie do domu konskiej padliny … .
    No ale cóż zrobić – bez tej upiornej wsi nie da się zbudować w tym parafialnym kraju wiekszości rządzącej.
    Można więc sobie co najwyżej pomarudzić. No i trzeba pamietać, że jakby co to ostatnie buty sciągną. Bo im się należy … .
    Pzdro

  58. @Aleksandra

    „Projektujesz swoje własne wyobrażenia (nie tylko w tym miejscu)…”

    Gratuluję przenikliwości, ale muszę Panią rozczarować – moja wyobraźnia nie musi nic projektować, szczególnie jeśli chodzi o kwestie związane z wsią. Wszystko podane jest na tacy – ot, takie codzienne gotowe żywe obrazki.

    „Znaczną część dochodów ludności wiejskiej, szczególnie młodzieży emigracyjnej lat 1981, 1989, 2004, 2007 stanowią fundusze zgromadzone podczas pracy w krajach U E (2004)…”

    Z tego, co zrozumiałam, Pani znajomość wiejsko – emigracyjnej rzeczywistości ogranicza się do bywania na hucznych weselach i zdobywania zapewne tam ścisłych danych statystycznych. Jeżeli już ktoś ze wsi wyjeżdżał ‚na zarobek’, to byli to przeważnie tzw. chłopo – robotnicy, którzy mieli po kilka hektarów ziemi z reformy rolnej i utracili pracę w mieście z powodu likwidacji zakładów pracy. Zostali na lodzie, z krowim ogonem i paroma świniami. Więc najczęściej wysyłali za granicę żony, a sami wiedli ( i często wiodą nadal) beztroski żywot pod GS – owskim sklepem. Dzieci, aby tylko skończyły 18 lat, też jechały, ale nie po to, żeby wspomóc gospodarstwa, tylko żeby mieć za co urządzić się w mieście.
    Ten problem dotyczy najczęściej wsi popegeerowskich i małych niewydolnych gospodarstw. To ta młoda belgijsko – włoska emigracja remontuje teraz rodzicielskie biedne chałupy i przerabia je na dacze. Przed świętami w miejscowym sklepie taka młoda ‚zagraniczna’ pani poprosiła ekspedientkę o ‚orendż dżius’, bo zapomniała, jak to jest po polsku.

  59. I mnie wydaje się, że Pani Aleksandra zna wieś tylko i wyłącznie z wiejskich wesel. Mieszkałam przez 10 lat na wsi i napatrzyłam się tam na niejedno /na szczęście już się ze wsi wyprowadziliśmy/. Tak zwani biedni rolnicy za nic nie pójdą pracować, bo kto by tam panie dzieju, za takie pieniądze harował, kiedy można tak przyjemnie spędzić czas pod sklepem z butelką w ręku. Oczywiście są i tacy, którzy pracują i to ciężko, ale takich jest naprawdę bardzo niewielu.
    Dopłaty unijne do gospodarstw małorolnych, to jest zwykłe wyrzucanie pieniędzy w błoto, a renty strukturalne to niestety też chybiony pomysł i w dodatku nieopodatkowany. Zastanawia mnie co rolnik, który skończy 65 lat i odbiorą mu tę rentę strukturalną, powie gdy będzie musiał poprzestać na zwykłej KRUSowskiej rencie. Już wyobrażam sobie te protesty i ten krzyk, jak to chłopa się krzywdzi…
    No i ciekawi mnie, czy Pani Aleksandra wie ile się dostaje takiej renty z KRUSu /też nie opodatkowanej/.
    Co do wiejskich wesel, to musiałam być na trzech i wystarczy mi tego doświadczenia do końca życia.

  60. Byłam kiedyś w sanatorium w Kołobrzegu, w którym, w większości, kurowali się płatnicy KRUS. Po pierwsze, jak wiadomo, płacą oni znikome składki w porównaniu z resztą społeczeństwa. Po drugie, ja musiałam za sanatorium zapłacić a KRUSOwcy mieli je za darmo. I po trzecie, oni mieli prawo do dwa razy tylu bezpłatnych zabiegów. Czyli po trzykroć brałam w d…. . Tak wygląda równość obywateli. Ale oczywiście to oni „żywią i bronią” a w dodatku ciągle padają ofiarą rządzących.

  61. To ja jeszcze coś dopiszę.
    Niejeden zapracowany rolnik chlający pod sklepem czynnym od rana do ostatniego pijaka czasami wda się w awanturę w obronie chłopskiego honoru i honorowo dostanie po ryju. Jak podtrzeźwieje, składa papiery do ubezpieczalni o odszkodowanie, bo ‚wypadek’ nastąpił oczywiście jak najbardziej w gospodarstwie (świadki sie znajdo) podczas pełnienia zaszczytnej służby przy produkcji zdrowej żywności, wszak ci chłop polski od króla Ćwieczka żywi i broni.

    @Matylda

    U nasz na wsi tera taka moda, że w łykend chłopy, jak sie ogarno, umyjo, to na Białystok leco do kristalu sie trochu odchamić, ale bez bab. Jak sie ma kapuche w portfelu to i baby sie znajdo. Same chłopy nie jado, chłopcak zawiezie i przywiezie nówko terenówko. A co !!!
    Co młodsze gospodynie za to od czasu do czasu do ‚senatorium’ jadą, starsze zaś na pielgrzymki z proboszczem lub na wycieczki z kołem gospodyń. Z tych wycieczek wracają z torbami pełnymi żywności przeznaczonej dla ubogiej ludności z terenów wiejskich (ryż, makarony, kasze, musli, dżemy, mleko…). I to tyle o rolniczej biedzie w jednej spod białostockich szlacheckich wiosek. We włościańskich nie jest gorzej. Najbiedniej jest w podworskich. Tam przeważnie zostały ‚wdowie gospodarstwa’, bo dzieci wyjechały do miasta albo za granicę.

  62. @Ewa1958@Matylda jako ekspertki od spraw wsi zapraszam na Międzynarodową Konferencję ,,Kryzys finansowy -przyczyny i skutki społeczno – gospodarcze” w maju do Nałęczowa.Artykuł ma liczyć 40.tyś znaków i jest recenzowany . Rada Naukowa liczy 27 profesorów.Chętnie zapoznam się z wynikami Pań badań

  63. „Padają ofiarą rządzących” pisze Matylda.

    Podobnie jak inne nieuświadomione,że ta łaska jest jak ogon kota.Będzie coraz cieńsza i w końcu ustanie.To,że rosną wielkie i produktywne gospodarstwa to dobrze.Żywnośc jest towarem strategicznym.Geesowi rycerze to tylko mięso wyborcze.Zamiast na flaszkę,z własnej kieszeni,łatwiej dac dopłatę z kieszeni cudzej.Wiedząc doskonale,że to tylko chwilowy plaster na biedę.Bez pozytywnej perspektywy .Oni rzeczywiście padają ofiarą rządzacych .Stroniących od jakichkolwiek starań by rozbroic tą bombę .W Czechach dobrze się mają spółdzielnie produkcyjne i państwowe zakłady rolne.Nie zwariowali ideologicznie.

    Kto wie ,byc może KK Matka Nasza ,po wybuchu tej bomby,kierując się miłosierdziem ,skłoni tych rycerzy do pracy w efektywnie zorganizowanych swoich latyfundiach.Jestem za.Precz z ideologią.Ważni są ludzie.

  64. @Aleksandra,
    stanowisko sekretarza osobistego jest już obsadzone, podobnie z doradcą. Proszę nie aplikować 😉

  65. @Aleksandra

    Niestety, nawet Pani zaproszenie nie ma mocy sprawczej (chyba, że się mylę?). Termin aplikacji minął w styczniu. Niestety.

  66. @Ewa 1958 ,opłata konferencyjna do 15 marca, otrzymałam maila, że dalej są dokonywane :-D. ,,,@Matylda,niestety to Pani musiałaby aplikować, żeby wziąć udział ,

    😀

  67. Z wielką przyjemnością i poparciem podpisuję się pod każdym zdaniem opinii wyrażanych przez „Ewa1958”.
    Opinie wspaniałe, a tylko przekorni dyskutanci usiłują zdyskredytować je podpinając swoje imaginacje pod ogólny trend „intligientnych” (dosłowna pisownia z kaczńskiego słownictwa) wypowiedzi o antysemickim lub dowolnie zabarwionym charakterze.

    Do swojej poprzedniej opinii zapomniałam dodać jeszcze jednej, powszechnej na wsi polskiej cechy mieszkających tam ludzi, a mianowicie o także wyniesionej z kościołów, gdzie „jedynej prawdy” się naucza – pogardzie dla zwierząt i wynikających z niej metodach ich traktowania . (Sztandarowy przykład wsiowego matoła o nazwisku Kłopotek (PSL), który przy okazji uchwalania sejmowej ustawy o traktowaniu zwierząt stwierdził przed kamerami i mikrofonami, że „…pies jest urodzony do trzymania na łańcuchu i nie ma co robić z tego problemu…”)
    Sadyzm i okrucieństwo szczególnie wobec psów, kotów i koni, choć i wszystkie inne wcale nie są tam lepiej traktowane.

    I jeszcze jedno:
    To przecież wśród wiejskich społeczności nadal obowiązuje dogmatyczna wręcz solidarność z klerem tam pasożytującym do tego stopnia, że pedofila w sutannie broni się nawet kosztem tragedii molestowanego lub gwałconego własnego dziecka.

  68. @Krzysia

    O traktowaniu zwierząt na wsi, a właściwie o tradycyjnym okrucieństwie wobec nich pisałam pod wcześniejszym tekstem Profesora („Głodu, głodu”), czym naraziłam się panu @JurekS. Kościół nigdy nie stanął w obronie praw zwierząt, wręcz przeciwnie. Bóg przecież stworzył zwierzęta, żeby służyły człowiekowi. A co tam plótł św. Franciszek, to nie ma znaczenia.
    Co do solidarności z klerem, a właściwie służalczości wobec niego – napisałam co nieco na blogu p. J. Makowskiego. I to nie są wieści z gazet i telewizji.
    Tak się złożyło, że jestem częścią tego świata i tak już chyba zostanie, ale obraz ‚wsi spokojnej, wsi wesołej’ już dawno włożyłam między bajki. Dziś wieś nie pachnie wiosną, tylko ohydnie cuchnie nie do wytrzymania smrodem z ogromnych chlewni i obór.
    Pozdrawiam.

  69. „Ogród rozkoszy ziemskich” mistrza Hieronima Boscha w interpretacji mistrza Kaczmarskiego:

    http://www.youtube.com/watch?v=qfn5-oRjx3E&feature=g-vrec&context=G294d4d8RVAAAAAAAAAA

  70. @Aleksandra

    „Uczestniczyłam w ponad 300 weselach na wsi. Widziałam, jak zmieniają się zwyczaje, kultura, jak wiele wysiłku i serca wkładają w zorganizowanie takiej uroczystości…”
    Jako specjalny gość, choćby z tytułu ilości wesel, była Pani traktowana z wyjątkową estymą, stąd to postrzeganie wsi.

  71. Wpis @Kasy tak mi o tych 300 weselach na wsi przypomniał. A do tego dochodzą zapewne jakieś wesela w mieście. W sumie – fajne życie – od wesela do wesela.

  72. A propos wesel…
    Czyż w dyskusji o tym, kto za wsią a kto przeciw, nie uczestniczymy wspólnie w naszym wielkim, polskim weselu – na koszt UE?
    Jakie znaczenie ma KTO skręca kasę unijną – KK, miastowi edukatorzy, wsiowe głupki (???) i te, przeniesione do blokowisk?
    Skoro i tak jest to wszystko przejadane i topione w bezrozumnej, arywistycznej konsumpcji? (a jest).

    Wspólne chochole wesele na cudzy koszt, kończy się jak zwykle równie piękną grecką katastrofą.

    U nas też zabrzmi wkrótce odchodzący w dal ryk złotego cielca (pardon:rogu), unoszonego w nicość przez cwanego Zorbę.

  73. @GEKKO.Dziękuję za komentarz. Pozdrawiam:-D

  74. „Kota kupujemy. Niebieski. Będzie nam do zasłon pasował…”

    WIEŚ – Kabaret Moralnego Niepokoju:

    http://www.youtube.com/watch?v=NRHC2ytmAys&feature=related

  75. Śmieszny ten wpis profesora, w kategorii satyra.
    Ale co polski chłop winny, że się na takim zadupiu urodził, że przez wieki był katolicyzmem karmiony i wykorzystywany przez sutannę i kontusz. Z dala od edukacji i kultury, że cywilizacja do niego dotarła z tysiącletnim opóźnieniem w stosunku do stawianych za wzór?
    Co, nie chciałby jak bawarski chłop balkonu w szkarłatnych pelargoniach na zadbaną okolice patrzeć? Chciałby, każdy by chciał ale nie potrafi.
    Uczyć go trzeba a nie się wyśmiewać, bo uczyć się chce, kostkę Bauma, dla niego synonim cywilizacji sobie układa pieniędzy nie żałując. Nuworysz wszędzie taki sam, ja już wolę chłopskiego, więcej w nim człowieka z wszystkimi jego ułomnościami.
    Może teraz coś o grodzonych osiedlach, synonimie miejskiego luksusu.
    Bo jak patrzę na miejskiego nuworysza to mnie bardziej mdli niż na chłopskiego.
    Tamtego rozumiem, a inteligenta w trzecim pokoleniu któremu kasa do głowy uderzyła zrozumieć nijak nie mogę.

  76. @ parker
    miejski nuworysz nie dostaje unijnych dopłat do wybaumowanych dziedzińców grodzonego getta osiedlowego, tylko zaciąga na to kredyt i jeszcze płci od tego podatek…

    obrona uciśnionej roli chłopa, bezwolnej ofiary losu – dosłownie – to inna forma konserwowania dysfunkcjonalnych stereotypów

    PS najlepiej z luksusami zapoznać się na ogrodzonym pod Warszawą kartoflisku, betonową pustynią poprzerastaną kapuścianym zagonem i zwieńczoną, jakże wymownie, kopułą wyciskarki do cytrusów, czyli wiarusów wiary w KK.
    O czym ja piszę – ano o miasteczku wilanów… taka nazwa getta kartoflanych mieszczuchów, pode stolycą, gdzie macdonalda się zasięg nawet nie ima…

    😉

  77. Gekko

    Jak dają to bierze, też nie jego wina. Ja też bym brał. Wina tych co dają, bo mu szkodzą chłopom w dystansie konserwując zacofanie wsi.
    Problem się sam rozwiąże, jeżeli prawdą jest, że za kilkanaście lat będzie w Polsce brakować rąk do pracy, wtedy i dotacje go na sześciohektarowym gospodarstwie nie przytrzymają. Dziś dla wielu którzy są za starzy żeby się do miasta przeprowadzić, za biedni żeby żyć ze swojego gospodarstwa w warunkach rynkowych są jedyną szansa na związanie końca z końcem. To nie prawda, że każdy jest kowalem swojego losu.
    Los to los, przypadkiem się rządzi.

  78. @ parker,

    Nieprawda, że „dają”, tylko trzeba się zgłosić i zadeklarować.
    A jest taka możliwość, wzięcia dutków za hektary, bynajmniej nie staraniem chłopów.
    Nawet, przy ich czynnemu sprzeciwowi…przed akcesją.

    To sprawka, że dają, cieniackich yntelygentów, co i tak zostali najczęściej z samymi podatkami na karku.
    Więc to nie takie proste przyczyny, że wesele wspólne, ale jedni na nie płacą a inni – na umór za to piją.

    Warto zrozumieć, czym kończy się bezwarunkowy czyli skąd się biorą nasze narodowe, greckie tragedie, co w sumie nie oszczędzają nikogo.

    A z tym kowalem i losem to jest tak, że sama, bez zaproszenia, to człowiekowi przychodzi w życiu jedynie kostucha.
    Zazwyczaj potrzeba co najmniej czasu, a czasem i rozumu, aby to pojąć. Osobiście – nie życzę. 🙂

  79. ps
    miało być: sojusz bezwarunkowy…

  80. Fikcyjne plantacje, a U E płaci – J. Solska „Kręcą lody malinowe”:

    „Od kilku lat w Europie dużo pisze się o tym, że Polacy wyłudzają pieniądze podatników unijnych, przeznaczone na wsparcie rolnictwa ekologicznego i o tym, że spora część naszych ekologicznych plantacji jest fikcyjna. Jest to możliwe, ponieważ polskie przepisy, wydawane przez Ministerstwo Rolnictwa od 2004 r., czynią taki proceder bezkarnym. W innych krajach, na przykład w Austrii, dopłaty otrzymuje się pod warunkiem dostarczenia na rynek produktów wysokiej jakości. U nas takiego warunku nie ma (!). Nie ma też innych, dzięki którym w innych unijnych krajach żerowanie na dopłatach jest mocno utrudnione. W krajach UE wybuchają różne afery związane z rynkiem żywności, nie odnotowano jednak przypadków powstawania gospodarstw ekologicznych tylko w tym celu, aby brać dopłaty. U nas tak się dzieje.”

    http://www.polityka.pl/rynek/1525723,1,fikcyjne-plantacje-a-ue-placi.read

  81. Ewa 1958

    I te przepisy chłopi uchwalili?
    Przecież to mafia wokół PSL sobie takie prawo załatwia. Ona ma dostęp do Agencji Rolnej, załatwia sobie dzirżawy ziemi i proceder ma skalę przemysłową kwitnie. To nie ma wiele wspólnego z rolnikami. Ci sieją i zbierają jak dawniej. W mojej okolicy jast kilkaset hektarów takich „upraw” brukselki. Żaden z miejscowych chłopów tego nie prowadzi.

  82. @parker

    Na pewno jest też tak, jak twierdzisz, ale jak zwykle kij ma dwa końce. W miejscowości moich rodziców kilku gospodarzy założyło ‚gospodarstwa ekologiczne’ – jedni uprawiają zioła, drudzy marchewkę, jeszcze inni sieją owies. Może i tak powinny wyglądać zioła, doprawdy nie wiem. Według mnie są to jednak ogromne połacie zwykłego zielska. Owsa zaś spod zielonego powoju i perzu nie było latem widać.
    I co z tego, że taki ‚plantator’ nie używa chemii, jak obok sąsiad konkretnie pryska. Plony z tego żałosne albo i żadne, a dopłata wyższa niż przeciętna – do kieszeni. I jeszcze odszkodowanie – bo a to grad wybił, a to mróz wymroził, a to słońce wypaliło, a to mszyca zeżarła (bo nie pryskane) albo dziki wyryły marchewkę. A po cichu modlą się, żeby któraś z tych klęsk ich dotknęła, to znów będzie na co ponarzekać. A za rok się złoży wniosek o dopłaty i jakoś się kręci.

  83. „Dają to biorą”. Przypominam: „cnota nie polega na chronicznym braku okazji”. A o etyce możemy mówić wtedy, kiedy zachowania motywowane są wewnetrzną hierarchią wartości a nie zewnętrznym przymusem.
    Chłop zwany inaczej rolnikiem jest w swej większości amoralny. Z chłopstaw wywodzi się znakomita wiekszość wierchuszki KrK w Polsce. Nawzajem bronią swoich przywilejów i pasożytują na reszcie społeczeństwa. Czas mówić o tym głośno i bez osłonek.

  84. Ewa 1958, Matylda

    Nie jestem zwolennikiem dopłat dla rolników, one same w sobie są patologią, ale obwinianie za nie chłopów uważam za nieporozumienie.
    Gospodarują w warunkach jakie im otoczenie sprawia, jak się bardziej opłaca „uprawiać brukselkę” to uprawiają. Jak się opłaca siedzieć na ośmiu hektarach, zamiast iść do miasta pracować bo tam pracy z ich kwalifikacjami nie ma, to siedzą, to nie ma nic wspólnego z etyką.
    Pisząc w „mojej okolicy” miałem na myśli mój wiejski dom, kupiłem kilkanaście lat temu siedlisko z kilkunastoma hektarami. Przez pierwszych pięć lat jako młody rolnik byłem zwolniony z podatku gruntowego. Ziemie oddałem w dzierżawę sąsiadowi żeby uprawiał i zielskiem nie porastała, za darmo.
    Jak po pięciu latach przyszło płacić podatek gruntowy, chłop zrezygnował, nie opłacało mu się. Więc żeby ziemia nie zarastała ja opłacałem podatek a on dalej uprawiał. Jak weszły dopłaty, musiałem mu je przekazywać, bo inaczej też mu się nie opłacało, ale podatek zaczął płacić. I nie było to żadne naciąganie, gospodarzy w okolicy dużo i nikt nie chciał, bo się nie opłacało.
    Chłopu albo się opłaca albo nie, to czy mu się opłaca nie zależy od niego tylko od warunków jakie mu stworzą politycy i rynek.
    Przez ten cały czas, mimo że mi KRUS przysługiwał opłacałem ZUS.
    Bo udawanie chłopa uważałem za nieetyczne. Ale mnie na tę moralność było stać, miała ona bardzo konkretny wymiar finansowy, przez te 18 lat nie „zaoszczędziłem” na ZUSie ponad 100.000 pln.
    Jak popadłem w tarapaty finansowe a to się przedsiębiorcy czasem zdarza, tak się zastanawiałem, jakby mi się te pieniądze przydały, jakbym wtedy mógł cofnąć czas… to zachowałbym się nieetycznie.
    Nie można etyki postępowania odrywać od sytuacji człowieka, to nieetyczne:):):)

  85. Zamiast komentarza:”

    „Arcybiskup z Bobrówki” (na Podlasiu):

    „Arcybiskup Leszek Sławoj Głódź kupił ostatnio budynek po byłej szkole podstawowej w Bobrówce, jego rodzinnej miejscowości. Wcześniej kilka domostw na kolonii, które stanowią obecnie jedną całość. Niektórzy mówią, że w budynku po byłej szkole podstawowej arcybiskup Sławoj Leszek Głódź chce założyć izbę pamięci poświęconą… swojej osobie. A arcybiskup nie zaprzecza i dodaje, że budynek ma służyć wszystkim mieszkańcom.”:

    http://www.wspolczesna.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20060324/MAGAZYN/60323002

  86. cd.
    ” Tam, w Bobrówce, nadal mieszkają jego brat i siostra, a bratanek prowadzi sklep spożywczo-przemysłowy. Otoczona wysokim ogrodzeniem posiadłość Głodziów jest najokazalsza we wsi. Arcybiskupa można spotkać w Bobrówce w czasie żniw, gdy siedzi za kierownicą kombajnu.”:

    http://spoleczenstwo.newsweek.pl/wszystkie-twarze-arcybiskupa-glodzia,79313,2,1.html

  87. parker
    16 kwietnia o godz. 9:42
    „Chłopu albo się opłaca albo nie, to czy mu się opłaca nie zależy od niego tylko od warunków jakie mu stworzą politycy i rynek….Nie można etyki postępowania odrywać od sytuacji człowieka, to nieetyczne”
    – – –
    W rachunku „opłacalności” jedni uwzględniają koszty własnej pracy, ryzyka, wreszcie te, wynikające z reguł gry rynkowej oraz przynależnych im norm społecznych, w których mieści się dopuszczalna osobista aksjologia.

    Inni oczekują, że nic nie robiąc i nie ponosząc żadnych kosztów ani ryzyka, „opłacalność” im się należy, taką mają odrębną aksjologię.
    Jest to różnica pomiędzy tym, co „jest opłacalne”, a więc formą czynną a tym, co „się komu opłaca”, czyli formą bierną.

    Ten drugi przypadek to również, odwieczna postawa i praktyka tzw. chłopów, niezależnie od miejsca i zawodu, w jakim funkcjonują.
    Nie ma żadnych racjonalnych argumentów, aby tak rozumianą ‚opłacalnością’ doli chłopa uzasadniać jego wypieranie się odpowiedzialności za własne czyny (a raczej za zaniechania), i to w kategoriach „winy” i „krzywdy”.

    To bardzo popularna ale i prymitywna psychomanipulacja, częsta w roli narzędzia społecznych oszustw.
    O ‚opłacalności’ chłopstwa, dopóki jest wyjęte spod reguł rynkowych (a jest), można mówić tylko w tej kategorii – socjomanipulacji. Czyli, ekonomicznie a nie normatywnie, nie ma o czym.

    A etyka i to co o niej piszesz, nie zależy od sytuacyjnego oportunizmu jednostki, inaczej, rzecz jasna, jest jej przeciwieństwem, czyli amoralną deprawacją.
    Zakładam, że napisałeś to z autoironią 🙂 🙂 🙂
    Pozdrawiam.

  88. Gekko

    Wydaje mi się, że myślisz życzeniowo. Nie pochwalam roszczeniowej postawy, co najwyżej próbuję ją zrozumieć. A rozumieć i akceptować to dwie różne sprawy.
    Przykład swój przytoczyłem wcale nie autoironiczne. Tak, postępowałem w moich oczach etycznie płacąc ZUS i nie korzystając z przysługujących mi prawnie przywilejów. Choć przez znajomych byłem uważany za co najmniej dziwaka jak nie frajera. Ale jak popadłem w tarapaty, to żałowałem, człowiek jest tylko człowiekiem. Z tarapatów się wykaraskałem i dalej płacę ZUS mimo, że ubezpieczając się w KRUS mam te same świadczenia za jedną czwartą ceny. Ale to mnie nauczyło na własnym przykładzie nie oceniać, bo moralność nie jest zero jedynkowa.
    Gdybym się wtedy nie wykaraskał, bo by mi zabrakło akurat tych stu tysięcy i zbankrutował, to jak byś na sprawę patrzył z perspektywy moich najbliższych za których czuję się odpowiedzialny?
    Nie mówimy przecież o tym, że żałowałem że nie kradłem, tylko nie skorzystałem z przysługujących mi przywilejów o które nie zabiegałem. Płaciłem podatek rolny, mimo że nie uprawiałem ziemi i z niej nie korzystałem poza widokami, na luzie mógłbym sobie wytłumaczyć, że wobec tego KRUS mi się należy.
    Złożony problem.

    „Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni; odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone.” (Ewangelia wg św. Łukasza 6, 37)

  89. parker
    16 kwietnia o godz. 11:01
    – – –
    Nie można pojęciem etyka posługiwać się instrumentalnie.
    Niestety, jest to pojęcie zero jedynkowe, czyli wartość absolutna.
    Albo się zgodnie z etyką (zasadami, moralnością, deontologią, aksjologią itd) postępuje, albo nie.
    Inaczej, etykę można by wycenić, np. na sto tysięcy.
    To jest wybór osobisty i ja go nie osądzam ani nie potępiam.
    Mam podobne do Twoich doświadczenia, ale sto czy inne tysiące jakie zarobiłem lub straciłem, uznaję za świadomy wybór i cenę/zysk z własnych przekonań, które tyle są warte, na ile jesteśmy w stanie się nimi kierować niezależnie od okoliczności.
    Nie uważam się za idealistę ani moralistę, wartościując to z postawami innych, ale nie będę nazywał etyką tego, co zrobię wbrew sobie a pod wpływem okoliczności.
    Chodzi więc tylko o to, aby rzeczy nazywać po imieniu i nie relatywizować wartości, sprowadzając je do sytuacyjnego oportunizmu, czyli karykatury.
    Ponieważ, jakiekolwiek przyjmiemy wartości, one jedynie opisują, kim jesteśmy, kierując naszym postępowaniem (czy zdajemy sobie z tego sprawę, czy też nie).
    Więc pozdrawiam 😉

  90. @parker

    Z moich obserwacji i raczej dogłębnej wiedzy na temat wsi (mieszkam od urodzenia, z 5- letnią przerwą ‚na miasto’) wynika, że większość chłopów, postępując nieetycznie, nawet nie nie zdaje sobie z tego sprawy. Złodziejstwo nazywają sprytem, oszustwo – zaradnością. Kłusują w lesie i na stawach, nielegalnie wycinają choinki.
    Kupują ropę do ciągników i papierosy z przemytu (od ‚ruskich’), traktując ten proceder jako coś zupełnie normalnego. Wypalają łąki, bo nikt ich nie przekona, że to przynosi wiele strat. Wywożą bez oporów śmieci i padlinę do lasu. Male dzieci wsadzają na ogromne ciągniki.Palą w piecach starymi oponami.
    Czują się bezkarni. Wstyd to jedynie dać się przyłapać, bo może trzeba będzie zapłacić karę. Dzieci też o wszystkim wiedzą i mam przykre wrażenie, , że rośnie kolejne pokolenie podobne lub jeszcze gorsze.
    Ale jak ma być, jeżeli, skądinąd przesympatyczny poseł Kłopotek twierdzi z uroczym uśmiechem na swych poselskich złotoustach, że trzymanie psów na łańcuchach to taka polska tradycja. A skoro on osobiście nie ma nic przeciwko temu, to zapewne psy też są zadowolone.
    Pozdrawiam.
    P.S. Jak wszędzie, oczywiście, zdarzają się chlubne wyjątki, ale one, jak zwykle tylko potwierdzają regułę.

  91. Wszystko zależy jak definiujemy „opłacalność”. Kiedy zaczynaliśmy pracować na wsi, okoliczni mieszkańcy boki zrywali ze śmiechu, że nam się chcę. Bo im by się „nie opłacało”. Potem było wielu chętnych do pracy …. w charakterze stróżów. To stróżowanie skończyło się regularnym okradaniem. Potem było przychodzenie po pieczątkę na zaświadczeniu, że pracy nie ma. Choć była. Ale przecież się „nie opłacało”. Lepiej brać zasiłek i dorobić coś na czarno, trochę ukraść.

    Nasza piękna wieś:
    http://wyborcza.pl/1,87648,11530956,Daleko_od_szosy.html

  92. Polecam niewykonywaną zwrotkę „Absztyfikantów Grubej Berty” grupy Bez Jacka do słów Tuwima…. Mam ochotę napisać do Gospodarza” Kocham Pana Panie Sułku”, jednak przez szacunek dla rangi profesorskiej (i to nie tej marcowej) powiem tylko: Święta Prawda!!!!

  93. Zjadło mi trzy wpisy. Niech to szlag!

  94. Czytając Gospodarza i wpisy na blogu nie mogę wyjść z podziwu skąd mamy tylu arystokratów i pięknoduchów. Ja chłop ze wsi powinienem ze wstydu zapaść się pod żiemię! Czy przypadkiemnie za dużo naoglądaliście się serialu „Ranczo”? Tak wygląda, że całe zło w Polsce to cholerni, leniwi i pazerni chłopi dojący miastowych i przy okazji Unię. Do rzeczy, bo ziemia uczy pokory:
    -Dopłata bezpośrednia do hektara to około tysiąca złotych. Przy średnim obszarze gospodarstwa w małopolsce, czy świętokrzyskim to około 5000 rocznie dodając nawet dwa razy tyle z produkcji to jest 15 000 rocznie – a nakłady. Jak żyć Panie Profesorze?
    -Przekręty z dopłatami np do włoskich orzechów itp robią cwaniaczki z miasta i urzędnicy – również z miasta.
    Jeżęli gospodarstwo to taki cymes – to każdy może spróbować nawet ja ma się tytuł profesora UJ. I to by było na tle. Jak mawiał Profesor Mniemanologii.

  95. Ewa 1958

    Zgaduję, że mieszkasz na starych piastowskich ziemiach, popularnie nazywanymi odzyskanymi.
    Mam identyczne spostrzeżenia. Tylko gdzie leży przyczyna, czy to wina tych ludzi, czy warunków jakie im los sprawił?
    Ale już moje obserwacje z z terenów które znam z dzieciństwa, z nad Buga gdzie spędzałem wszystkie swoje wakacje aż do pełnoletności ma zupełnie inne, chałupy biedne, ale pobielone, krawężniki też, chodnik naprawiany na bieżąco nie oglądając się na władzę, kwiatki w oknach i autentyczna uczciwość ludzi, chałupy się nie zamykało, a jak zamykało to i tak wszyscy wiedzieli że klucz jest pod parapetem, wszyscy tam chowali. Autentyczna współpraca ludzi i pomoc w przypadku nieszczęścia.
    Tkanka społeczna nienaruszona.
    A na ziemie odzyskane, tych samych ludzi przesiedlono, tyle że z drugiej strony rzeki.
    To co, ludzie, czy warunki decydują.
    A jak warunki, to za co ich winić?
    Łatwo jest krytykować, ale bardziej produktywnym wydaje mi się znalezienie przyczyn i ich usunięcie.

  96. Parker dedukuje:
    „Ewa 1958
    Zgaduję, że mieszkasz na starych piastowskich ziemiach, popularnie nazywanymi odzyskanymi.”

    I po co ta Ewa 1958 co chwilę różnymi komentarzami daje do zrozumienia:
    „Mieszkam na podlaskiej wsi od zawsze”
    No, po co? 🙄

  97. Janekp
    16 kwietnia o godz. 16:02

    Jak żyć Panie Profesorze?

    Na własny koszt! A generalnie odpowiedzi należy szukać samodzielnie, skoro już się opanowało sztukę pisania i czytania 😉

  98. Matylda
    16 kwietnia o godz. 12:58
    – – –
    Ależ Matyldo, z tym stróżowaniem i okradaniem przez sąsiadów, identycznie jest w przestrzeni miejskiej (wg standardów np mazowieckich, nadal nieodzyskanych całkiem przez podlasie).
    Wiem to z doświadczenia inwestora, budującego swoje lokum w Stolycy.
    Tyle, że kolejność odwrotna – najpierw okradanie, potem stróżowanie, a gdy budowa się skończy – znowu okradanie.
    Przedmioty odnalezione na posesji sąsiada – stróża, wśród z dziada, bardziej niż pradziada, autochtonów.

    Ech, kultura i cywilizacja rodzima, jak spirytus, flat ubi vult, byle nie za daleko na zachód, za Wisłę i Odrę, tam ona tępiona jak morowe powietrze.
    No i proszę, zawsze się znajdzie bardziej chłopski region, niż nasz własny zagon…wystarczy spojrzeć na to od zachodniej strony 🙂

  99. @Parker

    Mieszkam na Białostocczyźnie.

    „Łatwo krytykować, ale bardziej produktywnym wydaje mi się znalezienie przyczyn i ich usunięcie…”

    Przyczyna jest jedna i niezmienna – chłopska mentalność. A ona jest chyba genetyczna i nie do usunięcia.
    Np. szkoła organizuje akcje sprzątania świata, gmina dała pojemniki na segregację odpadów, a jak tylko zniknie śnieg, to na obrzeżach lasów można znaleźć nawet stare wyposażenie mieszkań – lodówki, pralki, telewizory. Mebli się nie wywozi, bo się porąbie i spali.
    Dzieciaki ze szkoły z entuzjazmem (nie ma lekcji) idą sprzątać las – czyli śmieci wywiezione przez rodziców. I tak koło się zamyka.
    Pod cmentarzem ustawiono kilka wielkich kontenerów na wypalone znicze i wieńce (w zdecydowanej większości sztuczne). Zapełniły się w ciągu jednej nocy i raczej nie cmentarnymi odpadami.
    Rolnik wiezie gnój roztrząsaczem, połowa g…a wywala się na ulicę. I co z tego ? Nie podoba sie na wiosce, nos za delikatny? To niech w……..a do miasta albo za granice, tam fijołki będzie wąchać.
    Wiejskie nastolatki bez prawa jazdy śmigają rodzicielskimi autami, aż miło. Po I komunii pojawiają się na ulicach mali ‚komuniści’ na wielkich kładach. Bez opieki. A kto tam by miał czas ich pilnować.
    Zdarza się też tak, jak opisuje @Parker.
    Mam rodzinę na wsi w okolicy Wysokiego Mazowieckiego. Może ze 20 gospodarstw. Dawny zaścianek szlachecki. Wszyscy spokrewnieni. Ludzie mili, gościnni, honorowi. Wierzą w Boga, NMP (chyba bardziej, niż w Boga) i w spisek smoleński. To tam Kaczyński zawsze wygrywa. Tam domów się nie zamyka, bo sąsiad czuwa i Najświętsza Panienka. A polbruku wszędzie więcej, niż gdziekolwiek, bo gospodarze zamożni. Na każdym podwórzu obowiązkowo altana i huśtawka z pięknie polakierowanego sękatego drzewa (aż z samej Hajnówki przywieziona). I ogromne parasole z logo Mlekowity. Bo ‚Mlekowita’ to jeszcze jeden rolniczy bóg:

    http://www.polityka.pl/spoleczenstwo/reportaze/1521618,1,jak-wysokie-mazowieckie-uzaleznilo-sie-od-mleka.read

  100. Naprawdę warto przeczytać artykuł z ‚Polityki”, do którego podałam link.

  101. Kolejny biznes i mistyfikacja. Wietrzą duże pieniądze.
    http://krakow.gazeta.pl/krakow/1,35798,11549873,Doktor_Kosciola_Faustyna___specjalistka_od_milosierdzia.html
    Doktor analfabeta?

  102. Ewa 1958
    „Przyczyna jest jedna i niezmienna – chłopska mentalność.”

    A z skąd się ta chłopska mentalność wzięła? Siedział sobie chłop na miedzy i sobie taką mentalność wymyślił, że fajna?
    Przecież to jest wynik tysiąca lat życia w warunkach jakie mu świat stworzył na który nie miał żadnego wpływu. To mi przypomina narzekania prawdziwych Amerykanów na rodaków afrykańskiego pochodzenia.
    Czemu ten chłop ma inną mentalność niż chłop francuski, jeżeli ma, bo chłopska mentalność wydaje mi się wszędzie taka sama.
    Problem śmieci, jak się rozum ma, można rozwiązać. Zmieniono prawo i za śmieci gmina odpowiada, każdy płaci podatek śmieciowy czy chce czy nie chce. Gmina kontenery podstawia pod dom i teraz do lasu dalej niż do śmietnika, a starą pralkę ma obowiązek z pod domu odebrać.
    To nie można było tak dziesięć lat temu zrobić? To chłopów wina, że ci co za myślenie pieniądze biorą olewają swoje obowiązki albo rozumu im brak?
    Jestem przekonany, że gdyby w czystych rejonach Europy wprowadzono nasz dotychczasowy system, a wywózka śmieci kosztowała w proporcji do zarobków tyle co u nas, nawet ujęcie procentowe nie jest rzetelne, bo trzeba by policzyć, ile pozostaje polskiemu chłopu po zaspokojeniu podstawowych potrzeb i do tej kwoty koszty wywózki śmieci porównać, to lasy byłyby tak samo zaśmiecone i w piecach śmieci palone, żeby na opale zaoszczędzić.

  103. Matylda
    Zyje na własny koszt. Jestem juz zaawansowanym emerytem i z tego co zrobiłem w życiu nie mam powodu się wstydzić. W wolnych chwilach dumam nad kondycją naszego społeczeństwa i smutni mi.
    Ewa1958
    „Przyczyna jest jedna i niezmienna- chłopska mentalność” Zgoda! Tylko skąd ta mentalność chłopska? czy nie jest pochodną ucisku, wyzysku i upokarzenia chłopstwa w dziejach wszystkich najjaśniejszych Rzeczypospolitych?
    PS Nie lubie szlachty zaściankowej, a szczególnie tej z północno wschodniego Mazowsza.

  104. @jasny gwint

    Od sąsiadki rolniczki (żeby było trochę na temat) powracającej z łagiewnickiej pielgrzymki otrzymałam poświęcony podarek – „Dzienniczek” św. Faustyny wraz z życzeniami nawrócenia. Za pokutę postanowiłam go przeczytać.

    No, cóż, biedna schorowana siostrzyczka z całą pewnością cierpiała na schizofrenię paranoidalną połączoną z mitomanią i megalomanią (spośród katolików z całego świata Chrystus tylko ją umiłował i jej zawierzył szczęście chrześcijan).
    Po jej śmierci kościół szybko zwietrzył interes. Ten ‚dzienniczek’ to też niezła mistyfikacja. Faustyna była prawie niepiśmienna. Kto wie, czy autorstwo ‚dzieła’ to nie sprawa spowiednika Sopoćki, jak najbardziej błogosławionego za zasługę bycia powiernikiem Świętej.

    „Gość Niedzielny” wyliczył, że „Dzienniczek” jest najczęściej tłumaczoną na świecie polską książką. Gratulacje. To prawdziwy zaszczyt dla Polski.

    P.S. „Gazeta Krakowska ” informuje, że relikwie świętej świetnie się sprzedają:

    http://www.gazetakrakowska.pl/artykul/552235,jak-czastki-sw-faustyny-ida-w-swiat,id,t.html

  105. A mnie się podoba koncepcja, że za własne czyny jednostki odpowiada:
    – otoczenie
    – ustrój
    – miejsce zamieszkania
    – sąsiedzi
    – gmina
    – Faustyna
    – itp, ad libitum.

    Kochani blogowicze: można bez winy i bez kary śmiecić!

    Najbliżej jest nie do lasu ale do internetu…co widać, słychać i czuć.
    (są nawet gminne, darmowe hotspoty…)

    Ech, ta aksjologia relatywistyczna i determinizm imperatywny… 😉 Nowa era…
    Full comfort & comfort of the foolls…

  106. @parker

    „A skąd się ta chłopska mentalność wzięła? Siedział sobie chłop na miedzy i taką sobie mentalność wymyślił, że fajna?”

    Chłopska mentalność wzięła się z wiary i tradycji.

    Jak ogólnie wiadomo, chłopi to potomkowie Chama, syna Noego. Cham, jak na Chama przystało, śmiał się z urżniętego do nieprzytomności ojca, który degustował własnej roboty wino z młodej winnicy. A że był zmęczony i mocno rozgrzany, więc rozebrał się do gołego i słodko zachrapał pod jakaś rajską jabłonką. Nagiego tatula ujrzał Cham i zamiast z synowską czułością przykryć litościwie stare sterane ojcowskie członki, to zaśmiał się rubasznie i zawołał braci, aby wraz z nim szydzili z tatka.
    Noe, jak wytrzeźwiał i dowiedział się o grzechu Chama, wkurzył się ostro i synalka wyklął. I tak oto cham do dziś wyklęty:

    Noe (Historia patriarchy Noego)

    Nasz praszczur Noe, Noe, Noe świętym był,
    Przechadzał się przed Panem,
    A wody tak jak ognia lękał się,
    Więc wino pijał dzbanem.

    I za to go miłował Pan
    I strzegł go w złej przygodzie,
    Bo gdy potopu nadszedł czas,
    Nie dał mu zginąć w wodzie.

    Przez dni czterdzieści
    Padał deszcz i ciągle ziemię rosił.
    A Noe, Noe, Noe, upił się
    Spod beczki nie wychodził.

    Raz Noe, Noe, Noe, upił się
    Bo przebrał wina miarkę.
    Ale mu było, było bardzo źle,
    To poszedł spać na arkę,

    I przeszedł Cham i zaśmiał się,
    Że Noe jest urżnięty.
    I za to Chama przeklął Pan
    I odtąd Cham wyklęty.

  107. @Janekp

    ” Nie lubię szlachty zaściankowej, a szczególnie tej z północno wschodniego Mazowsza.”

    Ja też.

  108. @parker

    „Problem śmieci, jak się rozum ma, można rozwiązać. Zmieniono prawo i za śmieci gmina odpowiada, każdy płaci podatek śmieciowy czy chce czy nie chce. Gmina kontenery podstawia pod dom i teraz do lasu dalej niż do śmietnika, a starą pralkę ma obowiązek z pod domu odebrać.”

    Przydziałowe kontenery są małe. Za dodatkowe albo większe trzeba dodatkowo płacić.
    A tak jedzie traktorem na pole, to przy okazji gdzie wywali. Co się tam będzie w jakieś prośby o odebranie zużytej lodówki bawił.

    P. S. Podczas przedświątecznego spaceru z psami na tzw. wrzosek już z daleka spostrzegłam, że coś lśni w słońcu. Po bliższych oględzinach okazało się, że są to aluminiowe żaluzje chyba z całego dużego domu. Bo teraz wszyscy na rolety wymieniają.

  109. @Gekko. Jeszcze raz potwierdza się teza o dysfunkcjonalnym charakterze pewnych elementów systemu, choćby w odniesieniu do tego co ,,widać, słychać i czuć”. Jednakże są funkcje jawne i ukryte. Niestety akurat tutaj te zwykle ukryte są jawne:). Czy podpis, bądź opłata mogłyby cokolwiek zmienić? 🙂

  110. „Biała sukienka” – znakomity film z cyklu „Święta polskie”:

    http://www.youtube.com/watch?v=n6s2n331jb0

    Rzecz się dzieje w Tykocinie i okolicach. Trwają przygotowania do procesji Bożego Ciała.

  111. Och, @Aleksandro od 300 wesel, funkcji jawnych i ukrytych i vice versa – muszę Panią rozczarować – podpis i opłaty nic tu nie zmienią.

  112. Ewa 1958
    „Przydziałowe kontenery są małe. Za dodatkowe albo większe trzeba dodatkowo płacić.”

    To nie prawda. Intencją ustawy jest żeby nie trzeba było. Opłata za wywóz śmieci jest ryczałtowa zgodnie z nową ustawą.

  113. A propos koncepcji:
    ,,A mnie się podoba koncepcja, że za własne czyny jednostki odpowiada:
    – otoczenie
    – ustrój
    – miejsce zamieszkania
    – sąsiedzi
    – gmina
    – Faustyna
    – itp, ad libitum.”
    dodam wystawne wesela 🙂

  114. @parker

    Nowa ustawa owszem, już weszła, ale gmina ma czas do końca roku 2012 uchwalić lokalny regulamin utrzymywania czystości i odbioru śmieci na swoim terenie. Do tego czasu jest też zobowiązana wyznaczyć stawki opłat za wywóz śmieci.
    Do chwili obecnej właściciele posesji sami podpisywali umowę na odbiór śmieci z firmą wywożącą odpady. Cena od pojemnika: mały – 16 zł miesięcznie, podwójny – 32 zł.
    Być może w części gmin ustawa już weszła w życie; u nas jeszcze wszystko odbywa się na starych zasadach.

  115. Ewa 1958

    Ale przecież piszę, że na nowych zasadach, że zmiana zaszła która problem rozwiąże.
    To co, rozwiązanie nie było znane wcześniej?
    Czyja to wina, że nie było wprowadzone, chłopów czy miastowych którzy od 23 lat rządzą?
    Bo trzeba rozwiązywać problemy a nie narzekać, że społeczeństwo słabe.
    Nie jesteśmy jacyś szczególnie parszywi tylko zapóźnienia cywilizacyjne mamy.
    A zmiany w mentalności nie dokonują się z dnia na dzień, trzeba pokoleń. Ważne, żeby na te zmiany pozytywnie wpływać. Jak to się robi, to już tylko czas potrzebny.

  116. Ewa 1958
    Obejrzałam dzięki Tobie „Białą sukienkę”. Jestem pod wrażeniem. Wielkim.
    Ten film znakomicie obrazuje rozdarcie między „bogobojną” w polskim stylu naszą wsią, niekoniecznie podlaską, a „idącym nowym”.
    Stawia tez pytania o obecność wiary w życiu człowieka w ogóle.
    Myślę, że przesłanie „Białej sukienki” jest bardziej uniwersalne, bo dotyczy katolickiej prowincji np. we Włoszech, czy Hiszpanii, a może tez pojmowania i praktykowania innych religii w ich kontekstach narodowych. W zderzeniu z globalnymi przemianami obyczajowości itd.

  117. @mag

    Wiedziałam, że Ci się podoba. Poza przesłaniem – znakomita gra aktorska. I pierwsza rola filmowa białostocczanina Małaszyńskiego.

  118. Czytam te wynurzenia sarmacko-podlaskie i decyzja przychodzi by RAŚ wesprzec.
    Po sąsiedzku,analizują (jakby inaczej) strony topora JK zanurzonego we mgle smoleńskiej i chwalą Michnika co BXVI wsparł moralnie.
    Czas najwyższy wypisac się z tej specyficznej społeczności .Życzę długich (na pewno) i bezowocnych (na pewno) analiz i dysput o niczym.

  119. Obejrzałem także. Przyznam, że się nie nudziłem, mimo absolutnej przewidywalności scenariusza.
    Gra aktorska tak świetna, że już po paru minutach wiadomo, że autostopowicz to ksiądz albo pedał (choć jedno drugiego nie wyklucza) 😉 Reszta aktorów lepsza, ale i role wdzięczniejsze. Obraz wsi mimo drobnych konfliktów i międzysąsiedzkiej zawiści – sielski i budujący. Boże Ciało kręcone w sierpniu i wrześniu trochę mało wiosenne, ale do wybaczenia.
    Ale przesłanie… 🙄
    Zabiło ci narzeczoną, straciłeś wiarę, za to teraz dostałeś „rewanż”…
    Nigdy nie pojmę, dlaczego katolik we wszystkim doszukuje się kary lub nagrody stawiając w centrum SIEBIE. Bóg zabiera MU dziecko chore na białaczkę lub narzeczoną zabitą w wypadku, traktując te ofiary przedmiotowo.
    Jak mnie trafi szlag, to dla ukarania (lub nagrodzenia 😉 ) moich bliskich? 😯

  120. Ewa1958
    Wlaśnie przed chwila przypieprzył nam Jurganovy.
    Mam nadzieje, ze nie przejęła cię jego wnikliwa analiza wynurzeń sarmacko-podlaskich. Niech sie wypisuje z tej „specyficznej spolecznosci”, jeśli taka jego wola.
    Jak to mówią życzliwie, nie tylko na Podlasiu, z panem Bogiem!
    Wracając do „Białej sukienki”, Małaszyński jest świetny! W ogóle ten wątek filmu znakomicie poprowadzony, ale i inne role, poczynając od plebana, też dobre. Nie pamiętam nazwisk (ech, ta demencja!) ale rozpoznałam aktorów z niezapomnianej „Plebanii” i z „Rancza”, które – chwała Bogu – jakoś się toczy.
    „Białą sukienkę” zarekomendowałam już kilku znajomym w kraju i za zagranicą.

  121. @Jurganovy

    Życzę długich (na pewno) i owocnych (na pewno) analiz i dysput o czymś.

  122. „Cudownie ocalony” z Marianem Opanią i Ewą Kasprzyk. Tym razem rzecz dzieje się na mazurskiej wsi w latach 60 – tych:

    http://www.youtube.com/watch?v=r4hBVK1G8Pg&feature=related

  123. Dla mnie w „Ranczo” najlepsze jest to, że dwaj gminni bogowie to bliźniacy. Ta sama twarz w innych dekoracjach. Czerwony i czarny. Toczka w toczkę to samo. Jeszcze tylko dwie kolejne twarze i mamy Światowida. Jakieś propozycje? Kto by to mógł być, żeby nasze prasłowiańskie bóstwo było kompletne? 🙄

  124. Matylda
    Potrzebne są dwie pary bliźniaków, względnie jedne czworaczki (na cztery strony świata).
    Ale skąd my je weźmiemy?
    Może policjanowa z „Rancza”, będąca wszak w ciąży, rozmnoży się na miarę naszych oczekiwań? Z pomocą „babki” lokalnej, rzecz jasna?
    Niestety, Matyldo, nie my piszemy scenariusz.
    Najbardziej podoba mi sie w „ranczowej” opowieści Sulejukowa. Ale ona juz dużo dzieciaków narodziła, a teraz po maturze, więc jej w głowie tylko studia (zaoczne).
    Dobranoc Matyldo!

  125. Ewa 1958
    „Cudownie ocalonego” ogladałam ze trzy razy na pewno. Za każdym razem bawiłam się świetnie, choć to może mało poważna recenzja.
    Czasami mam wrażenie, Ewo, że rzucasz perły między wieprze, albo walczysz z wiatrakami. Ale popieram Cię całym sercem i rozumem.
    Ciekawa jestem, co by wynikło z naszego spotkania plus np. Matylda. Jaki by się urodził z tego scenariusz, jeśli by się w ogóle urodził

  126. „Ciekawa jestem, co by wynikło z naszego spotkania plus np. Matylda.”

    Strzelam, że Tercet Egzotyczny.
    Mam wkleić linka?
    Nie możecie się wymienić adresami?
    Bo czuję się jak bym przypadkowo czyjąś prywatną rozmowę w maglu podsłuchiwał.

  127. @parker

    Nie ma przymusu czytania. Można pominąć. Można samemu coś ciekawego napisać.

    P.S.A tercet nie byłby wcale taki egzotyczny, raczej pragmatyczny.

  128. Wszystko można, tylko dlaczego?
    Jak siedzę w przedziale też mogę sobie słuchawki na uszy założyć.
    Ale kultura nakazuje, żeby do korytarza wyjść pogadać z koleżanką abo przez komórkę.

  129. @parker

    Strasznie upierdliwy z ciebie gość. I zawsze Twoje musi być na wierzchu. To takie kobiece.
    Idąc tokiem Twego rozumowania, kultura blogowa nakazuje wpisać nick i zostawić puste miejsce? Wszak milczenie jest złotem. Tylko po co te blogi z miejscem na komentarze?
    Skoro korzystam z tej przestrzeni, to znaczy, że taka forma dialogu mi odpowiada i dopóki moderator mnie nie skreśli, korzystać będę.

    „Jak siedzę w przedziale też mogę sobie słuchawki na uszy założyć”

    A tu możesz sobie przewinąć wpisy egzotycznego tercetu (w ramach higieny umysłowej i w imię kultury). Po co masz sobie psuć humor, czytając treści niezgodne z Twoim postrzeganiem rzeczywistości.

  130. EWA 1958

    Może i upierdliwy, ale z tego co zapamiętałem, to na chamstwo i mentalność polskiego chłopa narzekałeś.
    Mogę sobie w przedziale założyć, tu mogę przewinąć, ale od takich wrażliwych na prostactwo polskiego chłopa chyba można wymagać minimum kultury i nie publikowania pogaduch które mają prywatny charakter.
    Chłop może i śmieci do lasu wywozi, ale w przedziale głośno prywatnych gadek nie uprawia bo wie, że to może komuś przeszkadzać, a już na zwrócona uwagę nie odpowie, że mogę nie słuchać bo może i cham, ale głupi nie jest, wie że się nie da nie słuchać.
    Zamiast powiedzieć sorki i się uśmiechnąć, brniesz w polemikę, co świadczy że kulturowo dużo od krytykowanego chłopstwa Cię nie dzieli.
    Zresztą tak podejrzewałem, po neofickiej żarliwości.
    Pokoleń trzeba Ewo1958, pokoleń:)

  131. @parker

    „Zamiast powiedzieć sorki i się uśmiechnąć, brniesz w polemikę, co świadczy że kulturowo dużo od krytykowanego chłopstwa Cię nie dzieli.”

    Sorki, proszę zatem o podpowiedź arbitra od kultury chłopskiej, do kogo mam skierować uśmiech oraz światowe i eleganckie SORKI, bo zwyczajnie nie wiem.

    „Chłop może i śmieci do lasu wywozi, ale w przedziale głośno prywatnych gadek nie uprawia bo wie, że to może komuś przeszkadzać, a już na zwrócona uwagę nie odpowie, że mogę nie słuchać bo może i cham, ale głupi nie jest, wie że się nie da nie słuchać”.

    Odnośnie tego fascynującego swą przenikliwością i znajomością chłopskiej psyche cytatu mam do autora kilka pytań:

    1) Skąd Autor wie, co chłop wie ?

    2) Odkąd to chłopi masowo poruszają się komunikacją publiczną i w jakim celu to czynią ? A z kosą jeżdżą czy bez?

    3) Ile razy miał Autor okazję zwrócić uwagę chłopu uprawiającemu prywatne gadki w przedziale?

    Z żarliwym neofickim pozdrowieniem
    Ewa 1958

  132. @parker,
    czytam uważnie wszystkie posty. Mam wrażenie, a w każdym razie intencję, rozmawiania ze wszystkimi. Z jednym wyjątkiem. Nie widzę powodu do wchodzenia w polemikę z osobami, które zapraszają mnie do kłótni. Nie jesteś dla mnie taką osobą. To, że nie adresuję imiennie postów, nie oznacza, że nie rozmawiam ze wszystkimi zainteresowanymi. Jeżeli odniosłeś wrażenie, że Ciebie ignoruję i sprawiło Ci to przykrość, szczerze przepraszam. Nie zawsze czuję potrzebę wypowiadania się. Nie po każdym poście. I nie ma to nic wspólnego z osobą piszącą. Pozdrawiam 🙂

  133. Przeleciałam raz jeszcze wszystkie wpisy i odniosłam wrażenie, że toczy się tu „Krótka rozprawa między panem, wójtem a plebanem.” I bardzo dobrze.
    Ale ten cały niby spór między Ewą 1958 i Parkerem wydaje mi się naciągany – czepianie się słow, drobne uszczypliwości itd.
    Jeśli już mowa o maglu, to się dopiero niepotrzebnie rozkręcił, gdy Parker uznał za takowy wymianę uwag wokół dwóch filmów i jednego serialu.
    Nie wiem, dlaczego Parker uważa, że to temat na miarę magla.
    Wydaje mi się, że maglowy charakter mają np. rewelacje i pyskówki okołosmoleńskie.

  134. markot
    Dzięki za piękny filmik.
    Dzień parkera w pociągu to jest to!

  135. Jak pewien radny z Podlasia szambo do lasu wylewał:

    „W poprzednim reportażu dziennikarze UWAGI! nakryli jednego ze śmieciarzy na Podlasiu. Okazało się, że to sołecki radny ze wsi Zaręby Tomasz K. Wylał do lasu cały szambowóz. Udało się do tego dojść tylko dlatego, że nagrali go członkowie Stowarzyszenia „Centrum na Wschodzie”.

    http://uwaga.tvn.pl/47849,news,,lesni_smieciarze,reportaz.html

  136. „Czy można ukarać kogoś kto ratuje bezdomne zwierzęta i zrobić to zgodnie z przepisami prawa? Zwłaszcza teraz, kiedy na dworze panują gigantyczne mrozy? Okazuje się, że tak. Absurdalne przepisy obowiązują w Wasilkowie pod Białymstokiem. Tamtejsi urzędnicy postanowili rozwiązać problem porzuconych psów i kotów kosztem ludzi dobrego serca.”

    http://uwaga.tvn.pl/55310,news,1,urzednicy_chcieli_karac_ludzi_pomagajacych_bezdomnym_zwierzetom,reportaz.html

    Takie same przepisy obowiązują w mojej gminie. Nakarmisz bezdomnego głodnego psa – zostajesz automatycznie jego właścicielem z wszystkimi konsekwencjami z tym związanymi.

    Niedawno na wniosek dyrekcji pod szkołą w czasie zajęć przeprowadzono brutalną akcję odławiania bezdomnego psa, bardzo zresztą łagodnego, który chodził za dziećmi już od kilku lat. Niektóre dzieci przeżyły prawdziwą traumę. Młoda nauczycielka dojeżdżająca z Białegostoku próbowała protestować, ale z tego, co wiem, dyrektorka (córka miejscowego gospodarza) szybko ją usadziła. Powód akcji – pies podobno obsikiwał samochody pracowników szkoły.

    P.S. Podobno coś się w tych przepisach zmieniło, ale znając stosunek 90 % radnych do problemu regulacji płodności zwierząt domowych, to przepisy przepisami, ale…
    Mój znajomy nauczyciel, jedyny wykształcony radny poruszył ten temat na jednej z rad. Zgodnie z przepisami gmina ma obowiązek finansować sterylizację bezdomnych zwierząt, posiadać umowę ze schroniskiem lub azylem, zapewnić humanitarny odłów zwierzaków i opłacić wszelkie zabiegi weterynaryjne.
    Tyle oficjalnie.
    Mniej oficjalna odpowiedź, jaką kolega otrzymał po radzie brzmiała mnie więcej tak: – A co, może sie z ch…m na łby pomieniał?
    Kto by na weteryniarza wydawał, jak się oszczeni albo okoci, to rów z wodą blisko albo się do lasu wywiezie. A bo to człowiek większych problemów ni ma ? Zawsze tak robili, robio i robić będą.
    O, aborcje sobie panny fundujo, to dopiero zbrodnia. A tu mnie będzie o psiakach p…….ł!

    „Wsi spokojna, wsi wesoła…”

  137. Dziś mija 69 rocznica wybuchu powstania w getcie warszawskim.

    http://wyborcza.pl/1,86176,2025539.html

  138. Dyskusja na blogu zaczyna być jałowa i monotonna, a Gospodarz nie kwapi się poddać nowego tematu. Szkoda! Warto by o czymś bardziej absorbującm dyskutować. Świetny krakowski temat i to na czasie to druga rocznica profanacji krypty wawelskiej!!!!
    Z wyrazami szacunku emeryt-rolnik

  139. @Janekp

    Dyskusja na ten temat rozgorzała na innych blogach (p. Passent, p. Paradowska, p. Szostkiewicz)

  140. Jacek pisze:Nie zgadzam się z szyonwnami przedmf3wcami ze problem głodu nie jest istotnym zagrożeniem. Problem jest i to dla wszystkich a0krajf3w. Po prostu liczba ludności się zwiększa a z kolei ilość ziem uprawnych zmniejsza się . Na to wpływa dużo czynnikf3w. Ale to jest osobny temat.a0Coraz trudniej jest zebrać plony. Po prostu oprf3cz pogody ktf3ra nie jest łaskawa dlaa0 zbiorf3w to jeszcze rożnego rodzaju grzyby, bakterie czy robactwo nie mają litości. Na roślinki leje się coraz więcej chemii. Na plantacjach jabłek drzewa pryska się średnio siedem razy. No i jemy czystą chemiaPisałem o afrykańskich plantacjach ,ktf3re zostały zaatakowane przez choroby z ktf3rymi nie można sobie dać rade. Jeśli genetycy nie wyhodują odporne drzewka to pożegnamy się z bananami.a0A wracając do bananf3w. Proszę porf3wnać drzewo bananowca dziko rosnącego a te miniaturki drzew wydające kiść o wadze 60 kg. Kolosalna rf3żnica. Czy u mamy do czynienia z genetyka?A orzechy kokosowe na dwu metrowych drzewkach. Ale nie tylko banany bo można kupić winogrona wielkości śliwek, czy śliwki wielkości jabłek Itd. Każdy z tych produktf3w nasączony jest chemia , ktf3ra niszczy zarazki a tez hamuje okres dojrzewania. Pozwala to statkiem dotrzeć do Europy np.. z dalekiego Chile Osobnym tematem jest mięso.Uważam ze walka z GMO nie ma sensu. Po prostu jest już za pf3źno a każdy zakaz można obejść. Zdaje się ze w 10 krajach europy wprowadzono zakaz GMO ale to wcale nie zmniejszyło ilości produktf3w z żywnością modyfikowana ktf3ra znajduje się na pf3łkach sklepf3w. Myślę ze należało by oznakować tego typu produkty żeby kupujący wiedział co kupuje. Uważam GMO wymaga solidnych badan. Jest dużo za ale tez są obawy. Zakaz to dla mnie takie odfajkowanie tematu. ,ktf3ry nic nie da.O firmie Monsanto nie wiele wiem. Jedynie słyszałem ze kilku rolnikf3w kupuje tam nasiona. Czy to jest jedyny ktf3ry handluje nasionami GMO?Śmieszy mnie stwierdzenie ze jedzenie produktf3w modyfikowanych powoduje otyłość obywateli Stanf3w. Pierwszy raz byłem tam na początku 70 lat. Spotkałem bardzo dużo otyłych ludzi. Wtedy mf3wiło się ze toa0cola , chipsy i TV ktf3ra Amerykanie ubf3stwiają. No i mało ruchu. Do sklepu oddalonego o 100 metrf3w jeździ się samochodem. Od tego czasu nie wiele się zmieniło. Nie GMO robi z ludzi grubasf3w tylko tryb życia jaki pędzą. Tak jak mnie śmieszy ze jedzenie w Mac Donaldzie powoduje otyłość. Bzdury. Kiedyś byłem na wyspie położoną nie daleko Nowej Zelandii. Akurat odbywały się się wybory miss. Zwyciężyła pani ktf3ra ważyła 150 kg. Wszystko to rzecz gustu.Podobno genetycznie zmodyfikowana roślinność może jakoś oddziaływać na inne rośliny. Tylko ze po kilku latach nikt tego nie stwierdził. Ekolodzy mf3wią ze to za mało czasu. Pytani ile potrzeba?a0

css.php