Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne

4.05.2012
piątek

Homo secator

4 maja 2012, piątek,

Wiosna nadeszła. Człowiek sekator już wyciąga swe straszliwe elektryczne nożyce i spalinowe kosiarki, by jak co roku objąć swą od Boga daną władzę nad światem. Będzie ciął do samej skóry ziemi, eliminując każdy przejaw słabości i niesubordynacji: każdą trawkę, gałązkę, krzaczek, każde Bogu ducha nie winne stworzonko. Koty, szczury i gołębie, mlecze, perz i topole, menele, Cyganie i wsioki won ze dwora! A co zostanie: wygolone, okaleczone, związane, zabetonowane i ogrodzone wciąż musi mieć się na baczności. Pod ręką dobrego pana czuwa kosiarka, piła i dmuchawa, szpachlówka, silikon i zaprawa. Nie przegapi żadnego powodu ni pretekstu, by ich użyć. Najlepiej o świcie, by jak tamci dzwonem grzmiącym na jutrznię przypomnieć obcym, co w noc grzeszyli nad książką i chcieliby spać jeszcze, czyja jest ta ziemia, ta ziemia. Bo niczemu żyć nie wolno bez pozwolenia, bez kontroli gospodarza, który na wszystko ma oko i nie zniesie żadnego bałaganu ni samowoli. Jest Gospodarz niebieski i jest jego rządca na ziemi. A więc dzwonem ich i piłą. Przez megafon i kosiarką. A na wieczór grill i disco. Bo gdy już wytnie i wygoli, to biesiadować chce nasz Sarmata z odzysku. Nie podoba się? Wszak wolno-ć Tomku. Jest demokracja, którą sobie kosztem takich ofiar wywalczyliśmy, a jak się nie podoba, to spadać na drzewo!

Homo secator przybył ze wsi i z robotniczych osiedli. Jego dziad babrał się w gnoju i smarach za nędzny kawałek chleba. Lecz teraz świat należy do niego, bo jest demokracja i taka jest sprawiedliwość. Historia potoczyła się kołem – kto u spodu, ten dziś na górze. Triumfuje. Szeroką ławą idzie przez wieś i przez miasto. Odbiera hołdy od polityków z prawa i z lewa, a gdy w telewizji mizdrzą się do Widzów, on wie, że to o niego chodzi. Dla niego Sopot i Hurghada. Dla niego tańczy Halka i dla niego Zosia wiąże kokardki. Dla niego umarł Bóg na krzyżu. Dla niego dwoją się i troją uczeni, by żył w zdrowiu i erekcji po wieki wieków.

A jednak nie. Bo wróg czyha. Nie inteligent, nie Niemiec, nie Żyd nawet. To homo secator jest największym wrogiem samego siebie. Jest faszystą, co stoi z pejczem nad samym sobą, gotów chłostać się za wszystkie słabości i winy swoich upodlonych przodków. A gdy i to nie wystarczy, gdy wódka i kac któregoś razu nie dadzą mu już rozgrzeszenia, wiesza się w garażu. Synowie o byczych karkach znajdą kluczyki.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 156

Dodaj komentarz »
  1. To brutalny tekst. Trochę się ujmę za tych z przodkami ubabranymi w gnoju.
    Każdy by chciał urodzić się na salonach.
    A przecież śmierć człowieka zawsze „umniejsza mnie” i nie może być przedmiotem kpin.

  2. To jak czeka na moderacje, to może moderator poprawi poprzedni wpis na ‚ujmę się za tymi’.
    Dzięki serdeczne. 🙂

  3. Mowę mi odjęło.
    Ma Pan talent Profesorze, nie znałem Pana z tej strony.
    Humor najwyższych lotów, drażnienie się z polskim kołtuństwem, jeżdżenie patykiem po płocie.
    Jak dziecko, za to Pana lubię.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Ty, ktory skrzywdziles czlowieka prostego…:)

  6. A ja nie miał bym nic przeciwko temu żeby plebs znał swoje miejsce.

  7. Oj, wydziwiasz Pan, Gospodarzu! No i co? Wszedł lud do śródmieścia? Raczej wszedł na przedmieście, na te swoje 400 m kwadratowych z domeczkiem skrojonym pod dworek, trawnikiem strzyżonym aż do iglaczków i placykiem pod grill szumnie nazwanym patio? I już jest z miasta „to widać, słychać i czuć”. Zawsze tak było – przychodzili barbarzyńcy i nim kilka pokoleń minęło, już frak na nich leżał nienagannie, a żona już wiedziała kiedy koktajl z krewetek, a kiedy kaszanka z kapustą. To ich zwycięstwo i niech mają poczucie siły i spełnienia. Może już ich wnuki kupią karnet do filharmonii i zaczną gromadzić domową bibliotekę. Tylko nie łudźmy się – miną lata i kolejna fala barbarzyńców zapragnie dobrobytu, stabilizacji i sprawiedliwości.

  8. O co Panu właściwie chodzi, Autorze?
    Przeczytałem tekst kilka razy i zrozumiałem tyle, że prawdopodobnie sąsiad, hałasując od rana kosiarką, nie dał Panu odespać nocy spędzonej nad książkami. Rozumiem rozżalenie. Ale po co zaraz mieszać do tego Gospodarza niebieskiego? I dziada babrzącego się w gnoju? I wiejskie albo robotnicze pochodzenie homo secatora? Ozdobniki niegodne profesora, moim skromnym zdaniem.

  9. Ambicją Hartmana jest przejść Urbana.
    Historia uczy, że to się sowicie opłaca na ziemi. Tej ziemi.

  10. Dżizas Profesorze co za wizja!

    Mógłby Pan jakąś krótką egzegezę powyższego tekstu przeprowadzić? Nie jestem bowiem pewien czy wszystkie niuanse, ukryte znaczenia i ogólne przesłanie dobrze wyłapałem (myślę o ostatnim akapice szczególnie).
    pozdrawiam.

  11. Wizja, że na polskiej wsi zapanuje faszystowski choćby, ale porządek, wydaje mi się przesadnie optymistyczna. Estetyczna i uporządkowana wieś to w Polsce coraz większa rzadkość.

  12. Nawet posądzenie o nie spowoduje, ze ten wpis będzie mniej zarozumiały niż jest.

  13. Panie Profesorze.
    Aż strach pomyśleć, że można mieć pecha, będąc Pana sąsiadem…
    Miałem ten niezasłużony zaszczyt; tam wydawał się Pan taki spokojny i społecznie przystosowany, nawet, powiedziałbym – potulny.
    Ale to było w przestrzeni publicznej, w formie cielesnej i dotykalnej a nie wirtualnej sferze blogowej, gdzie każdy junak tnie po oczach brzytwą.
    A kto raz słyszał odgłos Junaka, motoru tego nie zapomni… 😉

    Bardzo podoba mi się szampańsko-kapuścianokwaśna i junacka zgoła stylistyka Pana wpisu, zapewne będzie on wiekopomnym 😉

    Co do przesłania wpisu, pozwolę sobie zarówno Panu jak i czytelnikom bloga, polecić jako celne uzupełnienie, lekturę nowej powieści Krzysztofa Vargi „Trociny”.
    Wskazuje ona bowiem, na zgoła inną, bardziej prawdopodobną psychologicznie, możliwość podsumowania życiowych frustracji socjologią otoczenia i kondycją osobowości, niż byczy spadek w postaci kluczyków.
    Z uszanowaniem i troskliwym rozbawieniem zasyłam.

  14. Po pierwszej lekturze – zaskoczenie. Po drugoej – zaczelo co switac. To jest przypowiesc metaforyczna.
    Nie o „prostego czlowieka” chodzi. Nie o chlopa.
    Zachecam do drugej lektury.

  15. To jakby o prezesie, tyle że on bez garażu, synów i kluczyków…

  16. Zwodnicza perspektywa.Słucham właśnie jak Holender,delikatnie,zachowując poprawnośc polityczną,stara się zrozumiec dlaczego w Holandii,przestrzeń publiczna jest traktowana jako przestrzeń wspólna a w Polsce jako przestrzeń niczyja.Brak jednoznacznej odpowiedzi.Historia … i coś jeszcze ,ale co ?
    Gaweł ryby łowił a Pawłowi kapało z sufitu.Dosyc już dawno.

    Byłem „z bloku” ,pogardzanym przez gospodarzy.Teraz jestem panisko na swoim.
    Krótko,czas się zbierac.Nie griluję.Ognisko wśród łanów rozpalam.

    Z tym wieszaniem się w garażu to „dostojewszczyzna” .Dosyc kiepska.

  17. … jako homo a`secator , jednak wywiozłem ze spływu ( rz. Pisa ) dwa worki śmieci, wygenerowanych przez przedmiotowych ! 😉

    Z trzeciej strony, miałem szczęście trafić na rzece na inne, wręcz przyjazne h. bez sapania i secatora ( wiem, dar od Peruna ) .

  18. ależ ten Hartman pieprzy od rzeczy.

    Człowieku wyluzuj, znajdź piękno w życiu, weź rower, wyskocz na tance, a nie wciąż jesteś upierdliwy, gorzej niż teściowa

  19. […],,Synowie o byczych karkach znajdą kluczyki” do bryki i dalej muzyka, uderza z głośnika. Niedaleko, gdzieś za rogiem panna wije się jak ogień. Iskrzy z opon, silnik ryczy, iście jakby prosto z dziczy. Dzięki swej betonowej naturze, ,,homo sekator”, bryluje tudzież. Może to czasów miarka jest taka, że nie ma cwaniaka nad sekaprostaka :).

  20. Bardziej to literatura niż publicystyka, ale dla mnie to atut. Wyróżnia się Pan tutaj. Świetnie napisane, wcześniejsze teksty również. Choć czuć, że w gniewie 🙂 Ale ostatni akapit nie trafiony (albo nie zrozumiałem). Myli się Pan. Typowy homo secator nie wiesza się, on nie odczuwa wyrzutów sumienia. Jeśli już, to gasi je lekkim chłodem słów kapłana zza kratki, kojących, bo takich samych jak zazwyczaj. Do tego zjedzony lekki posiłek z ciała boga, poklask u współbraci i gwarancja żywotu wiecznego. Potem umiera jak wszyscy.

  21. straszny kurwiarz z ciebie, harti

  22. @m.j.
    Oj, wiesza się czasami, choć nie zawsze skutecznie.

    P.S. Może jestem pozbawiona wyobraźni, ale wpis Profesora zrozumiałam dosłownie. Homo secatorów ci u nas dostatek.

  23. „Czlowiek sekator” to nic innego jak odruchowy lek salonu przed ludem.
    Lek przemieszany z pogarda.
    Te same leki mozna znalezc od Passenta przez Michnika do oczywiscie Hartmana.
    Trzeba to posolic Kosciolem popieprzyc Solidarnoscia i dorzucuc „tradycyjny polski patriotyzm”
    To lek, ktory „w pore” zlikwidowal komitety wyborcze po 1989 gdyz ta autentyczna demokracja mogla zaszkodzic salonom.

    Tymczasem najwiekszy syf i zbrodnie rodza i rodzily sie u nasz ZAWSZE na salonach.

  24. 04.05. 13.59
    sprecyzuj Kocie Mordechaju. O kogóż chodzi?

  25. Andrzej Falicz 21.39

    ,,Tymczasem najwiekszy syf i zbrodnie rodza i rodzily sie u nasz ZAWSZE na salonach.’
    Szanowny Panie !
    Bez ,,u nasz ”
    Pozdrawiam, guziec

  26. Panie Hartman nikt sie golic Panu nie karze.

  27. Z grillem w herbie –

    Każda nowa formacja polityczna tworzy nową arystokrację, nowa elitę. Ta nowa elita zmienia obyczaje, które narzuca poddanym, tworząc dla nich nowe „liberalne”prawa. Zmieniają się obyczaje, powstają nowe znaki firmowe, nowe znaki rodowe, nowe herby. Obecna elita przejdzie do historii z importowanym grillem w herbie.
    W obecnych czasach nie mamy nawet pewności czy jeszcze istnieją elity intelektualne. Brak autorytetów politycznych jest boleśnie w Polsce odczuwalny od początku transformacji ustrojowej. Postęp nauk biologicznych udokumentował bezsens istnienia elit dziedzicznych. Badając DNA nie znalaziono żadnej istotnej różnicy genetycznej między lumpem a księciem z bajki. Mało tego, codzienne doniesienia tabloidów przynoszą nam zatrważające informacje o poniżających godność ludzką wyczynach współczesnych posiadaczy „błękitnej krwi”. Baronowie z tytułami kupionymi od cesarza Franciszka Józefa, zostają, co prawda, prezydentami w krajach europejskich, ale ich życie doczesne nie jest już świadectwem zasad kodeksu honorowego. Wyrosła nam nowa „arystokracja sportowa”, która jest jedyną usprawiedliwioną elitą. Natomiast „arystokracja medialna” stworzyła tabloidy i milionerów, którzy utopili w tandecie telewizyjnej miliony ludzi.
    „Dama kameliowa” i „Trędowata” brylują teraz na grillowiskach poszukując miłości prężnego biznesmena, który prywatyzując polski majątek narodowy zagarnął miliony w niewyjaśnionych okolicznościach. Ten szemrany „wyzwoleniec” organizuje dla nas parady wolności i miłości. Elity i obyczaje są takie, jakie czasy w których przyszło nam żyć. Prawdopodobnie w dawnych czasach nie było tak cudownie, jak nam to przekazują dzieła literackie i hollywoodzkie produkcje filmowe. Literatura tworzona „ku pokrzepieniu serc”, przedstawiała nam bohaterów obdarzonych wyjątkowymi cechami charakteru. Młodzi ludzie wchodzący w świat ludzi dorosłych mieli przynajmniej literackich bohaterów godnych naśladowania. Telewizja była w powijakach, więc nie manierowała ich charakterów, a radio zawsze miało cudowną moc tworzenia wyobraźni. Obecnie zabawiający nas showmeni w telewizjach komercyjnych, jedyni współcześni „bohaterowie”polecani do naśladowania, znani milionom ludzi, nie posiadają żadnych właściwości z wyjątkiem bogatej przeszłości towarzysko-rozrywkowej. Ich życiorys najczęściej tworzy kilku partnerów życiowych i ogromne pieniędze brane za umiejętność bycia celebrytą. To jest trzon tej nowej „arystokracji grillowej”.
    Czy ten „dziwny świat” polityków bez właściwości, którzy organizują nasze życie, jest zjawiskiem trwałym, przynajmniej na czas jednego pokolenia, czy też go zmieni kolejna rewolucja postsolidarnościowa?
    Przychodzi czas opamiętania. Polskim politykom powoli wraca rozum i rozsądek. Tylko praca ludzka może być przedmiotem podziwu i szacunku obywateli. Tę podstawową prawdę lekceważono od początku zachłyśnięcia się utopią globalizmu. Ogromne zniszczenia jakie w Polsce spowodował globalizm, doprowadzając do katastrofalnego bezrobocia ludzi młodych, będą raną trudną do zabliźnienia przez następne pokolenia. Nie ma suwerenności bez własności środków produkcji i banków. Nawet najbardziej opłacalny dla handlarzy import z Azji nie rozwiąże żadnych problemów społecznych. Te oczywiste prawdy próbuję od lat przedstawiać w swoich felietonach. Rocznica Konstytucji
    3 Maja jest symbolicznym powodem do dzielenia się tymi obawami.
    Budowa stadionów i dróg jest oczywiście potrzebna, ale problemy demograficzne i kolejny demontaż polskiego szkolnictwa budzą powszechny lęk.
    Edukacja młodzieży, słaba armia i zależność finansowa od sąsiadów,
    to te same problemy, z jakimi chcieli się zmierzyć twórcy 3 Majowej Konstytucji. Czy obecna grillowa elita da sobie radę z tymi poważnymi problemami?

    3 maja 2012
    http://www.wojciechborkowski.com

  28. Zachcialo sie w domku na wsi zamieszkac, trza cierpiec. Albo wracac do blokowiska. No ale zgadzam sie – sasiedzi Wielkiego Paniska to nie przyjemniaczki. Maja jednak przewage nad
    subtelnym arystokrata ducha: jak ich cos wkwia, to zalatwiaja to jedna barwna fraza w poetyce ogolnowojskowej, zamiast przynudzac metaforycznym rozwleklym blogiem. Krocej, dosadniej i
    bez owijania w bawelne, czyli szczerze. Na dodatek nie ryzykuja. ze im sie wymskna
    paralele wisielcze o dosc watpliwej jakosci etycznej i estetycznej. No coz, kazdy odslania, co mu w duszy gra tak jak potrafi.

  29. Homo secator kupuje sobie do ogrodowego kompletu ratlerka lub yorka z kokardką, ubiera pieska w twarzowy sweterek i czepia na gustownym łańcuchu przy gustownej budzie w wystrzyżonym ogrodzie obok oczka wodnego, w którym pływają plastikowe nenufary w kolorze wściekłego różu…

    Znam, widziałam, podziwiałam…

    @Wojciech K. Borkowski – doskonała społeczna diagnoza z okazji majowego święta.

  30. Ogołocono już ze starych drzew wiejskie cmentarze, bo liście brudziły eleganckie ogromne nagrobki z syntetycznego marmuru.

    O wiele efektowniej wygląda też barwne plastikowe kwiecie, niż jakieś tam wiosenne samosiewy – konwalie czy fiołki. Jak się taki bukiet postawi na pomniku na święto zmarłych, to i rok może postać, aż do następnego święta. I pięknie, i praktycznie.

  31. guziec
    4 maja o godz. 23:22

    Andrzej Falicz 21.39

    ,,Tymczasem najwiekszy syf i zbrodnie rodza i rodzily sie u nasz ZAWSZE na salonach.’
    Szanowny Panie !
    Bez ,,u nasz ”
    Pozdrawiam, guziec…

    Panie Guziec!
    Jako chlopo-robotnik zanioszlem sie zrozumialem gniewem.

    Swoja droga jak jasniepan Profesur znosi to chamstwo…?
    Jedynym wytlumaczaniem moze byc fakt, ze mozna z tego dobrze zyc…

    Ostanio bylo o gminnym polskim antysemityzmie – teraz profesur dorzucil grill i disco.
    Zgroza Panbie Hartman – jak Pan znosi tych tubylcow i od zmyslow nie odchodzi – zostanie jedynie schronic sie w Superstacji po sukienka Hrabiny Paradowskiej.
    Czyzby zapomnial Pan o swojej partii przytupujacej w rytmie discopolo – jak lewica to wypadaloby z ludem – choc smierdzi gnojem i potem.

    A moze to „sluszny” gniew na nieudany elektorat co dal tylko 2000 glosow.

  32. Jeżeli dobrze sobie przypominam, to autor jest za dopuszczeniem szerokiego dyskursu na każdy temat. Jest za dopuszczeniem antysemitów do głosu jak i wszystkich innych myśli jako równie uprawnionych.
    Myślę, że dobrze się czuje w tej skórze, kiedy nie ma tabu i wszystko można wygarnąć. Czy tak czuję jak pisze, raczej wątpię, oczywiście jak każdy może przeżywać wkurwienie ale przecież musi mu przechodzić. Musi wiedzieć, że ten burak tak naprawdę często po raz pierwszy może się poczuć, że jest równy innym, że tak a nie inaczej te równość postrzega. Mało kuma z otaczającego świata i nie możemy jego języka przyjmować, bo my kumamy więcej.
    Tutaj autor ubiera swoje myśli w formę literacką, ja uważam że śmiertelnie poważno- satyryczną i też mu wolno więcej, literatura pozwala.
    Trzymam z profesorem, lubię taka literaturę.
    Słonimskiego mi przypomina jasnością i ostrością sformułowań.

  33. parker
    5 maja o godz. 8:25

    Gratulacje…
    przasnie i koszernie jednoczesnie.
    Czas sie podpisac wlasnych nazwiskiem
    Panie Slonimski.

    -wiecznie zywy-

  34. To mało znasz odpowiednich nazwisk, dopasuj sobie Panie Falicz.
    Falicz to też jakoś tak żydowsko brzmi.
    Takie nazwiska po złości Żydom nadawano żeby ich ośmieszyć.
    Sprawdzał Pan drzewo genealogiczne Panie Falicz?

  35. http://www.youtube.com/watch?v=CLpv6Md1bO4

    „Nie ma już tych miasteczek, przeminęły cieniem,
    I cień ten kłaść się będzie między nasze słowa,
    Nim się zbliżą bratersko i złączą od nowa
    Dwa narody karmione stuleci cierpieniem.”

    Antoni Słonimski

  36. (…) często antysemitami okazują się ludzie zwyczajni, niby dobrzy, pozytywni i porządni. Ale ta nienawiść do Żydów w nich siedzi, ta prymitywna niechęć wobec Żydów w nich siedzi, ta agresja i to przekonanie, że Żydzi światem rządzą, też w nich siedzi. Głęboko bardzo i wyjść nie chce.”

    http://kis24.salon24.pl/339554,o-grzecznym-antysemityzmie-psach-na-lancuchu-i-prymitywizmie

  37. (…) współczesna polska brzydota zmieniła kostium ze zgrzebnego lokalnego na barwny, pseudoeuropejski. Ze szpetoty naturalnej na kicz i karykaturę piękna.
    Pozoruje bogactwo, piękno, nowoczesność, bliskość wielkiego świata. Jest groźniejsza, bo nienaturalna, bo udaje coś, czym nie jest, i w ten sposób osłabia naszą czujność. A ci, którzy ją produkują, są święcie przekonani, iż robią sobie i innym ładnie.
    Nawet wandalizm jest bardziej postępowy; w miejsce powybijanych szyb na klatkach schodowych pojawiły się robione sprayem napisy, a śmieci, niegdyś bezładnie rozsypane, polegują w zawiązanych plastikowych workach.”

    http://www.polityka.pl/spoleczenstwo/artykuly/1507608,1,15-najbrzydszych-rzeczy-w-polsce.read

  38. Porównując autora do Antoniego Słonimskiego raczej miałem na myśli jego felietony niż poezję. Do Wiadomości Literackich, czy do innego pisma, nie pamiętam.
    Czytałem kiedyś taki zbiór, nawet niedawno drugi raz, bardzo aktualny.
    Myślę, że Profesor zachowuje wiele z jego ostrości spojrzenia i dowcipu.
    Świadomie, bądź nie.
    Ale to moje skojarzenia, nie jestem fachowcem ani od Słonimskiego ani od Hartmana choć obydwu lubię czytać.

  39. Przeczytałem kilka razy od lewej do prawej, potem na wszelki wypadek jeszcze wspak, następnie w poprzek, z góry na dół i z dołu do góry, jednak dalej nie wiem, o co Ci chodzi Gospodarzu w tej twojej niezgrabnej przypowieści, czy cokolwiek to jest. Różnych oryginalnych autorów czytywałem: Cortazara z jego kombinatoryką, Witkacego z jego neologizmami oraz pięknymi przekleństwami, Gombrowicza – co to Atlantyk przepłynął w transie, ale każdy z nich miał coś istotnego do powiedzenia ludzkości, a nie tylko mówił, żeby mówić, albo żeby dać upust swym kompleksom oraz nienawiści.

    Mniejsza o to. Ważniejsze sprawy dzieją się na świecie. Na przykład w TVN24 piszą i mówią dziś o 21 rzeźniach w Polsce (słownie: dwadzieścia jeden rzeźni), w których specjalnie do tego celu oddelegowani rzezacy mordują zwierzęta rytualną, talmudyczną szehidą. Najpierw się modlą, a potem łapią za nóż i podrzynają zwierzęciu gardło. W Polsce. W XXI wieku.

    Proceder jest nielegalny, łamie polskie prawo, a jednak masowy mord rytualny setek tysięcy zwierząt odbywa się u nas bez przeszkód. TVN donosi, że Izrael zgłosił zapotrzebowanie na 300 tys. krów z poderżniętymi gardłami. Wszyscy normalni ludzie głośno protestują, mówią, że to dzikie barbarzyństwo oraz fundamentalistyczne, religijne bezprawie.
    Rabin Schudrich natomiast, indagowany na tę okoliczność powiada, że (podaję cytat tak, jak zrozumiałem, żeby nie było, że coś przekręcam, albo jestem złośliwy, każdy może sam sprawdzić): „To jest tylko raz, tutaj (tu robi fachowy gest rezu, rezu) i wtedy przez kilka sekund wierząt nie żije”
    We wspominanym na tym blogu niedawno artykule z Polityki podane są detale takiego mordu i wcale nie jest tak, jak mówi p. Schudrich, że „kilka sekund i wierząt nie żije”, przeciwnie, „wierząt żije” jeszcze długo, patrzy na swych oprawców i cierpi, a cała cywilizowana ludzkość cierpi wraz z nim.

    Na filmiku z TVN pani z rzeźni mówi, że… do rytualnego mordu dopłaca Unia, a potem poprawia się, że Agencja (prawdopodobnie Rynku Rolnego), a więc wszyscy składamy się na rytualne mordy zwierząt, z naszych podatków. No w mordę jeża!

    Mam nadzieję, że Gospodarz zażąda likwidacji tego barbarzyństwa podczas kolejnego spotkania loży, a potem skrzyknie swych przyjaciół i wspólnie tu wystąpią z całą mocą B’nai B’rith loża Polin przed polskim Sejmem, z reprymendą dla posłów milcząco akceptujących to dzikie bezprawie.

    http://www.tvn24.pl/-1,1743566,0,1,zabijanie-bez-znieczulenia,wiadomosc.html

  40. przepraszam pana za bluzg;
    nietety dostalo sie panu po dyzurnemu
    (bo nie pan jeden cenzuruje; wlasciwie moglbym wydac juz ksiazke,
    li tylko z tekstami zatrzymanymi przez „poli”, a cenzuruja WSZYSCY:
    na czele sa amerykanie, zaraz za nim niemcy, a trzeci ida francuzi – mowie tu o tych, co to sie chelpia wolnoscia slowa, cholera jasna…)
    jeszcze raz przepraszam
    i uchylam kapelusza.

  41. A może tak też dobrze:

    I wy obleśni alfa samce,
    Co dumę swą trzymacie w gaciach
    (mózgi prawdopodobnie tamże),
    I grillujecie w wiejskich daczach,
    Zakompleksieni tatusiowie
    (każdy to drugi Gary Cooper),
    Aut posiadaczy całe mrowie,
    Całujcie mnie wszyscy w dupę

    I wszyscy, których nie oplułem,
    (Bo szkoda na was mojej śliny)
    Co we łbach macie gówno z mułem:
    Drobnomieszczańskie skurwysyny,
    Grubi prezesi, senatorzy
    Powtórzę dla was też, z przytupem,
    Księża, piłkarze i jurorzy
    Całujcie mnie wszyscy w dupę!

  42. Pan Redaktor pisze,
    „…………………………………………………………………….”
    Szanowny panie Redaktorze,
    za panskiego tekstu wynika, ze racje ma panski redakcyjny kolega
    pan Slomczynski twierdzac, ze upodabniacie sie do Niemcow.
    Oni tez tak maja.
    A jak juz wystrzyzecie cala trawe, zabetonujecie co sie da,
    wysterylizujecie wszystkie psy i koty, to dopiero beda z was
    „Europejczycy” jak sie patrzy. Bedziecie tylko musieli uwazac,
    zeby z dumy nie popekac.

  43. wokol jednej moreli miala moja ciotka(po mieczu) 15 metrow kwadratowych trawyi;
    chodzila na niej na kolanach, a kazdy listek przycinala, pojedynczo, nozyczkami do papieru, prawie do smierci;
    dzisiaj, mysle, ze byl to jej ratunek przed depresja;

  44. Czytzjąc pana wypociny stwierdzam ,że najbardziej podobałaby sie panu Polska bez Polaków.

  45. @anna

    Bez takich ‚polaków’, o jakich czasami pisze p. Profesor w swoich – jak to ładnie raczyła Pani nazwać – wypocinach, też by mi się Polska bardziej podobała.

  46. Ągielsky ogrood się Gospodarzowi marzy w każdym domu i zagrodzie? Otóż nie da się, a koszenie trawy to nie post-wsiowy zapał destrukcyjny i infantylizm technolubny, tylko, niestety, wymóg prawny wobec właściciela posesji. Co do emisji hałasu, to rozwiązanie jest w miarę proste, na zachodzie od dawna praktykowane – sąsiedzi umawiają się, kiedy uruchamiają sprzęt mechaniczny, bo wiadomo, że każdy musi, i pracują w jednym czasie. A może tu właśnie boli Gospodarza – po co się umawiać, pospolitować, uzależniać od zapłotowej tłuszczy?

  47. No patrz, zyta. Nawet z sekatora mozna przejsc na antysemityzm i zglosic, ze zyje sie w lepszej od innych rzeczywistosci.

  48. A wracajac do tematu.
    To po pierwsze Autor ma juz dosc halasow i smrodow dochodzacych z sasiedztwa – stad ta wscieklosc.
    A po drugie, jakos powstaly we mnie watpliwosci, czy lewicowe poglady Autora, ktorymi mnie ujal, nie sa jeno teoria, a on sam w zyciu nie zetknal sie z realnym swiatem spoza srodowisk intelektualnych? Zeby to tak zdenerwowal Gowin, albo ten Pan od Wislawy Szymborskiej – to rozumiem. Ale „nasz” autor?
    Dlugie lata nie mieszkam w Polsce, kiedy przyjezdzam najpierw rzuca mi sie w oczy przeogromna ilosc nieporadnych tablic reklamowych, na ktore jednak ktos zezwala. A poza tym to rzuca sie w oczy bialo- czerwone budownictwo. Tzn. bialy ‚dworek” , w zaleznosci od zasobnosci z kolumnami, wykuszami, podjazdami i innymi cudami, do tego czerwona dachowka na spadzistym dachu, do tego kostka Bauma i wlasnie podstrzyzone krzaki i trawniki. Na podjezdziem stosowne zapewne auta, osobiscie nie rozrozniam ich cennosci. W krotkim czasie to nuzy, a nawet smieszy. Ale swiadczy o schludnosci gospodarzy. Intencje niezbyt czyste: pokazac sie, pierwsze pokolenie, ktore stac na to….. I co z tego? Wszystko co trwale i uwazane za wartosciowe powstalo w przeszlosci z pychy. Tej pychy nie mieli amerykanscy purytanie i nastepni po nich. Dlatego teraz sie smiejecie, ze Ameryka taka uboga w zabytki, a jesli ma – to zenada. niezbyt trafne porownanie? Trafne, trafne, bo w Ameryce olsniewajacych zabytkow nie ma.
    Moze nastepne pokolenie mniej wyda na grilla, czy fontanny , a wiecej na wyzsze wartosci i najistotniejsze- zaangazuje swoje pieniadze dla spoleczenstwa?
    Jak na razie ( powinnam napisac, „poki co”- a moze to juz tez passe?) proponuje sfrustrowanym nieodpowiednim sasiedztwem, jesli nie budowanie od razu community, to poznanie takich , co jeszcze nie do konca wyszli z gnoju i smaru. Swiadomosci politycznej nie radze zmieniac, natomiast nauka, ze zyje sie w spolecznosci – pojdzie o wiele latwiej.

  49. Na innym blogu od godziny 14:21 (6 maja) toczy sie (z wtretami na inny temat ) rozmowa nad tekstem Gospodarza:
    http://www.blog-bobika.eu/?p=1167&cpage=7#comment-117164

  50. Że też nikt nie rozpoznaje w tym artykule odniesienia do kultowego filmu „Dzień Świra”.

  51. A jeszcze rok temu, jak odprowadzałam swojego wnuka do szkoły słuchałam śpiewających w zaroślach słowików. To była wielka radość posłuchać rano tego koncertu. Niestety poszły w ruch sekatory i piły. Wykarczowano wszystko, została „patelnia”. Wspólnoty wycinają co mogą, aby nie zatrudniać sprzątacza do grabienia śmieci, co przynosi oszczędności. A jak się trafi w bloku jakaś praczka, to wycina drzewa i stawia wieszaki do suszenia prania. Zamiast drzew pojawiają się sznury, gaci, , kołder . Nawet na działkach ludzie wycinają drzewa liściaste, bo śmiecą a sadzą jakieś nie nasze iglaczki.
    A władze miasta nic z tym nie robią. Wydają zezwolenia na wycinkę,bo drzewa zagrażają bezpieczeństwu. Szarpałam się z tym, bo wyję z bólu, gdy widzę to niszczenie. Niestety poddałam się.

  52. Bylo raz mojej dzielnicy, Anastazjo, w zachodnim LOndynie, ze chceli nam ladne stare drzewo wyciac, aby jezdnie poszerzyc. Wyszli sasiedzi, drzewo otoczyli, dzieciaki na konary powsadzali i wszyscy spiewali We shall overcome.
    I drzewo zostalo uratowane, bo dzielnicowe wladze przestraszyly sie vox populi, gdyz za chwile mialy byc wybory samorzadowe.
    Dwa albo trzy lata pozniej drzewo pokonal Wielki Huragan. Jezdnie od tego czasu poszerzono, bo bylo tam waskie gardlo.

  53. Skorzystałem z linku do Bobika.Makabra.Pitu pitu nt podrzucony przez JH, prędziutko,
    jednak,zejście na dywagacje smoleńskie.Ostrzegam.

    Kosy o szarówce szaleją ,okna zamknąc nie można bo tlen potrzebny.Skoroświtówka, sen przywracająca,nie do użycia bo po papierosy i wódkę trzeba będzie jechac do miasteczka.
    Zmagam się tedy z myślami co miał na uwadze JH pisząc o faszyście samobiczującym się pejczem ,który z braku wódki,na kacu ,bez możliwosci użycia kluczyków ,rozpoznając swoją niedoskonałośc,wybiera endlosung.

    Ostatecznie porzucam myśl o skoroświtówce.

  54. W Białymstoku na reprezentacyjnej ulicy Lipowej przed kilku laty wycięto czy wykopano wszystkie piękne stare lipy. W ich miejsce posadzono jakieś patyki. Patyki przechorowały, parę uschło, coś tam dosadzono i w końcu się nieco zazieleniły. Ale władze miasta wymyśliły poszerzyć jezdnię i zrobić deptak na Lipowej. Krzaczki przeszkadzały, więc znów je wykopano.
    Spod ratusza też usunięto wszystkie piękne stare drzewa i zrobiono betonową patelnię.

    http://bialystok.gazeta.pl/bialystok/1,35235,10223818,Lipowa_bez_lip__Wycinki_w_centrum_miasta.html

  55. Ale nie tylko lipy na Lipowej poszły pod topór. Prawie w każdej dzielnicy rąbią na potęgę. Nawet kwitnący kasztanowiec przy przedszkolu. Zresztą na wniosek pani dyrektor.
    Protesty mieszkańców władze miasta mają w głębokim poważaniu.

    http://bialystok.gazeta.pl/bialystok/8,35234,5110331.html

  56. Czy w Bialymstoku jest Partia Zielonych? Jesli nie, nalezy zalozyc i wystawiac kandyddata w wyborarch samorzdowych. Wlasnie pod haslami protestu przeciko pozbawianiu miasta obszarow zielonych. To bardzo chwytliwe haslo przeciez i wszystkich obchodzi.
    Ewo, a sama bys nie miala ochoty taka ekologiczna dzialalnoscia sie zajac? Masz tyle spolecznego szwungu, entuzjazmu i zaangazowania, ze wydaje mi sie, ze mialabys spora szanse na sukces.
    W Bialymstoku grasuje zreszta druga taka osoba – obecnie u Palikota, dawniej w Partii Kobiet – Tereska Stachurska. Ona ma swoj blog.

  57. @Kot Mordechaj

    Nie mieszkam w Białymstoku, choć tam się urodziłam i studiowałam. Obecnie dzień i noc (z przerwą na pisanie na blogach, zakupy i spacer z psami) zajmuję się mamą.
    W Białymstoku mieszka większość mojej rodziny. Najmłodsza córka studiuje. Ona się jakoś tam udziela, jest wegetarianką, bierze udział w akcjach przeciwko męczeniu karpi w reklamówkach, a obecnie ratuje szczeniaki ze wsi.
    Ktoś wywalił szczenną sukę i oszczeniła się niedaleko nas. Urodziła siedem szczeniaków. Maria zamieściła ogłoszenie na stronie schroniska i już pięć znalazło nowe domy. Właśnie przed kilkoma godzinami przyjechała po kolejne trzy. Jeszcze dwa zostały.

    Ja mam dwie suki, które też ktoś wywiózł, jak były maleńkie. Jedną znalazła córka za szkołą. Miała sklejone taśmą łapki. Mam też rudego kota bez ogona. Mery przytaszczyła go przed kilku laty. Mieścił się w garści. Chłopcy przy szkole przypalali mu ogon zapalniczką.
    Mery narobiła krzyku, i pani kazała chłopcom wypuścić kotka. Tyle. To przecież tylko kot.
    Nie pomogły antybiotyki. ogon trzeba było obciąć. A teraz stroszy dumnie swój trzycentymetrowy kikutek i wygląda jak ryś.
    Strasznie się rozpisałam. A co do Zielonych – tak zawzięcie i skutecznie bronili Rospudy… Ale to było nagłośnione. W Białymstoku ludzie dowiadują się, jak zobaczą drwali w akcji, a wtedy za późno na alarm.
    W mojej wsi i w sąsiedniej miejscowości mojej mamy proboszczowie wycięli na cmentarzach wszystkie drzewa, za zgodą parafian jak najbardziej. Spadające liście zaśmiecały bowiem drogie betonowe koszmarki.
    Beton na ziemi, beton w głowach. Na beton nie ma recepty.

    Moje dwie starsze córki mieszkają od kilku lat pod Liverpoolem. Niska zabudowa i wszędzie zieleń, stare drzewa i parkany obrośnięte bluszczem, nawet wjazd do tunelu też w bluszczu. A u nas powoli robi się betonowa pustynia. Na wsi też.

    Upuściłam trochę żółci, ale jakoś mi nie ulżyło.

    Pozdrawiam.

  58. klakier
    6 maja o godz. 17:44

    Że też nikt nie rozpoznaje w tym artykule odniesienia do kultowego filmu „Dzień Świra”….

    Oczywiscie,
    ale wielu uznalo to za nie grzeczne w stosunku do gospodarza.

    Ja tez bym chodzil wkurzony od rana do nocy gdybym pomimo swojej madrosci dostal jedynie 2000 glosow w wyborach.

  59. Przypominam Gospodarzowi:

    wiecej Loose Blues-a!
    Rozluznic piesci i gleboko oddychac.

  60. najprosciej sekatorzyzm i kosiarzyzm ujac mozna tak. W czasach kiedy nie wystarcza miec juz dobra bryczke, bo sasiad glupek i niedojda ma taka sama, heteroseksualny samiec alfa, dla wlasnej psychicznej stabilnosci pokazac musi, ze PANUJE nad przyroda wiec tnie i rznie trawniki, drzewa i tuje a jego zona grabi oraz leje chwasty herbicydem , zeby pokazac, ze dobra gosposia jest , ze lad i porzadek utrzymiac umie, a ogrod to przeciez taki kolejny pokoj ich pieknego domku. No a do tego w biblii przeciez powiedziane o czynieniu ziemi poddana…

  61. Wiekuista erekcja to chyba raczej tortura niż przyjemność… oby uczeni nie dopięli swego

  62. Usluznie podsuwam kawalek o Autorze tego blogu piora ukubionego brazylijskiego blogera andsola.
    Ale tam nie tylko o Janie Hartmanie.

    http://andsol.blox.pl/2012/05/Klasowki-i-won-za-Don.html#ListaKomentarzy

  63. Droga Ewo
    Nie będę się rozpisywać, bo musiałabym napisać to co Ty napisałaś.
    Niestety tych bratnich dusz jest bardzo mało. Raczej widzą w nas nawiedzonych idiotów /
    Kot Mordechaj np./ co to nie dadzą poszerzyć drogi, zbudować parkingu itp.A tu nawet na placach zabaw przy szkołach, przedszkolach są gorące patelnie, bo dozorca, żeby był porządek wyciął wszystko. Zostawił dwa obcięte maksymalnie krzewy,a jak dziecko uszczknęło kawałek gałązki to razem z dyrektorką chcieli wzywać policję.A przecież kiedyś rosły drzewa i krzewy, a jak się biegało to się urywało czasem gałązkę, żeby kogoś pogonić w zabawie.
    Doprowadziłam. do skazania człowieka za nielegalną wycinkę kilkudziesięciu drzew i kradzież drewna z tych drzew . Urząd Miasta jednak tak nim pokierował, że tych kar nigdy nie zapłacił a nawet nie stracił posady. A mieszkańcy pogadają, pokiwają głowami, najczęściej uważają, że drzewa stare, śmiecą, żyją na nich ptaki które kupciają,a więc grillują pod sztucznymi parasolami i spoko, koko.
    Serdecznie pozdrawiam. Mnie tez nie ulżyło.

  64. Nigd yprzenigdy, Anastazjo, nie widzialem ani w Tobie, ani w kimkolwiek kto sie troszczy o swe otoczenie „nawiedzonego idioty”. . Zeby mi ogon usechl! Cos musialas albo zle przeczytac, albo ja nie dosc jasno wylozylem. Sorry. 👿

  65. Kocie Mordechaju
    Bardzo lubię koty, mam parkę uratowanych dachowców, ale wybacz ilekroć napisze coś w obronie zieleni, od razu jest argument, że drzewa przywaliło człowieka ponieważ nie pozwolono go wyciąć. Wyciąć wszystko, bo może przygnieść. Najwięcej ludzi ginie w wypadkach komunikacyjnych, a nie wyrzucają samochodów, latają samolotami.
    Niestety użyłeś też tego argumentu. Rzecz w tym, że suche drzewa nie są wycinane, bo nie można ich spieniężyć, a bardzo często o to chodzi.
    Sprostowanie przyjmuję i serdecznie pozdrawiam.

  66. Jak, Anastazjo, moglbym uzyc argumentu przeciwko moim sasiadom, kied sam bylem na tym drzewie i sam gardlowalem pod niebiosy? Bylo mi bardz zal tego dzrewa jak zmogl je Wielki Huragan, ktory zniszczyl bardzo wiele starych dzrew w Londynie i okolicach..
    Jestem wszystkimi czterema lapami za tym aby protestowac wobec wladz dzielnicowych, kiedy ogarniaja ich zapedy eliminowania zieleni. Dlatego Ewe 1958 namawialem w pozniejszym poscie aby wziela sprawy w swoje lapy. I Ciebie tez namawiam do tego samego.
    Pozdrawiam. 😈

  67. @Anastazja

    Masowe wycinanie drzew na cmentarzach zaczęło się od wypadku w Dalikowie. Konar drzewa poważnie zranił kilkunastoletnią dziewczynkę. Rodzina wygrała proces o odszkodowanie, a parafia miała zapłacić. Po latach narosły odsetki i miano zlicytować kościół.
    Nie wiem, jak to się skończyło, ale na pewno skończyło się wyrokami na cmentarne drzewa. Proboszczowie, chcąc uniknąć podobnych przypadków zaczęli je na potęgę wycinać.
    Częściej zdarzały się wypadki przygniecenia przez nagrobek, ale nikt z tego powodu nie nakazał budowania mnie okazałych.
    Jeżeli pijak lub szaleniec rozbije się na drzewie, to oczywiście zawsze winne jest drzewo.
    I znów się zdenerwowałam. Przypomniały mi się unijne zalecenia zakazujące jaskółkom gnieżdżenia się w oborach. Gospodarze mieli likwidować jaskółcze gniazda.
    Chciałoby się powiedzieć – i śmieszno, i straszno.

    Pozdrawiam. @Kota również.

  68. Tak oto homo secator show przekształcił się w teatrzyk zielona gęś.
    Trochę zatrąca też dyskusja kociokwikiem, i to ma wszystkich niemal blogach Polityki, niezależnie od tematu i autora.
    Pasyjny wzlot Gospodarza we wpisie, owocuje tymczasem pozdrowieniami dla kota, który chroni wszak drzewa, będące siedliskiem żywiących go (kota!) jaskółczych jaj.
    Odlot na sekatorze, w imieniu kota, może Behemota?

    Osobiście nie cierpię ani palących ani żywiących stada kotów homines & matrones felisamantes, przywiązujących się do drzew homines a-ecologices, tratujących rowerami na chodnikach homines perpedes, i w ogóle nikogo, kto nie robi tego i nie pisze o tym w komentarzach, co ja lubię.
    Mam cichą, złośliwą nadzieję, że filozofia w swym przedmiocie umiłowania, wykpi na jakimś blogu także i te przywary ludzkie, za których przyczyną cierpi tak jak ja.
    Kreślę się więc uniżonymi pozdrowieniami: miau-miau alias koko-koko 😉

  69. @Gekko, a od kiedy to jaskółki gnieżdżą się na drzewach?

    No, chyba, że chodzi Ci o ‚jaskółkę uwięzioną’ na drzewie.

  70. Ewa 1958
    7 maja o godz. 20:43
    – – –
    Jaskółka to może być uwięziona przez borysa, pardą, borsuka?
    Nb. coś jest na rzece; uwięzionego borsuka uwolniono dziś z rzeki w Bielsku-Białej.
    Czy ktoś z Państwa lubi, jak ja, borsuki? A może jenoty – ja uwielbiam, noszę zawsze ze sobą.

  71. Cieszę się, że ktoś mądrzejszy ode mnie też to widzi – i umie nazwać, wyjaśniać, skąd się wzięło. Zatupanie wszystkiego wokół w imię koszarowo, hierarchicznie pojmowanego porządku. Kostka brukowa, trawa cięta na rekruta, najlepiej żadnych drzew, bo jesienią spadną liście – a różnicy między liściem a śmieciem porządkosie nie widzą. Porządkosie – nie gospodarze. Bezduszna estetyka nowych biurowców jako wzór, sztanca. Żadnego ciepła w traktowaniu świata. Żadnego przyzwolenia: niech sobie rośnie, niech będzie.

  72. Cos mi tu nie gra, Gekko. Ile Ty nosiz masek, skoro w jednym miejsxu piszesz:” Staram się jednak w życiu realnym budzić przyjazne i pozytywne emocje w napotykanych współplemieńcach,”, a w drugim deklarujesz: „nie cierpię ani palących ani żywiących stada kotów homines & matrones felisamantes, przywiązujących się do drzew homines a-ecologices, tratujących rowerami na chodnikach homines perpedes, i w ogóle nikogo, kto nie robi tego i nie pisze o tym w komentarzach, co ja lubię.’
    Albo sie jest milym i przjaznym kotem albo nienawistnikiem.
    Kot mily i przyjazny to nie cierpi tylko tego Psychopaty i Schizofrenika od Smolenskiej Gmly, bo sie go boi. A innym daje zyc i karmic bezdomna zwierzyne. 😈

  73. Kot Mordechaj
    7 maja o godz. 22:23
    – – –
    Kocie Mordechaju,
    skoroś tknięty się poczuł aby mnie postponować, jak wiesz, z dużym trudem ale jednak, ustosunkuję się do Twego kociego kołysania (bo pora późna).
    Jak zauważasz swym riserczem trafnie, w różnych miejscach piszę różne rzeczy, co wynika z genius loci i mojej strategii adaptatywnej.
    Niektórzy postrzegając mnie jako gekkona, a nie Gordona, widzą w tym moją, równie gadzią, naturę.
    W tym kontekście, nie cierpienie stanowi dla mnie przeszkodę w odwzajemnianiu się ingracjacyjnymi behawiorami społecznymi; bywa nią wyłącznie zaczepność otoczenia.
    Więc, jako ssacza istota wyższa, wykaż ewolucyjną przewagę i przemów na blogu ludzkim głosem, zdekotyzowanym, pozwalając mi zachować swą gadzią, i tak skazaną na wymarcie, umysłowość.
    Tak, nie cierpię kotów, ale tylko na każdy temat się pojawiających, no chyba, że nieunikniony to Behemot.
    Czemu więc nie Mordechaj także, who knows? ‚)

  74. Mam tu coś dla Ciebie Profesurze (już nie piszę, że drugiej klasy – choć to twoje własne słowa – bo znowu będzie afera i jakiś stary, manipulacyjny trik tu wykombinujesz), mianowicie intelektualną inspirację wprost z Radia Maryja ulubieńca mainstreamu o. Tadeusza Rydzyka – coś w sam raz dla filozofa i ateusza, tylko nie jestem pewny, czy nie przeceniam możliwości… W końcu Radio Maryja to nie jakiś tam byle lewicowy albo neoliberalny think tank, gdzie istotnej treści słownie nul. Zobaczymy. W każdym razie wychodzę z życzliwą sugestią istotnego jak sądzę tematu, zamiast tych dezorientujących publiczność przypowieści, w których jeden widzi „Dzień Świra” Koterskiego, drugi pewnie „Lot nad Kukułczym Gniazdem” Formana, a trzeci „Idiotę” Dostojewskiego. Zaprawdę, trudno się połapać. Audycja ma cztery krótkie części, wszystkie dostępne są pod tym adresem, żeby nie trzeba było szukać: http://www.youtube.com/results?search_query=Metafizyka+fizyki+kwantowej+a+istota+czlowieka+-+cz%C4%99%C5%9B%C4%87+02%2F04&oq=Metafizyka+fizyki+kwantowej+a+istota+czlowieka+-+cz%C4%99%C5%9B%C4%87+02%2F04&aq=f&aqi=&aql=&gs_l=youtube-reduced.12…2208057.2216859.0.2219523.3.3.0.0.0.0.223.565.0j2j1.3.0…0.0.

  75. Biedny Gekko! Musial sie w kociectwie jakiegos duzego Kota przestraszyc. Albo zostal drapniety. I okropnie plakal! I teraz „nie cierpię kotów!!!” „roll”
    Ja sie zdekotyzuje, jak Ty sie ufelinisz. 😈

  76. Boimy się nieznanego. Polecam poznanie kociej natury.Jest co poobserwować.
    A jak pozytywnie wpływa na nasz nastrój głaskanie kociej sierści.

  77. Z punktu widzenia gada, zapoznającego się z miauknięciami na blogu, to kocia natura emanuje wyższością wobec niezdarnie błądzących innych gatunków.
    To w kociej grze – grzesznicy, godni co najwyżej łaskawego współczucia istot kocich, a przez to protekcjonalnej neutralizacji.
    Taka jest rola kociej maski.
    Koty w odgłosach świata słyszą głównie ujadające pieski.
    Gady tną ogonem bez ogródek, jak sekatorem, tyle że bez jazgotu, budzącego demony.

    PS Wolę w dyspucie felicitas płynącą z gad-ki niż felisi-twę katzenjammeru Miauczyńskich 😉

    Z uszanowaniami.

  78. Bywa i tak jak pisze Gospodarz. Niemniej, jeżdząc dość dużo po Polsce, widzę jak z każdym dniem pięknieje. Kanony piękna bywają różne, ale dla mnie liczy się również to, że ludzie się starają. Coraz mniej brudu i bałaganu, który jeszcze dwadzieścia lat temu był wszechobecny.
    Jest takie przysłowie: naucz się chodzić zanim zaczniesz latać. Polacy „uczą się chodzić”, nie tylko w tej dziedzinie.
    Nie rozumiem kto jest adresatem tego wpisu Gospodarza. Bo przecież „bycze karki” nie czytują Polityki ani jej blogów. Czytelnicy mają, prawdopodobnie, dostatecznie wyrafinowane gusta. Jednym słowem: na Berdyczów.
    Nie podoba mi się ten tekst. Odbieram go jako co najmniej „wyższościowy” a nawet pogardliwy. Umieszczam w zakładce: damski bokser & Co
    Rozczarował mnie Pan profesorze Hartman.

  79. Jaruta relacjonuje 4 maja o godz. 9:50, że:

    „… Wszedł lud do śródmieścia”

    ” … Może już ich wnuki kupią karnet do filharmonii …”

    Niedbałość Twa sprawia, że stare a nieaktualne motywy wkradają się do twego pisania.

    Upowszechnienie motoryzacji (maszyny parowe i silniki napędzane produktami naftopochodnymi) sprawiło, że Londyn jest olbrzymią wsią.

    Woody te stare stereotypy opisał we filmie „Match Point” w Polsce pokazywanym pod tytułem „Wszystko gra”. Fundator karmi funtami operę, kupuje zięciowi loft w dzielnicy portowej Londynu a bohater spotyka swą kochankę w muzeum sztuki nowoczesnej. I po kliku latach z zupełnie niezrozumiałych powodów, bez oznak drastycznego kryzysu ekonomicznego syci i ubrani młodzi ludzie plądrują Londyn. Nie dbam o lektury medialne na tyle dobrze, aby być tu sprawiedliwym, ale nie spotkałem rozsądnego wyjaśnienia tego wybuchu londyńskiego. Młodzi wyszli plądrować sklepy i nie byli to głównie miejscowi kulisi.

    To chyba Piotr Szarzyński kilka miesięcy temu opisał przypadek amerykańskiego megapolis z tkanką zbudowaną z domków parterowych lub jednopiętrowych i o średnicy 200 km. Wcześniejsze doniesienia z tych wsi mówiły o tym, że sąsiad sasiadowi przełącza kanały TV. Bo mamy dwa metry do granicy swojego trawniczka.

    Początek bieżącego kryzysu ekonomicznego w USA wziął się z kłamliwej reklamy: „Jesteś wart własnego domku.” A świat nie wygląda wcale tak jak Manhattan. Niedawno opisywałem na którymś z blogów e-Polityki obrzeża Warszawskiego Śródmieścia gdzie się urodziłem i dojrzewałem. To niegdyś robotnicza Wola z której do Księgarni imienia Bolesława Prusa obok Akademi Sztuk Pięknych miałem 6 przystanków autobusem.

    To co opisuje Jan Hartman to nie jest rzeczywistość brazylijskich faveli
    „odzyskiwanych” przez brygady policji. To nie jest rzeczywistość Honkongu, w którym sasiąd może sąsiadowi wrzucić na 27-m piętrze ogryzek przez otwarte okno (może tam mogą okna uchylać). To nie jest rzeczywistość Singapuru z wysokimi mandatami za rzucenie niedopałka na chodnik i bajkowym parkiem z nadziemną kolejką.

    Jan Hartman opisuje Polskę. Polskę w której podstawowa jednostka wspólnotowa nazywana jest parafią. Na cmentarzu zarządzanym przez proboszcza tej parafii konar zabija dziewczynę. I parafii nie stać na zapłatę odszkodowania. Bo gdy chodzi o wysupłanie kilka groszy, to okazuje się, że to nie nasz cmentarz, nie nasza parafia, nie nasza wspólnota. Nie nasz kościół? A co to jest kościół?

    A problemowi na imię biedniactwo.

    Jan Hartman nawiązuje według mnie do tragicznej śmierci trybuna chłopskiego Andrzeja Leppera. Lepper nie umierał z biedy. Lepper umierał z biedniactwa. Krótkotwałe zaburzenie w finansowaniu polskiego rolnictwa przeminęlo. Grzegorz Dyndała i Hans Kartofel zafundowali polskiemu chłoporobotnikowi odejście od gnoju i pewność najbliższej skromnej wypłaty. Wynajęci przez producentów kurczaków osiłkowie rozpędzą w razie potrzeby leperrową bandę próbującą na tory wysypywać karmę GMO.

    A synowie i córki tych, którzy liżą starcze rany w swej wiejskiej samotności, przeżywają gorycz rozczarowania. Znajomym i rodzinie za daleko wpadać na pogaduszki do Konstancina. A codzienne korki sięgające od starej konstancińskiej papierni aż do Instytutu Psychiatrii i Neurologii – i dalej jeszcze gorzej – radością nie napawają.

    Islam przynajmniej obiecuje dziewice. A polski katolik po drodze z Konstancina do Śródmieścia widzi, że kapłani nie mogą dojść do porozumienia czy nad Polakami czuwa wilanowska Opatrzność. Po latach deklaratywnej jedności narodu widać, że Polacy nie są solidarni. Każdy się czuję niezależnym, samorządnym wojewodą na zagrodzie. Tyle że do obsługi gumna już chętnych nie ma. Więc puszcza się wzmacniacz na full, pali śmiećmi i mówi sąsiadowi jak w starym dowcipie: „W dupie mam pański sekator!”

    Polacy nie wiedzą co to odpowiedzialność. Polacy dożywają 50+ i nie potrafią znaleźć odpowiedzi, dlaczego nie urodzili się Radziwiłami. Polski przywódca ruchu polskich rodzin, nie ma nic przeciwko rozróbom na ulicach, aby nie pod oknami jego kancelarii prawnej. Historia przetrzebiła Wojskich i Horeszków. Gdy się pokolenia karmiło chwaleniem bojowości Skrzetuskiego, to trudno zrozumieć, że na Ukrainie żyją Ukraińcy. Gdy można w poniedziałek z czystym sumieniem wrócić do pieprzenia, że wszystkiemu są winni Żydzi, bo sobotę odbyło się pokutę 15 zdrowasiek, to nic dziwnego, że niemożność rzucenia w winnego kamieniem prowadzi do szukania stryczka w obejściu. Bo winna jest historia i dlatego wsiądziemy po pijaku za kierownica do auta z żoną i dziećmi.

    Nigdy liczba wszystkich biletów we wszystkich polskich filharmoniach nie była równa liczbie Polaków mających słuch muzyczny. Była zawsze dużo mniejsza. Mnie bardziej drażni to, że ta liczba jest większa od łącznej liczby tych Polaków, ktorzy potrafią powiedzieć: „Może się mylę.” plus
    „Masz rację.”

    Jeden blog to za mało na kota i gekona. Tylko księstw za mało.
    Czekam cierpliwie na oficjalne ogloszenie ceny za odpust.
    Także za moje mętne pisanie.

  80. @Matylda i Inni:
    Wspomnialem juz wyzej, ze na Blogu Bobika toczyla sie w niedziele caly dzien rozmowa o tym felietonie Jana Hartmana – nikt z nas zreszta nie mial watpliwosci, ze jest to przypowiasta filozoficzna, metafora. Warto mysle przytoczyc jedna wypowiedz z Blogu, pisze Monika z Concorde, Massachussets:

    Hartmana wlasnie przeczytalam, i te “bycze karki” mi sie od razu skojarzyly z angielskim pojeciem “rednecks”, ktore odnosi sie do bardzo podobnego zjawiska. Wydaje mi sie, po pierwszym czytaniu, ze to jest odpowiedz osoby, ktora czuje sie mocno sfrustrowana ciaglym tlumaczeniem sie ze swej “podejrzanej elitarnosci” (chocby z racji wyksztalcenia, choc dorzuca sie tam zwykle Brie i Chablis, i jeszcze pare innych atrybutow). Odwolywanie sie do “prostego czlowieka” – dzisiaj juz nie niewinnego wiesniaka opiewanego przez romantykow, ale czlowieka uzbrojonego nie tylko w telewizor, internet, ale tez grilla, sekatory, strzyzarke i pile elektryczna – jest tropem stosowanym pod wieloma szerokosciami geograficznymi. W Stanach zostalo ono rozpropagowane ponad czerdziesci lat temu przez znanych konserwatywnych intelektualistow, takich jak William F. Buckley i Kevin Phillips. I do dzisiaj ten trop funckjonuje w zyciu publicznym – stad politycy, tacy jak Mitt Romney, a przedtem wielu innych, starannie ukrywaja na przyklad, ze mowia biegle po francusku, i ostentacyjnie spozywaja zwykle hamburgery zamiast np. filet mignon. Albo polykaja koncowki -ing, zwracaja sie do wszystkich per “folks” and “ya’all”, itp. No i narzekaja na elity, nawet jesli podlug stopnia wyksztalcenia, zamoznosci i pochodzenia, sami jak najbardziej do nich naleza.

  81. Gospodarza irytują hałasy, a i zapewne zapachy grillowania, czyli działalność homo secatorów, ale zdaje się nie dostrzegać pozytywów wynikających z tych świeżo odczuwanych ambicji, by mieć trawnik przystrzyzony, uporządkowane obejście, płot lub murek elegancki, a niechby i sztuczne nenufary w oczku wodnym. Na szczęście nie ma powszechnej mody na krasnale ogrodowe. Jeśli już to bliżej umownej granicy niemieckiej.
    Ludzie starają się, jak mogą i chwała im za to.
    Dlatego zgadzam się z Matyldą.
    „Bycze karki” nie czytują Polityki ani blogu prof. Hartmana, więc nawet nie wiedzą, że ich niejako obraża. Robią swoje i wychodzi im to coraz lepiej.
    Drobny przykład – mój zaprzyjaźniony „tubylec” (mieszka niedaleko mojej działki), młody ojciec rodziny, dzięki swojej pracowitości i zaradności – jest rolnikiem i kierowcą szkolnego autobusu, a także „złotą rączką” przydatną nie tylko działkowiczom – postawił ładny funkcjonalny dom. Również wnętrze w dobrym, nie nowobogackim stylu. Chłopak się uczy, podpatruje, jak wielu innych secatorów.
    I -uwaga- jego pies, śliczny owczarek kaukaski ma przestronny boks, jaki zalecaja weterynarze, a nie budę z łańcuchem.
    To też jakiś znak czasu. Ja bym raczej nie drwiła z tych homo secatorów.

  82. Przeczytałem komentarz @mag a następnie po raz wtóry wpis Gospodarza.

    Zacznę o zachęty dla @mag, innych Warszawianek i Warszawiaków.

    Wejdźcie od strony południowej do Łazienek Królewskich. Miniecie wybieloną postać nagiej młodej dziewczyny na środku kolistego klombu i dotrzecie na przedpole Nowej Pomarańczarni. Tuż obok wejścia do parku zwróćcie uwagę na rzadko widzianą w warszawskim krajobrazie kępę(!) bialodrzewu czyli topoli białej. Gdy byłem w kwietniu jeszcze drzewa były bezlistne ale .. (z Wikipedii)
    „Często sadzona w parkach, jako roślina ozdobna. Częściej sadzone są okazy męskie, gdyż okazy żeńskie wytwarzając ogromne ilości puchatych nasion (jak pęczki waty) powodują uciążliwe zaśmiecanie terenu. Używana również do zadrzewiania nieużytków.”

    Nie potrafię więc powiedzieć czy to były okazy męskie. Trzeba poczekać, a potem zadrzeć głowę. Z mego balkonu na szóstym piętrze rozpznaję białodrzewy jako jedyne rośliny wystające czubkami także ponad siedmiopiętrowe bloki. Ci którzy chodzą nad spacery nad Wisłę być może białodrzewów oglądają więcej.

    Gdzieś po prawej ręce stoi woda starorzecza wiślanego będącego szkieletem Parku Łazienkowskiego. Mętna. Czy rzęsa latem próbuje jej powierzchnię opanować – ani wiem, ani pamiętam. Bo pół wieku upłynęło od chwili, gdy siadając na ławeczce przy okrąglym klombie uczyłem się anatomii atrakcyjnej kobiety o dobrych proporcjach.

    Doszedłwszy na wspomniane przedpole Nowej Pomarańczarni wychodzimy z kępy zadbanych bardzo starych tuj i stajemy przed remanentem z budowy stadionu narodowego. Murawa zielona i równa bez jakiegokolwiek listka rośliny wieloliściennej. Niegdysiejsza róznorodność rabat kwiatowych otoczonych ścieżkami z ławeczkami została zastąpiona przemysłowym błoniem zapewne nasyconym trucizną zwalczającą zawilce, stokrotki i krety. Na osi poprzecznej stoi namiot dla celebrytów jedzących zapewne łososia ze sztucznej hodowli, co to nie miał szansy wpłynąć do rzeki. Do Łazienkowskiego mętnego wiślanego starorzecza także.

    Mając w oczach wspomnienia ze zdziczałych Bieszczad, w których byłą drogę rozpoznawało się po tym, że trawa sięgała tylko do młodzieńczych bioder a obok drogi do barkowej obręczy, doznałem wrażenia, że ten trawnik wyglądał jak głowa młodej kobiety po chemioterapii.

    Ucisk w okolicach mostka i pchający się przed oczy obraz pustego blatu biurka 4 m x 6 m korporacyjnego menedżera. I natychmiastowe wspomnienia porastających krzaczkami ugorowanych pól kieleczyzny karmionych dotacjami UE.
    (z Wikipedii)
    „Sukcesja wtórna [ekosystemu] prowadzi do prawie całkowitego odtworzenia się ekosystemów o dość prostej strukturze – zarówno przestrzennej jak i pokarmowej.”

    Okszklona południowa elewacja Nowej Pomarańczarni w płaszczyźnie stóp została ozdobiona półkolem trawnika z namiotem jadalni w środku i obrębionym szpalerem młodego bukszpanu.

    I znów przed oczy pcha się wyniesiony ponad powierzchnię dojazdowych alejek klomb przed południową elewacją Pałacu Kultury i Nauki. Tędy wchodziło się do kina Wiedza minąwszy bukszpany rosnące na obrzeżach trawnika. Tak! Kina „Przyjaźń” i „Młoda Gwardia” miały większe sale. Ale to po kronice filmowej w czasie krótkiej przerwy do tego kina wpadł z notesikiem nasz asystent od cwiczeń z wyższej matematyki i szybkim głosem zapytał: „Kogo dziś nie ma?” Była druga część zimy i początek wiosennego semestru. Znalazł bilet na swoim biurku i pustą salę ćwiczeń.

    I wśród obecnych było wielu wygnanych w 1968-m. Zakamarkami daru Narodów Związku Radzieckiego dla Narodu Polskiego można było od wiedzy do Wiedzy przejść w kapciach.

    Dziś zapewne nowobogackim w namiocie restauracji „Belvedere” podają krem z borowików po 15 PLN za zawartość jednej łyżki. (cena zmyślona przeze mnie). A alejkami obok mijają Nową Pomarańczarnię rodziny z dziećmi.

    Być możeza rok, za dwa pójdą ci mlodzi burzyć PKiN jako bojówki fszystowskie.

    Bo Wódz przed nimi ukrył, ze niemiecki hochsztapler Wit Stwosz, skazany w 1503 roku na wypalenie rozgrzanym żelazem piętna na obu policzkach,
    na ołtarzu Zaśnięcia NMP wyrzeźbił kwiatek chwastu.

    Nigdy tego fragmentu ołtarza nie widziałem. Według mojej pamięci to jest kwiat powoju polnego:

    http://online-media.uni-marburg.de/biologie/botex/exk-dammmuehle/images/convolvulus_arvensis.jpg

    Wychowani na równo przystrzyżonym trawniku faszyści z polskim wezwaniem „Bóg z nami” będą pytali sąsiada:
    „Czy już zamieniłeś bawarskiego krasnala, na miniaturkę Lecha?”

    W rękach będą mieli miotacz ognia, bo sekator to mechaniczny przeżytek.

  83. staruszek (8-05-g.13:11)
    Zachęcasz mnie do nostalgicznego spaceru po Łazienkach, tudzież tropem kin w PKiN (Wiedza, Młoda Gwardia, Przyjaźń – oj, bywało się, bywało!)
    Czym innym jest „Belvedere” z kremem grzybowym a 15 PLN, a także obecna Sala Kongresowa, w której kongresuje Palikot.
    Spolszczając łacińska sentencję, zwykle powiadam w takich sytuacjach – tempus fugituje. I nic na to nie moge poradzić. Co najwyżej staram się odczytywać znaki czasu wspólczesnego i je zrozumieć. A na pewno nie obrażać się, jeśli coś się zmienia niekoniecznie po mojej mysli.

    Zajrzyj na blog ateisty. Zostawiłam takm dla Ciebie moje nadnarwiańskie spostrzezenia.
    Trzymaj się!

  84. staruszku
    Pozwolisz, ze odniosę się do Twojego wczesniejszego wpisu (jakoś mi umknął) z g.9:46.
    Twierdzisz, że „Jan Hartman opisuje Polskę, w której podstawowa jednostka wspólnotowa nazywana jest parafią”.
    I tak, i nie, staruszku.
    Parafia staje się jednak – powoli, rzecz jasna – kulturową okrasą, tak jak coraz bardziej zadbane gumna, ogródki przydomowe, no bo inaczej juz nie wypada.
    Sasiad ma przystrzyżone tuje wzdłuz ogrodzenia, trawnik pilnie pielęgnuje, więc i ja już muszę.
    A w niedzielę do kościólka jeden z drugim podjedzie lepsza czy gorszą bryką, dzieciaka ochrzci, do I Komunii pośle, no bo inaczej nie wypada. Choć na plebana coraz głośniej wyrzeka i jego autorytet podważa.
    Na drodze z Konstancina do Śródmieścia jakoby czuwa wilanowska Opatrzność.
    Otóż chyba się na nas wypięła, czego dowodem są chocby rydzykowe harce, których nikt bez Boskiej pomocy nie powstrzyma.
    Albo też tyłem do owej Opatrzności zaczyna odwracać się Polak na swojej zagrodzie, konsument i beneficjant UE pospołu z pospolitym dobrodziejem, który też niemały kawał sukna szarpie.
    Nie dam Ci jednak odpustu, staruszku, bo chwilami mętnie piszesz. Nie bardzo rozumiem np. Twój wywód na temat biedniactwa.
    Ale pozdrawiam Cię cieplutko.

  85. Właśnie obserwowałem jak Pustułek przyniósł był Pustułce wysiadującej,kawałek,
    słuszny,myszki.
    Ona jest wyrażnie większa.Rozłożysta.Marzenie każdego Pustułka.

    Czy JH mógł by się do tego odnieśc ?
    Chodzi mi o marzenia Pustułka.

  86. Ależ tak, Staruszku; jestem niedbała i bałaganiarska, nie piszę rozprawy naukowej. Patrzę na świat dookoła mnie, na zmieniające się społeczeństwo i komentuję to grepsami, które znam i akceptuję. Są niemodne, niemniej bywają aktualne.
    I boję się, Staruszku… Boję się, że przyjdzie taki (powiedzmy) Staruszek i przystrzyże mnie sektorem do równego….

  87. @jurganowy.Trafne porównanie.Darz Bór:-D

  88. @Jaruto!

    Zarzut niedbalości pochodzi ode mnie, ale zarzut bałaganiarstwa już nie.

    Wraz z 3 x Tak lat temu ponad 60 lud wszedł do Śródmieścia.
    Jan Hartman pisze o okresie ostatnich 20 lat.
    Inny okres historyczny i inny lud jest przedmiotem opisu Gospodarza.

    Niektórzy mieszkańcy Konstancina przenoszą się do centrum miasta, bo nie chce im się tracić czasu na dojazdy. To stwierdzenie i inne moje stwierdzenia o małych migracjach biorą się z powtarzania redaktorów opisujących te migracje w Polityce. Wzmocnię to: niektóre dzielnice miast strefy euro-atlantyckiej zostają enklawami ludzi zbyt biednych aby przenieść się do podmiejskich chronionych osiedli wypełnionych ludźmi sukcesu.

    Drastyczne przeciwstawienie czarnego Soweto i białego centrum Johanesburga straciło na ostrości. Mexico City ze względu na ryzyko trzęsień ziemi puchnie wszerz i wzdłuż a nie w górę. Migracja z przedmieść do centrum tam nie występuje w rozumieniu politycznego sprawozdania: „Lud wszedł do śródmieścia.” Ja mieszkam teraz po drugiej stronie dawnej granicy południowej Warszawy z roku 1939. Teraz w w tamtych dawnych granicach miszka pi razy oko jedna trzecia obecnych Warszawiaków.

    W 1960-m skorzystałem po raz pierwszy z karnetu do Filharmonii Narodowej. Dziś córka skrzypka Konstantego Kulki tworzy i wykonuje trudną muzykę rozrywkową i nie koncertuje w budynku FN. Ostatni raz na żywo widziałem Filharmoników Wiedeńskich na żywo w okrojonym składzie w Operze Narodowej. Gdybym miał więcej pieniędzy wybrałbym się na kilka koncertów do kościoła św. Tomasza w Dreźnie. Jan Sebastian Bach tworzył muzykę dostrojoną do tego wnętrza. Był tam kantorem. Posłuchałbym koncertów – także w kościołach Vratislavia Cantans we wrześniu. Bardziej to realne, bo mam zamożnego kuzyna we Wrocławiu.
    Wielu melomanów i audiofilów słucha muzyki poważnej w swych domach na sprzęcie dobrej marki i bardzo drogich.

    Lud w sródmieściu i karnet w filharmonii to sterotypy użyte przez Ciebie jako wytrychy pojęciowe. Jan Hartman opisał nowobogackich z ostatnich dwudziestu lat. A Ty wstawiasz hasła z epoki Gomułki i Gierka. Czy napewno zrozumiałaś o czym napisał gospodarz? Już homo secator podaje na uroczystym obiedzie sałatkę z krewetek. Już pierwsza komunia jego dziecka jest skwitowana popołudniowym nabożeństwem ze Złotym Cielcem w roli głównej ustawionym na trawniku z trawy zakupionej on_line w Szkocji. Ale jeszcze nie stać go na uczciwość intelektualną aby nie przypisywać staruszkowi opinii – on git człowiek. On tez homo secator.

    Żadne z moich stwierdzeń nie wskazuje, że chciałbym Cię przystrzyc. Przypisanie mnie do rasy homo secator nie jest ani śmieszne, ani przemyślane. Straszliwy nacisk szybkich zmian cywilizacyjnych rodzi poczucie wyobcowania i niejasności co do tego kim jest Nowy Polak.
    Tak jak to było po pierwszej wojnie z narodami zaczadzonymi faszyzmem lat temu ponad 80. O tym pisze Jan Hartman.

    Działeczka wokół domku homo secator jest za mała na jego wyobrażenie o należnej mu przestrzeni życiowej. I jest za głupi aby pogodzić się z faktem, ze niektóre rośliny kwiatowe lepiej rosną w otoczeniu pokrzywy.

    Bo homo secator nie jest biedny. On jest biedniakiem. To nie jest w kieszeni i w karcie choroby. To jest w głowie. Jemu nie mieści się w głowie, ze sezon narciarski na Gorze Gołdapskiej może sie kończyć póżniej niż w Szyrku.

    Nie wiem czy Kazimierz Brandys w „Listach do Pani Z.” zapoznał mnie z pojęciem biedniactwa. Chyba ktoś póżniej. Biedniactwo jest stanem mentalnym nie cierpiącym różnorodności i rozpoznaje się je po „słomie w butach” Tak homo secator opisuje swego sąsiada też homo secatora, gdy jakiś staruszek ich nie słyszy bo ze słuchawek leci mu:

    Loreena McKennitt – Marco Polo

    http://www.youtube.com/watch?v=JvPu2PGzcSg&feature=artist

  89. Postanowiłem posekatorzyć (hetero).
    Ponieważ:
    „… Amerykanin usiłował na lotnisku w Rzymie wsiąść do samolotu lecącego do Nowego Jorku z 19 kotami. Pozwolono mu wziąć tylko cztery, więc pozostałe porzucił….”
    http://tinyurl.com/c7kv3ch

    Kiedyś, kiedy latanie to jeszcze było starobogactwo, pewna matrona, sadowiąc się w kabinie samolotu z ukrytym przy sobie niemal intymnie kotkiem, wstrzymała odlot z Amsterdamu ok. 130 pasażerów przez prawie 3 godziny.
    Niewykluczone, że podobny skutek wywołałaby próba przemycenia 19 gekkonów, ale wówczas, to Gekko był poszkodowany.
    Pociacham więc dźwięcznie nożycami sekatora nad wszystkim, co mi nie pasuje.
    Na przykład tak:
    „Biedniactwo jest stanem mentalnym nie cierpiącym różnorodności i rozpoznaje się je po „słomie w butach”.
    Dziś nawet nowobogackich stać na skarpetki niekoniecznie białe, różnorodność i nonkonformizm słomy ich razi.
    Na Berlińskie Biennale Sztuki, Nasz Komisarz-Bogatek zaprosił delegacje organizacji terrorystycznych. Jako sztukę, a nie sonderkomando na gapiących się za biletem na nich berlińskich mieszczan a rebours.
    Terroryści wykazali się smakiem i przyjechali tylko w 9 na 44 zaproszonych.
    Pewnie pozostali byli zajęci lataniem z sekatorem po słomie w butach pasażerów linii lotniczych.
    Zmiana bowiem wymaga żądzy różnorodności, byle to była różnorodność, która wystaje z naszych butów.
    Albo miauczy z bagażu osobistego, w wersji light.

    /-komentarz dedykuję @ staruszkowi z uznaniem za wypasione, niebiedne odloty-/ 🙂

  90. Dziękuję, Staruszku; mam złudzenie, że nie jestem aż tak uboga mentalnie. Ja tylko tak wyglądam, mój Drogi. Nie wiem, czy zauważyłeś – ja tylko żartobliwie (albo tak mi się zdawało)chciałam pocieszyć Profesora. Nie smucić Staruszka.
    Eh, chyba przestanę…

  91. Telimeno! Jeśliś poetycka, legnij sobie w chaszczach i witaj się z kleszczem, ale nie postponuj tych, którzy takowych stworzeń witać nie chcą!
    Koszenie trawy oraz sadzenie iglaków w miejsce niegdysiejszych sielskich olch, leszczyn i grabów to nie wyraz przeniewierstwa zsekatoryzowanego narodu polskiego, lecz praktyczna odpowiedź na zmieniające się środowisko przyrodnicze. Z roku na rok wzrasta na terenie Polski populacja kleszczy, w tym zwiększa się odsetek roznoszących boreliozę i odkleszczowe zapalenie opon mózgowych. Jednym ze sposobów na uniknięcie przykrych chorób i możliwość bezpiecznego przesiadywania w ogrodzie jest pozbawienie kleszczy potencjalnych miejsc bytowania, czyli wysokich traw, liściastych ostępów. W iglakach kleszcz bywa niechętnie, więc wysadzenie nimi okolic daczy to kolejny wyraz zdrowego rozsądku.
    Homo secator, drogi Autorze, jest to w rzeczywistości Twój Homo Salvator – ratuje Cię bowiem od zapalenia mózgu, a tego przecież nie zamierzasz przedwcześnie spopielać, profesorem będąc.
    Poetycka Telimeno, pozwól temu prostemu, naiwnamu Tadeuszkowi zratować Cię od maleńkich stworzeń, które lubią obłazić nawet najbardziej wzniosłe organizmy… Nie przezywaj go Sekatorem, a już z pewnością nie Homo! Dobry to wszak chłopak, pożyteczny i po bliższym rozpoznaniu zapewne całkiem sympatyczny.

  92. to właściwie poezja jest nie proza 🙂 Czyli co? Polski wykorzeniony z natury chłoporobotnik (nie boa grzechotnik) kaleczy i rani naturę (którą ma też w sobie, jak sarna i jeleń i dzika świnia).
    Synowie o byczych karkach fantastyczni.

  93. @Jaruto

    Twoje „Eh, chyba przestanę…” sprawiło, że przypomniał mi się żart:
    „Józuś! Czyżbyś przestał mnie kochać? Od miesiąca mnie nie bijesz!”

    W tym co pisze Jan Hartman odnajduję dramatyzm skoku cywilizacyjnego jakiego kraje uprzemyslowione doznają. Oto teraz dwulatek oraz dwulatka potrafią zadzwonić do prababci i pradziadka, bo w polu semantycznym użytkownika telefonu nie muszą występować ani litery ani cyfry. Jeszcze starsze od Twego „karnet do filharmonii” były śpiewy syren i wabienie ptaków udawaniem głosu ptasich partnerów lub partnerek, aby mieć te ptaki na obiad.

    Znane nam fundamentalne „na początku było słowo” wiekszość z nas przyjmuje bezrefleksyjnie. Wpierw był głośnią ludzką emitowany ciąg dźwięków i kojarzona z nim sytuacja a dopiero bardzo później pismo.
    Po słowie nie oznacza po intercyzie. Więc Twoje „Eh” rodzi pytanie czy jest ono echem ubezdźwięcznienia rosyjskiego „g”, czy to przejaw uczynienia pisanego hiszpańskiego „j” wymawianym jako „cha” lub „ha”. Rosjanin wzdycha „Eh”, polak „Ech” i ponoć nauczyciele emisji głosu w akademiach teatralnych to słyszą.

    Staliśmy się cywilizacją obrazu jako dominującej formy przekazu.
    Wystarczy popukać w ekran nowoczesnego telefonu aby połączyć się z kimś z „naszych” fejsowych. Na bliskim mi blogu powoli literowe nicki zastępowane są przez miniaturki. Być może za @geko kryje się gadzina, być może obraz pleców maklera giełdowego z czerwonymi szelkami jako nawiązanie do znanego filmu o rekinie giełdowym.

    W Polsce przebojem (dla homo secator podaje wyjaśnienie: hitem) jest kaktus. Wpisz proszę Jaruto do wyszukiwarki kaktus. Możesz być zaskoczona, że kaktus może być rośliną dziadowską.

    Słowa i cale zwroty rodzą się mnogo i rychło umierają. Wczoraj w ramach usprawniania godzinę pływałem. I miałem okazję stwierdzić, że na basenie jest dużo nici chiurgicznych. I wcale mnie to nie smuciło. (dla h. s.: dolna oszczędna część damskiego stroju kapielowego).

    Z tą słomą w butach to był mój wytrych użyty w sytuacji, gdy żona kazała oderwać się od komputera, bo rano idzie do pracy. Dziś mogę myśl ubrać w bardziej znaczącą szatę. Chodzi o znane określenie: „On wyszedł ze wsi, ale wieś nie wyszła z niego.” I nie przywołuje takich gadek dla wyrażania pogardy, zachwytu lub innej emocjonalnej oceny. Przywołuje je dla pogłębienia zrozumienia otaczającej rzeczywistości. Ja jeszcze pietnascie lat temu jeździlem do pracy warszawską jednotorową linią tramwajową, a homo secator nie zapraszał wówczas znajomych i rodziny na chrzciny dziecka przez Skype’a.

    Kilka dni temu idacą do pierwszej komunii córka sąsiada homo secator, (sąsiada przez płot tego pierwszego – obaj kłócom sie(!) o dmuchawce) zaprosiła na przyjęcie po kościele friendów fejsowych i tata zamówił co trzeba w cateringu. Jedna z zaproszonych koleżanek z przedszkola przyjechała z mamą, tatą, i braciszkiem bezpośrednim busem z Nijmegen do Krosna. Krośnieńska nowa owieczka parafialna zaimponowała swojej emigranckiej koleżance squadem wyposażonym w GPS i system rozpoznawania przeszkód na drodze obiecanym przez tatę już wcześniej. Z kolei mała emigrantka okazała sie obciachowa, bo sama umyła kubek po soczku marchwiowym(ale obciach!). Nie wiadomo po co, bo przecież trza się dać wykazać dwum Ukrainkom wynajętym jako pomywaczki. Ci Holendrzy nasze dzieci deprawują!

    Używamy słów z morfemem „mental” zwykle w kontekście pewnego deficytu poznawczego. Każdy z nas jest mentalny. I stykając się ze staruszkami na plan pierwszy wysuwa się pamieć długotrwala. Bez wachania podajemy imię Polomskiego, ale chwilę musimy pomyśleć czy Doda była majtkiem czy bosmanem.

    Rzecz bierze się z niedostatku socjalizacji. Rocznie ginie w Polsce 200 dziewczynek. I zwykle znajduje sie jedna dwie. Nie! To nie jest moje sprawozdanie ze smiertelności wśród dzieci. To moja kąśliwa uwaga, że ogromna wiekszość z nas wyrastała w takim paradygmacie:
    „Przechodzeń uśmiechnął się do nas i powiedział dzień doby. O co mu chodziło?”

    Otóż mnie nie chodzi o potrącanie Jaruty, Mag, Geko i innych.
    Mnie chodzi o zabawną odpowiedź czy spinoza to choroba czy laska.
    Przyznaj odbiorco, że brak Ci znajomości niderlandzkiego u pomnikowych postaci naszej kultury.

    I tyle o koko i marynie.

    Mambo Spinoza

    http://www.youtube.com/watch?v=2p0DuQV_XyY

  94. „Bez wachania podajemy imię Polomskiego, ale chwilę musimy pomyśleć czy Doda była majtkiem czy bosmanem”
    Bez wahania czy bez wąchania?
    Jak się ten Staruszek rozkręci to nawija jak prząśniczka jakaś 🙄
    I za nic nie pojmuje, że na komunię dzieciaki dostają quady a nie „squady” 😉
    Rosjanie moim zdaniem jednak też wzdychają Ech

  95. @markot

    Przez cztery lata w szkolnym chórze śpiewałam:

    „Ech, ta droga tonie we mgłach,
    znowu chłód i trwoga, i burzanu krzak…”

  96. @staruszek

    „Odbiorco, przyznaj, czy nie dość ci
    milionów piosnek o miłości…”

    Dzięki za przypomnienie ‚dzieła trójłącznego’. Genialne, jak wszystko w tym wykonaniu.

  97. Kiedy wzdycham „ech” – to mi komputer podkreśla na czerwono. Nic mi nie wiadomo, żeby był produkcji nadwołżańskiej. To się dostosowuję.
    Prezenty okolicznościowe ? Tydzień temu na innym blogu „Polityki” przypominałam przepiękny i mądry tekst Janusza Korczaka „Prośba dziecka” – pkt 1 głosi: „Nie psuj mnie. Bardzo dobrze wiem, że nie muszę mieć tego wszystkiego, czego się domagam. To tylko próba sił z mojej strony.” Korczak miał po stokroć rację – wiem – wychowywałam swoje i nie swoje z niezłym skutkiem. Gorzej, gdy dziecko zamiast być OSOBĄ bywa transmisją wizerunkową rodziców. Mam tylko nadzieję, że z tej dziecięcej choroby nowobogackiej (per analogiam do dziecięcej choroby socjalizmu) dość szybko sąsiedzi powyrastają. Ostatecznie z białych, frotowych skarpetek w adidasach do garnituru już wyrośli.

  98. Eh?
    Ech?
    Ej! 😎
    Ewo, 🙂
    Jarocka też to śpiewała po polsku, szkoda, że towarzyszący jej „chórek” pozostał niemy 🙁

  99. Sezon pierwszokomunijny w pełni.

    Kilka dni temu w TV śniadaniowej pani red.Jolanta Pieńkowska wraz z bliżej nie znaną panią projektantką z przejęciem godnym wielkiego politycznego wydarzenia prezentowały dziewczęcą modę komunijną.

    Pani projektantka zalecała przełamać monotonną biel np. barwną szarfą, buciki najlepiej na obcasiku (podobno zdrowo wg amerykańskich naukowców) i najlepiej złote. Obowiązkowo perełki, rękawiczki i torebka.
    Koszt sukienki ok. 400 PLN, bucików na obcasie (obowiązkowo od projektanta) podobnie.

    Nie wspominały o operacji plastycznej nosa lub uszu (chrzestni fundują i takie prezenty małym komunistom), o solarium, fryzjerze i kosmetyczce.
    Ale czego się nie robi dla małej księżniczki…

  100. @markot

    Tajfuny – prawdziwa perełka. Dzięki.

  101. Kolejna refleksja…’dla pogłębienia zrozumienia otaczającej rzeczywistości’:
    a/ „ON wyszedł ze wsi, ale wieś nie wyszła z NIEGO.” (pogłąbianie innych)
    b/ „JA jestem w mieście, ale miasto nie jest we MNIE”
    (pogłębianie otoczenia)
    Gadzim umysłem gekkonów w szelkach maklerskich, rzeczywistość rysuje się tak:
    „Szczytowanie zer, wymaga ujemnego poniżania otaczających je cyfr”
    Stereotypy pogłębiają ujemność, a nie wznoszą zera do potęgi.

    PS Wielki szacun Gospodarzowi za wykoszenie sekatorem funkcji terapeutycznych w komentarzach 😉

  102. @Kuka

    Jak Ty wszystko pięknie wyjaśniłaś. Do dziś nie wiedziałam, że np. lipy z Lipowej w Białymstoku wycięto ze względu na kleszcze. Ale teraz już wiem.

    To pewnie niedługo i lasy liściaste pójdą pod topór. Tylko borowików i koźlaków szkoda, bo one gdzieś w pobliżu brzóz sobie ulubiły powyrastać.

    Nie wiem tylko, jak to wytłumaczyć – moja podmiejska kuzynka w swoim wystrzyżonym ogrodzie pełnym egzotycznych iglaków załapała nieszczęśliwie kleszcza, szczęśliwie jednak bez boleriozy.

  103. Kleszcze lubią wysokie trawy i niskie zarośla, skąd przechodzące zwierzęta i ludzie ocierając się o roślinność zabierają je ze sobą. Żaden nie czyha na drzewie, aby spaść na swoją ofiarę, bo to biologicznie bez sensu.
    Chodząc po lesie i chaszczach trzeba pamiętać o długich spodniach, najlepiej wpuszczonych w skarpety lub buty, a w domu dobrze skontrolować ciało i zmienić ubranie. Kleszcze wędrują w dogodne miejsce, gdzie łatwo jest się wgryźć (u ludzi – pachwiny, kark, tył kolana itp. u psów, kotów, jeży – wokół oczu, kark, brzuch) czasami przez kilka godzin.
    Powyżej 1600 mnpm kleszcze nie występują, więc w górach można się wylegiwać na trawie bez obawy i bez sekatora 😉

  104. @Gekko!
    Po pierwsze: przepraszam za pominięcie jednego k w nicku.
    Po drugie: pasałem krowy. Nie zapomniałem tego co zawdzięczam wsi. Wsiowi nie zapominają mi pokazania im urody mojego miasta.

    @markot
    Nie nadążasz. Poczytaj sobie Dodę w Polityce.
    Quada dostała córka sąsiada tego od dmuchawców. Opisywane dziecko potrzebowała superkomputer z superkartą graficzną aby grać:

    http://super-hero-squad-online.browsergamez.com/

    Wieś jest śmierdząca, zakleszczona, obciachowa i dla frajerów.
    Armia avatarów czyni z dziewczyny fajną laskę wśród newbies.
    Nawijam, bo mam kołowrotek.
    Idę pomachać w wodzie pod kierunkiem byłej zawodziczki kick-boxingu.
    A Wam zazdrość …

  105. „zaimponowała (…) squadem wyposażonym w GPS i system rozpoznawania przeszkód na drodze…”
    No to szerokiej drogi, a może wysokich lotów na tej superkarcie graficznej? 😉
    Nowa generacja drzwi od stodoły? 😀
    Jak byłem mały, to mój ojciec wypuszczał mnie na jezioro w pontonie zrobionym z ceraty przywiązanej w czterech rogach do wielkiej dętki od ciężarówki, a może traktoru. Na takich dętkach pływali też ruscy żołnierze na Jeziorze Strzeszyńskim, wszyscy w pięknych dynamówkach po kolana.
    Gdy ojciec stwierdzał, że wypłynąłem za daleko, kręcił kołowrotkiem od jednej wędki (na drugiej miał haczyk z przynętą) i przyciągał mnie do brzegu.
    Miałem mu za złe to ograniczanie mojej swobody 🙄 Nie umiałem jednak jeszcze pływać.

  106. staruszek
    9 maja o godz. 12:26
    „…pasałem krowy. Nie zapomniałem tego co zawdzięczam wsi…”
    – – –
    Zorientowałem się 😉
    Mnie w pasaniu krów, akademizowaniu dydaktycznym czy składaniu komputerów interesuje tylko, czy krowy, studenci albo kupujący sprzęt są w tego wyniku zadowoleni nie mniej, niż wykonawca.
    Jestem pewny, że nie skrzywdziłbyś zwierzęcia, dlatego np. skrócenie nicku nie ma znaczenia.
    Z pasaniem krów jest tak samo, jak z ogrodnictwem.
    Kto nie doświadczył, nie wykorzysta.
    Ja, dzięki tej dyskusji, przestrzegłem mojego ogrodnika, aby przeczytał wpis Gospodarza i wyciągnął sobie wnioski (oraz pojechał bryczką do najbliższych sąsiadów i dał im do przeczytania) 😉
    Pozdrawiam zarówno miłośników jak i praktyków przyrody, tej łąkowej oraz nawet tak egzotycznej jak gekony w szelkach.

  107. @Gekko

    Nie zachwycam się swoimi tekstami.
    Moim zamiarem było wskazanie, że o homo secator można pisać i mówić bez powoływania się na groźbę faszyzmu. Zajrzyj proszę do Studia Opinii i odnajdź tam na liście Jana Hartmana.

    http://studioopinii.pl/przyjaciele-studia-opinii

    Jest jednym z wielu wezwanych do przeciwstawienia się faszyzmowi.

    Wypowiadałem się na którymś blogu e-Polityki na temat zagrożenia faszyzmem. Uspakajałem, że takiego zagrożenia nie widzę. Wskazywałem również, że używanie określenie „faszyzm” służy używającym do straszenia. Pragnąłem swoimi wpisami lekko ośmieszyć frazę: „To homo secator jest największym wrogiem samego siebie. Jest faszystą, …”

    Homo secator jest typem ograniczonym i to ograniczonym do swego kręgu znajomych. Konkretniej sprawę opisał Ernest Skalski odpowiadając na wezwanie Jacka Bocheńskiego i Stefana Bratkowskiego.

    Ja w swych komentarzach chciałem głównie wskazać, że niedbale czytamy, niedbale słuchamy, niedbale mówimy i wydaje nam się, że rozumiemy innych. Dla wielu osób quad i squad to są słowa obce. Córka co innego mówi a tata co innego słyszy i prawie nikt nie pyta:
    „Jaki potrzeby to ma zaspakajać.”

    Nową Poramańczarnię i jej otoczenie w Łazienkach zawłaszczyli nowobogaccy. Odsunięto od niej tych, którzy „weszli do śródmieścia”.
    Nie chce mi się zestawiać liczb określających wiek osób jakie Studio Opinii zaprosiło do wyrażenia opinii o zagrożeniu faszyzmem i zaburzeniam ładu politycznego w kraju. Ani jednym zdaniem nie stwierdzono „Zapytajmy młodych.” Staruszkowie są przerażeni tym, że jeden staruszek mający nie zaspokojone ambicje polityczne odsłonił zróżnicowanie społeczeństwa polskiego. Jarosław Kaczyński będzie po wielu latach wymieniany jako osoba, która mimochodem zburzyła mit o wykształconym społeczeństwie polskim. Tych wyśmiewanych moherów nie mamy teraz ani mniej, ani więcej niż kiedyś. Oni tylko zyskali prawo głosu.

    Czy ja swymi komentarzami pod wpisem o homo secator cokolwiek wyjaśniłem i kogokolwiek z czytelników tego bloga choćby ociupinę zadowoliłem? Nie mnie to oceniać.

    Zamierzałem pokazać, że my starsi umiemy wymienić wielu wodzów mających swoje zwycięstwa i swoje klęski, ale zapominamy, że to młodzi będą walczyli, o ile uznają, że mają o co walczyć.

    Wezwania do bitwy malowane na murach przez graficiarzy przypominają mi napisy z 1980-go: „Uwolnić Izaurę!”

    Jaką mamy średnią wieku, My tu wpisani pod felietonem Gospodarza?

    Czy my wiemy czego chcą młodzi? Czy rozumiemy, że dziesięcioletnia dziewczynka chce aby ojciec kupił jej drużynę (squad) awatarów (nie wiem po ile chodzi na Allegro jeden awatar – lub na innym targu). Tata miał pieniądze na koncie i we wspomnieniach imponowanie swym kolegom modernizacją komputera co pół roku.

    A bohaterka w południe imponująco prezentująca w kościele białą suknię jednorazowego użytku potrzebuje uznania grupy rówieśniczej. Homo secator potrzebuje uznania swoich sąsiadów i innych sekatorowych. Jego babcia chodziła po zagonach młodego zboża i ręcznie wyrywała kępy młodego ostu. Dziś być może sąsiad posieje za miedzą zboże odporne na rdzę zbożową. Wreszcie będzie można spokojnie wiejski ogródek ozdobić berberysem. Jutro polski rolnik będzie używał kombajnu do zbioru malin i porzeczek.
    A oliwki trzeba będzie strącać kijem, bo kombajn się nie sprawdza.

    Polska obroniła się przed kryzysem szara strefą – ponoć.
    Czy ja mam wyraźnie napisać, że my staruszkowie zrzędzimy w oderwaniu od rzeczywistości, która nam dawno uciekła?

    Czy @gekko poza zabawną – i trafną – ironią podał jakiekolwiek rezultaty badań na temat: „Czego chcą i co planują młodzi?” Chętnie poczytam powstrzymując się od bezpłodnego mentorskiego komentowania.

  108. Mój sąsiad kosi,strzyże trawę w czasie, kiedy i my strzyżemy. Mało tego, wychodzi do swojego ogrodu grabić liście, kiedy nas wypatrzy. Początkowo było to dość zabawne, ponieważ nie jestem specjalistką,ale nie przeszkadzamy sobie.Jest to jaknajbardziej możliwe.Wystarczy odrobina życzliwošci i miłe dzień dobry.

  109. Drużyna awatarów z GPS-em do omijania przeszkód na drodze 😉
    Coraz lepiej, Staruszku.
    Ciekawi mnie znajomość szkodliwości berberysu na uprawy zbóż wśród homo secatorów. Nie sadzą, bo nie lubią kłujących chaszczy, które trzeba przycinać, a fitopatologia im zwisa 🙄
    Znając polską przekorność, to tylko niewiedza nie pozwala im zasadzić czegoś takiego akurat na złość sąsiadowi.
    Gość, który rezygnuje z zasadzenia ognika (Pyracantha) bo sąsiadowi szlag by trafił gruszę, nosi aureolę za życia 😉

  110. staruszek
    9 maja o godz. 16:51
    – – –
    A miało być tak pięknie i wesoło…
    Cóż, staruszku, zacznę, że ja się Twoimi postami zachwycam 🙂
    Zupełnie mnie skonfundowałeś paralelami do faszyzmu. Osobiście we wpisie Gospodarza odczułem to wyłącznie jako figurę retoryczną.
    Przykro mi to pisać, ale ten wpis bardziej przypomina mi żółć Jarka niż mądrość dojrzałego Jana, którego niezwykle cenię za to właśnie i odwagę w mąceniu akwaturbacją naszego lokalnego bajorka.
    Tymczasem jednak, czego nie miałem ochoty dotąd komentować, we wpisie G., spod intelilukru błyszczącego zjadliwą ironią, pojawia się, no walnę z grubej, mowa nienawiści. Kto mi nie pasuje, ten obcy, niższy – homo secator. Nie pasuje – bo nie wyczuwa moich norm, zawłaszcza moje prawa wysublimowane do spokoju i modus vivendi. Gdybyż tyle. Ale behawior ‚sąsiada’ ukorzenia w swym wpisie G. w podłości sąsiedzkiego pochodzenia i kultury.
    Nie wiem jak Profesor, ale kto mieszkał w centrum miast, ten wie, że hałasy czyniła koszeniem na 1 maja komuna, czerwone (!) tramwaje zgrzytem, samochodziarze grzejący motory zimą, yntelygęcja bawiąca się w barach po nocy, beton partyjny wylewany z pochodów, ostatnio ‚świątynie’ opętańczym katarynieniem sygnaturek na elektrycznych sterydach, albo wszyscy, co nie mkną milczkiem, jakże poprawnie po chodniku rowerami (krzyczą przechodnie).
    No i co – faszyzm nas otacza i do okiem, uszu się wdziera?
    Mnie też czasem bierze nerwica i owładają idee nadwartościowe wobec współziomków wkraczających w moją przestrzeń.
    No to bronię przestrzeni a nie poniżam ziomków.
    Dla mnie homo secator kojarzy się bardziej z sekciarskim sekowaniem z niskich, osobistych pobudek, więc bardziej Jarka słyszę w tym wyzwisku niż Jana.
    Tak to jest, gdy nawet kosiarka za płotem zdolna obudzić upiory na własnym podwórku.
    Okazuje się, że każdy ma w sobie coś anty- i nie musi to być semita czy aramita.
    W każdym razie, mój ogrodnik stwierdził, że po wpisie wzrosło zapotrzebowanie na jego usługi …ochroniarskie, przed faszyzmem zbyt wcześnie zbudzonym. Bierze to na siebie za dopłatą.

    Z wyrazami szczerej sympatii 😉

  111. ,,Homo secator przybył ze wsi i robotniczych osiedli” – Czy miejsce urodzenia decyduje o tym, że się jest lub nie secatorem? Czy w/w nie są w takim uogólnieniu sekowani?

  112. Aleksandra
    10 maja o godz. 4:40

    ,,Homo secator przybył ze wsi i robotniczych osiedli” – Czy miejsce urodzenia decyduje o tym, że się jest lub nie secatorem? Czy w/w nie są w takim uogólnieniu sekowani?

    Tak to już jest, że „urodzenie” można wypominać „im”, ale nie „nam”. Jak Kali ukraść krowe … 😉

  113. Homo czesto sapie i nie odroznia sensu figuratywnego od doslownego…..

    ET

  114. @Matylda. Nie chodzi o wypominanie pochodzenia, bo to jest bez jakiegokolwiek sensu, po prostu byłoby to niepoważne. Chodzi o problem samego zjawiska sekowania, który dotykać może różne środowiska i nie jest według mnie przypisany do pochodzenia. Równie dobrze sekować może osoba z bardzo wysokimi kwalifikacjami, która pochodzi z miasta.
    Jeżeli chodzi o wieś, dalej podtrzymuję swoje zdanie.Gdziekolwiek pojawi się człowiek, tam spotyka innych. Nasza biografia jest zawsze odniesieniu i w relacji do biografii bliźniego.
    @Gekko ,,Tymczasem jednak, czego nie miałem ochoty dotąd komentować, we wpisie G., spod intelilukru błyszczącego zjadliwą ironią, pojawia się, no walnę z grubej, mowa nienawiści. Kto mi nie pasuje, ten obcy, niższy – homo secator. Nie pasuje – bo nie wyczuwa moich norm, zawłaszcza moje prawa wysublimowane do spokoju i modus vivendi.” – nic dodać , nic ująć.Pozdrawiam 🙂

  115. Homo sapie…..
    Sciaga dla Falicza…..

    Wspolczesne media zmieniaja tenor postpolitycznego felietonu na temat Izraela, widoczny w forach internetowych, listach czytelnikow do redakcji…Szczytem byl zapis; Izrael grozi s a m o o b r o n a. Fakt uzbrojony po zeby Izrael broniacy sie przed rakietami budowanymi na pracach recznych w szkole podstawowej stanowi zagrozenie dla swiata. Latwo jest zauwazyc, ze postawy antysyjonistyczne pozbawione sa zapachu lat 33-45. Zapach zastepuje une petite musique. Agresja przemieszczona jest tu nie tylko zjawiskiem psychologicznym, lecz czesto celowym zabiegiem. W ten sposob mozna pozbyc sie przeciez, chociaz czesciowo wlasnej winy lub leku wynikajacego z pasywnej postawy nas samych lub naszych przodkow podczas Holokaustu i latach powojennych do 68, badz 89 roku.

    Dlaczego obsesyjna krytyka Izraela przy kazdej ekskursji do wydarzen z czasow zaprzeszlych? Skad biora sie te bezrefleksyjne asocjacje? Z pewnoscia nie chodzi tu o Izrael, lecz o wlasne obsesje. Obsesje pielegnujace ofiary? Czy chodzi naprawde o ofiary ofiar? Antysemityzm po Oswiecimiu nie mial szans na tworzenie mainstream. Niechec do Zydow mozna jednak wyrazic inaczej: np. Izrael jest sztucznym tworem na zrabowanej ziemii za wyludzone pieniadze. Jest to wariant klasycznej postawy antysemickiej; Zydzi jako krwiopijcy i pasozyci. Sztuczny twor explikuje zasadnosc dalszego istnienia.

    Pozostaje pytanie czy apelowanie do antysemickich instynktow jest postawa antysemicka. Do rytualow postawy antysemickiej jest przywolywanie zydowskich kolegow, sasiadow lub przyjaciol, gdy przywolujaca je osoba zostala “przylapana” na antysemickiej wycieczce. Owe wyliczanki sa przejawem zidiocenia, bo wlasnie w ten sposob potwierdzaja zarzuty. Podobne proby podejmowane byly przez Falicza i pozostalych, chetnie bladzacych w blogosferze.

    Czesto zapominamy, ze Zydzi rowniez moga byc antysemitami. Dlatego tez powolywanie sie na zydowskich antysemitow dodaje koloru blogosferze (czestym przykladem jest Norman Finkelstein). Szkoda ze ci sami krytykujacy nie powoluja sie nigdy na zdanie Macierewicza, gdy “traktuja” o polskiej polityce. W zasadzie nalezaloby postrzegac antysemityzm jako chorobe, na ktora choruje wielu, niezaleznie od przynaleznosci do jakiejklwiek grupy spolecznej czy religijnej. Problemem jest fakt, ze antysemityzmu nie mozna zmierzyc. Wlasciwie to nawet nie warto. Umiarkowanym antysemita lub antysyjonista jest ten (nie majacy pojecia o zlozonosci problemu), ktory pragnie rozwiazania konfliktu na Bliskim Wschodzie na drodze pokojowej; na zasadzie:… Zydzi powinni sie udac tam , skad przybyli do Izraela…, do Rosji, Polski, Niemiec , na Wegry i na Hawaje. Im dalej od ostatniej wojny, tym wiecej mamy jej bohaterow. Okazuje sie, ze czas dojrzewa do tworzenia synonimow; Gaza=Getto Warszawskie. Fakt, czas robi swoje. Faktem jest rowniez, ze w Gazie tetni zycie, ze oprocz dzielnic nedzy (o nich nie nalezy zapominac) mozemy znalezc luksusowe restauracje, pasaze handlowe, zycie na plazy etc.. Nie widze tu zadnej analogii. Poza tym wzrost populacji z 300.000 w 1967 do 1,5 mln w 2005 taka analogie wyklucza. Typowa postawe antysemicka charakteryzuje uzywanie maczugi Holokaustu, pozostaje pytanie przeciw komu. Porownanie z Gettem jest bezsensowne, bo przychod na mieszkanca w Gazie (dzieki UNRWA) jest wiekszy niz polskie minimum socjalne (czy minimum egzystencji) dzisiaj. Warto przy tym zacytowac Fassbindera: Wine ponosi Zyd, bo nas obwinia, on jest po pros – tu.

    Napisane po ostatniej lekturze HMB.

    ET

  116. …Tymczasem najwiekszy syf i zbrodnie rodza i rodzily sie u nasz ZAWSZE na salonach….

    -odkrywa Falicz zpominajac oczywiscie o pryncypalach lat brunatnych i nastepujacych po nich lat czerwonych ( w Polsce i Europie). Dwa przyklady wystarczylyby, aby Falicza iluminowac; Niemcy i Rosja (nie zapominajc o narodowej Polsce z przed 1939).

    ET
    PS Wreszcie dowiedzialem sie, ze Falicz nie znosi salonu. Ze nie znosci prelariatu wiedzialem wczesniej.

  117. Aleksandra,
    zgadzam się. Wyraziłam się zbyt skrótowo.

  118. Gekko,
    odbieram to podobnie 🙁

  119. Dziekuję Ci Gekko za komentarz z 9 maja o godz. 20:37

    Być może przemawia we mnie radosny optymista i pożyteczny idiota broniacy felietonu Jana Hartmana. Być może, zbyt łatwo Gospodarzowi wybaczam przesadę w środkach wyrazu odczytując głównie przesłanie.

    Jest prawdą niezaprzeczalną niechęć wielu osób do niedogodności związanych w choćby małym stopniu z uprawą roli. Trudno jest pogodzić względnie czystą przestrzeń mieszczucha lub podmieszczucha z przejawami przemiany materii oraz bezwzględną walką biologiczną.

    Przypomnę tu rozpętaną ponad dekadę temu histerię odrazy i lęku związaną z roztoczami. Królową tego zamieszania stała się sympatyczna skadinad postać Maggie O’Connell z serialu „Przystanek Alaska”.
    Te reducenty żyły i żyją z ludźmi i żyć będą podobnie jak szczury. Podobnie niechętnie traktujemy rośliny bezzieleniowe oraz grzyby.

    Tymczasem nie da się wypowiedzi podobnej jak wpis Gospodarza scharakteryzować bez przywołania pojęć różnorodności i rywalizacji.
    Znając postać Gospodarza mogę trochę pogdybać.

    Homo secator jest dojrzałym ewolucyjnie gatunkiem powstalym w przestrzeni szumu cywilizacyjnego. Szumu o większej mocy niż wtedy gdy wychodząc z pierwszej zmiany kupowało się Expres Wieczorny, a krzyżówki w Przekroju układli jacyś szaleńcy korespondujący z Sartrem.

    Gdy osobniki tego gatunku dojrzewały, to mama i tata zachwycali się opowieścią o Jasiu, który w obronie paska własanego zagonu sąsiada kosą, czy też nożem, atakował. Pawlakowi i Kargulowi brakowało wszystkiego, w szczególności kota na myszy. Nie mieli kultywatora, kombajnu i herbicydów. Nie mieli także bieżącej wody i kultywarów czyli odmian roslin powstałych w wyniku zbiegów hodowlanych.

    Pamiętne z mego dzieciństwa wiejskie ogródki z warszawiankami czyli kosmosem podwójnie pierzastym nie wymagały podlewania, ale przywykli gospodarze do cykli wegetatywnych nie spieszyli się z usuwaniem przekwitłych pędów kwiatowych. Nowsze kultywary tej rośliny mają zwykle bardziej zwarty pokrój i są bardziej odporne na przewracanie się podczas kwitnienia (to z Wiki). Wróciwszy z tej wsi do miasta poczytałem sobie o chłopięcych przygodach w ogrodzie:
    „W krzakach czarnej porzeczki fajnie pluskwami śmierdziało.”

    Dziś odcinający się od znoju i nieczystości potomek chłopów lub szlachty zagrodowej nie chce chodzić po swoim trawniczku otaczającym jego domek i usuwać pojedyńczo korzeni mniszka. Nie ma na to czasu, bo właśnie zaczyna się kolejny odcinek mydlanej opery i osobliwie jeżdżącego na rowerze Ojca Mateusza. Tolerowane w PRLu badylarstwo tak się rozwinęło, że można zamówić róże zakwitające na imieniny żony Wiollety wypadające 29 października.

    I wszystko byłoby cacy gdyby nie to, że sasiadka z lewej ma na imię Rachel, a po Wielkiej Nocy przyjeżdża do niej Siergiej z żoną i dziećmi i bluźnią półgłosem „krystos wozkrse”. Kto ich tu wpuścił? Napewno na swoim trawniczku zasieją stokrotki odmiany GMO, abyśmy nie mogli my Polacy, być u siebie.

    Homo secator jest bezczelnie pomawiany, że na jego skórze i w przewodzie pokarmowym jest około kilograma bakterii. Jest to służąca wyniszczeniu zdrowej tkanki narodu polskiego propaganda cywilizacji śmierci głosząca, że sukcesja ekologiczna jest nadrzędna nad sukcesją apostolską. Więc będziemy trwać w pogardzie dla prawa przyrody i prawa stanowionego, bo prawo prawem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie.

    I kupimy większy sekator aby wyplenić z naszego ogródka te niby boskie bozony.

    I to by było na tyle – i na przodzie też – w moim cyklu pogadanek o uprawach ogrodniczych.

    Co do ogrodników, to nie sadzę, aby Jan Hartman pogardzał mieszkańcami wsi oraz ich dziećmi i wnukami zasiedlającymi suburbia. Musiałby Gospodarz być w trzecim pokoleniu mieszkańcem Manhattanu nie opuszczającym podobnie jak stępni tej wyspy nigdy w życiu. Tak nie jest. Wszyscy jesteśmy ze wsi. A udający ziemian przypominają mi wyznanie nieżyjącej ziemianki, żony nieżyjącego profesora Politechniki Warszawskiej. Pani ta, z pokolenia Nikodema Dyzmy stwiedziła: „U nas to duże ziemniaki dawało się świniom.” Na moim zieleniaku jeden ze sprzedawców, pogodny staruszek, sprzedaje ziemniaki odmiany Lord. To smaczna odmiana z bulwami o żółtym miąższczu. Sprzedawca twierdzi, że w Warszawie ta odmiana źle się sprzedaje. Homo secator ma w sobie pretensjonalność. Nie zna ani krzewu, ani metafory tysiącletniej róży. Krzew ten przetrwał bombardowania i dziś zarówno ci którzy go podlewali i ci którzy go bombardowali zarezerwowali sobie miejsca na letni wypoczynek w tych samych hotelach w Antalya.

    A róża homo secatora to musi być biała. Nie może przypominać swą ogorzałością prababci która przyniosła te dwojaki z obiadem:

    http://biretto.nazwa.pl/allegro/aobrazy/24,02,11/DSC_0415a.jpg

  120. „…krzyżówki w Przekroju układali jacyś szaleńcy korespondujący z Sartrem”

    Pamiętam jedno hasło – ‚lecą w rajtkach lecą’…

    I zgadzam się z Tobą, @staruszku.

  121. Antysemici bez Zydow. „Prawdziwych antysemitow“ juz nie ma. Sa natomiast bladzacy w blogosferze, szczegolnie zainteresowani losem Izraela, mniej szczegolnie losem Palestyny, akcentujac jednakze przy lub bez okazji los tej ostatniej. Przy kazdej okazji, stosownej lub mniej stosownej nawoluja swoich interlokutorow, szczegolnie gdy ci sa Zydami, do zainteresowania sie losem Palestyny. Jest to szczegolny rodzaj antysemityzmu bez antysemitow. Prob takich dokonuje od niepamietnych czasow blogosfery, wlasnie Falicz. Szczegolowe powatrzanie szczegolnej artykulacji powyzej opisanych jest celowe. Chodz po prostu o unikanie uogolnien, ktorymi posluguja sie antysemici bez antysemityzmu.

    ET

  122. No i wyszedł niezamierzony horror.

    Wystarczyło pominięcie samogłoski zgłoskotwórczej A i przywołałem zjawisko wydostawania się do środowiska uciekinierów z upraw, czyli gatunków z kultur sztucznie podtrzymywanych: „czyli odmian roslin powstałych w wyniku z(A)biegów hodowlanych.”

    Niedbali czytelnicy moich komentarzy zarzucą mi naigrywanie się z osób, którym nie starcza do pierwszego. Ale trudno. Chyba wszyscy juz trochę przywykliśmy do pojawienia się w zbiorowej świadomości co najmniej jednego gatunku inwazyjnego, pragnącego zasiedlić przydroża Traktu Królewskiego. Niezatwierdzona jeszcze przez gremia naukowe nazwa tymczasowa to namiotowiec przyłazienkowy.

    Ja zajme się tu dwoma innymi nowymi gatunkami.

    Dziennik Wschodni, a zanim Wirtualna Polska doniosła 2009-10-28:

    „Groźne biedronki azjatyckie atakują Polskę.”
    Mogą kąsać i powodować alergie. Przed zimą masowo gromadzą się na budynkach i wchodzą do mieszkań. Azjatyckie biedronki pojawiły się w Lublinie, sporo jest ich także na Pomorzu i Mazowszu ….”

    Biedronki azjatyckie to zmutowany gatunek, stworzony przez naukowców do walki ze szkodnikami na polach. 10 lat temu pojawiły się w Stanach Zjednoczonych, niestety wymknęły się spod kontroli i teraz w USA są gatunkiem dominującym. Przed trzema laty owady dotarły do Polski.
    … czytaj dalej …

    http://wiadomosci.wp.pl/kat,1515,title,Grozne-biedronki-azjatyckie-atakuja-Polske,wid,11638729,wiadomosc.html?ticaid=1e6c9

    Gdy już obtarcia po sylwestrowych tańcach nan się zagoiły, to dowiedzieliśmy się, że portugalska Biedronka zmutowała i skolonizowała Holandię. Oto co mogliśmy przeczytać w witrynie spożywczego:

    —-
    http://www.portalspozywczy.pl/handel/wiadomosci/biedronka-bedzie-holenderska-wlasciciele-jeronimo-martins-przenosza-sie-z-portugalii-do-holandii,63105_1.html

    Grupa Jeronimo Martins jest obecna w Polsce od 1995 r. Posiada ponad 1800 sklepów dyskontowych Biedronka. W Portugalii JM obsługuje m.in. supermarkety Pingo Doce oraz Recheio, sieć obiektów cash and carry oferujących produkty spożywcze dla gastronomii.

    Prezesem grupy Jeronimo Martins i głową rodziny Soares dos Santos, która jest właścicielem spółki Sociedade Manuel dos Santos SGPS, jest 76-letni Alexandre Soares dos Santos. W ocenie lizbońskiego dziennika „Jornal de Negocios”, plasuje się on na 7. miejscu najbardziej wpływowych osób w Portugalii, wyprzedzając m.in. prezydenta kraju Anibala Cavaco Silvę. Z kolei według szacunków „Forbes” za 2010 r., Alexandre Soares dos Santos znajduje się na 512. pozycji listy najbogatszych ludzi świata, z majątkiem wycenianym na 2,3 mld dolarów.

    Nie nasze osiedle, na naszym podwórku (ja i JH – to pisze się dumnie!) ten względnie nowy gatunek inwazyjny Homo secator się nie osiedlił, ale demokratyczna czujność nie powinna zasypywać zjęłczałych orzeszków pistacjowych solą przemysłową, bo kwestia biedronki jest świeża ale warta uwagi.

    Sadzę, że Gospodarzowi znane są osiągnięcia augustianina o. Gregora Johanna Mendla OSA, a być może nawet czytał „On the Origin of Species” (ISBN-10: 0517123207 / ISBN-13: 978-0517123201).

    Jednakże sądzę, że lokowanie produktu Homo secator w domku podobnym do źródłowych budowli w USA, dziś for sale, będących ikonograficznym desygnatem kryzysu kredytów hipotecznych, nie jest trafione. Post Gospodarza mimo iż świeży, traktuje o uprawach roślin ruderalnych.

    Tymczasem przeczuwając moje wezwanie skierowane do @Gekko panowie Janusz Czapiński i Jacek Żakowski wymienili uwagę o nowej odmianie człowieka jaki zjawił się w pokoleniu Y. „Igereki to nasto- i dwudziestolatkowie.” To nie jest nowy gatunek, ale wyodrębniona populacja pasożytująca na umieszczanej w sieci własności intelektualnej.
    Niech zasysają, trawią i użyźniają. Ja im życzę wszystkiego smacznego.

    Dziękuję za posiłek Gospodarzu.

  123. Moje A jest sylabotwórcze, co nie jest dla mnie tak oczywiste jak przelecenie zaledwie jednokrotne tekstu przed opublikowaniem.

  124. Wczoraj homo secatory z sąsiedztwa (szkoła) wycięły, wydarły, wykopały żywopłot z około 500 kilkunastoletnich dorodnych tuj, bo będą poprawiać ogrodzenie i robić nowoczesny trawnik.

    W ubiegłym roku wycięto kilkanaście lip i dwie przepiękne wierzby płaczące, które od lat wzbudzały zachwyt i były wizytówką szkoły.

    Przy tej szkole zasadzono kiedyś kilkadziesiąt srebrnych świerków. Szkoła dostała je za sadzenie lasu. Małe drzewka latem zarosły trawą. Panowie ‚interwencyjni’ wykosili trawę razem ze świerkami.

  125. Wspaniały tekst,abstrakcyjne poczucie humoru, to coś co posiada coraz mniej ludzi o naukowcach nie wspominając.

  126. Homo secator jak chce posadzić modnego iglaka w miejsce starego rozłożystego drzewa, a nie może dostać pozwolenia na jego wycięcie, to sprawę załatwi po swojemu.

    Trochę to potrwa, ale się opłaci.
    Najpierw na żywca drzewo okoruje, później wywierci dziurę i podleje stężonym środkiem owadobójczym zmieszanym z proszkiem do prania. I tak kilka lub kilkanaście razy.

    Za rok suszka jak się patrzy. I pozwolenie na rżnięcie jest.

    Na pniu stylowy stolik się zrobi, a z pomniejszych pieńków siedziska.

    Obok iglaki kuliste i wymurowany komin z funkcją grilla.
    W ogrodzie brona i sprężynówka świeżo odmalowane, na tym plastikowe doniczki z sezonowym modnym kwieciem.

  127. Ewa 1958
    Mimo wszystko, czy Ty trochę nie przesadzasz?
    Jestem jak najbardziej za starymi, rozłożystymi drzewami, a jak najmniej za plastikowymi doniczkami, ale cywilizowanie się homo secatorów musi potrwać.
    Chcą być cool, więc naśladują różne mody, nie zawsze w najlepszym guście.
    To właśnie tacy ludzie, jak ty, mająca chyba zacięcie społecznikowskie, mogliby podsuwać im dobre wzory. Są przeciez Twoimi sąsiadami i chyba nie jesteś z nimi na noże.
    Może to naiwne, co napiszę, ale metody pani wójt (nie wiem jak to powiedzieć po feministycznemu) z „Rancza” w cywilizowaniu mieszkańców Wilkowyi są przekonywujące.
    Awangardą wsi czy tzw. głębokiej prowincji są właśnie kobiety, co potwierdzają badania socjologiczne (np. znaczący procent sołtysów, a raczej sołtysek to baby).

  128. Flora i niestety fauna
    Czemuż to biologiczno – organiczne dywagacje Staruszka są podlewane jakimiś wypocinami śmierdzącymi z daleka chemią i polityką.
    Jakimś E T.
    Czy to herbicyd ?
    A może nawłoć pospolita
    A nie daj Boże kleszcz co z mózgu robi karuzele.
    Proszę uważać bo jeszcze może się ukorzenić.
    ukłony

  129. Ja tylko tak ogólnie.
    Modą jest również nerwica beatyfikowana na słuszne oburzenie.
    Odurzone Ygreki zyskały medialną ksywkę „oburzonych”.
    Ale przykład idzie w masy i dzisiaj, już powszechnie najmodniej odurzać się swoim oburzeniem za cudze winy.
    Dla słuszności win cudzych, musi zaistnieć warunek krzywdy, poniesionej jakoby przez odurzonego.
    Każdy trzeźwy widzi, że domniemane krzywdy to osobnicze neurozy, pojawia się więc podmiot zastępczy.
    Odurzeni więc cierpią i odurzają się nie za swoje neurozy, ale za skrzywdzone wartości wyższe.
    Jak choćby cisza ogrodowa, wolność od spalin (ale tylko prywatnych) i dymu tytuniowego, swoboda trącania kółkiem pieszych na chodnikach, równy dostęp do cudzych portfeli, jednakowe szanse trafienia w totka dla niegrających, wreszcie wyzwolenie od śmieciowych barier przed etatami.
    Nie mówiąc o ekologii, przyrodzie, macierzyństwie, homoerotyźmie ufamilizowanym, „and a world peace”.

    Mnie też to oburza, dopóki burzy nadęte kabotyństwo odurzenia.
    Lubię pieski, nawet kotki (limited) i ćmy i profesory (bardzo), szczeżuje i inne…wytwory wartości wyższych. Chętnie stanę w ich obronie, jeśli zapewni mi to racjonalizację moich skrzywień, popularność oraz kasę.
    Tylko, nie mam wprawy.
    Wstydzę się, w publicznej dyspucie wyszlifowanej konwencją tak poprawną, zabrzmieć jak nieudolny homo fobiator, pumilus modo gemelli, cerebrosus invidus.
    Pozostanę więc sobą i zachęcam: dajmy żyć także tym, co rzyć swą wbrew naszym zwyczajom obnoszą.
    Budujmy komitety, zamiast palić cudze koty zza płota.

    PS. Z powodu wyjazdu, sprzedam gekkona. Tanio. Bestia dekoracyjna w realu, choć złośliwa w dotyku. Komponuje się z koty i ćmy barowe, pasuje do plazm i centralnych odkurzaczy.
    Uwielbia staruszków, Ewy (odpowiedniego rocznika), ma chrapki na Matyldy, drży zabawnie przed profesory.
    Wiadomość na miejscu utylizacji, byle nie sekatorem.

  130. @mag

    „Sarmata z odzysku” na zagrodzie…gdybym się wmieszała, to by dopiero było na noże. A gusta sąsiadów są specyficzne, chociaż akurat oni uważają, że moje. Bo u mnie mięta, piołun i dziurawiec, floksy i nagietki.

  131. Nie bój dydy @zezowaty. Staruszek skażonej krwi nie ssie.

    Dzieci homo secatora nie są uczone współpracy, współistnienia i poczucia odpowiedzialności za czyniony wrzask. Nawet gdy wrzask wydobywa się z osoby tak zranionej prze biedronkę jak @zezowaty.

    Homo secator nie usłyszał od profesora Jana Hartmana dlaczego badziewie jest reklamowane głośniej, niż swe kwestie wygłaszają bohaterowie filmu przerwanego przez reklamę.
    Chociaż oczywiście ktoś w Hamlecie musi grać Klaudiusza i Gertrudę.

    Homo secator nie słyszy od osób wskazywanych mu jako autorytety słowa przepraszam. A ja przepraszam @zezowatego za ból głowy związany z próbą zrozumienia mojego komentarza.
    A czy omamy węchowe leczy się? Nie wiem.

    @gekko!
    Oby Ci tam było lepiej.
    Wolontariuszy utylizatorów na blogach e-Polityki jest dość beze mnie.

  132. Niewiarygodne, jak wiele można odczytać z bloga. Niewiarygodne, robi się poważnie,nadeszła wiosna:-D

  133. Może mam nieaktualne wiadomości o kleszczach, ale ostatnio twierdzono, że drzewa żywiczne i mające w liściach jakowąś lepkość (czyli nie tylko iglaki, ale np. wiśnie, czereśnie i zapewne lipy białostockie) kleszcze w przenikliwości swej bandyckiej omijają, gdyż wyczuwają niebezpieczeństwo przyklejenia (nie mylić z przykleszczeniem). W innych drzewach, szczególnie typu chaszczowego (leszczyna np.) lubują się. Tak mi donoszono.
    Uspokajano także, że kleszcz o byczym karku marnie się czuje w środowisku miejskim i raczej nie straszy na ulicach Białegostoku, stąd wycięcie lip tłumaczone kleszczem to słabiutki wykręt.
    Raz jeszcze stanę w obronie Sekatorów i nawet sama się zadeklaruję (a może wręcz podłożę? niech masochizm kwitnie!) jako Sekatorka. Otoż, moi mili, mieszkam w mieście, ale mam na widoku pewną działeczkę. Gdy ją dorwę, będę ją… kosić! Boję się bowiem kleszcza i wrogiem moim on jest! W obronie podopiecznych (dziecko, zwierzę), nie bacząc na zdegustowane miny zacnego sąsiada, dobędę kosiarki niespalinowej, napędzanej siłą mięśni, której używanie przekłada się na możność używania obfitszych podwieczorków. Na działeczce tej posadzę iglaki – żywiczne jałowce, w celu rażąco plebejskim, drodzy Państwo: aby mieć z nich nalewkę alkoholizującą oraz… tak, tak – odgrodzić się od sąsiadów! Nie zamierzam wszak na swoim doznawać krępacji, gdym w przykusych gatkach a bez depilacji! A jeśli ktoś mi powie: zaufaj, cni rodacy nie obśmieją i wybaczą, odpowiem, że wolę jednak nie denerwować się perspektywą bycia opisaną jako Mulier Ursus, czyli wykorzeniona córa niedźwiedzia i kołchoźnicy, która niedoskonałym swym wyglądem zakłóca sielskość krajobrazu, choć w naiwności swej myśli, że właśnie sielskość tę praktykuje. Nie po to człek ściboli na działeczkę, by dyskomforta na niej mieć psychiczne na tle swego postchłopskiego zasromania przed sąsiadem – literkowcem.
    Staję więc po stronie Secatora i praw jego do sekatorzenia na własnym terenie, choć osobiście nie podziwiam przesadnie „wylizanych” ogrodów. Ale jeśli ktoś tak lubi, niech tak ma. Tylko niechby kosiarki były cichsze, a sąsiedzi mniej krytyczni… Eh!…

  134. Odnoszę wrażenie, że zostałam źle zrozumiana.

    Nie mam nic przeciwko koszeniu trawników i zadbanym ogródkom. Zamiast kosiarki zawsze można kupić kozę, jest mało wymagająca, a wystrzyże dokładnie. I ładnie prezentuje się na trawniku. Znacznie lepiej, niż gliniany potworek.
    Ale na wsi nie chcą kozy, bo przecież to ‚żydowskie bydlę’.

    Chodzi mi przede wszystkim o bezmyślne niszczenie starych drzew i tony plastiku, choćby na cmentarzach.

    Na szczęście pojawiają się jaskółki. Wczoraj dowiedziałam się, że w pobliskiej parafii nowy proboszcz kategorycznie zakazał sztucznego kwiecia na pogrzebach i grobach.

    Podobno to absolwent technikum ogrodniczego. Sam hoduje kwiaty, bo to jego hobby. Założył przy plebanii szklarnię i sieje, aż miło. Nawet parafianom za ‚co łaska’ na nowe nasiona chętnie rozdaje rozsadę.

    A co do kleszczy – trafiają się i na strzyżonych trawnikach i w miejskich parkach.

  135. @mag

    Ale to właśnie kobiety decydują, co wyciąć, a co posadzić; panowie są jeno pokornymi wykonawcami wizji mamuś i małżonek.

    Już chyba kiedyś wspominałam o swym sąsiedzie – nauczycielu angielskiego, który ma bzika na punkcie zieleni w stylu angielskim. Żywopłot z buka, dom od stóp do głów obrośnięty wiciokrzewem i bluszczem, dwie klacze z młodymi zamiast kosiarek, ekologiczna uprawa marchewki i owsa.

    Pan nauczyciel jest też radnym.

    Niestety, jego pomysły na czyste środowisko, ochronę zieleni i walka z wszechogarniającym smrodem z przemysłowych hodowli bydła i świń to walka z wiatrakami.

    Lobby rolniczo – hodowlane ma go za niegroźnego dziwaka. W następnych wyborach samorządowych albo nie wystartuje, albo go nie wybiorą.

    To tylko w „Ranczu” tak ładnie wygląda. Rzeczywistość jest bardziej prozaiczna. Ja żyję, jak chcę. Jedynie od smrodu nie mogę się odgrodzić.
    Parę razy wystarczająco się naraziłam za psy na metrowych łańcuchach i wypalanie trawy.
    Nie jestem aż tak zdeterminowana, żeby się ciągle narażać.
    Ostatnio sprowadziły się dwie rodziny z dużych miast. W tym rodzina weterynarzy. Może coś się ruszy.

  136. Ewa 1958
    Być może jestem niepoprawną optymistką, czyli „pierwszą naiwną”. Dlatego wychwytuję jak radar wszelkie oznaki, że cos idzie ku lepszemu.
    Wiem , że pozytywne obrazki w „Ranczo” to rodzaj chciejstwa, ale wiesz, jak to było u Mrożka „może byśmy zasiali? Eee…”. Rzecz w tym, żeby chciało się chcieć.
    Oczywiście, mój ogląd wsi sprowadza się ostatnio do mojej „małej ojczyzny”, za jaką uważam okolice nadnarwiańskie na skraju puszczy Białej.
    Może juz pisałam na tym blogu, albo innym, że jestem całym sercem i rozumem za pewnym młodym człowiekiem, sąsiadem z najbizszej wsi. To, że świetnie sobie radzi „w polu i zagrodzie”, jest równiez kierowcą szkolnego autobusu, którym rozwozi dzieciaki z całej gminy do odpowiednich szkół, że wybudował niedawno naprawdę ładny na zewnątrz i w środku dom jest poza wszelka dyskusją. Ale największe wrażenie zrobiło na mnie to, ze jego pies nie jest bynajmniej „łańcuchowy”. Ma obszerny boks, wg wszelkich wspólczesnych standardów. Tylko dlatego spedza w nim większość czasu, że nie jest jeszcze ukończone ogrodzenie, a dom stoi przy lokalnej drodze.
    Ewo!
    Życzę Tobie i Twoim znajomym klimatów z „Rancza” w realu.

  137. „Czy można ukarać kogoś kto ratuje bezdomne zwierzęta i zrobić to zgodnie z przepisami prawa? Zwłaszcza teraz, kiedy na dworze panują gigantyczne mrozy? Okazuje się, że tak. Absurdalne przepisy obowiązują w Wasilkowie pod Białymstokiem. Tamtejsi urzędnicy postanowili rozwiązać problem porzuconych psów i kotów kosztem ludzi dobrego serca.”

    http://uwaga.tvn.pl/55310,wideo,332681,urzednicy_chcieli_karac_ludzi_pomagajacych_bezdomnym_zwierzetom,urzednicy_chcieli_karac_ludzi_pomagajacych_bezdomnym_zwier

    Identyczne przepisy obowiązywały w mojej również podbiałostockiej gminie. Podobno po interwencji „Uwagi” w Wasilkowie coś się zmieniło i u nas… Podobno…

  138. do
    Slawomirski
    11 maja o godz. 16:25

    Szanowny Panie Slawomirski,
    wiekszosc antysemitow cierpi na bezsennosc. Niektorzy bladza jak „insomniacy” w blogosferze niezaleznie od pory roku i dnia.
    ET
    PS
    Ciagle wierze, ze kiedys spotkamy sie we Wwiu.

  139. Ofiary silowej industrializacji i urbanizacji PRLu cierpia na przyproszenie oka. Jest to jednostka chorobowa majaca charakter transpokoleniowy…

    ET

  140. Staruszku – bez obaw
    Głowa mnie jednak nie zabolała a nawet trybiki się nie musiały rozgrzewać .
    Biedronki lubię i żadna jakoś krwi mojej nie pożąda – wolą mszyce.
    Jeśli Ci milsze wyziewy polityczne od kwietno-parkowych o których w całym blogu mowa była to Twój wybór- nic mi do tego.
    Wystarczy poczytać E T
    uklony

  141. Prekariusze bladzacy w blogosferze laczcie sie.

    ET

  142. Znalazłam na blogu @Teresy Stachurskiej:

    „W ogródku za domkiem w dzielnicy Biskupin, na ulicy W., w mieście także zaczynającym i kończącym się na tę literę , siedziała młoda polonistka Ewa i klasówki poprawiała. A z drugiego ogródka, symbolicznym płocikiem oddzielonym, Janek, dwunastoletni syn sąsiada, przyjrzał się uważnie i zapytał uprzejmie: „a co pani robi?” „Klasówki z polskiego poprawiam”, wyznała nauczycielka. „Aha. A czy mogę pani pomóc?” A że przy ogródkowym stoliczku miejsca było dosyć, a pomysł był zabawny, zgodziła się nauczycielka, a chłopak, przekroczywszy płotek niepłotek, przysiadł się przy stoliku i poprawiał. I robił to tak dobrze i inteligentnie, że nauczycielka zdumiona była, bo poprawiać poprawek nie potrzebowała, a uwagi chłopca były tak wnikliwe, że niejedna polonistka wśród jej koleżanek by ich nie poczyniła”

    Co obecnie porabia Janek, synek sąsiada – odpowiedź w dalszej części wpisu:

    http://www.stachurska.eu/?p=8120

  143. do Slawomirski
    14 maja o godz. 18:22

    Bede 26.05.2012 wieczorem lub w drodze powrotnej z Krakowa, 29.05.12 lub 30.05.12.
    Z powazaniem.
    ET
    PS
    Mam nadzieje, ze bedzie slonecznie (kapelusz).

  144. Panie Profesorze, każdy ma słaby dzień. Nawet Pan. Zdarza się.
    Proszę się uśmiechnąć i przypomnieć sobie Kołakowskiego.
    Pozdrawiam

  145. Uwielbiam dystans do swiata Pana Hartmana 🙂 Zycze kazdemu choc odrobiny umiejetnosci smiania sie z naszych ludzkich slabosci.

    Pozdrowienia dla Pana Jana

  146. Panie Profesorze Najczcigodniejszy!
    A może by nowy wpis? Toż TWA (wzajemnej adoracji to towarzystwo) przemiędliło już temat ze trzy razy w kółeczko. Daj, Pan, ludziom odpocząć, dobrze?

  147. Hartman kim ty w ogóle jestes? Gdybyś tak nie słodził obecnej władzy to nie miałbyś pracy, a w przypadku wymiany polityków w sejmie to bankowo tą posadkę stracisz. Tego wpisu ci się nie zapomni. Gardzę takim ceprem co to pluje na tych dzięki którym ma co do gara włożyc. Grubo przesadziłeś z tym tekstem stary.

  148. Jak zwykle mocne, jak zwykle prawdziwe – od pierwszego do ostatniego słowa. Niestety.

  149. Jak dziadkowie opisywanych homo secatorów babrali się w bagnie i przerzucali gnojówkę żeby jakoś związać koniec z końcem i dotrwać do przednówka, to w tym samym czasie dziadkowie „…rtmannów”, „…baumów”, „….blumów”, „…steinów” chrzcili tym pierwszym okowitę w karczmach w Chełmie czy Drohobyczu, wciskali im po paskarskich cenach towar na Kercelaku, Nalewkach czy Kazimierzu i pożyczali gotówkę na paskarski procent. Ale zawsze mieli poczucie wyższości nad biedakami – wykorzystywanymi przez nich gojami, tak jak ich nieodrodne wnuczęta – w osobie np. autora powyższego artykułu.
    Z większością tez z artykułu niestety trzeba się zgodzić, ale wymowa całości jest obrzydliwa – ilustruje pogardę, jaka spotyka gojów ze strony „wybranego narodu”. Smutne.

  150. No przynajmniej wiadomo dlaczego Polska jest rozpita: to te baumany nieustannie wlewaja w polskie gardla alkohol.

  151. Polska jest rozpita, bo Polacy są patriotami i w ten miły dla siebie sposób ratują budżet przed załamaniem – Minister Rostowski aż piszczy z radości jak widzi słupki z wpływami z akcyzy.

  152. A wszystkieśta telo gupie co cud.
    A tyn profesur to gdzie łon mjyszko? Jak sie dowiym, to zamjyszkom po sonsiecku. Jo nie szczyge trowy, kosarki nimom, trowe mi kury i kacki i gensi przy chałupie wydziubujo, bedzie profesur zadowolony.

  153. @babazbaby Mjyskam we bloku! Bych w womi wolal po sonsiecku niz wy ze mno 🙂

  154. Szanowny Psorze, i cóz Pan pomoże.
    Inteligencji jak na lekarstwo-demokracja jest,
    to i kultura masowa jest.
    Przecież teraz rządy większości nastały:))

  155. również się o tym przekonałem

css.php