Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne

15.05.2012
wtorek

Motofrajer

15 maja 2012, wtorek,

Przychodzi taki dzień, a nawet nie jeden, w życiu prawdziwego mężczyzny, że musi się rozstać ze swoim samochodem. Gdy wiedzie go na żyletki, to jakby do grobu odprowadzał. To samo cmentarne uczucie: zmarły odebrał mi kawałek mnie samego, zmienił nieodwołalnie moje życie, które teraz musi już toczyć się bez niego, a co gorsza przypomniał mi o mojej własnej śmierci, co już przecież nie tak daleko. Rozpaczy i rozżaleniu w sukurs przychodzi wszak satysfakcja, że jednak my jeszcze żyjemy, a zmarły zwolnił trochę miejsca, które można zająć samemu albo obsadzić czymś nowym i ciekawszym niż ten świętej pamięci nieboszczyk.

I samochód, idąc na złom, zabiera ze sobą nieodwołalnie ten kawałek naszego życia, w którym on to właśnie był naszym samochodem. Mamy powody go nie lubić go za to, że ukradł nam kęs życia, który wraz z nim się skończył, pochłonięty przez wieczność byłości. A poza tym jest w tym zawsze jakaś realna strata, bo nowy samochód, choćby o niebo lepszy, niektóre rzeczy mimo wszystko będzie miał gorsze. To już nigdy nie będzie „to samo”. Może fotel już nie taki wygodny, może zawieszenie nie tak miękkie, może bagażnik mniejszy.

Mimo to, skoro czeka na nas nowy smarami pachnący nabytek, oczka schną, a pogoda ducha wraca rychle, na sam widok kolejnego towarzysza życia, połyskliwego świadka nowej jego epoki, której jak zawsze wyglądamy z nadzieją (wszak życie zaczyna się po czterdziestce, pięćdziesiątce itd.). Odczuwamy nawet coś w rodzaju wdzięczności dla nieboszczyka, że raczył się dyskretnie usunąć i z czystym sumieniem pogrzebać, robiąc miejsce młodszemu. Czy może samochód dać większy dowód wierności i miłości dla swego pana, niż umrzeć śmiercią techniczną, gdy pan ma już dalej idące ambicje i możliwości?

Bywa jednak i tak, że miast na złom, prowadzimy swego rumaka na targ niechcianych samochodów i pozbywamy się go, niepomni na wierne jego służby, niepomni na swoje własne doń przywiązanie. Zdradzamy i porzucamy jego i samych siebie, wiedzeni na pokuszenie przez obłe kształty kosztownego następcy oraz cudowne perspektywy tego fragmentu naszego żywota, który spędzimy razem.

I ja mogę dziś powiedzieć: za Citroena byłem szczęśliwy. Dziękuję ci, że byłeś, że jeździłeś, że się psułeś (ale jaka to była radość, gdy trzeba było wykupić cię z warsztatu i odnowionego, nieledwie uświęconego skuteczną naprawą, uwozić w miasto!), że byłeś ze mną w rowie i we Włoszech, że słuchałeś się mnie i wiozłeś daleko ode mnie samego, wiernie towarzysząc mym marzeniom i złudzeniom. Dziękuję, żeś był mi sługą, a ja mogłem być ci panem. Dziękuję, że byłeś wierny i niczego nie chciałeś w zamian. Dziękuję ci, ale już cię nie potrzebuję. Swoją drogą, co się z tobą stało, chłopie, że kupiłem cię za 24, a sprzedaję za 7! Czy ja też tak tracę na wartości? No nie, jak się jeszcze jakoś trzymam. Odpadasz trochę, kolego. Ja jadę dalej. Nie z tobą.

Moje pożegnanie z Citroenem jest jednak trochę nietypowe. Porzucam go nie dla wymarzonego trzyletniego Subaru, nie dla Dodge`a Calibra ani Nissana Qashqai z drugiej ręki, lecz dla starego Volvo, co to niejedno już pewnie widziało. Kto sprzedaje samochód, by kupić auto jeszcze dwa lata starsze i dopłacać do tego interesu kilka tysięcy! Ano ja. A dlaczego? Bo mi się tak podoba. Bo sąsiad ma Volvo. A może inaczej – może dlatego, że tak po postu się złożyło? A może Bóg tak chciał? A może tak już musiało być? Kto to wie, jak to wszystko się kręci. Lecz cokolwiek się stanie, choćby i zaraz się ów nowy a stary wóz rozleciał, ja, prawdziwy mężczyzna, zawsze będę bez winy. Bo co się stało, to widocznie miało się stać i służy czemuś lepszemu, co ma stać się w przyszłości. Nie muszę być racjonalny, bo wyższe nade mną i nieprzeniknione czuwają racje. Oto i męska metafizyka. A baby? A baby są jakieś inne.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 93

Dodaj komentarz »
  1. Nooo, nieeee!!! Co za seksizm 👿
    „W życiu prawdziwego mężczyzny” …. a w życiu „prawdziwej kobiety”???
    „Baby” może i są „jakieś inne”. A może nawet i powinny być „jakieś inne”. Ale każdy mój samochód, to kawałek mojego życia. Związek czasem mniej a czasem bardziej udany. Czasem przyjaźń a czasem walka. Jak w życiu … Pamiętam każdy swój samochód i związane z nim przygody … i jest to też moja „metafizyka” 😉

  2. Tylu ich było..W pierwszym nogi mi marzły przez dziury w podłodze.Rama była z 1962 a silnik z 1964.Garbaty był w dodatku.Z aktualnym,ostatnim, ścigamy się na rozruszniki.
    Komu pierwszemu wysiądzie.Po przyjacielsku.

  3. Mój pierwszy to Syrenka 😉

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Jeżeli Volvo to rozumiem i popieram, ale czy to Volvo to Volvo czy Ford?

  6. Uzywane Volvo? Hiper cool! 😈

  7. Volkswagen-garbus, przyholowany na linie z RFN i potem noca (nielegalnie) pomalowany we Wroclawiu na piekny, granatowy kolor. Wygladal dostojnie, po dzis dzien w uszach pozostalo mi terkotanie tego silnika. Zaden inny moj samochod nie wydawal takiego dzwieku.

  8. Przyzwyczajac sie do narzedzia? Co za pomysl? Samochod ma jezdzic – i tyle. Pewno, ze wybiera sie marke taka, a nie inna, ale to kwestia osobistych upodoban. W dalszym ciagu, to tylko pojazd, z ktorym nie wiaza mnie zadne sentymenty. To jakbym sie przyzwyczail do kosiarki, albo do wiertarki elektrycznej. Jasne, czasem to symbol pozycji spolecznej, ale na ogol to snobizm tylko. Ja wolalbym miec samochod z kierowca, wszystko jedno jaki, byle wygodny. Kon moze byc wierny, pies moze, ale lodowka, pralka, samochod? Nawet komputer nie jest wierny, a powinien. Wiec skad taki sentymentalizm. Moze jak sie uda ten „pierwszy raz” w samochodzie, to zapamieta sie bardziej marke, niz dziewczyne, ale dla innych powodow?

    Mniej sentymentalizmu panowie.

    Pozdrawiam.

  9. Werbalisto,
    samochód ma WNĘTRZE, w którym przebywasz. To rozszerzenie Twojej osobistej przestrzeni, ba, strefy intymnej. On ma zapach, wydaje odgłosy, wibruje…
    Calibra i Qashqai (zwłaszcza z drugiej ręki) to hm… 🙄
    Volvo z dobrego rocznika to jest to 😎
    Mój szwagier jeździł takim przez 18 lat (kupił używanego) i jeszcze oddał w dobre ręce.
    Takich już teraz nie robią, szwedzka stal schodzi na psy 🙄
    W amerykańskich filmach gangsterzy jeżdżą mercedesami, gliny fordami i chewroletami, a intelektualiści – starym volvo 😉

  10. A ja gdzieś kiedyś wyczytałem, że o tym jaki samochód ma kupić On, decyduje Ona.

    On widzi na czyje sylwetki Ona zwraca uwagę i On wzorem Gospodarza starego volwo nie weźmie.

    Chyba, że samochód obrasta w dzieci i Motylek musi zabrać domek Barbie, a Młody Wilczek koparkę i materac dmuchany na który będzie zapraszał nowych kolegów. No i składane krzesełka, parawan od wiatru oraz cztery karimaty, bo ludź plażowym piaskiem oblepiony, to napewno przyjechał zmartwychwstałym Fiatem 126.

    Auto musi być wystarczająco długie, aby deski do surfowania nie wystawały poza obrys. Miłość do auta jest ważna. Zaniedbywanie tej kwestii może prowadzić do zamiany przez Nią na nowszy model. Nie żeby Harremu moc spadła. Sally musi być karmiona świeżym bajerem.

    No chyba że, musimy mieć butlę i kuchnię turystyczną.
    Ale tak dojeżdzamy do klasy kamper, a my tu o walce klas nie nawijamy.
    Gdy On nie ma czterokołowej kochanki, to ani chibi antyglobalista.

  11. Ona decyduje, jeśli samochód ma być nówka.
    Możesz Jej zacytować:
    „Jeżeli zobaczysz na masce wielki jak budka suflera wlot powietrza do chłodnicy turbiny, a na drzwiach bagażnika oznaczenie 2.5 XT – i jeżeli nie dosiadasz przynajmniej Aston Martina DB9 lub BMW M5 – odpuść. Udawaj, że się zagapiłeś, że musisz gdzieś natychmiast zadzwonić – wymyśl cokolwiek, tylko się z nim nie ścigaj. Bo poznasz gorzki smak upokorzenia, doczołgując się do stojącego już na następnych światłach Subaru Forestera 2.5 XT. ”
    Ona ci odpowie:
    „Z taką dziurą w masce – na ulicę?? Taką pokraką będziesz jeździć? 🙄 „

  12. … pierwszy ” Garbaty ” rocznik `69.
    Z zalet – 1 mln. przejechanych wspólnie km., mocne ogrzewanie – acz tylko latem -, mała dziura w podłodze, więc przy każdym deszczu pasażer z tyłu wylewał wodę kubeczkiem, rzadkie psucie i tylko przy warsztacie ( kto pamięta warsztat ” Kulczyka ” we wrockowej Leśnicy ? ).
    Bursztynowy ideał , którego zapomnieć się nie da ! 😉

  13. Mój pierwszy własny, kupiony za własne pieniądze Fiat 126 P.

    Był rok 1985. Ja byłam młoda, On był nowy. I do kompletu jeszcze całkiem świeżutkie dziecko. A za rok kolejne.
    I co za jazda! Kierunek babcia jedna albo druga, praca, przychodnia i zakupy.

    Zimą ssanie, latem otwarta klapa, żeby silnik się chłodził.

    Po sześciu latach wiernej służby maluch się już trochę postarzał, przybył za to jeszcze jeden pasażer, a właściwie pasażerka. I pies.
    Był to baaardzo pojemny samochodzik.

    12 grudnia 1992 rano był lekki mróz. Zawiozłam córkę do babci.
    W drodze do pracy wpadłam w poślizg.
    Skończyło się na paru guzach, siniakach i potwornym strachu.
    Niestety, autko zostało nieźle pokiereszowane. I to była moja ostatnia podróż małym Fiatem 126 P, rocznik 1985.

    Za grosze odkupił go mechanik, wyklepał, polakierował i sprzedał.

  14. Ja swoja micre codziennie na dzien dobry dopieszczam:
    http://www.flickr.com/photos/77841418@N02/7167179442/in/photostream/lightbox/

  15. Kocie Mordechaju!
    Nie ukrywam, że sama kotem nie jestem, ale mój kot (choć to raczej ja jestem JEGO) też docenia podróże „naszą” corsą. No, może jej nie myje, ale lubi jeździć na działkę.
    Sa tylko dwa trudne momenty.
    Szóstym, czy siódmym zmysłem wyczuwa (choć pakuję się przed wyjazdem niemal konspiracyjnie), że czeka go wpakowanie do ,notabene, miekkiej z siateczka na oddychanie torby, czego nienawidzi. Gdy wyciągam go np. spod lózka (bo pora jechać), udaje nieżywego. Jest sztywny i ciężki jak wór kamieni. Potem, w samochodzie, jest już wszystko OK. Sytuacja powtarza się, oczywiście, przed powrotem do Warszawy.

  16. Wcięło mi poprzedni wpis adresowany do Gospodarza i tzw. wszystkich.
    Trudno, powtórzę w wersji lekko zmodyfikowanej.
    Jako „prawdziwa kobieta”, która z motoryzacją nie ma aż tyle wspólnego co „prawdziwy mężczyzna”, jak sugeruje macho Profesor, jednak się „z nią” polubiłam.
    Dość późno, bo byłam wożona wprawdzie wspolnym samochodem, ale wiadomo było, że to domena faceta.
    Gdy go nie stało, w wieku tzw. dojrzałym zrobiłam prawo jazdy i kupiłam pierwszy, już całkiem własny samochód (seicento).
    Okazało się, że „mam po prostu ten talent”, co zgodnie twierdzą moi znajomi (panowie!).
    Teraz jeżdże z dużą przyjemnością opelką corsą, ale jej nie pucuję od rana do wieczora na glanc. Dbam o jej „zdrowie”, czyli niezwodność.

  17. W naszym domu to ja pierwsza miałam prawo jazdy i samochód. Potem prawo jazdy zrobił „prawdziwy mężczyzna” i zaczął „pożyczać” mój samochód, do czasu dorobienia się własnego. Kiedy młody „prawdziwy mężczyzna” zrobił prawo jazdy, zaczął nie tylko „pożyczać”, ale i „podrasowywać” moje auto. W rezultacie bałam się nim jeździć, bo nie wiedziałam kiedy i co się obluzuje, skutecznie uziemiając mnie w szczerym polu – komórek wtedy nie było.
    Teraz młodzi się wyprowdzili. Każde z nas ma własne konie mechaniczne i zgoda kwitnie 😉

  18. Moja Stara tez nabyla miekka piekna walizke do przewozenia, zakupiona nie szczedzac kosztow w Ameryce. I choc jest ona znacznie wygodniejsza niz poprzedni antyczny ( !) kosz z wikliny do przewozenia zwierzat. to ja wybitnie nie libie byc w tej walizie zamykany, bo to niechybnie grozi spotkaniem z przeplacanym bandyta-weterynarzem.
    Ostatnimi laty jednak Stara wpadla na szatanski pomysl i przed wsadzeniem mnie do transportera orasza go specjalnym sprayem pod nazwa Feliway (do nabycia u weterynarza) z feromonami „dobrego samopoczucia i szczescia”.
    Z tym sprayem jest jakos latwiej podrozowac . Uzywa go tez po kazdej przezytej u weterynarza anestezji (czyszczenie zebow!) , a takze wtedy, kiedy jestem zdenerwowany spotkaniem ze srokami na dachu garazu. Te sroki doprowadzaja mnie nieraz do szalu. 👿

  19. @ markot 16 maja o godz. 6:36

    Ale mi sie dostalo. Wyszlo na to, ze jestem gangsterem. Tylko gdzie ta kasa?

    Pozdrawiam.

  20. Ach panie profesorze ale pan sobie dokazuje …cytat ;
    A baby? A baby są jakieś inne.
    Czyzby istnialo jakies ogolnoludzkie prawo ze kobiety maja zawsze
    kierownice z lewej strony ?,a fuj panie profesorze …pozwole sobie
    do tych „spostrzezen motoryzacyjno-feministycznych” wrocic.
    My lubimy Audi .. odpowiednie przyspieszenie ,hamowanie ,predkosc
    , ciezar i sylwetka i motor … 350km/h na mozliwej drodze ..obecnie
    najlepsze auto na swiecie ../jak kogos nie stac na lamburgini lub inne !/
    A Pan Profesor sentymentalnie? odkryty ‚kuppe …/ gwizda po uszach i staje za jakas ciezarowka ?/.
    Salute
    ps.
    / ba chcialabym nadmienic ze w nowoczesnej Europie auto stalo sie tylko srodkiej lokomocji , uzywa sie jak lodowke ,psuje sie i wyrzuca ,
    istnieje wiecej milosci do wlasnych skarpetek /blizsze cialu/ ha…

  21. @Matylda

    Panowie twierdzą, że auta, żony i wiecznego pióra się nie pożycza.

  22. Robieniez fizyki metafizyki nie zblizy nas do celu(meta).
    ET

  23. Kocie Mordechaju!
    Masz rację, sroki są straszne. Upierdliwe, jak – nie przymierzając – E.Staniewicz.
    Nie wiem, czy polujesz na ptaki (powiedzmy mniejsze), wiewiórki, że o myszach pospolitych nie wspomnę.
    Zauważyłam ciekawe relacje mojego kota z żabami, których ci u mnie na działce dostatek (sa dwa naturalne oczka wodne). Lubi za nimi ganiać. Przytrzymuje na chwile łapą i – oczywiście – puszcza. Czy ty też tak masz?
    Ten spray na podróż z feromonami dobrego samopuczucia, to super wynalazek, o ile nie robisz sobie jaj.
    Nobla byłby wart wynalazca takiego specyfiku dla homo sapiens (nie tylko w podróży).
    Miau, maiau

  24. Ewa,
    nie pożycza się komuś, ale od kogoś … 😉

  25. Mag,
    mój kot przynosi żaby do domu, potem je z uwagą obserwuje. Z reguły udaje im się czmychnąć pod fotel, kanapę, etc.. A potem bezpiecznie wrócić do ogrodu. Gorzej z ptakami. Właśnie zobaczyłam na tarasie resztki po kociej uczcie, łącznie z kawałkami gałązek krzaków, w których pewnie dopadł nieszczęśnika

  26. @Matylda

    O tym nie pomyślałam.

  27. Matyldo!
    Trudno wymagać od drapieżnika, żeby przestał nim być. Nawet jeśli jest tzw. kotem domowym, a na dodatek kastratem, tak jak moj, czyli większość wspólczesnej populacji.
    Gdy pytałam znajomego weterynarza, czego właściwie moj Otello szuka po nocy poza domem, no bo chyba nie „laseczek”, odpowiedział racjonalnie – przecież to zwierzę nocne.
    A z drugiej strony potrafi „robić” za kicz, wdzięcznie ułozony na poduszce i rozkosznie rozmruczany.
    Moze właśnie kocia ambiwalencja charakterologiczna sprawia, że tak nas te zwierzaki potrafią fascynować.
    No bo pies, to pies. Wiadomo.

  28. Nie, Mag. Feliway to nie zdane jaja, tylko istnnejacy na rynku od lat preparat.
    http://feliway.co.uk/
    Sprzedawany jest w postaci difusera (jak na filmie z Kotem Simona) albo w rozpylaczyu – na sytuacje stresowe. W naszym domu jest tez difuser – blisko drzwi wejsciowych, abym nie pdoskakiwal za kazdym razem w nocy jak jakis kot sprawdza nosem nasza klapke w drzwiach. co mi wybitnie dziala na nerwy.
    Jesli chodzi o znoszenie do domu zab, to celowal w tym kiedys moj bl. p. brat-blizniak Pickwick. Kiedys nawet sprobowal zabe polknac i bylo z tym troche klopotu. Nie chciala sie dac strawic. 🙄
    Dziczyzny do domu juz nie znosze – przeszla mi z latami ochota, ale owszem, dawnymi laty znosilismy myszy, szczury, wiewiorki oraz liczne ptactwo. Takze zlote rybki z oczka wodnego u sasiada.
    Potem wymusilem na Starej aby zawsze miala w zamrazalniku bazanta – on demand! 😈 Jednak co ekologiczna zywnosc, to ekologiczna i nie ma dwoch zdan.
    W latach kiedy polowalismy z Bratem, Stara zawieszala nam dzwonki na obrozce, jak tredowatym. HA-HA-HA-HA!!! 😈

  29. Ostatnimi laty jednak Stara wpadla na szatanski pomysl i przed wsadzeniem mnie do transportera orasza go specjalnym sprayem pod nazwa Feliway (do nabycia u weterynarza) z feromonami „dobrego samopoczucia i szczescia”.
    ————————————————————————————————–
    Czasem wystarczy nasypac odrobine sproszkowanej waleriany…

    P.S. Nigdy nie jezdzilem samochodem do momentu oddania go na zlom.
    Trzy-cztery lata (uzytkowania) i… dziekuje!

  30. VOLVO = Very Odd Looking Vehicular Object
    FIAT = Fix It Again, Tony
    FORD = Fix or Repair Daily, Found On Road Dead
    JEEP = Just Expect Every Problem
    DODGE = Drains Or Drops Grease Everywhere, Dead On Day Guarantee Expires

  31. Serdecznie obiecuje panu ,panie profesorze ze jesli jeszcze raz nazwie
    mnie pan Baba z powodu swojego auta ,bede zmuszona serwowac panu
    moje wszystkie wiadomosci dotyczase motoryzacji w sposob ciagly
    /i nie bede skromna jesli przyrzekam ze bedzie to dla pana Guantanamo /
    Salute
    Ps.
    Forma zapewne przesadzona /jak zwykle! /,ale cel jasno okreslony ?

  32. AUDI = Always Under Diagnostic Inspection, A Used Dodge Incognito 😉

  33. marKot 😈 😈 😈

  34. Kocie Mordechaju!
    Rozumiem twoje postepujące rozleniwienie, czyli niechęć do bezpośredniego uzyskiwania „tego, co najlepsze”.
    Skoro masz w zamrażalniku bażanty itp., to o co się jeszcze starać?!
    Mnie też już prawie nic się nie chce, bo – jak powiada moja fanka, Maria Czubaszek – już nic (niczego) nie muszę.
    Jaka ulga!
    Myszki latają koło nosa, Hofmany gaworzą w telewizorze, a ja ,choć nie kot prawdziwy, futrzasty, usypiam na poduszce w kratkę lub w kwiatki i nawet mnie głaszczą. Tacy, co mnie lubią.

  35. ‚To lubię, rzekłem, to lubię.’ Nie po raz pierwszy czytam i podziwiam tekst autora.

  36. A to co za wpis?
    Czyżby 15 maja była Wigilia?

  37. (marny z pana filozof)…a przez taką kadrą profesorską nic dziwnego ze UJ (wraz z tym pożal się Boże kolegium medycznym) zajmuje czterystaktóreśtam miejsce w światowych rankingach na najlepsze uczelnie. Hartman i jego pseudo-intelektualne popisy na blogu przynoszą wstyd akademii. Gdyby na mojej ‘zagranicznej’ alma mater któryś z sorów czy ‘etykow’ miał tak nieetyczne poglądy, szybko by wyleciał. Ale w polskim bagienku akademickim hipokryzja i kołtuństwo jest na porządku dziennym, tytuły zdobywa się nie dzięki meritum a partycypacji w układzikach. Czy to się kiedyś zmieni? Czy będzie w Polsce normalnie?

  38. Anna (17 -05-g. 9:59)
    Gratuluję ukończenia zagranicznej alma mater i proszę o odrobinę łaskawości dla naszych „buraczanych” uczelni, profesorów oraz ich studentów.

    Rankingi uczelni rządzą się specyficznymi prawami. My ze wschodniej Europy, choc już w UE, „jeszcze” nie podpadamy pod obiektywne rankingi, bo np. nie mamy kasy na stosowne promocje.
    Mogę uwierzyć, że słabo wypadamy w tych dziedzinach wiedzy, na które potrzebne sa wysokie nakłady finansowe. Trudno mi jednak uwierzyć, że w dyscyplinach humanistycznych jesteśmy aż tak bardzo beznadziejni.
    Prof. Hartman ma niezbywalne prawo „bawić” się na blogu adresowanym nie do filozofow, ale inteligentnych czytelników o różnym wykształceniu.
    Nie twierdzę, że w Polsce jest normalnie, ale pojmowanie przez panią normalnosci, etycznosci itp. – w moim odzczuciu – pozostawia wiele do życzenia.

  39. Anna, Twoj wpis wiecej znacznie mowi o Tobie niz o profesorze Hartmanie.
    I raczej powiedzialbym, ze nie sprawiasz wrazenia osoby, z ktora przyjemnie jest sie zadawac. 👿 Nie wykluczalbym tez, ze Twoja „zagraniczna alma mater” moze nie byc z Ciebie dumna, tak jak Ty nie jestes dumna z Jana Hartmana. 😈

  40. @Anna

    Nieetyczne poglądy Hartmana – powiadasz @Anno z zagranicznej alma mater.

    A kimże ty jesteś, @Anno, że uzurpujesz sobie prawo oceniania prof. Hartmana?

    Jesteś gościem Profesora na tym blogu, a zachowałaś się jak zwykła …..a. Ta twoja zagraniczna alma zapomniała nauczyć cię kultury.

  41. Pierwszym odczuciem jest Akademia Platońska. Sekretne ,,alter ego,,.Baby niezadowolone z ,,takiego” ,,,wyboru piękna”?, Podobnie jak koralowce, auta stanowią doskonałe tło do kamuflażu dla mężczyzny.Wyposażone w najlepsze technologie stanowią pożywienie dla ,,prawdziwych” mężczyzn. Niektórzy zrobią wiele, aby się o tym przekonać. Kamuflaż na nic się nie zda, gdy nie ma siě gdzie schować.

  42. @Anna,
    gratuluję stylu, klasy i etycznego zachowania 😉

  43. Poważny profesor, a naiwny jak jakieś dziecko. Stare Volvo się marzy, gdyż chciałby być inny, niż wszyscy, oryginalny, bo tak mu się podoba i sąsiadowi pozazdrościł – zwykła próżność (wiem to na pewno, gdyż sam mam oryginalny samochód ). I dlatego gotów jest zaufać zwykłym oszustom, cynicznym handlarzom złomem, pozbawionym sumienia geszefciarzom, od których szwindel czuć na kilometr, choć to ich Volvo z oferty w promocji, ten stary dziś i zdezelowany rzęch, polepiony grubą szpachlą pod błyszczącym dla niepoznaki lakierem, po tylu przeróbkach różnych domorosłych mechaników przez te wszystkie lata (z których jeden gorszy i głupszy był od drugiego), że ze swym szlachetnym, rzetelnym, bezpiecznym, uczciwie wykonanym pierwowzorem nie ma już dziś kompletnie nic wspólnego. Takie niby-Volvo, to szyderstwo z prawdziwego Volvo. Motofrajer, w rzeczy samej. Jeszcze zatęsknisz R…, ups, Profesorze, za tym swoim nieboszczykiem (choć wiadomość o jego śmierci jest mocno przesadzona), którego teraz na targu sprzedajesz tak tanio, za zaledwie garść błyszczących monet i z którego śmierci się cieszysz, albowiem Ci miejsce jakoby robi. Stary samochód ma tylko wtedy wartość, kiedy jest utrzymany w świetnym stanie przez pasjonatów, dbających o to, aby każda cześć była oryginalna. Takie Volvo to dziś unikat, w właściciel uchodzi za świra.

    Cóż, moda na stare, polepione szpachlą, plastikiem i gazetami Volvo jest obecnie szeroko promowana nie tylko po różnych podejrzanych melinach, dziuplach i garażach, ale i oficjalnie, w masmediach. Niestety, wielu się na takie rupcie nabierze, uwierzą handlarzom, którzy im wodę z mózgu zrobią i przekonywająco wytłumaczą, dlaczego koła w tych ich Volvach nie są okrągłe, tylko kwadratowe; uwierzą, bo pragną być w fanklubie starych Volvowców, fanatycznie mniemając, że to ich nobilituje. Jerzy Harasymowicz pisał, że nie zważa na mody byle jakie, a pisze wyłącznie starym uczuć drapakiem. No i że ludzie znają go tylko z jednej, jesiennej strony…

  44. do
    Slawomirski
    16 maja o godz. 15:21

    ET
    15 maja o godz. 9:06

    Szanowny Panie ET

    Pomysl jest swietny. Kalendarz mowi co innego. Kolejny czepialski wyklucza Hartmana. Cieszy mnie ze nadal zmaga sie Pan z polskimi demonami. Zycze powodzenia w slusznej sprawie.

    Slawomirski

    Szanowny Panie Slawomirski,
    jako ze przebywam obecnie w Berlinie, moglbym sprobowac oszukac kalendarz. Prosze wiec o podanie terminu alternatywnego lub miast,w ktorych Pan bedzie przebywal. Moze uda mi sie uciec z Berlina. Jestem czesto w Szczecinie i Görlitz. Zobaczymy.
    Z powazaniem.
    ET

  45. Prosze Anne o pomoc intelektualna. Nie sadze jednak, ze Anna zna doglebnie scene naukowa w obszarze UE. Prownywanie felietonu z nauka nie jest bowiem przedsiewzieciem, nawet paranaukowym.
    ET

  46. Anna.
    17 maja o godz. 9:59
    A szanowna Pani to powinna zrobic prawojazdy na hulajnoge ,
    /rowniez zagranica !!!/bo juz dla „ruchu publicznego” i dla srodkow lokomocji publicznej nie spelnia Pani podstawowych wymog.
    Salute

  47. Panie Profesorze,
    bez urazy, czy za prowadzenie bloga Polityka placi czy pisze Pan na nim bo nie ma Pan nic ciekawszego chwilowo do roboty?

  48. @ET…jaki blog taki czytelnik:) ja o intelekcie a ty o „scenie naukowej”, ja o kadrze ty o… no wlasnie o czym…

    Do reszty: dziekuje za mile slowa.

  49. @Anna. (z zagranicznej alma mater):

    Reszta nie dziękuje za dziękuję.

  50. Anna pisze ;
    Do reszty: dziekuje za mile slowa.
    ……
    Nie ma za co ,z checia pani dolozymy ! gdyby szanowna Pani miala
    potrzebe .
    Salute

  51. do Falicza z domu….

    Andrzej Falicz
    18 maja o godz. 8:59

    Panie Profesorze,
    bez urazy, czy za prowadzenie bloga Polityka placi czy pisze Pan na nim bo nie ma Pan nic ciekawszego chwilowo do roboty?

    Falicz zwie sie profesorem……..w samorozmowie….

    ET

  52. Masz racje, Aniu : jaki blog, taki czytelnik. Dlatego zareagowalismy en masse na Twoj niegrzeczny i niemadry wpis. Moze Cie to czegos nauczy. 😈

  53. @Andrzej Falicz. Polityka nic mi za prowadzenie bloga nie płaci. Piszę dla przyjemności pisania i czytania komentarzy. Mam nadzieję zdobyć grono nieznanych przyjaciół, a nawet wrogów 🙂

  54. Kocie Mordechaju!
    Ty nawet znasz mowę francuską! Powalilo mnie Twoje „en masse”.
    Widzę w Tobie coraz więcej zalet.
    Chętnie przyjęłabym Cię pod swój dach, ale po pierwsze – nie trzymam w lodówce bażantów, tylko puchy z kocim żarciem, po drugie – jest ci dobrze z twoją Starą, a po trzecie – moj kot by tego nie przeżył. Nie znosi, jak już pewnie pisalam, żadnej konkurencji.
    Pozwolisz, że tylko podrapię Cię za uszami i pod brodą.

  55. @mag, @Kot M.

    Wysłałam już @staruszkowi, ale wyślę i Wam, bo lubię wrony:

    http://www.youtube.com/watch?v=84gbQun19Ng

  56. @mag, @Kot Mordechaj

    To jeszcze trochę Tuwima z Turnauem w wykonaniu …
    Clip domowej produkcji.

    http://www.youtube.com/watch?v=wCWaGf-OXM4

  57. Od czasow gdy wprowadzono silnik gornozaworowy samochod niewiele sie zmienil, czesto na gorsze. Nowoczesne samochody maja w wiekszosci przedni naped co powoduje ze naprawa takich samochodow jest jedna wielka gehenna. Temu trendowi nadali kierunek Japonczycy by zamiast naprawiac stare samochody kupowac stale nowe.
    Z punktu widzenia ochrony srodowiska zmiany co 5 lat samochodow sa totalnym nonsensem. Energia zuzywana na przetapianie zlomu i zwiazane z tym zanieczyszczenie srodowiska sa mozliwe do unikniecia jezeli spoleczenstwo zrozumie, ze w dobrym samochodzie wszystko oplaca sie odbudowywac, co zreszta wychodzi nie tylko na zdrowie srodowisku, ale tez i naszemu portfelowi. Nie warto kupowac nowej Hondy skoro znacznie taniej mozna kupic stare BMW, Volvo, czy Mercedesa. Wystarczy ze Polacy kupia sobie raz na cale zycie jakis solidny samochod i wtedy nie musza sie z nim w rozpaczy rozstawac, poniewaz od czasu gdy go wymyslono zawsze w nim sa 4 kola, kierownica i silnik z zespolem napedowym. Fotele gdy sie zuzyja tak jak opony zawsze mozna zmienic. Dlatego uwazam ze mofofrajerzy to ci ktorzy stale zmieniaja samochody
    bo chca miec to co modne, niekoniecznie lepsze.

  58. Nie wiem czy słusznie, czy też nie, Panie prof., ale niektórzy dyskutujący, chyba zbyt serio potraktowali Pana tekst. Szczególnie dot. bab. Natomiast zazdroszczę Panu decyzji odnośnie Volvo. Mam tylko nadzieję, że to chodzi o tego prawdziwego „szwedzkiego” Volvo. Zawsze chciałem taki model kupic, ale demokratyczne zasady w domu /referedum lokalne/ ostatecznie przesądziły … Chyba jednak ta demokracja to najgorszy z modeli. Cóż zrobic, większośc to większośc. Życzę szerokiej drogi i bezpiecznej jazdy.

  59. Wrogow to Pan Profesor szukac nie musi. Oni sie sami zglosza bardzo chetnie. En masse 😈
    Dzieki, mag, za prawie zaproszenie. 😈 Rozumiem Twojego, bo sam nie przepadam za konkurencja. Zwlaszcza jak sie wpinkwalaja do mojej miski. Puszki komercyjne tez czasami jadam jak sie mojej Starej nie chce tylka znad kompa podniesc i pojsc cos upolowac do Waitrose’a.
    W zasadzie nie mam nic przeciwko wronom – zakladajac, ze znaja swoje miejsce i czuja odpowiedni respekt przd Doskonaloscia Natury – Houyhnhnms. Ale dzieki, Ewo. 😈

  60. Byłem wczoraj w sklepie. Wychodzę po najwyżej 5 minutach i co widzę? Cholerny policjant wypisuje mandat za parkowanie pod zakazem 🙄
    – Stary – mówię – nie możesz sobie darować?
    A ten zwyczajnie mnie ignoruje i pisze dalej.
    No to nazwałem go wrednym gryzipiórkiem. Spojrzał na mnie i dołożył mandat za łyse opony.
    Powiedziałem, że jest zakałą ludzkiego gatunku. Dokończył pisanie drugiego i razem z pierwszym włożył za wycieraczkę. Po czym zaczął pisanie trzeciego!
    Trwało to ze 25 minut. Im gorzej do niego mówiłem, tym więcej mandatów wypisywał…
    Ale co tam, nie przejąłem się. Moje volvo było zaparkowane za rogiem 😎

  61. Kocie M. i Ewo1958!
    Wrony to są najładniejsze na śniegu (tak przynajmniej twierdził mistrz Ildefons, nie bez racji) podobnie jak czarne koty.
    Ale muzyczce (za pośrednictwem Ewy) też niczego nie brakuje.
    Pozdrawiam Was oboje, życząc dobrej nocy w objęciach ulubionych przytulanek

  62. Nie wiem jak wrony, ale czarne koty najepiej jednak prezentuja sie nie na sniegu, tylko na rozowym kaszmirowym swetrze mojej Starej. Zwlaszcza po powrocie ze sniegu.
    MarKot, pyszne!
    Dobranoc. 😈

  63. Bardzo mi przykro panie balas ale slowo baby uzywaja w polskim internecie /czesto z dokladka / zwolenicy pisu . Wiec jest to niejako
    slowo „zdeprawowane” i uzycie go potem w sposob chumorystyczny
    przez liberalnego ,lewicowego profesora ,ktory z zasady powinnien byc
    za rownouprawnieniem kobiet ,brzmi jakos „zaduzo „.
    Oczywiscie istnieje tez taka mozliwosc /a czym nie wiem / ze profesor sie jednak kamufluje i tak naprawde lubi pis i jego „podrzutki”,
    albo nie wie ,ze oni stale to uzywaja ,aby niektorym kobietom dogrysc.
    Proponuje jednak panu profesorowi ,aby nam nie dokuczal …
    Salute

  64. Panie Profesorze!

    Jest coś komicznego a jednocześnie niepokojącego w tym Pana tekście. Promowanie pospolitego konsumpcjonizmu (miłości do samochodu i marzeń o samochodzie) udrapowanego w „lirykę” i „metafizykę” jest szmirą pierwszej jakości i przebija komizm kiczowatych reklam samochodów.
    Jeżeli pominiemy formę to ten tekst brzmi jak zwierzenia homo secatora, którego przestrzeń duchowa redukuje się do marzeń o luksusowych gadżetach. Ale jego usprawieliwia posiadanie ubabranych w gnoju przodkodków. „Motofrajer” to jednak wyznania profesora filozofii i etyka. Żadne „loose blues” i deklarowanie „nieodpowiedzialnych zapisków” nie unieważnią faktu że Pański blog ma logo UNIWERSYTETU. Pan korzysta z kredytu zaufania jaki daje Pana status społeczny i zawód, który jest zawodem zaufania publicznego. Ludzie kupują Pana twórczość wierząc że skoro jest Pan profesorem filozofii i etykiem to wszystko co Pan mówi jest ważne i wartościowe. Proszę jeszcze raz przeczytać wpisy pod swoim tekstem. Jakaż jednomyślność we wspieraniu głupstwa i inwencja w jego rozwijaniu.
    Pan podał ton a inteligentni czytelnicy piszą posłusznie komentarze których zawartość myślowa pomnaża pustkę Pańskiego wpisu. Czy te komentarze to nie najbardziej okrutna recenzja tego wpisu?
    A przecież Pan z pewnością dostrzega, że konsumpcjonizm, kult posiadania i kult rzeczy zawładnął umysłami i duszami Polaków- również polskich „elit” i że niszczy kapitał społeczny: zaufanie, empatię, zdolność do współpracy i odpowiedzialność za zbiorowość.
    Polska humanistyka która owocowała twórczością Ossowskich, Elzenberga, Ingardena, Kołakowskiego stała się ziemią jałową. Rośnie jednak liczba „medialnych intelektualistów”. Mimo niepokojącej „łatwizny” i „medialności” Pana tekstów na tym blogu nie dopuszczam myśli że mógłby Pan czerpać satysfakcję z bycia jednym z nich.

    Z pozdrowieniami i wyrazami szacunku.

  65. @Sandra.Ryby biorą głęboko.Lekkie wynurzenie z płycizn, a już łapiesz przynętę.Gospodarz będzie mógł pochwalić się kolejną zdobyczą.Teraz trzeba tylko poczekać, kiedy zjawią się inne ryby.

  66. @Sandra

    „Pan korzysta z kredytu zaufania jaki daje Pana status społeczny i zawód, który jest zawodem zaufania publicznego. Ludzie kupują Pana twórczość wierząc że skoro jest Pan profesorem filozofii i etykiem to wszystko co Pan mówi jest ważne i wartościowe. Proszę jeszcze raz przeczytać wpisy pod swoim tekstem. Jakaż jednomyślność we wspieraniu głupstwa i inwencja w jego rozwijaniu…”

    ***

    Poczucie humoru jest pochodną wiedzy i inteligencji, a poziom inteligencji przekłada się na poziom błyskotliwości…

    Więc może odrobinę mniej zadęcia i świętego oburzenia, Pani @Sandro? Z pewnością lepiej się Pani poczuje.

    ***

    Gdy Anglik napisze rozprawę naukową, to czyta się ją jak humoreskę, w Polsce zaś humoreskę czyta się jak rozprawę naukową…

    (znalezione w sieci)

  67. @Ewa1958 i jej brak poczucia humoru „Gdy Anglik napisze rozprawę naukową, to czyta się ją jak humoreskę, w Polsce zaś humoreskę czyta się jak rozprawę naukową” —- Już nie wymyslaj dobrze. W Polsce (naukowej i nie) panuje trend, jak się czegoś nie wie a chce podpiac pod autorytet to najlepiej cos zacytowac bez mozliwosci zweryfikowania, ewentualnie podać anonimowe źródło np. „znalezione w sieci” (sic). Ten twój ‚przyklad’ jest niezgodny z prawda więc po co go wrzucilas? (pytanie retoryczne-odpowiedz znam)

  68. Polonia-Sawa, może zmien nieadekwatny nick bo to rażące robic takie błędy ortograficzne i stylistyczne. A Volvo to wybor aspirujacych do klasy średniej ludzi o ograniczonej wyobraźni. Pan ‚filozof’ pisze bez polotu za to kontrowersyjne nie dziwi więc masowy odzew niewymagajacej gawiedzi przyzwyczajonej do pewnego stylu telewizyjnej sieczki. Po filozofię sięgam do bezpośrednich źródeł, ten blog mógłby nie istnieć i nikt by na tym nie stracił

  69. @Sandra

    „Polska humanistyka która owocowała twórczością Ossowskich, Elzenberga, Ingardena, Kołakowskiego stała się ziemią jałową…”

    ***

    Prof. L. Kołakowski:

    – Śmiech jest więc bardzo dobrym wynalazkiem natury czy Pana Boga (bo Bóg, przynajmniej wedle Talmudu, ma poczucie humoru), jako że świat nie jest naprawdę nam przyjazny, lecz raczej wrogi, trzeba więc wrogość jego stępiać humorem.

  70. Panie Profesorze podobno mężczyznę poznaje się po butach i samochodzie , w dobrym samochodzie każdy mężczyzna przystojnieje/Panu nic nie brakuje nawet na rowerze/.Pozdrawiam

  71. Sandra: „kult posiadania (…) niszczy kapital spoleczny.” Hehe.
    Kot sie zawsze ciekawych rzeczy dowiaduje z sieci od socjologow-samoukow. 😈

  72. Jan Hartman
    18 maja o godz. 14:48

    @Andrzej Falicz. Polityka nic mi za prowadzenie bloga nie płaci. Piszę dla przyjemności pisania i czytania komentarzy. Mam nadzieję zdobyć grono nieznanych przyjaciół, a nawet wrogów 🙂 ”

    Moze Pan na mnie liczyc!

  73. xyz
    20 maja o godz. 7:24
    …postaram sie poprawic w nastepnym zyciu ,slowo humoru !..
    Salute
    ps.
    A Pan ‘filozof’ pisze bez polotu ;
    Volvo to wybor aspirujacych do klasy średniej ludzi o ograniczonej wyobraźni.
    /ale Pan „motoryzacyjnie zafilozofowal „? /

  74. @xyz

    „Ten twój ‘przyklad’ jest niezgodny z prawda więc po co go wrzucilas? (pytanie retoryczne-odpowiedz znam)

    Skoro jesteś taki(a) wszechwiedzący(a), to po co pytasz?

    Jak nie masz nic do powiedzenia, to po co się odzywasz?

    ***

    „Po filozofię sięgam do bezpośrednich źródeł, ten blog mógłby nie istnieć i nikt by na tym nie stracił”

    A sięgaj sobie, gdzie chcesz a najlepiej opublikuj te swoje prawdy objawione.
    I wypowiadaj się w swoim imieniu, a nie jakiegoś bliżej nieokreślonego ogółu. Skoro tak wnikliwie studiujesz źródła, to i logika nie powinna być ci obca.

    ***

    „Żyję tylko tą drobną otuchą i nadzieją,
    że my umiemy śmiać się, a durnie nie umieją.

    Kto wie… może po wiekach, kto wie… może w oddali
    to jedno przed durniami obroni nas i ocali…”

    Marian Hemar
    „Kto rządzi światem”(fragment)

    Marian Hemar
    „Kto rządzi światem”

  75. Pani Ewo!

    Dziękuję za cytat z Kołakowskiego. Myślę że On by się zgodził że kult samochodu i jego misjonarze zasługują na śmiech tzw. mocny i zdrowy. Ale w tym temacie rodakom poczucie humoru nie dopisuje. No więc jak tu nie zadąć kiedy puszcza niezrozumienia wokół i wołania nikt nie słucha. Nie czuję świętego oburzenia- raczej smutek.

    Serdeczne pozdrowienia

  76. W samochodzie juz dawno pozostalo niewiele z funkcji uzytkowych, teraz istotne sa jego funkcje socjologiczne. Mozna chciec imponowac wokol jakims naj… nabytkiem, albo tez jak Prof. zwierzac sie ze takie zwyczajne, nienowe autko sie nabylo. (Tak naprawde miliardy stron poswiecone autom w kazdym aspekcie, to chyba nieco za duzo).
    Gdyby nie wiek profesora i posiadanie przez niego domu poza miastem podciagnelabym go pod hipsterow, ktorzy chca byc zwyczajni, nie zapominajac o stronie inetelektualnej czlowieka.
    P.S. Nawiazuje do prawdziwej ideologii hipsterow. To co opisala Polityka kilka miesiecy wczesniej, piszac o grupce warszawskiej mlodziezy, ktorej wydaje sie, ze jesli skupi sie na niemodnym ubieraniu sie – to sa hipsterami – to nieporozumienie.
    P.S. Czy jesli Prof. nabyl byl takie autko jakie ja posiadam, ani nowe ani stare, azjatycka, ale nie wielce wazna firma – pochwalilby sie nam o tym?

  77. Chwalić się azjatyckim autem? 😯 No chyba że to tata nano 😉
    Młodzi (studenci lub tuż po studiach) na Zachodzie szpanują starym alfa romeo, nową dacią duster albo renault kangoo, jeśli już mają rodzinę. Single lubią się pokazać w smarcie. Yuppies preferują sportowe kabriolety
    Auto powinno być rozpoznawalne bez konieczności sprawdzania logo z odległości kilku metrów.

  78. @markot Mówisz o „Zachodzie” Polski nie? Poza tym to faceci są ‚jacyś inni’, szanowny autor jest hipsterem totalnym, a oda do samochoda to czysta grafomania!

  79. Pani Sandro i Zyta ,aby panie nabraly „humoru” musze sie przyznac
    jezdze moim Audi /jestem lepsza od profesora/i do tego dostalam
    go za darmo ! za darmo! /sluzbowe/.
    Podzielam niejako los polowy biednych Niemcow, ktorych zaklad chce
    zaoszczedzic podatek i daje swoim zwolennikom /dobrym pracownikom?/
    auto z klasa ./a w Polsce wierza ze wszyscy Niemcy to tak moga ? ha ha /
    /jako osoba skapa po emeryturze przerzucam sie na rowerek ,mam
    jeden na widoku 3,5 tys. euro na miare! jak garnitur ,nareszcie inna wolnosc …/
    Salute

  80. Ale pan namarudzil panie profesorze !
    Aj waj auto mi umiera !…a nie ma pan kota/jak Kaczynski / ,to przynajmniej czlowiek moglby síe pozalic !
    Salute

  81. ……Moze Pan na mnie liczyc!….napisal Pan NIKT udajacy Swiatowida….

    ET

  82. @ Sandra
    20 maja o godz. 1:09

    Bardzo przepraszam, ale ja tu nie pisałem ani o samochodach, ani o babach, dlatego proszę mnie nie stawiać w jednym rzędzie z pasjonatami motoryzacji (do której zresztą nic nie mam i nawet cieszy mnie niezmiernie sukces polskich naukowców z Lublina, którzy pokazali parę dni temu swojego Opla Corsę zasilanego wodą – na pohybel Rotszyldowi oraz jego niecnej bandzie, windującej ceny ropy na świecie pod nieboskłon, ups, przepraszam, oni Nieba nie uznają, więc pod bliższy im piekłoskłon) http://www.tvnmeteo.pl/informacje/polska,28/auto-na-wodor-z-lublina-litr-paliwa-za-4-zl,45067,1,0.html

  83. Ach, błogosławieni Ci, co nie wiedzą co czynią!
    Jak widać z wpisu nie tylko „baby”.
    Stan błogiej nieświadomości i racjonalizacji post factum własnych wyborów z konieczności , najlepiej ilustrują historie wyboru samochodu.
    Oczywiście takiego, na jaki nas stać.

    Bo te z marzeń albo wyrachowania wymagają wysiłku.
    Tak jak wszystkie życiowe decyzje i dążenia prowadzące do satysfakcji a nie do zracjonalizowanych frustracji.
    Nie marka, wiek, majętność czy płeć decydują o naszym samochodzie, ale, oczywiście – światopogląd.
    Mają kilka wspólnych cech i Cytryny i Volva, ale niechże ich wyborca mówi sam za siebie a jego przypowieść metaforyczną niech będzie, jak nieśmiertelne przypowieści o chińskim cesarzu i jego słowiku (magnolii, ukochanej żonie, armii, mandarynie i co tam jeszcze się dekoruje do zamysłu).
    I tak widać, że i na tym świecie są samochody i decyzje, o którym się filozofom (i filoZofiom) nie śniło… 😉

    Ps. A w ciężkiej desperacji finansowej inteligenta i tak FIAT – voluntas Tua. Szkoda (też).

  84. Ja tutaj pierwszy raz, i głęboko trafiony/poruszony wpisem Gospodarza … coś spróbuję nabazgrać.
    Fajne odniesienia do naszego, człowieczego współistnienia do bytów, które „napataczają ” się nam, w naszym trochę świadomym/? odbębnianiu wpisów czasoprzestrzennych, które niby tworzą nas- poruszyły u mnie obszary, jakie u siebie w wieku ok. trzydziestgki zaczynam próbować na własny użytek definiować .
    Studenckie, piękne czasy oddalają się w bliskiej, uciekającecej szaleńczo zamierzchłości, i zaczynam odczuwać, że jestem osaczany przez coraz więcej „Citroenów”, które tworzą i jednocześnie niszczą moje wnętrze. W ubiegłym roku,. z przerażeniem stwierdziłem, że w szybkim tempie staję się „skarbczykiem ” wszystkiego, co się dotychczas raczyło ze mną przeturlać przez jakiś moment przez Wielkiego Determinatora- Czasoprzestrzeń -rozumiana jako WSZYSTKO co dzisiaj w świetle domyslów naszego Gatunku może ją tworzyć.
    Starsi koledzy, którzy już jakby zostali zamurowani skutkami swoich , wczorajszych przeżyć, zawzięcie usiłowali mnie kodować na „swoją modłę”, posługując się w tym celu drętwą maksymą- nie ma JUTRA bez WCZORAJ.
    Moje kontry,w postaci takiie, że WCZORAJ, w wielu okolicznościach może być bagażem zabójczym dla mało przewidywalnego JUTRA/ze wszystkimi niespodziankami świdomościotwórczymi/.
    Po takich „targach” – oni uznali mnie za niereformowanego, nierozwojowego tępaka, a ja w poczuciu misi, polegającej na tym, żeby uratować z siebie ile się da- czmychnąłem im z takich „debat” po angielsku.
    Zainspirowany, wywołanym w takich „przepychankach ” duchem otwartm na „atowtrącanie ” się moje do wolnego udowania swojej świadomości, zacząłem z premedytacją niszczyć wszystko, co do tego momentu usiłowało na własną rękę mnie skonstruować. Na początgek postanowiłem odciąć /i już zawsze odcinać/ moją pempowinę od dotychczasowych , wczesnorozwojowych dowartoścoiowywaczy-ogłupiaczy- czyli śladów wszelkich moich dotychczasowych sukcesów. Spaliłem więc wszystkie moje dotychczasowe nagrody, dyplomy/oprócz uczelnianego/ , medale etc.
    Wraźenie- ULGA NOWONARODZENIOWA!!
    W ciągu jednej godziny zresetowałem siebie do TERAZ.
    W ciągu tej godziny odrodziłem w sobie -aktualnego , prawdziwie sumarycznego siebie, WOLNEGO od pośrednich szmerów rozwojowych…

    Pozdrawiam,Sebastian

  85. PILNE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Sytuacja jest tragiczna. Zapadła decyzja o likwidacji schroniska w Józefowie, 600 psów i 30 kotów ma być UŚPIONYCH! Błagam was rozpowszechniajcie te wiadomość. Może ktoś wziąłby na dom tymczasowy jakiegoś zwierzaka. Bedziemy tez zbierać karmę, pieniądze na hoteliki, by choć troche ich uratować Artur Starosz nr tel. 668249268 Ula Kurek 880822051 Błagam Cię rozsyłaj . Dla Ciebie to tylko skopiowanie tej wiadomosci ale dla tych biednych zwierzat to szansa na dalsze i lepsze zycie.

  86. Drogi pan Gekko jest pan prawdziwym sloneczkiem na tym polskim
    padole placzacych mezczyzn i kobiet..
    /a mnie sie wydawalo ,ze to byla auto-(auto)-satyra ../
    Salute

  87. 🙂
    Auto satyra to Lambo/Kabrio sześcidziesięciolatka.

    A Polonia i jej Sawa to niespełniony sen polskiej motoryzacji o Warsie?

    http://interia360.pl/zdjecie/wars-prototyp,16908
    🙂

  88. Troche sie zmeczylam ta „polska motoryzacja „, panie Gekko.
    ..ponoc czlowiek wszystko moze ,tylko nie wszystko potrafi…
    /ja tez/
    Salute

  89. Szanowny Gospodarzu,
    a mój wpis :Sebastian
    22 maja o godz. 19:23 –
    czeka na moderację, czeka, czeka…

    Pozdrawiam,Sebastian

  90. 🙂

  91. Jan Hartman
    23 maja o godz. 20:31
    ——————————-
    .

    Pozdrawiam, Sebastian

  92. Szanowny Panie Slawomirski,
    brak mi sil oraz ochoty na polemike ze spiskowcami. Zajety jestem ciagle praca, a nieemerytowani (nie zasluguja na okreslenie merité) rencisci maja czasu za wiele. Dalacze do nich prawdopodobnie z osiagnieciem odpowiedniego wieku. Z Wroclawiem lacza mnie lata studenckie; bylo ich szesc. Niestety opuscilem Ww w 1976 roku i wiele zapomnialem. Bywam jednak regularnie co dwa miesiace. Zone prosze uspokoic, ciagle kocham kobiety, a z tego co pamieta jest Pan mldoszy ode mnie, zona wiec rowniez…..Do Hartmana zywie sympatie, do Pana rowniez, chociaz nie wyszlo Panu z kara smierci…
    Z powazaniem.
    ET
    PS
    Powaznie pomyslalem, ze po latach bladzenia w blogosferze wartobyloby sie spotkac.

css.php