Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne

28.07.2012
sobota

Na kukwi

28 lipca 2012, sobota,

Na kukwi tam wżałem od strzedzi
Lubo dziwoka Hanajo nie moja
Pomniata na karo i wzata na budz
Na nistem się chadło i boło tuj, hen!
Czerwona perło na czernym moczarzu
Od ledzwi i poti posoki poschali
Skończona pasłęka, na nico to dziś
Próżne użdanie – nie wróci ta stęga
Tępo i marnie wydężam na rozpon
Co władem mem brądzi i siuka na bryc
Na kukwi tak wżałem po tobie aż-ać
Zapomnić i umrać bez nikąd na wyd
Napiti w bardanu kurzewi mi los
Hanaja odpasa zatażu dla byzdrzi
Sumerki pokroczy bez luny cez lip
Ostatni na kukwi bez ruchu od stydi
Na brzyć się zbierać po ceście bez noc
Sam stary nidoga – za głupy na um
Sam młody badarak – za umny na bred
Tak durno i tak mi na spak

Na duli się barłem za motu i widz
Co chapam to warta ni bardy ni kan
Pustota od siebie nie mocna odchadzić
Z pustotą zawlakam swe żyti bez las
Na pustą godzinę dochadzam w nicotu
Kan żda mej mateczi bez oczi duch
Ne widej me matko, ne paczi bez ócz
Kamen i śleza sou tobie na grób
Jak miaczyk je rzuci upity twój kluk
Nahaj! Puść już to będzie bez ruszcze i won!
Nahaj! Odpasaj zatażu, Hanajo umila
Hanajo czerna, co miałem cię rad
Nim śmierć cię do mene zataży na wrat

Wo Wole Uhruskie, lip 2012

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 132

Dodaj komentarz »
  1. Drugą strofę prawie rozumiem, z pierwszą mam spore kłopoty. Eh, dumy, dumki szumne, a człek jak był głupi, tak jest.

  2. Ni to pies, ni wydra. Ani po ukraińsku, ani po kaszubsku, pewnie po hartmańsku.

  3. Gmina Wola Uhruska położona jest w województwie lubelskim w południowowschodniej części powiatu włodawskiego. Wola
    Uhruska leży wzdłuż rzeki Bug, będącej zarazem granicą państwa.
    Gmina w swych granicach administracyjnych obejmuje 16 sołectw: Bytyń, Józefów,Kosyń, Macoszyn Duży, Majdan Stuleński, Mszanka, Mszanna, Mszanna-Kolonia, Piaski,Potoki, Siedliszcze, Stanisławów, Stulno, Uhrusk, Wola Uhruska, Zbereże. Najbliższymi ośrodkami miejskimi są Włodawa i Chełm, znajdującymi się ok. 33 km od Woli Uhruskiej.Największym walorem przyrodniczym, jak również turystycznym, jest położenie gminy w dolinie rzeki Bug, która stanowi ważny w skali europejskiej korytarz ekologiczny oraz szlak migracyjny i ostoję ptactwa wodno – błotnego oraz rzadkich gatunków ssaków związanych z wodą, takich jak bóbr i wydra.
    Podróż Jana Hartmana na wschód. Szkoda, że jestem już po urlopie, chętnie zobaczyłabym te okolice. Jak wnoszę z kontekstu tekstu, jest to miejsce bardzo dobrze znane Gospodarzowi. Prawdopodobnie także z okresu Jego młodości. Widok znanego miejsca i spotkanie ,,po latach”, przywołało wspomnienia, gorącego uczucia. Żal utraty, kiedy nie można rzeczywistości zmienić. Obiekt miłości jest wieczny. Pustka utraty ducha rozrywa, a tęsknota serce, nieme lędźwie rozpala. Tylko łzy nad grobem. ,,Hanajo czerna, co miałem cię rad Nim śmierć cię do mene zataży na wrat” – rozumiem jako Hanajo, byłem szczęśliwy, gdy byłaś obok mnie. Śmierć bliskość rozłączyła i na powrót połączy. Piękny tekst i piękny dzień. Pozdr.:)

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Czy to język białoruski?

  6. Ech, te podróże sentymantalne na Kresy…
    Jeśli wierzyć interpretacji tekstu i sugerowanej jego genezie dokonanej przez Aleksandrę. Co do języka, to chyba jakiś wolapik ukraińsko-polski, jak to na pograniczu.
    Zresztą wszelkie pogranicza są bardzo interesujące. Fascynują mnie np. okolice Sejn, Puńska na Suwalszczyźnie, Bobrownik czy Sokółki na Podlasiu. Przeplatanie się żywiołów polskich, litewskich, białoruskich.
    Słabo, pod tym wzgledem, znam nasze kresy zachodnie. W późnych latach 80. spotkałam gdzieś w Zielonogórskiem polskich… górali czadeckich, którzy reaptriowali się niedługo po wojnie z Rumunii.

  7. Konsultowałem ze znajomą slawistką, jej zdaniem to jest napisane „po naszemu” 😉 czyli językiem Polesia, pogranicza polsko-białorusko-ukraińskiego.

    Swoją drogą, nazywanie centralnej Polski, a taką przecież Lubelszczyzna była i jest od stuleci, „Kresami” to naprawdę przesada.

  8. Myślałem w pierwszej chwili, że to coś z tej beczki:

    Apentuła niewdziosek, te będy gruwaśne
    W koć turmiela weprząchnie, kostrą bajtę spoczy,
    Oproszędły znimęci, wyświrle uwzroczy,
    A korśliwe porsacze dogremnie wyczkaśnie!

  9. @inspektor kot! Lem! Znamy i kochamy! Serdecznie, jh

  10. Panie Gospodarzu,

    tak, piekny „jezyk”! szkoda, ze nie gwara lemkowska, czyli jezyk rusinski; zas milosnikom tego regionu jak i huculszczyzny polecam piekna ksiazke Stanislawa Vincenze „Na wysokiej poloninie” /cz.3: Barwinkowy wianek/, pozdrawiam
    ————————————————————-
    http://www.stowarzyszenielemkow.pl

  11. Pickard
    29 lipca o godz. 11:25

    Polska się przesunęła.

    Te nostalgie kresowe ,w pokoleniu,dla którego dziadowie mogli byc kresowiakami ,bo rodzice już nie,są wyrazem pewnego snobizmu na „lepszych szlacheckich”.

    Swoją drogą brak mi analizy/obrazu obecnej Polski Zachodniej.Kto tam siedzi i co czuje ? i jak przyszłośc widzi ?

    Kaczyzm pleni się w ostoi łomzyńsko/warszawsko/nie wiadomo jakiej .

    Własnie w jakiej jeszcze ?

  12. Tak to jest, jak się bloguje po pijaku…

  13. Najlepiej byloby zasiegnac opinii i komentarza szanownego p. profesora Mariana Kucale, ktory od lat zajmuje sie polska dialektologia – zreszta doctor hc KUL-u (rodem chyba z Myslenic)

  14. Jurgowy
    Wcale niekoniecznie „lepszych szlacheckich”, choć to prawda, ze łatwiej powoływać się na „lepsze” parantele, gdy jest to praktycznie nie do sprawdzenia.
    Szukając swoich niewatpliwie kresowych korzeni (po mieczu), miałam duży kłopot, no bo np. sprobuj wyciągnąć metrykę chrztu przodka z Baranowicz, Klecka czy Truskawca, co może cię naprowadzić na dalsze ślady.
    Zawzięłam się jednak parę lat temu i dzięki licznym portalom w takich poszukiwaniach wyspecjalizowanych, „odkryłam” krewnych, którzy dziś mieszkają od Kowna po Hongkong i Australię.
    Byłam tak zawzięta, że nawet doprowadziłam do spotkania w Warszawie kilku osób z „rodziny”.
    Użyłam cudzysłowu, bo po pierwszych wzruszeniach okazało się, że niewiele mamy sobie do powiedzenia. Nie da się nadrobić utraconych lat, pokonać bariery bardzo odmiennych doświadczeń, wykrzesać z siebie autentyczne zainteresowanie i niewymuszoną serdeczność.
    Zdarza sie, ze piszemy do siebie maile, ale raczej okolicznościowe, głownie z okazji jakichś świąt, czy udanego urlopu.
    Żal mi, bo odnalazłam prawdziwego stryjecznego brata, którego istnienia nie mogłam nawet podejrzewać. Naszych ojców rozdzieliły najpierw jakieś waśnie rodzinne, potem wojna, a na koniec „żelazna kurtyna”, która usprawiedliwiała to, że nie „mogą” się odnaleźć.
    Oczywiście, takie historie nie dotyczą tylko tzw. kresowiaków. Ale jak przesuwa się ostro granice i zaprowadza z góry ustalone porządki, to i ludzie się gubią.

  15. Nie lubię Pana felietonów, ale tym razem muszę się zwrócić do Pana z prośbą o adres do dilera.

  16. Z białoruskim nie ma nic wspólnego. Co do ukraińskiego albo gwar poleskich nie mogę autorytatywnie się wypowiedzieć, ale przypuszczam, że wątpię.
    Ale gospodarz dał zagwozdkę…

  17. Mag,
    masz rację.Moja siostra wykonała tą tytaniczną pracę.Czytuje jej wyniki ,to znaczy pracy siostry,z dreszczem na grzbiecie.
    Napisałem,nieudolnie,o szpagaciarstwie.Typu „pochodzenie braci od Jarosława Mądrego oraz przodku znamienitym naczelniku ekspedycji kolejowej”.
    Właściwie chodzi mi o wzgardę dla trudu życia.Miałem (mam) kolegów z rodzin górniczych (sam też) ,którzy przeszli przez wszystkie szczeble (zatwierdzenia) górnicze,swoim trudem .Nie miglanców.
    Szpagaciarze (miglance) stanowią gros (tak mi się wydaje) naszej klasy politycznej. To jest właśnie objaw tej wzgardy.
    A poszukiwanie „lepszych szlacheckich ” doprowadza mnie do furii.
    Zagłoba proroczo mawiał „nie bedę się tobie chamie wywodził” z przeczuciem ,że zwraca się do szpagaciarzy.

  18. Jurganovy
    Po pierwsze, przepraszam, że „przekręciłam” Twój nick (zauważyłam dopiero po Twojej odpowiedzi), czego mi zresztą wielkodusznie nie wypomniałeś.
    Po drugie, Zagłoba po stokroć miał rację, co nie zmienia faktu, że nie przepadam za Trylogią.
    Ta zakłamana, błyskotliwie napisana historia „ku pokrzepieniu serc” (polskich) do dziś odbija sie czkawką. Sprawia, że bardziej żyjemy mitami, niż rzeczywistością.

  19. Marit
    Wyraziłam już swoje podejrzenia co pochodzenia parajęzyka użytego w przytoczonym przez Gospodarza tekście. Mam nadzieję, że na zbiorową prośbę jego czytelników rozwieje wkrótce nasze wątpliwości.
    Masz chyba rację, że najmniej wspólnego (ten wolapik) ma z białoruskim.
    Byłabym wdzięczna, gdybyś odniosła się do moich dywagacji na temat kresowości i czegoś tak trudnego do określenia jak pogranicza kultur. Z tego prostego powodu, że cenię sobie Twoje opinie.

  20. hcra,

    ja zwykle bloguję po pijaku.Myślałem,dotychczas,że tego nie widac.

    A „sepulki” opóścił

  21. Mag,
    bardzo Ci dziękuję za opinię o mnie, zawsze też Ciebie chętnie czytam 🙂
    Trudno mi się odnieść do Twoich opinii o pograniczach. Sama jestem amatorką, ciągle na etapie poszukiwania czegoś. Nieustannie jeżdżę na te pogranicza, każde wakacje spędzam na Suwalszczyźnie, Sejneńszczyźnie, Białostoczczyźnie, także na Litwie, Łotwie, Estonii, Białorusi, Ukrainie itp. Trochą za szerokie spektrum (ostatnio dominuje Białoruś – bezwzględnie!)
    Nigdy nie podążałam za ideą „polskości” tych ziem. Zawsze fascynowało mnie to, co jest tam odmienne, zawsze lubiłam podkreślać swój szacunek dla gospodarzy. Bliska jest mi koncepcja Juliusza Mieroszewskiego dotycząca polskiego poszanowania dla narodowych aspiracji narodów wschodu.
    Jednocześnie zaś odczuwam nostalgię za Wielkim Księstwem Litewskim… A może nawet za Rzeczpospolitą Obojga Narodów 🙂

    „Jak ża był kaliś żadany vyraj
    Dzie ziała nieba i rasła trawa.
    Ne możemo bez tebe, Ukraino!
    Ir be tavęs ne galim, Lietuva!”

    (podpowiadam: 2 pierwsze wersy – po białorusku, 3 wers – ukraiński, 4 – litewski. Gospodarz też by mógł wyjaśnić swoją niesamowitą zagadkę).

  22. Skończona pasłęka
    Ni chaty, ni drogi
    Napity bez uma
    Ostatni ja kluk
    Dam hroszi – wystękam
    Zatahaj w barłogi
    A w bani mi surma
    Hartmani, że huk 🙄

  23. Niestety, zupełnie nie znam terenów, o których Państwo piszecie.
    Jakość polskich dróg odstraszała mnie skutecznie od podróży do tej części Polski, do której nie musiałam jeździć służbowo.
    Może pora nadrobić zaległości? Od czego zacząć?

  24. Ja ostrożnie wyrażę pogląd, że inkryminowany wiersz jest po polsku…

    Aczkolwiek najbardziej przypomina on wygłupy futurystów.

    Markot – nieźle wyszło 🙂

  25. @ Matylda, może zwiedzisz Frampol, Zamość i Zwierzyniec 🙂

  26. Matylda
    Jeśli mogę Ci coś radzić w sprawie peregrynacji „kresowych”, to zacznij od mojego ukochanego Podlasia. Ukochanego nie z racji związków rodzinnych, ale dla jego urody pod względem krajobrazów i ludzi mówiących z kresowym zaśpiewem.
    Ewa1958 mieszka tam na codzień, więc jej ukochanie splata się często z gorzką oceną niektórych wiejskich realiów (głownie w sferze obyczajowej na styku wpływów plebana na wójta, dosłownie i metaforycznie). Ja to wszystko postrzegam jako człowiek z zewnątrz, ale może właśnie „z oddali” ma się bardziej wyważony osąd.
    Tykocin (obok „wioska bociania” w Pętowie), Supraśl, Kruszyniany, Bohoniki, Waliły, Gródek, Królowe Mosty to tylko niektóre przystanki miłe memu sercu.
    Znajdziesz tam, jak w soczewce, wzajemne przenikanie się historii i kultur Białorusinów, Polaków, Tatarów i tego co pozostało po Żydach (np. pięknie odrestaurowana synagoga w Tykocinie). Poza tym przyroda – cudo, tereny o których piszę (te już za Białymstokiem), są w zasięgu puszczy Knyszyńskiej. Zdarzało mi się iść kilka kilometrów i nie spotkać żywej duszy, za to jelonka, lisa jak najbardziej. O grzybach nie wspomnę.
    Kiedyś jadąc samochodem przez las (najkrótszą drogą do Gródka, żeby zrobić zakupy) natknęłam się na rodzinkę dzików – rodziców i kilka młodych. Zwolniłam maksymalnie i jechałam nadal. Dziki pomalutku zeszły z drogi, ale miałam serce w gardle.
    Zresztą w googlach możesz sprawdzić, co i gdzie jest, bo nie chcę tu zanudzać przewodnikowymi informacjami.
    Nie wiem, gdzie mieszkasz i jak masz daleko na Podlasie. Ja jadę z Warszawy na Białystok drogą (b. dobrą) szybkiego ruchu, a za Bałymstokiem kieruję się na Bobrowniki- przejście graniczne na Białoruś.

  27. Marit
    Rozumiem Twoją nostalgię za Wielkim Księstwem Litewskim.
    Bywałaś, chyba nie bez powodu, w tamtych stronach, podobnie jak ja.
    Oj, marzyło się, choćby Giedroyciowi, odbudowanie tamtych więzi w nowym stylu, uwzględniającym demokrację po spodziewanym (wsześniej czy później) rozpadzie ZSRR.
    Rozpad nastąpił, ale sama widzisz, co się porobiło. Powróciły stare lęki i urazy (vide Litwa), a o Białorusi szkoda gadać.

  28. ….Znajdziesz tam, jak w soczewce, wzajemne przenikanie się historii i kultur Białorusinów, Polaków, Tatarów i tego co pozostało po Żydach (np. pięknie odrestaurowana synagoga w Tykocinie). …pisze Mag.

    Bez komentarza.

    ET

  29. ET
    A cóż tu można komentować?
    Wiadomo, że po wymordowaniu polskich Żydów – sąsiadów w tysiącach polskich miast i miasteczek pozostały jedynie resztki kirkutów (o ile nie zostały zdewastowane bezpowrotnie), mury domów, gdzie niegdyś mieszkali (krakowski Kaimierz to zachowana cudem dzielnica żydowska) i trochę synagog, jak ta w Tykocinie, Sejnach czy Szydłowie (w Świętokrzyskiem).
    Na szczęście są dziś w nich muzea upamiętniające historię Żydów na tych ziemiach, odbywają się koncerty, np. w ramach dni kultury żydowskiej itp. Akurat coś o tym wiem, bo mnie to interesuje.
    Radzę ci wejść na google. Znajdziesz dużo informacji.

  30. W Bohonikach i Kruszynianach interesujące cmentarze muzułmańskie, w Krynkach – stary kirkut. Miejscowi niechętnie udzielają pomocy w znalezieniu, drogowskazów też nie ma, ale jak się uprzeć…
    Meczet w Bohonikach zarządzany przez mało sympatycznego imama po szkoleniu w Arabii Saudyjskiej, restauracja obok – w rękach jego rodziny. Kruszyniany przyjemniejsze, w meczecie kompetentny przewodnik.

  31. Pisz pan po polsku do cholery!

  32. Ja Ślązak,nie Ślązak (też popier..ne pogranicze),zwiedzałem Tykocin AD 2000.
    W pamięc zapadłe mi żale miejscowego przewodnika ,że przyjeżdżajom autobusami,
    lecz nawet butelki wody nie kupiom.
    Tak jak ci na Wawelu ,przywiezieni na marsz żywych.Zupełnie nie kumający po jaką cholerę.
    Ruvik pokazał mi Katovitzer Street nazwaną na cześc pierwszego zjazdu syjonistów.
    Chyba w Hajfie.Mówił,że obowiązkowe nauczanie syjonizmu jest znacznie gorsze niż nauczanie historii WKpB.
    Mennonici się lepiej w historię regulacji błot wpisali.Ale nie przyjeżdżajom.

    Niejaki Exterrestrial grasujacy na blogach POLITYKI mógłby się zdeklarowac.
    Czy bliżej mu do WKpB czy wycieczek płonych.
    Nie liczę na deklarację.Będzie nawijał do usranej śmierci.Ten typ tak ma.

  33. Extraterrestrial

  34. 🙂 Polecam SLOPIEWNIE Mistrza Juliana TUWIMA

    O mowie rosyjskiej
    ——————————-
    Tiewnaja piewunnica
    Miloj nie raduny!
    Zwoniestie, zagoriste
    Swietoladi struny!

    Wjarkoti zurczalowo,
    Wjunica placzewna,
    Grustiwie pieczalowo
    Tiewnaja slopiewna

    Wiecej Tuwimowych arcydziel w ksiazce „Pegaz deba, czyli panopticum poetyckie” (1950 i 2008) albo rownie genialne dzielo Stanislawa Baranczaka „Pegaz zdebial”, ktore warto przeczytac.

  35. ozzy 🙂
    W białodrzewiu właśnie bździ bezpieczno
    Młodzik cioci z zapałem użyźnie,
    Trzewia pełni piszczelą i psieczną,
    Psi psi przy śnie ciśnie w pępek wiśnie!
    A gdy skąpiec na powłoczu skiśnie,
    W ciemne ciemię zaświergolą ptakiem,
    W białodrzewiu siknie osobiście,
    A Tuwimiak przystanął za krzakiem

  36. @ marit 🙂
    nie ma jak w o p a r a c h a b s u r d u

    a i Mistrz Antoni… jakze wysmienity

  37. Mag, Pickard,
    bardzo dziękuję za sugestie. Do Zamościa najchętniej pojechałabym we wrześniu, kiedy minie szał wakacyjny. Jeżeli sytuacja zawodowa i rodzinna pozwoli. Już zaczęłam przygotowywać grunt. Kilkukrotnie byłam w Lublinie służbowo. Korzystając z wolnych chwil w pracy, zdążyłam się zakochać w tym mieście. Teraz chętnie pojechałabym do Lublina i w okolice polecane przez Pickarda, żeby je poznać i trochę się z nimi zaprzyjaźnić.
    W Supraślu byłam raz. Też służbowo. Wzięłam udział w nabożeństwie w cerkwii. Niestety obowiązki nie pozwoliły na zwiedzanie okolic. Marzy mi się wyjazd w strony, które polecasz Mag, wiosną, kiedy w Hajnówce odbywa się festiwal muzyki cerkiewnej.
    Może uda się te marzenia zrealizować.

  38. Matylda
    We Frampolu, o czym mało kto wie, jest wprowadzony w życie, opracowany przez nieznanego z imienia twórcę, teoretyczny projekt idealnego planu zabudowy miasta. Wokół kwadratowego rynku, zorientowanego według stron świata, zaprojektowano coraz to większe kwadraty ulic połączone ze sobą ośmioma ulicami wychodzącymi promieniście ze środka rynku. Kwadrat był obwiedziony czterema ulicami stodolnymi stanowiącymi jednocześnie dojazd do pól. Pierwotna długość jednego boku rynku (225 m) przewyższała największy rynek w Polsce i Europie – krakowski (200 m x 200 m)[10]. Układ przestrzenny Frampola jest ewenementem w skali kraju.
    szczegóły: http://pl.wikipedia.org/wiki/Frampol

  39. Pickard,
    z pewnością tam pojedziemy. To, co piszesz jest fascynujace. Szczególnie dla mojego męża inżyniera. Jeszcze jeden argument żeby go przekonać do wyprawy już we wrześniu. Bardzo dziękuję 🙂
    Wszelkie, dalsze ciekawostki mile widziane 🙂

  40. Kiedys byla krzyzowkowa i TV, dzisiaj jest googlowa……

    ET

  41. Dawno nie zaglądałam na fora, a tu widzę, że znów coś o Podlasiu. Spieszę zatem poinformować, ze jest jeszcze jeden Frampol. To podbiałostocka wieś, w gminie Juchnowiec Kościelny. Urodził się w niej Edward Redliński:

    „Drewniana chatka z zielonymi okiennicami i drzwiami, malowniczo usytuowana pod brzozami. Czyli Domek Twórczości Edwarda Redlińskiego, autora m.in. „Konopielki” i „Awansu” otwarty właśnie we Frampolu.”

    http://bialystok.gazeta.pl/bialystok/1,35235,12214637,Edward_Redlinski_znow_ma_tworczy_domek_we_Frampolu.html

    P.S. Pozdrawiam serdecznie. Nadmiar domowych obowiązków związanych z wakacyjnymi wizytami ‚zagranicznych’ dzieci nie pozwala mi tu za często zaglądać. I tak pewnie do jesieni. Ale obowiązki są bardzo przyjemne.

  42. Między Łapami (dawne miasto powiatowe znane z m.in. z nieistniejącej już Cukrowni Łapy) a Białymstokiem znajduje się najstarsze na Podlasiu historyczne miasteczko Suraż z Górą królowej Bony, w którym pan Edward Redliński chce umieścić akcję swej kolejnej powieści.

    Do Suraża warto zawitać choćby ze względu na wspaniałe prywatne muzeum archeologiczne pana Wiktora Litwińczuka, syna Władysława.

    „Dzięki niemu Suraż jest słynny na całym świecie, bo muzeum jest wizytówką miasteczka. Ale nie tylko. Suraskie zbiory to też skarbnica wiedzy. Do Wiktora Litwińczuka przyjeżdżają naukowcy: archeolodzy i historycy. Prowadzą tu badania naukowe, opisują i dokumentują eksponaty.

    Warto przypomnieć, że na temat muzeum powstało łącznie aż czterdzieści osiem prac magisterskich i licencjackich.”

    http://www.poranny.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20080401/REGION03/393780046

    .

  43. Z Suraża pochodził pan Antoni Jabłoński, jeden z żołnierzy, którzy 2 maja 1945 roku zawiesili w Berlinie polska flagę.

    Suraż bardziej przypomina wieś, niż miasto. Wiąże się z tym nawet lokalna anegdota. Otóż przez Suraż przejeżdżał wóz naładowany sianem. Furman nie znał dobrze okolicy, zatrzymał więc konia i zapytał kilku stojących pod sklepem mieszkańców, co to za wieś. – Wieś? Jaka wieś! My ci tu pokażemy wieś! Suraż to miasto – zakrzyknęli i ‚rozładowali’ zdumionemu chłopu wóz z sianem. Dopiero, jak zaprzysiągł, że do końca życia zapamięta, że Suraż to miasto i okolicznym przekaże, honorowi obywatele miasta Suraż załadowali na powrót wóz sianem i lekko oszołomionego chłopa puścili wolno…

    http://pl.wikipedia.org/wiki/Sura%C5%BC

  44. Co do miejsca urodzenia, to w Dwikozach (Świętokrzyskie, nad Wisłą) (tych od czarownika Fikusa z Dzwikóz) urodził się Wiesław Myśliwski.
    Natomiast w Tuszowie Narodowym, pod samym Mielcem stoi dom w którym urodził się Władysław Sikorski. W domku jest małe muzeum. Na Podkarpaciu zdecydowanie warto zobaczyć np zamek w Łańcucie http://www.zamek-lancut.pl/pl/
    oraz w Baranowie Sandomierskim http://www.baranow.com.pl/
    na Lubelszczyźnie zaś oczywiście Kozłówkę http://www.muzeumzamoyskich.pl/aktualnosci

  45. ad Ewa 1958

    Polecam Szanownej Pani stronice Czasopisu (www.czasopisu.pl).
    Czym bylalby kultura bialoruska w Polsce bez SOKRATA JANOWICZA i jego osrodka Villa Sokrates w Krynkach k.Sokolki ? Czlowiek – instytucja, szafarz kultury bialoruskiej w Polsce i jezyka bialoruskiego, znakomity literat, humanista, Europejczyk. Edytor znakomitych Annus Albaruthenicus wespol z Jerzym Chmielewskim. Z redakcja Czasopisu wspolpracuja m.in. Jan Maksymiuk (poliglota, przeklad Ulissesa na bialorus.), Janusz Korbel (Teremiski, tu miesci sie Uniwersytet Powszchny im Jana Jozefa Lipskiego), Leon Tarasewicz (artysta plastyk znany ze swych monumentalnych dziel z pogranicza konceptualizmu i instalacji)

    PS Tworczosc Wieslawa Mysliwskiego jest wyjatkowa i daleka od pseudostylizacji
    Edwarda Redlinskiego, ktory sie pozniej po „Konopielce” zupelnie zagubil, szkoda, ze nie kontynyowal nurtu reportazowego. „Widnokrag” Mysliwskiego to przedni majstersztyk sztuki prozatorskiej i poetyckiej.

  46. ozzy
    adresowałeś swój wpis do Ewy, ja natomiast dziękuję za podanie kilku miejsc w realu i w necie związanych z kulturą białoruską. Jako fanka biełaruskaj mowy na pewno tam zajrzę! Pozdrowienia 🙂

  47. Jak już ktoś zahaczył o Świętokrzyskie, to polecam Sichów niedawno odzyskany przez rodzinę Radziwiłłów ( z tej linii „uboższej”, ostatniego właściciela majątku Krzysztofa Radziwiłła zwanego czerwonym księciem, niedoszłego męża Lillpopówny, która wolała J. Iwaszkiewicza).
    Mozna tam oglądać w otoczeniu pieknego parku krajobrazowego odrestaurowane stajnie, gdzie jest motel i restauracja oraz dwór (właściwie dworek) mieszczący Bibliotekę Sichowską, miejsce różnych wystaw i spotkań.
    Niedaleko położone są Kurozwęki, piękny pałac odzyskany przez Popielów (skoligaconych zreszta z „tymi” Radziwiłłami). Odrestaurowane wnętrza można zwiedzać, wynająć salę balową na wesele itp.
    Podziwiam potomków, którzy zrobili jakieś tam pieniądze, głównie za granicą, że chciało się im wrocić, żeby zaryzykować własną kasę plus fundusze unijne (musieli przedstawić sensowne projekty) i teraz utrzymywac te wszystkie obiekty, które były wcześniej w ruinie.
    Również niedaleko jest Szydłów, nazywany z pewną przesadą polskim Carcasson (zachowane zarysy średniowiecznego miasta – ocalały mury obronne, dwie bramy i coś tam jeszcze). Też blisko – słynny Pacanów, gdzie nie tylko dzieciaki mogą obejrzeć multimedialne muzeum ku pamięci Koziołka Matołka.
    To tylko mały fragment Ziemi Świękokrzyskiej na pograniczu Sandomierszczyzny. Akurat niedawno go odwiedziłam.
    Łysa Góra czy Św. Krzyż to temat odrębny, a ja nie chcę robić za przewodnika, bo byłoby to nadużycie. Poza tym, że polecam te okolice en masse.

  48. Ozzy
    Nie wiem kiedy wyjechaleś z Polski (bo chyba mieszkasz w Szwecji, skąd zreszta niedawno wróciłam od mojej siostry), ale skoro znasz okolice Krynek i Sokółki, to może znałeś Macieja Konopackiego – Tatara z pochodzenia, śwetnego faceta ogromnie zaslużonego dla utrwalania pamięci o Tatarach polskich.
    W pełni zgadzam się z Tobą co do oceny pisarstwa Myśliwskiego. To wielka proza (i poezja zarazem), poczynając od „Kamienia na kamieniu”. Mam wszystkie jego (niestety nieliczne) książki.
    Redliński „wyprztykał” się już „Konopielką”. Później było tylko gorzej.

  49. Ozzy
    Napisałam niechcący bzurę – nikt nie musi utrwalać pamięci o Tatarch polskich, bo oni tu nadal mieszkają. Na Podlasiu, na Suwalszczyźnie, ale i np. w Gdańsku, jak np. świetny poeta Selim Chazbijewicz.

  50. Szanowne mag et marit,

    tak, zarowno Maciej Konopacki jak i Selim Chzabijewicz sa mi znani – zwlaszcza pamietam ich aktywna dzialalnosc z poczatku lat 70. Mysle, ze Twoja uwaga nie byla „bzdura”, poniewaz sa ludzie, ktorzy w jakis bardziej szczegolny sposob na trwale wpisuja sie w dziedzictwo kulturowe mniejszosci etnicznych w Polsce, czyli tych z ojczyzny mojej (jakze piekne strofy Antoniego Slonimskiego, ” Ten jest z oczyzny mojej”). Bo chyba warto, tak z pewnoscia, jak pisal Adam Zagajewski odwiedzac
    swoje wspomnienia i uszyc dla nich plocienne pokrowce.

    pozdrawiam,

    ozzy

  51. @ozzy
    31 lipca o godz. 18:21

    Dzięki za przypomnienie Sokrata i Leona Tarasewicza.
    Co do Redlińskiego, to muszę się z Państwem zgodzić. Zaczął od wysokiego C, a później było coraz niżej. Ale mimo to darzymy go tutaj szczególnym sentymentem.
    Skoro już o podlaskich artystach mowa, to wspomnę jeszcze o Janie Leończuku, wspaniałym, ciepłym, niezwykle barwnym człowieku, z ‚rękami jak bochny chleba’, jak zwykł o sobie mawiać.

    Były wykładowca literatury współczesnej, poeta, prozaik, gawędziarz, sołtys rodzinnej wsi Łubniki koło Zabłudowa, aktualnie dyrektor Książnicy Podlaskiej.

    Postać nietuzinkowa, człowiek niezwykle przywiązany do tradycji rodzinnych, jeden z tych, którzy próbują ocalić od zapomnienia klimat dawnej wsi, jego szczerość i magię.

    „Czy pisarze muszą być modni, czy muszą się kręcić wokół literackich wirujących stolików?… Ja nie wiem… Każdy dokonuje wyboru na własny rachunek i odpowiedzialność. Najważniejszy jest wymiar głębszy, wymiar moralny pisarstwa. Środowisko literackie zawsze z tym było na bakier. Ja chciałbym, by słowo, którym się posługuję, było w miarę jasne, by nie kaleczyło, by pozwalało odnaleźć zagubioną ludzką wspólnotę wędrowania. Nie roszczę sobie pretensji, by za wszelką cenę zaistnieć, ja tylko chcę zapisać swoje maleńkie zdanie.”

    (J. Leończuk, rozmowa w: „Kurier Poranny”, 15.11.2000 r.)

    Proszę posłuchać jednej z cudnych gawęd Jana Leończuka, mówiącego przepiękną polszczyzną z charakterystycznym dla tego rejonu Podlasia przedniojęzykowym ‚ł’:

    http://www.radio.bialystok.pl/kultura/archiwum/id/57776

    *Jan Leończuk „W przestrzeniach słowa” to cykl audycji emitowanych w Polskim Radiu Białystok w latach 2005-2006.

  52. mag, Carcassonne 🙂 nota bene, jeśli będziesz tam w okolicy, wpadnij do http://pl.wikipedia.org/wiki/Rocamadour

  53. @ Ewa 1958

    tak, sluchalem Jana Leonczuka. Rzeczywiscie bardzo przyjemny glos, jakbym oddychal swiezo upieczonym chlebem sluchajac jego poezji. Fragment tego manifestu poety z bialostockiego KP (chyba jedyna gazeta stamtad + GW Bialystok) jest jak najbardziej
    uniwersalny. Przypominam w tej chwili Zbigniewa Herberta „Przypowiesc”, ktora chyba najdosadniej przedstawia ten stan:

    czym bylby swiat
    gdyby nie napelniala go
    nieustanna krzatanina poety
    wsrod ptakow i kamieni

    O poezji Zbigniewa Herberta do przeczytania w ksiazce Stanislawa Baranczaka „Uciekinier z utopii”, Polonia, 1984, Londyn albo w eseju Adama Michnika „Potega smaku” w: Z dziejow honoru w Polsce, Kultura, Paryz 1985, ss. 199-280

  54. Fajne. Też mam coś fajnego, tylko w całości nie da rady, bo za długie, więc ze dwa krótkie fragmenty może, z Księgi Izajasza:

    „Słuchajcie, niebiosa, nakłoń uszu, ziemio, bo Jahwe przemawia!
    -Jam synów wychował i wyniósł wysoko, lecz ci mnie zdradzili.
    Zna wół gospodarza swego, a osioł żłób swego pana
    lecz Izrael znać nie chce, mój lud nie nabiera rozumu.
    Biada narodowi grzesznemu, ludowi obciążonemu winą,
    potomstwu złoczyńców i synom wyrodnym!
    Opuścili Jahwe, wzgardzili świętym Izraela,
    wstecz się obrócili.
    Gdzie mam was jeszcze chłostać, skoro wciąż trwacie w odstępstwie?
    Cała głowa jest chora, całe serce niemocą objęte
    Nie ma w nim od stóp do głów miejsca zupełnie zdrowego
    -same rany i sińce!…
    -Cóż mi po mnóstwie waszych ofiar krwawych? – mówi Jahwe.
    Syt jestem całopaleń z baranów i tłuszczu cielców tuczonych.
    Nie mam upodobania we krwi wołów, jagniąt i kozłów.
    Gdy się przede mną zjawiacie – któż od was wymaga
    byście deptali po moich dziedzińcach?
    Nie przynoście mi już obiat kłamliwych. Dym kadzielny
    wzbudza we mnie odrazę. Nowiów, szabatów, zwoływania zebrań
    obłudy, zgromadzeń świątecznych nie mogę znieść. Dni nowiu
    świąt waszych znienawidziłem zupełnie; stały się dla mnie ciężarem,
    znużyło mnie ich znoszenie. Gdy dłonie swe do mnie wyciągać będziecie,
    zasłonię oczy przed wami, a chociaż mnożyć będziecie modły, Ja wcale
    słuchać nie będę. Krwią ociekają ręce wasze!”

    „Niewierność Jerozolimy

    Jakże to wierna niegdyś stolica stała się nierządnicą!
    Syjon był pełen prawości, sprawiedliwość w nim przebywała,
    a teraz – mordercy…
    Twoi książęta – to buntownicy i sprzymierzeńcy złodziei.
    Każdy lubuje się w drach przekupnych, i goni za podarkami.
    Sierocie praw nie przyznają, a skarga wdowy nie dociera do nich.
    Przeto mówi Pan, Jahwe zastępów, Mocarny Bóg Izraela:
    -Biada! Dokonam pomsty nad mymi wrogami, nieprzyjaciołom
    moim odpłacę! Dłoń swą przeciw tobie obrócę […]
    Bo drży w posadach Jeruzalem i Juda upada
    Mowa ich bowiem i postępowanie zwrócone przeciwko
    Jahwe, by majestatowi jego urągać.
    Wyraz ich twarzy przeciwko im świadczy, jak sodomici
    grzechami swymi się chełpią, nie kryją. Biada im!
    Sami dla siebie gotują nieszczęście!
    Szczęśliwy sprawiedliwy, bo będzie mu dobrze, bo spożywać
    będzie owoce swych czynów. Biada niegodziwemu, źle
    z takim będzie, bo wedle czynów jego będzie mu oddane.
    Nad ludem moim niedostatek dzierży władzę, krętacze nim rządzą.
    Twoi rządcy, mój ludu, to zwodziciele; prowadzą cię na bezdroża…”

    „Biada niegodziwcom
    Biada tym, którzy zagarniają dom za domem i dołączają pole do pola
    tak że już braknie miejsca, jak gdyby byli jedynymi mieszkańcami kraju!…
    Biada tym, co zło nazywają dobrem, a dobro – złem; którzy ciemność uważają za światłość, a światło – za ciemność, którzy gorycz uważają za słodycz,
    a słodycz za gorycz!”

    Sporo jeszcze ciekawszych słów wypowiada po swym widzeniu Izajasz, ale miejsca nie chcę nadużywać, tak tylko wpadłem na chwilkę.

  55. Co nam zostało z ich ofiary ?

    To był ich sierpień już ostatni
    czas za ojczyznę umierania
    niezłomnych serc
    miłości pierwszej
    tych
    którzy poszli do Powstania
    byli tak dumni i odważni
    że świat aż zadrżał z lęku o nich
    kamienie w bruku zapłakały
    spadły owoce z drzew jabłoni
    Wisła zamarła i zwolniła
    chciała odsłonić bród do Pragi
    wróble zaczęły ćwierkać głośniej
    prawie tak głośno jak karabin
    a oni piękni i naiwni
    poszli umierać za ojczyznę
    co nam zostało z ich ofiary
    kto im otuli krwawą bliznę
    zdrajcy są teraz liberalni
    ziemię sprzedają razem z krwią
    nie ma już prawie polskich fabryk
    i nie ma dumy
    został swąd
    a w niebie rozpacz
    razem z Zośką płaczą żołnierze Parasola
    teraz nie mogą za nas walczyć
    to na nas przyszła teraz pora
    lecz nas trzymają jak chochoła
    z poczuciem winy w polski grzech
    a Polska ginie
    nikt nie woła
    niech choć przemówi krótki wiersz

    2003
    PS. Autora tego wiersza nie przyjęto do Związku Literatów Polskich
    mimo rekomendacji krakowskiego oddziału ZLP w tamtych latach

  56. Nie przyjęto mimo rekomendacji? Zgroza. Na pewno ze względów politycznych 🙄
    Pies drapał ZLP. Niech autor się stara do jakiegoś PEN-klubu albo najlepiej niech założy związek poetów smoleńsko-częstochowskich. Sam będzie decydował, kogo przyjmie 😎

  57. Marit
    Niestety, prawdziwi poeci z tamtego pokolenia zginęli w powstaniu. Nie tylko Kamil Baczyński, czy Tadeusz Gajcy, ale także np. Juliusz Krzyżanowski. Zbiór jego wierszy „Juliusz Krzyżewski Poezje” ukazał się (nakładem PIW) w 1978 ze wstępem Iwaszkiewicza, który wysoko cenił jego talent (poznali się podczas wojny). Pisał o nim w swoich „Memuarach” zaprzyjaźniony z Krzyżewskim Jeremi Przybora. Ciekawostka – córką poety była aktorka Ewa Krzżewska, niezapomniana Krystyna z „Popiołu i diamentu” Wajdy.

  58. Marit
    Kilka wierszy Krzyżewskiego znajdziesz w googlach na stronie Juliusz Krzyżewski poeci walczacej Warszawy. Nie umiem przekleic – wstyd!

  59. Juliusz Krzyżewski

    MOJE POKOLENIE

    Obudził nas po nocy tętent końskich kopyt
    tak szybki, że się w śladach podków śnieg roztapiał
    i ogień buchający ze strzech chałup chłopskich,
    nad którymi piejący kur czerwony latał.
    Chałupy, niby kury na grzędach przycupłe,
    krzyk podniosły płomienny na piórach słomianych,
    lecz niebo, księżycowym związanym słupem,
    jak tarcza krzyk odbiło płynące bez zmiany.
    Jeden z nich pamiętam, jeszcze teraz słyszę
    bicie serca i z wieży cerkiewnego dzwonka:
    – a to tylko na łąkach śnieg jak kwiaty skrzy się
    i strzemienia pustego dźwięk i blask się błąka.
    Na ryngrafie nad łóżkiem Czarna Matka Boska,
    tak czarna, jak ta ziemia cudza, a nieobca,
    gdzie miód z pasiek płynący w złotych wosku soplach
    usta słodził i serca dziewczętom i chłopcom
    Z księżycami u czoła szły spokojne woły
    śród ziela, co spóźnione zakwitało wieńcem,
    kołysanki skrzypiały kolebki i stoły
    uśmiechnięte jesieni dojrzałej rumieńcem
    Na tej ziemi bogatej, na której mnie matka
    miłości nauczyła pierwszych słów i wiary,
    dzieciństwo me zostało, lecz nie do ostatka,
    jak człowiek, co uprzedził chorobę i starość
    I wszystko, co się dzieje – nie spełnione milknie;
    ledwie tylko zakwitnie, już przekwita rychło,
    kiedy jasno dookoła, dla mnie jaśniej tylko,
    a gdy radość jest głośna, moje usta cichną.
    A wolnością karmiony, niewolnicze piętno
    na piersi mojej noszę jak różę kradzioną,
    pamięć wolności mojej… Nie trzeba pamiętać
    o wolności, bo wtedy nie wolność, lecz zbrodnia!
    Nigdy młodym nie byłem, nie doczekam wieku,
    niczego nie dokonam, co by mnie podniosło,
    niby most dźwigam ciężar rzeki i dwóch epok,
    a wioślarze wspierają o mnie swoje wiosła.
    O pokolenie moje, mądre i bolesne,
    cierpiące nie za siebie, walczące dla innych,
    pamięć twoja przeminie, ale nasze dzieci
    będą miały dzieciństwo prawdziwie dziecinne…

    Warszawa, 12 VII 1942

  60. Matylda
    Zawstydziłaś mnie. Chyba z lenistwa nie zacytowałam żadnego wiersza.
    Nadrabiam. Ten akurat robi na mnie przejmujace wrażenie. ONI (widać to i u Baczyńskiego) mieli przeczucie przedwczesnej śmierci.

    Nie straszcie mnie śmiercią. Ja się śmierci nie boję,
    gdy zasypiam co nocy rozdarty na dwoje
    kiedy jedno daleko i drugie daleko,
    oczu mych odbicia noc przykrywa powieką.

    Ale życia mojego, gdy błądzę po ciemku
    bez nadziei spoczynku najwięcej się lękam;
    kiedy klęka nad moim wypełnionym grobem
    moja żywa nad moją umarła osobą.
    Więc nie straszcie mnie śmiercią, bo im więcej umrę,
    wiecej doznam spokoju i miłości w trumnie.

    No to się prof. Hartman zdziwi, w jakie rejony poetyckie zwekslowały wpisy. No, ale mamy 1 sierpnia i nie może się obyć bez skojarzeń.
    Pisałam wcześniej, co myślę na temat powstania, ale wywiesiłam flagę na balkonie, jak wielu mieszkańców w mojej kamienicy na Żoliborzu, która cudem przetrwała powstanie (była „tylko” częściowo wypalona). Wiem od żyjących jeszcze sąsiadów – świadków tamtych dni, że powstańcy osłaniali stąd (z okien naszego domu szedł ostrzał na Instytut Chemii Przemysłowej, gdzie byli Niemcy) przebicie się „naszych”przez Dworzec Gdański na odsiecz Staremu Miastu. Próba się nie powiodła. Nie wiem, ilu ludzi tu zginęlo czy zostało rannych, ale – choc mieszka tu już trzecie (a może i czwarte) pokolenie, kapliczka z czasu powstania stoi na podwórku, a w rocznicę zawisa dużo „indywidualnych” flag. Oczywiście, odkąd nikt w tym nie przeszkadza.

  61. Mój stosunek do powstania jest podobny. Równocześnie nie potrafię przechodzić obok tej daty obojętnie. Im jestem starsza, tym bardziej mnie porusza śmierć tylu młodych ludzi.

  62. Czasem nie warto się opierać uczuciom 🙂
    http://www.youtube.com/watch?v=vVJ7yawwUkM

  63. Fotografia – STARY BIAŁYSTOK

    Ale nie ma już miasta
    z zaułkami wśród drewnianych sztachet,
    z dachówkami, które łatał śnieg,
    i kocie łby w jarmułkach
    kłóciły się
    z obręczami wozów w dzień targowy.
    I nie ma szpitala,
    który słyszał mój pierwszy krzyk,
    pępowina odcięta,
    gruzami zarósł dach.
    Nadwęglone chałaty
    zbierają się o zmierzchu,
    siedmioramienny świecznik otulają poświatą księżyca,
    jak paciorki różańca liczą żebra synagogi spalonej.

    marzec 1987

    Wiesław Kazanecki „Wiersze”, Wydawnictwo „Łuk”, Białystok, 1994

    ***

    *Wiesław Kazanecki (1939 – 1989) – białostocki poeta, prozaik, krytyk literacki…
    http://www.wieslaw-kazanecki.pl/site/index.php?option=com_content&view=article&id=44&Itemid=53

  64. Widzę, że poezja pełną parą, to może Tadeusz Borowski? Tematyka wojenna, więc Borowski byłby chyba na miejscu, tylko trochę niewygodny jako więzień Auschwitz, wiadomo – monopol, trade mark niczym CocaCola, albo kółka olimpijskie. Taki Banksy kółka wykorzystał, to go teraz ścigają po całym Londynie, i za co? Za murala w duchu olimpijskim? Jak facet o tyczce skacze? Fakt, że przez mur z drutem kolczastym. Borowski na dodatek napisał opowiadanie U nas, w Auschwitzu (sic!) U nas? Czyli, że niby u kogo? I znowu kłopot… Z drugiej strony, wstąpił do PZPR, na komunizm dał się nabrać, więc trochę jakby swój, ale z trzeciej strony – źle skończył, rozczarował się… Nie był głupi. No to może Borowski, ale nieobozowo:

    Na Witkacego

    Ten ci miał jaja!
    Umiał żyć wśród kurew
    i tylko dwa napięcia kierunkowe czuł:
    z dołu – na – ukos – w górę, z góry – na ukos – w dół!

    No to lecę.

  65. Gogo
    Oj, miał rację Borowski, gdy pisał:
    „zostanie po nas złom żelazny
    i głuchy, drwiący śmiech pokoleń”.
    Pasuje do ciebie, jak ulał.

  66. Może i masz rację mag…

    Borowski także pisał jakby a propos dzisiejszego dnia, gdy demokracja duża, za sprawą tej małej, azjatyckiej, niosą ludzkości ratunek, w imię Responsibility 2 Protect:

    „Niezmordowanie jeździ karetka Czerwonego Krzyża: to właśnie w niej wozi się gaz, gaz, którym trują tych ludzi.”

    O uważających się za wybranych również miał coś do powiedzenia: „Ein Reich, ein Volk, ein Führer – i cztery krematoria.”

  67. Będziemy znowu mieszkać w swoim domu,
    Będziemy stąpać po swych własnych schodach.
    Nikt o tym jeszcze nie mówi nikomu,
    Lecz wiatr już o tym szepcze po ogrodach.

    Nie patrz na smutnych tych ruin zwaliska.
    Nie płacz. Co prawda, łzy to rzecz niewieścia.
    Widzisz: żyjemy, choć śmierć była bliska.
    Wyjdźmy z tych pustych ulic na przedmieścia.

    Mińmy bezludne tramwajów przystanki…
    Nędzna kobieta u bramy wyłomu
    Sprzedaje chude, blade obwarzanki…
    Będziemy znowu mieszkać w swoim domu.

    Wystawy puste i zamknięte sklepy.
    Życie się skryło chyba w antypodach.
    Z pudłem grzebyków stoi biedak ślepy…
    Będziemy stąpać po swych własnych schodach.

    Ty drżysz, od chłodu. Więc otul się szalem.
    Bez nóg, bez ramion, w brunatnej opończy
    Młodzi kalecy siedzą przed szpitalem.
    Widzisz: już pole. Tu miasto się kończy.

    Zwalone leżą dokoła parkany,
    Dziecko się bawi gruzem na chodniku,
    Kobieta pierze w podwórku łachmany
    I kogut zapiał krzykliwie w kurniku.

    Kot się pod murem przeciąga leniwo,
    Na rogu człowiek rozmawia z człowiekiem…
    Znowu w sklepiku zjawi się pieczywo
    I znów zabrzęczą rano bańki z mlekiem.

    Przejdą dni ciężkie klęski i rozgromu
    I zapomnimy o ranach i szkodach…
    Będziemy znowu mieszkać w swoim domu,
    Będziemy stąpać po swych własnych schodach.
    ==========

    Ruiny i zgliszcza.
    I ludzie którzy zostali
    „jak kamienie przez Boga rzucone na szaniec”
    Przez głupotę innych ludzi……

  68. Co innego ocena samego powstania. Wiadomo, jakie kontrowersje to budzi, i słusznie.
    Co innego szacunek do ofiar, zaduma nad tą tragedią i katastrofą, uczczenie pamięci.
    Jeszcze co innego zaś – stosunek do tego, co wyprawia pisowskie bydło na Powązkach w każdą rocznicę. Znów mieliśmy pokaz bezczelności, hucpy, braku szacunku. Buczenie i gwizdy, a potem oklaski dla Macierewicza, największego widocznie bohatera Polski. Zwykle unikam sformułowań typu „pisowskie bydło”, ale w tej sytuacji zupełnie nie wiadomo, jak nazwać te hieny wyjące na grobach powstańców. Ręce opadają.

  69. Po prostu „hieny cmentarne”……
    Albo nekrofile……

  70. Wedlug jakich standardow demokracji bydło buczy na cmentarzu?
    W imie wolności słowa (buczenia), wolności zgromadzeń?
    Sprofanowana/zawłaszczona została juz Jasna Góra dzięki regularnym rydzykowym pielgrzmkom, poniekąd Wawel, profanowane są Powązki, notorycznie (w miesięcznce) zakłócana jest normalność stołecznego Krakowskiego Przedmieścia.
    Czyżby ta przerażająca mniejszość (na razie!!!) juz zaczęła wygrywać „na demokracji”?
    Co dalej?

  71. Marit
    merit@1 sierpnia o godz. 19:22
    „Co innego ocena samego powstania. Wiadomo, jakie kontrowersje to budzi, i słusznie.”
    Chcialabym wiedziec jakie kontrowersje moze budzic Powstanie Warszawskie? Jakie sa „za” za jego wybuchem?
    Czyzby nie wszyscy byli zgodni, ze cyniczne podpuszczenie mlodziezy do walki skazanej na przegrana spowodowalo wyniszczenie kwiatu polskiej inteligencji, smierc i wygnanie bogu ducha winnych chyba setek tysiecy mieszkancow, ktorzy uchowali sie przez omal 5 lat i dopiero dzieki Powstaniu , w przeddzien zakonczenia wojny stracili wszystko, a co powiedziec o zrownaniu z ziemia miasta? To budzi kontrowersje, ze moze jednak bylo sluszne?

  72. zyta2003
    2 sierpnia o godz. 3:25,
    ciagle jeszcze dość liczna jest grupa ludzi, która twierdzi, że powstanie było nieodzowne. Że bez niego bylibyśmy wcieleni do Sowietów, że uratowało polski honor, że ….
    Nie pytaj jaki to ma sens, bo ja nie potrafię go odnaleźć….

  73. @mag
    1 sierpnia o godz. 20:17

    „Wedlug jakich standardow demokracji bydło buczy na cmentarzu?”

    Bydło buczy na cmentarzu według bydlęcych standardów katolicko – PiSowskich.

    Osobiście niechętnie nazywam zakompleksionego łobuza bydlakiem czy nierogacizną, bo to akurat nadzwyczaj pożyteczne istoty.

    ***

    Co roku obiecuję sobie, że w rocznicę powstania nic nie oglądam, nie czytam, nie słucham. I co roku łamię swe postanowienie i zadręczam się ‚bohaterską kartą’ naszej polskiej krwawej historii.

    Winni wybuchu powstania powinni zostać uznani za morderców umęczonego wojną i okupacją miasta i okryci hańbą.

    Chwała pomordowanym i wygnanym ze swych domów na straszną poniewierkę zwykłym ludziom, którzy czekali na koniec wojny. Nie byli bohaterami, chcieli po prostu zwyczajnie żyć.

    Uroczyste akademie ‚ku czci’ poświęcone są powstańcom.
    A co z pozostałymi 180 tysiącami zakatowanymi mieszkańcami Warszawy?
    Wzruszające fotografie walczących i poległych. Zdjęcie powstańca z ciałem zabitego 11- letniego chłopczyka opatrzone podpisem – „Wojtuś poległ w obronie ojczyzny”…

    A co z tą drugą, bezimienną, nie opiewaną w poezji, nienadającą się na uroczyste akademie, stroną powstania?

    Tego nie uczy się na lekcjach polskiego i historii. Tam tylko ‚chłopcy spod Parasola’, Szare Szeregi i ‚Sanitariuszka Małgorzatka”i mały bohater z butelką benzyny idący na niemieckie czołgi. I wypracowanie – „Jak słodko jest umierać za Ojczyznę…”

    „5 sierpnia 1944 roku przeszedł do historii Warszawy pod nazwą „czarnej soboty”. Tego dnia z rąk żołdaków Reinefartha i Dirlewangera zginęło blisko 45 tysięcy mieszkańców Woli, co było największą pojedynczą masakrą w całej historii Polski.”

    http://www.konflikty.pl/a,2235,II_wojna_swiatowa,Niemieckie_zbrodnie_w_trakcie_Powstania_Warszawskiego.html

  74. Przy końcu lat sześćdziesiątych mieszkałem i pracowałem w Warszawie. Każdego pierwszego sierpnia tłumy Warszawiaków ciągnęły na Powązki. Przy dźwiękach Chopina w skupieniu i podniosłym nastroju składano kwiaty na grobach powstańców. Każdy od siebie. W Warszawie kwitły wówczas wspaniałe gladiole. Moją wiązankę składałem na grobie Baczyńskich. Mówiono do siebie szeptem. Teraz partyjniacy wykorzystują pamięć ofiar powstania do własnych podłych celów. Inni buczą.

  75. Ewa 1958
    2 sierpnia o godz. 6:47

    @mag
    1 sierpnia o godz. 20:17

    „Wedlug jakich standardow demokracji bydło buczy na cmentarzu?”

    Bydło buczy na cmentarzu według bydlęcych standardów katolicko – PiSowskich

    Spróbujmy, proszę, być nieco bardziej uważni. Nie wierzę Ewo, żebyś mianem bydła chciała określić środowisko Tygodnika Powszechnego, Halinę Bortnowską, siostrę Małgorzatę Chmielowską. A przecież to również są katolicy.
    Rozumiem, że w sercu rodzi się okropny gniew. Mam tak samo. Ale nie pozwólmy, żeby tacy ludzie sterowali naszym zachowaniem. Proszę.

  76. Oczywiście chodzi o siostrę Małgorzatę Chmielewską
    http://siostramalgorzata.blog.onet.pl/

  77. Wstrząsający artykuł oparty o relacje uczestników i świadków wydarzeń:

    Masakra Woli: Andrzej Dryszel – „Przegląd” w wydaniu 31/2011.

    „Stałam w tłumie z mamą i tatą, czekając na swoją kolej. Niemcy brali po kilka osób, rodzinami, kazali podchodzić do miejsca, gdzie leżały ciała innych, strzelali w plecy i w głowę. Byliśmy tak posłuszni! Ludzie zachowywali się spokojnie, ciszę przerywały tylko strzały.(…) Chciałam, by jak najszybciej skończyło się czekanie, więc wcale nie odsuwałam się do tyłu. (…) Przyszła pora na nas, stanęłam między rodzicami, trzymaliśmy się za ręce. Nie słyszałam strzału, straciłam przytomność. Gdy się ocknęłam, był zmierzch, już nie rozstrzeliwano. Leżałam zakrwawiona obok rodziców, miałam nadzieję, że może żyją, ale ich ciała były już sztywne. Mnie kula tylko drasnęła w głowę – opowiada o swych przeżyciach Krystyna Niemyska, wtedy Błońska, 17-letnia wówczas mieszkanka warszawskiej Woli.”

    http://www.przeglad-tygodnik.pl/pl/artykul/masakra-woli

  78. @Matylda
    2 sierpnia o godz. 8:06

    Masz rację, @Matyldo. Nic więcej nie dodam.

  79. jasny gwint
    Tak się porobiło, że chyba trzeba będzie chodzic na „powstańcze” Powązki każdego innego dnia, byle nie 1 sierpnia.
    Toż chodziłam „za komuny”, w latach 90. – jak najbardziej, bo wtedy obchody kolejnej rocznicy PW nabrały okazałości.
    Paradoksalnie właśnie od czasu powstania Muzeum PW ( gwoli prawdy – o jego utworzenie zabiegało wiele osób, Lechowi Kaczyńskiemu udało się tylko doprowadzic tę ideę do końca) i zapoczątkowania przez PIS taktyki szantażu – kto jest prawdziwym Polakiem i patriotą, ta niby prawica zawłaszczyła sobie (wybacz – obsikała) kolejne pole – Powązki.
    Tak więc paradoksalnie dziś „genetyczni patrioci ” wyznaczają standardy zachowań dla ostatnich żyjących uczestników PW oraz ich potomków, którzy z zażenowaniem przemykają między grobami.

  80. Zapomnialam dodać, że słowa gen. Ścibora-Rylskiego przywołujące – w imieniu Związku Kombatantów Powstania – do opamiętania buczącą oraz klaszczącą dzicz, zostały przez ową dicz olane. Zgodnie z patriotycznym interesem.
    Czyż nie powinna ścigac takich „patriotów” prokuratura?
    No, ale woli ona ścigać tych, co obrażają „uczucia religijne”. A propos – świetny tekst na ten temat prof. Hartmana w ostatniej Polityce.

  81. Pragnę przypomnieć, że buczenie i słynne „raz sierpem, raz młotem itd” było stałym elementem dopingowym „Solidarności” przeciwko lewicy. Tej obecnej czyli SLD jak i całej władzy Polski Ludowej. Nikogo to jednak nie oburzało ( poza obrażanymi) i zostało przyjęte na stałe przez polską prawicę – patriotyczną przeciw niepatriotycznej lewicy, tym samym skazanej na wieczne potępienie i takie szykany i nie tylko. Tak był witany np. prezydent Kwaśniewski przez „S”. W tym haniebnym procederze przez wiele, wiele lat uczestniczyli i Wałęsa, i Tusk, i Kaczyński, i Gronkiewicz i inni. I co wtedy to było w porządku? A teraz nie bo nas to dotyka. A więc znów „sami swoi” się nawalają. Ci sami, którzy wrowadzili takie obyczaje do polskiej polityki. Smutne to ale prawdziwe jak wszystko co zawdzięczamy „Solidarnym”.

  82. Anka
    2 sierpnia o godz. 11:59

    SLD psuło interesy styropianowcom.
    Nasze dziennikarskie hieny poszły tropem obsadzania stołków.
    Efekty są dość szokujące.

    Okaże się jeszcze że Miller&Co to szczyt wstrzemięźliwości w zawłaszczaniu?
    A może rodziny byłych PZPR owców są mniejsze?
    Jaruzelski i Kwaśniewski po jednej córce.
    Znacznie bogaciej u Wałęsy, czy Komorowskiego…..

  83. Skopiowałam swój wpis z blogu red. Paradowskiej:

    „Zima 1942 r., rezydencja Wannsee pod Berlinem. Szef IV wydziału gestapo – Adolf Eichmann, kieruje ostatnimi przygotowaniami do mającego się tu odbyć tajnego spotkania. Na stołach wykwintne jedzenie, eleganckie trunki, wytworna zastawa. Po kolei zjeżdżają się zaproszeni goście: 14 wysokich rangą oficerów, urzędników i esesmanów III Rzeszy. Jako ostatni przybywa generał SS, Heydrich, który przedstawi uczestnikom spotkania jeden z najbardziej przerażających planów w historii ludzkości…”

    „Ostateczne rozwiązanie” – niesamowity statyczny obraz z 2001 roku w reżyserii Franka Piersona, wg scenariusza Loringa Mandela, ukazujący autentyczną historię sekretnego spotkania przywódców i wysokich urzędników faszystowskich Niemiec w 1942 roku w Wannsee, podczas którego ustalono oficjalny program ostatecznego rozwiązania „kwestii żydowskiej”.

    http://www.youtube.com/watch?v=z188D76IDIw&feature=related

    Jeśli ktoś nie oglądał, bardzo polecam. Film jest z gatunku tych, których się nie zapomina.

  84. Od pokoleń stolicznośc warszawska przyciąga roje much ciągnących do słodkiego gówna władzy i malwersacji.
    Ja mam wspomnienie brzózek na ruinach Marszałkowskiej (tylko „pod sedesami” Lacherta wydawał się żywy) i wspinaczki po kuchennych ,od Nowogrodzkiej,na czwarte piętro ,gdzie trzeci pokój był nieczynny bo dach się zawalił.Vis a vis Poczty Głównej.
    Wstała Starówka,MDM,Mariensztadt – te odległe wspomnienia.MDM oczywiście nie wstał tylko zatkał dziurę.To był czas ze słodkim gwnem władzy lecz bez malwersacji.
    I z wiarą w przyszłośc.

    Chwała Bogu ,bywałem i pomieszkiwałem z przerwami.Od 2002 ostatecznie u siebie.

    Buczy kolejne pokolenie much ,w nadziei na słodycz gówna władzy i malwersacji.
    Przybyli z Tłuszcza ,Ząbek i innych znamienitych ,,.
    Pod rozkazy tego co za niewinnośc ciągle ma 1/16 zdobyczy poprzedniego pokolenia much ciągnących do słodkiego….

  85. Ewa 1958 z 2 sierpnia o godz. 14:25
    dziękuję za link, to jeden z moich ulubionych filmów, oprócz historii pokazuje mechanizmy władzy, wywieranie wpływu, trudno odmówić Heydrichowi piekielnej skuteczności w osiąganiu celów, oraz w tle diabelska wola Hitlera. Ten film jest w jakimś sensie genialny, link pozwoli mi dzielić się nim z innymi. W zamian proponuję inny link, może się spodoba: http://www.youtube.com/watch?v=qMUapNU8bBA z zupełnie innej beczki

  86. @Pickard
    3 sierpnia o godz. 5:54

    Proszę bardzo.

    ***

    O filmie „Żyła była jedna baba” dowiedziałam się z recenzji w GW. Dzięki za link, choć już wiem, że obejrzę obraz z głową w kolanach. Przeczytałam wpisy pod filmem. Zwyczajnym ludziom chyba trudno pogodzić się z taką historią:

    „- Ja nie chcę tego oglądać! Nie chcę, żeby mi to pokazywali! – krzyczała na swojego partnera przy wyjściu z sali młoda kobieta. – To trzeba obejrzeć. Przecież to nasza przeszłość – uspokajał ją mężczyzna. – Nie, ja nie chcę mieć takiej przeszłości! – upierała się.”

    http://wyborcza.pl/1,75477,10544454,Zbrodnie_bolszewikow_na_ekranie.html

  87. @Pickard

    I jeszcze to – program Aleksandra Gordona – bardzo interesująca dyskusja o filmie z udziałem reżysera Andrieja Smirnowa:

    http://www.youtube.com/watch?v=GAURvtaO_38&feature=related

  88. Ale wracając do meritum –
    CO Z TĄ KUKWIĄ???
    Czy dowiemy się wreszcie czegoś, panie Gospodarzu?

  89. ad.Ewa 1958

    zobacze film „Zila byla baba” Andrieja Smirnowa; juz na wstepie ktos powiedzial, ze w zalewie filmow ten wyroznia sie uczciwoscia…pozniej program Aleksandra Gordona z udzialem autorow filmu, aktorow, przedstawiciela duchowienstwa.
    ——————————
    Dziekuje…bolszoje wam spasibo, Ewa, blagadarien czto w moi wychodnyje ,czto nibud interesnovo sluczilos…intiersnyj chudozhestwiennyj film.

  90. ad.Picard 🙂

    to chyba p.Picard naleza sie podziekowania z link do filmu Andrieja Smitnowa, ktorego wielki obraz „Belarusskij wokzal” cenie sobie bardzo.

  91. Też się pytam, panie Gospodarzu, jak to z tą Kukwią na prawdę było ?
    Tak mi się jakoś skojarzyło regionalnie, po polsku – od morza do morza, piastowsku itd. z M. Konopnickiej „Jak to ze lnem było”.

  92. @ozzy
    3 sierpnia o godz. 17:56

    Ja to tylko recenzja z GW i program Gordona, a film od @Pickarda.

    Przemogłam się i obejrzałam z głową w kolanach. Niektóre sceny zdecydowanie mnie przerosły. Ciężko ogląda się takie filmy i nie można szybko o nich zapomnieć. Ale też na tym polega ich wartość.

    Może napiszę herezję, ale kompletnie nie poruszył mnie „Katyń”. Stało się tak ze względu na opatrzonych aktorów serialowych, których twarze nakładały mi się na zupełnie inne, widziane codziennie na telewizyjnym ekranie postacie.

    Mimo wysiłku nie byłam w stanie nakazać swej wyobraźni, by widziała na ekranie tragicznego żołnierza, a nie schematycznego bohatera serialu. Poprzez nawet niezłe role ale zbyt popularnych artystów, film nabrał wręcz groteskowych cech. Byłam na seansie, na którym była też młodzież szkolna. Dzieciaki głośno komentowały postacie bohaterów, nazywając je ‚serialowo’ – np. – O, patrz, doktor Burski itp.

    Niedawno przypomniałam sobie „Cichy Don”. Przy „…babie…” to prawdziwa kozacka sielanka…

    http://www.youtube.com/watch?v=ouLdx-n9-ZM

  93. @ Ewa 1958

    ———————

    rzeczywiscie dobrze zrobiony film przez Andrieja Smirnowa , jakze naturalistyczny obraz
    feudalnego chlopstwa rosyjskiego i ich spotkania z emisariuszami „nowego porzadku”.
    Porzadek natury, jej surowe prawa i wymierzanie sprawiedliwosci doraznej zmienia sie
    w machine zbrodni, ktora sie planuje i ktora jest instrumentem podporzadkowania i uczestnictwa w nowej wladzy. Film rzeczywiscie bardzo uczciwie zrobiony bez jakiekolwiek cienia opowiadania sie za jakakolwiek strona. Tak bylo, wlasnie tak: chlop
    chlostal biczem Bogu ducha winna kobiete, wladza rad rozstrzeliwala „kulakow”, ktorzy
    ukrywali zboze, by nie umrzec z glodu. Saldo zbrodni roslo lawinowo.
    By zrozumiec bylo latwiej mechanizm powstajacego nowego ladu, Smirnow siegnal
    po historie typowej rodziny chlopskiej, ktora dopada demon zblizajacej sie apokalipsy.

    —————

    Nie wiem, czy jest uzasadnione porownywac ten film z „Katyniem” Andrzeja Wajdy. Podobnie odebralem ten film. Po seansie szybko zapomnialem, bo bylo tak jakbym juz
    to wszystko widzial po wielu lekturach ksiazek na temat zbrodni katynskiej. Mam na mysli zwlaszcza ksiazke Stanislawa Swianiewicza ” W cieniu Katynia”. Z kolei zbrodnicza machine stalinowska chyba najdobitniej opisal Jozef Czapski w „Na nieludzkiej ziemi”

  94. Tyle różnych, ważnych wątków. I to o jakim ciężarze gatunkowym? A wspólny mianownik jeden. Niezmienny. „Od zawsze”.

  95. Mag,
    doczytałam wreszcie artykuł profesora Hartmana z ostatniej Polityki. Zgadzam się z jego tezami i Twoją oceną artykułu.
    Niemniej widzę drugie dno. Kwestię wartości i prezentujących je narracji. Sądzę, że przed tą dyskusją, jako społeczeństwo, nie uciekniemy. Im wcześniej i im rzetelniej się za to zabierzemy, tym lepiej dla nas wszystkich.

  96. …jak to z tą Kukwią… ?

    Może tak:
    – puk, puk
    – kto tam?
    – co kto tam?
    – a co puk, puk? 😉

  97. Matylda
    Problem w tym, że słowa odrywają się od swoich desygnatów. Używający ich, przerzucają się nimi jak piłeczkami.
    Czy ktoś tak naprawdę zastanawia się co to tzw. wartości i o jakie właściwie chodzi?
    Wystarczy wypowiedzieć to słowo- zaklęcie, by albo komuś przywalić, że wartości nie przestrzega lub ołosić się ich obrońca.

  98. Oczywiście – ogłosić , a nie ołosić.

  99. Mag,
    płaszczyzn nieporozumień jest dużo więcej. Na codzień, mówiąc o wartościach, mamy na myśli określoną hierarchię wartości. „Naszą”. I tu zaczyna się spór pomiędzy tymi, którzy rzekomo są przeciw „moralnemu wzmożeniu” a tymi, którzy odrzucaja tradycyjne wartości i nie widzą, ze sa równie ortodoksyjnymi obrońcami własnej hierarchii wartości. Tymczasem jedni i drudzy biją się o wartości. Kolejną płaszczyzną nieporozumień jest sposób wartościowania. Ostatni spór, mówiąc najdelikatniej, o dopuszczalność koncertu Madonny 1 sierpnia, toczył się właśnie na tej płaszczyźnie. Jedni, przeciwnicy, posługiwali się typem wartościowania: „chwalebne – niechwalebne” a zwolennicy koncetru: „przyjemne – przykre”. Tu nie było miejsca na porozumienie, ponieważ obie strony obracały się w różnych, mentalnie, przestrzeniach.
    Złudzeniem jest to, że odrzucając wartości tradycyjne stajemy się bardziej wolni. Często wpadamy w dużo gorsze pułapki. Nie istnieje coś takiego, jak świat bez wartości. Pod pojęciem wartości rozumiem „czynnik ukierunkowujący nasze zachowanie w sytuacji wyboru”. Niestety nie pamiętam, kto jest autorem tej definicji. Najgorszy jest brak rozumienia samego siebie. Tutaj, brak wglądu we własny system wartości. Brak nauki podstaw etyki w szkole uważam za niewybaczalne zaniedbanie ze strony naszego państwa. I nie chodzi mi o zamiennik dla katechezy. Etyka powinna być przedmiotem obowiązkowym już na poziomie szkoły podstawowej.

    Wracając do artykułu profesora Hartmana, nie byłabym taka radykalna, jeżeli chodzi o ocenę motywów ustępstw władz wobec KrK. Z całą pewnością wiele tych ustępstw spowodowanych jest oportunizmem, koniunkturalizmem czy zwykłą głupotą. Ale nie wszystkie. Z całą pewnością nie tym się kierował Mazowiecki, wprowadzając religię do szkół tylnymi drzwiami. Zrobił źle. Ale jego motywy nie były z tych, o których pisze JH.
    Bardziej powodowany był troską o aksjologiczny wymiar wychowania w „nowej” Polsce. Zrobił źle. I jak zwykle okazało się, że „dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane”. Równocześnie zwrócił uwagę na ten wymiar edukacji. Bez niego jesteśmy jak kukiełki w rękach sztukmistrza. Pytanie kto jest sztukmistrzem?

  100. Witam,

    niegdys wielki lingwista i slowianoznawca Baudouin de Courtnay mowil, ze „dupa” jest nie mniej pieknym slowem , anizeli „general”, poniewaz wszystko zalezy od uzytku.
    Na przyklad tytul poematu Jana Hartmana „Na KUKwi” – pisownia wielka litera (przyp. moj) i juz te trzy litery w j.szwedzkim znacza to, co w rosyjskim w zwrocie: „paszol na tri bukwy” 🙂
    W poprzednim tygodniu /26 lipca/ znany amerykanski komik Dane Cook pozwolil sobie zazartowac z tragedii w Denver, kiedy na premierze Batmana dokonano masakry na widzach. W ekskluzywnym klubie Laugh Factory czesc publiki wyrazila swoje oburzenie, zas pozostala znakomita wiekszosc rechotala do rozpuku. A sama tragedia byla bardzo swieza, bodajze tydzien przed wystepem Dane Cooka. Po wrzuceniu fragmentu na youtube natychmiast posypaly sie protesty. Autor natychmiast przeprosil za ten niesmaczny zart i usprawiedliwial sie, ze pomylil sie z ocena tego krotkiego „zartu”.
    Zart pojawil sie bardzo wczesnie, jeszcze bolesnie krwawily rany wsrod rodzin dotknietych tragedia. Pojawia sie pytanie: kiedy mozna zaczac zartowac z tragedii?
    W filmie Woody Allena „Crimes and Missdemeanors” jedna z postaci, a mianowicie Lester powiada, ze komedia to tyle, co suma tragedii i czasu i dodaje, ze teraz juz mozna sie nabijac z Abrahama Lincolna, ale nie w dniu po jego smierci, czyli 16 kwietnia 1865.
    Kiedys bodajze Johnny Carson legenda tv amer. w latach 70. zazartowal z Lincolna i nie bylo reakcji publiki: – „czyzby za wczesnie?” – zdziwil sie Carson.
    Wydaje mi sie, ze to dotyczylo rowniez polskiego casusu Wojewodzkiego.Cos w tym jest. Zabraklo mu jednak tego inteligentnego „przepraszam”. Oczywiscie, my wszyscy balansujemy na granicy tej moralnej powszechnej akceptacji naszych sadow, wypowiedzi etc etc. Jakze czesto to sie widzi na przeroznych blogach, forach, debatach, talkshows itp
    Z reguly jest tak, ze te zarty nie sa zabawne i rzeczywsicie, podobnie z Wojewodzkim, ktory zartowal zenujaco prymitywnie o czyms, co jest bardzo waznym problem spolecznym i nader delikatnym. Jesli zart, czy jakakolwiek inna wypowiedz tego gatunku, nie zawiera w sobie ladunku katharsis wobec faktow, ktorych my nie jestesmy w stanie
    zmienic, to wowczas wszystko mija sie z celem. Czasami jest to tak, ze wypowiadamy slowa, nawet jesli w zamiarze nie mamy podlych intencji, to sie obraca przeciw autorowi. Jak gdybysmy zakrywali twarz rekami przed jakims tragicznym zdarzeniem.
    Stalo sie a wiec ponosimy konsekwencje. Po takich „wpadkach” staramy sie byc bardziej ostrozniejsi. A zawodowcom nie jest tak latwo, poniewaz musz miec jakas przestrzen do swobodnego wypowiadania swych mysli i moze, wlasnie ma jakies tam swoje prawo, by
    oddychac swobodnie a nawet strzelic gafe wiekszego kalibru.
    Slynny Lenny Bruce, komik-prowokator ( film „Lenny Bruce”-1974 z Dustinem Hoffmanem w roli tytylowej) juz w dzien po zabojstwie prez. JF Kennedy´ego zartowal, ze wspolczuje Vaughn Meader, ktory wylacznie w swoich show imittowal zamordowanego prezydenta. Mial problemy Frankie Boyle (zarty po zabojstwie 12 osob w Cumbria, Anglia) albo Alec Sulkin (autor scenariusza do „Family guy”) zartujacy z tsunami w Japonii a pozniej usuwajacy zarty i przepraszajacy na swoim Twitterze.
    Gdzies czytalem, ze w zwiazku festiwalem komikow /stand -up comediens/ w Nowej Zelandii 2011 lansowanbyl taki „google” na zarty i zainteresowani mogli kontrolowac, kiedy bedzie ok, zeby zartowac z roznych tam tragedii. Wpisywano nazwe zdarzenia i uzyskiwano informacje jak duza czesc (%) audytorium moze odberac wypowiedz za nie do przyjecia. Np. o Whitney Houston juz tylko 6.5% ale o katastrofie tsunami to jest nie do przyjecia az do (!): 31 pazdziernika 2046, godz 15.20. 🙂

    To tyle – ale z ta „kuk-wa” 🙂

  101. Chyba coś źle wcisnąłem, bo wpis się nie pojawił. Zatem – jeszcze raz.

    Red. Passent znowu cenzuruje blog, a tak nobliwie wygląda i tak mu mądrze z oczu patrzy… Cóż, trzeba się udać z reklamacją na blog ostatniego obrońcy i wyraziciela absolutnie wolnego słowa. Za komuny na korespondencji stawiali pieczątki „OCENZUROWANO” i wszystko do adresata dochodziło, tylko pokreślone mazakiem – teraz redakcyjny cenzor wycina całość i udaje głupka, że niby cenzury nie ma, bo jest wolnośćć i demokracja.

    Temat jednolicie umundurowanej, fanatycznej czerni na stadionie MetLife w New Jersey nie nadaje się podobno do publikacji, a szkoda, bo można by się upewnić w 100%, kto prowadzi agencje ratingowe, które dały derywatom Goldmana AAA , ergo, kto spowodował światowy kryzys, nie pierwszy zresztą raz w historii: http://www.youtube.com/watch?v=nrdMShUf-yw Dla tych, ktorzy akurat bardziej francuski, to ten Jacob, którego pokazuje narratorka, jest finansistą, pracuje w agencji towarzyskiej Standard & Poor’s; Temat „sądów” służących w Polsce bezprawiu, wypuszczających morderczynie, dzieciobójczynie – bo są swoje – to także tabu; temat demokracji, która morduje jak gangsterska mafia, również zakazany; o nacjonalistycznej, masońskiej koterii i jej ekshumatorze słowa rzec nie można; na temat Farmy Zdrowia, co to nie obsługuje gości z USA i z Izraela – też nie; o moim prywatnym bojkocie tych krajów, ze względu na barbarzyństwo i notoryczne łamanie prawa międzynarodowego, potwierdzone wielokrotnie w rezolucjach ONZ – takoż; o ostatnim spisie powszechnym RP z 2011r., nad którym każdy uśmieje się do rozpuku, albo dozna potężnego dysonansu poznawczego nie uświadczywszy tam nawet jednego Żyda, też już nic – to o czym można pisać? O pogodzie? Niekoniecznie, bo zaraz skojarzy się pewnie z trąbami powietrznymi i z huraganem Katrina, albo z tym tsunami, po którym ciała biedaków można było zepchnąć spychaczami jak za dawnych lat i na zajmowanej przez nich dotąd ziemi tuż przy plaży, wybudować luksusowe hotele, niczym osiedla żydowskie w okupowanej Palestynie; trzęsienia ziemi na Haiti i w Christ Church mogą też komuś przyjść do głowy… Ale niech będzie o pogodzie, o chmurach, a właściwie smugach.

    Są, bo każdy je widzi, więc trudno zaprzeczyć, choć nie takim rzeczom się dziś w mediach zaprzecza. Przyjdzie jeden z drugim i zaprzeczy, albo wprost nałże – ot choćby wczoraj, dwóch mi się wepchało do telewizora, jeden łysy, błyszczący, co dorabia u Rotszylda i drugi Petru, i dalej łgać, Amber Gold obsobaczać. Petru mówi bez krępacji z całą powagą reprezentowanych przez siebie zagranicznych bankierów (polskich nie ma) „To wygląda jak piramida finansowa, ale brak dowodów” (sic!), a to pech, dowodów nie ma, a miarodajna opinia w telewizorze mimo to jest, łysy natomiast, że… „trzeba być odpornym na pokusy” i że „należy walczyć z próbami nieuczciwych interesów”. I kto mówi? Łysy. Do niedawna szef hazardowego kasyna, zwanego giełdą. Petru dodaje, że „nie można mieć gwarantowanych 15% zysku”. Chyba nie sprawdził notowań złota w ciągu ostatnich kilku lat – taki żart, bo oni już dobrze we dwóch pewnie wiedzieli, co i przeciw komu są zobowiązani w tym telewizorze powiedzieć, zapomnieli tylko dodać, że to pismo o Ikarze, to na pewno fałszywka i przysiąc na Manifest Komunistyczny, Protokoły, albo na dzieła wszystkie Friedmana.
    Ale miałem o chmurach. Projekt jest ewidentnie internacjonalistyczny, gdyż chyba we wszystkich krajach NATO chmury ze smug rozciągają się całymi dniami po niebie, zasłaniając nam Słońce – wiadomo, ciemność jest lepsza niż jasność, kłamstwo to prawda, a wojna to pokój. Propaganda, którą prawdopodobnie bezkrytycznie akceptuje także (nie?)rząd w Polsce, jest pewnie jak z opracowania tych dwóch utytułowanych, amerykańskich Żydów, którzy cały ten szwindel w aspekcie technicznym wymyślili, na zamówienie, jako ekonomiczne rozwiązanie rozmyślnie wyimaginowanego problemu (jest online w PDF). Idea była taka, żeby promieniowanie słoneczne ograniczyć poprzez rozpylanie nad Ziemią (toksycznych, jak się w praktyce okazało) cząstek, które jego część miały odbić i dzięki temu prostemu zabiegowi planeta Ziemia miała zostać uratowana. Ale czy ktoś z rządu, zanim niesłusznie zdecydował, że wojsko nie będzie strzelało z armat do samolotów rozpylających to świństwo po polski niebie, zadał sobie pytanie, kiedy ONI cokolwiek na ziemi uratowali, dla dobra wspólnego? Jeśli dotąd nie uratowali, a wręcz przeciwnie, to na jakiej podstawie można było sądzić, że tym razem będzie inaczej? Na zdrowy rozum biorąc, jeśli rozpyli się nad Ziemią odblaskowe cząstki, to być może jakaś niewielka część promieniowania zostanie odbita, ale to, co przeniknie, czyli większość, co normalnie odbijając się od Ziemi powracało dotychczas w kosmos, teraz utworzy jeden gigantyczny tunel cieplarniany, gdyż te same cząstki, które miały odbijać promienie do góry, będą wraz z warstwą CO2 blokowały to odbite od Ziemi promieniowanie i skierują je tu wielokrotnie z powrotem, a więc zamiast ratunku – katastrofa, co wydaje się potwierdzać topniejąca ekspresowo, podmywana od spodu Grenlandia; jak się lodowiec ześlizgnie, to poziom oceanów podniesie się o ca. 7 m, a więc potop i epoka lodowcowa, gdyż prądy morskie ustaną. Taki efekt przynosi ich „pomoc”, jak zawsze, abstrahując nawet od kwestii skutków geoinżynierii.

    Ale idzie ku lepszemu, jest nadzieja, że wkrótce cały ten szemrany establishment pasożytujący na krzywdzie ludzkości, typu Goldman i s-ka wraz ze swymi sługami, jak Cheney, Bush, Rumsfeld, Rice itd., tak samo chyżo pomaszeruje do paki, jak ci z filmiku, tropem Madoffa na jakieś minimum 150 lat: http://www.youtube.com/watch?v=pwfFarPWpMI

  102. Jakoś męczy nas na kukwa.
    Wzięlam byka za rogi i spytalam „moją” Ukrainkę (akurat dziś do mnie wpadła), bo wydawało mie się, ze ta kukwa w kontekście, to chyba tak jakoś z uraińska brzmi.
    A ona mi na to, że nie rozumie. Z niczym jej się to słowo nie kojarzy, chyba że z lalką, czyli kukłą, jak i u nas.

  103. Sorki za literówki (a propos kukwy). Coś mi ta gorącość letnia chyba na głowę doskwiera.

  104. Matylda
    W pełni się z Tobą zgadzam.
    Znacznie surowiej oceniłabym jednak „dobre intencje” T. Mazowieckiego. Popełnił błąd zasadniczy, dając początek triumfalizmowi kk. Dał sygnał, że Kosciól MOŻE być ponad prawem, co nam się ciężką czkawką odbija po przeszło 20 latach.
    „Będąc młodą dziennikarką” (wtedy) pisałam o ryzyku wprowadzenia, nawet nieważne, że tylnymi drzwiami, religii do szkół. Marna jest dziś moja satysfakcja w rodzaju „a nie mówiłam?”.
    Strasznie się wtedy naraziłam koleżankom i kolegom z redakcji, którzy wtedy, gdy ja miałam swój skromniutki zresztą udział w opozycji, a jakże „latałam” do kościoła lat 80., siedzieli jak mysz pod miotłą.
    Moim zdaniem, absolutnie nie do obrony jest system szkolnej katechizacji juz od przedszkola po maturę.
    Alternatywne zajęcia z etyki okazały się fikcją, a lekcje religii, o ile nie są karykaturą tego typu zajęć (uczniowie je olewają, albo są agresywni wobec marnie przygotowanych księży i katechetów), to dowodzą, że wyjątki potwierdzają regułę.
    O ileż zdrowiej było „za komuny”, gdy mnie i moich rówieśników nikt nie musiał zaganiać do sal katechetycznych pod presją szkolnej rutyny. A jednak chodziliśmy na te lekcje z własnej, nieprzymuszonej woli, zeby podyskutowac z katechetą, a nawet się pokłocić. Oni sie wtedy naprawdę starali.
    Moje problemy z wiarą, czy stosunkiem do kk zaczęły się dopiero w wolnej Polsce, rozpęczniałej wciąż budującymi sie kościołami (choć wiernych ubywa), przepychem sanktuariów w rodzaju Lichenia, gdzie coraz mniej widze miejsca na sacrum, a coraz więcej na profanum. To jest już biznes, na dodatek uwikłany w politykę. Biznes kiczowatych gadżetów, parkingów, hoteli nakręcany przez facetów, którzy „trzymają władzę” nie tylko nad duszyczkami, ale również ich świeckim życiem codziennym mimo deklarowanego w Konstytycji rozdziału kościoła i państwa.

  105. Mnie, na szczescie w Polsce juz nie bylo, gdy dokonywala sie transformacja i poczatek religijnych przegiec. Moge natomiast dodac, ze problemy religijne zycia codziennego dotarly do mie na emigracji. Nie jestem zintegrowany z miejscowa Polonia, bo Polonia to religijne getto, ktore odrzuca wszelka mysl o niereligijnosci. Nie tylko ludzie prosci i niewyksztalceni, ale ludzie edukowani, od ktorych moznaby wymagac dystansu do spraw wiary. Spotkalem po latach kilku znajomych z przeszlosci, tu na emigracji i wszyscy deklarowali wiare w Boga jako takiego, chociazby na poziomie chodzenia do kosciola. Wszelka dyskusja o religii i jej sensownosci jest pozbawiona jakiegokolwiek sensu. Oni sa jak o. Rydzyk. 🙂

  106. Nie próbuję bronić decyzji Mazowieckiego, bo tego nie da się obronić. Próbuję niuansować motywy tych, którzy ustepują pola KrK.
    Na początku lat 90. Adam Michnik napisał w GW, że w nowym ustroju należy się wstrzymać z krytyką kościoła. Byłam tym zaszokowana. Domyślam się, nie wiem na ile słusznie, że bał się aksjologicznej pustyni. Kiedy czyta się „Białą gorączkę” Jacka Hugo – Badera, to konsekwencje takiej pustyni, na terenach postsowieckich, widać jak na dłoni.
    Niemniej, o ile lęk mógł być uzasadniony, o tyle recepta dziwna.
    Charakterystyczne jest to o czym pisze PA2155. Infantylizm. Potrzeba kurczowego trzymania się tego, który „wie lepiej”. Niewiara we własną zdolność rozeznania.

  107. http://barbara-r.livejournal.com/
    Zamieszczam wiersz po białorusku. Nazwiska autorki nie mogłam znaleźć. Przepisałam łacinką, żeby nikogo nie zniechęciło przebijanie się przez cyrylicę. Oryginał, tłumaczenia i ciąg dalszy pod linkiem.
    Zrozumiecie więcej niż z wiersza o kukwi 🙂

    Jest to fragment blogu Barbary Radziwiłłówny. Pisze ona o tym, jak spotkała po raz pierwszy Zygmunta Augusta.

    Ja stajała z kliuczami
    Na hanku wializnaha doma.
    Ja zdawała kamory i klieci
    Jaho akanomam.
    Kali jon uwajszou,
    Mianie jak abdało waram.
    A jon skazau,
    Szto czornaje mnie da twaru.

    Ja nia mieła czym dychać
    Niby na wysokich stromach.
    Liedź adkazwała pra nadworie
    I ahulnych znajomych.
    Krumkaczy kachalisia u niszach
    I karkali zwonka,
    A jon skazau,
    Szto u jaho doma chworaja żonka.

    Ja wychodziła wonki
    I biazmetna błukała u parku.
    Raptam straczwała son
    I czytała naczami Petrarku.
    Mnie było jaszcze da Rastwa nasić
    Żałobu pa mużu,
    A jon skazau, szto ja pieknaja, i padaryu rużu.

    Ja nia czuła, ab czym razważau
    Za abiedam proboszcz.
    Ja bajałasia uzniać woczy
    I kłała dałoń pobacz.
    U szyby piaszczotna hrukali dziubami
    Krumkaczy,
    A jon skazau,
    Kab nie zamykała spalniu unaczy.

  108. Matylda
    no tak, ale u Czechów jakoś nie ma pustyni moralnej, choć są zateizowani. Jednak ważne jest, jaki jest poziom ogólny społeczeństwa, poza jego religijnością. Jakiś artykuł Hołowni na ten temat zamieścił kiedyś Wiesiek – coś że niby zatęsknimy jeszcze do naszych proboszczów, jak organizm (społeczeństwo) straci kręgosłup, czyli religię.
    http://opinie.newsweek.pl/jeszcze-zatesknicie-za-kosciolem,94263,1,1.html
    Jakie byłoby nasze społeczeństwo bez religii? Chyba niewiele gorsze, jeśli w ogóle, już teraz Polacy mało co przejmują się nauczaniem KK.

  109. Marit
    4 sierpnia o godz. 16:24

    Stara teoria.
    Jest 7% jednostek twórczych, wewnątrzsterownych, TWORZĄCYCH świat.
    20% jednostek odtwórczych, będących w stanie usprawniać wynalazki, idee, posługujących sie własnym systemem wartości.
    No i cała reszta- zzewnątrzsterowna, reagująca na bodźce i głosy przywódców społeczności…..
    Nie stworzy niczego, ale jako siła destrukcyjna, „czerń” po której trupach ambitni prą do władzy- nieoceniona.
    Mierzwa historii……
    „dłoń milionopalca w pięść się zaciska”?

    Ostatni przykład- plac Tahir.
    Akurat w Egipcie przywódców wzbudzających nadzieję na zmiany było sporo. Kończyli jako satrapi…..czy faraonowie…..
    Co przyniesie obecny eksperyment?
    Ciśnienie demograficzne jest potworne.

  110. Marit
    4 sierpnia o godz. 16:15

    Śliczne…….
    Ale trywializując nieco.
    NIGDY tak wiele nie zależało od jednej macicy.
    Jeden z przełomowych punktów historii- żywe dziecko Barbary i Zygmunta….

  111. Marit
    4 sierpnia o godz. 16:24

    Matylda
    no tak, ale u Czechów jakoś nie ma pustyni moralnej, choć są zateizowani…

    Słuszna uwaga. Tyle, że z Czechami było tak, że u nich nie zwyciężyła kontrreformacja w taki sposób jak w Polsce.
    Reformacja nie była importowana. Okupantem była katolicka Austria. A co za tym idzie KrK nie matkował społeczeństwu. A katolicyzm nie stanowił istotnego składnika czeskiej tożsamości. Czesi laicyzowali się przez kilka wieków. Nauczyli się dystansu do ideologii.
    Polakom KrK matkował do spółki z Przewodnią Siłą Narodu. „Dorastanie” musi potrwać.

  112. Szanowni Panstwo,

    przeczytalem pare wypowiedzi na temat przemian systemowych na poczatku lat 90 i rzekomej „negatywnej” roli jaka odegral rzad Tadeusza Mazowieckiego, ktory jakoby
    wprowadzil Kosciol katolicki do wladzy i „dal sygnal, ze Kosciol MOZE byc ponad prawem”(!). Pozniej, czytam dalej, ze to wowczas mial Adam Michnik nawolywac do powstrzymywania sie od krytyki wobec Kosciola w nowym ustroju.
    Niestety, musze stwierdzic, ze chyba rozne teksty Adama Michnika czytalismy, a moze jeszcze jakis inny jest autor, ukrywajacy sie pod rzeczonym nazwiskiem. Bardzo prosze
    o dokladne zapoznanie sie z tekstami Adama Michnika, poczynajac od jego przelomowej pracy publicystycznej „Kosciol, lewica, dialog”( Instytut literacki, Paryz, 1977) poprzez rozmowe jego z Jackiem Zakowskim i niezyjacym juz ks.Jozefem Tischnerem w „Miedzy panem a plebanem” (rownie dolozylbym Jacka Zakowskiego rozmowy z Jerzym Turowiczem), by stwierdzic aksjologicznie, ze przemiany polityczne nie odbywaja sie na zasadzie paru ciec skalpelem.
    Transformacja systemowa to proces nie laboratoryjny. Zupelnie nie rozumiem pojecia „pustyni moralnej”? Co to jest poziom ogolny spoleczenstwa? Jak sie mierzy religijnosc spoleczenstwa i wplyw ateizacji na nie? Dalej : jak to jest z tymi Czechami i ich niskim poziomem posuchy etycznej?
    Mazowiecki i jego rzad nie sankcjonowal Kosciola katolickiego i nie byla to jakas piata kolumna, ktora wladza postolidarnosciowa cichcem wprowadzala do grupy „trzymajacej wladze”. Spoleczenstwo na poczatka lat 90 wygladalo tak a nie inaczej. Po dekadach
    ekwilibrystyki koscielnej wobec wladz PRL – prosze sobie tu odswiezyc jak to bylo. Literatura przedmiotu jest przeogromna, wymienie tylko teksty Jerzego Turowicza, Bogdana Cywinskiego, Stanislawa Stommy, publicystyke Znaku i Wiezi.
    Transformacja systemowa po 1989 to rowniez dramatyczne proby i rozwiazania
    wypelnienia pustki po dotychczasowej nomenklaturze. Kosciol katolicki i uprzywilejowanie
    bylo niejako bezdyskusyjne. Nikt nie kwestionowal roli Kosciola w ubieglych dekadach, chociaz wlasnie to srodowiska lewicy laickiej i zwolennicy budowy otwartego spoleczenstwa bardzo wyraznie upominali sie o rowne prawa dla inaczej myslacych srodowisko KOR, Krytyki.Pozwole sobie konstatacje, ze Adam Michnik czegos tam sie bal wlozyc miedzy bajki. Nawet nie bede sie trudzil na udowodnienie tego faktu, jakoz
    Gazeta Wyborcza, ktora Adam Michnik prowadzi nieprzerwanie od 8 maja 1989 sama mowi za siebie.
    Jest rzecza naturalna, ze transformacja systemowa, ktorych podmiotem sa obywatele RP musiala po jakims czasie wejsc w konflikt z instytucjonalnymi strukturami Kosciola i jego hierarchia. Hierarchia Kosciola nie byla nigdy monolitem. Pojawila sie zupelnie nowa sytuacja, kiedy adwersarz widzialny zniknal z areny spolecznej i nastapil czas na ponowny marsz Kosciola triumfalnego, zwlaszcza w czasie pontyfikatu Jana Pawla II. Co dalej nastapilo to juz wiemy.Upolitycznienie hierarchii koscielnej i powstanie jednolitego frontu z ugrupowaniami prawicowymi PiSu a to juz tylko krok do rewindykacji rzadu dusz i dobr z minionych lat. I tak to trwa do dzisiaj z roznymi skutkami. A jakimi? Wystarczy siegnac po codzienne media.
    Nie lubie wulgarnego ateizmu ani tez podobnych agitatorow z ambon
    koscielnych. Spoleczenstwo bez religii, bez kultu bez konfrontacji wertykalnej nie istnieje. Jest religia dla ateistow. Niegdys oxfordzki prof literatury George Gordon (1922), a bylo to I wojnie swiatowej po tym totalnym chaosie tak rekaptulowal swoje stanowisko: Anglia jest chora a dla niej ratunkiem jest ang.literatura.
    Ateisci wiedza w co nie wierza sami ale nie wydaje sie, by wiedzieli co odczuwaja. Ta przepasc isnieje od stuleci i jakos nikt jeszcze nie potrafil ja wypelnic.

    PS Ostatni z Jagiellonow Zygmunt August byl krolem dosc tolerancyjnym aczkolwiek o chwiejnym charakterze. Unia lubelska byla (1569) uwienczeniem zycia tego wladcy i zjednoczenie realne Litwy z Polska wplynelo takze na na zblizenie Zydow polsko-litewskich i ich podobne traktowanie.

  113. Loose Blues czyli daj se luzu.Nawet posągowy Etyk musi se dac od czasu do czasu.
    Tylko dlaczego nawiazując do bzdurnej gedrojszczyzny ?bzdurnej i zrozumiałej,bo stworzonej przez odwołanie się do fantasmagorii przodków ksiazęcych.Partnerstwo wschodnie jest także zrozumiałe,dla tzw polityków,bo kawał unijnego grosza można przekrecic.
    Wolał bym nawiązanie „Na Kukwi” do ost slesiche und moravian volapuk.
    Tam jest przyszłośc.W tej wspólnocie europejskiej.
    Moje przodki,pomieszcziki spod Skwiry, zrozumiały to już w XIX kształcąc się na lekarzy w Wiedniu i inż.górników w Leoben.
    Co powodowało Etykiem ?
    pragnienie schlebiania damom blogowym ? lemowe zapatrzenie ?

  114. @marita

    a czy Maryja Martysewicz cos ci mowi? Milosz o niej cieplo wspominal niegdys.

    pozdrawiam

  115. ozzy
    piszę trochę skrótowo, aż raptem pojawiasz się i każesz tłumaczyć pojęcia typu „pustynia moralna”. Tak w czasach studenckich nazywaliśmy miejsca i sytuacje, gdzie dochodziło do ekscesów – pijackich, erotycznych itp. To był żart.
    Chodziło mi o to, że naród czeski, który jest zateizowany (nie każ mi tego tłumaczyć, proszę, to tylko komentarz na blogu – po prostu religia odgrywa u nich małą rolę) może zachowywać się en masse bardziej przyzwoicie i moralnie niż naród teoretycznie religijny (95% ponoć). Religijność nie jest zatem wyznacznikiem moralności na co dzień. Można i bez niej być przyzwoitym człowiekiem. W naszym narodzie patologii jest chyba więcej (nie podam żadnych danych, zastrzegam od razu – to tylko wrażenia), choć religia odgrywa ogromną rolę w życiu społecznym. Ale najwyraźniej jest powierzchowna. I żadne nauczanie religii w szkołach nie ma na to wpływu. Pozdrawiam.

  116. ozzy, jesteś geniuszem.
    Tak, to jest to nazwisko. Autorka wierszy o Barbarze, w imieniu Barbary. Wiem, że kiedyś ją znalazłam, ale teraz przejrzałam cały blog, na usich mowach, i nigdzie nie było. Dziękuję, zapamiętam 🙂

  117. ozzy
    4 sierpnia o godz. 19:15,
    nie pierwszy raz stosujesz w dyskusji taktykę „groch z kapustą”.
    Rodzi to we mnie podejrzenie, że nie o wymianę myśli i argumentów Ci chodzi. O co? Nie mam ochoty bawić się w szarady.
    Nie mniej do dwóch kwestii się ustosunkuję.
    przeczytalem pare wypowiedzi na temat przemian systemowych na poczatku lat 90 i rzekomej „negatywnej” roli jaka odegral rzad Tadeusza Mazowieckiego, ktory jakoby
    wprowadzil Kosciol katolicki do wladzy i „dal sygnal, ze Kosciol MOZE byc ponad prawem”(!).

    A konkretnie, w którym miejscu na blogu to przeczytałeś? Bardzo proszę, bez demagogii. Może się zdażyć, że ktoś Ci odpowie równie niegrzecznie i znowu będziesz się dramatycznie żegnał z blogiem. Rząd Mazowieckiego wprowadził do szkół religię drogą rozporządzenia. Czyli „tylnymi drzwiami”. Tyle! Nie widziałam żeby ktoś tu pisał coś innego na temat rządu Mazowieckiego.
    Kwestia druga. Osobiście czytałam wypowiedź Michnika na temat powstrzymania się od krytyki KrK. Czy zarzucasz mi kłamstwo?
    Czy chcesz powiedzieć, że przeczytałeś i zapamiętałeś każde słowo opublikowane przez Michnika w GW?
    Można mieć różne poglądy, ale to nie zwalnia z obowiązku przestrzegania zasad dobrego wychowania.

  118. @marit

    mowiac o literaturze bialoruskiej: nie wyobrazam jej bez Wasyla BYKAUA i Alesa ADAMOWICZA. Niezapomniany film Elema Klimowa „Idi i smatri” (Idz i patrz) – wspolscenrzysta Ales Adamowicz – dramat wojenny, jak zaden inny chyba, ktory ukazuje
    zbrodnie nazimu i groze wojny.
    Wasyl Bykau /1924-2003/ byl kandydatem do literackiego Nobla a jego korespondencje z Ryhorem Baradulinem poeta bial. sa warte uwadze. Ci ludzie rzeczywiscie kochali Bialorus.

  119. @Matylda

    inkryminowany tekst nie pochodzi od Ciebie, wiec mozesz byc spokojna. Oczywiscie, ze nikt nie jest w stanie przeorac GW a tym bardziej miec w pamieci wypowiedz naczelnego GW, jednakoz chcailbym ten fragment ujrzec – pars pro toto to nie jest mysl Adama Michnika. Klamstwa nie zarzucam. Poglady mozna miec rozne i dobrze, ze tak jest. A to, ze rzeczywiscie mialem juz dosc poniektorych wypowiedzi na tym blogu u p.Hartmana, tego nie przecze — bo to nie byly poglady a czysty rasizm. Bardzo chcialbym, zebys zajela sie wychowaniem tychze (komentarze do „Zydoweczki sa w kropeczki”)…nie wiem, bom dlugo poza polska rzeczywistoscia, czyzby to juz nalazy do bonu tonu a biblia narodowa sa Protokoly Medrcow Syjonu?

  120. @Matylda

    inkryminowany tekst nie pochodzi od Ciebie, wiec mozesz byc spokojna. Oczywiscie, ze nikt nie jest w stanie przeorac GW a tym bardziej miec w pamieci wypowiedz naczelnego GW, jednakoz chcailbym ten fragment ujrzec – pars pro toto to nie jest mysl Adama Michnika. Klamstwa nie zarzucam. Poglady mozna miec rozne i dobrze, ze tak jest. A to, ze rzeczywiscie mialem juz dosc poniektorych wypowiedzi na tym blogu u p.Hartmana, tego nie przecze — bo to nie byly poglady a czysty rasizm. Bardzo chcialbym, zebys zajela sie wychowaniem tychze (komentarze do „Zydoweczki sa w kropeczki”)…nie wiem, bom dlugo poza polska rzeczywistoscia, czyzby to juz nalazy do bonu tonu a biblia narodowa byly Protokoly Medrcow Syjonu?

  121. Errata/techniczna:
    duplikat

  122. ozzy,
    nie zamierzam nikogo wychowywać. I bardzo proszę daj sobie spokój z „Mędrcami Syjonu”. Jeżeli ktoś głosi na blogu poglądy rodem z „Mędrców…, istotnie to się zdarzyło, to należy wobec takiej osoby zastosować ostracyzm. Wedle zasady „nie polezie orzeł w g….”. Nie ma powodu dodawać znaczenia ludziom niegodziwym.
    Nie prowadzę archiwum GW, dlatego nie podam, w którym numerze GW Michnik zamieścił cytowaną opinię. Możesz mi wierzyć lub nie. Mnie to również do Michnika nie pasowało, ale z pewnością to czytałam. I tyle w tym temacie.
    Inną kwestią jest to, że naprawdę, jak dla mnie, mieszasz zbyt dużo wątków na raz. Przez co dyskusja staje się prawie niemożliwa. Zakładam, że spotykamy się tu po to, żeby rozmawiać a nie boksować się.
    To co piszesz o Białorusi, jest bardzo ciekawe. Dobranoc.

  123. @matylda

    chyba zaczynamy sie rozumiec….a to dobrze

    rowniez dobrej nocy zycze 🙂

  124. ozzy
    Nie chcę wchodzić w szczegóły twojej polemiki z tymi, którzy, jak np. ja, źle oceniają sojusz kościoła i państwa w Polsce.
    Nie chodzi już nawet o tę nieszczęsną religię w szkole. Obszerniej pisałam na ten temat powyżej, ale i o niejasne, niedogodne dla państwa, które mieni się świeckim, ustalenia tzw. konkordatu, a także kuriozalne ustalenia dotyczące komisji majątkowej, stojącej de facto ponad prawem.
    „Rzekoma negatywna rola” – jak piszesz -pierwszego rządu po 1989 w tej materii, a także lewicy która później doszła do władzy i była niebywale wprost prokościelna (na zasadzie swoistej „pokuty”) okazała się – w istocie rzeczy – jak najbardziej negatywna.
    Dziś odczuwamy tego skutki : żaden w miarę liberalny projekt w sejmie (choćby w sprawie in vitro, czy związków partnerskich) nie może się przebić, bo kościól i partie polityczne trwają w klinczu.
    Dziwne, że ty – od lat zyjący w prawdziwie demokratycznej Szwecji – tego nie dostrzegasz.

    Cieszę się, że przypomniałeś wielkiego pisarza białoruskiego, Wasyla Bykaua. Czytałam chyba wszystko, co ukazało się w polskim przekładzie. Mam w pamięci zwlaszcza „Balladę alpejską” i „Piaskowisko”.
    Pozdrawiam

  125. hej, witam w piekna sloneczna niedziele,

    @mag

    jeszcze raz chce wyjasnic, by nie bylo nieporozumien i przypisywania mi pogladow, ktore sa mi z gruntu obce. Doskonale widze negatywne zjawiska na arenie politycznej w Kraju a z drugiej strony nie zamaykam oczu na to , co sie dzieje wspanialego. Kilka negatywnych zjawisk podalas – i zgadzam sie bez jakiegolwiek sprzeciwu. Czyli jak dotad gramy z jednej partytury. 🙂
    Jednakoz by rozwiac nieporozumienia, ktore wynikaja z nieraz bardzo blahych przyczyn, chce dac malutki przyklad, ale wielce przemawiajacy. Na sztokholmskiej paradzie rownosci Stockholms Pride 2012 (piekna nazwa) byli przedstawiciele polskiego parlamentu a mianowicie posel Robert Biedron i poslanka Anna Grodzka – zreszta oboje tacy sympatyczni. Wszyskto zasluga wspanialego polskiego instytutu kultury w Sztokholmie. I to mnie cieszy, nawet bardzo. http://www.polskainstitutet.se/pride_2012
    Wlasciwie podajac ten przyklad moglbym wiecej juz nie pisac. Powiem jedno tylko, ze zaslugi pierwszego rzadu p.Mazowieckiego jak i lewicy – tu uklon w strone p.prezydenta Kwasniewskiego – sa nie do odebrania. Bywalo roznie, jak bywa w polityce. To, co prezentowali adwersarze ( obecnie:smolenszczycy) tych obu orientacji bylo i jest do nie zaakceptowania. Jerzy Urban niegdys mawial, ze jezeli maniak objawia w Polsce jakis tam poglad np. antysemityzm, niczym nadeptuje na czuly odcisk to ma juz automatycznie zapewniony rozglos i traktuje sie powaznie.

    to tyle, pozdrawiam

  126. mag, ozzy, zaskoczyliście mnie jako znawcy białoruskiej literatury 🙂
    Nie będę udawała, że znam Bykowa, choć był publikowany w zeszłym roku na stronie Radia Svaboda. Nie czytałam, bo choć nie mogę powiedzieć, że o wojnie wiem wszystko, to muszę powiedzieć, że nie chcę wiedzieć więcej… Wyjdę na jakąś mimozę… Ale faktem jest, że do wojennych filmów czy książek muszę się zmuszać. Tak więc przeczytałam (czy raczej wysłuchałam) jednej tylko przypowieści Wasyla Bykowa. O strachu. Była świetna.

    Ostatnio przeczytałam „Teorię zmowy” Achromienki, znakomita książka w klimacie „Mistrza i Małgorzaty”. „(…) w paradoksalnej i ostrej formie stawia te białoruskie pytania, jakie wielu boi się sobie zadać nawet w myślach. Odpowiedzi brzmią ironicznie, cynicznie, nieprzewidywalnie i radykalnie.”
    Z tego co wiem – tylko po białorusku, nakład b. mały 🙁

  127. hej @marit

    Nigdy nie rozmawiajcie z nieznajomymi
    (M.Bulgakow)
    —————————————————————————————–
    nie pretenduje sobie, bron Boze, do miana znawcy literatury bialoruskiej – po prostu kocham tworczosc literacka tego obszaru jezykowego. Ta fascynacja juz od dawna, od konca bodajze lat 60. Duza w tym zasluga niezyjacego pisarza, poety, tlumacza Wiktora Woroszylskiego(1927-1996), ktorego „Cyryl, gdzie jestes?” wielu z mego pokolenia czytalo lub tez ogladalo film przygodowy „I ty zostaniesz Indianinem” (rez.Konrad Nalecki) na podstawie ksiazki Woroszylskiego. Byl przyjacielem Sokrata Janowicza i przekladal
    jego tworczosc. Mam gdzies numer Wiezi z konca lat 80 i tam byla wlasnie rozmowa na
    temat ksiazki Janowicza „Bialorus, Bialorus” i przeklad jego tekstu. Przy okazji moze znajde ten numer, bo cos mi swita w glowie, ze i poezja Jana Leonczuka tez tam byla.
    Rzeczonego Uadzislaw Achramienki nie znam, ale cos tam chyba mozna bedzie znalezc na stronicach Kultura enter (miesiecznik internetowy wymiany idei) http://www.kulturaenter.pl Natomiast „sobrannyje soczinenja” Michaila A.Bulgakowa mam w zasiegu reku i wracam czesto, zwlaszcza by poprawic sobie humor biore „Sobaczoje serdce” (film, rez.Bortko) i dusza sie raduje, kiedy ogladam mistrza sztuki aktorskiej Jewgienija Jewistignejewa (1926-1992) – zob. http://www.rusactors.ru – w roli profesora Preobrazenskogo. Tu uklon w strone p.Ireny Lewandowskiej i jej znakomitych kongenialnyc przekladow ros.lit. (tez Bulgakowa) – zreszta polscy tlumacze lit. ros to eksperci duzej klasy jak Andrzej Drawicz, Seweryn Pollak, Alicja Wolodzko czy wspomniana pani Irena Lewandowska.

    pozdrawiam slonecznie

    PS Nie wiem, czy jest dostepna ksiazka Wasyla Bykau „Sotnikow”, przekl.Andrzeja Drawicza a wydana jeszcze w 1973 w K i W. a z kolei film Larisy Szepietko „Woschazdenije” jest raczej dostepny i muzyka, ale jaka !, Alfreda Schnitke, o ktorym raczej p.Dorota Szwarcman mialaby wiecej do powiedzenia

  128. mag,
    a dlaczego „kukwa” a nie „kukiew”? Jeśli kukwa, to na kukwie,a nie na kukwi.
    Na kukwi jak na brukwi 😉

  129. Szanowny Gospodarzu,

    pisze na tej stronicy, jako ze nastepna zbyt jest odlegla tematycznie od tego o czym chcialbym przypomniec szanownym czytelnikom i komentatorom „Loose blues” a jednoczesnie to wspomnienie jest zwiazane z rodzina pana Gospodarza
    __________________________________________________________________________
    6 sierpnia mija rocznica mija 70 rocznica smierci Romana KRAMSZTYKA (1885-1942) wybitnego polskiego malarza zydowskiego pochodzenia. Student u prof. Mehoffera, wspolzalozyciel grupy wanagardowej Rytm(1924-1932), ktorej byl znanym portrecista (slynny portret Leona Weissberga). Znany z rysunkow, ktore wykonywal czerwono-bruntana kredka (sangwina)
    Mimo, ze osiedlil sie w Paryzu to dosc czesto odwiedzal Polske. Bral udzial w Swiatowej Wystawie w Nowym Jorku 1939 Zona Kramsztyka byla siostra polskiego malarza-kubisty Ludwika Kazimierza Markousa. Wybuch wojny zaskakuje Kramsztyka w Warszawie i decyduje na pobyt w getcie. Zostal zastrzelony przez zolnierza SS.
    Jego rysunki sa swoista dokumentacja tragedii ludnosci getcie, ktora ukazuje rysankami kredka. Prace jego sa m.in. w Archiwum Ringelbluma a takze w kolekcji panstwa Fibakow. W 1968 w Tel Awiwie (sala Heleny Rubinstein)byla zorganizowana wielka ekspozycja prac artystow zydowskich z tzw. Ecolé de Paris.
    …………………..
    Jacek Kaczmarski niegdys napisal utwor „Kredka Kramsztyka” zas muzyke Przemyslaw Gintrowski http://www.youtube.com/watch?v=KFTWfJ1m9jU

  130. pisze:Tomku, zacznę od końca jeśli zamierzasz oiwdmaać komukolwiek prawa do komentowania, to zwyczajnie w świecie ograniczasz demokrację. Tym bardziej, jeśli jednocześnie stosujesz jeden z podstawowych błędf3w logicznych uogf3lnianie indywidualnej autopsji na sytuację makroekonomiczną. Podobne uogf3lnienia prowadzą w prostej drodze np. do twierdzeń, że budżet państwa to to samo co budżet domowy, co nie do końca jest prawdą.To, co mnie osobiście zniechęca do własnego biznesu w Polsce, to owszem, biurokracja, brak stabilności prawnej i trudność w dostępie do kapitału. Składki nie przerażają mnie w ogf3le, bowiem wiem, że bez nich nie byłoby możliwe zaspokojenie podstawowych potrzeb społecznych. Ich wysokość już dziś zresztą sprawia, że mamy niższy niż unijna średnia poziom wydatkf3w na opiekę zdrowotną, więc nie dziwota, że wygląda, jak wygląda. Można oczywiście przejść na bezpośrednie finansowanie publiczne, nie ze składek tylko z podatkf3w, ale wtedy trzeba być gotowym na podwyżki podatkf3w, żeby to wszystko się domknęło jak w Skandynawii.Niespecjalnie protestowałem przeciwko postulatom nie tylko Palikota, ale i innych formacji, proponujących np. ułatwienia przy zakładaniu firmy, odprowadzanie przez firmy podatkf3w i składek w momencie faktycznego przyjścia pieniędzy od kontrahentf3w, nawet nie mierzi mnie wizja zastępowania faktur zwykłymi paragonami. Problem w tym, że by to wszystko działało, potrzeba sprawnie działającego aparatu publicznego, a więc i biurokracji. Znajomy zdziwił się, że w Niemczech papierologia rf3żnego rodzaju zajęła mu nie pf3ł dnia, a pf3ł godziny. Wystarczy spojrzeć z jednej strony na tradycje biurokratyczne (bo nie zawsze państwowe otoczenie instytucjonalne i historyczne rf3wnież ma znaczenie w ekonomii), a z drugiej na poziom składek i podatkf3w, by uzyskać odpowiedź, dlaczego tam to działa.Jeśli zmiany kodeksu pracy, to tylko i wyłącznie w wyniku trf3jstronnego dialogu. Właśnie dlatego nie lubię jednostkowych przykładf3w tak jak ludziom wydaje się, że rozwiążą problemy społeczne, wpłacając pieniądze na pojedyncze, chore dziecko (zamiast skupić się na architekturze ochrony zdrowia), tak samo myśli się w kategoriach działania państwa. Nie mam nic przeciwko, a wręcz przeciwnie dużo o tym pisałem gdyby w wyniku wspf3lnych negocjacji udałoby się analogicznie do Danii wprowadzić akceptowane przez związki zawodowe uelastycznienie rynku pracy w zamian za finansowanie przez państwo z wysokich podatkf3w aktywne programy rynku pracy (szkolenia, staże etc.) to spoko.Ja, jako osoba ktf3ra szukała pracy, mam rf3wnież rf3żne doświadczenia z pracodawcami. Na każdą historię o męce przedsiębiorcy mf3głbym znaleźć kilka na temat męki pracownika, bycia wyzyskiwanym przezeń etc., co nie sprawia, że chciałbym np. upaństwowienia wszystkich przedsiębiorstw. Mało kto zastanawia się tu np. dlaczego w Polsce jest taki wysoki odsetek przedsiębiorcf3w, tworząc mit przedsiębiorczego narodu i pomijając kwestię np. roli samozatrudnienia. Właśnie dlatego obok niewątpliwej korzyści z posiadania wiedzy z autopsji, tyle że z drugiej strony rynku pracy warto spojrzeć na poziom makro, a z tej perspektywy program Palikota, w mojej opinii, nie trzyma się kupy. Elastyczny rynek pracy, bez adekwatnych wydatkf3w społecznych państwa (zarf3wno pasywnych, jak zasiłki, jak i aktywnych, jak szkolenia), z niskim poziomem uzwiązkowienia, co de facto uniemożliwia przejęcie przez związki zawodowe części roli państwa na rynku pracy, a na dokładkę z ujednoliconym VAT-em, co spowoduje chociażby wzrost cen żywności to recepta na dalsze rozwarstwienie społeczne, dużo bardziej niż na spektakularny rozwf3j przedsiębiorczości. Pomijam już tu badania psychologiczne dotyczące korelacji między jakością pracy a stopniem bezpieczeństwa zatrudnienia, bo to już nieco inna broszka, chociaż rf3wnież wpływająca zarf3wno na wyniki pojedynczych przedsiębiorstw, jak i całej gospodarki.Nie mf3wiąc już o tym, że moi rodzice swego czasu przedsiębiorcami byli i na kodeks pracy nie narzekali i nie przyczynia się to u mnie do uogf3lnienia, że wszystko jest z nim w porządku 🙂

  131. markot
    30 lipca o godz. 17:06
    W Bohonikach i Kruszynianach interesujące cmentarze muzułmańskie, w Krynkach – stary kirkut. Miejscowi niechętnie udzielają pomocy w znalezieniu, drogowskazów też nie ma, ale jak się uprzeć…
    Meczet w Bohonikach zarządzany przez mało sympatycznego imama po szkoleniu w Arabii Saudyjskiej, restauracja obok – w rękach jego rodziny. Kruszyniany przyjemniejsze, w meczecie kompetentny przewodnik.
    ”szkolił się” – studiował klasyczny język arabski imam też w Bośnii i we Francji.
    ”restauracje obok” prowadzi pani Rodkiewicz, nie spokrewniona z imamem ,tylko jest jedyną we wsi ,która prowadzi kuchnie tatarską , a imam z niej nie ma żadnej korzyści.
    ”w rękach” ma żonę katoliczkę, która pochodzi z Kresów, dlatego też biegle mówi i lubi język rosyjski. Zabrakło panu wyobrażni ten fakt skomentować ?
    ” mała sympatyczność” to raczej uprzedzenia i projekcja ,świadczy o tym przedstawiony tu skrzywiony obraz człowieka, którego pan nie zna.

css.php