Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne

30.09.2012
niedziela

Gaudeamus, idiotes!

30 września 2012, niedziela,

Idzie Nowy Rok. Akademicki. Rzesze wylęknionych bluźnierców drżą na myśl o konfrontacji z własną niemocą w zwielokrotnionym obliczu studentów. Tyle miesięcy spokojnego lata i gdzie to wszystko się podziało? Zleciało na niczym, jak zwykle. Tylko do grobu znowu ciut bliżej. Co uczyniliśmy złego, że znów musimy womitować zwątlonymi gardłami breję nikomu niepotrzebnych słów, spływających jak flegma z naszych odrętwiałych i zarobaczonych mózgów? Za jakie grzechy do naszych pensji dopisano te godziny udręki, gdy patrząc w młode znudzone oczy, widzimy swe zmarnowane żywoty i wydrenowane umysły?

Dwa złote osiemdziesiąt groszy odlicza monotonnie minuta po minucie zegar wykładowcy ze stopniem doktora. Bochenek chleba, bochenek chleba, bochenek chleba. Łatwego, a jakże gorzkiego chleba. Otwieranie sali, światło, okno, szuranie krzeseł – wszystko wliczone. Urwać pięć minut. Wysłać studenta po klucz. Zetrzeć tablicę. Każda minuta jest droga. Gardło ściśnięte, jakby płaczem, język kołkiem staje. Oszukać czas – może student coś powie? Nie powie? A co ma mówić? Wszystko jest przecież jasne – czekamy na koniec. 90 minut wyjętych z życia. Przerwa, herbata, znów to samo. Ściana i groch. Echo w opuszczonym teatrze. Kłujący ból wysuszonego gardła.

Po strasznym 1 października mój aparat głosowy, zasilany małą i niezbyt mi drogą cząstką mego umęczonego i schorowanego mózgu, odtwarza jakiś nieznany mi i nic mnie nie obchodzący plik MP3. Bełkot, na którym nie zatrzymałbym pilota nawet na pół minuty. Wiem, że nic nie wiem, a tyle mam do powiedzenia! Bite półtorej godziny bez przerwy gęba mi się nie zamyka! Czy na to dobry Bóg stworzył gębę? Czy Matka Karmicielka nie lubi ciszy? Dlaczego każe swej dziatwie tak nadwerężać delikatne strunki? W dodatku ta moja gęba robi jakieś dziwne miny, których nigdy nie widziałem w lustrze. Miny zapamiętane przez studentów stokroć lepiej, niż cokolwiek z tego, co zdołam powiedzieć. Zgroza. Grecka tortura. Niech by Zeus Gromowładny przywalił kiedyś w ten cały gimnazjon! Tylko me oczy, wciąż jeszcze bystre, szukają instynktownie, na końcu sali, gdzie chowają się skuleni, w poszukiwaniu resztek prywatności, nieliczni studenci, tej jednej twarzy, na której odmaluje się ślad zainteresowania lub choćby zrozumienia.

Jeśli zda się nam, że coś pełga na obliczu efeba, ogarnia nas katharsis. Wokół tej uszczęśliwiającej wizji Inteligentnej Twarzy osnuwamy wielki mit Dobrej Grupy i Sensu Naszej Pracy Mimo Wszystko. Do czasu, aż nadejdzie dzień egzaminu. U kresu bolesnego semestru złudzenia rzucają swe sztandary przed naszym biurkiem. Czwórka za każdy z nich, piątka – za jedno sensowne słowo. Dotkliwie oszukani i zawiedzeni po raz trzydziesty trzeci, szukać będziemy pocieszenia w krótkich wakacjach i w tym cudownym narastaniu wiosny, leczącym traumę drugiego semestru. Wiosny zapowiadającej lato. Jedyną porę, gdy każdy nauczyciel robi to, co kocha najbardziej: nie uczy.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 161

Dodaj komentarz »
  1. Mam wrażenie, że traktuje Pan studentów jak zupełnych idiotów.
    Tak się składa, że jutro rozpoczynam trzeci rok studiów na UAM. Po dwóch latach studiowania widzę, że niektórzy wykładowcy po prostu nie powinni prowadzić zajęć; górnolotnie pewnie to zabrzmi, ale po prostu nie mają „daru” – nie nadają się do tego. W każdym semestrze spotykam się z wieloma świetnymi wykładowcami, ale zawsze trafi się też taki, którego wykłady to męka i tortury. Nudy straszne. Wtedy na salę przychodzi kilku najbardziej zdesperowanych słuchaczy, licząc, że „a nóż” tym razem będzie lepiej. Niestety po kilkunastu minutach przekonują się, że chyba jednak nie wszyscy nadają się do prowadzenia zajęć.

  2. Współczuję. Dobrze, że nie uczy pan historii i nie musi Pan przy tym kłamać jak dzisiejsi historycy.

  3. A gdyby stolarz marudzil, ze znow musi skonstruowac kolejny stol, a gdyby szewc narzekal, ze znow bedzie naprawial kolejna pare butow, a gdyby murarz marzyl o tym, aby juz nie budowac. Na szczescie wsrod stolarzy,szewcow i murarzy nie ma neurastenikow. Wykonuja prace z wiekszym lub mniejszym przekonanie. A potem udaja sie na dzialke, kochaja sie ze swymi zonami, pija piwo, lub cos mocniejszego.To sa prosci ludzie, nie zarazenii narcystyczna autorefleksja.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. @ Lewy
    30 września o godz. 8:38

    Taa… ale jakby filozof nie mial autorefleksji, to raczej by buty szyl, nieprawdaz? Nawet taki domorosly, jak ja (no, ale ladniej powiedziec – autodydakt, jak Edison). Po prostu mozol pracy czasem nas przerasta, szczegolnie jak sie chce cos przekazac innym ludziom (prosze spojrzec na blogi). Kazdy – najmniejszy robaczek – ma swoja filozofie, lecz, gdy probuje sie przekazac mu cos innego, odmiennego, to najszestsza reakcja jest albo nuda, albo powiedzenie „To gupie takie”. Pewnie nigdy sie to nie zmieni, ale idealisci, tacy jak Szanowny Autor i ja (przy zachowaniu calej skromnosci) staraja sie jak moga. Po wpisach Szanownego Autora mozna poznac, ze nie kieruje sie wylacznie rota (co jest nieszczesciem polskiej nauki), ale wlasnymi przemysleniami wyrazonymi w interesujacy sposob. Inaczej nie zebraloby sie tyle wpisow.

    Pozdrawiam.

  6. Werbalista
    30 września o godz. 9:08

    Napisalem tak, bo sam wykladajac niegdys filozofie, doznawalem takich uczuc zniechecenia. Gdy w kolejnym roku wykladalem studentom jakas kwestie, lapalem sie na tym, ze powtarzam to co mowilem w poprzednim roku, ze nawet zawieszam w tym samym miejscu glos. Oczywiscie nowi studenci tego nie widzieli, ale mi to przeszkadzalo, przestawalem byc spontaniczny, wydawalo mi sie ze jestem takim zalosnym uwodzicielem. Wiec zazdroscilem ludziom wykonujacym proste zawody, nie obarczonym taka autorefleksja.
    Jeden neurastenik nie przepada za drugim neurastenikiem, pragnie pajdy czarnego, razowego chleba.
    Tez pozdrawiam

  7. Każdy z nasz parających się nauczaniem, ma okropne wrażenie, że mówi do ściany; co gorsza ściana ta jest dość elastyczna i odrzuca nasze słowa na powrót, w kierunku nieszczęsnego belfra. Potem przychodzi refleksja, że w takiej sytuacji są wykładowcy co najmniej, od sześciu tysięcy lat, a świat to przetrwał, a nawet zanotował rozwój nauki. Spoko, Panie Psorze. Nauczą się. Pan ich zmusi groźbą egzaminu, uwiedzie wdziękiem „znającego” postraszy groźbą „Jeszcze troszkę, debilku, a staniesz na moim miejscu i zobaczmy jak zaśpiewasz”. Zawsze tak jest. Przeżyją oni i Czcigodny przeżyje.

  8. Żal mi i pana prof. Hartmana, i tych mało rozgarniętych młodziaków.
    Ale skąd oni się wzięli? Czy te „roczniki”, które dziś zapełniają polskie uczelnie są generalnie głupsze niż jeszcze kilka, kilkanaście lat temu? Nastąpiła jakaś degenaracja umysłowa pokolenia urodzonego już wolnej Polsce? Trudno mi w to uwierzyć.
    A może jest tak, że zdegenerował się nasz cały system oświaty, który zwłaszcza na poziomie licenjatów, a nawet studiów magisterskich na niezliczonych uczelniach prywatnych, choc nie tylko, produkuje taśmowo osoby z cenzusem „wykształcenia wyższego”. Nierzadko wykładowcy renomowanych uczelni „tylko” chałturzą na tych gorszych. Niektórzy się z tych chałtur wycofują, mam takich znajomych, bo nie nie godzą się z tym, że nie wypada (zgodnie z zaleceniami rektorów) „oblewać” tych, co przecież zapłacili. Siłą rzeczy musieliby wymagania.
    Może jest tez tak, że poziom wielu liceów nie stwarza rękojmi, że nawet wysoko oceniane przez nie matury gwarantują „dobry” materiał na studentów. A przecież prawdziwych egzaminów na studia, które mogłyby to zweyfikować, nie ma.
    Nierzadko trudno ocenić predyspozycje nawet maturzysty prymusa, zwłaszcza w przypadku kierunków humanistycznych.
    Dobrze chociaż, że w przypadku wyższych szkół tetralnych (i chyba plastycznych) trzeba „stanąć twarzą w twarz” z przyszłymi wykładowcami.
    Wielu młodych ludzi wybiera dość przypadkowo kierunek studiów, byle odwlec czas szukania pracy, z cichą nadzieją, że potem… jakoś to będzie. „Papier” na pewno nie zaszkodzi, a może pomoże.

  9. „Dwa złote osiemdziesiąt groszy odlicza monotonnie minuta po minucie” !??
    Wychodziloby 168/h . Dwie but. porzadnego malbeca. Daj Boze zdrowie . Chyba nie wypada narzekac .
    Na szczescie wsrod stolarzy (przyuczonych), rzadko bo rzadko ale zdarzaja sie neurascenicy , ob. przyuczeni . A potem te narzekania !
    Panie kochany, tu seczek , tu zadrapane, a tu szparka . Kolor chyba za ciemny, co Pan mysli?
    Tyle „piniedzy”? Bez malbeca ciezko zasnac .

  10. Co to się znów wyprawia-tym razem z postem.
    Jakieś alegorie z ,,zarobaczonymi mózgami”, metaforyczni idiotes z ,,wydrenowanymi umysłami” i per analogiam antypochwała głupoty.
    No, jest parę osób na blogu przywdziewających frak przed wejściem na scenę z komentem, ale żeby zaraz zainfuckowane mózgi? Maskują kołtuna i niebotycznym pustosłowiem przykrywają ubogość myśli, ale żeby mieli wydrenowane umysły? ,,Wymiotują breją nikomu niepotrzebnych słów”, ale…
    Mają ci oni kompy, w nich komunikatory, poczty, facebooki itp. okna życia. Pozostawialiby tam, co spłodzą. Wymieniali słowa czy pieszczoty, pospijali nawzajem z dziobków sam na sam. Nie, oni muszą uprawiać ekshibicjonizm intelektualny publicznie. Takie parcie na szkło czy afisz.
    Ale, czy należy to wytykać palcem?
    Mawiają; Dobre wychowanie nie polega na tym, że nie puścisz bąka na salonie, ale na tym, że tego nie zauważysz.

  11. Abulafia
    30 września o godz. 12:50

    O co Ci chodzi, jakies to tajemnicze, chyba nie doroslem do Twojego poziomu, takie to hermetyczne. Szkoda, moze jakbym to pojal, to doznalbym iluminacji.
    Kto wchodzi na blog we fraku ?

  12. Pyrgus pisze o „piłach” niezdolnych do wzbudzenia zainteresowania u słuchaczy.
    Jednak to także kwestia motywacji słuchaczy do absorbcji treści wykładanych.

    Motywacje są różnorakie.Tradycji kulturowej jak wśród azjatów czy narodu wybranego.
    Pragnienia awansu społecznego i materialnego.Pewnie także oczarowania wiedzą.
    Tak też bywa .Bez tego czarowania nie ma matematyków.

    Mam wrażenie,że motywacja słuchaczy dołuje.

  13. Cóż, za mojej studenckiej kadencji istniało powiedzenie że najlepszym studentem byłby….koń…..
    Chodziłby aż do skutku.
    Rekordzista w Niemczech studiował 50 semestrów- traktując to pewnie jako hobby…..
    Strajkują studenci w Grecji, przeciwko zabraniu im wysokich stypendiów.
    Chilijscy, przeciwko braku dostępności bezpłatnej nauki…..

    Czy będą strajkować nasi?
    Córka koleżanki kilka lat temu dostała się na prawo.
    Inauguracja roku, na sali 3000 rozpoczynających ten kierunek…..
    Przy niezmienionej prawie ilości kadry dydaktycznej, dostępu do czytelni, ilości podręczników, sal wykładowych, to idiotyzm obliczony na ściąganie opłat, nie studia.
    Za moich czasów ten kierunek- Prawo o Administracja- studiowało ŁĄCZNIE!!! jakieś 200 osób……

    Teza że ilość przechodzi w jakość jest piękna, ale tylko teoretycznie….

  14. Nie studiowalem az 50 semestrow, ale cos kolo tego… 🙂
    W kilku krajach, na roznych kierunkach, od studiow technicznych przez humanistyke do tzw. life sciences.
    Zgodze sie ze studentem z UAM, ze studia polskie to, niezaleznie od kierunku, charakteryzowaly sie restryktywnoscia i kiepskim przygotowaniem kadry, od profesora do asystenta. Te ciagle testy, kolokwia, kartkoweczki. Wykladowcy czytali czasami zywcem z podrecznika, a studenci sciagali na egzaminie. Obie strony czynily to bezkarnie, czyli byl to wielowiekowy obyczaj. Dzis, ja oszukuje, ze cos wykladam i ucze, jutro, ty oszukujesz, ze czegos sie nauczyles.
    Na Zachodzie tez nie wykladaja same orly, ale nikt nikogo nie poniza. Sa tzw. handouty, kazdy podrecznik mozna kupic w ksiegarni, pomoce sa w bibliotece i w komputerze. Sciaganie na egzaminie i kopiowanie od kogos to najwieksze przestepstwo i mozna przez to wyleciec ze studiow z wilczym biletem.
    Na Zachodzie placac za studia student wymaga od prowadzacego pomocy w nauce, a nie koncowego stopnia. Zdarzaja sie przypadki, gdy tzw. teaching assistant jest swiezo przybyly Chinczyk ledwie mowiacy po angielsku. Niewiele przedmiotow tutaj jest przymusowych. Slabe wyklady o niczym, nie prowadzace do niczego nie maja studentow, ktorzy wola inwestowac w cos, co przyniesie umiejetnosci i dobra prace.

  15. Nie jest dobrze z naszą szkołą. Od dołu do góry. Wina za to rozkłada się pomiędzy władze, belfrów i żaki. Niekoniecznie po równo.
    Niestety nie rozumiem masochistów, którzy uczą albo udaja, że uczą, mimo, że tak strasznie przy tym cierpią. Tyle jest przecież pożytecznych zajęć.
    Z nowego roku akademickiego cieszy się niewątpliwie szczególnie przeze mnie nielubiana grupa skunksów, trudniących się pisaniem prac zaliczeniowych, egzaminacyjnych i dyplomowych za pieniądze.
    Jak zwykle życzę im niekończącej się czkawki na przemian z biegunką. Zasługuja na wszystko czym fizjologia może ich pokarać za podły proceder, który uprawiają 👿

  16. …a ja stoje w kolejce po to samo. Odbilo mi?

    Pomijajac dziwne wrazenie jakie na mnie zrobily Panskie slowa, do tego calego narzekania dodam ze wielu znajomych badaczy naukowych tez nie czuje sie spelniona…nielatwy kawalek chleba. Zycie intelektualisty to droga na Golgote z glowa w koronie ciernistej. Myslenie boli, stad tyle malpiego cwaniactwa, prostactwa i glupoty dookola. Odzwyczajamy sie od ‚nieprzyjemnego’, choc stalego, elementu zycia jakim jest BOL.

  17. Matyldo,
    Jako skunks ,niegdysiejszy i działający wówczas z przyjażni,protestuję.
    Architekt,musiał załączyc do pracy dyplomowej częśc obliczeniową a „baciki” były mu głęboko obce.CAD’a nie było.
    Skunksy dzisiejsze uprawiają taka samą działalnośc rynkową jak Jego Magnificencja ,profesor,wygłaszający pogląd by się od niego…albowiem był wynajęty tylko do podpisywania indeksów.
    Najwyższy czas by sejm uchwalił przepis o „obrazie uczuc działajacych rynkowo”.

  18. @werb:
    wszyscy tocza jakies wojny-@admin ze spamem,@gospodarz z gogiem i magogiem, gronostaje z wilkami, slawomirski z „trojca”, ja z… itd,itpogolne haslo brzmi: against all ods, tak wiec nie martw sie, kozlow ofiarnych dlugo jeszcze nie zabraknie 😉 dem „meister aus deutschland”(celan) stoi, a raczej siedzi, malgorzata(pussy riots)

  19. To straszne.
    Jeśli prawdziwe.
    Może to jedynie wyjątek, niekoniecznie z autopsji Autora, lub prowokacja?
    A polskie najlepsze uczelnie w rankingach światowych zaczynają się bodaj w 4. setce.
    Jeśli podobna sytuacja byłaby w innych zawodach, to nie dziwię się marzeniom o emeryturze, godnej, w wieku 35 lat.
    Nie dziwię się też wściekłym protestom przeciwko pracy do 67. roku życia.
    Jeśli praca w Polsce byłaby tak toksyczna?!
    PS: W szkole pani pyta – Jasiu, kim chciałbyś zostać, gdy dorośniesz?
    – Rencistą, proszę pani.

  20. Tak, tak, belfrowanie na każdym poziomie wyjaławia duchowo i mentalnie! A nawet, jak widzimy, prowadzi do literackich ekscesów. Gdzie się podziali wszyscy intelektualiści? – ciśnie się na usta pytanie Franka Furediego. Gdzie podziewają się ci, dla których episteme to świętość? No gdzie?
    Skoro uprawianiem „wiedzy czystej” może zajmować się około 3 % populacji, możliwości intelektualne i tzw. pęd do wiedzy takiemu właśnie procentowi ludzi umożliwiają wykonywanie pracy badawczej, co pcha pozostałych na uniwersytety? Dlaczego dręczą swoich profesorów genetycznie zakodowanym i kulturowo usankcjonowanym idiotyzmem, zamiast poprzestać na techne? Czy sprawiła to jedynie polityka oświatowa Trzeciej RP?
    Podzielając w całej rozciągłości frustrację Profesora i oczekując rychłej wiosny, pozdrawiam wszystkich uczestników blogowej debaty!
    Cha, cha!

  21. Jurganovy
    30 września o godz. 16:42,
    jeżeli profesor się prostytuuje, to nie znaczy, że wiadomy proceder traci cokolwiek ze swojej ochydy.
    Co innego pomagać z przyjaźni jednej osobie. A co innego pisać za pieniądze prace studentom, którzy przedstawiają je jako swoje. Nie ma tu co szukać usprawiedliwień.
    To jest zajęcie godne skunksów.
    Przykro mi jeżeli Cię uraziłam, ale mam jednoznaczny pogląd na temat ludzi, którzy się tym trudnią.

  22. Przecież jest tyle innych profesji… po co tak się męczyć? Inni z przyjemnością podejmą się nauczania, złapią kontakt z młodymi dorosłymi i nie będę katować siebie i studentów.

  23. Panie Profesorze Hartman,

    dzisiejszy Pański tekst, jest…milowy…
    Wszyscy, którzy uczciwie „abrzą” się w sensach fundamentalnych, wpadają w końcu w pułapkę braku sensu czegokolwiek.
    Teraz Pan już wie, że wszystko, w czym „taplają” się nasze , indywidualne świadomości, to małe umowności donej chwili, danej społeczności.
    Szczęśliwi ci, którzy nie zrywają różnokolorowych klapek z oczu swoich umysłów. Tacy, zanim się zdobędą na taki krok, już odchodzą w chwale ku wiecznej szczęśliwości/?/
    Ponieważ zawsze pozostajemy małymi ludzikami, ratunkiem dla:”Wiem, że nic nie wiem” , może być twórcze znalezienie dla sieie wyższych celów do osiągania od dotychczasowych, a to może pozwolić naszym mózgom uzupełnić niedobory zbawiennej dla naszych świadomych, dociekliwych jestestw-ardenaliny.
    Parę „machów” tego specyfiku wystarczy, żeby np. porwać studentów ku mądrości, i niech oni się martwią tym co ich dopadnie, kiedy im otworzą się oczy umysłów zbyt szeroko…

    Pozdrawiam,Seabastian

  24. Matylda
    30 września o godz. 17:43

    Ostatnio mieliśmy serię wpadek polityków niemieckich z plagiatami prac doktorskich….
    O czym to świadczy?
    Nie o moralności polityków chcących podnieść swój prestiż przypadkiem?
    Tytuł naukowy do niedawna coś znaczył, wyróżniał człowieka.
    W dobie masówki i pisania na zamówienie, świadczy jedynie o tym, że człowieka stać na kupienie najmity do czarnej roboty…..
    Deprecjonują się wszystkie wartości.
    Afera z tytułami szlacheckimi w Wielkiej Brytanii też o tym świadczy.

    Wszystko na sprzedaż?

  25. Nie powinno byc: Gaudeamus Idiotae?

  26. Widać pan profesor nie ma nic ciekawego i ważnego do powiedzenia studentom, skoro tak się z nimi męczy. W rzeczywistości nie jest tak źle, po prostu trzeba mieć wiedzę, być dobrym wykładowcą i mieć pedagogiczną charyzmę. Jeśli się tego nie ma, to faktycznie nie warto męczyć siebie i innych.

  27. Rozumiem, że to prowokacja, ale prowokacja prowokacji nierówna. Ta (moim zdaniem) nie naprowokuje się wiele, bo ton zbyt żałosny. Nie wiem ilu ludzi zechce się użalić.

    Oczywiście problem jest, ale z obu stron i od dawna widzę, że wielu wykładowców by chciało, by im z rąk czy z kolan zlizywać tę salezjańską śmietankę wiedzy w kornej postawie i bez zbędnych pytań. Statystyk nie ma i nie będzie, ale większość studentów zna przykłady dobrych wykładowców, którzy im pomagają uzmysłowić, że inni nie są dobrzy. Może więc rozwiązanie w tym, by byle jacy nauczyciele akademiccy wygnali hen tych coś wartych?

    Wyznania osobiste. Uczę (jak wiesz, nie w Polsce, więc moje 2,80 wygląda nieco bardziej okrągło) masówki, a to rachunek różniczkowy i całkowy dla niewierzących w naukę, a to geometria analityczna, a to algebra liniowa. Rzadko mi wpada filet mignon jakiegoś wykładu monograficznego dla 5 zdolnych i chętnych (no, powiedzmy…) studentów, ktoś przecież musi pracować na roli. Nie ma rutyny, bo za każdym razem jakieś niewinnie wyglądające pytania studentów, takie, które nazywamy popularnie „głupimi pytaniami” uświadamiają mi, że nie da się tak jak przedtem, bo pewne rzeczy stają się już dla dzieci jasne (te komputery, komputery…) a inne są kłopotami zupełnie przedtem nieprzewidywalnymi. Czasami dlatego, że szkoła nie zadbała o naukę elementarza i trzeba wymyślić ad hoc alpinistyczne zagrywki, czasami dlatego, że student zauważył coś, czego nie dostrzegł żaden z setek autorów podręczników. No, student zauważył problem, i zastanawianie się nad tym prowadzi mnie do uświadomienia sobie, że z tymi podręcznikami nie zawsze jest dobrze…

    Więc nie narzekam. Nie mam Akademii za cud natury, jej stopniowa dekadencja jest boleśnie widoczna, absurdalność wymogu, by podający intelektualną strawę jednocześnie oceniał czy organizm ją przyswoił jest mi coraz bardziej oczywista, ale porównując to z innymi życiowymi opcjami chętnie sobie radzę tu choć zapewne mam na fb strony nienawiści (nie sprawdzę, bo nie mam tam konta), od czasu do czasu przychodzi list studenta sprzed lat za coś mi dziękującego. I myślę, że na każdego, kto pisze jest paru, co by napisać chciało, więc nie jest źle, boga nauki chwalmy i dalej jedźmy z tym koksem, póki za przekroczenie wieku obowiązkowego zgrzybienia Akademia mnie nie wystawi do odstawki.

  28. Moj stary profesor, juz nie zyjacy, niestety, mawial byl ze „nauczanie to rzucanie falszywych perel pzred prawdziwe wieprze”.

    Z zawudu uniwersyteckiego profesora zrezygnowalem, gdy moj wlasny stydent zastzrelil mego wspolpracownika i przyjaciela – w klasie, za nie zdany egzamin. I nie zastzrelil mnie tylko dlatego ze bylem na rocznej delegacji badawczej. Przedtem jednak dwa razy ciagano mnie do sadu za zle stopnie, wybito mi szybe w samochodzie i usilowano pzrebic opony. Mialem tez telefony z pogrozkami. Wszystko studenci. Loco USA.

    Wiec prosze Kolegow z Polski o nie narzekanie. Daleko wam jeszcze do ekstremy

    A poziom studentow? Na 3 semestrze Electrical Engineering, na przedmiocie „Architektura mikroprocesorow” zdetektowalem studenta ktory nie umial czytac i pisac. Zas na ostatnim roku tejrze Electrical Engineering (dedykuje andsolowi – mamula66) zdetektowalem studenta ktory nie wiedzial jak policzyc pochodzna funkcji e^x. Zreszta, zaden z kolegow tez nie wiedzial

  29. Czy ktos Panu kazal byc profesorem filozofii? To niech Pan, drogi kolego, nie narzeka ze musi Pan uczyc. Part of the Job.. Z podrowienami – kolega Po fachu.

  30. Intelektualisci

    ==========

    WIESIEK59, MATYLDA, TELEGRAPHIC OBSERVER.

    Dedykuje Szanownym Panstwu piosneczke:

    „Pisac kazdy moze…..”

    http://www.youtube.com/watch?v=P-fbw4wsYTk

    Bluznic nie wypada. Grac „nickami” tez nie. Szczegolnej uwagi zasluguje wpis „Abulafia” z godz. 12.50, pieknie wylozyl.

  31. Panie profesorze,

    jako lekarstwo na Pańskie utrapienia proponuję wziąć przykład ze mnie: dobrze uczyć trudnych rzeczy.
    Z wyrazami szacunku,
    Piotr Sołtan (Katedra Metod Matematycznych Fizyki, Wydział Fizyki UW)

  32. Zawsze można jeszcze zmienić zawód. Chociaż do czego nadaje się jęczący filozof?

  33. Czy ktoś Państwu kazał czytać ten blog ? To proszę tak nie narzekać na jego zawartość. Pozdrawiam

  34. jasny gwint
    30 września o godz. 8:23
    „Współczuję. Dobrze, że nie uczy pan historii i nie musi Pan przy tym kłamać jak dzisiejsi historycy.”

    A wczorajsi nie klamali?

  35. Standard, ale jeszcze raz przypomnę: nauczyciel musi mieć tzw. powołanie. A jak nikt go nie słucha to jednoznacznie powołania takiego po prostu nie ma.
    Powołanie się ma albo nie (zapytajcie księdza w konfesjonale)
    I wtedy taki nauczyciel powinien z przyzwoitości i świadomości dać se spokój z nauczaniem.
    Rozumiem to tak, że choć autor słaby jest w nauczaniu to w pisaniu całkiem, całkiem, mnie się spodobało.

  36. andsol
    30 września o godz. 21:01,
    amen!

  37. Ewa-Joanna
    1 października o godz. 7:19,

    😆 😆 😆

  38. Nie ma dramatu. To typowy objaw wypalenia zawodowego. Każdego prędzej czy później dopada. Może ten rocznik będzie wyjątkowy i inspirujący? Pozdrawiam

  39. Widac, ze dla niektorych „Dzien Swira” to nie film…. to pier… ZYCIE!

  40. Hartman, nie okłamuj studentów przyznając im db za obecność na egzaminie. Wyłącznie takie – jak opisane – zachowanie daje im poczucie, że „należy im się” dyplom magisterski. Ocena niedostateczna to może być najlepsza pomoc dla studenta.

  41. @Pyrgus (30 września o godz. 8:14)
    Trzeci rok studiów (rzeźnictwa chyba) studiuj, studiuj,
    „a nóż” uda Ci się skończyć (pewnie polonistyka)

  42. Nie studiowałem i choć czasem było szkoda, to mając już okres rozwoju i wiek dojrzały za sobą, mogę popatrzeć z dystansu. Szkół nie zakładają
    studenci. Jeśli rektor stwierdza, że był wynajęty do podpisywania indeksów, to komu wystawia świadectwo? Jeśli studenci biegają wyłącznie za zaliczeniem, to też coś oznacza.
    Skutki widzę w firmie. Przychodzi mgr i jest z nim kłopot, bo najbardziej się zna na piwie.
    Jedni narzekają na drugich, ale większości musi to odpowiadać skoro zmian nie ma. Na szczęście zostało mi niewiele życia zawodowego,
    a do fryzjera, przepraszam: mgr stylisty, nie chodzę

  43. Ten wpis to kolejny przejaw rytualnego potrząsania dzidą na początku roku akademickiego. Studenci są słabi (zgoda), uczenie ich rzeczy, które ich zupełnie nie interesują, jest frustrujące (też zgoda). Ponieważ mamy niewielki wpływ na to, jacy studenci do nas trafiają, polecam dwie metody na zmniejszenie tej strasznej frustracji dydaktycznej:

    Po pierwsze, okresowa zmiana przedmiotów, które się wykłada. Tak co trzy, cztery lata. Owszem, trzeba się w tej sytuacji napracować, bo przed każdą zmianą trzeba przygotować nowy wykład, nie można wprost recyklować wykładów, notatek, slajdów z zeszłego roku, lekko je tylko odkurzając – i tak przez kilkanaście lat. Sam wykładowca jest już śmiertelnie znudzony powtarzaniem przez lata tego samego.

    Po drugie, e-learning, ewentualnie blended learning, tym bardziej, że tradycyjna formuła wykładu staje się coraz bardziej anachroniczna. Przygotowanie dobrego kursu e-learningowego nie jest wcale takie proste! Mimo to (a może właśnie dlatego), polecam łaskawej uwadze.

  44. Zanim dobrnelam do ostatniego akapitu, myslalam, ze to bedzie wielka, metaforyczna Mea culpa grona pedagogicznego…Szkoda, ze Pan profesor nie skonczyl dowcipnego wywodu wlasnie tam.

  45. Raany…. znów skromny geniusz versus studencki plebs. „Gaudeamus idioten”. Ciekawe z czego wynika ta radosna myśl na początek semestru zimowego. Zmęczenie dydaktyką, czy zmęczenie uprawianą dziedziną? Filozofia to wszak sztuka zadawania najbardziej ogólnych pytań i godzenie się z faktem, że nie ma na nie żadnej odpowiedzi. Obcowanie z tym faktem na co dzień musi być naprawdę frustrujące.
    Szczęśliwego Nowego Roku Akademickiego, Panie Psorze!

  46. Oczywiscie, ze jest cos rozbrajajcego w tej szczerosci Pana Profesora.
    I ja np. to w pelni doceniam.
    Wokol tyle napuszonej pozy, ze taka otwartosc jest jak swiezy podmuch wiosny…do ktorej daleko

    Jednakowoz.
    Pan Hartman bedzie mial zajecia z realnymi mlodymi ludzmi, ktorzy moga poczuc sie oszukani majac swiadomosc jakim sa dla Profesora ciezarem i jak chetnie by robil to co najbardziej lubi – czyli nie patrzyl na ich bezmyslne twarze.

    Mysle, ze conajmniej paru ten felieton wykorzysta…i wcale sie nie dziwie.

    Innym aspektem jest wyzierajace z felietonu rozczarowanie, mlodymi Polakami, studentami i chcialoby sie powiedziec tym
    „generalnie nieudanym spoleczenstwem…”.
    jezeli zsumuje sie ten felieton z wieloma innymi to nie ma co tego ukrywac.

    Gospodarz czuje sie rozczarowany.
    Raz narzeka, ze nikt nie slucha w Sejmie jak leci debata o in vitro.
    Nikt go nie chce wybrac do Sejmu.
    Na pochod sekularny przychodzi 200 osob na pochod Rydzyka ze 100 tysiecy!
    Studenci ziewaja.
    Ustawa antyaborcyjna jest surowa jak byla.
    Antysemityzm kwitnie ale jakby coraz mniej to kogo obchodzil itd itd.

    To bani!
    Chcialoby sie powiedziec.

    I pomyslec, ze ja jeszcze z bardzo dawnych lat pamietam nauczycieli, ktorzy chcieli i potrafili z „nudnego” przedmiotu zrobic temat pasjonujacy.
    Pamietam nauczycieli, z ktorych lekcji nie chcialo sie isc na przerwe.

    No ale im sie chcialo a Panu Profesorowi wyraznie sie nie chce.
    Chcialby to Sejmu ale tam dla odmiany nie chca jego.
    No i klapa
    byle do lata!
    (taka zlosliwa szpilka! A niech bedzie).

  47. Pozdrawienia z deszczowej Szwecji
    – bylem trzy dni w poludniowo-wschodniej jej czesci, czyli Skåne (Österlen) na Festynie Jablkowym (Äpplemarknad ) w miejscowosci Kivik blisko wybrzeza Baltyku. Ciekawostka: uklada sie tu kazdego roku tu obraz z jablek o wielkim formacie – tegoroczny z 3 ton jablek czyli jakies 35 000 sztuk, ktore sa nanizane na gwozdzie na poteznej pionowej platformie (ok. 70 tys. gwodzi). Temat:Matka Ziemia.
    Skåne-Ötsrelen to rejony rolonicze Szwecji – prawie nie ma emigrantow. Znany z luksowowych posiadlosci ludzi uprawiajacych wolne zawody, np Båstad – mekka tenisowa.

    ozzy

    PS. W katalogu IKEA w Arabii Saudyjskiej usunieto fotografie kobiet, ktore wystepuje w innych wydaniach narodowych. Przypomina tyo procedure minionych lat w kraju demoludow, kiedy wretuszowywano politykow, ktorzy byli juz nie ” po linii” ( np. Rudolf Slansky, Trocki)
    PS” W Szwecji nie karze sie za bluznierstwa, co z tym bpem Dydyczem? – gadakl jakies glupoty a facet od Palikota chcial go zaraz do sadu,. Dziwne obyczaje. Chyba kol @werbalista cos pisal na temat wolnosci konstytucyjnych w USA , zreszta warte do skopiioweania w wielu (takze Polsce) krajach.

  48. @ stanmatwin 1 października o godz. 2:49

    ”Czy ktos Panu kazal byc profesorem filozofii? To niech Pan, drogi kolego, nie narzeka ze musi Pan uczyc. Part of the Job.. Z podrowienami – kolega Po fachu.”

    Mam wrażenie, że stanmatwin obawia się, że stanowi profesorskiemu na uczelniach mogą zaszkodzić otwarte, w gombrowiczowskim stylu, wynurzenia prof. Hartmana. Lepiej nie wyciągać na zewnątrz tajemnic zawodowych, prawda?

    Dziwię się ‚kolegom po fachu’, a także niektórym tutaj studentom, udającym że skargi J. Hartmana to jego osobisty, a nie conajmniej ‚branżowy’, jeżeli nie egzystencjalny problem dotyczący ludzkiej natury.

    Mimo że mający się za intelektualistów hipokryci i konformiści, nie są autentycznymi odbiorcami nie tylko filozofii, ale i literatury i sztuki, to pomyślmy gdzie byłby świat bez nauk społecznych, dostarczających naturze ludzkiej ‚mechanizmu monitorującego i korygującego’. Czy jeszcze by istniał ?

  49. Umrę na stojąco jeśli jeszcze raz ktoś napisze że prof. Harman pisze o sobie… a już podwójnie umrę jeśli, któryś z jego „kolegów po fachu” napisze to samo znowu.

    No więc do Was, „jego koledzy po fachu” jasny przekaz sprostuję: TO JEST O WAS WYKŁADOWCY.

  50. Ależ, proszę się tak nie zadręczać.
    W końcu na tej jałowej pustyni, na tym ugorze, jaki przyszło Panu uprawiać, pojawi się co najmniej jeden wyjątkowej urody kwiatek.
    A Pan go swym czujnym okiem wyłowi, odsunie kamyczki, spulchni grunt wokoło, podleje świeżą wodą i ułatwi mu – ciężką, aczkolwiek wyjątkowo owocną, wegetację.

    Proszę sobie powtarzać za Słowackim (nie wiem, czy do końca wiedział, co mówi, bo nie robił w edukacji, tylko wielkim poetą był):
    „Lecz zaklinam — niech żywi nie tracą nadziei
    I przed narodem niosą oświaty kaganiec”

    Dalszej części utworu nie zacytuję ze względu na jego wyjątkową drastyczność.

  51. Osobiście nie zazdroszczę bycia profesorem filozofii w kraju, którego obywatele czytają średnio 42 strony rocznie……
    Zasada 3xZ [zakuć, zdać, zapomnieć] dalej obowiązuje, przypuszczam.
    A inną sprawą jest zamiana pasji poznawczej, ciekawości świata, na pasję do robienia pieniędzy.
    Wszak o to sporej części studentów chodzi- o podkładkę do robienia kariery….

  52. Kozetka
    Otóz to! Właśnie za ten gombrowiczowski styl uwielbiam prof. Hartmana.
    Krzepiące jest to, że ma tak dużo „wejść” na blogu. Niezależnie od tego, czy goście się z nim zgadzają, czy nie.
    Zresztą wciąż powtarzam nie ja jedna : więcej Gombrowicza, mniej Sienkiewicza. Bedziemy zdrowsi (na głowę).

  53. Widze, ze wielu komentujacych zapomina o podstawowej kwestii. Uczelnia wyzsza, to nie liceum i nie podstawowka. Profesor, czy doktor nie jest tam dla studenta, tak jak nauczyciel dla ucznia. Podstawowym zadaniem pracownika naukowego jest prowadzenie badan. Przekazywanie wiedzy jest sprawa jak najbardziej drugorzedna. Niestety coraz wiecej ludzi (w tym rzadzacy) zapomina o tym, ze uniwersytet powinien byc fabryka pomyslow i idei, a nie licencjatow, inzynierow czy innych magistrow.

  54. wiesiek59
    1 października o godz. 12:07,
    nie 3 x Z, ale 4 x Z!
    Jak można zapomnieć o „zapić”? 🙄

  55. Przed chwilą przeczytałam na portalu TOK FM, że co czwarta polska uczelnia jest jedną z najgorszych w świecie!!!
    Sznowny Gospodarzu,
    Szanowni blogowicze
    Zakładam, że jest to najprawdziwsza prawda. Zdaję sobie sprawę, ze mnóstwo prywatnych szkól wyższych w Polsce w ogóle nie zasługuje na to miano. Podobnie jak jest mnóstwo marnych uczelni w Stanach czy Europie.
    Nurtuje mnie jednak pytanie, jak robione są tego typu rankingi o zasięgu światowym : jakie dane są brane pod uwagę, na jakiej podstawie, kto i gdzie to wysmaża.
    Dlaczego np. UJ czy UW (w Polsce najwyżej oceniane) są sklasyfikowane w którejś tam setce (? – dokładnie nie pamietam).
    Dlaczego więc polscy naukowcy, po studiach w Polsce, sa zapraszani na wykłady do prestiżowych uczelni w USA czy wielkiej Brytanii, a polscy studenci (np. informatycy) wygrywają międzynarodowe konkursy.
    Coś mi tu nie gra. Czy ktoś mnie oświeci?

  56. Polecam panu profesorowi piosenkę Jacka Kaczmarskiego:
    A ty siej. A nuż coś wyrośnie.
    A ty – to , co wyrośnie zbieraj.
    A ty czcij – co żyje radośnie
    …..

  57. mag
    1 października o godz. 12:56

    Coś mi tu nie gra. Czy ktoś mnie oświeci?…”

    Nie damy rady mag!
    Niestety wiekszasc z nas skonczyla polskie uczelnie a tam mielismy znudzonych, ziewajacych profesorow.

  58. Otóz to! Właśnie za ten gombrowiczowski styl uwielbiam prof. Hartmana.

    Nie jestem przekonany do końca, że o taki stan ducha i umysłu (uwielbienie) zabiega Autor tego bloga, a jednocześnie nauczyciel akademicki oraz filozof.

    Swoją drogą warto zapytać studentów pobierających nauki u Autora jak oni odbierają tę opisaną kwieciście drogę przez akademicką mękę.

    Nie zdziwię się jesli odbierają dokładnie tak samo jak Autor.

  59. „Nudy straszne. Wtedy na salę przychodzi kilku najbardziej zdesperowanych słuchaczy, licząc, że „a nóż” tym razem będzie lepiej.”

    Na polskim w podstawówce też się Pan wynudził? Trzeci rok studiów, a ortografia leży.

  60. wiesiek59
    1 października o godz. 12:07
    „A inną sprawą jest zamiana pasji poznawczej, ciekawości świata, na pasję do robienia pieniędzy.
    Wszak o to sporej części studentów chodzi- o podkładkę do robienia kariery….”

    Szanowny Panie,
    a jak wyobraza pan sobie realizacje pasji poznawczej i ciekawosci swiata bez pieniedzy?
    Czyzby tak jak robienie kariery bez rzetelnej wiedzy?
    Gdzie znajdzie Pan takich glupich, ktorzy chcieliby komus placic za samo posiadanie
    jakiejs podkladki?

  61. Nie zawiodłem się: czytam niemal same komentarze pełne nadętego oburzenia. A wystarczyła niewinna prowokacja Pana Profesora, taka wesoła zabawa językowa.
    A wracając do rzeczy to przypominają mi się moje zajęcia na uczelni…, na kierunku… których nazw nie podam tutaj z przyczyn reklamowych 😉
    I zawsze to samo: 2-3 kujonów z przodu sali (oni wszystko czytają i nie można się na nich zawieść) oraz cała reszta: skulona i ukryta na szarym końcu. Wystarczy popatrzeć w oczy i od razu widać, że nic nie czytali i nic nie wiedzą. A przecież, jak byłem studentem, to wydawało mi się, że ukrycie swojej niewiedzy jest takie proste 🙂
    I moje stałe pytanie na końcu: „czy są jakieś pytania?” i głucha cisza po tym pytaniu, a nie… przepraszam, były czasem pytania: „Psze Pana, a czy to będzie na egzaminie?” lub jeszcze lepsze „Psze Pana, kiedy będzie egzamin?”. Ot takie luźne refleksje (byłego już) wykładowcy 🙂

  62. Abellard, Alla i mag

    Sięgneliście tam, gdzie wzrok wielu z nas nie sięga. Młodości, orła waszych lotów potęga…

    Brawo! 🙂

  63. Są studenci, którzy studiują dla „papierka” a potem oczekują, że wysokie stanowisko podadzą mu na tacy. Są fajni młodzi ludzie, dzieciaki prawie, którzy dojrzewają w czasie studiów, nabierają wiatru w żagle. Są mamisynki, których rodzice myślą i robią wszystko za swoje dzieci. Są super zdolni, pracowici i nygusy, są tacy co jak zobaczą topór pt. skreślenie to zabierają się do roboty itd, itd.
    To samo dotyczy nauczycieli akademickich, których grono, zdaje się,zaszczyca Szanowny Gospodarz. Zapewne wie, że jego koledzy bywają bardzo dobrzy w swojej dziedzinie. Bywają świetni wykładowcy a mniej znani w tzw środowisku. Bywają zachłanni na pieniądze i gonią za umowami dydaktycznymi po różnych uczelniach lub robią nadgodziny w swojej. No tak jest, to jest życie. Biorą w nim udział normalni ludzie ze swoimi zaletami i wadami. Słaby student będzie winił wykładowców i wszystko co go otacza, slaby nauczyciel wszędzie będzie widział zło ale nie u siebie. Pytania z ankiety, oceniają studenci : jak ocenia przedmiot – źle, nieciekawy, nieciekawie prowadzony. Jak ocenia własne zaangażowanie – rzadko bywa na zajęciach.
    Oburzona studentka – dlaczego na egzaminie były zagadnienia z wykładu, skoro jest nieobowiązkowy a nie z samych ćwiczeń. Zapomniała o drobiazgu, że i wykład i ćwiczenia składały się na całość. Na wykład, gdzie jest teoria, można nie chodzić ale w materiale się orientować. A na co dzień jest normalnie i myślę, że obie strony powinny spotykać się w pół drogi

  64. Za jakie grzechy ? Za sprzedanie się. Za byle jakość. Za grzanie stołków. Za brak twórczych umysłów. Za brak idei. etc etc….

  65. Może najwyższy czas odejść z tego padołu łez zwanego uczelnia. Pan przestanie się męczyć. Studenci przestaną się męczyć. I młody doktor, tory ma pasję dostanie pana etat. Wszyscy będą szczęśliwi.

  66. Mag – to jest napisane w artykule, a część pamiętam z poprzednich edycji: pod uwagę bierze się m.in liczbę samodzielnych pracowników naukowych, zasobność i dostępność bibliotek, ilość publikacji, cytowalność, losy absolwentów. W Poznaniu i Wrocławiu rok temu prowadzone yły rozmowy o połączeniu uczelni (UAM, PP, UP, UM) to niemal automatycznie dałoby ok 200 miejsc w górę w rankingach. Rektorzy się nie dogadali – każdy sobie sterem, żeglarzem, okrętem.

  67. Halo, ludzie! Gdyby nie to, że wykładowcy obarczeni są syllabusami, gdyby wykładowcy odeszli od zwykłej rutyny polegającej na wygłoszeniu „wykładu” w stół (czytaj: patrząc wyłącznie we własne notatki), gdyby studenci potrafili zwerbalizować swoje myśli, bądź byli gotowi dyskutować i przede wszystkim nie bać się zabrać głosu, gdyby wykładowca miał przed sobą o wiele mniejsze audytorium – wtedy studia w Polsce byłyby ciekawe.

  68. Levar
    1 października o godz. 13:24

    Jak to gdzie?
    W Polsce….
    Do zajmowania niektórych stanowisk potrzebne jest wykształcenie FORMALNE. Można ten wymóg obejść, ale wówczas jest się p.o
    Curiosum było zajmowanie stanowiska oficerskiego w delegaturze UOP przez któregoś z Wałęsów, pomimo braku wykształcenia wyższego, niezbędnego do zajmowania etatu.
    Tego typu cennych posadek jest w administracji sporo.
    A kwit- z jakiej uczelni, czy kierunek, nieistotne.

    Na niektórych bogatych uczelniach Zachodu, preferuje się układ uczeń- mistrz, jak czytałem. Jeden wykładowca ma kontakt z kilkoma uczniami.
    Przy naszej masówce, byłoby to niewykonalne…..
    Z tłumu studentów wyłowić przyszłą gwiazdę nauki jest sztuką.

  69. Panie profesorze, Vocativus (a także Nominativus) pluralis od ,,idiota” brzmi ,,idiotae”, a nie ,,idiotes”. Wstyd robić takie byki w artykule o takim wydźwięku.

  70. wiesiek59
    1 października o godz. 15:18

    Szanowny Panie,
    jesli chodzi o tzw. „fuchy panstwowe” to zgoda.
    Mozna byc szczodrym, jak sie placi z kieszeni podatnika.
    W prywatnych firmach (a one przeciez sa na swiecie podstawa gospodarki)
    sprawa wyglada zupelnie inaczej.
    Chyba, ze nalezy sie do rodziny wlascicieli (zawod: syn), ale to juz zupelnie inna para kaloszy.
    Czlowiek „z ulicy” bez solidnych kwalifikacji i nie ma raczej szans.

  71. Jaruta
    Podajesz przyłady z Wrocławia i Poznania, które dowodzą, że notowania uczelni w dużym stopniu mogą zależeć od metody liczenia rozmaitych elementów, które składają się na jej działalośc i efekty. Rodzi to we mnie podejrzenie, że wiele zależy „od punktu liczenia”. Jesli np. połaczą się dwa insytuty, to w sumie mają lepsze wyniki, bo stanowią jeden organizm. Jeśli dobrze zrozumiałam.
    Tym bardziej nie wiem, czy ufać wiarygodności rankingów, zwłaszcza w skali światowej, skoro spływają do jakiejś centrali dane mniej lub bardziej miarodajne.

  72. Levar
    1 października o godz. 16:43

    Obawiam się że Pan teoretyzuje….
    Nie znam kraju na świecie, gdzie nie istniałby „zawód- syn/córka/żona”…
    Merytokracja jest pojęciem czysto teoretycznym….
    Dynastie Kennedych, Buschów, Ghandich, nie mówiąc już o monarchiach dziedzicznych.
    I to samo na niższych poziomach- korporacji.
    Malcolm – Jonas III to nie wymysł, to fakt……
    W karierze uniwersyteckiej również często spotykane.
    Obserwujmy życie, nie teorie….

  73. 4 za obecność, 5 za jedno sensowne zdanie? Może czas zwiększyć wymagania wobec studentów? Nie wszyscy muszą studiować, a ci co zostaną, powinni bardziej się przyłożyć. Z drugiej strony, nie każdy wykładowca powinien pozostać na uczelni. Sam kilka lat temu podczas studiów natknąłem się na takich, którzy powinni raczej podjąć leczenie w zamkniętym zakładzie, a nie kształcić studentów (UMCS).

  74. Lato, lato (bez studentow)? Dlaczego (wzorem, n.p. amerykanskich (USA) oraz kanadyjskich uczelni) nie mozna w Polsce organizowac
    kursow/wykladow w lecie (w semestrze letnim)?

  75. stefan4
    1 października o godz. 15:25
    To nie tak. Pan Profesor polaczyl lacine z francuskim. *Idiotes* zanczy po francusku idioci, a wymawia sie *idiot*, bo Francuzi wiecej pisza niz mowia

  76. Gaudeamus, idiotes

    Idiotes-gr. (sing)—osoba prywatna, takze: ignorant, nieuk
    a forma „zlatynizowana” plural/vocativus ale tylko dla rodzaju zenskiego: idiotes;
    jednakoz w greckim nie ma takiej formy pl. idiotes.
    —————-no, coz mozna to uznac za „idiotyczny” zart
    PS wystepuje takze w lacinie” fatuus” (stupidus) – z kolei nie wiem dlaczego dekilnacja „idioty” ma byc jak np „poety” czy „zeglarza” ?

  77. @Lewy

    Twoja wersja- tak!

    w jezyku ang. z poczatka XIV w plural „idiotis”

  78. Mag – jak ja rozumiem, to nie całkiem tak, jak sugerujesz, ale owszem – pewne dane policzalne są oceniane „ilościowo” – liczba studentów ( w tym zagranicznych studentów), ilość promowanych doktorantów, ilość publikacji w branżowych , wiodących pismach o renomie międzynarodowej w danym roku, ilość zagranicznych uczonych wykładających w 1 semestrze ip. Jeżeli np uniwersytet w Kuala Lumpur ma 2800 profesorów i 18 tys zagranicznych studentów, to o czymś świadczy.

  79. Klase uniwersytetu, jezeli o tym wspominamy, ocenialbym na podstawie publikacji (dobre czasopisma, wartosciowe ksiazki), ilosc pieniedzy na badania naukowe, biblioteka i system informacji i tym podobne rzeczy. Uniwersytet w KL ma moze wiecej profesorow niz Harvard, ale nie slyszalem o jakichs znaczacych publikacjach lub inicjatywach badawczych wywodzacych sie z tego uniwersytetu. W USA klasa uniwersytetu to tzw. endowment, czyli ile pieniedzy jest warty dany uniwersytet. Bez pieniedzy nie ma badan naukowych, dobrej kadry i studentow. Doktorantow mozna produkowac za pomoca internetu. „Maly” rozmiarem Rockefeller Univ. w NYC jest naukowa potega.

  80. Panie Hartman,
    Jak pan nie lubisz uczyć, to się pan zajmij czymś innym, nikt panu nie każe pracować na uniwersytecie. A swoją drogą to żałosne, że można zostać profesorem filozofii nie znając łaciny.

  81. @dada i inni. Uprzejmie oświadczam, że nie znam łaciny i nie zamierzam ani nie zamierzałem udawać, że znam. Sprawdzenie w sieci odmiany słowa „idiota” zajęłoby mi pół minuty. Całkiem umyślnie poniechałem tego. Z błędem jest zresztą zabawniej. Znacznie ponad 90% profesorów filozofii nie zna łaciny, gdyż nie jest im potrzebna. Jednakowoż z faktu, że ktoś zrobi błąd w jakiejś odmianie, nie wynika, że nie zna łaciny. Może znać całkiem nieźle. Gdyby ktoś zakrzyknął po polsku „Cieszmy się, idioty!”, to znaczyłoby to raczej, że zna trochę polski. Wielu rzeczy może i muszę się wstydzić, ale na pewno nie tego, że mało znam języków 🙂

  82. 1 października o godz. 17:05
    „Obserwujmy życie, nie teorie….”
    Szanowny Panie,
    w ciagu kilkunastu lat pracy w dzialach konstrukcyjnych trzech niemieckich firm
    i w ciagu nastepnych kilkunastu lat funkcjonowania jako „niemiecki” przedsiebiorca
    projektujacy i dostarczajacy urzadzenia dla zakladow metalurgicznych kilku
    krajow europejskich (i nie tylko) zdazylem sie juz troche naobserwowac.
    I raczej nie mam tendencji do zbytniego teoretyzowwania. Jesli juz,
    to moze do nadmiernego uogolniania wynikow wlasnych obserwacji.
    Ale ktoz jest bez wad?

  83. Mag, PA2155 – uzupełnienie
    Ja przecież niczego nie oceniam, podrzucam strzępy informacji. Zapomniałam o dość istotnej wielkości branej w pierwszym rzędzie pod uwagę : ilości wydziałów i specjalności (stąd np poznańskie rozmowy rektorskie) Jeżeli na danym uniwersytecie nie można wykształcić np filozofa, lekarza, trenera dowolnej dyscypliny, agronoma itp – to taki uniwersytet nie jest uczelnią znaczącą.
    Czyli gdyby któryś z naszych ośrodków doprowadził do połączenia (choćby taktycznego) kilku uczelni – natychmiast znacząco awansowałby w rankingach.

  84. mag
    1 października o godz. 12:56

    Indywidualne sukcesy polskich naukowców lub studentów nie przekładają się na sukces systemu jako takiego. A czemu miałyby się przekładać? Odnośnie do rankingów, to są one konstruowane tak, że połączenie kilku przeciętnych uczelni da jedną przeciętną uczelnię, tylko większą, co akurat jest rozsądne. Nb, ci studenci informatyki, wygrywający różne międzynarodowe konkursy – za co im się słuszna chwała należy – lądują potem w korporacjach i żadnej wielkiej kariery nie robią.

  85. Jan Hartman
    1 października o godz. 20:09

    No to trzeba było poświęcić owe cenne pół minuty. Czynić cnotę z ignorancji? Kiepsko…

  86. @Hartman

    ,,Uprzejmie oświadczam, że nie znam łaciny i nie zamierzam ani nie zamierzałem udawać, że znam. Sprawdzenie w sieci odmiany słowa „idiota” zajęłoby mi pół minuty. […] Znacznie ponad 90% profesorów filozofii nie zna łaciny, gdyż nie jest im potrzebna.”

    Istnieje wielu wspaniałych amerykańskich lekarzy, prawników i księży nieznających łaciny, gdyż nie jest im potrzebna. Z filozofami to już gorzej, nawet w Ameryce. Ale w naszym kręgu kulturowym łacina ma wielką tradycję. Właśnie w tą tradycję chciał się Pan przecież wpisać (jak się teraz okazuje — bezprawnie), skoro za tytuł felietonu użył Pan parafrazy ŁACIŃSKIEJ pieśni polskich studentów.

    A przecież mógł Pan użyć całkiem innej studenckiej pieśni, np. ,,Piwka dajcie nam, żakom, nam studentom, biedakom” albo ,,Co druga panna nosi brzuch wzdęty, a wszystko, panie, bez te studenty”… Ale Pan celował wyżej… Panie Profesorze, noblesse oblige! — czy mam to Panu przełożyć z francuskiego, czy może znajdzie Pan sobie sam w internecie w pół minuty?

    Pana ,,tępi” studenci też potrafią szybko znaleźć w internecie odpowiedzi na Pańskie pytania. Ale pretensję ma Pan do nich nie o to, że nie potrafią, tylko o to, że tego dotąd nie zrobili, und da liegt der Hund begraben.

    Przepraszam za drwinę, ale tak koncertowo się Pan podłożył tym felietonem, że trudno się powstrzymać…

  87. Panie profesorze!
    Skąd w Panu tyle goryczy? W czym problem?
    Problemu nie ma, a raczej pozostaje ten sam: każdy kiedyś umrze, więc nic nie ma sensu. No, jest sens, jak się wierzy w Bozię. Jak się nie wierzy, to sensu ni ma. Wolałby Pan być wyznawcą Bozi? Bo chyba Pan nie jest…
    Studenci to kretyni? Tak, większość ogromna (wiem coś o tym, otarłem się o nauczanie…). No i co z tego ma niby wynikać? Pies ich zatrącał. Dzięki temu bystrzaki nie muszą bać się o chlebuś. Chciałby Pan przemawiać, wykład po wykładzie, do setki Hartmanów? Najpierw by Panu mózg się zagotował, potem zjedli by Pana, a co dalej, lepiej nie mówić…
    Jest Pan wyjątkowy i pora z tym się pogodzić. Pokory, Panie Profesorze, pokory więcej. I luzu…

  88. pfg: „Nb, ci studenci informatyki, wygrywający różne międzynarodowe konkursy – za co im się słuszna chwała należy – lądują potem w korporacjach i żadnej wielkiej kariery nie robią.”

    Ci studenci informatyki pelnia taka sama role jak osilki wystapujacy na sportowej Olimpiadzie. Szkoleni sa w specjalnych cyrkach i nauczani umiejetnosci ktore sie nijak nie maja do praktyki. Ich sukcesy tyle swiadcza o kondycji polskiej informatyki jak medal kulomiota o tezyznie fizycznej narodu polskiego. A ich umiejetnosci w korporacji sa rownie potzrebne jak umiejetnosci kulomiota gdziekolwiek

  89. Zwracam panstwu uwagę, że w zaniku jest ostatni przypadek czyli wołacz. Nie wzywamy kogos : Marku ! czy Staśku ! ale używamy pierwszego przypadku i wołamy Marek !, Stasiek !
    O mores o tempora ! – wołali oburzeni Rzymianie stosując właśnie wołacz.
    W *Alicja w krainie czarów* jest nawet dłuższe zdanie wyrażone w wołaczu: *O zupo, zółwiowa, nadobna !*

  90. „Ze dom… ze Stasiek… ze kon… ze drzewo…” – przypomnial mi sie ten wiersz podczas czytania komentarzy.

  91. Panie Hartman, a kto każe się panu męczyć na uczelni? Nie podoba się, to do łopaty. Prawda jest taka, że trzyma pan etat na uczelni tylko po to, żeby pana zapraszali do tv i innych mediów, bo inaczej to pies z kulawą nogą by pana nie osikał.

  92. Blogowiczom-detalistom, uprzejmie zwracam uwagę że:

    „kwadrat duperelności= duperelność do kwadratu”- zwłaszcza, kiedy „detal” oświecany jest delikatnie przez „Loose blues”…

    Sebastian

    P.S.
    jestem uczulony na bieżąco na upierdliwość detalistów, którzy potrafią zatracić sedno najważniejszych spraw, gdyż natura/ich natura/ ściągnęła ich całą uwagę na jakiś duperelek właśnie, np. dylemacik gramatyczny.
    Zresztą, wystarczy zajrzeć do mediów i posłuchać „stworków” które w nich żyją…

  93. Genialne! Cudowne! Tak właśnie jest i będzie coraz gorzej. Pokolenie młodocianych idiotów. Zero książek, debilna „sztuka”, debilne klubowanie do tępej muzyki na haju, zero refleksji nad światem, zero zainteresowania światem, człowiekiem, myślą ludzką, historią. Pustka, pustka, pustka… Na Facebook!! :))))

  94. A cóż za neurotyk z tego Profesora! Przy nim Woody Allen to psychiczny kulturysta. Choć, jeśli idzie o gadatliwość, to mistrz Allen jednak by z Profesorem przegrał. W tej konkurencji Hartman jest niedościgniony! Mam nadzieję, że młodzi Idioci nie pozostaną staremu Idiocie dłużni za tę blogową gadkę i będą, tak w semestrze zimowym jak w letnim, robić do niego najgłupsze i najbardziej znudzone miny, na jakie ich stać. Pamiętajcie, ani jednej Inteligentnej Twarzy! Niech Profesor z wykładu wychodzi ze swoimi 90 chlebusiami, ale bez odrobiny masełka czy kropelki miodu. Tylko zakalec i gorycz!

  95. Ponoc „idiot” niegdys oznaczal kogos, kto nie potrafil recytowac poezji a dokladniej skandowac jej

    PS Woody Allen opowiadal, ze mial rabina, ktory byl bardzo progresywny:
    Moj rabin jest prawie nazi! 🙂

  96. Precz z martwą łaciną! Czy to nie lepsze od przestarzałego Gaudeamusa (wiem, wiem, błąd)? Może Profesor zaintonuje w ramach inauguracji nudnego cyklu filozoficznych wywodów?
    http://www.mp4.com.pl/index.php?str=lf&no=20827

  97. ozzy
    „Moj rabin jest prawie nazi! :)”
    :/ jak większość duchownych większości religii. Zakompleksieni faceci z „Kleru” E.Drewermanna

  98. Co za pretensjonalny styl!! Grafomania do potęgi „entej” podniesiona! Szanowny Panie Profesorze… talentem literackim, publicystycznym nie został Pan obdarzony. Szkoda, bo wydaje się być Pan człowiekiem o niebanalnej osobowości i inteligencji. No i ta wiedza. Ale czytać tych wypocin się nie da. Okropną Pan polszczyzną włada w piśmie.

  99. A tu naprawdę konkretną pomoc dydaktyczną Profesorowi podrzucam:
    http://www.youtube.com/watch?v=m_WRFJwGsbY

  100. To po co mociumpanie wykładasz, skoro cię własna mowa mierzi?
    Wstydu i czasu oszczędź.

    Skorośmy już przy wstydzie: łaciny poduczyć by się przydało.

  101. @magistra
    ,,A tu naprawdę konkretną pomoc dydaktyczną Profesorowi podrzucam”

    Mam lepszą: lekcję łaciny, udzieloną przez rzymskiego centuriona izraelskiemu podburzaczowi. Zaletą jest jeszcze to, że na starcie nie trzeba znać żadnych języków obcych, ani aramejskiego, ani greki, ani łaciny. Zwykły angielski wystarczy.
    http://www.youtube.com/watch?v=IIAdHEwiAy8

  102. Droga Marit,
    drogi prof. Hartmanie !
    Podejrzewam, że z tym „martwym jezykiem” ( od którego znajomości odżegnuje się profesor), to świadoma prowokakcja, zważywszy na kontekst.
    Mój przyjaciel – prof. od historii antycznej, wcale nie taki stary, wyznaje przedwojenną zasadę, że prawdziwie kulturalny człowiek (a już humanista – obligatoryjnie) powinien znać łacinę i grekę.
    Oczywiście wciąż się z nim droczę, twierdząc że znajomość języków martwych jest przydatna, ale tylko w określonych zawodach i to w ograniczonym zakresie, np. historykom, prawnikom, filologom (nie klasycznym, bo ci to wiadomo) czy medykom.
    Uczyłam się łaciny w liceum (do czego skłoniła mnie moja „przedwojenna” mama) i dlatego byłam zwolniona na polonistyce z dwuletniego lektoratu, który był wtedy obowiązkowy. Szkoda, że „zaliczono” mi łacinę, bo może pamiętałabym więcej.
    Ale i tak przyznaję, że gdy trzeba, „wyskakują” mi z głowy słowa, dzięki którym łapię sens tekstu w jęz. włoskim (nie znam), czy francuskim (znam słabo).
    No i chwytam sens różnych sentecji, jakimi lubia się popisywać złotouści mówcy.
    Może i łacina (greka, to byłaby juz przesada) jest jednak niezłym dodatkiem do tzw. kindersztuby.

  103. Przepraszam, miało być MAGISTRO, a nie Marit!

  104. To jest jak jakas infekcja. Myślenie przeglądarki internetowej. Jesteśmy ludzkimi przeglądarkami.

    Włączamy jedną zakładkę w przeglądarce, mamy skupienie na minutę. Coś ciekawszego pojawiło się? włączamy po tej minucie kolejną zakładkę. Czytamy, interesujące, interesujące komentarze. No ale strasznie ich dużo. Więc skanujemy tekst. Nic z tego nie wynika.

    Kolejna zakładka. Tym razem uwagi starcza nam na 30 sekund.

    Popatrzcie na swoje przeglądarki! ile w nich informacji? A potem po prostu je wyłączcie!

    Kulturo ciszy, rozmowy, listu tradycyjnego, książki, gdzie jesteś?

  105. Zdecydowanie popieram Sebastiana (z 8,48 dnia 2.10) co do „upierdliwej duperelności detalistów” – aczkolwiek, jednakowoż, nieprawdaż : mieliby oni tysiąc procent racji, gdyby nie zauważyli motta blogu: luz-blues… Jeżeli jednak mądralińscy tak kochają znajdowanie dziury w d…eklinacjach – to też jest to jakoś tam twórcze, chyba. Ja jednak będę sobie cenił filozofa bardziej za POCZUCIE HUMORU i odwagę poluzowania akademickich rygorów niż za poprawność.

  106. Polecam Państwu ciekawy (wyważony!) głos w dyskusji na temat kondycji polskiej nauki oraz uczelni wyższych, odnoszący się również do wszelkich rankingów, prof. Karola Modzelewskiego. Chcę nadmienić, że jego autorytetu JESZCZE nikt nie ZDĄŻYŁ obalić.
    Streszczenie można znaleźć na portalu natemat, całość wywiadu w papierowej GW.

  107. @mag

    masz racje.pan prof.Karol Modzelewski jest klasa sama w sobie, mialem niegdys te przyjemniosc poznac pana profesora – jesli mowimy Modzelewski to zrazu na mysl przychodzi niezyjacy Jacek Kuron. Jakze juz wielu nie ma posrod nas, wspanialych ludzi.

    pozdrawiam, ozzy

    PS mialem tez lacine w liceum a i troche starej greki … wiele potrzebne jezyki nawet filozofom

  108. ozzy
    Jeszcze słowo o autorytetach. Pamiętam aż za dobrze, jak sekowała Jacka Kuronia tzw. prawica, póki żył, jakie były cyrki ( radni z PIS wetowali kolejne projekty) z nadaniem jego imienia jakiejś ulicy na Żoliborzu. W końcu „dostał” mały niby placyk u zbiegu ul. Słowackiego, Gdańskiej i Potockiej vis a vis Hali Marymonckiej.
    Byłam na odsłonięciu kamienia pamiątkowego na jego cześć w parku im. Żeromskiego (mieszkał naprzeciwko). Jeszcze żył Maciek, jego syn, który wtedy pięknie przemówił, a którego poznałam jako małolata. Przyszły tłumy, w tym żoliborzan, do których tez się zaliczam, bo ludzie na prawde go kochali.
    I pomyśl sobie, że z Żoliborza też jest Kaczor (nota bene mieszkam od niego rzut beretem), znienawidzony w dzielnicy. PIS regularnie przegrywa tutaj kolejne wybory, łacznie z tymi w 2005, kiedy obu bliźniakom udało się dorwac do władzy.
    A jak jest szarpany Władysław Bartoszewski? Co się dzieje na Powązkach, gdzie można wybuczeć nawet stareńkiego generała – powstańca warszawskiego, gdy ośmielił się zwrócić uwagę hienom cmentarnym spod znaku „prawicy” na niestosowność (wyrażał się bardzo oględnie) ich zachowania. O nieustannych wrednych atakach na Wałęsę już nawet nie wspomnę.
    Mocno zboczyłam z tematu podsuniętego przez Gospodarza blogu, ale wywołałeś we mnie ciąg skojarzeń.
    Wbrew pozorom to co piszę jest jednak na temat. Upadek, a raczej kwestionowanie autorytetów ma związek z rozplenianiem się zakłamanej demagogii, tolerowaniem bylejakości, rozchwianiem się systemu edukacji.
    Wybacz, że ja tak z grubej rury, ale dostatecznie wkurzyły mnie chocby wydarzenia ostatnich dni.
    Na szczęście, pogoda wciąż piękna i tak ma być podobno do połowy października.
    Pozdrawiam, mag.

  109. Pan Hartmann zapomnial womitujac powyzsze, ze warto byloby zauwazyc roznice miedzy jezykiem, a mowa. Zycze wielu bochenkow chleba „podgrzanego polproduktu” opakowanego jak zwykle w folie. Papier zuzyto na produkcje ksiazek dla studentek(ow) oraz ich pryncypalow.

    ET

  110. Uczę i byłam uczona i wiem, że Pan ma świętą rację niestety. Jak nie ma widma egzaminu/sprawdzianu/popisu, to nie ma tez widma myślenia. Strasznie przykre ale prawdziwe. Ciekawe ilu studentów z ręką na sercu może powiedzieć, że pogłębia swoją wiedzę systematycznie codziennie? Nie oszukujmy się, gdyby tak było, wszystkie dowcipy o sesji by nie powstały.

  111. Pyrgusie,

    „a nuż”…

  112. @mag

    pomimo tylu lat poza Krajem a takze zakorzenieniu, pozbawionym juz nostalgii, w tutejsza skandynawska rzeczywistosc, odbieram z bolem te wszystkie przykre wydarzenia o ktorych wspominasz.
    Prof.Bartoszewskiego cenie sobie jako odwaznego, bezkompromisowego czlowieka, znakomitego historyka i autora monumentalnej pracy wraz Zofia Lewinowna „Ten jest z Ojczyzny mojej” (juz ktores tam wydanie z kolei).Pare lat temu wyszla u nas jego wspomnieniowa ksiazka ” I hjärtat av Europa. Polen – minnen, tankar” (pol oryg. Warto byc przyzwoitym), Atlas, Stockholm 2007.
    Okolice zoliborskie sa mi znane, aczkolwiek juz zacieraja sie w pamieci ich owczesne ostre kontury. Ul. Mickiewicza 26 – adres zapewne Ci znany a moze i telefon(chyba sie nie myle) 26 26 39
    Pamietam tez Zoliborz z wizyt u pani prof.Hanny Lachertowej (zmarla 1998 w N.Jorku) pianistki i pedagoga. Mieszkala na Hajoty…chyba jeszcze jest ta mala uliczka?
    Na placu Komuny Paryskiej bylo kino – stad juz blisko bylo do panstwa Kuroniow. Wydaje mi sie, ze mieszkal z nimi ojciec Jacka Kuronia.
    Wspomnialas pana prez. Walese. Mimo jego roznych mniej lub bardziej udanych politycznych wystapien , to jednak czuje sympatie do niego. Doceniam jego polityczny wklad w proces demokratyzacji Polski lat 80 i pozniejszych
    Mowimy o autorytetach w Polsce, o ludziach bez ktorych nie sposob jest wyobrazic dzisiejszego obrazu Polski. Wielu z nich nie zyje, ze tylko wspomne paru :Edwarda Lipinskiego, Leszka Kolakowskiegoa, Jana Jozefa Lipskiego, Aniele Steinsbergowa czy tez ksiezy katolickich Jana Zieje i Jozefa Tischnera.
    O ile ubozsza bylaby Polska bez ludzi kultury i ksiazki:bez Tuwima i Slonimskiego, bez Andrzejewskiego i Milosza, bez Czapskiego, Elzenberga czy Jastruna….lista jest dluga tych co odeszli. Wymienilem pare, ktorych moja pamiec na predce mi podsunela.
    Nie wiem, czy dzisiejsi studenci czytaja wiecej, anizeli skrypty uczelniane, podreczniki czy siegaja po lektury lat minionych. Osobiscie nie moglbym przejsc do porzadku dziennego nie biorac do rak powiesci Iwaszkiewicza czy Dabrowskiej badz Milosza czy tez
    Rudnickiego (Adolfa) – ta przednia polszczyzna mistrzow naszej literatury ciagle mnie zachwyca, pomimo iz mowa polska posluguje sie najczesciej tutaj, na tym badz na innym z blogow „Polityki”. To chyba jedyna wiez jaka mnie laczy z krajem, poza miejscem urodzenia, a mianowicie: jezyk.

    Tyle luznych mysli jesiennych,
    pozdrawiam
    ozzy

  113. Gorzkie żale JH i przykłady amerykańskie,”zdetektowane” przez AL,poległych w służbie pedagogicznej,każą się zastanowic czemu te ofiary służą ?
    Służą ,z pewnością ,przychodom zarobkowym psorów, niezłym w III RP a w USA znacznie wyższym.Służą także ich poczuciom posłannictwa.
    Należy jednak poszukiwac ,by tych ofiar sens odnależc,miary zbliżonej do obiektywnej,oddającej uzytecznośc społeczną tej martyrologii.Wszak,współcześnie, „if you can’t measure it, you can’t manage it.”
    Miara taka jest także potrzebna by studentom właściwe wybory wskazac.Uchronic od losu „mięsa studenckiego” żywiącego hochsztaplerów- wyznawców „polskiej doktryny liberalnej”.
    Miar,pewnie,potrzeba wielu.Indeks kompozytowy jest potrzebny.Na wzór IFO.

  114. Dla ilustracji mojej wypowiedzi poprzedniej

    http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,102433,12592386,_Dlaczego_pani_pozwala__zeby_ludzie_marnowali_najlepsze.html

    JH,o ile się nie mylę,obraca się blisko Carycy.
    Może jakiś komentarz ?

  115. Kochany Panie Profesorze.

    W natłoku jesiennych funkcji, nasze koło z opóźnieniem (ale uważnie oraz jednym tchem) wyczytało profesorski protest song. Istne credo szczerości nauczyciela akademickiego.
    My tu w Mońkach jesteśmy głeboko poruszone profesorskim cogito ergo doleo, gdyz przeżywamy podobne zmartwienia. Pokazujemy naszym gospodarzom jak usprawnić dojenie, tłumaczymy jak ulepszyc jakość nasienia, robimy spotkania, pogadanki o genetyce albo chorobach. Grochem o ścianę: albo śpią albo odlatują myślami w przestworza. Wpadamy w złość, ale ponoc nawet sam Jezus niekiedy to czynił.

    Próbuję wykoncypować, jaka inna przebogata alegoria, niedczytywalna gołym okiem kryje sie jeszcze za Pana tekstem?

    Renia Chuchalska
    Koło Niezależnych Gospodyń Wiejskich w Mońkach

  116. Pod koniec roku (jezeli nie wylece z blogu) mozecie Panstwo oczekiwac rozdania pierwszych ale dorocznych nagrod. Same nagrody nie maja wielkiej wartosci materialnej natomiast sa bardzo praktyczne (niektore).
    I tak:
    Spory sloj wybornej wazeliny.
    Dla tych ktorzy (-re) bez niej, tj. wazeliny pomocy wchodza gospodarzom blogow w …. !

    Bedzie „Brown Nose Award” wraz z pudelkiem napkins (nie wiem jak to po polsku); przyjemne w zapachu i dezynfekujace dla tych ktorzy calujac w …. gospodarzy blogow „pobrudzili” sobie nosy.

    Bedzie symboliczna nagroda „Blahblahblah” i „Greatest Puke”.

    Wreszcie nagroda glowna.
    Oscar Blogow dla tych ktorzy (-re) „wiedza wszystko na kazdy temat w sposob nie podlegajacy dyskusji”

    „Bullshit Artist of The Year !”

    Zglaszanie kandydatur juz jest otwarte wlaczajac moja skromna nic o niczym niewiedzaca osobe.

  117. ozzy
    Bardzo dobrze, ze nie poddajesz sie nostalgii, a przynajmniej nad nia panujesz, bo Twoj ostatni do mnie wpis swiadczy jednak o tym, ze mimowoli jej ulegasz.
    Przywolujac chocby ŚWIETNE nazwiska, bardzo wazne dla naszej kulturowej ciaglosci i odpowiedzialnoesci za nia.
    Nadal istnieje uliczka Hajoty, ale to na Bielanach. Mieszkalam nieopodal na ul. Platniczej, jednej z ostatnich, gdzie do dziś sa gazowe latarnie, zanim ponad dziesiec lat temu przeprowadziłam sie na Zoliborz. Pania Lachertowa jak najbardziej sobie kojarze, choc nie znalam jej osobiscie.
    Przy pl. Komuny dziś, jak przed wojna – Wilsona (choc pamietam, ze w latach 80. „wtajemniczeni” mówili plac Kuronia) nadal jest kino Wisła, a na przeciwległej pierzei apteka w tym samym miejscu od przedwojny – to sa uroki Bielan i Zoliborza.
    Z wszystkim, o czym piszesz, absolutnie sie zgadzam i serce mi rosnie, ze po drugiej stronie Baltyku zyja ludzie tacy jak Ty, z ktorymi rozumiem sie w pol slowa.
    Podtrzymuje jednak – nie ulegaj nostalgii i walcz z nia, bo ona zatruwa.
    Jak juz pisalam, znam z powodow rodzinnych srodowisko polskich zasiedzialych emigrantow , glownie w Sztokholmie, wiec wiem co mowie.
    Teraz sa inne czasy niz wtedy, gdy Ty emigrowales. Swiat jest otwarty, zwlaszcza w ramach UE i nie ma sensu, zaznaczam – moim zdaniem, „wypinac” sie na kraj pochodzenia. Lepiej, bez zadnej nostalgii, lecz ze zwyklej ciekawosci i bez kompleksow(!) emigranckich sprawdzac od czasu do czasu, co slychac i widac w Polsce. Dlatego namawiam Cię na częstsze odwiedziny w kraju, również z dziećmi.
    Pozdrawiam serdecznie ze slonecznej i cieplej, mimo jesieni, Warszawy
    mag

  118. @reverendissima Renia

    O, mulieres in Monki! Autumnus est! Folia iam cadunt.Tempore autumni rami nudi, sine folie sunt.
    „colo agrum, ergo sum
    gaudeo igitur” – canto Zenek

    – varia et mutabila semper mulieres in Monki – dixit agricola
    si tacuisses, philosophus mansisses – respondit femina

    da mihi basia mille,

    ozzy

  119. Renia Chuchalska
    Witam i pozdrawiam przewodniczącą/ prezeskę? KNGW w Mońkach z chęcią podzielenia się z paniami refleksją , że panowie filozofowie akedemiccy tylko w głowach mieszają, zamęt czyniąc, a rad praktycznych dla zwykłego człowieka nie mają.
    Nie mieszkam wprawdzie na wsi, więc inne są moje problemy np. w sprawie jakichkolwiek innowacji czy zwykłych usprawnień dla bezpieczniejszego bytu człowieka miastowego, ale – generalnie – też jakby grochem o ścianę.
    Depczą mi Warszawę co jakiś czas jacyś maszerujący, ulice pozamykane dla niemaszerujących. Na dodatek coś wrzeszczą, machają chorągwiami, niosą jakieś transparenty jak za 1 maja drzewiej bywało. Chwala Bogu, ze ostatnim razem opon nie palili, ani samochodów TV.
    I co ja mam zrobić, o jaką i u kogo zmianę tych obyczajów się upomnieć, by żyło mi się jeśli nie dostatniej, to przynajmniej spokojniej.
    Pani Renato&cons. – help mi! Chocby dobrym słowem.
    Pozdrawiam panie
    mag.
    P.S. Czy z Moniek pochodzi znany niegdyś dziennikarz – reporter Michał Mońko?

  120. ozzy
    Ale dałeś czadu!!!
    Lou! Ty naprawdę znasz łacinę, nawet jeśli z bledami, ktorych nie potrafilabym skorygować.

  121. Widzę poważny błąd w rozumowaniu u Pana. Otóż to, co widzi Pan na twarzach studentów to nie głupota ale.. nuda! Skoro Pan określa swoje monologi określeniem „Bełkot, na którym nie zatrzymałbym pilota nawet na pół minuty” to trudno, bo studenci mieli odmienne zdanie.
    Kolejny błąd to stawianie znaku równości między wiedzą a intelektem – nie twierdzę, że tę pierwszą posiedli owi studenci. Tutaj znów wracamy do Pańskiego daru dydaktycznego i umiejętności ciekawego prezentowania wiedzy. Ale z tejże notki wiemy też, że inteligencję ocenia Pan na podstawie intuicji, niezwykłego daru czytania twarzy i poznawania inteligencji u osoby, która ani razu się nie odezwała.
    Ta wiara w „inteligentną twarz” to moim zdaniem frenologia równie zabobonna jak wiara we wróżenie fusów, etc. Jak podczas perorowania jest Pan w stanie ocenić inteligencję słuchacza? Czy analizując osadzenie oczu, cerę, krzywiznę nosa ocenia Pan zawczasu kto dostanie zaliczenie? Oczywiście nie może Pan tego ocenić, te (prze)sądy to zasługa narcyzmu.
    Ośmielę się odpowiedzieć na pytanie „Co uczyniliśmy złego, że znów musimy womitować zwątlonymi gardłami breję nikomu niepotrzebnych słów, spływających jak flegma z naszych odrętwiałych i zarobaczonych mózgów?”. Otóż Pan, jak wiele innych osób na filozofii wybrało kierunek który „uczy myślenia i wątpienia”, a tego w rzeczywistości większość homo sapiens sapiens uczy się przed rozpoczęciem kariery akademickiej i z tego powodu jest to kierunek całkowicie zbędny. Filozofię można sobie z większą przyjemnością „studiować” w domu z książką zamiast słuchać pysznego starca który jak zepsuty gramofon odtwarza beznamiętnie to, co powiedzieli starożytni. Poza tym proponuję zrezygnować z „womitowania” i innych latynizmów. Nikomu już nie imponują sentencje łacińskie w czasach, w których to młodzi znają przynajmniej dwa języki obce na przyzwoitym poziomie. Języki żywe w przeciwieństwie do łaciny. Rozumiem jednak skąd sympatia do łaciny – jej czasy odeszły tak samo, jak czasy świetności (i popytu na) filozofów.

  122. Panie ozzy,

    Odwdzięczam sie w pełni doceniając Pana lingwistyczny fenomen.

    Åh, kvinnor i Monk! Hösten är! Lämnar nu cadunt.Tempore höst nakna grenar, bladen är utan.
    „Jag hyser fältet, så jag
    Så jag är glad „- beslutsfattare Zenek

    – Variabla och föränderlig alltid kvinnor i Monk – sade bonden
    om han hade hållit tyst, stannade Philosopher – kvinna svarade

    Ge mig tusen kyssar,

    Renia Chuchalska

  123. albo bardziej po ludzku:

    Oh, ženy v Monk! Podzim je! Listy nyní cadunt.Tempore podzimu nahé větve, listy jsou bez DPH.
    „Vážím pole, pak jsem
    Takže jsem rád, „- tvůrci Zenek

    – Variabilní a proměnlivé vždy ženy Monk – řekl farmář
    kdyby mlčel, zůstal Filozof – odpověděla žena

    Dejte mi tisíc polibků,
    Renia Chuchal;ska

  124. Panie Hartman, walczmy! My studenci, pragniemy szczerych słów prawdy! Nie chcemy tonąć w tym błocie, w tym brudzie, w tej beznadziei. W każdym z nas są te oczy z końca sali, które szukają i chcą znaleźć. Niech Pan rozproszy ten chaos, niech Pan zejdzie z katedry i usiądzie z nami – na czas prostej rozmowy, niech Pan postawi problem, mówmy! Istnieje potrzeba powrotu do prostego dialogu, zburzenia dystansu. Jest to silna, bolesna potrzeba, której wszyscy doświadczamy – również Pan, jestem tego pewna. Czekamy (my studenci różnych kierunków i różnych uczelni) na rozmowę z Wami, potrzeba tylko nam wszystkim odrobiny wiary, że można.

    Studentka.

  125. Renia Chuchalska
    Pełna podziwu dla PANI uzdolnień lingwistycznych (juz nie wiem, czy mogę demokratycznie, jak to na blogach, zwracac sie „per ty”)
    czekam jednak na odpowiedź
    mag

  126. Henia Ruchalska 10-2-2012 18.53

    w Monkach

    Powodzenia w pokazywaniu gospodarzom, w usprawnianiu dojenia i ulepszaniu jakosci nasienia.

    Widac, ze robota az furczy, a Panienka idzie za powolaniem.

  127. Mag,
    od Gombrowicza wyżej cenię lekkoć i finezję mistrza Krasickiego 😉

    Wstęp do bajek
    Był młody, który życie wstrzemięźliwie pędził;
    Był stary, który nigdy nie łajał, nie zrzędził;
    Był bogacz,który zbiorom potrzebnym udzielał;
    Był autor, co się z cudzej sławy rozweselał;
    Był celnik, który nie kradł; szewc który nie pijał;
    Żołnierz, co się nie chwalił, łotr co nie rozbijał;
    Był minister rzetelny, o sobie nie myślał;
    Był na koniec poeta,co nigdy nie zmyślał.
    – A cóż to jest za bajka ? Wszystko to być może!
    Prawda, jednakże ja to między bajki włożę.

    Gombrowicz, dla mnie, zbyt „ciężki” i za bardzo się ociera o wulgarność. Choć doceniam jego intencje. Imitatorów jego stylu raczej nie trawię. Niechże każdy wypracuje sobie swój własny orginalny styl 😉

  128. Kiedy studenci się nudzą winny jest profesor. Bo to d… a nie profesor* 👿
    ————————————
    * – co to jest: wisi na ścianie i płacze?
    – d… a nie taternik!

  129. @pani Reniu,
    brawo! Moze byc przeklad na szwedzki – googlowski, ale zaliczam.
    Pozdrawiam (w drodze do pracy, tramwaj nr 10)
    ozzy

  130. hej 🙂

    i juz w pracy. Nawiazujac do tekstow przekladanych za pomoca translatora googlowskiego, chcialbym dodac iz jest to pomieszanie materii. Syntaktyka, semantyka: po prostu, straszna gramatyka.
    To jest jedynia pomoc, ale nie rozwiazanie.

    ozzy (eine Bialystoker) w trzeci dzien swieta Namiotow (yom sukkot)

    PS bylem dawno, dawno temu w Monkach…gdzies tam w poblizu Jasionowka, Knyszyn

  131. Matylda
    Gdzież u Gombrowicza „wulgarność”?!
    Moze i dla Ciebie jest zbyt „ciężki”, ale czy można w ogóle porównywać rodzaj geniuszu dwóch mądrych i błyskotliwych facetów z tak odległych wzgędem siebie epok?
    Twórczość każdego z nich jest po prostu UNIWERSALNA. Mody i kanony literackie się zmieniają, a oni się nie „starzeją”.
    Jak udowodnisz, kto był wybitniejszym poetą – Kochanowski czy Miłosz, albo czy genialniejszą sztuką jest „Wesele” Wyspiańskiego czy „Tango” Mrożka?

  132. A gdyby nawet Hartman dał ten, dobrze już tu obs….ny, tytuł ‚Gaudeamus Idiotae’, to czy aby ten tytuł był bardziej wtedy wzywający /przemawiający?
    Po lekturze i komentarzach aż chce się powiedzieć: „Nie dla idiotów”!
    🙁

  133. Pani mag.

    Dziennikarz Mońko z Moniek ? Taki był. Inny znany osobnik tutaj to Teloniusz Monk, podobno dobry artysta ale niestety wyemigrował. Odnośnie dobrego słowa: najlepszym ukojeniem jest szczera modlitwa. Babcia mówiła, że kiedyś na rany była też dobra Fala 56 ale szczegółów o tejże fali nie znam.

    Pozdrawiam,
    Renia Chuchalska

  134. Lewy
    2 października o godz. 3:49
    Ale mowimy np.: ” durniu, baranie, kretynie, idioto, patalachu” itp. itd.,
    wiec z tym zanikiem wolacza, to chyba tak nie do konca prawda.

  135. Pisze sie po to, zeby zlapac zycie za jaja (autor nieznany)
    _____________________________________________________________

    Wspomniano powyzej Gombrowicza, Wyspianskiego jak tez z krypty wzietego biskupa Krasickiego. „A zatem dlaczego Slowacki wzbudza w nas zachwyt i milosc?” pytal nauczyciel w „Ferdydurke”….”Wielkim poeta!Zapamietajcie to sobie, bo wazne! Dlaczego kochamy? Bo byl wielkim poeta. Wielkim poeta byl! Nieroby, nieuki….” i dalej Gombrowicz o Slowackim slowami ucznia: Ale kiedy ja sie wcale nie zachwycam! (…) Nie zajmuje mnie!”
    Wieszcz Gombrowicz skutecznie podwazyl autorytet wieszcza Slowackiego. Kiedys na poczatku lat 50 w paryskiej kulturze Witold Gombrowicz opublikowal pamflet skierowany przeciwko poetom en gros. Pisal w nim ni mniej ni wiecej, ze poezja umarla, ze jest tylko sztucznie ozywionym trupem, ze tak naprawde nikogo nie obchodzi, nikt jej nie lubi, nie czyta, po prostu nie rozumie. Glosil Gombrowicz, ze zwlaszcza tzw. poezja czysta nie wyraza zadnej rzeczywistosci, zadnej prawdy, zadnej wartosci. Jak zachowuja sie poeci wedlug wieszcza Gombrowicza? Ano tak: jakby sie nic nie stalo, pusza sie, nadymaja, uwazaja sie niemal za polbogow. Powod: egzystuja w swoim srowowiskowym gettcie, odizolowanym od reszty swiata.
    Atak Gombrowicza na poetow to swoiste wyzwanie. Czeslaw Milosz przyznal racje Gombrowiczowi, gdy ow negowal wartosc poezji czystej, pieknej metafory, obrazu czy tez wyszukanych skojarzen. Maestro Witoldo wskazywal a priori na poezje myslaca, najwyzszego intelektualnego wysilku i siegajacej istote egzystencji.
    Zbigniew Herbert nie byl odlegly mysleniu Gombrowicza i postulowal zmierzenie sie z rzeczywistoscia konkretna ale juz odbiega postulat herbertowski „budowania wartosci” i wielkie moralne zmaganie, ktore uwazal tenze za „najwazniejsza funkcje kultury”. Czy poezja ma sie podpierac filozofia albo etyka? – moze to jej dowod slabosci?
    Jednakze najwazniejsza funkcja jest chyba,jak sadze, kreacyjnosc i tworzenie indywidualnych swiatow. Bohaterowie, ich zwyczajnosc ich ulomnosci, porazki i zwyciestwa, cierpia i kochaja, buduja i niszcza, zyja.

  136. Renata
    Pani Renato
    Modlitwa mi nie pomaga, a tym bardziej nie może byc ukojeniem Fala 56, bo jest niegdysiejsza.
    Nastała chyba po październikowej „odwilży” Gomułki.
    Odwilż się nam nie kroi, bo ta odrobina śniegu co spadła na Kasprowym, wiosny jesienią nie uczyni.
    Pozdrawiam, mag.

  137. Inny znany osobnik tutaj to Teloniusz Monk, podobno dobry artysta ale niestety wyemigrował – informują z Moniek. Może dla samego dobrego artysty dobrze, że wyemigrował. A czy nie wewnętrznie? 😉

  138. http://www.youtube.com/watch?v=EKvVKsJ8sk4

    Nudy na pudy, dobrze, że wyemigrował, choć dla Moniek to było przebojowe.

  139. Jurganovy: Dla ilustracji mojej wypowiedzi poprzedniej
    [link]
    JH,o ile się nie mylę,obraca się blisko Carycy.
    Może jakiś komentarz ?”

    Prosze bardzo. Nalezy skonczyc w Polsce z obowiazkowymi studiami wyzszymi. To dzieki matactwu Tuskai PO zmusza sie mlodziez do studiowania niepotzrebnych rzeczy. Koniec ze wspolczesnym niewolnictwem! Studiowanie powinno byc dobrowolne!

  140. @ ozzy 3 października o godz. 17:29

    Udało Ci się uchwycić tę chwilę za jej samo sedno, dzieki 😉

  141. Pan Hartman dramat układa, mam mu współczuć? „Dzień Świra”, toczka w toczkę. Przecież to już było. Też uczę, co prawda w liceum ogólnokształcącym, bynajmniej nie renomowanym, po prostu przeciętnym ogólniaku. Odkąd pracuję mam do czynienia z uczniami, którzy nie zawsze są zmotywowani i nastawieni na bezkompromisowe zdobywanie wiedzy. A jednak lubię ich i lubię swoją pracę. Kiedy widzę, że zaczynają się nudzić nie myślę, jacy są beznadziejni i niezainteresowani niczym. Myślę o tym, żeby coś zmienić, zaintrygować ich, zaciekawić. Dziennik, biurko, tablica, dziennik, biurko, tablica – kto to wytrzyma? 45 minut jedno po drugim. Może trzeba coś zmienić w sposobie prowadzenia zajęć, trochę odejść od rutyny? Wiem, usłyszę zaraz, no tak, multimedia, każdy by tak chciał, ale przecież nie ma pieniędzy… Czasem wystarczy jakiś przedmiot, zdjęcie, krótkie ćwiczenie, które ich zaangażuje myślowo, aby nie byli tylko biernymi odbiorcami tego, co Pan, Panie Profesorze, „womituje” stojąc przed nimi. A może by ich tak spróbować polubić? Choć troszkę. Polecam. To naprawdę wiele zmienia.

  142. Slawomirski
    3 października o godz. 2:27
    …dwa w jednym…
    ET

  143. MAG
    Renato, ach Renato !
    Snieg taje na Kasprowym, wrzace lato i co Pani na to ?
    http://www.youtube.com/watch?v=hq7KQPEYPwc
    Pomoglo ?

  144. Mag 10-3 18.45
    I ta odwilz (!!!) w Monkach…..

  145. A.L.
    4 października o godz. 0:43

    Wydaje mi się,że oderwałeś się już wyrażnie od rozumienia stanu tzw umysłów w kraju pochodzenia.
    To jest kraina iluzji.Elektryka ,który obalił komunizm,tak jak Franek Dolas wywołał drugą wojnę światową.Literatów zapoznanych.Filozofów cierpiących na niemoc pedagogiczną.
    Samców ,którzy by ho ..ho ..i samic marzących o miłości dozgonnej,rodzinie pełnej i wyuzdanym swingowaniu jednocześnie.
    Całe szczęście,że KrK mityguje te dewiacje a także nasz Tusk umiłowany wytwarza iluzje nowe by statystyką mocarstwową pozycję wzmocnic.
    Najwięcej szkół wyższych na głowę,na dupę i na coś jeszcze…
    Mnie się to podoba albowiem zerwanie z iluzją bedzie b.bolesne.
    Całe szczęście,usłyszałem dzisiaj,że Vincent zaspokoił „potrzeby pożyczkowe” naszego mocarstwa i zerwanie z iluzją znów się oddaliło.

  146. Kleofas
    Nie powaliła mnie na kolana twoja „wrzutka”.
    I, w ogóle, z tą „wiochą” to byłabym ostrożna.
    Dla mnie właśnie rodzajem buractwa są dowcipy w tym stylu.

  147. jasny gwint
    Więcej powiem, to nie „degeneracja i zdziczenie”, ale kliniczna paranoja.
    Naiwna z Żoliborza

  148. Mag 10-4 19.26
    Nic nie rozumiem. Co to jest „wrzutka” ? A „buractwo” ? A Zoliborz to nie wiocha, jak Monki ?

  149. Kleofas
    Straciłeś po prostu kontakt z żywym językiem polskim, który jest zrozumiały zarówno na warszawskim Żoliborzu, jak i w Mońkach.
    Zatrzymałeś się na Wiechu, który jest już passe.

  150. MAG
    I dlatego prosze, zebys mi obiasnila co znacza: „wrzutka” i „buractwo”. Dziekuje.

  151. Kleofas
    Służę uprzejmie.
    „Wrzutka” w użytym przeze mnie znaczeniu oznaczała podesłanie linku.
    „Buractwo” to pogardliwie prostactwo, wymiennie z „wieśniactwem”.
    Przy okazji wyjaśniam, że „robić komuś koło d…” (pytasz mnie o to na blogu red. Passenta) albo „koło pióra” znaczy tyle, co działać na szkodę tego kogoś.
    Twoje skojarzenia z seksem są mało dowcipne, na poziomie rechotu w sejmie, gdy poseł Biedroń powiedział o chwytach poniżej pasa.

  152. Slawomirski
    4 października o godz. 19:08
    Nie szkodzi. Dziele los wiekszosci blogujacych. Rzadko potykam sie o wpisy, z ktorych cokolwiek wynika. Przewaznie nic.
    Pozdrawiam.
    ET

  153. Piszę tutaj albowiem próba wejscia na blog Benedyka (Kultura 2.0) spowodowała pojawienie się komunikatu wystawionego przez NIS:
    „witryna zawiera oprogramowanie złośliwe „.

    Słabo chronieni jakimś byle jakimś AV i zawierzający FW Windows powinni się wystrzegac od kontaktu z tym blogiem.

    Porządny Admin powinien rozpowszechnic to ostrzeżenie i powiadomioc o zakończeniu alertu.

  154. Pisałem ostrzeżenie.
    Nie można wykluczyc celowej prowokacji Bendyka.
    Lepiej ,jednak,nie włazic

  155. wyp…dalaj do Izraela frajerze, który boi się, gdy „1/3 Polaków chce głosować na PiS” tj. 1/3 Polaków chce by w Polsce rządzili Polacy a nie pejsaci korporacjoniści

  156. Czy zauważyliście państwo interesujący, z punktu widzenia chyba socjologicznego, fenomen, że na sąsiednim blogu J. Makowskiego pojawia się w porywach zaledwie kilkanaście wpisów?
    Jego teksty też poruszają istotne tematy i są nieźle napisane. A jednak…
    Rozumiem, że prof. Hartman potrafi być odlotowy i ma coś w rodzaju blogerskiej charyzmy.
    Inni Gospodarze blogów wprawdzie też bywają inspirujący (ale nie zawsze!), więc skąd aż takie duże dysproporcje w tzw. odzewie?

  157. O matko moja,
    skóra mi ścierpła po przeczytaniu wpisu XCX.
    Jeśli TACY ludzie popierają PIS, by ten wrócił do władzy, to miej nas Panie w opiece!

  158. Cała nadzieja w tym, że za którymś razem Hartman zrozumie to o czym do studentów mówi. Nieprzypadkowo o tytularnych profesorach krążył dowcip: wykładał tak długo aż zrozumiał.

  159. so true… podpisuję się obiema rękami

css.php