Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne

7.10.2012
niedziela

Tusku, nie filozofuj!

7 października 2012, niedziela,

Idący sobie orszakiem korolowych tóg bez Kraków zaszumiały planty, że Premier Tusk będzie na naszej inauguracji roci academicae, zaszczytnie, i wygłosi. I był! Tłum wygłodniałych profesorów czekał na wieść o podwyżce. A tu zamiast o podwyżce, Pan Premier zasunął nam filozoficzny esej na temat autonomii. Piękny to był esej i z wielkim uczuciem przeczytany. Ani chybi, uczeń Pawła Śpiewaka lub innego ciężkozbrojnego filozoficznym orężem konserwatysty. Filozofią polityczną kancelaria bogata i rada. Czyżby pisarzowie od Lecha Kaczyńskiego, w zadek kopnięci, znaleźli dla się przytulisko u Łazienek?

Słuchałem tego jako na szpilkach. Miąłem birecik, chrząkałem i wytrzeszczałem ócz mych gwiazdy, a ręka mi już prawie do odpowiedzi się rwała. Ja coś powiem, ja coś powiem, Panie Premierze! Niestety, nie było mi dane, więc nie pozostaje mi nic innego, jak tylko na tym blogu skromnym, acz poczytnym, dać upust i odpór przed blogową mą ferajną, oną jako żywo nie z ujazdowskich alej.

Że premier jest prawica, to wiedziałem, ale nie że aż tak. Jego teza była następująca: państwo silne to państwo ograniczone i swą omnipotencję ograniczające, a to w ten sposób, że szanuje autonomię pewnych instytucji i się do nich nie wtrąca. Państwo, które chce nadzorować wszystko, jest nie tylko autorytarne („patrymonialne”, jak zechciał się wyrazić dostojny mówca), ale także niewydolne i obezwładnione biurokracją. Piękne te prawdy znano już w średniowieczu, bo to w średniowieczu wynaleziono autonomię i zastosowano ją do trzech instancji: miast, Kościoła i uniwersytetu.

Pochwała feudalizmu w XXI wieku, z ust świeckiego premiera europejskiej demokracji, zaiste robi wrażenie. Drogi i Szanowny Panie Premierze! W zachwalanym przez Pana średniowieczu tyle było autonomii, ile kto zdołał jej sobie wywalczyć, i to raczej nie argumentami. Właśnie dlatego, że panował ustrój oparty na rozkazywaniu, polityka sprowadzała się głównie do ustalania kto, komu może rozkazywać, kto kogo musi słuchać, a kto nie, i kto kogo musi utrzymywać i na kogo płacić daniny, w zamian za „ochronę”. W tych pięknych czasach, Panie Premierze, wolność była luksusem, który zdobywali dla siebie nieliczni. Kto więc miał siłę, miał też autonomię, tak czy inaczej potwierdzoną w prawach i traktatach. Swoją drogą tak samo działało to i w starożytności, nie tylko w Europie. Nie o żadną etykę tu chodziło, o żadne światłe idee, lecz podział władzy, do którego, owszem, dorabiano czasem jakąś ideologię. W Polszcze ideologia z tej mańki, choć nieco późniejsza, zwała się na ten przykład „złotą wolnością szlachecką”.

System władzy oparty na szacunku dla autonomii kościoła czy innej jakiejś gminy (wyznaniowej, miejskiej), dla jakiegoś cechu (np. profesorskiego – w ramach uniwersytetu) polega na rozkazodawczym (dyskrecjonalnym) pojmowaniu władzy i jest możliwy tylko w całkowicie nieliberalnych warunkach politycznych. Kto ma „autonomię”, ten rozkazuje swoim, sądzi swoich i nie płaci pewnych danin księciu czy królowi. Istotą tych stosunków jest nierówność – jedni mają „autonomię”, a inni nie. Jest ona po prostu przywilejem i właśnie jako zestaw takich czy innych przywilejów („licencji”, jak byśmy to dziś powiedzieli) była pojmowana i definiowana.

Ustrój wolności, ustrój liberalny, który Pan Premier, jak słyszałem, wielce miłuje, zaczyna się dokładnie tam, gdzie kończy się feudalizm, z jego „przywilejami”, „autonomiami” i innymi „złotymi wolnościami”. W ustroju tym autonomia nie jest potrzebna ani możliwa, bo wolność nie jest tu przywilejem, lecz powszechnie i na równi – albo przynajmniej proporcjonalnie do możliwości – przysługuje wszystkim obywatelom i obywatelskim zrzeszeniom.

W demokratycznym państwie nie trzeba się uciekać do autonomii dla niektórych, by chronić społeczeństwo przed omnipotencją władzy. Wszyscy bowiem są przez nią traktowani podobnie, a traktowanie to nie polega na srożeniu się z żadną potentnością, lecz minimalistycznych i rozsądnych regulacjach, wynikających z potrzeby zachowania pokojowego ładu oraz mniej więcej równej miary wolności dla wszystkich. W takim kraju wszyscy mają autonomię i nie ma tu w ogóle, o czym mówić, dopóty, dopóki w stopniu tej autonomii nie pojawiają się niesprawiedliwe różnice. Jedną z takich różnic jest na przykład to, że przywilej niepłacenia podatków albo otrzymywania subwencji publicznych bez zastrzeżenia prawa organu państwa do kontroli sposobu jej wydatkowania przysługuje jednym zrzeszeniom obywateli, a innym nie. (Jeśli wie Pan, co mam na myśli.)

Panie Premierze, to już sobie pofilozofowaliśmy, a teraz ja już bardzo poproszę o podwyżkę. Dobrze, Panie Premierze Kochany?

PS. Sobie też może Pan dać.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 137

Dodaj komentarz »
  1. Bardzo piękny tekst Panie Profesorze! Ale o podwyżkę, i to znaczną! ja też się dopominam pięknie. I serdecznie dzięki dla Pana premiera jeśli by zechciał spełnić prośbę pokorną mą.

  2. Nic dodać nic ując. Przy okazji potwierdziło się, że mamy ograniczonego premiera, funkcjonariusza partyjnego, który mówi spin doktorami.

  3. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  4. Bardziej mi się spodobał strzelisty cwierkot JH skierowany do przemiera.
    Lakoniczny i konstruktywny.
    Felieton natomiast daje okazję jasnemu gwintowi do kolejnego podmycia autorytetu premiera stanowiącego ostatni szaniec przed zalaniem nas prawem
    i sprawiedliwością.
    Premierzy zawsze mówią spin doktorami co piszą ich przemówienia.
    To zaś,że JH jest znacznie mądrzejszy od tych spin doktorów udowadnia ,po raz kolejny,ten felieton.
    Jeżeli JH marzy o podwyżce to niech zostanie spin doktorem premiera.
    Ciekawe jakie będą wówczas oceny przemówień premiera dokonywane przez innych profesorów domagających się podwyzki.

  5. A od kiedy to premier jest od rozdawania podwyzek profesorom. Studia sa platne, nie? Tylko subwencjonowane przez panstwo. To jak sobie uniwersytet wygospodaruje, to bedzie mial na podwyzki, a jak nie – to nie. Gdyby koszty studiow pokrywalo w calosci panstwo (jak za PRL), albo – jak szkoly publiczne, to co innego. Mozna prosic premiera o podwyzke. Ale jak za PRL, tak i dzisiaj glowne zrodlo dochodu pracownikow naukowych, to byly „fuchy”. Pan Profesor Hartman tez pobiera honoraria za wystepy, konsultacje, publikacje, itd. Jesli jeszcze chca podwyzek, to moze pod warunkiem zakazu czerpania zysku z innych zrodel. Na swiecie jest tak, ze wszystko wytworzone w instytucji, w ramach umowy o prace – pozostaje wlasnoscia instytucji, a nie pracownika. Moze sie myle?

    Pozdrowienia.

  6. Pan Redaktor pisze:
    „Drogi i Szanowny Panie Premierze! W zachwalanym przez Pana średniowieczu tyle było autonomii, ile kto zdołał jej sobie wywalczyć, i to raczej nie argumentami. Właśnie dlatego, że panował ustrój oparty na rozkazywaniu, polityka sprowadzała się głównie do ustalania kto, komu może rozkazywać, kto kogo musi słuchać, a kto nie, i kto kogo musi utrzymywać i na kogo płacić daniny, w zamian za „ochronę”.”

    Slusznie panie Redaktorze, slusznie.
    Od siebie dodam, ze trzeba byc totalnym naiwniakiem aby uwierzyc, ze dzisiaj jest,
    lub kiedykolwiek w przyszlosci bedzie inaczej.

  7. Nie, Pan Tusk nie wie co Pan Hartman ma na mysli!

    Panu Tuskowi za to chodzi o cos zupelnie innego.

    Chodzi oto i to juz od dluzszego czasu, ze „autonomia” wedlug nowej pragmatycznej definicji oznacza brak odpowiedzialnosci.

    I tak Pan Tusk chce obdarzyc „autonomia” sluzbe zdrowia, prokurature juz obdarzyl i obdarzyc ma zamiar edukacje.

    te wszystkie upierdliwe dziedziny zycia publicznego gdzie panstwo mialoby byc rozliczane z wynikow o konfitur malo – uzyskaja „autonomie”.

    Energetyka nuklearna jako, ze sa tam nieskonczone miliardy do „przerzucenia” zostanie wzieta ze zrozumialych powodow pod opiekuncze skrzydlo jedynej slusznej partii.
    Tu „autonomii” nie bedzie bo sa konfitury.

    A Pan Tusk nie jest liberalem.
    Pan Tusk nie jest lewicowy, prawicowy ani centrowy jeno pijarowy czyli…”pragmatyczny”.

    Kasa Misiu kasa!

  8. Jak to nie jest autonomia potrzebna? To, że mamy wolność u podwalin systemu, nie znaczy jeszcze, żeby o autonomii, tak oczywistej zdawałoby się, zapominać. Autonomia, ta pierwsza w pryncypializmie Beauchampa i Childressa, odgrywa też znaczną rolę tam, gdzie mamy relację niesymetryczną, np. w medycynie. I jedna ze stron, posiadająca przewagę w postaci wiedzy, pozycji społecznej czy stołka, niezależnie od ustroju będzie próbowała niekoniecznie świadomie tą przewagę powiększyć, taka jest ludzka natura. Dlatego musi mieć ciągle w pamięci, że druga strona posiada autonomię, że nie ma prawa tej przewagi wykorzystać, nawet dla dobra drugiej strony. I nawet w najlepszym ustroju będzie trzeba o tym przypominać.

  9. Dzisiaj jakby mniej prowokacyjnie Panie Profesorze… Jestem głęboko zawiedziona.
    Acz z treścią bardzo trudno się nie zgodzić.

  10. Falicz ma rację,że premier jest pragmatyczny i że kasa..misiu…Inny nie będzie.
    JK po objęciu rządów będzie taki sam .Tyle,że ten pragmatyzm będzie przykrywał ,zamiast bredzeniem o autonomii,bredzeniem o prawie i sprawiedliwości.

    Budowa kapitalizmu bez kapitału i wykreowanie klasy właścicieli tworzącej zarazem klasę polityczną (nobiles) ,wymaga, w tych warunkach, ofiarności całego narodu .
    Także silnego państwa potrafiącego ofiarnośc narodu zmobilizowac i strzec ten naród przed postawami demobilizacji ofiarności.

    To jest kosztowne:
    administracja czuwajaca nieustannie gdzie i kto jest zameldowany,
    skarbówka ,która każdy jeden grosz przestępczy u kioskarki wykryje..
    wymiar sprawiedliwości,policja,sużby..działajace na rzecz ….
    zobowiązania sojusznicze…
    ten cholerny nawis emerytalny..
    …..
    A przy tym państwo nie może stracic z oczu celu nadrzędnego jakim jest wytworzenie klasy nobiles świadczącej o powstaniu społeczeństwa obywatelskiego gwarantującego tzw dalszy pomyślny rozwój.

    Na wszystko starczyc nie może. Niezbędne jest wydzielenie sfer autonomicznych ,które nawet jak się zawalą,to nie zakłócą w sposób istotny celów głównych.

    A „atomówkę” naszą nie ma co się martwic.Po sukcesach w budowie autostrad,stadionów a ostatnio spektakularnych na budowie metra,otoczenie nam na to nie pozwoli.

  11. Czytajcie u Szostkiewicza maciek.g
    7 października o godz. 10:05

    Swietne remedium na Faliczowska kanonade. Bardzo madry wpis

  12. Szanowny Panie Profesorze Hartman,

    gdyby Pan raczył, w swoim filozoficznym rozumowaniu uwzględnić najnowsze tendencje , w tworzeniu przez fizyków teorii o istocie całej naszej rzeczywistości, i raczył uwzględnić stary banał, że prawda w odcinku czasowym X, jest zupełnie czymś innym niż ta sama prawda w odcinku czasowym x1, x2 …xn, to dziesiejsze swoje atrakcyjne rozważania , powinien Pan przed końcowym „wnioskiem” o podwyżkę, ociupinkę dłużej „podziubdziać” zanim Pan był raczył kliknąć „Opublikuj komentarz”.
    Oczywiście w przyjętej przez Pana obiektywności, akademicko i „na sztywno” niczego pańskiemu rozumowaniu nie można zarzucić. Sądzę jednak, że oprócz bezwzględnie wzorowego rozumowania akademickiego, przydałoby się trochę twórczego krytycyzmu do premierowej wersji w odcinku czasowym xn, popartej kilkoma „zstąpieniami” do obecnej realności.

    Pozdrawiam,Sebastian

    P.S.
    Osobiście nigdy!!! nikogo nie proszę o podwyżkę. Zamiast tego, mówię mojemu aktualnemu pracodawcy, że za kilka miesięcy zwolnię się z pracy. Jak dotąd, on , po takiej mojej zapowiedzi, raptownie on sięga głębiej do kieszeni, i… współpracujemy dalej.
    Ja za dodatkowy „sponsoring” intensywnie pracuję nad takim poprawianiem oferty z siebie, żeby to jego wcześniej przestało być na mnie stać, niż …powiedzmy -odwrotnie. Chodzi oczywiście o dbanie o siebie , jako „produkt wolnorynkowy”.

  13. Moja córeczka, obecnie dorosła pani, była bardzo przemądrzałą istotką. Na każdy temat miała coś do powiedzenia. Kiedyś wróciła ze szkoły i z dumą powiedziała, że pani nazwała ją fizolofem. Coś mi się wydaje, że pan Hartman też tak fizolofuje. No ale on ma więcej niż 7 lat.

  14. A w czymże profesura akademików różni się od biskupiej? Strojem? Jedno i drugie to najlepszy beton portlandzki, nie do ruszenia zwykłym młotem pneumatycznym. Pierwsi mają trochę mniejszy komfort, bo kompromitujący ich papiery ocalały, a drudzy je przejęli i wrzucili do ognia. Nigdy nie zapomnę IV RP, która wymusiła na środowisku akademickim, składanie oświadczeń lustracyjnych i ku mojemu zdumieniu nikt specjalnie nie protestował, a niektórzy na wyprzódki składali oświadczenia, bo a nóż widelec się opłaci. Nikt z tego środowiska nie zrobił nic ażeby powstrzymać zalew tandety niby wyższego wykształcenia. Było wręcz przeciwnie, każdy kto mógł brał po kilka etatów na prywatnych „uczelniach” i czynił złudzenia studentom, że z wyniesionej wiedzy zrobią kiedyś użytek. Wedle nowych, demokratycznych władz wszystko miał wyregulować rynek, co w praktyce przełożyło się na wzrost bezrobocia osób z dyplomem wyższej uczelni.
    Sugeruje Pan, że tylko KK otrzymuje budżetowe pieniądze i nikt od niego nie żąda rozliczenia, a przecież podobnie dzieje się na wyższych uczelniach, bo gdyby tak było, to już dawno mielibyśmy na nich kadrowe rewolucje, niezbędne do naprawienia polskiej nauki (o ile jeszcze taka istnieje). Że nie istnieje, może się każdy przekonać po ilości publikacji w prestiżowych wydawnictwach naukowych (tam polskich uczonych prawie nie ma), że nie wspomnę o prestiżowych nagrodach naukowych. Nobel? A cóż to takie jest?
    Pozdrawiam i dobrego samopoczucia życzę w nowym roku akademickim.

  15. piekny tekst panie profesorze, bravo!!!
    i pomarzyc dobra rzecz :-), mam cos na poprawe panskiego samopoczucia, zawsze dobrze wiedziec na co mozna liczyc:

    http://www.youtube.com/watch?l

  16. Jan prof. Hartman,
    o podwyżkę to akurat nie trzeba mnie prosić. Coś pan taki w gorącej wodzie kąpany? Spokojna głowa. W podwyżkach to mam jeszcze kupę do zrobienia. Doczeka się pan jeszcze niejednej ode mnie.

    Już wkrótce o podwyżkach dla pana i innych niecierpliwych usłyszycie w szczegółach w moim płomiennym wystąpieniu. Właśnie szykuję szeroko zakrojony program podwyżek i przyjdzie pora na odkrycie kart. Gdy skończę swoje kolejne exposé, to odechce wam się suplikowania o podwyżki, bo zapewniam Pana, że będą w nim podwyżki dla wszystkich, bez autonomicznych wyjątków, zgodnie z pana postulatem – dla każdego coś podwyższonego.

    Tak przy okazji, to nie chciałem wam psuć waszego gaudeames, idiotes i nie byłem tam pod Wawelem szczery do końca, bo miało być uroczyście i pompatycznie, a nie szczerze. Teraz mogę być z Panem zupełnie szczery.

    Wziąłem sobie do serca Pańskie wezwanie i już mam gotowy plan działania, zmierzający do skończenia raz na zawsze z fikcją darmowego studiowania i państwowych lodów dla uczelnianej profesury. Uczelnie państwowe zostaną sprywatyzowane pfu! skomercjalizowane, oczywiście. Szybko przekona się Pan, że liczba idiotów z cenzusem gwałtownie zmaleje i mniej ich będzie w kolejkach do pośredniaków. Najpierw taki udaje, że kształci się na koszt państwa, a ledwo skończy udawać, to zaraz biegnie po zasiłek dla bezrobotnych. Skończymy z tą fikcją. Profesor państwowej uczelni, jak każdy inny zajęty pracą, ma na siebie zacząć zarabiać. Uczelnia państwowa przestanie pełnić funkcję ochronki. Po podwyżkę pensji można się już ustawiać w kolejce do kwestora.

  17. Filozofie, nie politykuj.

  18. Faktycznie Jedrek, Ty jestes obiektywny, bo podajesz fakty, a maciek.g jest subiektywny, bo on interpretuje czy cos takiego . A no to ja przepraszam. Chcialem Ci tylko zwrocic uwage, ze jestes sedzia we wlasnej sprawie; ty subiektywnie oceniasz, ze jestes obiektywny i subiektywnie oceniasz , ze maciek.g jest subiektywny. I jak tu z takim lisem dyskutowac ? A moze Ty oceniasz nie subiektywnie tylko obiektywnie? A to ja jeszcze bardziej przepraszam.
    Ale podobno tylko Bog moze myslec obiektywnie, tzn, ze jego subiektywnosc jest obiektywna. Ejze, czyli…no nie !!!

  19. Levy subiektywnie i obiektywnie całkowicie się zapętlił.
    Pardon.Lewy ma się rozumiec.
    Skąd mi ten Levy wyskoczył ?

  20. Nie bardzo to konstruktywne, co pisze nasz filozof, jak nieletni uczeń rwący się do podpowiedzi premierowi, za to jest jadowite i jakże cyniczne. Podwyżka dla siebie jest jeszcze do strawienia, ale dawanie jej premierowi. Niesmaczne.

    Chciałbym wiedzieć – co proponuje filozof jako ustrój dla polskich uniwersytetów w XXI wieku? Coś oczywistego zapewne.

    Ma rację werbalista, że polskie uniwersytety funkcjonują wg. zasad sprawdzonych w PRL, jako agendy państwowe z autonomią. Jest to raczej peerelowska autonomia niewiele z średniowieczem mająca wspólnego. Jedynym łącznikiem z średniowieczem w mowie premiera jest doskonale wyłapane słowo „patrymonialne”. Faktycznie, spin doktorowi premiera należy się podwyżka, albo raczej – dymisja z wyrzuceniem na mordę.

    I co ja mam konstruktywnego do dodania do moich krytycznych słów? Ano to, że się cieszę, że nie jestem filozofem UJ, ani spin doktorem, ani premierem. I nie potrzebuję podwyżki.

  21. Lewy, to Falicz jest Bogiem!
    Czyli obiektywnie nie istnieje, jedynie w Twojej subiektywnej świadomości. A w mojej już nie.
    Nie widzę w tym rozumowaniu żadnego zapętlenia, ani fałszu.

  22. Jurganovy
    7 października o godz. 19:24

    Nic się nie stało. Nie przejmuj się.

  23. Dla mnie bomba . Każdy kolejny wpis jest lepszy od poprzedniego. Doskonały wykład i to za darmo . Proszę o więcej tego przedniego „węgrzyna” .

  24. Spokojnie, spokojniutko, Hartmanie. Jeszcze trzy lata (a może i siedem) będziesz karmić kolesi Tuska i Pawlaka. A ci kolesie biorą wielkie pieniądze za to, że nic nie robią. A ty, Hartmanie, i tak na nich zagłosujesz i dasz im władzę, więc po kiego to filozofowanie?

  25. Dla mnie jedną z tajemnic Wszechświata jest czarodziejski zaiste mechanizm zamieniający przytomnych, niegłupich i czynnych społecznie ludzi, w upupione intelektualnie „ciało zbiorcze”. Osobiście miałam okazję znać kilkanaście pewnie osób, które w różnym czasie zasiadały w Sejmie, sejmiku wojewódzkim lub rozmaitych władzach. Daję słowo, że to były naprawdę osoby godne szacunku. W niczym to jednak nie poprawiało społecznego odbioru władz i instytucji, jakie reprezentowały. A już profesorowie szczęścia w administracji i Sejmie nie mieli zupełnie – w sumie niezły senat można by z nich utworzyć. Rządu – broń nas Boże.
    Niech już Pan siedzi w tym UJ-cie lepiej. A nuż Pana ktoś, gdzieś wybierze i zamiast filozofa będziemy mieli kolejną, odpustowymi farbami malowaną figurę. Swoją drogą narzekać to my lubimy nad życie.

  26. Nie dziwię się prośbie o podwyżkę. UJ to chyba jedna z najbardziej skąpych uczelni w Krakowie, a może i w całym kraju. Jak długo można „jechać” na 600 letniej tradycji? To już tylko wiedzą władze tej Alma Mater („karmiąca” z nazwy to już chyba tylko sucharami)…

  27. Kondolencje dla Paradowskiej. Jej umilowany dyktator Donek i PO 6 punktow za PIS-em !!!

    6 lat szczekania na PIS i taktyka odwracania uwagi od nieudolnosci rezimu po przez warczenie na PIS wyczerpaly cierpliwosc polakow. Bo w miedzyczasie rezim nie zrobil nic pozytecznego. Rezim zmarnowal 6 lat z zycia kazdego polaka, zadluzyl kraj o dodatkowe 400 mld zl i przelajdaczyl pozostalosci majatku narodowego. Bo dyktator Donek innaczej nie potrafil. Bo jego jedyna kwalifikacja jest ze ‚lepszy od Kaczynskiego’.

    Wkrotce dnonkowe ‚ekspose’. Juz drugie w tej kadencji. The pierwsze bylo gowno warte i zapomniane. Tak jak donkowe obietenice wyborcze w 2007 i 2011.

    Budzet 2013 jest juz zatwierdzony a wiec te drugie w tej kadencji donkowe ‚ekspoze’ bedzie rowniez gowno warte. No coz, to tylko historyk, planowania sie nie uczyl. Nawet kiosku Ruchu nie prowadzil.

  28. A od kiedy tusek jest prawicowy?! przeciez to czytej wody lewak. Proszę nie mieszać tu w to prawicy

  29. Axiom1 – ale nauczył się mówić po polsku. Wartość sama w sobie dla zaciekłego krytyka absolutnie niedostępna.

  30. Pan Hartman o autonomii….
    Kiedy jest możliwa?
    Gdy jest niezależność finansowa.
    Klejnoty Jadwigi zostały przeznaczone na zakup źródeł dochodów, uniezależniając Uniwersytet od sponsorów.
    Jak wygląda to obecnie?
    Widzimisię ministra mogącego wszystko…..

    Nie ma obywatela, niezależności instytucji, bez niezależnego od władzy finansowania. Czy UJ zarabia na siebie?
    Nie zarabia, więc jest zależny…..

  31. wiesiek59
    Tym razem chyba Wieśku nie doczytałeś uważnie wpisu Gospodarza.
    Prof. Hartman raczej kpi z autonomii UJ, której pochwałe wygłosił premier, stawiając teze, że świadczy to o braku autorytarnych/”patrymonialnych” zapędów rządu, którym kieruje.
    Poza tym, masz rację. Nie ma autonomii bez stosownej kasy.

  32. mag
    8 października o godz. 12:06

    Ironia ironią, ale słowa pana Premiera są sprzeczne z czynami…..
    Fakty są następujące:
    -wydajemy w stosunku do PKB prawie najmniej w Europie, na oświatę i kulturę, prawie najwięcej na wojsko
    -hojną ręką dofinansowuje się Kościół
    -centralizuje się wydatki, cedując jednocześnie na gminy gros zadań dotychczas realizowanych centralnie, bez przyznawania im dodatkowych funduszy……

    Bądźcie autonomiczni, samodzielni, samorządni- innymi słowy.
    Ale kasa będzie spoczywać w pewnych- MOICH- rękach.
    Będę miał kaprys, to dam, albo obiecam że dam, a nie dam……

    Jak to było?
    „jak Rząd mówi że da, to mówi
    jak rząd mówi że zabierze, to zabierze”……

    Pomiędzy autonomią deklaratywną a rzeczywistą jest różnica- KASA…

  33. wiesiek 59
    Toż w sumie przyznałam ci rację, piszac, że autonomię pan premier traktuje wybiórczo (taki był sens mojego wcześniejszego wpisu). Ogranicza kasę dla autonomicznej uczelni, a nie skąpi jej autonomicznemu kościołowi w Polsce.
    I sądzę, że właśnie niezgodność słów z czynami pana premiera była przedmiotem kpin prof. Hartmana

  34. „Igący sobie orszakiem kolorowych tóg bez Kraków…”
    Bezczelnie przypomonam panu prof., że „nie przeskoczyła bez płot przez majtek, a przez płot bez majtek”. Niestety, z polskim nie ma łatwizny.

  35. W średniowieczu wynaleziono autonomię i zastosowano ją do trzech instancji: miast, Kościoła i uniwersytetu. [JH]

    Autonomię pan premier traktuje wybiórczo, ogranicza kasę dla autonomicznej uczelni, a nie skąpi jej autonomicznemu kościołowi w Polsce [mag (15:27)]

    No dobrze!
    Wobec tego, co z autonomią miast. Też J Hartmanowi się nie podoba. I czy autonomia to przede wszystkim pieniądze?

  36. Chętnie wezmę udział w zajęciach prowadzonych w UJ przez Pana Profesorze. Czy ma Pan zajęcia w sobotę bądź do południa w niedzielę?

  37. Na miejscu Aleksandry nim wziąłbym udział w zajęciach ‚Pana Profesorze’, najpierw wziąłbym udział w zajęciach z języka polskiego. ‚Pan Profesorze’, obojętnie co mówi, to przynajmniej nie kaleczy przy tym języka polskiego, co nie znaczy wcale, że sens mowy ‚Pana Profesorze’ nie bywa kaleki. Po to, by nie było śmiesznie, wystarczyło wstawić przecinek pomiędzy Panie i Profesorze.

  38. Panie Profesorze!Dziwię się Panu że wdaje się Pan w dyskusję z niejakim Terlikowskim(kropka nad i),moim zdaniem powinien być Pan bardziej wybredny.Z tym matołem,dyskutując,wcześniej należy „obkuć się” z Pisma Św. aby móc wytykać mu jego bluznierstwa,wtedy dopiero byłaby ostra jazda bez trzymania!Pozdrawiam!

  39. Przeczytalem wlasnie artykul w sprawie bilboardow ateistycznych tu:
    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,12635037,Trojglos_w_sprawie_ateistycznych_billboardow__Ateista_.html

    No i szlag mnie trafil. Nie jestem wojujacym ateista, ale hipokrytyczna wypowiedz niejakiego Grzegorza Michalczyka (ksiedza od srodowisk tworczych) jest naprawde nie do przyjecia. Zreszta, poczytajcie sami. To z takim kretynstwem sie rodzi, czy dopiero tego sie trzeba nauczyc? Nie wdaje sie w szczegoly, bo to gadac, jak slepemu o kolorach.

    Pozdrawiam.

  40. @ Werbalista 8 października o godz. 20:27

    ”Nie wdaje sie w szczegoly, bo to gadac, jak slepemu o kolorach.”

    Jeżeli ”Bóg jest miłością” (jako ateista powiedziałbym raczej, że to miłość jest boska), to jego etatowi wykładowcy przez swe słowa i czyny zdają się potwierdzać, że nie mają pojęcia o miłości: ślepi uczą więc ludzi rozpoznawać kolory. Aby nikt nie dał się przekonać że czarne jest czarne.

  41. @jakto. Po to by nie było śmiesznie, ,,jak to,”, pisze się oddzielnie. JAK TO? A TAK TO.

  42. Jak średniowiecze, to średniowiecze!
    Profesory! Dzidy w dłoń, sami sobie wywalczcie środki na funkcjonowanie uczelni 🙂
    Jaka podwyżka, ja się pytam, no jaka?
    Niech sobie profesor Hartman podwyżkę sam z łuku upoluje!
    Albo jakiego Robin Hooda sobie na etat weźcie, bo starsza wiekiem kadra może mieć problem w rączym bieganiu w rajtuzach po lesie.

  43. Aleksandro,
    zachlanność na wiedzę powinna łączyć się z otwartością na nią (jestem otwarta na wiedzę jak wrota stodoły). Jakto jest imieniem, podobnie jak Jakiż i Jakato, tyle, że pisanym małą literą, co w przypadku pseudonimu blogowego nie powinno dziwić, bo jest oznaką wyjątkowej skromności właściciela.

    Jakiż – to chlopak piękny i mlody
    Jakato – obok dziewica
    U brzegów sinej Świtezi wody
    Lgną do się w świetle księżyca

  44. Chciałem tylko spytać, dlaczego Pan tak przetargał pod broną Terlikowskiego wczoraj u Olejnik? To było piękne, niniejszym gratuluję 😀

  45. Alla
    9 października o godz. 7:07

    Oczywiscie. Polityczna holota i ich wspomagajace armie pasozytniczych zawodow powinni wywalczyc sobie podwyzki na wolnym rynku. Te pasozytnicze klasy na wolnym rynku (z ktorego sie tak ciesza) nadaja sie tylko do zmywania garow.

  46. Coś mi się wydaje, że pan premier Donald Tusk zakiwał się na śmierć sam ze sobą. Zaczęło się od afery z refundacją leków im. Arłukowicza, który naiwnie przyjął spadek po Ewie Kopacz, nie zastrzegając dobrodziejstwa inwentarza, poleciało ACTA, a teraz to już tylko zjazd ze skoczni im. Adama Małysza i VI zjazdu PZPR (czy ktoś jeszcze pamięta piękny rysunek satyryczny Szymona Kobylińskiego w Polityce?). Na gadane Tuska Polacy chyba się uodpornili. Szkoda, że niepis-owska opozycja nie łapie wiatru w żagle, tylko grzęźnie w medialnym bagienku. Jedynie Pawlak zaczyna robić za świadomą celu opozycję. Pomijam PiS, bo cele PiS-u są znane od zarania dziejów jego.

  47. Stary Polak z PRL-u
    9 października o godz. 7:44

    Oh jaki ten PIS jest straszny, jakie zbrodnie oni popelniali. Po szesciu latach szczucia przez PO-owskie skundlone media na pewno znasz listy o tysiacach zbrodni PIS-u.

    Ale dlaczego ten dobry dyktator Donek nikogo nie rozliczyl za te PIS-owskie zbrodnie ??? To jeden z cudow cudownej trasformacji do Epoki Kamiemia pod dyktatura Donka Tuska i spolki zgnilych skorumpowanych kolesi !!!

    A PIS ciagle nie wykonuje swych obowiazkow jako opozycja. Za malo krytykuja, za malo rozliczja, i nie systematycznie. PIS powinien miec gabinet cieni i rozliczac kazdego ministra i premiera. Regularnie co miesiac i publicznie publikowac raport o stanie kraju.

    Blednie rozumujesz Stary Polaku z PRL. To Donek ma obowiazek rzadzic a PiS ma obowiazek sprawdzac, oceniac i komentowac. A ty oczekujesz od opozycji tego czego nie masz odwagi oczekiwac od rezimu.

    Polacy latwo daja sie otumanic. Jaki ten PRL byl zly na pewno pamietasz. Co tam sie dzialo !!! nie do wiary, budowali szkoly,… uczyli czytac i pisac,…
    2200 historykow badalo tamte zbrodnie, przesluchali 3000 swiadkow, zalozyli 300 spraw sadowych, pochloneli 3 mld zl i nie uzyskali nawet jednego wyroku skazujacego.

    Troche kontaktu z realem by sie przydalo.

  48. „Pan PREMIER”, ale „Lech KACZYŃSKI”! To dopiera lewacka etyka i demokracja politycznie poprawnych moralistów.

  49. Tekst piekny, tekst pieknoducha. Potwierdza mnie w przekonaniu ze CIA i Watykan wprowadzily w roku 1989 system feudalnego kapitalizmu w tym Iranie nad Odrowisla.

    A dobrze wam tak, solidarnosciowe matoly! Jestescie teraz zalatwieni na dwa pokolenia.

  50. Po programie p. Olejnik chciałoby się rzec – nie filozofuj, jednak to była raczej bezsilna, utylitarna sofistyka, a nie szlachetna filozofia. Publiczne upieranie się lokalnego prominenta globalnej organizacji „tylko dla wybranych, iż jest ateistą, to dla mnie czysty absurd i żenada, gdyż już samo uważanie się za członka narodu wybranego jest otwartą deklaracją głębokiej, fanatycznej wręcz religijności, albowiem – wybranego przez kogo? Przez Boga Izraela przecież. Równie niedorzeczny wydaje się być popularny oksymoron, mający pewnie zmylić samego siebie: „świecki Żyd” – to coś jak zimne ciepło. Nie ma Boga, nie ma narodu wybranego niestety i szlus – jarmułki na półkę, sztandary z synagog wyprowadzić.

    Każdy może zadeklarować ateizm, ale niektórym nawet nie wypada, na przykład tym, którzy mają jako cel programowy zapisany literalnie nakaz wspierania wdów i sierot, jasno odnoszący się do biblijnych ksiąg proroków, mówiących o krzywdzeniu przez Izraelitów także „wdów i sierot” właśnie, co było jednym z powodów rozpędzenia ich na cztery wiatry przez samego Pana Boga, a potem zapowiedzianego zdziesiątkowania, kiedy już nawet On stracił nadzieję na możliwość resocjalizacji, dochodząc zapewne do smutnego przekonania, że ma do czynienia z niereformowalną opozycją. Jest mało prawdopodobne, aby ta analogia była przypadkowa – to raczej swoista obietnica, zresztą bez pokrycia (taki standard), zważywszy na dzisiejsze wdowy i sieroty choćby tylko w Palestynie. Głupio też deklarować ateizm, twierdząc jednocześnie publicznie, iż stolica Izraela to Jerozolima, gdyż profesor, którego „drugą ojczyzną jest Izrael” orientuje się zapewne, że ONZ nie uznaje tej unilateralnej deklaracji Izraela i żadne państwo nie ma tam swej ambasady; Jerozolima jest odwiecznym religijnym marzeniem Żydów, pragnących odbudować tam świątynię, nie bez przyczyny.

    Wyobrażam sobie, że podobnie ateistycznym bigotem musiał pewnie być Menachem Wolfowicz Begin, ksywka Mieczysław Biegun, którego teoretycznie dość trudno podejrzewać o nadmierną religijność, a jednak swe słynne, powszechnie cytowane w Internecie słowa opierał przecież rabinicznym Talmudzie:

    „Nasza rasa jest Rasą Panów. Jesteśmy świętymi bogami na tej planecie. Różnimy się od niższych ras tak, jak one od insektów. Faktycznie, porównując do naszej rasy, inne rasy to bestie i zwierzęta, bydło w najlepszym wypadku. Inne rasy są uważane za ludzkie odchody. Naszym przeznaczeniem jest sprawowanie władzy nad niższymi rasami. Nasze ziemskie królestwo będzie rządzone przez naszego przywódcę za pomocą żelaznej pięści. Masy będą lizać nasze stopy i służyć nam jako nasi niewolnicy.” – Menachem Begin, premier Izraela, laureat Pokojowej Nagrody Nobla

    Goldman – jak mówi jego „świecki żyd” Blankfein, też robi z kumplami „robotę Boga”…

    Te ateistyczne bilbordy natomiast „to jest taka dowcipna odpowiedź” – twierdzi u p. Olejnik Gospodarz. Zależy, co kogo śmieszy, ale skoro już tak się bawimy, to przypomnę może dowcipną konstatację Kurta Vonneguta – człowieka którego o sympatię dla ludzi religijnych posądzać nie można – odnośnie mózgu ateisty. Vonnegut w jednej ze swych dykteryjek powiada, rzecz całą skracając, iż sam ludzki mózg jako taki, pozbawiony informacyjnego kontaktu transcendentalnego z zewnątrz, nadawać by się mógł co najwyżej na śniadanie dla psa.

  51. Osób nieidentyfikujących się ze zorganizowaną religią jest jeszcze więcej w grupie dorosłych w wieku poniżej 30 lat – około 33 procent. Sygnalizuje to, że Amerykanów niezwiązanych z żadnym z Kościołów będzie przybywać.
    http://wiadomosci.onet.pl/swiat/usa-amerykanie-stopniowo-odchodza-od-zorganizowane,1,5272824,wiadomosc.html
    ============

    Kwestią czasu – kilku dziesięcioleci?- jest podobna tendencja w naszym kraju. Pewne procesy mają wymiar GLOBALNY…..

  52. Slawomirski

    Oczywiście, zgadzam się, naturalnie, religijność człowieka jest jego prywatną sprawą, tak jak i poglądy zresztą – dlatego postuluję minimum 10% odpisu podatkowego na Kościół Katolicki w Polsce; niniejszym tworzę jednoosobową komisję w tej sprawie i rekomenduję wszystkim posłom głosowanie „za”, z zachowaniem dyscypliny. Na inne kościoły proporcjonalnie do liczby wiernych, a niech mają. Z ostatniego spisu powszechnego wiem, że Żydów w Polsce nie ma… Szkoda, byłaby kasiorka.

  53. Pare refleksji quasi-religijnych
    _______________________________-

    Kiedy ktos mnie pyta: czy jestem wierzacy? Z reguly odpowiadam twierdzaca. Oznacza to, ze, odwoluje sie do tradycji, w ktorej zawiera sie zarowno przekonanie jak i zwatpienie. Jest to takze potwierdzenie powatpiewan w „swiete” pisma jak tez postawienie do odpowiedzialnosci Boga, w ktorego nie wierze.
    W moich chwilach /bardzo rzadkich/ duchowych szukam wskazowek nie w Biblii ale u naukowcow, fizykow kwantowych, kosmologow. Podziwiam nature i jej prawa wedlug ktorych w cudowny sposob istnieje wszystko w jej bogactwie i roznorodnosci. Byc moze to jest swoiste „przeslanie”, kod kosmiczny, ktory umozliwia wyjasniac, ze byc moze to nie przypadek, ktory rzadzi naszym Wszchswiatem. Widze wyjatkowy porzadek, piekno, ktore nielatwo objasnic – chociaz to mozliwe – w ramach empirii nauk przyrodniczych.
    Jezeli istnieje Bog, ktory stworzyl swiat to i z pewnoscia jest on w rownanich praw przyrodniczych.
    ” Boga nie ma ale jest czlowiek, poszukujacy sensu zycia” . Tak pisala holenderska somalijka, znana z krytycznej postawy wobec islamu Ayaan Hirsi Ali. ” Nie ma nic wiecej i ja niczego wiecej nie zycze sobie” – tak pisala w swej antologii o wierze i ateizmie i o roznych aspektach owych postaw.
    To, ze religia odgrywa coraz wieksza role i dziala z wieksza sila w wielu regionach swiata ma wiele wyjasnien. Miedzy innymi jednym z nich jest dazenie czlowieka do zrozumienia wlasnej egzystencji i jej sensu. „Puste miejsce zarezerwowane dla Boga” jak powiadal Jean-Paul Sartre, ktore istnieje w swiadomosci czlowieka, ktore ma sie zapelnic w poszukiwaniu sensu zycia.
    Religia byla pierwsza proba zrozumienia rzeczywistosci – Bog stwarza czlowieka a nastepnie ow toczy boje watpiac, czy Bog rzeczywiscie istnieje.
    Dzisiaj byc „religinym” czy miec „wiare” nie musi oznaczac zupelnie, ze trzymamy sie jakichs religijnych dogmatow czy tradycji. Rowniez nie musi to oznaczac, ze Pisma swiete
    sa slowem bozym. Oznacza to, jak ja rozumiem, akceptacje wymiaru duchowego we wlasnym zyciu i identyfikacji z nim.
    Chyba podobnie rozumowal Albert Einstein. Na rok przed smiercia pisal: „Slowo Boga jest niczym iinnym , anizeli wyrazem i produktem ludzkiej slabosci….a Biblie trzeba odbierac jako zbior zacnych ale prostych legend”. Jednoczesnie tenze geniusz nauki opowiada sie za duchowym wymiarem w swoim zyciu: ” Wiedza o istnieniu czegos o czym nie mamy pojecia o objawianiu tego nieziemskiego piekna, ktore jest dostepne nam jedynie w jej najbardziej elementarnej formie. To wlasnie ta wiedza i poruszenie zmyslow jest postawa religijna. Wlasnie w tym i tylko i wylacznie w tym znaczeniu, widze siebie jako gleboko wierzacego czlowieka”. Tyle Einstein.
    Na uniwersytecie w Roskilde (Dania) na poczatku roku 2000 przeprowadzono ankiete socjologiczna posrod srodowisk zydowskich w Szwecji. Jej tematem bylo religia a identyfikacja osobowa w relacji do wiary w Boga. 60% posrod ankietowanych opowiedzialo sie za przynaleznoscia spolecznosci zydowskiej a zaledwie 4% identyfikowalo sie wylacznie z grupa religijna, 25% a obiema.
    Na pytanie o wiare w Boga, co mialo znaczyc jako kryterium decydujace o przynaleznosci do spolecznosci zydowskiej az 82% odpowiedzialo NEGATYWNIE.
    Rownie wiara w Tore, jako „zrodlo swiete” nie bylo w rownym stopniu czynnikiem identyfikacyjnym dla szwedzkich Zydow. 60% posrod respondentow podalo, ze ” Piecioksiag Mojzesza jest jedynie starym historycznym dokumentem z moralem stworzynym przez ludzi” a jedynie 12% uznalo Tore jako „prawdziwe slowo Boga”.
    Wynika z tego niezbicie, ze szwedzcy Zydzi przedstawiaj swoisty paradoks: wiara i praktyki religijne nie sa kryteriami przynaleznosci do spolecznosci zydowskiej. W tenze sposob wiekszosc nie jest „religijna”, ale uczestnicza w jakis sposob w praktykach religijnych jak chociazby zapalenie swieczki szabatniej, czytaja o cudach w Torze, niczym
    dotyczylyby ich samych a nawet w jom kippur prosza tego Boga, w ktorego watpia a nawet go odrzucaja, by im wybaczyl przewiny. I tak ryty religijne, tradycje czy wielkie swieta sa ich czescia zsekularyzowanej tozsamosci.
    Czyz to powyzsze nie jest piekniejsze, anizeli kiedy pobozni fanatycy uswiecaja bardziej
    miejsca kultu niz samo ZYCIE. A wszystko w imie tego czy innego Boga.
    Wspomne na zakonczenie nidawno zmarlego Christophere Hitchensa(1949-2011), dziennikarza i niezlomnego ateiste, autora slawnej ksiazki „God is Not Great:How Religion Poisons Everything „(2007). Z jednej strony obserwujemy nieustraszonych wojownikow Boga zas z drugie, jakby dla zachowania balansu, istnieje przestrzen dla krytykow religii i bezkompromisowych „bezboznikow”. Ot, chociazby Hitchens czy tez Richard Dawkins /zwany rotweilerem Darwina/, chyba najbardziej i najbardziej znienawidzony ateista.
    Hitchens byl bezkompromisowy w swoim ateizmie ( w odroznieniu np od Alaina de Botton, tego od „religii dla ateistow”) i uwazal, ze jest niedorzecznoscia sama wiara w istote boska i wyliczal niesamowita ilosc tragicznych konsekwncji do jakich doprowadzila ludzkosc wiara /zarowno tych mniej lub bardziej oddanych/. Agnostycyzm jako alternatywan dla wiary nie jest powazna forma – albo sie wierzy albo nie. Odrzuca Hitchens takze rozwodnione i modne wyznania wiary filozofow i naukowcow jak Stephena
    Hawking. Bog fizyki kwantowej nie moze byc wziety za osobowe i ograniczone bostwo, ktore zainteresowane jest wylacznie malostkami w zyciu ludzi, fantazjami i wewnetrznymi rozterkami.
    Hitchens jest jednak wyjatkowo sympatyczny jak i ateizm, ktory nie obiecuje szczescia ani na tym swiecie ani tez na jakimkolwiek swiatow po smierci. Kara i nagroda jest tu i teraz za naszego bytu. Hic et nunc – cala odpowiedzialnosc za siebie i za innych.

    ___________

    Przed paru laty na londynskich autobusach mozna bylo czytac:
    „There´s probably no God. Now stop worrying and enjoy your life”
    Dawkins hcial poczatkowo zabrac „probably” ze sloganu, ale pozniej zrozumial finezje
    tegoz. Otoz, czlowiek ma moze bardziej zastanowic sie ale najbardziej chyba „smiac sie” – dodaje Dawkins. „Jezeli Bog – prawdopodobnie – nie istnieje, to przynajmniej istnieje humor ateistyczny”.
    Tyle Richard Dawkins

  54. @ Gogo
    9 października o godz. 15:16

    Szanowny Gogo, z czystej ciekawosci, zechcialbys podac zrodlo cytatu. Z gory dziekuje.

    Pozdrawiam.

  55. @ Werbalista

    Poszukaj w Internecie, to znajdziesz. Może nie w wykreowanym dla młodych ludzi źródle wszechwiedzy, czyli w Wikipedii, gdyż jest ordynarnie cenzurowana http://www.youtube.com/watch?v=COPNxLQJ2xE , ale odrobina wysiłku i dasz radę. Możesz spróbować wygooglować frazę „Our race is the Master Race. We are divine gods.”

  56. Gogo
    9 października o godz. 15:16 pisze, ze wierzy w cuda, szczegolnie we wlasne, szczegolnie w samego siebie.

    ET

  57. Slawomirski
    9 października o godz. 15:37 pisze i zapomina o koniecznosci oskarzenia, procesu sadowego i ewentualnego skazania po udowodnieniu winy…

    ET

  58. Alla
    9 października o godz. 7:07 pisze, ze nie przeczytal Jesienii Sredniowiecza H.

    ET

  59. @ Werbalista

    Zaintrygowałeś mnie z tym źródłem, co prawda zachęcałem Ciebie, abyś skorzystał z dobrodziejstwa Internetu, jednak równocześnie sam zerknąłem z ciekawości, czy mogą istnieć jakiekolwiek obiekcje co do autorstwa tego powszechnie znanego cytatu i okazuje się, że nie tak łatwo dziś umieścić pod nim podpis gołąbka pokoju Begina. Wygląda na to, że niewidzialna ręka Internetu działa, a międzynarodowe prawnicze macki skutecznie zniechęcają co poważniejszych autorów do upierania się przy autorstwie. Jako że cytat ma pochodzić z przemówienia Begina w Knesecie, istotnie może być obecnie kłopot z udowodnieniem w sensie prawnym autorstwa, więc i ja podpis Begina z mojego postu powyżej usuwam, choć figuruje on na miriadach stron internetowych. Cóż, cały świat jest widać wypełniony antysemitami po brzegi. Ciekawe dlaczego…

    Co do samego ducha cytatu, bez względu na autorstwo, to moim zdaniem oddaje on doskonale meritum myśli syjonistycznej. W zamian mogę podać kilka ciekawych cytatów proroków z ksiąg Biblii, albo z Talmudu, podpisanych przez tłumaczy.

  60. ET
    10 października o godz. 9:34 się czepia.

  61. @ Gogo
    10 października o godz. 10:08

    Wlasnie, wlasnie. Myslisz, ze nie sprawdzalem, ale tak samo nie dotarlem do konkretnego cytatu Begina, ani tez do samego zrodla w Talmudzie. Ale to skomplikowana historia, bo nie znam ani jednego Talumdu (sa dwa), wiec nawet nie wiem gdzie zaczac szukac. Dlatego prosilem o podanie zrodla. Nie sadze jednak zeby dzialaly tu jakies tajemnicze sily (prawnicze, czy inne). W sieci jest tylez antysemitow, co filosemitow, a jeszcze wiecej takich, ktorym to zwisa. Gdyby wiec cos takiego mialo miejsce, to na pewno byloby szeroko cytowane. Ale raczej watpie, by Begin cos takiego powiedzial. Byl za dobrym politykiem i oratorem. Poza tym, posiedzenia Knessetu sa protokolowane, podobnie jak Sejmu i na pewno cos takiego by sie zachowalo. Czyli mi wyszlo, ze to taka plotka tylko. A Begin, choc byl Syjonista, to byl „nasz” Syjonista, z Brzescia, wieziony przez NKWD, skazany na oboz, uwolniony przez pakt Sikorskiego, dolaczyl do Polskich Sil Zbrojnych na Zachodzie. Pozostal w owczesnej Palestynie za zgoda dowodztwa, ktore udzielilo mu „tymczasowego zwolnienia, bez okreslenia terminu powrotu do sluzby”. Czyli – nasz. Do konca zycia mogl zostac odwolany ze zwolnienia.

    Pozdrawiam.

  62. Ozzy
    Dla mnie samo pojecie „wojujący ateizm” ( a dlaczego nie agnostycyzm?) jest jakby oksymoronem.
    Czy za wojowanie można uznać głoszenie swojego światopoglądu sprzecznego z innym światoglądem? W wierzącym można zasiać zwątpienie, ale odebrać mu wiarę?
    Jeśli nawet, to widocznie była słaba.
    Jeśli wojowały i nadal wojują to religie „ogniem i mieczem” albo utrzymywaniem rządu dusz za pomocą biurokratycznego szantażu.
    Nie wiem, czy masz pojęcie, ileż to w Polsce trzeba załatwic u swojego kataechety, proboszcza podpisów w specjalnym dzienniczku-indeksie (uczestnictwo w mszach, lekcjach religii, naukach przedmałeńskich), albo na karteczkach z podpisem odpowiedniego plebana, żeby ubiegać sie o przystąpienie do kolejnych sakramentów. Tylko chrzest i egzekwie załobne załatwiają już twoi bliscy. I wreszcie możesz spocząć snem wiekuistym.

  63. @mag

    serdecznie witam w sloneczna (chlodna) jesien – wybieram sie wkrotce na zebranie rodzicielskie do szkoly –moja srednia /wiekiem/ pociecha Elie (chyba na czesc Elie Wiesela).
    A co do spraw wspomnianych z praktykami koscielnymi, to nie wiem nic na ten temat.
    A biurokracja koscielna, to chyba osobny rozdzial.

    pozdrawiam, ozzy

  64. @ mag
    10 października o godz. 11:11

    Wojujacy ateizm, dla mnie, to taki, ktory sie glosi wszem i wobec, negujac istnienie boga. Dla wierzacych to szok. Wiec tego unikam. Oswiadczam, ze jestem ateista i dalej nie wdaje sie w dyskusje z wierzacymi. Z racji – o ktorych juz wielokrotnie pisalem – moglbym ich pokonac zarowno w znajomosci Biblii, jak i teologii. Tylko po co? Zasluzyc sobie na ich wrogosc. Wierzacy, to na ogol prostaczkowie, ktorych znajomosc swojej wlasnej wiary nie wychodzi poza katechizm, o ile jeszcze tyle pamietaja. Dlatego w Polsce tak latwo byc ksiedzem. Wystarczy powtarzac: „Bog tak chcial”, ”Wola boza”, ”Musisz zaufac Panu”, nauczyc sie roli do mszy (jeden raz na cale zycie) – i juz.

    Z ignorancja wojowac sie nie da, dlatego dawno zrezygnowalem. Jak ktos powiedzial: „Ludzie nie sa tacy glupi, jak myslicie. Sa jeszcze glupsi.” I z czym tu wojowac? Z glupota nikt jeszcze nie wygral.

    Pozdrawiam.

  65. ozzy
    Piszę tez juz z jesiennej Warszawy. Zaczęły się chłody (dopiero), ale nie ma jeszcze szarugi.
    To Twoje szczęscie, ze w Skandynawii nie masz do czynienia z ewentualnym sprawdzianem własnej religijności (chocby tylko w roli obserwatora) na podstawie tego, co fundują wiernym w Polsce na maksa zbiurokratyzowani „pasterze”.
    Widzę, jak potrafi funkcjonowac np. w Brukseli polski kościół katolicki. Po prostu tam pewne numery by nie przeszły.

    Czy Ellie Wiesel to ten amerykański pisarz i dziennikarz?
    Pozdrawiam serdecznie
    mag

  66. Gogo, 10 pazdziernika

    To dobre – najpierw podaje dlugi, rzekomy i idiotyczny cytat, potem zapytany o zrodlo oskarza zydowski czy syjonistyczny Google internet o zatarcie sladow.

    To jest dopiero nowoczesne zydozerstwo w wydaniu drugiego narodu wybranego, tego znad Odrowisly.

  67. @ Werbalista

    Co „naszego” do Begina, to muszę zaprotestować i zastrzec, iż mój to ci on na pewno nie jest oraz skromnie przypomnieć, że dopiero co ostrzegałem przed Wikipedią. Przy korzystaniu z informacji dotyczących Żydów naprawdę potrzeba tam odrobinę zdrowego sceptycyzmu, zdając sobie sprawę choćby z tej kreciej roboty edytorskiej kompletnie zindoktrynowanych młodych Żydów, która tam odchodzi na okągło, co pokazuje podlinkowany uprzednio przykład na YouTube.

    Menachem Begin owszem, został aresztowany przez NKWD, zesłany nawet, ale to raczej dlatego, że był żydowskim nacjonalistą, uważanym nie tylko przez NKWD za faszystę, członkiem wymazanego z historii Polski Betaru, kreującego „nowego Żyda”, programowo „okrutnego” (udało się), kumplem Zeev’a Żabotyńskiego, zwanego nawet przez swych pobratymców „żydowskim Hitlerkiem”. Zeev był też prawdopodobnie świeckim prorokiem, bowiem już w 1938r. zaklinał Żydów z Polski i całej Europy wschodniej, aby natychmiast wyjechali, gdyż będzie holokaust. Na Betarze wzorował się Hitlerjugend, wizerunek i ubranka mieli jak od tego samego krawca, podobną aktywność, a i hajlowanie hitlerowskie brzmiało na ucho całkiem podobnie do pozdrowienia Betarczyków. Nie mam zbyt wiele czasu, żeby poszukać „autoryzowanych” cytatów z Begina, muszę już kończyć i lecieć, ale na pewno twierdził, że Żyd ma szczególny majestat.

    Zaraz, taki film był w TVP o Betarze, moment, może znajdę. OK, już mam: http://www.youtube.com/watch?v=I4GhV3DMvLk

    A Elie Wiesel, to chyba ten pan, o którym pisze prof. Norman Finkelstein w książce „Przedsiębiorstwo Holocaust”, zabawną anegdotę przytacza, bardzo zabawną.

    @ karul

    Cytat wcale nie jest idiotyczny i na pewno nie jest „rzekomy”, to z pewnością cytat, tylko nie ma dowodów na to czyj, same poszlaki, ale wystąpię może do Knesetu z prośba o udostępnienie na blogu stenogramów z tamtego czasu, może się wyjaśni. No i nie znad Odrowisły, a co najmniej znad Wisłoordowartobugonarewosanonoteciopiicobobru.

  68. @dema(Gogo)s

    Wariat na swobodzie zagraza przyrodzie

  69. @ Gogo
    10 października o godz. 16:36

    Oj, to taki ping-pong, najgorsze, ze oparty na tragicznych historiach. Begin stracil cala rodzine w obozach i w wyniku faszystowskich programow. Sam stal sie ofiara stalinowskiemu systemu. Jedyna, pierwsza ojczyzna, gdzie mial w miare stabilne zycie byla Polska. Jasne, ze byl Syjonista – w sensie dazenia do utworzenia panstwa dla Zydow – Izraela. Co w tym dziwnego?

    Nie wiem, czemu ta dyskusja przeradza sie w dyskusje charakteru Menachema Begina, bo nie ma to nic do rzeczy. Czemu jednak to podejmuje? Bo denerwuje mnie polski antysemityzm. Ktory nie wiadomo skad sie bierze, ale jest wszechobecny. Co jest bardzo denerwujace, bo nie mam pojecia, jak mozna twierdzic, ze Zydzi, ktorych zginelo 6 milionow w czasie ostatniej wojny, w jakis sposob „rzadza” swiatem. Rownie dobrze mozna powiedziec, ze Saxe-Coburg und Gotha rzadza swiatem. A rzadza – to rodzinne nazwisko krolowej Elzbiety II, oraz jej poprzednikow.

    Wiec Szanowny Gogo, zastanow sie, co piszesz.

    Pozdrawiam.

  70. @ Werbalista

    Ciebie denerwuje polski – jak piszesz – antysemityzm, cokolwiek to twoim zdaniem znaczy, a mnie żydowski szowinizm, polakożerczość, kłamstwo oraz arcyniewdzięczność, że przypomnę choćby te drzewka w Yad Vashem. Wiem wiem, znowu te drzewka, ktoś powinien je wreszcie powyrywać, nie byłoby śladu. Ile drzewek mogliby zasadzić Polakom Żydzi? Ilu oddało życie za Polaków? Ilu narażało siebie oraz swoje rodziny na śmierć dla obcych sobie ludzi, bezinteresownie? Tak, bezinteresownie, zapytaj Szewacha Weissa.
    Trochę generalizuję, gdyż nie wszyscy Żydzi są polakożercami, lecz Ty także generalizujesz pisząc o „polskim antysemityzmie”, a jakby tak rzecz potraktować proporcjonalnie, to Żydzi z ich antypolską mową nienawiści, biją Polaków na głowę, wystarczy porównać liczbę artykułów oraz programów „rozrywkowych”, filmów fabularnych, książek typu kłamca Kosiński, a także wypowiedzi w światowym mainstreamie w tej materii, a okaże się, że Polacy są w te klocki absolutnie bez szans. Tu nawet „rabin” zmienił tu ksywke na „góral”, żeby nie wydać się podpaść…

    Na liczby ofiar wojny nie chciałbym się licytować, choć Polaków zginęło wtedy więcej niż Żydów, w tym wielu za sprawą żydowskich komisarzy bolszewickich w trakcie wspólnej z Hitlerem napaści na Polskę i wielu bezpośrednio po wojnie (choć dla wielu Polaków wojna wciąż trwała, a PRL był nielegalny, co jest zgodne z prawdą), z rąk żydokomuny, a Chińczyków więcej niż Polaków i Żydów razem wziętych, jednak nikt nie robi z tego biznesu, nikt nie szczuje swej młodzieży przeciw innym, choć pewnie mógłby bez problemu.

    Członkowie rodziny Begina nie maję nic do rzeczy, to on był odpowiedzialny za swoje życie i tylko jego można winić za popełnione czyny. Za chęć posiadania państwa nikogo winić nie można, chyba że to państwo tworzy się na trupach ludzkich, na krzywdzie setek tysięcy wypędzonych, którym odmawia się prawa do człowieczeństwa, na grabieży ziemi i na ruinach zburzonych im buldożerami domów, a samo państwo przyjmuje formę apartheidu.

    Proponuję zakończyć temat, bo miało być o filozoficznie.

  71. Ups, aszybka, miało być, że „tu nawet „rabin” zmienił ksywke na „góral”, żeby nie podpaść…” Sorry.

  72. @ Gogo
    10 października o godz. 22:05

    Pozwole sobie wyjasnic, ze polski antysemityzm mnie denerwuje, bo w Polsce nie ma Zydow. Ostatni wyjechali w 1968, w tym moi koledzy. Pozostala taka mizerna garstka, ze na palcach da sie policzyc. Choc znam jeszcze paru. Zaden z tych mi znanych nie zajmuje stanowiska, gdzie moglby miec najmniejszy wplyw na losy Polakow. Takie sobie posadki w prywatnych przedsiebiorstwach.

    Stad denerwuje mnie antysemityzm, bo na niczym w ogole sie nie opiera. Zydow w Polsce nie ma. Koniec.

    Pytanie, ilu Polakow uratowali Zydzi w czasie wojny … no, jest troche dziwne. Polacy jeszcze nie trafili do maszynki masowej eksterminacji. Zaczelo sie od pacjentow szpitali psychiatrycznych, potem poszlo na Zydow i Cyganow. Homoseksualistow narazie zamykano, ale tez przyszlaby na nich pora, potem na Slowian – Polakow. Takie byly plany. Poki co, Hitler staral sie wykonczyc inteligencje. Stalin tez. Ale dalej nie byla to akcja eksterminacji wszystkich Polakow. A w stosunku do Zydow – tak.

    Czemu Zydzi nie maja byc polakozercami? Tak dobrze sie tu mieli? Malo bylo ludobojstwa w czasie II wojny, to jeszcze po wojnie – pogromy, a wreszcie masowe wygnania w 1968 roku. O okresie miedzywojennym nawet nie wspominam. To co, maja byc wdzieczni, ze „niektorzy” przezyli?

    O budowie panstwa „na trupach”, to tez prosze nie pisac. Polacy mieli tyle powstan i starali sie zbudowac swoje panstwo ”na trupach” poleglych, ze Izrael moze sie schowac ze swoja iloscia trupow. My, Polacy, jestesmy w tym duzo lepsi.

    A z ”mowa nienawisci” (oj, czuje pisowski smrodek) – to kto ci zabrania pisac i publikowac swoje? Powolywanie sie na Kosinskiego to chyba zart. Albo w ogole nie czytales, albo nie znasz calej historii. Jak sie czyta, to nikt „Malowanego ptaka” w Polsce nie wezmie na serio. Satyra to jakas. W Ameryce dali sie nabrac, ale nie na dlugo. Zostal zdyskredytowany i w koncu popelnil samobojstwo, choc – osobiscie – szkoda mi straty tak malowniczej postaci. Tyle, ze powolywac sie na niego, jako jakis autorytet jest troche dziwaczne.

    No i w koncu – apartheid Izraela. Niewatpliwy i absolutnie zrozumialy. Jak Polska – nie wpuszcza Ruskich, Bialorusinow i Ukraincow. Tyle, ze Polski nie zaleje inwazja wschodnich sasiadow. Izrael – tak.

    Pozdrowienia.

  73. @werbalista,

    piekny i madry tekst,

    pozdrawiam

  74. Bardzo piękny tekst Panie Profesorze , należy sie Panu podwyżka.
    Ja też chcę chodzić na Pana wykłady ,czyjest to możliwe ? i kiedy ?

  75. Werbalista
    11 października o godz. 2:51,

    czyli wracamy do Hammurabiego? Ignorując te marne XXXVII wieków rozwoju myśli ludzkiej.
    Swoisty, zdumiewający sposób posługiwania się i etyką i logiką.

  76. @ Slawomirski

    Jest zupełnie na odwrót p. Slawomirski – tak jak chrześcijanie oberwali od Żydów, nikt na świecie nie oberwał.

    @ Werbalista

    To kiepskie wyjaśnienie, gdyż oparte na ignorancji oraz zwykłej nieprawdzie – Żydów w Polsce jest mnóstwo, bez złośliwości, proszę rozejrzeć się po redakcji Polityki, GW, po sądach, prokuraturach, mediach, urzędach, ministerstwach, po setkach imprez dla Żydów, b’nai b’rith’ach, czy po synagogach. Do niedawna można też było zajrzeć do wyników Spisu Powszechnego RP z 2011r. opublikowanych w Wikipedii , gdzie nie figurował ani jeden Żyd (sic!), za to prawie 2 mln ludzi mieszkających w Polsce, którzy deklarowali swoją narodowość jako pierwszą, ale nie byli Polakami, Łemkami, Ukraińcami, Białorusinami, żadną z kilkunastu różnych nacji. Kim byli? Dziś widzę, że Wikipedia została zmodyfikowana, Żydzi pojawili się w Spisie deus ex machina, jednak w Wikipedii można śledzić historię edycjii, proszę bardzo – po lewej Żydów nie ma, po prawej już są, niewidzialna ręka Internetu działa: http://pl.wikipedia.org/w/index.php?title=Narodowy_Spis_Powszechny_2011&diff=33029915&oldid=32775611

    Nie wiem ile masz palców, skoro potrafisz zliczyć Żydów w Polsce, ale gdybyś miał jeszcze talent, to pianistą mógłbyś pewnie być znacznie lepszym, niż sam Johny 11 Fingers. Może te palce przydadzą Ci się chociaż do przewracania kartek książek historycznych, bo na razie wiedzę w tej materii masz na poziomie bojówkarza syjonistycznego, który nigdy nosa nie wyściubił poza kibuc. A czy Żydzi się mieli się w Polsce dobrze odpowiedz sobie sam – goszczą tu ponad 800lat. Jak idę w gości i mi gospodarz nie pasuje, to wychodzę i unikam go jak mogę.

  77. Panie Profesorze,

    napisał Pan dobry tekst (nie pierwszy).
    Jak Pana narodowcy wyleją z uczelni, to umiejętność podawania takiego pokarmu intelektualnego w formie pisanej może być lepszym źródłem utrzymania niż strzępienie języka na przekaz wiedzy mało rozgraniętym studentom, których IQ niewiele przewyższa średnią stadionowych kiboli.
    Tyle, ze nakłady Pańskich publikacji będą miały szanse ujrzeć światło dzienne jedynie w wydawnictwach konspiracyjnych, bo tolerancja europejskiego państwa wyznaniowego nie uznaje takich perwersji.

  78. Podzielam niepokój Ryby o dalsze losy uczelniane pana profesora, a nawet jego przyszłych publikacji.
    Rydzyko-PO-PIS się zbliża, już puka do prof. Hartmana drzwi…
    Ja nie straszę, ja tylko ostrzegam.
    Filozofowanie na temat filozofowania to takie inteligenckie wygibasy.
    A tu – larum grają!

  79. @dema(Gogo)s

    teksty rodem z „Der Stürmera”….

  80. Gogo
    11 października o godz. 9:07 pisze, ze wierzy w spisek „wlasny”. Wira czyni cuda, Wikipedia jednak nie…..Gogo przypomina mi „Koncowke”, szkoda, ze myslenia…

    ET

  81. Gogo
    11 października o godz. 9:07

    Wpis Gogo zawiera wszelkie atrybuty definiujace antysemityzn nieutajony…..

    ET

  82. Slawomirski
    10 października o godz. 16:42
    Szanowny Panie Slawomirski,
    podobne problemy byly widoczne podczas procesow ponorymberskich, np. we F/M.

    Wracajac do Gogo, to wydaje mi sie tanim populista bawiacym sie a antysemityzm. Dlatego tez nalezaloby go ignorowac, bo on wie lepiej…

    Z powazaniem.

    ET

  83. @et

    Tak, zgadzam sie

  84. ozzy & ET, et consortes

    Zgadzam się, trzeba bojkotować tego Gogo, co on sobie w ogóle myśli, żadnej pokory, uniżoności, gęba niewyparzona, nawet na ataki ad hominem nie zważa, bezczelność, nasz ulubiony antysemityzm nam gotów jeszcze rozwalić i czym będziemy dzieci straszyć oraz napieprzać krytyków po głowach, kto nam wymyśli lepszy bon mot na następne 100 lat? Teksty ma rodem, bo ja wiem, z Trybuny Betaru. Bojkot! Ani słowa więcej. Jestem z Wami. Sza! Sza-a-a!

  85. Antysemityzm być może niedługo zapanuje.
    Z tym że będziemy gremialnie nie lubić WSZYSTKICH narodów semickich…..
    Odświeżymy natomiast wielowiekową sympatię dla Turków, którzy zrobią porządek w tamtym rejonie świata. Taki Nowy Kalifat, czy Imperium Osmańskie, uratowałoby wiele istnień ludzkich…..

  86. Studiowanie filozofii to rzecz piękna sama w sobie i niech taką pozostanie. Studiowanie jej przynosi mądrość niewątpliwą i nieocenioną. Jednak pozwolić sobie na nią można wtedy, gdy wybiera się równolegle jakiś kierunek praktyczny, który zaoszczędza w przyszłości tej nieograniczonej w kryzysie biedy, łez i rozpaczy. Jeśli państwo nie zabezpiecza de facto dostatecznie przed bezrobociem młodych wykształconych ludzi, muszą oni niestety zawczasu pomyśleć o tych ewentualnych negatywnych konsekwencjach własnych pasjonujących wyborów.

    Więcej… http://wyborcza.pl/1,126764,12627638,Filozofia___moja_studencka_pasja_i_zyciowy_dramat.html#ixzz290T7u2JJ
    ============

    Smutne…..
    Być, czy mieć, oto jest pytanie…..

  87. wiesiek59
    11 października o godz. 15:58
    Już dawno wpadł na to Spinoza, ktąry zajmując sie absolutem, dorabiał sobie jako szlifierz diamentów

  88. Z książki dowiadujemy się, że szkoliliśmy pilotów dla Izraela i nikt nam za to nie zapłacił.
    – To jest moim zdaniem największa sensacja w naszej najnowszej historii. Szkoliliśmy lotników, saperów, czołgistów i wielu innych specjalistów, którzy w tajnym planie Stalina byli wojskową awangardą tworzącego się państwa żydowskiego. Wojskowi weterani coś tam wiedzieli, czegoś się domyślali, ale nikt głośno o tym nie mówił. Wielu starszych oficerów, z którymi o tym rozmawiałem, potwierdzało taki proceder, trwający od 1945 aż do 1968 r., ale nikt nie chciał wystąpić pod nazwiskiem.
    http://www.przeglad-tygodnik.pl/pl/artykul/tragedie-polskich-lotnikow-rozmowa-ze-slawomirem-orlowskim
    ============

    I patrzcie Państwo, nikt nie zdradzał tajemnicy……aż do teraz…..
    Czyli, Armia Polska górą!!!
    A pan pułkownik WP Begin, nieźle dowodził……

  89. „Malowanego ptaka” wielu bralo na powaznie, jako swiadectwo historii. Warto wrocic do historii „krytyk” po publikacji „Czarnego ptasiora” J. Siedleckiej. Takiej ilosci pomyj wylanej na jej glowe. I to w obronie, badz co badz, literackiego hochsztaplera. Ciekawe, ze nikt nigdy tego nie odwolal.
    Podsumowania Werbalisty na tematy stosunkow polsko-zydowskich traca mi nieco sztampa. Te stosunki i uklady byly trudne, ale obie spolecznosci zyly ze soba na tej ziemii circa przez 10 wiekow. Sprowadzenie ich do takiej karykatury jest smieszne. Chyba nie przesladowano ich tak jak w cywilizowanej Hiszpanii lub Holandii? Inaczej, nie przybyliby w takiej masie do Polski. Cos ich musialo tu przyciagac? Chyba nie obietnica pogromow, jak wielu, w swej prostocie, to sugeruje.

  90. @PA2155

    Dlaczego nie brac na „powaznie” Kosinskiego „Malowanego ptaka”? Nie rozumiem?
    Tak samo na powaznie, jak to co sie dzialo w Jedwabnem czy tez Kielcach. A ze nieporadnie napisany, kiepsko stylistycznie…Ale chodzi o co innego. Hochsztapler?
    Polecam tez, moze bardziej „powazny” przekaz literacki – „Chleb rzucony umarlym” Bogdana Wojdowskiego – tez fikcja, ale autor, jeden z ocalencow, podzielil los Kosinskiego. A bylo to juz w Polsce daleko po latach wojny.
    Prosze zapoznac sie z losami Grynberga i jego tworczoscia (byl kiedys taki film dokument Lozinskiego). Mego pewnego znjomego ciotke zarabali chlopi, poniewaz wrocila (ocalona) by odnalezc maszyne do szycia sprzed OWYCH czasow.

    To tyle, ozzy

  91. PA2155
    11 października o godz. 19:56 pisze, co nastepuje…

    „….ale obie spolecznosci zyly ze soba na tej ziemii circa przez 10 wiekow. .. powyzsze zdanie jest zdaniem nieprawdziwym. Kolejny sterotyp w blogosferze…kolejnego watpiacego, pozostaje pytanie, w co ?
    ET

  92. wiesiek59
    11 października o godz. 17:05 spiskuje jak zwykle, tym razem z wlasnym rozumem…slowo pissane jest bowiem podobno swiete….

    ET

  93. na marginesie_______________

    ten MU YAN od literackiego Nobla, to chyba taki „chinski Maksym Gorki” 😉

  94. Ignorowac nie jest tozsame z bojkotowac.

    ET

  95. ozzy:
    „Malowany ptak”, jak pamietam, byl przyczynkiem do rozpatrywaniania polskiego udzialu w Holocauscie. Udowodniono, ze ksiazka jest melanzem prawdy i fikcji, zeprzesladowie bohatera przez mieszkancow tej wioski bylo konfabulacja, czescia wyimaginowanego zyciorysu. Czy jest to zle napisana ksiazka? Raczej sprawnie pod wzgledem literackim. Przyjaciolmi i admiratorami Kosinskiego byl J. Glowacki i prawie cala redakcja „Polityki”, krytycy tacy jak T. Drewnowski, ktorzy uwazali go za wybitnego pisarza. On sam, Kosinski, porownywal siebie z J. Steinbeckiem, jezeli dobrze pamietam.
    „Chleb rzucony umarlym” jest ksiazka z innej polki, autentyczna. Nie ma w niej elementow oskarzajacych Polakow o obojetnosc lub wspoludzial w zbrodni. Stad jej znikoma popularnosc na Zachodzie. Ksiazka dostala nawet jakas nagrode literacka w PRLu, czyli nie byla ignorowana. Przypomina ona ksiazke Frantiszka Kafki, kuzyna F. Kaki, czeskiego Zyda opisujacego zycie w getcie lodzkim.
    Wracam do Kosinskiego, bo on jest przyczynkiem do bardzo popularnego przedstawiania stosunkow polsko-zydowskich jako niekonczacego sie pasma antagonizmow, przesladowan i pogromow, co bylo chyba nieprawda. Oczywiscie, mozna sie rowniez w narracji skupic sie na Jedwabnym, pogromach i Marcu 1968 r., tylko co z tego wynika dla mojego pokolenia, dla ktorego te fakty sa abstrakcyjne, bo zdarzyly sie przed moim urodzeniem i dorosloscia.
    Czytam obecnie ksiazke pisarza holenderskiego C. Nootebooma i w niej autor rozprawia sie z legendami holenderskimi czasow wojny.

  96. ET:
    Cenie zwiezlosc Twoich mysli i komentarzy, ale zyczylbym sobie rozwiniecia tych swiatlych komentarzy historycznych o dziejach Polski (jezeli moje wiadomosci sa niepelne i sterotypowe).

  97. Literalne postrzeganie literatury (mylenie autora z narratorem – Kosinski) swiadczy o literalnym braku doswiadczenia literackiego.

    ET

  98. do PA2155
    11 października o godz. 19:56

    ….obie spolecznosci zyly ze soba na tej ziemii circa przez 10 wiekow…. jesli wogole, to zyly obok siebie, czesto przeciw sobie; patrz pogromy etc.. Cos ich musialo tu przyciagac? …mylisz przyczyne ze skutkiem.

    ET

  99. ET:
    Czy przypadkiem nie obciazasz tym grzechem zwolennikow Kosinskiego, ktorzy probowali te fikcje przetlumaczyc na rzeczywistosc? Dlatego rozumiem ich agresywnosc w stosunku do Siedleckiej, bo to jak burzenie mitu.
    Nb. Po fakcie mozna sobie dopasowywac dowolne teorie. J. Kosinski szczodrze korzystal z uslug ghostwriter’ow, stad trudno stwierdzic, co bylo jego autorstwa, a co zostalo napisane pod publiczke, na wyrost, co jest symbolem, a co werystycznym opisem sytuacji. Jezeli czujesz sie na silach, mozesz dokonac rozbioru literackiego „dziela”.

  100. ET:
    Bylbym wdzieczny za rozwiniecie Twoich mysli. Tak nie bardzo wiem co chcesz powiedziec. Traci to filozofia lub…bzdura.
    Gdybys mogl to jeszcze podeprzec czyms konkretnym, jakimis zrodlami historycznymi.

  101. ” jesli wogole, to zyly obok siebie, czesto przeciw sobie; patrz pogromy etc.. Cos ich musialo tu przyciagac? …mylisz przyczyne ze skutkiem. ”
    Czy nie jest to sytuacja Izrael-Palestynczycy
    Tamilowie i Syngalezi?
    Turcy i Grecy na Cyprze
    Jest wiele miejsc na swiecie z podobna sytuacja

  102. @PA2155

    Nie rozumiem co jest u Kosinskiego „pod publiczke” a co jest „na wyrost” …a co z ta redakcja „Polityki”…przyklad na publiczke..izwjenite, no tak stranno, nie panimaju.

  103. PA2155
    12 października o godz. 13:03

    Polacy i Ukraińcy….
    Serbowie i cała reszta narodowości dawnej Jugosławii…..

    Gdyby nie politycy rozniecający ogień, wiele pieczeni i domów by ocalało.
    Ale rozniecanie waśni leży w ich interesie.
    Zawsze znajdzie się przy okazji tłuszcza, która będzie grabić i mordować, korzystając z religijnego, czy politycznego przyzwolenia.

  104. ozzy:
    Kosinski przedstawil w „Malowanym ptaku” historie horroru, ktory przezywa, bedac ukrywany przez mieszkancow pewnej wioski w Polsce.
    Pisze o tym Siedlecka w „Czarnym ptasiorze”, probujac dociec, ktore z opisanych historii byly prawdziwe, a ktore- zmyslone, dla efektu. Mozesz dotrzec do zrodla, nie bede powtarzac jej slow. Na pewno nie zostal wrzucony do wiejskiej kloaki, jak bohater „Malowanego ptaka” lub szykanowany tak okrutnie.
    Pamietam, gdy Kosinski po raz pierwszy zawital do Polski, ktory to byl rok 1986? 1988?, pokazywany w TV przez D. Passenta, jako jego przyjaciel i wybitny pisarz z Zachodu. Chyba nie jest tajemnica, ze „Polityka” miala tendencje do sympatii do idei i ludzi o pochodzeniu zydowskim. To niewazne, to ich sprawa, nie bardzo bym ganil ich za to. Dzieki temu zpopularyzowano w przeszlosci troche kultury i historii polsko-zydowskiej. Byl to takze opor przeciwko nagonce marcowej ’68.
    No i ten szum wokol Kosinskiego, chyba po latach, nie warty sprawy.
    Ofiara tego szumu i sympatii padla, nieslusznie, Siedlecka, zbluzgana pryncypialnie i slusznie klasowo jako burzycielka jedynie slusznej wersji historii. Pewni ludzie z kregu „Polityki” moim skromnym zdaniem, identyfikuja sie z pewnymi kregami i ludzmi, idac czasami „w zaparte”. W tym przypadku byla to obrona cnoty prawdomownosci wielkiego pisarza- J. Kosinskiego.

  105. Ale mi sie rozpetala burza z „Malowanym ptakiem”. Ja tam krytykom nie wierze, wiec moge tylko powiedziec, ze Kosinski byl pisarzem miernym, ale takich jest wiele, wiec to nie obelga. To, ze Ameryka przyjela „ptaka” jako rodzaj pamietnika, czy wspomnien, to zupelnie inna sprawa. Zreszta Kosinski ten mit podsycal, choc nigdy nie twierdzil, ze to autentyczne wspomnienia. „Wezykiem, Jasiu”. Zreszta „ptaka” trzeba zestawic z jego innymi powiesciami i nie potrzeba wybitnego intelektu, ze ma sie do czynienia z powiesciopisarzem, a nie wspomnieniowcem, pamietnikarzem. Dziwi mnie tylko, ze jeszcze to wywoluje tyle dyskusji. Kosinski nie zyje od wielu lat, burza, jaka sie przetoczyla w Ameryce na jego temat dawno ucichla, a „Malowany ptak” zostal wydany jeszcze dawniej. Choc moze dobrze, ze sie o nim wspomina.

  106. @ PA2155
    11 października o godz. 19:56

    Pisze: „Podsumowania Werbalisty na tematy stosunkow polsko-zydowskich traca mi nieco sztampa. Te stosunki i uklady byly trudne, ale obie spolecznosci zyly ze soba na tej ziemii circa przez 10 wiekow.”

    Jakie dwie spolecznosci? Ja sie urodzilem w Polsce, gdzie dwoch spolecznosci nie bylo. W kazdym razie – nie zauwazylem. Byli tylko Polacy, bez wzgledu na rase i wierzenia religijne. Tuwim, Staff, Lechon, Korczak – to wielcy Polacy, tyle ze pochodzenia zydowskiego. Ale jakby zastosowac to samo metrum, to Mickiewicz – nie-Polak (Litwin), a moze tez Zyd (matka frankistka), Pilsudski – Zmudzin, gdzie mu tam do Polaka. Pozostajac jednak w ramach dyskusji, bardzo prosze Szanownego PA2155 o podanie wiadomosci, gdziez to po wojnie znajdowala sie owa „spolecznosc” zydowska. Jedno miasto mi wystarczy. Ale … nie przeszkodzilo to w masowym rugowaniu tzw. Zydow w 1968 roku. Obcy element – to byl. I tak wyglada polska tolerancja do dzis.

    Pozdrawiam.

  107. Werbalista:
    Widze sprzecznosc w twierdzeniu, ze po wojnie nie bylo Zydow ze zdaniem, ze mielismy do czynienia z „masowym rugowaniu tzw. Zydow w 1968 roku”. A pogrom kielecki? Moze charakter tej spolecznosci zmienil sie, jego identyfikacja kulturalna, religijna. Mieszkam w Kanadzie i zawsze bede twierdzil, ze jestem Polakiem, w najgorszym przypadku- naturalizowanym Kanadyjczykiem pochodzenia polskiego. I kazdy z tzw. urodzonych Kanadyjczykow mnie odbiera, chociaz nie demonstruje tego.
    Powtorze to raz jeszcze, Zyd polski bedzie twierdzil, ze jest Zydem, w przeciwienstwie do Amerykanina lub Kanadyjczyka pochodzenia zydowskiego, ktory bedzie uwypuklal swoja amerykanskosc lub kanadyjskosc. Dlaczego tak jest? Chyba nie mnie odpowiadac na to pytanie. Tak juz jest.
    Wymienieni przez Ciebie postaci historyczne traktowalbym jako Polakow, bo tak to deklarowali i tak chcieli byc postrzegani. Premier litewski A. Smetona byl z pochodzenia Polakiem, ale chcial byc Litwinem i demonstrowal swoja litewskosc. Niektorzy bywalcy tego blogu chca byc Kanadyjczykami, bo bardziej cenia te przynaleznosc.
    Z ta tolerancja w stosunku do zywiolow obcych nie jest dobrze nawet w panstwach znanych ze swojej tolerancji. Swiat bardziej zmierza w kierunku zamknietych gett, nie ma na to rady, czy chcemy tego, czy nie chcemy.

  108. @PA2155 i innym zainteresowanym Jerzym Kosinskim

    By moc prowdzic rzeczowa dyskusje na temat Kosinskiego, jego tworczosci i biografii nie sposob jest pominac najbardziej rzeczowo napisanej biografii tego pisarza, ktorej autorem byl James Park Sloan o tytule „Jerzy Kosinski – A Biography”, Dutton 1996, ktora trafila do czytelnika w 5.rocznice tragicznej smierci Kosinskiego. Pomine inne zrodla, jak chociazby Henryka Dasko, bo tenze niezyjacy popularyzator Dziennikow Tyrmanda mial wiecej do powiedzenia, anizeli Siedlecka (skadinad z moich stron) i znal dosc dobrze samego autora.
    James Park Sloan stwierdza bardzo jasno, a nie sposob go posadzac, ze nalezal do jakiekolwiej zawaolowanej koterii. Pisze tak „Ksiazki pisarza byly jednym z jego produktow. Rzeczywistym i ostatecznym wytworem byl on sam” (moj przeklad). Moglbym porownac popularnosc powiesci Kosinskiego do masowej produkcji Kena Folleta czy tez Judith Krantz i im podobnych pisarzy, ale to jest uproszczenie, poniewaz biografistyczno-psychologiczna linia interpretacji prozy Kosinskiego i uosobiony w pisarzu tragizm losu ocalonych wzbraniaja mnie mnie przed tak uproszczona i krzywdzaca paralela.
    Wspomnialem Bogdana Wojdowskiego jego monumentalne dzielo „Chleb rzucony umarlym” (PIW 1971). We wstepie pisza autor: „Jezeli cos usprawiedliwia literature, ktora kresli nietrwale znaki, to nietrwalosc losu czlowieka” Za ocalenia rowniez on zaplacil najwyzsza cene.
    Kosinski byl mistrzem autoaranzacji. W tej sztuce zapedzil sie zbyt daleko i utracil kontrole nad swoim najlepszym opowiadaniem. W nocy z 2 na 3 maja 1991 r zanotowal
    „Zamierzam uciac dluzsza, niz zwykle drzemke”.Nastepnie wzial garsc tabletek nasennych, popil alkoholem i zanurzyl sie w jacuzzi zaciskajac plastykowa torbe na glowie. w ten sposob pozegnal sie z tym swietem, o ktorym zwykl byl mawiac, ze w nim nie mogl odnalezc miejsca. Ten final rozegral sie w nowojorskim apartamencie pisarza przy 57.ulicy – aktor i zarazem w jednej osobie rezyser tego spektaklu mial lat 57.
    To, ze biografia Kosinskiego jest nieslychanie fascynujaca jest nie tylko zasluga samego
    autora ale i bohatera. Jerzy Kosinski byl bezsprzecznie jednym z najbardziej znaczacych
    pisarzy amerykanskich. Wielokrotnie nagradzany ( m.in.National Book Award), przez dwie kadencje prezes amer.Pen Clubu, nietrudzony aktywista organizacji praw czlowieka, aktor, czesty uczestnik talkshow. Ci, ktorzy znali pisarza prywatnie (np. Urszula Dudziak, Henryk Dasko) opowiadaja, ze pozostal w ich pamieci jako czlowiek bardzo towarzyski i wysmienity opowiadacz. On wprost uwielbial opowiesci. Nic tez dziwnego, ze cenil sobie szczegolnie Sienkiewicza (Kosinski byl autorem wstepu do amer.wydania) i mistrzowska fabule „Bohatera naszych czasow” Lermontowa.
    Wiele interesujacych zdarzen z zycia pisarza przytacza Katharina (Kiki) von Fraunhofer
    towarzyszka zycia jego ostatnich lat. Niegdys GW publikowala wywiad z nia (27.12.1993).
    Chce jednak wrocic do biografii Kosinskiego, dokladniej zas do szczegolnej daty, ktora lawinowo przyspieszyla bieg wydarzen w jego zyciu.
    22 maja 1982 r. w popularnym „Village Voice” ukazala sie publikacja pdo znamiennym tytulem „Jerzy Kosinski´s Tainted Words” (Skalane slowa J.Kosinskiego). Byl to bezposredni atak na pisarza, ktorego wprost nazwano „literackim bluffem”, ze sam nie napisal ani jednej ksiazki, a jednoczesnie oskarzono go o plagiat (mowa tu o powiesci „Being There”, ktorej pomysl mial zaczerpnac Kosinski z „Kariery Nikodema Dyzmy” Tadeusza Dolegi-Mostowicza. Autorzy oskarzenia, dziennikarze Goeffrey Stokes i Eliot Fremont-Smith, oparli swoje zarzuty na zebranych w niezwyklym pospiechu faktach, z ktorymi Kosinski, gdyby tylko chcial, moglby rozprawic sie z latwoscia. Pisarz nie podjal sie obrony wlasnej i pozolil, by zarzuty wlokly sie za nim a pomowienia rozprzestrzenialy sie, rzucajac cien na jego dalsza kariere.
    Zarzuty Stokesa i Fremont-Smitha bardzo dotknely osobiscie Kosinskiego. Powstaje pytanie: dlaczego pisarz narazal swoja literacka renome nie odpierajac oskarzen takiego kalibru? Czyzby rzeczywiscie czesc z nich byla prawdziwa, co mogloby wplynac na pozniejsza kondycje psychiczna Kosinskiego?
    W ciagu swej calej kariery Jerzy Kosinski uwiklany byl w szereg klamstw o swoim pochodzeniu i skutecznie zacieral granice miedzy fikcja a rzeczywistoscia. Juz jego debiutancka powiesc „Malowany ptak” odebrana zostala przez ogol jako. mniej lub bardziej, zakamuflowany dokument o dziecinstwie pisarza w okupowanej Polsce – taka opinie podtrzymywal tez autor. Pisarz borykal sie z pisanym angielskim i korzystal z licznych „redaktorow”, ktorzy polerowali jego proze, by przynajmniej byla na jako takim, ogolnie przyjetym poziomie stylistycznym. Pierwsza jego publikacja bylo studium socjologiczne „The Future Is Ours, Comrade” (Przyszlosc nalezy do nas, towrzyszu) – napisana po polsku a nastepnie przelozona na angielski, ktore ukazalo drukiem pod pseudonimem Joseph Novak.
    Fakt ten pisarz ukrywal dosc dlugo, pozniej konsekwentnie zaprzeczal wlasnego autorstwa tego tekstu.
    Korzystanie z pomocy redakcyjnej w pracy pisarza nie bylo w koncu czyms kompromitujacym (zwlaszcza na amerykanskim rynku wydawniczym) jak tez przeklad z jezyka rodzimego na angielski. Zamiast wyjsc na przeciw krytyce rzeczowymi argumentami, Kosinski podjal rozpaczliwa probe obrony wlasnej, poslugujac sie swoimi artystycznymi srodkami wyrazu. Lata 80. spedzil pracujac na powiescia „The Hermit of 69th Street” (Pustelnik z 69 ulicy – fragmenty publikowal niegdys „Przekroj”)
    „Pustelnik z 69.ulicy” (1988), powiesc zupelnie nieczytelna i pretnsjonalna byla fiaskiem literackim – co do tego krytycy literaccy nie mieli najmniejszych watpliwosci.W ostatnie lata przed smiercia zaangazowal sie w szereg „doczesnych” projektow – m.in. polsko-amerykanski AmerBank. Jednoczesnie utracil wlasny egzystencjalny impet i nad nim kontrole.
    Glownym tematem tworczosci Kosinskiego byla hipokryzja i egzystencjalna przejrzystosc. Pisarz stworzyl swiat, w ktorym gwalt i erotyzm byly dwoma dominujacymi narzedziami kontroli i presji – srogo doswiadczane literackie uniwersum, ktore w duzej mierze pokrywalo sie z jego postawa.
    W jego drugiej nagrodzonej powiesci „Steps” (1968) mamy okazje sledzic bezimiennego protagoniste podczas samotnych wedrowek przez zycie, przedstawionych w serii osobliwych, nie powiazanych ze soba obrazow, ktore zestawione w blyskawiczny montaz przejmuja chlodem. Wnetrze glownego bohatera wypelnia pustka. Jego niesamowitych dzialan nie sposb jest umotywowac – jest pozbawiony tozsamosci. Wszechwladna strategia zycia jest kreacja maski, w ktorej mozna dopatrywac sie sensu i zrozumienia jego postaw. Gra rol byla zarowno tematem tworczosci Kosinskiego jak i jego wlasnym zyciem. Rzeczywistosc, ktora doprowadzila pisarza do tragicznego finalu.
    Opuszczajac nasz czas , pozostawil Kosinski po sobie wiele znakow zapytania. Cale zycie gral role postronnego obserwatora, ktorego tozsamosc i motywy byly uwazana za niejasne i gleboko ukryte. Zdolal zrobic nieslychana, wrecz nieprawdopodobna, kariere w literaturze. Przybyl do USA jako biedny student z PRL z zamiarem ukonczenia studiow doktoranckich z socjologii na uniw.Columbia. W bardzo krotkim czasie stal sie znanym pisarzem, zdobyl autorytet wsrod elity kulturalnej i miedzynarodowa slawe. Powzial byl droge, ktora go zawiodla na szczyt „American dream” – tu tez zostal publicznie obnazony atakiem „Village Voice”.
    Z pewnoscia Kosinski wypelnial pustke w nowojorskim kaprysnym swiatku, wktorym role musza byc obsadzan coraz to nowymi aktorami. Byl intelektualista przybylym z totalitarnej Europy wschodniej, ktory zdobywal uznanie w coraz to wyzszych sferach spolecznych. Byl czesto gosciem osob zlaknionych sensacji i niesamowitych historii. Kiedy pozniej nie mogl juz pelnic tej funkcji, zostal rownie szybko odrzucony – tak, jak go niegdys przyjeto.
    J.P.Sloan biograf Kosinskiego probuje odnalezc „klucz” do zycia pisarza, czlowieka ukrytego za wieloznacznymi maskami. Ambicja Sloana bylo nie tylko przekazanie prawdy o pisarzu, lecz takze nakreslenie portretu psychologicznego. To, co dobywa biograf nie jest ani obrona czci, ani tez demaskacja Kosinskiego jako blagiera. Sloan jest wierny biografistyce kronikarskiej -moze zandto salonowej. Ale gatunek ten jest sila rzeczy po trosze nieprzyzwoity. Kosinski jawi sie na portrecie jako niezwykle utalentowany i rozbity czlowiek, szarlatan z poczuciem winy, zajety ogladem wlasnego zycia.
    Biografia jest doskonale udokumentowana i sugestywana. Mozemy podazac sladami osobliwej odysei Kosinskiego: dziecinstwo w okupowanej Polsce, mlodosc i doswiadczenia w powojennej Lodzi, wyjazd na Zachod w koncu lat 50., kariera pisarska i zycie prywatne.
    Centralnym punktem w biografii pisarza jest jego „kompleks winy” – jak to okresla Sloan.
    Jerzy Kosinski (Lewinkopf) przezyl Zaglade dzieki przenikliwosci energii swego ojca juz na poczatku okupacji niemieckiej. Ojciec pisarza Mojzesz Lewinkopf wczesnie przczuwal niebezpiecznstwa, jakie zagrazaly rodzinie pochodzenia zydowskiego, wiec postanowil opuscic Lodz i dac sie na wies, nim miasto zostalo zajete przez Niemcow.
    Strategi Mojesza Lewinkopfa nie polegala na calkowitej inercji zyciowej w ukryciu ale na aktywnym dzialaniu w nowym srodowisku i nowym „przebraniu”: zmiana nazwiska na
    „Kosinski”, przyjecie katolicyzmu, uczestnictwo w obrzedach religijnych (czesto gorliwe). W ten sposob ocalil rodzine przed okropnosciami wojny.Tuz po wojnie juz tylko slad pozostal po spacyfikowanym spolecznstwie zydowskim.
    Kosinski w swej debiutanckiej powiesci „Malowany ptak” przedstawia chlopca (domniemane alter ego), ktory odlacza sie od rodziny w czasie wojny i staje sie swiadkiem najbardziej wyrafinowanych okrucinstw. Przezycia chlopca doslownie pozbawiaja go mowy i pozostawiaja niepowetowana, nie do naprawienia, nie zablizniona rane w jego duszy. Tej historii byl Kosinski wierny do konca, tak jakby w rzeczywistosci byly opisem jego dziecinstwa w czasie wojny. To, ze fakty przeczyly zdarzeniom, ktorych tak stanowczo Kosinski bronil, nie ujmuje nic z tej sugestywnej i znakomitej powiesci.
    Bardziej zastanawia, dlaczego pisarzz takim uporem obstawal przy „swoim” zyciorysie i dlaczego nie dopuszczal rewizji wlasnych „auobiograficznych” opowiadan, kiedy ich autentycznosc zostala zakwestionowana?
    Zycie Kosinskiego w czasie okupacji bylo w istocie dosc znosne. Nie byl zmuszony rozlaczyc sie z rodzina i cierpiec materilana niedole. Nie oznacza to wcale, ze rodzina Kosinskich (Lewinkopfow) nie byla pod nieustannym psychicznym terrorem. Mimo wszystko przezyla okrucienstwa wojny. James Park Sloan w biografii uwaza, ze Kosinski przez cale swoje zycie poczytywal sobie za wine fakt przezcyia Zaglady. Wszystkie psychofizyczne udreki, jakie zaznak chlopiec z „Malowanego ptaka” Kosinski zrekompensowal w postaci tej powiesci-holdu, ktora pisarz oddal za wlasne ocalenie.
    Mistyfikacje, gry masek, w ktorych Jerzy Kosinski uczestniczyl przez cale swoje uczestniczyl, dzialaly jak opozniajacy filter az do czasu, kiedy nalezalo uiscic ostateczny rachunek wystawiony przez zycie. Atak ze strony „Village Voice” nie byl zadna katastrofa dla pisarza, lecz przypominal zatruta strzale, ktora gleboko zranila jego serce- stad tez jego biernosc i brak obrony.
    Po prostu: gra dobiegla konca.
    ________________________________

    na postawie moich notatek AD 1996

  109. ozzy:
    Podsumowanie bylo bardzo ladne.
    Pozdrawiam

  110. Ładne, zręczne, ale mnie nie przekonuje. Nie potrafię zaakceptować poświęcenia prawdy i przyzwoitości na rzecz kreacji.
    Kreacji, która zakończyła się w sposób równie dramatyczny co żałosny.

  111. ozzy
    Nie wiem, czy wiesz, że Wojdowski, podobnie jak Kosiński, popełnił samobójstwo.
    Nie tak „spektakularne” jak celebryta, autor „Malowanego ptaka”, ale jednak.
    Obaj nosili w sobie zatruwającą ich dorosłe życie traumę dzieciństwa.
    Wojnowski (nota bene zięć J. Iwaszkiewicza) wiódł w PRL-u udane, jak na tamte czasy, życie. Kosiński wyjechał z kraju i zrobił karierę międzynarodową.
    Jeden i drugi zapłacili tę samą cenę i za konfabulację o wszelkich cechach prawdopodobieństwa (Kosiński), i za autobiografię opartą na faktach (Wojdowski).
    To wyjątkowo „ciężki” temat, nawet po latach trudny do ugryzienia.

  112. @ ozzy
    12 października o godz. 19:30

    Swietne. Chapeau bas. Wspaniale napisane. I dokladnie odzwieciedla moja opinie.

    @ Matylda
    12 października o godz. 19:56

    Kosinski nie byl historykiem, tylko autorem. Nie ma tu zadnego „poswiecania” prawdy. Interpretacja powiesci nalezy do czytelnika.

    Pozdrowienia.

  113. Werbalista
    12 października o godz. 23:02
    podobnie jak 11 października o godz. 2:51 mieszasz pojęcia.

  114. @ Matylda
    13 października o godz. 5:53

    Prosze o blizsze wyjasnienie jakie to pojecia pomieszalem.

    Pozdrawiam.

  115. mag, 22.30. Gdy kiedyś wziąłem do ręki Malowanego Ptaka, po kilku stronach wyrzuciłem do kosza, uznając to jako wielkie szalbierstwo. Wcześnie znałem nazwisko Kosińskiego z entuzjastycznej recenzji Passenta w POLITYCE. Też okazała się szalbierstwem. Konkluzja Twoja bardzo trafna. Nie wszyscy jednak konfabulatorzy kończą samobójstwem. A przydałoby się. Pozbylibyśmy się tysięcy dzisiejszych kombatantów, bohaterów opozycji nazywanej szyderczo demokratyczną, autorytetów moralnych i innych cwaniaków, którzy fryzują, koloryzują, perfumują, podmalowują i po prostu zakłamują swoje biografie. Dzięki temu siedzą dziś w sejmie, rządzie lub w spółkach, wielu uznano za legendę i gotowi są im budować pomniki.

  116. @witam wszystkich 🙂

    juz rzeczywiscie jesien, ktora przypomina o zimie

    Autor, ktory poswieca „prawde” – zupelnie nie rozumiem. Kiedys Orwell pisal, ze talent
    polega najwyrazniej na zdolnosci do przejmowania sie, wymaga autentycznej wiary w swoje przekonania, niezaleznie od tego, czy sa one prawdziwe czy falszywe. Mozna tez jak Tadeusz Kantor, ktorego tworczosc teatralna i plastyczne sobie bardzo cenie a ktory
    odczuwal nieprzeparta potrzebe opisu swiata swego dziecinstwa w najmniejszym szczegole. Mistrz Kantor przekonany byl niezbicie, ze ow swiat w jego niewiarygodnej i delikatnej materii zawieral cala prawde. To tez byla przyczyna jego powrotow do owej
    Arkadii niewidzialnego swiata. Tak bylo tez u Schulza, ktorego idealem bylo „dojrzec” do dziecinstwa.
    Chyba jednak najbardziej przemawia do mnie Gombrowicz, ktory gdzies tam w swoich dziennikach pisal,ze doswiadczyl byl na sobie, kiedy poruszano niebo i ziemie, aby wyjasnic przecinek, ktory jedynie wynikal z konstrukcji zdania.
    I chyba juz nic nie mam do dadania, zreszta @werbalista spuentowal to bardzo prosto i jednoznacznie. Ostatnie slowo nalezy do czytelnika (hipokryty 🙂 )

    Pozdrawiam, ozzy

  117. A czy kabotyństwo nie jest zaprzeczeniem prawdy i przyzwoitości? I nie o prawdę historyczną chodzi. O tę niech się troszczą historycy.
    Oczywiscie „autor” ma prawo do swojego kabotyństwa. Ale nie wszyscy muszą być amatorami i admiratorami tego typu narracji i kreacji.
    Zachwyt nad Kosińskim przypomina mi starą baśn Andresena o nowych szatach cesarza. Dla mnie król jest żenująco nagi. Sztucznie kreowane mody i wielkości nie robią na mnie żadnego wrażenia. Pomijając uczucie głębokiego niesmaku.
    Oczywiscie, zawsze można powiedzieć, że to kwestia ślepoty lub „hipokryzji” – ach ten nieodparty wdzięk i urok blogowego kolegi.
    Punkt widzenia, kąt widzenia, mego zdania to nie zmienia.

  118. @ozzy,

    a to znasz?

    – matko chwalą nas!
    – kto?
    – wy mnie a ja was!

  119. @ Matylda

    tak, Kosinski mnie zachwyca do dzisiaj. A z tym „hipokryta” ? To poeta Charles Baudelaire napisal byl uwage dla czytelnikow swoich „Kwiatow zla” : Hypocrite lecteur, mon semblable. mon frére ( Hipokryto, moj sobowtorze, moj bracie)

    pozdrawiam, ozzy

  120. @ozzy,
    i bardzo dobrze, że ludzie mają różne gusty. Świat jest przez to ciekawszy.
    Wolę prostsze środki wyrazu. Są dla mnie bardziej wiarygodne. Mam dostatecznie dobrą wyobraźnię i nie musi mnie nikt epatować ekscesami, histerią, patologią. Potrafię zrozumieć i bez natrętnych, przerysowanych chwytów. Jestem pod ogromnym wrażeniem tej książki:
    http://www.polityka.pl/kultura/ksiazki/recenzjeksiazek/304410,1,recenzja-ksiazki-ewa-kuryluk-frascati.read
    Polecam wszystkim. Podziwiam autorkę za to, że potrafiła oddać tragizm tak wyważonymi środkami. Że nie uciekała się do ekshibicjonizmu. Pokazała zło bez, za przeproszeniem, grzebania się w całym gównie tego świata.
    Nie gustuję z zasady w szambonurkach. A kimś takim jest dla mnie Kosiński. Ale skoro Ty czytasz go z przyjemnością, to Twoja sprawa.

    Cytując, przekazujemy własne poglądy. Szczególnie kiedy cytat ma adresata.

    Miłego dnia 🙂

  121. Moze jako pisarz był Kosiński dobry,nie czytałam, nie wiem. Widziałam Being there zaleciało mi Dyzma. Jako człowiek nie zachwyca.

  122. Szanowni Komentatorzy. Kosinskiego mozna lubic, lub nie. Znam kilka tysiecy autorow, ale w zyciu nie przyszloby mi do glowy, aby ich ksiazki odbierac literalnie, nawet te ktore staraja sie byc kronikami, jak np. „Monte Casino” Wankowicza, czy „Powstanie 44” Davies’a. Zawsze istnieja rozne punkty widzenia i to czytelnik musi wyrobic sobie wlasne zdanie, a zaden autor nie moze byc calkiem obiektywny, chocby nie wiadomo jak sie staral. Stad odbieranie powiesci Kosinskiego jako relacje wlasnych przezyc jest kompletna pomylka, a jednak amerykanska publika dala sie na to nabrac.

    Ladnie, ze Ewa-Joanna wspomniala o „Being there”, jako rzekomej imitacji „Kariery Nikodema Dyzmy” – o co rowniez oskarzano Kosinskiego w USA. Ja sie tego jakos nie doszukalem. Jedynym wspolnym punktem bylo to, ze „czlowiek znikad” nagle robi oszolmiajaca kariere polityczna. Ale bohaterowie sa zupelnie rozni. Podczas, gdy Dyzma to cyniczny manipulant i oportunista, to Chance jest prostaczkiem, naiwnym i nieporadnym w codziennym zyciu. To jaki to plagiat? Pomysl wyjsciowy podobny, ale gdzie im tam do podobienstwa w rozwinieciu powiesci.

    No, wreszcie dyskutuje sie o Kosinskim. A wszystkim polecam biografie Sloan’a, o ktorej pisal @ Ozzy. Naprawde warto przeczytac (mimo koniecznosci przebrniecia przez kilkaset stron tekstu).

    Pozdrawiam.

  123. Matylda,

    Bardzo stary ruski oryginal brzmi:

    -Mama, chwaliat nas ! Wy mnie, a ia was !

    To sie wrzuca, kiedy ktos sie „wypina”. Zazwyczaj tylko: „mama, chwaliat nas…” Reszta w domysle. Doslowne znaczenie: zamknij dziob, nie popisuj sie !

    Przyzwoite zasady, do dzis, w Rosji, kaza mowic do matki i ojca, takze ludzi starszych, na „wy”. W Polsce bylo podobnie, ale sie zepsilo.

    Przepraszam za wtret. Widze, ze bardzo poprawilas styl.

  124. Mam wrażenie, ze sam Kosiński sugerował treści autobiograficzne a już na pewno nie zaprzeczał, jak mu je przypisywano. Stad pewnie te nieporozumienia interpretacyjne.
    No, jako człowiek jednak nie zachwyca…

    @Kleofas,
    jeżeli już to mienia a nie mnie.

  125. Ewa-Joanna 10-13 12.52

    „Daj Jim na schatie lapu mne

    Takuiu lapu ne widal ja s rodu

    Dawaj s soboi polaem pri lune

    Na tihuiu besszumnuiu pogodu”

    (Esenin)

    „Dai mne ruczku na proszczanie…”

    „Ty mne sho govorisz ?!…”

    „Mne” istnieje i ma sie dobrze, bo sam napisalem, ze:

    „Pticzka bozija nasrala na menia

    Po nosu govna kusoczek rozvedia…

    Horoszaia primeta eto govorit narod

    Szto na bednovo poeta ptichka sriot….

    Poczemu mnie sczastia net nigde ?

    Ni v dengah, nie v bednoi slave, ni w p…e

    Na menia wed’ ezednevno kto to sriot

    Wsioz taki govno ich sczastia ne nesiot…”

    Mozna i tak, mozna i tak. Bierzem szczura w lewe rekie, smarujem go mascia od lba do ogona i…. lezy ! Albo go mloteczkiem przez leb….i tyz lezy !

    Mozna i tak, mozna i tak.

  126. Ewa-Joanna 12.52

    Kosinski slyszal od Polanskiego. A pan Romus bredzil po pijaku. Cala „Honoratka” o tym mowila a Ty nie wiesz ?

  127. Gdyby to tylko chodzilo o lepiej lub gorzej sklecona powiesc…..
    Caly hype literacko-historyczny wzial sie z punktu, gdy ktos oglosil wiesc hiobowa, ze to takie prawdziwe, autentyczne.
    Sprawa Kosinskiego, dla mnie, osobiscie, to ilustracja jak w Polsce dzialaly i dzialaja koterie literackie. Moze on sam byl kims w rodzaju literackiego Nikodema Dyzmy? Albo dokladniej,glownym bohaterem”Being there”?
    Zastanawiam sie, kogo moze wielki D. Passent lub J. Glowacki nazwac swoim „przyjacielem”(„Jurek, cos ty zrobil”, to po jego samobojstwie) lub wybitnym pisarzem” (Dzerzi, ai love ju)? Tony gowna zrzucano na glowy bardziej utalentowanych osobnikow. Albo ci wyrafinowani warszawscy krytycy literaccy poswiecajacy swoj wysublimowany smak i szacunek, aby popierac ewidentne beztalencie?
    Ksiazeczka jak ksiazeczka. Poszla w zapomnienie, bo inne sprawy sa palace.

  128. jak szybko zmierzcha 🙁
    ____________________________________________

    wszystkim, ktorzy lubia/ a moze polubia/ tego ARTYSTE – polecam

    ROLAND TOPOR (1938 – 1997)
    http://www.toporetmoi.over-blog.com

  129. @ Ewa-Joanna
    13 października o godz. 12:52

    A kto powiedzial, ze ma zachwycac jako czlowiek? Przezyl gehenne jako dziecko, to wyrosl, jak wyrosl. Pisalem, ze jako autor tez mnie nie zachwycal, a niekiedy smialem sie, czytajac jego powiesci, bo byly to takie bajeczki. I kazdy Polak smialby sie z tego, gdyby wydawano go w Polsce. Nie wydawano. Zapis.

    W Ameryce „kupiono” powiesc jako zapis osobistych wspomnien. Gdybym byl autorem, to tez bym nie zaprzeczal – wierzta w co chceta – jak sie sprzedaje. Byl napewno straumatyzowanym czlowiekiem, o czym Sloan dosc malo wspomina. No, ale skad Amerykanin moze miec pojecie o totalnym strachu i zagrozeniu w czasie wojny?

    Niezrozumiany, choc popularny autor. Oportunista, ale jak mogl reagowac inaczej? Przedstawiajacy fasade pewnego siebie „macho”, podczas, gdy krylo sie pod ta fasada zupelnie co innego. Coz, nie bede pisal calej mojej analizy, bo to blog nie o Kosinskim, ale – czlowiek niezrozumiany i niekochany ani w przeszlym swiecie (Polska), ani w swiecie, ktory wybral (Ameryka).

    To trudno sie dziwic, ze „jako czlowiek nie zachwyca”?

    Pozdrawiam.

  130. @Kleofas,
    widzę, ze ty koniecznie musisz mieć racje 🙂 Mnie to nie przeszkadza, ale ja widzę różnicę miedzy mnie, mienia a mne. Jak ty nie widzisz to już twój problem.

    @Werbalista,
    Akurat miałam co innego na myśli. Chodziło mi bardziej o wybór jakiego dokonał. I o moja osobista ocenę tego wyboru.

  131. Ewa-Joanna 10-13 23.35

    Guzik, musze. Ty mialas racje.Nagialem do trzeciego przypadku,bo lepiej brzmi. Powiedzonko stosuje sie tylko w formie na „wy”, was-nas. Narobilem Ci wody w mozgu to fakt, ale poznalem mila korespondentke. Pozdrawiam.

  132. @Kleofas,
    wody nigdy nie za wiele susza mnie czeka 🙂
    Pozdrawiam słonecznie.

  133. Ewa – Joanna 10-14 0.16

    To co, poszlas na odwyk ? Menza zucilas ? Rura pekla ? Co Cie dopadlo, ze taka Susza ?

    A wody masz u mnie duzo – tylko zapusc w ruskie dykteryjki i zaleje ! Za te pierdoly o ruskiej gramatyce przepraszam.

  134. Żadne takie. Zwyczajna susza, znaczy nie pada. Juz 3 miesiące nie pada. El Ninio podobno. Będzie gorąco i sucho. A ja na górce mieszkam i ogród mam. Tropikalny, psia jego taka, znaczy wodę lubi.
    Menza chętnie bym rzuciła, ale po przeliczeniu za i przeciw wyszło mi, ze lepiej niech sobie będzie. Przyzwyczaiłam się to na odwyk nie pójdę. 🙂

  135. Jak lubi to niech nosi, monsz te wode, albo Chicano. Tego menza. Niezle sie nam rozkraczyla ta perepiska. U mie dopiero czecia. Pora na kawke i poranne ablucje. A wiesz co to „dolek”na Dolnym ?

css.php