Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne

13.10.2012
sobota

Requiem dla szkoły

13 października 2012, sobota,

Nauczyciele są jak snycerze i płatnerze – zawód to niedzisiejszy i niereformowalny. Tylko że nie wiadomo, czym zastąpić szkołę, przeto brniemy uparcie w ten anachronizm. Reformujemy i reformujemy coś, czego zreformować się po prostu nie da.

W pradawnych czasach nauczyciel służył do reprodukowania kwalifikacji klasowych. Jego zadaniem było przygotować dzieci arystokratów do pełnienia arystokratycznych ról społecznych w wieku dojrzałym. Analogiczną funkcję miało szkolnictwo religijne: uczono chłopców modlitwy, a wybranych kształcono na kapłanów. Poza tym znano jeszcze ćwiczenia wojskowe. I tak to sobie było w świecie przez tysiąclecia, jakkolwiek tu i ówdzie powstawały jeszcze szkoły kształcące „pisarzy”, czyli urzędników, oraz szkoły filozoficzne/retoryczne, kształcące polityków i mówców. Te ostatnie miewały też czasem ambicje poznawcze, więc ubocznie niejako kształciły „filozofów”, czyli świeckich uczonych. Generalnie jednak zadaniem nauczyciela było utrzymywanie dyscypliny, pozwalającej wymusić na młodzieży wkucie takiej czy innej doktryny. Nauczyciel był treserem pamięci i wszystko pięknie działało: bez względu na zdolności, każdy uczeń mógł i musiał nauczyć się na pamięć pewnych tekstów, które potem recytował. Pomagały w tym rózgi.

Aż tu pewnego stulecia wymyślono oświeconą monarchię, opartą na rzeszy wykształconych ziemian i mieszczan, tworzących masową klasę biurokratyczną. Trzeba ich było dobrze urobić na lojalnych „państwowców”, ucząc ich za młodu czci dla władzy, pogardy dla sąsiadów, porządnej łaciny oraz prawa. Ruszyła machina szkolnictwa biurokratyczno-propagandowego, a zawód nauczycielski stał się niemalże masowy i rozkwitł niczym ułańskie hufce na rubieży. Aż nadszedł wiek XIX i demokracja. Władza zaczęła odwoływać się do warstw społecznych tak szerokich, jak nigdy przedtem. Trzeba było objąć „obywatelską postawą” dzieci już nie tylko kupców i faktorów, lecz nawet wozaków i rzeźników. Zastępy nauczycieli ruszyły w lud, ucząc, a jakże, czci dla władzy, „narodowych tradycji”, nienawiści do sąsiadów, czytania, pisania i rachunków. Obywatel musiał być piśmienny, aby umiał chłonąć propagandę i głosował, jak mu wolna wola i władza nakazują – to znaczy na jedno z dwóch niewiele różniących się od siebie stronnictw, kierowanych przez arystokratów i bogaczy. Metody nauczania niezmiennie te same: tekst na pamięć, parę rycin, wierszyki patriotyczne, no, czasem może jakieś chemiczne hokus-pokus dla uciechy chłopaczków.

Wszystko to świetnie działało, aż nastała prawdziwsza nieco demokracja. Smętna propaganda stała się przeżytkiem, więc zastąpiono ją nowym projektem. Projektem zupełnie utopijnym. Polegał on na tym, żeby na masową skalę upowszechniać coś, co z natury rzeczy było elitarne, czyli romantyczne „Bildung” – wykształcenie oparte na rozmiłowaniu w greckiej i rzymskiej literaturze i filozofii, historii Rzymu i Europy, z dodaniem dyletanckich wiadomości o naukach oraz generalnego oczytania we współczesnej produkcji literackiej. Owa „edukacja liberalna” nadawała się dla co zdolniejszych dzieci z bogatych domów, dla których można było zatrudnić prywatnych nauczycieli wysokiej klasy. Po wielu latach piłowania greką i paru miesiącach objeżdżania włoskich muzeów, otrzymywało się gotowego kandydata do służby państwowej wyższego szczebla, literatury albo nauki. I oto zamarzyło się paru idealistom, że coś takiego da się zrobić, no, może w wersji budget, z połową społeczeństwa. To trochę tak, jakby zaplanowano, aby połowa młodzieży grała w piłkę na poziomie składu rezerwowego drużyny narodowej. Plan zupełnie absurdalny, zważywszy fakt, że tylko ułamek procenta nauczycieli reprezentował ten poziom zdolności i wiedzy, którego oczekiwano od owej połowy młodzieży.

To wszystko nie mogło się udać i się nie udało. Udało się za to przez kilka dekad robić dobrą minę do złej gry. Pomagały w tym utrudnienia w dostępnie do wiedzy. Szkoła była miejscem, gdzie zgromadzone były książki, mapy i rozmaite informacje, a także ludzie (nauczyciele) mający w głowie podstawową wiedzę z przedmiotów nauczania. Dziś jednak tak nie jest – informacja jest wszędzie, a nauczyciele są siłą rzeczy ignorantami – zwłaszcza w obliczu ogromu wciąż pomnażanej wiedzy. Choćby nie wiem, jak się starali, w większości nie dojdą do poziomu zdolnego amatora-hobbysty, nie mówiąc już o poziomie reprezentowanym przez dostępne za darmo materiały edukacyjne i popularnonaukowe, w rodzaju filmów BBC. Tym samym szkoła zredukowana została do roli przechowalni dziennej dla dzieci i młodzieży. Owszem, nadal można tam się nauczyć pisania, czytania i rachunków, ale cała reszta wykształcania dziecka pozostaje w luźnym związku ze staraniami szkoły i nauczycieli. Jak kto zdolny i świata ciekawy, to sobie włączy co trzeba i obejrzy, a nawet poczyta.

Gdyby szkoła miała wyzbyć się całej swojej hipokryzji i zacofania, to zamieniłaby się w świetlicę, w której dzieci siedzą sobie przy komputerach i oglądają różne filmiki, sto razy lepsze od tego, co może w swoim szkolnym teatrzyku zaproponować nauczyciel. A nauczyciel byłby tylko nadzorcą i doradcą, zachęcając dzieci do obejrzenia tego czy owego, do rozmowy, do zapamiętania czegoś, co zapamiętać warto. To jednak nie byłaby już szkoła, tylko zupełnie inna instytucja. Szkoły, zrodzonej w innym świecie i dla innego świata przeznaczonej, nie da się już uratować.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 58

Dodaj komentarz »
  1. Troche Szanowny Gospodarz przegial, choc z wiekszoscia wnioskow sie zgadzam. Nauczyciel jednak, to przewodnik, ktory nadaje sens informacji. Z tym nadmiarem wiedzy w sieci tez bym nie przesadzal. Nie znaczy, ze jej tam nie ma, ale trzeba miec narzedzia i wole, aby do niej dotrzec. To wlasnie zadanie dla nauczycieli. Nie wiem, czy tego mozna nauczac. Byc moze nie… Moj ojciec po siedmedziesiatce byl zafascynowany siecia i iloscia informacji, dostepnej dla niego kazdego dnia.

    A szkola – rzecz jasna – jest do uratowania, tyle, ze nie na aktualnym poziomie. Wiedza sama sie nie przyswaja, trzeba przewodnika. Nie wystarcza formulki, trzeba czegos wiecej. W jidiszh „malamed” to nauczyciel na podstawowym poziomie, nie cieszacy sie specjalna estyma. Uczacy wedlug roty. Ale od czegos trzeba zaczac. Trzeba umiec liczyc do dziesieciu zanim przejdzie sie do mechaniki kwantowej.

    Szkoly zawsze byly „przechowalniami” i takimi zostana. Kwestia, czy beda lepsze, czy gorsze? Moim zdaniem gorsze, bo glajszachtuja wszystkich uczniow (pamieta ktos takie slowo). Ale przez to tez przygotowuja uczniow do dzialania w codziennej rzeczywistosci.

    Pozdrawiam.

  2. Szanowny Panie Profesorze,
    proszę przyjąć najlepsze życzenia z okazji Święta Edukacji Narodowej. Dla niewtajemniczonych: dawny, poczciwy Dzień Nauczyciela.
    Życzę Panu wielu chwil, w których będzie Pan czuł, że bycie Nauczycielem „to jest to”.
    Składam też najlepsze życzenia wszystkim Nauczycielom tu pisującycm. I tym, którzy o swojej profesji pisali: @Lewy, @andsol. I tym „zakonspirowanym”.
    Drodzy Pedagodzy, niech „prowadzenie chłopca” będzie dla Was wspaniałą życiową przygodą 😆

  3. Szkoda, że w szkołach uczy się wszystkich czytać i pisać. Dobrze by było znaleźć jakiś test i stosować go w praktyce. To znaczy taki test, który by wyławiał wśród dzieci te, ktore myślą, rokują nadzieje na to, śe ich myślenie będzie się rozwijać. A nie marnowano by czasu na uczenie istot bezmyślnych, wyrastajacych na trollów, pisowców, księży,różnych profesorów z Białegostoku i innych prowincjonalnych alma mater, bełkocących dziennikarzy.
    WALKA Z POWSZECHNYM ANALFABETYZMEM TO BLAD
    Ale niestety, to się nie uda

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Dla mnie dzisiejszy tekst Pana Profesora jest HIPER!!!!!!!, nawet gdy jest on ciepło „podjarzony” pozytywnm „loosem bluesem”.
    Do wielu podobnych wniosków doszedłem ścieżką , do oglądania szkół od strony biorcy.
    Mam kilka osiągnięć zdecydowanie pozaszkolnych, które dla wszystkich!!! akademickich nauczycieli, jakim usiłowałem je zaprezentować, były nic nie warte bez oglądania, bo przecież oni wiedzą że jest tak i tak, i koniec i kropka…
    Osobiście nie widzę dobrego rozwiązania na szkołę JUTRA, gdyż nasze umysły mają skończoną, i realnie niewiwlką sprawność .
    Po ostatnim rozdaniu Nobla, pojawiła się szansa stworzenia w przewidywalnej przyszłości superinteligentnych i superszybkich komputerów.
    Inni naukowcy dopracowują tranzystor wielopoziomowy/nie tylko zero-jedynkowy/,, który będzie równoważny z naszymi neronami.
    Cybernetycy o filozoficznym usposobieniu , mozolnie acz zawzięcie walczą o syntetyczne „uchwycenie” istoty świadomości.
    Kiedy TOTO się dopracuje w całości, my, ludziska-biedaczyska, nadamy się do biegania z flanelkami i czyszczenie naszych cyberpanów, które geniuszami będą się „rodziły”, bez żadnych szkół , nauczysieli i infantylnego, postzwierzęcego dziecistwa.
    Psycholoia mówi, że rozwój naszych umysłów następije siermiężnie i w wyniku zawziętego kujństwa etc., natomiast ich regresja, to skutek kilku latek nic z nimi nie robienia. Ciekawostką jest to, że osobniki z umysłami będącymi po fazie głębokiej regresji/np. zajmowanie się przez kilka lat w wolnym czasie wyłącznie piwkowaniem/, też mają to odzwierzęce poczucie trwania we wszechmądrości, dopóki hormonów ci dostatek…!

    Pozdrawiam,Sebastian

  6. Zgadzam co do ostatniego słowa, ostatniej kropki, nawet pustego miejsca po kropce! Super tekst!

  7. I moja mówka nad trumną, tytuł – „A może by tak bez szkoły?”:

    http://www.sofijon.pl/module/article/one/3

  8. „Humanistom” młócącym sieczkę historyczną się nie dziwię.Sieczka jest generalnie mało strawna i rzeczywiście w sieci można łatwo znależc materiały ciekawsze i lepiej podane,co nie zmienia charakteru sieczki lecz ją troszeczkę osładza.
    Olbrzymią zaletą sieci jest swobodny wybór „Prace Herkulesa (Heraklesa) w BBC ” lub „Taniec z Gwiazdami” w TVN. Nieznajomośc Heraklesa niczym nie grozi natomiast brak wiedzy nt Tańca skutkuje ostracyzmem towarzyskim.Szkoły humanistycznej nie szkoda.

    Musi byc zachowana szkoła przyrodnicza z b.dobrymi nauczycielami zdolnymi do rozbudzenia miłości do tej wiedzy i dążenia uczniów do własnych dokonań w tej dziedzinie.Taka jest przyszłośc państwa /narodu jakie dziatek przyrodnicze wychowanie.

    I szkół „realnych” potrzeba .Zamiast uniwersytetów z Psiej Wólki.

  9. Roztaczajac te utopijna wizje nowego modelu szkoly, zapomnial Pan Profesor o najwazniejszym: kto bedzie dzieciom lamal ducha? Czy zostanie to przewidziane w rozkladzie zajec?
    A bez lamania ducha nie masz szkoly i godziwego wychowania mlodych pokolen. . Inaczej dzieci powyrastaja krnabrne i aroganckie, a dochadzac niewatpliwie do wladzy przybiora nihilistyczna postawe „live and let live”, robta co chceta i takie tam. A stad juz prosta droga do uchwalania w parlamencie roznych bezecenstw jak dostep do aborcji czy zwiazki partnerskie. Ze o zdjeciu krzyza z sali obrad nie wspomne.
    Takiej chce Pan Profesor Polski?

  10. @panie Goospodarzu,
    __________________________
    cos w tym jest kiedy pan profesor pisze o dziejach edukacji dziatwy w minionych czasach az po dzisiaj. Otoz obecne dziateczki, ktore niegdys duch sw.kazal rozeczka smagac -„puer ludens” w niczym nie przypomina niegdysiejszy „ideal” szlachetnego mlodzienca, poruszajacego sie swobodnie w sztuce, poezji; eryste znajacego Kanta, ktoremu nie obce bylo lex Romana i przerozne merkantalistyczne kruczki.
    Ale to wszystko bylo dawno, chociaz niedawno niektorzy (nizej podpisany z rocznika poststalinowskiego) mieli elementarz Mariana Falskiego, skrobali po zeszytach stalowka i przypatrywali sie dwom portretom wiszacym miedzy godlem panstwowym powyzej tablicy. Pamietam jednego, ktory duzo gadal a drugi byl bardzo lysy. Pozniej znikneli obaj i zostalo godlo. Dzisiaj, jak donosza, zawieszone jest tu i owdzie nowe godlo a rok szkolny zaczyna sie od ” Laudate pueri…”. No, coz, czasy i „mores” sie zmieniaja, czyli quod libet.
    Dziecieciem bedac, chociaz pamietam juz przez mgle, siegalem po rozne ksiazki z domowej biblioteki. Byl tam „Soso” Heleny Bobinskiej a tez „Pokoj na poddaszu” Wandy Wasilewskiej a takze pieknie wydania historia WKP(b) – owczesne naklady po pare milionow.
    Byl tez Brandys, Wygodzki i Mickiewicz kolorowo ilustrowany. Byla Janina Porazinska i jej „Kto mi dal skrzydla” i o generale, ktory sie „kulom nie klanial „drugiej Janiny, tylko ze Broniewskiej (pierwsza zona Wladyslawa, poety, ktorego do dzisiaj lubie).Taki sobie galimatias z tamtych czasow. Oczywisicie, niewiele z tych lektur rozumialem i chyba dopiero pozniej po pierwszych kontaktach radiowych z Wolna Europa i Glosem Ameryki, tak skutecznie zagluszanych, by nie dotarly do dziewiczych glowek obywateli wesolego baraka cos tam zaczelo w glowie switac. A nad nami byl Bog a za Bugiem – Zwiazek Radziecki. I nie bylo tak smutno. I tak bylo do mego wyjazdu. Barak byl nadal wesoly i rzadzil sie wedle prawa Janka Litynskiego.
    Owczesne „IT” to byla maszyna do pisania, liczydlo i pioro wieczne (nawet pozlacane).
    Pamietam w domu rozklekotana maszyne do pisania marki Rheinmetall (firma , ktora byla na uslugach Wehrmachtu). Z ta marka zwiazana byla pewna anegdota. Otoz pewien sowiecki pisarz-alkoholik-dysydent, ktory uzywal „blatnoj jazyk” na porzadku dziennym i potrafil nawet wstawic przeklenstwo w podzielony wyraz – tutaj Rheinmetall. „U mienja, znajetie, jest´maszynka „Rhein-blat´-metall”. Z kolei poniektorzy mieli piora wieczne, zagraniczne kupione w sklepach „za firankami”, marki Parker. Niegdys pewien komendant akademii wojskowej w Warszawie lata 50 a byl to tzw. naturalizowany „Polak” z Sojuza, powiedzmy jak Rokossowski, byl zauwazyl u jednego z uczniow pioro kapitalistyczne wystajace z kieszeni marynarki. Tak zareagowal na to odkrycie: „Wot, u was jest, towarzysz, w karmanie mundura bikniarskaja ruczka „Parker”…Co wy na eta, towariszcz N.N. (nazwiska nie ujawnie – ozzy). – Tak, towarzyszu komendancie, to prawda , angielski Parker. A czy tow.komendant wie, ze tego typu piorem sygnowal tow.Tomasz (Bierut-przyp.moj) umowe z towarzyszami radzieckimi – odpowiedzial N.N. – Nu , chwatit, siadajcie i nie wyjobuwajties – odpowiedzial komendant piekna literacka polszczyzna.
    Jakiez to zamierzchle czasy pokryte patyna zapomnienia. Znane mi z lat pacholecich i opowiadan roznych krewnych, ktorzy w taki czy inny sposob utrwalali, co tylko im mozna bylo. „Murzynek Bambo”…..oj, co ja mowie, toz to rasizm i tesknota do kolonializmu. Pamietam jak go namietnie recytowalem w szkole na akademii 1.majowej. Alez te akademie! A ile bylo okazji, by fetowac dobrodziejstwa wladzy ludowej. Oktjabr w listopadzie, maj… ale tylko 1 i nie daj, bozia, by wisialy flagi do 3.
    Obecnie, czytam w szwedzkich gazetach, cenzuruje sie Tintina przygody w Kongo. Toz to czysty rasizm i tesknota do kolonializmu…wszystko „politiquement incorrect”. Ktos proponuje rewizje powiesci Astrid Lindgren na zasadzie rownej kwoty, chyba pomysl zaczerpniety z femistycznej reguly (rowna ilosc kobiet u wladzy), by fabule nieco „zmodyfikowac” i powiedzmy Fizie Ponczoszanke umiescic w srodowisko bardziej mulikulti. No, coz pomyslow nie brakuje, by mlode pokolenie wychowac z dala od dawnych tresci patriarchalnych. Zapomnialbym, a to ostatnia nowinka: proponuje sie zneutralizowac plciowo zaimek osobwy „on/ona” – szw.han/hon – na, powiedzmy: „onu” a w j.szwedzkim przyjeto forme „hen” Wszystko z mysla o dzieciakach i poprawnosci politycznej od zlobka.
    Mam trojke pociech w wieku szkolnym. Sam, zem zgred. Ale, lepiej pozniej anizeli wcale. Chodza do klas 2, 4 i 5 podstawowki (o profilu montessori). W klasach siedza jak kawiarni – czworka przy stole. Pomieszczenia kolorowe i wesole. Sala jadalna z menu na kazdy tydzien, zreszta mozna zobaczyc na internetowym portalu szkoly. Od pierwszej klasy angielski a nawet inny jezyk – moje maja niemiecki. Komputery per capita w szkole i domu, iphony+ipady+ipody – juz sie nie lapie w tej sieci przeroznych digitalnych zabawek. Nie widze teczek wypelnionych podrecznikami i zeszytami oblozonych szarym papierem i naklajka. Za to roznokolorowe i logo teczek Adidas, Converse czy tez Freda Perry´ego. Na plecach i na nogach – zaiste zywe kolumny reklam. No logo! – az chce mi sie krzyczec.
    Mozliwe, ze requiem dla szkoly?. Alez czy to ma byc w tej tonacji minorowo-funebralnej. Moze raczej jakas weselsza forma, bardziej optymistyczna, wszak dawniej nie bylo lepiej. A czy gorzej?
    Moja corka z klasy 5. zwrocila sie do mnie, bym jej znalazl pelna wersje pamietnikow Anny Frank i cos napomknela o jakims pisarzu, ktory w swej powiesci wspomina w Annie Frank, ktora znalazla sie w Ameryce a nie zginela w Bergen Belsen. Przemilczalem dyplomatycznie powiesc Philipa Rotha „The Ghost Writer”, boc nie bedzie mi tu piecioklasistka czytala opowiesci Nathana Zuckermana. Dorosnie to przeczyta – pomyslalem.
    Zyje z dala od problemow, ktore pan Profesor wyluszcza w tekscie. U nas nie ma religii jest za to religioznawstwo w szkolach. Symbole religijne pozostawiamy w domu. Zyjemy tak, jakby Boga nie bylo. Indoktrynacje religijna dzieci, podobnie jak Dawkins, poczytuje za zbrodnie na nich. Niech same decyduja w co maja wierzyc albo nie. I wara wszystkim od tej „religioznej pierekowki”.
    Widze te gadzety wszedzie w domu a takze to ze moje pociechy bardziej garna sie do ksiazek pozoklej ze starosci, do pudelka szachow zamiast playstation i mysle sobie, ze nie tak zle. Obym sie nie mylil.
    Zakoncze jedna z piekniejszych opowiastek chasydzkich. Pewnego razu rabbi Bunam powiedzial byl:” Gdybym chcial kunsztownie wykladac Pismo, dokonalbym niejednego. Ale glupi mowi to, co wie, madry zas wie. co mowi”.
    A z rekwiem? Chyba za wczesnie, panie Profesorze 🙂

  11. Hola, hola, do reqiem dla szkoły jako takiej jeszcze daleka droga.
    Szkoła się zmienia, jest „w ruchu”. Lepiej lub gorzej, ale stara się nadążać za rewolucją multi-kulti, cyfrową i bóg wie, jaką jeszcze.
    W Polsce wolniej, przaśniej nieco niż w Skandynawii, Belgii, Francji czy Australii, ale jednak. Nikt chyba nie ma patentu doskonałego na edukację w warunkach globalnej wioski, która stała się ciałem, a nie tylko prognozą M’C Luchana (wiem, że napisałam nazwisko blęddnie, ale już nie będę sprawdzac)
    Ja się zwyczajnie gubię w mnogości gadżetow przydatnych do zdobywania wiedzy, jakimi posługuja się moje wnuki „pobierające nauki” na poziomie podstawowym w Brukseli, o czym pisze zresztą ozzy. Nie inaczej jest w Polsce, choć nie wszędzie tak samo.
    Obok coraz lepszych narzędzi wspomagających docieranie do wiedzy, nadal jednak niezbedny jest przewodnik (mówiąc po staroświecku – nauczyciel, wykładowca), choćby dlatego, że kompuer może się zawiesić, a człowiek – nie.

  12. Oczywiście, chodziło mi o McLuhana. Przepraszam.

  13. ozzy
    14 października o godz. 13:14
    „Zakoncze jedna z piekniejszych opowiastek chasydzkich. Pewnego razu rabbi Bunam powiedzial byl:” Gdybym chcial kunsztownie wykladac Pismo, dokonalbym niejednego. Ale glupi mowi to, co wie, madry zas wie. co mowi”.
    A z rekwiem? Chyba za wczesnie, panie Profesorze ”
    —————————————————————–
    Szanowny Ozzy,
    Czy Twoje :”A z rekwiem? Chyba za wczesnie, panie Profesorze ”
    , po Twoim bardzo swobodnym , wrażeniowym opisie aktualnych trendów w szwedzkim szkolnictwie, zaliczasz sobie do :” mówi to, co wie”, czy do „wie co mówi”?

    Nadmieniam, że fajerwerk rabbiego, to klasyczna szuczka mentalna, stosowana przez duchownych wszystkich wyznań, która za tzw. frajer, podnosi w umysłach maluczkich ich wyznań, notowania owych „pasterzy”.

    Pozdrawiam,Sebastian

    P.S.
    Czy dla Ciebie E=mc2- to prawda czy fałsz?
    Dla ułatwienia dodam, że dla wszystkich Ziemian, którzy się z tym zetknęli- to boska prawda, świętość w skarbnicy osiągnięć ludzkich umysłów.

  14. Nie jestem (na szczscie) nauczycilem. Moje doswiadczenia z tej sfery to kilkuletnie korepetycje z kilku przedmiotow, podjete dla pieniedzy.
    Wyobrazam sobie, ze trudno stworzyc idealny model szkoly. Ostatnio widzialem w BBC reportaz o frustracji nastolatkow poludniowokoreanskich, o przeladowaniu programow, nadmiarze zajec, aby tylko dotrzymac kroku konkurencji innym i w przyszlosci nie wypasc z obiegu. Wiekszosc z tych nastolatkow pragnela jedynie normalnosci, a nie zamienienia sie w harddrive’y lub wieloczynnosciowe komputery-automaty. Ktos kiedys obliczyl, ze z wiedzy zostaje 10% tego, co z takim mozolem sie pochlonelo w szkolach i na studiach.
    Azjaci maja rowniez ambicje, aby ich dzieci byly muzykalne fundujac im lekcje muzyki, chociaz 99% tych dzici nie posiada nawet potrzeby sluchania muzyki klasycznej.
    Wiecej paradoksow.

  15. Nie wierzę w to, że szkoły ,,nie da się uratować”.Doprecyzujmy, to nauczycieli, których nic nie obchodzi nauczanie, nie da się uratować. Młodzież, która chce się czegoś nauczyć zapisuje się na kursy w renomowanych uczelniach np. w Cambridge, za darmo. Jak to możliwe?Proszę sobie wyobrazić, że tam pasjonaci z tytułem profesora, umożliwiają udział w kursach przez internet. Mnie, udało się zapisać. Nie spotkałam się z podobną ofertą w polskiej uczelni. Może zamiast zwykłego biadolenia, warto spróbować. Jeżeli przyjmiemy założenie, że filozofia jest procesem myślenia, drogą dochodzenia do prawdy, to nigdy nie nastąpi jej koniec, co najwyże wypalenie zawodowe zblazowanej edukacji.Pozdr.

  16. Zastanawiam sie kto Pau Profesorowi placi za te dywagacje.
    Czytanie mysli „filozoficznych” Pana Profesora przyprawia o bol i mdlosci.
    Widac Pan Profesor jest wytworem edukacji, na ktora tak narzeka.
    Zastanawia mnie czy rownie „logicznie”, acz kompletnie bez sensu i rzeczowych argumentow prowadzi wyklady na uczelnie. Jesli tak, to szczerze wspolczuje biednym studetom.

  17. Jak dla mnie to kolejna niepoważna i w gruncie rzeczy nieodpowiedzialna wypowiedź, w której chodzi chyba przede wszystkim o wylansowanie własnej osoby. To zdumiewające, że profesor etyki zapragnął popularności jaką ma Doda, czy Kuba Wojewódzki.

  18. dr pitcher
    Czekam z ciekawością na pana dywagacje „filozoficzne” wokół edukacji w Polsce.
    Krótko mówiąc, na tzw. mięso w tym temacie.
    Mam nadzieję, że nie przyprawią mnie o ból i mdłości.
    Pana doktora argumentacja i zarzuty przypominają mi – jako żywo – wystąpienia wielu pOsłow opozycji w sejmie: zero rzeczowości, wątpliwej jakości bon moty.

  19. @Lewy
    Wszystkie dzieci myślą, wszystkie mają talenty, wszystkie rokują nadzieje. Bardzo różne talenty. Chociażby wiele autystycznych dzieci to geniusze matematyczni. To tylko tacy ja Pan próbują je ogłupić i ograniczyć jakimiś testami. Talenty należy ujawniać, rozwijać i promować a nie testować. Proszę przeczytać, co pan Hartmann pisze o nauczycielach w 18-19 wieku. To było o Panu.

  20. Ale Profesor potrafi zmieszać; zupełnie jak dobry belfer.

  21. @Jan Hartman
    Zwracam uwagę, że myli się Pan co do płatnerzy i snycerzy. To bardzo poszukiwany zawód z przyszłością. Od czasu rozgryzienia problemu stali damasceńskiej czy czy tajemnicy mieczy samurajów zapotrzebowanie na tego typu narzędzia kuchenne bardzo wzrosło. Udało mi się ostatnio nawet kupić za 99 Euro nóż kuchenny tego typu. Duża satysfakcja.
    To samo i ze szkołą. Istnieje wykształcenie i istnieje wychowanie. Skutek szkoły jest zawsze ogromny. To tak jak z testem osobowości: wszystko jedno, co Pan odpowie, i tak świadczy to o Panu.
    Z poważaniem.

  22. „…I oto zamarzyło się paru idealistom, że coś takiego da się zrobić, no,
    może w wersji budget, z połową społeczeństwa…”

    Rzeczywiście, skrzywdzono Pana.
    Mógł Pan zostać ogrodnikiem.

  23. mag:
    a ile ma Pan czasu?
    Moj glowy zarzut do Profesora to przerost formy nad trescia i bledne zalozenia – edukacja niereformowalna? Jakos inne kraje daly sobie z tym rade,trzeba tylko chciec. Moze na poczatek wykorzystac przyklady krajow, wkotorych sie to udalo. Druga opcja to powrot fo systemu edukacji z czasow PRL-u. Owszem komuna byla zla, ale akurat w tej dziedzinie znacznie przewyzszala III RP. Nawet jesli nie jest to rozwiazanie idealne to i tak postep bedzie duzy.

  24. To chyba oczywiste, że tytuł felietonu Gospodarza stanowi, jak zwykle, intelektualną prowokację. Inna możliwość? Nie, nie będę obrażać Gospodarza takimi podejrzeniami ….
    Jak na filozofa przystało, przez cały felioton skonstruowany jest wokół laitmotywu zaczerpniętego z Michela Foucaulta: „czyja wiedza tego władza”. Szkoda, że bez podania źródła. Ale, niech tam, to tylko blogowy felieton.
    Generalnie przyszłość szkoły, która, jak słusznie zauważyła @mag, nieustannie się zmienia, można rozpatrywać z dwóch głównych perspektyw. Z perpektywy rynku i z perspektywy technologii.
    Gospodarz pięknie przedstawił jak szkoła się rozwijała zgodnie z potrzebami rynku. Przez wieki potrzebna była głównie siła fizyczna i w kształceniu intelektu rynek nie miał żadnego interesu. Wprowadzenie kształcenia powszechnego miało charakter bardziej ideologiczny niż ekonomiczny. Obecnie rynek pracy kurczy się dramatycznie, o czym już tu rozmawialismy. I tym razem, w interesie rynku leży jak najdłuższe przetrzymywanie młodych ludzi w szkole. Również w byle jakiej szkole wyższej, co z kolei leży w interesie Gospodarza i jego kolegów. Oczywiście jest to bomba o opóźnionym zapłonie. Od masowego kształcenia nie uciekniemy. A jak na razie nie wymyślono lepszego sposobu na jego realizację. Pozostaje szkoła. I zamiast śpiewać jej requiem, należy ją zmieniać. W interesie nas wszystkich.
    Druga perspektywa, to perspektywa technologiczna. Współczesna szkoła, a uczciwiej byłoby powiedzieć: nauczyciele i administracja, zostali ukształtowani przez techologię druku, którego pochodną jest myślenie linearne, logiczno – przyczynowe. Znakomicie pisze o tym Mirosława Marody w książce „Technologie umysłu” (mogę podawać tytuł nie dość precyzyjnie).
    Tymczasem uczniowie są już ukształtowani przez techonologie cyfrowe, którym myślenie linearne jest całkowicie obce. Problem w braku kompatybilności pomiędzy analogowymi nauczycielami i cyfrowymi uczniami. I na tym należy się skupić. Jak głęboki jest to problem pokazują najświeższe badania, prowadzone przy pomocy eyetrackera. Pokazują one, że młodzi ludzie nie potarfią czytać tekstu w sposób liniowy. Tak, jak się czyta tekst drukowany. Oczy „przeskakują” z góry na dół, z boku na bok, w poszukiwaniu najistotniejszych informacji. Skupienie się na podążaniu za słowami, ułażonymi karnie w linie, jest praktycznie niemożliwe. Pod wpływem długotrwałego korzystania z sieci, mózg młodych ludzi wytworzył inny rodzaj obwodów i połączeń pomiedzy synapsami. Nauczyciel, który tego nie wie lub nie potrafi się dostosować do nowej sytuacji, skazany jest na mękę nieefektywnego odrabiania belferskiej pańszczyzny. Na każdym poziomie nauczania. Korzystając z porównania do snycerzy czy płatnerzy: rzemieślnik musi się dostosować do tworzywa. Nigdy odwrotnie. Niereformowalny może być konkretny egzemplarz rzemieślnika 😉 ale nie zawód.
    Mamy do czynienia z zupełnie nową sytuacją w historii. Zwykle to starsze pokolenie przekazywało młodszemu i wiedzę i umiejetność posługiwania się narzędziami. Obecnie młode pokolenie jest daleko bardziej biegłe w obsłudze narzędzi. Starsze pokolenie nie może się też wykpić podawaniem infromacji w przebraniu wiedzy czy mądrości. Dostęp do informacji jest nieograniczony. Młodzi mówią: sprawdzamy! Oczekując od starszych wiedzy i madrości. A z tym bywa krucho. Potrzebna pokora i uczciwe ułożenie relacji.
    I jeszcze jedna uwaga na marginesie rozdętego do obłędu „szkolnictwa wyższego”. Przeczytałam u Jerzego Vetulaniego, znakomitego polskiego neurobiologa, że nawet tego typu edukacja ma niebagatelne znaczenie dla rozwoju i kondycji mózgu. Skoro tak, to bądźmy wdzięczni za te ułomne „wyższe szkoły”, nie tracąc z oczu konieczności uporania się i z kształtem szkoły i z rynkiem.

  25. Dzięki, Panie Profesorze, trochę świeżego powietrza powiało z Pańskiego tekstu. Ale, niestety, na razie to za mało na przewietrzenie polskiego grajdoła.

  26. do: Matylda
    15 października o godz. 7:25

    ==================
    …”Oczy „przeskakują” z góry na dół, z boku na bok, w poszukiwaniu najistotniejszych informacji.”
    …”mózg młodych ludzi wytworzył inny rodzaj obwodów i połączeń pomiedzy synapsami. ”
    …” rzemieślnik musi się dostosować do tworzywa.”
    …”Obecnie młode pokolenie jest daleko bardziej biegłe w obsłudze narzędzi.”
    ………………….
    Przepraszam, jeżeli powyższe zestawienie cytatów jest tendencyjne. Ma być. Czyli,że co? – klekajcie narody przed „umiejetnościami” młodych pokoleń? Prosze nie mylić „narzędzi” z gadżetami. Poza tym, żeby powiedziec SPRAWDZAM trzeba przede wszystkim wiedzieć, GDZIE w sieciowym śmietniku można cokolwiek istotnego i wartościowego znaleźć oraz być ŚWIADOMYM, że dojście do tego etapu również zajmuje wiele czasu i wymaga niemałej często wytrwałości. WAŻNE: wiedza specjalistyczna jest dostępna za opłatą.
    Reasumując – jak młodzi chcą, to niech próbują INNYCH metod nauczania, nawet wyłącznie przy użyciu „narzędzi”. Poziom tą drogą nabytej wiedzy będą sprawdzać głównie ich rówieśnicy. Może wystarczy. Ale! Zaraz! Społeczeństwa się ponoc starzeją ! A co ze starymi marudami? Byc możei w przyszłości to właśnie oni będą największą grupą klientów. To jak? Może jednak warto zapisać się na kurs wbijania gwoździ laptopem?

  27. Pan Redaktor pisze:
    „Dziś jednak tak nie jest – informacja jest wszędzie,”
    Szanowny panie Redaktorze,
    idac sladami panskiego rozumowania, nalezaloby zlikwidowac
    hodowle krow.
    Przeciez mleko mozna dostac w kazdym hipermarkecie.

  28. Może amerykanie maja rację i stwarzają warunki dla tych, którzy chcą się uczyć? Pozostałych uczą pisać, czytać i rachować – trochę; korzystają z tego głównie ci, którzy aktualnie przyjeżdżają do USA, przede wszystkim Azjaci. Zasiedzieli wolą uprawiać sporty i później wykonywać raczej proste prace. Jeden z szefów koncernu samochodowego, zdobył się na bycie niepoprawnym politycznie i na zarzut, że zamiast zatrudniać rodzimych inżynierów zatrudniają jakichś Hindusów odparł, że jak rodzimi będą wykształceni tak jak tamci to chętnie ich zatrudni. Faktem jest, że w kapitalizmie potrzebni są, głównie, ludzie do czarnej roboty. Ciekawe kto u nas, przy tej powszechności posiadania wyższego wykształcenia, będzie kopał rowy?

  29. Na blogu ciągle panuje zasada dyskutowania „detalicznego”, czyli wymiana własnych, często pojedyńczych skojarzeń w temacie, machnięcie myślą jakiegoś autorytetu, który powiedział coć z czym my się utożsamiamy i trochę aktualnych nowinek ze świata w danym temacie. Te ostatnie, zazwyczaj dzisiejsze eksperymenty przyklepują va baque jako pewniki i sukcesy na JUTRO.
    Może odrobina pokory i obiektywizmu/otwarcie na różne autorytety i eksperymenty/ nie zaszkodziłay tutejszym „ploteczkom”.
    W moim odczuciu , przyjmowanie dość dosłownie głównego przesłania pana Profesora Hartmana, jest równoznaczne z obcięciem jego rozwojowej nadbudowy jako filozofa.
    Mam wrażenie, że Pan prof.Hartman, za pomocą różnych, pojedyńczych tematów, bardzo uczciwie ubiera te „preteksty” w sztę swojego POZNANIA naszego ludzkiego bytowania. Jego przemyślenia odbieram jako szczeglnie prawdziwe, bo poza wartością merytoryczną, we wszystkich wpisach odczuwa się , że jego umysł , na drodze POZNANIA, pokonał barirę MITÓW , które są naszym najbardziej przetrwalniczym pokarmem.

    Pozdrawiam,Sebastian

    P.S.
    „Jeżeli śmierć jest śmiercią tylko,
    co będzie z poetami,
    co ze sprawami snów się stanie…”
    /FGL/

  30. Jeny, toż by się talibowie ucieszyli, gdyby przeczytali tekst polskiego profesora. Przepraszam, Profesora…

  31. Sebastian
    Mam bardzo podobne odczucia.
    Staram się jednak usprawiedliwiać twórczość gości różnych zresztą blogów. Piszą często „co im w duszy gra”, niekoniecznie na temat. Jest to w końcu jakaś forma zaistnienia.
    Gorzej, gdy uprawiają coś w rodzaju mobbingu wobec Gospodarza, czy swich adwersarzy albo piszą teksty „od czapy”.
    Może Ty mi wytłumaczycz, co mogła miec na mysli np. atalia (15-10-g.9:57).
    Pozdrawiam

  32. Odstawiwszy wnuka po łykendzie rodzicom – mogę się wreszcie dorwać do kompa… Bo jak on jest, to mam tylko noc i świty blade. Nie żebym nie umiał zapanować nad jego zaborczością – po prostu sam chętnie patrzę jak to drugie pokolenie mojego plemnika doskonale sobie radzi z siecią. Ma siedem lat, jest w drugiej klasie – ale już jako trzylatek oswoił sobie komputer jak grzechotkę; nie znając nie tylko angielskiego (choć słany był na kursy od kołyski) ale przecie i polskiego (w piśmie).
    No więc dorwałem się do kompa, a tu widzę, żem o dwa dnia spóźniony przy nowym luzblusie profesora i że prawie wszystko już wyżarły mi te harpie intelektualne, co to krążą nieustannie w stratoblogosferze i żaden nowy wpis im nie umknie – potrzebują mniej minut niż Baumgartner, żeby dopaść tematu. A przecie ja, jako „treser pamięci” z wykształcenia, bezwzględnie powinienem mieć jakieś względy…
    Skoro mam powiedzieć coś nowego, to powiem, że tak jak w szkole sui temporis trza było nauczać o niepokalanym poczęciu, trójcach świętych, czy innych fundamentalnych wzniosłościach – tak samo dziś nie ma się co wstydać roli szkoły jako „przechowalni dziennej”. W ogóle trza popuścić z ambicji – rodziców się nie przelicytuje jako wychowawców (kimkolwiek ci oni); sieci (plus TV i innej elektroniki) się nie przebije w atrakcyjności przekazu. Trza – tak jak trza mieć odwagę skrócić rozgadane „trzeba” – chronić sedno, nie okolice. A sedno szkoły – to oczywiście … rówieśnicy!!! Tylko tu szkoła ma sens. Tylko tu nie zastapią jej żadne tam podwórka, choćby strzyżone i strzeżone; bo żadne z nich nie dostarczy codziennie tylu rówieśnych. Wśród nich trza się umieć obracać – czytaj: konfrontować domowe nauki z praktyką… Tego się nie wyteoretyzuje… Tak jak żadne nauki moralne nie dotrą do małolata-adresata, jeśli nie są praktykowane przez rodziców.
    Więc nie chodzi de facto o upadek profesji nauczyciela. Sam po urodzeniu się wnuka miałem opory, czy mi nie będą uwłaczać te pieluchy i smoczki. Dziś wiem, że to był niespodziewany klucz do szczęścia, ale i do (maku rwać!) walki z tymi tam jakimiś parkinsonami czy … jak się ten drugi nazywał… alzheimerami. Kończę, bo muszę wnuka zawieźć do szkoły muzycznej…

  33. mag
    15 października o godz. 11:08
    ————————————–
    Mag,
    miło mi z powodu współodczuwania tych TUTAJ „paru nutek”.
    Dla mnie blog pana Profesora jest wyjątkowo inspirujący, wręcz poruszający.
    Swój poprzedni wpisik popełniłem, żeby od siebie napomknąć o tym, co w moim głębokim odczuciu – żal byłoby, gdyby TO uciekło zapamiętane za „powierzchnię”…
    Oczywiście blogi, to blogi, i szanujemy wszystkich wraz z ich produkcjami.

    Jeśli chodzi o wpis „Atalii”, to sprawa jest banalna.
    „Atalia” w wyrafinowanym skrócie mówi nam, że:
    1.On/onaa jest na etapie talibów, zna ich i czuje doskonale.
    2.Tekst Profesora ją baaaaardzo rozbawił, więc jest pewna, że talibów również by bardzo „rozchichotał”
    3.Całość , jest klasyczną , intesywną autoprezentacją „Atalii”. Jest jaka/i jest, a my życzymy jej wszystkiego najlepszego.
    Ja , jako osoba ciekawska świata, naoglądałem się różnych filmów podróżniczych, gdzie tacy np. buszmeni , co i rusz obśmiewają zachowania i wypowiedzi tych dziwacznych „białasów”.

    Pozdrawiam,Sebastian

  34. Czyli idea edukacji społeczeństwa jest nietrafiona? Pozytywistyczny charakter szkoły to nieporozumienie? Czesciowo zgadzam sie z krytyka ale pomysł ze ‚swietlicami’ jest chybiony. Reforma powinna nie tylko objąć intelektualne ‚narzędzia’ (i dostęp do nich) jakimi sie dziś poslugujemy ale tez powinna postulowac pragmatyzm, naukę rzeczy pożytecznych i użytecznych (np. jak upiec chleb, zarządzanie finansami domowymi czy składanie mebli z ikei) przy czym nalezaloby realizować projekt ‚mądre społeczeństwo to lepsze spoleczenstwo’ i nie zbaczac z tej drogi. I jeszcze tego nie rozumiem, dlaczego pretensje są głownie skierowane do nauczycieli? Przecież faktycznie zmiany zależą od postanowień ministra edukacji i szkolnictwa! Opieszałość tych obibokow jest bulwersujaca.

  35. Kiedyś wymyśliłem, że szkoła jest supermarketem……
    Każdy może do koszyka wybrać co chce- z oferowanej wiedzy, światopoglądu, postaw.
    Problem w tym, że część młodzieży nie jest w stanie i nie chce wybierać.
    Nie do przecenienia jest funkcja socjalizacyjna, ale bez wsparcia ze strony rodziny, jest skazana na klęskę.

    Nie ceni się tego co się ma za darmo. Przywykliśmy do bezpłatnego wykształcenia. Nawet ten poziom występujący u nas, jest nieosiągalny w wielu krajach świata.

  36. Wielkie podziękowanie za felieton.Całkiem niedawno Jerzy Urban wyraził prawie tę samą myśl a propos szkoły,która mogłaby wyglądać tak , jak ją sobie wyobraził Pan Profesor.Mam (nie)przyjemność uczęszczania do gimnazjum w charakterze „pana od polskiego” od początku jego (gimnazjum,nie pana) nieszczęsnego poczęcia.Nie znaczy to,że się skarżę,nie śmiałbym-1900 zł netto za niecałe pół etatu(15 godz.+2) w tygodniu , ponad 3 miesiące wakacji ( lipco-sierpień,święta nr1 , święta nr2 , ferie zimą , kalendarzowe okolice a to sylwestra , a to 1-3 maja, a to 1 listopada..) , dobry kontakt z osobami , co to już nie dziećmi,a jeszcze nie dorosłymi (nie znoszę słowa „uczeń”)-wszystko to nastawia mnie do świata całkiem sympatycznie.Rzecz w tym,że mam coraz bardziej dojmujące uczucie kompletnego matrixu polegającego w skrócie na tym,że ja z kredą przy tablicy , a oni z telefonami pod ławką.Co robić , jak żyć?Nie napinać się,uśmiechać,a przede wszystkim chcieć przekładać powstawanie głosek dźwięcznych,tworzenie wyrazów pochodnych,problem przydawki,znaczenie pytania retorycznego , fragment Tołstoja,piękno Szymborskiej na pań i panów w mundurkach wyobraźnię,zakres widzialnego i rozumianego świata.Ze świadomością,że tak jak ja staram się tolerować ich nokie i samsungi,tak oni łaskawie tolerują kawałek kredy,gąbkę(ha ha) i smutną tablicę.Ze świadomością,że staramy się wzajemnie robić jak najwięcej,aby nie wyrządzać sobie krzywdy ( a proszę mi wierzyć,że możliwości po obu stronach barykady są wręcz nie do skatalogowania).Ze świadomością wreszcie, że szkoła,o której piszą wspomniani przeze mnie na początku Panowie stanie się jawą prędzej niż później.To tylko czas „pomiędzy”,w którym przyszło nam żyć, nas dręczy.Nic więcej.Postarajmy się poczekać 20,no może 30 lat….Czy to tak wiele?

  37. Już pisałam pod aktualnym tematem, jaki „wrzucił” nam Gospodarz, że szkoła jest dzisiaj „w ruchu” bo i świat jakby troszkę przyspieszył. Trudno więc wyrokować, jakie powinny być ściezki edukacji na miarę wspólczesnych wyzwań, że wyraże się patetycznie.
    Teraz przeczytałam liczne już komentarze i dochodze do dziwacznych wniosków.
    Przypomniałam sobie swoje zdumienie na granicy szoku, gdy mój szwagier-Szwed- nauczyciel zaprosił mnie na jakąs lekcję, ktorą prowadzil, na poziomie gimnazjum (były to lata 80.)
    Przyzwyczajona w Polsce do pewnej jeśli nie dyscypliny, to do przestrzegania choćby najprostszych zasad savoir-vivru nie mogłam zrozumiec, dlaczego moj szwagier toleruje to, że spora częśc uczniów trzyma nogi na blacie, dłubie w nosie, je drugie śniadanie itp. Trochę się ozywili, ale na krótko, jak szwagier przedstawił mnie jako dziennikarkę z Polski.
    Mam wrażenie, że gdy chodzi o przedstawiony przeze mnie obrazek – przegonilismy juz Szwecję, no może jeszcze nie Ameryke, bo tam się strzela i zabija.
    Dodam tylko, ze nasze dzieciaki, uczone jeszcze w PRL, które z powodu emigracji rodziny, musiały nie tylko nauczyć się nowego języka, ale i dostosowac do „ichniejszych” programów, już wkrótce okazywały się prymusami, bo gdy chodzi o zasób wiedzy , były do przodu.
    Może przewrotną rację ma Wiesiek59, że dzisiejsza szkoła powinna być czymś na kształt hipermarketu.
    Ja już się całkiem pogubiłam.

  38. Raczej „Requiem dla marnego nauczyciela”.
    Jak to podaje gazeta „Вперед”:

    http://forward.com/articles/164278/alvin-roths-game-helps-win-economics-nobel/

    profesor Roth, zapytany jak nagroda Nobla zmieni jego życie, odpowiedział, iż „z pewnością dzisiejszego ranka moi studenci będą bardziej uważali”.

    Ale do tego jest konieczne, aby nauczyciel miał coś ciekawego do powiedzenia. Zamiast babrać się w filozoficznych miazmatach nauczył jak się lutuje dwa przewody albo gwintuje śrubkę. Zamiast wypisywać bioetyczne epistoły bezradności o tym, jak to nerkę należy najpierw dać karmiącej matce z dzieckiem przy piersi zamiast bezdzietnemu księdzu albo politykowi pokiereszowanemu w wypadku drogowym zamiast jego ochroniarzowi wymyslił system pozwalający na nowatorskie transplantacje.
    W Polsce pokaranej bezradnymi intelektualnie bioetykami, zdolnymi co najwyżej do etycznego dzielenia biedy pomiędzy kolejne grupy i grupki mniej i bardziej słusznie uprzywilejowanych lub gnębionych – takie pomysły są nie możliwe.

    Prof. Roth wykombinował, że jak ludzie mogą wymieniać się nerkami nawet w sytuacji, gdy biorca znalazł dawcę, ale dawca ten, godzący się na oddanie swojej nerki, nie jest kompatybilny z biorcą, który go „obgadał”.
    W najprostszym wypadku mogą to być małżeństwa w których jeden z małżonków chce być dawcą a drugi potrzebuje transplantu.
    Af ma nerkę dobrą dla F ale jest mężem D. Bd ma nerkę dobrą dla D ale jest mężem E. Ce oddaje więc swoją nerkę E, Bd daje nerkę D i na koniec Af swoją przekazuje F. Żaden z małżonków nie mógł pomóc swojej żonie ale wymieniając się w grupie uratowali nawzajem sowje żony.

    Ale aby na coś takiego wpaść trzeba mieć kiepełe. Wtedy są i nagrody i studenci słuchają nauczyciela. Zamiast filozoficznie rozpaczać po próżnicy i konsultować lekarzy jak tu dzielić niemoc lepiej zawiesić na kołku ten dany na wyrost birecik i medialnym specjalistą od wszystkiego się zostać.

    c.b.d.o.

  39. Gdy ponad 20 lat temu bylem za granica, zostalem w formie ksiegowym. Nie zebym to lubil czy znal. Okazalo sie, ze interesy kwitly i to wiedzial kazdy. Ale policzyc dokladnie – ile kto zarobil 10 osob z wyzszym wyksztalceniem – nie potrafilo! Przyznac trzeba, ze bylo to ok. 30 roznych walut, ktore zmianialy sie z dnia na dzien….Cos takiego jak wspolny mianownik kazdy znal, ale policzyc nie umial.
    Kiedys takiego jednego z II (Ilorazem Inteligencji) – 144 zapytalem do czego uzywa inteligencji – uslyszalem ,,do rozwiazywania testow i zdawania egzaminow”. Jakos szczerze zabrzmiala jego wypowiedz.
    Autor jest mi bliski charakterologicznie.
    Pozdrawiam

  40. Jeśli chodzi o przyszość szkoły, to moje wyobrażenia i poczucia są takie :
    Wszelkie zjawiska oceniane w perspektywie doraźnej/nawet rozdmuchany ostatnio ateizm/ są tylko spojrzeniami na TERAZ, danego zjawiska. Co z obecnych tendencji wyniknie na JUTRO, tego nie wie nikt.
    Modne w ostatnich latach, bezstresowe wychowywanie młodzieży , już jest identyfikowane przez obserwatorów i samą młodzież, że kiepsko ona radzi sobie z problemami życia dorosłego, itp./…/
    Felieton pana Profesora Hartmana, napisany w formie przekrojowego rysu historycznego dziejów szkoły, odebrałem, jako cenny opis życia , takiego stwora , jakim jest szkoła.
    Ufając, że filozofia w dalszym ciągu podtrzymuje spiralny charakter rozwoju wszelkich zjawisk spoecznych, uwzględniając , że profesor akademicki/szkoła to jego życie/- czuje niewspółmiernie bardziej od postronnych obserwatorów ducha aktualnych tendencji i przyszłych tendencji rozojowych szkoły, potrafię sobie wyobrazić że:
    postęp w informatycznych „pomocach naukowych” będzie niebawem tak wielki, że uczeń/człowiek/ będzie ograniczał się do wczytywania instrukcji /niebawem słownie/ , a „pomoce naukowe”, w sposób absolutnie perfekcyjny wykonają całe zadanie.
    Jak już wcześniej pisałem, taki etap/plus robotyzacja/ , spowodują masową recesję rozwojową naszego gatunku.
    Genialne komputery, będą projektowały coraz to lepsze komputery, które będą się „rodziły” od razu geniuszami na taśmie produkcyjnej.
    Wracając do rozwoju spiralnego, szkoła będzie miała sens dla szkolenia nielicznych-niezbędnych, takiej przyszłej neo-arystokracji.
    Pozostałym wystarczy głupkowate wychowanie „przedszkolne” na etapie „klik-klak”.
    Prawdziwe hece zaczną się w momencie, kiedy „pomoce naukowe osiągną własną świadomość/już trwają intensywne prace/, tamsamym wyprą z naszych umysłów nasze poczucie wyjątkowości i … zacznie się etap naszej masowej konfrontacji z PRAWDĄ o naszych rojeniach o sobie…
    Czy w takiej sytuacji wkuwanie matematyki, historii, fizyki etc. w jakiegokolwiek typu szkole- będzie miało sens?
    POKORA- zbawicielka , gdyby w naszym gatunku pojawiła się w takim momencie- byłaby już tylko zdeilowaciałym Godotem.

    Pozdrawiam,Sebastian

  41. Szkoła to niewątpliwie zorganizowany system zdobywania wiedzy, a wiedza, – jak twierdzą marksiści – nas wyzwoli. Wydaje się jednak, że zdobyta dzięki wiedzy wolność wyzwoli nas od wiedzy. Obecnie wiele na to wskazuje.

  42. Requiem dla szkoły jaka znamy…..
    W sumie coś w tym jest. Szkoła straciła monopol na przekaz wiedzy, bezalternatywność przekazu.

    W świecie informatycznym, zglobalizowanym, powiązanym siecią komunikacyjną, przekaz myśli, idei, religii, koncepcji, wiedzy, jest tak prosty, że aż przekracza możliwości percepcyjne przeciętnego człowieka.

    Być może przyszła szkoła będzie uczyć właśnie tego?
    Selekcji informacji?
    A nauczyciel korygować błędy, stereotypy?
    Bo uczeń będzie sam informacje zdobywał?
    Supermarket- bierz co chcesz, ale uważaj by brać rzeczy przydatne, bo koszyk ma określoną pojemność, a niektóre przedmioty nie koegzystują , mają siłę niszczącą przy interakcjach…..

  43. @mag
    We Francji, a przynajmniej w mojej szkole, uczniowie jeszcze nie kladą nóg na stołach. Ale kiedyó wybrałem się z moimi uczniami do Freiburga(niemieckiego) i ze zdumieniem zobaczyłem, że zdyscyplinowani Niemcy robią to samo, co Ty zauwazyłaś w Szwecji. Nonszalancja, od czasu do czasu łaskawe słuchanie nauczycielki, bezczelne rzucie czegoś tam, podrywanie koleżanek.
    Mój syn, który parę lat wykładal w Uppsali na uniwersytecie, wrócił do Polski. Stwierdził, że poziom matematyki(bo on jest matematykiem) wśród młodzieży jest dużo wyższy w Polsce niż w Szwecji. Ciekawe, że to nie przekłada się na poziom życia.
    Czyli można być matematycznym głąbiem, a jeździc super luksusowym volvo ?
    Koncepcja Wieśka bardzo interesująca: szkoła jako supermarket.
    Dostałem propozycję uczenia historii w międzynarodowej szkole. Ponieważ chodzi tylko o trzy godziny tygodniowo, więc żaden normalny człowiek, tzn taki , który jeszcze nie ma emerytury, nie połasi się na taką fuchę. Ja się połasilem, bo jestem ciekaw jak to będzie z tą zblazowaną mlodzieżą(dotychczas pracowałem w katolickiej szkole, gdzie dyscyplina wciąż funkcjonuje, bo jest wsparcie rodziców). Zaczynam od 10go listopada. Nie omieszkam podzielić się z Tobą i z Wami nowym doświadczeniem.
    Pozdrawiam

  44. Jednym ze składników działalności ludzkiej jest AKTYWNOŚĆ WŁASNA jednostki…..
    I o to w procesie przekazywania wiedzy chodzi.
    Czy można młodych ludzi zmusić, zachęcić, czy sami muszą chcieć……

    Część populacji widząc górę , będzie się wspinać.
    Znacznie większa ilość, pozostanie na nizinach…..
    I tej części należy dostarczyć motywacji.

    Nie będzie jej, gdy reguły będą zadekretowane- syn milionera zostanie milionerem, syn ogrodnika będzie mógł jedynie odziedziczyć pozycję po ojcu. Nowe średniowiecze?
    Herbowy będzie płodził herbowych, lokaj nowych lokajów co najwyżej?

  45. Lewy
    A może dzisiaj po prostu tak się porobiło z edukacją powszechą, że produkuje się masowo absolwentów, na różnych etapach tejże edukacji, aż po studia wyższe.
    Średnia słabiutka. Tylko najlepsi kończą prestizowe uczelnie pod warunkiem, że odpowiednio wcześnie trafili do odpowiednich szkól.
    Egalitaryzm jest szlechatną ideą, ale utopijną.
    „Rozpasanie” młodziaków (a mówię to jako wyjatkowo tolerancyjna zgredka) jest pochodną tego, to wyssali z mlekiem wychowawców, poczynając od swoich rodziców, wciąż w „bezczasie” dla własnych dzieci, pseudonowoczesnych Pimków (nauczycieli) po media z internetem na czele.
    Życzę ci, przyjacielu, powodzenia na odnowionej belferskiej drodze. Jesteś jeszcze ze starej gwardii, więc ufam, że dasz radę.

  46. @Lewy

    napomknales cos powyzej o Szwecji i o tym luksusowym volvo prowadzonoym przez”glaba” matematycznego.
    Jest to uproszczenie, chociaz cos tam kryje sie za ta konstatacja. Otoz, wystarczy byc dobrze wykwalifikowanym robotnikiem, by tym volvem jezdzic do pracy czy gdziekolwiek indziej. Nie potrzebuje znac ,mniej lub bardziej, zawile problemy matematyczne, poniewaz ma je znac ow, ktoremu sa one konieczne w wykonywaniu zawodu.
    Z tym uczniami kladacymi nogi na stoly to oczywiscie bajki. Nie oznacza, ze nie zdarzaja sie takowe przypadki.
    Poziom matematyki, zgoda, potwierdzam opinie Twego syna. Jednakoz jest inne zjawisko, bardzo znamienne. Z reguly jesli juz uczen/student na powaznie zajmuje sie jakas dyscyplina, to bedzie w efekcie ja znal doglebnie i bardzo szczegolowo – a nie tak
    „po lebkach”, jak to sie w Polsce mowilo.

    Tak w skrocie, ozzy

  47. ozzy
    Odrobinę luzu. Wiem, że dobrze ci w Szwecji i masz jak najlepsze zdanie o swojej przybranej ojczyźnie, ale nie jest to raj na ziemi, bo raju nie ma nigdzie.
    To ja opowiadałam te „bajki” o uczniach, które widziałam na własne oczy i słyszałam na własne uszy. Nie ja jedna. Moja siostra i jej mąż – Szwed byli nauczycielami.
    To od nich też słyszałam, że dzieci np. polskich emigrantów były na tyle dobrze „wyposażone” w wiedze i społecznie przystosowane, że bardzo szybko – w miarę poznawnia języka – odnajdywały się w nowym środowisku. Ale i nabierały nawyków, których z Polski nie przywiozły. Mówiłam o latach 80.
    Po latach wszystko się „wyrównało”, i w Stanach, i w Europie w określonym kierunku.
    Dlatego prof, Hartman w dzisiejszej GW mówi: „dzis mamy bezradnych wobec chuliganów nauczycieli. Dlatego mnie nie dziwi, że większość Polaków chce więcej monitoringu.
    Na szczęście jeszcze ani w Szwecji, ani w Polsce uczniowie nie używają broni palnej.

  48. Lewy,
    stary nauczyciel matematyki spotyka na ulicy swojego byłego ucznia, kompletnego głąba z matematyki. Młody człowiek wysiada ze sportowego jaguara, ubrany jest w garnitur od Bossa, na przegubie złoty Rolex, w ręku teczka z drogiej skóry… Dostrzega starego profesora i wita się z nim serdecznie. Nauczyciel, który nie raz martwił się marnymi perspektywami młodziana, a teraz zaskoczony oznakami dobrobytu pyta, czym się też ten jego były uczeń zajmuje.
    – Panie profesorze kochany. Kupuję długopisy po 2 złote, sprzedaję po 5 i z tych 3 procent żyję 😎

  49. markot
    16 października o godz. 21:08
    Ja cie !! Moj kalkulator obliczyl, ze to 60%

  50. Bardzo gorzkie, ale fakt, nie za bardzo wiemy, co zrobić ze szkołą, która wciąż jeszcze tkwi w starej epoce, gdy tymczasem my już nieodwołalnie jesteśmy w nowej, niezależnie jak by ją nazywać.

  51. Szanowni Blogowicze,

    tym, czym dla rewolucji przemysłowej było wynalezienie silnika parowego, czy taśmy produkcyjnej, automatyzacji i robotyzacji, tym dla rewolucji umysłowej było wynalezienie komputera, a zwłaszcza , obecnie-tranzystora wielopoziomowego/nie tylko „0”i „1”.
    Zastosowanie takich tranzystorów w komputerach, będzie cakowicie imitować pracę naszychmózgów. Komputery tej generacji pojawią się za ok 15-20lat.
    Mały Jasio, wyposażony w takie urządzenie , będzie mógl współpracując z nim zaprojektować ,prawie dowolną rzecz. Jeśli będzie to np. most przez Wisłę,wczyta hasło- „Projekt mostu”. Komputer uprzejmie poprosi go o zdjęcie okolicy z jakimś wzorcem miary, i pokazanie paluszkiem na monitorze, w którym miejscu Jasio życzy sobie zaprojektować skrót do Małgosi. Po kilku minutach, otrzyma kilka wesji mostu, i będzie mógł sobie wybrać ten, który najbardziej w jego odczuciu urzeknie Małgosię.
    W tym momencie , liczyć się głównie będzie studiowanie hiperinformatyki, a do pozostałej większości zawodów, wystarczy ogólna roztropność i czucie komputera.
    Prezynajmniej nie tzeba będzie pół życia spędzać na wkuwaniu .
    Jak taka rewolucja wpłynie na ukształtowanie społeczeństwa JUTRA,możemy tylko pofantazjować.
    Sensacyjne atrakcje zaczną się , kiedy „bogowie” iprzyszłej informatyki, czyli dzisiejsi i przyszli geniusze, stworzą sztuczną świadomość, uzbrojoną w bezwzględnie logiczny „mózg”.
    Ciekawe, ilu wówczas osobnikom naszego gatunku, przejdzi przez gardło „myślę więc jestem/…
    Dzisiejsze podrygi w szkole, to pierwsze symptomy rozpędzających się ponad miarę czasu pokoleniowego – rewolucji w obszarze naszej ludzkiej inteligencji, szlifowanej dotychczas mozolnie przez pokolenia…

    Pozdrawiam,Sebastian

  52. Lewy,
    obsługa kalkulatora to już wyższa matematyka 🙄

    Co powinien umieć współczesny człowiek?
    Czytać (program TV, napisy na bilboardach, instrukcje obsługi AGD), Obsługiwać automaty biletowe, lotniskowe, bankomaty, kasy samoobsługowe etc.
    Rozumieć piktogramy
    Pisać SMSy
    Robić zdjęcia cyfrowe i wysyłać je MMS-em do możliwie wielu osób
    Ćwierkać (twitter) etc.
    a będzie idealnym konsumentem.

  53. Zastanawiam sie czy czlowiek i blogosfera pozostaja nadal w dialektycznej zaleznosci podmiotowo-przedmiotowej. Uznajac komputer za przedmiot codziennego uzytku stawiamy sie poniekad na pozycji pana traktujac uzywany przedmiot wlasciwie jak pokornego sluge. Pokora komputera wiernie wykonujacego nasze polecenia nabiera wrecz cech wystepujacych w relacjach „sado-maso“. Nasze panowanie nad przedmiotem jest (z naszego punktu widzenia) nieograniczone. Zarowno czas jak i przestrzen nie odgrywaja tutaj zadnej znaczacej roli. Owo otwarcie w czasie i przestrzeni stwarza pozory nieograniczonej wolnosci. Ta wiec ulegamy powszechnemu zludzeniu, ze komputer oraz blogosfera nam li tylko sluza, umozliwiajac dostep do drugich, do informacji oraz do informacji o drugich etc.. Zajmujemy wiec pozycje pana lub wladcy traktujac przedmiot jak naszego sluge. Zapominamy przy tym jednak, ze komputer zbiera przy okazji informacje o nas samych, co prowadzi bezposrednio do postawienia kwesti ochrony danych osobowych (pseudonim i kody jej nie gwarantuja) oraz wplywu przedmiotu na podmiot, przy znacznym niwelowaniu naszej podmiotowosci. Bladzac w blogosferze pozwalamy oraz wrecz umozliwiamy zbieranie informacji, ktore w kazdej chwili, odpowiednio przetworzone przy pomocy algorytmow, moga byc wykorzystane do zmiany wspomnianej wyzej dialektycznej relacji na przedmiotowo-podmiotowa, przy czym komputer i blogosfera staja sie podmiotem, a my zajmujemy dotychczasowa pozycje przedmiotu. Fakt znalezienia sie w sieci (doslownie w sieci) czyni z nas nie tylko niewolnikow tejze , uniemozliwia nam rownoczesnie odpowiedz na otwarte pytanie, kto jest kim?
    ET

  54. Autor raczy zapominac, ze szkola jest przede wszystkim miejscem, w ktorym mlodzi ludzie sie socjalizuja, „demoralizuja” lub „resocjalizuja” . Jesli nauczyciele im w tym nie przeszkadzaja, to jest zupelnie dobrze. Cala reszta jest zwyczajnym narzekaniem pokolenia przeszlego na przyszle. Coz, czas zaprzeszly dogonil profesora.
    ET

  55. Pod hasłami „szkoła publiczna dla wszystkich” tysiące studentów i licealistów wyszły na ulice Madrytu i innych miast Hiszpanii, by protestować przeciwko cięciom budżetowym, które dotykają też edukację.
    http://wiadomosci.onet.pl/swiat/hiszpania-tysiace-licealistow-i-studentow-przeciwk,1,5280431,wiadomosc.html
    ============

    Ciekawe kiedy dojdziemy do tego etapu?
    Dzieci bankierów odziedziczą funkcje ojców, bo rodziców będzie stać na odpowiednie wykształcenie dzieci.
    Szkolnictwo powszechne dawało przynajmniej POTENCJALNE możliwości najzdolniejszym….

    biednyś, boś głupi, głupiś boś biedny…..

  56. Dawno nie czytałem tak jasnego i gorącego tekstu!

    I piękna wiara w młode pokolenia – wspaniałe, dziękuję! 🙂

  57. Zupelnie z innej parafii, Panie Profesorze, ale rozgadalismy sie dzisiaj naszym zwyczajem na Blogu Bobika o rozmowie, jakiej Pan udzieli Gazecie Wyborczej na temat bezpieczenstwa i powszechnego monitoringu. Jesli to Pana Profesora interesuje, to zaczyna sie ona w tym miejscu:
    http://www.blog-bobika.eu/?p=1299#comment-174643

    Trzeba oczywiscie sie troche przedzierac przez potok pogaduch.
    A teraz spadam, zanim sie pojawi Wiadoma Omerdeza ze swymi obsesjami. 😈

  58. @Kot Morde-chai

    probowalem podejsc do tego Bobika – niestety jest za malo wyszczekany….
    moze koci sposob skutkuje?

    pozdrawiam, koci-lapci, ozzy

    PS Kiedys to byly teksty Szpota! A tam jakis bezzebny Bobik, ni pies ni …..

  59. Polscy dydaktycy, czy to w szkołach podstawowych, średnich czy też akademiccy nie są wcale mnie oportunistyczni niż młodzież, którą nauczają.

    Sama musiałam zmieniać uniwersytet przed rozpoczęciem pisania pracy magisterskiej, ponieważ nieoficjalnie powiedziano mi, że ocena na egzaminie magisterskim zostanie celowo zaniżona, aby UWAGA, uniemożliwić mi dostanie się na studia doktoranckie.

    Moja kolezanka na innym, niegorszym, uniwersytecie musiała podpisać ‚lojalkę’, że na studia doktoranckie na tejże uczelni się wybierać nie będzie.

    Ma to na celu ochronę nauki polskiej przed osobami o zbyt ‚nowoczesnych’ poglądach. Dlatego to nasi nauczyciele akademiccy odkrywają ‚nowinki’ zachodnie w wieku okołomenopauzalnym. Ci młodzi bystrzy, którzy wcześniej je widzieli zostali bowiem skutecznie u******i.

    Tak więc, proponuje zacząć od siebie. Trudno, żeby stado osłów wykształciło tygrysa.

    P.S. Oba kierunki były kierunkami filologicznymi, na których kształci się także nauczycieli 🙂

css.php