Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne

14.02.2014
piątek

Walentynki – Dzień Tęczy

14 lutego 2014, piątek,

Św. Walenty nazywał się naprawdę Valentinus, czyli „mocny i dobry człowiek”, taki, który wart jest wiele i na którym można polegać (valens). Germańska wersja tego imienia to Hartman, z czego wzięło się popularne nazwisko, przyswojone również przez przodków niżej podpisanego.

Z pewnością nie zasłużyłem sobie na swoje walentynkowe nazwisko, ale przynajmniej je szanuję, mając je sobie za memento i drogowskaz. Memento Walentego-Hartmana, wpisane w etymologię tych imion, brzmi: bądź oparciem dla innych!

Nie zdradzę tajemnicy, mówiąc, że nie jestem chrześcijaninem. Mimo to niektóre legendy chrześcijaństwa szczerze do mnie przemawiają i pociągają. Jedną z nich jest właśnie legenda o św. Walentym, biskupie z prowincji Umbria w środkowej Italii, z III wieku, skazanym na śmierć przez cesarza Klaudiusza za nielegalne udzielanie ślubu rzymskim legionistom, co mogło prowadzić do wykpienia się przez nich ze służby. Podobno gdy Walenty siedział w więzieniu, zakochał się w niewidomej córce strażnika, tak gorliwie modląc się o jej uzdrowienie, że dobry Bóg zlitował się i przywrócił dziewczynie wzrok. Inna legenda mówi, że siedział w areszcie domowym w willi sędziego, który miał niewidomą córkę. Wyjednawszy u Boga cudowne jej uzdrowienie, zażądał nawrócenia domu sędziego, co też się stało.

Jak można sądzić z tych przypowieści, był Walenty wesołym i odważanym człowiekiem. Pacyfistą, przyjacielem młodzieży, pocieszycielem nieszczęśliwych dziewcząt. Można było na nim polegać w tych sprawach! Nie bez kozery został patronem zakochanych.

Dziś, w dniu kościelnej (jakkolwiek raczej umbryjskiej niż małopolskiej) uroczystości wspomnienia św. Walentego, łączę się z tradycją i wołam ponad przepaściami klas, wyznań, narodów i epok: kochajmy się! A jak już nie możemy się kochać, to przynajmniej bądźmy sobie życzliwi. A jak i na to nas nie stać, to choć bądźmy dla siebie mili. Gdy i na to zabraknie siły, odwołajmy się do uprzejmości. Nie mogąc okazywać sobie nawet uprzejmości, zdobądźmy się przynajmniej na wzajemne poszanowanie naszych praw. Jeśli i tu nie stanie nam dobrej woli, powstrzymajmy się choć od okazywania wrogości. Wszak gdy wrogość w nas zwycięży i da się poznać na zewnątrz, pohamujmy zew krwi!

Tak to walentynkowe „kochajmy się!” ciągnie za sobą fundamentalne „nie zabijajmy się!”. Tęcza pokoju rozpięta nad światem na znak, że dni zagłady już nie powrócą, objawia przykazanie Lo tircach!, Nie zabijaj! Miłość napina namioty, a nienawiść nimi targa. Życie i śmierć. Nadzieja i rozpacz. Radość i cierpienie. Niebo i piekło. Pokój i wojna.

Dzień św. Walentego, święto miłości i zakochanych jest  w swej istocie świętem pokoju i życia. Walenty złożył swoją śmiertelną ofiarę na ołtarzu nienawiści, abyśmy mogli dziś zdrowo dokazywać. Przeto wykpiwajmy się dzisiaj z naszych legionów, wykręcajmy się sianem od służby nienawiści i lećmy do naszych przyjaciół, kochanków i kochanek, na łono Kupidyna, Kupały, św. Walentego, by grzeszyć, ach, słodko grzeszyć! Vivat sanctus Valentinus!

 

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 166

Dodaj komentarz »
  1. Profesor teraz sobie nagrabil straszliwie u co poniektorych Blogowiczow. Ale sie zacznie jatka! Bo Profesor, zamiast mowic jak budowac autostrady w ilosci miliona km na rok albo wysidaniu Tuska z rzadu i wsadzeniu tegoz Tuska do kozy na dozywocie, ‚smie’ prawic o milosci blizniego i uprzejmosci. I zeby jeszcze Profesor byl chrzescijaninem! 🙂 Siadam wygodnie w fotelu, zapinam pasy, i czekam na pierwsze wpisy.

    PS. Zanim sie zacznie kociokwik to klepne stolik w jakiejs knajpie, dla siebie i mojej Valentynki bo tez lubie tego jegomoscia z Umbri!

  2. No, przesłanie jak najbardziej dobre, ale trudno sobie wyobrazić bardziej ogólnikowy frazes.

  3. Przesłanie niby dobre, ale trudno sobie wyobrazić bardziej ogólnikowy frazes.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. To jednak cud, że chrześcijanin św. Walenty tak mocno wpłynął na Pana Hartmana, że Pan Hartman publicznie deklaruje miłość do Rydzyka, Macierewicza… To bardzo miłe.

    Ps. Kaczyńskiemu jednak bym nie odpuścił.

  6. @atalia

    moj podziw dla Twojej przenikliwosci rosnie z kazdym Twoim wpisem. Niesamowite ilez tresci moze z pozornie prostego tekstu wydobyc umysl geniusza!

  7. Fundamentem przytomnego rozumienia współczesnego świata jest dziś umiejętność rozszyfrowywania intencji nadawcy przekazu.

    Dopiero wtedy pojmujemy w pełni, dlaczego Gospodarz tego bloga mówi nam to, co mówi, a nie cokolwiek innego.

    Pomyślcie o tym. Pomyślcie dłużej niż przez chwilę.

  8. @MichalC. Co za glebia analizy! Dech zapiera z podziwu. Brawo!

  9. Tekst bardzo ładny.
    Poproszę o czyny. Może na początek zrobienie porządku z nienawiścią na własnym podwórku. Czyli moderowanie tego blogu, żeby nie trzeba było wchodzić tu w gumiakach, masce gazowej i kuloodpornej kamizelce.
    O ile nie jest to tylko żart, że na Hartmanie można polegać.

  10. Panie Profesorze!
    Pragnie Pan być oparciem dla innych ponad podziałami, ale to tylko Pana niepobożne życzenia. Nie poradził Pan sobie z tematem jako niewierzący, bo główny podział ludzkości jest podziałem duchowym: służysz Bogu lub szatanowi.

    Stąd Pana nieudolny podział: miłość/nienawiść, pokój/wojna, itd. Nawołuje Pan do jedności, ale sam buduje przepaść, stwierdzając, że przemawiają do Pana „niektóre legendy chrześcijaństwa” („dobry Bóg zlitował się i przywrócił dziewczynie wzrok” oraz fakt „nawrócenia domu sędziego”).

    Nic nie wie Pan Profesor o Prawdzie, Pokoju i Wolności oraz Miłości Bożej w której za wroga można oddać swoje życie. Pisze Pan Profesor o miłości ludzkiej, a nad wszystkim jest Miłość do Boga, później miłość matki do dziecka, miłość małżeńska i bliźniego swego…dalej to już festiwal pokus diabelskich z miłością do konkubiny, partnera oraz do pieska i kotka.

    Wzywa Pan do kochania się…w ludzkim zrozumieniu. Można powiedzieć za Kubusiem Parchatkiem, że: „Ty jesteś dobrym człowiekiem, bo nawet własne dzieci kochasz”.

    > Tęcza pokoju rozpięta nad światem na znak, że dni zagłady już nie powrócą…
    Nic nie wie Pan o ponownym przyjściu Zbawiciela, ale już po swoich.

    Proszę zapytać „prezesa – ministra” Andrzeja Włodarczyka z „Twojego Ruchu”…co zrobił z lekarzem niewolnikiem po 40 latach pracy, który stanął w obronie krzyża Pana Jezusa?

    Proszę w ministerstwie zdrowia przejrzeć moje pisma w których złamano wszystkie moje prawa…także wynikające z Kodeksu Etyki Lekarskiej (jest Pan Profesor członkiem specjalnej komisji etycznej).
    http://www.wola-boga-ojca.pl

  11. Cesarz Klaudiusz panował w I wieku n.e. 200 lat wcześniej

  12. Dołączam do apelu nihil novi.
    Panie psorze, trzeba zacząć od własnego podwórka.
    Nie tolerować każdego bliźniego swego z miłości zadekretowanej choćby ewangelicznie i przynajmniej przywołać choć trochę do porządku tych swoich gości, których obecność sprawia, że istotnie trzeba tu wchodzić w gumiakach, masce przeciwgazowej i kamizelce kuloodpornej.
    Jeśli pan tego nie potrafi/nie chce zrobić, to jak wierzyć w pana skuteczność jako polityka, na dodatek etyka.

  13. pawel markiewicz
    14 lutego o godz. 12:15

    Dziękuję za komplement. To bardzo miłe, że i na ciebie wpłynął św. Walenty i że posłuchałeś apelu pana Hartman, więc miłujesz mnie i okazujesz mi życzliwość.

    Ps. Jak zawsze doceniam twoje IQ 576 (ale wygląda na to, że znacznie więcej).

  14. Valentina twist:
    -:-:-:-:-:-:-
    Zakochanym bądź w Hartmanie*!
    Zabierz głos tym, co są na „nie”!
    -:-:-:-:-:-:-
    Refren:
    Twój Ruch, miłości, twój!
    Po Euro idziem w bój!
    (encore)
    -:-:-:-:-:-:-
    *) Szanownym Panu Profesorze

    PS Hejterom wyjaśniam, że uczucia dwubiegunowe ożywiają monotonną nudę umysłu. 85% polskich wyborców głosuje ze względu na emocje (nieważne, które z tych dwóch). A one mówią: Twój ruch.

  15. Ubrał się diabeł w ornat i ogonem na mszę dzwoni.

  16. Do „Apel” i jemu podobnych religijnych kołtunów:
    Zamiast wypisywać swoje bzdety na tym forum weźcie książeczki do nabożeństwa i jazda do klubów GO -GO…
    Stamtąd prosto do kościoła na mszę, do spowiedzi i po rozgrzeszenie… wam się też coś od tego paskudnego, doczesnego żywota należy, a walentynkowa okazja jak znalazł.

  17. Pana ruch, panie Hartman!

  18. Apel, żebyśmy się kochali, a przynajmniej nie nienawidzili, jest aktualny cały rok, całe lata. Dziś jednak mamy dzień będący znako0mita okazją, żeby o tym przypominać. Nie każdy potrafi zrobić to tak zręcznie jak prof. Hartman.
    Z lektury komentarzy można wnosić, że nawet gdyby wezwanie napisał tu Chrystus, to i tak reakcją ze strony części czytelników byłoby zrzędzenie, napomnienia i inne dowody na to, że miłości i zwykłego szacunku dla drugiego człowieka mamy dotkliwy deficyt. Nawet w takim Dniu Św.Walentego

  19. Pana Profesora Hartmana darzę sympatią za jego silny charakter właśnie, o czym już tutaj wcześniej napomykałem bezinteresownie- niewalentynkowo.
    W dzisiejszym swoim wpisie , zaprezentował Pan Profesor cechy niezwykle wrażliwego humanisty, nieomalże świętego idealisty.
    Jest to postawa wzniosła i wspaniała, aż żal, ze Pan Profesor pomiędzy kolejnymi walentynkami bywa bardziej racjonalny i ociupinkę polityczny.
    Ta ociupinka ma taki mały mankamencik, że przy okazjach… trąca profesjonalizmem.
    Kimże my- elementy społeczne- jesteśmy dla jednostek ambitnych, skupiających się w grupy , które docelowo marzą w sensie społecznym, wyłącznie o tym, aby nas szaraczków uszczęśliwić.
    A jak to mają uczynić? Oczywiście najserdeczniej – najprościej, tak, jak to czynili wszyscy święci i bogowie- pięknym słowem bożym…
    Warunkiem tego wszystkiego jest to, że klasa profesjonalna, wszelkich dawców „bożego słowa” wyklucza ich bycie jednym z nas-szaraczków- tworzących społeczność do permanentnego uszczęśliwiania.
    I tu mnie mój własny żal chce udusić, bo w moim DNA nanizane mam kilka genów, które wyjątkowo uwrażliwiają mnie na wszelkie PIĘKNO.
    Na szczęście, zdążyłem się już moim „życioszkoleniem” nauczyć , że psucie sobie np. Sylwestra jakimikolwiek olśnieniami- to zbrodnia na swojej własnej, nędznej egzystencji…

    Eligiusz

    P.S.
    Byłem dzisiaj w kwiaciarni po kwiaty dla mojej dziewczyny. Jakież było moje rozczarowanie, kiedy spostrzegłem, ze kobiety w Polsce nic a nic z Gendera nie skorzystały. W kwiaciarni pracowały trzy dziewczyny, a klientami było ok 15 mężczyzn. Chociaż ostatnio nic już się o tej teorii nic nie mówi, a moje spostrzeżenia są już! archaiczne, czy coś takiego…

  20. Autorstwo „bożych słów” miłości należy do premiera Tuska. Tutaj mamy do czynienia z plagiatem. O tyle żałosnym, że plagiator nie ponosząc odpowiedzialności za państwo, nie radząc sobie z agresją na własnym blogu, chce namówić naiwnych żeby mu zapewnili brukselskie apanaże.

  21. Krzysia…nerwowa jesteś. Pragniesz zawładnąć nawet forum na blogu Pana Profesora, który jako ateista skumany z antyklerykałami pisze o wierze katolickiej. Skąd twoja nietolerancja i agresja?
    www,woll-boga-ojca.pl

  22. Apel
    Może i Krzysia jest nerwowa i nietolerancyjna wobec wierzących, których uważa generalnie za idiotów (a ma w tym dużo racji), ale ty piszący o „blogu Pana Profesora, który jako ateista skumany z antyklerykałami pisze o wierze katolickiej” (czyli nie ma do tego prawa?!) wprawiasz mnie w zdumienie.
    Gdzie jest TWOJA chrześcijańska tolerancja i brak agresji?
    „Służysz Bogu lub szatanowi” to twoje przesłanie dla blogowiczów na blogu zdeklarowanego ateisty. Jest to komiczne i groteskowe.
    Doceniam twoje wysiłki misjonarskie, ale z takim przekazem i „argumentami” to raczej masz tutaj przechlapane.

  23. ;;św. Walentego, święto miłości i zakochanych jest w swej istocie świętem pokoju i życia;;

    Walentynki nie są ani świętem pokoju,ani świętem życia,ani świętem życzliwości,ani świętem poszanowania praw ani świętem tęczy.
    Te wszystkie miłe rzeczy niech szukają sobie swojego dnia w innym czasie.

    To jest ,po prostu, święto zakochanych co najlepiej zidentyfikowali producenci i handlowcy.

    Profesor niech nie zamazuje i nie zaciemnia.
    Tęczowcy niech ogłoszą swój dzień,a oferta w sklepach odpowie nam ilu tęczowców jest w realu a ilu w ”gębie”

  24. Nareszcie o miłosci!, z góry dziekuję za walentynkowe życzenia od zakochanych we mnie blogowiczów. Zawsze znajdzie się jakas szuja żeby zatruć swiąteczna atmosferę, tym razem niejaki APEL, ale w zajmiemy sie nim pózniej w powszedni dzień.
    Oto w prezencie jeden z najbardziej przejmujących tekstów o dramatycznej miłosci i niespełnionej namiętnosci jakie znam z literatury:
    …to była Manuela Sanchez, która chodziła po pokoju nieodsunąwszy rygli, gdyż mogła wchodzić i wychodzić z własnej woli, przenikając przez sciany,
    Manuelo Sanchez mojej złej godziny, w muslinowej sukni, z żarem róży w dłoniach i naturalnym zapachem lukrecji twojego oddechu, powiedz, że to przywidzenie jest tylko przywidzeniem, powiedz, że to nie jestes ty, powiedz, że to oszołmienie smiertelne nie jest lukrecjowym otępieniem twojego oddechu,
    ale to była ona, to była ona, to była jej róża, to był jej ciepły oddech, który przesycał swym zapachem powietrze sypialni niczym natrętny bas o władzy silniejszej i starszej niż oddech morza
    Manuelo Sanchez mojej klęski, która nie byłas mi zapisana ani na liniach mojej dłoni, ani w fusach mojej kawy, ani w wodach mojej smierci, nie oddychaj moim oddechem, nie snij moim snem, nie zajmuj ciemnosci tego pokoju, do którego nigdy nie weszła i nie wejdzie żadna kobieta, zgas mi tę różę,…”
    „Jesień patriarchy” – Gabriel Garcia Marquez

  25. Teraz widzę, że w Polsce już dawno po północy, więc pozwalam sobie kontynuować powiesć w tonacji mniej podniosłej:
    „…zgas mi tę różę, skowytał, szukając na czworakach wyłącznika, a odnajdując Manuelę Sanchez mojego szaleństwa zamiast swiatła, kurwa, dlaczego muszę cię odnajdywać, jesli cię nie zgubiłem, jesli chcesz wez sobie mój dom, całą ojczyznę z jej smokiem, ale pozwól mi zapalić swiatło skorpionie moich nocy, Manuelo Sanchez mojej przepukliny, kurwa twoja mać, krzyknął, wierząc, że swiatło uwolni go od uroku, krzycząc, wziąć ją stąd, zabrać ją ode mnie, zrzucić ze skał z kotwicą u szyi, żeby nikt już nie cierpiał z powodu blasku jej róży… ( tlum. Carlo Marrodan Casas)
    Tym sposobem chcę zachęcic wszystkich na blogu, którzy jeszcze nie przeczytali, pozdrawiam walentynkowo – żabka konająca

  26. Kocham pana, panie Hartmanie.
    Specjalnie wyczekałem z tym wyznaniem aż miną walentynki, żeby nie zabrzmiało okazyjnie i zdawkowo. Jeżeli z jakichś powodów nie może pan odwzajemnić moich uczuć, to może poprzestańmy na lubieniu; no, chociaż lubieniu się czytać…
    Czasem jest pan Hartmanem grzmiącym, czasem refleksyjnym, nieraz krotochwilnym – z reguły jednak jakimś wyrazistym, krwistym. Niekoniecznie pochwalam pańskie ambicje polityczne, ale im pobłażam; może nawet na pana zagłosuję, a już na pewno nie skreślę. Zastrzegam wszakże jednakże, że nie będzie tolerancji dla absencji na tym blogu. Bo jakże miałbym kultywować moje uczucia do pana bez bloga? Do Brukseli mi ciutek daleko…

  27. Nie obchodzę niczego, bo czas mi się nie dzieli na powtarzalne dni. Ale czyż piękno i wzruszenia trzeba obchodzić? Dla wszystkich, którzy czują, mogą i chcą czuć, kawalątek poematu (było słuchowisko0 Czesława Kuriaty z Koszalina sprzed paru lat „Kochanie od wieczności nie jest krótsze”. Przepraszam, że długi ten skrót, ale kiedy leży przed tobą tysiąc pereł, weź wybierz jedną…

    Narrator

    Ich twarze
    noszą piętno
    wszystkich kochanków

    Czy wiedzą
    że w nich po prostu
    piękno i smutek
    podróżnych Arki Noego –
    Przed każdym potopem

    Czekają na wiosnę
    na słońce
    Jak na drugie życie
    Jak na miłość
    która wciąż od nowa
    jak pory roku

    Odtąd krople deszczu
    rozpoczynają dla nich
    długi taniec miłosny
    Teraz nawet
    gdy nic nie mówią
    czują siebie najgłośniej
    (…)

    Narrator
    Jak saper szukali w sobie miejsc niebezpiecznych
    Jak sejsmograf badali w sobie miejsca najczulsze
    Jak pulsomierz słuchali uderzeń tylko dla siebie
    I mierzyli gorączkę drżąc o wspólną temperaturę

    Jak idiota Dostojewskiego bawili się wciąż w grę
    o której nie wiedzieli czy istnieją jakieś jej reguły…
    Kocham miłośnie kocham żałośnie kto zgadnie.
    Czy radość sprzyja miłości czy smutek głęboki?

    Ona czuła nim – on w chwili uniesienia był nią
    Czyż to mogło się udać śmiertelnym na zawsze

    Czy odtąd nadziei będzie ubywać? Aż do kresu.

    On
    Jeśli miłość nazwać rzeką

    Ona
    To jesteśmy jej brzegami

    Narrator
    A kiedy brzegi razem
    znika rzeka co miłością

    Ona
    Jeśli miłość nazwać radością

    On
    To miarą jej szybkość światła

    Ona
    Jeśli miłość nazwać wspomnieniem

    On
    To obraz jej na dnie morza

    Narrator
    Dlaczego w spełnionej miłości nie ma marzenia
    które uczucie zdolne wciąż od nowa odmieniać?
    I miłość bez niewoli ginie nim się od nowa stanie
    jak szczęście które znika gdy nie ma granic?

    On
    Twoja nagość
    tak samo bezgrzeszna
    w sennych zjawach
    Jak kiedyś na jawie
    I moja zazdrość we śnie
    jeszcze boleśniejsza

    Teraz w sennych fabułach
    jestem zazdrosny
    o twoją przeszłość
    Nawet ze mną

    Narrator
    Jakże wcześnie
    wykonali wyrok
    na swoją miłość

    Żyć nie można
    tylko bez
    wyroku śmierci

    Teraz oddaleni
    a wciąż blisko siebie
    Jak dwie równoległe
    które bez nadziei spotkania?

    On
    W tym śnie idziesz naga w wielkim ogrodzie
    Liście z drzew okrywają nagość i bezgłośnie
    Jak puch odchodzą – i ja uciekam jak złodziej –
    W każdej kropli rosy pragnieniem rośniesz

    Na nic domysły dróg do twoich kształtów zawiłych –
    W tym śnie jesteś zjawą choć uda rzeźbią powietrze
    Dlaczego istnienie ciebie we mnie przeczuciem winy
    Oto obraz kłamie że miłości motyla piorun nie zetrze

    Narrator
    Nie ważne kto z nich
    odtąd silniejszy
    Tak samo drży liść osiki
    jak i dębu
    Po przejściu huraganu

    Nie pamiętali
    Ścinając drzewo –
    Jak mówią Indianie –
    Trzeba poczekać
    aż dusza z niego uleci

    Ona
    Wzniecaliśmy bunty Czemu w nas wspólnych miejsc tak mało!
    I jak rzeźbiarz z bryły wycinaliśmy codziennie miejsca
    obce
    zbliżając siebie do ideału niszcząc uczuć dysproporcje…
    Dzisiaj już niewiele wspólnego w nas zostało!

    Narrator
    Wciąż zadawali sobie ból nawzajem

    chcieli w miłości dorównać ideałom…
    A kiedy jedność między nimi się stała
    Krzyknęli czemu w nas różnic tak mało!?

    On
    Gdy znaleźliśmy się w miłości na bezdrożach
    we mgle bezkresnej w chaosie bez granic –
    Wśród mielizn i raf niczym na wzburzonym morzu –
    Nadaliśmy do siebie kodem świetlnym
    Nie odpowiadamy już za nic!

    Odtąd dla mnie i dla ciebie czas skamieniał
    w słowo które nikt z nas nie odmienia

    Ona
    Czy nie zabraknie nam życia
    na naszą przyszłość
    mnie bez ciebie
    ciebie beze mnie?

    Narrator
    Nareszcie zrozumieli!
    Już wiedzą, dlaczego po arabsku
    „zakochany” i „szalony”
    znaczy to samo!

    Ona
    Tego co przeżyliśmy
    w szczęściu i miłości niepojętej
    w nienawiści Dążąc do spełnienia
    Nikt nam nie odbierze
    Do końca dni naszych
    Nawet po śmierci

    On
    To było trzy tysiące nocy
    i ani jednego dnia obojętności

    Narrator
    Chcieli zrównać w sobie najpełniej miłość i życie
    Ona była jak żona Lota która w nieznane znika…
    Czy jednak on może nie spojrzeć gdzie Eurydyka
    Gdy obok kobiety nie podobnej do niej w niczym

    Czy mogą za sobą już nigdy nie oglądać się wstecz
    Gdy żyli tak mocno – a to na ziemi ważna rzecz
    Odtąd milczą Ich wielkość będzie dziś i pojutrze
    Bo kochanie od wieczności wcale nie jest krótsze.

  28. Każda data jest dobra, żeby okazywać sobie, niejako w sposób zinstytucjonalizowany, wzajemnie uczucia.
    Czemu więc akurat nie 14 lutego?
    Tyle że we mnie Walentynki budzą mieszane uczucia, bo zostały, jak to dziś w globalnej wiosce, przejęte również u nas z kultury anglosaskiej.
    Trochę mi się to kojarzy z sakramentalnym „kocham cię”, które to słowa niemal mechanicznie wypowiadają bohaterowie i bohaterki filmów amerykańskich, zwłaszcza rodzice w stosunku do dzieci.
    A przecież mamy swoją Noc Kupały 24 czerwca, z puszczaniem wianków na wodę i tańcami wokół ogniska, która aż buzuje od gorących uczuć i znakomicie nadaje się na święto miłości. Pogoda też bardziej sprzyja zakochanym niż w lutym.
    Mówiło się kiedyś, że maj to miesiąc zakochanych. Nie jeden dzień, ale aż 31 dni „zadekretowanej” miłości! I komu to przeszkadzało?
    A pana Hartmana może nie aż kocham, ale lubię, choć – podobnie jak bib – nie zachwycam się jego pójściem w politykę.

  29. Jerzy Pieczul
    Bardzo piękny poemat.
    Dzięki.
    No właśnie, czyż piękno, wzruszenia niepowtarzalne dla każdego w jego mikrokosmosie nadają się w ogóle do „obchodzenia”?

  30. mag
    …wpada w zdumienie, gdy pisze się prawdę, a nie pali kadzidełek bożkowi, którym jest filozofia (mądrość ludzka). Prawdziwy filozof szuka Prawdy, a nie naucza: Tam Nic Nie Ma.

    Pan Profesor sam napisał, że jest ateistą, a do „Twojego Ruchu” nie wzięto go z łapanki (skumał się). Na blogu pisze o świętym i żartuje z jego uwięzienia. Pan Profesor ma wolną wolę i może – tak jak ja – głosić, co chce. Mnie to nie przeszkadza, a jako wiedzącego, że Bóg Jest ciągnie mnie do takich, bo sam przez 45 lat byłem „mądry”.

    W swoim wywodzie posługujesz się retoryką diabelską i z takimi osobami nie wolno dyskutować, ale ja czynie to, aby to ujawnić i ostrzec innych. Chwalisz Krzysię, że wierzących traktuje jak idiotów, a zarazem pytasz, gdzie jest moja tolerancja chrześcijańska i brak agresji?

    Racjonaliści-realiści nie rozumieją alegorii i skrótów myślowych. Powtórzę, że na ziemi mamy dwóch panów: Boga i mamonę (był taki bożek) czyli szatana. Nie wolno tego pisać na blogu zdeklarowanego ateisty? Profesor pisze o mojej wierze – jako ateista z skażony antyklerykalizmem – a mój komentarz jest niestosowny?

    Nie martw się o moje posłannictwo, bo już niedługo dowiesz się Prawdy…
    http://www.wola-boga-ojca.pl

  31. mag
    15 lutego o godz. 0:22

    „Może i Krzysia jest nerwowa i nietolerancyjna wobec wierzących, których uważa generalnie za idiotów (a ma w tym dużo racji),”

    Lista idiotów:

    – Justyna Kowalczyk, Kamil Stoch, Adam Małysz;
    – Mikołaj Kopernik;
    – Jan Kochanowski, Adam Mickiewicz, Juliusz Słowacki, Cyprian Kamil Norwid, Henryk Sienkiewicz…
    – Bolesław Chrobry, Władysław Łokietek, Kazimierz Wielki, Jan III Sobieski;

    – Konfucjusz, Platon, Arystoteles, Pascal…
    – Leonardo da Vinci, Michał Anioł…

    – Dalajlama,

    – Jerzy Waszyngton…

    – wszystkie nasze babcie, prababcie,
    – wszyscy nasi dziadkowie, pradziadkowie;

    – Krzysztof Kamil Baczyński…

    – Jan Matejko…

    – Tusk, Wałęsa, Komorowski, Kopacz, Borusewicz, Mazowiecki…

    Lista mędrców:

    – Stalin, Mao, Kim, Lenin…

  32. @Jerzy Pieczul

    Odwzajemniam się fragmentem poematu „Elza” Louisa Aragona. Elsa Triolet, której poemat jest poświęcony, to żona poety, siostra Lili Brik, muzy i towarzyszki życia Majakowskiego.

    MĘŻCZYZNA PRZECHODZI POD OKNEM I ŚPIEWA

    Dla wolności byliśmy stworzeni
    Stworzeni dla losów szczęśliwych
    Jak szyba dla szronów jesieni
    Nieszpory dla żalów tkliwych
    Alkohol dla oszołomienia
    Maj dla miłości żarliwych
    Dla wolności byliśmy stworzeni
    Stworzeni dla losów szczęśliwych

    Ty w ramionach niosłeś marzenia
    I krwi szkarłaty gwałtowne
    W porze pierwiosnków kwitnienia
    Gdy płakać jest nawet cudownie
    Piosenki słałeś jak westchnienia
    Z Diabłem i Panem Bogiem w zmowie
    Ty w ramionach niosłeś marzenia
    I krwi szkarłaty gwałtowne

    Moja czuła szalona bezsenna
    Ty co ognia miałaś piękności
    We włosach złoto nie do kupienia
    A w ustach wodę miłości
    Coś uczyniła z warg swych czerwienią
    Z pocałunkami na dni żałości
    Moja czuła szalona bezsenna
    Ty co ognia miałaś piękności

    Mija czas mija czas nie żartując
    Z pętlami sznura krąży obok
    Kochanków którzy się całują
    Nie widząc go pomiędzy sobą
    Przechodzi oczy im piętnując
    I czoła im szyderczo żłobiąc
    Mija czas mija czas nie żartując
    Z pętlami sznura krąży obok

    Co się dało ach nazbyt to mało
    Zagarnąłem w młodości imię
    Tym którym lepiej się udało
    Stawkę mą oddam jeślim winien
    Czy trzeba by nas to bolało
    Spadł cios i zimorodek ginie
    Co się dało ach nazbyt to mało
    Zagarnąłem w młodości imię

    Czy można całym złem nazywać
    Serce po które wiek już sięga
    Ach to nie miłość się zużywa
    Kiedy rozkosze mówią żegnaj
    Na prośbę co spojrzeniem wzywa
    Nigdy się słońce nie sprzysięga
    Czy można całym złem nazywać
    Serce po które wiek już sięga

    A jeśliśmy nie winni sami
    Pokażcie kto tej grze przewodzi
    Kto skradł nam to co z nieba mamy
    Wziął to co z nieba łask pochodzi
    Mnie albo was ta wina plami
    Panowie ktoś tu tęgo szkodzi
    A jeśliśmy nie winni sami
    Pokażcie kto tej grze przewodzi

    Dla wolności byliśmy stworzeni
    Stworzeni dla losów szczęśliwych
    Świat jest po to by żyć na tej ziemi
    Cała reszta to cyrk osobliwy
    Wasze prawa biblie anatemy
    Obłęd który obłędem się żywi
    Dla wolności byliśmy stworzeni
    Stworzeni dla losów szczęśliwych

    GŁOSY W TŁUMIE POWTARZAJĄ ZA PIEŚNIARZEM:

    Dla wolności byliśmy stworzeni
    Stworzeni byliśmy stworzeni
    Stworzeni dla losów szczęśliwych

  33. mag
    15 lutego o godz. 0:22

    „Może i Krzysia jest nerwowa i nietolerancyjna wobec wierzących, których uważa generalnie za idiotów (a ma w tym dużo racji),”

    Lista idiotów:

    Abraham
    Mojżesz
    Dawid
    Salomon
    św. Piotr
    św. Paweł
    obrońcy Masady
    powstańcy w Getcie Warszawskim
    wszyscy żydzi

    wszyscy cesarze Chin
    wszyscy władcy Rzymu

    Homer, Perykles, Horacy

    kilka miliardów wierzących w Buddę
    kilka miliardów wierzących w Allaha

    Dante
    Giordano Bruno

    Pitagoras, Archimedes, Newton

    wszyscy prezydenci USA

  34. APEL, czy szatan jest równy bogu?

  35. Apel
    „Niedługo dowiesz się PRAWDY”.
    Czy już mam się bać?
    Za prawdą to ja ganiam już kilkadziesiąt lat i wciąż jej szukam, jak każdy myślący i czujący człowiek, a taki ma wątpliwości w odróżnieniu od tych, którzy posiedli prawdę raz na zawsze i w swej pysze „wtajemniczenia” gardzą wątpiącymi.
    Nigdy nie deklarowałam się jako ateistka, a jeśli już bawić się w szufladkowanie, to jestem antyklerykalną agnostyczką.
    P.S. Krzysia w swoim zapale gromienia nie tylko wierzących, ale i takich sceptyków, jak ja, nazywa mnie naprzemiennie kołtunką lub Dulską.
    Ale ani jej, ani tobie nie odmawiam prawa do ekstremalnych poglądów i wypowiedzi.
    Wydaje mi się, że na tym polega tolerancja.

  36. Ponieważ na tym blogu , dość systematycznie pojawiają się zwierzenia/wyznania ateistów, pozwolą sobie zauważyć/już po Walentynkach!!!/, że ateizm jest tylko cieniem teizmu, a w dotychczasowym wachlarzu wylansowanych przez dotychczasowe pokolenia pojęć związanych z teizmem, obydwie te wartości dotyczą wyłącznie archaicznych „myszorków”.
    Osiągnięcia najnowszej fizyki w dziedzinie poznawania wszechrzeczy , jakby zaczynały ujawniać, że wspaniałe osiągnięcia naszej współczesnej cywilizacji, to ciągle gadżetowy zapiecek, a zrozumienie całego Wszechświata, w którym nasz bidulek post Wielkowybuchowy , to ewentualnie bardzo odległa przyszłość.
    Pojedyńcze odkrycia z tego co jest przed nami, skłaniają szczęśliwców -fizyków-geniuszy- ateistów, do ponownego spojrzenia na istnienie Istoty Najwyższej.
    Owładnięcie naszymi ograniczonymi umysłami/ zwłaszcza pychą i bufonadą/ charakteru takiej Istoty, według owych naukowców , będzie możliwe najwyżej w stopniu skrajnie szczątkowym.
    Ech, gdzie te czasy , kiedy wystarczyło uwierzyć w boskość brodatych starszych panów, lub panie z ich towarzystwa.
    A jakim aktem oświeceniowym było zwątpić w boskość tych baśniowych postaci i przypisane im wróżbiarskie „prawdy” i „zaklęcia”…
    A to był taki piękny świat na naszą miarę i możliwości.
    Ale spoko, nie ma się co martwić, guślarzy ciągle na naszej planecie dostatek, i jakby ich coraz szybciej przybywało.

    Eligiusz

  37. APEL
    15 lutego o godz. 9:34
    „Chwalisz Krzysię, że wierzących traktuje jak idiotów, a zarazem pytasz, gdzie jest moja tolerancja chrześcijańska i brak agresji?”.

    Widzisz w tym dysonans? Wybacz, ale to wierzący wymyślili brak moralności u ateistów – „Człowiek, który w nic nie wierzy, jest jak zwierzę” (więc moralność go nie obowiązuje) – Ciebie zaś, jeśli jesteś chrześcijaninem, obowiązuje moralność z urzędu. Niepotrzebnie wytykasz cudze „grzechy”, skoro „każdy z nas o sobie samym zda sprawę Bogu”.

  38. anumlik
    15 lutego o godz. 9:41
    Piękna rzecz, dzięki. Może kiedyś czytałem jako lekturę, bo miałem historię literatury francuskiej, ale alzheimer po trochu mi wszystko zabiera, tak że czasem zapłacę w Biedronce i idę leciutki jak motyl, zostawiając zakupiony towar.
    Jest duże podobieństwo wrażliwości obu autorów.

  39. żabka konająca
    Żabko, napisałem u pana Szostkiewicza, że zabieram Twój uśmiech do moich leśno-morsko-rowerowych snów, ale wcięło z niewiadomych powodów. Może szef przegapił malutenieczki tekścik, bo nie śmiem podejrzewać, że potraktował go jako moje umawianie się z Tobą we śnie i z zazdrości lub jako strażnik blogowej moralności skreślił.

  40. Pozostaje tylko przyklasnąć!

  41. @J.Pieczul pisze: nie obchodzę niczego… A ja owszem – z daleka.

  42. Ale ciebie @Pieczul też kocham…

  43. A Ciebie @mag to nawet się nie ośmielę kochać, Blogini Ty Nasza…

  44. bib
    Ależ kochaj, kochaj! Jak najbardziej.
    Deklaruję Ci wzajemność.

  45. bib
    Pieczula też kocham, ale Ciebie jakby bardziej.

  46. @bip i mag
    A puszyste pieseczki będą?

  47. anumlik
    Ja akurat preferuję koteczki, a co bib – nie wiem.
    Zazdrosnyś?
    Spoko, jesteś u mnie wysoko na stosownej liście.

  48. mag
    „Zazdrosnyś?” Eee. Uwielbiam takie pikantne kawałki. A „Pierwszy krok w chmurach” pamiętasz?

  49. Papieski śmigłowiec wrócił pomalowany do Krakowa. W sam raz na urodziny Dody. Będą się mieli gdzie pomodlić. http://wiadomosci.onet.pl/krakow/papieski-smiglowiec-po-odmalowaniu-wrocil-do-krakowa/3k81t

  50. anumlik
    Nie wiem, dlaczego przyszło ci do głowy skojarzenie z opowiadaniami Hłaski.
    Pamiętam tylko ogólny klimat – ciągle pada deszcz, jest ponuro, brzydko i wszystko do d… A bohaterowie są smutni i żyć im się nie chce.

  51. mag, anumlik, bib
    Witałem dzisiaj wiosnę w morzu. Powitanie było krótkie, pożegnanie – jeszcze krótsze: wlazłem po pas, przepłynąłem z pięć metrów i wyprysnąłem z wody szybciej niż właziłem. Od dawna nie uprawiam takich kąpieli systematycznie, więc odporność starzeje się razem ze mną. U was też się starzeją? Mnie się to wydaje krzywdzące. Gdyby babcia miała wąsy (Jezu, widziałem wczoraj taką babcię! Normalny ułański wąs! No, może ćwierć), a ja byłbym stwórcą, stworzyłbym tak, że człowiek się starzeje do pięćdziesiątki, potem 50 lat walentynek, i z powrotem, czyli młodnieje, dajmy na to, do osiemnastki i apiać się starzeje – i tak bez końca.

    Niczego nie obchodzę, a nawet nie umiem pozdrawiać, ale jakżeż mogliby mnie nie obchodzić takie sympatyczne magbibanumliki. Posłałbym Wam tegoroczną gałązkę pąkującego bzu (już prawie listki), ale aż dziw, że w obrazkowej cywilizacji blogi są bezobrazkowe – żal. Więc trzymta się, Dobre Ludzie, bez obrazka, na słowo.

  52. @ mag, 15 lutego o godz. 19:09
    W jednym z opowiadań Hłaski, z tomu „Pierwszy krok w chmurach”, pada zdanie: „Bo my się z tą panią kochamy, bo my się z tą panią ożenimy… i będziemy mieli dzieci… albo takie małe puszyste pieseczki”. Za cholerę nie mogę sobie przypomnieć, w którym to opowiadaniu – w tytułowym, w „Pętli”, czy w jakimś innym. Akurat „Pierwszego kroku w chmurach” nie mam pod ręką.

  53. @ Jerzy Pieczul, 15 lutego o godz. 19:29
    Naści, Jerzy, obrazek z pączkującym bzem:
    http://photo.bikestats.eu/zdjecie/259320/paczkujacy-bez
    I początek „Ziemi jałowej” T. S. Eliota:

    Najokrutniejszy miesiąc – kwiecień:
    Wyprowadza z umarłej ziemi gałąź bzu,
    Łączy pożądanie z pamięcią,
    Podnieca leniwe korzenie sypiąc ciepły deszcz.

  54. anumlik
    Teraz sobie te pieseczki skojarzyłam, ale raczej na pewno nie występują w „Pętli”.
    Mam całego Hłaskę na półce prawie pod sufitem, więc nie chce mi się brać drabiny, by odszukać stosowny tom. Może to było w „Ósmym dniu tygodnia”?
    Jerzyku Pieczulu
    Gratuluję doświadczeń morsa. Czyżbyś pojawił się (oczywiście na rowerze) na Międzynarodowym Dniu tych dziwnych stworzeń odbywanym gdzieś u nas na zachodnim wybrzeżu (coś mi mignęło w necie)?

  55. Co za blazenska orgia !

  56. axiom1
    To co dla ciebie jest „błazeńską orgią”, dla normalnych ludzi jest tylko zwykłą zabawą, słownymi żartami, bo nie wszyscy są tak jak ty nabzdyczeni i zajmują się „zbawianiem ojczyzny” 24h.
    Zauważ, że temat „zadany” przez Gospodarza dotyczy Walentynek i miłości, a nie polityki czy ekonomii.

  57. mag
    15 lutego o godz. 21:14
    Mag kochana – wybacz mocne słowo, taki dzień – oczywiście, że gdzieś w mojej okolicy się odbywa morsowanie, ale od zbiegowisk bywam jak najdalej. Nie odnoszę się do morsów w ogóle: oni – swoje, ja – swoje, ale znając te trudy i radości, mam dla morsów uznanie. Tak samo jak dla Ciebie, choć nie jestem kobietą. A może właśnie – dlatego. A mój bez dla Ciebie i kolegów nie jest wiosenny, lecz zimowy. Robią od północnej strony Koszalina kawałek obwodnicy i musieli wyciąć trochę drzew. Wracałem z jeżdżenia rowerem po jeziorze (chodzić po wodzie – nie sztuka, ale weź jedź rowerem). Owszem, woda była i jeszcze jest trochę zamarznięta, ale przecież woda. Więc wracałem i ułamałem sobie z wyciętego bzu gałązkę, wstawiłem w domu do wody. W tamtym tygodniu. Patrzę: a ten, skórkowany bąki…tfu!…pąki puszcza. Już prawie listki. I jemu chce się żyć. Zapytam anumlika, jak się własne fotki wstawia.

  58. Jerzy Pieczul
    15 lutego o godz. 22:01
    Pieczul, ty ośle – napisałeś: „skórkowany”! Ojej, co to będzie, co to będzie?

  59. anumlik
    15 lutego o godz. 20:58
    Anumliku Sokoliku, pouczysz alzheimera jak się fotki wstawia? Czy można na tę stronę dawać link z fotobukieta? No i dzięki za cudny bzik.

  60. Błazeńska orgia axioma jedynkę
    Nadgryzła jeno krzynkę w Walentynkę.
    Gdyby to dzień był świętego Jerzego,
    Już byś nie dożył, axiom, następnego.

  61. Pieczulu, Królu Lulu, nie wiem. Jak wróci moja córka, która jest bardziej ode mnie kumata w tych sprawach – zapytam. Ja przejeżdżam kursorem po adresie zdjęcia i metodą „kopiuj – wklej” – wklejam w tekst.

  62. anumlik
    15 lutego o godz. 22:19
    Anumliku jeden (axiom – też jeden), skopiowałem po trzy adresy trzech fotek w fotobukiecie i, choroba, nie wiem, co dalej. Widać obaj jesteśmy małpy, które się nauczyły pykać w kilka klawiszy, a jak trzeba pyknąć w inny – wysiadają. Ale raz kozie śmierć – idu na grozu.
    http://s1296.photobucket.com/user/zgryz3/media/IMG_0964_zpsce3b61e8.jpg.html

    http://s1296.photobucket.com/user/zgryz3/media/IMG_0968_zpsc3782334.jpg.html

    http://s1296.photobucket.com/user/zgryz3/media/Zdj1190cie8128_zps17cc6a25.jpg.html

  63. anumlik
    15 lutego o godz. 22:19
    Ja pierniczę, wyszło!!! Nawet sam ze strony bloga otworzyłem fotkę! Tylko że mój wpis ukazał się wyłącznie mnie. Pod nim jest: „Twój komentarz czeka na moderację”. Nieznana rzecz u pana Hartmana, ale, być może, tu chodzi o bezpieczeństwo – wirusy i inne kleszcze. Poczekamy, zobaczymy.

  64. A przy okazji: moje uznanie i szacunek, Panie Profesorze, i za mądrość, i za precyzyjne, dobitne, a nie czyścioszkowe słowo, i za ujmującą życzliwość i zwyczajność, która się wyraziła m.in. w pogodnej zachęcie do walentynkowości. Sam wprawdzie nie walentynkuję ani niczego nie obchodzę, ale trudno, bym jako sam ciut żywiołowy, patrzył obojętnie lub kwaśno na Pańską spontaniczność. Nie zwykłem mówić: „kocham” do mężczyzny, ale patrzeć z uznaniem, czasem z podziwem, przecież mogę. Więc właśnie tak patrzę.

  65. axiom1, 15 lutego o godz. 21:19
    Gabriel Garcia Marquez to bliski przyjaciel Fidela Castro i innych rewolucjonistów Ameryki Łacińskiej więc nie umiejszaj powagi sytuacji swoją dezaprobatą. Akurat książka nie jest o miłosci, a o żądzy władzy, o demoralizującym charakterze władzy, o samotmosci imperatora. Osobiscie ufam, że czytałes – jesli nie spróbuj przeczytać cytat kilkakrotnie a odkryjesz geniusz pisarza, to nie jest gra na jednej strunie, a cała synfonia. Do innych blogowiczów: nie sposób umrzeć bez znajomosci dzieł tego pisarza, czekam też na Wasze propozycje.

  66. Kurna, aż musiałem się obudzić, żeby to powiedzieć. Moderacja, a właściwie cenzura wpisu, w którym są linki do prywatnych obrazków, jest chyba po to, by uniknąć zaświnienia blogu czymś prawnie zakazanym i obyczajowo niewskazanym.

    Zauważcie, Towarzysze, że to odkryła samodzielnie małpa, która dopiero co spadła z drzewa i jej odpadł – jak jaszczurce – ogon. Niech żyje wolność, wolność i swoboda, i dziewczyna mło…! E tam, od dziecka wolałem starsze.

  67. żabka konająca
    16 lutego o godz. 1:34
    Żabko nocny marku, dober weczer i spadam, bo ledwo widzę na oczy. A jak zamknę, widzę Cię lepiej. Dobranocka.

  68. Hartman wrzucil na blog ogryziona juz kostke. Blogowisko sie zachwyca.

  69. Nie do wiary !

    Twoj Ruch postawil na 85 letniego pra-pra dziadka w wyborach do Euro-Parlamentu !! Gdzie tu moralnosc, gdzie etyka ??? Kazimierz Kutz, 85 lat, jest kandydatem No.1 TR na Slasku.

    Do kurwy nedzy gdzie jest przyzwoitosc panie Hartman, moralisto i etyku. Czego TR sie spodziewa od 85 letniego pra-para dziadka. Jakiej pracy ? Co on moze tam w Euro-Parlamencie zawojowac dla Polski. Kutz z koleii pokazal ze jest blaznem przyjmujac te oferte.

    To wiecej niz oburzajace !

  70. axiom1
    16 lutego o godz. 8:53
    Nieważne co i jak człek robi, tylko – ile ma lat? Moja 87-letnia (wówczas) mama sprawowała przez ponad rok całodobową opiekę nad siedemdziesięcioparoletnią sąsiadką: gotowała, prała, kąpała, tyłek podcierała – ZA DARMO.
    A skoro patrzysz na wiek pojedyńczego, wyjątkowego człowieka, to nie przeszkadzają ci liczne sędzie, 28-letnie siuśmajtki z dyskotekowym doświadczeniem, pouczające 70-latków jak żyć?

  71. Nie wiem dlaczego @ żabce konającej (16 lutego o godz. 1:34), krótka refleksja akxioma1 (15 lutego o godz. 21:19) „Co za błazeńska orgia!”, skojarzyła się z Marquezem. Mnie skojarzyła się z innym, wcześniejszym noblistą, Sienkiewiczem. W „Quo vadis” motyw „błazeńskiej orgii” występuje dwukrotnie: W rozdziale VII tomu III, w refleksji Petroniusza na temat Rzymu („Życie światowładnego grodu wydało mu się jakimś błazeńskim korowodem i jakąś orgią, która jednak musi się skończyć. Rozumiał teraz, że jedni tylko chrześcijanie mają jakieś nowe podstawy życia, ale sądził, że wkrótce nie pozostanie z chrześcijan ślad żaden. A wówczas co?
    Błazeński korowód pójdzie dalej pod wodzą Nerona.”) oraz w EPILOGU, w refleksji samego Sienkiewicza („Z Grecji dochodziły echa o niesłychanych tryumfach cezara, o tysiącach koron, które zdobył, i tysiącach współzawodników, których pokonał. Świat wydawał się jedną orgią, krwawą i błazeńską, lecz zarazem wszczepiło się mniemanie, że przyszedł kres cnocie i rzeczom poważnym, że nadszedł czas tańca, muzyki, rozpusty, krwi i że odtąd tak płynąć już musi życie”).

    Skoro już jestem przy starożytnym Rzymie, któremu Gospodarz poświęcił (pośrednio, poprzez biskupa Walentego, skazanego na śmierć przez cesarza Klaudiusza za nielegalne udzielanie ślubu rzymskim legionistom) cały swój felieton, to zwrócę Szanownemu Profesorowi uwagę na kardynalny błąd, który popełnił w zdaniu: „Tęcza pokoju rozpięta nad światem na znak, że dni zagłady już nie powrócą, objawia przykazanie Lo tircach!, Nie zabijaj!” Otóż profesorze Hartman, „Lo tircach” oznacza w języku hebrajskim „nie morduj”, zaś odpowiednikiem „nie zabijaj” jest hebrajski zwrot „lo taharog”. Żydzi, Panie Profesorze, nie respektują w tłumaczeniach Tory zwrotu „nie zabijaj”, oni wiedzą, że w Tablicach Mojżeszowych występuje zwrot „nie morduj”.

  72. Pisze @Żabka konająca: nie sposób umrzeć bez znajomości dzieł tego pisarza.
    No to się w końcu wyjaśniło dlaczego tak od lat nie możesz skonać – widać czegoś jeszcze nie doczytałaś. Otwiera to przede mną niezłe perspektywy, bo ja wziąłem do ręki zaledwie jednego Marqueza i do końca nie dotarłem. Nie żebym coś mu miał do zarzucenia – po prostu jak on zaczął być modny, ja żyłem już w epoce postbeletrystycznej. Próby nawrócenia jakoś mi się dotąd nie powiodły. Może coś tracę? Tak czy owak pozdrawiam i życzę długich jeszcze lat konania, kum,kum.
    Może to też jest po trosze odpowiedź na pytanie @Pieczula : czy na starość tracimy coś, jak on mrozoodporność? Ale raczej proponowałbym kontemplować to, co na starość zyskujemy. Każdy wiek ma swoje zady i walety. Więc bye, bye niegdysiejsze śniegi, dopóki nam jeszcze Kasieńki się chce, choć innej niż kiedysik…

  73. @Jerzy Pieczul

    Gdy widze produkty partyjnego nepotyzmu, dwudzieto letnie chlystki na publicznych stanowiskach to rowniez oburza.

    Twoj przyklad nie jest na miejscu. Kutza zaproponowano na publiczne reprezentacyjne stanowisko. To odpowiedzialnosc wobec wszystkich polakow. Prywatnie to on tez moze sie opiekowac kims mlodszym, psem lub kotem, to jego sprawa podobnie jak twojej matki.

    Kutz jako senator

  74. Kutz jako senator,… pryczynil sie do zatwierdzenia wieku emerytalnego 67 lat. Ale sam stawia sie ponad prawem.

  75. axiom1
    16 lutego o godz. 10:01
    Przykro mi, ale jak zwykle obsesyjnie przeholowujesz. A ja Ci życzę (choć nie uznaję śmiesznego rytuału życzeń) na przyszłość takiego wigoru, przytomności umysłu, przenikliwości myślenia, jakie prezentują pan Kutz, pan Bartoszewicz, pewien 90-letni inżynier pracujący na etacie, bo firma go nie chce puścić, Jerzy Urban, czy jakie prezentowali Iwan Pawłow, który w wieku 76 lat został kierownikiem instytutu, Stanisław Lem bądź Melchior Wańkowicz w ostatnich miesiącach swego życia. Trzeźwość umysłu to trzeźwość umysłu – jakież ma znaczenie, czy taki trzeźwy, starszy gość jest projektantem samochodów, czy projektantem gospodarki. Raczej nie mógłby być pilotem, ale Chamberlain był Chamberlainem, a Churchill formalnie zasiadał w Izbie Gmin do 90-tego roku życia. Bywasz wściekły, axiomie, ale merytoryczny, teraz łaskawie pieprzysz. To nie wiek pracuje, ale konkretni ludzie, a ci bywają różni.

  76. axiom1
    16 lutego o godz. 10:01
    Co znaczy „ponad prawem”? Pokaż prawo, które zabrania pracowania tym, co przekroczyli 67.

  77. bib
    Wypowiem się jak heretyk jakiś.
    Wiem doskonale, że Dostojewski wielkim pisarzem był, podobnie jak np. Tomasz Mann.
    Wyznam jednak ze wstydem, że po latach nie rzucają mnie już na kolana. Ja się zmieniłam, czy świat się zmienił, a ja wraz z nim?
    A przez Margueza „Miłość w czasach zarazy” przebrnęłam z niejakim trudem. Jakoś bliższe mi jest, a przynajmniej było, bo czytałam dawno, „Sto lat samotności”.
    A tak w ogóle jestem za tym, by kontemplować zalety starości, do których należy, jeśli zachowało się bystrą przytomność umysłu, delektowanie się urodą świata, zarówno materialnego (typu radość o poranku, bo…), jak i duchowego (lektury, filmy, muzyka itp.). Po prostu jest na to więcej czasu i już nic się nie musi. Poza tym, czego się jeszcze chce.
    A zakochać się, czy radować obecnością lubej osoby można, póki człowiek żyw.
    To tak a propos „niegdysiejszych śniegów”, które fajnie jest wspominać, ale i nie warto utyskiwać, że się roztopiły, no i… oczywiście a propos Kasieńki czy Jasia, póki się jeszcze mogą „przytrafić”.

  78. Jerzy Pieczul
    Na twym przykladzie widac jak trudna jest dyskusja bez poslugiwania sie zomowska pala.

  79. Miłaś jak zwykle, choć po innych twoich postach wnioskuję, że jesteś raczej połykaczką książek, czego ci zazdroszczę i z pokorą czoła chylę przed erudytami, których tak wielu tu mamy na szczęście na blogookolicy…
    Jestem akurat w takim serca uskowrończeniu (po narodzinach wnuczki), że nawet @axioma mógłbym przytulić . Ale chyba nie zafałszuję rzeczywistości jeśli dopowiem, że starość – przy wszystkich jej podagrach i rupturach – może być tyż pikna, jeśli się przódziej żyło pięknie a owocnie. Weźmy takiego Stocha – pokazano w Internecie jego wypowiedź z 12-go roku życia, że jego celem jest olimpijskie złoto. Jak nie oglądałaś, to zachęcam. Przesłodkie chłopczysko – i jak to podał bezpretensjonalnie i wdzięcznie… W ogóle mamy jeszcze takich wspaniałych ludzi jak Justyna, Lewandowski, no i ten Brzózka panczenista, choć mało go znam, wygląda na super faceta. Serce roście…
    Ale nawet jeśli nie dla nas olimpady, ni Paryże, ni Szanghaje – to jeśli swoje jakieś tam cele osiągnęliśwa, w on czas starość może być tylko nieustającym (no…) benefisem. Czego daj nam dzisiaj, jako i naszym winowajcom… czy jakoś tak.

  80. axiom1
    16 lutego o godz. 12:09
    „Jerzy Pieczul
    Na twym przykladzie widac jak trudna jest dyskusja bez poslugiwania sie zomowska pala”.
    ————————————————–
    No właśnie. Ty sobie machaj pałą, a jadę nad Jamno, licząc na spotkanie z grupą przelotnych (z Norwegii – przez Polskę tylko przelatują, siadając na bezśnieżnych polach dla poskubania ozimin) bernikli białolicych. Może raz wreszcie pstryknę porządne fotki, bo trochę słonka jest.

  81. bib
    Przede wszystkim wnuczki gratuluję. Znam tę radość, gdy czujesz że jakoś tam non omnis moriar, no i odżywasz, młodniejesz przy świeżej cielęcince.
    Jasne, że nie dla nas olimpiady, ale Paryże, Rzymy (Szanghaj za daleko), Pragi – czemu nie?
    Ja tam jeszcze się szwendam tu i ówdzie, póki mogę. Choćby po kraju, który urodziwym jest, od morza do samiuśkich Tater.
    A gdy patrzę na naszych młodziaków olimpijczyków, to mi serce roście.
    Zauważ jak oni ładni i jak ładnie, normalnie mówią po polsku, żadnego przy tym zadęcia patriotycznego, bełkotu parapartyjnego itp.
    Takie same mam odczucia, gdy np. czytam wypowiedzi młodych laureatów „Paszportów Polityki” w różnych dziedzinach.
    To jest awangarda tego kraju! Polacy europejczycy, którzy nie rozglądają się nerwowo wokół siebie, co im Polska DA, czy to pod postacią rządów Tuska, czy Kaczora albo Millera lub Palikota.

  82. To jest piekne;
    „Przede wszystkim wnuczki gratuluję. Znam tę radość, gdy czujesz że jakoś tam non omnis moriar, no i odżywasz, młodniejesz przy świeżej cielęcince.”

    Dlatego pokolenie solidarnych pedofili ekonomicznych przejebalo zycie swym wlasnym dzieciom i wnuczkom i pokoleniom jeszcze nie urodzonym. Po przez zaciagniecie na konto swych ulubionych niewyplacalne dlugi i przelajdaczenie majatku narodowego. Nikt sie tak nie lajdaczyl na koszt swych dzieci wnukow i tych jeszcze nie urodzonych.
    To zbrodnia z najwyzszego szczebla, zapasc cywilizacyjna. Nawet zwierzeta tego nie robia, bo nie potrafia.
    W tym wolnosc rzekomo ‚wywalczona’ przez solidarnych. Lajdaczyc sie na koszt dziecka. Kurwa,… Brak slow.

  83. axiom1
    Znamy wszyscy te twoje mantry już na pamięć.
    I nie zaśmiecaj ciągle blogu kurwami, pedofilami ekonomicznymi i innymi bzdetami, jakie wyrażasz wulgarnym, ubogim językiem. Coś nowego byś przynajmniej wymyślił, „ubogacił” epitety.
    Mnie też brak słów. Jak czytam twoje brednie.

  84. bib 9:57, chyba w sposób zbyt egzaltowany wyraziłam swoj zachwyt pisarstwem G.G.Marquez’a, ale masz rację, nie przczytałam wszystkiego i pewnie tego nie zdążę zrobić. Co do mody – pisarz jest z pokolenia moich rodziców i jego następcy dystansują się się od „realizmu magicznego”, wręcz odcinają; w Polsce tak jeszcze pisze Olga Tokarczuk, którą również bardzo cenię.

  85. A tak naprawdę dyskusja na blogu się nie klei, widać bliższa ludzkiej naturze nienawisć, a nie miłosć.

  86. Mam wiekszy szacunek dla Trynkiewicza. Zabijal niespodziwanie i efektywnie. Ofiary sie nie meczyly. I zabil tylko czworo dzieci.

    Solidarny miot i ich przydupasy natomiast skazali na powolna smierc w niewolniczych warunkach dziesiatki milionow polskich dzieci. Bo dlugi zaciagniete na konta nieletnich to niewolnictwo. To dozywotni wyzysk. Solidani zrobili nawet gorzej. Po przez religie w szkolach pozbawili polskie dzieci rozumu.

    Gdzie tam,… trudno sobie wyobrazic by jakiekolwiek zwierze zrobilo cos podobnego dla swych malych.

    Tak wiec oswiadczenia tu na blogu o rzekomym uwielbianiu swych wnukow to najbardziej perfidna ohyda z mozliwych.

  87. żabko konająca
    Tak zwany realizm magiczny ma fantastyczną kontyuatorkę w laureatce Nagrody Nike 2013, Joannie Bator. Gorąco polecam jej powieść „Ciemno. Prawie noc”.

  88. axiom1
    16 lutego o godz. 12:09
    „Jerzy Pieczul
    Na twym przykladzie widac jak trudna jest dyskusja bez poslugiwania sie zomowska pala”.
    —————————————————————–
    A ja chromolę dyskusje, umiłowany w panu Urbanu axiomie. Spotkałem dwie gęsi – i to jest rzecz do myślenia. Leciały za wysoko, bym gatunek rozpoznał. Bernikle białolice, które najbliżej mieszkają w Norwegii, a najdalej – w Kanadzie, raczej być nie mogły, bo norweskie są u nas zimą w rejonie nadmorskim tylko przelotem, więc latają większymi kluczami. Skoro leciały tylko dwie, mogły być nasze, które już wróciły i szykują się do gniazdowania. Powrót gęsi w połowie lutego – rewelacja, bo na jeziorach jeszcze lód. Nie palę się do przewidywania charakteru wiosny na tej podstawie, bo gęsi są mniej więcej tak mądre jak gęsi, a z kolei gęsi – jak starzy rybacy, którzy są jak starzy górale. Pod koniec 80-tych lat kumpel-były góral powiada późną jesienią:
    – Gęsi się niosą – będzie lekka zima.
    Jeszcze nie skończył mówić, jak walnął taki śnieg, że w Polsce śniegowymi tunelami się podróżowało. Wyszły dwie takie fest śniegowe zimy pod rząd. Więc wolę nic nie mówić. Zapytam tylko, gdzie Ty wypatrzyłeś w niby-rozmowie ze mną zomowską pałę – w dzięcielinie? Jeśli – przepraszam za dosłowność – pokażesz, będę wdzięczny.

  89. Jerzy Pieczul
    I ty takie wersety wręcz poetyckie ślesz do axioma? O jakichś dzięcielinach piszesz, kluczach gęsi? Naprzeciw zomowksiej pały?
    On tego nie skuma, a jeszcze Cię obsobaczy grubym słowem, że „jebiesz dzieci”, jak zresztą wszyscy Polacy i Polki. I kurwą poleci.
    Sorry, ale ja tylko cytuję ulubione zwroty axioma.
    Oj, będziesz wdzięczny, jak on Ci pokaże cóś.
    Chyba że ci odpuści, a skrupi się na mnie.

  90. mag
    16 lutego o godz. 18:12
    Mag umiłowana, jak zobaczyłem na jeziorze parę kawalątków wiosny już wolnej od lodu (nieduże, ale zawsze), tak się rozkleiłem, że nawet na axioma patrzę ze wzruszeniem jak na gęś.

  91. Oj, Pieczulu, Pieczulu, gęśniejesz Ty w zachwycie,
    gdy aksjomat axioma, to but uwięzły w odbycie.

  92. anumlik
    16 lutego o godz. 19:07
    Anumliku ę ą, wczoraj sam spróbowałem dojść, jak wtykać linki prywatnych fotek na stronę. Gdzieś od roku wklejam fotobukietowe linki na stronę mojej szkoły, gdzie po poleceniu „zapisz” pojawiają się na stronie fotki. Ale tam towarzystwo jest raczej zamknięte, więc i cenzura – nie policyjna. Blogi to jednak inna melodia – i mogę to rozumieć, jako że różne treści obrazkowe można byłoby wprowadzać, „chciawszy” poświnić . W fotobukiecie są cztery linki. Skopiowałem wszystkie i wkleiłem tu do ramki komentarza. Pojawiły się na blogu i ja te linki mogłem otwierać, czyli pokazywały się moje fotki. Ale…Pod tekstem i tymi linkami do tej pory stoi jak ułan na bide…tfu!…widecie: „Twój komentarz czeka na moderację”. Będzie tak widać czekał jak kołek w płocie na puszczenie pąków. Więc teraz nie wiem, czy cenzura, czy ja – tupa wołowa. Może i ja, bo cenzura by przecież koment wyrzuciła i spokój.

  93. http://www.youtube.com/watch?v=2fbB-up4y-8&list=UUSX8gwUDzjBld5uokOz-_Sg&feature=c4-overview
    O Świątyni Opatrzności Bożej. Palikot, Hartman, Kotliński, Tabisz, Prokop Paczkowska.
    (Przemowy wygłoszone przed Ministerstwem Kultury i Dziedzictwa Narodowego w związku z przeznaczeniem 6 milionów złotych na kult, a nie na kulturę.)
    PS.
    Popieram wspólne działania wszystkich postępowych środowisk i organizacji na rzecz państwa świeckiego z autentycznym i ściśle przestrzeganym rozdziałem kościoła od Państwa.
    ———————-
    Najwyższy czas, żeby władzę w Polsce zaczęli sprawować mądrzy ludzie.
    To pierwszy, najważnieszy warunek, żeby państwo klerykalne zamienić w państwo świeckie.
    Lobbyści kościoła na stanowisku Prezydenta lub Premiera RP oraz w Sejmie, w Senacie, we wszystkich organach władzy i państwowych instytucjach to jedynie gwarancja pogłębiającego się zacofania kraju i coraz gorszych perspektyw jego społeczeństwa.

    Tylko mądrzy, racjonalnie myślący ludzie sprawią, że Polska będzie państwem :
    – gdzie kler pod każdym względem oddzielony będzie od państwowych urzędów i od zarządzania świeckimi strukturami władzy, a jego finansowa oraz gospodarcza działalność traktowana będzie na równi z wszystkimi innymi funkcjonującymi w państwie i podległymi temu samemu prawu instytucjami,
    – gdzie wylącznie ci, którzy dobrowolnie dają się otumaniać religijnymi bajkami i kościelnym kadzidłem będą mogli ten proceder uprawiać razem z klerem w kościelnych kruchtach i finansować wyłącznie ze swojej, prywatnej kieszeni,
    – gdzie w państwowych przedszkolach i szkołach nie będzie religijnej indoktrynacji dzieci i młodzieży,
    – gdzie ze ścian i murów państwowych urzędów i instytucji znikną religijne symbole,
    – gdzie Polacy będą cieszyć się odzyskanym majątkiem narodowym i odzyskanymi, a wyłudzonymi przez kler miliardami, które dziś wyłącznie tej pasożytniczej grupie uprzywilejowanych watykańczyków zapewniają dozgonny dobrobyt bez względu na stan państwa i poziom życia społeczeństwa
    oraz gdzie Polacy będą żyć w swoim, suwerennym, wolnym i demokratycznym państwie szanującym wszystkie należne im prawa.
    Zeby te wszystkie cele osiągnąć należy zerwać nielegalnie uchwalony, podpisany i ratyfikowany przez katolików konkordat.

    PS.
    Największymi nieszczęściami w całej historii Polski są: Jej „chrzest”, Jan Paweł 2 i „solidarność” z Wałęsą w klapie, która od momentu jej powstania jest manipulowana przez kk.

  94. Do „atalia” i jemu podobnych religijnych kołtunów:
    Wy macie jakąś manię przywłaszczania sobie wszystkiego… nawet ateistów, co udowodniłeś zamieszczając 15 lutego godz. 0:22 swoje idiotyczne „wykazy idiotów”.
    Do swojej „listy mędrców”: – Stalin, Mao, Kim, Lenin…zapomniałeś dodać takie znakomitości jak JP2, Wyszyński, Hitler, wszystkich papieży, ich podwładnych i siebie.
    Powtarzam swoją radę dla was – katolików:
    Zamiast wypisywać swoje bzdety na tym forum weźcie książeczki do nabożeństwa i jazda do klubów GO -GO…
    Stamtąd prosto do kościoła na mszę, do spowiedzi i po rozgrzeszenie… wam się też coś od tego paskudnego, doczesnego żywota należy.
    Wasze religijne, mityczne „niebo” jest puste…
    Korzystajcie z tutejszego.
    PS.
    Nie zapomnijcie tylko, co niektórzy, pozdejmować kiecki i koloratki.

  95. Ewa-Joanna
    Pyta: czy szatan jest równy bogu?
    Z zapytania wynika naiwność duchowa, ignorancja. Ponadto pisze „bogu”…specjalnie z małej litery.
    Księciem tego świata jest szatan z „potężnymi” Kimami i naszymi ich wielbicielami. Kłamca dysponuje tez władzą, złotem i seksem. Idzie na te pułapki większość. Kłaniają się pomnikom wyzwolicieli w W-wie, a w tym czasie w nocy wycieli wszystkie krzyże.
    Matka HGW tak jak premier nie ma błogosławieństwa Bożego…stąd te przypadkowe „awarie”. Zobaczycie jak skończy.

  96. mag
    „Niedługo dowiesz się PRAWDY”. Czy już mam się bać?
    Bardzo trudno dyskutuje się z niewierzącymi, bo łapią za słowo, nie rozumieją alegorii i nie widza wszystkiego z punktu wiedzenia wieczności.
    Za prawdą to ja ganiam już kilkadziesiąt lat i wciąż jej szukam, jak każdy myślący i czujący człowiek, a taki ma wątpliwości…
    Ja rozumie Ciebie, ale tu nie chodzi o p r a w d ę w naszym zrozumieniu. To tak jak z pokojem, który oznacza brak wojny. Jeden raz zaznałbyś co oznacza Pokój Boży w sercu i nie chciałbyś niczego więcej. Wówczas wiedziałbyś także co oznacza Prawda. Bóg to Prawda, a szatan to Kłamstwo. Przecież widzisz jak kłamią jego dzieci…
    > w odróżnieniu od tych, którzy posiedli prawdę raz na zawsze i w swej pysze „wtajemniczenia” gardzą wątpiącymi.
    Mylisz się całkowicie. Tacy jak ja niosą krzyż Pana Jezusa, a to ujrzenie zguby większości, bo śmierć to życie. Od 25 lat każdy dzień życia (Msza św.) poświęcam Bogu w różnych intencjach. Na pewno wołałem także za Ciebie. Nie traktuj naszego spotkania jako przypadkowe.
    >Nigdy nie deklarowałam się jako ateistka, a jeśli już bawić się w szufladkowanie, to jestem antyklerykalną agnostyczką.
    Dobry podział dał R. Dawkins, ale tam nie ma takiego agnostyka…raczej uznający, że „raczej nic nie ma”.
    http://www.wola-boga-ojca.pl

  97. Jerzy Pieczul
    Po co te kłótnie. Zrozum, że ktoś, kto żąda szacunku dla Boga Ojca „Ja Jestem” natychmiast jest odsyłany do psychiatry i obrażany. Co złego napisałem w zdaniu:
    >„Chwalisz Krzysię, że wierzących traktuje jak idiotów, a zarazem pytasz, gdzie jest moja tolerancja chrześcijańska i brak agresji?”.

    Co mnie obchodzą jacyś wierzący? Przecież doszło do naszego spotkania i ja mam wielki szacunek dla niewierzących, bo sam do 45 r.ż. „żyłem, piłem i czerwony sztandar nosiłem” (koledzy lekarze z razwiedki łapali biało czerwone).
    Mnie obowiązuje moralność z urzędu, a przecież partyjniacy też mają swoją książeczkę Mao. Chyba, że są członkami gangsterskiego państwa.
    >Niepotrzebnie wytykasz cudze „grzechy”, skoro „każdy z nas o sobie samym zda sprawę Bogu”.
    A co Ty robisz tak pisząc? Z wpisów wynika, że reprezentujesz opcję „róbta, co chceta” i chcesz dotrzeć do Boga? Szeroka jest brama prowadząca do zguby, a wąska furteczka do zbawienia.
    Nie traktuj naszego spotkania jako przypadkowe.
    http://www.wola-boga-ojca.pl

  98. Krzysia
    16 lutego o godz. 21:10

    Do gospodyni proboszcza Krzysi, wolę być kołtunem i nawet (hi, hi, hi) katolikiem, byle tylko nie być podynią proboszcza, jak ty.

  99. Apel,
    proszę, tylko nie próbuj mnie nawracać w tak infantylny sposób.
    Doskonale znam i rozumiem metafory, alegorie itp. Mam za sobą dziesiątki lektur, rekolekcje ignacjańskie u jezuitów, a także okres konwersji, który też należy do przeszłości.
    Jestem już na innym etapie i nie ma to nic wspólnego z prostackim i przekłamanym od początku odczytywaniem hasła „róbta co chceta”. Zostaw mnie więc w spokoju.
    Wypełniaj swój misyjny program, bo nic mi do tego, a nawet życzę ci powodzenia.

  100. @mag
    APEL jest zaprogramowany przez Open Source Matters, amerykańskie stowarzyszenie, noszące wszelkie znamiona sekty, jakich pełno w USA. Coś pośredniego pomiędzy Świadkami Jehowy, towarzystwem okultystycznym, a’la madame Blavatski i kaznodziejką Joyce Meyer. Głosi słowo boże korzystając z przygotowanych uprzednio kalek. Dziś w godzinach wieczornych „podsumował” większość blogowiczów wypowiadających się pod poszczególnymi felietonami. Zrobił to hurtowo, znaczy się ktoś z jego współpracowników z Open Source Matters, przygotował mu „gotowce”. Przejmować się nie ma czym, a jak się pojawi pod czyimś nickiem – gonić. Nawet „apage satanas” nie jest potrzebne. Wystarczy „paszoł won”.

  101. APEL
    16 lutego o godz. 22:39
    Skąd, Kolego, wytrzasnąłeś, że chcę do jakiegoś boga dotrzeć? Owszem, długie lata czytałem Biblię do poduszki, a i teraz co rusz wracam, bo z upodobaniem tropię kłamstwa, nieprawdopodobieństwa, krętactwa, naiwności i infantylizmy, z jakich się składają Stary i Nowy Testamenty. Nie zrozumiałeś intencji mojego komentarza, więc czort z nim, nie chcę już do tego wracać. Tylko drobiazg: napisałem, że „Niepotrzebnie wytykasz cudze „grzechy””. Niepotrzebnie z punktu widzenia Twojej religii, bo według niej nie za cudze czyny będziesz odpowiadał, lecz za własne. Ciebie natomiast bardziej zajęło ambicjonalne odgryzienie się, że ja też cudzymi „grzechami” się zajmuję, niż to, że naruszasz wskazania Jezusa. Tym samym pokazałeś płytkość swojej wiary. Typowe dla polskich publicznych katolików, którzy zamiast mnożyć dobre czyny własne, przejawiają chorobliwe wręcz zainteresowanie zachowaniami cudzymi. Ciebie Twoja wiara do czegoś obliguje, mnie – do niczego, więc przed żadnym bogiem zdawać sprawy nie będę. A Ty nie ma siły, że bekniesz. Bo zamiast przeprowadzać w dzień staruszki przez ulicę, a wieczorem zamknąć się w izdebce, posypać łeb popiołem i tłuc się (we własną!!!) w pierś, włazisz na stronę ateisty i ględzisz o religii. W jakim celu – chcesz nawrócić ateistów? A może jesteś małej wiary i ją chcesz gadaniem zwiększyć?

  102. Do „APEL”:
    Ale relgijni propagandziarze ci nasrali do łba…
    Nie chce się wierzyć, że w 21 wieku są jeszcze tacy głupi ludzie jak ty.
    Dam ci kolejną dobrą radę:
    Nie bój się żadnego „szatana”. On nie istnieje identycznie, jak nie istnieje twój mityczny „bóg”.
    Przestań wierzyć w bajki i idź do GO – GO.

  103. ” Tęcza pokoju rozpięta nad światem …” –

    – ale to nie jest taka sama tecza jak ta pedalska, wokol ktorej tak ochoczo uwijaja sie ‚postepowe’ srodowiska, prawda ?

  104. atalia, 15 lutego o godz. 9:39

    mozna chlopa wyrwac z wiochy ale wiochy z chlopa nijak sie nie da.

    Chyba masz jakis problem Kolego! Potrzebujesz leczenia. Na pocztek sprobuj brac mniej Viagry.

  105. Jerzy Pieczul
    17 lutego o godz. 1:05

    „… włazisz na stronę ateisty i ględzisz o religii ” –

    – ja zauwazylem, ze to ateisci na swoich portalach, stronkach gledza tylko o religii … no bo o czym innym – o ateizmie ?! 🙂

  106. @colour, 17 lutego o godz. 9:28
    Biegasz na blogach „Polityki” za fundamentalnego katolika, a nie wiesz co oznacza tęcza w Biblii? O porozumieniu Jahwe z potomkami Noego, po potopie słyszałeś? To porozumienie zawarł Bóg z ludźmi, z ludzkością, znaczy, a nie z narodem wybranym, który dopiero za Abrahama „wybranym” został, a za Mojżesza drugim porozumieniem utwierdzony w swym wybraństwie. Symbolem porozumienia noachickiego jest właśnie tęcza. „Tęcza pokoju rozpięta nad światem”. Pedalskich symboli do tego, @colour, nie mieszaj.

  107. anumlik
    17 lutego o godz. 10:04

    ” @colour, 17 lutego o godz. 9:28
    Biegasz na blogach „Polityki” za fundamentalnego katolika ” –

    – bez jaj … jestem „nastojaszczim antysemitnikiem” ! ( mag ) 🙂

  108. anumlik … wiadomym jest cos czego symbolem jest ta pedalska tecza – wiemy czym sie i dlaczego obydwie roznia ?

  109. Pod tecza takie numery ? :

    ” Dziennikarze polskiej edycji amerykańskiego miesięcznika „Forbes” pod naciskiem niemieckiego wydawcy przepraszają szefa Związku Gmin Wyznaniowych Żydowskich RP oraz Naczelnego Rabina Polski za to, że … napisali prawdę.”

  110. ps. ” centrala Axel Springer * w Berlinie uznała go za niedopuszczalny akt antysemityzmu, natomiast szef działu zagranicznego koncernu urządzał w związku z nim dziennikarzom w Warszawie trwające trzy miesiące upokarzające przesłuchania. ”

    Kurcze, prawda okazuje sie byc zawsze antyzydowska !

    „niemiecki wydawca” na 100% jest taki niemiecki jak polskim jest wydawca „GieW” !

  111. colour
    17 lutego o godz. 9:32
    Wszyscy jesteśmy z jakichś religii – przez tysiące lat nie było ludzi niewierzących – więc dziw, że tych, którzy religię odrzucili, może interesować post factum, co to za zwierzę? Poza tym Polską rządzi pasożytnicza mafia religiantów. Nie jest więc logiczne takie lub owakie obywatelskie opieranie się tej masie przez ateistów? Natomiast jaka RELIGIJNA racja przemawia za włażeniem wierzących – którym ateista wiary nie odbiera ani się nie pcha do kościołów, by drzeć się: „Nie ma Boga!” – między ateistyczne wrony?

  112. mag
    14 lutego o godz. 15:32

    Dołączam do apelu nihil novi.
    Panie psorze, trzeba zacząć od własnego podwórka.pisze kwietniowo MAG; zapominajac o chorobie sw. walentego?

  113. colour
    17 lutego o godz. 9:28 przyznaje, ze jest intelektualnym daltonista?

  114. atalia
    15 lutego o godz. 10:00 zapomniala o miliardach much……
    Saldo mortale

  115. Panie Profesorze Hartman,

    Czyżby, jakoby, coraz intensywniej w rzeczy samej, ani chybi -wraz z nadchodzącą wiosną… zauważalnie lub nie, zaczynały wykluwać się w narodzie polskim – kandydaci na zwolenników Twojego Ruchu?
    Jeśli tak, to wystarczy , oraz powoli powinno się dochodzić do tego, którzy to z ewentualnych kandydatów na zwolenników TR są nimi realnie, a którzy jakby trochę wbrew.
    Coś w rodzaju kryteriów, na obecnym etapie , powinno mieć absolutnie pełną otwartość, a rasowy polityk- nikogo nie odrzucając, ani nie aprobując oponentów- ze wszystkich zdoła uczynić zwartą, twórczą drużynę.
    Pozdrawiam,Eligiusz

    P.S.
    Na teraz Pan jest i nie jest moim kandydatem na europosła. Jeśli Pan takim zostanie, proszę o e-maila z życzeniami na następne Walentynki…

  116. Saldo mortale
    17 lutego o godz. 13:57

    Ta pedalska jest tożsama z tą „Bożą” ?

  117. „Eligiusz” plus pozostałe religijne świry, homofoby i antysemici:
    Handlarze religijnymi mitami nasrali wam do łbów. Każdy wasz wpis to potwierdza.

  118. A tak naprawdę dyskusja na blogu się nie klei, widać bliższa ludzkiej naturze nienawiść, a nie miłość – pisze @żabka.
    No, nie wiem… Jeśli o mnie chodzi, to wolę postępować według wezwania starożytnych Czukczów: Make love – not words! Całkiem na pewno lepiej pocałować żabkę i czekać w co się przemieni, niż pienia strzeliste dziergać po blogach. Miłość profesorowi Hartmanowi wyznałem szczerze, ale w odpowiedzi na jego walentynkowe wezwanie, więc też dla jajec. Bo przecie wiemy, że Hartmanu nie trzebno świątecznych okazji, żeby nas kochać.

  119. „Krzysia
    17 lutego o godz. 18:04
    „Eligiusz” plus pozostałe religijne świry, homofoby i antysemici:
    Handlarze religijnymi mitami nasrali wam do łbów. Każdy wasz wpis to potwierdza.”
    ——————————————————————————————–
    Droga Krzysiu,
    czy byłabyś tak miła, i pokusiła się o jakiś mały, pojedyńczy przykładzik, który by potwierdzał Twoje powyższe spostrzeżenia wobec rzeczonego „Eligiusza”.
    Jako osoba otwarta, chętnie dowiem się co w moim łbie jest pochodną moich indywidualnych przemyśleń, a co zalega w nim skutkiem „nasrania” ?
    Za rzeczową odpowiedź będę Tobie bardzo wdzięczny, gdyż od momentu wchłonięcia lektury Twojego wpisu, czuję się bardzo niekomfortowo z owym, ewentualnym „nasraniem”.
    Bardzo Cię proszę o poważne potraktowanie mojej prośby, gdyż nie dorosłem jeszcze do tego, aby zaakceptować w kobiecie eksperta od „nasrywania” na wiwat- bez konkretnych przesłanek i argumentów.
    Z całkowitą pokora dopuszczam jednak, że dźwigam na swojej wątłej szyjce łeb, obciążony jakimś wirusowym „nasraniem”.
    Bardzo Cię proszę o pomoc/ratunek!/ w tym temacie.

    Z góry wdzięczy,
    Eligiusz

  120. A nad @Apelem się nie znęcajta, ludzie. My nie musimy się troszczyć o swoje rachunki sumienia przed sędzią wiekuistym – on nie ma tego luksusu… Pomyślcie tylko, musi gorączkowo poszukiwać jakiegoś bohaterskiego czynu, żeby zmazać swoje grzechy. A tu czasy spokojne, ruskie z niemiaszkami już krwi naszej się nachłeptały, o męczeńską śmierć trudno, Saracenów do wyrżnięcia nie dowieźli – robi więc niebożę co może, żeby szukać szatana, któren spełni jego marzenie: by mógł być za swoją wiarę ukrzyżowan. Nadstawia karku biedaczyna, włazi lwu w paszczękę… A my tylko śmichy-chichy. Oj, jak brzydko!

  121. Prawda jest, ze colour zagubiony w szarocieniupisze niedorzecznosci, rowniez o sobie…..
    Saldo mortale

  122. Gogo
    7 lutego o godz. 12:38 zapomnial dodac gogoizm…..
    Saldo mortale

  123. Krzysia
    16 lutego o godz. 21:10 pisze, ze Krzysi sie wszystko „pokrzysilo”….
    Saldo mortale

  124. Widziałem przypadkowo Palikota zeznającego w telewizorni w sprawie żądań od Ukraińców oddania surowców i ziem w lenno UE oraz wyrzeczenia się tożsamości. Szef TR przemienił mi ,,dzień tęczy” w ,,obrzeskę”. Umysłu. Też symbol miłości, tylko bardziej bolesny.
    Zatargało więc słabiutką wątrobą.
    Po co Palikot świeci oczami w tv. zabierając głos na temat smuty ukraińskiej? Dlaczego bierze udział w zaciemnianiu wschodniej rzeczywistości prostowaniem zwojów mózgowych Polaków? Czy on naważył tego piwa, że usiłuje je wypić? Czy on podpalił Majdan, że bawi się w strażaka? Zmienia nazwisko, że nastawia nogę, gdzie Kozy kują?
    Skoro nie jest winny, kogo broni? Bawiącego się zapałkami na Ukrainie Kwacha?
    Tych zasadnych pytań jest mnóstwo, jednakże ich dalsze stawianie uważam za bezcelowe; niczego i nikogo nie zmienią. By złagodzić tylko dyskomfort psychiczny wynikający z tego, zadam ostatnie;
    Kto lub co dało placet szefowi TR na ingerowanie w wewnętrzne sprawy wschodniego sąsiada?
    Spadek spożycia jego produktu na Ukrainie nie wchodzi w grę. Rozróba na Majdanie wskazuje raczej na nadmiar szumigłówki. U Ukraińców.
    U Palikota też?

  125. A co mają Walentynki do tęczy? Jak dla mnie jest ona międzynarodowym symbolem spółdzielczości oraz International Cooperative Alliance. No, ale sztukę można interpretować dowolnie.

    Chciałem tylko napisać, że niecierpliwością czekam na kolejny artykuł.
    A Walentynki… komercyjne święto.

  126. @mag16 lutego o godz. 17:45
    „Tak zwany realizm magiczny ma fantastyczną kontyuatorkę w laureatce Nagrody Nike 2013, Joannie Bator. Gorąco polecam jej powieść „Ciemno. Prawie noc”.
    Droga mag, zarażona Twoim entuzjazmem odszukałam na Youtube powiesć Joanny Bator „Ciemno, prawie noc” w interpretacji Ewy Skibińskiej i Marcina Czrniaka. To tell the truth – nie wysłuchałam do końca, nie dotrwałam nawet do zakończenia pierwszego odcinka. Co ja mogę Ci powiedzić? – miałkie.

  127. Widzisz mag, zachwycasz sie byle gownem. (zabka pisze). Ty sie lepiej zajmij swoja wlasna dzialalnoscia wywrotowca. Popieracjac tumanow jak Mazowiecki i Walesa przyczynilas do wprowadzenia Polki na droge do samozaglady. I do sklocenia pokolen co spowadzilo stosunki miedzyludzkie do poziomu ponizej dzikiego bydla.

    Obecnie dziki element o liberalnym zabarwieniu w Polsce jest na tyle nierozgarniety ze nie rozumie ze za 20-30 lat oni rownez beda starzy na emeryturze i na lasce ZUS.
    Dziki elemnet wrzeszczy by zlikwidowac ZUS i w ten sposob wydymac swych rodzicow i dziadkow. Bo nie chca placic skladek. Co to ma wspolnego z cywilizacja ?
    To jeden z przykladow nigdzie na swiecie nie spotykanego otumanienia i pazernosci i zachlannosci. Gotowosci skazania emerytow na smierc glodowa tylko po to aby dzis nie placic skladek ZUS. Pomimo ze emeryci w przeszlosci wywiazywali sie ze zobowiazan wobec ZUS.
    Brak wizji na przyszlosc. Nie rozmimem jak mozna nawet nie rozwazac skutkow pozbawienia emerytur dla 7.3 mln polakow skazujac ich na glod i ulice.
    Co za kurewskie charaktery wychowuja sie w tej Polsce.

    Z drugiej strony pokolenie solidarnych, obecne staruchy i emeryci wyjebali mlodych jak tylko sie dalo. Przez 25 lat ‘wybierali’ tolerowali blanzow by rzadzili Polska. A ci systematycznie zadluzali kraj, niszczyli miejsca pracy mlodym i otumaniali ich religia w szkolach przygotowujac do dozywotniego poddanstwa i wyzysku.

    Pierwszy premier tej tzw III RzP nie mial nawet podstawowki skonczonej a pierwszy prezydent mial tylko podstawowke. To byl eksperyment z najczarniejszych dni bolshewizmu wczesnych lat 1920-ych. A wtedy to kluczowe decyzje byly podjete ktore postawily Polske na droge do totalnej samoaglady.

  128. żabka konajnąca
    No cóż, debustibus, non diskutandum est.
    Tak się jakoś składa, że jestem jak widać w stadzie, bo ta powieść podoba się bardzo wielu ludziom, choć też nie od razu w nią „weszłam”.
    Najzabawniejsze jest to, że swoim niewinnym postem wywołałaś wściekły i absurdalny atak na mnie axioma1, a przy okazji stek rytualnych bzdur, który wygaduje przy każdej okazji i bez okazji.

  129. Zabka konająca
    „O ciemno, prawie noc” można powiedzieć różne rzeczy, ale na pewno nie to, że jest miałka. Zwłaszcza, gdy pokazuje nasz „ciemny lud”, jego tępą religijność i uleganie różnym histeriom, podatność na manipulacje.
    Wydaje mi się, że po to, wydawać radykalne opinie o jakiejś książce, wypada ją jednak przeczytać, a przynajmniej przelecieć.
    To trochę tak, jak z ocenami filmów, czy spektakli, których się nie oglądało

  130. Nie wiedzialem, ze prlowska Mag wywolala rewolucje???????
    Saldo mortale

  131. @mag
    Fragment z minirecenzji internauty, używającego nazwiska (nicka) Edward Krupiński, na temat „Ciemno. Prawie nic” Joanny Bator: „Typowe babskie wypociny bez polotu. Nienajlepsza składnia (jakby niedokładnie oheblowana deska) i przewymiarowane w zakresie znaków przestankowych. Do tego nudne”. Aż tak surowo ubiegłorocznej laureatki nagrody „Nike” bym nie oceniał, ale coś w tych dwóch zdaniach jest na rzeczy.
    Pozdrówka

  132. Widzisz mag, kiepscy pisarze dzielą sie na dwie grupy: ci, którzy mają dar pisania od Boga, ale przepadają z powodu pustki wewnetrzej i powierzchownosci przemysleń (D.Masłowska) , drudzy być może mają cos do przekazania, ale czynią to nieudolnie, tak myslę o Pani J.Bator. To prawda, nie zgłębiłam dzieła do końca, wystarczył opis jazdy pociągim do Wałbrzycha, ale wybacz, poziom pisarstwa nie wychylił się ponad pamiętniki gimnazjalistki. Rażą mnie banalne porównania swiateł miasta do płomyków swiec, okreslenia typu „twardy przedmiot w pormonetce”(o kluczu mowa), czy wyznania na temat stosunku do mężczyzn pisane w gazetowym stylu. Wystarczy. Fakt że powiesć podobała jest pozytywny, znaczy że jacys czytelnicy przeżyli chwile uniesień artystycznych.

  133. żabka konająca
    20 lutego o godz. 10:45
    Może uda mi się Cię rozchmurzyć, żabko, w związku z pożegnaniem przez Ciebie blogu jednego sąsiada. Główny pomysł ewentualnego poniższego rozchmurzacza – car, król i pchła – nie jest mój, tylko opakowanie – moje. Być może, pomysł był w opowiadaniu Sałtykowa-Szczedrina, ale głowy nie dam, bo nie mam. Jem coraz więcej (już 8 kilo) cukru na miesiąc, więc swojego nazwiska czasem nie pamiętam, co dopiero cudze. Sam też po trochu spadam w sensie tu paplania. Idzie na potęgę wiosna, muszę pilnować, żeby nas nie ominęła. Przedwczoraj fotkowałem ruiny jednego PGR-u. Coś smutnego patrzeć na takie efekty transformacji: wielkie koszty, wielka ludzka praca – i wszystko na nic. Ziemie leżą odłogiem ponad 20 lat, wszystko się sypie, nawet słynnych pegeerowskich domków-klocków (mieszkalnych) nikt nie odnawia, bo nie ma za co. Rozmawiałem z ludźmi. Nóż się w kieszeni otwiera i serce się rozdziera, gdy ktoś rozumie, jak ciężko zbudować, jak lekko zamordować. Bywaj zdrowa, żabko.

    GALOPEM DO EUROPY

    Siedzimy przed odeskim dworcem, ruch jak w Nowym Jorku.
    – Co żeś się tak rozgadał? – mówi dziadek Chaim.
    – A ty?
    I dalej siedzimy.
    Śmignął czerwony merc, ryknął klaksonem “Most na rzece Kwai”, przepadł.
    – Przyjechał z wizytą do naszego cara król angielski Któryśtam – mówi dziadek Chaim. – Przywiózł prezent. W gościnnej sali zebrała się narodu nieprzebrana ćma – nie myśl, że w kufajkach. Angielskie pazie wnoszą kufer, stawiają pośrodku sali, otwierają. Mówi jego mość król, żeby nasz batia się pofatygował bliżej, bo gówno zobaczy z daleka. Zlazł batiusza z tronu, zagląda do kufra: pusto. “Niżej, Wasza wysokość” – mówi ten angielski szut. Wstyd poniżać się przed obcym, ale co poradzisz – gość. Nasza wysokość całkiem się zgarbiła – dalej nic nie widzi. “Niżej, Wasza wysokość”. No i, chcąc nie chcąc, car wpadł do kufra. Patrzy: w kąciku siedzi złota pchła – niby że taki szczyt zamorskiej techniki. Batiuszy jakby kto w mordę dał, rozumiesz – polityka. Nic po sobie nie pokazał, grzecznie podziękował, kiwnął na tulskich majstrów. Podeszli. Car dał po cichu najstarszemu pchłę i mówi do ucha: “Ten szut nam dmucha w kaszę, trzeba jemu nadmuchać. Bierzcie z mojej piwnicy beczkę wódki i coś zróbcie z tą pchłą, bo jak nie, to was powywieszam”. Ma być gotowe na odjazd jego mości. Zabrał swoją carską w troki i poszli z jego mością czaj pić.
    – Chyba to gdzieś czytałem.
    – To teraz słuchaj. Nadeszła chwila pożegnania. Znów naród się zebrał najlepszej próby – w sobolach, zdrowie aż tryska z pyska. Jego angielska mość – szara na twarzy, trzęsie się jak galareta od ruskiej gościnności. Zagrały trąby. Będzie dawany pożegnalny prezent. Ale nikt nic nie wnosi. Mówi batiusza: “Musi Wasza wysokość do mnie się pofatygować, bo ja mam prezent w ręce”. Angliczanin podchodzi. Batia otwiera dłoń: nic nie widać. “Niżej, Wasza wysokość” – mówi batia. Królowi nie w smak kłaniać się przy ludziach, ale co poradzisz – gość. Nachylił się, stuknął nosem w carską dłoń – wyglądało jakby cmoknął. Patrzy: między palcami siedzi złota pchła. “Ajaj – mówi – aż nie wiedziałem, że u was taki sam szczyt techniki!”. “Jaki tam szczyt – mówi batia – ta sama rzecz, co Wasza mość przywiozła”. Wziął pchłę za grzbiet, opuścił rękę, jak się to mówi, “pa szwam” i mówi: “Będzie Wasza wysokość uprzejma – niżej, bo ja mam reumatyzm w łokciu, nie mogę zgiąć”. Chcąc nie chcąc, król padł na kolana – naród uśmiechnął się pod wąsem. „A teraz niech Wasza wysokość łaskawie rzuci okiem do góry” – mówi car. Król rzucił i zemdlał z zazdrości, i nie odzyskał przytomności do dziś: pchła była podkuta.
    – Praktyczna jak na tamte czasy rzecz.
    – A na dzisiejsze – nie? Ugryźć nie ugryzie, ale choć ma czym kopnąć. Nasz miszka – nie licząc golców, co nie nadążą łapać żywych pcheł – był zawsze ambitny.
    Dziadek Chaim pokazał na sznur samochodów.
    – Więcej świecidełek na jednej ulicy niż w całej Kijowskiej Rusi.
    – Nie obrażając golców – same zamorskie.
    – A cóż to dla miszki – wydudli dwa stakany, siądzie i tak zrobi, że sam diabeł nie rozróżni, czy one zamorskie, czy nie zamorskie.
    Pokazał się znajomy merc. Ryknął swój “Most na rzece Kwai” i wjechał setką w słup.
    – Nie mówiłem?

  134. anumlik
    Nie spodziewałam się, że zniżysz się do argumentu, że jakiś facio w internecie napisał o „typowo babskich wypocinach bez polotu”. Pomijam już kwantyfikację wedle płci typową dla seksistowskich stereotypów.
    Z powodzeniem możesz znaleźć cytaty na drugim biegunie, jeśli tylkozechcesz.
    Mimo wszystko mam większe zaufanie do własnego nosa, bo „siedzę” po nos w literaturze i od lat piszę recenzje.
    żabka konająca
    Nie zamierzam dłużej polemizować z tobą na temat upodobań literackich, które niekoniecznie mogą się pokrywać z tym, co ma tzw. wartość nieprzemijającą lub jest jest pozbawione.
    Np. „dar pisania od Boga”, do dziś podziwiany przez miłośników choćby Sienkiewicza, wcale nie świadczy o tym, że wielkim pisarzem był. Co najwyżej poczytnym. A nobla dostał za kiczowaty „Quo vadis”.
    Szkoda, że nie odniosłaś się do tego, co napisałam na temat axioma1.
    Wystarczyło, że ktoś, w tym przypadku Ty, poczułaś się rozczarowana moją rekomendacją, axiom (który chyba w ogóle nie czytuje tzw. beletrystyki), uznał, że mnie „zachwyca byle gówno”, bo w ogóle jestem beznadziejna i odpowiedzialna za całe zło, które dzieje w Polsce.

  135. @mag
    Nie wiedziałem, że w tej mini recenzji wyłowisz jeno „kwantyfikację wedle płci” i to „typową dla seksistowskich stereotypów”. Gdybym pominął sformułowanie „typowo babskie”, a resztę zostawił, to nie wiem czy zasłoniłabyś swój wywód tarczą „mam większe zaufanie do własnego nosa, bo >>siedzę<< po nos w literaturze i od lat piszę recenzje". Nie chcę złośliwie odwzajemniać się "kwantyfikacją wedle nosa", bo byłoby to nieeleganckie. Dodam jeno, że również "siedzę w literaturze" od lat, a recenzji napisałem… ho, ho… i jeszcze trochę.
    P.S
    Przemógłszy wrodzoną niechęć do powtórek, wziąłem się ponownie za lekturę "Ciemno. Prawie nic". Wrażenie, że jest to nudna, nieoheblowana deska, której brak szlifu, znaczy się dobrego redaktora, potwierdziło mi się. I sądzę, że gdyby Bator sama, po pół roku "przeleżenia" swego dziełka, wzięła je ponownie "na warsztat", to może i szlifu by mu przydała. I blasku. Dobry redaktor pewnie zwróciłby jej na braki warsztatowe uwagę. Wiem coś o tym, bo sam przez jakieś piętnaście lat "robiłem za redaktora".

    Pozdrówka

  136. anumlik
    Panie redaktorze,
    pomówmy jak redaktor z redaktorem. Nie pierwszy to raz, gdy redaktory, a i nawet zawodowi krytycy, że nie wspomnę o czytelnikach „prostych”, mają odmienne zdania.
    Czy warto kruszyć kopię o jedną książkę? Jedni i tak będą ją chwalić, a inni wprost przeciwnie.
    Ciekawa jestem, tak przy okazji, czy zgodzisz się ze mną, że jednym z najwybitniejszych polskich pisarzy współczesnych, mocno już średniego pokolenia, a może nawet naj… jest – moim zdaniem – Paweł Huelle?
    Broń boże, nie stawiam w jednym szeregu jego prozy i osiągów Joanny Bator, ale „wzięła” mnie jej dziwaczna, oniryczna powieść. I wcale nie wydała mi sie nudna.

  137. @mag
    Zgodzę się, że jest pisarzem przez duże „P”. Przede wszystkim za „Weisera Dawidka” go cenię, ale także i za „Mercedesa-benz”. Gdybym miał swój prywatny ranking polskich pisarzy współczesnych ustanowić, to na pierwszym miejscu listy postawiłbym Andrzeja Stasiuka, a obok Jacka Dehnela i Pawła Huelle właśnie. Ale ja Dehnela także bardzo sobie cenię za poezję. Bo to jest niezły poeta. W roku ubiegłym wydana też została przyzwoita warsztatowo i ciekawa w fabule książka Elżbiety Isakiewicz, „Kaprys”. To o niej bym raczej powiedział, że jest utrzymana w konwencji realizmu magicznego. Jak na razie recenzji w mainstreamowych pismach i portalach nie zoczyłem. Ale też i autorka do „towarzystwa” się nie zalicza.

  138. Polska polityka wschodnia to polityka wscieklego psa i podlej swini. Sprowadza sie by robic cokolwiek aby dokopac Rosji. W tym poslugujac sie Ukraina jako narzedziem. Skutki widzimy obecnie. Nie miejmy watpliwosci to efekt tzw partnerstwa wschodniego, polskiego wymyslu i polskiej determinacji by szczuc, podzegac i prowokowac. Szkoda Rosji ponad wszystko nawet jezeli szkoda Polski jest wieksza.
    Zadyma na Ukrainie juz kosztuje polskie biznesy eksportujace na Ukraine. A to dopiero poczatek.

    Polityka wscieklego psa i podlej swini nie ominela nawet 15 letniego rosyjskiego dziecka, lyzwiarki figurowej. Jej upoadek podle prymitywne media komentowaly jako wpadka Putina,… Co za motloch te polskie media zatrudniaja ? Skad sie tyle tego bydla dziennikarskiego wzielo ?
    Szczytem prymitywizmu jest Gazeta Wyborcza. Antysemityzm boli jej wlasciciela co nie przszkadza mu byc rusofobem i podla swinia.

  139. Aksimyczka adin, a ja dumaju, szto ty kaban w zakonie. Nastajaszczij.

  140. Skleroza
    Znajomy zarzucił mi ze ”duby smalone plotę” twierdząc że zakon nie otrzymał siedmiokrotnej zapłaty za jakieś tam dobra materialne
    przez kogoś uprzednio zabrane KK
    Ja pamiętam że usprawiedliwienie ze strony ICH RZECZNIKA było następujące :
    A CO MIELIŚMY NIE BRAĆ SIEDEM RAZY JAK DAWALI ???
    Czy zechciałby mi ktoś przypomnieć o jakie to dobra materialne chodziło ??
    Z góry składam podziękowania.
    uklony

  141. @ anumlik
    20 lutego o godz. 22:07
    „Aksimyczka adin, a ja dumaju, szto ty kaban w zakonie. Nastajaszczij.”

    Tocz’no, tak zdies’ wokrug błogow, ich, swoł… sowsiem mnogo 😉
    Wot, razwiedcziki priwislan’skie… 😉

  142. anumlik
    Skoro już plotkujemy, akurat Isakiewicz, którą znam jeszcze z czasów „Nowego Światu”, a która potem zakładała z Piotrem Wierzbickim „Gazetę Polską” (tak, tę którą odbił im Sakiewicz) dziś chyba nie należy do żadnego „towarzystwa”. Miała romans z News Week’iem, a ostatnio z TP.
    Jakoś jakby zanikła dziennikarsko, a może nie jestem na bieżąco.
    Zdolna bestia i ta książka jest pewnie dobra (nie jej pierwsza przecież).
    Myślę, że jak pójdzie całkiem w pisarstwo (jeśli już nie poszła), to tym lepiej dla niej. I dla potencjalnych czytelników.
    Nie przesadzaj z tym mainstreamem. On prędzej zauważa dobre rzeczy a w każdym razie nie pisze o nich źle z zasady, jeśli autor nie jest tak do końca swój.

  143. Gekko
    Wot, prawilno. Tak kak w priwislańskom kraje (znaczit stranie).

  144. @Jerzy P., tak, czytając ciebie nigdy sie nie rozczaruję. Podziękowania. A sąsiednim blogiem to się nie martw, wstąpiłam tam przypadkiem.

  145. mag
    20 lutego o godz. 17:14 nie wiedzialem, ze Mag jest/byla/bedzie/nie bedzie/nie byla/nie jest R E D A K T O R E M…..
    Saldo mortale

  146. Jerzy Pieczul
    20 lutego o godz. 13:00 oplakuje Kolchozy i Sowchozy…….ktore nie dawaly ludziom wprawdzie pracy, konsumentom artykulow konsumppcyjnych (czyt. zywnosci), lecz dawaly (Prawda) zatrudnienie i dach nad glowa z klockow; glowa z klockow? czy dach z klockow?

  147. lektura wpisów pokroju @APEL i im podobnych chrześcijańskich komentarzy, jak i głosów nawołujących autora niniejszego bloga do uprzątnięcia własnego podwórka – sprawia, że robi mi się dość smutno. Bo pomijając już sam fakt, że chyba nigdzie większej hipokryzji i małostkowości niż na katolickim podwórku nie uraczysz, stwierdzenie, iż osoba wierząca pozbawiona jest pojęcia o prawdziwej miłości – to stwierdzenie co najmniej niegrzeczne, bo może niektórych obrażać. Tak jak uznawanie ludzi niewierzących za mniej wartościowych, ich życie za niepełne etc. tak jak my – niewierzący, nie dyskredytujemy Wasze miłości Boga, który w naszym przekonaniu jest istotą absolutnie wyimaginowaną. Nie krytykuje i nie dyskredytuje – oczekuje takiego samego szacunku, nie akceptacji, ale minimalnego szacunku oraz kultury osobistej. Jednego i drugiego niestety większości z Was brak

  148. droba poprawka – aby nie było żadnych wątpliwości 🙂 . miało być ” stwierdzenie, iż osoba niewierząca pozbawiona jest pojęcia o prawdziwej miłości

  149. Motto na ten miesiąc: Kochajmy się!

  150. Saldo mortale
    21 lutego o godz. 15:13
    Różnimy się wzruszająco, bo łżesz jak poeta, wmawiając mi opłakiwanie jakichś kołchozów i sowchozów (nie masz widzę pojęcia, co to uczciwa rozmowa, bez głupawego imputowania). W Polsce były PGR-y – różnie się z czasem nazywały, natomiast rolnicze spółdzielnie produkcyjne – czyli radzieckie sowchozy – nigdy się u nas nie przyjęły. Poza tym stereotypowo, jako kombatant w pampersach, o PGR-ach tylko pieprzysz, a ja w nich pracowałem i mówię z doświadczenia: były różne – zależało i od lokalnych warunków, i od gospodarza. Pamiętam co najmniej trzy tak kwitnące, że farmer w Ameryce by się nie powstydził. Kiedy przyszła „Solidarność”, dyrektor jednego z nich, z własnej woli chciał odejść – załoga nie puściła, tak był dobry. Ale i tak psu na budę się to wszystko zdało przez oszalały na tle zysku Zachód, który potrzebował nas jako rynku i taniej siły roboczej, a nie dużego producenta żywności. Zamiast się wymądrzać przy kompie, przespaceruj się po byłych pegeerowskich osiedlach, pogadaj z ludźmi, to Ci trochę zejdzie powietrza. Narobiło się po transformacji mitomanów i mitów, dzieciarnia się nasłuchała i plecie. Poza tym nie odróżniasz widzę zwykłego żalu człowieka ciężkiej pracy nad zmarnowanym dobrem od tęsknot za ustrojową przeszłością. Ustroje interesują mnie mniej więcej tyle samo, co Ty.

  151. JH ..,,tak gorliwie modląc się o jej uzdrowienie, że dobry Bóg zlitował się i przywrócił dziewczynie wzrok., ,,Jak można sądzić z tych przypowieści, był Walenty wesołym i odważanym człowiekiem” ” raczej wierzącym :))),

  152. Panie Profesorze, dziękuję za ten tekst. Jest Pan mądrym i wrażliwym człowiekiem.
    Serdecznie Pana pozdrawiam.

  153. Jerzy Pieczul
    O matko! Nie obrażaj poetów!
    Saldo vel ET łże jak polityk. Na dodatek z tych, zwłaszcza kombatantów w pampersach, co to w zależności od koniunktury politycznej np. Okrągły Stół uważają za zdradę.

  154. mag
    22 lutego o godz. 9:53
    Zgoda, mag, bo wiosna. Nie chcę być zaciętym prykiem. Może więc Saldo też się uśmiechnie, jak sprostuję, że „łże jak polityk w pampersach”.

  155. Jerzy Pieczul
    21 lutego o godz. 17:04
    Ot wupa dołowa ze mnie! Sowchozy to, oczywiście, były państwowe gospodarstwa, kołchozy – spółdzielcze. „Kołchoz” – „kolliektiwnoje choziajstwo”, „sowchoz” – „sowietskoje choziajstwo”.

  156. @Jerzy Pieczul
    21 lutego o godz. 17:04

    Trochę nie w trendzie – miłość między ludźmi – Walentymki – dyskusja zeszła na poważny temat – zniszczenie całego potencjału gospodarczego Polski na życzenie zagranicznych korporacji, cierpiących na nadprodukcję. Zmarnowano wszystko – fabryki, banki, PGR, rzekomo z powodu ich nieopłacalności. Prywatyzacja miała być remedium na wszystkie kłopoty instytucji państwowych, jakoby źle zarządzanych, bo nie przez fizycznego, a tylko umownego właściciela. Idiotyzm tej całej „restrukturyzacji” polegał na tym, ze sprzedawano za grosze te podmioty gospodarcze, które mimo zarządzania państwowego – czyli z założenia kiepskiego – przynosiły dochody – zyski + podatki, natomiast pozwolono na bankructwo wielkich zakładów, które nie były dochodowe (np. stocznie) i też PGR, których dochodowość lub ważność
    dla społeczeństwa trudno określić. Może były przydatne narodowi, a może nie. Obecnie w rękach obszarników jakoś sobie radzą, szczególnie dzięki przekrętom z dopłatami unijnymi. Taki sobie poseł z miasta zameldował się nielegalnie na wsi i podobno sadził na ugorach drzewa – orzechowe i doi kasę Unii..

    W zasadzie żyłem na ogół w miastach, ale pierwsze lata pracy spędzałem w wiejskiej szkole i miałem możliwość obserwacji wszystkich form własności areałów rolnych. Był we wsi dobrze radzący sobie PGR oraz prywatne gospodarstwa, a w pobliżu – z drugiej strony Odry – Rolnicza Spółdzielnia Produkcyjna. Wieś była bogata, bo i ziemia dobra i gospodarstwa nie za małe a,ni za duże. Kłuło to w oczy towarzyszy z gminy i powiatu i przyjechał tow. Sycz (żydokomuna) i kazał mi założyć Spółdzielnię, bo jeśli mi się nie uda, to przyjedzie i za trzy dni będzie zorganizowana. Można by zapytać, jakie ja miałem kwalifikacje do takiej działalności? Znałem się na rolnictwie umiarkowanie – mieliśmy 1.15 ha ziemi (w tym rola kiepskiej klasy, łąki, ogród i dom. Obróbka ziemi przez jedynego chłopa w okolicy.
    Zlecono mi zadanie „partyjne”, choć nie byłem towarzyszem, ale należałem do „elyty” wiejskiej (obok proboszcza) jako kierownik szkoły.
    Z odrazą zabrałem się do agitowania, ale delikatnie.
    Pytam pierwszego gospodarza co on myśli o kolektywizacji wsi i odpowiedz była krótka: „Ostatnią koszulę sprzedam, a do kołchozu nie pójdę”! Uznałem jego odpowiedź za zbyt mało entuzjastyczną i idę do drugiego gospodarza (wybrałem zamożnych i szanowanych).
    Ten mi mówi: „Czy był pan kierownik nad Odrą i widział te ugory za rzeką? To jest właśnie Spółdzielnia Produkcyjna. Czy chce pan, aby nasze pola też tak wyglądały”?
    Miałem jeszcze dobry wzrok i rolnik mnie przekonał.
    Przestałem agitować. Wtedy przyjechał tow. Sycz z Opola, rozrabiał jak pijany zając, ale zgłosił się tylko znany pijak prawie bezrolny, były członek KPD, którego zresztą na krótko zrobiono sołtysem (przed moim czasem). Facet pił i płodził niedorozwinięte dzieci – taki wzór socjalistyczny. Nie miał poparcia.

    Tak przy okazji:
    @Pieczul!
    Czy nie mylisz sowchozów (PGR) z kołchozami (RSP)???

    Kilka lat po tej przygodzie z negatywną kolektywizacją byłem na studiach w WSP w Opolu. Miałem jeden dzień w tygodniu wolny, bo nie byłem szkolony wojskowo. Wtedy koleżanka z ZNP zaproponowała mi szkolenie towarzyszy z Komitetu Powiatowego PZPR w ramach szkoły podstawowej. Zespół nauczycieli był znamienity: Sam inspektor oświaty – matematyka i fizyka, działaczka ZNP – przedmioty humanistyczne oraz ja – student fizyki – chemię. Zabawa była przednia, bo mieliśmy prawie całą krzywą Gaussa w „temacie” inteligencja – oprócz geniuszy.
    Był też młody kretyn na odpowiedzialnym stanowisku partyjnym, który na najłatwiejsze pytanie: „Zasada zachowania materii” odpowiedział tak: „Mamy różne materie – drzewo, szkło beton , żelazo”! Chciałem go oblać, ale inspektor mnie przekonywał, że on się nadaje do swojej pracy – chyba był odpowiedzialny za budownictwo z ramienia PZPR, to i wymienił znane mu materiały budowlane. Zdał!
    Był też „uczeń”, odpowiedzialny za kolektywizację wsi, miły staruszek. On mi opowiedział prawdę o stanie kolektywizacji wsi opolskiej.

    Była jedna wzorcowa i wzorowa Spółdzielnia, chyba Wilamowa, którą zwiedzali towarzysze z Warszawy, m. in. Cyrankiewicz i Jabłoński – posłowie Ziemi Opolskiej, w grzecznościowych (raz w kadencji) pobytach w „swoich” okręgach wyborczych. Staruszek opowiadał mi o innej spółdzielni. Na chama wcielono do spółdzielni tzw. chłopo-robotników z okolic Ozimka (huta Małapanew – potężny zakład metalurgiczny) oraz jedynego obszarnika – kułaka.
    Zasada podziału zysków była uczciwa – uzależniona od wkładu pracy w roboczo-dniach. Jak to wyglądało w tej spółdzielni? Uczciwie! Chłopo-robotnicy porzucili swoje poletka, scalone z ziemią kułaka i żyli z pensji w hucie. Kułak obrabiał „sam” wszystko, korzystając ze statutowych ulg w podatkach oraz pomocy POM (Państwowe Ośrodki Maszynowe), które wykonały za pół darmo wszystkie roboty, a zyskami jedyny „pracujący” podzielił się ze sobą. Tak pięknego przykładu kretyństwa w majestacie prawa, słusznej jakoby idei kolektywizacji chyba nigdy i nigdzie nie było. Partia wiedziała oczywiście o tym procederze i to kryła, bo w statystyce jedna spółdzielnia więcej w powiecie (obok tych ugorów nad Odra, o których pisałem) jest miła.
    Ot, takie drobne wspomnienia z czasów słusznie minionych, a o obecnych nie wypowiadam się, bo może mnie dotknąć następny udar.

  157. PS
    Długo pisałem mój tekst w Wordzie i po wklejeniu do bloga bardzo starannie poprawiłem. Niestety nie zapamiętałem ostatecznej wersji i sieć zeżarła tekst!!! Nie wiem dlaczego. Może ciapcia trwała za długo? Po wprowadzeniu z dysku nie udało mi się poprawić wszystkich błędów – sorry! Poza tym zauważyłem autopoprawkę Pieczula dopiero po wklejeniu.

  158. Antonius
    22 lutego o godz. 12:25
    Z rozpędu pomyliłem. Dałeś bardzo przejrzysty obraz tamtej sytuacji. W 50-tych latach byłem za smarkaty, by rozumieć, co się dzieje, ale sytuację z zakładaniem sp-ni produkcyjnej w wiosce mego wujka pamiętam dobrze: nie zgłosił się nikt. Poza tym byłem i w kołchozie i w sowchozie. Dla Polaków to właściwie wsio ryba, choć nazewniczym reprezentantem tamtego gospodarowania był i jest „kołchoz”, czyli w ZSRR o wiele mniej reprezentacyjny organizm niż „sowchoz”. Ale przy gównianej gospodarce wiele zależało od ziemi. Tam, gdzie byłem (okolice Rostowa nad Donem), czyli prawie Ukraina z jej fantastycznymi ziemiami, mówiły nam zwykłe kucharki, a nie sekretarze, że bywają takie urodzaje, że choćby ludzie byli jak stonogi, nie daliby rady zebrać. Nie znam się na ustrojach, boli mnie natomiast marnotrawstwo dóbr w sytuacji, gdy duża część ludzi zdycha z głodu. Taką to opanowaną przez idee małpą człowiek jest.

  159. Jerzy Pieczul
    22 lutego o godz. 12:44
    Oczywiście: „mniej reprezentatywny organ”.

  160. Skoro już o PGR itp. jednostkach produkcyjnych mowa, to przypomniało mi się, gdy po całonocnej podróży z Warszawy pod ówczesną granicę NRD wylądowałam w Kowalewie (dziś woj. lubuskie).
    „Będąc młodą dziennikarką” stawiłam się przed obliczem dyrektora Kombinatu (to na pewno było w nazwie), która powitał mnie od progu jowialnie – „a córcia czego tu szuka”?
    Szukałam tzw. żubroni, które tam właśnie eksperymentalnie chciano wyhodować (czyli krzyżówkę żubra z krową), co by pozyskać mięso na polskie stoły.
    Dyrektor okazał się jednak fajnym facetem i wyrozumiałym dla mojej pewnej ignorancji w temacie, ale i może sam nie był do „tematu” przesadnie przekonany, więc dał mi przewodnika.
    Ruszyliśmy w pole.
    Uprawy ciągnęły się po horyzont, ale przy mizernej kępie kilku rachitycznych drzewek dostrzegłam potężnych rozmiarów boks, w którym leżały, bo nawet nie stały ospałe żubry.
    Już nie pamiętam szczegółów, więc nie wiem, czy krowy do nich doprowadzano, czy na odwrót, ale widok był groteskowy.
    Z tego eksperymentu nic chyba zresztą nie wyszło, bo zaopatrzenie w mięso się nie poprawiło.
    Odwiedziłam również osiedle zamieszkałe przez pracowników kombinatu, nieduże klocki bloków, może i siermiężne, ale wyposażone zgodnie ówczesnymi standardami cywilizacyjnymi, którzy żyli sobie jak u Pana Boga za piecem.
    Jeden z moich rozmówców, dwudziestokilkuletni zaledwie chłopak, mógł za swoją roczną premię kupić nową syrenkę albo małego fiata. Inne młode małżeństwo z dwójką dzieci w trzypokojowym, dość przestronnym mieszkaniu, zgromadziło co najmniej trzy komplety wypasionych, jak na owe czasy, meblościanek, nawet niewykorzystywanych w całości, dwa a może trzy telewizory Rubinem na czele, bo już nie mieli na co wydawać kasy. Książek czy obrazów, poza świętymi, tam nie zauważyłam
    Ciekawe, jak potoczyły się ich losy i losy ich dzieci.
    Jeszcze bardziej mnie ciekawi, jak to było możliwe, by utrzymać takie molochy, bo nie wierzę. w ich nadzwyczajną wydajność

  161. mag
    22 lutego o godz. 14:05
    Mag wiosenna, otrząsnęłaś już z siebie wszystek śnieg? Bo, sorry, taki mamy klimat, że teraz będzie wiosna. A o nadzwyczajnej wydajności polskich PGR-ów nikt nie mówił, więc i my nie mówmy. Ja mówiłem natomiast z doświadczenia, że były różne. Ciebie może to nie objęło, ale my, chyba po pierwszym roku, mieliśmy obowiązkowe dwutygodniowe praktyki robotnicze. Była to druga moja w życiu praca w PGR, a wszystkich było 5, z tym że pozostałe były pracą mojej firmy na rzecz PGR. Poza tym miałem trochę znajomków w PGR-ach, no i otwarte oczy. Najbardziej rzucająca się w oczy różnica między ówczesnym chłopskim gospodarowaniem i pegeerowskim była ta, że pegeerowskie krowy miały zaokrąglone, święcące, czyste zady. Kto pamięta, przepraszam, obs…e, chłopskie krowy – potwierdzi. Ani mi w głowie być apologetą minionego, mówię o faktach. A one były i takie, że jako studenci na praktyce w PGR w roku 1965, zarobiliśmy w kilku po 300 za dwa tygodnie zł tylko dlatego, że dali nas do cięższej roboty w betonie, na czym się trochę znałem. Koleżanki przy sianie i innych lżejszych pracach zarobiły po 150 zł, tak że to my bogacze na koniec postawiliśmy im ciastka. A średni krajowy zarobek w tamtym czasie był jakieś 1800 – 2000 zł. Tak więc w gorszych gospodarstwach pegeerowcy coś sobie hodowali, mieli ogórki, no i dokradali. Więc mówię: było różnie. Krążyła po kraju też i taka gadka: że zdechlibyśmy z głodu, gdyby nie chłopi. Rzetelnego bilansu tamtego rolnictwa chyba nie poznamy.

  162. Jerzy Pieczul
    Jasne , że czuję wiosnę i mam nadzieję że tak już zostanie, czyli że klimat się nam jednak nieco przesunął w stronę łagodniejszego.
    A co do PGR, to tylko opisałam swoje wspomnienie dziennikarskie z okresu Gierka. Taki ot obrazek zatrzymany w kadrze
    W tym samym czasie miałam też możność poznać bliżej tzw. wieś indywidualną. Pod względem poziomu życia (cywilizacyjnego) pozostawała na pewno z tyłu w porównaniu z takimi niejako wzorcowymi kombinatami rolnymi i hodowlanymi.
    A że krowy w tych zagrodach indywidualnych były obesr… to fakt.
    Pojęcia jednak nie mam, jak się kalkulowało to socjalistyczne rolnictwo w stosunku do tradycyjnego en mass, czyli jaki byłby rzetelny bilans.
    „Specjalizowałam” się naonczas w sprawach społeczno – kulturalnych na prowincji, zwłaszcza w okresie schyłkowego peerelu i o tym miałabym więcej do powiedzenia.
    Ale tzw. baba z cielęciną, która wspierała miasto w latach 80., to chyba jednak była „indywidualna”.

  163. mag
    22 lutego o godz. 17:19
    Powiem Ci, Jutrzenko pogody i pokoju, że bardziej od wiejskiej wczorajszości zdumiewa mnie jej coraz ładniejsza, oglądana z wysokości rowerowego siodełka dzisiejszość. Widuję popegeerowskie wsie dość szare, niespecjalnie się różniące od peerelowskich, ale też widuję popegeerowskie – lub bezpegeerowskie – wioski z odnowionymi lub nowymi, kolorowymi domami w stylu skromna chata rydzykata (w Rowach jest skromniutki pałac wypoczynkowy redemptorystów – od czego oni odpoczywają?), ze schludnymi obejściami, ozdobnymi krzewami, iglakami, garażami, obowiązkowymi brykami na podwórkach i ani jednej kurki czy kogutka, nawet liliputka. Te zaskakujące dla mnie widoki idą nie w pojedyncze sztuki, ale w setki. Więc widzę dobrze biedę i widzę brak biedy i ge rozumiem.

  164. Jerzy Pieczul
    22 lutego o godz. 17:42
    Aha – i przystrzyżone trawniki. Kiedyś trawniki przy chałupach też były przystrzyżone, ale strzygły kaczki, gęsi, owieczki, a teraz, panie, sama ekologia na benzynę i ani jednego gówienka. Gówienka się przeniosły na chodniki do miasta.

  165. Jerzy Pieczul
    No to widzimy chyba podobne krajobrazy, tu i teraz.
    Po Spółdzielni Produkcyjnej w obecnej gminie Rząśnik (pólnocno-wschodnie Mazowsze), którą znam od prawie 10 lat, bo mamy nieopodal działkę nad Narwią, pozostały jeno 3 smętne bloczki.
    Gmina jest teraz zagłębiem mleczarskim na bazie dużych gospodarstw stowarzyszonych z UE jeszcze przed oficjalnym wejściem w unijne struktury.
    Ilekroć po zimie „otwieram sezon” i jadę na działkę, zauważam kolejne zmiany na korzyść. Gołym okiem widzę, jak wzrasta zamożność tubylców. Wyrastają nowe domy i zabudowania gospodarcze. Posesje są zadbane, lokalne szoski i chodniki na terenie poszczególnych wsi zrobione. Powstają różne obiekty użyteczności publicznej, również rekreacyjne. Oczywiscie, że w dużej mierze z dofinasowania ze środków unijnych.
    Dlatego nóż mi się w kieszeni otwiera, gdy słyszę głosy rozmaitych porąbanych malkontentów, którzy pieprzą, że Polska stoi nad przepaścią.
    A nie są to w końcu jakieś bogate strony, ani potiomkinowskie wioski.
    Kiedy w zeszłym roku obwiozłam moją siostrę od lat mieszkającą w Szwecji po tzw. Polsce powiatowej i gminnej (zwykle odwiedzała Warszawę, Kraków, Gdańsk czy Poznań), to jej gały wyszły na wierzch.

  166. mag
    22 lutego o godz. 18:36
    Dzięki, mag, to dla mnie ważna informacja, bo mogę innym mówić o zmianach na lepsze nie tylko w mojej krainie, ale i w Polsce. Też się zdumiewam dobrymi szosami nawet osiemnastej kategorii – coraz więcej dobrych, choć trafiają się i kiepskie. Oczywiście są obszary nędzy i rozpaczy: sądy, prokuratury, policja, opieka zdrowotna, poziom obyczajowy i moralny, bezrobocie, umowy śmieciowe, z których nie będzie emerytur, za to będzie dramat itd. A obok tego potężniejący magnaci, również w sukienkach, którzy, o ile pamiętam, nigdy nie przytaczali słów Nauczyciela do bogatego młodzieńca: „Sprzedaj wszystko, co masz, rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie”.

  167. mag
    Wszystko rozumie i prosi, aby go nie nawracać w infantylny sposób, bo przeszedł wszelkie szkolenia, a nawet konwersję duchową. W końcu na blogu profesora znalazł przyjazną duszę z którą w Dniu Zakochanych pisze o swojej tęsknocie za czasem PGR-ów i „nóż mu się w kieszeni otwiera, gdy słyszy głosy rozmaitych porąbanych malkontentów, którzy pieprzą, że Polska stoi nad przepaścią”. Sami zobaczcie jak Peło (Partia Miłości) zamienia mózg w wodę…
    Ja wcale nie żartuję

    Anumlik
    Dokonał epokowego odkrycia, że należę do sekty: coś między Świadkami Jehowy a towarzystwem okultystycznym, a’la madame Blavatski i kaznodziejką Joyce Meyer, a dowodem na to jest fakt, ze odpowiadam „hurtowo”. To oznacza, że serwis daje mi „gotowce”…jak Kubie Wstrętnemu w „Krzywym zwierciadle”. Nie zmieniam podpisu i nie dam się wygonić. Jestem lekarzem – po 40 latach boju z chorobami i śmiercią – wiedzącym, ze wszystko jest prawdziwe w Kościele katolickim.

    Jerzy Pieczul
    Czytał Biblię (ja nie przeczytałem!) do poduszki, a to pomaga mu „z upodobaniem tropić kłamstwa, nieprawdopodobieństwa, krętactwa, naiwności i infantylizmy, z jakich się składają Stary i Nowy Testamenty”.
    Z czym wrócisz do Boga Ojca „Ja Jestem”? („przed żadnym bogiem zdawać sprawy nie będę”). Przecież teczka komisarza-teologa zostanie tutaj, ale każda twoja myśl i słowo (także napisane) oraz ich owoce są wiecznie zapisane. Jeżeli się nie nawrócisz usłyszysz straszne słowa: nie znam cię!

    >Tym samym pokazałeś płytkość swojej wiary. Typowe dla polskich publicznych katolików, którzy zamiast mnożyć dobre czyny własne, przejawiają chorobliwe wręcz zainteresowanie zachowaniami cudzymi.
    Po 25 latach łaski wiary doszedłem, że najlepszym naszym czynem jest uczestnictwo w codziennej Mszy św. Zapraszam Cię.

    >Bo zamiast przeprowadzać w dzień staruszki przez ulicę, a wieczorem zamknąć się w izdebce, posypać łeb popiołem i tłuc się (we własną!!!) w pierś, włazisz na stronę ateisty i ględzisz o religii. W jakim celu – chcesz nawrócić ateistów?
    Bardzo lubię żarty. Powinniśmy się spotkać u Kubusia Parchatka. Dziwi mnie, że jako ten, który „spał z głowa na Biblii” nie przeczytał, że zdrowi nie potrzebują lekarza.

    Potraktuj nasze spotkanie jako znak od Boga, bo został na Ciebie nasłany (w Walentynki) doświadczony lekarz internista-reumatolog, mistyk świecki, wiedzący, że Bóg Jest (wpisz: określ swoja duchowość…zobacz podział. http://www.gazeta.po Forum Religia)

    Krzysia
    zdenerwowała się i zaczęła mi ubliżać od głupich (mądrość u Boga to głupstwo), którym do łba nasrali religijni propagandziarze. To dla mnie wielka łaska, bo pisze od zdenerwowanego szatan, którego istnienie tak jak Boga neguje! Dowód jest prosty, a to fakt, że mamy 21 wiek! Zaleca, abym nie wierzył w bajki…
    http://www.wola-boga-ojca.pl

css.php