Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne

2.04.2015
czwartek

Uczciwe konkursy na uczelniach?

2 kwietnia 2015, czwartek,

Pani dr Miłosława Stępień skarży Wydział Anglistyki UAM, który odmówił jej wglądu do protokołu komisji konkursu na stanowisko adiunkta, w którym bez powodzenia wzięła udział.

Muszę Panią Doktor zmartwić. W tym protokole nie będzie nic ciekawego. Ot, po prostu lakoniczne dwa zdania i wynik głosowania. A jednak to dobrze, że Pani walczy, bo konkursy na polskich uczelniach wciąż w zdecydowanej większości są „ustawiane”.

I trzeba to zmienić, choć akurat ustawa o informacji publicznej nie jest dobrym do tego narzędziem. Dlaczego? Dlatego, że procedura konkursowa nie może zamienić się w stosowanie algorytmu (na przykład wyliczającego punkty za publikacje) do poszczególnych kandydatów, i to pod ich skrupulatnym nadzorem.

Jawność jest wielką wartością życia publicznego, ale tylko do pewnych granic. Profesorowie mają pełne prawo do tego, by w sposób swobodny, bez obawy, że będą musieli się tłumaczyć, wypowiadać swoje opinie na temat kandydatów. Dyskrecja obrad i swoboda wyrażania opinii, w tym również bardzo subiektywnych, jest dość elementarnym prawem ciał kolegialnych. Jest to wręcz derywat ogólnych praw człowieka.

Dla zrównoważenia tego „prawa do bycia wolnym człowiekiem nawet w pracy” wprowadza się jawność dokumentów publicznych. Dokumentów, lecz nie każdego nagrania i każdego papierka, który powstał w przestrzeni instytucjonalnej. Z tego rodzaju nadinterpretacją prawa do informacji publicznej stykam się niemal na co dzień. To niebezpieczny totalizm, krępujący wolność sądzenia i działania, wzmagający lęk i oportunizm w przestrzeni publicznej. Kucharz zdaje sprawę z tego, co ugotował, ale w kuchni musi czuć się swobodnie.

Konkursy na uczelniach są ustawiane, bo utarło się, że każdy szef zakładu czy katedry może sobie zatrudnić, kogo chce. To niemądre, bo zwykle zatrudnia swoich doktorów, których sam wypromował. Bywa, że jest to niesprawiedliwe. Ludzie tak już przywykli do fikcyjnych konkursów, że najczęściej na dane stanowisko zgłasza się tylko jeden kandydat – „ten, co trzeba”.

Wiem bardzo dobrze, z autopsji, jak to jest przegrać w konkursie z kimś ewidentnie słabszym. Gorycz i poczucie niesprawiedliwości. Bardzo bym chciał, żeby to się zmieniło. Żeby konkursy z zasady odbywały się wtedy, gdy jest więcej niż jeden kandydat, a decyzje zapadały naprawdę kolektywnie, a nie tylko kolektywnie na niby. Na szczęście kultura akademicka ewoluuje i powoli przyjmują się wzorce zachodnie. Coraz częściej konkursy są realne, jakkolwiek zdanie szefa zakładu znaczy – i powinno znaczyć – najwięcej. W końcu to on bierze człowieka do swojego zespołu.

Największą przeszkodą w reformie konkursów jest systemowa fikcja związana z awansowaniem pracownika. Żeby młody doktor z danej uczelni mógł po dwóch latach od doktoratu przejść ze stanowiska asystenta na stanowisko adiunkta albo młody doktor habilitowany awansować z adiunkta na profesora nadzwyczajnego, trzeba urządzić dla tej osoby konkurs. W zasadzie jest on fikcją – jest to po prostu niezbędna formalność, aby móc dać człowiekowi awans, który mu się należy.

A co się dzieje, gdy o takim konkursie dowie się ktoś lepszy od naszego awansującego kolegi? Mamy przyjąć tego z zewnątrz, a naszego wyrzucić? Miałby zostać ukarany za to, że się wyhabilitował? Nie ma idealnego rozwiązania. Trzeba by jednak pomyśleć o „bezkonkursowych” awansach, bo fikcja zawsze psuje instytucje (i nie tylko).

Życzę Pani powodzenia. Proszę się nie zrażać i nadal starać o posadę. Nie jest prawdą, że obecny rozgłos zraził do Pani profesorów i utrudni Pani karierę. Bardzo w to wątpię. Kogoś może zraził, a kogoś innego wręcz przeciwnie.

Zresztą to jest sprawa drugorzędna. Istotne są kontakty. I dobrze – byleby „kontakty” nie znaczyły „układy”. Choć granica między jednym i drugim jest dość zatarta.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 22

Dodaj komentarz »
  1. Zgnilizny moralnej na zachodzie , nie tylko Europy mamy wystarczającą ilość:
    tą w polityce, gospodarce, kulturze ….
    – po jaką cholerę chce Pan nas panie profesorze karmić zgnilizną panującą na polskich uczelniach – akademickich.
    Nie rozumiem tego?

  2. Naprawianie polskich uniwersytetów drobnymi kroczkami, cyzelowaniem regulaminów konkursów – to klasyczne cerowanie prezerwatywy. Bezsens, jak większość udziubanych prac „naukowców” typu chociażby Szanownego Autora.
    Pęknięty kondom akademii należy wyrzucić (polecam pojemnik „biohazard”) i poszukać nowego, wedle sprawdzonych wzorców. Nie muszą być idealne, każdy jest lepszy. Ot, choćby amerykański obyczaj przenosin – absolwent idzie robić doktorat na inną uczelnię, postdoc – jeszcze gdzie indziej, a pracy szuka tam, gdzie widzi pole do działania, nie u rąbka spódnicy czy nogawki odwiecznego promotora.
    Praca naukowa jest dla wybranych – reszta może spadać. Bez zdrowej, absolutnie bezlitosnej konkurencji, wyścigu po granty i giełdy rzeczywistych osiągnięć, o nauce nie ma mowy. Mamy wtedy tylko „cargo cult science”. Dzikusy przebierają się, obdarowują tytułami, zbierają i czekają na cud – a samolot z paciorkami znowu nie ląduje…

  3. No cóż, podobnie jest w innych dziedzinach życia. Dotyczy to administracji państwowej jak i korporacyjnej. Kiedyś po przegranym „konkursie” poprosiłem panią kierowniczkę działu personalnego o możliwość zapoznania się z pracą zwycięzcy tego konkursu to zostałem nieomal wyśmiany jakbym domagał się czegoś nadzwyczajnego. Dlatego uważam że przynależymy mentalnie do wschodu, Bizancjum jest wśród nas a Lenin wciąż wiecznie żywy.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Świetna obrona instytucji państwa, które istnieje tylko teoretycznie. A skoro Hartman ma wiedzę, że coś jest nielegalne, to raczej powinien powiadomić prokuraturę. Cóż, typowa dla Hartmana POSTAWA.

  6. Zauważyłem, że stan moralności, zasad etycznych możliwy jest tam , w takich społecznościach: gdzie byt jest w miarę wyrównany, pomiędzy ludźmi bogatymi i w miarę normalnymi.

    A co my mamy w naszej kochanej Polsce, na całym Zachodzie – 10 procent
    populacji to paniska, kasta uprzywilejowanych bandziorów, a reszta to nic nie
    znacząca hałastra, której dano złom do przemieszczania się /w kierunku miejsc handlu wielkopowierzchniowego/, kart kredytowe, płatnicze, telewizory kolorowe
    też wielkopowierzchniowe, żeby dobrze było widać reklamy i widowiska sportowe.
    Jednym słowem zrobiono z ludzi małpiszony, nikogo nie obrażając.

    A jeszcze o jednym zapomniałem: małpiszony mają książki, gazety i inne gadżety do zdobywania wiedzy, w tym filozoficznej z VAT-em 23 %, żeby im się w głowach nie poprzewracało od tych mądrości. Księgarnie w naszych miastach,a w nich
    kupujący nikną w oczach, a kioski RUCHU zaczynają sprzedawać soki owocowe,
    zamiast gazet i książek.
    Zauważyłem też , że gazety dla kobiet, są wyjątkowo tanie, mam wrażenie, że dotowane, jakie narzędzie do ogłupiania naszych bab.

    W takim „UKŁADZIE” może być tylko zbydlęcenie moralne i etyczne.
    Zbydlęcenie jest tak wielkie, że CI, którzy to powinni widzieć udają zaślepionych,
    wychodzą na takie naukowe niemoty, jest ich bardzo dużo, praktycznie wszyscy.
    W nagrodę urządzają sobie imprezki w rodzaju SUPER WIKTORÓW, dla tych co są blisko koryta.

    W kościołach ludzi coraz mniej, widzę tam same moherowe babcie. Dawniej lud
    Boży nabywał moralności , zasad etycznych w kościele, a teraz gdzie to się ma robić. Supermarkety zupełnie się do tego celu nie nadają. Telewizja tym bardziej.
    Kina traktują ludzi mordobiciem. Formalna edukacja jest od handlu batonikami i soczkami „cukrzanymi”, od odbierania rozumu dzieciom, w tym moim wnukom,
    jasna cholera.

    Byt kształtuje świadomość, a świadomość byt – od tego nie ma ucieczki

  7. Obawiam się, że nie do końca rozumie Pan istotę problemu. Pisze Pan „Dyskrecja obrad i swoboda wyrażania opinii, w tym również bardzo subiektywnych, jest dość elementarnym prawem ciał kolegialnych”. To nieporozumienie. Nie chodzi o informowanie, że Pan prof. H. oceniając kandydata dłubał w nosie, a Pani prof. był szyderczo uśmiechnięta i poprawiała ramiączko sukienki. Chodzi o to, żeby protokół i decyzja zawierały argumenty i uzasadnienie oceny. Twierdzenie jakoby nadmierny dostęp do dokumentów publicznych był totalizmem to aberracja. Musielibyśmy uznać, że kraje skandynawskie są krajami totalitarnymi. W Polsce nigdy nie będzie on nadmierny ze względu na ciasnotę umysłową tych, którzy papierki produkują, co dotyczy także gremiów akademickich. W Polsce dominuje przekonanie „Ja jestem „wadza” i ja decyduję, co komu pokażę”.

  8. Pawlak z PSL jawnie wychwalający kolesiostwo, kumoterstwo – to jeszcze jakoś się mieści w pale, zwłaszcza że uświęcone przez PO. Ale elita oświecona Hartman tak samo, jak i Pawlak – no, to już przechodzi ludzkie pojęcie.

  9. Osoba, która ma stopień naukowy przeszła już wiele, na pewno przeżyła już niejedno niepowodzenie (nieudana konferencja, kiepski wykład, słaby artykuł, nieudane ubieganie się o grant, nieudane aplikacje o pracę. I wie, jakie ma plusy i minusy, w których obszarach się wyróżnia, a gdzie pozostaje w tyle za innymi w swojej dziedzinie/specjalizacji, itd. Startowałam w konkursach w USA, w których brało udział 450 osób i w Polsce gdzie startowało 3 czy 4. I wiem, że poważniej podeszli do mojej kandydatury w Stanach, gdzie wymagało to czasu, zastanowienia się, wczytania się w setki aplikacji, niż w Polsce. I otrzymałam wyczerpującą, uprzejmą i poważną informację o tym, że posady nie otrzymałam. Żaden poważny naukowiec nie może się bać usłyszeć słów krytyki, ponieważ bez nich nie będziemy się rozwijać jako naukowcy i jako ludzie. Jeśli jakiś Profesor stwierdzi, że mi brakuje publikacji albo że jego zdaniem moje publikacje są słabe, czy że brakuje mi doświadczenia dydaktycznego, itd. i jest to prawda, to dlaczego miałabym się obrażać? Po to powinna być jawność procesów rekrutacyjnych i jasne i przejrzyste zasady ich przeprowadzenia plus sensowna procedura odwoławcza, żeby rzeczywiście wybierano najlepszą osobę a nie najlepiej powiązaną i żeby inne osoby wiedziały, nad czym muszą popracować. I Pana argument o dyskrecji obrad nie bardzo mnie przekonuje, bo obecnie wszystko odbywa się właśnie za zamkniętymi drzwiami, ale wcale nie służy to zatrudnieniu zawsze najlepszych osób. Zgadzam się co do problemu ciągłości zatrudnienia i potrzeby rozwiązania, ale nie z Pana obroną prawa do podejmowania decyzji kadrowych w sposób niejawny.

  10. O dziwo, i ja wylowilem tego ranka artykul o pani Milce Stepien w Gazecie Wyborczej. I do uwag p. Hartmana, z ktorymi sie na ogol zgadzam, dodalbym jeszcze kilka rzeczy.

    Pani Stepien wierzy w prawo i wierzy w slowo pisane. Jest to wiara rzadka i tym bardziej nalezy ja rozpowszechniac. Wynik konkursu powinien by dostepny dla jego uczestnikow, koniec i kropka.

    Jako, ze sam jestem i akademikiem i emigrantem widze osobowosc mlodej pan doktor jaka wlasnie zaszczepianie pozytywnych wartosci nauczonych na emigracji na polski grunt.

    I wierze, ze te zaszczepianie zaowocuje i ze bedziemy mieli dobrych mlodych naukowcow w Polsce.

    PF

  11. Trudno dziś o uczciwość na świecie, zatem i w Polsce – szczyt piramidy mamy kompletnie spleśniały, opanowali go sanhedryniaccy gangsterzy i faszyści rodem z piekła, w których imieniu rządzą współcześni Mayer „Rotszyld” Lansky z Bugsym „Goldman-Sachsem” Sieglem. Niektórzy twierdzą, że całym tym destrukcyjnym bagnem zarządza znana i u nas żydowska masoneria B’nai B’rith, słusznie wygnana z Polski w 1938r. przez prezydenta Ignacego Mościckiego, a przywrócona w r. 2007 przez ówczesnego prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Na YouTube można obejrzeć nowy film opowiadający tę historię „Israel: „The Promissed Land Of Organized Crime”, a więc pod tym samym, co znany demaskatorski hit kongresmana Davida Duke’a.

    youtube.com/watch?v=jQY5PluLio4

    Ktoś zatem powie, że to wszystko przez korporację żydowską, przez ten szowinistyczny, opętany, mesjanistyczny gang. Ale to byłoby spore uproszczenie, politykę żydowską realizuje przecież wielu skorumpowanych szabesgojów, nie na samych szczytach oczywiście, bo nie dla psa kiełbasa, ale jednak, a pośród ludzi mających korzenie żydowskie było i jest wiele osób uczciwych, w tym bardzo znanych oraz rzetelnie wykształconych, jak prof. Norman Finkelstein, prof. Noam Chomsky, prof. Howard Zinn, prof. Shlomo Sand i wielu innych.

    Także pośród żydowskich przywódców duchowych byli ludzie uczciwi – choćby bardzo szanowany w tej społeczności rabin Yitzhak Kadur, o którym film dokumentalny pt. „The Rabbi Who Found Messiah” możemy zobaczyć na Amazon.com za jedyne cztery dolce. Polecam na dzisiejszy wieczór, gdyż Wielki Piątek to idealny czas; dzień dokonania żydowskiego mordu na Jezusie Chrystusie, którego imię jako Mesjasza, wyjawił był rabin Yitzhak Kadur całemu żydostwu.

    http://www.amazon.com/Rabbi-Who-Found-Messiah/dp/B00S4JI7NQ/

  12. Na blogu profesora Jana Zielonki popełniłem „filozoficzny” tekst, który
    jest odpowiedni do zawirowań na naszych uniwersytetach w temacie myślenia
    i zła tam występującego.
    Oczekuję reakcji z dowodem, że z moim myśleniem jest „cóś” nie tak:
    ————————————————————————————

    Czyli – Wiesławie , świat ma kłopoty z myśleniem, bo pozwala się okłamywać,
    utwierdza się w złudzeniu, że wszystko jest na dobrej drodze.
    Jaka jest przyczyna , tego, że ludzie myślą mało efektywnie?
    Tego nawet filozofia akademicka nie wie, ta od Platona do Tischnera, łącznie z profesorem Janem Hartmanem. Filozofia klasyczna wie tylko, że ludzie myślą ,
    ale niestety mało efektywnie, czasami.
    Filozofia i inne właściwe do tego nauki, dziedziny wiedzy nie wiedzą jak tą efektywność w szukaniu prawdy przez myślenie doprowadzić do stanu
    w miarę możliwości optymalnie efektywnego.

    Jedynie autorzy Biblii to wiedzieli,podali to w sposób zakodowany w mitach, przypowieściach i jedynie żydzi potrafili to wykorzystać, do niedawna. Żydzi odkryli, że żywienie, to prozaiczne z talerza, dla jakości myślenia jest ważne.

    Nasz polski lekarz Jan Kwaśniewski z Ciechocinka to dla świata odkrył także,
    uruchomił do tego celu biochemię i inne nauki, naukowo bo w miarę swoich możliwości doświadczalnie udowodnił.

    A nasza wielka filozofia dalej tkwi w ciemnocie, totalnej głupocie, wpaja ludziom, że myślenie to bociany przynoszą, to znaczy mówi ta filozofia, że myślenie po
    prostu jest, a skąd się bierze, to już ją nie interesuje, coś tam bąka , że ze świadomości, a jak się robi świadomość to już nie wie, też przebąkuje , że z bytu.
    Tylko do dzisiaj nie wie co to jest byt i skąd się bierze. I tak w koło Macieju.

    Podobnie jak z naszym zdrowiem – medycyna akademicka w szaleńczym rozwoju, tylko chorych jest coraz więcej.

    Świat zwariował od tej filozofii, nauk wszelakich, szczególnie od ekonomii w dzisiejszym globalistycznym wydaniu.
    I co robi, świat, moim zdaniem : idzie w zagładę, upadłość cywilizacyjną.

  13. TED1
    Dieta „nisko węglowodorowa” jest niebezpieczna, nadaje się tylko do tego,generalnie, żeby zrobić z człowieka błazna, tumana. człowieka o słabych umiejętnościach intelektualnych, człowieka , który nawet się nie stara, żeby jego możliwości były większe…
    Dlaczego?
    Wszystko zaczęło się od wodoru — we wszechświecie, tak to opisał niemiecki pisarz popularnonaukowy…
    Słońce, karmi nas swoją energią za pomocą wodoru, bez tej energii życie na ziemie byłoby niemożliwe…
    Wodór napędza nasze samochody….
    Ludzie przymierzają się do tego, żeby napędzać pojazdy silnikami karmionymi czystym wodorem…..
    Wodór, z naszych pokarmów, daje nam ludziom energię do życia, do pisania także…
    Węgiel, też jest ważny, bez niego nie da się żyć, jest składnikiem pokarmowym,
    budulcowym, ubogaca naszą ludzką chemię…..

  14. Ja się temu nie dziwię w końcu to jest normalka w Polsce PO gdzie liczy się kolesiostwo i to czy ktoś jest w PO lub jest pod parasolem PO. W końcu czyż to nie Marcin P mógł spokojnie działać i oszukać w ramach Amber Gold czy nie tak było w SKOK Wołomin i Kopernik gdzie malwersanci powiązani z PO wywodzący się z WSI oszukali klientów. W obu przypadkach poszkodowani nigdy nie zostaną zadość uczynieni a organa nadzorcze w praktyce nie spełniły swoich obowiązków.

  15. Janusz z
    Prosze unikac takich zwrotow negatywnie traktujacych bolszewikow.Robili zle rzeczy zrobilli tez dla luckosci duzo dobra.
    Radze wiecej czytac szczegolnie Leonida Lomonosowa oraz Szymona Pitigorskiego.

  16. REKLAMA ????

  17. Tyle razy czytalem o Kwaśniewskim i szkodach jakie powoduje jedzenie chleba i kartofli więc szanowny zechciej przeżyć choć miesiąc bez tych strasznych trucizn.
    Potem możesz przejśc na kapustę.
    powodzenia.

  18. Smutne to wszystko co tutaj pisze. Ja obroniłem doktorat w 2007 roku i od tamtego czasu przegrałem około 100 konkursów w całej Polsce. Nie udało mi się nigdzie dostać na uczelnię do pracy. W chwili obecnej mam
    dorobek naukowy taki, że mogę startować z habilitacją. Z tego wynika, że mając tytuł dr hab. też nie dostanę się do pracy bo nie mam krewnych, znajomych i wejść tak?

css.php