Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne

19.12.2015
sobota

Zdrajcy w profesorskich togach

19 grudnia 2015, sobota,

Już nieraz „profesorowie”, wykarmieni krwią polskiego ludu, zamiast służyć Ojczyźnie plwali na nią i wichrzyli.

Iluż to takich było w roku 1968, a i później! Rękę podnosząc na władzę ludową, która ich karmiła i nieraz od nędzy wiejskiej do tytułów, które tak splugawili, zawiodła… Niewdzięczników nie nigdy brakowało na tym świecie. Nie brakuje i dzisiaj, w naszej Polsce.

Ręka podniesiona na demokratyczną władzę, ręka wątła, do pracy nienawykła, „profesorska” – na pośmiewisko się wystawia bardziej, niż kogo postraszyć zdoła. Ale popatrzmy sobie, jak to wygląda. „Profesorowi” Markowi Abramowiczowi, który po latach bumelowania w Oxfordzie, Stanfordzie i Lund, gdzie jako astrolog czy astrofizyk (jak zwał, tak zwał) „badał” nieistniejące jak wiadomo „czarne dziury”, nie podoba się, że władza czuwa nad moralnością sztuk teatralnych! Dobre sobie!

Może tak orgietkę w publicznym teatrze życzyłby sobie Pan Profesor? Tudzież flaga polska budzi zastrzeżenia tego utyt(u)ł(ow)anego patrioty, skoro chce ją stawiać na równi z obcymi nam kulturowo logotypami Unii Europejskiej. Zdrowo myślące media nie chciały publikować wynurzeń i wywnętrzeń specjalisty od czarnych szpar, słusznie spodziewając się reprymendy czytelników i władzy ludowej. My to jednak uczynimy, aby pokazać, gdzie w państwie Dobrej Zmiany są te nieprzekraczalne granice wolnego słowa, obowiązujące nawet Abramowiczów i Rosenzweigów.

Przeczytajcie więc oto tę legendę-ględę o „etosie akademickim” i „demokratycznej opozycji”. Czy czegoś Wam ona nie przypomina? Tak, tak. Z tego ciasta pieką dziś zakalec zwany Komitetem Obrony D… Czy dasz się na to nabrać?

SPONDEO AC POLLICEOR

Jeśli nie umiemy czuć się winni, nie jesteśmy zdolni do odróżnienia dobra od zła. Nieumiejętność czynienia tego odróżnienia byłaby dla ludzkości samobójstwem. A kiedy mówię o odróżnieniu dobra od zła, mam na myśli tylko takie odróżnienie, którego znaczenie, siła obiektywna, zniewalająca, nie zależy od nas; odróżnienie, którego nie możemy ani unieważnić, ani zmienić według naszej woli lub kaprysu, odróżnienie, które zastajemy gotowe, które się nam narzuca i które jesteśmy zmuszeni przyjąć jako prawdziwe.

Tak o głosie sumienia, który każdy z nas w sobie wyraźnie słyszy, pisał Leszek Kołakowski w pośmiertnie wydanym eseju „Jezus ośmieszony”. Wewnętrzny głos sumienia jest najważniejszym strażnikiem naszej przyzwoitości i cnoty, ale bynajmniej nie jedynym.

W życiu społecznym, jako obywatele, pragniemy być uznawani za przyzwoitych także w opinii innych przyzwoitych obywateli. Ci jednak nie zawsze są jednomyślni. Niektórzy głoszą poglądy na temat obywatelskiej przyzwoitości wyraźnie sprzeczne z naszymi, inni różnią się w poglądach wzajemnie między sobą. Wiele kwestii społecznych i politycznych nie wymaga dokonywania moralnego wyboru, a zatem nasz wewnętrzny głos sumienia nie może być w tych kwestiach doradcą. Czy istnieje więc jakiś niezawodny społeczny standard, jakiś godny zaufania arbiter? Kościół nie zawsze chce wypowiadać się w kwestiach politycznych, bowiem najczęściej, wierny swemu nadprzyrodzonemu powołaniu, programowo oddziela to, co boskie, od tego, co cesarskie. Zostają nam poeci, pisarze, teatry i uniwersytety. Moim zdaniem ufać należy zwłaszcza w społeczną mądrość i prawość uniwersytetów, bowiem w kwestiach dotyczących spraw publicznych uniwersytety wypowiadają się zwykle z umiarem, rozsądnie, uczciwie, a przy tym jasno i jednoznacznie: „tak–tak, nie–nie”.

To moja osobista opinia, oparta na doświadczeniach i przemyśleniach długiego życia; wiem też dobrze, że wielu myśli tak samo. Moim zdaniem wyjątkowy autorytet uniwersytetów wynika z ich zupełnie wyjątkowych historycznych zasług, powagi i znaczenia. Od stuleci, uniwersyteckie kolegia, profesorowie, rektorzy, promotorzy doktorskich dysertacji, nie tylko kształcą zawodowo europejskie elity, ale przede wszystkim współtworzą fundamenty naszej europejskiej kultury i cywilizacji, także w sensie rzymskiej civitas, to znaczy ogółu obywateli połączonych wspólnie akceptowanym prawem, które określa ich obowiązki i obywatelskie przywileje stosowne do zajmowanej pozycji. Przestrzeganie prawa, akceptacja społecznej hierarchii i związanych z nią przywilejów i obowiązków oraz szacunek dla elit, urzędów, sądów i wyroków trybunałów są pierwszą powinnością wszystkich bez wyjątku cives (obywateli), niezależnie od ich zasług i godności.

Prawne wydziały uniwersytetów nauczają fachowo litery obowiązującego prawa. Poprzez historyczną i filozoficzną refleksję nad ogólnymi, „platońskimi”, standardami społecznego porządku i obywatelskiej przyzwoitości, wyjaśniają nam wszystkim także ducha praw. Upewniają omnes cives, ale przede wszystkim wykształcone elity, o tym, co w życiu społecznym jest godziwe, a co godziwe nie jest. Zacytuję jeszcze raz Leszka Kołakowskiego, który podczas uroczystości nadania mu stopnia doktora honoris causa na Uniwersytecie Wrocławskim w roku 2002 tak mówił, wyraźnie i jasno: Jeszcze ważniejszą, dyskutowaną bynajmniej nie tylko u nas, ale w całym świecie prawie, jest kwestia stosunku między uniwersytetem jako zbiorem szkół zawodowych i uniwersytetem w znaczeniu tradycyjnym. Przyznaję, że jestem bardzo przywiązany do tradycyjnej idei „universitas”, czyli do tradycyjnej idei uniwersytetu jako miejsca, gdzie nie tylko zawodowe umiejętności i sprawności są nauczane, ale także przekazywane są fundamenty naszej kultury, bez której byśmy się cywilizacyjnie zniszczyli.

Uniwersytet Wrocławski, który wyróżnił Leszka Kołakowskiego honorowym doktoratem, jest moją Alma Mater. W pamiętnym roku 1968 ukończyłem tam studia na Wydziale Matematyki, Fizyki i Chemii. Od razu po dyplomie rozpocząłem pracę asystenta na matematyce. Prowadziłem ćwiczenia do kilku wykładów i studiowałem na monograficznym seminarium matematyczne aspekty ogólnej teorii względności Alberta Einsteina. Wrocławska matematyka stała na najwyższym światowym poziomie.

Kontynuowała tradycje słynnej szkoły lwowskiej. Jej legendarny twórca, Hugo Steinhaus, był wtedy mocno starszym panem, lecz kipiał młodzieńczą energią. We Wrocławiu nie tylko zgłębiłem kilka działów matematyki i fizyki; wrocławska

Alma Mater nauczyła mnie także specyficznego etosu naukowych badań i dysput.

Podobnie jak Sokrates, nasi mistrzowie sprowadzali niekiedy nasze błędne poglądy ad absurdum w przyjacielskiej rozmowie. Krok po kroku, drogą logicznych, wynikających jeden z drugiego argumentów prowadzili nas ku zrozumieniu prawdy.

Nigdy nie traktowali naszych studenckich pomyłek z ironiczną wyższością autorytetu. Byli dla nas zawsze ujmująco życzliwi, koleżeńscy. Szlachetna koleżeńskość i wzajemna życzliwość matematyków, zupełny brak zapalczywości w sporach i szacunek dla adwersarza stanowiły styl szkoły lwowskiej, opisywany we wszystkich relacjach i wspomnieniach ze Lwowa. Ten sam styl charakteryzował środowisko matematyków wrocławskich; ja się w nim wychowałem jako student a potem początkujący uczony. Wielbiliśmy naszego Hugona i szanowaliśmy siebie nawzajem niezależnie od wieku, uniwersyteckiej pozycji, wyznawanych poglądów politycznych lub jakichkolwiek innych poza matematycznych względów. Zgrabnie opisuje to hugonotka autorstwa Stanisława Hartmana, wybitnego matematyka wykształconego w Warszawie i we Lwowie, a po wojnie wrocławianina:

My tu: katolicy i marksiści
          Żydzi i komuniści
          Jesteśmy do kroćset kroci
          Wszyscy po trosze… Hugonoci.

Hugonotkami nazywane są zwykle aforyzmy układane przez Hugona Steinhausa, ale niekiedy zalicza się w ich liczbę także krótkie, żartobliwe utwory innych autorów, jeśli dotyczą Steinhausa albo innych lwowskich lub wrocławskich matematyków z jego kręgu. Ze wszystkich hugonotek cenię najbardziej „matematyk zrobi to lepiej”. Ona się zawsze sprawdza.

W roku 1968 mieliśmy w Polsce urząd cenzury, ale peerelowski minister kultury nie ośmieszał się tropieniem i administracyjnym zakazywaniem nagości na scenie. Władysław Gomułka, pierwszy sekretarz KC PZPR, komicznie purytański nudnik, starał się co prawda tępić Kalinę Jędrusik za jej piękny biust, ale kilka lat później Teatr Studio wystawiał „Dantego” Józefa Szajny, w którym Leszek Herdegen występował w otoczeniu nagich aktorek. W naszym wrocławskim Teatrze Polskim, Grażyna Krukówna perwersyjnie rozbierała się w „Białym małżeństwie” Tadeusza Różewicza, a w warszawskim Teatrze Dramatycznym grano jego „Na czworakach” z grupą wynajętych striptizerek. Wtedy, komunistyczne władze nie miały chorobliwych obsesji na temat ludzkiej seksualności. Zajmowały się czymś innym. Zwalczały nieprawomyślności polityczne, ekonomiczne, historyczne, aksjologiczne… I robiły to bezwzględnie, brutalnie, bezwstydnie. W więzieniach

siedzieli Jacek Kuroń, Karol Modzelewski i inni dysydenci, niezłomni poeci nie mogli drukować wierszy, niesłusznych historyków wyrzucano z pracy. Czasy „dyktatury ciemniaków” były naprawdę parszywe.

Po zdjęciu „Dziadów” ze sceny Teatru Narodowego przetoczyła się przez polskie uczelnie fala studenckich protestów. We Wrocławiu studenci Uniwersytetu ogłosili strajk okupacyjny. Spędziłem strajkową noc w gęstym tłumie kolegów, w historycznej Aula Leopoldina, najpiękniejszej barokowej sali Dolnego Śląska.

Dyskutowaliśmy o obywatelskich wolnościach, o naprawie Rzeczypospolitej, śpiewaliśmy patriotyczne pieśni. Długą owacją na stojąco przyjęliśmy uchwałę Rady Wydziału Matematyki, Fizyki i Chemii. Nasi profesorowie otwarcie, jednoznacznie i jasno potępili działania władz PRL-u i poparli studenckie postulaty. Spowodowało to natychmiastowe represje władz. Prześladowano studentów, asystentów, profesorów. Stanisława Hartmana, u którego trzy lata wcześniej zdałem egzamin z algebry, usunięto z katedry i pozbawiono prawa do wykładania. Próbowano go także zmusić do emigracji, ale zdecydowanie odmówił.

Potem czynnie działał w opozycji demokratycznej. Był jednym z założycieli Towarzystwa Kursów Naukowych oraz współpracownikiem Komitetu Obrony Robotników.

W stanie wojennym został internowany i osadzony w więzieniu. To było drugie więzienie w jego kryształowo uczciwym życiu polskiego patrioty –  w czasie wojny siedział na Pawiaku.

Kilku innych wrocławskich profesorów, matematyków i fizyków, wykazało się podobną osobistą odwagą, hartem ducha i obywatelską przyzwoitością. Spotkały ich za to prześladowania. Matematyk Bolesław Gleigewicht, do którego wykładu prowadziłem ćwiczenia w roku akademickim 1968/69, poszukiwany był w stanie wojennym listem gończym. Napisałem o tym notatkę do paryskiej „Kultury” Jerzego Giedroycia. Dużo wtedy w „Kulturze” publikowałem, bezpieczny na Uniwersytecie w Oxfordzie, gdzie pracowałem jako Senior Visiting Fellow, czyli wizytujący profesor. Bardziej jeszcze niż profesorowie Hartman i Gleigewicht znani są ze swej budzącej szacunek obywatelskiej postawy moi nieco starsi

koledzy –  Kornel Morawiecki, Jan Waszkiewicz i Ludwik Turko. Wszyscy byli ważnymi działaczmi „Solidarności”, byli wielokrotnie aresztowani, prześladowani, więzieni. W III Rzeczypospolitej zajmowali się nie tylko uniwersytecką nauką, ale także polityką. Piastowali funkcje państwowe i samorządowe. Morawiecki jest

obecnie marszałkiem seniorem sejmu VIII kadencji, a jego syn Mateusz wicepremierem rządu Beaty Szydło. Waszkiewicz był marszałkiem województwa Dolnośląskiego. Turko był w latach 1997–2001 członkiem Trybunału Stanu. Dziś jest belwederskim profesorem i kierownikiem katedry Cząstek Elementarnych. W grudniu 2015 odmówił przyjęcia Krzyża Wolności i Solidarności od prezydenta Andrzeja Dudy, motywując to opinią, iż niektóre działania prezydenta są bezprawne i naruszają Konstytucję Rzeczpospolitej Polskiej.

Uniwersytet Wrocławski jest moją Alma Mater, ale doktorat zrobiłem pod kierunkiem Andrzeja Trautmana, na Wydziale Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego („na Hożej”). Uzyskanie doktoratu to jedna z ważniejszych chwil w życiu. Stajemy się wtedy członkami uniwersyteckiej społeczności, a poprzez osobę naszego promotora, jego promotorów i promotorów ich promotorów zakorzeniamy się w uniwersytecką tradycję rodzinnej Europy. Moje korzenie, jak pokazują rysunki powyżej, sięgają Gaußa, Eulera, Newtona i Galileusza. Takie korzenie ma zapewne wielu polskich fizyków i matematyków. Od wieków trwająca kulturalna unia Polski z Europą jest równie dla naszego narodu istotna, jak obecna przynależność Polski do Unii Europejskiej — europejskość jest bowiem fundamentem polskiej, narodowej tożsamości. Mój głęboki smutek budzą próby osłabiania lub zaprzeczania tych więzi, choćby w symbolicznym geście usuwania flag Unii z budynków publicznych.

Uważam to za szkodzącą Polsce głupotę. Od kiedy się to dzieje, stale noszę w klapie marynarki miniaturkę flagi Unii Europejskiej obok miniaturki polskiej flagi. Europejskości nie da się z Polski usunąć z powodów, których jest legion. Także dlatego, że każdy wypromowany na polskim uniwersytecie doktor więź z Europą umacnia, składając przysięgę spondeo ac polliceor, to znaczy „przysięgam i obiecuję”. Tak uroczyście przysięgamy, wypowiadając te dwa słowa po łacinie, w obecności naszego promotora oraz innych profesorów, gdy Uniwersytet nadaje nam stopień doktora, włączając nas tym samym na zawsze w uniwersytecką społeczność. Pełny tekst przysięgi doktorskiej jest oczywiście dłuższy, mówi między innymi o tym, że uzyskaną fachową wiedzę w swej specjalności doktor wykorzystywać będzie nie dla osiągnięcia korzyści, lecz do krzewienia prawdy oraz że nigdy nie użyje jej w sposób niegodny lub hańbiący. Przysięga nie jest tylko ozdobnym rytuałem, bowiem czasem uniwersytety upominają, i to publicznie, swych doktorów za to, że ci, postępując niegodnie, tę przysięgę łamią. Każdy, kto upominający głos uniwersytetu słyszy, lecz go uporczywie ignoruje lub odrzuca, zwłaszcza bezwstydnie i publicznie, naraża się na infamię. Nie będzie mógł być uznawany za przyzwoitego ani godnego czci przez ogół tych, którzy spondeo ac polliceor przyrzekali i swej doktorskiej przysięgi dotrzymują.

Genealogy-Plebanski-branchGenealogy-Trautman-branch (1)

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 32

Dodaj komentarz »
  1. Dobra, dobra. Najważniejsze, że bronicie Wałęsy, który wszczął tę wojnę na górze i niszczył demokrację, np. demolując lewicowego premiera Oleksego. Pokażcie też światu, jak PO buchnęła prywatną forsę 150 mld z OFE, jak niszczyła demokrację i gwałciła konstytucję. Godzi się zatem demonstrować w obronie Wałęsy i PO, takich samych, jak i PiS.

    Wiele, bardzo wiele zrobiliście, aby wygrało PiS. Jeszcze wam mało…

  2. Sami staliście się jak Gomułka. I ani przed wami, ani przed tymi z PO, ani przed tymi z PiS-u nie ma gdzie zwiać, gdy chce się żyć w Polsce. To nie jest tak, że jesteście tylko wy i oni. Jeszcze jesteśmy my, niemal 50 % wyborców niechodzących na wybory, odrzucających was wszystkich.

  3. Z całej tej waszej sztuki, cywilizacji, kultury itp. ocaleje dla pokoleń tylko Witkacy i Baczyński, może jeszcze Gombrowicz. Tylko tyle. Nic innego bowiem nie umiecie, jak tylko skakać sobie do oczu i wszystko niszczyć.
    Moje zadanie: pracować i płacić podatki, odczepcie się ode mnie ze swoją pustką.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. „Dyktatura ciemniakow” to trwały i nieusuwalny element ustrojowy Polski.
    Od lat „władza partyjna” w Polsce zdominowana jest przez tabuny pełnych kompleksów, choć cwanych ćwierćinteligentów.
    Nie widać żadnych racjonalnych przesłanek i praktycznych szans by ten stan rzeczy zmienić.
    ———————————————————————————–
    Nad dzisiejszymi „uniwersytetami” i innymi „szkołami wyższymi” spuśćmy litościwie kurtynę milczenia. Toto się nie podniesie nawet przez 40 lat, zakładajac przy tym irracjonalnie jakiś ozdrowieńczy cud i zwrot „akcji”.
    ————————————————————-
    Skazani jesteśmy, jako społeczeństwo, na systemowe konwulsje, bo toto nie ma prawa chodzić.
    I tak cud, że się toczy i trwa.
    ———————————————–
    „Do nikogo chyba nie dociera, że nie da się zbudować społeczeństwa z dnia na dzień. Trzeba stuleci, żeby ukształtować dżentelmena” – LlC

  6. Korzenie, korzenie…

    My, potomkowie chłopów pańszczyźnianych, nie mamy korzeni, bo pracowaliśmy za darmo, abyście mieli co jeść, abyście tworzyli tę waszą iluzję filozofii, sztuki, polityki. Fatamorganę.

    I co zrobiliście z naszą pracą? Bilion długu Polski, 3 miliony uciekło za granicę za chlebem, bezrobocie, bieda tylu ludzi? I tylko wrzeszczycie na siebie…

    Ja wami nie chcę rządzić, nie chcę zmieniać waszego świata, to wy chcecie mną rządzić, nie pozwalacie spokojnie pracować.

  7. Panie Hartman
    1. Nie nazwę Pana „profesorem”, jako że jest pan przecież filozofem, a filozofia, jak wiadomo, nie jest nauką, jako ze jej twierdzenia nie są weryfikowalne metodą naukową czyli empiryczną. Nie zrozumie więc pan nigdy, jako laik, różnicy pomiędzy astronomią a astrologią, tak samo jak nie zrozumie pan nigdy, z braku wykształcenia, różnicy pomiędzy chemią i alchemią. Niech się więc pan zajmie swoją filozofia, a odczepi od nauki i uczonych.
    2. Uczony jest autorytetem tylko w swej dziedzinie. Astronom w dziedzinie astronomii, chemik w dziedzinie chemii, ekonomista w dziedzinie ekonomii a politolog w dziedzinie polityki. Astronom zabierający głos w sprawach polityki jest więc tak samo śmieszny i nie na miejscu jak politolog zabierający głos w sprawach astronomii.
    3. Nie ma jednej, „jedynie słusznej”, definicji prawa ani też jednej, „jedynie słusznej”, teorii i wykładni prawa. Poza tym, to ilu jest prawników, tyle jest wykładni konkretnego przepisu prawa. Każdy dobry prawnik, jeśli mu się tylko odpowiedni zapłaci, przedstawi w 100% poprawną ze strony formalnej wykładnię prawa, oczywiście na korzyść tego, kto tę wykładnie zamówi.
    4. Polska demokracja jest dziś tak samo zagrożona jak za rządów PO. O co więc ten krzyk?

  8. Prof.Zybertowicz w komentarzu do marszu w obronie demokracji ,siegnal do sprawdzonego arsenalu srodkow uzywanych przez komunistow ,,mowiac ,ze w marszu uczestniczyli ludzie ,ktorym wmowiono niszczenie demokracji.Gratulujemy p. profesorze.Jetsem jednym ze zmanipulowanych,Socjotechnika, uzyta przez beneficjentow Trzeciej RP. odniosla skutek. Jestem ZMANIPULOWANY , jak ponad 50 proc. spoleczenstwa.

  9. „Aby te prawdy narodowi wylozyc i udowodnic, zmobilizowano wszechpotezny aparat
    propagandy masowej, podniecone glosy agitatorw radiowych, histeryczne okrzyki demagogow telewizyjnych. tysiace pior sprzedajnych gazeciarzy, tony papieru gazetowego i farby drukarskiej, setki tysiecy zlotych honarariow dla egzegetow oficjalnej prawdy”

    (Zygmunt Bauman, wstep do ksiazki: Wydarzenia marcowe 1968, Instytut Literacko, Paryz 1967)

  10. Jeszcze Jagiellonka nie zginela, skoro sa tam tacy profesorowie z prawdziwego zdarzenia jak Andrzej Nowak!

    „Ta partia (dziś zmienia nazwę na Nowoczesna.pl), tak jak niegdyś PZPR, raz zdobytej władzy nie chce oddać. Próbuje, przy pomocy swej wiernej medialnej szczujni, z TVN, TVP Kraśki-Tadli-Lewickiej, „Newsweeka” i z naśladujących ją dzienników, unieważnić demokratyczny wybór narodu. Próbuje zrobić to przy pomocy wielkiego kłamstwa, odwrócenia znaków, znieważenia pamięci. Ale to się nie uda.”

    prof. dr hab. Andrzej Nowak

    Właśnie ukazał się II tom „Dziejów Polski“ prof. Andrzeja Nowaka. Prawdopodobnie powstanie 10 lub 11 tomów tego dzieła!

  11. !
    bedzie Jagielonka jak WUML w nowym opakowaniu, jak ci z „prawdziwego zdarzenia”
    beda tam profsorzyc.

    z calym szacunkiem dla naszego Gospodarza – tak trzymac!

  12. *
    a pana profesora Marka Abramowicza mialem zaszczyt poznac na uniwersytetcie w Göteborgu i sluchac jego pieknych wykladow z astrofizyki.

    super!

  13. @agatkam – Prof. Andrzej Nowak chlubą UJ? Wolne żarty. To mniej więcej tak, jak „Andrzej Duda chlubą Wydziału Prawa UJ”.

  14. Świetnie się Pana czyta, często z podziwem, szczególnie gdy zdoła Pan powściągnąć swój polemiczny temperament

  15. Gratuluję obrońcy demokracji, czyli Tomasza Lisa. Gratuluję też obrońcy demokracji posła PO Halickiego tuż obok Lisa.

    Lisa rozumiem, Lechu Wałęsa demolujący premiera Oleksego to prawdziwy obrońca demokracji. Halickiego też, niszczył demokrację, gwałcił konstytucję, no, to teraz ma prawo jej bronić.

    http://wszolek.salon24.pl/687067,upadek-tomasza-lisa-na-barykadach-co-bedzie-dalej

  16. Ozzy
    Czyżby major Bauman miał do dyspozycji maszynę czasu? Jak inaczej mógłby on wydać w Paryżu w roku 1967 książkę o wydarzeniach z Warszawy z roku 1968?

  17. Dzisiaj, a jest 19 grudnia, TVP1 ukazała manifestacje KOD, które miały miejsce w całej Polsce. O komentarz do wydarzeń m.in. poproszono coraz szerszego (ale nie w barach) kardynała Dziwisza oraz Adama Bielana. Obaj znaleźli winnego. Nikt nie zgadnie kogo. To Prezes Trybunału Konstytucyjnego prof. Andrzej Rzepliński. To On jest winien. To On.

  18. Gdzie Andrzej1?

  19. Najlepsze życzenia Świąteczne dla pana profesora.
    Polecam lekturę:
    Krótka historia unii Polski z Europą
    Pół żartem, pół serio

    Polska już była kilka razy w unii z Europą. Polska ma bardzo długi staż w tej unii. Zaproszono nas do unii w roku 1772, w czasach, które przez ksenofobów zostały nazwane pierwszym rozbiorem Polski. Dopiero teraz dowiedzieliśmy się, że był to historyczny krok integrujący peryferyjną Polskę z nowoczesną Europą. Wchodziliśmy tam w trzech etapach, aż do całkowitego przyjęcia nas do wspólnoty. W integracji z Austrią, Prusami i Rosją przeżyliśmy wspólnie aż do roku 1918. Współpracowaliśmy z dyplomatami i rządami tych krajów przy tworzeniu warunków zjednoczeniowych, mając różne koncepcje współpracy ekonomicznej i politycznej. Ogromne zasługi na polu integracji miała polska arystokracja, która w zamian za otrzymane przywileje i awanse głosiła pochwałę współpracy i tworzyła stosowne konfederacje. Ówczesna klasa średnia, czyli szlachta zaściankowa, miewała odmienne pomysły współpracy, ale zdecydowana postawa elit europejskich brała zawsze górą nad hołotą z klasy średniej. Nieprzystosowanych wysyłano na bliższe lub dalsze wycieczki krajoznawcze. W okresie rządów Napoleona Bonaparte, wybitnego reformatora, który miał odmienną, oryginalną koncepcję zjednoczenia Europy, wielu polskich zwolenników jego pomysłów mogło poznać większość krajów europejskich. W czasie tej podróży mogli nie tylko zwiedzać Europę, ale również znaleźć w niej kwaterę na wieczny odpoczynek. Jednak po zwycięstwie starej koncepcji integracyjnej przywrócono w Europie ład i porządek na następne sto lat. Od czasu do czasu urozmaicano nudę egzystencjalną lokalnymi festynami powstań ludowych i uroczystymi rozejmami. W okresie braku na rynku medialnym takich instrumentów, jak telewizja, trzeba było jakoś urozmaicać szarość codziennego życia widowiskami „światło, dźwięk i łzy”. Wybitnym nowatorem w gatunku powszechnie dziś znanym jako „reality show” okazał się niejaki Jakub Szela, który tworzył widowiska plenerowe na terenie austriackiej części unii europejskiej. Jego pomysły inscenizacyjne spotkały się z tylko częściowym zrozumieniem administracji, chociaż niektórzy z obserwatorów zarzucali mu plagiat i inspirację unijną. Administracja wschodniej części dawnej Unii była mniej elastyczna w próbach rozumienia trudnych problemów adaptacyjnych polskiej ludności. Nie pomagały nawet kuligi na malowniczą Syberię masowo organizowane w celu unaocznienia uczestnikom szerokich horyzontów Unii i jej rozległych perspektyw. Dopiero rok 1918 narzucił Polsce jej zaściankowy wymiar. Ten akt nierozważnego oderwania się Polski od unii europejskiej został pochopnie uznany przez ksenofobów za polskie święto narodowe. Dzisiaj doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że był to krok pośpieszny i pozbawiony rozsądku. Na szczęście dla Europy, okres ten nie trwał zbyt długo i owocne rozmowy dwóch Europejczyków, pana Ribbentropa z panem Mołotowem zakończono pomyślnym dla integracji finałem we wrześniu 1939 roku. Po krótkim okresie intensywnego cywilizowania Polski, zaraz po zakończeniu wojny między unitami, wcielono Polskę – na mocy unijnego consensus’u – do eksperymentalnej unii wschodniej. Przeżyliśmy w niej symboliczne 44 lata eksperymentów. Unia wschodnia nie zyskała jednak stałego poparcia unii zachodniej, mimo, że ona ją współtworzyła w czasie serdecznych rozmów w Jałcie. Po latach jednak zmieniła zdanie i w audycjach radiowych nadawanych z radia pod zalotną nazwą „Wolna Europa” ukazała nam całą perfidność unii wschodniej, w której nas uprzednio zostawiła. Absolutnym unijnym słuchem wykazał się w tamtym okresie skromny stoczniowy elektryk, który doprowadził wschodnią unię do całkowitej impotencji. Ten sympatyczny kreator mody styropianowej otrzymał nawet nagrodę wynalazcy dynamitu pana Nobla, ale styropianowy dynamit polskiego wynalazcy okazał się materiałem kapryśnym i wystarczył tylko na jedną kadencję. Efekt styropianowy przestał działać, kiedy liczba bezrobotnych kolegów noblisty zaczęła rosnąć w tempie naprawdę dynamicznym. Wraz z rosnąca liczbą bezrobotnych, naciski dawnych unitów wschodnich, by wstąpić do unii zachodniej, przybrały rozmiary epidemii. Ich idiosynkratyczna nerwowość jest zupełnie zbyteczna, ponieważ my zawsze byliśmy, jesteśmy i będziemy w Unii Europejskiej, o czym świadczy ta krótka historia naszej unii z Europą.
    PS. Unia Europejska obejmująca swym panowaniem prawie całą Europę została w 2015 roku zdobyta i zmuszona do kapitulacji przez milionową armię uchodźców uzbrojoną w telefony komórkowe marki Samsung i Nokia. Ta telefoniczna broń uchodźców z Azji Mniejszej okazała się bardziej skuteczna od miliardowych nakładów na gadżetowe uzbrojenie rakietowe unii. Jednak sukces armii uchodźców okazał się połowiczny. Propaganda unijna przekuła własną klęskę w zwycięstwo i obywatele Unii Europejskiej odetchnęli z ulgą.

    Wojciech K. Borkowski

  20. Szanowny Panie Profesorze!
    Do panteonu otaczających Pana Sław i Chwał Polskiej Nauki I Profesury, których HISTORIĘ tak bezkompromisowo i skromnie Pan przytacza, dołączyły WSPÓŁCZESNE WYNIKI i skutki tego parcia wprzód z głową wstecz.
    Mamy oto UKORONOWANIE Rzeczypospolitej jej akademickim ethosem.
    Mamy akademika najniezłomniejszego z niezłomnych ongi herosów, aka wykwit ethosu, mamy Pierwszego Doktora Prezydenta.
    Mamy też, wraz z Nim, jego Doktora Prezesa.
    Aż dziw bierze, że droga rozwoju w/w doktorów nie spotkała się z Pana, wszelakich alma maters i środowiska uwagą, jak dotąd.

    Może, gdyby nie brak uwagi środowiska, kariery te potoczyłyby się niejako oszczędzając swym blaskiem akademickim Polskę?

    Cóż, gdy sufit akademii ginie w chmurach (pięknie opisanych przez Pana z wysokości powyżej), trudno o gęstość ethosu pod sufitem.
    Z uszanowaniami, cum: vivat profesores.

  21. Jako wychowanek Hozej mogę ujawnić bywalcom bloga religię Profesora Hartmana. Jest bardzo prosta.
    1. Najwyższą formą istnienia we Wszechswiecie jest fizyk.
    2. Najwyższą formą fizyka jest Fizyk Teoretyk.
    .
    My wszyscy wychowankowie Hożej w to wierzymy. Profesor Hartman jest Fizykiem Teoretykiem. (I to od kogo! Od Trautmana!). Niestety, ja jestem doświadczalnikiem. Z pokorą przyznaję, ze stoję niżej na drabinie stworzenia.

  22. Dziękuję Panie Profesorze Hartman za ten tekst. W 1968 r. byłem studentem 2 roku fizyki na Wydziale Matematyki, Fizyki i Chemii na Uniwersytecie Wrocławskim i brałem udział w trwającym dwa dni strajku okupacyjnym na mojej uczelni. Pamiętam udział w tym strajku profesorów, docentów, doktorów, magistrów i setek studentów wszystkich wydziałów UWr. Wtedy, przez 3 dni i dwie noce, walczyliśmy słowem o wolne słowo, przeciw cenzurze i kłamliwej propagandzie „dyktatury ciemniaków”. Żądaliśmy przywrócenia zdjętej decyzją ówczesnego przywódcy PZPR Władysława Gomułki ze sceny sztuki Adama Mickiewicza „Dziady”. Czuliśmy się mocni wsparciem ówczesnego rektora Uniwersytetu Profesora Jahna. Wiedzieliśmy, że wraz z nami strajkują studenci Politechniki Wrocławskiej, Wyższej Szkoły Ekonomicznej, Wyższej Szkoły Rolniczej, Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych i Wyższej Szkoły Wychowania Fizycznego. O „wydarzeniach marcowych” opowiadałem moim dzieciom, które studiowały jeszcze w PRL. Dzisiaj mogę opowiadać o tym moim wnukom, które uczą się w szkołach III RP. Mam nadzieję, że troje moich wnucząt nie będzie musiało walczyć o wolną Polskę, zagrożoną przez pchającą jej polityczny byt z demokracji parlamentarnej do demokratury pod wodzą Naczelnika Państwa. Trwająca od 3 tygodni rewolta grudniowa przegra swoje boje ze społeczeństwem naszej Ojczyzny. Demokracja, Konstytucja i trójpodział władzy państwowej nie zostaną obalone.

  23. Dzisiaj, 26 lat po podpisaniu porozumień Okrągłego Stołu w kwietniu 1989 r., po częściowym zwycięstwie prawdziwej „Solidarności” w wyborach do Sejmu i całkowitym zwycięstwie w wyborach do świeżo powołanego w PRL Senatu (99 mandatów na 100) spadkobiercy narodowo-katolickiej postendeckiej partii PiS (primo voto Porozumienie Centrum), której „wodzami” są Jarosław Kaczyński, Antoni Macierewicz i inni członkowie „zakonu” PC, przewodzą grudniowej rewolcie, którą nazywają „dobra zmiana”.Na tę „zmianę”, kierowaną przez prezydenta Andrzeja Dudę, premier Beatę Szydło, marszałków Sejmu i Senatu (o nazwiskach nic nie mówiących) nie wyraża zgody ponad 50 procent obywateli III RP. Ponad połowa uprawnionych do głosownia i 30 procent wyborców przeciwnych PiS nie wyraża zgody na przekształcenie swojej Ojczyzny na kraj o władzy autorytarnej, dowodzonej przez chorego na dyktaturę, który zamierza zostać Naczelnikiem Państwa. W historii Polski tylko dwóch ludzi nosiło ten tytuł: naczelnik Tadeusz Kościuszko i marszałek Józef Piłsudski. Ten pierwszy został po klęsce Powstania Kościuszkowskiego bohaterem wojny secesyjnej w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej. J. Piłsudski, do 1918 roku był jednym z przywódców PPS – Frakcja Rewolucyjna, który wysiadł z tramwaju „Socjalizm” na przystanku „Niepodległość”. Potem dowodził Pierwszą Kadrową, zarządził odmowę przysięgi na wierność cesarzowi Austro – Węgier, po Wielkiej Wojnie (nazwanej później I Wojną Światową) 18 listopada 1918 r, został przez Radę Regencyjną powołany na stanowisko Naczelnika Państwa. Zmarł w 1938 r. w wieku 68 lat. Dzisiaj z podręczników najnowszej historii Polski wiemy, że marszałka
    Józefa Piłsudskiego ówcześni mu obywatele II RP nazywali Dziadkiem. Dzisiejszy „wódz” partii pod kryptonimem „Prawo i Sprawiedliwość” skończył 66 lat i od wielu lat marzy, aby przejść do historii naszej Ojczyzny jako nowy Naczelnik Państwa. Czy mu się to uda? Tego nie wie nikt. Jedyna nadzieja, że naród dziś o początku grudnia 2015 roku budzi się ze snu o „dobrej zmianie”. W ciągu ostatnich 2. tygodni, 12 i 19 XII. 2015 r, obrońcy Konstytucji i demokracji parlamentarnej nie palą, za radą Jacka Kuronia, komitetów PiS, ale zakładają własne. Powstają w całej Polsce Komitety Obrony Demokracji, które zapraszają tysiące ludzi na ulice Warszawy, Wrocławia, Gdańska, Krakowa, Katowic, Bydgoszczy, Koszalina, Poznania, Torunia, Białowieży, Bielska Białej, Częstochowy, Łodzi, Zamościa i Zielonej Góry. W wystąpieniach tych nie ma nienawiści i wzywania do przemocy. Jest troska o przyszłość naszego kraju, o jego Konstytucję, jest lęk o trwającą rewoltę o trójpodział władzy i obawa przed dyktaturą i zamordyzmem.

  24. Ozzy: dlaczego w Gothengurgu a nie w Tel Aviv?

  25. Mam wrażenie, że matematycy i fizycy szczególnie,oraz adepci scisłych a nawet technicznych nauk na ogół wiedzą co mówią w odróżnieniu od „prawników” jak Ziobro,
    Duda, Mularczyk i cała rzesza „patriotów zatroskanych”.Matematyka nauczyła mnie skromności i przeświadczenie, że nic nie jest takie jak się wydaje. Dlatego opinia profesorów, prawników z długoletnią praktyką jest dla mnie miarodajna i przekonywująca.
    Chcemy czy nie, ale jak wygląda dobra zmiana musimy poznać po rezultatach.

  26. Źle się dzieje w państwie duńskim; mamy pochody, marsze, zamachy na Konstytucję, dzikie debaty, programy naprawcze, które w swojej istocie nie są programami naprawczymi,…które , moim zdaniem doprowadzą nas do jeszcze większej biologicznej, materialnej …ruiny.
    Co jest tego przyczyną?
    Moim zdaniem degradacja biologiczna rodu ludzkiego, w szczególności elit,
    na czele z tymi naukowymi, od filozofów zaczynając, którzy znakomicie
    opisują co jest, a nie wiedzą jak to zmienić.

    Ten tekst piszę jednocześnie dla Pana Jacka Kowalczyka i profesora Jana
    Hartmana u którego będzie moderowany, i nie wiadomo kiedy, i czy w ogóle będzie opublikowany.

    Degradacja rodu ludzkiego dotyczy całego Zachodu łącznie z USA i Izraelem.
    Żyd w Izraelu, żeby mu się mogło urodzić dziecko – jest bogaty – zapładnia w probówce jajeczko żony, jedzie do Nepalu, zamawia surogatkę , żeby mu urodziła żydowskie dziecko.
    Jaki stąd wniosek? Widocznie kobieta nepalska ma wyższą wartość biologiczną od tej żydowskiej.

    W naszej telewizji to usłyszałem: parlament francuski podejmuje uchwały
    w sprawie nadmiernej „chudości” tamtejszych modelek.
    Prezydent Francji zwraca się z prośbą do parlamentu o zgodę na stan wyjątkowy, bo kilku partyzantów arabskiego pochodzenia, z paszportem
    francuskim narozrabiało, do tego krwawo.

    Wysokiej wartości biologicznej najeźdźca z Azji i Afryki udaje się do Europy.
    A ograniczony w myśleniu Europejczyk nie wie dlaczego tak się dzieje. Dziura demograficzna jest jedną z przyczyn, która niską wartością biologiczną człowieka jest powodowana..

    Nasze ministerialne „dochtory” wmawiają nam z dziką głupotą, że metodą invitro wyleczą polskie kobiety z niepłodności, co jest zwykłem ciemniactwem. Jak o tym nie wiecie, to wam powiem . metoda invitro znakomicie leczy: kieszenie firm finansowych i lekarzy, również z belwederskimi nadaniami.

    Nasz polski dziennikarz, „wymskło” mu się to w programie telewizyjnym „krzywe zwierciadło” 10 grudnia br, że ” żyjemy w syfie intelektualnym”, co jest adekwatne do stwierdzenia: jesteśmy zdegradowani biologiczne.
    Audycja jest w internecie, tylko bez tych dwóch minut, zostały wycięte, gdzie omawiano temat, który do wielkiego wzburzenia doprowadził Kubę Wątłego.

    PS. O wartości biologicznej człowieka: środowisko decyduje,w którym żyje człowiek, głównie żywienie. Do posiadania wartości biologicznej, na zdrowym poziomie nie jest potrzebne wykształcenia, wiedza,rozum, a nawet myślenie.
    Co to jest wartość biologiczna, wie, lepiej to wyjaśni, szczególnie Panu profesorowi, inny profesor od neurobiologii, mieszkający w Krakowie,
    Jerzy Vetulani.

  27. @Leonid,

    oczywiscie, ze pomylka: ma byc rok 1969
    Na inne komentarze nie odpowiadam.

  28. Jestem akurat po takiej lekturze :

    http://bobry7.salon24.pl/687180,holland-komorowska-mateusz-kijowski-kod-i-komunizm-satanizm#

    … i zastanawiam sie nad tym co jest powodem, ze etyk-filozof, obywatel Hartman wciska propagandowy, interesowny kit ? Czy ma to zwiazek z pochodzeniem, zydowskim pochodzeniem ?

  29. Piękny tekst!

    lspi
    20 grudnia o godz. 6:27

    I ja byłam w 1968 r. studentką drugiego roku, między innymi filozofii na Wydziale Filozoficzno-Historycznym na Uniwersytecie Wrocławskim i też brałam udział strajku okupacyjnym w gmachu głównym. U nas, filozofów, wydarzenia marcowe miały długi pogłos, ponieważ schronili się na naszym kierunku wyrzuceni z innych uczelni studenci, co miało następstwa. To była pierwsza próba charakterów, jaką przeżywaliśmy. Naszą ostoją była prof. Lutmanowa. Boże, gdzie te czasy!

    P.S. Kościuszko nie był bohaterem wojny secesyjnej (ta wybuchła dopiero w roku 1861), lecz wojny o niepodległość Stanów od Anglii.

  30. Nie ma się czego wstydzić: do 1989 Uniwersytet Wrocławski im. B. Bieruta.

    Bardzo się cieszę, że obrońcy wolności słowa zasłaniają moje wpisy niełamiące żadnego regulaminu. Tak postępowała komuna, np. w encyklopediach…

  31. Ozzy
    Rabin ci nie pozwala dyskutować z gojami?

css.php