Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne

29.03.2016
wtorek

Zabierajcie łapy od ks. Kaczkowskiego!

29 marca 2016, wtorek,

„Czy możesz mi użyczyć swojego bezbożnego ramienia?” – tak zaczęła się moja ostatnia rozmowa w księdzem Janem Kaczkowskim. Prosił mnie, abym pomógł mu wejść po schodach do sali w Bibliotce UW, gdzie odbywała się gala wręczenia nagród im. Teresy Torańskiej, przyznawanych przez „Newsweek”. Było to trzy miesiące temu. Ksiądz Kaczkowski jak zawsze w humorze. I w sumie w niezłej formie.

Wieści, że jest umierający, dochodziły do mnie przez dwa lata, więc przestałem ich słuchać. Tym bardziej jest mi smutno, bo jakoś miałem nadzieję, że ten rak to jakiś jest „opanowany” i bez określonego końca. Zresztą kto umiera na raka w wieku 38 lat! Cóż, umiera. Umiera dobry i niezwykły człowiek. Trzeba mu oddać hołd.

Księdza Kaczkowskiego znałem całkiem dobrze, bo przez kilka lat zapraszał mnie na organizowane co roku latem w Pucku Areopagi Etyczne, czyli warsztaty, podczas których studenci medycyny uczyli się, jak rozmawiać z pacjentami o złych rokowaniach i o śmierci. Odgrywali scenki, w których towarzyszyli im zawodowi aktorzy. Świetne zajęcia. Moją rolą był wykład z bioetyki oraz kilka dni wesołej zabawy. Zyskałem przyjaciół i wiele się nauczyłem. Na przykład zwiedziłem słynne hospicjum ks. Kaczkowskiego. Miejsce piękne, czyste, pogodne. Rzec można – w sam raz do umierania.

Ksiądz Kaczkowski miał do śmierci stosunek tak braterski i naturalny, że nie można było nie ulec jego pogodzie ducha, która zmieszana z lekką ironią, czyniła chorobę i śmierć czymś niemalże pożądanym. Nastrój hospicjum dyktował dobrotliwie sarkastyczny charakter pryncypała. Trudno mi sobie wyobrazić lepszą odpowiedź na ból i rozpacz. Za ten styl mam dla ks. Kaczkowskiego niekłamany podziw. A to, że sam zachorował na raka i pokazał, jak można dzielnie przez tę straszną chorobę, wyniszczającą ciało i umysł, przejść – przydaje jego postaci szczególnej wiarygodności i wielkości. Wierzący powiedziałby, że jest w tym palce boży.

Ks. Kaczkowski był, owszem, wierzący, a nawet był księdzem katolickim, ale doprawdy ze świecą szukać takiego antyklerykała! Jego niespożyty temperament komika i showmana pozwalał mu dawać występy niemal na zawołanie. Z wrodzonym aktorskim talentem zabawiał towarzystwo przednią satyrą w stylu iście brytyjskim. Trochę kpiny, sporo złośliwości, szczypta absurdu – a wszystko w oprawie dobrotliwej i serdecznej. Tylko Tischner mógł równać się z nim humorem. Tischnera biesiadnego też znałem i muszę powiedzieć, że nie szczędził kolegom po fachu swego ciętego dowcipu.

Ale Kaczkowski to przy Tischnerze prawdziwy hardcore. Nie miał litości dla złodziejstwa, dla pazernych biskupów i zakłamanych pobożnisiów. W pogardzie miał homofobów w sutannach, ciemnotę i zabobon wydrwiwał bez pardonu, a narodowo-katolickie herezje uważał za zgubę dla Kościoła. Był tak odważny w swojej krytyce i tak strasznie przy tym dowcipny, że nikt na poważnie nie był w stanie mu się sprzeciwić. Miał, owszem, „przerąbane” u biskupa, ale z racji hospicjum, z racji swej rosnącej popularności, swej niewątpliwej charyzmy, a wreszcie i z powodu choroby – stał się „nie do ruszenia”.

Kościół płakał, Kościół zgrzytał zębami, a Kaczkowski tylko się uśmiechał i robił swoje – zawsze otoczony paczką przemiłych gejów i ateistów, zawsze z kluczem do ludzkich serc. Lekko narcystyczny, radujący się swoją popularnością, tym bardziej był uwielbiany, im bardziej było widać, że to lubi. Są tacy ludzie. To rzadki dar. Właśnie tacy tworzą duże rzeczy. Kimś tego rodzaju był Krzysztof Michalski, zmarły niedawno twórca Instytutu Nauk o Człowieku w Wiedniu. Kaczkowski jakby z tej samej gliny.

Puckie hospicjum to dzieło Jana. Ale nie tylko. Było z nim kilku wspaniałych, oddanych współpracowników. Nie będę ich wymieniał, bo znam tylko niektórych, ale chciałbym wspomnieć przynajmniej o Piotrze Szelągu. To drugi dobry duch hospicjum i również świetny facet. Na szczęście jeszcze żyje i ma się dobrze 🙂 Wokół ks. Kaczkowskiego było też wiele innych osób. Bliską przyjaciółką Jana była na przykład dziennikarka „Gazety Wyborczej” Bożena Aksamit, pogromczyni księży pedofilów, która pomogła mu pisać i redagować artykuły. Cała ta ferajna nader nieortodoksyjna, trzeba przyznać. Może dlatego taka świetna – sami mądrzy, uczciwi i pełni radości ludzie.

Ja tam nie chcę do nieba, ale mam nadzieję, że bardzo wierzący katolicy gdzieś jednak trafiają. Ksiądz Kaczkowski z pewnością do nich należał (a przynajmniej wiarą tłumaczył to, że wytrzymuje w tej „firmie”), więc może teraz naprawdę jest w jakimś katolickim raju? Może siedzi za stołem ze szklaneczką trunku i opowiada innym świętym wesołe anegdoty o nietrzeźwych biskupach? Tak czy inaczej tam, gdzie trafił kochany ksiądz Jan, z pewnością jest wesoło!

A ci, którzy znęceni sławą Jana Kaczkowskiego, chcieliby go teraz „ubrązowić” i „przejąć” dla swoich świątobliwych celów, niechaj usłyszą: noli tangere! Nie ruszajcie, zabierajcie łapy! „Ubogacajcie” się gdzie indziej i na kim innym! On całe życie pracował na to, by nie stać się trybikiem w maszynerii bigoterii i obłudy. Nie wasz on jest, nie wasz! Ksiądz Kaczkowski nie należał do Rodziny Radia Maryja, nie był „katolikiem licheńskim” ani nawet „łagiewnickim”. Był pobożnym antyklerykałem – takim, jak przed nim Jezus, Franciszek i (nie)wielu innych. Był biczem na katolickich faryzeuszy, choć biczował tylko dowcipem.

Jeśli jednak sprofanujecie jego pamięć, wciągając go do swoich propagandowych machinacji, on już się postara (with a little help from his friends), by zatrzeć trybiki tej machiny. A jeśli połkniecie go jak przystawkę dla swojej chwały – będzie się wam odbijał przez lata. Naprawdę, lepiej sobie odpuścicie. Nie kradnijcie księdza Kaczkowskiego!

Zdjęcie z Areopagu Etycznego 2013:areopag_etyczn_2013

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 30

Dodaj komentarz »
  1. http://bragiel.blox.pl/2016/03/Miedzy-toba-a-mna-swiat-sie-rozszczepia.html Ten czarno-biały patriotyzm, który króluje w polskim dyskursie politycznym, to pieprzenie o ojcach, dziadach i sztandarach, to spłycanie każdej postaci historycznej do aktora czarno-białego filmu, to jest klęska tego Narodu, klęska Polski…

    Banda ślepców…

    Patriotyzm rodem z Myszki-Miki! Polecamy ten tekst!

  2. Jak czytam te wszystkie wątki około – kościelne , a zwłaszcza komentarze pod nimi, to konstatuję, że nie ma dla Polski przed PiS-em ratunku. Po prostu tak zwana „opozycja” jest podlejsza od Brudzińskiego, głupsza od Pawłowicz i bardziej miałka od Błaszczaka. A PiS w tych okoliczności to jest faktycznie „mniejsze zło”.

    Te zadufane ataki na KK, prowokacje, paszkwile i manipulacje są żenujące i kompromitujące. Wrzeszczeć, poniżacie i ogłaszacie ciągle moralne zwycięstwo nad KK, a KK również dzięki wam ma coraz większe wpływy w państwie i społeczeństwie, otrzymuje coraz większe publiczne pieniądze, wprowadza religie na matury, przymierza się nawet do wprowadzenia całkowitego zakazu aborcji.

    Wrzeszczcie tak dalej i ogłaszajcie swoje zwycięstwa moralne. Im głośniej wrzeszczycie, tym PiS i KK mogą spać spokojniej. Samo im rośnie. Za darmo. No chyba, że PiS wam za te antykościelne wpisy i komentarze płaci. Wcale bym się temu nie zdziwił.

  3. Dzieki za swietny tekst i nadzieje, ze takze nad Wisla wierzacy i niewierzacy ‚… mądrzy, uczciwi i pełni radości ludzie” moga czynic Dobro’.

    Ku chwale politycznego i religijnego dysydenta Jezusa z Nazaretu.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Jak ladne napiusany Hommage dla Zmarlego. Tak ladnie, ze zaczelam bardzo zalowac, ze nie poznalam nigdy ksiedza Kaczkowskiego. Pewnie dlatego, ze za mlody byl.
    Niechaj Mu ziemia lekka bedzie.

  6. Kler i tak odtańczy swoją dulszczyznę wokół księdza. Prosty przykład, kościół całymi wiekami rąbał dosłownie zwierzęta, jako te bezduszne. Do tej pory mamy tą katolicką wyższość do cierpienia najmniejszych braci, ale jak wjedziemy na ten temat, to oni zaraz jak na wrotkach wprowadzają Franciszka i już nie mówią, że po wielu wiekach go uznali, a za życia prześladowali za dobre podejście do zwierząt i Go uznali pod naciskiem ludzi, których cierpienie zwierząt bolało i było ich na tyle dużo, że kler się przestraszył ucieczki wiernych z kościoła nienawidzącego zwierząt. Tak więc nadal mamy tą obojętność, ale oni zaraz na wrotkach wprowadzają Franciszka i co ty chcesz od kościoła. I jak tak popatrzymy czym ludziom machają, to tym odszczepieńcami, co kler ich ścigał jako niepokornych, ścieli ich jak Joannę Dark, a następnie nimi machają jako przewodnią siłą kościoła i wiary. Niestety to samo zrobią z księdzem Kaczkowskim.

  7. Dziękuję za kolejny wspaniały artykuł. Daje mi on nadzieję, że istnieją jeszcze osoby prawe jak Pan Profesor, które potrafią docenić wielkość tych nielicznych Polaków, którzy byli lub są z nami. Niekiedy budzę się i myślę, że ta rzeczywistość w której jest Polska to jakiś sen wariata, że to nie ludzie tacy jak Tischner, Kaczkowski, Hartman, Obirek są lub byli w mniejszości, ale na odwrót, że Polska pachnie kwiatami Juliana Tuwima a rodzice czytają dzieciom wiersze i mówią to napisał wielki pisarz Jan Brzechwa. Sęk w tym, że rzeczywistość jest zgoła odmienna…

  8. Nie mogłabym lepiej napisać!

  9. No piękny apel, pan antyklerykał Harman ma prawo wciągać księdza do swoich propagandowych manipulacji. Inni nie – wara. To mi się zawsze podoba!

  10. Ciekawe, kiedy wreszcie pan Hartman pójdzie po rozum do głowy i pojmie, że nieustannie tylko swą propagandą wspiera PiS? Żadnych wniosków? Żadnych przemyśleń z batów, jakie dostał w wyborach prezydenckich i parlamentarnych, gdy niszczył lewicową Ogórek z SLD, gdy rozbijał SLD, aby tylko wesprzeć klerykalną i homofobiczną PO? Żadnych?

  11. Kiedyś, dociekając złożoności swojego hobby, bycia bezbożnikiem, trafiłem na tekst, gdzie wyczytałem, że na Sądzie Ostatecznym każdemu zostanie zadane jedno, jedyne pytanie … jak kochałeś? Zagadnienie jest interesujące dlatego, że wyraźnie jest spójne z zasadą moralną ahimsy, czyli niekrzywdzenia. Myślę, sądzę, a nawet jestem pewny, że każdy pod koniec swojej drogi, wierzący i niewierzący powinien a nawet musi zadać sobie te pytania; czy kochałeś? … i czy krzywdziłeś? Odpowiedź na te pytanie nie jest ani prosta, ani łatwa i dla większości z nas na pewno nie zawsze przyjemna. Jest to jednak chyba jedyna możliwość aby określić na ile było się człowiekiem.
    Uważam, że ks. Jan Kaczkowski był jednym z tych nielicznych, który odpowiadając na te pytania, mógł niczego się nie wstydzić.

    Panie Profesorze, dziękuję za wspaniały i wzruszający tekst o wspaniałym człowieku, tym bardziej gdy napływające wieści; ponure, obrzydliwe, żałosne i wstydliwe powodują, że zaczyna się powątpiewać w fundamenty naszej cywilizacji.

    Pozdrowienia.

  12. To bardzo dobrze, że pan Hartman tak pisze i takim językiem. Widać bowiem jak na dłoni, że pan Hartman bojownik o wolność i demokrację, kodowiec – tak naprawdę nie jest żadnym wolnościowcem i demokratą. To skrajny lewicowiec, usilnie niszczący umiarkowaną lewicę SLD. SLD jedyną partię, która mogłaby przyhamować te kołtuńskie partie PO i PiS.

    W tej swojej skrajnej lewicowości pan Hartman niczym się nie różni od skrajnej prawicy. To zresztą w historii się potwierdzało: skrajni z lewa i skrajni z prawa podawali sobie ręce. Tak więc dobrze, że widać jak na dłoni…

  13. Wybornie napisane ! Tak- jak by Pan Wołodyjowski Zagłobie podziw wyraził za tekst pewnie …

  14. Czasem się zastanawiam czy istnieje, ksiądz, który jest porządnym, przyzwoitym człowiekiem? Czy to aby nie jest oksymoron?
    Okazuje się jednak, że cuda są możliwe. Istnieje.

  15. Kapłani głoszący wiarę w Boga, oszukują wiernych wykonując przy tym magiczne gesty. Toż to tylko pośledniej miary prestidigitatorzy. Jednak zamiast w cyrku, spotykamy ich pałacach, którymi są w gruncie rzeczy kościoły, w szpitalach, hospicjach, ochronkach. Nie dość na tym. W gazetach i TV ci chorzy na łeb ludzie głoszą dobrą nowinę, że człowiek będzie żył po śmierci, jeśli tylko weźmie udział w przedstawieniu dla nienormalnych jako widz i aktor jednocześnie. A niektórzy zdawałoby się racjonalnie myślący ludzie pieją z zachwytu nad niektórymi z tych, co mają osobisty kontakt z samym Panem Bogiem! Dla mnie to trochę za dużo. Nie widzę powodu, aby w sposób szczególny zachwycać się facecjonistami i dupereloględziarzami. Z szacunku dla zmarłych nie wymienię imion. Oczywiście ich dzieło doczesne, materialne i niekiedy intelektualne, to inna para kaloszy. Tych kaloszy nie należy lekceważyć.

  16. „Miał, owszem, „przerąbane” u biskupa, ale z racji hospicjum, z racji swej rosnącej popularności, swej niewątpliwej charyzmy, a wreszcie i z powodu choroby – stał się „nie do ruszenia”.”
    Chyba jednak polski biskup może wszystko…

    PS Ksiądz Kaczkowski nie miał raka.

  17. *********************
    Obrzydliwe, lewacy, tacy jak Hartman, chcieliby dopiero co zmarłego Księdza „przejąć” dla swoich celów, niechaj usłyszą: noli tangere! Nie ruszajcie, zabierajcie łapy! „Ubogacajcie” się gdzie indziej i na kim innym! On całe życie pracował na to, by nie stać się trybikiem w maszynerii waszej obłudy. Nie wasz on jest, nie wasz!

    Znaczące, że za Jego życia takich tekstów Hartman nie pisał, teraz Ksiądz Koczkowski nie zaprzeczy, np. temu że był „antyklerykałem”.

  18. głos zwykły (30 marca o godz. 18:50)
    BINGO!

  19. Na nic apele. Połkną i zrobią przystawkę do swej chwały.
    Za jakiś czas, nieważne będzie że Kaczkowski, ważne będzie że katolicki ksiądz.
    A z bp Wesołowskim odwrotnie, nieważne że biskup, ważne że Wesołowski.

  20. Dzięki księdzu Kaczkowskiemu i kilku innym księżom trwam przy wierze katolickiej, a Episkopat niech sobie pisze kolejne listy, podlizuje się władzy i żyje w swoim świecie.

  21. Głos Zwyczajny
    A ja wiem, i to na 100%, że Boga nie ma na tej podstawie, że nic nie wskazuje na jego istnienie – mowa jest tu oczywiście tylko o Bogu osobowym, czyli o Bogu Tory, Bogu Starego i Nowego Testamentu oraz o Bogu Koranu. Oczywiście, że jak najbardziej może istnieć Bóg Idealny, czyli bezosobowy, ale pamiętajmy, że prawdziwa boskość oznacza całkowity brak ingerencji w nasz doczesny świat materialny, a więc istnienie takowego Boga nie ma dla nas ludzi żadnego praktycznego znaczenia. Przecież takowy idealny Bóg nie tylko że nie będzie interweniować w nasze ludzkie doczesne sprawy, to także nie będzie nas ani karał ani też wynagradzał w życiu „po śmierci” (zakładając tu, że ono istnieje). Pomyślałeś kiedyś o tym?

  22. Jak tylko jakiś klecha wykaże się człowieczeństwem – co powinno cechować wszystkich – natychmiast robi się z niego świętego.
    Smutne jest to, że są oni w swojej masie przedstawicielami tego co w człowieku najgorsze.
    Krzyż im na drogę wszystkim.

  23. Każdy porządny człowiek musi być antyklerykałem. Również ksiądz.

  24. @4vvard
    Sam się zabieraj z taką kulturą wypowiedzi, prostaku.

  25. Świetny artykuł o WSPANIŁYM, nietuzinkowym CZŁOWIEKU

  26. Leonid
    31 marca o godz. 11:40

    Nie zastanawiałem się nigdy jak istnieje Bóg, gdyż tak naprawdę nie mam od dziecka poczucia, że on istnieje. Lubie myśleć o sobie, jako o części ożywionego świata. Odpowiada mi to skromne miejsce. Nie czuje się królem zwierząt, ani szczególnie wyróżniony. Z drugiej strony, jako osobie będącej istotą społeczną, zależy mi jednak na tym, aby funkcjonował w kręgach wspólnot w jakich żyje od rodziny do globalnej wspólnoty ludzkiej – szacunek do człowieczeństwa. I to jest właśnie pewien idealistyczny punkt wiedzenia, który łączy mnie z dorobkiem intelektualnym i duchowym kościoła katolickiego, ale to są jedynie pojedyncze punkty (nawet jeśli jest ich dużo) a nie wyrastająca z pogwałcenia zdrowego rozsądku wiara. Nawet jeśli ktoś wyciągnie rękę do człowieka, to nie będzie Bóg, lecz inny człowiek. Bardzo rzadko będzie to jednak ktoś kto jest sprawcą krzywdy. Człowiek jest więc skrzywdzony przez naturę przez innych ludzi, czasami wypełnia go to żółcią. Wydaje się że w postaci ks. Jana Kaczkowskiego i jego współpracowników można dostrzec i to że można wyciągnąć rękę zarówno do innych jak i do samego siebie. Tego nie potrafi każdy, to potrafi niewielu.

    Wielu kończy jak człowiek pełen wewnętrznej żółci, ten czjełowiek iz podpolja:

    ” Żyć dłużej niż czterdzieści lat to nieprzyzwoicie, trywialnie, niemoralnie! Kto żyje dłużej niż czterdzieści lat? Odpowiedzcie szczerze, rzetelnie! Powiem wam kto: głupcy i niegodziwcy.”

    Ot, co! Cóż to za egoistyczna i antropocentryczna postawa!

    Ja nie podzielam jej, oglądałem ostatnio filmik z życia żółwia słoniowatego, którego po raz pierwszy umyto, po 174 latach. Widać było, że z racji wieku i doświadczenia żółw patrzył na pracownika ogrodu zoologicznego, który go szorował, jak na wariata.

    Wydaje mi się, że w świecie zwierząt, niezwykle precyzyjnie przez naturę określonych zachowań, jesteśmy, chyba wariatami w złym i dobrym znaczeniu tego słowa.

  27. 1) Czy wstrętny kler zachował się z równą pańskiej, wysoką kulturą i w imię oraz z okazji wspomnienia o księdzu który uczynił swe życie wielkim, rzekł „Zabieraj łapy! Nie ruszaj! Będzie Ci się odbijał!”? Tak właśnie uszanował śmierć, bądź co bądź księdza, czy może powinien się od Pana uczyć kultury, wrażliwości i stosowności?
    2) „A ci, którzy znęceni sławą Jana Kaczkowskiego, chcieliby go teraz „ubrązowić” i „przejąć” dla swoich (…) celów” – Pański powyższy tekst oczywiście czymś takim nie jest, prawda? Jedyne wspomina i nie próbuje upychać swoich poglądów-osądów?
    Z góry dziękuję za odpowiedź lub za jej brak.

  28. Głos zwykły
    Nie ma czegoś takiego jak „dorobek intelektualny i duchowy kościoła katolickiego”. Jest tylko dorobek osób, które formalnie do tego kościoła należały, w tym na przykład Kopernika czy Galileusza, ale pamiętaj, że dzieła tego pierwszego umieszczone zostały przez ów kościół na liście ksiąg zakazanych, a drugi był ofiarą tzw. Świętej Inkwizycji. Tak więc doszli oni do czegoś nie dzięki, a tylko wbrew kościołowi, a podobnych przypadków jest tyle, że nie ma tu miejsca na ich nawet pobieżne wyliczenie.
    Pozdrawiam

  29. Zgadzam się z powyższą wypowiedzią, pan Hartman robi dokładnie to samo, co zarzuca swoim oponentom.

    Ksiądz Kaczkowski to był wielki człowiek i postać wielowymiarowa. Otwarty sprzeciw wobec błędów i grzechów innych księży był jednym z nich (co można określić w dużym uproszczeniu antyklerykalizmem). Ale też zawsze pozytywnie wypowiadał się o Kościele „przez duże K”, uważał katolicyzm za religię wolności, bardzo poważnie traktował liturgię i potrafił pięknie o niej mówić, w pełni aprobował nauczanie Kościoła w kwestiach biotycznych.

    Rzadko kiedy trafia się taki wspaniały człowiek jak ks. Kaczkowski i pewnie teraz różne środowiska będą starały się podczepić pod jego spuściznę, ale niestety tym tekstem to Pan zaczął, panie Hartman.

  30. Mjs (2 kwietnia o godz. 23:02)
    Katolicyzm NIE jest i nigdy NIE był religią wolności, a tylko typową wręcz religią zniewolenia mas przez garstkę tzw. kapłanów owego kościoła, który będąc z definicji nietolerancyjnym, zwalczał zawsze i to bardzo aktywnie swych przeciwników i innowierców oraz niewierzących, w tym nawet „ogniem i mieczem” – niesławnej pamięci tzw. Św. Inkwizycja oraz toczące się wciąż wojny religijne albo na tle religijnym. 🙁

  31. Oddajmy głos ks. Kaczkowskiemu:
    „Czy w życiu musi być fajnie zawsze? Nie. W sercu trzeba mieć Chrystusa. Mi nie chodzi o to, by ludzie nie odchodzili od kościoła, ale o to, żeby nie porzucali Pana Boga. Kościół, choć jest ciałem Chrystusa, jest instytucją w jakiejś mierze wtórną. Trzeba mieć tego Chrystusa w sercu i tak silną wiarę, żeby żaden nawet najdurniejszy ksiądz, tego Jezusa z serca nie wyrwał. To jest dla mnie fundament. I jeżeli choćby w przypadku niektórych mam w tym jakiś udział, to chwała Panu, no bo przecież nie mnie.”

    Czytaj więcej na:
    http://www.trojmiasto.pl/wiadomosci/Ks-Kaczkowski-Kazdego-dnia-trzeba-zrobic-troche-wiecej-n97401.html#tri

css.php