Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne

18.04.2016
poniedziałek

Jak Gowin Rydzyka wyhabilituje

18 kwietnia 2016, poniedziałek,

Minister nauki Jarosław Gowin wymyślił genialny sposób na wyhabilitowanie naszego wielkiego krzewiciela wyższej kultury medialnej, doktora teologii apostolatu własnego, Kręgosłupa Biało-Czerwonej Drużyny, Tadeusza Rydzyka.

Otóż zostanie habilitowanym „Charyzmatycznym Mistrzem Dydaktyki”! Wystarczy, jak przypuszczamy, zaświadczenie z jakiejś wyznaniowej uczelni mającej prawa nadawania stopnia doktora habilitowanego, że Tadeusz Rydzyk tak pięknie uczy o wrogach Ojczyzny i Pana Boga, że zaraz Warszawa pośle stosowną inspekcję ku potwierdzeniu – i habilitacja gotowa! Dzień później otrzyma stanowisko profesora swojej sławetnej uczelni, krzewiącą taką kulturę medialną, że ja nie mogę, no i będziemy mieli po wsze czasy Ojca Profesora! Jaka ta Polska szczęśliwa! Same profesory nad nią czuwają! Jeszcze tylko dla Kaczyńskiego trzeba będzie coś znaleźć. Może „Mistrz Politologii Praktycznej”?

Nowy kult mistrzostwa dydaktycznego ogłosił Pan Minister w wywiadzie dla Onetu. Skądinąd padają tam bardzo dobre propozycje, którym mogę tylko przyklasnąć: poluzowanie gorsetu tzw. KRK, czyli Krajowych Ram Kwalifikacji (pisanie bardzo szczegółowych programów studiów), i rozrzedzenie procedur kontrolnych (komisje akredytacyjne, ocena okresowa pracowników) to są zmiany, na które czekamy i których domagamy się od dawna. Jednakże do tej beczki miodu dodał min. Gowin wielką łychę dziegciu właśnie w postaci owych habilitacji dla „Mistrzów Dydaktyki”.

Pomysł rodem z marca ’68, kiedy to stworzono możliwość zatrudniania na stanowiskach docentów osób bez habilitacji, lecz za to wykazujących się odpowiednią patriotyczną i propaństwową postawą. Tyle że „docent marcowy” przynajmniej nie udawał, że ma habilitację. Nikt nie śmiał wtedy tego ruszyć – habilitacja jest stopniem naukowym i za prawomyślność jej nie dawali (no, chyba że w naukach politycznych); partyjnym bonzom musiał wystarczyć lipny doktorat.

To się być może zmieni. Jeśli w „ustawie Gowina” przejdzie „Mistrz Dydaktyki”, to zaraz posypią się wnioski o habilitację dla bardzo patriotycznych doktorów, co to zawsze niezłomni, z Bogiem, przeciwko zaprzańcom i lewakom. Gdyby zaś były jakieś opory i wątpliwości, to młodzież patriotycznie wygolona będzie wiedziała, co ma robić. Nie pozwoli na to, by prześladowano Wielkich Wychowawców Prawdziwych Polaków. A jest ich (o, szczęsny Narodzie!) setki.

W tym kontekście nie powinno umknąć nam małe półsłówko ministra zapowiadające tworzenie etatów czysto badawczych, czyli niepowiązanych z uczeniem studentów. W sam raz dla lewaka, demoralizującego kwiat narodu jakimiś „niezawisłościami sądów”, „trójpodziałami władzy”, „niezależnością mediów publicznych od rządu” i innymi antychrześcijańskimi, komunistycznymi wymysłami, rodem ze stalinizmu i Unii. „Czy w świetle tych opinii studenckich pan profesor nie rozważyłby przejścia na etat naukowy…?”. Ach, znamy te sposoby. Prof. Jan Woleński też tak miał w latach 80. na Politechnice Wrocławskiej. I nie on jeden. A konserwatyści lubią wszak dobre, sprawdzone instytucje.

Ale rozważmy sobie, co by to było, gdyby „Mistrzowie” przeszli i jak to by miało w praktyce wyglądać. Jak dotąd poświadczenie mistrzostwa, wraz ze stosownym dyplomem, można sobie kupić w internecie za parę dolarów. Nazywa się to „doktoratem prestiżowego nieakredytowanego uniwersytetu nadanym w oparciu do doświadczenie zawodowe”. Ktoś to kupuje, więc chyba coś jest warte. Habilitacji jak na razie nie sprzedają. Za to rozdają je hurtowo w humanistyce, bo od kiedy nie trzeba już pisać książki, starzy doktorzy zbierają, co tam tylko napisali przez dwadzieścia pięć lat po doktoracie, w ciągu których nie byli w stanie wysmażyć żadnej książczyny, i przedstawiają to jako „cykl artykułów”. Jeśli czegoś z tym nie zrobimy, to za chwilę lepiej będzie się nie przyznawać, że się ma coś takiego jak habilitacja. Do tego jeszcze te „charytatywne profesury”, nadawane na chybcika, żeby habilitowane biedaki nie powpadały w tryby nowej ustawy, zaostrzającej wymagania przy tytule profesorskim… Oj, porobiło się…

No ale dobra – przyjmujmy na próbę, że mamy Wspaniałego Dydaktyka, który jakoś nic naukowo nie robi (rzadki to ptak, ale się jednak zdarza). Zgodnie z dzisiejszymi standardami taką osobę przenosi się na etat starszego wykładowcy, o co najczęściej sama wnioskuje. W Dobrozmianie trzeba będzie ją wyhabilitować. Tylko jak? Czy warunkiem będą najwyższe oceny w anonimowych ankietach studenckich i brak uwag negatywnych? A może hospitacje zajęć? Wolne żarty. Dobry i wymagający wykładowca nigdy nie ma najwyższych ocen, bo zawsze ma z jakimiś studentami na pieńku, a wizytacje to czysta celebra.

A! Są jeszcze przecież wyniki osiągane przez studentów. Czyli stopnie dawane przez kandydata… Oj, sorry, znowu bez sensu… Skąd więc Czcigodne Przywództwo Biało-Czerwonej Drużyny dowie się, że Kowalski jest Mistrzem Dydaktyki, by uwieńczyć go za to laurem habilitacji? Bo tak mówią na mieście? Bo tak przegłosowała rada wydziału?

Otóż, Panie Ministrze, zapewniam Pana, że nie istnieje żadna procedura pozwalająca obiektywnie potwierdzić jakość prowadzonych przez daną osobę wykładów i ćwiczeń. Jest tylko fama, zwana dziś fejmem, i tak musi zostać. Chyba że poprosi Pan swego kolegę i następcę, Mistrza Inwigilacji, Zbigniewa Ziobrę, żeby założył kamerki-niewidki w salach wykładowych. Wtedy, owszem, będzie można dokładnie dowiedzieć się, co delikwent robił na zajęciach, a materiał (pod stosowną „następczą kontrolą sądową”) przesłać do recenzentów. Tylko że wcześniej wszyscy prawdziwi mistrzowie prysną za granicę, przeczekać Dobrozmian gdzieś w krainie upadku wszelkich wartości.

No dobra, dość tego „darcia łacha”. Jest przecież coś takiego jak miłosierdzie i jego słynna zasłona. Mam nadzieję, że Jarosław Gowin, który zadał sobie niewątpliwy trud, a nawet znój, przeczytania większości napisanych przeze mnie książek (tylko nie wiem, po co, skoro tak bardzo mu się nie podobały?), przeczytał jeszcze i tę garść dobrotliwych przestróg. Niech Pan nie zostawia po sobie „docentów Gowinowych” i nie brnie już w to głupstwo, bo lepiej raz przełknąć kpinki tego wstrętnego Hartmana, niż potem zbierać kanonadę z całego resortu.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 33

Dodaj komentarz »
  1. http://bragiel.blox.pl/2016/04/Oni-sa-homoseksualni-tak-mowia-ludzie-nienormalni.html I potem mamy…Polska okaleczona, ranna. Polska bez stosów, oaza, ostoja tolerancji przez wieki. Po drugiej wojnie światowej stała się hermetycznym serkiem narodowokatolickiej tromtadracji. Do tego niezbyt dobrym i pachnącym bylejakością. Każdy dodatek, każdy rodzyneczek inności zostanie z tego serka polskości, usunięty, wyrugowany. Każdy kto nie pasuje do tego serka, kto nie jest białym, rzymskim-katolikiem, heteroseksualistą, wyznającym chrześcijańskie wartości, zostanie poddany procesowi pasteryzacji i nie będzie miał szans na przetrwanie. Polecamy ten tekst!

  2. Przeglądając oferty pracy dla naukowców w Polsce, zauważyłem, że nawet w ofertach opublikowanych w języku angielskim, a więc w w teorii przynajmniej skierowanych do naukowców zagranicznych (n.p. tu: http://jobs.sciencecareers.org/jobs/poland/) olbrzymia większość ogłoszeń, nawet na stanowisko adiunkta, wymaga, praktycznie przecież nieznanej na Zachodzie, habilitacji. Oto przykład:
    Assistant Professor (Adiunkt), University of Warsaw Poland (…) Each candidate needs to fulfill the following conditions: 1. A post-doctoral title (“doktor habilitowany”) in the field of (…)
    Oczywiste jest, że praktycznie żaden kandydat z zagranicy, poza b. ZSRR i jego satelitami, nie spełni takowego warunku, jako że na Zachodzie nie jest znana habilitacja a więc wystarczy tam w zupełności „zwykły” doktorat czyli PhD, aby zostać nie tylko adiunktem, ale nawet i pełnym profesorem. A to, co tu opisuję, to jest przecież tylko jeden mały „kwiatek” z olbrzymiej „łączki” patologii, która to od lat, jak rak, toczy ciało polskiej nauki i polskiego szkolnictwa wyższego. A raka, jak wiadomo się zwalcza, także wycinając go, jako że inaczej, to zniszczy on organizm swego żywiciela.
    LK

  3. Przecież to głównie wymóg habilitacji, nostryfikacji dyplomów najlepszych zagranicznych wyższych uczelni oraz tzw. chów wsobny zagraża przyszłości polskiej nauki. W związku z tym należy raz na zawsze skończyć z tzw. rodzinnymi katedrami, czyli z zatrudnianiem w tej samej uczelni potomstwa i krewnych jej profesury oraz wprowadzić wreszcie prawdziwe, otwarte konkursy na stanowiska od asystenta do profesora. Innymi słowy – należy jak najszybciej znieść tak zwaną „nieświętą trójcę” polskiej nauki, czyli te trzy iście stalinowsko-sanacyjne instytucje, które skutecznie hamują rozwój polskiej nauki, czyli primo habilitację, secundo belwederską profesurę oraz tertio wymóg nostryfikacji dyplomów z uczelni ze światowej czołówki, czyli w przybliżeniu z pierwszej setki takich rankingów jak THES i Szanghajski.
    Więcej tu:
    http://www.polityka.pl/forum/1213547,reforma-polskiej-nauki.thread
    a w całości tu:
    http://wojciech.pluskiewicz.pl/2011/09/diagnoza-stanu-nauki-polskiej.html
    lech.keller(at)gmail.com

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Nie wiem jak to wygląda na Uniwersytecie Wrocławskim, ale rozmawiałem z przedstawicielami kadry naukowej z dziedziny prawa na Uniwersytecie Warszawskim. Największe autorytety tj. autorzy książek akademickich miały b. złe zdanie o samym wydziale i o tym co tam robią i jak tam funkcjonują i faktycznie największe osiągnięcia mieli tam, gdzie sami mogli zarabiać pieniądze na własny rachunek tj. publikując książki i prowadząc własne kancelarie prawne. Jednak osoby będące niekwestionowanymi autorytetami wyraźnie niektórych tematów unikali, nawet jeśli byli krytyczni w sowich dziedzinach, a było to akurat tematy za którymi szła patologia naszego życia społecznego i państwowego. Właśnie najgorsza sytuacja moim zdaniem jest taka, gdy osoby najlepiej znające się na rzeczy nie mówią o tym, co powinno zostać zmienione w interesie społecznym, bo im się to faktycznie nie opłaca i nie popłaca. Nie oznacza to że nie robią wiele dobrego w swoich dziedzinach, ale na koniec i tak wychodzi, że tylko pudrują g…….

  6. Bragiel
    18 kwietnia o godz. 19:11

    Po drugiej wojnie światowej nie było komuny? Tylko hermetyczny serek?

    Każdy zostanie wyrugowany? Wymyśl lepszą bajeczkę.

  7. Panie Profesorze, obawiam się, że nie chodzi tylko o Rydzyka, ale o tych wszystkich ekspertów radyjka ze stopniami dr i dr inż., którzy wypowiadają się na antenie bynajmniej nie w temacie łożysk tocznych i wydobycia węgla oraz rud. No i oczywiście o PADa, żeby mógł również zostać „prezydentem profesorem”.

  8. To tak u was jest, panie Hartmanie? Jeśli to prawda, to się nie dziwię, że się pan lekko s…

    ” Na UJ jest tak samo. Biorą miernych synków lub córcie, którzy na plecach mamusi lub tatusia zrobili doktorat, a naprawdę zdolni doktorzy mają trzy wyjścia: wyjazd z kraju, pośredniak lub sznur na szyję. Z grantami też są niezłe jaja. Jak ma się rozwijać naukowiec po doktoracie, skoro nie będąc zatrudnionym na uczelni lub w instytucji naukowej nie może publikować w periodykach naukowych, nawet publikacji pokonferencyjnych mieć nie może, bo żeby mógł wziąć udział w konferencji naukowej musi mieć afiliację, a takowej nie ma jeśli nie pracuje na uczelni czy w instytucji naukowej. Analogicznie z grantami. Nie pracujesz na uczelni, zapomnij o grancie, czy to uczlenianym czy jakimkolwiek innym. Grant dostaniesz jak pracujesz i tylko wówczas, gdy masz ogromne znajomości lub jesteś pociotkiem, gdy zajmujesz się dżenderami, klonowaniem, UE itp. bzdurami, gdy nie planujesz habilitacji, żeby nie robić konkurencji starym dziadkom na macierzystej uczelni lub planujesz, ale zmienisz uczelnię, wtedy gdy habilitowanym zostaniesz i gdy popierasz partię zgodną z linią ideologiczną uczelni.

    http://wiadomosci.onet.pl/forum/gowin-ustawa-20-stworzy-nowy-model-szkolnictwa-nie,0,2718296,212285701,czytaj.html

  9. A jak tam Centralna Komisja ds. Stopni i Tytułów, była już tam dobra zmiana, czy dopiero bedzie? 😉 Habilitacja to za mało dla tak znamienitego Polaka.

  10. Możliwość uzyskania habilitacji bez napisania stosownej książki to kto wymyślił? Rydzyk?
    Czy za tym niedobrym pomysłem nie kryje się aby PO i niejaka Kudrycka? Czy Pan, Panie Hartman już zapomniał, kto rządził przed PiS-em? Jeśli ktoś coś sknocił, to nie Gowin. Ten ostatni próbuje wyjść z tego bagna autorstwa PO jak może. Czy naprawdę Pan tego nie widzi?

  11. Snobistycznemu marzeniu o tytule naukowym nie opiera sie nawet Rydzyk. Ile w tym archaizmu! Nie potrafie nazwac postepowania Gowina, ktory podjal sie to marzenie spelnic.

  12. profesorow czy docentow dydaktyki -tj bez dzialanosci naukowej Polska ma juz od dawna: to wszyscy ci pracujacy na ASP, szkolach filmowych, teatralnych, wreszcie akademiach/uniwersytetach muzycznych.
    Nie wiem czemu autor sie ich czepia.

    Praca naukowa bez dydaktyki? instytuty branzowe, PAN, ZIH, IPN – czy to aby nie miejsca skupione na czystej nauce, bez dydaktyki? To naprawde cos gorszacego?

    Co do p.Rydzyka, to niezaleznie czy mi z nim po drodze czy nie to wielkosci odmowic mu nie mozna: od zera, wbrew mediom, zbudowal w Polsce katolickie media i katolicka uczelnie. Instytucje poslugujace sie wartosciami, siatka pojec jaka niedostepna zadnej innej uczelni czy mediom (z Polityka wlacznie) za to zrozumialym dla olbrzymiej wiekszosci spoleczenstwa.

    Pisanie ze to on skorzysta na instytucji „habilitacji grzecznosciowej” wydaje mi sie niepotrzebna i nieuprawniona zlosliwoscia- gdyby tylko chcial, moglby pojsc droga szeroko praktykowana chocby na Uniwersytetach Medycznych – dopisywania sie do prac/badan zespolowych. Skoro przez tyla lat tego nie zrobil to moze mu na tym nie zalezy: moze nie ma w nim proznosci zadajacej tytulow i odznaczen?
    Moze wystarczy mu to co sam stworzyl?

    marcin lazarowicz(n.b. ateista)
    neospasmin.blox.pl

  13. Swietny tekst. Dzieks.

    PS.
    NIE LEKAJCIE SIE!

    Mobilne Muzeum Jana Pawła II PDF Drukuj Email

    Mobilne Muzeum Jana Pawła II jest nowy projektem Centrum Jana Pawła II „Nie lękajcie się!” w Krakowie, mającym na celu promowanie myśli i nauczania Ojca Świętego. Usytuowane w 18-metrowym pojeździe o wysokości 4 metrów, wadze przekraczającej 18 ton i powierzchni wystawienniczej 62 m2. Samochód ma własne zasilanie i klimatyzację, dlatego wymaga dostępu do instalacji elektrycznej o mocy min. 24kW oraz gniazda 32 A.

    Poprzez Mobilne Muzeum pragniemy udostępnić jak największej liczbie osób, osobiste pamiątki po Ojcu Świętym, wraz ze zdjęciami i filmami o Jego życiu oraz prosić o wsparcie modlitewne i finansowe, tak bardzo potrzebne w trakcie budowy Centrum Jana Pawła II, które powstaje w pobliżu Sanktuarium Świętego Jana Pawła II w Krakowie-Łagiewnikach.

    Osobiste pamiątki, jakie można zobaczyć w czasie zwiedzania Mobilnego Muzeum zostały przekazane przez: Kardynała Stanisława Dziwisza, Metropolitę Krakowskiego, Muzeum Archidiecezjalne Kardynała Karola Wojtyły w Krakowie oraz Archiwum Kurii Metropolitalnej w Krakowie. Do elementów ekspozycji należą m.in.: brewiarz, którego używał do codziennej modlitwy, pióro, różaniec, na którym się modlił, buty, narty, krzyż pektoralny, sutanna, piuska papieska oraz zegar z prywatnej rezydencji w Castel Gandolfo.

    Itd, itp, etc.

    PS.PS
    Pijcie kisiel zurawinowy na wodzie z Lichenia, a bedziecie zbawieni!

  14. Tak tak panie Hartman.
    Profesorow ci u nas dostatek (magistrow tez).
    – ‚profesor’ Bartoszewski
    – ‚profesor’ Geremek
    – ‚magister’ Kwasniewski
    a z innych pieszczochow:
    – ‚profesor’ Jan Gross (w rzeczywistosci doktor socjologii)

    A wszyscy wyhabilitowani ze wszystkich stron przez Gazete Wyborcza.
    Doprawdy trudno wyobrazic sobie lepsze referencje.
    Oni tam nawet z Bolka potrafiliby zrobic marcowego docenta

  15. Nie jestem tego pewien, ale uważam wręcz za mój obywatelski obowiązek opracowywanie i rozpowszechnianie programów ratowania polskiej nauki, zważywszy na tragiczną wręcz sytuację współczesnej Polski, w tym szczególnie wysokie, chroniczne i strukturalne bezrobocie, ukrywane dość nieporadnie manipulacjami definicją bezrobotnego i sztucznie zmniejszone przez wielomilionową emigrację Polaków z Polski, spowodowane tymże bezrobociem skandalicznie wręcz niskie płace, emerytury, renty i zasiłki, nierozwiązany problem mieszkaniowy, zapaść służby zdrowia, powszechna korupcja a także, last but not least, upadek polskiego przemysłu i polskiej myśli technicznej oraz polskiej nauki i polskiego szkolnictwa wyższego.
    Na początek przedstawiam więc w wielkim skrócie mój program naprawy polskiej nauki i polskiego szkolnictwa wyższego:
    (całość jest dostępna na przykład na: http://wojciech.pluskiewicz.pl/2011/09/diagnoza-stanu-nauki-polskiej.html).
    Oto on:
    W Polsce nie ma dziś już naukowców, a są tylko, pasożytniczy zresztą, pracownicy pseudo-naukowi. Stąd też rząd RP powinien zamknąć na jakieś co najmniej 10-20 lat wszystkie obecne polskie wyższe uczelnie, a po zweryfikowaniu ich studentów, umożliwić tym, którzy przeszli by przez odpowiednie egzaminy, studiowanie na dobrych zagranicznych uczelniach, n.p. fundując im odpowiednie stypendia. W ten sposób, za jednym zamachem, oszczędzilibyśmy ponad połowę pieniędzy wydawanych dziś w Polsce, bez znaczących efektów, na szkolnictwo wyższe oraz radykalnie podnieślibyśmy poziom absolwentów wyższych studiów, którzy przynieśli by do Polski nie tylko dobrą znajomość języków obcych, ale także aktualną wiedzę, niemożliwą przecież do uzyskania w dzisiejszej Polsce. Oczywiście, gwarancją powrotu tych absolwentów do Polski byłoby notarialnie podpisane zobowiązanie odpracowania w Polsce co najmniej 10 lat i odpowiednia kaucja ew. pisemne gwarancje ze strony rodziny, przy jednoczesnym zapewnieniu przez państwo odpowiednich miejsc pracy dla tych absolwentów, co jednocześnie rozwiązało by obecny problem bezrobocia wśród absolwentów wyższych studiów.
    C.D. N.

  16. Oto trochę danych ilustrujących upadek polskiej nauki po roku 1989:
    1. Według portalu „nauka.polska.pl”, to mamy obecnie w Polsce około 13 tysięcy osób z tytułem profesora oraz około 18 tysięcy doktorów habilitowanych, a tymczasem najlepsze polskie wyższe uczelnie, czyli UW i UJ są notowane w czwartej a nawet i piątej setce światowych rankingów. Przykładowo: UW spadł z miejsca 300 w roku 2003 na miejsce 400 w roku 2015 (http://www.shanghairanking.com/World-University-Rankings/University-of-Warsaw.html) zaś UJ po nieznacznej poprawie z miejsca 425 w roku 2003 na miejsce 320 w roku 2006 spadł obecnie na miejsce 380 (http://www.shanghairanking.com/World-University-Rankings/Jagiellonian-University.html).
    2. Polska wydaje na naukę ok. 0.4% PKB (to jest mniej więcej połowę średniej unijnej i około 1/3 tego co w USA) – dla porównania: USA ok. 1.2%, Korea Płd. ok. 1.1%, a Japonia i UE (jako całość) wydaje na naukę ok. 0.8 swego PKB (według portalu „smarterpoland.pl”), ale nawet i to nędzne niecałe pół procenta PKB jest marnowane przez polską mafię profesorską, która od roku 1990 opanowała na dobre polską naukę i polskie szkolnictwo wyższe.
    3. Polska wydaje obecnie per capita na badania naukowe co roku 14% tego co USA, a ma wciąż tylko dokładnie zero procent nagród Nobla i medali Fieldsa co USA.
    Już dawno temu dokonałem więc, także na forum „Polityki”, dogłębnej analizy kryzysu, jaki dotknął polską naukę i polskie szkolnictwo wyższe, a więc aby się nie powtarzać, wspomnę tylko, że największą tragedią polskiej nauki i polskiego szkolnictwa wyższego jest to, że nikt z osób w niej dziś zatrudnionych nie chce w niej zmian. A najbardziej nie chcą zmian ci, którzy w polskiej nauce iw polskim szkolnictwie wyższym mają najwięcej do powiedzenia, czyli etatowi profesorowie „belwederscy” z polskich „wyższych” uczelni, jako że to właśnie oni na prawdziwej reformie polskiej nauki najwięcej musieli by stracić: przede wszystkim te swoje profesorskie stołki, wysokie emerytury i możliwość dorabiania „na państwowym” aż do osiągnięcia wieku 75 lat.
    Polskiej nauce pomóc może więc obecnie tylko rewolucja, czyli radykalna zmiana ekipy nią zarządzającej, a nie pseudo-reformy, które obserwujemy od roku 1990, a które tylko pogłębiają jej zapaść. Najgorszym ze wszystkiego rozwiązaniem jest zaś, to, czego domaga się polska profesura, czyli zwiększenie finansowania czegoś, co od lat już nie działa, co nie przynosi żadnych efektów, a więc powtarzam, że każda dodatkowa złotówka przeznaczona obecnie na polską naukę i polskie wyższe uczelnie jest z definicji złotówką bezpowrotnie straconą, jako ze zostanie ona bezproduktywnie skonsumowana przez mafię profesorską, która od lat rządzi polską nauką i polskim szkolnictwem wyższym..
    C.D.N.

  17. Generalnie, to moim skromnym zdaniem, w obecnej sytuacji nie ma sensu wydawać pieniędzy na polską naukę, bez uprzedniej gruntownej reformy, polegającej m. in. na:
    – zniesieniu habilitacji i zastąpieniu jej prawdziwym doktoratem czyli PhD, na poziomie „zachodnim”,
    – zniesieniu „belwederskiej” profesury i zastąpieniu jej uczelnianą,
    – automatycznym uznawaniu w Polsce dyplomów z czołówki światowej (uczelnie z pierwszej setki rankingów typu THES, a wiec głównie z USA i UK i Zachodniej Europy), a nieuznawaniu doktoratów czy habilitacji ze Słowacji czy też innej Albanii,
    – wprowadzeniu angielskiego jako pierwszego i preferowanego języka prac naukowych (poza filologiami nie-angielskimi i historią Polski) oraz
    – last, but not least, wprowadzenia uczciwych, otwartych konkursów na każde akademickie stanowisko, a decydowały by tu opinie zagranicznych naukowców, wybranych losowo.
    Więcej tu:
    http://static.t-code.pl/Keller-Reforma03B.pdf
    A teraz czekam na „hate mail” i wyzwiska na tym forum/blogu. Ale uprzedzam, że mi nic teraz już nie zrobicie, jako że przeszedłem właśnie na zagraniczną emeryturę i tym samym stałem się w 100% niezależny od tej całej kliki rządzącej od lat polską nauką i polskim szkolnictwem wyższym! 😉
    lech.keller(at)gmail.com

  18. Panie Profesorze, że też Panu się chce grzebać w tej kupie gnoju. Niech mu nadają tytuły – im dumniejsze tym lepiej. Nic lepiej nie ukaże upodlenia polskiej nauki niż promowanie takich osobników. Spójrzmy na działalność PROFESOR Pawłowicz. Gdyby nie ludzie tacy jak ona wiele z osób by myślało, że PiS to taka trochę (hę???) odklejona od współczesności ekipa wyznawców wariatuńcia z Żuli…pardon Żoliborza a tak wiemy, że tłumaczenie skrótu PiS na Patologia i Swołocz jest jak najbardziej uprawnione i co rusz wypełniane świeżą treścią.
    Proszę też spojrzeć na swoją uczelnię i jej upadek – czyż studentowi A. Dudzie nie zaliczono egzaminu z prawa konstytucyjnego, potem pozwolono się doktoryzować (to przyczynek to Pańskich zmartwień o stopnie naukowe), choć on sam w swojej działalności publicznej jasno daje do zrozumienia, że albo NIE MA POJĘCIA albo NIE ROZUMIE, treści Konstytucji. Skupiam się oczywiście na ,,pozytywnej” interpretacji tej kwestii bo w innym wypadku mamy do czynienia z przestępstwem, za które PAD powinien stanąć przed Trybunałem Stanu.
    Polska nauka przetrwała docentów marcowych bo się sama obroniła ale czy przetrwa pisowskich ,,Miszczów Dydatktyki”? Wątpię, bo jakże ma się obronić, skoro Mistrzowie ciągną na trzech etatach? Być może gdyby DOKTOR Duda nie musiał bujać się pomiędzy Krakowem, Poznaniem i Nowym Tomyślem to by doczytał Konstytucję ze zrozumieniem i powiedział np. Jarosławie Kaczyński i kocie Aliku(?) nie idźcie tą drogą.

  19. W II pol lat 70-tych na Uniwersytecie Marii Curie Skłodowskiej spotkałem panią doc. Z. od historii narodów ZSRR. Dorobek naukowy miała mierniutki, ale uprawiała politycznie słuszne nauki. Tak słuszne, że dostała habilitację i bodaj profesurę. Z tzw kwartalnych mianowań premiera ówczesnego rządu PRL. Wtedy szła akcja gonienia zgniłego Zachodu, mianowaniami profesorów jak leci, dla statystyk. Ojciec Dyrektor nie jest wyjątkiem. Dla mnie cokolwiek zabawny jest tytuł naukowy w takiej, mniej -więcej konfiguracji: dr hab X, prof uczelni Y. Czyli, dla uczelni Z nie jest on profesorem? Ojciec TR może zostać nawet księciem. Dla wielu będzie on świętym na łez padole, ważne jest jaki dorobek naukowy pozostanie, wkład w kulturę. Kto dzisiaj pamięta pewnego śp. prałata z Gdańska?

  20. Tak na marginesie, interesują mnie dalsze dzieje Krajowych/Polskich Ram Kwalifikacji. Przez lata ich tworzenia wydano mnóstwo pieniędzy. Byłem na kilkunastu konferencjach, w bardzo dobrych warunkach, z porządnym kateringiem, dyskusjami o niczym. Nadzorował to Instytut Badań Edukacyjnych. Miał powstać system uznawania europejskiego /co najmniej/ kwalifikacji zawodowych. E-system. Pod niego opisano za kilkadziesiąt tysięcy/szt. kilkadziesiąt ważnych zawodów, m.in. bacę /tego od wypasu owiec na górskich halach/, brązownika- nie wiem czy jest ich 500 w kraju. Były delegacje zagraniczne do Polski, polskie do KRK za granicami. I, co? Na uczelniach wdrożono. Kichę, papierologię.
    Tak to bywa z bezrozumnym kopiowaniem zachodnich rozwiązań.

  21. Czemu tu się dziwić? Polska!

  22. Rydzyka już mianowano ojcem, teraz kolej na profesora. Co dalej?

  23. Ciemnogrod i Pomroczna! A mialo byc tak pieknie!

  24. Też na marginesie.
    Dziś skradziono mi portfel w Wydziale Spraw Cudzoziemców Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego, gdzie załatwiałam zaproszenie dla „mojej” Ukrainki. W tzw. sztucznym tłoku, gdy miałam obie ręce zajęte papierami i plecaczek nieco roztwarty.
    Zorientowałam się błyskawicznie, ale szukaj wiatru w polu.
    W ksenofobię nie popadnę z tego powodu (w rzeczonym momencie byli akurat wokół mnie nie Polacy, co było widać i słychać), ale przykro.
    Na szczęście w pobliżu jest bank PKO BP i miła pani pomogła mi skontaktować się z moimi bankami, by zastrzec karty.
    A ONR powinien być zdelegalizowany, po tej nie pierwszej i nie tylko w Białymstoku, hucpie. Jeśli się nie mylę, w Polsce w latach 30. był jako ekstrema na równi z KPP.

  25. Przykład poziomu – jeden z wielu – prawdziwie polskich uczonych doby dzisiejszej.
    Oto jak przedstawia się „staff” Zakładu geotechniki Politechniki Białostockiej na swojej stronce:
    Politechnika Białostocka
    Wydział Budownictwa I Inżynierii Środowiska
    Zakład Geotechniki
    45e Wiejska Str., 15-351 Białystok
    Division Director – DSc, PhD, Eng Zenon Szypcio
    Division Office:
    MSc Anna Cieśluk

    Educationally (?) Staff:
    Professor Grzegorz Bąk DSc, PhD, Eng
    DSc, PhD, Eng Katarzyna Zabielska-Adamska
    PhD, Eng Maria Sulewska
    PhD, Eng Małgorzata Glinicka
    PhD, Eng Wojciech Gosk
    PhD, Eng Katarzyna Dołżyk
    MSc, Eng Janina Wnorowska

    Notabene, ten DSc, PhD, Eng Szypcio Zenek zmuszony został ostatnio do rezygnacji z czegoś tam za wynajęcie sali na zabawę chłopcom z ONRu.

    A tak, dla porównania i przykładu, przedstawiają się na oficjalnej stronce, uczeni wydziału Nauk o Ziemi (Department of Earth Sciences) w University of Oxford:
    Gideon Henderson, Professor of Earth Sciences and Head of Department
    Chris Ballentine, Chair of Geochemistry
    Roger Benson, Associate Professor of Palaeobiology
    Heather Bouman, Associate Professor of Biogeochemistry
    Joe Cartwright, Shell Professor of Earth Sciences
    Philip England, Chair of Geology
    Don Fraser, Professor of Earth Sciences
    … itd.

  26. Leonid naukowiec
    19 kwietnia o godz. 8:59

    nie poptrafi czytac danych, o ich interpretacji nie wspomne….i tak nie zastanawia sie, ze przy przyroscie uczelni w Europie miejsce 300 w 2003 jest porownywalne z miejscem 400 w roku 2014…….wazne jest jednak samopoczucie , dobre, Leonida….Leon ni da ni nie da, nie ma to jednak znaczenia, szczital bojar…

  27. Leonid zawodowiec pisze i nie wie, o czym pisze.

    2. Polska wydaje na naukę ok. 0.4% PKB (to jest mniej więcej połowę średniej unijnej i około 1/3 tego co w USA) – dla porównania: USA ok. 1.2%, Korea Płd. ok. 1.1%, a Japonia i UE (jako całość) wydaje na naukę ok. 0.8 swego PKB

    Z a p o m i n a p r z y t y m , ze Polska nie ejst w stanie dorownac USA,bo 1 % PKB USA jest wielokrotnoscia 1% PKB PL wazne jest dobre samopoczucie…..Leon i da.

  28. C.D. N. pisze Leonid. Mam nadzieje, ze jednak nie……………………………..

  29. Mag
    1. Wstydziła byś się sprowadzać Ukrainki do Polski.
    2. A ja chcę delegalizacji zarówno PO jak też i PiS, jako że to jest dla mnie prokapitalistyczna, więc mocno szkodliwa ekstrema. I co ty na to?

  30. Saldo
    Nie udawaj głupka:
    1. Sens ma tylko porównywanie udziału wydatków na naukę jako odsetka PKB, a nie porównywanie potencjału naukowego wielkiego mocarstwa, jakim wciąż jest przecież USA z potencjałem naukowym średniej wielkości państwa, jakim jest przecież Polska.
    2. Pamiętaj, że przybywa głównie uczelni marnych, które na ogół nie wchodzą w zasięg tych rankingów. Zauważ też, że mimo iż wciąż przybywa nowych wyższych uczelni, to ich światowa i europejska czołówka jest wciąż za sama, co przed laty.

  31. Panie Hartman.
    Samomianowany glosie… Lewicy polskiej.

    Oprocz podnoszenia drugorzednych Les dupereles moglby Pan napisac felieton pelen oburzenia i kpin na temat wlasnie przeglosowanej w Sejmie ustawy PiS o darmowych lekach dla seniorow…?!

    Może też Pan lewicowo dolozyc PiS za obciecie gigantycznych zarobkow czlonkow spolek skarbu panstwa oraz za program 500 plus.

    Z utesknieniem czekam na Pana opinie o kantowaniu polskiego panstwa na VAT-cie na okolo 50 miliardow rocznie z czym Pana koledzy jakoś nie mieli sie zamiaru zmierzyc a PiS chce.

    Itd

  32. Leonid
    Niby czego ja mam się wstydzić? Że umożliwiam Ukraińce (nota bene znamy się od lat) pracę w Polsce, z czego obie strony są zadowolone? Przede wszystkim zaś ona, bo ja jestem tylko jedną z jej „pracodawczyń”.
    Jeśli dla ciebie faszystowskie ONR (przed wojną z tego właśnie powodu zostało po pól roku od rejestracji rozwiązane jeszcze gdy żył Piłsudski) jest w tym samym stopniu szkodliwe co PO (bo PIS popiera” patriotyczne” kibolstwo stadionowe, podejmowane – o zgrozo – przez paulinów na Jasnej Gorze) to tym bardziej oznacza, że masz duże problemy z głową. Czyli trzeźwą oceną sytuacji.

  33. Mag
    1. Zauważ, że w Polsce mamy dziś miliony bezrobotnych Polaków i Polek, że miliony Polaków i Polek opuściły ostatnio Polskę z powodu panującego u nas bezrobocia i skandalicznie wręcz niskich płac. A ty w tym samym czasie zatrudniasz Ukrainkę, gdyż ona jest tańsza niż Polka, zwiększając tym samym bezrobocie wśród Polaków i Polek oraz obniżając jeszcze bardziej zarobki Polaków i Polek. Pytam się więc: gdzie jest u ciebie patriotyzm? I pamiętaj, że w RPA, jeszcze w „moich” czasach, czyli w latach 1980tych, zatrudniano w „białych” domach, i to masowo, Murzynki jako pomoce domowe, gdyż były one tanie. Chyba nie muszę ci tłumaczyć, czym to się skończyło…
    2. ONR było konkurencją na skrajnej prawicy dla faszyzującej Sanacji, a więc ówczesny Kaczyński – były terrorysta litewskiego pochodzenia, czyli Piłsudski, je zdelegalizował. I co z tego? Jesteś może zwolenniczką Sanacji, a więc też i kacetu w Berezie Kartuskiej?
    3. I daruj sobie te ataki ad personam. Nie przystoją one przecież takiej intelektualistce jak ty…

css.php