Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne

4.06.2016
sobota

4 czerwca! Świętujemy!

4 czerwca 2016, sobota,

Dziś rocznica pierwszych wolnych wyborów do polskiego parlamentu. 27 lat temu 61 proc. dorosłych Polaków poszło do urn wybierać Senat i 35 proc. miejsc w Sejmie w wolnych wyborach. Wybrali Solidarność.

Kto żył w tamtym czasie, pamięta atmosferę demokratycznego święta i poczucie, że akt wyborczy ma znaczenie epokowe. Na chwilę ogarnęło nas uczucie wzniosłości i radości, które znaliśmy z roku 1980, z czasów pierwszej Solidarności. Biorąc pod uwagę frekwencję oraz wyniki wyborów, można powiedzieć, że w przybliżeniu jedna trzecia dorosłych Polaków wywalczyła zwycięstwo sił demokratycznych. Tylko jedna trzecia. Być może dla pozostałych tamten dzień 4 czerwca 1989 nie stał się przełomem i symbolem upadku komuny oraz nastania wolnej Polski. Oficjalnie jednak nikt – ani Kościół, ani PiS, ani pozostała prawica – nie kwestionuje tego, że nowa Polska poczęła się w 1989 roku. A jeśli tak, to kiedy, jeśli nie 4 czerwca?

Mimo to owe dwie trzecie, które w przełomie tym nie wzięły udziału, wciąż czują się z tą datą źle. Obecny rząd tak bardzo ją deprecjonuje i umniejsza, że gdy dziś trzeba walczyć o zachowanie zdobyczy demokratycznego państwa prawnego, świętowanie rocznicy wyborów 1989 roku staje się oczywistym aktem opozycji. Cóż za ironia losu!

Gdy wyjdziemy dziś na ulice, by przypomnieć, co wydarzyło się 27 lat temu, będziemy tam w gronie przeciwników rządu – choć wcale byśmy tego nie chcieli. To wprost niepojęte, że Jarosław Kaczyński i jego partia żyją w „historii równoległej”, w której rok 1989 (oficjalnie uznawany przez nich za koniec komuny!) jest „na niby”. W ich wyobraźni wszystko, co nie jest prawicą i Kościołem, nie ma prawa do chwały i zasługi. Zbudowali narrację, w której to katolicki lud, pod wodzą papieża-Polaka, w imię wartości chrześcijańskich i wierności Kościołowi, zrzucił komunistycznej jarzmo i pokonując postkomunistów w ćwierć wieku toczącej się walce, doprowadził w 2015 roku do Dobrej Zmiany. To groteskowe i tym bardziej absurdalne w wykonaniu PiS, że jak wiadomo, bracia Kaczyńscy odegrali w obaleniu reżimu Jaruzelskiego bardzo ważną rolę – przy Okrągłym Stole i w rokowaniach z ZSL, które po wyborach przeszło na stronę Solidarności.

Otóż nie! Wolna Polska wzięła się ze współpracy sił lewicy i prawicy. Jej ojcami i matkami są działacze lewicowego KOR i zaangażowani w opozycję księża. Jacek Kuroń i papież Jan Paweł II, Adam Michnik i Lech Wałęsa. A przede wszystkim owa wspaniała Jedna Trzecia, która zapisała się do Solidarności i poszła głosować za demokracją.

Dziś jedna trzecia, która wygrała wybory i przejęła w Polsce władzę, nie chce świętować. Czy to znaczy, że wtedy głosowali na PZPR? A może nie poszli na wybory? A może dziś nie podoba się im ich ówczesny wynik? Ich sprawa. Są wolni. Dzisiaj nikt nie ma obowiązku świętować ani chodzić na marsze. Ma za to do tego prawo. I właśnie to wywalczone w 1989 roku prawo będziemy dziś z radością egzekwować. A czerwoni i PiS nie sobie siedzą w domu i utyskują na „zdrajców”.

Za to my cieszymy się i radujemy tym, że kiedyś, w naszej młodości, na naszych oczach skończyła się komuna, a symbolem polskiej zmiany nie był upadek muru, nie było zabicie dyktatora, lecz akt wyborczy, akt demokracji! I to pierwszy za żelazną kurtyną! Jesteśmy z tego dumni i będziemy z tego powodu świętować przez całe popołudnie. Przyłącz się do nas, gdziekolwiek mieszkasz. Świętujemy w całej Polsce! Świętujemy, bo chcemy raz jeszcze przeżyć piękną chwilę młodości, lecz i dlatego, że to, co wtedy zdobyliśmy, dziś jest zagrożone. Nie damy zniszczyć tego, co poczęło się pamiętnego 4 czerwca 1989 roku! Komuna nie wróci!

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 40

Dodaj komentarz »
  1. Profesorze! zapędził się Pan o małe 10 lat w przyszłość… mnie też czasem się zdaje, jakby w ćwierć wieku przemaszerowały już trzy, cztery pokolenia…

  2. Popieram!

  3. „Wolna Polska wziela sie ze wspolpracy sil prawicy i lewicy”
    (J.Hartman)

    swietujmy weekend wolnosci

    —————–

    piekny tekst pana Profesora, tak trzymac!

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Panie Profesorze,
    Co mamy świętować? Moment, w którym w Polsce znów rozgościły się na dobre takie plagi jak bezrobocie, bezdomność, obszary skrajnej nędzy i i ogólna beznadzieja, szczególnie zaś na tzw. prowincji (małe miasta, w których zamknięto wszystkie fabryki czy też dawne wsie PGR-owskie)? Mamy świętować ponowne pojawienie się w Polsce żebraków i „nurków” śmietnikowych? Mamy się może cieszyć z zapaści demograficznej czy też z ograniczenia praw Polek do dysponowania własnym ciałem. A może mamy się radować masową ucieczką Polaków z Polski?
    Sam Pan zresztą napisał, że na „solidaruchów” głosowała wtedy zaledwie jedna trzecia dorosłych Polaków, ale ponieważ ordynacja wyborcza była także i wówczas niedemokratyczna, to wystarczyło to na zwycięstwo sił reprezentujących regres, pogardę dla ludzi pracy oraz klerykalizm. Poza tym, to wydarzyło się to NIE 37 lata temu, a „tylko” 27 lat temu. Czyżby cierpiał Pan Profesor na dyskalkulię?
    I z czego się Pan Profesor tak naprawdę cieszy? Z tego, że nie wrócą czasy, kiedy pracujący Polak nie musiał bać się utraty pracy, kiedy nie musiał on „czapkować” swojemu szefowi, gdyż widział, że ten nie może go bezkarnie wyrzucić z pracy za byle co? Skąd u Pana Profesora ta pewność, ze wtedy, 27 lat temu, zmieniło się w Polsce na lepsze? Ja uważam, że wtedy zmieniło się w Polsce na gorsze, że właśnie wtedy utorowano drogę do władzy dla elementów klerykalnych, tych samych, które zaraz po dojściu do władzy odebrały polskim kobietom prawo do rozporządzania swoim własnym ciałem oraz wprowadziły religię nie tylko do szkół, ale także i do Sejmu oraz do urzędów państwowych. Dla mnie ten dzień jest więc dniem żałoby, tak samo jak dla Australijskich Aborygenów dniem żałoby jest dzień 26 stycznia, kiedy to w roku 1788 oficjalnie ogłoszono w dzisiejszym Sydney włączenie tego kontynentu do brytyjskiego imperium i kiedy to zaczął się Holocaust prawdziwych Australijczyków, czyli tamtejszych Aborygenów.

  6. Nie wymienił Pan prawdziwych twórców tego dziejowego wydarzenia.
    Generałów Jaruzelskiego i Kiszczaka oraz Rakowskiego, Cioska i innych lewicowych. mądrych patriotów. Wstyd Panie profesorze.
    A dzisiejszą ich wolność mam głęboko w dupie

  7. Wolne wybory do sejmu kontraktowego: 65 odgórnie ustalone dla PZPR. To jest wolność? Kpina! No, no, no: jest co świętować. Pamiętam dobrze, ol… takie wolne wybory, jak wszystkie ol… w PRL-u.

    Nie będę świętować i nie mam czego bronić, najwyżej przed wami solidarnościowcami…

  8. 27 lat temu

  9. (jedynie drobna korekta do tekstu – 27 lat, w tekście 37, czwarty akapit)

  10. ——- „Co tu świętować” —–

    ‚czerwiec 1989. Odbyły się tak zwane wybory, których wynik został z góry określony przez ustalenia Okrągłego Stołu. Zgodnie z tymi ustaleniami, Komitet Obywatelski Przy Przewodniczącym NSZZ „Solidarność” Lechu Wałęsie – bo tak się nazywała tymczasowa siła polityczna, sklecona wokół Wałęsy jako „strona społeczna” historycznego dilu – miał prawo wystawić swoich kandydatów do 35 procent mandatów w Sejmie. Kandydatów do pozostałych 65 procent miejsc wyznaczyła władza, przy czym część z nich kandydowała z konkretnych okręgów, a część umieszczona była na tak zwanej liście krajowej, bo władzy nie przyszło do głowy, by – poza tym co bezpośrednio wynikało z dilu – jakoś zasadniczo przerabiać używaną od lat przy picowanych peerelowskich wyborach „bez skreśleń” – nie widziała do tego powodu, spodziewając się wielkiego sukcesu.
    Teoretycznie o miejsca dla partii rywalizowali partyjni, a o miejsca „społeczne” – bezpartyjni, ale władza, w swoim przekonaniu bardzo sprytnie, zgłosiła i tam „swoich” bezpartyjnych, przeważnie prezenterów telewizyjnych, znanych lekarzy i tego rodzaju ówczesnych celebrytów. Do Senatu, który teoretycznie mógł nawet w całości zostać zdobyty przez „stronę społeczną” przyjęto niekorzystną dla opozycji ordynację, zamanipulowano też wyznaczając okręgi. Ale to wszystko nie miało znaczenia, bo nawet gdyby Komitet Obywatelski wygrał w 100 procentach, wszędzie gdzie mógł, to wedle umowy i tak komuniści mieli zagwarantowane ponad połowę głosów w Sejmie i ponad dwie trzecie w Zgromadzeniu Narodowym, czyli obu połączonych izbach, a Senat, choćby nawet przypadł cały ludziom Wałęsy, i tak nie miał żadnych realnych kompetencji. Więc mówić, że były to „pierwsze wolne wybory”, jak czynią to dziś kodomici i ich medialni patroni, to zwykła kpina z historii.


    Owszem, zdarzyło się wtedy coś przez nikogo nie przewidzianego. Do legendy przeszedł towarzysz Czarzasty (nie ten z SLD, jego stryj), który w przeddzień „kontraktowych” wyborów na posiedzeniu KC narzekał, opierając się na badaniach opinii publicznej CBOS pułkownika Kwiatkowskiego (nie tego z SLD, jego ojca) że Komitet Obywatelski wypadnie tak słabo, iż cała operacja z Okrągłym Stołem i symbolicznym podzieleniem się władzą z opozycją weźmie w łeb, bo po prostu nie będzie się z kim dzielić. Tymczasem w głosowaniu Polacy przyznali Komitetowi Obywatelskiemu wszystkie możliwe miejsca w Sejmie i 99 ze stu w Senacie. Ale, co najważniejsze – wycięli w pień listę krajową, która, wedle ordynacji, wymagała co najmniej 50 proc. poparcia. To oznaczało, że 33 mandaty pozostają nieobsadzone, a więc cały zaprojektowany w Magdalence i klepnięty przy okrągłym meblu układ sił bierze w łeb. Komuniści nie mają dwóch trzecich, niezbędnych do wyboru prezydenta! Społeczeństwo odrzuciło umowę Okrągłego Stołu, uznało ją za zbyt kunktatorską, niewystarczającą – po prostu wypowiedziało posłuszeństwo komunistom. PZPR ze swymi satelitami przerżnęła sromotnie nawet w tzw. okręgach zamkniętych, tam, gdzie głosowało wojsko, milicja, dyplomaci i inni beneficjenci systemu.
    I co się wtedy stało – kto pamięta? Otóż Wałęsa i jego ekipa najpierw najsurowiej opierdzielili społeczeństwo za to, że głosowało niewłaściwie i surowo stłumili wszelkie próby wyrażenia radości z powodu przegłosowanego końca komuny – a potem wspólnie z komunistami na kolanie, wbrew wszelkim możliwym prawom, logice i przyzwoitości, zmienili wraz z komunistami między turami ordynację wyborczą, tak, aby te 33 mandaty jednak zostały przez PZPR obsadzone, i to kandydatami zgłoszonymi dopiero wtedy, nie uczestniczącymi w pierwszym głosowaniu. W tej drugiej turze wzięło udział tylko 25 procent wyborców (w pierwszej – 63, nawiasem mówiąc, rekord frekwencji nigdy już potem w ćwierćwieczu nie pobity), co samo w sobie było dobitną oceną tego, jak Wałęsa ze swoją ekipą potraktowali Wolę Narodu – ale nie miało to żadnego praktycznego znaczenia. Wbrew wyrażonej dobitnie woli Polaków, PZPR pozostał w swych interesach i wpływach niezagrożony, prezydentem został Jaruzelski, a zamiast oczekiwanej poprawy losu i powrotu do życia publicznego uczciwości, przyzwoitości i prawdy, Polacy dostali zaciskanie pasa, uwłaszczenie nomenklatury i cyniczny „pragmatyzm” w duchu „pierwszy milion trzeba ukraść” – to, co Gustaw Herling Grudziński nazwał potem „wielkim zamazaniem”.

    rawdziwym momentem triumfu tych środowisk, przypadkiem też przypadającym na ten sam dzień, była „noc teczek” – i to ona powinna być, jeśli już, przedmiotem dumy marszu prowadzonego przez Wałęsę, Kwaśniewskiego i Komorowskiego (jaka szkoda, że nie doczekał tej chwili pierwszy prezydent III RP, Jaruzelski!). Tylko nie wypada, bo co się wtedy stało? Przypomnę, bo i ta historia jest do spodu zakłamana. Rząd Olszewskiego można było odwołać dużo wcześniej, i właściwie było to już ustalone w chwili, gdy nagle Sejm (pod nieobecność większości udeków i postkomunistów) przyjął uchwałę lustracyjną.
    ..
    Tamten 4 czerwca, a nie kontraktowe wybory, były dla tej elity prawdziwym zwycięstwem do świętowania – ale głupio jej to otwarcie mówić. Stąd pic, że chodzi o „demokrację” czy „wolność”. Stąd, no i z powodu, że właściwie żadnej innej daty usychająca po odsunięciu od żłobów elita III RP nie jest w stanie świętować.'[RAZ]

  11. Jan Hartman kłamie! W dniu 4 czerwca 1989 roku nie było wolnych wyborów.

  12. A należy pytać -jeżeli nie M gdalenka ,Okrągły Stół i 4 czerwca 1989 ,to co?Solidarność Walcząca pana Morawieckiego i PIS ,nie odpowiedzą.Bo inna droga to krew i łzy ,i ofiary ,.Tego chcieli.?

  13. Komuna nie wróci? Czy aby na pewno? Może tylko sztandary będą w innych kolorach?

  14. 4. czerwca święto wolności, bo Ci co powinni siedzieć, dalej wolni…
    4. czerwca upadła komuna, na cztery łapy…

  15. Oto wolność, którą czci Hartman: przed 4 czerwca na czele państwa Jaruzelski i Kiszczak. Po 4 czerwca Jaruzelski i Kiszczak.

    Malinowski z ZSL – to on bohater, bo zerwał z PZPR…, gdyby nie Malinowski, przez 4 lata nadal by rządziła PZPR.

  16. Panie i Panowie,
    czy Leonid i jakowalski to ten sam putinowski troll?

  17. Leonid
    4 czerwca o godz. 9:26
    W samej rzeczy. Gratuluję. A Hartman wygląda na to aby był w IPN jako żołnierz wyklęty.

  18. Panie Profesorze… Ale co tutaj jest, w gruncie rzeczy, do euforycznego świętowania? Można, naturalnie, cieszyć się z częściowego upadku systemu komunistycznego, na który złożyło się, jak słusznie Pan to zauważył, wiele różnorakich przyczyn. Należy jednak ubolewać nad wydarzeniami z przestrzeni ostatnich 27 lat, na których swe wyraźne piętno, po dziś dzień, odciska brak pełnej dekomunizacji. To „twórcze porozumienie” sił komunistycznych i prawicowych stało się katastrofalnym błędem i ślepym zaułkiem polskiej drogi do wolności…

    Część opozycji słusznie zbojkotowała obrady okrągłostołowe, gdyż uznała idee Okrągłego Stołu za przejaw aprobaty dla totalitarnej, pozbawionej społecznego przyzwolenia władzy. Już podczas otwarcia Czesław Kiszczak domagał się od strony solidarnościowej respektowania konstytucyjnych realiów ustrojowych (o ironio…) i wpisania się w kształt reformowanego socjalizmu. W efekcie uzgodniono jedynie CZĘŚCIOWO wolne wybory, po których prezydentem i tak miał zostać komunistyczny dyktator mający krew ludzką na swoich rękach! W dodatku termin wyborów został wyznaczony tak, aby solidarnościowa opozycja nie miała czasu na przeprowadzenie kampanii wyborczej…

    Jakie mamy tego efekty po latach? Rozliczne, narosłe w tym czasie, patologie postkomunistyczne, jak choćby bezkarność katów i dygnitarzy krwawego reżimu. Horrendalnie wysokie świadczenia emerytalne przez lata przyznawane UBekom, a śmiesznie małe renty dla ofiar systemu, bądź bliskich pomordowanych przez komunistów. Płynne przejście komunistów ze świata polityki do świata biznesu, które de facto zagwarantował Wojciech Jaruzelski zasiadający na fotelu prezydenta. Sytuacja, w której władze w Polsce obejmuje postkomunistyczna formacja zrzeszająca wielu, wysokich rangą PZPRowców, a prezydentem RP zostaje komunista, wysoki członek PZPR – Aleksander Kwaśniewski. Obowiązywanie, podobno „tymczasowej”, ustawy zasadniczej tworzonej i wprowadzanej przez komunistów!! W „wolnym” i „demokratycznym” kraju! Nierówności społeczne, nierówności wśród beneficjentów wielkich przemian.

    To wszystko należy z rozwagą uwzględnić i merytorycznie wobec tego się odnieść. Nie można umywać od tego rąk i buńczucznie orzekać: „malkontenci to niech se w domach siedzą i mruczą coś pod nosem o zdradzie!”. Nie. Choćby dlatego, że w ich „pomrukach”, chcąc nie chcąc, wybrzmiewa jednak wiele racji i krzywdy…

  19. ecres
    4 czerwca o godz. 13:45

    Jatkę to robiła PZPR: i w 1956, i w 1968, i w 1979, i w 1976, i 13 grudnia 1981… A 4 czerwca 1989 wygrała PZPR: 65 % w Sejmie, prezydent PZPR i najważniejsi ministrowie rządu PZPR…

    Chodzi więc o pisanie prawdy: wygrała PZPR i ona ma powody do radości, pan Hartman zwyczajnie kłamie. Chodzi tylko o Prawdę. „Solidarność” dostała lanie i to widać dziś jak na dłoni.

  20. 1/3? To liczbowo by nawet odpowiadało głosującym na PZPR.

    @ecres:
    Od jakiegoś czasu lansuje się wstyd zamiast dumy ze (względnej) bezkrwawości przemian…

  21. Powtórzmy ważne zdanie prof. Hartmana:
    Dziś w domu zostali renegaccy PiS-owcy i „czerwone” sieroty po PRL-u. Dobrane towarzystwo!

  22. Jezeli odnieslismy takie wielkie zwyciestwo to dlaczego kto tylko moze ucieka z tego kraju?Prosze mi odpowiedziec Panie Hartmann. Bo ja wiem ale Pan stracil kontakt z rzeczywistoscia. Danziger Vorposten albo Der Sturmer to przy Panu pikus, jesli chodzi o przeklamania i czysta manipulacje faktami.

  23. Kalina
    4 czerwca o godz. 20:16

    Zaiste dobrane: Kalina ramię w ramię z Kwaśniewskim, Giertychem i Misiem czcicielem Pinocheta oraz Niesiołowskim z ZChN-u…

  24. 04 czerwca rocznica ważna, ale może nie ze względu na „wolne wybory”, czy też częściowo wolne, ale ze względu na wielki przełom. Przed 4.06.89 władze mogły wciskać kit, że posiadają poparcie. Po nokaucie w tych wyborach, nie mogły już niczego udawać! To był dla aparatu PZPR szok!
    Nie mogli już klepać o „historyczno-moralnych racjach! Od tego czasu jedynym ich „uzasadnieniem” dla współsprawowania władzy było nierozdrażnianie radzieckiego niedźwiedzia (z NRD E. Honecker i inni „sojuszniczy” I sekretarze ochoczo chcieli towarzyszom pomagać) I, wiszący w powietrzu, niewypowiedziany szantaż, że mając resorty siłowe, mogą nie zechcieć uznać wynik wyborów. Wybory z 4 czerwca 1989 były zatem wydarzeniem kluczowym, nadającym dynamikę wydarzeń, w której ustalenia Okrągłego Stołu szybko przeszły do historii. Dziś, gdy słyszę tych, którym „braknie” krwawej rewolucji zamiast Okrągłego Stołu, to łapię się za głowę. Dysponentów cudzej krwi nigdy nad Wisłą nie brakowało. Lech Kaczyński pracował przy Okrągłym Stole w „podstoliku” związkowym w tematyce dot. prawa pracy. A Jarsław zabiegał o względy L.Wałęsy…

  25. @ sztubak
    Wyglada na to, ze tak. Vide wpis jakowalskiego pod artykulem pana Jazdzewskiego. Kawalek o aborygenach w Australii jest ostatecznym tego dowodem. @jakowalski regularnie chwali sie na tym forum, ze jakoby studiowal w Melbourne.

  26. Uprzejmie informuje, ze w moim posiadaniu jest jedyny prawdziwy dokument, który tłumaczy, co się wtedy naprawdę wydarzyło. Ujawniam ten dokument po raz pierwszy. To jest historyczny dzień, bo od dziś już nikt nie będzie mógł powiedzieć, ze nie zna prawdy. Oto prawda, cała prawda, i tylko prawda na temat wyborów 4 czerwca.
    .
    Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie.

    Po deszczowej niedzieli w Niebie nastał poniedziałkowy poranek. Jak zwykle w poniedziałek, odbywało się robocze zebranie dla ustalenia planów na najbliższy tydzień. Pan był zmęczony i trochę rozdrażniony. Z niecierpliwością patrzył na piętrzący się przed nim stos teczek ze sprawami do załatwienia. Teczki podawał i sprawy referował mu Święty Piotr. Sucho i treściwie przedstawiał Panu: tutaj powódź, zalane drogi i piwnice, wznoszone są modły… A tutaj susza, nie ma co jeść, ludzie się modlą i proszą o wybawienie… Pan pytał o szczegóły, decydował, podpisywał, i tylko chwilami wznosił oczy do nieba. Słońce powoli wędrowało przez nieboskłon i stos teczek malał zwolna. W końcu na stole pozostała tylko samotna kartka papieru.
    .
    – A to co? – zapytał Pan z nadzieją w głosie, spoglądając na zegarek. – Czy mogę już pójść na obiad?
    – Oczywiście, Panie. – odpowiedział Święty Piotr. – .. ale oni… oni znowu śpiewają.
    – Oni? Znowu? – rozsierdził się Pan. – I fałszują jak zawsze?
    – Jak zawsze fałszują, niestety. – smutno potwierdził Święty Piotr.
    – Dlaczego ja im nie dałem tego genu, który dałem Rosjanom? – z rozdrażnieniem zapytał Pan. – Przynajmniej można by słuchać ich śpiewu. A tak… No, dobrze. I czego oni znowu chcą?
    – Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie. O to się modlą. – odpowiedział Święty Piotr. – Co tydzień modlą się o to samo.
    Pan, znowu patrząc na zegarek, westchnął z rezygnacją. – Daj mi tę kartkę. I długopis. Ten duży z Papieżem, no wiesz, który. – po czym, wstając od stołu, coś szybko napisał i podał kartkę Świętemu Piotrowi. – I zrób proszę tak, żeby oni już nie śpiewali. A przynajmniej nie w mojej obecności.

    Kilka minut potem Święty Piotr stukał do drzwi Sekcji Polskiej Ministerstwa Spraw Ziemskich. „Proszę!” zabrzmiało w odpowiedzi. Święty Piotr wszedł. Za stołem siedział Anioł w krakowskim stroju i w kapeluszu z pawim piórem. Pióro było do połowy złamane.
    – A, to ty… – powiedział Anioł, szybko chowając szklankę pod stołem.
    – To ja. – powiedział Święty Piotr, wstrzymując oddech, żeby nie czuć zapachu. – Tutaj jest decyzja Pana. – I podał kartkę Aniołowi.
    – „Zwrócić”. – z trudem przeczytał Anioł. – Zwrócić… To znaczy, zwrócić co? I komu mianowicie?
    – Ojczyznę. – odpowiedział Święty Piotr. – Im.
    – Jak to „im”? – obruszył się Anioł, wstając na nogi o tyle, o ile to było możliwe. – Przecież oni mają wszystko, czego dusza zapragnie. Mają kraj, mają granice, mają swój język, szkolnictwo, radio, i telewizję. I nawet mają ten, no, Kabaret Starszych Panów. Najlepszy kabaret na świecie, ja ci to mówię! No, to czego im jeszcze potrzeba?
    – „Ojczyznę wolną” – odpowiedział Święty Piotr. – Tak śpiewają. Pan już tego nie może wytrzymać.
    – No dobrze, ale dlaczego ja? – zapytał Anioł. – I co ja mam właściwie zrobić?
    – To już nie moja sprawa. – powiedział Święty Piotr wychodząc pośpiesznie, bo już nie mógł dłużej wstrzymywać oddechu. Kiedy odwrócił się plecami, Anioł pokazał mu język.

    – Ojczyznę wolną … wymamrotał Anioł, wyciągając szklankę spod stołu. – Kiedy, jak, i w jaki sposób?
    – Zrób wybory. – powiedział jakiś głos za plecami Anioła.
    – Wybory? – spytał Anioł. – Czyś ty oszalał? A co na to Rosjanie?
    – Rosjanami ty się nie przejmuj. Rosjanie mają teraz co innego na głowie. Zrób wybory, mówię ci. – powiedział głos.
    – Co za szatański pomysł. – powiedział Anioł. – A tak w ogóle, to skąd żeś się tutaj wziął?
    – Jak to skąd? Ja zawsze jestem tam, gdzie jestem potrzebny. Zrób wybory, mówię ci. To ich uspokoi.
    – Po moim… – tego zdania Anioł nie zdołał dokończyć. Czysta wyborowa okazała się silniejsza.
    – Tutaj jest ścierka. – rozległo się po krótkim milczeniu. – No, to jak będzie z tymi wyborami?
    – Uuum. – z trudem odpowiedział Anioł. – Dziękuje za ścierkę. Bardzo cię przepraszam.
    – Cieszę się z twojej zgody. – odpowiedział głos. – Teraz mi powiedz, ile procent?
    – Czterdzieści. – po chwili namysłu odpowiedział Anioł. – Teraz czuję, że jednak za dużo. Niech to zostanie między nami.
    – Nie pytam o te procenty. Pytam o wybory. Ile im dajesz? Stu procent Rosjanie jednak nie zniosą. – zawyrokował głos.
    – Powiedziałem, że czterdzieści. – usiłował zatuszować Anioł. – No, może trzydzieści pięć. Zresztą niech to będzie twoja sprawa. Ja mam inne zmartwienia. Aaa, i jeszcze jedno. Poślij im tych dwóch.
    – Jak to, tych dwóch? – zdziwił się głos. – Tego bym się po tobie nie spodziewał. Anioł nie powinien być złośliwy. Za co ty się mścisz?
    – Za czystą wyborową. Mogliby ją lepiej destylować. A jeśli im się nie chciało, to niech mają za moją poniewierkę. Niech się męczą, jak ja teraz.
    – To mógłby być mój pomysł, a nie twój. – z namysłem odpowiedział głos. – Ale skoro nalegasz, to zrobię ci tę przysługę. Poślę im tych dwóch. Od siebie dołożę kilku arcybiskupów. Zeby nikt nie mówił, ze anioł był bardziej złośliwy od szatana.
    – Tylko proszę nie mów Panu, że to ja wymyśliłem, kiedy oni znowu zaczną fałszować po swojemu.

  27. Wczoraj, w sobotę 4 czerwca, po raz kolejny wziąłem udział w wiecu Komitetu Obrony Demokracji.Ponownie poczułem się udziałowcem Wielkiej Zmiany, która rozpoczęła się przed 27 laty, gdy miałem 42 lata i jeszcze długie lata pracy dla dobra mojej Ojczyzny. Od 25 października 2015 r. wiem, że jestem przeciwnikiem „Dobrej Zmiany”, którą dowodzi przywódca Prawa i Sprawiedliwości, szeregowy poseł na Sejm VIII kadencji. Cieszę się, że nie jetem w tym sprzeciwie osamotniony. Są ze mną ci, którzy widzą dziś, że demokratyczne państwo prawne, Rzeczpospolita Polska jest zagrożone przez wyznawców i akolitów partii rządzącej. Nie zgadzam się na to, aby naszym krajem rządzili ludzie bierni, mierni, ale wierni swemu przywódcy. Człowiekowi, który prowadzi tylko sobie zrozumiałą grę polityczną. Nie chcę takiej Polski, w której ja i moi przyjaciele, a także moje dzieci i wnuki czują się źle i obco. Dlatego też popieram i będę popierał Komitet Obrony Demokracji, poważny, apartyjny ruch obywatelski, który realizuje polityczny testament Jacka Kuronia: „nie palcie komitetów lecz zakładajcie własne”.

  28. Można było inaczej.Można było iść na noże.Mało kto tego chciał.Tak naprawdę wolność dostaliśmy w prezencie.Mało kto się tego spodziewał.Też myślałem,że może za 200 lat.A tu ZSRR sam upadł.Sieroty po PRL to nie tylko czerwone sieroty to ogromna rzesza,która pozostała w pewnym momencie bez pracy i środków do życia.Rozdawnictwo pracy się skończyło.Byli to też ludzie,pozostali zagubieni w nowej rzeczywistości(całe rzesze wyznawców obecnego Radia Maryja itp.)W tym momencie wkroczyły czerwone sieroty i zdobyły władzę.Niestety czerwone sieroty nie chciały nic rozdawać.Naiwnie wyborcy SLD oczekiwali,że będzie chociaż podobnie jak za komuny.Ten sam elektorat(i jego potomkowie),który wspierał czerwone sieroty wybrał PiS w 2005 r.A teraz ten sam elektorat wybrał PiS ponownie.I PiS próbuje rozdawać.Zrobił jeden ruch 500+ i na tym koniec ale najlepiej wychodzi im rozdawnictwo dla siebie.I racja -niema się z czego cieszyć.To ,że bezrobocie spada to napewno nie zasługa PIS-u(no może tyle ,że jeszcze nie skopali jeszcze tego co dostali w spadku po tej strasznej Platformie).To,że ludzie wychodzą demonstrować i chcą się cieszyć,że jesteśmy wolni to w tym nic złego.Tylko większość polaków tego po prostu nie potrafi.Przez trzysta lat tak byliśmy kopani w dupę(w większości z własnej winy),że jak tylko zostajemy wolni to sami próbujemu sobie nakopać.

  29. Czy Sztubak jest rezydentem CIA w Polsce?

  30. Panie Profesorze,

    Również nie widzę powodów do radości i wydaje mi się, że Polacy nie zasługują na to co ich spotkało po tych wszystkich wielkich przemianach.
    Tak naprawdę, to proszę mi powiedzieć, z czego tu się cieszyć? Że zniszczono przemysł? Z tego, że większość pracuje za tak marne pieniądze, że nie stać ich na nic? a olbrzymia rzesza nie ma pracy? Że kościół zyskał tak wielką władzę, że dyktuje jak ma wyglądać życie w kraju i że ma tak nieprawdopodobne przywileje? I to ma być powód do radości? I wreszcie z tego, że politycy boją się przeciwstawić kościołowi?
    A przecież pamiętam jak w swoim przemówieniu Mazowiecki obiecywał nam otumanionym i zachłyśniętym tym zwycięstwem, że za 5 lat będzie w Polsce DOBROBYT, taki jak na Zachodzie, w co akurat nie chciało mi się wierzyć!
    Tak naprawdę, to jest mi bardzo smutno.

  31. k.barbas
    4 czerwca o godz. 20:29
    Po pierwsze nikt nie musi uciekać , bo granice otwarte i bez paszportu można sobie pojechać do każdego kraju Europy i tam pozostać jak długo się chce.
    Czyli jeżeli ktoś stracił kontakt z rzeczywistością to jest nim szanowny Pan.
    Jeżeli się zarzuca przekłamania i manipulację faktami to należy powołać się na źródłowe materiały o tym świadczące.

  32. Kalina
    4 czerwca o godz. 20:16
    Oczywiście trafne stwierdzenie.
    Polacy słyną z tego, że lubią narzekać. Dla każdego myślącego data podana przez autora jest bez wątpienia przełomowa. To natomiast czy Polacy są w stanie ten przełom dobrze wykorzystywać to inna sprawa.
    Na chwile obecna jest wyraźny wzrost bogactwa kraju i możliwości wykorzystywania własnej inicjatywy. Nikt nie jest trzymany w Polsce jak w więzieniu i może sobie z niej wyjechać jak mu się ona nie podoba. Mamy demokrację (nieco kulejącą) i obywatele maja znaczący wpływ na wybór rządzących (i nie tylko na wybór). Wolność niestety to też odpowiedzialność , a nie panaceum na dobrobyt.

  33. Świętujmy, bo to ważny dzień. Duda ze strachu uciekł aż do Neapolu.

  34. Jeszcze jeden sukces Polakow w W.Brytanii
    ____________________________________________
    Wedlug raportu komisji spraw wewnetrznych Izby Gmin w Wielkiej Brytynii
    odbywa kare pozbawienia wolnosci blisko 1000 Polakow.

  35. Maciek G.
    1.Gdzie ty widzisz ten „wyraźny wzrost bogactwa kraju i możliwości wykorzystywania własnej inicjatywy”? Chyba w statystykach GUS-u, czyli jak za czasów S+P PRL-u. 😉
    2. Nieprawdą też jest to, że bez paszportu można sobie pojechać dziś z Polski do każdego kraju Europy i tam pozostać jak długo się chce. Można owszem pojechać, ale jak się chce zostać dłużej na przykład w Portugalii, to trzeba się tam zarejestrować (inaczej nie wynajmiesz mieszkania, nie otworzysz rachunku w banku, nie kupisz samochodu etc, że o załatwieniu tamtejszego prawa jazdy już nie wspomnę), a warunkiem takiej rejestracji cudzoziemca z UE jest albo wykazanie się tym, że się ma pracę w Portugalii albo też że się ma się na koncie środki wystarczające na swoje własne utrzymanie albo też emeryturę czy też rentę, nie niższą niż najniższa portugalska z przysługującymi wtedy dodatkami. Inaczej grozi ci deportacja do Polski. Nie powtarzaj wiec kłamstw tej naiwnej prounijnej propagandy, jako że one mają bardzo krótkie nogi…

  36. Prawo do wolności, vide historia Polski, ale i świata, może mieć różne definicje.
    Dla mnie polski 4. czerwca 1989, zeszłego wieku, jest symbolem kompromisu ówczesnych rządzących Polską i aspirujących do jej rządzenia.

    Przypominam, że bez zgody, tajnych paktów Regana, Gorbaczowa, Wojtyły, który byl papieżem, Pani Żelaznej Damy z Londynu i berlińskiego Helmuta Kola i ich koncepcji zmiany geopolityki świata, nie byłoby możliwe bezwojenne zmienienie porządku światowego.

    KIm jest J. Kaczyński z PiS ? Mam 0 nim negatywne przemyślenia, także z czasów gdy z ob. Glapińskim budowali fundamenty destablilizacji w Polsce, a nad nimi szumiał sztandar Porozumienia Centrum …
    Teraz udaje herszta grupy wybranców /to „teraz” to na przekór tym, którzy piszą w tym blogu „na chwilę obecną” /.
    27 lat wolności …
    Czy wolnosci „kredytowej” wg kanonów Miłosza, Mrożka ???
    Czy pamiętacie „Zniewolony umysł” i „Emigrantów” ?

    Czołem z prozachodnich Słubic/O !

    Rakoczy

  37. Maciek G.
    Cytuję z „Polska. The Times” – artykuł Witolda Głowackiego „Tym razem 4 czerwca nikt już nie ma czego świętować”: „Rocznica 4 czerwca nigdy nie była w Polsce świętem wspólnotowym. Ale tym razem najmniejszych powodów do świętowania nie mają nie tylko wykluczeni i ofiary transformacji, ale i dotychczasowi apologeci III RP.
    Wielogodzinna kolejka na szpitalnym ostrym dyżurze. Piętnasty miesiąc czekania na samo wyznaczenie terminu rozprawy w sądzie. Kwartalne rozliczenie podatku przez „samo zatrudnionego” wypchniętego przez pracodawcę „na fakturę”. Przystanek autobusowy na prowincji z dwoma kursami na dobę. Zakupy „na zeszyt”. Dzień wypłaty pensji na poziomie polskiej mediany. Dzień spłaty lichwiarskiej pętlowej pożyczki w parabanku albo przeskalowanego kredytu hipotecznego we frankach Odbiór informacji z ZUS o stanie oszczędności emerytalnych przez pracownika pozostającego przez lata na śmieciówce. Szara, beznadziejna codzienność pracujących biednych. (…). Szkoły oparte na anachronicznej, mordującej wiedzę i ciekawość świata testologii. Niebywały poziom agresji i ignorancji w polskiej sieci – w tej chwili będącej jednym z największych cyfrowych śmietników świata.
    Mało? Spójrzmy więc na całe pokolenie absolwentów wyższych uczelni, którzy ze zdewaluowanymi dyplomami zdobytymi za całkiem ciężkie jednak pieniądze, siedzą na słuchawkach w tych żałosnych polskich bieda-korporacjach poganiani przez żałosnych bieda-menedżerów….
    Poczujmy ten kwaśno-słodkawy zapach biedy wciąż unoszący się w ciasnych korytarzach niejednego blokowiska. Pomyślmy o dzieciach, których charakter i światopogląd kształtuje klasowy wstyd z ekonomicznego wykluczenia. Przejdźmy się po dyskontach w dniu startu nowej promocji na tanie parówki czy łopatkę wieprzową. Tak, to są właśnie powody, dla których rocznica 4 czerwca od dawna nie jest szczególnie radosnym świętem dla sporej części Polaków. Tym razem już zapewne dla większości. Nie udawajmy, że tego nie wiemy”…

  38. Przede wszystkim w Polsce nigdy nie było komunizmu.
    Był tylko wypaczony sojalizm.
    Od 1989 roku religijny motłoch polski wybierał do sprawowania rządów sekty religijne, które do dziś dzielą się władzą i korytem z pedofilskim kk.
    A więc niech się pan cieszy, bo rzeczywiście jest z czego.
    „Gratuluję” kryteriów oceny historycznych wydarzeń.

  39. http://bragiel.blox.pl/2015/07/Manifest-Polskosci.html
    Polak ma chodzić co niedzielę do Kościoła i klekąć przed obcą flagą, flagą Watykanu.

    Watykanu, który zawsze nas zdradzi, opuści, zostawi bez pomocy.

    Tymczasem może być inaczej!

    Musi być inaczej!

    To nie są nasze mity…

    Rosół, msza, Lucyna i Taduesz, prawica, rzymski-katolicyzm…

    To są mity całkowicie nam obce.

    My nie musimy tworzyć nowej mitologii!

    Wystarczy, że wrócimy do korzeni.

    Wystarczy, że wrócimy do Rzeczpospolitej Obojga Narodów, że wrócimy do państa bez stosów, że wrócimy tam-skąd niegdyś wyszliśmy…

    Że wrócimy…do normalności.

    Do zwyczajności.

    Nie do wielkich słów pod równie wielkim sztandarami łopoczącymi na wietrze! Polecamy ten tekst!

  40. Naczelnik – Główny Kontroler Państwa już chyba zaczął kojarzyć po 7 maja i 4 czerwca 2016 r., po wielkich pochodach zorganizowanych przez Komitet Obrony Demokracji, że przyszłość polityczna Ojczyzny nie będzie jego udziałem. Trwająca od 25 października 2015 r. „sanacja” III RP, zwana propagandowo „Dobrą Zmianą”, prowadzona jest na tak wielu frontach, że w ciągu najbliższych miesięcy będzie wiele przegranych bitew. Rodzący się od listopada ub.r. powszechny ruch obywatelski pod nazwą Komitet Obrony Demokracji, zarejestrowany w marcu br., to przygotowanie artyleryjskie do najbliższych wyborów samorządowych i parlamentarnych. Ten rodzący się KOD pozostanie strukturą apartyjną, która pozwoli partiom opozycji parlamentarnej i pozaparlamentarnej przygotować wspólną listę wyborczą pod nazwą Wolność – Równość – Demokracja. I to będzie koniec władzy większości parlamentarnej i ekipy rządowej Prawa i Sprawiedliwości. Zaś prezes PiS przejdzie do najnowszej historii Polski jako autor „Wielkiej Smuty”.

css.php