Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne

24.06.2016
piątek

Idźcie na Solaris!

24 czerwca 2016, piątek,

Wszyscy dziś o Brexicie albo o piłce. A ja w tej brexitowej rozpaczy poszedłem do teatru (bo nie piję – taka wada nabyta). Traf chciał, że gdy mnie się zachciało popatrzeć na artystki (reżyserzy od lat je rozbierają niezawodnie), akurat w repertuarze była „Solaris” na podstawie genialnej powieści-traktatu Stanisława Lema, w reżyserii Wojciecha Kościelniaka. Teatr Słowackiego. Sztuka nówka. Może mam zaszczyt pisać pierwszą recenzję?

Nie wiem, czego się przyczepić, bo spektakl był znakomity. Sami zresztą zobaczycie. Ale do rzeczy. Kto nie czytał „Solaris”, ten nie wie, że to najbardziej imponujący przypadek połączenia filozofii z literaturą. Tylko Lem potrafił spleść technosatyrę spod znaku science fiction z naprawdę głęboką, kompetentną adaptacją ważnych dokonań myśli filozoficznej, zwłaszcza zaś Spinozy, Kanta, Hegla i egzystencjalizmu. Dla filozofa to prawdziwa radość, tak sobie patrzeć, ja mu ta filozofia pięknieje pod ręka mistrza literatury!

„Solaris” to powieść SF, ale i traktat metafizyczny spod znaku humanizmu tragicznego. Jego naczelna teza głosi, że ułomność, która dla człowieka jest tym, co najbardziej w nim ludzkie, to metafizyczny cud, który musiałby posiadać w sobie sam Bóg, gdyby istniał. Ale nie istnieje – właśnie dlatego, że musiałby być człowiekiem. I to człowiekiem bez sensu i perspektyw, a nie Bogiem za człowieka przebranym.

Droga do tej myśli prowadzi u Lema poprzez najbardziej szacowne i przez tradycję uwznioślone rozważania metafizyczne, może nieoryginalne, lecz zrekonstruowane z niebywałą inteligencją i biegłością. Chciałoby się powiedzieć, że był Stanisław Lem zawodowym filozofem, ale się nie powie, bo taka etykieta z pewnością by go śmieszyła.

Otóż ta znakomita a klasyczna droga do niemożliwego bogoczłowieczeństwa prowadzi przez rzutowanie kondycji ludzkiej na tło wielkich instancji metafizycznych – wiecznego biosu (natury), nieświadomości, wieczności i czasu, wszechwiedzy i wszechsensu, otchłannej nicości, jako i innych absolutów. Szukając samego siebie, człowiek ucieka się do tych potęg, które sam wszak sobie wytworzył, by na koniec przekonać się, że jest jednak sam ze swoją zwyczajnością, kruchością, śmiertelnością. Absolut, choćby taki glutowaty jak planeta Solaris, na której dzieje się akcja, mówi człowiekowi: jesteś sam, jesteś śmieszny, lecz nie ma nic lepszego; zasługujesz na swoje małe istnienie.

W niepojętej gmatwaninie dziwów wyobraźni i nieświadomości, w zagubieniu między snem i jawą, w szaleństwie i pijaństwie, broni się człowiek – pomimo słabości umysłu i podłości, do których jest zdolny, pomimo absurdalnej niesolidności i chwiejności jego istnienia. Nikt i nic nie zabierze nam naszej małości, a tym samym nie zabierze nam lęku, miłości, zbrodni, śmierci…

Dla nich wszystkich jest miejsce w książce Lema i w spektaklu Kościelniaka. Jedno i drugie stworzone z miłości i wyrozumiałości dla człowieka. Wyprawa na Solaris odniosła sukces – człowiek nawiązał kontakt z obcą inteligencją, gdy odkrył, że wyobcowała się z niego samego i może do niego powrócić. Pod warunkiem, że zdobędzie się na to, by zaakceptować swój los. Piękna, nietzscheańska pointa.

Wojciech Kościelniak udowodnił, że bardzo dobrze rozumie, o czym jest „Solaris”. Adaptacja tekstu i reżyseria są tak inteligentne, że aż żal, iż Lem tego nie dożył. Widzę oczami wyobraźni jego zabawną i zadowoloną mordkę w pierwszym rzędzie… Aktorzy zagrali znakomicie, zwłaszcza zaś Tomasz Wysocki (Snaut). To była rola popisowa, ale Grzegorz Mielczarek jako Klevin też był świetny. Bardzo dobrze spisały się początkujące aktorki Agnieszka Kościelniak i Ewelina Przybyła. Scenografia multimedialna Damiana Styrny robi wrażenie. Wysportowany Mielczarek i dziewczyny mieli kilka scen paratanecznych, które nie tylko były ładne, lecz w dodatku miały sens w kontekście sztuki. Była też dobra muzyka i przejmująca melorecytacja w nieistniejącym języku.

Same atrakcje, niczym w operetce. Do tego wszystko razem krótkie i węzłowate. Żadnych nudów ani dłużyzn. Wyczucie czasu scenicznego i szacunek dla czasu widza. Teatr pełny, publiczność prawie oszalała. Jednak klasyka to klasyka, a Lem to Lem. Ale i Kościelniak Kościelniakiem jest. Widać, że w Słowackim dobra zmiana! Chrzanić Brexit!

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 16

Dodaj komentarz »
  1. Zgadzam sie z panem profesorem – najlepsza pociecha po brexicie i w perspektywie zwyrodnienia Ameryki pod wodza Trumpa jest wielka literatura. Ale lek pozostaje.

  2. .

    — Trurl and Klapaucius —

    .

    Solaris w dwóch wydaniach widziałem, tym
    Tarkowskiego i tym Soderbergha, oba bardzo
    dobre, ten pierwszy dostał coś w Cannes,
    ciekawym czy dałoby się nakręcić/wystawić
    Cyberiadę ?

    Mam chyba pomysł na obsadę postaci pt.
    Stary Robot Parowy Pierwszej Generacji…

    .

    ..)

  3. Szkoda,ze pan prof. nie pije.Przezycia emocjonalne bylyby jeszcze mocniejsze.Poz.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Dziękuję, Profesorze, tak trzymać! 🙂

  6. Po- nie do końca zrozumiałym- wpisie o ojcach lekko o teatrze. Faktycznie, może i lepiej o tym;-)

  7. Lem za bardzo bawi się w filozofię, wolę już autobusy Solaris.

  8. ‚vertigo13’ 25 czerwca o godz. 4:56
    ‚ciekawym czy dałoby się nakręcić/wystawić Cyberiadę ?’

    Jeżeli dało się zekranizować; ‚Przekładańca’ (1968) i ‚Wyprawę profesora Tarantogi’ (1992) to dałoby się i ‚Cyberiadę’ tylko trzeba by posiadać to coś co posiadał Wajda i Wojtyszka wówczas a czego próżno szukać teraz.

    Pozdrowienia.

  9. Vertigo
    Adaptacja Tarkowskiego była moim zdaniem (i nie tylko moim – zawodowych krytyków filmowych także) bardzo dobra i wytrzymała ona próbę czasu (ostatni raz widziałem ją w Melbourne w kinie studyjnym kilka lat temu), ale Soderbergh to zrobił z powieści Lema romans w kosmosie. I jescze ten nagi tyłek Clooney’a. Film był tak marnie zrobiony i gra aktorów w nim tak marna, że filmów Soderbergh’a z definicji od tego czasu nie oglądam, a Clooney, znakomity przecież aktor, był u mnie długo na cenzurowanym przez ten swój występ w filmie Soderbergh’a.
    Oczywiście wiem, że Lem pokłócił się z Tarkowskim podczas kręcenia filmu, ale nic dziwnego – to byli przecież dwaj geniusze, a jak wiadomo, każdy geniusz ma swoją wizję nie tylko filmu ale i świata. Uważam więc „Solaris” Tarkowskiego za drugi najlepszy film S-F w całej historii kina (numer jeden to oczywiście „Odyseja kosmiczna” Kubrick’a).
    Co do adaptacji powieści Lema, to „Cyberiada” jest moim zdaniem dość ryzykowna, ze względu na specyficzny rodzaj humoru w niej zawarty. Natomiast są do dyspozycji scenariusze filmowe, które Lem napisał na podstawie swoich powieści „Katar” i „Pamiętnik znaleziony w wannie”. Zgadzam się też, że doskonałym materiałem do filmów są także takie powieści Lema jak na przykład „Niezwyciężony”, „Powrót z gwiazd”„Eden” i „Fiasko”.

  10. Kruk
    Brexit jest nadzieją dla Europy i UK, zaś Trump jest nadzieją nie tylko dla Ameryki ale i dla świata, jako że może to być pierwszy rozsądny republikański prezydent USA od czasów Eisenhower’a. Prawdziwą klęską dla USA była by zaś prezydentura Clintonowej.

  11. Rolę literatury w tej sytuacji można opisać cytując słowa piosenki-„Jesteś lekiem na całe zło ,I nadzieją na przyszły rok”. Pozdrawiam.

  12. Leonid,
    Zgadzam sie i co do Brexitu i Trumpa.

  13. .

    — Uderz w stół —

    .

    A LEM-ingi sie odezwą, (you can call me
    a LEM-ing anytime), szkoda że Tarkowskiego
    już z nami nie ma, jego Stalker i Andriej
    Rublov są znakomite.

    Nie mam czasu na więcej, some other time

    Buzi dla All LEM-nuts

    ..)

  14. Mr. Janek – 26 czerwca o godz. 21:23
    Dziękuję!

  15. Szanowny Panie Profesorze!
    Pięknie dziękuję za wnikliwą i – rzeczywiście pierwszą – recenzję ze spektaklu „Solaris” St. Lema w Teatrze im. Juliusza Słowackiego. Pozwalam sobie jedynie skomentować ostatnie zdanie Pańskiego tekstu. „Dobra zmiana w Słowackim” (jeśli Pan miał na myśli zmiany dyrekcji) nie ma nic wspólnego z ostatnią premierą. „Solaris” zaplanowałem ja i była to ostatnia (112) premiera w mojej kadencji. Dyrektor elekt, p. Krzysztof Głuchowski obejmuje po mnie stery w dniu 1 września br.
    Z wyrazami szacunku
    Krzysztof Orzechowski

  16. @TetarSłowackiego Przepraszam, jeśli Pana uraziłem. Ja tą „dobrą zmianę” wrzuciłem na zasadzie „ogólnoretorycznej”, bez wnikania w szczegóły, których zresztą nie znam. Chyba popełniłem gafę… Ukłony, JH

  17. Witam Panie Profesorze !
    Wakacje się zaczęły i nie zdążę na spektakl , ale zachęcona pana recenzją na pewno go oglądnę. Kocham teatr ale nie kocham S F . Ale czuję , że Pana recenzja ma sens .
    Lema podziwiam , za błyskotliwą obserwację ludzi ( w związku z internetem ).
    Życzę miłych wakacji – stała czytelniczka z saloniku prasowego.

css.php