Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne

23.07.2016
sobota

W co wierzą katolicy?

23 lipca 2016, sobota,

Zbliżają się Światowe Dni Młodzieży. Do Polski przyjadą tysiące katolików z wielu krajów. Wprawdzie formalnie do konfesji katolickiej przynależy ogromna większość społeczeństwa, to jednak katolików, to znaczy osób znających i wierzących w dogmaty katolickie, a nie wierzących w to wszystko, z czym dogmaty te są sprzeczne, jest naprawdę garstka.

Wcale niełatwo spotkać w Polsce katolika. W czasie ŚDM będzie to bodajże łatwiejsze. Może warto z tej okazji powiedzieć sobie, kim są katolicy, to znaczy – w co wierzą. Nie są to bowiem poglądy banalne ani typowe. Co więcej, dotyczą one spraw, które są dla ogromnej większości z nas, również tych, którzy wierzą w Boga i chodzą do kościoła, na tyle egzotyczne, że nawet się nad nimi nie zastanawiamy. Otóż więc katolik to ktoś, kto wierzy następująco:

Kościół katolicki jest ustanowiony przez Jezusa, który był zapowiadanym w Biblii Mesjaszem, czyli Chrystusem. Kościół ten jest święty i tylko on jest depozytariuszem prawdziwej wiary, czyli prawdziwego i ostatniego przymierza Boga ze swym ludem. Żadne zbrodnie dokonywane przez Kościół w przeszłości nie umniejszają jego świętości. Kościół przygotowuje świat na powtórne nadejście Chrystusa, który królować będzie na całej Ziemi. Tylko ci, którzy się nawrócą na wiarę Chrystusową i przystąpią do Kościoła, mogą wejść do Królestwa Bożego i dostąpić zbawienia.

Bóg jest doskonale prosty i jest jeden, jedyny. Jednocześnie jest On prawdziwie i realnie w sobie podzielony na trzy Osoby. Między absolutną jednością tych trzech Osób a absolutną jednością i prostotą bytu Bożego nie ma sprzeczności logicznej. Bój jest jeden w trzech osobach. Jeśli nie można tego pojąć, to dlatego, że przekracza to nasze możliwości i jest Bożą Tajemnicą.

Bóg jest istotą czysto duchową i bezcielesną. Jednocześnie jednak Bóg ma ciało, które zostało wniebowzięte i które spożywa się jako hostię. Między bezcielesnością Boga i jego cielesnością nie ma sprzeczności – jest to Tajemnica.

Nie wolno oddawać czci boskiej ani ludziom, ani przedmiotom. Każdy lud, który to czyni, popełnia grzech idolatrii (czczenia idoli, czyli bałwanów). Wyznania, które oddają cześć boską jakimś osobom bądź oddają na wpół boską cześć swoim przywódcom, są fałszywe i „sekciarskie”. Wyjątkiem jest religia katolicka, która oddaje cześć boską Jezusowi z Nazaretu, który żył na ziemi dwa tysiące lat temu, był cieślą, lecz przez kilka lat działał też jako żydowski kaznodzieja i nauczyciel. Był on bowiem nie tylko człowiekiem, lecz jednocześnie Bogiem, to znaczy jedną z trzech Osób Boskich – Synem Bożym. Dowodem na to są dokonywane przez Niego cuda, w tym wskrzeszanie umarłych. Jezus jest jedynym człowiekiem, któremu oddawanie czci boskiej nie jest idolatrią, a co więcej – jest obowiązkiem każdego człowieka, który chciałby liczyć na zbawienie. Nie ma bowiem zbawienia poza Kościołem, a więc dla niekatolików. Okazywanie czci i posłuszeństwa najwyższemu kapłanowi Kościoła katolickiego, namiestnikowi Jezusa Chrystusa, czyli rzymskiemu papieżowi, jest obowiązkiem duchownych i świeckich katolików. Osoby poświęcające się życiu konsekrowanemu w szczególny sposób ślubują wierność i posłuszeństwo Bogu oraz następcy św. Piotra, czyli papieżowi, oraz pozostałej zwierzchności hierarchicznej. Podobne zachowania w innych wyznaniach (zwłaszcza mających niezbyt wielu wiernych i niezbyt długą tradycję), a więc oddawanie czci przywódcom religijnym oraz pełne podporządkowanie się im i posłuszeństwo, to forma zniewolenia. W katolicyzmie jest odwrotnie – takie zachowanie jest szczególną formą praktykowania wolności.

Bóg jest niepojęty, ale ma pewne cechy króla oraz ojca. Można Go więc nazywać Królem i Ojcem. Bóg rządzi bowiem światem jak Król i opiekuje się nim jak dobry Ojciec. Bóg jest jednak tak nieprzystępny, budząc w wiernych bojaźń, że najlepiej zwracać się do niego w modlitwie o łaski i zmiłowanie poprzez pośredników – matkę Jezusa Marię bądź innych świętych, czyli osoby, których zbawienie zostało potwierdzone przez uczynione przez nie cuda i uznane przez Stolicę Apostolską. Rolą świętych jest wyjednanie łask u Boga. Mają oni bowiem swego rodzaju „wpływ” na Boga, łagodząc jego słuszny gniew.

Człowiek jest istotą grzeszną. Grzeszy nieustannie z powodu popełnionego w raju grzechu pierworodnego. Grzech ten przenosi się z pokolenia na pokolenie w drodze prokreacji. Seksualność ma w nim swoje źródło, będąc aktywnością, poprzez którą przenosi się na następne pokolenia. Dlatego stanem szczególnie wzniosłym jest zachowanie wstrzemięźliwości seksualnej (dziewictwo). Dwie osoby, tj. Maria, matka Jezusa, oraz sam Jezus, nie tylko nie uprawiali seksu, lecz ponadto byli uwolnieni spod działania grzechu pierworodnego. Oni dwoje nigdy nie popełnili żadnego grzechu i przebywają w niebie wraz ze swymi ciałami. Wszyscy inni ludzie są niepoprawnymi grzesznikami i śmiertelnikami, których ciała obrócą się w proch. Dlatego muszą nieustająco przepraszać Boga za swoje grzechy. Miłosierny Bóg wciąż jednak wybacza im, a wielu obdarza największą łaską, łaską zbawienia. Pozostali znajdą się w piekle, jak na to zasługują. Nie jest naszą rzeczą wiedzieć, dlaczego w jednych Bóg znajduje upodobanie, a innym odmawia swej Chwały. Nie ma wszak człowieka, który własnymi siłami, z mocy własnych uczynków, bez Bożej pomocy „zasłużyłby” na zbawienie.

Wszyscy ludzie są niepoprawnie grzeszni, niemniej jednak osoby ochrzczone otrzymują w sakramencie chrztu specjalne łaski, które stawiają je moralnie i metafizycznie wyżej, ponad wszystkimi nieochrzczonymi, co zapowiada ich zbawienie. Tylko osoby ochrzczone mogą dostąpić zbawienia i tylko ochrzczeni mogą dojść do świętości. Wraz z chrztem katolik otrzymuje łaskę cnót teologicznych (wiary, miłości i nadziei), które są swego rodzaju wyższym stopniem moralności. Ponadto chrzest uwalnia człowieka spod wpływu szatana. Gdyby te siły dopadły człowieka w przyszłości, można je odeprzeć za pomocą egzorcyzmów. Nieochrzczeni pójdą do piekła i dlatego trzeba szerzyć Dobrą Nowinę i nakłaniać wszystkich ludzi do przyjęcia katolicyzmu. Jest to bowiem jedyny ratunek dla ich dusz.

Wszyscy katolicy, żyjący i nieżyjący, tworzą Kościół – świętą wspólnotę, opartą na „świętych obcowaniu”. Wszystkie potęgi ziemskie muszą kiedyś ugiąć się przed majestatem Boga i Jego Kościoła. Przeznaczeniem Kościoła jest objąć całą Ziemię, a wszyscy ziemscy królowie i cesarze muszą kiedyś ukorzyć się przez Królem królów – Jezusem Chrystusem. Zanim to nastąpi, należy z cierpliwością i poszanowaniem podchodzić do wyznawców innych niż katolicka religii, gdyż niektóre inne religie są wyrazem naturalnego objawienia i poszukiwania po omacku tego, co Bóg dał nam w swoim Objawieniu, tj. w Piśmie Świętym. Z czasem wszyscy przyjmą Słowo Boże i porzucą swoje fałszywe bądź naiwne wierzenia.

Jest tylko jeden Bóg, w trzech Osobach, niemniej jednak świętość rozlewa się na całe niebo i świętych. Niebo pełne jest aniołów i pełna jest ich również ziemia. Anioły są doskonalsze od człowieka, są istotami świętymi (z wyjątkiem aniołów upadłych – diabłów), niemniej to człowiek i jego zbawienie znajdują się w centrum dziejów świata. Każdy ma swojego anioła stróża, ziemią całą zawiadują aniołowie jako wysłannicy Boży, ale to wokół człowieka – jego upadku i zbawienia – toczy się święta historia stworzenia. Cała przyroda istnieje również dla człowieka i ze względu na niego – gwiazdy na niebie, zwierzęta i rośliny.

Bóg jest jeden, lecz modlić należy się do wszystkich świętych istot, w tym do ludzi, którzy dostąpili świętości, gdyż Bóg znalazł w nich największe upodobanie. Należą do nich zwłaszcza sam Jezus, jego Matka oraz apostołowie.

Ze względu na grzechy popełniane przez Żydów Bóg, aby przebłagać siebie, zesłał na ziemię swojego Syna, którego śmierć na krzyżu stała się najwyższą Ofiarą. W wyniku tej Ofiary gniew Pana został przebłagany, a śmierć została zwyciężona. Wszyscy, którzy uwierzyli w Syna Bożego, mogą mieć nadzieję (ale nie pewność), że nie umrą naprawdę i zupełnie, lecz po śmierci odżyją – najpierw jako istoty bezcielesne, a potem, po zmartwychwstaniu ciał, jako istoty cielesne, obdarzone doskonałymi i nieśmiertelnymi ciałami. Ci, którzy spodobają się Bogu, cieszyć się będą wiecznym życiem w raju. Bóg przedwiecznie przeznaczył jednych do raju, innych zaś skazał na potępienie. Katolik ma nadzieję, że on i ci, którzy są mu bliscy, zostali przez Boga wybrani do raju. Nie może tego sprawić ani wpłynąć na decyzję Opatrzności, niemniej jednak ma prawo modlić się o zbawienie swoje i innych, wyrażając w ten sposób absolutne oddanie, wiarę, miłość oraz nadzieję na zbawienie.

Śmierć zupełna byłaby czymś najgorszym, co mogłoby się zdarzyć. Wiara katolicka stanowi, że śmierć nie jest zupełna. Po śmierci zaczyna się nowe życie – dla tych, którzy poszli za Jezusem i spożywają jego krew i ciało. Dlatego symbolem katolicyzmu – religii życia – są zwłoki Jezusa rozpięte na krzyżu.

Jezus był – jako Mesjasz – Żydem z rodu Dawidowego (jak zapowiedziano w Biblii), ściśle wykonującym Prawo i nauczającym Tory. Był przyjacielem biednych i nieprzyjacielem bogaczy. Stronił od polityki i nie szukał ziemskich przywilejów. Choć nazywał się królem Żydów, to powiadał, że Jego królestwo jest nie z tego świata. Kościół Chrystusowy idzie za swoim Panem i naśladuje Go. Jednak wymogi świata doczesnego i misja Kościoła zmusiły go do przyjęcia form politycznych, od których Jezus się odżegnywał i które nie będą właściwe Królestwu Bożemu. Dlatego Kościół przyjął ustrój monarchii, z papieżem jako królem, posiadał i nadal posiada własną państwowość i własne terytoria. Dwór papieski, jego przepych, złoto, purpura i wszelkie luksusy, w jakie opływa hierarchia kościelna, są wyrazem potęgi Kościoła i służą Bożej chwale. Potęga materialna Kościoła jest znakiem jego potęgi duchowej i zapowiedzią jego zwycięstwa na całej ziemi.

Kościół uznaje Pięcioksiąg Mojżesza i inne pisma Starego Testamentu za objawione. Niemniej jednak nakazy Prawa, zawarte w Starym Testamencie, nie obowiązują katolików. Można bowiem wywnioskować z niektórych wypowiedzi Jezusa, że zakaz jedzenia wieprzowiny, nakaz świętowania szabasu (soboty) i kilkaset innych nakazów i zakazów biblijnych zostało zniesionych. Żydzi, którzy nie uwierzyli w Jezusa jako zapowiadanego Mesjasza, przestrzegają swych praw daremnie – ich Przymierze z Bogiem zostało bowiem zastąpione Nowym Przymierzem; warunki starego Przymierza w dużej części już nie obowiązują. Obowiązuje jednak dekalog, z tą różnicą, że nakaz świętowania soboty został zamieniony na nakaz świętowania niedzieli – na pamiątkę Zmartwychwstania Pańskiego.

Chrześcijanie powinni być jednością. Rozbicie chrześcijaństwa jest tragedią i karą Bożą. Kiedyś chrześcijanie na powrót się zjednoczą pod berłem papieskim. Chrześcijanie byli prześladowani w Cesarstwie Rzymskim, a także w innych czasach i miejscach. Kościół miał wielu męczenników, zamordowanych za to, że odmawiali oddawania czci innym bogom bądź głosili ewangelię wśród pogan. Osoby zamordowane przez Kościół za to, że odmawiały nawrócenia na katolicyzm, chrztu i oddawania czci Jezusowi, bądź za to, że namawiały wyznawców innych wyznań do ich porzucenia, nie są męczennikami i nie zasługują na cześć i pamięć. Chrześcijaństwo jest religią miłości – ofiary prześladowań trwających przez kilkanaście stuleci – „innowiercy”, „poganie”, „heretycy”, Indianie itd. – nie odbierają chrześcijaństwu ani Kościołowi tego należnego mu tytułu. Jest to bowiem Kościół ustanowiony przez samego Boga, który jest miłością.

Kościół jest jedynym uprawnionym depozytariuszem Prawdy objawionej. Papież i święte sobory mają niepodzielną władzę interpretowania Słowa Bożego, a każdy katolik ma obowiązek z czcią i pokorą przyjmować wszelkie prawdy wiary, dogmaty i doktryny, tak jak zostały one przez Kościół święty ogłoszone i podane do wierzenia.

Wiele ideologii i poglądów zasługuje na potępienie. Kościół ma prawo i obowiązek jawnie odrzucać i potępiać liberalizm, ateizm, pogaństwo, New Age itd. Nikt jednak nie ma prawa publicznie potępiać doktryn katolickich i katolickich nauk moralnych. Symetria w tym względzie byłaby czymś niedopuszczalnym. Katolicy mają prawdo do tego, by wszyscy, a zwłaszcza rządy państw, w których działa Kościół, mówiły o katolicyzmie i Kościele wyłącznie z szacunkiem.

Dzieje ludzkości naznaczone są koniecznością – panuje w nich prawo Boże i rządzi nimi Boży plan. Kiedyś, w Królestwie Bożym na ziemi, nie będzie już państw, klas, własności prywatnej, nierówności społecznych. Kościół poprowadzi ludzkość ku paruzji, a więc ku przyjęciu powtórnie schodzącego z nieba Jezusa Chrystusa i nastaniu Królestwa. Jeśli ktokolwiek chciałby dążyć do stanu powszechnej równości, braterstwa i miłości poza Kościołem, jest bluźniercą, komunistą i zasługuje na najwyższe potępienie.

I tak dalej. Jest jeszcze bardzo wiele równie ciekawych poglądów, które składają się na wiarę katolicką. Państwo polskie właśnie wydało prawie pół miliarda zł na imprezę promującą te przekonania (nie wszystkie, bo niektóre z nich Kościół, z dość oczywistych względów, „trzyma pod korcem”, niechętnie się nimi chwaląc), organizowaną przez Stolicę Apostolską za pośrednictwem polskiego episkopatu. To nie tak wiele – na samo propagowanie tych poglądów w publicznych przedszkolach i szkołach Polska wydaje trzykroć tyle – każdego roku!

Nie wiem, czy znacie jakichś katolików, to znaczy osoby, które naprawdę wierzą w to wszystko, o czym tu wspomniano, i w wiele innych rzeczy, o których tu nie wspomniano. Jeśli jednak znacie, to zapytajcie ich, czy są pewni, że Bogu podoba się akurat to wyznanie i skąd tę pewność czerpią?

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 102

Dodaj komentarz »
  1. Uważam za niestosowne, że na przykład taki jak ja tłumaczy, co to znaczy być prawdziwym Chińczykiem, albo taki PiS-owiec tłumaczy, co to znaczy być prawdziwym Polakiem, albo też taki Jan Hartman tłumaczy, co to znaczy być prawdziwym katolikiem.

    Już samo definiowanie „prawdziwków” jest głupotą i w zasadzie arogancją niskich lotów, a robienie tego za obcych sobie to już jest skrajna bezczelność, żeby nie powiedzieć chamstwo.

  2. „Tylko, ci, którzy się nawrócą na wiarę Chrystusową i przystąpią do Kościoła, mogą wejść do Królestwa Bożego i dostąpić zbawienia.”
    Obawiam się, że papież się z tym nie zgadza 😛

    „Grzech ten przenosi się z pokolenia na pokolenie w drodze prokreacji.”
    A to obalono wraz z dogmatem o niepokalanym poczęciu

    „Bóg przedwiecznie przeznaczył jednych do raju, innych zaś skazał na potępienie.”
    A to chyba kalwinizm?

    itd, itp

  3. O ja cię kręcę, dodaję do ulubionych!

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Strasznie mi przykro… Nie ma „obalania”. Zdanie papieża nie ma znaczenia… Doktryna niejedną herezję zniesie… Doktryna o predestynacji nie przestała obowiązywać… Ach, nie tak łatwo się wycofać, jak się jest Kosciołem…

  6. A ja mówiłem o jakichś prawdziwych? Nie zauważyłem…

  7. Panie Profesorze – mnie się podoba, wchodzę w to!

  8. .

    — 28 Amendment ? —

    .

    Czy nie wspominałem już kiedyś
    że wsparłbym wprowadzenie do
    konstytucji obowiązku czytania
    blogu J.Hartmana jako 28 Amendment ?

    Takie texty always make my day,
    robią mi dobrze na głowę, trawienie
    a nawet wpływają pozytywnie na
    cerę…

    Z niecierpliwością oczekuję Pana Bozi
    Second Coming and will undoubtedly
    cum when that happens, po prostu
    nie mogę się doczekać tego Pana Bozi
    Kibucu na ziemi
    .

    ..)

  9. Aniolowie zawiaduja ziemia i narodami. Czy to oznacza, ze Kaczynski zawiadujac rzadem i narodem jest aniolem ?

  10. Reasumując:
    Każdy, kto wierzy w kreacjonizm, w jakieś „niebo” i „piekło”, w gadającego węża, łażenie po powierzchni wody oraz w faceta, będącego nie tylko synem swojej matki i jednocześnie jej partnerem seksualnym, ale także swoim ojcem – bogiem występującym w trzech osobach, który sam siebie zesłał na Ziemię jako Jezusa, sam siebie skazał na ukrzyżowanie, żeby samego siebie „przebłagać”, sam siebie zabrał do „nieba” oraz każdy, kto praktykuje zjadanie ciała swojego urojonego boga i picie jego krwi
    ….powinien niezwłocznie skorzystać z porady ateistycznego psychiatry.

    Wszystkie religie, które wymyślili cwaniacy do manipulowania i kontroli prymitywnymi ludźmi to obraza rozumu i mentalne oraz fizyczne zniewolenie, a „biblia” to kiepski, ociekający krwią oraz pełen okrucieństwa i przemocy horror.
    W 21 wieku wierzyć w urojonego boga i religijne bajki i jeszcze szczycić się tym publicznie to straszny obciach.
    Ps:
    Panie profesorze świetny artykuł, który powinni przeczytać wszyscy katole i agnostycy.
    Zapomniał pan jednak o jednej bardzo ważnej sprawie że oprócz „dzizasa” równie wspaniałym, a nawet lepszym wskrzesicielem zmarłych jest przyjaciel biskupów i kardynałów oraz byłego posła „peło”, a obecnie „gowinowca” Godsona – nijaki klecha z Ugandy Bashobora, który jak twierdzi Godson i Hoser nawskrzeszał mnóstwo ludzi.
    Aż dziw bierze, że Dziwsz nie poprosił go o wskrzeszenie swojego przyjaciela Karolka.

  11. Czytając komentarze tutaj staje się jasne, dlaczego są ludzie traktujący Kaczyńskiego i Macierewicza jako mniejsze zło. I dlaczego te dwa łajdaki gardzące wszystkim są faktycznie mniejszym złem. Po prostu dno nietolerancji i pogardy do innych ludzi jest gdzie indziej. Jest właśnie tu.

  12. Wszystko to bajki. Przecież wiadomo, że Jedynym Prawdziwym Bogiem jest Latający Potwór Spaghetti.

  13. Z powyższego wnioskować można, że Hartman co nieco wie z doktryny katolickiej. Na początek dobre i to, choć mnóstwo istotnych elementów pominął. Nie jest to zarzut. W felietonowej formie nie da się powiedzieć wiele. Problem polega jednak na czym innym. Dla p. Hartmana wszystko to, co zgodnie z prawdą napisał, brzmi obco. A jest tak dlatego, że nie wierzy w Boga. W szczególności nie wierzy w to, że Bóg w różnych momentach historii przez różnych ludzi przemawiał. Najpełniej przemówił przez Syna Pana Jezusa Chrystusa. Co więcej, przemawia nadal. Kościół katolicki te przemowy Boga (nazywa je Objawieniem) traktuje z całą powagą jako oznajmianie nam woli Boga odnośnie do sensu naszego życia i naszego przeznaczenia. Religia katolicka jest religią najpełniejszą, gdyż w największym stopniu te przemowy Boga przyjęła i przyjmuje (niekiedy z oporami) i to wyróżnia ją pośród innych, gdzie ten głos Boga bądź został ocenzurowany (konfesje protestanckie) bądź wypaczony (inne religie).

  14. Monstrualne
    Piramidalne
    Hiperrealne
    Nachalne…
    Brednie

    Panie Janie. Dzięki za ten kondensat !

  15. Panie Waldi ,

    po pierwsze PAN Hartman. Istnieje wśród ludzi rozumnych zwyczaj zwracania się do ludzi per ” pan ” czy też ” pani ” . Po drugie PROFESOR Hartman. To tak na początek .
    Panie Szanowny Waldi – dwie rzeczy mnie zawsze śmieszą – polscy tzw ” katolicy ” dostają białej gorączki na na wspomnienie że Jezus to był Ż Y D — z matki żydówki nie ma nieżydów , po drugie , tzw ” polskim katolikom ” , nie mieści się w głowie że Franciszek , jako papież , jest nieomylny i jego słowo jest prawem . Nawet jeśli to co Franciszek głosi nie pasuje tzw ” polskim katolikom ” do ich własnej koncepcji.

    Kiedyś Pan Profesor Hartman wspomniał , że tzw ” polskim katolikom ” najbardziej ze wszystkiego chodzi o to by mieć prawo nienawidzić innych . To święta prawda. Najwięcej ze wszystkiego , tzw ” polski katolik ” kocha nienawidzić .

  16. Waldi
    Zacznijmy może od tego, że Religia katolicka jest religią politeistyczną, jako że ma ona co najmniej trzech Bogów (Ojciec czyli Jehowa, Syn czyli Jezus i tzw. Duch Święty) plus Matka Boga i dla polskich katolików także niejaki Karol Wojtyła.

  17. waldi
    23 lipca o godz. 21:48
    „Religia katolicka jest religią najpełniejszą, gdyż w największym stopniu te przemowy Boga przyjęła i przyjmuje”.

    Jeżeli jesteś katolikiem, zastanów się bezstronnie nad poniższymi pytaniami i odszukaj we własnej Biblii podane tu wersety. Serdecznie zachęcam.

    Katolickie przekłady Biblii uczą, że dusza umiera — czy twój Kościół naucza, że jest nieśmiertelna? (Ezechiela 18:4, Wujek; zob. przypis w Biblii Tysiąclecia; Dzieje 3:23, Brandstaetter).

    Uczą, że zapłatą za grzech jest śmierć — czy twój Kościół naucza, iż grzesznicy cierpią męki w piekle lub czyśćcu? (Kaznodziei [Koheleta] 9:5, 10; Rzym. 6:23).

    Uczą, że Jahwe jest jedynym Bogiem i że Jezus nie jest Mu równy — czy twój Kościół naucza, iż Bóg jest jednym Bogiem w trzech osobach, a Jezus jest jedną z trzech równych sobie osób? (Powt. Pr. 6:4; Psalm 83:19; Jana 14:28; 17:3; 20:17)..

    Uczą, że Jezus jest opoką, na której zbudowany jest kościół Boży — czy twój Kościół naucza, iż jest zbudowany na Piotrze? (Efez. 2:20, 21; 1 Piotra 2:4-8).

    Uczą, żeby się modlić do Boga za pośrednictwem Jezusa — czy twój Kościół naucza, iż należy się modlić do innych osób lub za ich pośrednictwem? (Filip. 4:6; 1 Tym. 2:5).

    Uczą, żeby wyznanie grzechów i prośby o ich przebaczenie kierować do Boga za pośrednictwem Jezusa — czy twój Kościół naucza, iż odpuszczenie uzyskuje się przez kapłana? (1 Jana 1:9; 2:1).

    Katolickie Biblie uczą również, że przyjaźń ze światem i mieszanie się do jego polityki oznacza wrogość wobec Boga — czy twój Kościół angażuje się w polityczne i militarne sprawy tego świata? (Jana 15:19; 18:36; Jakuba 1:27; 4:4).

  18. Panie profesorze
    Katolicy polscy nie wierzą w nic. Przysięgam.Tylko udają, że wierzą, nawet o tym nie wiedząc.
    Ciekawe, czy na moim poście skończą się komentarze pod TYM pana wpisem, bo zwykle „czekałam na moderację” i się niedoczekiwałam.

  19. …..mesjasz Jezus i jego apostolowie to zaczatek chrzescijanstwa,kosciol to my wyznawcy w Jezusa w jego smierc i zmartwychwstanie i ponowne przyjscie a w IV wieku sekta nazwana katolicy odlaczyli sie od chrzescijan wiary Izraela ,zmienili slowa w Bibli i wmawiaja wszystkim ze to od katolikow jest zbawienie a Papiez to swiety zwany Ojcem ten ktory jest nieomylny !!! a Maryja dziewica na wieki ,modla sie do balwanow z drewna ,brazu ,zlota ,malowanych obrazow,sekta ktora oklamuje !!1

  20. waldi
    23 lipca o godz. 21:48
    Skoro pisze Pan o profesorze Hartmanie „Hartman”, to ja pozwolę sobie o rzymskich katolikach napisać „katole”, zatem: skąd wiara katoli, że ich „objawienie” jest jedynie słuszne? Skąd niekłamana wiara, że spośród kilkudziesięciu znanych tekstów Nowego Testamentu, w liturgicznym kanonie znalazły się tylko cztery Ewangelie, Apokalipsa i 21 Listów Apostolskich? O apokryfach Starego Testamentu nawet nie wspomnę. Skąd? Wiarą mądrości soborów? Soborów, których co niektóre orzeczenia śmieszą nawet dzisiejsze dzieci, a nawet dzieci wcześniejszych epok? Skąd u „katoli” wiara, że tzw. ziemscy namiestnicy Chrystusa mogą stanowić, kto święty, a kto nie? Katolicyzm, jaki by on nie był, jest dla mnie zlepkiem ludzkich lęków przed słabością ciała i psychiki człowieka, pomieszaną z lękiem przed nieznanym, niezgłębionym i przed nieuniknioną śmiercią. W tym przedwczesną śmiercią najbliższych. To tak w największym, naprawdę największym skrócie. Za banał, że im większa niewiedza, czytaj: ciemnota wiernych, tym potężniejszy Kościół, z góry najmocniej przepraszam.
    PS. Skądinąd ogromnie ciekawe jest pytanie p. profesora: ” W co wierzą katolicy?”. Pytanie to rozumiem tak, że „W co wierzą dzisiejsi katolicy?”. Szerze mówiąc, ja nie wiem w co. Osobliwie polscy „katolicy”.

  21. Świetna homilia, Panie Boże Wielki zapłać.
    Teraz proszę nam równie kompetentnie przedstawić, czy i w co wierzą żydzi?

  22. „karytas”
    23 lipca o godz. 21:00

    „Każdy, kto wierzy w kreacjonizm, w jakieś „niebo” i „piekło”, w gadającego węża …”.

    Niech zgadnę, gadający wąż to snakeinweb? 🙂

    „łażenie po powierzchni wody …”.

    Oczywiście można, ale po drewnianych palach, jak w znanym dowcipie antykatolickim, ale to nie będzie cud.

    Cudem jest na przykład istnienie wszechświata.
    Dlaczego ― pytał się Leibniz ― istnieje raczej coś niż nic? W końcu „nic” jest łatwiejsze.

  23. Tanaka
    23 lipca o godz. 22:16

    „Monstrualne
    Piramidalne
    Hiperrealne
    Nachalne…
    Brednie”

    Sądząc po twoim wpisie jesteś bardzo prostym człowiekiem. Ale podobno właśnie tacy potencjalnie są najbliżej Boga. Jakże ci zazdroszczę.

  24. Chyba ze wzgledu na SDM przedstawil Pan dogmaty Kk w formie light, very light. Powinien Pan pisac taki felieton regularnie, byc moze choc czesc katolikow zaczelaby zadawac niewygodne pytania…sobie i tzw duszpasterzom.
    A Dekalog obowiazuje, poddany zostal jednak drobnym poprawkom dla ekonomicznych potrzeb Kk.

  25. sprzeczność zakwestionowanej negacji

    Zaangażowani wyznawcy, obrońcy mitologii nazywają mnie bezbożnikiem, mają niepojętą dla mnie satysfakcję, że za życia są lepsi ode mnie.
    Każdy wierzący ma swojego, prywatnego boga, a taka konstrukcja myślenia zawsze wywyższa go i objawia się przykrą pogardą wobec myślących inaczej.
    Triumf każdej religii polega na powtarzalności, czyli podtrzymywaniu archaicznej tradycji.

  26. PiS wierzy w Dekalog, z wyłączeniem kilku przykazań, np: „Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu”, czy „Nie będziesz wzywał Imienia Pana Boga Twojego nadaremnie”.

  27. Gratuluję świetnego tekstu. I co się z niego okazuje? Że wystarczy opisać katolicyzm w sposób neutralny i niejednostronny, a wychodzi na jaw cały jego absurd, groza, bezczelność jego kościoła. Ta neutralność opisu chyba jeszcze nigdy panu nie wyszła panu tak dobrze jak tutaj. Na co dzień zapomina się o tym, jakie to wszystko komiczne, za to częściej się doświadcza się tej bardziej przykrej strony opisywanego tu wyznania: prania mózgów, szantażu, wszelkiego rodzaju presji społecznej, prawnej, i to towarzyszącej człowiekowi od urodzenia aż po grób („przymus” chrztu, religia w przedszkolach, szkołach, ślub kościelny, krzyże w urzędach, kościelny pogrzeb, czy kneblowanie swobody wypowiedzi – casus Dody, itd. itp). Ten tekst będzie kiedyś przedrukowywany, w książkach, gazetach, ale raczej nie za naszego życia. To będzie tekst kultowy. Pozdrawiam r.

  28. @ mag

    To że katolicy nie wierzą w tego waszego ateistycznego idola i bożyszcze Stalina, mordercy nad mordercami, to nie znaczy, że nie wierzą w nic.

  29. Dezerterze Miły,
    Generalnie zgoda ad to, co napisałeś 23 lipca o godz. 23:26, ale przecież tak samo, jak nie bardziej pełna paradoksów, wewnętrznych sprzeczności i także całkowicie niezgodna z logiką oraz oryginalną czyli żydowską Biblią jest twoja jehowicka wiara, a więc nie przyganiaj, proszę, jehowicki kotle – katolickiemu garnkowi. 😉
    Generalnie, to zarówno jehowicki kult Jezusa, jak też i katolicki kult maryjny oraz kult świętych a tym bardziej dogmat papieskiej nieomylności (nawet „tylko” w sprawach wiary i jeśli to co rzymski papież twierdzi wygłoszone jest „ex cathedra”) nie dają się pogodzić z (rzekomym) monoteizmem zarówno jehowizmu jak też katolicyzmu rzymskiego, a z kolei jeśli uważasz, że to właśnie JHWH (Jahweh, Jehowa) jest JEDYNYM Bogiem, to dlaczego nie przejdziesz na czysty judaizm, a zatrzymujesz się wpół drogi czyli na przystanku jehowickim, stają się tym czymś, co to jest „nie pies ni wydra, coś na kształt świdra”, cytując klasyka czyli tow. Wiesława?

  30. blackley
    23 lipca o godz. 23:09
    Pełna zgoda!

  31. Tomasz Wysocki i mag
    Polscy katolicy rzymscy wierzą w Karola Wojtyłę i w to, że Jezus nie był Żydem.

  32. york mniejszy
    24 lipca o godz. 8:57

    „Zaangażowani wyznawcy, obrońcy mitologii …”.

    Chodzi ci o ludzi wierzących (uznających Byt w aspekcie metafizycznym) mitologia to tylko warstwa kulturowa zwykle obecna w systemach religijnych.

    „mają niepojętą dla mnie satysfakcję, że za życia są lepsi ode mnie”.

    A i po śmierci też mogą być lepsi. A jeśli miałoby być inaczej, czyli żaden Byt (Bóg) nie istnieje to przecież i tak po śmierci się o tym nie przekonasz, że żyjąc miałeś rację. Na tym polega twój dramat „racjonalisty” .

    „Każdy wierzący ma swojego, prywatnego boga, a taka konstrukcja myślenia zawsze wywyższa go i objawia się przykrą pogardą wobec myślących inaczej”.

    W katolicyzmie pogarda dla innych religii jest grzechem.

    „Triumf każdej religii polega na powtarzalności, czyli podtrzymywaniu archaicznej tradycji”.

    Do pewnego stopnia można się z tym zgodzić. Ale to także przejaw solidarności ludzi na osi czasu. Z Tekstów Piramid (IV-VI dynastia) wynika równie silna wiara w życie, co ludzi współczesnych. Jesteśmy już inni, ale w pewnym sensie tacy sami.

  33. Markuss
    24 lipca o godz. 2:04

    „Chyba ze wzgledu na SDM przedstawil Pan dogmaty Kk w formie light, very light”.

    Że nie było o inkwizycji hiszpańskiej oraz o spaleniu Giordano Bruno? Ani o Opus Dei? 🙂
    Najgorzej, że nic o „sądzie Bożym”, zwanym Ordalia. Ów sąd (właściwie tortury) opierały się na przekonaniu, że Bóg na pewno nie dopuści do krzywdy człowieka niewinnego.
    Tyle że to był zwyczaj wywodzący się od barbarzyńskich Germanów, którzy od zawsze specjalizowali się w topieniu ludzi w bagnach. Rzucali gościa na bagna a na niego drewniana kratę i po sprawie. Zwyczaj rozpowszechnił się w średniowiecznej Europie i pierwotnie miał związek z germańskim bogiem Wotanem.

  34. Mauro Rossi
    24 lipca o godz. 2:03

    „Jakże ci zazdroszczę.”

    Ja też ci czegoś zazdroszczę: talentu do demonstrowania każdym wpisem niezdolności do sądzenia o czymkolwiek bardziej złożonym niż praca twoich kiszek.
    Łączy nas jeszcze i to, że obaj sobie nawzajem zazdrościmy całkiem fałszywie. Dzieli zaś to, że ja fałsz nazywam fałszem, ty musisz łgać, by żyć.

  35. „Nie wiem, czy znacie jakichś katolików, to znaczy osoby, które naprawdę wierzą w to wszystko, o czym tu wspomniano, i w wiele innych rzeczy, o których tu nie wspomniano. Jeśli jednak znacie, to zapytajcie ich, czy są pewni, że Bogu podoba się akurat to wyznanie i skąd tę pewność czerpią?”.

    W Pańskim tekście wkrada się w pewnym momencie swoista sprzeczność logiczna. Najpierw pyta Pan czytelników, czy znają jakieś osoby WIERZĄCE „w to wszystko”, po czym przechodzi Pan do zupełnie odrębnej od wiary kwestii – pewności – i z góry Pan posiadanie owej pewności jednak zakłada pytając, skąd pewność swą czerpią.

    Otóż to. Katolik, wyznawca każdej innej religii, w gruncie rzeczy, każdy człowiek, który w swej ludzkiej naturze, uwarunkowany ewolucyjnie, jest istotą religijną, WIERZY, ale nie należy tego w żadnej mierze wiązać z pewnością. Wierzyć to pokładać w ufność, wyrażać nadzieję, ale nie wiedzieć i być przekonanym. Człowiek nie został powołanym do pewności. Chrystus, jeśli już mowa o wierze chrześcijańskiej, w mowie skierowanej do Tomasza, wprost gani pewność i wyrzuca mu brak wiary.

    Tak więc katolicy wierzą, pokładają ufność, ale nie mają pewności. Być może to ich, w określonym wymiarze, jednak odróżnia od wielu współczesnych, którzy zatopili się w ułudzie pozornego poznania…

  36. Mauro Rossi
    24 lipca o godz. 1:49

    Pomimo twojej wyraźnej niechęci do Żydów, musisz się pogodzić z tym, że wasze religie mają wiele wspólnego. Przykład poniżej. Niestety niechlubny.

    W hebrajskim tekście pierwszej części Biblii, zwanej Starym Testamentem, imię Boże występuje prawie 7000 razy w postaci tetragramu יהוה, zwykle transliterowanego jako JHWH.

    Już w starożytności wśród Żydów zrodził się przesądny pogląd, że używanie imienia Bożego jest niewłaściwe. Dlatego unikali oni wymawiania go, a zamiast niego zaczęli używać wyrażeń zastępczych. Tradycyjny judaizm nadal surowo zabrania swym wyznawcom wymawiać imię Boże. Według Miszny jeśli ktoś to uczyni, nie będzie miał „działu w przyszłym świecie” (Sanhedrin 10:1).

    Z czasem jednak wielu tłumaczy Biblii umieszczało w swych przekładach imię „Jehowa” lub „Jahwe”. Do takich przekładów należy Biblia Tysiąclecia, wydanie II, jak również Biblia poznańska i Biblia Warszawsko-Praska. Gdy Mojżesz pytał Boga, jak ma wyjaśnić Izraelitom, kto go posłał, Bóg odrzekł: „Tak powiesz synom Izraela: ‚Jahwe, Bóg ojców waszych, Bóg Abrahama, Bóg Izaaka i Bóg Jakuba posłał mnie do was. To jest imię moje na wieki i to jest moje zawołanie na najdalsze pokolenia’” (Wyjścia 3:15, BT).

    Swój stosunek do imienia Bożego wyraził też Jezus, gdy się modlił: „Objawiłem im Twoje imię i nadal będę objawiał”. A w powszechnie znanej Modlitwie Pańskiej powiedział: „Ojcze nasz, który jesteś w niebie, niech się święci imię Twoje!” (Jana 17:26, BT; Mateusza 6:9, BT).

    Zaskakująco zatem brzmi to, co na temat posługiwania się imieniem Bożym napisał papież Benedykt XVI w swojej książce Jezus z Nazaretu: „Było rzeczą zupełnie słuszną, że w Izraelu tego samookreślenia Boga, którego dopatrywano się w słowie YHWH, nie wypowiadano i nie degradowano go do jednego spośród wielu imion bóstw. I źle się stało, że w nowych przekładach Biblii to imię, które dla Izraela było tajemnicze i niewyrażalne, pisze się tak, jak każde inne” (tłum. Wiesław Szymona).

    A co ty o tym sądzisz? Czy posługiwanie się imieniem Bożym jest stosowne, czy nie? Skoro sam Jahwe mówi: „To jest imię moje na wieki i to jest moje zawołanie na najdalsze pokolenia”, czy ktokolwiek ma prawo Mu zaprzeczyć?

  37. @ Tomasz Wysocki

    Po pierwsze, używanie nazwiska polemisty nie jest obraźliwe, no chyba że ktoś wstydzi się swojego nazwiska (w takim przypadku powinien je zmienić). Po drugie, nie jeden Hartman jest profesorem w Polsce, więc nie ma sensu przesadzać z tym profesorskim kultem. Po trzecie słowo „katol” jest pogardliwe i źle świadczy o kulturze wypowiedzi pana Tomasza Wysockiego. Po czwarte, nie da się odpowiedzieć w paru zdaniach dlaczego zostały wybrane te a nie inne księgi Nowego Testamentu. Ludzie pisali na ten temat grube księgi, które po prostu trzeba sobie przyswoić, nie mówiąc o takich „drobiazgach” jak Patrologia Latina czy Patrologia Graeca, warto także zapoznać się z orzeczeniami kolejnych soborów, od pierwszej Nicei poczynając (są dostępne po polsku). Musi pan zacząć to wszystko studiować. Sądzę, że po 10 latach solidnych studiów coś się panu w głowie rozjaśni. Niestety, niewiedza wielu polskich ateistów jest główną przeszkodą w rozumieniu chrześcijaństwa. Myślą, że wszystko się streszcza w prostej szkolnej katechizacji. To naiwność, która nie jest powodem do chwały.
    Pytanie: „W co wierzą dzisiejsi katolicy? jest źle postawione, to znaczy, nie ma na nie dobrej odpowiedzi. Pytanie Hartmana jest z tego powodu mało wartościowe. Katolicy są różni, mają różną wiedzę, różną wiarę, różne obrazy Boga itd. Katolicy są różni, podobnie jak są różni ateiści czy agnostycy. To cały przekrój socjologiczny, z którego tak naprawdę nic nie wynika. O katolicyzmie we właściwym sensie można mówić odnosząc się do dziedzictwa całej dwutysiącletniej Tradycji. Trzeba ją pilnie studiować. Nie można się opierać wyłącznie na prostych podziałach socjologicznych. W tym przypadku socjologia dysponuje szczególnie słabymi narzędziami badawczymi. Hartman jako profesor humanista powinien o tym wiedzieć.

  38. „Katolicy polscy nie wierzą w nic.”

    – napisała mag, której kontakt z katolicyzmem sprowadza się do lektury nagłówków „w temacie” (jak zwykła sama mawiać) na portalu gazeta.pl
    Mag – mocą powyższej wiedzy wyobraża sobie polskiego katolika jako niechlujnego piwożłopa w szortach ze szmateksu, który w przerwach na grillowanie kiełbasek, dla rozrywki bija swoją samicę lub molestuje małoletnią siostrzenicę.
    No i wybiera PiS.
    Taka wiedza pozwala mag na przeżycie dnia, dzielonego między niskokaloryczne posiłki a poszukiwanie zarzuconych okularów – niezbędnych, aby ponownie zbliżyć się do Organu Michnika.

  39. Oj wy niepoprawni heretycy; gdyby Boga nie było, to ludzie by się do niego nie modlili.

  40. Pan Profesor ulatwil sobie krytyke katolicyzmu redukujac to wyznanie do jego irracjonalnej strony a calkowicie pomijajac racjonalna. Katolicyzm to nie tylko Fides ale takze Ratio. Boga mozna poznac przez Objawienie and takze droga umyslowa.

    Rownie dobrze mozna opisac katolicyzm jako arystotelizm majacy fasade religijna. Mozna rowniez podkreslic doczesnosc katolicyzmu i jego antropocentrycznosc (za co nienawidzil katolicyzmu Dostojewski – vide Legenda o Inkwizytorze). A Feuerbach widzial w chrzescijanstwie forme samouwielbienia wierzacych. Chrzescijanstwo to nie tylko Jerozolima ale takze Ateny i Rzym.

    Antropologiczna wykladnia chrzescijanstwa jest tutaj (po angielsku):

    https://mirekkruk.wordpress.com/2015/02/10/christianity-an-introduction-in-1000-words/

  41. Nie wierze, ze znajde choc jednego ktosia, ktory twierdzi, ze jest katolikiem, a ktory by wierzyl w cokolwiek z tego, co powyzej.

    No, bo jak slucham biskupow to nic takiego oni nie glosza.
    Jak sie czasem zyciowo trafi i musze wejsc do kosciola, to trafisie, ze uslysze cos podobnego, ale nie tak gloszonego.
    No i Tomasz Terlikowski tez twierdzi co innego, twierdzac jednoczesnie, ze jest ktolikiem.

    Sadze, ze jesli nie wszyscy, to na pewno wiekszosc, tak zwanych „katolikow” najlepiej sie odnajduje w okresleniu „Polak katolik” i tu juz „leci” proste wyznanie wiary: „Bog, Honor i Ojczyzna”.

    Proby wyciagniecia zPolaka-katolika, o co chodzi, zwykle zle sie koncza dla pytajacego.

  42. Panie Profesorze, niejednokrotnie apelował Pan o tolerancję, a powyższy wpis jest nie tylko prześmiewczy, ale właśnie tej tolerancji pozbawiony. Każdy ma prawo wierzyć w co chce (lub nie wierzyć), nawet jeśli dla kogoś z boku zespół tych wierzeń, dogmatów, prawd wiary (itd.) może wydawać się absurdalny. Łatwo jest wyśmiewać chrześcijan (bo w znakomitą większość z tego, co Pan opisał, wierzą nie tylko katolicy, ale również prawosławni i protestanci), trudniej z muzułmanów, Żydów, buddystów, hinduistów, itd.. A jeśli ktoś by nawet chciał, to zaraz dokłada mu się łatkę nietolerancyjnego -foba. Dlatego Pana tekst mnie po prostu rozczarował.
    Druga sprawa to kwestie finansowe. Skoro większość polskich podatników to katolicy (choćby nominalni), to czemu części płaconych przez nich pieniędzy nie przeznaczyć na ŚDM? Tak wiem, zaraz się znajdzie mnóstwo osób, które powiedzą, że można było je wydać lepiej. Podobnie jak lepiej można było spożytkować pieniądze przeznaczone na każdą jedną imprezę masową w tym kraju oraz na liczne wizyty przywódców innych państw. Tylko czy z tego powodu żadne wydarzenia nie mają racji bytu?
    Patrząc z boku dołączył Pan właśnie do grona tych, których tak często Pan krytykuje, a których dewiza brzmi „nasze musi być na wierzchu, a całą resztę trzeba wyśmiać”. Smutne to.

  43. Cynizm zakłada maskę mądrości, ale jest rzeczą od niej najdalszą.

  44. Przeczytałem za namową blogowicza @tanaki elaborat fundamentalny Hartmana i w zasadzie suchą nogą przeszedłem przez niego. Co mnie zniechęciło w nim? Zbytnio poniesiony, bezpośredni i chlastający, co nadaje mu propagandowy wydźwięk. Narracja, język, że tak powiem wysoko asertywny trafiający do kory przez podwzgórze raczej niż bezpośrednio.
    W sumie to nie ma nic wspólnego z moim wierzeniem lub nie wierzeniem.
    Pzdr, TJ

  45. @Jan Hartman:
    Niektóre tu wymienione „nauczania kościelne” są prawdziwe, inne są karykaturą. Już się pogubiłem, co ma tu być parodią polskiego katolicyzmu, a co wykładnią katolicyzmu jako takiego.
    Katolicyzm (oficjalny) nie uznaje już wyłączności zbawienia przez Kościół — istnieje zbawienie poza Kościołem. Także przedstawione powiązanie grzechu pierworodnego z seksualnością nie jest oficjalną nauką Kościoła.
    Inna rzecz, że obie te „wiary” występują żywo wśród wiernych, w przeciwieństwie do zakazu oddawania boskiej czci ludziom (że przypomnę kult papieża, zresztą w Ewangelii istnieje wprost zakaz nazywania kogokolwiek Ojcem, a co dopiero Ojcem Świętym…).

  46. Po pierwsze, ciesze się, ze Autor czyta odpowiedzi trzódki, a nawet dobrotliwie ją karci i poucza. Po drugie, cieszę się, ze komentarze pisze tu także prawdziwy fanatyk, który przewrotnie przybrał sobie imię węża. Bez niego byłoby nudno, a z nim jest zabawnie. Wężem to on nie jest, bo wąż był (jest?) inteligentny. A jego samozwańczy imiennik tylko rezonuje bez głębszego zrozumienia. Bardzo jest zabawnym ten rzekomy wąż.

  47. Katolicy wierzą w to co powie proboszcz, przynajmniej co niektórzy.
    W sumie mają to wszystko w doopie, nawet proboszcza, na szczęście.

  48. Ironicznie i faktograficznie trafione, jednak filozoficznie, sądzę, niemocne. Nieprzypadkowo takie ikony ateistycznego naturalizmu, jak A. J. Ayer czy A. Flew miały swój „odlot” w kierunku teizmu w późnych latach życia. W nieznośnej inflacji poznawczej świata, pośrodku jest człowiek, które zadaje „niewłaściwe” pytania (skąd?, po co?, dokąd?). Ślepa uliczka ewolucjonizmu? Naturalizm zawsze zaoferuje nam słabszą wersję sensu życia, niż teizm i nigdy nie zapewni twardych dowodów, że ma rację. Jego siłą jest dobrobyt i zanurzenie w miazdze komercjalizmu, który dostarcza niezbędne dystrakcje. A to są rzadkie dobra w skali świata.

  49. Doskonały demagogicznie tekst. Aż się prostaczkom łapki same do owacji składają. Zaraz zapewne do ulubionych dodadzą, klikalność podniosą, kasiorki przysporzą.
    Ciekawym, skąd szacowny Autor powziął tezę, że Bóg jest prosty. To, że złożoności pewnych bytów pojąć nie możemy – cóż oznacza? Znacznie prościej byłoby, gdyby był On magiem a’la Harry Potter, latał na miotle z różdżką i walczył ze złem i innym Voldemortem. To mieściłoby się w zakresie pojmowania Autora. Natomiast jeden Bóg w trzech osobach znakomicie przekracza jego zdolności percepcji. Ciekawym, jak więc poradzi sobie z teorią zakrzywienia czasoprzestrzeni, umożliwiającą jednoczesne przebywanie w dwóch różnych, dowolnie od siebie oddalonych miejscach?
    Wykładnia wiary zależy od tego, do kogo się mówi. Zupełnie inaczej boskość tłumaczy się dzieciom, inaczej ludziom posiadającym minimalne – podstawowe wykształcenie. Ludzie wykształceni tłumaczą sobie sami i sami podejmują decyzję – czy wierzą. Stosowanie jednak infantylnych uproszczeń – to zwykła demagogia obliczona na tani poklask.

  50. Szanowny panie Redaktorze,
    w cokolwiek by polscy katolicy wierzyli lub nie wierzyli, na Was nie zaglosuja,
    a bez ich glosow skazani jestescie na paletanie sie po obrzezach zycia publicznego.
    Moze czas juz to zrozumiec i dac sobie spokoj z polityka?

  51. Panie Profesorze (kolego po tytule),

    coś wspaniałego, dziękuję, sam nie potrafiłbym (specjalność raczej bliższa Pańskiemu Ojcu) zebrać tylu i tak celnie (i chyba nie do odparcia) katolicko-doktrynalnych nonsensów.

  52. Katolicy wierzą w absurdy.
    .
    Katoliccy kapłani wierzą w pieniądze.

  53. @mag:
    „Katolicy polscy nie wierzą w nic. Przysięgam.Tylko udają, że wierzą, nawet o tym nie wiedząc.”
    @Tomasz Wysocki:
    „W co wierzą dzisiejsi katolicy?”. Szerze mówiąc, ja nie wiem w co. Osobliwie polscy „katolicy”.

    Polscy katolicy wierzą, że Jezus urodził się w małej wiosce pod Częstochową, zresztą on nieważny, mimo posągu w Świebodzinie. To Matka Boska jest adresatką modłów, reszta boskiego trójkąta zbyt enigmatyczna.
    Obrazkowa, pełna kiczu i płytka tzw. wiara, wiarą chyba rzeczywiście nie jest. Zwalnia od odpowiedzialności za czyny, bo „tak Bóg chciał”. Łatwiej żyć.

  54. Okazuje się, że katolicy polscy wierzą w Antoniego Macierewicza.
    Liczba wierzących rośnie w tempie geometrycznym. Do tej listy wiernych wyznawców charyzmatycznej osobowości ministra podłączyli się nawet kombatanci Powstania Warszawskiego , wpisując na listę bohaterów Powstania ofiarę wypadku lotniczego.
    Czy czytanie listy ofiar wypadku lotniczego jest stygmatyzowaniem wiernych ?

  55. snake, katoliku drogi,
    wytłumacz mi więc choćby dogmat o jednym osobowym Bogu w trzech osobach żyjącym. Bo jak mnie kiedyś pewien żyd zapytał, jak religia politeistyczna, jaką jest chrześcijaństwo, łączy ten swój politeizm z wiarą w monoteistyczną Torę (lub jej większą część), to mnie zatkało. Mimo odebrania 8 lat katechezy tudzież chrztu świętego, nie byłem w stanie odpowiedzieć inaczej niż cytując credo, które chyba właśnie na takie okoliczności zostało stworzone. Więc jak to jest z tym Twoim politeizmem?

    Przyznaj się, zdarzyło Ci się modlić do Chrystusa jako pośrednika do Boga-Ojca?

  56. Wydaje mi sie, ze jedna rzecz sie nie zgadza:
    ” Bóg przedwiecznie przeznaczył jednych do raju, innych zaś skazał na potępienie.”

    To chyba teoria predestynacji wyznawana przez Kalwinistow?

  57. Mauro Rossi
    24 lipca o godz. 14:35

    „A i po śmierci też mogą być lepsi. A jeśli miałoby być inaczej, czyli żaden Byt (Bóg) nie istnieje to przecież i tak po śmierci się o tym nie przekonasz, że żyjąc miałeś rację. Na tym polega twój dramat „racjonalisty” .”
    ————————————————————————–
    Nie wmawiaj mi dramatu, nic takiego nie przeżywam.
    Popisujesz się tu swoją lepszością, bo ty już za życia wiesz co to jest *Byt (Bóg)*, a ja nikczemnik, nawet po własnej śmierci nie będę tego wiedział.
    Komfortowo się czułem przed własnym urodzeniem i tego będę się trzymał po śmierci.
    Ja się twoim życiem zupełnie nie przejmuję, a ty rewanżuj się mi identycznie.

  58. Sylabariusz
    24 lipca o godz. 15:00
    „wyznawca każdej innej religii, w gruncie rzeczy, każdy człowiek, (…) WIERZY, ale nie należy tego w żadnej mierze wiązać z pewnością. Wierzyć to pokładać w ufność, wyrażać nadzieję, ale nie wiedzieć i być przekonanym. Człowiek nie został powołanym do pewności.”

    Pewien słownik podaje między innymi następujące znaczenie słowa wiara: „Mocne i bezkrytyczne przeświadczenie o czymś, na co nie ma dowodów”. W rzeczywistości jednak taka definicja odpowiada raczej opisowi łatwowierności czyli gotowości do uwierzenia, nawet gdy brak dobrego uzasadnienia. Oczywiście łatwowierność w gruncie rzeczy nie jest wiarą.

    Według Biblii, wiara musi opierać się na faktach, wcześniejszych przeżyciach lub niezbitym świadectwie, któremu można zaufać. Dopiero wówczas to, w co wierzymy lub czego się spodziewamy, nie rozczaruje nas. Potwierdzają to poniższe przykłady:

    Przykład pierwszy: Jeżeli mamy serdecznego, zaufanego przyjaciela, który nas nigdy nie oszukał, wierzymy temu, co mówi, i to do tego stopnia, że swe postępowanie opieramy na jego słowach jak na filarach — oczywiście dopóki wyraźnie nie zaprzeczają faktom lub dobrze nam znanym cechom jego charakteru. MNÓSTWO DAWNYCH PRZYKŁADÓW jego prawdomówności służy nam za podstawę wiary.

    Przykład drugi: Kiedy wiara Abrahama została poddana próbie w związku z żądaniem złożenia w ofierze jego syna Izaaka, przynajmniej z dwóch powodów wierzył on, iż Bóg wzbudzi Izaaka z martwych.

    1 .Bóg wcześniej DAŁ MU SŁOWO, że z Izaaka powstanie wielki naród, i to było oczywiście wystarczającym zapewnieniem.
    2. Abraham WIEDZIAŁ również, że otrzymał Izaaka przez cud, gdyż w tym celu zostały jemu oraz Sarze przywrócone siły rozrodcze. Ten czyn Boga był cudem równie wielkim, jak wzbudzenie z martwych. Z powyższych przyczyn, patriarcha liczył na to, że Bóg wskrzesi jego umiłowanego Izaaka.

    Te oraz mnóstwo innych przykładów wziętych z życia albo z Biblii wyraźnie wskazują, że wiara ma bezpośredni związek z WIEDZĄ. Jak mówi Biblia: WIARA WYNIKA Z WIEDZY. Dlatego też, wiarę nazwano w Biblii – PEWNOŚCIĄ (Rzymian 10:17, Dzieje 17:10-12; 2 Tymoteusza 3:14,15 Biblia warszawska). Trudno jest wierzyć w coś o czym się niewiele wie.

    Jaki z tego wypływa wniosek ?

    W przypadku większości ludzi, którzy podają się za wierzących, mamy do czynienia nie z wiarą ale z łatwowiernością. Dlaczego można tak powiedzieć ? Ponieważ ich obecne zaangażowanie religijne – w ramach wspólnoty z którą się utożsamiają – nie było poprzedzone wcześniejszą wnikliwą analizą treści Objawienia (w przypadku chrześcijan chodzi o Biblię) . Ich przynależność religijna jest zatem wyłącznie skutkiem narodzin w konkretnym miejscu (kraju czy rodzinie).

    W związku z tym, że w Polsce nie ma zwyczaju szukania uzasadnienia dla nauk głoszonych w świątyniach katolickich czy też studiowania Pisma w obrębie danej wspólnoty, przeciętny chrześcijanin wierzy w to co powiedział ksiądz a nie w to, czego się sam dowiedział albo zbadał.

    W związku z tym w każdej sytuacji, gdy ktoś deklaruje się jako wierzący ale nie potrafi z pomocą Biblii uzasadnić swoich przekonań religijnych, mamy do czynienia z łatwowiernością a nie z wiarą. Warto o tym pamiętać, jeśli zechcemy ponownie wspomnieć o nominalnych chrześcijanach jako ludziach wierzących.

  59. snakeinweb
    23 lipca o godz. 17:33
    Wracam do początku dyskusji, w tym do Pańskich słów:
    „Już samo definiowanie „prawdziwków” jest głupotą i w zasadzie arogancją niskich lotów, a robienie tego za obcych sobie to już jest skrajna bezczelność, żeby nie powiedzieć chamstwo”.
    Czy jest takie zagadnienie, tzn. taki blog w Polityce, w którym nie zabierałby Pan głosu? Żeby się zbytnio nie rozwodzić: odbiera Pan p. Hartmanowi prawo, z którego korzysta Pan pełna garścią. Czyż to nie bezczelne chamstwo?
    PS. Dyskusji ze mną może sobie Pan oszczędzić.

  60. Jeszcze tak nie było, żeby katolik wiedział w co wierzy.
    Wierzy w róźne cosie, zależy co, kiedy, u kogo podleci.

    Badania polskich katolików wykazują, że 20% z nich nie wierzy w bozię.
    Mnie się to podoba: katolik niewierzący we własnego bozię. Możliwe jednk, że wierzy w krasnoludki.

    Badania polskich katolików wykazują, że 60% z nich nie wierzy w Zmartwychwstanie Jezuska.
    To też mi się podoba: katolik nie wierzy w to, bez czego nie ma nie tylko katolicyzmu, ale w ogóle nie ma chrześcijaństwa.

    Ponad 60% katolików nie wierzy w Zwiastwoanie, maryjość Maryji, oraz inne fajne dogmaty katolika.

    W ogóle prawie nikt z katolików nie wierzy w transsubstancjację, bo nie ma pojęcia co to takiego. Jest to co prawda undamentalny dogmat katolika, ale katolik nie od tego jest, żeby zaraz wierzył.
    Jak się katolikowi wytłumaczy, co to ta transsubstancjacja, jest szczerze zbulwersowany i uważa, że to jakieś naciąganie i robienie sobie jaj.

    Katolik jest protestantem, bo jak już wierzy, to wierzy w ciasteczko, że to tylko symbol Jezuska, a nie Jezusek osobiście – jak jest obowiązany po katolicku najgłębiej wierzyć – cały, żywy, kompletny i zdrowy, którego katolik gryzie z uwielbieniem.
    Katolik się odróżnił od protestanta za pomocą wielu krawych wojen i milonów trupów. Po to, żeby protestant mógł wreszcie wierzyć, że ciasteczko to tylko symbol Jezuska, a katolik, że ciasteczko to Pawdziwy Jezusek.
    Trupy się słabo sprawdzają w wierzeniu, co katolikowi nie przeszkadza wierzyć w nieżywego Jezuska.

    Nic nie szkodzi, katolik może wierzyć w co mu się we wtorek po południu podoba, a w sobotę przy piwie nie podoba, to i nie wierzy.

    Jak już uwierzy, to zaraz zapomni, w co ostatnio wierzył. Też nie szkodzi, zawsze może sobie co od ręki wymyślić, w co akurat wierzy.

    Według wyników powtarzalnych badań, jest w Polsce 0, 32% katolika w katoliku.
    Przy czym członków kleru katolickiego nalezy liczyć osobno. Katolików jest tam poniżej 4%.
    Nic to nie szkodzi, bo w Polsce 96% mieszkańców to katolicy.

    Oto Wielka Tajemnica Wiary. Aleluja i do przodu! Gdzie jest przód i po co do przodu, nie ma to znaczenia. I tak katolik trafi na krasnoludka.

    Spcjalnie dla:
    @Szybowiec
    25 lipca o godz. 9:15

    Jakbyś kapował co piszesz, to by było coś. Na razie piszesz nic.

  61. narciarz2
    25 lipca o godz. 16:39

    Katolicy wierzą w absurdy.
    .
    Katoliccy kapłani wierzą w pieniądze.

    W zasadzie – tak.
    ale katolik sam nie wie, że wierzy w absurdy, zaś kapłan nie musi wierzyć w pieniądze. On ma pieniądze. Wiara jest mu zbędna.

  62. HankRearden
    25 lipca o godz. 22:07
    Predestynacja nie jest obca katolicyzmowi. Gdyby tak było, to św. Augustyna należałoby uznać za ewangelika reformowanego:). W potocznym nauczaniu Kościoła katolickiego jest nieobecna, bardziej znana jego teologom. Złożonym jest odpowiedź na pytanie, dlaczego Kościoły reformacyjne (poreformacyjne) ujęły w swym credo prostą i oczywistą zasadę sola gratia (w ścisłym związku w sola fide), a nie uczynił tego w przestrzeni minionych pięciu wieków od reformacji Kościół katolicki? Ja, prostaczek, mam swoją amatorską odpowiedź na to pytanie, uważam jednak, że wyartykułowanie jej akurat na forum pod obecnym wpisem p. Hartmana byłoby zbędnym rozmydlaniem dyskusji treści Autora „W co wierzą katolicy?”.

  63. Zanim stanę się duszą tylko

    Chciałbym z dobroduszną chwilką

    Chwilę potrwać w tych zachwytach

    Z życzeń paru i spotykań…

    A Wolanda minąć trupę

    I zrymować… Nie najgłupiej!

  64. dezerter83
    24 lipca o godz. 15:18

    „Pomimo twojej wyraźnej niechęci do Żydów, musisz się pogodzić z tym, że wasze religie mają wiele wspólnego”.

    Nie odczuwam absolutnie żadnej niechęci do Żydów, mam wśród nich kilku znajomych. A że judaizm i chrześcijaństwo mają wiele wspólnego to oczywiście banalna prawda. Choć są też zasadnicze różnice.

    A np. z islamem to chrześcijaństwo oraz judaizm mają wspólnego archanioła ― Gabriela. Czyli jest jakaś płaszczyzna porozumienia, prawda?

  65. Tanaka
    24 lipca o godz. 14:49

    Rzeczywiście jesteś prostym człowiekiem. 🙂
    Nic w tym złego, ani osobistego.

  66. Szanowny Panie Profesorze,

    Z zaciekawieniem i uwagą przeczytałam Pański artkuł. Jest mi bardzo przykro, że muszę posądzić Pana o celowe działanie na niekorzyść Kościoła Rzymskokatolickiego. Jest Pan absolutnie nieobiektywny, do czego oczywiście ma Pan prawo, natomiast kłamstwo, jak zakładam celowe, jest nie zgodne z prawem obowiązującym w tym kraju. Uważam, że wiele prawd wiary pomieszał Pan z tylko i wyłącznie osobistą interpretacją Pisma Świętego nie opartej na żadnym obowiązującym i oficjalnym dokumencie wydanym przez Państwo Kościelne. Nie zamierzam tutaj wypunktowywać wszystkich przekłamań, pozwolę sobie na trzy celem przykładu. 1. „Bóg przedwiecznie przeznaczył jednych do raju, innych zaś skazał na potępienie. Katolik ma nadzieję, że on i ci, którzy są mu bliscy, zostali przez Boga wybrani do raju.” – Każdy człowiek jest powołany do życia wiecznego w raju. Każdy jest wybrany i nikogo Bóg nie przeznacza na potępienie. Wybór należy do nas. 2. „Tylko osoby ochrzczone mogą dostąpić zbawienia i tylko ochrzczeni mogą dojść do świętości.” Tylko osoby chrzczone i spełniające inne potrzebne wymogi Kościół Katolicki może z całą pewnością ogłosić świętymi. Nie ma to absolutnie nic wspólnego z tym czy człowiek nieochrzczony może pójść bezpośrednio po śmierci do nieba (być świętym). Doskonały przykładem na to jest łotr, który wisiał na krzyżu obok Jezusa. Przecież nigdzie nie jest w Biblii napisane, że był ochrzczony, nie jest też napisane że nie był, ale do raju jednak poszedł z Jezusem. Interpretacja względem własnego sumienia, ja myślę, że nie był. 3. „Bóg jest jeden, lecz modlić należy się do wszystkich świętych istot, w tym do ludzi, którzy dostąpili świętości, gdyż Bóg znalazł w nich największe upodobanie”. Do świętych MOŻNA SIĘ modlić i prosić ich jak swoją rodzinę o pomoc, ale nigdzie nie jest napisane, że NALEŻY to robić. Ponadto, czego Pan zapewne nie zrozumie, Bóg w każdym człowieku znajduje największe upodobanie. Tak jak mama w swoich dzieciach – każdy z nich jest dla niej najlepsze, mimo, że może być ich wiele. Jeśli jest Pan ojcem wielu dzieci i szczerze je kocha, to pojęcie tej „nielogicznej” rzeczy nie powinno Panu sprawiać większe kłopotu. No chyba, że Pan faworyzuje jakieś ze swoich dzieci, wtedy im współczuje. Pisze ten komentarz, aby ludzie nie wierzyli ślepo w każde słowo tego artykułu. Nie jest on do końca poprawny. Jako praktykująca i wierząca katoliczka doskonale znam dogmaty wiary. I wiem, że wierzę w jednego Boga w trzech osobach i inne szokujące dla Pana prawdy wymienione wyżej jak i te pominięte. Rozumiem, że jest to trudne do pojęcia. Ale to że ktoś nie rozumie matematycznych twierdzeń, czy dowodów wcale nie oznacza, że są niepoprawne. Tak samo jest z prawdami wiary. Dodatkowo jako inżynier mogę z uczciwością stwierdzić, że wiele dowodów matematyczny i twierdzeń do dziś budzi niekończące się dyskusje w świecie matematyków i naukowców nad ich poprawnością. Tak samo jak prawdy wiary. Jedynym wyjątkiem jest to, że papież, w odpowiednich okolicznościach, ma ostateczną władzę powiedzieć co jest prawdą, a co nie. Matematycy tego luksusu nie posiadają. Pozdrawiam serdecznie i życzę miłych wakacji.

  67. @Płynna rzeczywistość

    Nie jestes na czasie. od wczoraj wszelkie prosby do pana boga trza wysylac do kancelarii premiera a tam jest Beatka co ma wejscia na gorze przez JPII. Beacia moze zalatwic wszystko. A jak JPII czegus sie bedzie opieral to Beatka jest zblatatowana z Niezlomnym i Meznym (jego wlasne slowa) Preziem Maliniakiem – to masz jak w banku. Ty sie nie boj!

    Takie to fantastyczne czasy nastaly w Polszcze!

  68. @sugadaddy
    Ale zauważyłeś, że to się stosuje do dowolnego boga? Z Tęczowym Wężem włącznie?

  69. Nawet gdy się chce nielubiane poglądy sprowadzić do karykatury, warto by się nieco przyłożyć, i nie powtarzać obiegowych stereotypów, albo rzeczy zgoła jawnie fałszywych.

    KK dopuszcza zbawienie niekatolików, a nawet nieochrzczonych, są w tej kwestii nie tylko rozważania teologiczne, ale i oznajmienia papieży oraz Soboru Watykańskiego II. Pomijam już teorię apokatastazy, nie jest przyjmowana oficjalne, ale zdarzają się duchowni ją głoszący (i wcale nie spotykają ich za to srogie represje, jak zapewne sobie prof. Hartman wyobraża). Także Jan Paweł II dopuszczał „puste piekło”.

    „Bóg przedwiecznie przeznaczył jednych do raju, innych zaś skazał na potępienie”; „Doktryna o predestynacji nie przestała obowiązywać” – KK nie naucza doktryny predestynacji, takiej jaka jest u Augustyna, Kalwina, Janseniusza. Gdyby doktryna ta obowiązywała, nie miałyby sensu spowiedź, odpusty, namaszczenie chorych, msze za dusze zmarłych, wybłagiwanie wstawiennictwa Maryi i świętych. Nie są to, wbrew temu co Pan pisze, tylko sposoby oddania czci i okazania wiary. Przekonanie o absolutnie wolnej woli Boga w rozdzielaniu zbawienia i potępienia nie musi być (choć może być) tożsame z doktryną predestynacji. Spór o predestynację, i o wyłączność (lub nie) łaski dla uzyskania zbawienia, był jednym z głównych sporów definiujących różnice między katolikami i protestantami, i trudno sobie wyobrazić, by ktoś pretendujący do jakiej takiej znajomości katolickiej doktryny o tym nie wiedział. A jeśli rzeczywiście to dla pana profesora terra incognita, pozwolę sobie polecić, na początek, Kołakowskiego „Bóg nam nic nie jest dłużny”.

    „Ze względu na grzechy popełniane przez Żydów Bóg” – Chrystus to odkupienie za grzech Adama i Ewy, i wynikły stąd upadek ludzkości w stan grzechu. Błądzi Pan w sprawie, który powinna być oczywista i obiegowa dla każdego, kto o katolicyzmie się wypowiada.

  70. Szanowny Panie Profesorze!
    Dziękuję za ten wspaniały wykład przedstawiający w skrócie ideologię i mitologię katolicyzmu, odmiany chrześcijaństwa. I chociaż zarzeka się Pan, że „Jest jeszcze bardzo wiele równie ciekawych poglądów, które składają się na wiarę katolicką”, dając czytelnikom do zrozumienia, że można na ten temat powiedzieć dużo, dużo więcej, to właśnie zabrakło mi wspomnienia o MIŁOSIERDZIU BOŻYM. To jedna z tzw. „prawd” nie tylko katolicyzmu, ale także pozostałych religii, które wykształciły się z pnia judaistycznego.
    Miłosierdzie Boga chrześcijan, Jahwe żydów i Allacha mahometan jest jednym z naczelnych dogmatów tych religii. W katolicyzmie jest ten dogmat argumentem, który ma jednoczyć wyznawców i zdobywać nowych.
    Jednak indoktrynerzy katoliccy zupełnie w swych wywodach na temat boskiego miłosierdzia, pomijają to że ich Bóg stworzył świat, na którym żyją stworzone przez niego organizmy żywe, które aby żyć, muszą mordować. Dziełem Boga jest bowiem system odżywiania jego stworzeń. Otóż poza niektórymi roślinami, pokarmem wszystkich stworzeń żywych są inne stworzenia żywe, które przed zeżarciem muszą być zamordowane, często w bolesny dla nich sposób, ale bywa tak, że pożerane bywają żywcem. Samice niektórych owadów pożerają samca w końcowym etapie kopulacji. Lew samiec, który przepędzi albo zabije poprzednika, króla stada, zabija wszystkie lwięta, które są potomkami jego poprzednika. I wszystko to dzieje się z woli Boga, Jahwe i Allacha, wedle religii nieskończenie miłosiernego. Tę okrutną formę miłosierdzia okazywali też ludzie ludziom. Rycerski, a właściwie giermkowski, krótki trójkątny mieczyk do dobijania rannego przeciwnika właśnie nazywał się mizerykordia. Przed zapaleniem stosu, na którym miał być stracony skazaniec Inkwizycji, zwanej oszukańczo i przewrotnie świętą, kat dusił skazańca, który okazał skruchę, aby oszczędzić mu męki palenia żywcem. Na moich dziecięcych oczach elegancki oficer niemiecki zastrzelił dwie starowinki, kochane przez nas podwórkowych chłopaków babcie, które miały dla nas zawsze dobre słowo i wedlowskie cukierki. Prawdopodobnie w jego pretoriańskim łbie, był to akt miłosierdzia, oszczędzający starowinkom uciążliwego marszu do obozu w Pruszkowie. A dowodził on żołnierzami, którzy mieli na klamrach pasów napis Gott Mit Uns.
    Ale teraz KK preferuje już inne miłosierdzie, bardziej zbliżone do ludzkiego, wynikającego z nieuświadomionej lojalności gatunkowej i opiekuńczości, charakteryzującej wiele gatunków zwierzęcych ze szczytu ewolucji. A to już jest czysto ludzkie i nie ma nic w tym z miłosierdzia boskiego, takiego, jakie istnieje w naturze, rzekomo przez boga stworzonej.
    To właśnie ludzie stwarzając bogów, niektórym z nich, stworzonym na obraz i podobieństwo ludziom, przypisali ludzkie cechy złe i dobre, w tym także miłosierdzie.
    Szanowny PAK4 (24 lipca, godz. 19:33), właśnie kardynał Ratzinger, podczas, papież Jan Paweł II wizytował Ukrainę, przepraszam pielgrzymował do Ukrainy, i głosił ekumenizm, opublikował dokument watykański, którego wzniosłej nazwy już nie pomnę, w którym było zawarte stwierdzenie, że poza KK nie ma zbawienia wiecznego.

  71. @Tomasz Wysocki
    A jacy to katoliccy teolodzy współcześni głoszą predestynację? Zresztą, jeśli nawet w KK mogą trafić się jacyś postjanseniści, nie zmienia to tego, że predestynacja w żaden sposób nie jest częścią oficjalnej doktryny katolickiej. Według niej, każdy katolik (niekatolicy nie są od zbawienia wykluczeni, ale to zostawmy na boku) może dostąpić zbawienia, i każdemu Bóg użycza łaski – reszta jest kwestią przyjęcia lub odrzucenia tej łaski przez człowieka. KK nie sformułował zasady sola gratia, bo jest sprzeczna z jego soteriologią. Predestynacja wyklucza ex definitione spowiedź, odpusty, msze za dusze; nie da się też pogodzić z nauką o czyśćcu, głoszoną przez KK.
    Argument z Augustynem jest zupełnie nietrafiony: w czasach Augustyna nie istniał KK taki, jakim go rozumiemy później. Dalej: poglądy świętych nie są doktrynalnie wiążące same przez się (chyba że za takie zostały ogłoszone przez władze kościelne); byłoby to zresztą niemożliwe, z racji licznych miedzy tymi poglądami sprzeczności. I wreszcie: ewangelicy odrzucają kult świętych, ale nie znaczy to, że nie czerpią od nich inspiracji; i XVI-wieczni protestanci czerpali dużo od starożytnych Ojców Kościoła, niejako w reakcji na katolicką scholastykę.

  72. Moiim zdaniem, szanowny Profesorze, jest Pan w błędzie.
    Większość katolików nie ma pojęcia o czym Pan pisze.
    Wiara ojców to wiara w proboszcza a jak proboszcz przeciąga mszę to sobie myślą, znowu qrwa pi-doli, to faceci, z kobietami bywa różńie. Niektóre są bardziej pobożne od proboszcza.

  73. Mauro Rossi
    26 lipca o godz. 13:45

    „Rzeczywiście jesteś prostym człowiekiem.”

    To się zgadza w tym, że sądzenie czegoś zbornego o rzeczywistości cię przerasta. Co otwór otworzysz, to dowodzisz.

  74. Niełatwo spotkać katolika? I kto to pisze? Ten, który z całej pary wspiera katolików: Komorowskiego, Tuska, Kopacz, Schetynę, Borusewicza, a nawet Niesiołowskiego z ZChN-u.

  75. „Kościół katolicki jest ustanowiony przez Jezusa, który był zapowiadanym w Biblii Mesjaszem, czyli Chrystusem.”

    hmmm, wyglada na to, ze Boga Ojca katolicy zdewaluowali do takiego tam mini boga i wyslali na emeryture. Golebica wyladawal w garnku a matka Maria i zona Joshua’y Magdalena zyja z zasilku.

  76. Agata Staszczyk
    26 lipca o godz. 14:01

    Jak wakacje, to wakacje – na wakacjach mówimy co chcemy. I tak też mówisz. W ramach prostowania Hartmana, co rusz wpadasz we własnego doła:

    „ Jest Pan absolutnie nieobiektywny”.
    Absolutny to jest bozia, a nie nieobiektywizm Hartmana.

    „… natomiast kłamstwo, jak zakładam celowe…”
    Agato Staszczyk – ksiądz dziecko każde fachowo poucza na katechezie: „kłamstwo to świadome i dobrowolne mówienie nieprawdy”. Kłamanie niecelowe nie jest mówieniem nieprawdy, a nie kłamstwem. Jako fachowa wyznawczyni masz się na tym znać. To pierwsze jest grzeszne, masz się z niego spowiadać, dlatego ksiądz poucza, co jest czym.

    „ …wiele prawd wiary pomieszał Pan z tylko i wyłącznie osobistą interpretacją Pisma Świętego nie opartej na żadnym obowiązującym i oficjalnym dokumencie wydanym przez Państwo Kościelne”
    „tylko i wyłącznie”? Skąd to wiesz, że tylko i że wyłącznie?
    Na razie uznaję takie gadanie za manierę bezmyślnego gadania. Ale przecież nie jesteś we własnej opinii bezmyślna, bo jesteś „inżynier” oraz „ Jako praktykująca i wierząca katoliczka” co, w zasadzie, powinno bezmyślność redukować bardzo znacznie. Ale to tylko taka ogólna zasada. Zasady mają wyjątki.
    Ale może to być też „celowe kłamstwo” z Twojej strony. To się zobaczy w dalszym toku.
    Kościół kat w swojej długiej i obfitej historii powiedział wszystko na każdy temat, i na każdy temat i w każdej sprawie wydał „oficjalne dokumenty”. Dokumenty nie mają wyłącznego znaczenia, ani większego znaczenia. Oprócz dokumentów wyznawca ma się stosować do „Tradycji Kościoła kat” i słuchać biskupów. Zarówno „w dokumentach”, w „Tradycji” i w biskupach znajduje się wielka mnogość bredni oraz wzajemnie sprzecznych żądań. To co obowiązywało wyznawcę w dniu X nie obowiązuje w dniu następnym, a w kolejnym obowiązuje to, co nie obwiązywało w dniu X.

    „Tylko osoby chrzczone i spełniające inne potrzebne wymogi Kościół Katolicki może z całą pewnością ogłosić świętymi.”
    Mało kogo interesuje bycie świętym i spełnianie „innych potrzebnych wymogów”. Ksiądz uczy od stuleci na lekcji religii, że tylko prawidłowy wyznawca katolicki może zostać zbawiony. Kościół kat zaś jako jedyn kościół „ma pełnię środków zbawienia”. Wszystkie pozostałe kościoły chrześcijańskie są ułomne pod tym, i innymi względami, uzurpacyjne, bezczelne i zwykle w ogóle nie mają nic wspólnego z bozią.
    Na temat tego, czy obowiązuje predestynacja, czy nie kościoły mają sprzeczne wzajemnie zdania i między innymi w tej sprawie ich wyznawcy się wzajemnie mordowali.

    „ …nigdzie nie jest w Biblii napisane, że był ochrzczony, nie jest też napisane że nie był, ale do raju jednak poszedł z Jezusem”.
    Biblia jest bardzo gadatliwa na pewne tematy, a na inne zupełnie milcząca. Nic poznawczego z tego nie wynika – łotr na krzyżu może był ochrzczony, może nie. Nie wiadomo, czy „poszedł do raju z Jezusem”, wiadomo tylko, że aktualnie obowiązujący katolika nadwiślańskiego tekst niebieskiej książeczki o tym mówi. To, co się mówi, jest mówieniem, a nie od razu faktem wynikającym z mówienia. Biblia mówi strasznie dużo i obficie. Najciekawiej o tym, czego katolik nie chce o bozi wiedzieć.
    Te części niebieskiej książeczki, które mówią o tym, że Jezus sam mówi o czymś, albo że jakiś nieznany opowiadacz mówi, że Jezus mówi o czymś, lub coś robi, powstały trzy i pół stulecia po tym jak Jezus się narodził, zlepione z różnych opowiastek. Co znaczy, że książeczka nie pamięta, co Jezus mówił i nie odróżnia tego, co o Jezusie mówiono. To dla „inżyniera” powinno być jasne. Biblia nie mówi też nic o tym, co robił Jezus w najważniejszych latach swego życia, w czasie, kiedy się kształtował i dorastał do bycia tym kimś, o kim czytamy w niebieskiej książeczce. Jest tylko początek i końcówka opowiastki. A to co w ogóle jest, to zestaw książeczkowy spośród wielu różnych zestawów, które się jednak biskupom nie podobały.

    „Do świętych MOŻNA SIĘ modlić i prosić ich jak swoją rodzinę o pomoc, ale nigdzie nie jest napisane, że NALEŻY to robić.”
    W ogóle nie ma znaczenia, czy gdzieś tam napisano „można”, lub należy”. Po to „świętych” Kościół kat produkuje, żeby się do nich modlić. A dokładniej – za ich pośrednictwem. „Święty, do którego się nikt nie modli, to lichy święty. Nie robi tego, czego się bozia i Kościół kat po nim spodziewają. „Możność” znaczy tu „należność”.

    „Ponadto, czego Pan zapewne nie zrozumie, Bóg w każdym człowieku znajduje największe upodobanie. Tak jak mama w swoich dzieciach – każdy z nich jest dla niej najlepsze, mimo, że może być ich wiele.”
    Staszczyk Agato – albo nie wiesz, co mówisz, albo modelowo kłamiesz. Bozia nie ma upodobania w licznych ludziach, czemu daje dobitny wyraz na kartach Biblii. Identycznie mają i matki i ojcowie: nieraz dzieci swoich nie cierpią , nie znoszą, z przyjemnością oraz z koniecznością nimi gardzą, poniżają i się ich pozbywają. Ta bijąca w oczy rzeczywistość wśród mamuś i tatusiów, z taką samą intensywnością działająca wśród prawidłowych wyznawców bozi, powinna Ci być doskonale znana. Znana jest każdemu posiadającemu rozum do rozumowania i oczy do patrzenia. Oczy właściwie nie są niezbędne. Rozum wystarczy, ale miło jest, jak są i oczy. Twoja wypowiedź w tej sprawie silnie wskazuje na to, że właśnie kłamiesz.

    „Pisze ten komentarz, aby ludzie nie wierzyli ślepo w każde słowo tego artykułu. Nie jest on do końca poprawny.”
    Pisząc tak, zamiast inaczej wskazujesz, że sama nie wiesz, po co piszesz. Kto wie po co, odpowiednio dobiera środki do celu. To powinnaś bardzo dobrze wiedzieć jako „inżynier”.
    Możemy się zgodzić na to, że Hartman pisze artykuł, który „nie jest do końca poprawny”. Tak jest ! Nie do końca jest poprawny, ale prawie całkiem poprawny. To w zupełności wystarczy. Hartman ciągle powtarza, że nie jest bozią. Tylko bozia „jest do końca poprawny” .

    „ Jako praktykująca i wierząca katoliczka doskonale znam dogmaty wiary. I wiem, że wierzę w jednego Boga w trzech osobach i inne szokujące dla Pana prawdy wymienione wyżej jak i te pominięte. Rozumiem, że jest to trudne do pojęcia”
    Nie znasz dogmatów „doskonale”, bo doskonały jest tylko bozia. Grzeszysz pychą, Staszczyk Agato, oraz budzisz silną wątpliwość, czy w ogóle z Ciebie inżynier. Inżynier bowiem, w zasadzie, mówi rzeczy przytomne. Mówisz: „ doskonale znam dogmaty wiary” i jednocześnie: „ Rozumiem, że jest to trudne do pojęcia.” Nie da się znać doskonale tego, co jest tak trudne do pojęcia. Natomiast można o tym gadać. Każdy gada, co chce. „Co się powie, to się wie”. Wróżka Lukrecja właśnie wygłosiła twierdzenie o ilości prętów zbrojeniowych i parametrach betonu koniecznego do wykonania belki żelbetowej mostu do nieba. Co znaczy, że wie, co mówi. Tak właśnie gadasz, że nie, wiesz o czym mówisz.

    „jako inżynier mogę z uczciwością stwierdzić, że wiele dowodów matematyczny i twierdzeń do dziś budzi niekończące się dyskusje w świecie matematyków i naukowców nad ich poprawnością. Tak samo jak prawdy wiary. „
    Tu już wykazujesz, że nie jesteś inżynierem. Możliwe, że jesteś inżynierem katolickim. Nie odróżniasz bowiem nauki od wiary, a twierdzenia od dowodu, zaś obu pojęć nie rozumiesz. Są tacy – „inżynierowie smoleńscy”, a nawet „naukowcy smoleńscy”. Naukowiec zajmuje się obalaniem tego, co się uznaje za pewne. Jak udowodni fałszywość dawnej pewności, przestaje on obwiązywać, zaś naukowiec dostaje Nobla za wykazanie fałszywości dawnych pewników.
    „Jest jeden bozia” – jest „prawdą wiary” i ‘prawdą ekranu”. Wiary akurat katolickiej bo nie hinduistycznej, ani stu pięćdziesięciu siedmiu tysięcy dwustu innych wiar wymienionych w encyklopediach. Nie licząc tych nie wymienionych, których jest tyle, ilu ludzi żyło dotąd na Ziemi – 85 miliardów.
    „Prawdą wiary” jest bliższe przedstawienie się bozi: „Bóg jest sędzią sprawiedliwym, który za dobro wynagradza, a za zło karze”. Tenże bozia, na kartach swojej autobiografii przedstawia się jako wyjątkowy okrutnik, złośliwiec, zazdrośnik, pyszałek, podjudzacz do zbrodni i własnoręczny morderca. Postępuje odwrotnie niż mówi: za zło wynagradza, a za dobro karze.
    Jest to dowód bozi w jego własnej sprawie.

    „Pozdrawiam serdecznie i życzę miłych wakacji.”
    Ja też pozdrawiam, z tym, że nie serdecznie. Oraz życzę miłych wakacji.

  77. Szanowna Pani Agato (26 lipca, godz. 14:01)!
    Wydaje mi się, że nie trzeba posądzać prof. Hartmana o działanie na niekorzyść Kościoła Rzymskokatolickiego, ponieważ on właśnie tym artykułem to czyni jawnie, a walka polega na działaniu na niekorzyść przeciwnika. Kościół Rzymskokatolicki w Polsce prowadzi od wielu lat pełzającą wojnę z nami Polakami, z polskimi interesami, na naszą niekorzyść. I nie jest to tylko wojna o sprawy materialne, które są bardzo ważnym celem tej instytucji, ale także wojna o „rząd dusz”, tj. o zniewolenie umysłów, dające Kościołowi władzę nad ludźmi, wprawdzie sprawowaną nie bezpośrednio przez kler, ale przez ludzi posłusznych Kościołowi. Oba te działania wzajemnie wspierają się, ponieważ ludzie ulegli indoktrynacji katolickiej, i sprzyjają Kościołowi, zapewniając mu wsparcie materialne i to często nie ze swych kieszeni, a z kieszeni podatników. Nic dziwnego, że wielu obywateli, w tym katolików przeciwstawia się temu zawłaszczaniu Polski przez KK, więc działa na jego niekorzyść i ma do tego prawo.
    Oskarża Pani prof. Hartmana o kłamstwo i do tego celowe, chociaż kłamstwo to właśnie głoszenie nieprawdy z wiedzą, że prawda jest inna. W tekstach kościelnych, dotyczących chrześcijańskich dogmatów i doktryn, jest tyle wewnętrznych sprzeczności, że niemal zawsze każdemu, kto omawia ich tezy można zarzucić pomieszanie treści. Oto przykład. Wedle doktryny katolickiej nikomu nic złego stać się nie może bez woli boskiej. Wobec tego należy przyjąć, że złoczyńca, wyrządzający krzywdę bliźniemu, czyni to z woli bożej. Ale zgodnie z doktryną katolicką, bóg zapewnił człowiekowi wolną wolę, wobec tego złoczyńca działał z własnej woli, wyrządzając bliźniemu krzywdę. Co więc jest prawdą, krzywda działa się zgodnie z wolą boską, czy zgodnie z wolą człowieka, który ją spowodował? A takich przykładów można religii znaleźć wiele. Chociażby nieprawdę o słowie bożym, w deklaracji księżej: „oto słowo boże”. A jest słowo ludzkie, przez człowieka zapisane w jakimś kościelnym dokumencie.
    Pisze Pani o „prawdach wiary”, rozumianej jako religia. Ale prawdą jest to, co zostało udowodnione. Twierdzenie bez dowodu to tylko hipoteza. Hipotezą jest istnienie boga, ponieważ dowodu na jego istnienie brak. A nie trzeba dowodu na nieistnienie.
    Ale pisze Pani słusznie, że człowiek ma prawo wierzyć w to, co nie jest udowodnione. Ale człowiekowi przysługuje też prawo do krytykowania przedstawiania nieudowodnionych tez jako prawdy. I tutaj na tym blogu prof. Hartmana, niektórzy z nas komentatorów to czynią, wspierając Gospodarza, w jego walce o realizm myślenia zamiast ślepej wiary w nielogiczne dogmaty.

  78. Aristeros
    27 lipca o godz. 12:39
    „KK dopuszcza zbawienie niekatolików..”

    A kogo to obchodzi, co dopuszcza KK w kwestii zbawienia ?

    Każdy kto uważnie studiował Biblię wie, że w każdej sprawie w której zabiera głos KK, Pismo mówi coś zupełnie innego.

  79. Agata Staszczyk
    26 lipca o godz. 14:01

    Pani słowa: „…natomiast kłamstwo, jak zakładam celowe, jest nie zgodne z prawem obowiązującym w tym kraju” zastanowiły mnie. Pomijam błąd ortograficzny, który biorę na karb zamętu spowodowanego parę dekad temu w pisowni imiesłowów przymiotnikowych biernych, do których może Pani nie przystała, to pytam: na czym polega niezgodność z prawem (w tym kraju – polskim??) słów p. profesora Hartmana?
    Kolejną sprawą, jak mniemam nie tylko dla mnie kłopotliwą, jest Pani teza, że „…ale nigdzie nie jest napisane, że NALEŻY to robić”. Ten sposób toku Pani myślenia można sprowadzić do każdego, dowolnego absurdu, w rodzaju: czy ewangeliści skoro czemuś tam nie mówili TAK, lub, jak Pani woli „NIE”, to znaczy należy czynić „TAK lub NIE”?
    NB, czy mniej, czy bardziej sakramentalni ewangeliści przewidzieli istnienie fal elektromagnetycznych i konsekwencji z tym związanymi (radio, TV, Internet, GSM etc.)?. Nie moim zadaniem jest tu uczynienie Pani jak najmniejszego urazu, proszę jednak zauważyć, że kazuistyka akurat na forach Polityki (a są inne?) jest drogą donikąd.

    Łączę wyrazy szacunku

  80. … paradoks polega na tym, że o teologii katolickiej najbardziej rzeczowo potrafią rozmawiać ateiści i, niektórzy księża, Polak katolik z reguły g*** wie, poza obiegowymi legendami i przypowieściami z rodzaju o dobrym Samarytaninie, zamianie wody w wino i wskrzeszeniu Łazarza i… jakichś tam nauk JPII… z pewnością wielkich, Polak katolik wierzy i wiedzieć nie musi… tym się różni wiara od wiedzy – albo się wie, albo się wierzy… po co se nadwyrężać głowę? od myslenia robią się żylaki i… wiara słabnie! … Polak katolik gdyby cokolwiek wiecej wiedział o teologii katolickiej i nauce Kościoła, musiałby stwierdzić, że nie jest katolikiem i cała jego dotychczasowa wiara poooszłaby w pizdu… a tego nie chce i polak katolik i Kościół katolicki też.

  81. Drogi Aristeros (Lewy),
    Napisal pan duzo niczego niewyjasniajac.

    -argument irrelevant
    -Hartman’s point stands

  82. Jak zwykle pycha i skrajna arogancja
    Profesur wie najlepiej nie tylko co kto mysli ale i w co wierzy.

    Puszcza oko z radosnym szyderczym rechotem – znowu dowalil polskiemu chamowi jak na wnuka rabina przystalo…

  83. Drogi Panie Profesorze,

    mam 13 lat i mój tato czyta Politykę. Tato zachęca mnie żebym też czytał, ale dla mnie dużo tekstów jest trudnych, chociaż podoba mi się pana zdjęcie z ostatnich stron. Widać na nim, że ma pan łeb (tak mówi mój tato).

    Ja z religii uciekam i gramy zazwyczaj w piłkę z kolegami, bo ksiądz jest dziwny. Oglądałem Pasję wyreżyserowaną przez Mela Gibsona i bardzo mną wstrząsnął ten film. Jak byłem mały moja mama umarła. Tato mówi, że trzeba mieć nadzieję że ją kiedyś spotkamy. Na początku tego roku umarł mój kochany chomiczek i codziennie się modlę żeby go też spotkać. Tato mówił, że panu zabiły jakieś bandziory pieska. Pan też musi mieć nadzieję na spotkanie z nim, bo inaczej to życie byłoby bez sensu.

    Mi się wydaję, że to wszystko co ludzie wymyślili przez dwa tysiące lat od śmierci Jezusa, to nie ma większego znaczenia. Nawet jeśli Jezus nie był Bogiem i nie zmartwychwstał, to trzeba mieć nadzieję, że wszystko co żyje zostanie jakoś kiedyś zbawione, bo wszystko zasługuje na zbawienie. Przecież taka piękna jest nasza planeta.

    Przepraszam jeśli mój tekst jest chaotyczny, dziękuję za pańską pracę i życzymy z tatą dużo sił i wytrwałości.

    Michał Mikulski

  84. Wypunktowanie przez profesora absurdów wiary katolickiej, może być tylko rozpatrywane w sferze groteski, jaką są biblijne klechdy.
    Kto podejmuje temat na poważnie, ten kiep.

  85. Swietny artykul.

  86. Skladajac do kupy poczatek z koncem wypowiedzi pana Hartmana (cytuje:” … katolików, to znaczy osób znających i wierzących w dogmaty katolickie … jest naprawdę garstka…. Nie wiem, czy znacie jakichś katolików, to znaczy osoby, które naprawdę wierzą w to wszystko…”) wyraznie wychodzi nam na to, iz pan Hartman wyliczyl oraz odmalowal z wlasciwa jemu wyrazistoscia, w co nie wierza katolicy. No prosze, jacy ci katolicy sprytni! Kto by pomyslal!

    Ale – jak powszechnie wiadomo – istnieja na swiecie jeszcze „starsi i madrzejsi”, zwani takze „naszymi starszymi bracmi w wierze”, ktorzy, jak sama nazwa wskazuje, sa jeszcze sprytniejsi i jeszcze madrzejsi. Bo to, w co nie wierza katolicy to pikus maly, w porownaniu do tego, w co nie wierza „nasi starsi bracia w wierze”! I to nie chodzi, jak naiwni mysla, o Stary Testament, bo w ten to oni juz daaawno przestali wierzyc (podobno jeszcze zanim my zaczelismy wierzyc w Nowy), ale sa to takie szczytowe osiagniecia niewiary nie-wiary, jak – nie przymierzajac – Talmud! To jest dopiero cymes! Albo taka kabala, w ktora samma Madonna wespol z Mickiem Jagersem nie wierza. Ale to jeszcze nic w porownaniu do samego autora artykulu, pana Hartmana, profesora, ktoremu, jako najsprytniejszemu ze wszystkich –- udala sie sztuka wyprowadzenia samego siebie w pole – gdyz zapisal sie do Zakonu Synow Przymierza – a co to za syn, co w przymierze z wlasnym Ojcem nie wierzy…

  87. Brawo dla cenzurowanej wolności słowa!
    Blog prof. Jana Hartmana właśnie „zamkli”, mówiąc czysto po polskiemu!

  88. Sugar Daddy
    Ja się do boga nie modlę, a więc dla nie to bóg nie istnieje. Kazdy wierzący modli się zaś do swojego własnego boga, który jednak istnieje tylko w jego własnej wyobraźni, ale jak się tacy wierzący zbiorą, to wpadają często w zbiorową histerię na tle religijnym. Oto cała tajemnica wiary…

  89. Dezerter
    1. Wiara oparta na faktach, wcześniejszych przeżyciach lub niezbitym świadectwie, któremu można zaufać, NIE jest już wiarą, a nauką, ale w naukę się przecież NIE wierzy!
    credo, quia absurdum est – Tertulian.
    2. NIE każda wiara religijna oparta jest też na Biblii.

  90. Każdy wierzy jak umie,jakie ma horyzonty i potrzeby. Większość z nas zaraz po urodzeniu usłyszała, że jest Bozia , która nad nami czuwa , a potem więcej szczegółów, przy pierwszej komunii itd. Potem w wieku kilkunastu lat rodzą się wątpliwości, przynajmniej u niektórych, jedni zostają teistami ( Gottgläubiger jak np.Höss), inni ateistami, jeszcze inni szukają umocnienia w wierze przy pomocy mistycyzmu albo zmieniają wyznanie. Oczywiście jest jeszcze całe spektrum różnych nieracjonalnych zachowań czy wierzeń jak np. wróżenie, przez całe wieki traktowane bardzo poważnie przez wiele kultur.Każdy w coś wierzy. Pan Prof. Hartman też np.że człowiek jest dobry, czy w coś podobnego. Nie jestem religioznawcą ale z tego co wiem w każdej religii jest pełno mistycznych początków i niekonsekwencji.Katolicyzm na tle wielkich religii świata jest pewnie ani lepszy ani gorszy.(Nie wiadomo w co wierzą Kosmici, jeśli są). Natomiast sam artykuł, pamflet uważam za prostacki. Panie Profesorze – czy lepsze jest życie wieczne czy świadomość, że śmierć to już koniec i nic. No mogą zostać
    jeszcze geny i napisane książki czy artykuły jak powyższy ,bo przecież w sieci nic nie ginie, ale za 5 miliardów lat i tak pochłonie naszych potomków Słońce. Jeśli dotrwają.

  91. Boga tworzą ludzie, tak doskonałego jak oni..Katolików też to dotyczy. Religia to też próba wyjaśnienia świata. Ostatnie niektóre spekulacje fizyków też mają charakter religijny Lub, powiedzmy, para religijny.

  92. Trudno powiedzieć w co wierzą.
    To najlepiej wie za nich Hartman.

    Ale jak ta ciemna katolicka ksenofobiczna tłuszcza może tańczyć i śpiewać trzymając się za ręce z przybyszami z całego swiata i to niezależnie rasy czy koloru skóry…?

    ….
    Przydałaby się jakad większą dawka nienawiści i szyderstwa z POLITYKI.

  93. „quentin t.” Napisał:
    „Mag – (…) wyobraża sobie polskiego katolika jako niechlujnego piwożłopa w szortach ze szmateksu, który w przerwach na grillowanie kiełbasek, dla rozrywki bija swoją samicę lub molestuje małoletnią siostrzenicę.
    No i wybiera PiS.”
    Jeśli „mag” tak sobie wyobraża polskich katoli to trafnie sobie wyobraża bo oni rzeczywiście tacy są.
    Od siebie dodam, że zwykle są to mordercy zwierząt zabijający je dla przyjemności i bestie w ludzkich skórach.
    Niektóre katolki zakże do nich należą.
    Prymitywny, tępy, religijny polski motłoch do szczęścia potrzebuje tylko religijnych guseł, gorzały i kawałka kiełbasy.
    To taki „boży lud”.

  94. Szanowny Aristeros (27 lipca, godz. 12:39)!
    Pańska krytyka treści artykułu prof. Hartmana, że on przedstawia wybrane przez siebie poglądy na religijną doktrynę katolicką, jest bezprzedmiotowa. Pogląd prof. Hartmana na tę doktrynę wiary to przecież niewiara, w to wszystko, co ta doktryna głosi. Profesor jako autor artykułu nie skrytykował karykaturalnie wszystkich elementów religii katolickiej a tylko niektóre, chociażby ze względu na konieczne ograniczenie rozmiarów tej publikacji. Wyszukiwanie w wypowiedzi prof. Hartmana braków w jego znajomości tej doktryny jest bezprzedmiotowe, chociażby dlatego, że negując w istocie katolicką wiarę w istnienie boga z przyległościami, oraz wszystko to co, ta doktryna zawiera, on wypowiada się przeciw niej jako całości.
    Można więc dyskutować z jego i innych ateistów niewiarą religijną, ale nie ma sensu w tej krytyce wskazywać na pomijanie przez nich niektórych dogmatów i rzekomych i prawdziwych błędów w ich rozumieniu, ponieważ dla ateisty dogmaty religijne są nieprawdziwe.

  95. Sennym marzeniem moim jest świat bez kapłanów
    nadętych buców – dętych purpurat-cabanów
    Świat bez wojennych, świętych podżegaczy
    stosy podżegających Świata Podpalaczy
    Ach, jak mi we snach tęskno, ach, jak mi się marzy
    Świat mądrych, wolnych ludzi, bez rewerendarzy
    wiecznie stroszących pióra Świata Gospodarzy
    tych sacralnych, niebieskich ptaszków-altanników
    Mistrzów nieodpowiedzialności i prawnych uników!
    Do każdej megazbrodni dniem i nocą zdolnych
    Choć bajecznie bogatych – bulimicznie głodnych!
    Wiek wieków purpurowych Świata Zegarmistrzów
    intryg i prowokacji niedościgłych mistrzów!
    Spiżem buta „złączonych” z każdym mechanizmem
    o ile ten nie „tyka”… zgodnie z Katechizmem!
    Czy innym, objawionym pastuchom nad ranem
    złotymi literami spisanym Koranem…
    Świat mi się marzy od tych wszystkich „świętych” wolny
    i tysięcznej, kolejnej religijnej wojny…
    Świat mi się marzy wolny… od stad „świętych” mężów
    jak „prastary kusiciel” jadowitych wężów
    miliardom wciskających swe oszustwa grube:
    Islamską, szinto i każdą równą im podróbę!!
    Wolnych od religiozy, prawych mądrych ludzi
    Których żaden „mąż święty” do złego nie judzi…
    Oręża nie poświęci, tych „świętej pamięci”
    Do Nieba za łapówki już nigdy nie wkręci.
    Bez miliardów lekką rąsią roztryndanych
    pod sutanny Zboczeńców – świętych i wybranych.
    Dziecka już żaden nigdy nie popedofili
    In nomine Patris, pedofili, et spiritus fili
    i „grzybków”, których żeśmy tu nie wymienili…
    Zrywam się, gdy sen ów snuć mi się przydarza
    i ćwiczę… cmoki w pierścień Kato-Gospodarza…!
    Ćwiczę na wsiakij słuczaj, żeby nie wyjść z wprawy:
    – „cień Lecha” rządzi z… Jarkiem Sprawiedliwie Prawym!
    „Prawie” robi różnicę – dziw to ponad dziwy:
    Podlactwem rządzi karzeł… Prawie Sprawiedliwy!!
    Ćwiczę ot tak, dla wprawy, na wszelki wypadek
    – „rzondzom” PiS & Pan JaPa – Wielki Święty Dziadek!

  96. Panie Profesorze Hartman,
    przeczytałem pański artykuł „W co wierzą katolicy?” w ostatni dzień pobytu papieża Franciszka w Polsce z okazji Światowych Dni Młodzieży. Jako ateista od trzech pokoleń z uwagą wysłuchałem wszystkich wystąpień papieża. Widziałem w telewizorze z jaką radosną postawą młodzież z blisko 200 krajów świata na krakowskich ulicach i placach witała i pozdrawiała przywódcę kościoła rzymskokatolickiego, który jest inny od swoich poprzedników w mowie i zachowaniu. On jest doświadczonym kapłanem katolickim, który większość swego życia spędził w Argentynie. Tam na własne oczy mógł zobaczyć na czym polega teologia wyzwolenia, zabroniona przez swego poprzednika, papieża Jana Pawła II. Po wyborze przed 3. laty na głowę KK papież Franciszek dokonuje rewolucyjnych przemian w Watykanie. Hierarchowie kościoła rzymskokatolickiego w Polsce nie chcą za nim iść po nowej drodze, gdyż jest dla nich niezrozumiały, zaś dla części wydaje się niebezpieczny. Tylko niektórzy z nich potrafią mu ufać i za nim podążać. Chciałbym, aby Franciszek był jak najdłużej papieżem i nadal zmieniał Kościół, w którym jest w skali świata ponad miliard wyznawców. Jego przywództwo w tym niebezpiecznym świecie, ogarniętym wojnami w kawałkach, jest potrzebne większości ludzkości. Nigdy więcej wojny w Europie! Stop wojnie na Bliskim Wschodzie i Północnej Afryce!

  97. Adam SzejnfeldPolub stronę
    26 lipiec o 09:35 ·
    Ból brzucha, czyli rzecz o dyktaturze

    Czy w łonie demokracji może zrodzić się dyktatura? Czy wolne, demokratyczne wybory są wystarczającym zabezpieczeniem chroniącym przed autorytaryzmem lub dyktaturą władzy? Czy ustrój, w którym od dekad decyduje wola większości, przy jednoczesnym poszanowaniu praw mniejszości, może przemienić się w system podporządkowany tylko jednej osobie?…

    Kiedy zaczyna nas boleć brzuch, sięgamy po tabletki. To sposób, żeby szybko uśmierzyć dolegliwości i zapomnieć o problemie. Nie mamy czasu na to, żeby szukać lekarza i siedzieć w kolejce pod jego gabinetem. Nawet wtedy, gdy ból się nasila omijamy szpital szerokim łukiem. Najpierw trzeba przecież wypróbować wszystkie inne metody. Może zadziała ziołowy napar, a może problem rozwiąże środek reklamowany w telewizji. Najpewniej jednak choroba sama minie – tak sądzimy. Dopiero, gdy nie mamy efektów udajemy się do medyka. Niestety, często już za późno. Zwłaszcza, kiedy usłyszymy najgorszą diagnozę – rak. Wtedy czeka nas już tylko wyniszczająca terapia, albo śmierć.

    Mądry Polak po szkodzie. Trudno znaleźć inne stwierdzenie, które lepiej określa polską mentalność. Nie potrafimy wyciągać wniosków z cudzych, a nawet z własnych, doświadczeń. Nie lubimy przewidywać tego, co może się wydarzyć. A jeśli nawet czujemy, że coś w trawie piszczy, to i tak uważamy, że „damy radę”. Jesteśmy z historią na bakier, jesteśmy z doświadczeniem na bakier, ba, często jesteśmy z nauką na bakier. Dlatego też „Mądry Polak po szkodzie” jest ciągle aktualne, tak jak: „Polacy, nic się nie stało”, „Świat się nie kończy”, a przede wszystkim „Jakoś to będzie”…

    Dojście Hitlera do władzy w Niemczech w latach 30-tych ubiegłego wieku było ponadczasowym ostrzeżeniem przed kruchością demokratycznych instytucji w zderzeniu z rozczarowanym społeczeństwem, rozdmuchanym populizmem i rozsiewaną nienawiścią. Austriak, który przejął władzę nad Niemcami i zapragnął rządzić światem w mistrzowski sposób manipulował pogrążonym w kryzysie społeczeństwem. Już po krótkim czasie w oczach obywateli stał się zbawicielem, będącym w stanie podnieść Niemcy z kolan i odzyskać utraconą dumę. Proces podporządkowywania sobie państwa i społeczeństwa zaczął się jednak od uzyskania znaczącego poparcia NSDAP w demokratycznych wyborach w styczniu 1933 r.

    Przykładów demokracji, z której narodził się autorytaryzm lub dyktatura, nie trzeba jednak szukać w odległych czasach. Za naszą wschodnią granicą w wolnych wyborach w 1994r. prezydentem Białorusi został Aleksander Łukaszenko. Niemal ćwierć wieku później nadal niepodzielnie dzierży władzę w Mińsku. Fałszowanie głosów, ograniczanie praw obywatelskich, usuwanie niewygodnych dziennikarzy, więzienie przeciwników politycznych…, to codzienność naszych sąsiadów. Ba, wszystko to odbywa się przy akceptacji, choćby biernej, większości obywateli. Podobnie, jeszcze niedawno, w nieco łagodniejszej formie Wenezuelą rządził Hugo Chavez. Po burzliwej rewolucyjnej przeszłości, w 1999 r. został demokratycznie wybrany prezydentem i sprawował ten urząd aż do swojej przedwczesnej śmierci w 2013 r. Nie był typowym tyranem, ale to dzięki ogromnemu wpływowi m.in. na środki masowego przekazu, krok po kroku całkowicie ograniczył możliwości odwoływania się opozycji do wenezuelskiego społeczeństwa. Demokracja stała się fikcją, a państwem rządził tylko jeden człowiek – Chavez.

    W tych i innych przypadkach, na przykład w dzisiejszej Turcji, z perspektywy czasu można próbować wskazywać moment przełomowy, który zadecydował o tym, że w każdym z tych państw zaczęła rządzić władza autorytarna, choć wczesniej pochodziła z demokratycznego nadania. Przeobrażanie się w nią demokracji w każdym przypadku ma oczywiście inne oblicze. Brak jednak tego czy innego elementu samego procesu, a potem sprawowania już władzy, nie może przekreślać stawianych diagnoz, czy wcześniej kreowanych ostrzeżeń. Władza autorytarna bowiem, czy dyktatura, zwłaszcza zrodzona w konsekwencji demokratycznych wyborów, w zasadzie rozwija się w dłuższym okresie czasu. Inaczej niż w przypadku przejmowania urzędów w wyniku zamachu stanu, czy wojny domowej.

    Na początku dyktatura ewoluuje z systemu demokracji udając… demokrację. Owszem, słyszymy słowa o konstytucji, o równości, obywatele mogą się zbierać na ulicach i protestować. Działają opozycja oraz wolne media, a rządzący na ustach nie mają innych słów niż: „demokracja”. Coś jest jednak wstydliwego w autorytarnych zapędach rządzących, że zawsze na początku, a nawet podczas sprawowania już jednoosobowej władzy, podszywają się pod demokrację, pod wolność, pod głos suwerena. Tak, jakby wstydzili się samych siebie, jakby wstydzili się swoich myśli, jakby zabezpieczali się przed krytyką świata, a być może nawet przed ewentualnym niepowodzeniem i prawną odpowiedzialnością. Tak też było w dawnych „demoludach”. W każdym z państw podległych sowieckiemu dominium, także w PRL, istniała konstytucja, były wybory, a władza ludu zapisana była, jako władza suwerena. Mimo to, czerwona burżuazja wszystko miała gdzieś, zwłaszcza pierwszy sekretarz i jego dwór. Szczególne przejawy demokraci, bo „niesionej” na lufach czołgów, mieliśmy na Węgrzech w 1956 r, czy w Czechosłowacji w 1968 r. Ostatni przypadek miał miejsce w Polsce w 1981 r. Fakty więc czy tylko zapisy łamanej przez rządzących konstytucji mają decydować o tym, czy w danym kraju mamy do czynienia z demokracją, czy dyktaturą? A może ocena samego satrapy?

    W początkowej fazie budowania kultu jednostki zawsze powstaje problem, czy o dyktaturze powinno się mówić już w momencie pojawienia się pierwszych działań prowadzących do demontażu systemu, czy też dopiero wtedy, kiedy nikt nie ma żadnych wątpliwości, kiedy już nikt nie ma żadnych złudzeń? Jest to zadanie trudne także i z tego powodu, że dyktatura, dyktaturze nie jest równa. Mamy do czynienia bowiem z pewnego rodzaju schematem, w który w różnych czasach, w różnych kulturach politycznych i przy różnych mentalnościach narodowych oraz w kontekście różnych uwarunkowań historycznych, rządzący wpisują różne metody odziaływania władzy na społeczeństwo.

    Nie słowa więc, nie językowe definicje, ani spory natury prawnej, czy naukowej powinny w takich sprawach decydować, lecz intuicja i przewidywalność możliwych w przyszłości wydarzeń. Lepiej bowiem chorobie zapobiegać, niż ponosić ciężkie koszty jej późniejszego leczenia. Trzeba więc działać tak, jak w przypadku zagrożenia nowotworem. Już wtedy, kiedy pojawi się choćby najsłabsze podejrzenie raka. Leczenie jest bowiem skuteczne tylko w początkowej fazie. Właśnie wtedy, kiedy rak nie daje jeszcze typowych objawów, kiedy rozwija się w ciszy, kiedy zwodzi, kiedy udaje… ból brzucha.

    Adam Szejnfeld
    Poseł do Parlamentu Europejskiego

  98. To bardzo miły list – jeśli prawdziwy. Ale z tymi internetami to nic nie wiadomo…

  99. „Te części niebieskiej książeczki, które mówią o tym, że Jezus sam mówi o czymś, albo że jakiś nieznany opowiadacz mówi, że Jezus mówi o czymś, lub coś robi, powstały trzy i pół stulecia po tym jak Jezus się narodził, zlepione z różnych opowiastek”.

    Czy nie wydaje Ci się, że przed wyrażeniem takiej opinii, warto lepiej zbadać to zagadnienie ? Po co się ośmieszać brakiem podstawowej wiedzy ? Polecam dzieło Wnikliwe poznawanie Pism, które podaje na s.1272, w akapitach 2 i 3:

    „Na końcu wielu rękopisów Ewangelii wg Mateusza (wszystkie z okresu po X w. n.e.) znajdują się dopiski informujące, że powstała ona mniej więcej w ósmym roku po wstąpieniu Chrystusa do nieba (ok. 41 n.e.). Zgadza się to z wnioskami wynikającymi bezpośrednio z jej treści. Okoliczność, że nie ma w niej żadnej wzmianki o spełnieniu się proroctwa Jezusa dotyczącego zburzenia Jerozolimy, wskazuje na okres przed r. 70” .

    Najstarsza wzmianka o tym, że Mateusz pierwotnie spisał swą Ewangelię po hebrajsku, pochodzi z II w. n.e. Jej autorem jest Papiasz z Hierapolis. Wypowiedź tę cytuje Euzebiusz z Cezarei: „Mateusz spisał słowa Pańskie w języku hebrajskim” ((Historia kościelna, tłum. A. Lisiecki, III).

    Euzebiusz powołuje się też na Orygenesa, który na początku III stulecia w swym komentarzu do czterech Ewangelii nadmienił, iż „pierwszą z nich pisał ongi celnik, a potem apostoł Jezusa Chrystusa, Mateusz, (…) w języku hebrajskim” (Historia kościelna, VI). ).

    Hieronim (uczony żyjący na przełomie IV i V w.) oświadczył w 3 rozdz. dzieła O znakomitych mężach (tłum. W. Szołdrski, Warszawa 1970, s. 30), że Mateusz „w Judei dla Żydów, którzy uwierzyli, napisał Ewangelię Chrystusa hebrajskimi literami i słowami (…) Tekst hebrajski do dziś się przechowuje w bibliotece w Cezarei, którą męczennik Pamfilios z wielką starannością utworzył”.

    To prawda, że opinie są podzielone. Niektóre źródła podają, że Ewangelia wg Mateusza powstała zaledwie osiem lat po śmierci Jezusa, czyli około 41 roku n.e. Zdaniem innych uczonych mogło to być nieco później, ale powszechnie przyjmuje się, że wszystkie księgi NT skompletowano w I wieku. Dlaczego jest to istotne ?

    Żyli wtedy jeszcze naoczni świadkowie działalności, śmierci oraz zmartwychwstania Jezusa, którzy mogli potwierdzić prawdziwość relacji ewangelicznych. Bez trudu mogliby obnażyć wszelkie nieścisłości.

    Biblista Frederick Bruce napisał: „Jedną z mocnych stron pierwotnego nauczania apostolskiego była możliwość bezpośredniego odwoływania się do wiedzy słuchaczy; apostołowie mówili nie tylko: ‛My jesteśmy świadkami tych rzeczy’, ale też: ‛Jak i wy sami to wiecie’ (Dzieje 2:22)”.

  100. (Adam SzejnfeldPolub stronę)

    „No wlasnie jezeli wpis jest prawdziwy” … bo tu jest blad myslowy. Jednoczesnie jedna reka autor pisze o przyczynach a drugo o skutkach. Pozatym bez paru slow na temat Hitlera zaden artykol nie jest wiarygodny … to juz jest obsesja … Godwin’s law!.

    np.
    Dojście Hitlera do władzy w Niemczech w latach 30-tych ubiegłego wieku było ponadczasowym ostrzeżeniem przed kruchością demokratycznych instytucji w zderzeniu z rozczarowanym społeczeństwem, rozdmuchanym populizmem i rozsiewaną nienawiścią.

    Adolfow zawsze jest pewnien kontygent. Ich aktywacja jak u Varicella-Zoster-Virus nastepuje gdy sa korzytne warunki. W 1930 roku jedna z glownych przyczny aktywacji VZV bylo natychmiatowe wycofanie US-kapitalu z Niemiec w latach 30tych ergo: masowe bezrobocie, kryzys ekonomiczny i deflacjon spirala. Dopiera narodowym socjalitom udalo sie to sytuacje zmienic i w 1936 roku wszyscy mieli prace i nie musieli glodowac. Przpomnijmy, ze NS Ideologia w USA , UK czy Fracnji byla bardzo popularna. W New York maszerowali amerykanie ze sfastykami na sztandarach. W latach 1907-1981(US-Eugenik) podano do przymusowej sterylizacji w 32 US-stanach!!! 60.000 obywateli; uzasadnienie: choroby psychiczne, skonnosci do przestepstw, zly material genetyczny. 85 procent byly to kobiety i dziewczynki, najmlodsza ofiara miala 10 lat.

    Zanim Pan Szejnfeld & Co. zaczna wymachiwac holo-maczuga niech najpierw ida do bibloteki a nie graja w „Pokémon Go” , pomyslia i przestania wypisywac bzdury.

    Dla demokratycznych struktur, praworzadnosci i stabilnego obywatelskiego panstwa najbardziej toksyczny jest deregulacja rynkow finasowych, globalny rynek, monoplizacja miediow i … chciwosc.

  101. Pan Adam Szejnfeld,
    Przecież republika Weimarska była tylko demokracją pozorną czyli inaczej fasadową, tak jak każda demokracja burżuazyjna, stąd też zaistniały w niej podczas Wielkiego Kryzysu lat 1930. warunki umożliwiające Hitlerowi przejęcie pełni władzy. Prawdziwa demokracja wymaga przecież drastycznego ograniczenia różnic pomiędzy dochodami i majątkami obywateli, jako że inaczej, to mamy tak jak dziś, że demokracja przekształca się w parodię samej siebie, ponieważ miliarder ma w kapitalizmie rynkowym miliony razy większy wpływ na rząd niż bezrobotny czy też zarabiający w okolicach płacy minimalnej (a takich jest przecież dziś na świecie najwięcej), a przecież demokracja musi polegać przede wszystkim na tym, że każdy obywatel ma taki sam, albo prawie taki sam wpływ na politykę rządu.
    Także nie jest możliwa w kapitalizmie prawdziwa wolność, czyli także i wolność finansowa – rozumiana jako wolność od biedy i długów, a przede wszystkim nie jest możliwa w kapitalizmie wolność od ekonomicznego przymusu pracy dla osób nie posiadających kapitału, czyli że w kapitalizmie rynkowym NIE jest możliwa prawdziwa wolność dla ogromnej większości ludności świata. Tak więc w kapitalizmie rynkowym NIE jest możliwa prawdziwa demokracja.

  102. Borgenicht
    Racja!

  103. Dezerter
    1. Ale co z tego, że na końcu wielu rękopisów Ewangelii według Mateusza znajdują się jakieś (nie wiadomo zresztą czyje) dopiski informujące, że powstała ona mniej więcej w ósmym roku po rzekomym wstąpieniu Chrystusa do nieba i że zgadza się to z wnioskami wynikającymi bezpośrednio z jej treści? Podobnego chwytu, w tym więc i słów „jak i wy sami to wiecie’ używa przecież wielu autorów powieści fantastycznych (i nie tylko fantastycznych), n.p. S. Lem w „Pamiętniku znalezionym w wannie”, która to powieść jest stylizowana na autentyczny pamiętnik, tyle że z przyszłości, a to, co jest w niej napisane o naszych dzisiejszych czasach w 100% zgadza się z prawdą historyczną. Ważne jest tu zaś to, że ja też mogę napisać moją własną Ewangelię i dopisać do niej, że powstała ona mniej więcej w ósmym roku po rzekomym wstąpieniu Chrystusa do nieba, jako że dana informacja jest bowiem tylko wtedy wiarygodna, kiedy pochodzi ona z kilku, niezależnych od siebie źródeł. Natomiast wszystkie informacje o Jezusie pochodzą z jednego źródła, czyli z Nowego Testamentu, który jest przecież tylko fikcją literacką, więc nie mają one żadnej wartości naukowej.
    2. Podobnie jest też ze słowami owego Papiasza z Hierapolis, które znane są tylko z dziełka Euzebiusza z Cezarei, który z kolei powołuje się na inne mocno wątpliwe źródło, czyli na Orygenesa (patrz dalej). Swoją drogą, to hagiograficzne opracowania takie jak cytowana przez ciebie „Historia kościelna” według tłumaczenia. A. Lisieckiego, też nie są przecież wiarygodnymi źródłami.
    3. Zaś tego, że Hieronim (osobnik żyjący na przełomie IV i V w. n.e., a więc w tzw. dark ages – ciemnych wiekach) oświadczył w trzecim rozdziale swojego dziełka „O znakomitych mężach” (przy czym też powołujesz się tu na tłumaczenie na język polski), że niejaki Mateusz „w Judei dla Żydów, którzy uwierzyli, napisał Ewangelię Chrystusa hebrajskimi literami i słowami”, NIE wynika przecież, że ów Chrystus był postacią autentyczną. Podobnie jest też z w/w Orygenesem, który był przecież chrześcijaninem, a więc jego świadectwo nie jest obiektywne, a więc nie jest ono też wiarygodne, jako że on wierzył w prawdziwość Biblii, jak przystało na dobrego chrześcijanina. Orygenes znany jest też ze swej teorii preegzystencji dusz – czy jesteś jej zwolennikiem?
    4. Generalnie – gdyby rzeczywiście na przełomie naszej i poprzedniej ery na nasz świat zszedłby bóg, czy też „tylko” jego syn, to była by to wiadomość podawana przez praktycznie wszystkie ówczesne źródła pisane. A tymczasem nie ma ani jednego, niezależnego od Nowego Testamentu, źródła z tych czasów, które by zawierało choćby nawet tylko niewielką wzmiankę o przyjściu na świat owego Jezusa Chrystusa, podobno syna bożego.
    5. Poza tym, to jeśli Jezus był rzeczywiście synem bożym, to zjawił by się on na naszym świecie bez pośrednictwa kobiety – nie myślisz chyba, że bóg nie byłby w stanie wysłać na nasz świat swojego wysłannika (n.p. syna) już całkowicie uformowanego i że ktokolwiek z ludzi byłby w stanie nie tylko wręcz zabić, ale nawet skaleczyć takiego boskiego emisariusza?
    6. Naprawdę nie rozumiesz, że legenda o Jezusie jest wewnętrznie sprzeczna i nielogiczna, że naoczni świadkowie żyjący w tamtych czasach w miejscu, gdzie ów Jezus rzekomo wstąpił na świat, czyli Żydzi, odrzucają tę legendę i wciąż czekają na przyjście na świat prawdziwego Mesjasza, zgodnie z zapowiedziami z Tory (Starego Testamentu)?
    7. Przykro mi jest więc patrzeć, jak błądzisz, otumaniony przez swoją sektę, a skazując się przez to na Wieczne Potępienie, jako bałwochwalca – pamiętasz chyba to (cytuję z Księgi Wyjścia 20, 2–17; fragmenty tradycyjnego polskiego przekład Dekalogu, według Biblii księdza Jakuba Wujka):
    (I) 3 Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną.
    (II) 4 Nie uczynisz sobie obrazu rytego ani żadnej podobizny tego, co jest na niebie w górze i co na ziemi nisko, ani z tych rzeczy, które są w wodach pod ziemią. 5 Nie będziesz się im kłaniał ani służył. Ja jestem Pan, Bóg twój, mocny, zawistny, karzący nieprawość ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia tych, którzy mnie nienawidzą;
    (III) 7 Nie będziesz brał imienia Pana, Boga twego, nadaremno; bo nie będzie miał Pan za niewinnego tego, który by wziął imię Pana, Boga swego, nadaremno.
    Szalom!

css.php