Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne

2.08.2016
wtorek

A czy Ty już byłeś w Portugalii?

2 sierpnia 2016, wtorek,

Tłumy swoich wiernych fanów informuję, że nie było mnie przez osiem dni, gdyż bawiłem na wakacjach. W Portugalii zresztą. Oto i relacja z tej egzotycznej jak na mnie podróży. Choć raz już niby tam byłem, ale tylko w Lizbonie i okolicach. Teraz wszak jestem już stary Portugalczyk i z miną znawcy mogę Wam to i owo zdradzić i doradzić.

„Portugalczyku, jak nóż bezlitosny naciąłeś dziewcząt, jak róż w kraju sosny..”. Owszem, Portugalczycy, zresztą płci obojga, są ładni, choć dosyć niscy. Nie wiem, czy by tak nacięli w kraju sosny, ale polski blond hydraulik miałby bodaj spore szanse w kraju oleandrów i oliwek. Musi tylko umieć zagadać – najlepiej po francusku, choć od biedy po angielsku też ujdzie. Ale do rzeczy.

Portugalia jest piękna, tania i porządna. Gości nie za wielu (głównie Francuzi), szosy prawie puste (może dlatego, że dość drogie), wszędzie można przenocować za 40-60 euro. Nie ma tłoku, pośpiechu, przepychanek i nawoływań. No, istny raj turysty. Faliste, chłodne morze (na północy), ludne miasta, urocze, ciche wioski, zielone góry, malownicze rzeki, zabytki wszelkich stylów, frenetyczno-melancholijna muzyka fado, owoce morza, świetne koleje i autostrady. Dobre jedzenie (dorsze) i dobre wino (vinho verde). Czysto, schludnie, uczciwie. Pełna kultura. Żadnego pijaństwa, ryków, rechotów, dudnienia chamską muzyką, śmiecenia, nagabywania i naciągania. Bezpiecznie, miło, normalnie.

A bilet do Lizbony można wyhaczyć już za 800-900 zł. Warto. Jak w porównaniu z Grecją i resztą południa? Cóż, najbardziej rzucająca się w oczy cecha Portugalii to zwyczaj wykładania domów z zewnątrz (ale czasem i od środka) płytkami malowanej (głównie) na niebiesko ceramiki (azulejos). Wyobraźcie sobie kościół cały na niebiesko! A takich jest tam pełno. Uwielbiam Grecję i Włochy, ale teraz Portugalię również. Absolutnie porównywalne wakacje.

Lizbona to piękne, bardzo rozległe miasto u ujścia wielkiej rzeki Tag do Atlantyku. Wspaniałe morsko-miejskie widoki z murów zamku, strome ulice, po których jeżdżą małe żółte tramwaje, eleganckie place i aleje, piękne nabrzeża, plątanina uliczek poarabskiej dzielnicy Alfama, oszałamiający od środka i od zewnątrz kościół i klasztor Hieronimitów w dzielnicy Belem. Wszędzie wokół egzotyczni ludzie, atmosfera kolonii i metropolii jednocześnie. Czuje się, że to okno na Afrykę i Brazylię. Ale i Azjatów mnóstwo.

Warto spędzić tam dwa upojne dni, a potem wybrać się na odległe od niespełna godzinę jazdy wspaniałe klify Cabo da Roca – najbardziej na zachód wysunięty przylądek Eurazji – do Sintry, pełnej zadziwiających zamczysk, na nieodległe plaże wokół miasteczka Cascais. Plaże w Portugalii są zresztą o tyle szczególne, że nie trzeba tam wykupywać żadnych parasoli i łóżek, bo w tym szczęśliwym kraju od czasu rozstania z dyktaturą spod znaku „my, wielki Naród i nasz święty Kościół”, a więc od czterdziestu lat panuje socjalizm i „walory przyrodnicze” są dla wszystkich i za darmo.

Wynajęliśmy sobie z córką za bardzo dobrą cenę małego mercedesa na lotnisku w Lizbonie i pojechaliśmy do Porto – 300 km na północ od Lizbony. Zahaczyliśmy o Coimbrę z jej wspaniałym średniowiecznym uniwersytetem. Portugalia uformowała się w owej epoce scholastycznej właśnie w Porto (port) i okolicach – stąd też nazwa państwa. Porto i odległe od niego o ok. 100 km Lamego to kolebka tego kraju, a jednocześnie najstarszy zorganizowany region produkcji wina. Oczywiście chodzi o wino porto, które jest od stuleci towarem eksportowym, głównie w kierunku Anglii, z którą to Portugalia powiązana jest zaskakującymi i tajemniczymi więzami.

Nie będę się tu rozpisywał za bardzo, ale Porto słusznie uchodzi za jedno z najpiękniejszych miast Europy w kategorii „dość duże”. Półtoramilionowe porządne, zamożne miasto, rozciągnięte nad rzeką Douro u jej ujścia do oceanu, leży na wzgórzach i temu właśnie zawdzięcza swą niezwykłą malowniczość. Widok starego miasta pnącego się po wzgórzach, z kolorowymi kamienicami i wieżami kościołów – z przeciwległego brzegu Douro – słusznie uchodzi za jedną z najpiękniejszych panoram miejskich Europy (zobacz niżej). Poza tym Porto to eleganckie place, wspaniałe zabytki, muzea i w ogóle wszystko, co duże miasto mieć powinno. A do tego plaże, nadmorskie i nadrzeczne promenady, fantastyczne dzieła współczesnej architektury (zwłaszcza Dom Muzyki) i kawa, jakiej nigdzie nie piłem na świecie.

Z Porto płynie się stateczkiem lub jedzie samochodem na wschód, w rejon winnic, czyli w dolinę rzeki Douro. Całodniowa wycieczka po górskich winnicach, miasteczkach i wioskach jest naprawdę urocza. Wiemy, bo pojechaliśmy naszym mercem kawał na wschód. A innego dnia – kawał na północ. Do hiszpańskiego Santiago de Compostela i na wybrzeże, w okolice miasta Vigo. Katedra w Santiago (dwie godziny jazdy z Porto) to rzeczywiście coś fantastycznego, a w kąpielowej miejscowości Baiona w Hiszpanii była zatoka z zupełnie ciepłą wodą!

To tylko osiem dni, a wróciłem odmieniony, wyluzowany, opalony i w ogóle. I lżejszy o parę tysięcy złotych. No dobra, ja wiem, że to nic takiego – pojechać do Portugalii. Ale ja tak pięknie i prosto opowiadam o swoich podróżach, że nawet gdy jest to tylko Portugalia, w której był każdy głupi, to jednak miło się czyta. Prawda? A więc drodzy miłośnicy Południa – Para Portugal – do Portugalii! Bo Portugal vai ganhar – Portugalia wymiata!

PS A na deser posłuchajcie Marii Rodriguez – divy Portugalii – w słynnej pieśni fado na cześć fado:

I jeszcze pocztóweczka z Porto:

Porto, Portugal old town skyline from across the Douro River.

A swoich komentatorów i komentatorki przepraszam za brak moderacji – mój telefon sięgnął bruku i odmówił współpracy.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 27

Dodaj komentarz »
  1. Stęskniłam się za blogiem. O Portugalii, milo się czyta, gorzej o opaleniźnie. Pozdrawiam serdecznie stala czytelniczka- bladzioch z Londynu;)

  2. Jestem trochę skołowany.
    Wydawało się, że Porugalia była jeszcze nie tak dawno bankrutem i z tego pięknego kraju ludzie wyjdżdżali do byłych kolonii, żeby jakoś przeżyć. Na pięknych plażach grasiwały bandy autochtonów napadające na turystów.
    Ale to przecież niemożliwe w kraju, w którym „od 40 lat panuje socjalizm”. 🙂

  3. Śliczniuteńka ta apoteoza Portugalii i podziw budzi umiejętność pana Hartmana, umiejętność dokopania Polakowi w każdej sytuacji.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. A ja byłem w Portugalii w ubiegłym roku. Spędziłem tam miesiąc, służbowo, ale trochę ponad tydzień było luzu. Jestem zachwycony, choć lecąc tam byłem dość sceptyczny. Portugalczycy to serdeczni i gościnni ludzie, trochę bałaganiarze, więc podobni do nas. Piękna architektura i krajobrazy, dobre jedzenie, wspaniałe wino i fenomenalna kawa. Polecam każdemu. Pozdrawiam

  6. .

    Nabawiłem się odcisków oblatując
    miejsca w Lizbonie które Pan wymienił,
    tyle żeby kraj właściwie docenić trza
    tam pojechać zimą

    Golf stream sprawia że pogoda i temperatury
    są tam kalifornijskie, no i tego węgla do pieca
    jak to w polskiej zimie dorzucać nie trzeba
    Dziewuchy z Texasu poprosiły bym im pstryknął
    fotkę na tle zamku, było po byku

    Czasem pytanie sobie zadaję, czy korzenie
    Jarka K. nie są czasem z tego regionu, bo
    wszyscy tam jakby jego wzrostu, hmm…

    ~

  7. Amalii Rodriguez, a nie Marii. Warto też posłuchać Katii Guerreiro, Joany Amondeiro, Any Moura, oczywiście Misi, no i barda portugalskiej lewicy Afonso Zeca.

  8. Witold
    Masz rację, że Portugalia wciąż jest bankrutem i że z tego pięknego kraju Portugalczycy wciąż wyjeżdżają do byłych kolonii, żeby jakoś przeżyć, tyle, że w tych koloniach, a szczególnie zaś w Brazylii i Angoli, gdzie Portugalczycy do niedawna masowo emigrowali, też panuje obecnie recesja i bezrobocie, a więc nie za bardzo mają oni dziś gdzie wyjeżdżać.
    Nie jest zaś prawdą, że Portugalia jest państwem socjalistycznym, jako że od upadku feudalizmu, było to zawsze i dalej jest państwo kapitalistyczne. Mieszkańcy Portugalii przekonali się zresztą ostatnio, jakie są negatywne strony kapitalizmu, czyli powszechne, rosnące bezrobocie, spadające płace realne i rosnące zadłużenie – zarówno państwa jak też i jego obywateli. Ostatnio mówi się w Polsce, że doganiamy Grecję i Portugalię. Ale to nie jest to też prawda, jako że zawsze, nawet w latach 1980tych, byliśmy od tych państw lepiej rozwinięci, a więc to nie my doganiamy te państwa, a tylko Grecja i Portugalia coraz bardziej zaczynają od nas odstawać, jako że oparły one swoją gospodarkę na zaciąganiu długów, przyjęciu euro, likwidacji własnego przemysłu i na unijnej pomocy. Przykład Grecji i Portugalii powinien więc być dla nas ostrzeżeniem i zachęcić nas do jak najszybszego wyjścia z Unii, do której przecież od lat dokładamy, a o czym już pisałem na blogach i forach „Polityki”.
    Nie jest prawdą, że na pięknych plażach grasują tam bandy autochtonów napadające na turystów. To raczej Brazylia. Ostatni raz na plaży portugalskiej byłem rok temu, pod Lizboną na Costa da Caparica i było tam zdecydowanie bezpiecznie. Swoją drogą, to są tam jedne z najpiękniejszych plaż Europy jaki nie świata, a atrakcją ich jest wąskotorowa kolejka którą można dojechać aż do Fonte da Telha – do plaż, do których nie ma w zasadzie innego dostępu jak przy pomocy tej kolejki.
    Patrz: https://pt.wikipedia.org/wiki/Minicomboio_da_Caparica
    Więcej wkrótce.

  9. Panie Profesorze,
    Ja mieszkałem i pracowałem prawie 5 lat w Portugalii (Vila Real i Cascais). A o to ciekawe spostrzeżenia na temat Portugalii, które znalazłem w Sieci, a które na 100% zgadzają się z moimi, wieloletnimi obserwacjami tego pięknego i fascynującego wręcz kraju: „W centrum Barreiro (taka lizbońska Praga, tyle że lewobrzeżna a nie prawobrzeżna – LK) nie ma dzisiaj nawet bankomatu. Są domy, z których odpadają kafelki azulejos, i uliczki pamiętające portugalskich odkrywców, po których snują się smętni staruszkowie i bezrobotni emigranci z dawnych kolonii. (…)
    – Barreiro było imperium, jest ruiną – wkurza się 70-letni Vitor, stoczniowiec na emeryturze. – Zostały tylko narkotyki, prostytucja. Kiedyś tymi uliczkami spacerowały tłumy, a niedawno jacyś czarni napadli mnie w biały dzień.
    – Pieniądze z Unii Europejskiej nigdy tu nie dotarły. Zdefraudowano je po drodze – mówią miejscowi. Od lat siedmiu na dziesięciu z nich głosuje na komunistów. Na Barreiro nikt jednak nie zwraca uwagi, gdy kraj pogrążony jest jeszcze w finansowanej przez Unię Europejską fieście. (…)
    http://wyborcza.pl/duzyformat/1,142474,17218630,Pograzona_w_kryzysie_Portugalia_ostrzega__Strzez_sie_.html
    C.D.N.

  10. I jeszcze:
    (W Portugalii) szpitale nie działają, zawodzą instytucje, ekspremiera (José Sócrates Carvalho Pinto de Sousa) aresztowali, bo prał brudne pieniądze i wywoził do Francji. Portugalczycy boją się, że staną się angolską kolonią.
    Pierwsze zaczęło znikać Barreiro. Zaraz po rewolucji goździków (1974), kiedy tysiące ludzi traciło pracę w upadających fabrykach koncernu CUF. Znikało powoli, ale nieodwracalnie, bo kiedy inni całymi garściami brali z Unii Europejskiej, Barreiro tego nie potrafiło. Reszty zniszczenia – przekonują mnie mieszkańcy – dokonały niedawno markety Pingo Doce koncernu Jerónimo Martins (właściciela polskich Biedronek) i inne centra handlowe. Jak zaczął się kryzys, to poszło jak w dominie: sklepy i lokale gastronomiczne padały jeden po drugim. Najpierw zamknęli pensjonat i kawiarnię Barreiro, błękitny pałacyk, podobno jedyny taki w całej Portugalii. Miasto odkupiło budynek, zaczęło nawet go remontować, ale zabrakło pieniędzy, więc drzwi i okna zabito dechami. Potem upadła najstarsza w mieście apteka Pimenta z 1845 roku. Następnie bar Vinicola do Barreiro, który ściągał fanów heavy metalu. Potem lokale wokół Largo dos Penicheiros: tawerna, cukiernia, sklep rzeźniczy i papierniczy, księgarnia na rogu. Domy na sprzedaż, których nikt nie zamierza kupić, umierają zwrócone frontami do Tagu. Daleko, na drugim brzegu rzeki, widać Lizbonę. Po lewej: Chrystusa w Almadzie, wybudowanego na wzór tego z Rio de Janeiro. Nikt już nie spaceruje promenadą wysadzaną palmami. Nawet śmieci na brzegu rzeki wyblakły, jakby rzucono je tu dawno temu. (…)
    Barreiro było miejscem strategicznym dla portugalskich odkryć przełomu XV i XVI wieku. Konstruowano tu karawele. Bywał tu Vasco da Gama. W centrum Barreiro nie ma dzisiaj nawet bankomatu. Są domy, z których odpadają kafelki azulejos, i uliczki pamiętające portugalskich odkrywców, po których snują się smętni staruszkowie i bezrobotni emigranci z dawnych kolonii. (…)
    Wypytuję o Guilherme Ferreirę, miejskiego fotografa, który spędził tu całe życie. Siedzi, jak zwykle, na placyku Penicheiros, na zielonym plastikowym krześle, i sączy piwo. – Dawniej przeprowadzali się tu ludzie z Lizbony, z Alentejo, teraz młodzi uciekają do dużych miast albo za granicę, bo w Portugalii nie ma dla nich pracy. Młodzi wyjeżdżają na studia i mówią, że nigdy tu nie wrócą. Starzy nie mają sił remontować – oprowadza mnie wśród zrujnowanych domów. Drzwi zamurowane, okna zabite dechami. – Barreiro było imperium, jest ruiną – wkurza się 70-letni Vitor, stoczniowiec na emeryturze. – Zostały tylko narkotyki, prostytucja. Kiedyś tymi uliczkami spacerowały tłumy, a niedawno jacyś czarni napadli mnie w biały dzień.
    – Pieniądze z Unii Europejskiej nigdy tu nie dotarły. Zdefraudowano je po drodze – mówią miejscowi. Od lat siedmiu na dziesięciu z nich głosuje na komunistów. Na Barreiro nikt jednak nie zwraca uwagi, gdy kraj pogrążony jest jeszcze w finansowanej przez Unię Europejską fieście.
    http://wyborcza.pl/duzyformat/1,142474,17218630,Pograzona_w_kryzysie_Portugalia_ostrzega__Strzez_sie_.html

  11. I jeszcze to: Kiedy Barreiro zaczęło znikać, pewien 22-letni Portugalczyk o nazwisku Patricio Moniz po raz pierwszy w życiu zamieszkał w Portugalii.
    Jest rok 1948. Jego dziadek Manuel, mieszkaniec Vila Nova do Ceira, jedzie do Angoli, zamorskiego terytorium Portugalii w Afryce. Zwabia go kontrakt w brytyjskiej korporacji przy obsłudze Caminho de Ferro de Benguela, linii kolejowej z wybrzeża Oceanu Atlantyckiego aż do granicy z Kongiem. Wiedzie mu się coraz lepiej, więc po kilku latach, w 1952 roku, sprowadza całą rodzinę. Przyjeżdża jego żona, trzech synów, a także jedyna córka – Maria Rosario ma dwadzieścia kilka lat i właśnie wyszła za mąż. Wraz z Claudiem Monizem, pracownikiem straży pożarnej w Lizbonie, spodziewają się dziecka. Patricio na świat przychodzi 25 lipca 1952 roku w Nowej Lizbonie, jednym z największych miast Angoli, które dzisiaj nazywa się Huambo.
    W tym czasie w Portugalii António de Oliveira Salazar (który po śmierci Hitlera ogłosił żałobę narodową) buduje Estado Novo, Nowe Państwo, polegające w głównej mierze na zastraszaniu i likwidowaniu inaczej myślących oraz fałszowaniu wyborów. Portugalczycy coraz chętniej wyjeżdżają za granicę. Niedługo rozpocznie się masowa emigracja do Francji i Niemiec.
    Kilkadziesiąt kilometrów na północ od Lizbony widać z autostrady A1 Bella Guarda (Pięknego Strażnika). Budowę luksusowego apartamentowca rozpoczęto w 2006 roku, przerwano po roku, krótko potem upadł inwestor. 10 kilometrów dalej, przy wjeździe do miasteczka Alenquer, stoi inny kolos. Varandas del Rei (Balkony Króla) ukończono, ale żadnego z 72 mieszkań nie sprzedano. Żaluzje w oknach są spuszczone, w wejściach do klatek i oknach wystawowych niedoszłych sklepów chuligani powybijali szyby.
    Niewiele dalej, na wzgórzu, stoi kilkadziesiąt trzypiętrowych szeregowych domków w pastelowych kolorach. W większości są niezamieszkane. W drodze do osiedla Fontainhas lepiej uważać, bo ktoś rozkradł pokrywy z ulicznych studzienek. Dojazd wprost z osiedla do autostrady do Lizbony, choć wybudowany, nigdy nie został otwarty. (…)
    W 1999 roku rząd napompowanego unijnymi dotacjami państwa ogłasza, że w pobliskiej wiosce Ota powstanie nowe lotnisko dla Lizbony. – Zaczęto więc budować mnóstwo nowych osiedli, okolica wydawała się eldorado dla inwestorów – opowiada Rui Manteigas z biura nieruchomości. – Ale pięć lat temu nowy rząd stwierdził, że lotnisko będzie nie w Ocie, ale w Alcochete, po drugiej stronie Tagu, i tam też zaczęto inwestować. Banki chętnie udzielały kredytów. A potem przyszedł kryzys i nikt już nie chciał mieszkań kupować (chociaż ceny spadły prawie o połowę). Wielu inwestorów zbankrutowało. W końcu zaniechano też budowy nowego lotniska w Alcochete. Samoloty nadal lądują w centrum Lizbony. (…)
    ok 2004. W samo południe na ulicy Ribeira Nova w Lizbonie robotnicy, którzy kopią rów wzdłuż ulicy, rzucają łopaty i idą do pobliskiej restauracji (pół godziny później w żadnym z wielu okolicznych lokali nie ma już wolnego stolika). Kelner podaje im przystawki, dzbanki czerwonego wina, donosi dania: smażone makrele, sardynki z grilla i wieprzowinę po alenteżańsku z małżami. Ucztować będą przez prawie półtorej godziny. Fiesta trwa. Portugalia buduje się, bawi, biesiaduje. Kiedy odwiedzają ją inni Europejczycy, myślą, że znaleźli się w raju. Gdy dziesięć lat później odwiedzam tę okolicę, widzę wiele zamkniętych knajp. W porze lunchu robotnicy siedzą na ulicy i jedzą kanapki.
    Portugalskie Stowarzyszenie Hoteli i Restauracji (AHRESP) szacuje, że tylko w latach 2012-13 zamknięto 39 tysięcy lokali gastronomicznych, pracę w nich straciło 99 tysięcy ludzi, a budżet państwa uszczupliło to o 947 milionów euro. (…)
    Na wystawie sklepu Pokusa przy Praça da Figueira w Lizbonie nic już nie kusi. Straszą zakurzone manekiny. Na wieszaku kilka wyblakłych torebek do pakowania zakupów. Cristina z sąsiedniego butiku opowiada, że Pokusę, jak wiele sklepów na placu, zamknęli kilka lat temu, kiedy przyszedł kryzys. Ale mówi, że prawdziwy upadek zobaczę krok dalej, na ulicy Fanqueiros. Idę. Eleganckie niegdyś salony mody, sklepy i kawiarnie zamknięte na cztery spusty, zamalowane graffiti. Rui Pinto, od dziesięcioleci ekspedient sklepu istniejącej od XIX wieku firmy Liane, nudzi się w progu. Patrzy na zakratowane okno kawiarni Arca naprzeciwko. Jeszcze niedawno pił tam kawę. – Ta ulica długo była największym centrum handlowym Portugalii, 250 sklepów, teraz zostało najwyżej sto. Wiele z nich prowadzą Hindusi i Chińczycy. W konkurencji z nimi nie mamy szans. Pracują na okrągło, wewnątrz nawet jedzą, spędzają całe życie. Portugalczyk tak żyć nie potrafi.(…)
    Zamawiamy dzbanek niedrogiego vinho da casa, a Aleksandra i Przemysław opowiadają, że portugalski upadek najbardziej widać po tym, że:
    – barki przez Tag pływają rzadziej niż kiedyś;
    – zamknięto wiele sklepów;
    dla oszczędności połączono gminy;
    – Lizbona w sierpniu jest pełna Portugalczyków (kiedyś się wyludniała, bo lizbończycy jechali na wakacje);
    – przejazd przez most 25 Kwietnia (lizbończycy jadą nim na plażę w Costa da Caparica) zawsze był w sierpniu bezpłatny, a teraz kosztuje 1,65 euro;
    – przed urzędami pracy stoją kolejki;
    – zdrożało paliwo;
    – w budżetówce zlikwidowali „czternastkę”;
    – zadłużonym Portugalczykom banki pozabierały samochody i mieszkania;
    – mnóstwo nieruchomości jest na sprzedaż.
    – W nowoczesnej dzielnicy Oriente niszczeją nowe mieszkania. Dlaczego nie obniżają ich cen? – Przemysław wciąż nie może się nadziwić. – Zainteresowały nas nieużywane pola golfowe. Wysłaliśmy zapytania, ale nie odpowiadają. To nic, że pola niszczeją, na wynajmie czy sprzedaży nikomu nie zależy. Myślę, że to część portugalskiej mentalności. (…)
    Zaledwie 19 portugalskich miast zadłużyło się łącznie na 910 mln euro. Unia hojnie dofinansowywała, więc wszyscy budowali. Do znikającego od rewolucji goździków Barreiro dołączają inne miejsca. Pływalnie bez wody, stadiony dawno nie słyszały krzyku kibiców, nikt nie jeździ nowoczesnymi autostradami, mieszkań jest za dużo, tysiące ludzi emigrują. Portugalia znika. – Nieruchomości kupują brytyjscy i niemieccy emeryci, bo nigdzie w Europie nie kupi się domu tak tanio w tak pięknym otoczeniu. Ze „złotej wizy” i obywatelstwa korzystają bogaci Rosjanie i Chińczycy. Obcokrajowców przybywa w takim tempie, że niedługo Portugalczycy będą w mniejszości – mówi mi Przemysław.
    http://wyborcza.pl/duzyformat/1,142474,17218630,Pograzona_w_kryzysie_Portugalia_ostrzega__Strzez_sie_.html

  12. Gratuluję pięknych wakacji i pielgrzymki do Compostelli, chociaż zdaje się,że ważna jest tylko piesza, konna lub rowerowa. Czy wrócił Pan odmieniony?

  13. Maria Rodriguez to krewna Amalii, czy przypadkowa zbieżność nazwisk? 🙂

  14. Jestem pies na fado, chociaż nie jestem sentymentalna! Brawo Jan!

  15. Byłem w Portugalii kilkakrotnie, ale zawsze w kwietniu/maju
    Najpiękniej jest wtedy w Alentejo.
    W Porto warto zobaczyć (od środka) dworzec kolejowy Sao Bento.
    Dzielnica Ribeira (na liście Unesco) to głównie piękne fasady, wiele domów jest niezamieszkanych, bo taniej jest burzyć i budować nowe, niż żmudnie remontować historyczne…

  16. Nie na temat i dlatego nie trzeba tego publikować na blogu.

    Na stronie tokfm.pl wysłuchałem archiwalną rozmowę księdza Sowy i pana profesora. Ostatnio dużo nagrywam różnych dźwięków radia więc nauczyłem się zwracać uwagę na szczegóły.

    Pan profesor dyszy.
    Dyszy jak zraniony i zdenerwowany byk na arenie podczas corridy.
    To dyszenie sprawia niemiłe, wręcz odpychające wrażenie.
    Rozprasza i zniechęca do słuchania.

    Proszę odsłuchać siebie.
    Siedzi pan profesor zbyt blisko mikrofonu. Co jest oczywiście wskazane, ale tylko wtedy, gdy samemu się mówi. W czasie wypowiedzi ks. Sowy oraz prowadzącej audycję trzeba było odsunąć się na pół metra od mikrofonu.

    Ks. Sowa podczas tej rozmowy miał miły, ciepły, miejscami wesoły i uśmiechnięty głos. Dużo bardziej dawał się lubić aniżeli dyszący, zły, zdenerwowany, pobudzony, miejscami złośliwy profesor.

    Ja nie chcę aby w dyskusji o sprawach ważnych, publicznych, przegrywała lub wygrywała dana opinia tylko dlatego, że była ładniej opakowana. Opakowanie pt. „ks. Sowa” w czasie tamtej rozmowy było ładniejsze.

    Być może nie mam racji, w USA właśnie idzie jak burza cham i prostak co jest najlepszym dowodem, że brutalna retoryka ma wielkie powodzenie. Ale w takim razie pan profesor musiałby do agresywnej formy (i dyszenia) dostosować także i treść. Zbyt długie, złożone zdania zastąpić chłopskimi, barowymi odzywkami, „złotymi myślami” i sofizmatami rodem z remizy i z budowy.

    Klechy kradnom i siem łajdaczom. I som ruskie agenty.
    Dyrektor szkoły sra w gacie przed wójtem a wójt przed klechami.
    I dlatego klecha rzondzi w szkole.

    Czeba dzieciaki nauczyć rachunkuf i żeby pisać umiały i o Mickiewiczu.
    A ksiundz pieniondze ukrad. Kużden to wie!

  17. I pewnie jadł Pan jeszcze ośmiorniczki 😉

  18. A ja tak Pani Profesorowi zazdroszcze. Nigdy Lizbony jeszcze nie widzialem ale podobno jest piekna. Pozdrawiam serdeczne.

  19. W wakacje zawsze widzimy inaczej. Odwiedzamy te miejsca, które należy zobaczyć i sfotografować. Nawet jak znamy język tubylców, to za kilka dni nie da się nic powiedzieć ponad to, co pan profesor napisał.
    Mnie nie stać na tego typu wakacje, ponieważ są droższe od tych tzw. zorganizowanych przez biura podróży. Jasne że zazdroszczę profesorowi.
    W tym roku pojechałem na Podkarpacie i zamiast Polski w ruinie zobaczyłem ją w rozkwicie. Mam porównanie, ponieważ byłem w Bieszczadach w 1991 roku, tuż po wielkiej zmianie. Rozrzucone wioski podkarpackie jeszcze nie wyglądają jak te w Austrii, ale już im niewiele brakuje. W Przemyślu na rynku można zjeść smaczny obiad z deserem za 20 zeta, a dobra kawa już za 5 zeta. Na przemyskim dworcu wszyscy mówią po rosyjsku (ukraińsku?). Spotkał mnie zawód w Cisnej, gdzie wsiadłem do wagoniku kolejki leśnej. Mam porównanie z taką samą inicjatywą lokalsów polskich i serbskich. To co mają Serbowie w Mokrej Gorze mogę polecić każdemu. W Cisnej poczułem się nabity w butelkę i wykiwany.
    Pozdrawiam

  20. @ Herstoryk:
    „Amalii Rodriguez, a nie Marii. Warto też posłuchać Katii Guerreiro, Joany Amondeiro, Any Moura, oczywiście Misi, no i barda portugalskiej lewicy Afonso Zeca.”

    Jezeli idzie o fado to polecam Mariza (Marisa dos Reis Nunes) … rewelacja.

  21. zza kałuży, ( 3 sierpnia o godz. 21:24) rzeczywiście, wyraźnie słyszalny oddech, nie dyszenie, Profesora utrudnia słuchanie audycji.
    Nie zgadzam się z dalszym ciągiem Twojej recenzji. „Opakowanie ks. Sowa” to klasyczny przykład taktyki „życzliwej psiapsiółki”. Kościelno – medialny celebryta posługuje się tą taktyką nagminnie, ponieważ brakuje mu argumentów merytorycznych. Paskudnie traktuje swoich rozmówców. Sowa chce uchodzić za liberalnego, otwartego księdza, ale bardzo dokładnie pilnuje tego, żeby się zbytnio nie narazić „słusznej linii naszego episkopatu”. Owszem, Profesor dał się trochę zmanipulować „miłemu opakowaniu”. Był mocno emocjonalny. Ale trudno się dziwić. Mówił upokorzony ojciec, który dla dobra dziecka dał się złamać i posłał je na religię. A gładki celebryta kpił sobie z niego i robił wszystko, żeby go wyprowadzić z równowagi. W TVN24, w „Tak jest” sprytnie sprowokował Annę Zawadzką do tego stopnia, że Morozowski przerwał audycję.
    Twoje „porady” dla Profesora uważam za wyjątkowo nietrafione. A przede wszystkim niegrzeczne (to jest eufemizm). Niegrzeczne w stosunku do Profesora i w stosunku do słuchaczy radia TOK FM.

  22. Można ocenić samemu:
    http://audycje.tokfm.pl/audycja/Wieczor-Aleksandra-Pezda/150
    Prowadząca już na wstępie zaprasza do wysłuchania „sparingu”!

  23. Dessecration
    Portugalia jest idealna na urlop – tu się z Tobą zgadzam.
    Vertigo13
    W Lizbonie i na południe od niej, to da się przeżyć zimę bez ogrzewana mieszkania, ale już nie w położonym w górach Vila Real, gdzie spędziłem kilka zim i podczas każdej z nich sporo tam zmarzłem, jako że ogrzewanie mieszkania o powierzchni niemalże 100 m2 (a tylko takie były tam wtedy do wynajęcia) kosztuje tam naprawdę sporo…
    Tobermory
    Problemem starych dzielnic miast portugalskich jest niska jakość wybudowanych tam domów. Stąd też w takim Porto, poza kilkoma głównymi ulicami, to w śródmieściu większość domów nie nadaje się do zamieszkania – po prostu one były bardzo tandetnie wybudowane, a więc ich remont nie ma sensu, a z kolei nikt nie chce wyburzyć zrujnowanego domu stojącego wśród innych ruder aby postawić na jego miejscu nowy. Tu trzeba by więc przebudowywać domy całymi dzielnicami albo przynajmniej ulicami, a na to z kolei bankrut, jakim jest od wielu już lat Portugalia, nie ma pieniędzy.
    Opv
    Ośmiorniczki (polvos) n.p. polvo lagareiro to jest w Portugalii i Galicji (ale tej hiszpańskiej) danie dla plebsu.

  24. @Leonid
    4 sierpnia o godz. 21:18
    Te ulice i domy są na liście dziedzictwa kulturowego UNESCO i wyburzać ich nie można, a przebudowa z zachowaniem fasady jest zbyt kosztowna. O tym pisałem.
    Portugalia w maju

  25. Tobermory
    Wiem, ale przesadą jest przecież wpisywanie na listę dziedzictwa kulturowego UNESCO zwykłych ruder, choć przyznaję, że malowniczych.

  26. A ja też Panu Profesorze zazdroszczę że tak Pan spędził ładnie i cieplutko ten tydzień.
    Jestem też miłośnikiem ciepłego morza i słonecznej pogody.
    Brakowało mi nowego wpisu na blogu , ale z przyjemnością poczytałam ten o polskim katolicyzmie – wpisy pod tą tematyką kształcą ha ha ha.
    Serdecznie pozdrawiam .

  27. Polecam świetny film w reż. Wima Wendersa o Portugalii ze wspaniałą muzyką jako „wisienkę na wyjazdowym torcie” – Lisbon Story.

  28. Wyjazd do Portugalii to moje marzenie, w tym roku jeszcze trochę brakuje funduszy ale w na pewno wybiorę się tam w podróż.

css.php