Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne

27.08.2016
sobota

List do uczniów

27 sierpnia 2016, sobota,

Wiem, że mojego bloga czyta niewielu uczniów. Ale może moi Czytelnicy pokażą ten wpis swoim dzieciom? Będę wdzięczny.

Z okazji rozpoczęcia roku szkolnego chciałbym bowiem powiedzieć coś młodym. Całe życie rozmyślam o szkole i sam jestem nauczycielem (wprawdzie na uniwersytecie, ale zawsze). Nie wymyśliłem wprawdzie, jak zmienić szkołę, ale zawsze staram się patrzeć na nią z perspektywy ucznia. Bo szkoła jest dla ucznia, a nie uczeń dla szkoły.

Dlatego właśnie chciałbym, w poczuciu solidarności ze „stanem uczniowskim”, dodać uczniom trochę otuchy. Szkoła bowiem nie jest ani przyjemna, ani przyjemności nie służy. Tak jak praca. A jak przyjemności brakuje, to trzeba się trzymać razem i sobie pomagać. I wyciągnąć, ile się da, skoro już musi się w tym tkwić. Takie jest moje najważniejsze przesłanie.

Kochani, ja wiem, że szkoła jest trochę beznadziejna. Ale lepiej już nie będzie. Ani na studiach, ani potem, w pracy. Szkoła to jeden z wielkich obszarów życia i jeden z „podsystemów” wielkiego „systemu”, którym jest życie społeczeństwa i państwa. Nikt jej nie wymyślił – zrobiła się, taka, jaką jest, poniekąd sama. Każdy, kto w szkolnictwie pracuje albo do szkoły chodzi jako uczeń, wpadł w ten system i musi w nim jakoś przetrwać, robiąc przy okazji, o ile to możliwe, coś sensownego.

Wszyscy, razem z dyrektorem i nauczycielami, jedziecie na tym samym wózku. Trzeba się jakoś trzymać, w miarę solidarnie. Nie musisz być oportunistą, ale pamiętaj, że w niesprzyjającym środowisku, jakim jest hierarchiczna i nadzorowana przez państwo (i Kościół) instytucja, warto sobie pomagać. Pomagaj nauczycielom, a oni pomogą Tobie. Niełatwo być uczniem, ale jeszcze trudniej być nauczycielem. Wielu z nich to mądrzy ludzie, wielu jest głupich. A najczęściej trochę tak, a trochę tak. Jak to w życiu. Uczniowie też są różni. Szanuj mądrych, nawet jeśli czasami Cię zawiodą, a głupim wybaczaj. Bądź wyrozumiała, bo życie jest trudne, a dla głupich jeszcze trudniejsze.

Szacunek i wyrozumiałość są lepsze niż wymuszone posłuszeństwo. I na pewno są lepsze od arogancji i bezczelności. Uczeń może być mądrzejszy od swojej szkoły – i często jest. Nauczyciele też bywają mądrzejsi od tej dość smętnej instytucji, którą tworzą. Bo wcale tak nie jest, że grupa rozsądnych ludzi dobrej woli z konieczności tworzy rozsądne i uczciwe struktury. Tak to niestety nie działa. Nawet jeśli jesteś bardzo bystrą i inteligentną dziewczyną albo chłopakiem, niewiele byś pewnie wskórał, gdyby nagle uczyniono cię dyrektorką albo dyrektorem szkoły. Opór materii jest potężny, a wymagania instytucji czynią Cię zwykle nieco innym człowiekiem, niż jesteś prywatnie. Dlatego staraj się widzieć w kolegach i w nauczycielach przede wszystkim ludzi i staraj się być po prostu w stosunku do nich możliwie uczciwym. Każdy ma tu swoją rolę do odegrania i powinien starać się odegrać ją dobrze. Nie trzeba się bać – trzeba robić swoje.

Jednakże szkoła to życie, a nie teatr – choć jest trochę sztuczna i odizolowana od świata, to jednak są tam prawdziwi ludzie. Metafora roli do odegrania, jak każda metafora, trochę kuleje. Szkołę powszechną wymyślono po to, aby każdy miał szansę wiedzieć o świecie tyle, aby mógł skorzystać ze swoich praw obywatelskich i wystartować do życia i kariery zawodowej z nie gorszej pozycji niż inni. Jak każda idea, również ta jest częściowo wypaczona przez realia. Rządy posługują się szkołą, żeby zaszczepić uczniom posłuszeństwo oraz wiarę w swoją ideologię, a co do równego startu, to cóż, sami wiecie, ile tu wciąż zależy od pieniędzy. Niemniej jednak nikt jeszcze nie wymyślił niczego lepszego, czym można by szkołę zastąpić. Zresztą niektórzy z Was sami zostaną nauczycielami…

Szkoła nie chce Ci zrobić krzywdy. W interesie systemu jest wypuszczenie wszystkich uczniów w świat, bez zbędnych kłopotów. To bardzo oportunistyczna instytucja. Dlatego w rzeczywistości szkoła wymaga znacznie mniej, niż zapowiada w programach nauczania. Niewiele trzeba umieć, żeby zdać i skończyć. Niewiele też znaczy matura, którą bez trudu dostaje znaczna większość młodzieży, w tym wielu takich, którzy nie wiedzą dosłownie nic. Sami najlepiej wiecie, że program „Matura to bzdura” pokazuje smętne realia. Bo szkoła to trochę gra pozorów. Ale inne sfery życia też nie dorównują swoim ideałom. Nie znaczy to jeszcze, że wszystko jest obłudą i ściemą. Po prostu ideały są wielkie, a życie jest codziennym zmaganiem – ze światem, z bliskimi i ze sobą.

Przeto róbmy, co możemy, aby troszkę do tych ideałów się zbliżać. Nie trzeba zaraz być herosem ani kujonem. Wystarczy trochę się uczyć i być uprzejmym. Tylko tyle. To taka polisa na przetrwanie, a przy okazji przepis na bycie przyzwoitym. I podziękowanie dla rodziców, bo w końcu to wcale nie jest takie łatwe – mieć dzieci.

Lata młodości ciągną się niemiłosiernie. Nie nauka w nich jest najważniejsza, lecz miłość i marzenia. Rodzice i nauczyciele doskonale o tym wiedzą. Sami byli młodzi. Nie sądźcie, że brakuje im jakiejś wiedzy o Was, że czegoś ważnego nie rozumieją. Rozumieją, tylko że wiedzą, co będzie potem.

Musimy się pogodzić z tym, że w hierarchii ważnych spraw wiedza musi ustąpić miejsca miłości i ekscytującym doświadczeniom, o których marzy się w nocy. Nikt nie stara się tego zmienić. Chodzi o to, żebyście uwierzyli, że wiedza jest mimo wszystko ważna i trzeba znaleźć dla niej trochę czasu. Potem będzie za późno. A życie człowieka, który nic nie wie i nie rozumie, jest po prostu gorsze. Najgłupsze, co można zrobić w młodości, to zmarnować czas. Najmądrzejsze – podzielić go uczciwie pomiędzy życie i naukę. Jeśli nie będziesz się uczyć albo tylko będziesz udawać, że się uczysz, po prostu zaliczając kolejne klasówki i egzaminy, nigdy sobie tego w przyszłości nie wybaczysz. A warto być w przyjaźni z własnym dzieciństwem i młodością. Kto ma żal do siebie, nie ma ochoty żyć. Jak łatwo zmarnować życie! Bądź na tyle mądra, żeby mimo wszystko zrozumieć to, czego w pełni zrozumieć jeszcze nie możesz. Staraj się wysłuchać tego, co mają Ci do powiedzenia ludzie, którzy może nie są genialni, lecz po prostu dłużej chodzą po tym świecie. Na tym polega godność młodości. I za to starsi potrafią młodzież szanować.

To, czego uczą szkoły, z różnych powodów jest wiedzą zdeformowaną, a często nieaktualną. Wybór tego, czego postanowiono nauczać w szkołach, nie jest też najszczęśliwszy. Dzieje się tak z różnych powodów. Najważniejszy jest ten, że główny zrąb programów szkolnych powstał ponad sto lat temu, a siła bezwładności w instytucjach opartych na autorytecie i hierarchii jest bardzo wielka.

Nie będę bronił „programów” ani zaprzeczał, że szkoła uczy wielu niepotrzebnych rzeczy. Tylko że to, czego naprawdę potem wymaga, jest jedynie małym wycinkiem tego wszystkiego. Jest dużo miejsca na naukę rzeczy mądrzejszych i ważniejszych. Dobry nauczyciel umie to wykorzystać i pozwala uczniowi na to samo. Ostatecznie jednak wcale nie jest najważniejsze, czego się człowiek uczy. Chodzi raczej o nawyk i umiejętność czytania i poszukiwania wiedzy niż zapamiętanie czegoś; to ostatnie przychodzi samo. Mimo że wszystko mamy na zawołanie w sieci, po wiedzę sięgają przecież tylko ci, którym jej brakuje i którzy pragną ją mieć. A głód wiedzy i rozumienia świata nie rodzi się sam z siebie – wzrasta w miarę nauki i właśnie temu służy szkoła. Ma ona uczynić z człowieka istotę myślącą, pragnącą rozumieć świat, krytyczną i inteligentną. Bo bystrość umysłu i „własny rozum” nie bierze się wszak znikąd. Trzeba je wykształcić. Służy temu nauka szkolna – w jakiejś mierze nawet nauka tych wszystkich nudnych i niepotrzebnych rzeczy.

Nauczyciele zwykle mało wiedzą o tym, czego uczą. Dawniej mogli być autorytetami, bo w okolicy to oni wiedzieli mimo wszystko najwięcej. Dziś na wyciągnięcie ręki – w sieci – są lepsze opracowania i lepsi nauczyciele. Niełatwo dziś wykonywać tę pracę. Tylko nieliczni nauczyciele mogą mieć jeszcze autorytet.

Jednak szanować trzeba wszystkich. Każdy, kto pracuje, zasługuje na szacunek. A jeśli pracuje gorzej, trzeba mu pomóc. Staraj się na własną rękę poznać przedmiot nauczania i co ciekawsze tematy. Poszukaj na portalach edukacyjnych, naukowych, w encyklopediach. Obejrzyj filmik, przeczytaj artykuł popularnonaukowy, zajrzyj do podręcznika. Prawie każda rzecz jest jakoś ciekawa. Nie musisz się potem chwalić – samo wyjdzie, że coś wiesz. I staraj się nie urazić nauczyciela, gdyby miał być zazdrosny, że wiesz coś, czego on nie wie. Nauczyciel też ma swoją godność i wrażliwość. Jak rozmawiasz na lekcji albo patrzysz w telefon – on lub ona bierze to do siebie. Nie wolno robić ludziom przykrości. A nauczyciele w zdecydowanej większości żyją szkołą i wiążą się z uczniami emocjonalnie – nawet gdy tego nie widać.

To jest akurat jasna, ludzka strona szkoły. Szkoła już od dawna (dzięki Bogu) nie wychowuje. Ale to podskórne, emocjonalne życie szkoły uczy nas życia, bo samo jest właśnie życiem. I to nie życiem „na próbę”, bo przecież żyjemy już teraz, a nie tylko „przygotowujemy się do dorosłego życia”. Kategorie dzieciństwa i dorosłości dziś się już zacierają. To nowa sytuacja. Możesz się cieszyć, że jesteś wśród pionierów jakiegoś nowego, bardziej uczciwego układu między starszymi i młodszymi. Tak jak my, rodzice i nauczyciele, cieszymy się, że udało nam się taki nowy układ ostatnio wymyślić i wcielić w życie. Wszyscy musimy się nauczyć, jak to działa. Za parę lat, jak będziecie mieli własne dzieci, zaczniecie korygować nasze błędy. Ale tak czy inaczej dziś tworzymy coś razem. To jest trudne, ale fascynujące.

Szkoła ma swoją ideologię. Zawsze. I zawsze są w niej obłuda, kołtuństwo i bezmyślność. Ale też zawsze jest w niej trochę prawdy. Wiem, że ideologia szkolna i propaganda, którą wciskają Ci w uszy, mierzi i odstręcza, a ci koledzy, którzy jej bezkrytycznie ulegają, budzą politowanie. Ale pamiętaj, że ideologia w jakiejś mierze i do Ciebie wniknie. Nikt nie jest całkiem odporny.

Staraj się więc ją przemyśleć i ustalić, co jest w niej prawdą. Najważniejszy, globalny element szkolnej ideologii od sześćdziesięciu z grubsza lat jest następujący: szkoła ma uczyć nie wiedzy pamięciowej, lecz samodzielnego myślenia. To prawda, ale pamiętaj, że jak się nie ma nic w głowie, to nici z myślenia. A gdy zamiast prawdy myśli się tylko o tym, żeby mieć i wypowiedzieć „własne zdanie”, to nici z mądrości; słyszysz wtedy tylko siebie.

Więc na koniec (ładnie jest czasem zacząć zdanie od „więc”) chcę powiedzieć Wam coś, co może w naszych czasach najtrudniej przyjąć: prawda jednak istnieje! I jest ważniejsza od własnego zdania i wyrażania własnej osobowości. Cała ta biedna, zakłamana, czasem śmieszna, czasem straszna szkoła wyrosła z wiary ludzkości w to, że jest jakaś prawda i że pokorny a wytrwały umysł może coś z niej uszczknąć. To jest prawdziwa i nieśmiertelna idea szkoły. A co do reszty, to czytajcie „Ferdydurke”, miłe dzieci. I dobrego roku szkolnego 2016/17 dla wszystkich!

Thanks for reading me 🙂ferdydurkeAutor mema nieznany, ale jest super.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 37

Dodaj komentarz »
  1. Za długo,panie profesorze .A nie grzeczność to być przyzwoitym a asertywność.Bo przy tej dzisiejszej nocnej zmianie ,trzeba się nie bać i wiedzieć swoje o historii i życiu.

  2. Trafne w punkt, ale Panie Profesorze!!!…”…dzięki Bogu…”??? !!!No „na boga!!”…

  3. U mnie tam szkoła podstawowa była nieporównywalnie gordza i od studiów, i od pracy.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. .

    — French Professor —

    .

    Liceum wspominam jako oppressive
    place, wszyscy się mnie czepiali,
    polonistkom zrobiłem na złość
    i z dumą donoszę że w sposób
    oczywisty przegrały bitwę o mój
    spelling

    Anglista, obsessive anglpophile
    i Shakespeare lover poddał się
    zaraz na samym początku i przestał
    „potrząsać dzidą”, nauka ~36ciu ?
    różnych czasów szczęśliwe mnie
    ominęła

    Rusycysta był dużo bardziej ambitny,
    ale całkiem nowy alfabet i te tfiordyi
    i miakkij znak, śmieszne !, wszystko
    co mi z „ruskiego” zostało to kawałek
    Borodino poematu Puszkina, vot vsio

    Chemikowi na zajęciach w czasie
    demonstracji allosterii zapalił się
    biały fosfor, śmiesznie nie było ale
    wszyscy przeżyli

    Fizyków miałem paru, dobrze wspominam
    zajęcia z silnikiem odrzutowym, był to
    model silnika pulsacyjnego, takiego od
    V-1 buzz bomb, udało się go uruchomić
    na dziedzińcu, ryk był nieziemski

    Matematyk był b. przystojny i mamuśki
    się w nim podkochiwały na wywiadówkach,
    łacinnik również wykładał niemiecki i był
    zapalonym brydżaystą, b. dystyngowany

    Prof od francuskiego była zdrową podfruwajką
    i chłopaki ze starszych klas za nią przepadali…,
    propedeutykę filozofii wykładał sam dir szkoły,
    katechety sadly nie było a mógłby wspaniale
    rozjaśnić ten szary ponury komunistyczny styl

    So, people stay in school !
    może się wam jakaś dobrze zbudowana
    Prof. od francuskiego trafi i się czegoś
    ciekawego nauczycie….

    .

    ..)

  6. akurat ja mogę powiedzieć, że szkoła była moim najgorszym okresem w życiu i dopiero w pracy poczułem, że życie jest fajne. Więc myślę, że nie warto pisać, że lepiej nie będzie ..będzie

  7. Zaraz wysyłam ten „List do uczniów” do wnuczki studentki/20/, wnuka/16/.
    Wnuczka jeszcze nie korzysta z poczty elektronicznej. Wie , że dziadek pisze listy do siostry i brata, być może zazdrości im tego, pisze po swojemu listy, wysyła je pocztą, dopomina się szybkiej odpowiedzi, wiemy to od córki.
    Babci i dziadkowi nie zawsze się chce sprężyć z odpowiedzią, napisanie takie listu do dziecka to nie jest prosta sprawa, jest dla nas frajdą. Rzecz należy potraktować, ze znacznie większą powagą niż list do osoby dorosłej.
    Widzę to po sobie; łatwiej jest mi napisać, cokolwiek, na blog POLITYKI niż do wnuków.
    Starszym dzieciom też nie łatwo przychodzi odpisanie na list mailowy od dziadka,
    nie mają czasu, tak się tłumaczą. Dziadkowi brakuje pomysłów, żeby zachęcić,a nie przymuszać do pisania.

    Postaram się namówić wnuczkę i wnuka, żeby napisali,o tym, jakie mają swoje osobiste refleksje, na sprawy wymienione w LIŚCIE — bezpośrednio na blog pana profesora Jana Hartmana.

    Ten mój wpis będzie linkiem który umieszczę w mailu, żeby wiedzieli, gdzie mają szukać adresata.

  8. Jak rasowy belfer: gada i gada (uczy cierpliwości ?)

  9. Prawda (wiedza) a wyrazanie wlasnego zdania i wlasnej osobowosci. Ujal Pan sedno sprawy. W swiecie internetu i serwisow spolecznosciowych coraz wiecej ludzi chce ujawnic wlasne zdanie i wlasna osobowosc a jak to czesto wychodzi widzimy niestety. Najniewinniejszy przyklad – czasopismo opisuje odnowienie budynku reprezentujacego styl pewnej epoki, reakcja asertywnego internauty: ” ta buda to ma byc styl”? I wtedy tesknimy do dobrej szkoly powszechnej.

  10. Profesorze – na wstępie Pan proponuje:
    „Wiem, że mojego bloga czyta niewielu uczniów. Ale może moi Czytelnicy pokażą ten wpis swoim dzieciom? Będę wdzięczny.”
    Mam sporą ‚armię’ potencjalnych takich czytelników (grubo ponad tysiąc) i co ciekawe samych ateistów, lub agnostyków. Chętnie bym im ten tekst przekazał do przeczytania. Ale mam hamulec… Sam również potrafię wrócić mentalnie do czasów szkoły i odebrać to jak uczeń. I…
    Błagam – język, długie okropnie czytanie.
    Przekażę im, ale bardzo się boję (granicząc z pewnością), że mało który doczyta do końca. 🙁

  11. Tak jest: szkoła ma wywoływać głód wiedzy i rozumienia świata. Oraz nieco ten głód zacząć zaspokajać, podobnie jak przystawka do obiadu. I dać podstawowe narzędzia poznania. Bo sobie człowiek mógł już dalej radzić sam.
    Szkolenie wymaga należytych szkolących. Nauczyciel mający pojęcie o świecie? Hm, coś o matematyce, owszem. O geografii, chemii, gramatyce języka.
    Który z nich daje pierwociny rozumienia świata?
    Szkoła jako ciało mniemane?
    Dla wielu – szkoła to pierwsze i ostatnie [potencjalnie] zetknięcie się z uczuciem ciekawości świata i siebie. Co sie w szkole nie zdarzy, to nie zdarzy sie w ogóle.

  12. Profesor Jan Hartman jeszcze się nie obudził, jeszcze nie przeczytał mojego poprzedniego wpisu napisanego w sobotę przed północą, a więc jeszcze go nie „odmoderował”.
    Jestem o tym przekonany — „List do uczniów” — będzie wydarzeniem medialnym,
    o zasięgu krajowym, roztrząsanym przez rozliczne środowiska.

    Wnuczka i wnuk też pewnie jeszcze śpią, jeszcze nie wiedzą, że listy od dziadka mają w swoich skrzynkach pocztowych.

    Jeszcze się nie zdarzyło, żeby profesor uniwersytecki, filozof, do tego profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego napisał TAKI list :”List do uczniów”, moim zdaniem
    powinien być przeczytany na uroczystych akademiach z okazji rozpoczęcia nowego roku szkolnego, w dniu 1 września 2016 roku.

    W mojej głowie powstało wielkie zamieszanie: muszę wytłumaczyć swojej wnuczce studentce Zuzannie , pierwszego roku Uniwersytetu Warszawskiego,i gimnazjaliście Antoniemu:- kto to jest Jan Hartman, dlaczego to właśnie ten profesor napisał list do uczniów, moim zdaniem dla studentów, także się nadaje,- będę musiał wyjaśnić
    im takie pojęcia jak:Żyd, naród żydowski, antysemityzm ,moderacja, cenzura,- do czego służy filozofia, o czym traktuje…..lista wątków, tematów, zagadnień jest bardzo długa; będę miał o czym pisać swoim wnukom.

    Napiszę swoim wnukom; kilka dni temu, napisałem osobisty list do pana profesora Jana Hartmana, za pośrednictwem redakcji tygodnika „Polityka”, dotyczący tematu na blogu pana Profesora – choroby pewnego polityka na raka, przypomnę:
    http://hartman.blog.polityka.pl/2016/08/27/list-do-uczniow/#comment-135881

    Za chwilę pokaże się napis:
    Twój komentarz czeka na moderację

    Panie profesorze, przypominam, mamy XXI wiek, takie słowo jak cenzura powinno zniknąć z języka cywilizowanych ludzi.

  13. „Szkoła bowiem nie jest ani przyjemna, ani przyjemności nie służy. Tak jak praca.”
    ===========================================
    Nie zgadzam się z takim stwierdzeniem.
    Podobnie jak szkoła, praca, sport, ruch na świeżym powietrzu, pisanie na blogu…
    najpierw przyjemności służy, dopiero później innym celom.
    Pierwszym celem powinna być przyjemność, zadowolenie, z rozwoju mojego mózgu, z odszukiwaniu nowych komórek neurologicznych, połączeń nerwowych: o, wiem więcej!. Bez atmosfery radości, przyjemności, w trakcie tego procesu: uczenia się, pracy, uprawiania innych dyscyplin; efekty mogą być mierne, bo przymuszone.
    A przymuszony pacierz jest Panu Bogu niemiły. Mówi porzekadło.

    Widzę na górze. Profesor znowu urządza sobie drzemkę.
    Bo moderację widzę.
    Nie sprawia mi to przyjemności. Bólu też z tego powodu nie odczuwam.

  14. A nie dałoby się całego listu zmieścić w jednym twicie, na może w dwóch? Inaczej młodzież i nie tylko młodzież nie doczyta do końca.

  15. Moja szkoła IX LO w Łodzi była w czasach mojej młodości rajskim ogrodem i najprzyjemniejszym okresem mojego życia. Wracając wspomnieniami do tych lat, nie mogę w nich znaleźć przykładów „komunistycznej indoktrynacji” i to wywołuje u mnie lęk, że żyłem na innej planecie, albo na odwrotnej stronie księżyca. Moja amnezja jest obecnie bardzo bolesna. Nie potrafię utożsamiać się z poglądami Instytutu Prześladowań Narodowych ani styropianowch elit. Te dwie ojczyzny, jedna pozostająca w mojej pamięci, a druga istniejąca w przekazach elit politycznych tworzą obecną polityczna paranoję.
    Miejmy nadzieję, że obecne pokolenie „gadżetowej emigracji” bedzie zwolnione z tej lekcji politycznej mitologii.

  16. @Wacław1 „Szkoła bowiem nie jest ani przyjemna, ani przyjemności nie służy. Tak jak praca.”
    Nie zgadzam się z takim stwierdzeniem.
    Ja tez nie. Az dziwne, ze to pisze nauczyciel! Jestem emerytowanym nauczycielem i bardzo lubilem swoja prace – naprawde to byla przyjemnosc. Uczniowie chyba tez, sadzac po liczbie kolek zainteresowan po szkole – nikt po ostatnim dzwonku nie wyrywal do domu.
    A swoja szkole, nauczycieli, kolegow i kolezanki, tez mile wspominam.
    Caly wpis duzo za dlugi – przekaz zupelnie sie zatracil.

  17. Z okazji nowego roku szkolnego wszystkim Uczennicom i Uczniom życzę świeckich szkół bez religii i kleru.
    …..
    Religijna indoktrynacja w państwowych szkołach to pogwałcenie kostytucyjnych praw obywateli RP.
    Jedynym sposobem na indoktrynacyjne zło jest wyrzucenie raz na zawsze kleru i głoszenia religii ze szkół do kościelnych krucht i katechetycznych sal, gdzie ogłupianie będzie się odbywało wyłącznie z woli i za prywatne pieniądze ogłupianych.
    W publicznych szkołach zamiast lekcji religii musi być nauczana etyka i wychowanie seksualne. Nauczycielami tych przedmiotów muszą być odpowiednio wykształceni specjaliści, ale nigdy ludzie kościoła.
    Bez spełnienia tych warunków polska młodzież będzie nadal masowo indoktrynowana religijnie, ogłupiana oraz gwałcona mentalnie i fizycznie przez kk ze szkodą dla całych pokoleń.

  18. Dla mnie absurdalno-paranoidalną sytuacją jest fakt, że w Polsce dzieciaki indoktrynuje się religijnie i ogłupia serwując im w państwowych przedszkolach i szkołach przez minimum 2 godziny tygodniowo religijne bzdety zamiast języków obcych oraz wielu innych pożytecznych i intelektualnie rozwijających dziedzin nauki i kultury.

    Religijna indoktrynacja dzieci i młodzieży w Polsce jest przyczyną intelektualnego ubóstwa, które wraz z ubóstwem ekonomicznym tworzy irytująco zacofane społeczeństwo żyjące w religijnym grajdole w środku cywilizowanej Europy.

    Moim zdaniem brak stosowanego i przestrzeganego rozdziału kościoła od państwa utrudnia lub wręcz uniemożliwia rozwój polskiego społeczeństwa pod każdym względem.
    Za to wszystko, co Polskę i Polaków na przestrzeni wieków ze strony kleru spotkało należy mu się potężny kopniak w upasione du.ska wraz z poleceniem: „won do kruchty!”

  19. Łódź się odezwała, tam znajdują się moje szkoły;
    podstawowa, na Wierzbowej, byłem tam w czerwcu, tylko budynek stoi,park im. Stanisława Staszica oddzielał ją od Rektoratu UŁ,
    średnia, czy można sobie wymarzyć lepszą lokalizację, w parku im. Stefana Żeromskiego, Żeromskiego 115, a jakie tam było wyposażenie dydaktyczne na zapleczu,technologiczne, bo to było technikum, jaka piękna aula, budynek za cara powstał, dzisiaj trochę zaniedbany,a jaka kadra pedagogiczna, języka polskiego w technikum uczyła mnie polonistka z przedwojennym doktoratem, pani Zofia Ostrowska,
    wyższa, po drugiej stronie ulicy i parku Żeromskiego, to Politechnika Łódzka, w stanie upadłości….

    Właściwie, to czuję się emerytowanym uczniem, artykuły wstępne Hartmana, Celińskiego, Passenta …traktuję jak lekcje w szkole, lubię być edukowany, szczególnie przez żonę. Tu na blogowisku POLITYKI największą frajdę sprawia mi,
    właśnie, znalezienie myśli, cudzej, z którą się nie zgadzam. Potrzebna jest odwaga, żeby tę niezgodę wyrazić, uzasadnić, bo to jest ryzykowne, w maliny można się wpuścić.

    Czyli, „List do uczniów” jest także listem do mnie.

  20. Nie zdołam się oderwać od wrażeń dzieciństwa.
    Od pionierskiego i ekskluzywnego baru mlecznego w którym Mama zafundowała Wańkowi duże mleko oraz od „M” tłumaczącego mi,że ,jako Rycerz 2 ,nie powinienem wygłaszać kwestii wplatając „właśnie” do wskazania ,że woda żywa z tej skały…
    Piękna nowa szkoła aż do matury 1958.
    Na Zjeżdzie 50 lat póżniej zupełnie nie interesował mnie wspomnienia „merytoryczne ” lecz biusty koleżanek zachowane nad podziw.Czasu nie było by odwiedzić znany motel.Miałem imieniny i musiałem wracać do rodzinnych córek i wnuków.Konwencja zabójcza.
    Nie mam żadnych przesłań dla wnuków.Najstarszy 22 z uporem studiuje języki wschodnie ,młodsi kiblują w podstawówce.
    To ich dola .
    Co najważniejsze to winni rozumieć,że życie to nie jebajka a to jebitwa.

  21. .

    — O, and one more thing —

    .

    Ojciec i jego brat a mój stryj chodzili
    do tego samego liceum, gdy się wreszcie
    spotkali po dziesiątkach lat separacji
    zaczęli wspominać jak to liceum wyglądało
    za ich czasów

    Oczywiście patrzyli z góry i z pogardą na
    na mnie i brata obecnych uczęszczaczy
    do tego wspaniałego za ich czasów przybytku
    wiedzy i edukacji, tak fatalnie zdegradowanego
    przez tą parszywą komunę

    Opowiadali sobie dykteryjki z tamtych czasów,
    a pamiętasz to czy tamto o Prof od łaciny czy
    niemieckiego, bla, bla, bla, sztandarową jednak
    wymówką było to że oni mieli oferowaną
    grekę a my już nie

    Stryj odważnie zaproponował że jego przedwojenna
    matura to ekwiwalent Ph.D. w PRL-u, taaaaaa,
    i takie to były uczniów rozmowy z absolwentami,
    takie one bywają bez względu na czasy i politykę,

    So, careful people, careful…

    .

    ~

  22. Gospodarzu;
    Słabo wypada Pana „List do ucznia” w konfrontacji, z tym, co napisała
    Aleksandra Szyłło, w GW wydanie świąteczne. W ogóle nie wypada, powinien być przez Pana natychmiast zamazany, zalany atramentem z kałamarza – ten Pana List.

    Co to za jedna, ta Ala, która tak krytycznie, przygnębiająco, opisała stan polskiej edukacji, tylko umierać. Kilka cytatów machnę, zaczynając od tytułu tego obszernego materiału:
    – Szkoła. Witajcie w piekle
    – Dlaczego tyle dzieciaków musi popełnić coś strasznego, żeby wreszcie ktoś ich posłuchał?
    – Nie dajesz rady spadasz
    – Prawie 30 lat po upadku PRL-u……..a uczeń nie jest w niej traktowany podmiotowo.
    – burmistrz wzywa dyrektora szkoły i opiernicza go za niskie miejsce placówki w rankingu.
    – Badania pokazują, że coraz więcej młodych ludzi w Polsce odbiera sobie życie.

    Tego wszystkiego, tych patologii , cierpień dzisiejszego ucznia, nauczyciela także, nie da się opisać…

    Normalną szkołę to my mieliśmy zaraz po drugiej wojnie, tak do epoki Gierka,
    Jaruzelskiego.
    Prawdziwy dramat mamy od czasu pomysłów reformatorskich w edukacji: Handkego,Buska , Mańka …
    Z tego tekstu pani Aleksandry wynika, że mamy, ale burdel edukacyjny, piekło edukacyjne…

    Do kogo powinien, w tej sytuacji, nasz Gospodarz napisać list … najlepiej, jakby napisał do siebie, do swoich kolegów profesorów, polityków, pisania do prezydenta Dudy nie polecam, robi się coraz to mniej sprawny intelektualnie, według mojej wiedzy, białko z pożywienia, jego nadmiar w diecie, jest tego przyczyną.

  23. A ja, sztubak, w szkołach miałem cymes. W piątej klasie podstawówki, jak ten Piotruś Pan, chciałem aby to trwalo wiecznie, niestety nie trwało.
    W średniej tylko drugi okres miałem ciężki ale tylko z powodu przeprowadzenia się ze stancji do internatu.

  24. Co ma wspólnego białko, z edukacją człowieka?
    Tylko profesor Tadeusz Kotarbiński byłby w stanie to zrozumieć.
    Ten wielki XX-wieczny polski filozof, niestety nie żyje. To wynika z tego co napisał,
    z tego co wyczytałem w internecie.
    Mieszkałem w Łodzi, profesor Kotarbiński udzielał wywiadów, pamiętam jego wypowiedź z „Dziennika Łódzkiego” wtedy chyba jeszcze uczniem szkoły podstawowej byłem, takim dziwnym językiem się wypowiadał, dziś wiem, że archaicznym, jeszcze XIX wiecznym, ale bardzo zrozumiałym , niezwykle klarownym,łatwym do zrozumienia.
    Gdzieś około 2006 roku, za pomocą ALLEGRO kupiłem książkę profesora „Medytacje o życiu godziwym”, chciałem się dowiedzieć, co to znaczy życie godziwe, przy okazji o tej wypowiedzi w gazecie mi się przypomniało, z przed
    50 laty. Nikt tak nie pisze.
    Z moją osobistą edukacją nie było tak różowo. już od szkoły podstawowej, wtedy
    przyczyna tego stanu, że czegoś tam nie mogłem zrozumieć, wypracowania napisać,
    była, nawet przez dorosłych nie analizowana. Tak jak i dzisiaj, prawie nikt o tym nie myśli, nie zadaje sobie pytania dlaczego młodzi ludzie, starzy też, mają kłopoty z nauką.
    Dopiero na starość doszło do mojej świadomości; głodny chodziłem do szkoły, na wykłady politechniczne, po lichym kawałku chleba z masłem popitym małym mlekiem, na więcej nie było mnie stać. Pamiętam bar mleczny na skrzyżowaniu ulic Żwirki i Wólczańskiej w drodze na Politechnikę Łódzką.
    Kto tam wtedy zastanawiał się, że mózg ludzki w połowie składa się z białka i tłuszczu, że ten mózg potrzebuje doładowania, ciągłego karmienia.

    Obecnie jest jeszcze gorzej; rodzice mają pieniądze, możliwości karmienia swoich dzieci, takie jak Bóg przykazał, cóż z tego z braku wiedzy, nieświadomości, żywią swoje dzieci gorzej niż hodowca nierogacizny, strawą w swej wartości biologicznej gorszą od trawy, która dla bydła jest smakołykiem.
    Mniej odpowiedzialnie , bo nieświadomie, bezrozumnie, żywią się nauczyciele.
    Po którym to żywieniu tylko głupi rozum można mieć.
    To także profesorów uniwersytetów także dotyczy.

  25. A mi się marzy przedmiot w szkole, ocierający się przynajmniej o filozofię, gdzie uczniowie mogliby się zastanawiać i pytać bez strachu, skąd, dokąd i po co to wszystko? „A jeśli Boga nie ma?”. I nauczyciele, którzy by nie udawali, że znają na to odpiwiedź, bo nie znają, ale warto szukać, szukać, wątpić w odpowiedzi, które podobno są na te pytania itd… To najbardziej rozwija i walczy z umysłowym lenistwem, chociaż nie daje żadnych pewnych odpowiedzi, ale warto próbować, a nuż się uda 🙂

  26. Przeczytałem, zrozumiałem i wziąłem do serca.
    Dziękuje Panie Profesorze!

  27. Rap pedagogiczny

    Kto w młodości pił wodę
    wprost z saturatora
    przejechał Polskę stopem
    pływał po jeziorach
    kto był u Gałczyńskiego
    w leśniczówce Pranie
    ten się z tym krajobrazem
    nigdy nie rozstanie
    kto odwiedził Warszawę
    gdy sprzątała gruzy
    ten nigdy nie zapomni
    tamtych młodych ludzi
    nie zapomni radości
    i spolegliwości
    tych, którym przywrócono
    poczucie godności

    to był renesans Polski
    te lata po wojnie
    wszystko co było w Polsce
    było tylko polskie
    wypaczenia i błędy
    także były nasze
    na zimę jak wkładałem
    mej siostry kamasze
    rosół był raz w niedzielę
    tydzień bywał postny
    a huligan był grzeczny
    ba, był nawet modny
    do wojska brali mężczyzn
    a nie najemników
    to było nasze wojsko
    dziś jest z „ochotników”

    naród walczył z ciemnotą
    dorastał z Kulturą
    towarzyszy karmiono
    polityczną bzdurą
    cała reszta wiedziała
    kto i po co kłamie
    chłop dostał kawał ziemi
    artysta mieszkanie
    w tamtych szalonych czasach
    słuchało się „dżazu”
    a dzisiejsza muzyka
    korytem furażu
    młodzież tarza się w błocie
    bo to tylko wolno
    w telewizji seriale
    kłamstewka i porno

    nasz młodość minęła
    tak jak tamte czasy
    trochę nazbyt beztroskie
    FWP- owskie „wczasy”
    z Polski została nazwa
    fabryki sprzedano
    banki też w obcych rękach
    sprzedawca wziął „siano”
    i bredzi o wolności
    markuje wybory
    małpując już nam znane
    orwellowskie wzory
    a w tym globalnym bagnie
    które bankier stworzył
    degenerat związkowy
    Polskę upokorzył

    czy mamy się zamartwiać
    tym obrotem sprawy
    czy szukać pocieszenia
    narkotycznej trawy
    czy kończyć tak jak Lepper
    czy jak ci związkowcy
    co za marną odprawą
    sprzedali pół Polski
    to jest trudne pytanie
    dla tych młodych ludzi
    co już oddano w łapy
    globalnej ułudy
    więc jeśli jesteś boso
    to przypnij ostrogi
    przestań tańczyć jak chochoł
    stań na proste nogi

    / rap dla ludzi rozumnych /
    autor : ma swoje lata

  28. Czy nie można zakochać się w profesorze Tadeuszu Kotarbińskim, jak się takie zdania czyta:
    „Nie ma chyba lepszego sposobu, by rozruszać nieruchawca lub opieszalca, niż pobudzenie jego ambicji.”
    albo:
    „Na nieszczęście, odziedziczyliśmy po przodkach przedczłowieczych potężny instynkt walki, a wyrobił się on jeszcze jako spuścizna ludzkich już dziejów społecznych, pełnych zmagań na śmierć i życie i przypierania się wzajemnego wśród okrzyków triumfu, przy akompaniamencie płaczu i zgrzytania zębów”.

    Taki byłem zachwycony tym językiem, że całą tę książeczkę „Medytacje o życiu godziwym” – własnoręcznie, własnymi palcami, wybijając wszystkie litery, wyrazy,
    zdania, na klawiaturze -na twardym dysku swojego komputera, umieściłem.

    To mi przypomina bajeczny język Władysława Reymonta, w jego „Chłopach”, „Fermentach” , „Ziemi Obiecanej”, nowelkach – ten sam zachwyt, podziw na mózg mi się rzuca, jak przy Kotarbińskim.
    Reymonta, dopiero teraz na swoją starość odkryłem, wcześniej ,w wiekach szkolnych, był dla mnie nie do strawienia. Bo strawę miałem, wtedy, nie do takich zdań, w ten sposób wyrażonych.
    To nie tylko literatury dotyczy; odkryłem przy przedpoprzednim Konkursie, że Szopena mogę słuchać, a już ci, w szczególny zachwyt wprawia mnie słuchanie koncertu E-mol w wykonaniu Kate Liu
    https://www.google.pl/url?sa=t&rct=j&q=&esrc=s&source=web&cd=1&cad=rja&uact=8&ved=0ahUKEwiU7rrH0ejOAhUFEpoKHUlqC7gQtwIIIDAA&url=https%3A%2F%2Fwww.youtube.com%2Fwatch%3Fv%3Drs8rrW4s_rs&usg=AFQjCNHd2Ustr-Ker62F46ZieckQoCR10Q&sig2=btHLx6Rnc_rZLOwaws_UUQ

    Panie Profesorze, ma Pan wielkie szanse, żeby swój styl pisania, do stylu filozofa Tadeusza Kotarbińskiego – przybliżyć, żeby wyobraźnię pobudzał, inspirował do myślenia.
    Tylko jest problem; kto by wtedy Pana czytał: poza Wackiem.

  29. Jestem nieco zasmucony po lekturze „listu do uczniów” Jana Hartmana, w którym obok cennych uwag przemyca swoiste wezwanie do konformizmu, bierności, zagryzania zębów, do pogodzenia się z ideą nudnej szkoły.
    „Szkoła bowiem nie jest ani przyjemna, ani przyjemności nie służy. Tak jak praca. (…) szkoła jest trochę beznadziejna. Ale lepiej już nie będzie. Ani na studiach, ani potem, w pracy.”
    Chcę zatem odpowiedzieć młodym ludziom: nie idźcie tą drogą. Nie wierzcie w to, że szkoła musi na wieki pozostać sztuczną, nużącą instytucją, opartą na narzuconych rolach, przemocy i manipulacji. I że nic się nie da zrobić. Ona naprawdę może przyjemna i przyjemności służyć. Podobnie jak praca. Ja z niej czerpię ogromną radość. I znam wielu, którzy mają podobnie.
    Szkoła może być naprawdę inspirującym miejscem do rozwoju, uruchamiającym wyobraźnię, kreatywność, inwencję twórczą, wykorzystującym naturalną ciekawość do odkrywania świata, rozwijającym talenty i pasje. Ja takie szkoły widziałem. Wielu refleksyjnych, odważnych dyrektorów i nauczycieli zmierza w tym kierunku, przebijając się przez dżunglę przepisów. Także Wy możecie stać się katalizatorami mądrych zmian. Uwierzcie w ideę przyjaznej i radosnej szkoły. To nie jest fanaberia. To konieczność.
    Zamiast chować głowę w piasek – komunikujcie to, czego potrzebujecie. Z szacunkiem ale otwarcie wyrażajcie swoje zdanie. Im więcej Waszych głosów tym zmiana stanie się bardziej realna. Zatem do dzieła. Może sami takiej szkoły nie doczekacie – ale jest szansa, że Wasze dzieci już tak

    https://www.facebook.com/tomasz.tokarz.7/posts/10207078430545365?notif_t=feedback_reaction_generic&notif_id=1472559703101448

  30. Rydzyk powiedził kiedyś: kto ma władzę w TVP ten ma władzę dziś…a kto ma władzę w szkole ma władzę jutro…Wciskajmy te religijne głupoty dalej a bedzie tak że nauczyciele będą wciska dziciom ze Teoria Ewolucji to tylko teoria….nie Teoria Naukowa…

  31. „Kategorie dzieciństwa i dorosłości dziś się już zacierają.”

    To jest ssyństwo.

    Dorosłość ma być wyzwaniem do ryzyka i dawania dpy jako normalność profesjonalna.
    Jak się wykształciłeś to ryzykuj. Nawet ja się wykształciłeś w Wyższej Szkole Bankowości.

    Odebrano dorosłość .Zostały „śmieciowe”.
    Na dodatek pieprzą o „start ups” ,które mają wyrosnąć ze śmieciowych.

    To jest ssyństwo skonstruowane przez historyków pogrzebowych.
    Bez jakichkolwiek umiejętności i jakichkolwiek zdolności egzystowania we współczesności cywilizowanej poza zmywakiem.

    Dziwię się,że potomek znamienitego matematyka i sam znamienity filozof namawia na przystanie na ssyństwo.

    Occupy Wall Street zgasło.Im jest trudniej.
    Nam winno być łatwiej (mnie szczególnie 70+++).
    Filozof J.Hartman nie ma prawa przystawać na ssyństwo.

  32. Zadam Pana tekst do przeczytania swoim studentom psychologii wychowawczej i do … rozważań i recenzji. Zaraz na pierwszym wykładzie.
    Niekoniecznie zgadzam się ze wszystkimi stwierdzeniami, np. z tym ciężkim obowiązkiem jakim jest (?) szkoła czy praca, która może dawać satysfakcję, frajdę (jeżeli wypada tak powiedzieć nauczycielowi akademickiemu), ale rozumiem ideę. Nic nie jest do końca gładkie, bywa chropawe (a teraz wmawia się ludziom, że szczęście jednostki jest najważniejsze i zawsze nieustająco powinniśmy go doświadczać).
    Dziękuję 🙂

  33. I ja dziękuję 🙂

  34. Mam wrażenie że pisał Pan do córki (jak pamiętam z jakiejś noty biograficznej ma Pan córkę – aktualnie chyba w okolicy końca liceum)… W pewnym momencie „list” pisany jest do adresata w drugiej osobie liczby pojedynczej, rodzaju żeńskiego… 🙂

    Przeczytała tę sążnistą epistołę?
    (Nie doczytałem jeszcze całego „Albo-albo”, ale skojarzyła mi się z… „papierami B” 🙂

    Pozdrawiam serdecznie!

  35. Przeczytałem list swojemu 11-letniemu synowi. Na koniec zapytałem co z niego zapamiętał. Przez chwilę w kuchni było słychać tylko brzęczenie muchy, która próbowała wydostać się przez szybę okna na podwórko (ewidentnie nie latała do szkoły, inaczej wiedziałaby, że głową szyby się nie przebije).
    Podczas gdy mucha nadal walczyła z materią szyby, syn przemówił tymi słowami: „Że, (nie potrafię przekonać syna aby nie zaczynał zdań od „że”) nie powinienem dokuczać nauczycielom, bo wtedy może im być smutno i że, prawda nie jest tym samym co własne zdanie, bo prawda jest jedna, a zdanie każdy może mieć inne, i że trzeba mieć wiedzę aby próbować poznać tą prawdę. Mogę już iść na dwór?”. Kilka sekund później usłyszałem jego wesoły głos za oknem.
    Muchy już nie było, czyli jednak jej się udało.

  36. Pozdrowienia dla syna 🙂

  37. ->JanekzMarek
    Nie jest źle!!!
    Pana syn nie tylko wyrecytował listę tego, co się powinno czynić, a czego nie, ale również spróbował podać powody „dlaczego”. Oczywiste jest, że jedenastolatek może ogarnąć tylko ograniczony obszar, więc nie ma co narzekać, że nie zapamiętał całego wywodu profesora etyki. Ale umiejętność zwrócenia uwagi na zależności to poważna rzecz! 🙂
    Może warto wydrukować tekst i „przerobić” go z synem na piechotę? Takie rzeczy wcale nie muszą się dziać dopiero na studiach! Wydaje się, że da radę!

css.php