Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne

22.11.2016
wtorek

Narodowe Centrum Głupoty im. Beaty Szydło

22 listopada 2016, wtorek,

Zastanawiałem się, kiedy ten rząd przypnie sobie ośle uszy i odda gargantuicznej grotesce. Doczekałem się! Czegoś tak idiotycznego jak Narodowe Centrum Społeczeństwa Obywatelskiego nie wymyśliłby nawet tow. Wiesław. Zupełnie jak z gagów Barei. To już nawet nie PRL, tylko jakiś ZSRR w satyrze Ilii Erenburga.

Ja nie wiem, czy geniusze doradzający Prezesowi oraz p. Szydło coś czytają czy już pożarli wszystkie rozumy i zasięgają opinii wyłącznie we własnych zacnych makówkach, ale zawsze jest ta szansa, że z chóru szyderstw za oknami ich pałaców dotrze do ich nadobnych uszek choć parę słów. Dlatego warto tłumaczyć i wyjaśniać. Bo jak mówią: człowiek gada, Pan Bóg słowa nosi. A nuż coś to da?

Wnosząc swój wkład do tego pełnego wiary dzieła, pragnę wyjaśnić Pani Premier bardzo szanownej, co to znaczy to całe „społeczeństwo obywatelskie”. Jako że wymyślił je niejaki Hegel, który lubił czynić trudnymi rzeczy w istocie swej proste, naprawię jego błąd i przeciwnie jego narowom rzecz wyłożę jak premierce na miedzy.

Otóż idea była kiedyś taka, że jest sobie lud głuchy i nieświadomy, który do żadnego życia społecznego i publicznego nie jest zdatny. Nad tym ludem jest zaś państwo – groźne i prawem stojące. I oto zagadka: co zrobić, żeby w takim kraju zakwitły wolność i pomyślność? Ano potrzeba do tego czegoś trzeciego, co znajdowałby się pomiędzy owym ludem a państwem i z czego państwo czerpałoby siłę, inspirację i kadry. To coś trzecie to właśnie „społeczeństwo obywatelskie”, czyli spontaniczne, wolne stowarzyszanie się obywateli dla prowadzenia pożytecznej działalności. Jedni założą spółkę i będą coś produkować, inni – uprawiać naukę, jeszcze inni – pomagać chorym, a ci najbardziej zaangażowani w sprawy publiczne… pozakładają partie polityczne. Tak, tak, partie polityczne to też „społeczeństwo obywatelskie”!

Za Hegla z demokracją było dość jeszcze krucho, lecz z biegiem czasu, gdy demokracji przybywało, wolne stowarzyszenia, czyli całe to spontanicznie organizujące się życie społeczne, stało się tą właśnie przestrzenią, w której najbardziej bezpośrednio spełniała się samorządność obywatelska i w której samo państwo uczyło się demokratycznych standardów. Z racji znaczenia, jakie mają dla demokracji te stowarzyszenia, które same zarządzane są demokratycznie, a przez swoją współpracę z państwem uczą je praktykowania demokracji, od paru dekad znaczenie zwrotu „społeczeństwo obywatelskie” uległo pewnemu zawężeniu. Wypadły z niego mało demokratyczne korporacje i zbyt blisko związane z rządem partie polityczne, a zostały głównie tzw. organizacje pozarządowe, czyli stowarzyszenia i fundacje działające na rzecz takiego czy innego dobra społecznego.

Sama istota rzeczy nie uległa jednakże zmianie: społeczeństwo obywatelskie jest wolne i spontaniczne, a jego relacje z państwem polegają na wolnej współpracy. W dobrze urządzonym społeczeństwie państwo chroni wolną działalność obywateli, dostarczając jej stosownych ram prawnych, a działalność obywatelska jest energią, dzięki której państwo może skutecznie działać w łonie samego społeczeństwa i koordynować ze sobą wszystkie czynniki i siły składające się na pomyślność kraju. Państwo wspiera się na aktywności społecznej obywateli, a jednocześnie jej służy. Sprzęgnięte ze sobą instytucje państwa i społeczeństwa obywatelskiego tworzą policentryczny i elastyczny system, którego działanie opiera się na swobodnej komunikacji, transparencji, demokratycznych procedurach i powszechnej woli współpracy aktywnych ludzi dobrej woli na rzecz wspólnej pomyślności. Taka to jest koncepcja. I częściowo działa (tylko częściowo, ale to już inna historia).

No to teraz wracamy do Narodowego Centrum… Otóż, miły rządzie, kochający Boga i inne centrale. Społeczeństwo obywatelskie z istoty rzeczy nie podlega centralizacji! Żadnej! Jest wolne, rozproszone, spontaniczne. Nie znosi żadnego centralnego zarządu. Centralizacja i kontrola jest dla wolnych stowarzyszeń drogą do przeistoczenia się w instytucje publiczne. I w pewnej mierze jest to nawet pożądane – państwo wszak wyłania się ze społeczeństwa obywatelskiego właśnie przez instytucjonalizację pewnych jego części. Jednakże objęcie wszystkich stowarzyszeń pragnących współpracować z rządem na różnych polach „opieką” ze strony jednej instytucji rządowej stanowi zaprzeczenie samej istoty społeczeństwa obywatelskiego i jego wolnych, pluralistycznych relacji z państwem.

Cała sztuka demokratycznej współpracy rządu ze społeczeństwem polega na tym, aby uniknąć w jej przebiegu partyjno-ideologicznej stronniczości i protekcjonalizmu, a więc tego, by faworyzowane organizacje stawały się skorumpowanymi przyczółkami środowisk władzy. Centralizm i klientyzm to najcięższe choroby społeczeństwa obywatelskiego, którym zapobiec można, jedynie odsuwając polityków partyjnych od wpływu na kształtowanie się relacji rząd–organizacje, a zwłaszcza uniemożliwienie im finansowania działalności wspierającej cele partyjne i ideologiczne, a więc działalności sprzyjającej utrwaleniu aktualnego układu władzy. Dlatego zdrowe procedury finansowania wybranych akcji czy projektów organizacji pozarządowych muszą mieć charakter konkursów, w których jak najmniej do powiedzenia mają funkcjonariusze państwa z partyjnego nadania, a jak najwięcej przedstawiciele społeczeństwa obywatelskiego – zasłużeni działacze i specjaliści o niepodważalnym autorytecie i zasługach.

Narodowe Centrum Społeczeństwa Obywatelskiego samą swoją śmieszną, groteskową wręcz nazwą wskazuje, jakie są intencje rządu. A są one takie: objąć jak najściślejszą kontrolą i nadzorem finansowanie organizacji ze środków publicznych; scentralizować i skoordynować działania wszystkich organizacji z agendami rządowymi, tak aby finansowanie organizacji odpowiadało celom rządu i programowi rządzącej partii. Czyli, inaczej mówiąc, zlikwidować wolność i spontaniczność w działalności organizacji i w kształtowaniu się ich współpracy z różnymi sektorami władzy publicznej. Wziąć za pysk – żeby rzecz nazwać po imieniu.

Organizacje będą odtąd klientami rządu, grzecznymi i posłusznymi, czekającymi na granty jak pokojowe pieski na ciasteczko. Te grzeczne i wytresowane, bardzo usłużne i posłuszne Bogom, honorom i ojczyznom, a zwłaszcza mające dobre układy i dojścia do miłościwie panującej Partii – Centrala nagrodzi sowicie. Resztę pogoni. A już najlepiej, żeby fundacje i stowarzyszenia miały w swoich szeregach zasłużonych działaczy PiS – wtedy będą mogły liczyć na największe względy i granty.

Na pierwszym miejscu będą, rzecz jasna, Rydzyk i jego kościelni akolici. O, to będzie najtłustsze „społeczeństwo obywatelskie”, mające przy Narodowym Centrum miejsce parkingowe tuż koło głównego wejścia. Potem będą ci wszyscy od „wyklętych”, od pisowsko-endeckiego patriotyzmu, od przebieranek, od różnych tam „samoobron”, „tradycji”, strzelania, ganiania po lasach, polowania itp. Dalej pójdą ci od oświaty patriotycznej i bardzo nabożnej, od zwalczania dżenderu, aborcji, gimnazjów, szczepionek i innej cholery, a ostatni promil dotacji, całe sto tysięcy, pójdzie na takie tam michałki-frajerki, z jakiejś ugrzecznionej centro-prawicy, żeby potem się chwalić, że pluralizm jest za PiS jak ta lala.

Centrala przypilnuje, aby żaden grosz nie przedostał się na cokolwiek, co mogłoby pomimo dofinansowania rządowego nadal mienić się niezależnym, cokolwiek krytycznego wobec PiS albo Kościoła. Pani Szydło i jej narodowo-centralnym doradcom nawet nie mieści się w głowie, że rząd mógłby finansować swoich krytyków. To przecież nielogiczne i absurdalne! No to macie, kochanieńcy, taką oto lekcję WOZ: miarą demokratyzmu rządu i siły społeczeństwa obywatelskiego jest to, na ile rząd taki zdolny jest finansować działalność środowisk mu niechętnych i na ile środowiska te, biorąc pieniądze od rządu, mimo to zdolne są zachować niezależność. Niesamowite, co? Ależ ta demokracja porąbana!

PS Czekam na Narodowe Centrum Prokreacji. Zgłaszam się na odźwiernego.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 37

Dodaj komentarz »
  1. Szydło to może i głupia służka, ale co powiedzieć o „opozycji”, która ta pani wójtowa ograła a zwłaszcza o millerowo-palikotowej lewicy, którą na amen z Sejmu wysiudała?

    Przegrać wybory to żadna hańba. Ale przegrać z Szydło i Brudzińskim jako z mniejszym złem, to już tak. Obciach, wstyd i wiocha.

    Panie Harman. Idź Pan może do Szydło z worka na kursy polityki. Może się wam tam w Warszawie przyda.

  2. Następnie będzie utworzenie CRZZ (Centralna Rada Związków Zawodowych) pod przewodnictwem tow. „Cioska” (dlaczego w cudzysłowie – dla inteligentnych)

  3. p.s. powinno być „Ignacego Loga Sowińskiego”. Zawiodła mnie pamięć

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. W ramach wykładu ‚jak premierce na miedzy’ 😉 odesłałabym decydentów do podstaw – dwóch (nieco odmiennych) definicji społeczeństwa otwartego wg. Bergsona i Poppera. Niewykluczone, rzecz jasna, że paradoksalnie już je znają i stąd wzmożona chęć kontroli społeczeństwa obywatelskiego. W końcu to ono jest podstawą funkcjonowania społeczeństwa otwartego, czyli zjawiska/bytu, którego coraz bardziej obawia się PiS i jego… proszę wybaczyć eufemizm – apologeci…

    Ps. Bób, homar i włoszczyzna; to pierwsze koniecznie wcześniej ‚zblanszowane’;)

  6. Przepraszam za literówkę w nazwisku.

  7. Przecież tu chodzi tylko o synekurki dla samych swoich. Tak jak na UJ.

  8. A gdy ja chodziłem do tzw. szkół – oj, dawno to było – to mnie uczyli, że w języku polskim nazwiska podlegają deklinacji, przy czym, w przypadku homonimów, różne są schematy deklinacji dla nazw, a inne dla nazwisk.

    Chodzi mi o nazwisko „Szydło”. Schemat deklinacji wymaga w tym wypadku odmiany jak dla nazwisk. Pan Szydło, ale pani Szydłowa. Jeśli byśmy mówili o szydłach szewskich, to powiedzieć trzeba „te szydła”. Ale pan Szydło i pani Szydłowa razem, nazywają się „państwo Szydłowie”, a nie „państwo Szydła”. Zgodnie z tym, zakładając szacunek dla języka polskiego, o premierce należałoby mówić „pani Beata Szydłowa”. No, tak mnie uczyli. A tu Szydło, Szydło i Szydło!

    Strach o tym mówić, bo to kłuje i w oczy, i w uszy! Czy zasady gramytyki języka polskiego uległy zmianie, co do mnie nie dotarło? Skąd to narodowo-katolickie Szydło? Na jakiej zasadzie pani Szydłowa nazywa się Szydło (ale nie nazywa się „szydłem”!)? Właściwie, dlaczgo?

    Może ona nie wie, że poszanowanie kultury polskiej wymaga m.in. przestrzegania gramatyki języka polskiego? No bo, weźmy inną sprawę, uprawia putinowską politykę, a wciąż jej się wydaje, że to rodzima polityka narodowo-katolicka. W dodatku z elementami faszystowskimi (o czym Pan Profesor w poprzednim wpisie objaśniał). Dobry człowiek, Ta pani Szydłowa, widać to na pierwszy rzut oka, ale choć w intencjach chce realizować tylko „dobre zmiany”, to jednak wychodzi na to, że w wielu sprawach jak gdyby nie miała orientacji! Smoleńska mgła, po prostu!

    O co tu chodzi? I co tu jest grane? Czy gramatyka języka polskiego uległa zmianie, czy też są to tylko kpiny z języka polskiego?

  9. Ucieszyłem się, czytając Pana ‘dzięks’ w Listach.
    Blogi stoją obok siebie, trudno sobie wyobrazić, że piszący w Listach nie czytają Pańskich, znakomitych i żarliwych wpisów.
    Mnie brakuje trumpowatosci w słowach i mowie ciała polityków opozycji.

    Serdecznie pozdrawiam

  10. Rozumiem skróty myślowe wynikające z poetyki felietonu, ale warto by jednak uściślić, że Hegel nie tyle wymyślił pojęcie „społeczeństwa obywatelskiego”, co raczej nadał mu odmienny od klasycznego charakter. W rozumieniu klasycznym (które dominowało mniej więcej aż do Kanta) „obywatelskość” kojarzona była przede wszystkim z politycznością, tymczasem obywatel heglowski bywa w dużym stopniu podmiotem apolitycznym, walczącym o uznanie z innymi podmiotami w horyzoncie konkurencji ekonomicznej.

    Nie mam zatem pewności, czy warto w mocny sposób afirmować właśnie heglowskie pojęcie „społeczeństwa obywatelskiego”; można je bowiem uznać (w tym miejscu to ja posłużę się skrótem myślowym) za prefiguracje społeczeństwa neoliberalnego: niechętnego polityce, skoncentrowanego na romantycznie pojętym ujednostkowieniu oraz na burżuazyjnej konkurencji wszystkich ze wszystkimi. Rewersem takiej „obywatelskości” bywają trendy odwrotne – dążenie do nacjonalistycznej centralizacji, dominacja natywno-religijnej masy nad jednostką etc. Upraszczając, powiedziałbym, że nie zaskakuje mnie to, iż heglowskiemu „obywatelowi” wyskakuje zza pleców Beata Szydło (excusez le mot). Heglizm i pisizm to w tym układzie sprzężenie zwrotne. Co za tym idzie, postulowałbym dyskusję na rewaloryzacją klasycznego (w tym kantowskiego) pojmowania obywatelskości.

  11. „Społeczeństwo obywatelskie z istoty rzeczy nie podlega centralizacji! Żadnej!”
    Pozwalam się nie zgodzić, przy założeniu, że reprezentantem (nieoficjalnym) takiego społeczeństwa są tzw. NGO. I jest jedna, jedyna centralizacja, której podlegają, tzn. centralizacja u kasy. Jak mawiają w innych językach: kto płaci orkiestrze, ten wybiera muzykę. Do tej pory kasa leciała rurą z Zachodu (znamy bardzo dobrze te liberalno-lewackie i anyprawdziwie niepolskie źródła, jak i realizowane przez nie cele), a teraz dalej będzie leciała tą samą rurą, tyle że kontrolowaną nie przez wyglansowany, postępowy półbucik, a przez narodowy, prawdziwie polski (pierwszego sortu, itd.) gumiak pod nadzorem PiS. A jak dojna krowa i NGO będą się chciały dogadać bez gumiaka na rurze, to się zobowiąże prawnie takie NGO do rejestracji jako agencje obcych wpływów i sprawa załatwiona 🙂

  12. .

    — Kubrick —

    .

    Te Hegle i Poppery to Pana Prof. pokąsały
    oh pokąsały, no i kurde gołym okiem widać
    że nie szczepiony, a to zaraza zakaźna,
    to takie Chlamydia móżdżkowe, czy inna
    franca co to z EU przyszła

    Mogę się założyć że dobrze zbudowane
    chłopaki pewnego ranka mroźnego do
    gabinetu zapukają, oj zapukają, że to niby
    epidemia wybuchnąć może i że CDC ich
    przysłało….

    W rękawiczkach i twarzowych maseczkach,
    by czegoś nie złapać, gabinecik przekopią,
    a jak go opuszczą to odbitka na odbitce
    z tych wrażych artykułów co to się walały
    stertami w każdym kącie nie zostanie

    Dobrą stroną takiej wizyty jest to że
    gabinecik będzie bardziej przestronny,
    będzie go można wreszcie odkurzyć,
    truchło gryzonia pod kaloryferem co to
    się Popperem zadławił usunąć, bidulek..

    Właściwe organy dokwaterują nieznanego
    teologa z Torunia by Panu Prof. pomógł
    przy zmianie profilu zainteresowań, mniej
    godzin wykładów, seminariów, magistrantów,
    dużo poniżej pensum, ćwierć etatu….?

    Wpiszą na parę List, brodatych, ateistów,
    genetycznie adulterated, McCarthy przy nich
    to dupek, że zacytuję zjawę z „Odyssey 2001”
    Kubrick’a

    „WILL BE WONDERFUL”

    .

    ..)

  13. Czytam Pana chętnie chociażby ze względu na język, aliści coraz częściej zastanawiam się, czy aby na pewno nie bierze Pan udziału w wyśmiewaniu tegoż społeczeństwa?
    Przecież PiS, tak jak inni na świecie przed nimi (i pewnie po nich) bazuje na sprawdzonych od tysięcy lat metodach tworzenia – jeśli nie całej rzeczywistości – to przynajmniej opisującego ją języka. Na tym bazują wszak wszelkie religie i partie – na nierealnych, niesprawdzalnych obiecankach. PiS udowadnia nam na każdym kroku, że kłamie. Kłamie w naszym rozumieniu języka. Ale oni twierdzą, że w ich rozumieniu mówią szczerą prawdę. Zupełnie jak niemiłosiernie nam panujący kościół katolicki. A Pan usiłuje tłumaczyć im oczywistości, które oni oczywiście rozumieją, aliści opatrznie (od optrzności).
    Jako nauczyciel, do tego akademicki, wie Pan, iż jeżeli student (uczony) czegoś nie rozumie, to powinno to być winą nauczyciela (uczącego), a nie studenta. Czyli to uczący (uczy, bo jest lepszy) powinien dostosować się do poziomu uczonego, bo przecie uczony jeszcze nauczony nie został, więc dostosować się nie może. Jeżeli zatem, celem Pańskich tekstów jest dotarcie do PiSków, powinien używać Pan ich języka. My, jako już nauczeni, pouczeń raczej nie potrzebujemy.
    A patrząc na zdjęcie Jarosława K. przemawiającego z drabinki nasuwa mi się określenie Wódz Drabiniasty.
    Pozdrawiam zza gór i rzek
    Qba

  14. Komitety Obywatelskie (pamięta kto tę nazwę?)…

    Przecież to polityczni pupile pana Hartmana unicestwili Komitety Obywatelskie, aby nie rządziło przypadkowe społeczeństwo. Ci pupile robili to samo, co pisiacy. Jednak pan Hartman swoich pupilków nie tknie, a gromi nie swoich. A przecież pupile pana Hartmana zrobili coś bardziej ohydnego.

  15. Panie (robiacy tu za filozofa) profesorze.
    Kobiety czasem rodza dzieci czyz nie? Robia to dzisiaj, robily to w czasach hegla i sporo wcesniej, np. w czasach Arystotelesa, ktory jako pierwszy uzyl terminu ‚spoleczenstwo obywatelskie’. Rodza je w Polsce, Peru, Kamerunie czy na Jamajce. A czy widzial pan kiedys pomnik matki peruwianki, kamerunki czy jamajki? Nie? I slusznie, bo tylko w Polsce stawia sie im za to pomniki. Widac to juz taka nasza narodowa specyfika. I tak samo z tym centrum. Zbudowano je, postawiono i stoi. Co to komu przeszkadza?

    „(…) a zwłaszcza uniemożliwienie im finansowania działalności wspierającej cele partyjne i ideologiczne, a więc działalności sprzyjającej utrwaleniu aktualnego układu władzy.”
    Straszliwy spisek kelnerow doprowadzil do ujawnienia tresci rozmowy pana B. Sienkiewicza z prezesem NBP, w ktorej ten pierwszy namawial drugiego do sfinansowania kampanii wyborczej PO z funduszy publicznych. Widocznie mielismy wtedy spoleczenstwo obywatelkie w pelnej krasie bo jakos nie przypominam sobie aby protestowal pan wtedy przeciwko tej jawnej probie lamania jego zasad.
    „(…) od paru dekad znaczenie zwrotu „społeczeństwo obywatelskie” uległo pewnemu zawężeniu. Wypadły z niego mało demokratyczne korporacje i zbyt blisko związane z rządem partie polityczne, a zostały głównie tzw. organizacje pozarządowe, czyli stowarzyszenia i fundacje działające na rzecz takiego czy innego dobra społecznego.”
    Swiete slowa. Zwlaszcza gdy wspomnimy dzialajaca „na rzecz takiego czy innego dobra społecznego” Fundacje Batorego, finansowana przez Bundestag. Widocznie Niemcy to tacy europejscy altruisci, ktorym na niczym tak nie zalezy jak nasze, polskie dobro wspolne. Jedynie efekt jest troche odwrotny, bo dzialanosc tej czy paru innych fundacji skutkuje raczej w zblizeniu rzadu i partii. A zwlaszcza tej wlasciwej partii.

    „Cała sztuka demokratycznej współpracy rządu ze społeczeństwem polega na tym, aby uniknąć w jej przebiegu partyjno-ideologicznej stronniczości i protekcjonalizmu, a więc tego, by faworyzowane organizacje stawały się skorumpowanymi przyczółkami środowisk władzy.”
    Co mysmy narobili, panie profesorze. Jeszcze troche ponad rok temu mielismy takie wspaniale spoleczenstwo obywatelskie, gdzie rozlozenie decydentow w mediach, spolkach skarbu panstwa czy bakowosci bylo w pelni pluralistyczne. Zadnego protekcjonizmu i stronniczosci. Bez zadnych skorumpowanych przyczulkow wladzy jak Gazeta Wyborcza czy Polityka.
    Na co nam przyszlo.

  16. …BOJE SIE ZE KTOREGOS PORANKA OBUDZIWSZY SIE DOWIEM SIE ZE
    W TVP JEST TYLKO DZIENNIK A NA ULICACH WOJSKA OTK !!

  17. „rządowa drużyna ds. społeczeństwa obywatelskiego”, albo i „ministerstwo wojny”, wycięte są wprost z Orwella. fakt. ale, ale… jakoś wciąż nie zapominam, że frazowanie w stylu „nie ma z kim przegrać” wycięte jest z innej wielkiej literatury krytycznej… czyli z Bułhakowa… pamiętam więc i takie „Centrale”, a i o niezbędności i ich demaskacji 🙂 m

  18. Pan profesor jest najlepszym przykładem antyreklamy bycia profesorem, do tego mocno obniża postrzeganie profesorów na UJ.

  19. Ja bym nie liczył, że coś dotrze. Nie po to tworzyli alternatywną rzeczywistość, gdzie są bohaterami walki z „układem”, „łże elitami”, „PRL-em” itp. oraz rozwijali usłużne sobie media, żeby teraz słuchać jakiegoś Hartmana.

  20. Polacy wybrali lisa na dyrektora kurnika. Bo obiecał im dużo pierza. Żadna zima nie będzie wam straszna – przekonywał.
    Teraz szanowny Pan Profesor z katedry swojego autorytetu wyjaśnia lisowi zasady ułożenia grzęd w kurniku. Bo jeszcze coś pomyli…

  21. Narodowe Centrum rozumiem w ten sposób,że ma to być konkurencja dla pań Rzeplińskiej oraz Komorowskiej w szkoleniu obywatelsko-samorządowym.
    A co ?
    Niby nie można Polaka u konkurencji szkolić ?

  22. A przyczyna wywodzi się od rozkazu kaczelnika.Dość rozdawnictwa .Posłuszni ,zadziałali z szybkością neutrina ,który jak wiemy szybko leci ale rozumu brak.Czyli kontrolować komu i ile państwo daje kesz.A żeby było szybko i łatwo to wymyślili instytucje ,która będzie kontrolować inicjatywy obywateli.I to też mieści się w ramach państwa totalitarnego.i teokratycznego.Dawać tym co służą partii .Koło się zamyka ,obręcz na szyi demokracji zaciska ,a suweren zadowolony .Co jeszcze wymyślą ,to jak mówi ich wyborca F Kiepski, fizjologom się nie śniło.

  23. W Polsce NGO to taka sama fasada i farsa jak:
    a) Telewizja Publiczna
    b) Trybunał Konstytucyjny
    c) Wolna prasa i media
    d) Wolne wybory do Sejmu
    e) Polska od morza do morza
    f) Zwycięstwo Powstania Warszawskiego
    g) Styropianowi kombatanci
    h) Żołnierze Wyklęci z UB i z AK
    i) Odwieczna polska tolerancja
    j) Polska demokratycznym państwem prawa
    k) W zamachu smoleńskim poległa elita narodu
    l) Polski system partyjny
    ….)
    zzzzz) Polska Chrystusem Narodów

    Myślę, że czegoś takiego jak Rządowe Centrum Rozwoju Organizacji Pozarządowych nikogo nie zdziwi i nikt nawet tego nie zauważy. To świetnie pasuje do całokształtu.

  24. do litwos8- miliony robotnikow tesknia dzis do CRRZ i cioska do czasow pewnych i spokojnych , to co zrobiliscie z krajem od 25 lat to czysty obled wy szpagatowi ” kapitalisci „

  25. Panie profesorze
    Wracam do poprzedniego bloga.
    poznalem kiedys super starozakonna dziewczyne. Z Montrealu. Nazywala sie Mitchell ale jej przodkowie byli Matuszewski. Teraz jest lekarzem w Bostonie. Wyemigrowali do Kanady po pogromach na Ukrainie dluuuugo przed wojna. Chyba I sza Swiatowa. Tez panscy kuzyni? Wiadomosc tylko z sympatii do Pana.

  26. Bo pan panie profesorze nie rozumie, że centralizm demokratyczny był zły ale demokracja centralistyczna jest dobra … jak obecna zmiana.

    snakeinweb
    22 listopada o godz. 22:08
    Okradł mnie siedemnastoletni złodziej. Czy mam się wstydzić i iść do niego na kursy złodziejstwa?

  27. EncegimBS – niezła nowa oaza dla lojalnych pisdowatych.
    Nic nowego, zgrany schemat według jedynie konkretnego zawołania… tera qarva my!

    A towarzysz Putin ma już poparcie 86% narodu – jak podaje Centrum Lewady.
    Póki karzeł takiego nie ma wielu może jeszcze rzeźbić spokojnie.
    Total is total.

  28. Daleko szukac
    Panie Profesorze cala ta koncepcja niezliczonych „niezaleznych, pozarzadowych” i
    „obywatelskich” fundacji obsadzonych zasluzonymi towarzyszami i ich pociotkami – finansowanymi przez rzad… gdzie zasiadaja zaprzyjazieni kumple czy wrecz rodzinki
    to groteska do szescianu.

    Roznego rodzaju Celinscy i magistrowie Stepniowie – zrzuty ze styropianu zasilane przez kumplii w rzadzie za poparcie,,,” niezaleznych NGO” …czyli dojenie panstwa przez ciotki, zieciow i corki bylych pijanych sprawcow wypadkow drogowych z udzialem zakonnic itp itd.
    Fundacje robiace cos co powinno robic panstwo ale bez „placowych ograniczen i ustaw kominowych” – dajace fikcyjne szkolenia albo kupujace sprzet medyczny, ktory powinno z zasranego obowiazku kupowac panstwo z podatkow.

    To cale towarzystwo, ktore Pan…osobiscie zna to jest nasze Centrum Glupoty i zlodziejstwa.

  29. Kaziuk
    22 listopada o godz. 23:44

    „Schemat deklinacji wymaga w tym wypadku odmiany jak dla nazwisk. Pan Szydło, ale pani Szydłowa”.

    Między „wymaga” a „można” jest różnica. Owszem, od nazwisk męskich zakończonych na spółgłoskę (z wyjątkiem „g”) oraz na -o, -e można tworzyć nazwiska kobiet sufiksem – owa, ale to nie kategoryczny wymóg, lecz formalna możliwość. O ile wiem, językoznawcy zalecają nieodmienianie nazwiska premier Szydło. Pewnie dlatego, że „premier Szydłowa” byłoby zbyt pospolite, maglowe.

    Podobnie nierygorystycznie są traktowane nazwiska przymiotnikowe kobiet, np. pani Wesoły, pani Wesoła, pani Wesołowa. Od nosicielek zależy, co wybiorą.

  30. Mam dobrą wiadomość.
    Połowa pozarządowych NGOS w Polsce nie jest na utrzymaniu…rządu oraz np Bundestagu…a te, które biorą udział w z reguły ustawionych konkursach kosztuje około 8 miliardów złotych rocznie….

  31. pombocek, 4 listopada o godz. 8:37

    Bardzo dziękuję za wyjaśnienie. Fakultatywność – powiadasz. Znaczy się, że można nazywać takie osoby tak, albo tak. Więc jeśli napiszę „pani Szydłowa”, to jest forma błędna? Zgodnie z Twoim wyjaśnieniem, chyba nie! Ale niech będzie. Tylko jeśli w tej sytuacji uwzględnimy jeszcze „polityczny slang” stosowany do polityczek, wymagający zachowania formy rodzaju męskiego, to z tego wychodzi po prostu … Wolę zamilczeć.

    Jeszcze raz bardzo Ci dziękuję.

  32. Pombocek – 24 listopada o godz. 8:37
    Piszmy więc jej nazwisko z niemiecka. czyli Schidlo. I będzie po kłopocie! 😉

  33. Zapewne i w tej sprawie rządząca obecnie operetkowa grupa wykona przedstawienie, które niczego nie naprawi a tylko przesunie miliardy w stronę swoich kolegów.
    Natomiast co do organizacji pozarządowych, fundacji itp. to jest to niestety w praktyce wygodna furtka do wysysania ogromnych państwowych pieniędzy bez kontroli państwa. Już drugie pokolenie świetnie z tego żyje – wysokie pensje, samochody, zatrudnieni krewni. Jakiś czas temu do znajomego zgłosiła się fundacja wspierająca domy dziecka, by jego firma dała 1200zł na wyposażenie (konkretne). Ponieważ codziennie przejeżdżał koło domu dziecka, pomyślał, że może sam kupi to wyposażenie. Wstąpił i spytał ile kosztuje. Okazało się, że przy zakupie jednej sztuki około 450-500zł.
    A co do centralnych instytucji, to chyba nic nie przebije pomysłu, który pojawił się kilka lat temu (widziałem na stronie GW). Otóż była propozycja powołania ministerstwa deregulacji (serio). Na szefa był typowany Jan Krzysztof, który był akurat wolny, bo skończył prezesować w PKO S.A.

  34. Andrzej Halicz – widzę, że z ” pana” (wymiennie na chama) niezłe goowno !

  35. Skoro przez 27 lat zaczątków takiego społeczeństwa (obywatelskiego) nie widać, to czy ta inicjatywa może zaszkodzić?

  36. Rzeczywistość nie jest (niestety) podkategorią logiki.
    Konstatuję ze smutkiem po lekturze niektórych komentarzy.

  37. Narodowe Centrum Głupoty im. Beaty Szydłowej, które powstaje w drugim roku „dobrej zmiany” jest wynikiem polityki ogólnopolskiego wielkiego chaosu społeczno – gospodarczego. Ten wielki chaos dowodzi, że w miarę budowy społeczeństwa narodowo – katolickiego zaostrza się walka klasowa pomiędzy polskimi plemionami nad Wisłą i Odrą. Walkę tę zakończą najbliższe wybory parlamentarne, które odbędą się za rok, za dwa lub trzy lata. Pożyjemy, zobaczymy czy te wybory w ogóle się odbędą. Howgh.

  38. Kaziuk,
    Mnie, oprócz szacunku do języka, nauczono, że język jest żywy i zmienia
    się tak, jak wszystko wokół nas. Forma ‚Szydłowa’ powstała w czasie,
    gdy żona była tylko dodatkiem do swego męża – pana i władcy. Stąd
    nawet jego imię było jej przypisane: Grzegorzowa, Józefowa itp. nie
    mówiąc o zwyczaju przejmowania nazwiska męża. Potem jednak pojawiły
    się sufrażystki, prawo do głosowanie, równouprawnienie i takie tak. Krótko
    mówiąc kobietom przestała się podobać forma Mężowa. Nikt cię o tym nie zawiadomił?

css.php