Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne

31.10.2017
wtorek

I ty umrzesz, koteczku

31 października 2017, wtorek,

W święto pamięci o przodkach i zmarłych przyjaciołach warto zajrzeć w oczy własnej śmierci. Nie jest to łatwe w czasach, gdy na chrześcijański lęk przed śmiercią nakłada się współczesny hedonizm, programowo rugujący wszystko, co metafizyczne – na czele z naszą własną śmiercią – z pola widzenia i myślenia.

Już epikurejczycy robili sobie ze śmierci żarty. Że niby nie ma się czym przejmować, bo od śmierci się nie cierpi. Trzeba żyć i cieszyć się życiem, dopóki się da, nie myśląc o śmierci, bo nie ma na nią rady i szkoda sobie psuć nią dobry humor. Stoicy byli niewiele lepsi. Skoro, jak słusznie zauważali, wartość życia nie zależy od jego długości, a najważniejszą rzeczą w życiu są mądrość i cnota, to mądry i cnotliwy ma już wszystko, co ważne, a więc niejako przezwycięża śmierć – jest wartościowy ponadczasowo, w harmonii i unii z boskim rozumem, którego upływ czasu nie dotyczy.

Co jednak mają zrobić ci wszyscy (a po prawdzie ci wszyscy to są wszyscy), którzy nie są mądrzy i cnotliwi? Mają gardzić śmiercią, skoro wciąż jeszcze potrzebują czasu, aby stać się doskonałymi?

Chrześcijan cechuje jeszcze bardziej nieuczciwy oraz infantylny stosunek do śmierci. Wmawiają sobie (a nawet swoim małym dzieciom), że śmierci tak naprawdę nie ma, bo na „tamtym świecie” jest „nowe życie”. Dobre nowe życie, lecz oczywiście tylko dla wybranych, a dokładnie to dla nich samych. Zmarli otrzymają bowiem nowe ciała i wstaną z grobu, po czym na sądzie ostatecznym okaże się, kto będzie zażywał rozkoszy w raju, a kto będzie się smażył w piekle. Na to pierwsze mają zaś szansę wyłącznie ochrzczeni. Odrażający i dzicy poganie, nie mówiąc już o lubieżnych ateistach, mogą być pewni (w ramach korekty XX-wiecznej: prawie pewni), że czeka ich to drugie. Za to zbawieni w niebie (lub w raju, bo chrześcijanom troszkę się to wymieszało i sami już dokładnie nie wiedzą, czego chcą – czy nieba czy raju na ziemi), jak pisze Augustyn, będą mogli radować się, spoglądając z góry w czeluści piekielne, iż zostali oszczędzeni i wybrani. To w ramach „świętych obcowania”.

Zasługą epoki oświecenia jest upowszechnienie wśród narodów Europy poczucia odpowiedzialności za dobrze przeżyte życie zarówno jednostki, jak i wspólnoty; jest to bowiem jedno i jedyne życie, jakie mamy. Śmierć jest prawdziwa, jak prawdziwe są robaki, które nas po śmierci toczą. Trzeba mężnie spojrzeć śmierci w oczy i odpowiedzieć jej odwagą dobrego życia i dobrego umierania.

A dobrze umiera ten, kto nie trzyma się kurczowo a beznadziejnie każdej chwili gasnącego życia. Kto odchodzi z godnością, bez rozpaczy i histerii, syty żywota, pogodzony z sobą i ze światem. Na taką śmierć trzeba sobie zasłużyć – całe życie jest ars moriendi, sztuką umierania. Są to wprawdzie raczej pobożne życzenia, ale i tak brzmi to lepiej niż naiwne zaczarowywanie śmierci przez starożytnych Greków, z których zresztą kalsycyzujące oświecenie obficie czerpało.

Potem był romantyzm z jego fascynacją śmiercią i cierpieniem. Śmierć otrzymała rysy tragiczne, zastrzeżone wcześniej dla królów i pięknych dziewic. Odtąd stała się powszechnym bezsensem, skandalem kompromitującym wartość życia, będącego odtąd niczym biblijna „marność nad marnościami”. Tylko tragizm zdolny jest usprawiedliwić sam siebie, a będąc pięknym – usprawiedliwić samo życie. Życie jest taką „piękną katastrofą”.

Pięknoduchostwo wciąż jest w cenie, niemiej XX wiek trochę spoważniał. Filozofom nie wypada już infantylizować śmierci. Nie ma już „chłopaki, nic się nie stało”. Śmierć jest zła, jeśli przerywa dobre życie. Śmierć jest wybawieniem, gdy kończy życie koszmarne. Jednak o tyle, o ile chcemy dobrze żyć, chcemy też odsunąć śmierć. I choć nieśmiertelność odarłaby nas z indywidualności, zakładającej jakieś domknięcie życia do pewnej całości, to jednak tożsamość i spójność uzyskana kosztem śmierci jest owocem gorzkim. Wolimy nie wiedzieć, kim jesteśmy, i żyć – niż uzyskać finalną określoność w oczach tych, których pozostawimy żywymi, sami umierając. Chce się żyć, a nie umierać. I wcale nie jest łatwo to powiedzieć, czego dowodem owa żałosna a długa tradycja zakłamywania i zaklinania śmierci, posuwająca się aż do jej faktycznego negowania, jak w chrześcijaństwie.

Nie śmierć nie jest pozorem – jest prawdą życia, kadencją wieńczącą nieudane dzieło. Prawda jest taka, że żyjąc, powoli tracimy życie i każdego dnia otwieramy nową, coraz krótszą „resztę życia”, w której nic już nie będzie jak wcześniej, a wiele rzeczy utraconych jest bezpowrotnie. Równie dobrze można nazwać nasz los stopniowym umieraniem. Jesteśmy jak zmarszczki na powierzchni oceanu – efemeryczne, podobne do siebie, nic nieznaczące. Sami dla siebie też znaczymy, bo pozostając na łasce własnej i cudzej pamięci, ciągle upuszczamy w przeszłość samych siebie, pozostawiając sobie jakieś mętne obrazy, wyobrażenia, powidoki minionych doświadczeń i uczuć. Słaba ta nasza spójność i tożsamość. Prawie nas nie ma…

I właśnie dlatego śmierć niewiele zmienia. I tak umieramy każdego dnia. I tak ledwie żyjemy – pełgamy w świadomości własnej i kilkorga bliźnich, a nasze ciała tylko nieznacznie są nasze. Bo co Ty wiesz o życiu Twojej grasicy albo mózgu? Coś tam kipi i kiedyś przestane – ale czy to jesteś naprawdę Ty? Nie ma żadnego „naprawdę Ty”, „naprawdę ja”. I jeśli śmierć jest pozorem, to tylko w tym sensie, że pozorem jest życie.

Zaiste godni jesteśmy pożałowania. Nawet śmierć nas nie potrafi obejść do końca. I ona jest zwyczajna, jak wszystko, co się nam przydarza. Świętość i niezwykłość przysługuje tylko tworom wyobraźni. A śmierć jest przecież faktem… Tak samo obojętnym jak każdy inny fakt. Nic nie możemy z nim zrobić. Po prostu żyjemy dalej po śmierci innych i żyjemy „dalej”, mimo że wiemy, że i tak umrzemy. Świadomość śmierci niczego nie zmienia, a i sama śmierć niczego nie zmienia. Wszak od początku było wiadomo, że nadejdzie. Nie ma co szukać sensu tam, gdzie mamy do czynienia z prostą rzeczywistością faktów.

A więc to nic takiego – umrzeć. To się zdarza każdemu. Po prostu wyjechałeś, zasnąłeś – nie ma Cię. Tyle że tym razem już nie wracasz, nie budzisz się. Tylko co z tego? Nic. Właśnie że nic. I to nic jest smutne. Żyło się, żyło, a potem nic. Nic z tego nie ma. Ani mądrości, ani cnoty. Ani ekstazy nie wiadomo jakiej. Ani wielkich dzieł. No, chyba że ktoś jest genialny. Ale my nie jesteśmy, prawda? Kuśtykajmy więc sobie, ile możności – miło i przyjemnie. Bo cóż lepszego mamy robić, jeśli nie to, na co nas stać?

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 55

Dodaj komentarz »
  1. „Chrześcijan cechuje jeszcze bardziej nieuczciwy oraz infantylny stosunek do śmierci. Wmawiają sobie (a nawet swoim małym dzieciom), że śmierci tak naprawdę nie ma”.

    Panie Gospodarzu. Może trafniej byłoby napisać, że to duchowni nominalnego chrześcijaństwa „wmawiają” innym, że „śmierci tak naprawdę nie ma” ? Statystyczny katolik, swoją „wiarę” w życie pozagrobowe opiera przecież na tym, co usłyszał od księdza.

    Dla kontrastu. Chrześcijanin czyli naśladowca Jezusa z Nazaretu, wiedzę na temat tego, co się dzieje z człowiekiem po śmierci, czerpie z objawienia zawartego w Biblii. W tej kwestii Pismo wypowiada się jasno i prosto — umarli nie kontynuują życia w zaświatach. Życie ludzkie przypomina płomień świecy. Kiedy płomień zgaśnie, nigdzie się nie przenosi. Przestaje istnieć.

    Na przykład w Kaznodziei (Koheleta) 3:19,20 napisano: „Los bowiem synów ludzkich jest ten sam, co i los zwierząt; los ich jest jeden: jaka śmierć jednego, taka śmierć drugiego, i oddech życia ten sam. W niczym więc człowiek nie przewyższa zwierząt, bo wszystko jest marnością. Wszystko idzie na jedno miejsce: powstało wszystko z prochu i wszystko do prochu znów wraca”.

    Jeżeli zaś chodzi o nadzieję zmartwychwstania, o której wspomina Biblia, to jest to jedna z najlepiej udokumentowanych nauk chrześcijańskich, zawartych w natchnionych Pismach.

    Ale czy pogląd, że umarli powrócą do życia, nie jest naiwny?

    Na pewno nie dla kogoś, kto zbadał dowody świadczące o tym, że takie fakty miały już miejsce w przeszłości (Dzieje 17:31; 24:15).

    Poza tym Bóg, który obiecał zmartwychwstanie jest Bogiem prawdy. On „nie może kłamać”. Nigdy nie skłamał i nigdy tego nie zrobi. Czy obiecałby wskrzeszenie umarłych, a nawet pokazał, że jest ono możliwe, a mimo to nie zamierzał zrealizować tej obietnicy? To nie do pomyślenia!
    Jego Słowo zapewnia: „Umarli twoi ożyją. Zwłoki moje powstaną. Przebudźcie się i wydawajcie radosne okrzyki, mieszkający w prochu! Bo twoja rosa jest jak rosa malw, a ziemia urodzi nawet tych, którzy są bezsilni w śmierci” (Izajasza 26:19).

  2. Jorge Luis Borges powiedzial pod koniec zycia, ze wobec smierci czuje ciekawosc. Mozna i tak, bo jak wykluczyc nadzieje, ze w momencie umierania czegos sie dowiemy? Ciekawosc ludzkiego umyslu nie musi przeciez ustepowac przed smiercia.

  3. Panie Profesorze, o śmierci można mówić tysiąc lat i się nie powie nic – podobnie jak o Bogu. Bo co można realnie znaczącego powiedzieć o tym, czego się w najmniejszym stopniu nie doświadcza? Ani Boga się nie doświadcza, ani własnej śmierci. O Bogu mówić się nie da, bo nie istnieje, więc obfite o nim mówienie nie jest mówieniem o nim, lecz o tym, co inni o nim powiedzieli – jest mówieniem wyłącznie o wypowiedzianych wcześniej słowach. A wszystkie razem wzięta słowa są wyuczonym przypochlebianiem się wyuczonemu urojeniu i niczym więcej. Mówienie zaś o śmierci nie jest mówieniem o śmierci – bo o czym mówić? – lecz ubieraniem w słowa lęku przed nią i niezgody. Czyli też jest mówieniem o tym, co się zna, lub niby zna, wyłącznie ze słów. Owszem, można zobaczyć cudzą śmierć, ale nie da się zobaczyć i powiedzieć tego, co najważniejsze: choćby pół słowa o własnej. Więc mówimy, mówimy, mówimy – by odpowiednie dać rzeczy słowo? A której rzeczy i które słowo byłoby odpowiednie, kiedy mówimy o niczym?

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. .

    — Entropy —

    .

    Widzę parę pozytywów w przemijaniu
    i odchodzeniu, pewnie ich wszystkich
    nie wymienię ale może parę uda się
    przyszpilić:

    1. Jako że klimat nam się ociepla i właśnie
    CO2 poziom przekroczył 400ppm każdy
    wydech mniej, jest że tak powiem na wagę…,
    gdy mówię o wydechu to mam również na
    myśli naszą gazową zawartość która opuszcza
    nas z tej drugiej strony…

    2. Tzw. „Old Farts” czyli większość czytaczy
    tego blogu wiedzą doskonale że mam na myśli
    metan który osobniki wiekiem zaawansowane
    produkują w nadmiarze i jakoś muszą się go dyskretnie
    pozbyć a ponieważ pełną kontrolę nad zwieraczem
    utracili dawno temu rezultat jest znany…

    3. Metan to gaz cieplarniany more potent niż CO2,
    ergo mniej „Old Farts” a lodowce topnieć będą
    wolniej, zastanowić się należy czy nie warto byłoby
    pomysłem zainteresować Pana Szyszki-ministra,
    staruszki zamiast łosi, hmmm…

    4. Entropia, ta miara rozpadu, jest szczególnie
    rzucającą się w oko cechą, jej zauważalny brak
    estetyki atrybutem wszelkiego żywego w wieku
    podeszłym, boleję nad nieuchronnością jej wzrostu,
    własna nieestetyczność, to become an eyesore
    is a serious concern, so, who you gonna call gdy
    estetykę twojej somy zaburzy ci entropia bestialska,
    would Szyszko be our savior ?!

    5. Recycling, i wcale nie mam na myśli jego
    extremalnej Niemieckiej wersji z połowy XX w,
    Boże broń, zwykły powrót do podstawowych
    elementów konstrukcyjnych, że tak powiem,
    C, O, N, H, S, P, Fe i parę innych micro elementów,
    śrubek, nakrętek, zawiasów, zwróconych z szacunkiem
    i podziękowaniem za przyzwolenie ich wieloletniego
    użytkowania – Manuśce Ziemi and THE UNIVERSE

    6. And one more thing, Pan Robak, ten master-recycler,
    jemu też się przecież coś od życia należy, tak więc
    robaka nakarmić to przecież bardzo po chrześcijańsku,
    a napaść go własnym truchłem

    THE ULTIMATE JOY !

    .

    ..)

  6. Na lewicy…Wszyscy tacy madrzy.
    By potem w ostatniej chwili na lozu smierci jak Jaruzelski…na wszelki wypadek poprosic o ksiedza i ostatnie namaszczenie…

  7. Sartre’a w rozwazaniach o samobojstwie, bodaj w ‚Mdlosciach’, meczyla kwestia ‚w koncu jednak pozostaje cialo’.
    Nie mozemy po smierci calkowicie zniknac. Martwe cialo, czy popiol, plyn nawet (w pewnych warunkach uplynniamy sie przyjaciele, splywamy stad) stanowia egzystencjalny problem. Nie zyjemy a jednak zostawiamy po sobie to cale, wybaczcie, gowno. I zadna mowa nad grobem, ordery, placze i westchnienia, pomniki (!) nie usankcjonuja trupa. Nie mowiac juz o testamentach, spadkach, schedach. Zniknac zupelnie, bez sladu nie byloby najgorsze.
    Ta Nicosc przed narodzinami to nie jest Nicosc po smierci jak twierdza niektorzy filozofowie i zwykli smiertelnicy, bo pozostaje trup.

    Moim zdaniem smierc jest najwiekszym skandalem metafizycznym; mysli, uczucia, marzenia, ambicje, radosci i cierpienia, dazenia, sukcesy i porazki zamieniaja sie w to ‚gowno’. Cala gadka o tym co pozostalo; pamiec, ksiazki obrazy, kompozycje muzyczne, dobre wspomnienia wreszcie o kant dupy rozbic
    Robaki nie takie straszne dla truchla, nie fair jest urwany nagle film.
    Booooooo!

  8. Śmierć jest jedną, i jedyną naprawdę sprawiedliwą rzeczą, z czego wiekszość ludzi nie zdaje sobie sprawy. Znane są już mechanizmy starzenia się i to tylko kwestia czasu kiedy można będzie sobie kupić biologiczną nieśmiertelność. Jak zareaguje Bóg do którego przestaną przychodzić dusze ludzkie? i Kościół który straci swoich donatorów?
    Nie obawiam się, na pewno coś wymyślą bo gra jest warta świeczki.

  9. I ty umrzesz, razem ze swoim koteczkiem.

  10. Odszedł człowiek Solidarności. Naiwny, który uwierzył. https://pbs.twimg.com/media/DNVHy2iW0AEPyQ0.jpg

  11. Andrzej Falicz
    1 listopada o godz. 5:37

    Zaczepka „Wszyscy tacy mądrzy”, Faliczu, przystoi siedmiolatkom. A szydzenie z tego, że człek u kresu swych dni niekoniecznie jest tym, kim był w sile wieku, stawia Cię intelektualnie na poziomie internetowej smarkaterii.

    I powiadasz, że wszyscy tacy mądrzy jak Jaruzelski? A takich mądrych jak jak Religa czy Małachowski nie ma? Wiesz wszystko o zachowaniach Jaruzelskiego od niego samego czy z cudzych ust? I na podstawie wiadomości niewiadomego pochodzenia o jednej osobie przewidujesz zachowania „wszystkich” lewaków?! W dodatku wiesz, że Jaruzelski poprosił o ostatnie namaszczenia „na wszelki wypadek”?! Jesteś wszechwiedzącym
    Bogiem, Falicz, lub smarkatą paplą.

  12. Żeby z sensem mówić o śmierci najpierw trzeba mieć świadomość czym jest życie.
    Takiej świadomości ludzkość nie posiada,łącznie z tym co słyszę na blogowisku Polityki.
    O metafizyce, właściwie nawet na blogu Jana Hartmana , nie ma z kim rozmawić.
    Za stwierdzenia typu: życie jest światłem,czyli falą elektromagnetyczną,jesteśmy , my ludzie cząstką wszechświata, który także jest światłem, energią, próżnią,
    życie dualistyczne: materialne i duchowe, wieczne w wartstwie duchowej…
    Za takie gadanie zostałem przez pana Stefana Karczmarewicza wysłany na miesięczny urlop do Światyni Dumania Trzeżwych Myśli. Trzeba minie leczyć psychiatrycznie.
    A przecież, ja nic nie mówię innego, tylko to co znajduję się w równaniu
    Alberta Einstaina;Energia równa się masa razy stała C do kwadratu E=mC2.
    Każdy z nas jest cząstką energii Wszechświata. Jak ta energii maleje w naszym
    ciele, bo źle się prowadzimy – zbliżamy się z naszym zyciem materialnym do śmierci. Jakie to proste?

    W Kłodzku mieszka lekarz medycyny Jan Pokrywka, zbudował sobie scecjalne pomieszczenie, hermetyczne pomieszczenie, w którym leczy ludzi, doprowadza do zdrowia długowieczności… Do 900 lat życia to może nie, ale człowiek współczesny powinien wg niego żyć co najmniej 120 lat. Po szczegóły odsyłam na YT

    Problemem zsadniczym jest ludzkka świadomość, którą nie jest tak łatwo zmienić.
    Postęp tecgnologiczny, głównie w fizyce kwantowej, medycynie kwantowej
    jest tak wielki, że postawienie diagnozy stanu patologicznego w stanie fizycznym człowieka staje się niezwykle proste. Problemem jest ludzka świadomość. Problemem jest myślenie.
    https://www.youtube.com/watch?v=I1HqW76K79U

  13. „człowiek wolny o żadnej rzeczy nie myśli tak mało, jak o śmierci, a mądrość jego jest rozmyślaniem nie o śmierci, lecz o życiu”

  14. Chyba nie przystoi profesorowi filozofii charakteryzować chrzescijańska eschatologię w tak prymitywny (proszę wybaczyć) sposób. Współczesna eschatologia nikomu nie obiecuje nowego ciała, nawet chyba nie upiera się, ze zbawieni zostaną tylko ci „ochrzczeni katolicy”. We współczesnej eschatologii chrześcijańskiej piekło jest puste. Polecam „Eschatologię” Josepha Ratzingera, ale Profesor zapewne zna ja bardzo dobrze i tylko ustawia sobie przeciwnika, żeby można go było efektownie zdzielić z liścia

  15. ” Zmarli otrzymają bowiem nowe ciała i wstaną z grobu, po czym na sądzie ostatecznym okaże się, kto będzie zażywał rozkoszy w raju, a kto będzie się smażył w piekle. Na to pierwsze mają zaś szansę wyłącznie ochrzczeni.” – a jak tam będzie z seksem, wszak dozwolony tylko w celach prokreacyjnych. Bardzo ciekawe, a tak przyszło mi na myśl 🙂

  16. Kalina
    1 listopada o godz. 16:52
    „Współczesna eschatologia nikomu nie obiecuje nowego ciała”.

    Z przykładów opisanych w Biblii wynika, że zmartwychwstanie będzie polegać na odtworzeniu wzoru życia danej osoby, przechowywanego w pamięci u Boga. Nasz Stwórca ma doskonałą pamięć i bez trudu zapisuje w niej takie informacje o zmarłych. Jest też Źródłem życia, więc z łatwością może je komuś przywrócić.

    Nie będzie więc ono oznaczać ponownego zebrania tych samych pierwiastków chemicznych, lecz stworzenie przez Boga na nowo tej samej osoby mającej identyczną osobowość. Bóg ukształtuje z pierwiastków ziemi nowe ciało i obdarzy je tymi samymi cechami charakterystycznymi, tą samą indywidualnością, którą ta osoba wyrobiła sobie do chwili śmierci.

    To nowe ciało fizyczne niewątpliwie będzie w rozsądnej mierze podobne do ciała, które dana osoba miała przed śmiercią, by mogli ją rozpoznać najbliżsi.

  17. .

    — Cadaver —

    .

    Osobiście, odchodzenie w nicość nigdy
    mnie specjalnie nie przerażało, wprost
    przeciwnie jestem cały za, however, dwa
    parametry z nim nieodłącznie związane
    budzą we mnie pewien dyskomfort

    1. To brak kontroli nad procesem a szczególnie
    „timing”, which as everyone knows is everything,
    budzi specjalne emocje, i widzę tu dwa skrajne
    jego przypadki, i/ odchodzenie when you not
    ready, ii/ nie możność odejścia when time
    is „right”

    Kategoria i/ to głównie przypadki losowe i statystyka,
    kategoria ii/ jest bardziej skomplikowana, przykład
    Terry Schiavo to horror w którym o twoim departure
    decydują inni, politycy, fanatycy religijni, living
    will and do not resuscitate to sinequanon elementy
    szczęśliwego rozstania

    2. Parametrem drugim który mi komfort spokojnego
    odejścia zaburza jest że tak powiem leaving mess behind,
    ktoś będzie musiał to truchło usunąć, posprzątać,
    skremować, zakopać, Pana Robala nim nakarmić…

    Wyjściem alternatywnym is to make oneself useful again
    and make a donation z twego truchła które i tak ci już
    do niczego potrzebne nie jest, instytucji która ciągle może
    mieć z ciebie pożytek, go away thoughtfully, become a Cadaver….

    Jest parę extra pozytywów z takiego odejścia, i/ szaman
    na tobie nie zarobi, ii/ przyszły medyk może się czegoś
    nauczyć,

    It’s a good thing

    .

    ..)

  18. @ Wacław:
    „W Kłodzku mieszka lekarz medycyny Jan Pokrywka, zbudował sobie scecjalne pomieszczenie, hermetyczne pomieszczenie, w którym leczy ludzi, doprowadza do zdrowia długowieczności… Do 900 lat życia to może nie, ale człowiek współczesny powinien wg niego żyć co najmniej 120 lat”
    No dobra- od kiedy ten lekarz „doprowadza do długowieczności” ? Ilu jest jego pacjentów, którzy mają lat 90 lub więcej i cieszą się dobrym zdrowiem ? Ponad 120 lat ?
    Znasz jakieś udokumentowane przypadki ludzkiego życia ponad 120 lat ?

  19. @ Jac
    To lepiej zostać muzułmaninem. Oni mają w raju zapewniony seks. Ale z ograniczoną liczbą partnerek, zdaje się po 72 sztuki na głowę. Też się po jakimś czasie znudzi,

  20. kruk
    1 listopada o godz. 1:18

    Tenze Borges do Juana Rulfo, ktory na pytanie Borgesa ‚ co slychac’ odpowiedzial ‚powoli umieram’: ‚jak to dobrze Juan, jak to dobrze, ze umieramy.’
    Czy mial na mysli wolnosc totalna, wolnosc od Istnienia?

  21. „…Czy jestem ateistą?
    Bóg jeden raczy wiedzieć…”

  22. 1. Andre Frossard
    Znany francuski pisarz i eseista. W latach 1987 – 1995 członek Akademii Francuskiej. Był synem Louisa-Oscara Frossarda – jednego z fundatorów Francuskiej Partii Komunistycznej. Wychowywany był w rodzinie ateistów.
    Do jego nawrócenia doszło nagle. Andre czekał przed kościołem na swojego znajomego, aż w końcu zdecydował się wejść za nim do kaplicy. Tam doznał olśnienia, a świat wydał mu się piękniejszy. W zderzeniu z tym niezwykłym doświadczeniem, dotychczasowe życie uznał za jałowe i postanowił coś w nim zmienić. W wieku 20 lat przystąpił do Kościoła katolickiego i został ochrzczony. Na swoim koncie ma wiele publikacji poświęconych tematyce religijnej. Do najbardziej znanych należą: „Spotkałem Boga” i „Istnieje inny świat”.

  23. 2. Bernard Nathanson
    Pochodzący z żydowskiej rodziny, znany na świecie lekarz i działacz organizacji służących obronie życia. Zanim się nawrócił, odpowiedzialny był za przeprowadzenie tysięcy zabiegów aborcji. Operacji takiej poddał także swoje nienarodzone dziecko. Jest autorem słynnego filmu o aborcji pt. „Niemy krzyk”.

    Nathanson przez wiele lat był zatwardziałym ateistą i wielkim zwolennikiem aborcji. To m.in. dzięki jego aktywności, w 1973 r. zalegalizowano ją w Stanach Zjednoczonych

    Niedługo potem w jego życia nastąpił przełom. Jeszcze w 1973 r. lekarz pierwszy raz zetknął się z aparatem USG, za pomocą którego mógł zobaczyć płód w łonie matki. Skutkiem tego doświadczenia było znaczne obniżenie przez niego ilości dokonywanych zabiegów przerywania ciąży. Wkrótce Nathanson dzięki wykorzystaniu aparatu USG zrealizował film „Niemy krzyk”, który pokazywał zabieg aborcji. W 1979 r. poinformował wszystkich, że nie będzie przeprowadzał kolejnych zabiegów. Później zaczął się także zagłębiać w dzieła literackie poruszające problemy natury moralnej. W 1996 r. wstąpił do Kościoła katolickiego i został ochrzczony. Od wielu lat zajmuje się propagowaniem ochrony życia poczętego.

  24. 3. Michaił Gorbaczow
    Polityk i laureat Nagrody Nobla. Był ostatnim przywódcą Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego. W latach 1990 – 1991 pełnił funkcję prezydenta ZSRR.

    Wiadomość o nawróceniu byłego lidera gruchnęła w 2008 r., a sprawę opisał m.in. „Dziennik”. Właśnie wtedy Gorbaczow odbył pielgrzymkę do Asyżu, gdzie razem z tłumem innych wiernych modlił się przed grobem św. Franciszka. Potem oprowadzany po bazylice przez jednego z zakonników miał mu powiedzieć: „Dla mnie święty Franciszek jest jak drugi Chrystus. Jego historia odegrała ważną rolę w moim życiu.” Chwilę później dodał: „To dzięki niemu zyskałem wiarę, dlatego bardzo chciałem tu przyjechać”.

  25. 4. Aleksander Sołżenicyn
    Sołżenicyn był przez lata ateistą utożsamiającym się z zasadami systemu marksistowsko-leninowskiego, ale z czasem nawrócił się na prawosławie. Swoją przemianę opisał we wspomnianym „Archipelagu Gułąg”. Sołżenicyn napisał, że w pewnym momencie uświadomił sobie, że granica oddzielająca dobro od zła nie przechodzi pomiędzy państwami, klasami ani partiami politycznymi, ale we wnętrzu każdego człowieka i przez „wszystkie ludzkie serca”. W wywiadzie dla jednej z brytyjskich gazet, który został przeprowadzony na rok przed jego śmiercią, powiedział: „Dla mnie wiara jest fundamentem i podporą dla mojego życia.

  26. 5. Jean-Paul Sartre
    Słynny francuski pisarz i filozof. Laureat Nagrody Nobla w dziedzinie literatury. Był jedynym z przedstawicieli tzw. egzystencjalizmu ateistycznego.

    Choć Sartre przez całe życie był ateistą i autorytetem dla wielu innych osób o takim światopoglądzie, nawrócił się przed swoją śmiercią. Wskazuje na to wiele źródeł wg których pisarz nawiązał bliską relację ze swoim sekretarzem, który był praktykującym żydem. Sartre tuż przed śmiercią przystąpił do sakramentu pokuty i przyjął ostatnie namaszczenie. Informacja o tym, że Sartre pojednał się z Bogiem, pojawiła się wydanych już po jego śmierci biografiach i wprawiła w zdumienie wielu jego wielbicieli.

  27. itd…
    jest wciaz szansa…

  28. Jaruzelski:
    U schyłku swego życia, ok. 13 dni przed ostatnim stadium choroby, przebywający w szpitalu wojskowym przy ul. Szaserów, gen. Jaruzelski w sposób świadomy, wolny, nie ulegając jakimkolwiek sugestiom czy naciskom, poprosił kapłana – kapelana Ordynariatu Polowego – o spowiedź, odbył ją, uzyskał rozgrzeszenie, wzbudził żal za grzechy. Spełnił tym samym kanoniczne warunki, aby po długiej drodze znów do swego serca przyjąć Jezusa Chrystusa” – podkreślił proboszcz Katedry Polowej WP. …

    Kiszczak:
    „Kilka dni przed śmiercią mąż chciał zaprosić do domu księdza, chciał przyjąć ostatnie namaszczenie. Odkładałam to, bo nie sądziłam, że śmierć będzie tak blisko… Nie zdążyłam…Od kilku dni szeptał do mnie, że umiera, i robił wtedy znak krzyża. Mąż dobrze żył z Kościołem, czytał Pismo Święte” – Maria Kiszczak.

  29. Andrzej Falicz

    I co Ty, biedny myślicielu spod kościółka, chcesz powiedzieć tą wyliczanką ludzkich słabości, których w dziejach człowiekowatej małpy objawiło się, być może, o miliony więcej niżby Twoja pamięć pomieściła – że im więcej wierzących, im bardziej znane nazwisko wierzącego lub nawróconego w obliczu śmierci, tym bardziej jest Bóg? Czy liczba ludzi wierzących w kręcenie się słońca wokół ziemi (kiedyś wierzyli przecież wszyscy) była dowodem, że słońce się tak rzeczywiście kręci? W niedoskonałych ludziach szukasz świadectwa istnienia doskonałego Boga, który te żałosne buble zmierzające ku zagładzie samych siebie miał stworzyć?! Sądzisz, że gdyby istniał, nie wpadłby w swej niezmierzonej mądrości na prosty pasterski pomysł, by rzec do owiec gromowładnym głosem na cały wszechświat, aż by gwiazdy pospadały: „JESTEM”, by owce nie musiały błądzić, nawracać się, domyślać, kalkulować?

    Ten chwyt ze znanymi ludźmi, których przed śmiercią dopadła słabość jest aż omszały ze starości i dla myślącego tyle samo wart, co wszystkie inne niby-argumenty obrońców wiary, którzy w swojej pysze i bezczelności chcą Wszechmocnego przed mrówkami bronić. Mówi o lęku i zrozumiałej słabości ludzi – o niczym więcej, Falicz. Sugerowałem Ci zainteresowanie się dla równowagi ateistami, którzy odeszli w niebyt bez lęku. Ale Ty jesteś apologetą, nie badaczem.

  30. vertigo13
    2 listopada o godz. 0:26
    ” brak kontroli nad procesem a szczególnie
    „timing”

    A propos twoich rozważań w 1. polecam ( też wierszem)
    J.I.Kraszewski „Dziad i Baba”
    https://www.youtube.com/watch?v=OPlTt4SPhx0

  31. Andrzej Falicz
    2 listopada o godz. 5:58
    „gen. Jaruzelski (…) poprosił kapłana – kapelana Ordynariatu Polowego – o spowiedź, odbył ją, uzyskał rozgrzeszenie. Spełnił tym samym kanoniczne warunki, aby znów do swego serca przyjąć Jezusa Chrystusa” – podkreślił proboszcz Katedry Polowej WP. …”

    Pierwszą wojnę światową, nazywano wojną, która położy kres wszystkim wojnom. Ale od tamtego czasu rozpętano ponad 200 konfliktów, między innymi największy z nich — drugą wojnę światową. Nie ulega wątpliwości, że ludzkie wysiłki zmierzające do położenia kresu wojnom okazały się bezowocne.

    W roku 1945 utworzono ONZ, aby zmęczonym wojną ludziom dać nadzieję na świat wolny od takich konfliktów. Nadzieję tę wyraża inskrypcja wyryta na murze okalającym plac ONZ w Nowym Jorku. Czytamy tam: „Przekują swoje miecze na lemiesze, a swoje włócznie na sierpy. Żaden naród nie podniesie miecza przeciwko drugiemu narodowi i nie będą się już uczyć sztuki wojennej”.

    Niestety, uprawiając swą propagandę wojenną, narody kpią sobie z tak pięknie wyrażonej nadziei na pokój. Niemniej słowa te znajdą urzeczywistnienie. Spełnią się, gdyż obietnicę taką złożył sam Bóg.

    Wiele ludzi miało więc nadzieję, że do stworzenia świata wolnego od wojen przyczynią się kościoły. Ale historia dowiodła, że są to tylko mrzonki. Dlaczego ? Kapelani wojskowi mówią wprawdzie sporo o miłości i pokoju, ale zarazem wspierają działania wojenne.

    Katolicki historyk E. I. Watkin napisał: „Choć przykro się do tego przyznać, to jednak nie możemy w interesie fałszywie pojętego podnoszenia morale albo nieuczciwej lojalności wypierać się ani przemilczać historycznego faktu, że biskupi niezmiennie popierali wszystkie wojny prowadzone przez rząd ich kraju. Nie znam ani jednego wypadku, żeby miejscowy episkopat potępił którąkolwiek wojnę jako niesprawiedliwą (…) Bez względu na oficjalnie głoszoną teorię w praktyce biskupi katoliccy kierowali się podczas wojny zasadą: ‚Mój kraj zawsze ma rację’” (Morals and Missiles, Londyn 1959, red. Charles S. Thompson, ss. 57, 58).

    Ich przykład po raz kolejny dowiódł, że słowa, czyli głoszone nauki, to za mało.

    Steve Whysall, dziennikarz gazety Sun wydawanej w Vancouverze, zilustrował to następującym przykładem: „Nie każdy człowiek noszący niebieski kombinezon poplamiony olejem jest mechanikiem, nawet jeśli wygląda jak mechanik, nawet jeśli się podaje za mechanika”.
    Stosując ten przykład do chrześcijaństwa, Whysall oświadczył: „Często słyszy się ludzi opowiadających, jakich to okropnych rzeczy dopuszczono się w imię chrystianizmu. No cóż, to faktycznie było okropne. Ale kto powiedział, że ich sprawcy byli chrześcijanami?

    „Przecież zapewniają o tym powszechnie uznawane kościoły — odpowiesz. Owszem, ale kto powiedział, że są to kościoły chrześcijańskie?
    „Papież błogosławił Mussoliniemu, a są dowody, że i jego poprzednicy popełniali różne niegodziwości. Kto więc powiedział, że ci ludzie byli chrześcijanami?”
    „Sądzisz, że jeśli ktoś jest papieżem, to już na pewno jest chrześcijaninem? Mężczyzna podający się za mechanika wcale nie musi nim być i podobnie czyjeś oświadczenie: ‚Jestem chrześcijaninem’ nie oznacza jeszcze, że człowiek ten jest nim naprawdę”.
    „Biblia wręcz ostrzega chrześcijan przed ludźmi udającymi wyznawców Chrystusa. Żaden chrześcijanin nie może walczyć przeciwko innemu chrześcijaninowi — przypominałby bowiem człowieka bijącego samego siebie. Prawdziwi chrześcijanie są braćmi i siostrami w Jezusie. Oni nigdy, przenigdy nie zranią umyślnie jeden drugiego”.

    Zamiast zachęcać do okazywania miłości bratniej, kościoły popierały bratobójcze wojny, a nawet do nich podżegały. Dla kogoś, kto zapoznał się z nauczaniem Jezusa nie ulega wątpliwości, że Bóg nie posługuje się tymi religiami przy realizacji swego zamiaru, aby stworzyć świat bez wojen. Bez względu na to, co twierdzą kapelani wojskowi i inni przedstawiciele kościołów, w czasie konfliktów zbrojnych między narodami Bóg nie popiera żadnej ze stron.

    Jak wobec tego spełni się Boża obietnica położenia kresu wojnom? Czy jacyś ludzie faktycznie przekuli swe miecze na lemiesze? Owszem, niektórzy tego dokonali.

    Historyk kościoła C. J. Cadoux zauważył: „Pierwsi chrześcijanie pojmowali dosłownie wypowiedzi Jezusa. Ściśle utożsamiali swoją religię z pokojem; kategorycznie potępiali wojnę z powodu rozlewu krwi, jaki pociągała za sobą; stosowali do siebie proroctwo ST, które przepowiada zamianę oręża wojennego na narzędzia rolnicze” (Izajasza 2:4).

    A jak ta sprawa przedstawia się dzisiaj? Świadkowie Jehowy mieszkający w różnych częściach świata nie uczestniczą w wojnach domowych ani w żadnych konfliktach międzynarodowych.

    „W czasie wojny Świadkowie Jehowy pozostają całkowicie neutralni” — przyznała już pół wieku temu Australian Encyclopædia.
    Ich postawa potwierdza mądrość zawartą w znanym powiedzeniu: „Nie ma drogi do pokoju – pokój jest drogą”.

  32. Panie Falicz, przepraszam, że zapytam: jak Panu się obecnie wydaje, kogo będzie Pan wzywał na łożu śmierci?

  33. adam100
    1 listopada o godz. 10:08

    „Znane są już mechanizmy starzenia się i to tylko kwestia czasu kiedy można będzie sobie kupić biologiczną nieśmiertelność”.

    A po ile są wątpie? Nie pytam o ryby. 🙂

  34. Andrzej Falicz
    2 listopada o godz. 5:58

    „U schyłku swego życia, ok. 13 dni przed ostatnim stadium choroby, przebywający w szpitalu wojskowym przy ul. Szaserów, gen. Jaruzelski w sposób świadomy, wolny, nie ulegając jakimkolwiek sugestiom czy naciskom, poprosił kapłana – kapelana Ordynariatu Polowego – o spowiedź …”.

    Czesław Kiszczak pochowany jest na cmenatrzu prawosławnym w Warszawie. Niemal 100 proc. grobów na cmentarzach w Polsce opatrzonych jest krzyżami.

  35. kruk
    1 listopada o godz. 1:18

    „Jorge Luis Borges powiedzial pod koniec zycia, ze wobec smierci czuje ciekawosc”.

    Ba, Borges, człowiek-bilioteka, który przeczytawszy niemal wszystko co było warto nie zaspokoił swojej ciekawości. Ludzi ciekawych jest trochę, ale nie słyszałem, aby ktoś popełnił samobójstwo z ciekawości, nie mogąc doczekać się tej chwili.

    Także ateiści nie zaspokoją swej ciekawości, nigdy nie przekonają się, że mieli rację (Boga nie ma).

    Natomiast mogą przekonać się, że racji nie mieli (jeśli Bóg istnieje), ale wtedy będzie za późno na zmianę frontu. Biadacy, za życia nie zapoznali się z tzw. zakładem Pascala.

  36. Kalina
    1 listopada o godz. 16:52

    „Współczesna eschatologia nikomu nie obiecuje nowego ciała”.

    „Wierzę w Ducha Świętego, święty Kościół powszechny, świętych obcowanie, grzechów odpuszczenie, ciała zmartwychwstanie, żywot wieczny. Amen”. (końcowy fragment Wyznania wiary – Skład Apostolski).

  37. „…a kto będzie się smażył w piekle.”

    Żeby chociaż k… tortury znieśli.

  38. @dezerter83
    Dzień Dobry,
    Muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem pańskich postów i śledzę je z wielką ciekawością.
    Użył pan następujących stwierdzeń:
    ‚Chrześcijanin czyli naśladowca Jezusa z Nazaretu, wiedzę na temat tego, co się dzieje z człowiekiem po śmierci, czerpie z objawienia zawartego w Biblii’
    ‚Ale czy pogląd, że umarli powrócą do życia, nie jest naiwny? Na pewno nie dla kogoś, kto zbadał dowody świadczące o tym, że takie fakty miały już miejsce w przeszłości’
    Jeśli założyć, że wiedza to ogół wiarygodnych informacji o rzeczywistości, faktu to zdarzenie umiejscowione czasie i przestrzeni, a dowód to tok rozumowania zweryfikowany obserwacją lub doświadczeniem, którego wynik uprawnia do przyjęcia prawdziwości pewnej tezy, to na jakiej podstawie uważa pan, ze Biblia jest wiarygodnym źródłem wiedzy, faktów i dowodów?

  39. @Mauro
    ‚Natomiast mogą przekonać się, że racji nie mieli (jeśli Bóg istnieje), ale wtedy będzie za późno na zmianę frontu.’
    To akurat nie będzie pańska decyzja.
    ‚Biadacy, za życia nie zapoznali się z tzw. zakładem Pascala.’
    A może właśnie się zapoznali. Bo zakład Pascala to nic innego jak przejaw tchórzliwego myślenia i marny oportunizm.

  40. Edward Ciupak był ojcem Magdaleny Środy. Zarejestrowany przez wywiad PRL jako kontakt informacyjny „Gabriel”. Wieloletni współpracownik Urzędu ds. Wyznań, ateista, przez niemal całe życie zawodowe zajmował się walką z Kościołem Katolickim. Profesor komunistycznej Wyższej Szkoły Nauk Społecznych przy KC PZPR. Przed śmiercią nawrócił się – jak większość ateistów – pojednał się z Bogiem, z którym walczył przez całe swoje życie i zmarł przyjąwszy sakramenty święte.

    (ogólnie dostępne, liczne portale, w tym wikipedia)

  41. Mauro Rossi
    2 listopada o godz. 13:52

    Jesteś w sam raz ułożony, by nie rozumieć, że rozumowanie Pascala jest koniunkturalne, więc nie tylko nie mające nic wspólnego z moralnością, ale wręcz głęboko niemoralne. A tylko moralne życie, nie jakieś bzdurne żonglowanie słowami, ma być warunkiem dostąpienia życia wiecznego. Zatem przechytrzył samego siebie. Podobnie jak ty swoim jadem, ironią, szyderstwem, złośliwościami na blogu – zamiast przeprowadzania staruszek przez ulicę – zapracowujesz na nagrodę w polskim patriotycznym kotle.

  42. To życie i działalność JPIi czy np. Popiełuszki, Matki Teresy nie jest dobrym dowodem na istnienie Boga?
    Najlepszym dowodem dla Falicza jest życie i ostatnie dni Jaruzelskiego i Kiszczaka. Ciekawe, jakie ostatnie słowa wypowiedział Hitler albo Stalin? Może też cudownie się nawrócili? To. byłby dopiero dowód.

  43. kapitan Nemo
    2 listopada o godz. 15:11
    „na jakiej podstawie uważa pan, ze Biblia jest wiarygodnym źródłem wiedzy, faktów i dowodów?”.

    Podobnej treści pytanie zadałem mojemu znajomemu, który około 30 lat temu, na każdym kroku wyrażał przekonanie, iż Autorem Biblii jest Bóg. W odpowiedzi usłyszałem: „Czy na pewno chciałbyś wiedzieć, dlaczego można zaufać Biblii?”
    Kiedy potwierdziłem, znajomy kontynuował: „A kiedy byłbyś gotowy zaufać nowo poznanym ludziom ? Z pewnością trudno byłoby ci obdarzyć prawdziwym zaufaniem osobę, którą znasz bardzo mało. Ale pozbędziesz się wszelkich obaw, jeśli postarasz się ją bliżej poznać i przekonasz się, że jest szczera i wiarygodna. W ten sam sposób powinieneś podejść do Pisma. Musisz poświęcić trochę czasu na zbadanie dowodów potwierdzających, że jest ono ‘natchnione przez Boga’ ”.

    Zapytałem jeszcze: Ale dlaczego warto rozstrzygnąć tę kwestię ? Znajomy wyjaśnił: „Jeśli Księga ta rzeczywiście zawiera informacje od samego Boga, to ignorowanie jej byłoby niemądre — mogłoby mieć wręcz tragiczne następstwa. Poza tym gdybyś uznał Biblię nie za Słowo Boże, lecz jedynie za przekaz ludzki, zakres, w jakim pozwoliłbyś jej wpływać na twoje czyny i wierzenia, radykalnie by się zmniejszył”.

    Ponieważ kochałem prawdę i bardzo chciałem poznać jej religijną wersję, skorzystałem z tej zachęty i zacząłem wnikliwie studiować treść Biblii. Jakie przyniosło to rezultaty ? Dość szybko przekonałem się, że istnieje mnóstwo dowodów potwierdzających, że Biblia jest Słowem Bożym. Oto niektóre z nich:

    1. Biblia, jak żadna inna księga religijna, pomaga nam poznać Boga. Wyjawia nawet, jak możemy stać się Jego przyjaciółmi.
    2. Pisarze biblijni przedstawiali wydarzenia w sposób uczciwy, bez koloryzowania faktów. Taka szczerość świadczy o prawdziwości ich wypowiedzi.
    3. Mimo że była spisywana kilka tysięcy lat temu, jest wolna od nienaukowych poglądów rozpowszechnionych w starożytności.
    4. Chociaż spisywało ją jakieś 40 osób, przez około 1600 lat, nie zawiera sprzecznych informacji.
    5. Dokładnie przepowiada przyszłość. Coś takiego wykracza poza możliwości człowieka. Historia potwierdza, że zawarte w niej proroctwa zawsze się sprawdzają.
    6. Jest ścisła pod względem historycznym. Nikomu nie udało się podważyć tej ścisłości.
    7. Zawiera ponadczasową i niezawodną mądrość. Dlatego stosowanie biblijnych wskazówek dotyczących małżeństwa, wychowywania dzieci, rozrywki, towarzystwa, pracowitości, uczciwości i moralności, także obecnie przynosi wspaniałe rezultaty.

    Aby nabrać zaufania do Biblii nie jest potrzebny błyskotliwy umysł ani wyższe wykształcenie. Po prostu trzeba zacząć ją studiować. Najlepiej z pomocą osoby, która rozumie jej treść. Dzięki temu można nabrać pewności, że Biblia zasługuje na zaufanie.

    Pozostaję z szacunkiem

  44. Już od pierwszej chwili po narodzinach, rozpoczyna się proces umierania,
    a jedynymi niewiadomymi są kiedy, gdzie i z jakiej przyczyny śmierć ten proces zakończy…

    ps:
    Dzięki religiom, klerowi i ludzkiej tępocie Ziemia jest przeludniona o ponad 2 miliardy.
    Przestańcie się rozmnażać bo wkrótce z głodu i z nienawiści zaczniecie się zżerać nawzajem.

  45. PRAWDZIWA NIESMIERTELNOSC…
    „…cały wszechświat, nasza ziemia i wszelkie organizmy żywe, zwierzęce i roślinne, składają się z tych samych , niezniszczalnych pierwiastków, które uszeregował w Okresowym Układzie Pierwiastków, wybitny rosyjski naukowiec Dmitrij Mendelejew.
    Wyobraźmy sobie, że zasypiamy głębokim snem na kilka godzin. Podczas snu jesteśmy nieświadomi upływu czasu.
    Tak samo dzieje się z tzw. „śmiercią”.
    Zasypiamy na zawsze i przechodzimy w świat materii nieożywionej. Pierwiastki lotne z nas wyparowują (H2O – woda) i błądzą sobie w przestworzach w postaci chmur, deszczu i wody, która daje nowe życie na ziemi.
    Pierwiastki ciężkie zasilają ziemię. Oddajemy naturze to, co od niej zabraliśmy na budulec naszego ciała od stanu embrionalnego, poprzez całe życie wymagające energii, aż do jego kresu.
    Idziemy tam, skąd przyszliśmy, a więc w świat materii nieożywionej. Nie ma piekła, nie ma czyśćca ani nieba, nie ma boga.
    Jest namacalny świat wszelkiej materii i chwilowej świadomości naszego istnienia.”
    /St.B./
    PS:
    Podpisuję się pod tym znalezionym w Intrenecie tekstem.
    Ewolucja jest okrutna i nie ma na to żadnej rady.

  46. Mauro Rossi
    2 listopada o godz. 14:02

    Skład Apostolski to bardzo stare „wyznanie wiary”. To zabytek literatury na użytek Ciemnego Ludu. A rozwój teologii jest faktem.

  47. K Nemo

    Masz lepsze materialne…dowody na sprawy pozagrobowe?

  48. Mauro Rossi
    2 listopada o godz. 13:42

    A w jakiej walucie?
    Muszelkami?
    Kruszcem?
    Papierem?
    Wirtualnie?

  49. dezerter83
    2 listopada o godz. 21:07

    Wiara katolicka jest oparta na kanonie
    „Wola Boga jest niepojęta”.
    Dlaczego Duch Święty nie podpowiedział ewangielistom że
    słońce to gwiazda którą obiega Ziemia na orbicie?
    Pytanie poważne, bo Giordano Bruno i wielu innych przepłacili to własnym życiem.
    Sekta ma gotową odpowiedź:
    „Wola Boga jest niepojęta”.
    Z niemniejszym szacunkiem.

  50. @Mad Marx
    Tu jest ciekawy materiał o długim życiu człowieka.
    http://www.paranormalne.pl/topic/3641

    Natomiast, co do eksperymentów na długie życie dr,a Jana Pokrywki z Kłodzka,
    to my żyjący obecnie – nie doczekamy się skutków. Ja na pewno. Jestem z przedziału 74+.

  51. Od tego faceta można się dużo dowiedzieć o długowieczności,
    Andzeja Ziajko, z Glasgow:
    https://www.youtube.com/watch?v=Iq6LFP2ww50

  52. @dezerter83
    Dziękuję za odpowiedź i pozwalam sobie traktować ją jako zaproszenie do polemiki.
    ‚ istnieje mnóstwo dowodów potwierdzających, że Biblia jest Słowem Bożym. Oto niektóre z nich:
    1. Biblia, jak żadna inna księga religijna, pomaga nam poznać Boga. Wyjawia nawet, jak możemy stać się Jego przyjaciółmi’.
    Fakt, że Biblia opisuje Boga jeszcze nie jest dowodem na to, że od niego pochodzi, czyli że jest Słowem Bożym. Jest to tzw. circular argument (przepraszam, ale brakuje mi polskiego odpowiednika) i jest niestety logicznie niespójny. Wiemy natomiast, że Biblia ma swoich – na przestrzeniu stuleci całą rzeszę – ludzkich autorów. Na jakiej podstawie zakłada pan zatem że Biblia nie jest efektem ich twórczości i wyobraźni, ale pochodzi od Boga?
    2. ‚Pisarze biblijni przedstawiali wydarzenia w sposób uczciwy, bez koloryzowania faktów’. Obawiam się, że wartość Biblii jako źródła historycznego jest bardzo ograniczona i podchodziłbym to tego bardzo ostrożnie. Po pierwsze, Biblia z samego założenia nie miała być dziełem historycznym, tylko teologicznym. W związku z tym jest raczej (różnie w różnych księgach) obrazem kerygmatycznym w którym rzetelność przekazu historycznego jest poświęcona na rzecz wzmocnienia treści teologicznej. Po drugie – różnice metodologiczne. Dziś podstawą przekazu historycznego są krytycznie zweryfikowane informacje. Autorzy Biblii posługiwali się środkami przekazu im współcześnie obowiązującymi i dziś trudno na odróżnić fakty od ich teologicznych interpretacji.
    ‚Taka szczerość świadczy o prawdziwości ich wypowiedzi.’ Niestety pomija pan możliwość, że mogli szczerze i uczciwie się mylić. Naszym obowiązkiem natomiast jest krytyczna weryfikacja tego co napisali. Co z góry implikuje, że należy się liczyć z tym, że możemy również mieć do czynienia z ‚pomyłkami’ celowymi.
    cdn

  53. @dezerter83
    Polemiki ciąg dalszy.
    3. ‚Mimo że była spisywana kilka tysięcy lat temu, jest wolna od nienaukowych poglądów rozpowszechnionych w starożytności.’
    Biblia jest usiana pogladami i opisami sprzecznymi z wiedzą nie tylko dzisiejszą, ale z jej stanem obowiązującym w porywach do kilkuset lat wstecz. Przykładowo, od opisu stworzenia Ziemi, poprzez opis powstania na niej życia i zróżnicowania biologicznego, wreszcie człowieka, zmartwychwstania, a kończąc na takich drobnostkach jak chodzenie po wodzie, gadające węże czy kilkusetletni starcy zdolni do posiadania potomstwa.
    4. ‚Chociaż spisywało ją jakieś 40 osób, przez około 1600 lat, nie zawiera sprzecznych informacji.’ Myślę, że liczba autorów Biblii rozumianych zarówno jako autorów tekstów jak i cenzorów decydujących o tym co ma trafić do kanonu a co nie może śmiało iść w tysiące, jeśli nie dziesiątki tysięcy na przestrzeni tych lat. I mimo wszystko nie postarali się, bo w Biblii jest mnóstwo sprzeczności – wystaczy nie tylko porównać Stary i nowy Testament, ale do takich samych wniosków można dojść czytając Ewangelie nie jedną po drugiej, ale równolegle.
    Rażącą sprzecznością jest na przykład nakaz miłości bliźniego w kontekście ludobójstwa z powodów religijnych którego dopuścił się Mojżesz, wydaniem żony na zbiorowy gwałt przez nieznanego z imienia lewitę czy pochwałę niewolnictwa.
    Ale przejdę może to kilku konkretów:
    Iz 30:18 Lecz Pan czeka, by wam okazać łaskę, i dlatego stoi, by się zlitować nad wami, bo Pan jest sprawiedliwym Bogiem. Szczęśliwi wszyscy, którzy w Nim ufają!
    Wj 20:5 Ja Pan, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze występek ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia względem tych, którzy Mnie nienawidzą.
    Mt 5:39 A Ja wam powiadam: Nie stawiajcie oporu złemu. Lecz jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi!
    Kpł 24:20 Złamanie za złamanie, oko za oko, ząb za ząb. W jaki sposób ktoś okaleczył bliźniego, w taki sposób będzie okaleczony.
    Prz 24:17 Nie ciesz się z upadku wroga, nie raduj się w duszy z jego potknięcia
    Ps 58:11 Sprawiedliwy się cieszy, kiedy widzi karę, myje swoje nogi we krwi niegodziwca.
    Mt 6:1 Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was widzieli.
    Mt 5:16 Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki
    Na temat sprzeczności w Biblii możnaby osobną książkę napisać.
    Pozostaję z szacunkiem,
    cdn

  54. kapitan Nemo
    3 listopada o godz. 19:09
    „Biblia jest usiana pogladami i opisami sprzecznymi z wiedzą”

    Niestety nie podał Pan żadnych konkretów, potwierdzających rzekomą sprzeczność przekazu biblijnego z wiedzą, więc odniosę się do jednego z wymienionych przykładów – chodzenie po wodzie.

    Rozumiem Pana sceptycyzm. Chyba zgodzimy się, że trudno jest wierzyć w coś, o czym się niewiele wie. Pewna zabawna historia przytoczona przez angielskiego filozofa Johna Locke’a (1632-1704) pokazuje, jak łatwo jest wyrobić sobie opinię na podstawie niepełnych informacji.

    Kiedy ambasador Holandii opowiadał królowi Syjamu o swoim kraju, wspomniał, że czasami nawet słoń mógłby tam chodzić po wodzie. Król się obruszył, uznając, że jest okłamywany w żywe oczy. A tymczasem ambasador po prostu opisywał coś, czego król nie znał z własnego doświadczenia — nie wiedział, że gdy woda zamarza, powstaje lód, który może utrzymać ciężar słonia. Ponieważ nie znał wszystkich faktów, włożył tę opowieść między bajki.

    Proszę pomyśleć tylko o różnych współczesnych osiągnięciach, o których jeszcze kilkadziesiąt lat temu ludziom nawet się nie śniło:
    ● Samolot może bez śródlądowania przewieźć ponad 800 pasażerów z Nowego Jorku do Singapuru, lecąc z prędkością 900 kilometrów na godzinę.
    ● Dzięki wideokonferencjom ludzie przebywający na różnych kontynentach mogą rozmawiać ze sobą twarzą w twarz.
    ● Tysiące piosenek można nagrać na urządzenie mniejsze niż pudełko zapałek.
    ● Chirurdzy potrafią przeprowadzić transplantację serca i innych narządów.

    Jaki logiczny wniosek możemy wyciągnąć na podstawie tych faktów? Skoro ludzie potrafią dokonywać rzeczy, które jeszcze całkiem niedawno wydawały się niemożliwe, to z pewnością również Bóg, Stwórca wszechświata i wszystkiego, co żyje, może dokonywać niezwykłych rzeczy, których jeszcze w pełni nie pojmujemy ani nie potrafimy odtworzyć.

    „W Biblii jest mnóstwo sprzeczności. Na przykład nakaz miłości bliźniego w kontekście ludobójstwa z powodów religijnych”.

    Już nieraz to słyszałem, ale jeszcze nikt nie umiał mi pokazać tych sprzeczności. Ja sam, czytając Biblię, też nic takiego nie znalazłem. Podane przykłady wyraźnie pokazują, że ich autor, nie studiował uważnie tekstu Pisma, albo nie rozumie właściwie przytoczonych wersetów. Oto dowód:

    Kiedy pewien Żyd zapytał Chrystusa jak brzmi największe przykazanie, on odpowiedział: „Masz miłować Jehowę, twojego Boga, całym swym sercem i całą swą duszą, i całym swym umysłem”. Następnie przytoczył słowa: „Masz miłować swego bliźniego jak samego siebie” i powiedział, że jest to drugie z największych przykazań w Prawie — (Mateusza 22:35-40).

    Kiedy Jezus wspomniał faryzeuszowi, że drugie z największych przykazań dotyczy miłowania bliźniego jak samego siebie, nawiązał do konkretnego polecenia danego Izraelitom już piętnaście wieków wcześniej. Zanotowano je w Księdze Kapłańskiej 19:18. W tym samym rozdziale powiedziano, że Żydzi za swoich bliźnich mieli oprócz rodaków uważać także inne osoby. W wersecie 34 czytamy: „Osiadły przybysz, który przebywa u was jako przybysz, ma się stać dla was jak wasz rodowity mieszkaniec; i masz go miłować jak samego siebie, byliście bowiem osiadłymi przybyszami w ziemi egipskiej”.

    Tak więc już w XV wieku przed n.e., nawet nie-Żydzi, mieli być traktowani z miłością.

    Nie ma w Biblii ani jednego przykładu „ludobójstwa” dokonanego przez Izraelitów „z powodów religijnych”.

    Faktem jest, że Bóg polecił Izraelitom podbić ziemię, którą im dał w dziedzictwo, oraz wytracić ludzi, którzy ją zamieszkiwali. Uczynił to jednak dlatego, ponieważ byli całkowicie zdeprawowani i uznał ich za niegodnych dalszego życia.

    W Kapłańskiej 18:20-27 napisano:
    “Nie będziesz obcował cieleśnie z żoną twego bliźniego (…). Nie będziesz dawał dziecka swojego, aby było przeprowadzone przez ogień (czyli spalone) dla Molocha (…) Nie będziesz obcował z mężczyzną, tak jak się obcuje z kobietą. To jest obrzydliwość ! Nie będziesz obcował cieleśnie z żadnym zwierzęciem (…) Także i kobieta nie będzie stawać przed zwierzęciem aby z nim się złączyć . To jest sromota ! Tymi wszystkimi rzeczami nie plugawcie się, bo tymi wszystkimi rzeczami plugawiły się narody, które wypędzam przed wami. Bo wszystkie te obrzydliwości czynili mieszkańcy ziemi, którzy byli przed wami i ziemia została splugawiona”.

    Poza tym Kananejczycy wiedzieli, ze Bóg polecił swemu ludowi zająć ich ziemię. Ci z nich, którzy postanowili w niej zostać i podjąć walkę przeciwstawili się nie tylko Izraelitom, ale też Bogu. Natomiast Kananejczykom, którzy odwrócili się od zła i zaczęli przestrzegać ustalonych przez Niego wysokich norm moralnych, Bóg okazał miłosierdzie.

  55. dezerter83
    3 listopada o godz. 23:47
    „Poza tym Kananejczycy wiedzieli, ze Bóg polecił swemu ludowi zająć ich ziemię. Ci z nich, którzy postanowili w niej zostać i podjąć walkę przeciwstawili się nie tylko Izraelitom, ale też Bogu. Natomiast Kananejczykom, którzy odwrócili się od zła i zaczęli przestrzegać ustalonych przez Niego wysokich norm moralnych, Bóg okazał miłosierdzie.”

    Trudno o lepszy przykład wypranego mózgu.
    Dodałbym może
    Wymordować wszystkich a Bóg ich sprawiedliwie osądzi.

  56. Mauro Rossi
    2 listopada o godz. 13:42

    Mauro Rossi
    2 listopada o godz. 13:42
    A po ile są wątpie?
    adam100
    3 listopada o godz. 9:13
    A w jakiej walucie?

    OK
    Jak nawet nie chcesz dać grosika to masz za darmo:
    YouTube: Kurzgesagt / ” Why Age? Should We End Aging Forever?” (nie było po włosku tylko po angielsku)
    pozdrawiam

css.php