Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne

6.11.2017
poniedziałek

Urodziny Chajzera

6 listopada 2017, poniedziałek,

I znowu w naszym życiu społecznym mamy ciekawy etycznie casus, który niełatwo skomentować. Oto dziennikarz Filip Chajzer dowiedział się z Facebooka, że pewna 12-letnia dziewczynka, Oliwia, cierpiąca na zespół Aspergera, czyli odmianę autyzmu, zaprosiła na urodziny do specjalnego lokalu dla dzieci kolegów z klasy, po czym okazało się, że przyszła tylko jedna koleżanka. Takie rzeczy się zdarzają. Nie pierwsze zawiedzione, upokorzone dziecko i nie ostatnie. Sam odczuwam smutek i współczucie dla takiego dziecka, zwłaszcza chorego. Chajzer miał w sobie jednak nie tylko współczucie, lecz również energię do działania – urządził dziewczynce urodziny, na które przyszło kilkaset nieznajomych osób. Impreza była udana. Kilka milionów ludzi dowiedziało się o tym, tak jak co dzień dowiaduje się o różnych mniej czy bardziej doniosłych wydarzeniach. Etyk zaś zostaje z ciekawym przypadkiem do przemyślenia. Jak zwykle nie ma lekko.

Zacznę od zawężenia kontekstu. Nie sądzę, aby istotne były w tej sprawie motywy redaktora Chajzera. Jeśli była wśród nich chęć zwrócenia uwagi na swoją osobę, to wcale nie znaczy, że generalnie jego intencje i uczucia były nieszczere. Motywy postępowania zwykle są złożone i mieszane. Udział motywów bardziej egoistycznych, obok tych bardziej szlachetnych, wcale nie kompromituje podmiotu działającego ani nie umniejsza jego ewentualnej zasługi. Wspominam o tym, bo często się o tym zapomina. Chajzer jest OK i tyle o nim.

Dla zrozumienia etycznego sensu tego wydarzenia trzeba raczej przyjrzeć się motywacjom, uczuciom i przekonaniom etycznym jego licznych aktorów, czyli tłumu uczestników urodzin Oliwii. Zwykle nie chodzimy na urodziny nieznanych osób, a zwłaszcza dorośli nie odwiedzają nieznanych sobie dzieci. Setki osób zachowały się nietypowo, aby coś zademonstrować. Z pewnością powodowało nimi współczucie, zwane czasami empatią. Używamy tego słowa, gdyż w moralności współczesnej współczucie oraz jego nieco wyższościowa postać, jaką jest litość, ma złą sławę. Uważamy, niesłusznie chyba, że współczucie jest czymś poniżającym i protekcjonalnym. Szukamy pewniejszej niż ono podstawy dla dobrego działania. Zastępujemy je na przykład poczuciem sprawiedliwości – jeśli szykujemy podjazd dla wózków do drzwi budynku, to dlatego, że inwalidom się to od nas należy. Ponadto próbujemy zainstalować w naszym życiu społecznym nową kategorię moralną, mianowicie solidarność. Ma ona pewne cechy współczucia (ale niejako egalitarnego, bez motywu protekcjonalności), generalnie opierając się jednakże na poczuciu sprawiedliwości. Można sądzić, że goście Oliwii i p. Chajzera kierowali się właśnie solidarnością. A przynajmniej tak chcieliby o sobie myśleć. Nie rozmawiałem z nimi, lecz znając panujące stosunki, mogę przypuszczać, że protestowaliby, gdyby przypisywać im motyw współczucia dla chorego i skrzywdzonego dziecka.

Niestety, sprawa nie jest taka jednoznaczna. Odruch współczucia jest prosty i nie wymaga dalszych wyjaśnień. Działanie ze współczucia jest prywatne i osobiste. Po prostu – zrobiło mi się żal dziewczynki i postanowiłem zrobić jej przyjemność, aby otrzeć jej łzy. Przy okazji zabrałem swoje dzieci, żeby dać im przykład, iż trzeba być wrażliwym i dobrym. Dlaczego akurat w tej sytuacji, podczas gdy w szpitalach leży mnóstwo bardziej pokrzywdzonych dzieci? Bo tak. Odruch współczucia się nie tłumaczy. Jest po prostu aktem miłości, która albo jest, albo jej nie ma. Nie ma obowiązku kochać.

Co innego owa słynna solidarność. Jej demonstrowanie, jak to miało miejsce w przypadku akcji Chajzera, jest aktem publicznym, dokonywanym w imię wartości wspólnotowego życia i – cóż, nie da się tego uniknąć – przeciwko komuś. Solidaryzując się społecznie z kimś skrzywdzonym i biorąc udział w publicznym wydarzeniu, kogoś wspieramy i przeciwko komuś protestujemy. Jakoś trudno mi sobie wyobrazić, aby urodziny Oliwii były solidarnościową akcją protestacyjną wymierzoną w tych, którzy ją skrzywdzili. O kogo mogłoby tu bowiem chodzić? No, chyba tylko o te dzieci, które zignorowały zaproszenie na urodziny Oliwii bądź też o ich rodziców. Nie wiem, dlaczego tak się zachowali – może i mieli swoje powody. Z pewnością brak nam wystarczających przesłanek, aby ich aktywnie, demonstracyjnie potępiać.

Tak więc chyba jednak chodzi o to niechciane, wypierane współczucie. Wyrzucane drzwiami, wracające oknem. Owszem, całe to wydarzenie było też jeszcze jedną imprezą skrzykniętą na FB. Niektórym niewiele trzeba, żeby pojawić się na imprezie. Ale tzw. fun zapewne nie jest tu jednak motywem naczelnym. Co najwyżej przydaje całej akcji flow, by już pozostać przy tej anglicystycznej manierze.

Urodziny Oliwii były demonstracją niechcianego, wstydliwego, zaprzeczanego współczucia. Nie godzimy się na krzywdę dziecka, bo wszyscy nosimy w sobie małą mumię skrzywdzonego dziecka, którym każda i każdy z nas był. Bo dzieci są delikatne i samo życie je krzywdzi. Dzieciństwo nas boli i boli nas również wtedy, gdy cudze dziecko cierpi. Bo niewinność dziecięctwa, tak jak niewinność zwierzęcia, jest czymś uniwersalnym. W naszych czasach dręczony pies i skrzywdzone dziecko są najsilniejszymi bodźcami wyzwalającymi uczucia moralne. A ściśle biorąc, jedno z nich – współczucie. Kiedyś było go w świecie społecznym jak na lekarstwo. Za to dobrze się miały poczucie dumy oraz miłość do przełożonych, skutkująca lojalnością i wiernością. Jeszcze sto lat temu coś podobnego jak urodziny Oliwii byłoby sensacją. Dwieście lat temu – czymś nie do pomyślenia. Ciekawe, co w moralności będzie „modne” za kolejnych sto lat?

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 12

Dodaj komentarz »
  1. Ja tu nie widzę casusu etycznego, a raczej casus socjalny i flash mobbingu

    Medialny celebryta Chajzer ma na Fakebooku podobno ponad 70.000 znajomych. Na publiczne zaproszenie na urodziny Chajzera przychodzi kilkaset osób. Dla ułatwienia rachunków przyjmijmy, że 500 osób. Wychodzi na to, że na 140 osób zaproszonych jedna osoba skorzystała z zaproszenia. To jest ok. 7 promili.

    Załóżmy również, że klasa Olivii liczy 30 osób i wszyscy zostali zaproszeni a skorzystała z zaproszenia jedna osoba. Jakby nie było, poziom pozytywnej reakcji wynosi tutaj 3,33 % a więc ponad 4 krotność poziomu reagowania na zaproszenie wylansowanego celebryty.

    Ja myślę, że jest to znakomity wynik. Szczególnie, gdy się uwzględni, że urodziny są zwykle organizowane dla najbliższych przyjaciół (nie całych klas) oraz wiążą się z zaawansowaną organizacją jak kupno prezentu, przygotowanie transportu i stałej opieki na czas imprezy w zupełnie obcym i nieprywatnym miejscu.

    Problem jest zatem zupełnie sztuczny o czysto medialnym charakterze. Klasyczny spłaszczony produkt medialno-fakebookowej wirtualności z serii:
    #JaTeż
    #StałemPodBlokiem
    #ByłemUChajzera
    #PotrafiszPolsko
    #ANaDrzewachZamiastLiści

  2. „Urodziny Oliwii były demonstracją niechcianego, wstydliwego i zaprzeczanego współczucia.”
    Bardzo piękny tekst.
    Mam nadzieję,że to będzie „modne” już po wsze czasy.
    FB to tylko gadżet ,tutaj użyteczny,ale gadżet.
    Doskonalsze gadżety się pojawią niewątpliwie we „wszech czasach” i trzeba mieć nadzieję,że nie wyprą „niechcianego,wstydliwego i zaprzeczanego współczucia”

  3. Ciekawy text

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Mnie to generalnie zaskakuje o tyle, że dla osób z zespołem Aspergera przebodźcowanie jest bardzo realnym zagrożeniem często prowadzącym do tzw. meltdownu. Próbuję sobie wyobrazić dziewczynkę z Aspergerem na imprezie otoczoną kilkoma setkami obcych zupełnie osób, w hałasie i tłoku, możliwe że z jakimiś migającymi jaskrawo światełkami i nie wiem, czy jest to pozytywny obraz. Więc naprawdę nie wiem co myśleć. Nie neguję dobrych chęci zaangażowanych osób, po prostu zaskakuje mnie, że wybrano taki a nie inny sposób okazania tego współczucia czy solidarności.

  6. Zazwyczaj nie komentuję, ale parę słów aż ciśnie się tu na usta.

    Otóż wydaje mi się, że mamy tu do czynienia z o wiele głębszym problemem, problemem tzw. współczucia na pokaz, z premedytacją płytkiego i nic nie wnoszącego. Jak skomentował snakeinweb przede mną, kwestia hasztagu.

    Ci ludzie, którzy przyszli na zaproszenie pana Chajzera, tylko częściowo poruszeni byli historią dziecka zignorowanego, i, jak by to inaczej ująć, raczej mało lubianego w klasie. O wiele bardziej, niż próbą przywrócenia sprawiedliwości społecznej i odwrócenia potencjalnej traumy u dziecka, podążanie za ‚idolem’ w jego ‚słusznej sprawie’ było, i pozostaje, próbą autopromocji i zwrócenia na siebie uwagi rzekomego idola poprzez próbę pokazania sobie i światu, że nie jest się obojętnym na cierpienie, że jest się dobrym i walczącym na rzecz biednych i uciśnionych. Tym samym był to tylko sposób na zaistnienie i, przy okazji, publiczne wybielenie sumienia – pokazanie, że nie jest się bezdusznym, obojętnym potworem.

    Z punktu widzenia etyki interesującym jest wybór sprawy, którą pana Chajzera ‚followersi’ zdecydowali się poprzeć. Chęć, z jaką chęcią ci ludzie udzielili poparcia tak trywialnej sprawie jest co najmniej zastanawiająca. Czy udali by się równie chętnie na marsz w sprawie przywrócenia aborcji albo dyskusji o rozdziale kościoła od państwa? Czy okazaliby podobne wsparcie w kontrowersyjnej sprawie ocalenia umierających z głodu dzieci uchodźców z Syrii? Raczej nie, wiec oto z tym większą ulgą, bez ryzyka potępienia czy ataku, wyjaśniania swojego stanowiska, mogą jednorazowo zademonstrować swoją ‚dobroć’ i jednocześnie zaistnieć, ‚odbębnić’ swój moralny obowiązek i wrócić do swoich spraw z poczuciem spełnienia misji.

    Mnie osobiście zastanawia wybór pana Chajzera, który zdecydował się interweniować. Dlaczego właśnie ta dziewczynka? Dlaczego ta impreza urodzinowa? Co miało to na celu udowodnić? Czy miało to faktycznie unaocznić pewien problem, być rozpoczęciem dialogu o pomocy i wsparciu dzieci z zespołem Aspergera, czy jedynie unaocznić pana Chajzera? Oraz dlaczego osoby publiczne, które mogłyby, gdyby chciały, być prawdziwymi autorytetami moralnymi, decydują się na popieranie bzdurnych spraw zamiast zajmować się poważniejszymi problemami?

  7. Opisane zjawisko nie jest wcale rzadkie i ograniczone do strefy kulturowej czy klasy społecznej. Znam identyczną sytuację kiedy adoptowane dziecko z Polski mające rdzennych szweckich rodziców zaprosiło swoją klasę na urodziny. Nikt nie przyszedł z tym że matka zrobiła póżniej piekło w szkole. Skończyło się na przeprosinach i jeszcze raz zorganizowanym party na które stawili się wszyscy.

  8. Filip Chajzer to rozumny facet. Wykorzystał pomysł realizowany przez telewizję
    głównego nurtu, nie tylko tvp,polegający na pokazywaniu telewidzom ciężko
    chorych dzieci. Uprawiana jest tutaj okrutna gra z telewidzami na tzw współczucie, pobrana z nauki,o psychologii tłumu. Tłum jest bezmyślny, łapie się na tą „zgrywę”;
    jacy to my – sitwa medialna – jesteśmy miłosierni, tylko nas trzeba oglądać, naszą partię popierać,…
    Skala bezmyślności jest wielka, nieograniczona, powszechna.
    Pytania, które powinno się pojawić w mediach , debacie publicznej, we łbach polityków, publicysystów, naukowców od biologii, medycyny, filozofii także —
    NIE MA.
    Pytanie powinno brzmieć, jak jakie memento; co należy zrobić, że takich ciężko chorych dzieci nie było, żeby się nie rodziły? Dlaczego tylko ludzkie cierpienie ludzi cieszy?

  9. Cała ta historia wprawia mnie w konfuzję.
    Za moich czasów (12 lat miałam 34 lata temu) na urodziny zapraszało się kilkoro przyjaciół/ bliskich kolegów, niekoniecznie z klasy, czasem z podwórka, z ogniska muzycznego, domu kultury czy gdzie tam dzieciak miał akurat bliskich kolegów i koleżanki. Rodzice przygotowując przyjęcie (w domu) upewniali się ile będzie osób.
    Czy rodzice tej dziewczynki nie wiedzieli, że nie ma ona w klasie przyjaciół? Musieli wiedzieć. Dlaczego narazili ja na taka przykrość a siebie na niepotrzebne wydatki?
    A jaki sposób spęd 100 nieznajomych może to zrekompensować?
    Za stara jestem żeby to zrozumieć…

    A intencje pana Chajzera może i były dobre, ale wszyscy wiemy co jest nimi wybrukowane.
    Pan Chajzer który, jak się zorientowałam (naprawdę, poza nazwiskiem i faktem bycia synem „starego Chajzera” niewiele o im wiedziałam) ma swoją grypę fanów ale i zaciętych hejterów, powinien się dwa razy zastanowić zanim pójdzie za głosem serca. Bo marketingowo to był straszliwie głupi pomysł.

  10. @snakeinweb
    myślę, że twój tok myślenia jest totalnie niewłaściwy, szukasz na siłę argumentu, dla którego chcesz udowodnić założoną tezę (Chajzer jest głupi, a na dodatek nic mu nie wychodzi a tam impreza to widły z igły).

    Po pierwsze, czy ta akcja była potrzebna, skoro jedna osoba z klasy odpowiedziała na zaproszenie?
    Odpowiem pytaniem – powiedz mi, czy kiedyś na twoje zaproszenie wysłane do kilku – kilkunastu osób przyszła na twoje urodziny tylko jedna osoba? Jak się wtedy czułeś? Albo jeśli taka sytuacja nie miała miejsca – jakbyś się czuł?

    Po drugie – 0,07% jest gorsze od 3,33%. Otóż nie, bo to zależy jeszcze od czego ten procent.
    Na imprezie procentu osób obecnych nie widać – widać ludzi, z którymi można rozmawiać. Z tego punktu widzenia akcja się udała, przyszło 700 osób, w tym paru artystów, którzy urozmaicili imprezę śpiewając itp.

    Po trzecie – reakcja na poziomie 0,07% na fejsbuku przy 70.000 tyś followersów jest naprawdę niezła. Większość z tych osób nie mieszka w Warszawie i ciężko im się z dnia na dzień pojawić na zawołanie. Dużo osób ma dzieci, pracę, część jednak z nich poświęciła swój czas i pojawiła się tam na miejscu.

  11. @Heimo
    Nie imputuj mi intencji, które sobie na poczekaniu zmyślasz. Ja na wstępie powiedziałem, że cała sprawa nie jest casusem etycznym, lecz socjalnym z kategorii tworzenia flash mobu.

    Co do organizacji urodzinowych imprez, to odsyłam do znakomitego komentarza @MaddyOfEsi, który odpowiada mocno mojemu podejściu i doświadczeniu.

    Organizowanie imprezy urodzinowej dla dziecka, tak jak i nawiązywanie kontaktów i budowani sieci społecznych w najbliższym otoczeniu, to jest ciężka i odpowiedzialna praca, a nie robienie wrzut i łowy flash mobowych like’ów. Jeżeli wmówiono dziewczynce, że kameralna impreza z udziałem jednego lub kilku najbliższych przyjaciół (podejście jakościowe) jest mniej warta niż spęd całej klasy (podejście ilościowe) to już zrobiono dziewczynce krzywdę i popełniono błąd wychowawczy.

    A teraz niech pan Harman po znajomości zapyta pana Chajzera, czy ten się zobowiązał zorganizować i sfinansować Olivii następne 13,14,15,16,17 i 18 urodziny. Olivii może być bardzo przykro, może się nawet załamać psychicznie, gdy na następnych urodzinach dziewczyny pojawi się zaledwie 100 do 300 gości. I Hartman będzie znowu mógł pisać i problemie etycznym powszechnej znieczulicy.

  12. Mignęła mi dzisiaj gdzieś w internecie sztucznie rozpromieniona twarz Chajzera – w końcu zobaczyłem jak on wygląda, bo co robi to jeszcze nie wiem. Nie wiem co wy widzicie na tym zdjęciu, ale ja widzę: czy na pewno wszyscy już zobaczyli jaki jestem wspaniały i szlachetny? A co do tłumnego stawienia się ludzi na urodzinach – najpierw powinien wypowiedzieć się psycholog dziecięcy, bo mnie w tym wszystkim najbardziej interesuje co czuła ta dziewczynka i jak ona to zapamięta.

  13. Dziecko z zespołem Aspergera potrzebuje obiektywnie rzecz biorac stymulacje w postaci towarzystwa rówieśników. Obiektywnie, bo subiektywnie bynajmniej – takie osoby najlepiej czuja się we własnym swiecie (moja kuzynka wręcz wpada w histerie, kiedy do domu przyjdzie obca osoba). Rodzice dziewczynki na siłę wiec wynajęli wielka salę, żeby zaprosić wszystkie dzieci. Troche moim zdaniem bez wyobraźni, wystarczyłoby zaprosić (imiennie!!!) rodziców kilkorga kolegów z klasy, a nie organizować nudny raut „dla wszystkich”. Do przyjścia na taka imprezę nikt nie czuje się zobowiązany. Nie wiem, czy Oliwii było przykro, czy nawet nie zauważyła tej sytuacji. W każdym razie ze zorganizowanego przez pana Chajzera spedu przypadkowych osób, które zwabiła tam chęć zaistnienia w towarzystwie znanego prezentera, chyba zadowolona była średnio. Generalnie – kulturalne badziewie po obu stronach

css.php