Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne

27.12.2017
środa

Sumienie Ziobry

27 grudnia 2017, środa,

Pośrodku procesu dewastacji wymiaru sprawiedliwości i całego systemu demokratycznego państwa prawnego rozgorzała w Polsce dyskusja na temat granic wolności zawierania umów, obowiązków usługodawców i praw ich klientów oraz kilku jeszcze kwestii, które wynikły ze sporu pomiędzy pewną łódzką drukarnią a pewną organizacją LGBT, której drukarnia owa odmówiła druku roll-upa, powołując się na racje etyczno-ideowe.

Poczułem się, jak w normalnym kraju, w którym toczy się normalny spór prawniczy i ustrojowy. To miłe uczucie i chętnie zabiorę w tej materii głos, mimo znacznego dyskomfortu, jaki odczuwam, przyznając częściowo rację ministrowi sprawiedliwości Zbigniewowi Ziobrze, który zwrócił się do Trybunału Konstytucyjnego o sprawdzenie zgodności z konstytucją przepisów, na podstawie których dwa sądy uznały drukarza winnym (bez wymierzenia kary).

Oczywiście Trybunał Konstytucyjny jest dziś instytucją czysto fasadową i zwracanie się o cokolwiek do tego sądu przez kontrolującego go Zbigniewa Ziobrę jest farsą. Będzie tak, jak sobie życzy dyktator polskiego aparatu ścigania i sądownictwa. Mimo to sama rzecz jest ciekawa, a w krytyce, jakiej urzędnicy Ziobry poddali wyroki skazujące Adama J. z artykułu 138 kk, mówiącego o umyślnej, nieuzasadnionej przyczynie odmowy świadczenia, do którego [usługodawca] jest zobowiązany, jest wiele racji.

Daruję sobie chwalenie Ziobry i aprobatywne cytaty z jego skargi do TK. Skupię się na tym, co Ziobro powiedział przy tym niemądrego. Nie odniosę się też do samego wyroku, bo sprawa jest zbyt skomplikowana, żeby na podstawie doniesień prasowych móc zająć własne stanowisko. Adam J. nie był właścicielem, lecz pracownikiem drukarni, i jego prawa kształtują się nieco inaczej w przedmiotowym kontekście w zestawieniu z prawami i obowiązkami właściciela. Dla wyroku ma to znaczenie, podobnie jak szczegóły pozwalające ustalić, czy doszło do podjęcia zobowiązania itd. O meritum wypowie się jeszcze Sąd Najwyższy, lecz nie ma to już praktycznego znaczenia, gdyż instytucja ta zostanie do tego czasu całkowicie podporządkowana politycznemu ośrodkowi dyspozycyjnemu, a więc samemu Ziobrze. Zostawmy więc wyrok i zastanówmy się, czy obywatele powinni mieć prawo oczekiwać, że sprzedawcy towarów i usług nie będą mogli odmawiać zawarcia transakcji, gdy nie spodoba im się sposób, w jaki nabywcy zamierzają je wykorzystać, czy też – przeciwnie – mają prawo samodzielnie decydować, z kim chcą handlować.

Nic tu nie jest proste, za to łatwo o nieporozumienie. Jedno z nich wiąże się z mieszaniem materii prawnej świeckiego państwa doktryn religijnych. Taką doktryną jest katolicka teoria sumienia, w myśl której katolik dzięki łaskom otrzymanym w sakramencie chrztu oraz właściwemu wychowaniu dochodzi do takiego ukształtowania sumienia (na fundamencie protosumienia, czyli synderezy, którą dysponują nawet nieochrzczeni), iż może uznać owo własne sumienie za ostateczny probierz dobrego postępowania. Gdyby sumienie nakazywało komuś dokonać czynu jawnie sprzecznego z nauczaniem Kościoła, to będzie to widomy znak, iż zostało źle ukształtowane – i w takim przypadku zasada, iż każdy ma prawo postępować wedle własnego sumienia, oczywiście nie obowiązuje.

Natomiast w kwestiach, o których Kościół się wprost nie wypowiada, bądź też w kwestiach nieoczywistych z punktu widzenia doktryny Kościoła – wierny może ufać swojemu sumieniu, czyli głębokim i silnym przekonaniom moralnym. Zresztą nie wszystkim, lecz w zasadzie takim, które dotyczą stosowania ogólnych norm w konkretnych sytuacjach. W warunkach państwa świeckiego ta czysto religijna doktryna ulega – całkiem świadomemu zresztą – przekłamaniu i zawłaszczającej uniwersalizacji. Oto Kościół, aspirujący do tego, by państwo kierowało się jego doktrynami i przekonaniami, ogłasza, że sumienie jest (powszechnie) ostateczną normą moralności i zezwala (pozornie, rzecz jasna) wszystkim, a nie tylko wiernym, robić to, co uznają za stosowne, jeśli jest to zgodne z ich sumieniem.

Jest to zupełna fikcja, bo gdyby komuś sumienie podpowiedziało, że powinien dokonać aborcji bądź ją przeprowadzić, to zaraz przekona się, że prawo kierowania się głosem sumienia ma wąskie granice, wyznaczone przez doktryny Kościoła. W całej opowieści o wolności sumienia i prawa do postępowania wedle jego „głosu” chodzi po prostu o to, by w sferze świeckiej objąć wszystkich – katolików i niekatolików – odziaływaniem tej samej doktryny etyczno-prawnej, jaka obowiązuje w sferze religijnej. Jako że zrozumienie tej przewrotnej gry wymaga pewnej wiedzy, bardzo łatwo się nabrać na rzekomo wolnościowy, liberalny przekaz o „wolności sumienia”.

Ofiarą tej manipulacji padł również Zbigniew Ziobro, który nie zna się na etyce i łatwo go zbałamucić. Komentując swoją skargę na art. 138 kk jako niezgodny z konstytucyjną ochroną wolności sumienia, powiedział: „Nie można nikogo zmuszać, by postępował wbrew własnemu sumieniu i przekonaniom, a tym bardziej za to karać”. To oczywisty nonsens. Gdyby było tak, jak mówi Ziobro, nie można by skazać nikogo za czyn wyczerpujący materialne znamiona przestępstwa, gdyby tylko wykazano podczas procesu, że obwiniony działał w zgodzie z własnym sumieniem i był przekonany, że działa słusznie.

Otóż, Panie Ministrze (nie liczę na to, że to przeczyta, ale kto wie), na tym właśnie polega świadomość etyczna, że zdaję sobie sprawę z tego, że niezależnie od moich własnych, osobistych przekonań istnieją społecznie uznane unormowania (etyczne, obyczajowe i prawne), przed którymi mam obowiązek ustąpić, gdy kolidują z moimi prywatnymi przekonaniami. Człowiek etyczny wie, że moralność publiczna ma większą wagę i autorytet niż własne, nawet najsilniej ugruntowane przekonania. Jest zdolny do pokory i powściągania własnego woluntaryzmu oraz wie, że jego działania podlegają (również krytycznej) ocenie moralnej także wtedy, gdy wynikają z mocnych przekonań, czyli sumienia. Inaczej mówiąc, wie, że nie wszystko mu wolno, nawet jeśli jest osobiście przekonany, że ma rację.

Trudno to zrozumieć, przyznaję, jeśli nie pobierało się lekcji etyki – i dlatego uważam, że filozofii i etyki należy nauczać powszechnie. A jeszcze trudniej zrozumieć to, że w naszym życiu moralnym dochodzi czasami do tragicznych kolizji sumienia z obyczajem i prawem, w wyniku których bierzemy na siebie społeczne i prawne konsekwencje nieobyczajnych i bezprawnych działań, jeśli uznamy, że ze względów moralnych nie możemy podporządkować się ustalonym normom i przepisom. I wcale nie oznacza to, że normy te są złe, niesprawiedliwe i powinny zostać zmienione. Nie istnieje nic takiego jak prawo człowieka do wolności od konfliktów moralnych, żadne „prawo do komfortu moralnego” czy „bycia pozostawionym w spokoju w sprawach własnych przekonań”.

No dobrze, a co z prawem drukarza do odmowy wydrukowania materiałów LGBT? Rzecz jasna, odmowa taka jest moralnie nieusprawiedliwiona, gdyż sprawy, o które walczą organizacje LGBT, są słuszne i chwalebne. Jednakże prawo musi być jednakowe dla wszystkich. Z tego i z wielu innych powodów prawo nie stoi na przeszkodzie niektórym działaniom niemoralnym. W imię takich wartości jak wolność i równość prawo demokratycznego państwa daje nam możliwość angażowania się w działania głupie i nieetyczne. Dla mnie takim działaniem byłoby na przykład drukowanie ulotek PiS. Muszę się jednak zgodzić z tym, że drukarzowi wolno je drukować. Jednak gdybym sam był drukarzem, wolałbym mieć możliwość odmowy świadczenia usług na rzecz partii, którą uważam za bardzo szkodliwą.

Tym samym jednak muszę poprzeć prawo do (moralnie nagannej) odmowy druku materiałów LGBT. Dlatego popieram taką zmianę przepisów, która zwolni mnie z obowiązku uczestniczenia w propagowaniu ideologii i działalności PiS, gdyby moja działalność zawodowa konfrontowała mnie z takimi oczekiwaniami. Jestem za poszerzeniem wolności obywatelskiej w tej dziedzinie.

Gdzie wyznaczyłbym granice? Przecież nie zgodziłbym się na to, aby hotelarzom wolno było odmawiać wynajmowania pokojów muzułmanom albo zwolennikom PiS. Sądzę, że tę granicę powinno wyznaczać rozdzielnie sfery osobowej od sfery symbolicznej, a więc opinii, światopoglądu czy religii. Odmowa gościny w hotelu z jakichkolwiek personalnych powodów byłaby dyskryminacją i poniżeniem, lecz odmowa udziału w czynnościach wspierających upowszechnianie idei i symboli, których się nie toleruje, wydaje się czymś, do czego człowiek ma prawo. Bo ma przecież prawo do tego, by nie być poniżanym, a poniżeniem jest współudział w działalności, której się nie akceptuje.

Tylko bardzo proszę nie łączyć tego ze sprawą klauzuli sumienia w medycynie, bo to jest zupełnie inna sprawa i o coś innego tam chodzi (wbrew wielu komentarzom). Ale to już temat na inny felieton.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 29

Dodaj komentarz »
  1. Z pięciu sklepów sklepów w Warszawie pogonili Ogórek i nie były to warzywniaki. Tak, to była dyskryminacja, ale nie jestem jakoś tym oburzony.
    Będę musiał jeszcze popracować nad sobą.

  2. Zgoda, że „wyroki” „TK” są i tak z góry i z istoty nieważne. Kiedyś jak wprowadzi się demokratyczne państwo prawa powinno się je wszystkie jedną ustawą unieważnić jako powstałe w wyniku przestępstwa. W pojedynczych przypadkach sprawy powinny być ponownie rozpatrzone.

    Zgoda też, że nikt nie powinien być zmuszany do działania wbrew swojemu sumieniu o ile występuje rzeczywisty konflikt sumienia. A wystąpienie rzeczywistego konfliktu sumienia jest faktycznym przedmiotem sporu, który stwarza praktyczne trudności. Dla mnie np. w handlu podstawowym rozróżnikiem jest charakter usługi/towaru. Żadne sumienie nie może uzasadniać odmowy komukolwiek usług i towarów natury podstawowej takich jak żywności, dachu nad głową, usług notarialnych i przedmiotów życia codziennego. Natomiast można odmówić usługi/towaru, który traci charakter światopoglądowej neutralności i stanowi formę wspierania lub rozpowszechniania jakiejkolwiek światopoglądu, który nie jest zgodny ze światopoglądem usługodawcy.

    Na przykład piekarz nie ma prawa odmówić komuś sporządzenia tortu urodzinowego tylko dlatego, że jest znanym w okolicy aktywistą faszystowskim. Ale już ma pełne prawo odmowy wykonania takiego tortu, jeżeli zleceniodawca zażyczy sobie przyozdobienia tortu swastykami lub innymi tego rodzaju symbolami. Drukarz nie powinien mieć prawa odmowy wykonania dla działacza LGBT zwykłych wizytówek potrzebnych do identyfikacji lub wykonywania zawodu. Ale spokojnie powinien móc odmówić wykonania materiałów o charakterze propagandowym ze zlecania działaczy LGBT.

    Brak zgody, co do tego, że sumienie lekarzy podlega innym regułom. Gdy idzie o ratowanie życia i zdrowia, to lekarz i tak nie ma swobody sumienia, bo istotą lekarskiego zawodu i sumienia jest podejmowanie działań w tym kierunku. Natomiast operacje plastyczne, usługi in vitro czy aborcja nie mają nic wspólnego z ratowaniem życia i zdrowia. Te dwie ostanie (a najbardziej ostatnia) wręcz przeciwnie polegają na naruszaniu prawa do zdrowia i życia i są nie do pogodzenia lekarskim sumieniem już od czasów Hipokratesa.

  3. Ziobrze sumienie nakazalo zniszczenie niezawislosci sadow.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. „Jednakże prawo musi być jednakowe dla wszystkich.”

    Jeśli prawo ma być jednakowe dla wszystkich, to wszyscy powinni mieć jednakową możliwość i skuteczność głoszenia swoich idei, jednakową możliwość docierania z nimi do społeczeństwa.

    „W imię takich wartości jak wolność i równość prawo demokratycznego państwa daje nam możliwość angażowania się w działania głupie i nieetyczne. […] Tym samym jednak muszę poprzeć prawo do (moralnie nagannej) odmowy druku materiałów LGBT. Dlatego popieram taką zmianę przepisów, która zwolni mnie z obowiązku uczestniczenia w propagowaniu ideologii i działalności PiS, gdyby moja działalność zawodowa konfrontowała mnie z takimi oczekiwaniami. Jestem za poszerzeniem wolności obywatelskiej w tej dziedzinie.”

    Tak rozumiane „poszerzenie wolności obywatelskiej” spowoduje w istocie zwiększenie przewagi większości nad mniejszościami. Grupa reprezentująca powszechniejsze idee, jako liczniejsza, ma większą siłę ich propagowania i jednocześnie większą skuteczność zagłuszania idei głoszonych przez grupy mniejszościowe.

    Na pewno pamięta Profesor czasy (jesteśmy niemal w tym samym wieku – w styczniu stuknie mi 50-tka), gdy nie tylko praktycznie nikt nie przyznawał się do „odmiennej” orientacji seksualnej, ale nawet nikt nie odważył się bronić takich osób („jak broni pedała, to pewnie sam też pedał”), bo groziło to ostracyzmem społecznym.

    Zresztą nawet dzisiaj temat homoseksualizmu jest w mediach często wspominany/napomykany/omawiany bez udziału osób reprezentujących środowisko LGBT. Nie pozwala to im bronić się przed krzywdzącymi opiniami, a większość, której zdanie zostało ukształtowane pod wpływem oddziaływania Kościoła katolickiego, propaguje nieprawdziwe tezy, nie mając ochoty ich skonfrontowania z komentarzem osób LGBT.

    Klinicznym przykładem tego, co nas może czekać, jeśli takie „poszerzenie wolności” nastąpi, jest to, z czym mamy do czynienia w przypadku tysięcy rozsianych po Polsce ośrodków propagandy zwanych kościołami, z których ambon głoszone są istne brednie na temat osób LGBT (oraz modnego ostatnio straszaka „dżędera”), i na które to ambony żadna osoba reprezentująca to środowisko nie jest zapraszana, by móc odeprzeć zarzuty i przedstawić, jak sprawy wyglądają z jej punktu widzenia. Kościół stawia się w roli prokuratora i sędziego – oskarżonego, ani obrońcy nie dopuszcza do sali sądowej. Vide działalność ks. Oko. Na dodatek przedstawiciele Kościoła nierzadko zniechęcają wiernych do odbioru przekazów ze źródeł innych niż (ultra)katolickie, czym zawężają ich ogląd sprawy (nawet Harrego Pottera katolik nie powinien czytać).

    Można się spodziewać, że Kościół ogłosi (już wcześniej starał się szantażem wywierać wpływ na sposób głosowania posłów), że żaden „uczciwy katolik” nie może przykładać ręki do „propagowania” materiałów LGBT. A ponieważ większość Polaków to katolicy, to można sobie wyobrazić, że osoby LGBT będą miały trudności ze znalezieniem drukarni. Tym bardziej, że nawet ci spośród katolików, którzy nie mają nic przeciw osobom LGBT będą woleli nie wychylać się.

    Następne mogą być telewizje, zwlaszcza TVP, która przecież ma w statucie głoszenie wartości chrześcijańskich, a te, jak wiadomo, są sprzeczne z „homopropagandą” – już żadne Biedronie nie będą zapraszane, a sama tematyka praw osób LGBT po prostu zniknie.

    Oczywiście w dobie internetu kontrolowanie tego, co społeczeństwo wie i co myśli nie jest już takie łatwe i różne idee szybciej lub wolniej przesączają się do jego świadomości. Jednak tego typu „prawa do odmowy” skutecznie to spowalniają, co znakomicie widać na przykładzie związków partnerskich, których Polska ciągle nie może wprowadzić, będąc jednym z ostatnich krajów Europy, które nie mają takich regulacji.

    5. „Sądzę, że tę granicę powinno wyznaczać rozdzielnie sfery osobowej od sfery symbolicznej, a więc opinii, światopoglądu czy religii. Odmowa gościny w hotelu z jakichkolwiek personalnych powodów byłaby dyskryminacją i poniżeniem, lecz odmowa udziału w czynnościach wspierających upowszechnianie idei i symboli, których się nie toleruje, wydaje się czymś, do czego człowiek ma prawo. Bo ma przecież prawo do tego, by nie być poniżanym, a poniżeniem jest współudział w działalności, której się nie akceptuje.”

    Wręcz przeciwnie, umożliwianie przepływu wszelkich legalnych (dopuszczonych prawem) idei powinno napawać go dumą, bo jest istotą państwa demokratycznego, gdzie w sposób swobodny ścierają się poglądy i dzięki temu ścieraniu dokonuje się postęp, a ludzie mogą wspólnie układać sobie życie we wzajemnym zrozumieniu. Czuć poniżonym mógłby się ewentualnie wtedy, gdyby zachodziło podejrzenie (domniemanie), że sam głosi poglądy, z którymi się nie zgadza. Ale drukarz jest tylko producentem papierowego nośnika idei, a nie ich głosicielem i nie zachodzi podejrzenie, że musi się z nimi identyfikować.

  6. @snakeinweb
    27 grudnia o godz. 21:43

    … polegają na naruszaniu prawa do zdrowia i życia i są nie do pogodzenia lekarskim sumieniem …

    No dobrze, pojdzmy wiec dalej. A co np. tworzenie komorek w laboratoriach, in vitro, hodowla organow ? Czy to jest etyczne i zgodne z sumieniem skoro wiadomo, ze wiekszosc rezultatow trzeba bedzie zniszczyc? Jesli sumienie wezmie gore nad rozwojem ludzkosci to powinnismy zostac w epoce kamienia lupanego. Komu potrzebne bylo kolo jak ma dwie nogi? Wg mnie wszystkie te „zabiegi” wlasnie prowadzic beda do polepszenia zdrowia i zycia.

  7. Ach, gdyby pan snkeinweb byl bezplodny albo w patologicznej ciazy.
    Cymes…

  8. Hartman/Sumienie Ziobry
    „Poczułem się, jak w normalnym kraju, w którym toczy się normalny spór prawniczy i ustrojowy.”

    Nie odmawiam faszystom prawa do rezterek intelektualnych. Mogą się też szczycić światowymi sławami filozofji w swoich szeregach jak np Heideger. Dziwię się natomiast że Profesor Hartman poprzez tego typu polemikę ociepla wizerunek oficjalnych już teraz okupantów rodzimego kraju. Czym się Profesor kieruje? bo chyba nie aplauzem trolli którzy natychmiast reagują pomrukiem zadowolenia i chwalą, że owszem nie dokońca tak, ale niczego sobie.

  9. Ten artykuł trochę przeinacza problematykę sumienia, bo o ile wiem to filozofia moralna nie definiuje sumienia jako arbitralne chciejstwo, ale wymaga jego uzasadnienia poprzez wskazanie obiektywnych zasad moralnych, którymi dany człowiek kieruje się w życiu. Kto jak kto, ale profesor filozofii powinien chyba coś o tym wiedzieć. Po drugie, zgodnie z liberalną doktryną, granice wolności jednostki są wyznaczane jedynie przez granice wolności innych ludzi. Jeśli zgodnie z własnym sumieniem odmawiam wydrukowania gejowskich ulotek jako sprzecznych z moimi fundamentalnymi zasadami moralnymi, w niczym nie naruszam wolności gejów, bo mogą pójść do innej drukarni, której pracownicy nie będą mieli oporów moralnych przed wydrukowaniem takich ulotek.

  10. Profesor Hartman pisze m.in.:
    „. Sądzę, że tę granicę powinno wyznaczać rozdzielnie sfery osobowej od sfery symbolicznej, a więc opinii, światopoglądu czy religii. Odmowa gościny w hotelu z jakichkolwiek personalnych powodów byłaby dyskryminacją i poniżeniem, lecz odmowa udziału w czynnościach wspierających upowszechnianie idei i symboli, których się nie toleruje, wydaje się czymś, do czego człowiek ma prawo.”

    Ale możemy sobie przecież wyobrazić sytuację kiedy „Nowoczesny” właściciel i pracownik niewielkiego hoteliku, pensjonatu z uśmiechem na twarzy, chlebem i solą wita swojego kolejnego gościa i ku swojemu zaskoczeniu – kiedy ten zdejmuje okrycie wierzchnie – widzi, że ten ma na sobie organizacyjny garnitur z wyhaftowanym na plecach firmowym logo ONR-u. I żeby sytuacja była jeszcze bardziej niejednoznaczna (albo wręcz jednoznaczna) pod marynarką dostrzega koszulkę polo z widocznym (prawie jak żywym) uśmiechniętym wizerunkiem pani profesor Krystyny Pawłowicz.
    No i co wtedy profesorze?
    Można mieć nadzieję, że właściciel i pracownik w jednej osobie wziąłby sobie do serca rady Profesora o oddzieleniu sfery symbolicznej od sfery osobistej i wręczył młodzieńcowi klucz do pokoju, ale gdyby na przykład przez całą noc ( mając w pamięci wizerunek Pani Profesor) słyszał dochodzący nieustannie z wiadomego pokoju dźwięki słynnego przed laty przeboju „Daj mi tę noc, tę jedną noc…” to śmiem wątpić, czy teoria Profesora znalazłaby empiryczne wsparcie.

    Życie jest bardziej skomplikowane, niż nam się wszystkim wydaje.

  11. „odmowa udziału w czynnościach wspierających upowszechnianie idei i symboli, których się nie toleruje, wydaje się czymś, do czego człowiek ma prawo. Bo ma przecież prawo do tego, by nie być poniżanym, a poniżeniem jest współudział w działalności, której się nie akceptuje.”
    Też myślę, że nie powinienem płacić podatków – w końcu nie akceptuję do czego to prowadzi.

  12. @josif2
    Gdybym był bezpłodny lub w patologicznej ciąży to poszedłbym do lekarza w celu podjęcia działań zmierzających do ratowania życia lub zdrowia.

    Ale co to ma do czynienia z in vitro czy z aborcją, które nie są z reguły ratowaniem życia i zdrowia. W bardzo rzadkich przypadkach aborcja może być konieczna dla ratowania życia i zdrowia matki, ale nie ten rodzaj aborcji jest tutaj przedmiotem dyskusji.

  13. Mnie cała ta sprawa bawi o tyle, że gdybym prowadziła biznes poligraficzny, to byłabym przeszczęśliwa, jeżeli prawo nakazywałoby mi wykonywanie usługi bez względu na treść – bo nie ponosiłabym wtedy żadnej odpowiedzialności za tę treść.
    W momencie, gdy drukarz może odmówić druku ze względu na treść, to staje się współodpowiedzialny za nią, i szczególności może odpowiadać przed sądem jako podejrzewany o współudział, jeżeli okaże się, że ta treść łamie prawo, albo ktoś ma wobec niej roszczenia odszkodowawcze.

    Podsumowując: stając w obronie jednego drukarza homofoba minister Ziobro uderza w cały biznes drukarski.

  14. A druga w sumie sprawa (i to bym w sumie połączyła z klauzulą sumienia u lekarzy czy innych aptekarzy) to to, że jeżeli już pozwalamy na odmowę wykonywania pewnych „niezgodnych z sumieniem” usług, to ta odmowa musi być jawna i publiczna: lekarz powinien być zobowiązany do publicznego umieszczenia informacji, że nie wykonuje pewnych zabiegów, aptekarz, że nie sprzedaje takich a takich leków, a drukarz, że nie drukuje ulotek dla LGBT. Natomiast zdecydowanie zabronione powinny być indywidualne odmowy ad hoc. na miejscu, bo to uderza w prawa konsumentów.

  15. ..jest pytanie ! czy po przegranej wyborow PIS-u kij uszykowany na PO i opozycje bedzie walil PIS i kosciol i reszte ..!

  16. Dla mnie odmowienie usług organizacji LGBT przez pracownika drukarni jest zwykla dyskryminacja orientacji seksualnej. W Kanadzie gdzie mieszkam taka dyskryminacja jest karalna podobnie jest dyskryminacja zwiazana z kolorem skory, pochodzeniem, wyznaniem religijnym, wiekiem itd. Drukarzowi nie wolno by było odmowic usług, podobnie jak właścicielowi mieszkania nie wolno odmowic wynajmu apartamentu ze względu na kolor skory czy tez orientacje seksualna wynajmującego. Kanadyjczykom zapewnia to „Charter of rights and freedoms”.

  17. hartman to ten żyd co popierał stosunki kazirodcze????–żydzie nie bełkocz!!!!!!

  18. Wydaje mi się, że nawet bez lekcji etyki nie powinno być trudno zrozumieć, że jeśli komuś sumienie dyktuje, że wszyscy muzułmanie (albo żydzi, albo Niemcy, albo lewacy, albo narodowcy) zasługują na to, żeby wisieć na latarniach albo chociaż dostać w mordę, to z punktu widzenia prawa nie jest to żadną obroną. Mam nadzieję, że przynajmniej pan Ziobro i jego sędziowie i prokuratorzy to rozumieją.

    Jeśli natomiast chodzi o prawo do odmowy wspierania idei i symboli, to faktycznie sprawa nie jest całkiem prosta. Czy sprzedawca w księgarni powinien móc odmówić sprzedania Panu książki krytykującej jego religię? Czy właściciel księgarni powinien mieć prawo wyrzucić go za to z pracy? Czy pracownik albo właściciel sklepu papierniczego powinien móc odmówić sprzedania Panu papieru albo tuszu, bo wie (albo wydaje mu się, że wie), co zamierza Pan drukować? Czy firma, której płaci Pan za dostęp do internetu, powinna mieć prawo blokować strony propagujące idee, które uważa za niesłuszne albo moralnie naganne? Albo cenzurować Pańskie mejle? Czy Twitter albo Facebook powinien mieć całkowitą swobodę decydowania, komu może zablokować konto i dlaczego? Czy wolałby Pan, żeby musieli wykazać, że konto jest używane do propagowania treści niezgodnych z prawem albo z umową serwisu?

  19. @adam100
    Dziwię się natomiast że Profesor Hartman poprzez tego typu polemikę ociepla wizerunek oficjalnych już teraz okupantów rodzimego kraju.

    Problem polega na tym, że to, że się ma jakieś poglądy, które są punktowo zbieżne z PiS (czy czymkolwiek) nie sprawia, że te poglądy stają są bez sensu automatycznie, ponieważ PiS (czy cokolwiek) jest ogólnie be.
    Ja np. PiS ogólnie nie trawię, ale mi piana na pysk wychodzi, jak ludzie w mojej okolicy krytykują w czambuł 500+, które istotnie nie jest dobre en bloc, ale to pierwsze ogólne działanie socjalne od 1989 r., z pominięciem kuroniówek.
    Bez żadnej złoślowości w stosunku do Kuronia, to po prostu hańba, że o nim i tego typu wrażliwości jakby zapomniano…

    Dla mnie sprawa tego drukarza to eidentny przykład terroru politycznej poprawności, co jakoś się nie kłóci z moim przekonaniem, że sytuacja prawna LGBT (np. brak jakiegoś uznania prawnego związków homoseksualnych np. w stylu francuskiego PACS) narusza poczucie przyzwoitości.

    Swoją drogą, ubolewam nad intelektualną ślepotą społeczności LGBT, która w czasach PO nie zaakceptowała możliwości legalizacji takich związków w drodze umowy notarialnej, bo myśleli życzeniowo, że im PO załatwi prawo do małżeństwa.
    Chyba ich istotnie pokarało, mieliby przynajmniej jakiś mały krok, a teraz mają PiS, który jest o tyle szczery, że otwarcie mówi nie…

  20. Wyrok sądu, zdaje się, dotyczył niejakiego Adama J. a nie drukarni. W istocie, to nie Adam J. odmówił klientowi wydrukowania ulotek LGBT, ale drukarnia. klient chciał druku od firmy, a nie od prywatnej osoby – Adama J.
    Adam J. stał się więc oficjalnym i decyzyjnym reprezentantem firmy. Jeśli nie był właścicielem lub upoważnionym menedżerem, to podjął taką decyzję jako szeregowy pracownik. A jeśli tak, to sąd powinien się raczej zająć niewykonaniem usługi przez przedsiębiorcę, a sprawę pracownik-przedsiębiorca uznać za rzecz odrębną. W przypadku szeregowego pracownika (niewłaściciela) dylemat bowiem brzmi tak: czy właściciel (pracodawca) może nakazać/zakazać pracownikowi wykonania czegoś, co nie zgadza się z sumieniem pracownika, a nie kłóci się z przepisami ogólnymi (nie ma zakaz prawnego odrzucania zamówień organizacji LGBT, przedsiębiorca drukuje wszystko co jest legalne i wydrukować się da) i Konstytucją: mam prawo, by mi wydrukowano to, co zamówię i za co zapłacę cenę, a co nie łamie innych praw.
    W grę wchodzi jeszcze taki dylemat moralny: skoro mam takie sumienie, że się ono brzydzi jakimiś zleceniami drukarskimi, to nie zatrudniam się tam, gdzie moje sumienie będzie narażane na szwank, moralność obrażana i tak dalej. Wybieram inny fach, szukam innej pracy i mam komfort. Pozorny zwykle, bo wiele jest prac i stanowisk, na których możemy narażać własne sumienie. Ta pozorność wskazuje na słuszność oddzielenia prawa od moralności, zasad społecznych od indywidualnych sumień, religii od państwa.
    Drukarz może mieć trudności z wyobraźnią, więc nie wyobraża sobie, że jak się zatrudni w drukarni, będzie miał przeżycia moralne. Bo mu się drukowanie nie będzie kojarzyć z niczym niemiłym. Może nawet odwrotnie: kalendarze diecezjalne, obrazki ze świętym Antonim Padewskim – to może być bardzo ładne. Gołe cycki też mogą być bardzo ładne i będzie je drukarz drukował z przyjemnością, a może nawet z bonifikatą. Ale żeby miał drukować coś pod dla LGBT – co to to nie! Tu sumienie zaboli a drukarz zawyje !

    Drukarz drukarzem, ale jest i aptekarz: ten wie z góry, nie może nie wiedzieć, to fakt oczywiście znany oraz uczony w szkołach dla aptekarzy, że w aptekach sprzedaje się różne leki i środki na „moralność”: gumki, kapturki, wkładki, pigułki i tak dalej. Jak moralność aptekarza ma tak cierpieć, że musi odmawiać sprzedaży, niech nie idzie do apteki. Wie co go czeka, gdy tak idzie, działa zasada: chcącemu (i wiedzącemu) nie dzieje się krzywda. Ale nie, pójdzie do apteki, by kosztem cudzych sumień czyścić sumienie własne. A to jest niemoralne.

  21. „Gdzie wyznaczyłbym granice? Przecież nie zgodziłbym się na to, aby hotelarzom wolno było odmawiać wynajmowania pokojów muzułmanom albo zwolennikom PiS. ”

    Hmm! A gdyby było wysokie ryzyko, że zaczną się tłuc między sobą i zdemolują pański hotel? 🙂

  22. A daleczgóż nie łączyć z KS, sprawa jest podobna w pewnym względzie. Chodzi o wolność własnych przekonań w miejscu pracy. Chociaż KS to o wiele więcej i zupełnie inna materia.

    Co różnic te sprawy? Tutaj istotne jest pytanie, w jakich granicach prywatny przedsiębiorca może dobierać sobie współpracowniów. Nikogo nie dziwi fryzjer damski albo męski. A gdyby obcinał tylko rudych? Prawo nie zmusza i nie może zmuszać do moralności. Każdy ma prawo być głupi. Natomiast zapewnienie możliwości skorzystania z danego świadczenia to obowiązek państwa. To państwa ma zadbać, żeby była możliwość aborcji, kiedy prawo na to pozwala (a więc i lekarze zatrudnieni w szpitalu, z którym państwo podpisze na to kontrakt), żeby były tabletki dzień po (a nie konkretny aptekarz), żeby każdy miał prawo głosić poglądy poprzez ulotki (pod warunkiem, że nie propaguje totalitaryzmu).

  23. Sumienie Ziobry? A co to takiego?

  24. Ja w kwestii rzekomej dewastacji. Wydaje mi się, że zdewastować można tylko coś poważnego. Dużego, solidnego, osadzonego w czymśtam, posiadającego odpowiedni kaliber. Papierowy zameczek co najwyżej się niszczy, a tak naprawdę to pstryka palcami, konstrukcja spada ze stołu i ląduje mordą w beton. Polska demokracja, praworządność i zachodniość były takim papierowym zameczkiem, cienką, powierzchniową warstwą, którą PiS po prostu zdmuchnął przy dość rachitycznym pisku przeciwników. Kilka głosowań w nocy i już. Notowania jak w dniu wyborów, jak gdyby nic się nie stało. To nie jest dewastacja, jakieś okruszki cywilizacji po prostu ze stołu strzepnęli. Warto się z tym pogodzić, zamiast roić o sile, moralnej czy tam jakiejś, hufców w białych kapeluszach.

    Ten niedorobiony chłopiec w okularkach, o brzydkim timbrze głosu, który teraz plecie o prawie do dyskryminacji ze względu na orientację, jeżeli jest ona tylko dyktowana sumieniem, jest emanacją tego kraju. Przykro mi. Możemy z nim polemizować, choć to nieprzyjemnie łatwe, bo sprawa jest oczywista dla myślących ludzi, śmiać się z niego, ale masy myślą właśnie tak, jak ten chłopiec plecie.

  25. Jest oczywiste, że chodzi o sumienie idealnie katolickie, mozolnie kształtowane od kolebki po grób za pieniądze podatników. Inne sumienia nie są brane pod uwagę co jest chyba zrozumiałe w kraju którego królem jest Jezus a królową jego rodzicielka.

  26. @tanaka pisze m. in.:
    ”W grę wchodzi jeszcze taki dylemat moralny: skoro mam takie sumienie, że się ono brzydzi jakimiś zleceniami drukarskimi, to nie zatrudniam się tam, gdzie m’oje sumienie będzie narażane na szwank, moralność obrażana i tak dalej. Wybieram inny fach, szukam innej pracy i mam komfort.”
    Tanaka pisze to co pisze (drukarz może sobie zmienić robotę), ale ja poszłabym dalej.
    Na przykład:
    Osobom z organizacji LGBT wymienić legitymacje członkowskie.
    LGBT na PZHT.
    Polski Związek Hokeja na Trawie.

  27. @snakeinweb
    „Natomiast operacje plastyczne, usługi in vitro czy aborcja nie mają nic wspólnego z ratowaniem życia i zdrowia. Te dwie ostanie (a najbardziej ostatnia) wręcz przeciwnie polegają na naruszaniu prawa do zdrowia i życia”
    Bardzo duże uproszczenie. W życiu najczęściej nie ma sytuacji czarno-białych. Czy operacja plastyczna blizny ręki przywracająca funkcję nie ma nic wspólnego z ratowaniem zdrowia? To jest najmniej złożony przykład.

  28. Szkoda, że w dzisiejszych szkołach średnich nie uczy się filozofii. Gdy w latach 60. minionego wieku w programie liceum była propedeutyka filozofii, to uczniowie, którzy po maturze studiowali na uniwersyteckich wydziałach prawa, ekonomii, filozofii i historii, mogli pogłębiać swoją wiedzę z etyki i filozofii. Sam taką drogę od liceum do szkoły wyższej przeszedłem i bardzo to sobie chwalę.

  29. Drogi Profesorze,

    Chyba jednak nie zgadzam się z Panem. Jak sam Pan pisze:

    „Człowiek etyczny wie, że moralność publiczna ma większą wagę i autorytet niż własne, nawet najsilniej ugruntowane przekonania. Jest zdolny do pokory i powściągania własnego woluntaryzmu oraz wie, że jego działania podlegają (również krytycznej) ocenie moralnej także wtedy, gdy wynikają z mocnych przekonań, czyli sumienia. Inaczej mówiąc, wie, że nie wszystko mu wolno, nawet jeśli jest osobiście przekonany, że ma rację.”

    Innymi słowy, gdyby ulotka LGBT propagowała idee lub nawoływała do czynów sprzecznych z publiczna moralnością i normami społecznymi, wtedy wolno by bylo odmowic jej drukowania. Jeżeli cel ulotki jest całkowicie zgodny z prawem i normami społecznymi wtedy odmowa druku jest nie tylko nieuzasadniona ale również bezprawna i dyskryminująca.

    Zaproponuje inna regule, wedlug której moim zdaniem powinien postąpić ów niefortunny drukarz i którą starałem się kierować pisząc niniejszy komentarz:

    „I do not agree with what you have to say, but I’ll defend to the death your right to say it.” (E.B.Hall)

    Pozdrawiem serdecznie.

  30. wink777
    28 grudnia o godz. 18:22
    „żydzie nie bełkocz!!!!!!”

    Nie zastanawiam się czy to troll czy nie. Zastanawiam się ilu Polaków pod czymś takim mogło by się podpisać. Szacowałbym ilość na miedzy 10 a jeden milion. Najpierw komuniści a potem PiS zbydlęcił ten naród

css.php