Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne
4 czerwca

4.06.2018
poniedziałek

4 czerwca – wielka, opluta data

4 czerwca 2018, poniedziałek,

Tylko jeden jedyny raz w nowoczesnych dziejach Europy i świata Polska odegrała istotną, to znaczy sprawczą, a w dodatku pozytywną rolę. 29 lat temu w naszym kraju dokonał się proces pokojowego, stopniowego ustanowienia demokracji i przekazania władzy przez autorytarny reżim.

A przełomowym momentem w tym trwającym około trzech lat procesie były częściowo wolne wybory parlamentarne 4 czerwca 1989 r. Wydarzenie to nie tylko zmieniło wszystko w Polsce, inaugurując epokę demokracji i swobód obywatelskich w naszym kraju, lecz jednocześnie stało się zachętą i rzeczywistą inspiracją dla narodów Europy Wschodniej, które w ciągu pamiętnego roku 1989 pozbyły się rządzących nimi reżimów i w znacznym stopniu uwolniły się od protektoratu osłabionej i przechodzącej wielkie przemiany Rosji (ZSRR).

Żadne z krwawych polskich powstań XIX i XX w., łącznie z najbardziej tragicznym powstaniem warszawskim, nie przyniosło Polsce tak jednoznacznych korzyści ani nie miało większego znaczenia dla polityki europejskiej i światowej. Jedynie odrodzenie Polski w roku 1918, a następnie powstanie PRL w granicach ustalonych przez Stalina można uznać za fakty polityczne o znaczeniu więcej niż lokalnym. I chociaż nie byłoby suwerennej II RP ani kalekiego pod względem atrybutów niepodległości PRL bez wielkiej ofiary krwi Polaków walczących w różnych armiach I wojny światowej i walczących z Niemcami w czasie II wojny, to jednak w obu przypadkach Polacy zdani byli na wyniki gry politycznej, w której więcej do powiedzenia mieli inni.

W roku 1989 było inaczej – wyjątkowy na skalę światową ruch Solidarności oraz wspólna pokojowa walka o demokrację stoczona przez sprzymierzone ze sobą dla tych najwyższych celów siły lewicy i prawicy, inteligencji i robotników, była w całości procesem wewnątrzkrajowym, a jednocześnie jakże brzemiennym w skutki dla całego regionu, a nawet dla świata. Każdy, kto żył świadomie w tamtych czasach, doskonale pamięta powszechne poczucie historycznego znaczenia wielkich wydarzeń zainicjowanych właśnie w Polsce wiosną 1989 r., a kulminujących w „Jesieni Ludów”, której symbolem okazało się obalenie muru berlińskiego.

Każdy, kto odegrał wtedy ważną rolę polityczną, łącznie z obrońcami aktywów reżimu, stał się postacią polskiej historii. Od Lecha Wałęsy, Bogdana Borusewicza, Bronisława Geremka i Zbigniewa Bujaka po stronie solidarnościowej po Wojciecha Jaruzelskiego, Czesława Kiszczaka i Mieczysława Rakowskiego po stronie reżimu – oni wszyscy przesądzili o tym wielkim sukcesie, jakim było porozumienie Okrągłego Stołu i wybory do Sejmu kontraktowego. Dzięki roztropności tych ludzi, w tym samych komunistów, w naszym kraju nie polała się krew, a nasze pokojowe przemiany stały się wzorem dla innych narodów i państw.

Osiągnięty w 1989 r. kompromis – jak to kompromis – nie zadowolił w pełni nikogo. Nasze odnowione państwo – III RP – miało i ma mnóstwo wad. Niewątpliwie wiele rzeczy można było przeprowadzić lepiej. Łatwiej wszak krytykować ex post, niż dokonywać najlepszych wyborów w toku realnej walki politycznej i w realiach hic et nunc. Zresztą sprawy mogły potoczyć się o wiele gorzej.

Bez względu na ocenę kolejnych rządów i procesu transformacji polityczno-ekonomicznej (a ja np. oceniam ten proces krytycznie) każdy patriota i demokrata musi uznać wielkość i doniosłość przełomu, jaki przyniósł Polsce rok 1989. 4 czerwca jest jedyną wielką i chwalebną datą współczesnej polskiej historii, którą wiążemy nie z tragedią, lecz wyłącznie z wydarzeniem radosnym i dla Polski szczęśliwym. Przez cała lat 90. Europejczycy podziwiali nas i wspierali w naszych reformach i naszych dążeniach. Ten jeden jedyny raz byliśmy dla Europy i USA ważni – nie tylko politycznie, lecz przede wszystkim emocjonalnie. Każdy niemal mieszkaniec Zachodu znał nazwisko „Waleza”. Każdy nam gratulował. Coś takiego mogło się zdarzyć tylko raz. I nie zostało z tego nic. Uczyniliśmy wszystko, by zaprzepaścić, zmarnować, wręcz zdeptać jedyny pozytywny i (co akurat wyjątkowe) prawdziwy polski mit.

To, że osobiste animozje i idiosynkrazje Kaczyńskich i kilku innych frustratów doprowadziły do zdeprecjonowania wielkiej i chwalebnej rewolucji, jaka dokonała się u nas w 1989 r. (a poprzedzonej „karnawałem Solidarności” z lat 1980-81), jest absurdem, hańbą i wstydem dla nich, lecz i dla całego polskiego społeczeństwa. Myśmy nawet nie zgubili złotego rogu – myśmy zrobili sobie z niego pisuar.

Jest czymś niewybaczalnym i zdumiewającym, że 4 czerwca nie jest datą celebrowaną przez państwo polskie i powszechnie uważaną za świąteczną. 3 maja świętujemy uchwalenie Konstytucji 1791 r., której znaczenie było niewielkie, a treść w minimalnym tylko stopniu demokratyczna; 2 maja jest „Święto flagi”, czyli łącznik z 1 maja – świętem pracy. A co jest 4 czerwca? Jedynie coroczne połajanki PiS na temat „zdrady Wałęsy”, braku „prawdziwej dekomunizacji” i moralnego zepsucia III RP, czyli – ni mniej, ni więcej – naszego państwa.

Tego naprawić się już nie da. Oddane w pacht Kościoła i skrajnej prawicy szkolnictwo starannie wychowało nowe pokolenie, które nie wie nic o tamtych wydarzeniach i nie czuje żadnego z nimi związku. Zrobiono wszystko, by chwalba dla wąskiej grupy duchownych i działaczy narodowo-katolickich, a także kult powstania warszawskiego i działających po roku 1944 oddziałów zbrojnych przesłoniły w całości widok na epopeję polskiej wolności. To załganie sięga tak głęboko, że nie ma już szans, aby jakaś przyszła „polityka historyczna” mogła je odwrócić. Dzisiejsi trzydziestolatkowie nie opowiedzą już swoim dzieciom o chwale Solidarności i polskich przemian. Na zawsze będą się już one kojarzyć ze szlamem wydobywającym się z ust Jarosława Kaczyńskiego i innych cynicznych potwarców-frustratów.

Dla młodszej połowy Polaków rok 1989 to po prostu jakaś przebrzmiała awantura polityczna, której kontynuacją jest awantura współczesna. I jeśli obóz Kaczyńskich uczynił świadomości narodowej Polaków i Polsce jakąś trwałą krzywdę, to właśnie tę. Odebrali nam naszą chwałę i naszą miłość. Podeptali nasz piękny i prawdziwy mit. Zapluli, zbryzgali błotem i ze szczętem obrzydzili nam nasz własny kraj i jego wielkie dokonania ostatnich dekad. Oto i bilans życiowy odchodzącego dziś z polityki Jarosława Kaczyńskiego. Gratulacje!

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 51

Dodaj komentarz »
  1. Dacie 4 czerwca nie pomagają też wydarzenia z 1992 roku czyli tak zwana „Nocna Zmiana” czyli jeden z głównych grzechów III RP

  2. Wałęsa mówi w Kongresie USA -,My Naród-ja płaczę.Dziś wściekłość zmieszana z bezsilnością.Wtedy duma, dziś rozpacz i upodlenie.Une nie chciały OS.Une chciały rewolucji klasycznej.Une dziś chcą nadrobić zaległości?I kto odpowie na pytanie,dlaczego to robią?Dlaczego tak niewielu ,potrafi zniszczyć życie tak wielu?Co pcha do ich polityki ludzi ,z profesorskimi tytułami.?Czy prezes miał racje opisując swoich towarzyszy w wywiadzie opublikowanym W GW.?Kim jest ten człowiek ,?Jak mógł skupić wokół siebie zwolenników zła?Nie ma wytłumaczenia ,że zaniedbano rzesze biednych.Bo rzesze głodnych i bezdomnych zalega ulice najbogatszych krajów świata.Bo jest on tak urządzony.Utopia leninowska raju na ziemi upadła.Oprócz raju dla wybrańców w sukienkach ,mieszkających w pałacach i budujących swoje ,aby zamieszkać na starość ,jak pan z Gdańska.

  3. Rok 1989 r. spędziłem w USA, pracując czy to w fabryce czy na budowach. Wszędzie do nas podchodzili i gratulowali nam przeważnie mieszkańcy różnych krajów Ameryki Łacińskiej, którzy uciekli ze swoich krajów przed terrorem i nędzą. Ciągle pytali nas co to za generał ten Waleza, bo oni uważali, że przewrotu to może dokonać tylko generał i armia, bo tak było w ich krajach. Gdy mówiliśmy, że to prosty robotnik, nie chcieli nam wierzyć. W listopadzie tegoż roku Wałęsa został zaproszony przez związki zawodowe. Na tę okoliczność bank Rezerw Federalnych w Chicago dokonał emisji 1 dolara, gdzie w miejscu podobizny Washingtona była podobizna Wałęsy. Niestety była to emisja w bardzo małym nakładzie i właściwie na prośbę tych związków.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. „W roku 1989 było inaczej – wyjątkowy na skalę światową ruch Solidarności oraz wspólna pokojowa walka o demokrację”

    To niezupełnie było tak; a przynajmniej ja pamiętam to nieco inaczej.

    Pod koniec komuny nikt jakoś już o nic zbyt energicznie nie `walczył`; walka to była za Pierwszej Solidarności, i nieco na początku stanu wojennego. Komuna sama sobie zgniła, Związek Sowiecki sypnął się gospodarczo, jego naczalstwo popadło w konfuzję, zaś nasi łże-komuniści (ostatnim prawdziwym był Gomułka) nagle doznali zbiorowej epifanii – buda się sypie, nie ma co jej dalej pilnować, na swoje i tak wyjdziemy, ale w inny sposób. Może nawet i lepiej (jak się okazało – mieli rację).

    Solidarność istniała wówczas już wyłącznie w formie reliktowo-spleśniałej, ale była równocześnie jedynym partnerem do dialogu dla tych, co władzy chcieli się raczej pozbyć. Jedyną namiastką tego, co w normalnym kraju nazwano by `opozycją`.

    Niemniej się powiodło. Minione trzy dekady były chyba najlepszym czasem w polskiej historii, jakoś tak od panowania Batorego Istvana. Trzecia Rzeczpospolita osiągnęła więcej niż Druga i później niż Druga zaczęła degenerować.

    I tamtą i tę wziął bowiem we władanie na powrót Kołtun Polski.

  6. Zazwyczaj zgadzam się z Panem Profesorze, ale ten tekst wywołuje we mnie sprzeciw – niiiieeeee!!! Jestem przekonany, że za 10-20 lat karłowaty wodzu, który potrafi tylko pluć i zohydzać, jak przysłowiowy złośliwy gnom, wyląduje na śmietniku historii, a my będziemy świętować to, co naprawdę ważne, jak właśnie 4 czerwca 1989 i 1 maja 2004 (wejście do Unii). Niech Pan przestanie defetystycznie rozdzierać szaty i jęczeć, tylko zabierze się do roboty i zacznie młodych ludzi uczyć, czym są te daty i co jest prawdziwą wartością. Bo jeśli nie Pan i Panu podobni, to kto? Chyba nie chce Pan oddać bez walki narracji tym wszystkim frustratom spod znaku jednej jedynie słusznej partii.

  7. http://bragiel.blox.pl/2018/06/Czemu-skrzywdzilas-mezczyzn-ewolucjo.html
    Jak to mawiali Starożytni Grecy, jeżeli w necie jest jakaś gównoburza, wiedz, że chodzi albo o pieniądze, albo o kobiety!
    W tym wypadku chodzi o tzw.kobiety, ale oczywiście nie będę kalał mojego felietonu faktami, nazwiskami, lecz tylko posłużę się pewnym przykładem by pokazać zjawiska ogólniejsze, zjawiska, które niestety trwać będą zawsze, a konkretnie fakt taki, iż mężczyzna ma zawsze pod górkę, ma zawsze gorzej, mówiąc poetycko-życie mężczyzny to droga przez mękę, a mówiąc językiem polskich parlamentarzystów-mężczyzna ma zawsze przeje…przeindyczone! Polecamy felieton o prawach mężczyn w naszym matriarchacie.
    http://bragiel.blox.pl/2018/06/Czemu-skrzywdzilas-mezczyzn-ewolucjo.html

  8. Ostatnie zdanie robi wrażenie chyba największe. Czyżby prorocze?

  9. Pisdziectwo to choroba trepa polskiego – zachłannego, zawistnego, bezczelnego trepa.
    Nie ma na to lekarstwa – to dziedziczne otępienie umysłowe zadowolonego z siebie roztrepa polskiego.
    Wokół trepów polskich kręci się stado polskich cwaniaków.
    Całej tej trzodzie ryje puchną, a łojenie nie tylko kapuchy trwa.

    Tylko od czasu do czasu pięta poślizgnie się na pisdzie…
    Ale i wtedy to wina Niemca…
    Trzeba czekać… albowiem na świecie jak na lodzie, każdy się pośliźnie.

  10. Znakomita LOOSE’ OWA argumentacja!! Najmocniejsze dwa argumenty: pierwszy – tekst zaczyna się na literę T, a drugi – kończy się wykrzyknikiem.

  11. Cytować należy:

    „Uczyniliśmy wszystko, by zaprzepaścić, zmarnować, wręcz zdeptać jedyny pozytywny</b i (co akurat wyjątkowe) prawdziwy polski mit.

    To, że osobiste animozje i idiosynkrazje Kaczyńskich i kilku innych frustratów doprowadziły do zdeprecjonowania wielkiej i chwalebnej rewolucji, jaka dokonała się u nas w 1989 r. (a poprzedzonej „karnawałem Solidarności” z lat 1980-81), jest absurdem, hańbą i wstydem dla nich, lecz i dla całego polskiego społeczeństwa. Myśmy nawet nie zgubili złotego rogu – myśmy zrobili sobie z niego pisuar„.

    Tego naprawić się już nie da. Oddane w pacht Kościoła i skrajnej prawicy szkolnictwo starannie wychowało nowe pokolenie, które nie wie nic o tamtych wydarzeniach i nie czuje żadnego z nimi związku”.

    To załganie sięga tak głęboko, że nie ma już szans, aby jakaś przyszła „polityka historyczna” mogła je odwrócić. Dzisiejsi trzydziestolatkowie nie opowiedzą już swoim dzieciom o chwale Solidarności i polskich przemian. Na zawsze będą się już one kojarzyć ze szlamem wydobywającym się z ust Jarosława Kaczyńskiego i innych cynicznych potwarców-frustratów”.

    ————————————
    Do historii przejdzie również groteskowa postać zdradzieckiej kanalii szkaradnego kurdupla, ale to uciecha tylko dla „smakoszy”…

  12. A niby na czym miała polegać ta „rewolucja 1989 roku”. Czy miała polegać na trzymaniu „rewolocjonistów” na śmieciowych umowach o pracę i głodowych rentach , tak jak to proponowała rewolucyjna kadra Platformy?
    Czy może miała polegać na liwidacji kolejnych polskich firm , jak LOT. co sugerował premier Tusk , a cytują media.
    To była rewolucja „przebierańców 1989 roku” , którzy zupełnie zapomnieli o nierealnych postulatach stoczniowców i sprzedawali wszystko, co się dało sprzedać za 40 srebrników łapówki.
    Polska do tej pory przypomnia królewstwo Króla Ubu , tylko ten tytuł przechodzi z rąk do rąk, wraz ze zmianą partii rządzącej, składajacej z różnych odmian kompradorów globalistów.

  13. Uważam to co się stało w 1989r. za politykę realizmu. Polityka ta opluta czy osrana, to nie ma znaczenia. Politycy reprezentujący idee 1989r. zresztą zostali wymiksowani z polityki o wiele wcześniej, niż powstał PiS. Na dobrą sprawę można mówić o dacie 22 grudnia 1990, kiedy premierem został Jan Krzysztof Bielecki, jako o końcu owego chwalebnego okresu i rozpoczęciu nowego, który dziś już dogorywa na naszych oczach. Co można zrobić w tych okolicznościach, aby odsunąć PiS i Kościół Katolicki od władzy i przesadnego wpływu na państwo i społeczeństwo. Na pewno nie próbować reaktywować truchło III RP, które podobnie jak komunizm samo nieomal obróciło się w proch. Trzeba na poważnie pomyśleć o praworządności. Pani pierwsza Prezes SN, która jest milionerką, razem z mężem przewodniczącym Trybunału Konstytucyjnego, a także taki luminarz praworządności, jak Andrzej K. znany z tego, że był jednocześnie członkiem gangu przebierańców i Prezesem Krajowej Rady Radców Prawnych, to z pewnością nie są postaci, które na taką powagę myśli o praworządności pozwalają. Należy więc walczyć o praworządność tak jak o niepełnosprawnych czy o prawa kobiet, czyli tam, gdzie kwestie praworządności dotykają prawa nie elity do bezkarności, ale nas wszystkich. Nie bardzo rozumiem dlaczego toleruje się pasożytowanie prawników na społeczeństwie w szczególności wyrażające się w odrażającym wręcz funkcjonowaniu prawa pomocy, czyli prawników z urzędu, czy też samych korporacji prawniczych, co szczególnie wyraziście można zobaczyć, składając skargę na nieetyczne zachowanie się prawnika do jakiejkolwiek korporacji prawniczej. Nowoczesne państwo nie może sobie pozwolić na korporacje prawnicze i naukę prawa, która praktyce funkcjonuje wg schematu działania owego sławnego gangu przebierańców. Zmiana tego stanu rzeczy, powinna być na sztandarach opozycji. Obrona tego stanu rzeczy w postaci zupełnej degeneracji środowisk prawniczych w Polsce zaś przez PiS byłaby niczym innym jak gwoździem na trwale zabijającym wieko trumny, obecnie rządzącej prawicy socjalnej, oraz samego kościoła katolickiego. Osobiście zresztą odwrotnie niż większość tutaj piszących nie mam nic do kościoła katolickiego. Poza tym, że mnie zupełnie nie obchodzi, jego oferta oparta w największej części na jak wcześniej pisałem zupełnie obleśnym dla człowieka współczesnego judaizmie z którego wyrasta przecież też religia marksistowsko leniowska. Tak więc jeśli więc coś piszę źle o katolickim kościele to tylko dlatego, że chce być miły dla p. Jana autora tego blogu, bo idea nawrócenia każdego członka wyznawcę naszej protoewangelii na jej pozorne przeciwieństwo, wydaje mi się raczej zabawna, biorąc pod uwagę ilość bzdur jakie przez kilka tysięcy lat wyprodukowali jej wyznawcy. Dla świata ważni są jedynie ci Żydzi, którzy są ważni dla nauki światowej, a tych jest niemało. I tutaj na pewno w dziejach nowożytnych nasz wkład nie jest zauważalny. Natomiast w dziedzinie polityki to wydaje mi się, że jednak podniesienie się Polski i to podniesienie się Polski w wykonaniu całkiem nowego narodu, jak bardzo niechętnie na jego niewątpliwą obleśność naszą byśmy nie patrzyli jest czymś wielkim, ale tutaj nie tylko ważny jest rok 1989, ale każdy rok wyłomu i przemiany z sowieckiej republiki w niezależne społeczeństwo i naród jest ważny. I jest to nasza zasługa, ponieważ właściwie nikomu z wielkich państw i znaczących politycznie narodów nigdy nie zależało na Polsce i Polakach. A tutaj masz krowo placek. Polska i Polacy istnieją i se grillują, pociągając piwko, oraz czystą pod karkóweczkę. To musi sąsiadów bliższych i dalszych denerwować.

  14. Polacy po raz kolejny zostali obdarowani przez historię. Przecież II RP nie powstała na skutek jakiegoś zrywu niepodległościowego. Poległy cesarstwa i wyłoniło się z tego sporo nowych państw. Druga wojna była katastrofą, ale w finale Polska znowu zyskała. Stalin zamienił Polsce dzikie pola na niemieckie miasta. PRL też nie był żadną klęską dziejową tak, jak to rozpowiadają kompletni ignoranci. Do dzisiaj nie zdołano wyprzedać majątku, który zbrodniczy PRL zgromadził. No i nadszedł 1989 rok. Co się działo? Ano, po raz kolejny hegemon ze wschodu upadł na kolana, a reszta wykorzystała okazję i się usamodzielniła. Polska była oczywiście pierwsza, w awangardzie tych przemian i dzisiaj zbiera za to premię. Komuniści mieli PRL dosyć tak samo jak cała opozycja. Dawni sekretarze PZPR stali się z dnia na dzień ludźmi budującymi inną Polskę. Demokratyczna opozycja też i tylko nieudacznicy pomstowali.
    Komuniści dobrze wiedzieli, że w sejmie kontraktowym muszą się znaleźć kompetentni ludzie, którzy będą w stanie zmienić ustrój państwa. Jak sobie przypominam, to posłowie opozycji w większości nie mieli zielonego pojęcia o państwie. Niektórzy to byli zwykli filistrzy, których wybrano tylko dlatego, że zrobili sobie fotkę z Wałęsą. Gdyby nie te foty, to obydwaj Kaczyńscy by żyli i spokojnie wykonywali jakiś zawód prawniczy. Zrobili oszałamiającą karierę, a w zamian zrobili i robią Wałęsie to, co widzimy i słyszymy.

  15. Można zapytać gdzie są ci z drugiej strony Okrągłego Stołu, i te dwa powojenne pokolenia, które w trudzie, znoju i biedzie odbudowały kraj z gruzów, zagospodarowały Ziemie Zachodnie i stworzyły cywilizowane państwo. Gdzie oni są? Pozostała sitwa nieudaczników, oszustów, idiotów i palantów rządzących na klęczkach przed biskupami. Gdzie są 21 postulatów gdańskich, na które miliony Polaków dało się w podły sposób nabrać. Gdzie jest Polska? Gdzie jest kultura, gdzie nauka i gdzie jest niepodległość? I setki podobnych pytań.

  16. PiS ma problemz 4 czerwca? Chodzi o to, że nie chcą demokracji a jedynie podmienić PZPR na jej „kierowniczej roli”

  17. Uczestnicy obrad „okrągłego stołu” a szczególnie Michnik i inni zdrajcy Polski uważali, że Polska bez kościoła absolutnie nie może istnieć.
    Realizację planu przekazywania polski Watykanowi rozpoczął Wałęsa – wierny syn kościoła, intelektualne zero, homofob i seksista, który przyrzeczenie dane „świntemu łojcu świntemu” realizował szybko i pod dyktando kleru.
    Wraz ze zgrają innych pachołków kościoła wszystkie plany i zamierzenia JP2 całkowitego podporządkowania Polski Watykanowi zostały całkowicie i z wielką nawiązką spełnione.
    Kurdupel karzełek z manią wielkości i żądzą władzy właśnie kończy „dzieło” Wałęsy i wszystkich rządzących Polską lobbystów kościoła od 1989 roku do dziś włącznie.

    04 czerwca 1989 roku kiedyś był dla mnie radosnym wydarzeniem w historii Polski.
    Szybko jednak się okazało, że wcale nie ma się z czego cieszyć bo jedynym beneficjentem tych 29 lat przemian w Polsce jest pazerny, pedofilski, złodziejski i oszukańczy kler kościoła katolickiego.
    Każde przypomnienie tej daty to wstyd i żal niespełnionych nadziei.

  18. Z okazji kolejnej rocznicy czerwcowych wyborów w 1989 roku chciałbym wszystkim uświadomić i przypomnieć, że w rzekomo wolnej i demokratycznej Polsce w pełnym majestacie prawa dzieje się bezprawie, a winowajcy tego stanu rzeczy dumnie obnoszą się ze swoją prokleszą działalnością nazywając ją „patriotyzmem” i „prawdziwą polskością”.

    Na przykład ci wszyscy sprawcy watykańskiej okupacji Polski (począwszy od okrągłego stołu, poprzez wprowadzenie religii do szkół, konkordat i obecność kleru we wszystkich dziedzinach życia Polski i polskiego społeczeństwa), a więc Wałęsa z Mazowieckim, Suchocka z Rokitą, Kwaśniewski z Millerem, Kaczyńscy z Komorowskim, Tuskiem i Kopaczową, Schetyną oraz Dudą, Szydło, Morawieckim a także „rydzyki” i całe biskupstwo uważają się za wielkich, polskich patriotów, którzy z dumą obnoszą się ze swoimi “dokonaniami” twierdząc, że piszą pełną sławy, samych zwycięstw i wiekopomnych faktów, wspaniałą historię Polski.
    Mam nadzieję, ze z tego “patriotyzmu” wszyscy oni zostaną kiedyś rozliczeni.

    Moim zdaniem Polska nigdy nie była i nadal nie jest państwem niepodległym.
    Od 966 roku Polska jest pod ciągłym zaborem kościoła katolickiego,
    a trzy największe nieszczęścia w Jej historii to:
    – jej tak zwany „chrzest”,
    – „święty ojciec święty” JP2 i
    – „solidarność” z Wałęsą i kościołem w klapie.

  19. .

    — Rudy —
    .

    Giulian, according to SNL the best legal mind since
    „My cousin Vinny”, twierdzi że Donald The President
    ma pełne prawo to pardon himself, if „the things hit
    the fan” with Russia meddling investigation, to lepsze
    niż bycie katolikiem, spowiedź nie jest niezbędna

    https://m.huffpost.com/us/entry/us_5b15336ee4b010565aadd774

    Question że tak powiem się nasuwa, czy przez
    analogię gdyby some day Trybunały Wysokie
    a Najwyższe dobrały się do spasionego doopska
    Pana Naczelnika, czy on mógłby pardon himself
    ze wskazaniem na precedent US Presidenta,
    takie „Metoo” inaczej ?

    Czy dobranie się do tyłka człeka schorowanego,
    na wózku i na chemo byłoby nie etyczne when
    he is at the end of his „road” ?

    Purely theoretical question for the ethicist…

    .

    ~

  20. „Naród wspaniały, tylko ludzie kurwy”
    Jak to rozumieć? Jak wytłumaczyć polską podłość, zawiść i małość?
    Skąd ten masochizm? Grzebacka nekromania. Bezczelny irracjonalizm.
    Ciemnogród, ktory nie pragnie demokracji, ani liberalnych swobód i trudnych wyborów.
    Chce być trzymany na postronku, byle tylko „narodowy”, swojski był.
    Niestety musimy się pogodzić z faktem, że Polacy w swej masie, to naród niedojrzały.
    To druga, albo trzecia liga.
    „Każdemu własne jest sądzone i każdy dojdzie dokąd zdoła”.
    Nie żałuję, że byłem prześladowany w trakcie i po stanie wojennym. Coś jednak
    zostało. Warto było. Ale kiedy czwarty czerwiec obwieszcza się w polskiej tvn, jako rocznicę zdrady, to kłuje w sercu. Gorycz w ustach. Cyniczne schadenfreude ogarnia,
    że się wyjechało na zachód z tego „polskiego piekła”. Że moje dzieci mają wybór
    jakiego polska młodzież jest w coraz większej mierze pozbawiona. Tym wyborem
    jest życie wedle idei racjonalizmu i wspólnego (nie plemiennego) dobra.
    Dziękuję Panu za mądre słowa.

  21. Panie antyklerykała na cześć oddania (i to nie za darmo!!, bo za 100 mld – Komisja Majątkowa, nie licząc innych koneksji) władzy klerykałom. Zachwyt lewicowca nad unicestwieniem lewicy. Lusik-blusik.

  22. Kilka refleksji DINOzaura, zmurszałych, ale „na temat”:
    1. kto o zmierzchu stał na pełnym ludzi placu przed budynkiem UB, z którego okna pruła seria „co trzeci świetlny” skierowana w niebo, ale pod jej koniec lufa szła w dół i za chwilę w tłumie powstawało „oko” rozstępujących się od leżącego, ten już na zawsze wie do czego jest zdolna władza ludowa. Słuchając trzydziestolatków pouczających dziś: „mogliście śmielej, odważniej…” może jedynie wspomnieć przysłowie „ze ślepym o kolorach nie pogadasz”
    2. tam gdzie pracowałem, ludzie zaangażowani w Solidarność 1980 zostali skutecznie zrażeni do uczestnictwa w życiu społecznym, potem, kiedy już zapachniało zmianami z kątów powyłazili inni, jak w piosence Młynarskiego „…przykleiło się i krzyczy płyniemy!” Oni wybrali syndyka i czuwali następnie „w imieniu S” nad likwidacją firmy i rozdysponowaniem jej majątku.
    3. Wzorem kleru, rodacy mają pełne usta szlachetnie maksymalistycznych sloganów, w niebo lecą widowiskowo kolorowe, obficie nadmuchane balony. Kiedy z nich powietrze zejdzie w konfrontacji z rzeczywistością, pozostają takie smutne bure flaczki… Najdobitniejszym przykładem jest świat polityki, ale wszystkim to jakoś pasuje, bo ani społeczeństwo, ani reprezentujące je niby media, nigdy nie mówią „sprawdzam!”, jeśli nie toczy się aktualnie kolejna akcja wyborcza. A wtedy to już nikt nie wierzy, bo to przecież wyborcza propaganda jedynie. Kwintesencją polskości (polactwa?) jest pozoracja.

  23. „4 czerwca – symbol zdrady i zmowy elit” w TVP.

    Gdyby 4. czerwca ludzie zaczęli się mordować, „wyjęli noże” jak mówiła piosenka to byłoby co świętować, a tak to co to za bohaterstwo tych „Wałęsów, Michników, Geremków..”

  24. Nawet teraz 29 lat po pamiętnym 1989 nowo poznani Anglicy, Irlandczycy, Szkoci, Holendrzy gdy tylko dowiedzą się że jestem Polakiem na swój sposób starają się wymówić: Wałęsa, Łalesa albo jeszcze inaczej. Nie upieram się by nauczyli się powtarzać za mną: Wałęsa. Przecież nie o to chodzi – wszyscy wiedzą o kim mowa. To że tak zszargano Wałęsę w Polsce to klęska dla wszystkich. Jednak dziwię się gdzie są te wolne niepisowskie media gdy przychodzi przypomnieć tą wielką rocznicę. Jeden profesor Hartman to mało.

  25. Warto moim zdaniem pamiętać, że 4.VI nie zaistniałby, gdyby cała opozycja była tak negatywnie nastawiona do władzy, jak szanowny Autor do obecnej partii rządzącej.

  26. Profesor stawia Jaruzelskiego, Kiszczaka i Rakowskiego po stronie „reżimu”. Patrząc z perspektywy dnia dzisiejszego, jaki to był ten reżim, zespół światłych ludzi dążących do przekazania władzy opozycji , zwanej wówczas demokratyczną. Jak profesor nazwie reżim dzisiejszy, dyktaturę ciemniaków i kościoła z cenzurą i kłamstwem. Pozbawioną przemysłu i własnej gospodarki kolonię okupowaną przez obce militarne siły gotowe do ataku na najbliższego sąsiada. Czy to reżim, czy dyktatura faszystowska?

  27. Zdaje się, że LOOSE nie przeiwdział, iż najzacieklej będą pluć na 4. 06. 89 nie pisiory, a najwierniejsi z wiernych hartmanizmu. Ale co tam, bluz-luz i do przodu!

  28. W czasach PRL-u nieliczni cierpieli za miliony.
    po 1989 r. miliony poczęły cierpieć, gdy owi „nieliczni” dorwali się do władzy.
    Lecz nie byli to „rycerze z I-szej linii” lecz ciury obozowe.

  29. Wojtek A.
    Paradoksalnie „zniewolona” PRL dala nam odetchnąć od wszechobecności kaka, który znal wtedy swoje miejsce w szeregu.
    III RP, nie mówiąc już o IV RP, wynagrodziła nad podziw hojnie rzekome „straszne” prześladowania kk za „komuny”. Było trochę paskudnych incydentów (np.zabicie Popieluszki), ale na ogól czarnosukienkowi dogadywali się z sekretarzami PZPR na tyle, by nie wchodzić sobie w drogę.

  30. @programista
    Obecna partia rządząca to mafia małych, nikczemnych ludzi, która opluwa wszystko, co udało sie nam wypracować przez ostatnie prawie 30 lat., pisze historię na nowo i dewastuje nasz wizerunek w świecie. Z prymusa w UE staliśmy się chorym człowiekiem Europy.
    Trzeba być ślepym , żeby tego nie widzieć.

  31. ontario
    5 czerwca o godz. 6:32

    … co za zadowolona z siebie chooyoza, ten ontario?

  32. mag
    5 czerwca o godz. 11:29
    A może Pani napisać co stało się z tym dobrem wypracowanym przez wcześniejsze 45 lat. Przez dwa pokolenia biednych i pracowitych ludzi. Gdzie Pani wtedy była? Teraz jak Pani piszę rządzi nami nikczemna hołota.

  33. Kaczyńscy skończą na śmietniku historii, a 4 czerwca 1989 r. pozostanie.

  34. Salomon
    5 maja, g.16:43
    Dobro wypracowane przez 45 lat PRL jest dobrem. Długo by wymieniać i nie ja przekreślam ów dorobek co najmniej dwóch pokoleń lub go nie doceniam.
    Mowa jest jednak o Polsce po 4 czerwca 1989, którą to datę bagatelizują lub wręcz odzierają z należnej jej wagi i znaczenia obecni rządzący.
    Jest wręcz niesmaczne, że twarzą podłej, ups.. dobrej zmiany jest np. prokurator stanu wojennego, który robi za ofiarę tamtych czasów, a JK Namiestnik z Nowogrodzkiej a ostatnio Szaserów odtwarza PRL w jej głównych i bynajmniej nie chwalebnych zarysach.

  35. @Salomon 5 czerwca o godz. 16:43
    Też bym chciał wiedzieć, co stało się z tym dobrem wypracowanym przez wcześniejsze 45 lat, bo i ja je współtworzyłem, pracując kilkadziesiąt lat za 22-25 USD miesiecznie, w przeliczeniu czarnorynkowym. Ale pracujac nie mogłem nie dostrzegać postępującej dekapitalizacji, aż do ewidentnego rozpadu, większości gałęzi gospodarki.
    Nie chcę uczestniczyć w kolejnym micie opowiadającym o tych wielkich hutach, stoczniach i PGRach, tak wspaniale prosperujących i potem za grosze przez zdrajców wysprzedanych. Owszem, miło powspominać smaczniejsze, bo bardziej naturalne, jedzenie, mniej stresującą, bo „na luzie” pracę z praktycznie nieistniejącym bezrobociem, ale tego jedzenia było coraz mniej, praca coraz bardziej z powodu braku surowców i psujących się, zużytych maszyn przypominała przelewanie z pustego w próżne, a praca owszem była, ale płacili wszędzie prawie tyle samo. Młodsi byliśmy i to głównie czyni te wspomnienia przyjemnymi, bo częściej się przywołuje w pamięci imprezę „w robocie” w której cały dział w godzinach pracy hucznie uczestniczył, niż rozłożony na długie tygodnie grafik nocnych dyżurów pod sklepem z pralkami.
    Nie spotkałem się dotąd z rzetelnymi zestawieniami wartości użytkowej (nie księgowej!) padających zakładów pracy i prognozami kosztów ich ewentualnej modernizacji przy zachowaniu dotychczasowej, to jest państwowej własności. Nawet nie próbuję odpowiedzieć na pytanie kto za taką modernizację miałby zapłacić, nie uzyskując wzamian prawa własności. Miło byłoby „zjeść ciastko i mieć ciastko”, gdyby to było możliwe.

  36. Wszystkiego dobrego z okazji 29 rocznicy przeobrażenia się socjalizmu betonowego w socjalizm koncesyjno-etatystyczny ;]

  37. dada
    5 czerwca o godz. 14:14

    Phi, to samo mógłbym napisać o tobie…, ale serdecznie ci dziękuję.

  38. @ontario
    5 czerwca o godz. 21:51

    Jest taka malutka różnica między wami, że ty mógłbyś napisać to samo o „dada”, natomiast o tobie, śmiem antycypować, 90 proc. bywalców tego bloga.

  39. ontario
    5 czerwca o godz. 21:51

    ontario obłudnie dziękuje za rzeczowe pytanie i potwierdza, że jest chooyozą

  40. >>Nie chcę uczestniczyć w kolejnym micie opowiadającym o tych wielkich hutach, stoczniach i PGRach, tak wspaniale prosperujących i potem za grosze przez zdrajców wysprzedanych<<

    Dino – doskonale to ujales. Caly ten rzekomo kwitnacy PRL-owski przemysl sprowadzal sie do kopaln, gdzi efedrowano czarne zloto dla hut, które z kolei produkowaly stal dla górnictwa. Jedynym realnym skutkiem tej dzialalnosci bylo zanieczyszczenie srodowiska.

    Wszystkim platacym ciezkie glupoty o blogoslawienstwach komuny i 'tragediach' które potem na Polske spadly, polecalbym dwa nader porzyteczne i potencjalnie ksztalcace doswiadczenia:

    1. Wygóglanie sobie dlugosci zycia w Poslce na przestrzeni ostatnich kilku dekad; to wiarygodne dane GUS-u, bo zywy to zywy, a trup to trup. A potem niech zaslania sobie na wykresie z trendem czasowym os z latami i spróbuja pokazac, w którym miejscu komuna sie skonczyla.

    2. Dla bardziej ambitnych – wyprawa na Ukraine. Ukraina byla w 1989r nieco bogatsza (lub – 'mniej biedna') od Polski. Odiwedzam ten kraj ostatnio (nie, nie tylko centrum Lwowa, które jest mylace) i jest to dla mnie, jak podroz w czasie.

  41. Mr. Z
    5 czerwca o godz. 20:20

    3 rocznica haniebnego pisowskiego przełomu – PiS = PZPRbis w gorszym wydaniu.

  42. 22. azur
    5 czerwca o godz. 16:49
    Kaczyńscy skończą na śmietniku historii, a 4 czerwca 1989 r. pozostanie.

    Wężykiem:

    Kaczyńscy skończą na śmietniku historii, a 4 czerwca 1989 r. pozostanie.

  43. 4 czerwca 1989 r., a co to takiego?

  44. dino77
    5 czerwca o godz. 19:43
    Masz talent do majaczenia. Warto coś na ten temat przeczytać i pamiętać moment startu od zera. Od analfabetów.

  45. @Salomon 6 czerwca o godz. 21:11
    Nie mam ochoty wymieniać poglądów z osobnikiem, który tę wymianę zaczyna od obrażania interlokutora. Warto przeczytać, że to się nazywało – kiedy ludzie jeszcze dyskutować umieli – „argumentum ad personam”.
    Gdybym chciał „dyskutować” po Twojemu, to bym napisał, że skoro Twoim zdaniem „zero” było w 1945, to pewnie miałeś swój udział w doprowadzeniu do tego, że tylko analfabeci wtedy pozostali… Widzisz jak to łatwo obrażać?

  46. dada
    6 czerwca o godz. 14:22

    dada mnie rozczarowuje, tylko jedno szczere słowo pochwały pod moim adresem
    „chooyoza”. Liczyłem na to, że stać cię na więcej. Tak czy owak, dziękuję, dobry człowieku, za dobre słowo.

  47. 18karatów
    6 czerwca o godz. 13:52

    Dziękuję, dobry człowieku, za dobre słowo.

  48. Salomon
    6 czerwca o godz. 21:11

    To prawda, Mieszko I był analfabetą. Na szczęście, przyszedł światły Bierut!

  49. Jakoś nie widać chętnych do dyskusji na temat pierwszych wyborów, przypominających demokratyczne. Teraz mamy skutki ostatnich demokratycznych wyborów w Polsce, dalsze będą zgodne z wolą Boga i prezesa. Muszę przyznać, że w 1989 roku niezbyt interesowała mnie polityka i nawet nie pamiętam, czy brałem udział w wyborach. Mogę tylko założyć, że formuła wyborów była ustalona przy niezbyt „kwadratowym” stole? O obradach narodowa telewizja podobno powiedziała, że była to „zmowa elit”, w rozumie – pseudokomunistów i opozycji solidarnościowej. Pan Sianecki oburzył się na tę „zmowę” i „zdradę”, ale czy w efekcie tak nie było? Generał mógł korzystać z przewagi militarnej i wzorem Putina w Rosji wprowadzić swoją demokrację – zamordyzm kompletny. Może jeszcze dzisiaj mielibyśmy PRL lub Koreę Północną. Jemu mogło to nie przeszkadzać, ale przeszkadzało jego kadrom, które już nakradły ile mogły i nowobogaccy musieli swe bogactwo ukrywać. Marzył im się ustrój, w którym własność jest święta i jej źródła nikomu nie muszą być znane. Formalne oddanie władzy przez sytych tym, którzy mieli się obłowić na zmianie, było na rękę obu stronom. Jak się to opłaciło np. sprytniejszym, widać po młodym Morawieckim. Za pierdzenie w stołek, ale we właściwym miejscu, można szybko dorobić się kilkudziesięciu milionów, z których wszyscy są dumni. Nawet nie trzeba było być ekonomistą. Wtedy, rzecz jasna, zabraknie funduszy dla osób niepełnosprawnych, ale kto by zwracał uwagę na tak nieistotny szczegół. Więc domysł, ze była to zmowa elit, nie jest taki odległy od rzeczywistości?!

  50. ontario
    6 czerwca o godz. 14:22
    7 czerwca o godz. 8:19

    ontario – klesza menda – goebbelsowska gnidapisze o sobie – cytować zawsze:
    „Tak, ja ontario jestem ofiarą kolektywu biskupa, proboszcza i wikarego polskiego kościoła…porzucona i sfrustrowana, piszę tu, bo mogę darmo popierd…olić po godzinach”.

  51. Arcybiskupa Sławoja Leszka Głódzia, gdy pracował w Watykanie, wywiad wojskowy traktował jako swego informatora.
    Metropolita gdański, a wcześniej ordynariusz diecezji warszawsko-praskiej i biskup polowy Wojska Polskiego za informatora wywiadu wojskowego PRL uważany był co najmniej przez sześć lat – wynika z dokumentów, znajdujących się do niedawna w zbiorze zastrzeżonym Instytutu Pamięci Narodowej. Informacje, jakie uzyskiwano od ówczesnego pracownika Kongregacji ds. Kościołów Wschodnich, uważano za „cenne i wartościowe” typu agenturalnego.

    W 1984 roku koordynację kontaktów „Barcza” z księdzem Głódziem przejął w Zarządzie II SG specjalny wydział typowniczo-werbunkowy o kryptonimie „SOWA”.

    http://www.rp.pl/Kosciol/306079900-Abp-Glodz-byl-uwazany-za-informatora-wywiadu-wojskowego-PRL.html

    Głódź jest dobry na wszystko…

  52. @Antonius 7 czerwca o godz. 21:48
    spróbuję podsumować:
    „grupa trzymająca władzę” w ZSRR doszła do wniosku że siermiężny socjalizm, w którym nie wypada, a nawet jest niebezpiecznie korzystać z nagrabionego, dodatkowo będąc w izolacji od dóbr konsumpcyjnych i atrakcji reszty świata, przestał być atrakcyjny. Umyślili więc uwłaszczenie się na majątku całego państwa, w oparciu o struktury organizacyjne służb specjalnych wojskowych i cywilnych. Tę wizję zrealizowano, z niewielkimi zmianami, we wszystkich państwach bloku sowieckiego, za wyjątkiem NRD. W zależności od nastrojów społecznych, dojrzałości narodu i sprytu aparatu, w wersji brutalnej, Jugosławia (ale tam kwestie narodowościowo religijne komplikowały), nieco brutalnej, Rumunia, lub aksamitnej, Polska.
    Wspomnienia „okrągłego stołu” i „grubej kreski” budzą emocjonalny sprzeciw, ale jeśli nie to, to co?
    Do wyjaśnienia jest, czy w ogóle były inne opcje, bez wariantu jugosłowiańskiego wojny wszystkich ze wszystkimi?

css.php