Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne
Zakopane

19.07.2018
czwartek

Zakopane rulez!

19 lipca 2018, czwartek,

Jak się mieszka w Krakowie, to do „Zakopa” jeździ się zwykle na dzień albo dwa, wybierając jakiś pogodny weekend albo wolny dzień powszedni. Idzie się na wycieczkę, o samym mieście nie pamiętając. I ja tak czyniłem przez lata. Ale tym razem spędziłem w Zakopanem tydzień – i jestem pod wrażeniem. Wygląda na to, że rośnie nam kurort rangi międzynarodowej. Byle tylko dało się tam szybciej dojechać. Ale to tylko kwestia czasu, bo nowa „zakopianka” rośnie, a raczej wydłuża się w oczach.

Zakopane miało przez wiele lat opinię zadeptanego przez ludzką „stonkę”, przaśnego wczasowiska. Wydawało się, że nic już nie zostało z dawnej chwały i charme`u z wyjątkiem paru muzeów, których i tak już nikt nie odwiedza. Przedziwna symbioza warszawskich i krakowskich elit z góralszczyzną, witkiewiczowski duch, jedyny taki folklor, uszlachetniony przez geniusz Karłowiczów i Szymanowskich, Tetmajerów i Kasprowiczów – wszystko to miała zadeptać ciżba poruszająca się w jakiejś złowrogiej malignie między Gubałówką a Giewontem i oblepiająca Morskie Oko.

Faktycznie, przaśnie obrazki z Krupówek – te straszne misie, karkówki i kwaśnice zionące z niezliczonych „karczm”, te transowe góralskie nutki dobiegające z każdego kąta – to była i nawet może jest święta prawda. Ale tylko połowiczna, jeśli nie ułamkowa. Czasy Zakopanego prostackiego, wulgarnego, rządzonego prawami złego gustu i chciwości już się kończą. Ostatnie ich ślady można zobaczyć tu i ówdzie na Krupówkach, lecz z pewnością już nie off-Krupówki, czyli w Zakopanem w ogóle.

Nieprawdą jest, że Zakopane i Tatry są zatłoczone. Tłoku łatwo uniknąć, bo zdecydowana większość turystów porusza się kilkoma trasami, z braku zainteresowania bądź z nieśmiałości pozostawiając w spokoju ogromną większość substancji miejskiej i górskiej. Zakopane jest sporym miastem, które można zwiedzać w ciszy i spokoju, nawet latem, zachwycając się widokiem setek przepięknych domów, tworzących na tle gór niezwykłą i niepowtarzalną panoramę. A domów tych – utrzymanych w szeroko rozumianym stylu zakopiańskim – powstaje coraz więcej. Nie dość, że samo Zakopane jest architektonicznym ewenementem na skalę światową, to jeszcze rozbudowuje się, niczego nie tracąc ze swej estetycznej spójności i piękna.

A buduje się bardzo dużo – również wielkich hoteli, ale tylko w nielicznych przypadkach są to pokraczne landary, znane z wielu innych turystycznych miejscowości. Zakopane robi się coraz piękniejsze! I można wędrować po nim godzinami, bo jest miastem rozległym i pełnym ustronnych dzielnic, zakamarków i różnego rodzaju niespodzianek. Zawsze odkryje się jakąś przepiękną chatę, jakąś kawiarenkę, jakiś zabytek. Nawet gdy pada, jest co robić. Muzea (Tatrzańskie, Atma, Oksza, Harenda i parę innych), galerie sztuki, piękne kawiarnie, a przecież i baseny – bo kto jest taki święty, że nie pójdzie do term?

I nie zapominajmy, że niedaleko do Bukowiny i Kościeliska, które też mają swoje uroki. No i dobre jedzenie – zdecydowanie jest co jeść w polskich Tatrach.

Zakopane może dziś pretendować do rangi poważnego kurortu, liczącego się na turystycznej mapie Europy. Poziom usług, na czele z hotelami i pensjonatami, chyba niewiele już pozostawia do życzenia, a ceny noclegów ze śniadaniami są ze dwa razy niższe niż w Alpach. Polska klasa średnia, a nawet mocno średnia może sobie pozwolić na kilkudniowy pobyt w Tatrach, a co dopiero Niemiec. Rynek wszystko to ładnie wyrównał i ucywilizował. Skończyła się popelina i ździerstwo. Jest profesjonalnie, uprzejmie i sympatycznie. To naprawdę inne Zakopane niż 20 lat temu, nie mówiąc już o czasach PRL.

Wciąż jednak kilka rzeczy szwankuje. Nieznający terenu turysta nie zobaczy wielu pięknych miejsc, bo miasto nie jest wystarczająco oznakowane. Brakuje szlaków służących do zwiedzania samego Zakopanego, brakuje drogowskazów do muzeów. To samo dotyczy gór. Szlaki turystyczne idące ku reglom powinny zaczynać się już w mieście. Same góry pozostają zaś w dużej mierze niewykorzystane. Turyści nie są zachęcani do wchodzenia na Halę Gąsienicową przez Dolinę Suchej Wody, bo brakuje w samym Zakopanem informacji, że tak można i jak tam się dostać.

Podobnie ma się sprawa z dolinkami. Nic by się nie stało, gdyby trochę popędzić owieczki Olczyską albo Ku Dziurze. I wprawdzie nareszcie jest jakaś tam komunikacja ze Słowacją, lecz wciąż nieoczywista. A przecież Dolina Jaworowa, uchodząca niemalże do Łysej Polany, stoi pusta. Dlaczego nie jeździ się tam i na zad na Słowację? Czy tak trudno to wypromować? Granica wciąż stanowi barierę mentalną.

Nie bardzo podoba mi się polityka Parku. Narzeka się na nadmiar turystów na Giewoncie i w Morskim Oku, a nawet i na Zawracie, lecz nie promuje się wcale innych szlaków, które mogłyby rozrzedzić ruch. Ponadto w jakimś naturochronnym zapamiętaniu pozamykano już dawno (i niedawno też) rozmaite przejścia, w tym graniowe, a więc w terenie, gdzie ani zwierząt nie ma, ani nawet za wiele roślin. Dlaczego nie można chodzić na Wołoszyn albo na Żółtą turnię? A co by szkodziło, gdyby wpuścić ludzi na Miedziane i na Liptowskie Mury? Albo na Kominiarski Wierch? A dlaczego nie chodzi się od polskiej strony na najwyższy szczyt Tatr Zachodnich, czyli na Bystrą, a za to Czerwone Wierchy stały się niemalże deptakiem?

Przecież to wszystko można ładnie uzupełnić i wyregulować, z pożytkiem dla wszystkich. Środki informacji i reklamy są wszak oczywiste i dostępne. No i miałbym jeszcze zażalenia do oznakowania i umocnień na kilku szlakach. Dawno nie szedłem Orlą Percią, ale na Kościelcu byłem dwa lata temu i po raz kolejny brakowało mi paru łańcuchów w kominku i na jednej z płyt. Czy to jakiś problem, aby je zamontować? Kościelec jest moim zdaniem niebezpieczny. No i jeszcze wieczny temat Morskiego Oka. Nie mogę pojąć, dlaczego autobusy wciąż, od tylu już lat, nie zajeżdżają na Włosienicę. Przecież od tego, że będzie można dojechać do Morskiego Oka, liczba turystów nie wzrośnie, bo i tak każdy tam musi iść. Wygląda to na złośliwość rzeczy żywych. Albo na jakiś dorożkarski biznes.

Można to i owo poprawić. O tym czy tamtym można też podyskutować. Niemniej co do generaliów sprawy mają się jednoznacznie: jest dobrze. Zakopane kwitnie i warto tam spędzić wakacje!

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 12

Dodaj komentarz »
  1. „Nieznający terenu turysta nie zobaczy wielu pięknych miejsc, bo miasto nie jest wystarczająco oznakowane”

    Ważne, że pan to w spokoju i ciszy może zobaczyć. Po cholerę panu tłok?

  2. ja jakoś wolałam tę wersję przaśno-bałaganiarską czyli Zakopane rozczochrane. Nie z powodu zwyrodniałego gustu, a z sentymentu, ponieważ w tamtych czasach jeździłam w Tatry rok w rok przez dwadzieścia lat. Zatem jak śpiewa poeta (z Krakowa) „to nie tęsknota za komuną, to jest tęsknota za młodością”.

    Na Kominiarski szlak zamknięto z powodu pojawienia się orła przedniego. Zresztą podejrzewam, że zamknięcia szlaków wiążą się głównie z koniecznością ścisłej ochrony gatunków tam występujących, a wpuszczenie tam turystów spowodowałoby klęskę ekologiczną.

  3. Do Zakopanego nic i nikt mnie nie zachęci. Kiedyś często tam bywałem, ale teraz unikam tej miejscowości.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. A tymczasem kapitalizm i kolonializm z nim zawsze związany niszczą od setek lat Amazonię i mordują tamtejszych ‎Indian. Pisał o tym dawno temu (nawet przed wojną) Arkady Fiedler.‎
    Więcej tu: wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114881,23697109,ostatni-czlonek-wymarlego-‎plemienia-odnaleziony-w-puszczy-amazonskiej.html

  6. Zuzanna2418 20 lipca o godz. 14:55
    Komuna to była w Paryżu, na dodatek w XIX wieku. W Polsce mieliśmy tylko Plac Komuny ‎Paryskiej w Warszawie, a komuniści niby u nas rządzili, ale do komunizmu, to w PRL-u było ‎bardzo daleko. Bliżej do komunizmu było w NRD i Czechosłowacji, stąd też w Niemczech i ‎Czechach partie komunistyczne gromadzą około 10% głosów, w Czechach komuniści są de facto w ‎koalicji rządowej, a Niemczech komuniści są w koalicjach rządowych na szczeblu krajów ‎związkowych (landów).‎

  7. Panie Profesorze. Zna Pan chyba to: „de gustibus non est disputandum” i „jeden woli ogórki drugi ‎ogrodnika córki”. Jednemu podoba się „bliskowschodni” bazar na Krupówkach, a innemu dzika ‎przyroda Tatr. Jedni jadą do Zakopanego aby siedzieć w tamtejszych knajpach, a inni aby chodzić w ‎góry. A są jeszcze tacy, i to jest zresztą znakomita większość, którzy w ogóle do Zakopanego nie ‎jeżdżą.‎

  8. Moim zdaniem felieton jest prowokacyjny, ironiczny i trzeba go odczytywać a rebours !

  9. Zgadzam się z Freakpower. Każdy akapit felietonu jest prowokacją, a już postulat, żeby na Włosienicę jeździły autobusy albo żeby otworzyć zamknięte szlaki (np. na Kominiarski Wierch, gdzie osiedliła się jedna z raptem 30 par orłów przednich w Polsce), czy zachwyty nad rozbudowującym się miastem pełnym uroczej architektury zakopiańskiej wywołały we mnie śmiechową kolkę. Panie Profesorze, proszę nie martwić się problemami z komunikacją ze Słowacją – już powstają plany tunelu kolejowego z Zakopanego do Szczyrbskiego Plesa, więc jest szansa, że region będzie się nadal bardzo dynamicznie rozwijał w zakresie masowej turystyki.

  10. Myślę że Pan Profesor jak zwykle prowokuje. Ja od wielu lat wybieram Kościelisko, ponieważ są tam jeszcze resztki góralskiego klimatu i trochę ciszy. A powiew chłodnego jesiennego wiatru od Kominiarskiego ożywia mnie bardziej niż podwójne espresso 🙂
    Zakopane to chaos, tłumy i spaliny. Panie Młynarska i Sabała-Zielińska napisały o tym dwie świetne książki. Na pewno pilną potrzebą w tym mieście jest likwidacja smogu i bezhołowia architektonicznego, ale nie widać chętnych do rozwiązania tych problemów (dotyczy to wielu innych górskich miejscowości turystycznych).

  11. Jak to nie chodzi się od polskiej strony na Bystrą? Jak można napisać taką wierutną bzdurę? Sam szedłem tam wiele razy, a więc chodzić można. Jest Schengen i są szlaki, tyle że Słowacy mają absurdalną politykę turystyczną w Tatrach, która nakazuje im zamykać szlaki piesze na większość roku tj. od początku listopada do połowy czerwca, co jest zjawiskiem nie znanym chyba nigdzie indziej w bliższej (inne góry Polski i Słowacji, Czech i Ukrainy) i dalszej (Alpy) okolicy. Nie przeszkadza im to wpuszczać w tym samym czasie tabunów narciarzy oraz towarzyszącej im infrastruktury (kolejek, barów, kawiarni, parkingów). Wytłumaczenie jest chyba tylko jedno, a więc ordynarna kasa.

  12. pan profesor z pewnoscia potrafi dostrzac piekno,nawet to ukryte, budzace sie dopiero,wykluwajace z paskudnej i troche zafajdanej skorupki.Jestem pewna, ze nie kpi ale widzi juz to coniebawem sie wykluje Zakopanem bylam rowno pol wieku temu.Dwu rzeczy nie zapomne ,lodowatej zentycy za 50groszy pollitrowy kubek i widoku samych Tatr,ktory wywrocil mi dusze na lewa strone.Wtedy,majac 13 lat do glebi pojelam czym jest ten mus, ta wewnetrzna koniecznosc pchania sie na szczyt, nawet kosztem zycia i zdrowia.Zrozumialam istote alpinizmu choc go nigdy nie uprawialam.Ciesze sie,ze miasto wyzwala sie z kiczu, zeby jeszcze te konie nie byly tak przeciazone.

  13. Właściciele gruntów na zboczach Gubałówki zaczęli pobierać opłaty od turystów za przejście przez ich teren. Koszt to trzy złote od osoby dorosłej.

    „Przyjechać do Zakopanego i nie podziwiać Tatr z Gubałówki, to jak w Rzymie nie zobaczyć papieża. Tysiące turystów podziwia z Gubałówki wspaniałą panoramę. Część z nich wyjeżdża kolejką. Jest jednak grupa aktywnych osób, które idą na piechotę. Wydeptana przez lata ścieżka rozrosła się w szeroki trakt.

    – Od pierwszego lipca jako właściciele terenów, przez które prowadzi ścieżka rozpoczęliśmy pobieranie pieniędzy za przejście po naszym terenie. Jednocześnie informujemy, że szlakiem, który prowadzi ulicą Gładkie i dalej przez las, przejście jest bezpłatne – mówi Jadwiga Gąsienica-Byrcyn.

    – Nie była to łatwa decyzja. Jak mówią prawnicy, możemy zamknąć ten teren lub pobierać opłaty. Na tym terenie nie możemy nic zrobić: nic pobudować ani zaorać i zasiać lub posadzić, bo to jest teren rekreacyjny. Dlatego zdecydowaliśmy się na ten krok. Opłaty pobierać będziemy do listopada. W najbliższym czasie będzie już kasa fiskalna – dodaje Jadwiga Gąsienica-Byrcyn.

    Koszt przejścia to 3 złote od osoby dorosłej i 2 złote od dziecka.

    Podczas rozmowy Gąsienica-Byrcyn zasugerowała, że gdyby w zimie działała trasa narciarska, tych opłat by nie było. Teraz liczy się z tym, że ta cześć rodziny, która 12 lat temu zablokowała budowę trasy narciarskiej, będzie robiła problemy tym, którzy pobierają opłaty.”
    ——————————————
    Nie ma jak w rodzinie …

css.php