Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne

9.10.2018
wtorek

Zybertowicz w szarej sieci recenzji

9 października 2018, wtorek,

Chyba po raz pierwszy mamy w mediach aferę związaną z recenzjami awansowymi w humanistyce i naukach społecznych. Dotąd wszystko to sobie szło po cichutku i w dyskrecji, aż przyszły czasy jawności. Czyli nasze czasy. I już głasnost zbiera krwawe żniwo. Rozmiary skandalu przybrała sprawa dr hab., prof. UMK, Andrzeja Zybertowicza, który stara się o tytuł profesora za pośrednictwem swojego macierzystego wydziału. Na stronach Centralnej Komisji ds. Stopni i Tytułu Naukowego ukazał się komplet pięciu recenzji w przewodzie profesorskim, w związku z czym na najbliższym posiedzeniu Rady Wydziału, 16 października, Wydział Nauk Humanistycznych zapewne podejmie stosowną uchwałę o skierowaniu do CKdsSiTN wniosku o nadanie tytułu profesora Andrzejowi Zybertowiczowi. Sprawa pójdzie jeszcze do tzw. superrecenzenta, a jeśli ten przychyli się do wniosku Rady Wydziału, to Sekcja I CKdsSiTN na którymś z zimowych posiedzeń sprawę przegłosuje i zwróci się z kolei do Prezydenta RP o nadanie Zybertowiczowi tytułu naukowego profesora. Procedura potrwa jeszcze parę miesięcy, bo potrzebna jest kontrasygnata premiera i w ogóle wniosków tego rodzaju jest sporo, ale gdzieś tak pewno w maju słynący teoriami o szarych (a może czerwonych) sieciach socjolog i doradca Kaczyńskiego, tudzież całego PiS, zostanie wreszcie profesorem. Ale może się stać inaczej – jeśli mianowicie superrecenzent uzna niektóre recenzje za niepoważne lub za tzw. recenzje negatywne z pozytywną konkluzją i opowie się przeciwko tej profesurze. Wtedy Sekcja I CKdsSiTN na swoim posiedzeniu wyznaczy jeszcze jednego superrecenzenta i dalej się zobaczy… Taki scenariusz nie jest jednak bardzo prawdopodobny. Tak na 90% Zybertowicz profesorem zostanie.

Co mogłoby się nie spodobać superrecenzentowi? Ano recenzje mają swój kod i etykietę. Bywa tak, że formalnie są pozytywne, lecz można dopatrzeć się w nich aluzji o przeciwnym wydźwięku. I tak właśnie jest w tym przypadku. Dwie spośród pięciu recenzji są nieco kpiarskie i zawierają bardzo podobne konkluzje. To właśnie cytaty z wniosków kończących te recenzje wywołały burzę, w której wiruje i niniejszy artykuł.

Przytoczmy raz jeszcze te słynne już opinie.

Pierwsza pochodzi od znanego socjologa i filozofia starszego pokolenia Marcina Króla: „Opinia moja jest wyjątkowo krótka, ponieważ przedstawione do oceny prace są nieliczne, a ich konkluzje na tyle niedopracowane, że trudno o polemikę. Jednak prace te są. Andrzej Zybertowicz kandyduje do tytułu profesora i trudno mu podstaw do tego zamiaru odmówić. Przy wszystkich zatem zastrzeżeniach opowiadam się za nadaniem Andrzejowi Zybertowiczowi naukowego tytułu profesora”. Cóż, trudno o bardziej zgryźliwą ironię w recenzji. Nie popieram pisania recenzji profesorskich na trzy i pół strony, lecz umotywowaniem tego faktu szczupłym dorobkiem kandydata jest oczywistym zakpieniem z niego. Zwrot „trudno mu podstaw do tego zamiaru odmówić” nie znaczy zaś „trudno odmówić podstaw do uzyskania tytułu profesora”, lecz, jak mniemam, „w istniejącej sytuacji personalnej i instytucjonalnej Zybertowicz i tak profesurę dostanie i słusznie się tego spodziewa”. Dlaczego Król ostatecznie stawia wniosek pozytywny? Z bardzo prostego powodu – gdyby uczynił odwrotnie, zarzucono by mu, że stara się zaszkodzić koledze reprezentującemu przeciwne niż on sam stanowisko polityczne. Na oskarżenia o stronniczość i szykanowanie kolegi z powodów politycznych Marcin Król nie może sobie pozwolić. Nie będzie też kopał się z koniem. Rozumiem go, choć nie do końca się z taką postawą zgadzam.

Podobne są zapewne motywy Szymona Wróbla, wybitnego filozofa średniego pokolenia. On z kolei napisał obszerną dość i bardzo solidną recenzję, z której wynika, że dorobek Zybertowicza uważa za słaby. Mimo to formalna konkluzja jest pozytywna, tyle że podobnie, jak w Króla, sformułowana ironicznie.  Wróbel pisze bowiem tak: „Pracę ściśle naukową Andrzeja Zybertowicza oceniam krytycznie, jego działalność organizacyjną i dydaktyczną więcej niż pozytywnie. Osobiście uważam, że raz wyzwolona wola stania się profesorem jest nie do zatrzymania. Jeśli Andrzej Zybertowicz uznał, że są powody, aby przyznać mu profesurę, to zapewne tak jest”. Szymon Wróbel jest moim bliskim kolegą i radość mnie ogarnia, gdy wyobrażę go sobie mówiącego swoim charakterystycznym dyszkantem „skoro uznał, że są powody…”. My, humaniści, mamy nieco kpiarski stosunek do procedur i nie odmawiamy sobie żartów nawet w tak poważnych sytuacjach. Niemniej jednak procedura żartów nie zna. Więc co z tym zrobi Centralna Komisja? Ano to zależy od tego, komu się trafi superrecenzja. Obstawiam, że będzie jednak pozytywna (bo trzy z pięciu recenzji są pozytywne na serio) i że po małej dyskusji na temat całej tej awantury wysoka komisja przegłosuje sprawę pozytywnie. Będą głosy na nie, ale – obstawiam – ta profesura przejdzie.

Sprawa Zybertowicza sama w sobie nie jest bardzo istotna. Z pewnością są gorsi profesorowie niż on. Istotne jest to, jak funkcjonuje – na poziomie administracyjnym i obyczajowym – system recenzyjny. A funkcjonuje źle. Bardzo wiele jest recenzji kumoterskich („grzecznościowych”), zdawkowych, nonszalanckich, niesprawiedliwych i niekompetentnych. Jedni piszą je taśmowo, mając z tego niezły zarobek, inni zaś przykładają się to tej pracy z największą powagą i starannością. Trzeba by z tym kiedyś zrobić porządek. Gdy za czasów min. Kudryckiej kierowałem w MNiSW Zespołem do spraw Dobrych Praktyk Akademickich, napisaliśmy broszurę na ten temat, wspartą autorytetem ministra. Niestety mało kto ją czytał. Cóż.

Recenzowanie to „mecyje”. Tylko nieliczni profesorowe z danej dyscypliny humanistycznej (nie wiem, jak jest w naukach ścisłych) mają to szczęście, że otrzymują regularnie zlecenia na recenzje – doktorskie, habilitacyjne, profesorskie oraz tzw. superrecenzje dla Centralnej Komisji. Recenzowanie jest bardzo dobrze płatne (2-3 tys. w przypadku habilitacji, a zwłaszcza profesur), więc ci, którzy są w obiegu, pilnują swojego podwórka i starają się tak postępować, aby niezawodnie otrzymywać kolejne zamówienia na recenzje. Pozostali cieszą się, jak raz do roku coś im skapnie. Ci „okazjonalni” najczęściej recenzują sumiennie, licząc na uznanie i kolejne zlecenia, a recenzenci „hurtowi” czy „zawodowi” – różnie. Niektórzy są bardzo solidni, inni jadą na tym, że zawsze można na nich liczyć, to znaczy zawsze napiszą recenzję pozytywną. Takich „niezawodnych” jest cała masa, a i „okazjonalni” wolą pisać recenzje pozytywne, więc jeśli już dochodzi do tego, że w jakimś przewodzie awansowym pojawia się recenzja negatywna, to w niektórych środowiskach ma to wręcz posmak sensacji.

Miejmy nadzieję, że publikowanie recenzji przyczyni się do poprawy ich jakości. Sprawa Zybertowicza także odegra w tym melioracyjnym procesie swoją rolę.

A poza tym, to sądzę, że prof. UMK Andrzej Zybertowicz bardzo by sobie pomógł wycofując swój wniosek o nadanie mu tytułu profesora i poczekał z nim do lepszych czasów, gdy nikt nie będzie już mógł mu zarzucić, że jest pupilem władzy i że otrzymał profesurę z powodu obaw kolegów, iż ktoś mógłby im zarzucić stronniczość. Życzę sobie, jemu i nam wszystkim, aby stało się to jak najszybciej. I jeśli nawet będzie to to tylko rok, to zawsze można w tym czasie solidne dwa lub trzy artykuły napisać, wzmacniając swoje profesorskie karty.

 

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 77

Dodaj komentarz »
  1. Pan Profesor ma rację, że to powszechna praktyka. Tylko że nie tylko „byliśmy głupi” – jak mówi prof. Król, ale w dodatku jesteśmy nieuczciwi: mając tytuł profesora w Polsce można już w zasadzie nic w życiu nie robić. Czemu podatnik ma płacić dwadzieścia lat czy więcej pensję pana Zybertowicza, który podobno w latach 1990′ napisał jakąś, lepszą gorszą, ale pracę, a potem zajął się publicystyką? Nie chodzi o to, czy ktoś podziela poglądy Zybertowicza, ale o to, że tytularna profesura powinna być zwieńczeniem jakiegoś realnego dorobku. Nigdzie na świecie cywilizowanym nie można zostać tenured professor zupełnie za friko. Może tacy „humaniści” powinni mieć obowiązek publikowania w uznanych pismach międzynarodowych, a nie tylko Naukowych Zeszytach Ostrołęckich? A jak ktoś nie potrafi, to ojczyzna jakoś się obejdzie bez tak wybitnej postaci.

  2. Panie Profesorze,‎
    Proszę nie wymieniać jednym tchem humanistyki i nauk społecznych. Humanistka (polonistyka i ‎inne filologie, językoznawstwo, kulturoznawstwo, muzykologia, pedagogika etc.), jest bowiem tak ‎jak filozofia czy teologia, czyli że nie jest ona nauką w sensie „science”, jako iż jej twierdzenia, np. ‎‎„bóg jest „albo „boga nie ma”, „Mickiewicz (czy też inny wierszokleta) był/nie był wielkim poetą” ‎etc. nie są weryfikowalne przy pomocy metody empirycznej czyli naukowej. Natomiast twierdzenia ‎nauk społecznych, takich jak np. ekonomia czy socjologia są weryfikowalne, np. da się naukowo ‎czyli doświadczalnie (empirycznie) zweryfikować tezę, że wzrost ceny na dany towar przy ‎niezmiennych innych parametrach powoduje spadek popytu na ów towar oraz tezę, że podwyżka ‎podatku, który muszą płacić praktycznie wszyscy, np. VAT-u, powoduje, przy niezmiennych ‎innych parametrach, spadek poparcia dla rządu, który wprowadził takową podwyżkę.‎
    Historia, szczególnie zaś nowożytna, w oczywisty sposób, nie jest nauką w sensie „science” jako iż ‎jej twierdzeń nie da się, przynajmniej do wynalezienia czegoś w rodzaju wehikułu czasu (time ‎machine), zweryfikować metodą naukową, czyli empiryczną. Nie powinno być więc lekcji historii ‎w szkołach, jako iż oficjalna jej wersja zmienia się z każdą większą zmianą w rządzących nami ‎elitach, a więc nauczanie historii w szkołach staje się de facto indoktrynacją i to para-religijną, czyli ‎opartą na irracjonalnych z definicji wierzeniach a nie na weryfikowalnych faktach. Dla mnie np. ‎Piłsudski był Litwinem, terrorystą, zdrajcą idei socjalistycznych, agentem austrowęgierskiego ‎wywiadu i na koniec faszyzującym, nieudolnym dyktatorem, który objął władzę w nielegalny, ‎zbrodniczy i bratobójczy sposób a później doprowadził swą krótkowzroczną, błędnie proniemiecką ‎i antyradziecką polityką do klęski wrześniowej i nic na to nie poradzę – patrz mój artykuł „Terrorists ‎Turned into the Statesmen, or: Who is a Terrorist, and Who is Not?” w Stosunkach ‎Międzynarodowych (International Relations), Vol. 28 Nr 3-4/2003. Dla innych może być on nawet ‎bohaterem, ale jakoś się tak dziwnie składa, że zwolennicy Piłsudskiego reagują agresją na każdą ‎próbę przytoczenia im faktów wskazujących na to, że ich „bohater” był tym, kim był on zgodnie z ‎powszechnie dostępnymi, ale niewygodnymi dla nich faktami.‎
    Poza tym, to prestiż polskiego profesora jest już prawie żaden, jako iż jaki może być prestiż ‎profesora z „uniwersytetu” z dziesiątej czy jedenastej albo nawet dalszej setki światowych ‎rankingów, a tam przecież sklasyfikowane jest co najmniej 90% polskich tzw. wyższych uczelni. ‎Czy więc warto rozdzierać szaty o to, czy ktoś na poziome wykładowcy „Sorbony” z Timbuktu ‎‎(ponad pięćdziesięciotysięczne miasto w Mali z l’université Sankoré czyli po angielsku The ‎University of Timbuktu)?‎
    Przypominam też, że w najbardziej rozwiniętych państwach świata tytuł/stopień profesora jest ‎tytułem/stopniem wyłącznie dydaktycznym, że najwyższym stopniem/tytułem naukowym w ‎najbardziej rozwiniętych państwach świata jest doktor, zwany tradycyjnie w krajach ‎angielskojęzycznych doktorem filozofii (PhD – Philosophiae Doctor) i że ów tytuł/stopień PhD ‎wystarczy, aby objąć katedrę na Oxfordzie czy też innym Cambridge, a także na Harwardzie, MIT, ‎Columbii czy też na każdym innym czołowym uniwersytecie świata.‎
    Dziwi mnie też, że w Polsce płaci się za recenzje naukowe. Jestem od wielu lat recenzentem i ‎członkiem rady naukowej wielu pism angielskojęzycznych i nikt mi tam nie płaci za pisanie ‎recenzji, jako iż na tzw. szerokim świecie pisanie recenzji naukowych uważane jest wciąż za zajęcie ‎honorowe, za które zwyczajowo nie pobiera się opłat, choćby właśnie po to, aby nie być finansowo ‎czy też w inny sposób uzależnionym, tak jak owi polscy recenzenci, o których Pan Gospodarz tu ‎wspomina.‎

  3. Panie Profesorze
    Chyba pan nie rozumie, co sie w Polsce stalo, zreszta nie tylko w Polsce. W 2015 roku koło Ziemi przeleciala rakieta z Kosmitami. Ci przelatując napromieniowali spore obszary ziemskie, i spowodowali że tam materia zamienila sie w antymaterie. A w tej antymaterii hierarchia jest całkowicie odwrocona,. Zaczęło sie od tego że antymaterialny naród z odwróconymi głowami ujrzał w agresywnym, plujacym nienawiścią niedorajdzie, szlachetnego męża stanu, wizjonera, mędrca, fjurera itp. I tenże człowieczek otoczył sie podobnymi sobie indywiduami. W tym nowym świecie zbudowanym z antymateri Kurski stał się krynicą prawdy, Ziobro uczciwości, Czarnecki nieprzekupności, Pięta inkarnacją francuskiego esprit, trzy Beaty Szydło, Kempa, Mazurek seksownymi nimfami, Pawłowicz wachlującą się hiszpańską mujerą wykwintnie wydlubującą z plastiku resztki sałatki śledziowej. Że faszyzujący bandyci stali się patriotami, a pobożni paterze pedofilami !Mozna by tak dalej…..
    Więc co w tym dziwnego że ów Zybertowicz uchodzi za uczonego naukowca ?
    Przecież to wszystko jest koherentne, czyli wielkiej kupy sie trzyma.
    Ja mam nadzieję, że ci Kosmici znowu przelecą kolo naszej planety i z powrotem zamienia antymaterie w materie i nie tylkow Polsce, ale równiez w krainie Trumpa, Orbana i jeszcze paru innych nawiedzonych przez ten statek nieszczęsnych krainach.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Bylo historykow wielu . Jest Cenckiewicz , Zaryn i Zybertowicz . Dawno temu to by byli marcowi docenci . Zybertowicza skreslilem wtedy ,jak w TV Republika ,mowil o L. Walesie per. ,,bolek” .Sa pewne granice chamstwa i arogancji.

  6. Zadam pytanie, czy to jest socjolog, który w dodatku uważa, że powinien otrzymać tytuł profesorski, który mówi: „Jeśli kierować się honorem, to premier Tusk powinien niezwłocznie podać się do dymisji, ze wstydu zapaść się pod ziemię – mówi politolog Andrzej Zybertowicz w rozmowie z Jakubem Szczepańskim”. Można nie lubić D. Tuska, ale po pierwsze: kultura wymagała by podania stanowiska, które zajmuje D. Tusk i pełnego imienia i nazwiska. Po drugie: co to ma z prawidłowym, rzeczywistym opisem sytuacji społecznej, politycznej.
    Czytaj więcej: https://polskatimes.pl/zybertowicz
    Jeżeli recenzenci uważają, że tak to wystarczy by recenzja składała się z jednego zdania: „Profesura po prostu mu się należy”, to wtedy można przyjąć, że recenzja jest ironiczna.

  7. Ale to pan, panie Janie Hartmanie, niedawno tu apelował, aby wstrzymać reformę uczelni…

  8. „sprawa dr hab., prof. UMK, Andrzeja Zybertowicza,”

    A po „dr” nie powinna być kropeczka, bo „doktora”? 🙂

  9. Panie Profesorze,‎
    Zacznijmy może od tego, że takie kraje jak USA, UK (Zjednoczone Królestwo), Kanada i Australia, ‎czyli przodujące obecnie i od wielu lat w dziedzinie nauki, obywają się doskonale bez habilitacji i ‎państwowej czyli „belwederskiej” profesury. Sam tylko doktorat (PhD) tam wystarcza, jako licencja do ‎samodzielnego uprawiania nauki. Nie ma ‎tam więc doktorów habilitowanych ani też „profesorów ‎belwederskich”, a profesura to jest tam tylko stanowisko na danej uczelni, a mimo to, raczej dlatego, ‎nauka stoi tam ‎na znacznie wyższym poziomie niż w „habilitowanej” i „belwederskiej” Polsce.‎
    Nauka w Polsce jest na pewno tworem złożonym, ale niewątpliwie znajdującym się w stanie agonii i ‎‎nawet rozkładu. W takiej sytuacji jedynym wyjściem jest więc jej likwidacja w obecnej jej postaci i ‎zaczęcie wszystkiego od nowa. ‎Chyba, że odpowiada nam sytuacja, w której Polska jest Mistrzem ‎Polski w polskiej nauce a za kryteria ‎oceny nauki przyjmiemy ilość profesorów belwederskich oraz ‎doktorów habilitowanych, ilość ‎wyższych „uczelni” i „studiujących” w nich „studentów” czy też to, że ‎pod względem liczby ludzi ‎zajmujących się badaniami naukowymi. Pod tym względem, czysto ‎ilościowym (64 511 osób w roku 2010), to Polska jest na szóstym miejscu w ‎Europie i dodam jeszcze, ‎że w Polsce są aż 1632 jednostki naukowe, ale żadna z nich nie liczy się poza Polską. Znaczna, jeśli nie ‎przeważająca część ‎studiujących kończy u nas edukację na licencjacie i w uczelniach niepublicznym o ‎niskim poziomie, ‎natomiast pod względem odsetka młodzieży na studiach doktoranckich, a więc ‎takich, które pozwalają ‎rzeczywiście uzyskać wysokie kwalifikacje, to Polska jest blisko końca listy ‎państw członkowskich Unii ‎Europejskiej, podobnie jak pod względem liczby patentów. Ogromna ‎‎większość polskich „uczelni” niepublicznych to są przedsiębiorstwa dochodowe, działające za cenę ‎‎dostarczania młodzieży wiedzy wątpliwej wartości, a faktem jest, że powstawały one masowo, za ‎przyzwoleniem ‎władz, ale już obecnie do świadomości ogółu dociera, że uzyskiwane tam ‎wykształcenie ma niedużą ‎wartość. Jaki jest więc sens utrzymywania tego status quo?‎
    Należy też odróżnić w Polsce profesurę, w tym doktorów habilitowanych, zainteresowaną w ‎utrzymaniu status ‎quo, czyli braku konkurencji i pewnych synekurek aż do emerytury od młodych ‎naukowców, z ‎których sporo widzi bezsens utrzymywania w Polce tych postkomunistycznych a nawet ‎i ‎postfeudalnych instytucji typu habilitacji, nostryfikacji czy też tej dożywotniej „belwederskiej” ‎profesury ‎z mianowania, którą w Polsce dostaje się przecież przeważnie za znajomości i wysługę lat, a ‎nie za ‎osiągniecia naukowe. Przecież gdyby profesurę otrzymywało się w Polsce za osiągniecia ‎naukowe, to ‎mielibyśmy u nas góra tysiąc profesorów, a nie ponad 24 tysiące, a tymczasem według ‎GUS, na koniec grudnia ‎‎2011 r. w szkołach wyższych pracowało 102,8 tys. nauczycieli akademickich, ‎a wśród nich było m. in. ‎‎24,3 tys. osób zatrudnionych na stanowisku profesora (zwyczajnego, ‎nadzwyczajnego, wizytującego), ‎na stanowisku docenta – 1,5 tys., na stanowisku adiunkta – 43,0 tys., ‎a na stanowisku asystenta – 12,6 ‎tys. (Portal Sprawy Nauki).‎
    Poza tym, to tzw. tenure, mylona w Polsce z habilitacją i „belwederską” profesurą, wcale nie jest na ‎Zachodzie 100% gwarancją dożywotnego zatrudnienia. Znam wielu ‎australijskich i amerykańskich ‎profesorów, zwolnionych z pracy, mimo że mieli oni ową tenure. ‎Wystarczy np. reorganizacja ‎uniwersytetu czy wydziału, aby pozbawić stanowisk profesorów z ową ‎tenure. Poza tym, to na uczelni ‎prywatnej, a te są w USA na czele wszelakich rankingów, tenure ‎oznacza tylko prestiż, ale nie chroni ‎przed utratą stanowiska w przypadku niewywiązywania się z ‎obowiązków, które w przypadku ‎profesora z tenure wymagają ciągłego doskonalenia się i ‎wykazywania się znacznymi postępami w ‎pracy zarówno naukowej jak też dydaktycznej oraz ‎pozostawania na czele akademickiego „wyścigu ‎szczurów”, szczególnie jeśli chodzi o pozyskiwanie ‎funduszy na badania. Tam nawet nobliści nie są na ‎‎100% pewni swych stanowisk. Płaci się im wysoko, ‎ale też stawia im jeszcze wyższe wymagania. Mało ‎który z polskich belwederskich profesorów ‎wytrzymałby więc pozostawanie na okres dłuższy niż kilka ‎miesięcy na stanowisku profesora z tenure na ‎czołowym amerykańskim czy nawet brytyjskim ‎uniwersytecie, pomijając już oczywiste wręcz kwestie językowe.‎

  10. http://bragiel.blox.pl/2018/10/Rozum-bardzo-delikatnie-potracony.html
    Nasza władza potrąca ludzi z gracją. Z finezją. Uprzejmie. Potrąca życzliwie, przychylnie, szarmancko, wytwornie, BARDZO DELIKATNIE.
    Władza muska dziecięce ciałko czule, słodko, zwiewnie, niczym powiew letniej bryzy w nadbałtycki poranek.
    Chłopak na hulajnodze, ofiara ,,bardzo delikatnego potrącenia” przez samochód z kolumny prezydenckiej, powinien przestać się mazać. Podziękuj, szczeniaku, że już w tak młodym wieku otarłeś się o władzę!
    Polecam nowy, bardzo delikatny felieton.
    http://bragiel.blox.pl/2018/10/Rozum-bardzo-delikatnie-potracony.html

  11. W dawnych czasach jednym z elementów wniosku była uzyskane doktoraty, których promotorem był kandydat na profesora.
    W klasyfikacji anglosaskiej, Science i Arts to różne dziedziny, ale publikacje w czasopismach o znanej renomie, to także element oceny.
    Z tego co wyczytałem w tekście, jest z tym kruchutko.
    Jestem jednak sceptykiem, i przypuszczam że tytuł profesora jest pewny. Jako zasłużony dla sprawy.

  12. MaBeNa znowu nadaje!

  13. Pierwsza prośba o dostatnie życzenie…

    „Życzę sobie, jemu i nam wszystkim…”

    Ach, cały tekst brzmi nie jak życzenie, a jak okazjonalna z ambicją do niezawodności prośba… o recenzję wzajemną, gdy przyjdzie już co do czego.
    Jest Pan, Panie Profesorze, w tym wpisie wybitnie konstruktywnie koleżeński i wreszcie dalekowzrocznie zapobiegliwy.
    Też Panu życzę, aby Pana publikacje na blogu zaczęły przynosić wzajemności ze strony polityki, dyskontując wreszcie niewygodny w dzisiejszych czasach bagaż dorobku.
    🙂

  14. Lektura recenzji „dorobku” petenta budzi smutek.
    Nie znajduję tam dowodu owej „wartości” twórczości naukowej wyróżniającej profesora od nie-profesora czyli takiego twórcę, którego osiągnięcia naukowe znacznie przekraczają wymagania stawiane w przewodzie (postępowaniu) habilitacyjnym.
    To raczej, w większości, schematyczne laurki „za całokształt” i dla świętego spokoju.
    ————————–
    Jaki jest stan krytyki naukowej w Polsce?
    Czy jest możliwa w Polsce racjonalna i uczciwa krytyka naukowa?
    Czy powszechność zasady wzajemności w systemie recenzji prac naukowych i projektów badawczych to patologia czy polska/światowa norma akademicka?
    Czy „wyniesiony” nominalny profesor może być rzetelnym recenzentem dorobku naukowego innych?

  15. „…Istotne jest to, jak funkcjonuje – na poziomie administracyjnym i obyczajowym – system recenzyjny. A funkcjonuje źle. Bardzo wiele jest recenzji kumoterskich…”
    Pytanie plynace z felietonu …narzuca sie w sposob oczywisty.
    Czy tytul profesorski Janowi Hartmanow przyznano na podstawie zle funkcjonujacego systemu recenzji? Czy gospodarz moglby napisac o tym pare slow „obiektywnych”?

  16. „…2 lub3 solidne artykuły….wzmacniające jego profesorskie karty…”
    Pomijając,że ten paranaukowy oszust gra znaczonymi kartami, to w jego przypadku wszystko jest malutkie: to nie karty, a karteczki, nie artykuły, a artykuliki, tak jak to nie Nauka, a nauczka.
    A propos karteczki i recenzji: jeszcze krótszą recenzję na temat scenicznego sztuczydła , teatralnym odpowiedniku umysłowych wytworów Zybertowicza, napisał przed wojną Tuwim. Tytuł tego niewydarzonego grzmota brzmiał:”Kartka papieru”.
    Recenzja: „To nie była kartka, to była rolka.” (za J.M.Grońskim)

  17. Marcowi docenci redivivus! Pięćdziesiąt lat minęło, jak z bicza trzasł… A ile wtedy był (w stosunku do pensji) wart dolar u cynksiarza…. Oczywista jest więc zamiana docenta na profesora, tytułów inflacja też nie oszczędziła.
    Ktoś, z korzyścią dla siebie, podpatrzył u Amerykanów „wyższe uczelnie” których działalność polega głównie na sprzedawaniu za umiarkowaną opłatą ładnie wydanych dyplomów, znakomicie upiększających ścianę gabinetu prezesa, czy innego doradcy.
    Żal tylko za d… ściska, że na drugim biegunie nie uchowały się uczelnie które potrafiłyby uszanować swoją wiekami budowaną tradycję. Pozostaje już chyba jedynie wspominać ś.p. Uniwersytet Lwowski, jego tytuł oznaczał coś więcej niż wyłącznie spełnienie kilku aktualnie obowiązujących wymogów formalnych i uzyskanie od kumpli, lub osób będących w trudnej sytuacji, właściwych recenzji. A w ogóle to Polska kumpelstwem stoi i znów zyskuje na aktualności kawał mówiący, że od kary śmierci groźniejsze jest dożywotnie pozbawienie znajomości.

  18. JK
    9 października o godz. 16:30

    Twierdzenie – „Mickiewicz (czy też inny wierszokleta) był/nie był wielkim poetą” ‎etc. nie są weryfikowalne przy pomocy metody empirycznej czyli naukowej”?????

    Wystarczy wziąć pod uwagę konkretne, policzalne, istniejące faktycznie:
    – publikacje na temat Mickiewicza (tysiące, cała biblioteka);
    – wydania dzieł wieszcza (setki);
    – tłumaczenia na języki obce (dziesiątki);
    – nakłady dzieł poety (milionowe);
    – opinie czytelników (ekstatyczne) –
    aby empirycznie stwierdzić, kto wieszcz, a kto wierszokleta.

  19. Andrzej Falicz
    10 października o godz. 0:43

    …tępa pało fallusowa… z polaczkowej zawiści, że nie masz tytułu – żadnego tytułu – podsrywasz na forum niczym zakompleksiony keler…

  20. … miało być kelner…

  21. …czy bedac profesorem jest sie lepszym obywatelem i czlowiekiem ?

  22. Dla ciekawości może mógłby Pan opisać drogę do profesury niejakiego ministra Krzysztofa Szczerskiego na pańskim uniwersytecie. Podobno była wyjątkowa i błyskawiczna.

  23. Prof. Zybertowicz jest ex-PZPR-owskim ekspertem od marksistowskiej (wł. marksistowsko-‎leninowskiej) historiografii. Doktoryzował się on jeszcze w PRL-u, w roku 1985, na podstawie ‎rozprawy p.t. „Problem stosowania teorii materializmu historycznego we współczesnej historiografii ‎polskiej”. Habilitował się już w tzw. wolnej czyli kapitalistycznej Polsce z rozprawy jeszcze bardziej ‎‎„ezoterycznej”, czyli zatytułowanej „Przemoc i poznanie: Studium z nie-klasycznej socjologii wiedzy”, ‎czyli z rozprawy, która nie spełnia warunku naukowości, jako iż przedstawione tam tezy ne dają się w ‎żaden sposób zweryfikować metodą empiryczną (eksperymentalną) czyli naukową. Jak to powiedział ‎Michael Faraday, jeden z najwybitniejszych fizyków nie tylko XIX wieku – „teoretyzują a nie ‎eksperymentują, a wynikiem są błędy”. Zybertowicz uważany jest też za twórcę sloganu i głównego ‎teoretyka tzw. układu polityczno-biznesowego, ale przecież to jest pomysł znacznie starszy niż jego ‎działalność „naukowa”, jako iż użyty on został już w roku 1961 przez ówczesnego prezydenta USA, ‎Dwighta Eisenhowera, w swej mowie pożegnalnej, czyli wygłoszonej na zakończenie swej ostatniej ‎kadencji jako prezydenta USA. Eisenhower użył tam terminu „kompleks militarno-przemysłowy” ‎‎(„military-industrial complex”): „In the councils of government, we must guard against the acquisition ‎of unwarranted influence, whether sought or unsought, by the military-industrial complex. The potential ‎for the disastrous rise of misplaced power exists and will persist. We must never let the weight of this ‎combination endanger our liberties or democratic processes. We should take nothing for granted. Only ‎an alert and knowledgeable citizenry can compel the proper meshing of the huge industrial and military ‎machinery of defense with our peaceful methods and goals, so that security and liberty may prosper ‎together.”‎
    Po polsku: ”W radach doradzających rządowi musimy strzec się przed nieuzasadnionymi wpływami, ‎czy to poszukiwanymi, czy też nie, przez kompleks militarno-przemysłowy. Potencjał do ‎katastrofalnego wzrostu niewłaściwej władzy istnieje i będzie trwał. Nigdy nie wolno dopuścić do tego, ‎aby waga tej kombinacji zagrażała naszym swobodom lub procesom demokratycznym. Nie ‎powinniśmy brać nic za pewne. Tylko czujni i kompetentni obywatele mogą wymusić pokojowymi ‎metodami właściwe działanie tej olbrzymiej sieci przemysłowej i militarnej maszynerii, aby ‎bezpieczeństwo i wolność mogły się razem rozwijać”.‎

  24. Olakier
    Skąd u Ciebie ta pewność, że nigdzie na świecie cywilizowanym nie można zostać owym tenured ‎professor zupełnie za friko? Czy możeś podać, z jakich źródeł korzystałeś, jakie badania ‎przeprowadziłeś, że wygłaszasz takie tezy z absolutną pewnością siebie?‎
    Lewy
    Bandyci zamieniają się w bohaterów i na odwrót, wraz ze zmianą w elitach wladzy. Prześledź np. dzieje ‎Hiszpanii, gdzie właśnie usuwają byłego prawicowego, faszystowskiego dyktatora, czyli F. Franco z ‎mauzoleum, które on dla siebie wybudował. Dawniej członkowie NSZ byli żołnierzami wyklętymi, a ‎dziś są nimi członkowie GL i AL. Przypominam też słynny proces papieża Formozusa, czyli np. tzw. ‎synod trupi, zwołany przez papieża Stefana VI w 897 w Rzymie w celu pośmiertnego osądzenia ‎papieża Formozusa. Podczas tego synodu papież Stefan VI kazał odkopać ciało swojego poprzednika ‎czyli Formozusa, aby postawić je przed sądem. Był to jeden z najbardziej makabrycznych i ‎najokrutniejszych procesów sądowych w dziejach – papież Stefan VI kazał wykopać z grobu ‎rozkładające się ciało swego zmarłego poprzednika Formozusa i postawić je przed sądem. W wyniku ‎tego kuriozalnego procesu nieboszczyka zdetronizowano, okrutnie znęcano się nad nim i ‎sprofanowano jego szczątki, aby finalnie pochować go w zbiorowej mogile dla bezdomnych i ‎bezimiennych. W tym celu wydobyto jego zwłoki z grobu i przyodziano w szaty pontyfikalne. ‎Następnie odcięto mu trzy palce służące mu do błogosławienia ludu, a po dokonaniu sądu ‎poćwiartowane zwłoki wrzucono do Tybru. Wydarzenie to spowodowało jednak wielkie oburzenie, ‎zwłaszcza wśród duchownych wyświęconych przez Formozusa. W sierpniu 897 Stefan VI został więc ‎aresztowany i uduszony. Jeszcze w tym samym roku jego następca czyli papież Teodor II unieważnił ‎‎„synod trupi”. Na jego polecenie szczątki Formozusa wyłowiono z rzeki i pochowano z należną czcią. ‎Z kolei kolejny papież, tym razem Sergiusz III (904-911) ponownie potępił Formozusa oraz unieważnił ‎wszystkie nadane przez niego święcenia i przy okazji pozbawił on urzędów dostojników kościelnych, ‎którzy otrzymali beneficja od potępionego papieża. Jak widzisz – nihil novi syn sole – dawni bohaterzy ‎staja się łotrami i na odwrót i to od dawien dawna.‎

  25. Szczerze mnie smuci pańskie lekkie podejście do patologii w polskiej nauce, Profesorze.
    Pański głód poklasku zniszczył już niejedną dobrą inicjatywę, polityczną, społeczną. Szkoda.

  26. Litwos
    Akurat słowa, że „premier Tusk powinien niezwłocznie podać się do dymisji, ze wstydu zapaść się pod ‎ziemię” są jak najbardziej słuszne w świetle całej, wrogiej Polsce i Polakom, działalności owego Tuska. ‎Jest to też wypowiedź publicystyczna a nie naukowa. Newtona pamiętamy też jako fizyka a nie jako ‎teologa, odróżniamy jego działalność naukową w dziedzinie fizyki od działalności pseudonaukowej w ‎dziedzinie teologii. Recenzja zaś nie musi być długa – jej długość regulują odnośne przepisy, a jeżeli ‎one nic na ten temat nie mówią, to recenzja może się składać z jednego słowa, np. tak lub nie, dobre ‎albo złe etc.‎
    Witold 9 października o godz. 18:06‎
    Jeśli jesteś aż tak drobiazgowy, to informuję Cię uprzejmie, że być może powinno być tam „dra” – skrót ‎od „doktora”. Po „dr” NIE piszemy zaś kropki, ale po „hab.” jak najbardziej tę kropkę piszemy. ‎Komputer nawet mi ją wstawia!‎
    Gsj
    Wczesne prace najbardziej chyba znanego polskiego socjologa, czyli Floriana Znanieckiego, też były ‎przelewaniem z pustego w próżne. Dopiero kiedy wyjechał on do USA, i poznał tam metodę naukową, ‎czyli empiryczną, to zasłynął na całym świecie na podstawie badań, które przeprowadził on z ‎Williamem I. Thomasem nad emigracją polskich chłopów (”The Polish Peasant in Europe and ‎America”- „Chłop polski w Europie i Ameryce”).‎

  27. Andrzej Falicz
    Otóż to. Czy tytuł profesorski Janowi Hartmanowi też przyznano na podstawie źle funkcjonującego ‎systemu recenzji? Czy Pan Gospodarz mógłby napisać o tym parę słów „obiektywnych”? Wikipedia ‎podaje, że Jan Hartman doktoryzował się na Uniwersytecie Jagiellońskim w roku 1995 na podstawie ‎pracy „Problematyka heurystyki filozoficznej”, a stopień doktora habilitowanego uzyskał on również ‎na Wydziale Filozoficznym UJ w roku 2001 w oparciu o rozprawę zatytułowaną „Techniki ‎metafilozofii”, zaś w roku 2008 otrzymał on od Lecha Kaczyńskiego, ówczesnego prezydenta RP, tytuł ‎naukowy profesora nauk humanistycznych. A przecież żadna z w/w prac prof. Hartmana nie spełnia ‎warunków naukowości, jako iż żadna z postawionych tam przez niego tez nie jest weryfikowalna ‎metodą naukową czyli empiryczną (doświadczalną). Jak to mówią Anglicy – „a pot calling the kettle ‎black”. :-(‎

  28. Tad. R. 10 października o godz. 9:51
    Kolejny, złośliwy a zakompleksiony troll na tym blogu. 🙁

  29. Ontario 10 października o godz. 8:45‎
    W nauce nie liczy się ilość pozytywnych opinii, a tylko obiektywne wyniki eksperymentów. Aż do ‎Kopernika wszyscy astronomowie zgodnie twierdzili, że Ziemia jest środkiem Wszechświata, że ‎wszystko inne (gwiazdy, planety, komety) się wokół niej porusza. Tak więc ilość publikacji na temat ‎Hitlera, a jest ona ogromna, nie dowodzi wielkości tegoż Fuehrera, ilość wydań „Mein Kampf” też tego ‎nie dowodzi, podobnie jak ogromna ilość tłumaczeń „Mein Kampf” na języki obce, w tym na polski, ‎milionowe nakłady tegoż „Mein Kampf” ani też ekstatyczne opinie czytelników „Mein Kampf”. ‎Najbardziej popularne w literaturze są zresztą na ogół pozycje wręcz grafomańskie, typu „Trędowatej” ‎Mniszkówny czy też tzw. Harlekinów. Popularność danego dzieła literackiego a nawet opinie krytyków, ‎nie mają z reguły nic wspólnego z wartością artystyczną danego dzieła, a nawet można pokusić się o ‎postawienie tezy, że im gorsza jest np. dana powieść, tym większą będzie się ona cieszyć ‎popularnością. To jest taka wariacja na temat prawa Greshama-Kopernika: tak samo jak zły pieniądz ‎kruszcowy wypiera z obiegu dobry, to złe dzieła literackie wypierają z obiegu dobre, a poza tym, to jak ‎to już mawiali starożytni Rzymianie, „de gustibus non disputandum est” („gusty nie podlegają ‎dyskusji”, „w sprawach smaku, gustów, upodobań etc. nie należy dyskutować”), a jeszcze wcześniej ‎starożytni Grecy zauważyli, iż „piękno jest w oku patrzącego”. Po angielsku znamy to jako „beauty is ‎in the eye of the beholder”. Szekspir napisał bowiem już w roku 1588 w swej wczesnej komedii ‎‎„Love’s Labours Lost” (“Stracone zachody miłości”):‎
    Good Lord Boyet, my beauty, though but mean,‎
    Needs not the painted flourish of your praise:‎
    Beauty is bought by judgement of the eye,‎
    Not utter’d by base sale of chapmen’s tongues”‎
    Co można przetłumaczyć z grubsza na:‎
    ‎„Dobry Panie Boyet, moja uroda, choć marna (taka sobie, przeciętna),‎
    Nie potrzebuje pomalowanego rozkwitu twojej pochwały:‎
    Piękno kupuje osąd oczu,‎
    Niewymawianego przez jęzory wędrownych handlarzy”.‎
    Pozdrawiam,‎
    LK

  30. JK
    9 października o godz. 16:30

    Skąd więc wiesz, że żył Piłsudski, że był Litwinem, że dokonał zamachu?

    Skoro piszesz:
    „Historia, szczególnie zaś nowożytna, w oczywisty sposób, nie jest nauką w sensie „science” jako iż ‎jej twierdzeń nie da się, przynajmniej do wynalezienia czegoś w rodzaju wehikułu czasu (time ‎machine), zweryfikować metodą naukową, czyli empiryczną.”

  31. Panie profesorze,
    Czy naprawdę muszą tu figurować takie wpisy jak:
    degol 9 października o godz. 18:34
    JK
    9 października o godz. 15:10
    … nędzna kreatura i odwracanie kota ogonem czyli gebelsówa bezradnego ciula…
    MD 9 października o godz. 18:36
    JK
    8 października o godz. 17:00 Oddałeś głos na ten komentarz
    MD 8 października o godz. 13:06‎
    … widzę żeś bezmózg… nie nowina
    Link: https://hartman.blog.polityka.pl/2018/09/30/do-boju-z-kosciolem

  32. turkmen 10 października o godz. 9:52 pyta, czy bedac profesorem jest sie lepszym obywatelem i czlowiekiem ?
    Odpowiedzi typu „tak lub nie,” trafnej dla wszystkich osób z tytułem profesorskim być nie może, tak jak nie może jej być dla dowolnego innego tytułu czy zawodu. Ale jakoś tak się kiedyś utarło, że od ludzi wykształconych możemy i musimy więcej wymagać…. Choćby dlatego, że kiedyś szkoła nie tylko nauczała, ale i wychowywała człowieka, a wiedzy kierunkowej towarzyszyła większa wiedza ogólna i umiejętność korzystania z własnego rozumu. Dlatego co uchodziło w oczach społeczeństwa rakarzowi czy czyścicielowi kanałów, szokowało i było nieakceptowalne w wykonaniu człowieka z tytułem naukowym, lub wykonującego zawód zaufania społecznego. Dziś, może za sprawą wyżej opisanych kosmitów Lewego, profesor grzebiący na sali sejmowej w talerzu sałatki już jest przez ogół tę salę zapełniający uznawany za widok zwyczajny – co innego gdyby spożywać taką samą sałatkę gdzieś w kącie odważył się jakiś instalator czy sprzątacz sejmowy, wtedy z pewnością byłby przez tenże ogół potępiony.
    Turkmenowi mogę jedynie odpowiedzieć „chciałbym móc wierzyć, że będąc profesorem jest się lepszym człowiekiem”

  33. Ontario 10 października o godz. 8:45‎
    W nauce nie liczy się ilość pozytywnych opinii, a tylko obiektywne wyniki eksperymentów. Aż do ‎Kopernika wszyscy astronomowie zgodnie twierdzili, że Ziemia jest środkiem Wszechświata, że ‎wszystko inne (gwiazdy, planety, komety) się wokół niej porusza. Tak więc ilość publikacji na temat ‎Hitlera, a jest ona ogromna, nie dowodzi wielkości tegoż Fuehrera, ilość wydań „Mein Kampf” też tego ‎nie dowodzi, podobnie jak ogromna ilość tłumaczeń „Mein Kampf” na języki obce, w tym na polski, ‎milionowe nakłady tegoż „Mein Kampf” ani też ekstatyczne opinie czytelników „Mein Kampf”. ‎Najbardziej popularne w literaturze są zresztą na ogół pozycje wręcz grafomańskie, typu „Trędowatej” ‎Mniszkówny czy też tzw. Harlekinów. Popularność danego dzieła literackiego a nawet opinie krytyków, ‎nie mają z reguły nic wspólnego z wartością artystyczną danego dzieła, a nawet można pokusić się o ‎postawienie tezy, że im gorsza jest np. dana powieść, tym większą będzie się ona cieszyć ‎popularnością. To jest taka wariacja na temat prawa Greshama-Kopernika: tak samo jak zły pieniądz ‎kruszcowy wypiera z obiegu dobry, to złe dzieła literackie wypierają z obiegu dobre, a poza tym, to jak ‎to już mawiali starożytni Rzymianie, „de gustibus non disputandum est” („gusty nie podlegają ‎dyskusji”, „w sprawach smaku, gustów, upodobań etc. nie należy dyskutować”), a jeszcze wcześniej ‎starożytni Grecy zauważyli, iż „piękno jest w oku patrzącego”. Po angielsku znamy to jako „beauty is ‎in the eye of the beholder”. Szekspir napisał bowiem już w roku 1588 w swej wczesnej komedii ‎‎„Love’s Labours Lost” (“Stracone zachody miłości”):‎
    Good Lord Boyet, my beauty, though but mean,‎
    Needs not the painted flourish of your praise:‎
    Beauty is bought by judgement of the eye,‎
    Not utter’d by base sale of chapmen’s tongues”.‎
    A co można przetłumaczyć z grubsza na:‎
    ‎„Dobry Panie Boyet, moja uroda, choć marna (taka sobie, przeciętna),‎
    Nie potrzebuje pomalowanego rozkwitu twojej pochwały:‎
    Piękno kupuje osąd oczu,‎
    Niewymawiany przez jęzory wędrownych handlarzy”.‎
    Pozdrawiam,‎
    LK

  34. turkmen
    10 października o godz. 9:52

    … ale patrz, turkmen, z drugiej strony tylu kolesi bez tytułu profesora, ale jakich подхуящих… zatem reguły nie ma a nic bardziej przerażającego od dyplomowanego matoła… e.g. mgr Szy., dr Du., prof. Paw.
    Nie znam wyników badań korelacji natężenia głupoty i poziomu formalnego wykształcenia…
    A high IQ doesn’t mean you’re smart.

  35. „Acht und achtzig Professoren und Vaterland, Du bist verloren”.
    Otto Eduard Leopold Fürst von Bismarck und Herzog von Lauenburg.

  36. Andrzej Falicz
    10 października o godz. 0:43
    To, że jesteś tępym bydlakiem, wiadomo od dawna, ale, żeby aż takim skurwysynem, to się w głowie nie mieści. Kto cię urodził kanalio?

  37. Od wielu lat interesuje mnie problem zacofania , od kilkuset lat ,Polski do Niemiec!
    Wg. mnie istnieja 3 podstawowe przyczyny :
    1.totalna,do granic debilizmu centralizacja wladzy w wiosce otiomkina Warszawie!Jak ktos ma inne zdanie czekam na przyklady krajow tak zarzadzanych?
    2.ustawienie szkolnictwa na przecietniakow i totalna centralizacja j. w.
    3.kapital panstwowy wmieszany do przemyslu.Chyba chodzi o stanowiska dla warszafiakow
    Dyskusja na te tematy , o ile mnie pamiec nie myli , nie odbyla sie np. w Polityce od 1957!Dlaczego? Bo Polityka ma swa siedzibe w wiosce Potiomkina!
    Te rozdawanie tytulow ma zwiazek z tymi 3 punktami ; j.w., ale tego nie chcecie zrozumiec i zawsze , jak sie kiedys mawialo , dyskutujecie na tematy zastepcze przy ktorych oprocz opluwania niewiele trzeba wiedziec , np.,krk=typowy przyklad!

  38. Poniewaz temat nie typowy , musi byc cenzura, p.Hartman , co?

  39. Historia Polski…

    NIENAWIDZĘ POLSKI
    nienawidzę naszego kraju za pogodę!!!! jak mnie wkurwia ta pogoda – ciągle niestała jak kobieta 🙂 w przeciągu półgodziny może padać, świecić słońce, a potem śnieżyć. masakra!!!! marzy mi sie gorąca Hiszpania – tam przynajmniej pogoda w miarę stabilna i przewidywalna. quiero ir a Espana el verano 🙂

    poza tym wkurzają mnie pracownicy ochrony w Rossmanie – nie wiem czemu, ale ciągle za mną chodzą i patrzą, czy nie kradnę!!! boże, czy ja wyglądam na złodziejke? zdarza mi sie czasem wejsć bez koszyka (bo nie lubię brać koszyka jak ide po mała rzecz, np. chusteczki). dzis do byl juz szczyt bezczelnosci. mialam koszyk i stalam dosc dlugo przy żelach pod prysznic, bo sie zastanawialam co wybrac (i tak nie kupilam) po chwili podeszła pani ochroniarka i beczelnie patrzyla mi na rece!!!! uciekłam w drugi kąt sklepu 🙂

    aha i wkurza mnie jeszcze jedna rzecz – panie, ktore sprzątają w Starym Browarze (www.starybrowar.pl). ciągle za mną chodza ze szczotkami i poleruja podłogę, gdy po niej przejde. przeciez ja nie brudze tak strasznie!!!z reszta one tak za kazdym chodza!!!!

    co za kraj!!!!

    środa, 26 marca 2008, annataylor”

    środa, 26 marca 2008, annataylor

  40. Zybertowicz jest takim profesorem, jak A. Duda prawnikiem.

  41. P.Hartman:przepraszam .Tym razem za kilka minut opublikowane:Dziekuje !

  42. off topic
    ————————–
    Klesze skurwiele…

    Otwock. Gwałt na 11-latku
    Ksiądz G.K.

    Skazany w 2014 roku za molestowanie i zgwałcenie 11-letniego chłopca.
    Ksiądz skazany w aferze pedofilskiej ma nową funkcję. Grzegorz K. pracuje w diecezji warszawsko-praskiej.

    Bażyny. Molestowanie 8 dziewczynek
    Ksiądz katecheta skazany w 2018 za molestowanie 8 dziewczynek poniżej 15 roku życia na 2 lata pozbawienia wolności w zawieszeniu na 5 lat
    .
    (w parafiach Garbno i Bażyny).

    Gdynia. Molestowanie harcerzy
    Ksiądz harcmistrz W.L. molestował w lipcu 2017 dwóch harcerzy. Przyznał się do winy, czeka na wyrok
    .

    Kołobrzeg. Molestowanie chłopców
    Ksiądz Z.R. skazany w 2012, wyrok: 2 lata pozbawienia wolności
    . Molestował chłopców na plebanii w wieku 12 i 14 lat. Z aktu oskarżenia wynikało, że Z.R. w 2000 i 2001 roku wielokrotnie doprowadził chłopców do poddania się czynnościom seksualnym. Musi zapłacić 50 tys. zł.

    Stargard. 13-latka gwałcona i bita
    Ks. R.B. skazany w 2010 na 4 lata za wielokrotne gwałty na 13-letniej dziewczynce
    . Cały proceder trwał kilkanaście miesięcy, przez które poszkodowana była również odurzana lekami, bita i zastraszana.

    Początkowa kara 8 lat więzienia została obniżona ze względu na „ograniczoną poczytalność”. Oprawca po odbyciu wyroku nadal zachował stan kapłański i został umieszczony w domu księży emerytów w podpoznańskim Puszczykowie. Dopiero po reportażu w „Dużym Formacie” i założeniu sprawy o odszkodowanie został wydalony ze stanu kapłańskiego.
    Sprawa zakończyła pierwszym w Polsce przyznaniem odszkodowania w wysokości miliona złotych i dożywotniej renty od instytucji kościelnej, zamiast jak do tej pory – od osoby fizycznej.

    Bojano. Molestowanie i rozpijanie
    Ksiądz proboszcz M.B. został skazany w 2011 roku za molestowanie i rozpijanie piętnastolatki na 1 rok i 4 miesiące
    .

    Krosno Odrzańskie. 15-latka zaszła w ciążę
    Ksiądz katecheta przeniesiony z Wałbrzycha, gdzie molestował 15-latkę, która zaszła w ciążę i urodziła dziecko
    .

    Nowy Targ. Molestowanie
    Ksiądz M. oskarżony o molestowanie dziewczynek w wieku od 9 do 12 lat
    . Sprawa w toku. Do przestępstwa miało dochodzić w okresie od czerwca 2014 do września 2016 roku.

    Polska i Dominikana
    Ksiądz W. G. molestował dziecko w podwarszawskiej szkole specjalnej. Później molestował kilkadziesiąt dzieci na Dominikanie, co skończyło się głośnym skandalem. W 2013 dostał wyrok 7 lat więzienia
    .

    Węgrów. Romans z matką, molestowanie dziecka
    Ksiądz wikary J.W. skazany w 2012 na rok w zawieszeniu za molestowanie 15-latki w Sarnakach
    . Ksiądz rozkochał w sobie dziewczynkę. Namawiał ją do seksu. Jednocześnie wdał się w romans z jej matką.

    Z uzasadnienia wyroku Sądu Rejonowego w Siedlcach w sprawie ks. W. czytamy: „Wielokrotnie dotykał rękami jej piersi, narządów płciowych, był nachalny. Podczas jednego ze spotkań zaproponował odbycie stosunku seksualnego przerywanego bądź w prezerwatywie. Pokrzywdzona nie wyraziła na to zgody”.

    W 2018 trafił do parafii w Węgrowie, gdzie jest również kapelanem szpitalnym”.

    cdn

  43. JK
    10 października o godz. 11:32

    Mój wpis dotyczył twojej wypowiedzi o Mickiewiczu: poecie, wieszczu. Nie rozumiem więc, z jakiego powodu przywołujesz Hitlera, Kopernika i in. Czy Hitler był genialnym poetą? Mickiewicz będzie czytany, podziwiany, publikowany, tłumaczony, interpretowany przez tysiąclecia, podczas gdy podane przez ciebie przykłady (dzieła literackie) rozpadną się w pył i nikt o nich nigdy nie wspomni.

  44. @JK 10 października o godz. 12:24
    Powiedzonka które Żelaznemu Kanclerzowi przypisałeś nie mogłem znaleźć na stronach niemieckojęzycznych mu poświęconych – na polskich owszem. Niemcy wspominają taki bonmot, ale tam są wpierw prawnicy wymienieni, a źródłem miała być jakaś gazeta, nie kanclerz.

  45. xpawelek 10 października o godz. 15:48‎
    Naucz się wreszcie pisać po polsku. Tego uczą w Polsce za darmo w szkołach dla dorosłych.‎

  46. Ontario 10 października o godz. 11:22‎
    To wiem z dokumentów źródłowych. Historia nie jest nauką, ale jej nauki pomocnicze, takie jak ‎archeologia czy archiwistyka są naukami.‎

  47. Ontario 10 października o godz. 11:22‎
    Dokładniej – to wiem z dokumentów źródłowych. Historia nie jest nauką, ale jej dyscypliny pomocnicze, takie jak ‎archeologia czy archiwistyka są naukami.‎

  48. @Tomasz Wysocki 14:59
    A mnie się podoba styl i agrumentacja Andrzeja Falicza.

  49. A tymczasem w klerykalnej Polsce kolejny popis „niezależnego”, „prawego” i „sprawiedliwego” sądownictwa:
    fragment wiadomości:
    cyt: „Jerzy Urban został dziś skazany za obrazę uczuć religijnych na 120 tys. zł grzywny i pokrycie kosztów sądowych w wysokości 28 tys. zł.
    Za wydrukowany w „NIE” niewinny obrazek zdziwionego Jezusa dostał karę 3 razy wyższą niż chciała prokurator – i najwyższą w historii Polski za tego typu „przestępstwo”.
    Po raz kolejny przekonujemy się, że żyjemy w państwie wyznaniowym!”

    ps:
    „Chciałabym poznać nazwisko sędziego lub sędzi który/która wydali ten wyrok i treść uzasadnienia bo jak można obrazić uczucia religijne wyznawców postaci bajkowej, która w rzeczywistości nigdy nie istniała.
    Nawet jeden z głównych watykańskich pasożytów zwanych „papieżami” stwierdził wprost:
    „… Nie mogę wyjść ze zdumienia, gdy myślę, ile dla nas, dla kościoła – zarobiła głupiutka bajeczka o Jezusie.”
    /papież Leon X (1475 – 1521)/

    Całe zło, które dzieje się w klerykalno-wyznaniowej Polsce spowodowali wszyscy rządzący Polską od 1989 roku do dziś włącznie oraz uczestnicy okrągłego stołu.
    Wszyscy oni czyli prezydenci, premierzy, senatorzy, posłowie i inne urzędasy do sołtysów włącznie powinni stanąć przed sądem za kolaborację z watykańskim okupantem czyli za zdradę Polski i Polaków.
    Przed sądem powinni stanąć również złodzieje, oszuści i pedofile w koloratkach i w habitach czyli urzędnicy watykańskiego okupanta okradający, ogłupiający i gwałcący społeczeństwo polskie psychicznie i fizycznie.

    Uważam, że pan Jerzy Urban powinien odwołać się do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości bo dzięki temu sprawę wygra a cywilizowany świat znów się głośno zaśmieje z polskich idiotyzmów i idiotów.
    Mam nadzieję, że popularność tygodnika NIE – tego niezależnego, antyklerykalnego i antyreligijnego medium wzrośnie a co za tym idzie coraz więcej ludzi dowie się prawdy o watykańskim okupancie Polski i o rządzących nią religijnych lobbystach kleru.
    Należy pamiętać, że wszystkie religie, ich kościoły, kler i ich wierni to cywilizacje zła i śmierci.
    Najwięcej ludzi zostało wymordowanych w imię nieistniejących bogów niż jakiegokolwiek innego powodu.

    ps:
    Czy nie było by dobrze żeby takich kolaborantów i kolaborantki jak na przykład Sobecka, Kempa, Nowak i innych im podobnych ukarać?
    Przecież kiedyś za kolaborację z okupantem w różny sposób srogo karano.
    Popieram tygodnik NIE i pozdrawiam pana J.Urbana oraz całą Redakcję.”

  50. „Moje ateistyczne, estetyczne i etyczne uczucia obrażają krzyże, którymi upstrzone są ściany i mury państwowych budynków i instytucji.
    Krzyż to narzędzie zbrodni, narzędzie służące do karania ludzi śmiercią, ale
    dla katolickiego kleru i jego wiernych krzyż jest symbolem „piękna i miłości”…
    Cóż za zwyrodnienie uczuć, fałszerstwo prostej symboliki dobra i zła, potwierdzenie barbarzyństwa i szkodliwości religii, która w swoich dogmatach i głównych kanonach sprzyja każdemu złu, usprawiedliwia to zło i go „rozgrzesza” nazywając to zło „pięknem i najwyższą wartością”.

    Ludzie w strasznych cierpieniach umierali z rąk szerzących (w imię swojego mitycznego boga) religijne bajki i gusła.
    Krzyż jest symbolem śmierci i okrucieństwa i dla ludzi wrażliwych i sprawiedliwych jest obrazą ich uczuć estetycznych.

    Niech sobie jego wyznawcy czczą go w swoich miejscach kultu lub prywatnie, ale nie w miejscach publicznych, bo to obraza logicznego myślenia i hamulec cywilizacyjnego postępu.
    Kler i jego lobbyści „ukrzyżowali” Polskę i należy Ją jaknajszybciej odkrzyżować.

    PS:
    Popieram ateistyczną i antyreligijną działalność Red.Jerzego Urbana.
    Jako ateista i zwolennik świeckości państwa uważam, że
    w zindoktrynowanej religijnie Polsce cała władza należy do kleru i jego niewolników, lobbystów kk.
    Prezydenci, premierzy, ministrowie, senatorowie, posłowie i inne urzędasy płci obojga to wszystko ludzie wierzący, katolicy rządzący pod dyktando kleru.

    Kler wspólnie z każdą władzą od 1989 roku do dziś włącznie dba o intelektualne i ekonomiczne zacofanie społeczeństwa czerpiąc z tego procederu olbrzymie korzyści.
    Precz z taką władzą, precz z konkordatem, precz z religią, precz z klerem!”

  51. Xpawelek 10 października o godz. 15:48‎
    To rzekome zacofanie Polski w stosunku do Niemiec polega głównie na tym na tym, że Niemcy miały ‎przed wojną i podczas wojny dyktaturę prawdziwie faszystowską, dziesiątki obozów zagłady i jeszcze ‎więcej obozów koncentracyjnych, a Polska miała tylko faszyzującą Sanację, ani jednego obozu zagłady ‎i tylko jeden obozik koncentracyjny. Dalej – w Niemczech kapitał państwowy jest tradycyjnie bardzo ‎silny. Państwowa jest tam np. kolej (DB) i lotnictwo (np. Lufthansa). Sporo firm przemysłowych z VW ‎na czele należy w Niemczech do państwa, podobnie jak np. banki takie jak Deutsche Bank etc. A co do ‎tytułomanii, to w Niemczech osiągnęła ona rozmiary wielokrotnie większe niż w Polsce, co zauważył ‎nawet sam Bismarck.‎

  52. „Na konferencji „Rola Kościoła katolickiego w procesie integracji europejskiej” mówca Donald Tusk wychwalał geniusz Jana Pawła II.
    Tego od stosowania Crimen Sollicitationis, rozzuchwalającego kler, tego, który spowodował oddanie Polski w ręce Watykanu.
    Macie swojego prezydenta na białym koniu, świeckie państwo i alternatywę dla PiS.”
    /Daniel Tokar/

    ps:
    Miałam rację pisząc, że Tusk to szubrawiec i pachołek kleru.

  53. xpawelek

    Masz starą wersję tłumacza google…

  54. Za mocno, za mocno pan, panie Janie Hartmanie, MILCZY w sprawie zakazu Marszu Równości w Lublinie. Czyżby dlatego, że zakazujący jest z PO, partii tak bliskiej sercu pana Jana Hartmana? Partii oświeconych wolnościowych demokratów…

  55. Wszystkich zainteresowanych informuję, że artykuł 196 kodeksu karnego o „obrazie uczuć religijnych” wprowadził w życie premier rządu RP Włodzimierz Cimoszewicz (SLD) 02 sierpnia 1997 roku wraz z ministrem sprawiedliwości L.Kubickim (SLD) i z koalicjantami z PSL, których na stanowiska premiera i ministrów mianował ówczesny prezydent RP A.Kwaśniewski (SLD), który w tym samym roku ratyfikował wiernopoddańczy Watykanowi konkordat.

    https://prawo.money.pl/kodeks/karny/czesc-szczegolna/rozdzial-xxiv-przestepstwa-przeciwko-wolnosci-sumienia-i-wyznania/art-196

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Rz%C4%85d_W%C5%82odzimierza_Cimoszewicza

    Obecnie tak W.Cimoszewicz jak A.Kwaśniewski oraz katolickki SLD popierają prokościelną religijną sektę Tuska i Schetyny PO i pomagają jej w ponownym objęciu władzy żeby znów mogli dzielić się z pedofilskim klerem wspólnym korytem władzy i dobrobytu.
    Do tego towarzystwa lobbystów kościoła dołączyła ostatnio Barbara Nowacka i Katarzyna Lubnauer.
    Wszyscy oni kumają się z PiSem zwierając szeregi zwolenników totalitarnego państwa kościelnego.

  56. doktor Rydzyk i wszystko jasne.

  57. JK
    10 października o godz. 19:32

    No, tak, tak. Historycy nie sięgają do źródeł. A ty sięgasz, przejrzałeś archiwa, księgi parafialne, dokumenty policyjne zaborców (czyli, jak piszesz, materiały źródłowe) i w ten sposób uzyskałeś wiedzę o Piłsudskim. Już cię kapuję.

  58. Ontario 10 października o godz. 18:41‎
    Przywołuję zarówno pisarzy politycznych, takich jak Hitler, oraz naukowców, takich jak Kopernik. ‎Hitler oczywiście nie był genialnym poetą, ale uważał siebie za genialnego malarza i na 100% był ‎genialnym politykiem, mistrzem propagandy, socjotechniki, erystyki i kłamstwa a jego przemówienia ‎były wręcz genialne, jako że pociągnęły za nim prawie 80 milionów Niemców oraz miliony ‎Austriaków, Francuzów, Hiszpanów, Holendrów, Belgów, Norwegów, Ukraińców, Chorwatów, ‎Węgrów, Rumunów, Bułgarów etc. Był to oczywiście geniusz zła, ale tak jak Ahura Mazda i Aryman są ‎dwoma obliczami tego samego boga, to geniusz może być zarówno dobry jak i zły. I skąd u ciebie ta ‎pewność, że Mickiewicz będzie czytany, podziwiany, publikowany, tłumaczony, interpretowany przez ‎tysiąclecia? Masz maszynę czasu czy co?‎

  59. Ontario 10 października o godz. 18:41‎
    Przywołuję zarówno pisarzy politycznych, takich jak Hitler, oraz naukowców, takich jak Kopernik. ‎Hitler oczywiście nie był genialnym poetą, ale uważał siebie za genialnego malarza i na 100% był ‎genialnym politykiem, mistrzem propagandy, socjotechniki, erystyki i kłamstwa a jego przemówienia ‎były wręcz genialne, jako że pociągnęły za nim prawie 80 milionów Niemców oraz miliony ‎Austriaków, Francuzów, Hiszpanów, Holendrów, Belgów, Norwegów, Ukraińców, Chorwatów, ‎Węgrów, Rumunów, Bułgarów etc. Był to oczywiście geniusz zła, ale tak jak Ahura Mazda i Aryman są ‎dwoma obliczami tego samego boga, to geniusz może być zarówno dobry jak i zły. I skąd u ciebie ta ‎pewność, że Mickiewicz będzie czytany, podziwiany, publikowany, tłumaczony, interpretowany przez ‎tysiąclecia? Masz maszynę czasu czy co?‎
    Pozdrawiam!

  60. Woytek 10 października o godz. 20:03‎
    De gustibus non est disputandum.‎

  61. Ontario 11 października o godz. 13:09‎
    Publiczne propagowanie zboczeń seksualnych powinno być zakazane.‎

  62. Ateista 11 października o godz. 23:37 i 10 października o godz. 20:45‎
    Religianci twierdzą, że ateizm jest rodzajem religii czy też wiary religijnej, konkretnie wiary w ‎nieistnienie boga czy też bogów. Tak więc z artykuł 196 kodeksu karnego o „obrazie uczuć religijnych” ‎można ścigać także tych, którzy stawiając i utrzymując kościoły, cerkwie, zbory, meczety czy tez inne ‎bóżnice obrażają moje uczucia antyreligijne, konkretnie moją głęboką a szczerą niewiarę w Jehowę ‎‎(JHWH), Allacha, Buddę, Ahurę Mazdę, Arymana, Manitou czy też każde inne Mzimu, np. Jezusa.‎

  63. Dino77 10 października o godz. 19:25‎
    Powiedzenie „Acht und achtzig Professoren und Vaterland, Du bist verloren” jest powszechnie ‎przypisywane Bismarckowi. Cytuję z Wikipedii: Ze względu na swój skład (głównie adwokaci i ‎profesorowie), Zgromadzenie Narodowe (mowa tu o Parlamencie Frankfurckim z roku 1848) było ‎często lekceważąco nazywane „Professorenparlament“ („Parlament Profesorów”) i wyśmiewane takimi ‎wierszykami jak „Dreimal hundert Advokaten – Vaterland, du bist verraten; dreimal hundert ‎Professoren – Vaterland, du bist verloren!” czyli „Trzy razy po sto prawników – Ojczyzno, jesteś ‎zdradzona; trzy razy po sto profesorów – Ojczyzno, jesteś zgubiona” ‎‎(https://en.wikipedia.org/wiki/Frankfurt_Parliament).‎
    W dyskusji do hasła pl.wikiquote.org/wiki/Otto_von_Bismarck napisano: „Można znaleźć ten cytat w ‎wielu wersjach. Może być 100 (300) profesorów, może być 88 (głównie w polskojęzycznych ‎źródłach), 75, 77, 99, 48, 150, 120, 44, 24. Skrzydlate słowa podają np., że 88. Raczej jest zgodność, ‎że powiedzenie pochodzi od anonimowego autora i dotyczy wspomnianego parlamentu ‎frankfurckiego.”‎

  64. josif2 12 października o godz. 0:13 Oddałeś głos na ten komentarz‎
    Niebawem Święty za życia profesor zwyczajny doktor habilitowany Ojciec Dyrektor.‎

  65. Ateista :jestes zacofany z ta krytyka religii:zagrozeniem jest dla nas , mieszkancow Europy , glownie Zachodniej , islam! Znam problem az za dobrze i jak was czytam , krytykow kosciolow chrzescianskich , to wydaje mi sie ze cofam sie do sredniowiecza , lub co gorzej, do 19 wieku!
    Ale Pan wie lepiej:nawet tego Pan nie wie ze gdybys mieszkal w kraju islamskim , za krytyke islamu w najlepszym wypadku wsadzono by Pana do lochu , w najgorszym zostalbys ukamieniowany!
    W 2017 w krajach walczacego islamu zamordowano 37.000 ludzi! Tobie wolno podskakiwac i jeszcze znajdujesz posluch u niezorientowanych! To zawdzieczasz ludziom i religii ktorych tak nienawidzisz!Nie nauczono cie krytycznie myslec!

  66. Moja odp.JK ocenzurowano:dlaczego????Znowu jak za komuny: musi byc po linii i na bazie, co?!

  67. Ontario 12 października o godz. 14:17‎
    Historycy znani są z bardzo wybiórczego korzystania ze źródeł i bardzo dowolnej ich interpretacji. ‎Znam to doskonale na przykładzie historii NSZZ Solidarność, jako że byłem aktywnym członkiem ‎najpierw NSZZ Mazowsze, a później NSZZ Solidarność, który „wchłonął” ów związek Mazowsze i ‎kiedy porównuję to, co obserwowałem z tym co o powstaniu Solidarności piszą współcześni historycy ‎z IPN , to odnoszę wrażenie, że piszą oni o jakiejś innej, wirtualnej Solidarności, która istnieje tylko w ‎ich wyobraźni. Przecież ponad 99% członków Solidarności nie interesowała się tzw. wielką polityką, ‎czyli stosunkami międzynarodowymi, sprawą tzw. więźniów politycznych, czyli chuliganów którzy ‎uważali, że zostali skazani za ich rzekomą dzielność polityczną etc. a tylko sprawy codzienne, ‎materialne, takie jak zapatrzenie sklepów, zarobki, stosunki w pracy etc. I tak się właśnie tworzy ‎historie, fałszując ją, usuwając z akt niewygodne dokumenty (tak jak to uczynił TW Bolek kiedy został ‎prezydentem RP), fałszując zeznania świadków i interpretując fakty tak, aby ta interpretacja zadawalała ‎przełożonych historyków dokonujących tych manipulacji. Dlatego też twierdzę, że historia nie jest ‎nauką i że aby mogła ona zostać nauką, to potrzebna jest nam machina do podroży w przeszłość, ‎oczywiście tylko w charakterze biernych obserwatorów, tak, aby nie naruszyć przy tym praw ‎przyczynowości, w tym szczególnie praw termodynamiki.‎

  68. Xpawelek ‎ ‎12 października o godz. 21:01‎
    Odróżnij merytoryczną odpowiedź od chamskiego ataku ad personam i zniesławienia.‎

  69. Xpawelek 12 października o godz. 15:31‎
    ‎1. Niemcy zawsze były w Europie Centralnej (Mitteleuropa) a nie Zachodniej i zawsze były one oraz ‎dalej są największym problemem tego regionu, państwem, które rozpoczęło dwie najbardziej krwawe ‎wojny w dziejach nie tylko Europy ale i całego Świata. Niemcy i osoby takie jak ty, czyli uważające się ‎za Niemców, nie mają więc żadnego prawa wypowiadać się na jakkolwiek tematy związane z pokojem ‎i bezpieczeństwem w Europie i na Świecie.‎

  70. Xpawelek 12 października o godz. 15:31‎
    ‎2. Poza tym, to każda religia oparta jest na oszustwie, na wmawianiu ludziom istnienia tego czego nie ‎ma i być nie może, czyli boga lub bogów i czerpaniu z tego korzyści materialnych oraz władzy, a więc ‎każda religia jest złem: zarówno te wywodzące się z pnia żydowskiego czyli mojżeszowego a więc ‎judaizm, chrześcijaństwo i islam jak też i pozostałe religie, takie jak np. buddyzm czy hinduizm, z tym, ‎że największe zło w dziejach ludzkości wyrządziły jednak religie wywodzące się z pnia mojżeszowego, ‎a szczególnie zaś chrześcijaństwo w swej rzymskokatolickiej odmianie (inkwizycja, popieranie ‎agresywnych wojen , popieranie kolonializmu oraz faszyzmu w tym szczególnie nazizmu, poparcie dla ‎pedofili w sutannach etc. etc.).‎
    ‎3. Przypominam ci, że nawet w tak obecnie wysławianej pod niebiosa konstytucji 3 maja, odstępstwo ‎od katolicyzmu rzymskiego czyli apostazja była przestępstwem kryminalnym. Cytuję z I. RELIGIA ‎PANUJĄCA: „Religią narodową panującą jest i będzie wiara święta rzymska katolicka ze wszystkimi ‎jej prawami; przejście od wiary panującej do jakiegokolwiek wyznania jest zabronione pod karami ‎apostazji.” A za zaprzeczenie wierze chrześcijańskiej i wystąpienie ze wspólnoty kościoła rzymskiego ‎groziła wtedy w Polsce nawet kara śmierci. Pierwszym poświadczonym źródłowo przypadkiem ‎ukarania osoby, która odstąpiła od wiary chrześcijańskiej była sprawa urodzonej ok. 1460 r. ‎krakowskiej mieszczki Katarzyny Weiglowej – córki Stanisława Zalasowskiego, wdowy po Melchiorze ‎Weiglu, kupcu i członku rady miejskiej Krakowa. Dnia 19 kwietnia 1539 roku Weiglową spalono na ‎stosie na krakowskim rynku, po tym jak dokonała ona aktu apostazji i przyjęła judaizm. Kobiecie ‎stawiano także zarzut antytrynitaryzmu, a więc zaprzeczenia dogmatowi o Trójcy Świętej. W roku 1611 ‎głośna stała się zaś sprawa Franco de Franco – Włocha, który przyjął kalwinizm kosztem katolicyzmu, ‎w duchu którego został wychowany. Za krytykę procesji Bożego Ciała w Wilnie został on ujęty i ‎oskarżony o bluźnierstwo. Następnie pozbawiono go języka, porąbano i spopielono. W tym samym ‎roku, za bluźnierstwo religijne, czyli negowanie dogmatu o Trójcy Świętej, język obcięto także Iwanowi ‎Tyszkowicowi, konwertycie ariańskiemu. Skazano go na śmierć, torturowano i stracono w Warszawie. ‎Za apostazję sądzony był też łowczy łomżyński Krzysztof Przyborowski, który w 1700 r. został ‎spalony na stosie. Jak pisał Tazbir, „według jednych przekazów źródłowych został stracony za ateizm, ‎według innych za przyjęcie judaizmu” („Bluźniercy, którzy uszli karze”). W literaturze żydowskiej i w ‎twórczości Józefa Ignacego Kraszewskiego istnieją także wzmianki mówiące o tym, że 24 maja 1749 r. ‎śmierć na stosie w Wilnie poniósł polski arystokrata Walentyn Potocki, który porzucił katolicyzm na ‎rzecz judaizmu i przyjął imię Abraham ben Abraham.‎

  71. JK
    10 października o godz. 11:22

    … muszą … to delikatne remedium na forumową sraczkę JK…

  72. cleaner 13 października o godz. 22:52
    Zgłaszam ten wpis gdzie trzeba.

  73. Cytat: „Dlaczego Król ostatecznie stawia wniosek pozytywny? Z bardzo prostego powodu – gdyby uczynił odwrotnie, zarzucono by mu, że stara się zaszkodzić koledze reprezentującemu przeciwne niż on sam stanowisko polityczne. Na oskarżenia o stronniczość i szykanowanie kolegi z powodów politycznych Marcin Król nie może sobie pozwolić.”
    Kto jak kto, ale Marcin Król oskarżeń o stronniczość nie powinien się obawiać.
    Po wydaniu opinii, że kandydat jest naukowym zerem (co skądinąd wielkim odkryciem nie jest) powinien był wydać werdykt negatywny. Wielka szkoda, że uznał iż ironia tu wystarczy. Nie wystarczy. Pseudo-profesorów typu Zybertowicz należy tępić.

  74. Czy narzekania na zbyt łagodne kryteria Centralnej Komisji ds. Stopni i Tytułu Naukowego są uzasadnione? Nie wiem. Ale warto może zwrócić uwagę, że np. w USA każdy uniwersytet ma swoje kryteria. W sprawie przyznawania doktoratu (PhD) rzecz najczęściej sprowadza się do tego, że o przyznaniu PhD decyduje sam promotor. Wynik jest taki, że nawet w tak wymiernej dziedzinie jak matematyka i nawet w tak silnym ośrodku jak Boston zaobserwować można pełne spektrum poziomu przyznawanych doktoratów: od lipy ‚za wysługę lat’ po najlepsze. Inflacja stopni przyznawanych studentom nawet na najlepszych uniwersytetach też jest już przysłowiowa. Klient nasz pan.

  75. Iwola 14 października o godz. 17:52‎
    W USA, UK, Australii, Kanadzie czy Nowej Zelandii, czyli w tzw. krajach anglosaskich to NIE jest tak, ‎że każdy uniwersytet ma swoje kryteria i że w sprawie przyznawania doktoratu (PhD) rzecz najczęściej ‎sprowadza się do tego, że o przyznaniu PhD decyduje sam promotor. Wiem to dobrze, gdyż mam ‎doktorat (PhD) z Monash University i o przyznaniu tegoż doktoratu decydowała Rada Naukowa ‎wydziału, na którym pisałem moją rozprawę doktorską, na podstawie opinii recenzentów, z których ‎każdy był z innego uniwersytetu niż moja Alma Mater, a większość to nawet z innych kontynentów. ‎Poza tym, to w tym anglosaskim systemie nie ma promotora a tylko jest nadzorca (supervisor), który ‎występuje do Rady Wydziału o wyznaczenie recenzentów i na tym kończy się jego rola. To nie on ‎decyduje o przyznaniu stopnia doktora, a tylko zewnętrzni recenzenci. Proszę więc, abyś nie zabierała ‎głosu w tematach, o których nie masz zielonego pojęcia. Poza tym, to dziś tak samo jak nie ma jednej i ‎‎„jedynie słusznej” fizyki, a są „strunowcy”, „supersymetryści” czy też np. zwolennicy tzw. teorii ‎wielkiej unifikacji (GUT Grand Unification Theories), to nie ma jednej i „jedynie słusznej” matematyki, ‎np. jedni matematycy twierdzą, że istnieje nieskończoność, a inni – że ona nie istnieje i że istnieje ‎największa liczba naturalna, przy czym jest ona bardzo duża, ale nie jest ona nieskończona i że po niej ‎mamy znów zero (jeśli więc tę największą liczbę oznaczymy przez N, to N+1=0) czyli że liczby ‎przedstawiamy nie na linii prostej, a na okręgu. Ta nowa arytmetyka (a są też takie, w których można ‎dzielić przez zero, co z kolei zostało wymuszone przez postępy w informatyce) wzięła się z powodu ‎sprzeczności, które napotkali fizycy posługujący się tradycyjną matematyką dopuszczającą istnienie ‎nieskończoności i związanych z nią paradoksów.‎

  76. Iwola 14 października o godz. 17:26‎
    Każdy profesor z dziedziny tzw. nauk humanistycznych jest więc według Ciebie owym „naukowym” ‎zerem, jako iż owe nauki humanistyczne nie spełniają podstawowego warunku bycia naukami, jako iż ‎twierdzenia tych nauk takie jak np. „Adam Mickiewicz wielkim poetą był” nie są weryfikowalne ‎metoda naukową czyli empiryczną (doświadczalną) oraz nie spełniają one Popperowksiego warunku ‎falsyfikowalności. Jak to powiedział Farady – „teoretyzują zamiast eksperymentować i z tego biorą się ‎błędy.”‎

  77. A twój komentarz wciąż czeka na moderację…

  78. Komentarz się jednak ukazał. Wielkie Dzięki i Wieczna Chwała Wielkiemu Panu Moderatorowi w ‎Niebiesiech!‎

css.php