Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne
Wybory

13.02.2019
środa

Szwindlom przedwyborczym stanowcze nie!

13 lutego 2019, środa,

Słyszałem, że ktoś po naszej stronie chce sprzedawać miejsca na listach za żywą gotówkę. Zagotowało się we mnie, więc musiałem napisać mały moralitet.

Polityka to w dużej mierze biznes i rynek pracy. Obowiązują tu proste reguły: wszyscy walczą ze wszystkimi, każdy liczy na osobistą korzyść, lojalność trwa tak długo jak interes (chyba że się zdarzy przyjaźń, ale to rzadko). Czy to takie straszne? Nie przesadzajmy, tak jest w większości środowisk, tyle że w polityce wszystko bardziej widać, a rychłość, z jaką następują zmiany sytuacji politycznej, sprawia, że różnego rodzaju wolty są bardziej spektakularne.

Układanie list wyborczych jest jedną z najważniejszych czynności w politycznej kuchni. To cała technologia, do której potrzebne są kalkulator i duża kartka, na której można sobie wszystko wyrysować. Wyrysować, kto z kim, kto kogo, za co itd. Lista bowiem to wypadkowa mnóstwa interesów. Decydenci, a więc szefowie partii w regionach (rekomendujący ludzi kierownictwu), a przede wszystkim ogólnokrajowi szefowie partii, muszą brać pod uwagę cały szereg czynników. Najważniejsze z nich to:

– demokratycznie ustalone stanowisko regionów, zwykle odzwierciedlające pozycję towarzyską i autorytet polityczny konkretnych osób, desygnowanych na listy.
– przeszłość wyborcza kandydata, czyli to, ile głosów otrzymywał we wcześniejszych wyborach, dla jakich środowisk jest reprezentatywny, jaka grupa społeczna go popiera.
– przeszłość polityczna kandydata, a zwłaszcza jego lojalność i oszacowanie ryzyka, że po ewentualnej wygranej przestanie współpracować bądź nie zechce dzielić się owocami zwycięstwa z partią.
– kompetencje merytoryczne i kwalifikacje ideowo-etyczne kandydata, a także jej/jego ogólna „prezencja”.
– kwota, jaką kandydat może z własnych środków bądź z innych źródeł wyłożyć (pozyskać) na swoją kampanię.

No i właśnie wraz z tym ostatnim punktem zaczyna się robić niebezpiecznie. Prawo wyborcze w każdym demokratycznym kraju jest tak skonstruowane, żeby ludzie niezamożni też mieli szansę na karierę polityczną. Służy temu ścisła kontrola przychodów i wydatków partyjnych, a także finansowanie partii ze środków publicznych. Niestety, ten system jest bardzo nieszczelny, choćby dlatego, że bogaci ludzie mogą rozdać pieniądze paru znajomym (a nawet nieznajomym), żeby wpłacili na ich kampanię, a to tylko jeden z wielu sposobów obchodzenia przepisów. Dlatego w każdym kraju, także w Polsce, łatwiej bawić się w politykę bogatym niż biednym. Jest to oczywiście porażka demokracji, ale ma tę dobrą stronę, że dzięki temu w polityce jest wielu ludzi, którzy nie robią tego dla pieniędzy, lecz z próżności, z nudów lub z pasji.

Jeśli ktoś może odciążyć partię w wydatkach na swoją kampanię, to z pewnością ma priorytet przy układaniu list. Kasa to silny argument. Niestety zdarza się, że argument przeważający, a wtedy polityka staje się po prostu handlem. No i właśnie tu wchodzimy w obszar prawdziwej korupcji, która – gdy ubrać ją w białe rękawiczki – potrafi wyglądać na coś względnie normalnego. Dlatego wypada ostrzec i powiedzieć jasno i wprost, co jest w polityce okołowyborczej niemoralne i niedopuszczalne (oczywiście po stronie cywilizowanej, bo głoszenie kazań gangsterom politycznym mija się z celem). Otóż nie wolno:

– uzależniać startu kandydata z dobrego miejsca od wpłat i żądać od niego określonych kwot, czyli po prostu sprzedawać miejsc na listach wyborczych.
– żądać weksli i innych cywilnoprawnych zabezpieczeń na wypadek nielojalnego zachowania kandydata po wygranych wyborach.
– wymuszać na kandydatach deklaracji o zatrudnieniu na podległych sobie stanowiskach określonych osób.
– przyjmować na listy ukrytych koalicjantów za pieniądze przekazywane z ich macierzystych organizacji, czyli sprzedawać miejsc na listach „obcym”.
– wymuszać na osobach startujących z list danego ugrupowania, a nienależących do niego, ukrywania czy nieujawniania swojej tożsamości, w tym również przynależności organizacyjnej.

Uczciwy polityk to nie ktoś, kto nie liczy pieniędzy, lecz ktoś, kto nie frymarczy stanowiskami i miejscami na listach wyborczych, nie szantażuje, nie przekupuje nikogo, nie mami (w dobrej czy w złej wierze) obietnicami korzyści finansowych, nie przeprowadza dyskretnych operacji finansowych bez wiedzy stosownych gremiów statutowych partii, nie prowadzi przypartyjnej działalności gospodarczej „pod przykrywką”, nie bierze żadnych dziwnych i niejednoznacznych honorariów, nie stara się ukrywać swoich przychodów i majątku, nie łamie niczyich sumień i nie zmusza do wyrzekania się swojej tożsamości.

I jeśli ten uczciwy polityk chce być nadto w awangardzie demokracji i transparencji, powinien w pełni ujawniać finanse swojej organizacji, zwłaszcza zaś źródła finansowania swojej działalności, a nie opowiadać, że bocian przyniósł pieniądze.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 15

Dodaj komentarz »
  1. a która to jest ta nasza strona?

  2. Panie Profesorze,
    Przypominam nieśmiało, że ‎ w realnym kapitalizmie wszystko ma swoją cenę, w tym też poseł i ustawa parlamentu. Kiedy w UK ‎był naprawdę realny kapitalizm rynkowy, to można tam było kupić sobie stołek w Izbie Gmin, a co ‎uczynił zresztą słynny brytyjski ekonomista nazwiskiem Ricardo i wcale to nie wyszło na złe ‎Zjednoczonemu Królestwu.‎

  3. Walka o pierwsze miejsca na liscie wyborczej to powrot do FJN. Niech kandydaci ustawia sie alfabetycznie.
    Niestety to moze byc za trudne dla wyborcow, za ktorych myslenie wykonuja komitety partyjne…

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. – –
    Słyszałem, że nasze, to wszystkie razem. ???
    – –
    Nb, Pan Profesor chce chyba zawrócić Fenicjan kijem od Wisły.
    Profesory nie mają pieniędzy, to i nie wiedzą, do czego służą, i piszą, piszą, piszą…
    A berdyczów naszego morale już dawno stracony, za granicą.

    😉

  6. Strzeżmy się polityków, którzy wierzą, że bocian przynosi pieniądze tak, jak dwóm panom dziecko…

  7. A propos kalkulatora i arkuszy kalkulacyjnych. Pomyślałem sobie, że liczba wchodzących z danego regionu/okręgu itp. parlamentarzystów mogłaby zależeć od frekwencji wyborczej tamże. Tylko trzeba by określić w jakiś sposób wagi. Przy dużych różnicach (to właśnie do określenia) okręg z małą frekwencją traciłby posła/senatora na rzecz bardziej aktywnego okręgu.

    To mogłoby rozruszać leniwe (syte) województwa.

  8. Słyszałem, że ktoś po naszej stronie chce sprzedawać miejsca na listach za żywą gotówkę. Zagotowało się we mnie, więc musiałem napisać mały moralitet.

    Chyba u fryzjera bo magli juz w Polsce niet.

  9. @Gekko

    … kiedyś byłem anty-Ci na forach Polityki – drażniła mnie wieloznaczność wyrażanych opinii, gdy trzeba było opornym wkładać wiedzę łopatą, pociągała prowokacyjna ostrość widzenia poruszanych tu kwestii i niezła forma wyrazu – dzisiaj, nabrawszy dystansu, czytam cię z przyjemnością…
    Na tle ordynarnych wypocin „stałego grona” wyraźnie błyszczysz.

    Ostatnich szańców racjonalności i niezależności należy bezwzględnie bronić.
    Eksperyment krajów bez wpływowej inteligencji (tej ze świata kotarbińsko-jedlickiej by daleko nie szukać) trwa… znawcy mówią, że jesień neośredniowiecza już mamy… odrodzenia nie widać, ale może ślepnę…
    ———————————-
    PS … pisane pod „Rozdziałem kościoła od państwa…”, ale tam czeka na moderatora bowiem napisane zbyt późno…

  10. Jeszcze dobrze nie zaczął, a już „amatorzy” teoretycy polityki ciagnął go w dół, zaglądając przede wszystkim do jego kieszeni.
    A przecież korupcja polityczna – z całym bogactwem jej barw i odcieni – w całym cywilizowanym i prowincjonalnym, peryferyjnym świecie to przecież niepisana norma, a nie odstępstwo od reguły.
    Od słabnącego USA – przez Rosję i Chiny – po Węgry i Polskę.
    Wszędzie ordynarne kupiectwo i barter za miejsce przy korycie władzy – śmietance i ogryzkach.

    Przecież nawet niewinne 500+ to instrumencik ze skarbczyka korupcji politycznej.
    Lista skandali, afer i szwindli na bezczela na rynku polityki państwowej i samorządowej… puchnie i odnoszę wrażenie, że niewielu już to dziwi.

    Władza=pieniądz…
    Pieniądz=władza…

    Reszta to listki figowe, które jednak nie chronią przed ciekawskimi złachanego przyrodzenia sprzedajnych funkcjonariuszy partyjnych, państwowych i samorządowych.

    Rynek władzy – walka o zdobycie i utrzymanie władzy – w niczym nie różni się od rynku prostytucji. I tu i tam podział ról-funkcji, podział stref wpływu i podział zysków.
    Tyle, że w prostytucji reguły gry są klarowne, istnieją niepisane kodeksy honorowe i mniej jest obłudy.

    Pięknoduchostwo w polityce to zero skuteczności działania.
    Daremne zatem lamenty, daremne złorzeczenia.
    Jak pisał poeta:
    ‚… Wy nie cofniecie życia fal!
    Nic skargi nie pomogą!
    Bezsilne gniewy, próżny żal!
    Świat pójdzie swoją drogą’.

  11. Zasady finansowania partii i kandydatów tej partii do europarlamentu i polskiego parlamentu są znane tym wyborcom, którzy uczestniczyli wcześniej w wyborach. Zasad tych nie znają nieobecni w dotychczasowych wyborach. Dotyczy to w szczególności młodym wyborcom i wyborczyniom którzy po raz pierwszy będą głosowali.

  12. dada
    14 lutego o godz. 7:24

    Ogrzewając się w blasku Profesora Hartmana każdemu coś tam błyśnie z odbicia. Wypada podziękować Gospodarzowi, z żalem (moim), że nie miałem zaszczytu brać u Niego lekcji. Wszystkim by się przydało; dziś – berdyczów.
    Niemniej, uprzejmie dziękuję za wsparcie sprawy!

  13. Partia Razem dementuje słowami Zandberga.
    Nie są do wynajęcia za pieniądze, będąc od rozdawania cudzych a nie wydawania innym własnych dotacji z budżetu.
    Słusznie, trzeba się policzyć – i liczą się na złotówki, rozmienione na grosze.
    Nabór do Wiosny trwa, każdy ma ochotę na darmową przejażdżkę w lunaparku, a bileterzy liczą manko i szukają nowej pracy…
    Nic, tylko polonizować te spółki, bo słowo szwindel zalatuje obcojęzycznie…

  14. Szwindlom przedwyborczym stanowcze nie!

    Brzmi jak:

    Parówkowym skrytożercom mówimy stanowcze nie!

    I pewnie równie skuteczne.

  15. Kacyki partyjne ustalają (poprzez jedynki), kto ma wygrać, czyli kto leży plackiem na klęczkach przed kacykiem. I tak ma być, jak było od 1945 po nieskończoność…

  16. Jeszcze dobrze nie zaczął, a już „amatorzy” teoretycy polityki ciągnął go w dół, zaglądając przede wszystkim do jego kieszeni.
    A przecież korupcja polityczna – z całym bogactwem jej barw i odcieni – w całym cywilizowanym i prowincjonalnym, peryferyjnym świecie to przecież niepisana norma, a nie odstępstwo od reguły.
    Od słabnącego USA – przez Rosję i Chiny – po Węgry i Polskę.
    Wszędzie ordynarne kupiectwo i barter za miejsce przy korycie władzy – śmietance i ogryzkach.

    Przecież nawet niewinne 500+ to instrumencik ze skarbczyka korupcji politycznej.

    Lista skandali, afer i szwindli na bezczela na rynku polityki państwowej i samorządowej… puchnie i odnoszę wrażenie, że niewielu już to dziwi.

    Władza=pieniądz…
    Pieniądz=władza…

    Reszta to listki figowe, które jednak nie chronią przed ciekawskimi złachanego przyrodzenia sprzedajnych funkcjonariuszy partyjnych, państwowych i samorządowych.

    Rynek władzy – walka o zdobycie i utrzymanie władzy – w niczym nie różni się od rynku prostytucji. I tu i tam podział ról-funkcji, podział stref wpływu i podział zysków.
    Tyle, że w prostytucji reguły gry są klarowne, istnieją niepisane kodeksy honorowe i mniej jest obłudy.

    Pięknoduchostwo w polityce to zero skuteczności działania.
    Daremne zatem lamenty, daremne złorzeczenia.
    Jak pisał poeta:
    ‚… Wy nie cofniecie życia fal!
    Nic skargi nie pomogą!
    Bezsilne gniewy, próżny żal!
    Świat pójdzie swoją drogą’.

css.php