Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne
Giewont

4.09.2019
środa

Czym jest krzyż? Władzom Zakopanego dedykowane

4 września 2019, środa,

Burmistrz Zakopanego wraz ze swymi zastępcami byli łaskawi wystosować do mnie list otwarty, który tu przytaczam. Zainspirował mnie on do szerszej wypowiedzi na temat krzyża, którą, mam nadzieję, władze Zakopanego przeczytają w skupieniu i z otwartą głową. Oto ten list:

List otwarty do prof. Jana Hartmana

W związku z zupełnie niezrozumiałą dla nas reakcją Pana Profesora na niedawną tragedię w Tatrach, którą było twierdzenie, że krzyż zabija i jednoczesne nawoływanie do jego usunięcia ze szczytu Giewontu, pragniemy mocno i zdecydowanie zaprotestować. W imieniu mieszkańców Zakopanego i górali, przywiązanych do swojej tradycji i chrześcijańskiej wiary przekazywanej z pokolenia na pokolenie, nie wyrażamy zgody na takie traktowanie krzyża, który nasi przodkowie z wielkim trudem i poświęceniem ustawili na Giewoncie na przełomie XIX i XX w. Ma on dla nas ogromne znaczenie religijne i symboliczne, stanowi charakterystyczny element roztaczającego się z Zakopanego widoku na panoramę Tatr, jest celem licznych pielgrzymek i wędrówek, a na pamiątkę wizyty św. Jana Pawła II w naszym mieście w 1997 r. wpisany jest także wraz z kluczami papieskimi w herb Zakopanego. „Nie wstydźcie się tego krzyża. Starajcie się na co dzień podejmować krzyż i odpowiadać na miłość Chrystusa. Brońcie krzyża, nie pozwólcie, aby imię Boże było obrażane w waszych sercach, w życiu rodzinnym czy społecznym” – mówił wówczas nasz wielki Rodak i Jego wezwaniu chcemy pozostać wierni.

Wypowiedź Pana Profesora bardzo nas wszystkich dotknęła w momencie, gdy przeżywaliśmy tragedię związaną z burzą w Tatrach, nieśliśmy pomoc i wsparcie poszkodowanym, także poprzez modlitwę. Wszystkie nasze działania skupione były na tym tragicznym wydarzeniu, ale teraz podejmujemy kolejne wyzwanie – obrony krzyża, którego zawsze broniliśmy i bronić nadal będziemy. Interweniowaliśmy, gdy krzyż wymazywany był na fotografiach i obrazach, tym bardziej musimy interweniować, gdy żąda się publicznie jego fizycznego usunięcia.

Trudno nam zgodzić się z argumentacją, nie tylko Pana Profesora, ale także różnych osób i środowisk, dotyczącą realnego zagrożenia jakie stwarza krzyż na Giewoncie. Góry są miejscem pięknym, ale także niebezpiecznym. Wszyscy, którzy przemierzają górskie szlaki, powinni mieć tego świadomość. W codziennym życiu nie da się wyeliminować wszystkich zagrożeń związanych chociażby z ruchem drogowym, tym bardziej nie jest możliwe wyeliminowanie zagrożeń w górach. Usunięcie krzyża z Giewontu nie podniesie bezpieczeństwa w Tatrach, dlatego taka propozycja jest przez nas odbierana jedynie jako ideologiczny atak, któremu musimy się przeciwstawić.

Leszek Dorula, Burmistrz Miasta Zakopane
Agnieszka Nowak-Gąsienica, Zastępca Burmistrza Miasta Zakopane
Tomasz Filar, Zastępca Burmistrza Miasta Zakopane

Niniejszy artykuł, który można potraktować jako odpowiedź na list, jest o tym, że krzyż nie jest własnością katolików ani też chrześcijan w ogólności. I o tym, że jest zbyt ważny, żeby to, co z nim robili przez kilkanaście stuleci, niszczyło jego symboliczny potencjał, który bezprawnie anektują wyłącznie dla siebie i wiążą ze swoimi legendami i ideami teologicznymi.

Dlatego proponuję, żebyśmy my, niechrześcijanie, zamiast walczyć z krzyżami katolików, stawiali własne. Krzyż bowiem należy do całej ludzkości – nie tylko do wyznawców Jezusa z Nazaretu. Zaadoptujmy krzyż! I niech zapanuje między nami zgoda.

Krzyż na Giewoncie niechaj będzie – byle nie był tylko „Wasz”, to znaczy katolicki. I byle nie znaczył, że Podhale nie jest już Polską i nie obowiązuje tam polska konstytucja, nakazująca władzom publicznym z równym dystansem traktować wszystkie wyznania i światopoglądy (czego Pan Burmistrz i jego Zastępcy zdają się nie brać sobie do serca, dając w swym liście wyraz niejakiej skłonności ku katolicyzmowi).

Nikt nie usunie krzyża, bo zostałby za to pobity, a już z pewnością wyrzucony z pracy – jeśli byłby to urzędnik wydający pozwolenie bądź zlecenie takiej operacji. Jednak nie tylko groźba przemocy może ten krzyż ochronić – wystarczy, by stał się on krzyżem wszystkich ludzi: wyznawców Jezusa, wyznawców religii Mahometa, wyznawców religii Mojżesza, buddystów, a także ateistów.

Dopóki jednak katolicy będą uważać się za właścicieli tego symbolu, a jego obecność w przestrzeni publicznej będą uważać za uświęcony znak swojej dominacji duchowej i moralnej na danym terenie, zgoda między ludźmi jest niemożliwa. Każdy bowiem, kto uważa, że poprzez swoje wyznanie, przekonania etyczne, tradycje i obyczaje góruje (jak ten krzyż) nad innymi, jest dla tych wszystkich, których ma za gorszych (jeszcze nieoświeconych, jeszcze nienawróconych), po prostu wrogiem.

Katolicy są na Podhalu u siebie. To prawda. Ale u siebie są też wyznawcy islamu i ateiści tacy jak ja. Żyjemy w wolnym kraju, który gwarantuje wszystkim poszanowanie ich równych praw. Nikomu nie wolno mówić: „to jest nasza ziemia i nasze obyczaje – a jak ci się nie podoba, to droga wolna”. Zakopane jest również moje i ja również jestem tam u siebie, choć od przekonań i tradycji katolickich stoję ekstremalnie daleko.

Nie mam jednak najmniejszej skłonności do tego, aby opatrywać przestrzeń Zakopanego ani jakiegokolwiek innego miasta znakiem, z którym się identyfikuję. Nie chciałbym, aby ktokolwiek poczuł się jakoś osaczony, zdominowany przez obce sobie znaki, tak jak czują się dziś przeciwnicy chrześcijaństwa, widząc wszędzie wokół siebie krzyże. Poczujemy się znacznie lepiej, gdy krzyże w swojej własnej świadomości i w świadomości społecznej wyzwolimy spod chrześcijańskiej dominacji, tak aby znów stały się uniwersalnym znakiem kulturowym, jakim były przez tysiące lat, zanim komukolwiek śniło się jeszcze o bogobójcach i bogach zmartwychwstałych, nie mówiąc już o chrześcijaństwie jako jednej z religii opartych na takim schemacie.

Odnosząc się konkretnie do krzyża na Giewoncie, powiem tak. Owszem, krzyż z pewnością przyciąga wielu turystów i pielgrzymów, przez co zwiększa się ryzyko różnego rodzaju wypadków, łącznie z porażeniem piorunem. Z pewnością jego obecność na szczycie w jakimś (może i niewielkim) stopniu zwiększa też ryzyko rażenia piorunem osób, które przebywają tam podczas burzy.

Warto coś z tym zrobić – np. zakazać wejść w dni, w które przewidywane są wyładowania atmosferyczne. A może dałoby się pokryć krzyż jakąś substancją izolującą? A może wywiercić w podłożu głębokie uziemienie, jednocześnie izolując podstawę konstrukcji od otaczającej ją skały?

Nie znam się na tym, ale z pewnością w XXI w. można znaleźć sposób na zwiększenie bezpieczeństwa na Giewoncie. Miasto Zakopane, wespół z TPN, z pewnością poradziłoby sobie z tym problemem. Jednak tak jak jest, być nadal nie powinno. W przestrzeni publicznej obowiązuje zasada, że jeśli istnieje jakieś źródło zagrożenia, nawet niewielkiego, trzeba je usunąć bądź zabezpieczyć. W 1937 r. od pioruna, który uderzył w krzyż na Giewoncie, zginęło pięć osób. Teraz cztery. Porażonych i rannych nikt nie policzył. Tak być – powtarzam – nie powinno.

List władz Zakopanego jest bardzo uprzejmy w tonie. Niestety, w reakcji na głosy mówiące o zagrożeniu, jakie dla turystów stanowi metalowy krzyż na szczycie Giewontu, pojawiły się również zakamuflowane pogróżki ze strony katolików. Słyszeliśmy o gniewie górali, z którym spotka się każdy, kto śmie tknąć święty krzyż.

Co zrobią ci górale, którymi straszy nas np. ks. prof. Bortkiewicz? Z pewnością nie podejmą dyskusji ani nie zorganizują pokojowej demonstracji. Stawiam dolary przeciwko orzechom, że chodzi tu raczej o przemoc fizyczną, i to przemoc, którą katolickie elity, łącznie z ks. Bortkiewiczem, byłyby skłonne zaakceptować.

No właśnie. O to chodzi! Za katolickim krzyżem stoi przemoc albo zagrożenie przemocą. I zawsze tak było, od kiedy chrześcijaństwo stało się religią władzy, uzurpującą sobie prawo własności symbolu krzyża. I spieszę raz jeszcze zapewnić – nikt krzyża z Giewontu nie śmie nawet próbować usuwać. Któż by bowiem chciał oberwać ciupagą?

Zanim wybuchnie przemoc fizyczna, działa przemoc symboliczna i moralna. Tam, gdzie jest krzyż, wokół rozchodzi się aura wartości katolickich, obyczajów katolickich, wrażliwości katolickiej, a przede wszystkim dominacji katolicyzmu. Dominacji, której sprawdzianem jest każda realna lub tylko deliberatywna próba usunięcia krzyża. Raz postawionego krzyża usunąć nie sposób! W każdym przypadku będzie to zamach na Boga, a jeśli nie na Boga, to na wolność religijną.

Religia jest nietykalna, uprzywilejowana, a każde ograniczenie ekspresji religijnej bądź naruszenie komfortu wykonywania praktyk religijnych spotka się ze sprzeciwem, który nie musi trzymać się granic prawa. Bo przecież prawo boskie stoi ponad ludzkimi, a prawa katolików ponad konstytucją. Czyż bowiem ponad ludzką konstytucją nie stoi słowo boże albo przynajmniej boże „prawo naturalne”?

Nie bójcie się, katolicy! Nie będziecie musieli nikogo bić z powodu krzyża na Giewoncie. Nikt nie śmie go ruszyć dopóty, dopóki będziecie stwarzać realne zagrożenie użycia siły fizycznej. Wygrywacie walkowerem. Oświęcimskie żwirowisko i „krzyż smoleński” spod Pałacu Prezydenckiego wystarczająco dały nam w kość – usunięcie krzyża wystawionego w niestosownym miejscu i celu pochłania tyle energii i nerwów, że lepiej odpuścić.

To samo dotyczy zresztą również innych religii i ich symboli. Potencjał agresji zgromadzony w społecznościach religijnych nie ma sobie równych – a zwłaszcza dotyczy tych, którzy najgłośniej krzyczą o miłości bliźniego, jak chrześcijaństwo czy islam. W końcu łatwiej bije się i zabija „dla dobra” ofiary niż dla własnej korzyści.

Logika i retoryka obrońców Boga wciąż znajdują wystarczająco wielu zwolenników, aby ogół społeczeństwa czuł się całkowicie tym przytłoczony i zdominowany. Dominacja katolicyzmu w przestrzeni publicznej, wyrażająca się wszechobecnością nietykalnych krzyży oraz nazewnictwem miejsc publicznych związanym z Kościołem rzymskokatolickim (samych szkół imienia Jana Pawła II jest ponad 1200!), jest faktem i nieprędko ten gorszący stan rzeczy ulegnie zmianie.

Nawet gdyby raz na zawsze obalono kłamstwo pedofilskie (mówiące, że pedofilia wśród księży nie występuje częściej niż w innych populacjach męskich, a Kościół wcale jej nie osłania), zaś społeczeństwo przyjęło do wiadomości choćby podstawowe fakty o dramatycznych nadużyciach i wyłudzeniach mienia przez instytucje kościelne, i tak pomniki i krzyże pozostaną tam, gdzie stoją. Znikną dopiero kilka dekad później, gdy Kościół będzie znaczył w Polsce tyle co w innych cywilizowanych krajach, a tłumy rzucające na tacę każdej niedzieli będą jedynie bladym wspomnieniem starców.

Na razie biskupi mogą spać spokojnie – nikt z polityków się nie odważy przeciwstawić największemu nawet zgorszeniu. Nie zniknie żadna ulica Jana Pawła II ani żaden krzyż.

Krzyż jest z człowiekiem od zarania dziejów. Znajdowano go nawet na ścianach jaskiń zamieszkałych w epoce kamienia. Występuje w wielu formach, ale najprostsza to T lub +. Gdy przyswoili go sobie chrześcijanie, był znany i popularny na całym Bliskim Wschodzie. W jakimś sensie używanie krzyża jako narzędzia wykonywania kary śmierci przez Rzymian było profanacją.

Chrześcijanie, czyniąc z rzymskiego narzędzia tortury swój najważniejszy znak, sprofanowali go w dwójnasób. Nie dlatego, żeby nadali mu jakiś niegodny sens, lecz dlatego, że popełniali w imię krzyża niebywałe zbrodnie. Nikt nie może zaprzeczyć, że pod znakiem krzyża i w imię krzyża w ciągu minionych dwóch tysiącleci wymordowano miliony ludzi. Ludobójstwa popełniane przez osobników uważających się za pobożnych krzewicieli ewangelii były w dziejach Kościoła rzymskokatolickiego na porządku dziennym, jakkolwiek zdecydowana większość wyznawców (i księży) nie ma o tym pojęcia i wyobraża sobie, że może chodzi tu o jakieś marginalne wypadki i „patologie”.

Bynajmniej – przemoc była zawsze w głównym nurcie chrześcijaństwa. Uprawiali ją czasami bezpośrednio duchowni (jak nasi Krzyżacy), lecz znacznie częściej inspirowani i sterowani przez Kościół świeccy mordercy (krucjaty, konkwista), którym towarzyszyli duchowni nadzorcy. Wszystkie metody i wzorce sprawowania kontroli nad społeczeństwem, jakie stosowały w XX w. państwa totalitarne, znane już były w średniowieczu, a na średniowieczu innowacyjność Kościoła w tym zakresie bynajmniej się nie skończyła – dość wspomnieć papieskie getta dla Żydów i piętnujące ich oznaczenia na ubraniu.

Dzieje Kościoła to dzieje sztuki, przytułków i uniwersytetów, lecz przede wszystkim dzieje totalitarnej władzy i zbrodni, które stanowią w nich zdecydowaną dominantę. Jeśli więc dla katolików krzyż jest symbolem męki Pańskiej i nadziei zmartwychwstania, a nie tych wszystkich okropieństw, które w tylu krajach pod znakiem krzyża dokonano, to dlatego, że na cierpienie milionów pomordowanych „pogan” czy „heretyków” nie są specjalnie wrażliwi, a w każdym razie dramatycznie mniej ich te ofiary obchodzą niż męczennicy Kościoła, zabijani za to, że nie chcieli służyć pogańskim bóstwom, albo za to, że próbowali nawracać wierzących inaczej niż oni.

Ciekawa jest ta asymetria, bo w świecie, gdzie rządził Kościół, raczej nie można było ujść z życiem, zaprzeczając katolickim „prawdom wiary” i odżegnując się od okazywania czci klerowi katolickiemu.

Tak czy inaczej katolicy, niezbyt przejęci ofiarami niezliczonych rzezi dokonywanych na kilku kontynentach, mają z krzyżem dobre skojarzenia. Nie mogą jednak zabronić innym, a więc większości ziemian, którzy ani katolikami, ani w ogóle chrześcijanami nie są, aby mieli skojarzenia inne.

Mówię to z przykrością, ale dla większości krzyż to faktycznie symbol rozmaitych wyznań chrześcijańskich, spośród których zwłaszcza to „rzymskie” było niesłychanie zaborcze i agresywne. Niestety (mówię to z ubolewaniem i nie za siebie) dla niewierzących w odkupienie grzechów przez Jezusa na krzyżu krzyż to najczęściej symbol niebezpiecznej potęgi, przypominający o tym, co w imię swych dogmatów uczyniła już w przeszłości ta religia i co może jeszcze uczynić, jeśli jej się na to pozwoli.

Niechrześcijanie po prostu boją się krzyża i zaklętego w nim wyrzutu oraz moralnego czy emocjonalnego szantażu, który sobą wyraża: zobaczcie, co uczyniliście naszemu Panu! Nie wolno wam odrzucać jego ofiary! Nawróćcie się! Pan was kocha, a wy śmiecie się jeszcze wahać? Piekło wam niestraszne?

Taki jest ukryty przekaz krzyża z rozpiętymi na nim zwłokami – wystawionego przed oczy wyznawcy innej religii bądź niewierzącego. Bardzo wielu spośród tych ludzi, spośród niechrześcijan, a są ich przecież miliardy, krzyż po prostu przeraża. I nic nie pomoże zapewnianie, że jest symbolem miłości. Dla niechrześcijan najczęściej jest symbolem opresji oraz presji, jaką się na nich wywiera, aby porzucili swoją wiarę czy swój niechrześcijański światopogląd, przyjęli „dobrą nowinę” i się „nawrócili”.

I choć była to czasem tylko presja perswazji, to prawie zawsze za tą perswazją stała siła, i to siła w wielu przypadkach ludobójcza. Tak było też w Polsce. Katolicyzm jest zrośnięty z polskością i polską państwowością jak garb z garbusem – należy do polskiej tożsamości, tak jak garb do tożsamości garbusa. Haracz trzeba było płacić Kościołowi od samego początku i z pewnością nie ostałoby się państwo polskie, gdyby jego elity odmówiły chrztu i odmówiły chrystianizacji ludu, czyli wytrzebienia jego tradycji kulturowych, do dziś z pogardą i nienawiścią nazywanych przez katolików (dumnych z wykorzeniania miejscowych kultur) pogaństwem.

Jednak tak jak garbus chciałby swoją tożsamość i osobę uwolnić od garbu i garbatości, również polskość można (i trzeba) uwolnić od tego, co faktycznie jeszcze do jej tożsamości przynależy. Nie znaczy to jednak, że trzeba zabierać polskości krzyż. Raczej trzeba go oczyścić z okropnych skojarzeń, jakie siłą rzeczy budzi, i przywrócić mu jego pierwotny sens, zamazany przez tradycje chrześcijańskie.

Katolicy muszą sobie uświadomić, że wraz z nastaniem liberalnej demokracji skończyły się czasy ich uprzywilejowanej pozycji w sferze symbolicznej oraz w życiu społecznym. Nie będą ponad prawem i nie będą poza zasięgiem krytyki, w tym krytyki ironicznej i – podkreślam to podwójnie – cytującej w kontekście krytycznym, np. satyrycznym, jej symbolikę. Jedyna podstawa, na jaką katolicy mogą się powołać, żądając, aby okazywano im szczególne względy i nie krytykowano ich doktryn i przekonań religijnych bądź etycznych, to przemoc, której mogą się dopuścić.

Bo na prawdziwość swej wiary i gniew boży powoływać się już – w świeckiej przestrzeni publicznej – nie mogą, nie narażając się na śmieszność. Lepiej zresztą, żeby z gniewem bożym byli ostrożni, bo Bóg może nie lubić, gdy ktoś okazuje cześć boską człowiekowi. Ale to już inna historia. W każdym razie nie chciałabym być w skórze chrześcijan, gdyby naprawdę istniał Najwyższy Duch, który stworzył świat i będzie sądził ludzi po śmierci.

Chrześcijanie muszą nareszcie zrozumieć, że nie mają monopolu na znak krzyża. Sami są podzieleni i mordowali się bez litości i przytomności – każda sekta z krzyżem w ręku i w przekonaniu, że to ona ma do niego prawo i to za nią stoi Bóg. Wewnątrzchrześcijańskie rzezie były tyleż przerażające, co spektakularne – ileż to nienawiści można przez stulecia wyciskać z miłości!

Jednakże brak monopolu na krzyż nie tylko na tym polega, że są całe tysiące chrześcijańskich związków religijnych, najczęściej mocno ze sobą skłóconych bądź nawet pogardzających sobą nawzajem. Przede wszystkim każdy katolik, patrząc na krzyż, musi sobie uświadamiać, że kulturowe znaczenie tego symbolu dalece wykracza poza imaginarium chrześcijańskie, bo symbol ten jest tysiące lat starszy niż chrześcijaństwo. Jest to symbol wielki i dostojny właśnie dlatego, że przez tysiące lat służył ludom całego świata do wyrażania ich doświadczenia religijnego.

Zawłaszczanie go przez katolików (a szerzej – chrześcijan), którym się wydaje, że jest bardziej „ich”, to połączenie żenującej ignorancji i odstręczającej pychy. Wyznawcy różnych „religii objawionych” mają skłonność do przypisywania sobie wyjątkowych cnót, a swoim wyznaniom wyjątkowych walorów duchowych, których inne wyznania, zwłaszcza te starsze, są rzekomo pozbawione. Ale spuśćmy zasłonę miłosierdzia na tę głupotę.

Sam odnoszę się do krzyża z metafizycznym nabożeństwem. Bo zanim stał się narzędziem tortur, przeistoczonym w symbol bogobójstwa (mniejsza już o to, kto i gdzie wpadł na ten pomysł jako pierwszy), w wielu miejscach na świecie był już znany.

Co oznacza ów uniwersalny krzyż? Otóż symbol krzyża ma jakby dwie nakładające się na siebie warstwy – horyzontalną i wertykalną. W wymiarze „poziomym” jest oznaczeniem miejsca świętego – środka osady plemienia, a tym samym środka świata. Dwie przecinające się kreski – krzyżyk mówiący „to tu”. A w wymiarze „pionowym” jest symbolicznym świętym drzewem – najwyższym ziemskim obiektem, przez który ziemia łączy się z niebem. Symbol środka świata i „drabiny”, po której człowiek wspina się ku bóstwom i po której mogą one schodzić do niego, to najpierw pal czy obelisk, a potem właśnie krzyż – zwłaszcza wśród ludów obcujących z drzewami posiadającymi gałęzie (ramiona krzyża to właśnie gałęzie drzewa).

W mitologii wielu ludów, np. żydowskiej, przejętej w pewnej mierze przez chrześcijaństwo, występuje drzewo życia – symbol nieśmiertelności i odradzania się przyrody z każdą wiosną. Wiosną też wstają ze swoich grobów uśmierceni wcześniej bogowie.

Znakiem drzewa życia również jest krzyż, tak jak jest on znakiem świętego miejsca – środka czy pępka świata. Jako miejsce wyjątkowe, w którym świat niebiański spotyka się z ziemskim, wieczność napotyka czas, a niematerialny duch nawiedza i zapładnia materialną przyrodę, środek świata nie może być dostępny dla każdego. To miejsce wyłączone z codzienności, święte. Jako takie jest nieprzystępne, jest tabu.

Dlatego święte drzewo jest nietykalne, a mity mówiące o cudach z nim związanych ostrzegają również przed profanacją i uzurpacją. W mitologii żydowskiej i chrześcijańskiej takim mitem jest opowieść o drzewie wiadomości i praludziach, którzy spożyli jego zakazany owoc. Dowiedzieli się, czym jest seks, przez co musieli opuścić raj dzieciństwa, zająć się pracą i wychowaniem potomstwa. To też jest opowieść o krzyżu i jego profanacji…

Mitologia krzyża jest bardzo bogata, ale generalnie osnuta jest wokół relacji ludzi z bogami czy też jedynym Bogiem. W tych relacjach pojawia się zwykle motyw ludzkiego nieposłuszeństwa, winy i kary, odzwierciedlający stosunki władzy, ale także i może przede wszystkim relacje między dziećmi i rodzicami. Pale, krzyże, drabiny – wszystko, co łączy niebo i ziemię, ma dla wyobraźni religijnej i duchowości znaczenie zupełnie podstawowe, a właściwie – dosłownie i w przenośni – centralne.

Jak widzimy, nietykalność należy do istoty krzyża. Nie można usuwać krzyży, nie naruszając tabu. A tabu jest w nas, niezależnie od tego, jakiego jesteśmy wyznania i czy w ogóle jesteśmy religijni. Krzyż powinien być świętością dla każdego – nawet dla zagorzałego przeciwnika chrześcijaństwa i osobistego nieprzyjaciela Jezusa.

Powinniśmy uświadomić chrześcijanom, że nie mają żadnych specjalnych praw do tego znaku. Krzyż to nie jest znak towarowy zastrzeżony! To dobro ludzkości nieskończenie przerastające swoją głębią i rozległością partykularyzm którejkolwiek z legend i teologii poszczególnego wyznania. Powinniśmy nosić i eksponować krzyże wszędzie tam, gdzie chodzi o wartości fundamentalne, których bronimy – wolności, równości, szacunku dla każdego człowieka i zwierzęcia, miłości, piękna i prawdy, także tej niewygodnej.

Krzyż jest również nasz – ludzi wolności, ludzi niewierzących, demokratów, obrońców praw mniejszości, obrońców zwierząt, ludzi sztuki i nauki, po prostu wszystkich ludzi dobrej woli. Zaadoptujmy go. Niechaj nareszcie przestanie kojarzyć się z ideologicznymi uzurpacjami i moralnym szantażem Kościoła katolickiego.

Na koniec chciałbym jeszcze powrócić do listu, jaki zechcieli wystosować do mnie Pan Burmistrz i jego Zastępcy. Cieszę się, że moja wypowiedź pobudziła Państwa emocje i uczucia moralne. Nie chciałbym się z Państwem gniewać. Kocham Zakopane, w którym byłem po raz pierwszy na dwa tygodnie przed urodzeniem i nigdy się z nim już nie rozstałem.

Proszę pamiętać, że to wspaniałe i jedyne takie na świecie miasto ma w swej chlubnej historii kulturowej wątki i postacie nie tylko chrześcijańskie, lecz również antychrześcijańskie i antykatolickie. Na chrześcijaństwie ani świat, ani Zakopane się nie kończą.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 47

Dodaj komentarz »
  1. Wcale nie zgadzam się z tezą, że szczególnie rzymski kościół, czyli katolicki był agresywny, wszak Rosję zawojowali prawosławni, a anglosasi skolonizowali najwięcej kontynentów, jako protestanci. Protestanci zbudowali kultury demokratyczne, prawosławni totalitarne, natomiast katolicyzm był wsparciem dla feudalnych porządków, ale te nie były źródłem totalitaryzmu. Faszyzm i nazizm był raczej odpowiedzią na bolszewizm i wzorował się na ateistycznym bolszewiźmie. To stąd zaczerpnięte wzorce masowej eksterminacji klas i narodów. Od obozów pracy poczynając, poprzez getta, wykluczenie i znakowanie, a na głodzie kończąc. A za bolszewizmem stały wzorce religii żydowskiej i znajdował on wsparcie ideowe i organizacyjne zarówno elit, jak i mas społeczeństwa żydowskiego. Tak więc raczej za nacjonalizmem, zbrodniczą ekspansją stoją wzorce i symbole religii żydowskiej, które były fundamentem chrześcijaństwa i ideologii totalnych. Należy więc nie walczyć z krzyżem, ale wykluczyć judaizm, jako taki z przestrzeni przyzwolenia na wyznawanie tego kultu.

  2. Wielce Szanowny Panie Profesorze W Krzyżowym Ogniu…

    Jako komentator omijający od lat urągąjące zmysłom paskudztwo estetyczno-urbanistyczno-przyrodniczo-socjologiczne, jakim krzewi się, staraniem Miłośników Zakopanego ta miejscowość, omijałem i Pana Pasję Tatrzańską, wyrażaną blogerską publicystyką grzmocącą zjawiska natury po krzyżu.

    Jednak pomysł (cóż, mamy kult pomysłów a nie wniosków) aby krzyżem pokarać wszelkie wyznania i niewyznania, wydaje mi się odlotem zbyt przyziemnym, by nie zostać uznanym za z gruntu zaliczającym konceptualną glebę.

    Pozwalam więc sobie, nieskromnie a zuchowato, poddać brzytwie pomysłowości Miłośników sKrzyżowania się wzajem ramion w splocie bezradności, inne rozwiązanie na miarę solucji tej rozwiązłości intelektu sznurówek w pepegach.

    A niechże, do jasnego od blastów Giewonta, do krzyża Onego chadzają, nie tylko przy pogodzie apokaliptycznej ci, co chcą Mu coś, w ostatniej chwili nieświadomości, że ostatnia, wyznawać.
    Dla pozostałych wyznaczyć paralelną ścieżkę widokową, z dala od niepotrzebnego im paraliżu elektryzującą symboliką.
    Podobnie jak z wpisami na blogu – nadmiar prądu i nawałnica wzdraganego nim tekstu, może pokrzyżować ramiona zwolennikom uniesienia ich w górę w Pana (i Tatr bez turystów niebędących Nami) intencji.

    Z rewerencjami, kładę się profilaktycznie u Pana nóżek, z rękami osłaniającymi głowę i jej produkty, jak to w obliczu Gromowładcy.
    – – –

  3. Może niech pan się zwróci do kolegów fizyków z Uniwersytetu, może coś doradzą. A swoją drogą problem powinien być już dawno rozwiązany. Naukowo lub na chłopski rozum.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Panie Janie powraca tutaj temat specjalnych ubiorów typu uwaga muchomor! Dla Żydów i gett w państwach, które jako pierwsze ich przyjmował. Uważam, że nie można za to krytykować kościoła katolickiego. Dowiodla tego historia. Kościół rzymski miał głęboką świadomość, jak bardzo destrukcyjne może być judaizm dla Żydów i otoczenia. Stąd potrzeba ograniczenia i oznaczenia, typu uwaga muchomor!

  6. „Dowiedzieli się, czym jest seks, przez co musieli opuścić raj…”

    Wielu ludzi sądzi – podobnie jak Gospodarz – że zakazany owoc był symbolem współżycia płciowego. Biblia jednak tego nie uczy.

    Warto wiedzieć, że Bóg zabronił Adamowi jeść z „drzewa poznania dobra i zła” jeszcze przed stworzeniem Ewy. Skoro Adam był sam, zakaz ten nie mógł dotyczyć stosunków seksualnych. Poza tym Bóg wyraźnie polecił pierwszej parze: „Bądźcie płodni i stańcie się liczni oraz napełnijcie ziemię” (Rodzaju 1:28).
    Czy to możliwe, by kochający Bóg wymagał od nich napełnienia ziemi — co oczywiście wiązało się ze współżyciem — a później skazał ich na śmierć za to, że Go usłuchali?

    Co więcej, kiedy Ewa „wzięła owoc i zaczęła jeść”, Adama przy niej nie było. Dopiero „potem dała też trochę swemu mężowi, gdy był z nią, i on go jadł”. A zatem zjedzony przez nich owoc nie symbolizował stosunku płciowego, lecz był literalnym owocem rosnącym na drzewie.

  7. Do „lelek3333” apropos Twojego wpisu z 4 września o godz. 1:12 pod poprzednim felietonem prof.J.Hartmana:
    – Jestem antynatalistką i twierdzę, że ludzie nie powinni się rodzić choćby z dwóch powodów:
    1. Ludzie, szczególnie religijni to najokrutniejsze zwierzęta na Ziemi, najbardziej zagrażające innym zwierzętom,
    2. Ziemia jest przeludniona o conajmniej 3 miliardy.
    A oto słowa słynnego antynatalisty Profesora Davida Benatar:
    „CZŁOWIEK JEST NAJOKRUTNIEJSZYM ZWIERZĘCIEM”
    „SWIADOMOŚĆ LUDZKA JEST TRAGICZNYM BŁĘDEM EWOLUCJI”
    „HONOROWO BYŁOBY ZAPRZESTAĆ REPRODUKCJI NASZEGO GATUNKU”
    Zgadzam się i popieram te twierdzenia.
    Jedynym kompromisem w tej kwestii byłaby selekcja ludzi czyli eugenika.

    – Miłość do innych zwierząt i wegetarianizm to najlepsze cechy ludzi.
    „lelek3333” spróbuj i Ty, a zapewniam Cię, że będziesz się czuł wspaniale psychicznie i fizycznie.

    – Hitler potęgę ekonomiczną i militarną Niemiec zawdzięczał Zydom i dlatego powinien ich ochraniać a nie niszczyć.

  8. „Nie znaczy to jednak, że trzeba zabierać polskości krzyż.”

    No i dobrze, że Goralenvolk poza dutkami kocha także polską ojczyznę i polskiego papieża. Nie przeszkadzać, nie buntować.

  9. Nigdy nie zaakceptuję krzyża, który jest symbolem zła, okrucieństwa i śmierci.

    ps:
    Do burmistrza Zakopanego i jego zastępców:
    Katolickie lizo..py dzięki takim jak wy Polska jest ukrzyżowana i należy ją jaknajszybciej odkrzyżować.
    Ten krzyż z Giewontu powodujący śmierć i porażenia nie może być żadnym wyjątkiem.
    Wasz Wojtyła (pseudonim JP2) to również symbol wielkiego zła, to obrońca pedofilów w koloratkach i w habitach.
    Jest on również mordercą, który zakazując używania środów antykoncepcyjnych przyczynił się do rozprzestrzenienia na cały świat epidemii AIDS, która pochłonęła i wciąż pochłania miliony śmiertelnych ofiar.
    Za kolaborację z watykańskim okupantem Polski tacy jak wy – pachołki kleru od sołtysów do prezydentów zostaniecie kiedyś rozliczeni i surowo ukarani.
    I powtarzam: – tak Giewont jak i całą Polskę należy jaknajszybciej odkrzyżować.

  10. Dla mnie ateisty i antyklerykała krzyż to narzędzie zbrodni, narzędzie służące do karania ludzi śmiercią ,
    ale dla katolickiego kleru i jego wiernych krzyż jest symbolem „piękna i miłości”…
    Cóż za zwyrodnienie uczuć, fałszerstwo prostej symboliki dobra i zła, potwierdzenie barbarzyństwa i szkodliwości religii, która w swoich dogmatach i głównych kanonach sprzyja każdemu złu, usprawiedliwia to zło i go „rozgrzesza” nazywając to zło „pięknem i najwyższą wartością”.
    Ludzie w strasznych cierpieniach umierali z rąk szerzących (w imię swojego mitycznego boga) religijne bajki i gusła.
    Krzyż jest symbolem śmierci i okrucieństwa i dla ludzi wrażliwych i sprawiedliwych jest obrazą ich uczuć estetycznych.
    Niech sobie jego wyznawcy czczą go w swoich miejscach kultu lub prywatnie, ale nie w miejscach publicznych, bo to obraza logicznego myślenia i hamulec cywilizacyjnego postępu.
    Kler i jego lobbyści „ukrzyżowali” Polskę i należy Ją jaknajszybciej odkrzyżować.

  11. Popieram opinie „Niezapominajki”.

    Trzeba pamiętać, że JP2 czyli Karol Wojtyła dążył do całkowitego podporządkowania Polski Watykanowi i cel ten przy aktywnej współpracy i poparciu wszystkich prezydentów, premierów, posłów i innych urzędasów – lobbystów kk w 100% zrealizował, czego dowodem jest dzisiejsza zacofana, intelektualnie biedna i całkowicie zależna od watykańskiego okupanta Polska.
    Nielegalnie i z pogwałceniem prawa wprowadzony konkordat, religia w państwowych przedszkolach i szkołach, finansowanie kk miliardami z pieniędzy podatników i upstrzone krzyżami mury, ściany państwowych instytucji i ulice to pokłosie działalności JP2 – dyktatora pasożytującego i pedofilującego bezkarnie w Polsce kościoła.

    Na przykład:
    Bezprawnie i nielegalnie zawieszony z polecenia kleru na ścianie sali obrad Sejmu krzyż rządzi polską tępotą.
    Krzyż w sali obrad Sejmu negatywnie i szkodliwie wpływa na atmosferę i pracę tego organu władzy ustawodawczej, w którym conajmniej 90% parlamentarzystów to lobbyści kościoła – religijnie zindoktrynowani ludzie, których podstawą egzystencji jest religia.
    Ten nawiedzony motłoch (motłoch wybiera przecież swoich przedstawicieli spośród siebie) dyskutuje, uchwala ustawy, wpływa bezpośrednio na życie całego polskiego społeczeństwa stosując się do religijnych, zacofanych dogmatów swojej wiary, prawa kanonicznego i wszystkiego, co usłyszy w formie nakazów od swoich guślarzy z kościelnych i medialnych ambon…
    Każde spojrzenie takiego wyb(s)rańca narodu na zawieszony na ścianie sali obrad Sejmu symbol jego wiary to psychiczne zahamowanie myślenia i paniczny strach przed „grzechem i karą”.
    To psychologiczna presja dla zindoktrynowanego religijnie człowieka, który nie spełnia swojej powinności posła dla dobra społecznego, ale dla dobra swojej religii i tych, którzy ją głoszą.
    Powieszony na ścianie sali obrad polskiego sejmu krzyż to oficjalne uznanie podległości Polski watykańskiemu totalitaryzmowi i jego władzy.
    To potwierdzenie faktu, że Polska jest watykańskim kondominium.
    To hamulec rozwoju i postępu.

  12. Niestrudzony dezerterze83
    Naprawdę chcesz rozpatrywać słowa w Biblii w sposób dosłowny. Tam przecież „na zdrowy rozum” nic się nie zgadza dla człowieka, który jako tako myśli i obserwuje świat dookoła siebie. Cała teologia mówi o tym, żeby nie brać tego słowo w słowo. Jaki cel temu przyświeca mniejsza o to.

  13. Lubię czytać ten blog i komentarze pod nim.
    Zarówno pan Jan, jak i jego akolici, są rozczulająco śmieszni w swej bezsilnej lewacko-antyklerykalnej furii.
    Czytając wszystkie te durnoty, łatwo poczuć się gigantem intelektu.

  14. Powiedzmy sobie jasno czym jest katolicki krzyż, zwłaszcza wystawiany w miejscach bardzo widocznych. Po pierwsze jest logo reklamowym – spełnia tę samą funkcję co wielkie logo McDonadla. Po drugie jest oznaczeniem terenu wpływów, tak samo jak swój teren oznaczają kibice sprayem na murach. Po trzecie ma za cel dominować nad innymi religiami/światopoglądami. Wszelkie uzasadnianie o religijnej poterzebie to bzdury. Wszyscy ci obrońcy krzyża dostaliby szału, gdyby w ich przestrzeni pojawiły się równie wielkie i liczne inne sumbole. Oni szału dostają już na widok tęczy. Dziwię się też różnym akcjom likwidacji krzyża, zamiast domagania się umieszczenia w tym samym miejscu symboli różnych religii – jakby wtedy inaczej uzasadnić odmowę jeśli nie nierówne traktowanie religii?
    Religia latolicka PRZEDE WSZYSTKIM ma na celu dążyć do dominacji, oraz eliminacji i marginalizacji innych religii i światopoglądów. Pierwsze przykazanie nie bez powodu jest pierwsze. W jego obronie można łamać wszystkie pozostałe. Można być katolikiem i kraść, cudzołożyć, zabijać itd, ale nie można nim być negując wyłączną boskość Jahwe. Ta religia sprowadza si€ wyłącznie do tego, do przynależnośco grupowej i do krzyżyka. Reszta to jakaś tam otoczka, która mało kogo obchodzi.
    Często czytam o jakimś tam świecie za dekady, kiedy to katolików ma być garstka. A jak niby do tego ma dojść? Problem w tym, że większość ludzi nie akceptuje zacjowania kościoła katolickiego, jednocześnie bycie „wierzącym katolikiem” uważa za cnotę, chrzczenie dzieci, śluby kościelne za oczywistość, a celebrowanie katolickich świąt za normę. Nie da się zjeść ciastka i mieć ciastka. Jedyne co może zmienić sytuację to masowe odejścia z kościoła katolickiego, nie chrzczenie dzieci, nie obchodzenie świąt katolickich. Należy sobie głeboko uzmysłowić, że całe te pobożne opowiastki katolickie są nam wtłaczane od niemowlęctwa i to one czynią nas niewolnikami, każą zamykać oczy na zbrodnie i przestępstwa kleru, oraz żyć w przekonaniu, że to jakaś szczególna religia i w razie czego narażać własne życie i zdrowie w jej obronie. Klasycznym przykładem takiego niewolnika jest Szostkiewicz, który choć nieustannie krytykuje kościół katolicki, nie wyobraża sobie życia bez niego. Coś w rodzaju syndromu sztokholmskiego. Proszę mi powiedzieć – ile dorosłych osób w Europie decyduje się na wstąpienie do KK? Liczebność ta religia zaprwnia TYLKO I WYŁĄCZNIE indoktrynacji dzieci i omamianiu niewykształconych tubylców w Afryce.

  15. @bergbaumsztajn
    5 września o godz. 11:13
    „Czytając wszystkie te durnoty, łatwo poczuć się gigantem intelektu.”
    ………………………
    Te, pestko górskiego drzewa! Aleś w pechę poleciał? uuuuuuuu!, jakeś „gigant” to jak inteligentny katolik to OKSYMORON. Religia jest wyrazem, zaburzeń inteligencji i umysłu, paraliżu umysłowego, jak i moralnego. Religia to narzędzie systemu do kontroli ludzi za pomocą wiary.

    „Bez religii nigdy by rodzaj ludzki nie był w niewoli.” s.343 „Ród ludzki” S. Staszic

    Jesteś, owszem, gigantycznym niedoukiem, gigantycznym mitomanem, gigantem zakłamania, gigantem tępoty, gigantycznie głupim człowiekiem, jak mawiał Staszic „wiara czyni człowieka głupim”.
    Tak, obecnie GŁUPOTA rządzi w naszym kraju od 30 lat i to nam na dobre nie wyjdzie, jak zwykle.
    Jak napisał prof. G. Kołodko ” W kraju, w którym hołota roli za elitę, nie może mieć dobrej przyszłości.” I zakłamywanie rzeczywistości „dobrą zmianą” niczego nie zmienia.
    KrK już w październiku rozpadnie się na części, F1 zastąpi(ą) kolejn(i)y nawiedz(eni)ony RELIGIOTA(CI).

  16. Za dużo słów zapożyczonych z lektur, których nikt już nie czyta.

  17. Witold
    5 września o godz. 8:07
    „Naprawdę chcesz rozpatrywać słowa w Biblii w sposób dosłowny”.

    1. Jestem przekonany, że Biblia jest Słowem Bożym. Składające się na nią 66 ksiąg uważam za natchnione i ścisłe pod względem historycznym. Rozumiem ją dosłownie, z wyjątkiem fragmentów, w których sposób wyrażenia myśli albo kontekst wyraźnie wskazuje, że chodzi o symbol, czyli przenośnię.

    Mój Mistrz i Nauczyciel Jezus z Nazaretu nauczał, że początkowe rozdziały Księgi Rodzaju – zawierające między innymi relację z wydarzeń, które miały miejsce w ogrodzie Eden – należy rozumieć dosłownie. Podobnie na tę sprawę zapatrywali się apostołowie Paweł i Piotr . Dlatego też, szczerzy badacze Biblii odrzucają wyjaśnienia teologów nominalnego chrześcijaństwa, które pozostają w sprzeczności ze Słowem Bożym.

    2. Drzewo poznania dobra i zła wyobrażało pewien przywilej, zarezerwowany wyłącznie dla Boga — PRAWO DO DECYDOWANIA, co dla Jego stworzeń jest „dobre”, a co „złe”, i do WYMAGANIA od nich, by trzymały się postępowania, które uznaje On za dobre, a wystrzegały praktyk, które uważa za złe. Tylko w ten sposób mogły sobie zaskarbić przychylność Boga. Zarówno sam zakaz, jak i późniejsze ogłoszenie wyroku wydanego na nieposłusznych ludzi wyraźnie wskazują, że grzechem pierworodnym był akt nieposłuszeństwa polegający na zjedzeniu zakazanego owocu.

    Chociaż niektórzy współcześni krytycy odrzucają sprawozdanie z wydarzeń w Edenie ze względu na jego prostotę, jest oczywiste, iż w tamtych okolicznościach prosta próba była najstosowniejsza.

    Mężczyzna i kobieta zostali niedawno stworzeni i wiedli proste życie, bez całego bagażu złożonych problemów, kłopotów i trudności, którym obciążyło rodzinę ludzką nieposłuszeństwo wobec Boga. Ale mimo swej prostoty próba ta w zadziwiająco zwięzły sposób wyrażała pewną uniwersalną prawdę: Bóg jest Wszechwładnym Panem, od którego człowiek jest zależny i wobec którego ma obowiązki. Prosta próba z Edenu ilustruje zasadę, którą kilka tysięcy lat później ujął w słowa Jezus: „Kto jest wierny w najmniejszym, jest też wierny w wielkim, a kto jest nieprawy w najmniejszym, jest też nieprawy w wielkim”.

  18. dezerter83
    Ja Ciebie nawet lubię. Chyba szczerze wierzysz w to co piszesz. Tylko proszę nic na siłę, czego muszę przyznać do tej pory nie robisz. Poza tym różnijmy się pięknie dalej.

  19. Swoim wpisem aż się prosiłem, by mnie zmiażdżono ciętą, pełną polotu ripostą. No i się doczekałem- wyrok wykonał niejaki optymatyk, polemista tutaj dość zasłużony, niedościgniony szermierz słowa, hojny szafarz płodów swego intelektu. Nie wiem czemu jednak przypisuje mi katolicyzm? Wszak nigdy nie deklarowałem swej konfesji, a nick mój niedwuznacznie sugeruje zakon dużo starszy niż rzymskokatolicki. Czyżby uważał, że wrogiem głupoty może być tylko katolik?

  20. @dezerter83
    5 września o godz. 15:00

    Czy Adam i Ewa mieli pępki, zanim zjedli zakazany owoc?
    Co na to twój Mistrz i Nauczyciel?

  21. @ O ile pamietam bogobojni gorale wycieli swego czasu najpiekniesza i najwyzsza limbe w Tatrach i zdechla kupe drewna zawiezli JPII w prezencie. Hospody pomyluj.

  22. @ Pan bog jak to on, – z wyjatkowym upodobaniem wali piorunami w swoje owieczki uzywajac do tego metalowego pioruno-sciagu jaki owieczki na szczyt przytargaly. Ze w swoje owieczki, to niech ze ta , niech ze ta, w koncu sobie na ofiare, bo bog uwielbia smrod ofiar calopalnych. Ale, przy okazji inni obrywaja wiec zamiast deliberowac nad tym co napisac do J.Hartmana nalezaloby podeliberowac nad tym co prof.Hartman proponuje. I przyoblec to zelastwo w jakas gume.
    Nie zgadzam sie ze stawianiem wlasnych (niechrzescijanskich) krzyzy. One i tak beda juz sie ludziom kojarzyly z symbolem chrzescijanstwa.
    Kto tam wie, to wie, ze to najstarszy symbol mistyczny, wiekszosc nie wie. Ten symbol zawlaszczono na zawsze. Podobnie jak ludzie sztuki na zawsze przywlaszczyli sobie symbol jezdzcow i koczownikow – pegaza.

  23. PS. Jak mialby sie odrozniac krzyz niechrzescijanski od chrzescijanskiego ?
    Bogobojne staruszki i tak pod kazdym ustawilyby swieczki i swiete obrazki
    a w kazdej plamie dopztrzyly matki boski.

  24. Zakopane. Podhale. Giewont. Krzyż. Leninowe Rysy. Miś polarny na Krupówkach. Oscypek i Scypek. Goralenvolk. Witkiewicz Senior i Witkacy. Smog. Kolejka do kolejki (na Kasprowy). Świstaki. Kotlet z frytkami, i roztopionym serem na wierzchu. Zakopianka. Otoczaki powybierane z potoka na podmurówkę. Brzuchacze z ONR-u; dawniej byli sietnioki – do Waffen SS się nie nadawali, choć sporo się zgłosiło.

    Zakopać to i łojscać!

    Fajniejsze Karpaty są na Słowacji, w Rumunii i na Ukrainie. A i w Polsce, oby z dala od tego miejsca.

  25. @dezerter83
    4 września o godz. 17:15
    (1)”Warto wiedzieć, że Bóg zabronił Adamowi jeść z „drzewa poznania dobra i zła” jeszcze przed stworzeniem Ewy.”
    i
    (2)”…kiedy Ewa „wzięła owoc i zaczęła jeść”, Adama przy niej nie było. Dopiero „potem dała też trochę swemu mężowi, gdy był z nią, i on go jadł”…”
    i
    (3)” Poza tym Bóg wyraźnie polecił pierwszej parze: „Bądźcie płodni i stańcie się liczni oraz napełnijcie ziemię” (Rodzaju 1:28).”
    …………………………..
    Ok.
    Trzeba połączyć logicznie pkt. 1 i 2.
    Adam wiedział o „zakazie” wcześniej, nim stworzono Ewę, natomiast Ewa nie wiedziała i pewnie Adam by jej zwrócił uwagę na niestosowność/zakaz tego czynu, jeśli by przy niej był, ale, jak wiemy, go wtedy przy niej nie było. Skąd taka nieświadomość popełnionego zakazu?
    Ani Adam wcześniej, a nie Ewa później nie mogli, bo niby skąd, wiedzieć, na czym ten zakaz polega. Oboje nie mieli żadnych doświadczeń z przekraczaniem jakichkolwiek zakazów a tym bardziej konsekwencji. Taka powiastka powoduje u czytających, ale myślących samodzielnie, paraliż umysłowy, jak i dysonans poznawczy, że już o moralnym nie wspomnę.
    Ja mam osobiste wrażenie, że Ty dezerterze83, niewiele pojmujesz z tej powiastki, ulegasz jedynie utrwalonej przez tradycję narracji, chybionej w całej swej rozciągłości.
    Twoje tłumaczenie jest strasznie niekonsekwentne i co by nie było fałszywe, ale to nie Twoje wina, jest jak, napisałem wyżej.
    I patrzcie Państwo, Bóg, który doskonale wie, co będzie, przykazuje ludziom w grzechu rozmnażać się na potęgę i napełniać ziemię „owocami” grzechu, które w następstwie swojej niezawinionej niewiedzy muszą ponosić sromotne klęski, tworząc od zarania dziejów historię boskiego przekleństwa. Bardziej paranoicznej historii nie czytałem.
    Wybacz mi, o Nieistniejący, że mam odwagę samodzielnie myśleć, jak przykazała Natura w Materii Myśląca.

    Dezerter83, ten cały „grzech pierworodny” zupełnie na czym innym polegał, ale Tobie skąd o tym wiedzieć?
    „Ponieważ sam wybrałeś (to ten wybór zaważył) i ziele ziemi jeść będziesz, przeklęta będzie ziemia z powodu twego” itd. (znajdź i doczytaj dalej). I taką jest do dzisiaj. Powiastka o Kainie i Ablu jest tego ewidentnym potwierdzeniem, chodzi o „dary” i co było Panu miłe a co nie. Tu trzeba przeprowadzić dłuuuuuugą pracę myślową, aby skumać, o co chodzi. Ty tego nie zrobisz, blokada umysłowa wstawiona przez indoktrynację. Zakaz samodzielnego myślenia. Teoria dobra i zła jest chorobą umysłową ludzi, odkąd popełnili ten „grzech” dowiadując się co czym i dlaczego (typowym jest przykład zastosowania ognia), tak naprawdę jest. Trzeba umieć rozróżniać zło i wybierać dobro. Ludzie to pojęli pokrętnie i relatywnie na zasadzie „moralności Kalego”.
    W ST jest ponad 120 fragmentów potwierdzających to, co tutaj napisałem. Jak trzeba to dam namiary. Bo tzw. Biblia nie jest żadnym podręcznikiem do wpajania religii i wiary. Jest swego rodzaju testem na inteligencję dla czytających z otwartym umysłem, ale w żadnym wypadku wierzących z zasklepionym tradycyjnymi wynurzeniami, pozbawionymi jakiegokolwiek oprócz zafałszowanego sensu.
    Świadkowie Jehowy, nieosamotnieni w swoim zaślepieniu, kontynuują swój przekaz w myśl z 5 Moj. 28.28 „Porazi cię Pan obłędem i ślepotą, i przytępieniem umysłu,”.
    I poraził. Dając wolną wolę, nie tworzy się zakazów tej woli przeczących, tym bardziej, wcześniej niedoświadczalnych konsekwencji swojego „daru” wolnego wyboru.

    „Deus sive natura”

  26. Jeśli do krzyża w takiej postaci jak na Giewoncie ( kreski w pionie i poziomie ) mogą rościć sobie prawo także ateiści, to należałoby umieścić na nim wizerunek Jezusa Chrystusa, co ukróciłoby wszelkie dyskusje co do jego własności

  27. Optymatyk
    5 września o godz. 23:12
    „Adam wiedział o „zakazie” wcześniej, nim stworzono Ewę, natomiast Ewa nie wiedziała…”

    Bez urazy. Twoja powyższa opinia, zdradza brak podstawowej wiedzy biblijnej. Chyba powinieneś ją wpierw uzupełnić, zanim zaczniesz krytykować relację, której nie znasz.

    Jak wynika z Rodzaju 3:1-3, kiedy stworzona została Ewa, Adam poinformował ją o Bożym zakazie. Dobrze znała to ograniczenie i potrafiła je powtórzyć niemal dosłownie w rozmowie z kimś, kto podszył się pod ostrożnego z natury węża.

  28. .
    — West of Jesus —
    .
    W wielu krajach geograficznie rzecz
    biorąc there is less Jesus on the left/
    western side of the country, taka tam
    west of Mississippi reguła

    Teoretycznie w Rzplitej there should
    have been less Jesus west of Vistula
    River, z ostatnich wyborów wynikało by
    że ściana zachodnia jest more-less
    non PISS-country

    Święte krowy różne są, Hindu świętą
    krową jest the Holy Cow, świętą krową
    polskich katolików jest the Holy Cross.
    Ciekawym czy różnica gęstość dystrybucji
    krzyży po obu stronach Vistuli jest statystycznie
    significant, anybody❓
    .
    ~

  29. .
    — Edelweiss & Hakenkreuz —
    .
    To dwa symbole Podhalańczyków, ten
    pierwszy popularny do dziś, ten drugi
    jakoś nie tak bardzo, choć podobno gdzieś
    w Bawarii orła że swastyką ze sztandaru
    Podhalańczyków znaleziono…

    Nie to żebym się czepiał czy coś,
    highly collectable piece
    .
    ~

  30. .
    — Christ the Redeemer at Corcovado —
    .
    Clearly visible from Copacabana, no i ta
    większa jego wersja ze Świebodzina,
    Chrystusa Króla, (oba, jak to chłopaki
    przesadzają, każdy się chwali swoim
    rozmiarem, tego tam, aaa… ryby), muszą
    zdrowo przyciągać gniew niebios

    Mimo że materiał z którego są zbudowani
    nie przewodzi, to rusztowanie wewnątrz
    mają metalowe,

    Pytanie to the professional

    Czy są uziemieni ❓
    .
    ~

  31. @cenzor
    Dobrze prawisz. I wtedy umieszczenie na krzyżu wszystkiego innego niż Jezus Chrystus (jak wiemy wyobraźnia artystyczna jest nieograniczona) nie byłoby obrażaniem chrześcijańskich uczuć religijnych.

  32. Swastyka u górali jest starsza niż hitlerowskie Niemcy. Nosiła nazwę „krzyżyka niespodzianego”. To symbol bardzo powszechny we wszystkich niemal kulturach, powszecjny np. w symbolice o zdobnictwie słowiańskim. Proste symbole mają wiele znaczeń, należy o tym pamiętać.

  33. @dezerter83
    6 września o godz. 22:54
    „Jak wynika z Rodzaju 3:1-3, kiedy stworzona została Ewa, Adam poinformował ją o Bożym zakazie. Dobrze znała to ograniczenie i potrafiła je powtórzyć niemal dosłownie w rozmowie z kimś, kto podszył się pod ostrożnego z natury węża.”
    …………………
    Równie dobrze można wierzyć w ufoludki. To bajka dla takich naiwniaków jak ty. Dzikie węże i tam takie gadające stwory – REPTILIANIE? hahaha

  34. @vertigo13
    7 września o godz. 4:34

    Cristo-Redentor w Rio jest średnio cztery razy do roku trafiany przez piorun. Ostatnio stracił z tego powodu palec, zainstalowano zatem para-raios czyli piorunochron

  35. dezerter83
    5 września o godz. 15:00

    „Mężczyzna i kobieta zostali niedawno stworzeni i wiedli proste życie, bez całego bagażu złożonych problemów, kłopotów i trudności, którym obciążyło rodzinę ludzką nieposłuszeństwo wobec Boga”.

    Gdybyś umiał, dezerterze, skojarzyć rajską baśń z tym, co wiemy o ewolucji, i z tym, czego własnymi zmysłami i rozumem doświadczamy, wiedziałbyś, że proste życie, „bez całego bagażu złożonych problemów” skutkowałoby tym, że domniemani pierwsi rodzice nie mogliby się stać ani homo sapiens, ani homo loquens – nie umieliby myśleć, mówić i rozumieć, co domniemany Bóg do nich mówił. Byliby na poziomie umysłowym dżdżownicy.

    A domniemany Bóg – MÓWIŁ. My o mowie wiemy, że wyewoluowała jako narzędzie komunikacji z osobnikami tego samego gatunku. Bóg zrobił inaczej: stworzył człowieka na swoje podobieństwo, od razu z umiejętnością mówienia i myślenia. Jest to sprzeczne z tym, co wiemy o kształtowaniu się człowieka od narodzin, które jest powtarzaniem stawania się gatunku. Ale my jesteśmy głupi. Starożytni, co pisali Biblię, też byli głupi i nie mieli pojęcia o tej sprzeczności – dla nich oczywistością było, że człowiek jest mówiący, tak samo jak Bóg, a Bóg – tak samo jak człowiek. Nie zadawali sobie pytania, do czego Bogu, który i bez gadania wszystko wie i człowiekowi bez słów przekazuje, potrzebna była mowa, zwłaszcza kiedy przez całą wieczność wstecz był sam jak palec.

    Od pierwszych słów Biblii człowiek z umiejętnością analitycznego myślenia widzi w niej opowieść na bardzo niskim poziomie wiedzy o człowieku. A Bóg jest adekwatnym do poziomu ówczesnego człowieka wymysłem.

  36. Czemu tylko krzyż ma zostać wg Pana Skandalisty znakiem wszystkich ludzi?
    Konsekwencji w skandalizowaniu proszę – swastyka i gwiazda Dawida nie zasługują na pominięcie, wszak krzyż nie jest wg Pana Skandalisty szczególnym znakiem danym przez Boga, czyli to znak jakich wiele. Daj Pan przykład – namaluj na swym aucie i drzwiach do gabinetu swastykę, na czole wytatuuj sobie krzyż, a na tojtojkach maluj gwiazdy Dawida.
    Albo… przestań się Pan błaźnić.

  37. Co mnie zadziwia przy okazji tego wypadku, to dyskusja o tym totemie z przewodnika elektrycznego postawionym na Giewoncie. Z mojego inżynierskiego podwóreczka wygląda to tak, że ten krzyż skraca drogę piorunowi o swoją wysokość, czyli o 15 metrów. Wobec setek metrów które piorun ma do pokonania z chmur do ziemi. Dalej, nawet jeżeli zezłomujemy te 15 metrów, to Giewont będzie i tak najwyższy w promieniu prawie 2 km, bo w tej odległości są Czerwone Wierchy i grzbiet prowadzący do Kasprowego. Nic wyższego w okolicy nie ma i pioruny biją w to co jest do dyspozycji. Na domiar złego wszystkie przewodniki dla taterników czy turystów górskich zalecają unikanie grani i szczytów w czasie złej pogody, bo te miejsca są szczególnie narażone na wyładowania atmosferyczne. Krzyż w tym momencie ma znaczenie najmniejsze z możliwych i jest rekwizytem używanym przez dyskusji mniej biegłych w tematach okołoelektrycznych dyskutantów, na nieszczęście rekwizytem niosącym ze sobą zylion znaczeń i konotacji. Właściwym tematem dyskusji powinno być „co zrobić żeby człowieki w górach obserwowały pogodę, dbały o swoje bezpieczeństwo i w ogóle zachowywały się rozważnie”. I czy powinniśmy prowadzić każdego za rączkę w trudnym terenie, w który wszedł on z własnej woli, bo inaczej połamie on sobie paznokietki.

    Tu dochodzimy do drugiej kwestii, w której się nie zgadzam: „Warto coś z tym zrobić” pisze Profesor o zabezpieczeniu szczytu przed piorunami. Nie wiem czy to na poważnie, ale dla mnie to jest pomysł z gatunku „z motyką na słońce”, „z szablą na czołgi” i „z gołymi rękami na tygrysa”. Po prostu napięcie doprowadzające do wyładowań dochodzi do 100 milionów woltów a prąd wyładowania osiąga zwykle 30-50 tys. amperów, a niekiedy i 150 tys. I tak to nasze uziemienie by musiało mieć nieskończenie małą rezystancję (mirzy się to, ta wartość mówi o jakości tego uziemienia), bo, jak poucza pan Georg Simon Ohm, przepływ prądu o tej wartości, jaką wymieniłem, spowoduje wystąpienie całkiem sporego napięcia w uziemianym punkcie. (50tys amper razy przykładowo 1 Ohm daje 50 tys woltów – żeby utłuc homosapiensa aż nadto). Takie uziemienie by musiało być wykonane z jakiegoś nadprzewodnika albo bardzo grubych drutów z materiału o niskim oporze właściwym (miedź, złoto itp). Nie bez powodu wszystkie publikacje techniczne stawiają sprawę jasno: piorunochrony nie mogą być używane jako uziemienie i nie powinno się ich dotykać w czasie burzy, bo grozi to porażeniem. Tak samo izolacja takich wysokich napięć też nie jest trywialna, bo piorun może sobie izolator ominąć przez powietrze, w końcu przeleciał już prze nie kilkaset metrów. Nie jesteśmy wszechmocni. Podsumowując – wysokie koszty i sajgon w górach z powodu budowy. Poza tym mamy dużo innych szczytów i grani narażonych na wyładowania (Świnica, Kopa Kondracka) je też mamy uziemiać?

    Jedyne co możemy zrobić to postawić przed podejściem na szczyt (inne szczyty, wejściami na szlaki, do TPN) tablice z ostrzeżeniem w popularnych językach i w obrazkowym dla najbardziej suwerennych suwerenów że przebywanie na szczycie i okolicy w czasie burzy i złej pogody grozi śmiercią. Plus dotychczasowy body count poszczególnych miejsc. Jak znam  życie i tak będzie to przez wybrańców ignorowane, tak jak obecnie jest ignorowane całkowite zamknięcie szlaku na Giewont. No ale chcącemu nie dzieje się krzywda?

    W rumuńskich Karpatach występują niedźwiedzie. I przy każdym wejściu na szlak, w każdym schronisku, jest ostrzeżenie że nie podchodzić, nie fotografować, natychmiast się oddalić itd. Mnie tamtejsi ratownicy zawrócili ze szlaku z tego powodu. I i tak co jakiś czas misie zjadają kolejnego nieszczęśnika.

    I nasuwa się pytanie czy naczelne małpy maja prawo zaorać góry i zamienić je na alejkę podhalańskiego centrum handlowego, bo niektóre nieco mniej naczelne małpy z ich stada nie radzą sobie z ogarnięciem tego że jak jest burza to w szczyt na którym się znajdują może uderzyć piorun i one mogą wtedy zginąć?

    Niezły spis wariantów odejścia z tego świata w Tatrach sporządził Michał Jagiełło w „Wołaniu w górach”

    @Witold

    Nijaki Nicolae Ceausescu miał przez całe lata nagrobek z gwiazdą na krzyżu, dopiero niedawno dostał nowy:
    http://www1.rfi.fr/actupl/images/120/04ceausescu300nostalgie300.jpg

  38. Blokujecie wpisy, a ma być demokracja…to znaczy napadanie na moją wiarę. Daj mój komentarz, bo Pan Profesor spotkał godnego przeciwnika.

  39. Zapomniałem jeszcze o znaku półksiężyca z gwiazdką. Niech Jan Skandalista Hartman pojedzie do dowolnego państwa gdzie jest szariat i naucza tam muzułmanów że to tak samo jak krzyż, znak ogólnoludzki, a nie tylko muzułmański. Przy okazji niech powie tubylcom, że Allacha nie ma, że to wymysł kilku spryciarzy w tym Mahometa i Alego.

    Ale tego nie zrobi… Bo tam skandalistów tego typu skraca się o głowę. Muzułmanie nie pozwalają sobie by jakiś przybłęda lub potomek przybłędów ośmieszał ich tradycję. I za to ich szanuję. Jak jakieś pisemko satyryczne z Paryża zaczęło drwić z Proroka – to ich zatłukli. Okrutne, ale okazało się skuteczne, już następnych chętnych do drwin z Mahometa nie ma.

    Problem z naszą cywilizacją jest taki, że jest dziś słaba. Nie tylko raz po raz jakiś przybłęda lub potomek przybłędów ośmiesza bezkarnie naszą tradycję i kulturę, ale jeszcze czasem takiemu płacą za „pracę” na uniwersytecie, założonym przez chrześcijańskiego króla.

    P. S. Jestem ateistą, ale każdemu który pluje na moją polską i chrześcijańską tradycję mam do zaoferowania kopa w zadek.

  40. pombocek
    7 września o godz. 12:08
    „Starożytni, co pisali Biblię, też byli głupi (…) nie zadawali sobie pytania, do czego Bogu (…) potrzebna była mowa”.

    Starożytni Izraelici nie musieli zadawać sobie takiego pytania. Wiedzieli że to Jehowa jest Twórcą mowy i Jemu należy się całe uznanie za ten cudowny sposób porozumiewania się stworzeń rozumnych, dzięki któremu nie tylko sami potrafili wyrażać swe myśli, ale mogli też rozumieć wypowiedzi innych.

    Według relacji biblijnej, Adam już w chwili stworzenia został obdarzony zdolnością skutecznego komunikowania się. Świadczy o tym fakt, że Bóg mówił do Adama i dawał mu polecenia. Adam zaś potrafił się porozumiewać z Ewą.

    Co było najważniejszym powodem, dla którego JEHOWA obdarzył nas mową ? Przede wszystkim chodziło o to, żeby nasze usta ‛tryskały wychwalaniem’ Go. Psalmista Dawid powiedział: „Jehowo, będą Cię wychwalać wszystkie Twoje dzieła i będą Cię wysławiać Twoi lojalni słudzy. Będą opowiadać o chwale Twojej władzy królewskiej i będą mówić o Twojej potędze, żeby ludzie poznali Twoje potężne czyny oraz chwałę i wspaniałość Twojej władzy królewskiej”.

    „My o mowie wiemy, że wyewoluowała jako narzędzie komunikacji z osobnikami tego samego gatunku”.

    Powszechnie wiadomo, że niemowlę przychodzi na świat GOTOWE czyli ZDOLNE do chłonięcia wszelkich otaczających je obrazów, dźwięków i innych bodźców. Biblia utożsamia tę umiejętność z „wrodzoną zdolnością”.

    Ciekawie wpisuje się w ten wątek wypowiedź L.Kołakowskiego: „Wszystkie swoiste cechy języka kształtują się w procesie jego używania, ale samą zdolność mówienia dostajemy od natury”.

    Zgadzam się z profesorem prawie w całości. Ja jestem pewny, że zdolność mówienia dostaliśmy od naszego kochającego niebiańskiego Ojca.

  41. „Żyjemy w wolnym kraju, który gwarantuje wszystkim poszanowanie ich równych praw. Nikomu nie wolno mówić: „to jest nasza ziemia i nasze obyczaje – a jak ci się nie podoba, to droga wolna”. Zakopane jest również moje i ja również jestem tam u siebie, choć od przekonań i tradycji katolickich stoję ekstremalnie daleko.”

    A na jakiej podstawie jakiś Hartman zabrania nam mówić, że to jest nasza ziemia i nasze obyczaje? Na szczęście nie ma tu tyranii i Hartman nie jest tyranem. Jest demokracja i decydują ci, którzy są w większości. Na szczęście ta większość szanuje swoją tradycję i kulturę i nie ma zamiaru się jej wstydzić i ukrywać tylko dlatego, że jakiemuś Hartmanowi to nie odpowiada.

    I niech się Hartman cieszy ze ta większość nie każe mu za deprecjonowanie naszej tradycji i naszej kultury pakować walizek i wyjeżdżać, jak to robiły dziesiątki razy inne kraje europejskie w ciągu ostatniego tysiąclecia z przodkami Hartmana. My, Polacy, przygarnialiśmy wygnanych żydowskich uchodźców od Portugalii po chazarskie stepy nie po to, by lżyli naszą kulturę i tradycję, lecz by sobie spokojnie z nami żyli szanując naszą kulturę i tradycję.

    Szanuj i pan. I szanuj nasze krzyże, nasze kapliczki, nasze kościoły – jak chcesz byśmy szanowali pana.

  42. dezerter83
    5 września o godz. 15:00

    Już Ci kiedyś mówiłem, dezerterze, że niby-analizy Biblii w wykonaniu człowieka wierzącego nigdy dla racjonalisty nie będą nie tylko wiarygodne, ale nawet nie będą poważnie traktowane, jako że ich celem nie jest obiektywne poznanie biblijnej rzeczywistości, lecz subiektywne dowodzenie jej boskiego pochodzenia. Wierzący, że Bóg JEST udaje, że szuka dowodów na to, że on JEST.

    Kiedy mówisz: „próba ta w zadziwiająco zwięzły sposób wyrażała pewną uniwersalną prawdę: Bóg jest Wszechwładnym Panem”, jesteś agitatorem, nie badaczem, jak że ta próba nie wyrażała żadnej „uniwersalnej prawdy”, lecz Ty wmawiasz, że on coś takiego wyrażała.

    Przytaczasz słowa przypisywane Jezusowi: „Kto jest wierny w najmniejszym, jest też wierny w wielkim, a kto jest nieprawy w najmniejszym, jest też nieprawy w wielkim”.

    W aforyzmach, przysłowiach, alegoriach bywa tyleż mądrości, co głupoty. Onieśmielają swoją dawnością, więc mało refleksyjni traktują je jak wzorce z Sevres. Cóż takiego mądrego jest na przykład w bardzo starym „O zmarłych – tylko dobrze”? Lub „Większość ma rację”. Więc i logika słów może-Jezusa „Kto jest wierny w najmniejszym, jest też wierny w wielkim” to subiektywny konstrukt tyle mający wspólnego z realiami życia, co nakarmienie paroma chlebami wiele tysięcy. Coś niezwykłego, że mąż mający sześć kochanek w domowych duperelach bywa wzorem wierności?

  43. Pan Profesor przeholował…wpadka także dla Portalu, bo mój komentarz trafił do burmistrza Zakopanego. Powinien sprawę zgłosić do prokuratury. Tak już jest, gdy stosujemy zasadę „róbta, co chceta” w napadaniu na jedynie prawdziwa wiarę katolicką. Nie wiem czy przetrzyma to wszystko serce Pana Jana?

  44. Blokujecie normalne komentarze (właśnie napisany 8 września o g. 21.05)…po co jest możliwość dawania opinii z drugiej strony. Klakierzy są wszędzie, ale wówczas Pan Profesor „młóci słomę” i jest zadowolony z siebie, a nie wie, że za plecami „robią Go w konia”…
    http://www.wola-boga-ojca.pl

  45. @Teista

    Chrześcijaństwo to nie kest żadna „nasza” religia, to religia żydowska powatała w Azji, i nas wprowadzona przymusowo. Ponieważ urodziłeś się niedawno, wydaje ci się, że była ona zawsze i jest „nasza”. Gdyby tak się potoczuła historia, że Mieszko skalkulowałby, że bardziej opłaca mu się wprowadzoć Islam, to dziś grzmiałbyś w obronie Allaha 🙂 Ba, nawet gdyby twoi rodzice zmienili religię, dziś stawałbyś w jej obronie.
    Jesteśmy ludem słowiańskim i jedyną religią, o której można mówić „nasza” to religia słowiańska. Wszystkie inne są religiami obcymi, w tym chrześcijaństwo.

  46. @kormoran
    Każdy pisać może…lepiej lub gorzej, a „nie piłeś” – nie pisz! Pouczasz wiedzącego, że wszystko jest prawdziwe w kościele katolickim. Wszystkiego dowiesz się po śmierci, ale będzie za późno. Nie będziesz mógł się wytłumaczyć, że „nie wiedziałem”…

  47. @Teista
    Ależ nie, to ty pośmierci będziesz przerażony, gdy staniesz oko w oko ze swymi pradziadami zabitymi przez tych, których teraz bronisz. I nie będziesz już mógł powiedzieć, że nie wiedziałeś, że nie miałeś wyboru. Teraz masz ten wybór i odrzucasz prawdziwą wiarę swoich przodków na rzecz zbrodniczej ideologii opartej o kult zmyślonego, azjatyckiego bożka. Cała nadzieja w Mokoszy, że wysłucha moich modlitw i wstawi się za tobą. Ja woem, że to nie twoja wina, że zostałeś zondoktrynoeany i nie masz tyle siły, bybsię z tego wyrwać. Współczuję ci mimo wszystko, co wynika zmojego nihilizmu.

  48. Jako ten, który wprawdzie od czasu do czasu, ale czyta jeszcze wciąż 🙂 blog i Pana profesora, zdążyłem się zorientować, że interesuje się Pan nie tylko filozofią (w dodatku nie tylko tą postoświeceniową), górami (no zdecydowanie przedoświeceniowymi! w tym i Zakopanem), ale również literaturą, teatrem, kinematografią, sztukami wizualnymi, a także muzyką (i tą ludową i tą awangardową, współczesną). Co więc dziś, zdaniem Pana, zrobić z tymi wszystkimi dziełami mistrzów, którzy przez wieki (myśli sztuki – „myślenia w kamieniu, słowie, obrazie, nucie”) podejmowali ów temat, który jak rozumiem, jak czytam, jest Panu i Innym zupełnie obojętny, a który istnieje jakoś wciąż jeszcze w publicznej przestrzeni Europy i Polski? Nie mówię, że ów temat był jednym jedynym i wybranym, który tych przeróżnych przecież mistrzów zajmował i który podejmowali oni w swych pracach. Ale co z tym tematem akurat zrobić dziś, teraz? W tym tak coraz to bardziej marsjańskim dookolnym krajobrazie… I w czasach kompletnego wypału niewypałów… Ciekawym wydaje się być też pytanie kolejne – a co zrobić ze świątyniami? Czy wyprowadzać je już poza tę „publiczną przestrzeń”, by tak demonstracyjnie „nie górowały” nad miastami „mojej słodkiej europejskiej ojczyzny”?

    Dla mnie, czyli akurat dla tego, który nie wierzy w sam krzyż, ale już wierzy w tego, który krzyżowi temu sens nadał… jakoś wielce niezrozumiałym i b. smutnym (bo i zapisanym już na kartach historii) faktem pozostaje, że oto są sobie dziś jakże hałaśliwe grupy, frakcje, środowiska i ich wodzowie (mniejsza też o nazwiska) które w imię „przekraczania siebie”, albo też „wolności artystycznej wypowiedzi” (tak przez te właśnie grupy osobliwie, „figlarnie”, rozumianej), czy też „zaspakajania potrzeb” („pośle-teatrologu podziękuj Bogu, że masz wykształcenie bodaj podstawowe i robisz te sobie-jaja z siebie sobie”) są w stanie powiesić na tym samym wciąż krzyżu dziś już absolutnie wszystko (nie wiem czy zacząć teraz tę wyliczanką od strony obory, rzeźni, czy bardziej toalety, czy sex shopu)? Ale tym samym wszak „wolnościowo- kolorowym, przyjaznym” ponoć dla każdego… Innego… środowiskom tak strasznie przeszkadzają te dwie proste gołe skrzyżowane belki, które dla nich akurat (jak deklarują) nic przecież nie znaczą i nic nie oznaczają… To znaczy gorąco i mocno kolektywnie Wierzą… W To, że one nic nie znaczą, jak dla Ziemi nie znaczyły i znaczyć już nie będą.

    Ciekawą wydaje się sprawa jeszcze jedna. Być może trochę przez przypadek, ale sam Pan profesor tu też przed chwilą zauważał, że ten sam wciąż krzyż ma niejeden jednak wymiar, nie jest symbolem królestwa zero-jedynek… Przez te same wieki wędrówki ludzkości w czasie… bliżej do niego nieraz było tym właśnie, którzy niejako pod nim, przezeń… umarli, a wcale nie tym, co nim tak stadnie wymachiwali i wojowali… Tak; to też jest tajemny a i wielce, wielce otwarty (bo wcale nie górujący nad kimkolwiek i czymkolwiek) wymiar mojej religii (sporo o tym wymiarze jest przecież w Biblii). Może warto o tym czasem pomyśleć też, a nie zawężać tak tej refleksji, filozoficznej wszak…
    Zastanawiam się teraz na szybko też, czy jak bym był tak całkiem obojętny religijnie, albo też zakorzeniony w jakiejś innej zupełnie religii, a zawijał (jak zawijam) np. do porciku w Kuźnicy Helskiej, albo wchodził (jak wchodzę) np. na ów Giewont, to co by to musiało się stać bym chciał go tak pominąć, wyminąć? Może tylko to, gdybym zobaczył na nim kogoś lub coś, co z nim nie ma, bo i najzwyczajniej w świecie nie może po prostu mieć, nic wspólnego… To znaczy jedynie to „moje prawo moralne we mnie” podpowiedziałoby mi celnie, czym jest, jeśli nie ów gwałt, to już na pewno bluźnierstwo i barbarzyństwo… Tak… Sumując: Naprawdę wolałbym usłyszeć i od Pana mniej opowieści (no nie… powiem że z obiegnikami… 🙂 zarezerwowane już dla przywoływanych poniekąd dziś już przeze mnie niektórych mistrzów) opowieści więc podchodów… o piorunach, prawach fizyki, prawach przyrody, albo refleksji o „jakże prymitywnej” formalnie… muzyce ludowej (w domyśle chyba kolędzie) a po prostu by Pan prosto w oczy tu mi wywalił, że w imię jakże swobodnie rozumianej „Tolerancji” należy dziś już wygumkować ten sam wciąż krzyż i wszystko co z nim związane i najlepiej wszędzie! Albo miejsca dla niego poszukać może jedynie tam w tej nowej i jakże nowoczesnej strefie relaksu nad rzeką Wisła w stolicy. Rozmowy by z tego tez nie było… Ale nie byłoby też wtedy rozmowy pozorowanej…
    I poszedłem posłuchać już pięknej jesiennej przyrody – świata tego ozdoby. m

css.php