Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne

31.10.2019
czwartek

Wolność i śmierć

31 października 2019, czwartek,

Z okazji święta zmarłych fragment mojej najnowszej książki „Pochwała wolności”, która ukaże się wiosną.

Wolność podmiotu jest krucha, a podatność na faszyzm ogromna. W aspiracjach podmiotu do uzyskania satysfakcjonującej tożsamości, w której mógłby spocząć jako wyobrażeniu swego noumenalnego ego, zgodą na ów samoobraz zastępując niepokój targających nim pragnień i frustracji, wyraża się lęk tegoż podmiotu przed utratą kontroli nad sobą i – korelatywnie – pragnienie tej kontroli. Tak długo, jak wolność jawi się w postaci przymusu uwalniania się od przymusu, odzyskiwania kontroli nad sobą dzięki zwycięstwu nad siłami, które kontrolowały podmiot z zewnątrz, wolność jest pułapką. Żadna instancja kontrolująca nie jest bowiem ani w pełni zewnętrzna, ani w pełni wewnętrzna. Zawsze jawi się w symbolicznej hipostazie, w jakimś wyobrażeniu, które wypełnia podmiot, a jednocześnie jest czymś samoistnym jako treść symboliczna.

Czy będzie to drugie ja, któremu powierzyłem rolę zapośredniczania i reglamentowania moich zaspokojeń, czy też będzie to neurotyczna kompulsja, fobia i jej uwewnętrzniony w wyobraźni obiekt, czy wreszcie będzie to plemienna albo faszystowska wspólnota – instancja kontrolująca jest zawsze źródłem cierpienia i napięcia. Odpowiedzią dojrzałego podmiotu na to napięcie jest reakcja pozornego przejęcia inicjatywy, dzięki której napięcie będzie mogło być obniżone.

Jednakże przejęcie władzy nad sobą nigdy nie wystarcza, by cierpienie ustało – jej sprawowanie jest nie mniej kosztowne niż zależność od innego. Miraż wolności jako odzyskanej samokontroli przemienia się w miraż zapomnienia o wszelkiej kontroli, a więc ustania psychicznej pracy budowania granic własnego ego i wyposażania go w symboliczne treści. Jednakże wolność nie może być bezmyślna, a podmiot świadom swej wolności i pragnący jej nie może chcieć pogrążyć się w bezmyślności, która wszak byłaby dla niego zdradą wobec samego siebie, nieledwie śmiercią moralną.

Wolność pozostaje ideałem i wyobrażeniem, a przez to – paradoksalnie – wyzwaniem i zobowiązaniem. Nie usuwa go ani dyscyplina wewnętrzna, mająca neutralizować zewnętrzną opresję, ani popadniecie w egzystencję bezmyślną. Jako wyzwanie, wolność, a ściśle ideał wolności nie uwalnia, bo nie daje spokoju – nawet jeśli nie przedstawia się podmiotowi jako uwewnętrznienie kontroli, jakiej musi doznawać ego, aby zachować swą neurotyczną integralność, lecz przeciwnie – jako obietnica relaksu.

Swoją drogą, tego relaksu żadna instancja władcza nie może skutecznie nakazać i wymóc. Nie można uspokoić się na komendę, gdyż spokój jest zapowiedzią martwoty, a napięcie psychiczne jest samozachowawczym oporem wobec niej. Wolność jawiąca się pod postacią mirażu podmiotu uwolnionego od napięcia lęku i kontroli, a więc uwolnionego od nerwicy, jest obrazem śmierci. Tylko śmierć bowiem uwalnia podmiot od samego siebie, od ciężarów egzystencji i wszystkich nierozwiązywalnych za życia konfliktów.

Między wolnością jako metapragnieniem, zasadniczą możliwością i warunkiem możliwości pragnienia czegokolwiek, a śmiercią, która jest upragniona o tyle, o ile negatywnie zaspokaja każde pragnienie, gdyż od każdego pragnienia uwalnia, tak jak uwalnia od niego zaspokojenie, zachodzi związek dialektycznej wzajemnej przynależności. Wolność jest warunkiem wszelkiego pragnienia, a śmierć warunkiem usunięcia braku i frustracji, którą wolność wywołuje.

Tym samym śmierć jest rozwiązaniem sytuacji wolności i jako taka stanowi jej warunek a posteriori. Podmiot doświadczający wolności w pragnieniu, w rozkoszy jego spełniania i frustracji niespełnienia, uświadamia sobie alternatywną możliwość zanegowania pragnień razem z sobą. Wola śmierci jest wolna wolnością o jeszcze jeden stopień wyższą niż wolność, którą posiadamy jako ogólną możliwość pragnienia, wybierania i działania. Wolność ostateczna, wolność samobójcy jest meta-metapragnieniem, sublimacją, w której samowyobcowanie podmiotu osiąga jedność z samowiedzą i substancjalną, podmiotową egzystencją.

Ten jest więc najbardziej wolny, kto będąc w pełni świadom możliwości popełnienia samobójstwa i będąc pewnym, że jest do samobójstwa zdolny, ostatecznie wybiera (tymczasowo) życie, a więc i wolność. Kto zaś efektywnie się zabija, ten wolny nie jest, bo nie żyje. Życie w świadomości wolności do popełnienia samobójstwa to życie stoickie. Jego chrześcijańską i islamską sublimacją jest życie w wolności do stania się męczennikiem, oddającym życie za wiarę. Taką wolność trzeba wybrać i afirmować. Tylko pod tym warunkiem można być wolnym aż tak – ku śmierci, mimo śmierci, a więc i od śmierci – od śmierci jako klęski niedokończonego, niewolnego, niespełnionego życia.

Wolność najpełniejsza to wolność wybrana, wolność, którą świadomie wzięło się na siebie jako ciężar i ciążącą możliwość trwania. Ten jest wolny, kto żyje, choć nie musi. Kto jest aktywny, chociaż nic go do tej aktywności nie przynagla – ani zewnętrzny przymus, ani namiętność. Zgoda na własną śmierć (również z własnej ręki) w jedności ze zgodą na własne życie to ta najbardziej ogólna afirmatywność, którą nazywamy wolnością i której domyślamy się wtedy, gdy pojęcie wolności jako panowania i kontroli bądź rozpasania i samowoli wydaje nam się przewrotne.

Niestety, afirmatywność ta zawsze skrywa się za maskami zobowiązań wolnego ja – zobowiązania do kierowania sobą, panowania nad sobą, posłuszeństwa prawom świata i wynikającym z nich obowiązkom. Trzeba ogromnej czujności, by nie mylić oportunistycznej afirmacji tego, co nieuniknione, z wolnością ku życiu i śmierci, o której tu mówimy. A także by nie pomylić jej z rezygnacją, sceptyczną pogodą ducha, wyniosłą obojętnością na swój los lub znieczuleniem kogoś, kto odsuwa się od życia, zamyka w sobie i przygotowuje do śmierci. Wszystko to są bowiem modi egzystencjalne, pod które wolność ku życiu i śmierci się podszywa.

Człowiek gotowy na śmierć rozstaje się ze swoim a priori, wymawia bezwzględną, niewolniczą zależność zaborczemu ja, podającemu się za noumen, wyrzeka się miraży nieśmiertelności, którą wszak może przypisać jedynie temu pustemu i abstrakcyjnemu ja, udającemu „coś metafizycznego”. Gdy człowiek przestaje być sam dla siebie reprezentacją wieczystej podmiotowości, „ducha subiektywnego”, uzyskuje samoistność w przygodności – podmiotową, pozytywną śmiertelność, która pozwala mu zachować wolność względem uwięzionych w bezczasowości metafizycznych potęg.

Ta wolność kontyngencji, nieznaczności umożliwia człowiekowi wymknięcie się czy też „wycieknięcie” przez kapilarne szczeliny, jakie w potężnych strukturach mitycznej wyobraźni, z jej bóstwami, absolutami i zaświatami drąży ludzki spryt, przekora i humor. W tych mikrodziałaniach, w nieznacznych i nieznaczących praktykach codzienności, podobnie jak w rzadkich momentach nieobliczalności, powoli i nieznacznie wyrasta ludzka wolność – podobna do szmuglu i całego tego nielegalnego drugiego życia, jakie rozkwita pod powierzchnią totalitarnych struktur władzy.

Ta pleniąca się wolność jest metafizycznie nielegalna, niepodległa normalizacji i anarchiczna. Jej natura jest deleuziańska – nomadyczna i swoiście cielesna. Jest naturalnym antyfaszyzmem. Skoro cała nasza kultura jest fundamentalnie utożsamiająca i zarządzająca – począwszy od poziomu niebiańskich figur władzy i świętości, poprzez symbolikę polityczną i rytuały władzy państwowej, a skończywszy na wszelkich przejawach biopolityczności, w której przedmiotem rozporządzania są ludzkie ciała, to w jaki sposób w ogóle antyfaszyzm mógł przetrwać i nadal trwa? Skąd bierze się kapilarna mikrowolność, rozsadzająca monolit uniwersalnej normalizacji?

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 8

Dodaj komentarz »
  1. Panie Profesorze!
    Nie poradził Pan sobie z problemem wolności. Sam język wpisu jest nie do przebrnięcia dla normalnego człowieka, a sprawa jest bardzo prosta, bo składamy się z duszy i ciała. Piszę to ze względu na wspomnienie dnia wszystkich zmarłych.

    Na tym zesłaniu mamy dwa dary; wolną wolę i czas (nie wiadomo jaki).
    Kierując się wolną wolą („róbta, co chceta”) wpadamy w niewolę różnych pragnień, które nie zadowolą duszy pragnącej powrotu do Boga. Widzimy to na nieświadomym dzieciątku biegającym bez celu.

    To jest wolność wokół której kręci się Pan Profesor nie wspominając o duszy i naszym Stwórcy. W Modlitwie Pańskiej („Ojcze nasz”) są słowa; „Bądź Wola Twoja”. To moja łaska; odczytywanie Woli Boga Ojca…

    Trzeba własną wolę oddać i dać się prowadzić. Jest to pokazane na posłusznym dziecku, które trzyma się ręki ziemskiego taty. Daje to Wolność Prawdziwą, Bożą prowadzącą do celu naszego życia, którym jest świętość i zbawienie…z powrotem do Królestwa Bożego.

    Nic nie da dyskusja, bo posiadanie duszy nie zależy od naszych poglądów, głosowania demokratycznego czy różnych naukowych rozważań…
    http://www.wola-boga-ojca.pl

  2. „Jego chrześcijańską i islamską sublimacją jest życie w wolności do stania się męczennikiem, oddającym życie za wiarę.”

    A o „chillul Haszem”, czyli o męczeństwie za wiarę w judaizmie, dlaczego Pan zapomniał?

    „Ten jest więc najbardziej wolny, kto będąc w pełni świadom możliwości popełnienia samobójstwa i będąc pewnym, że jest do samobójstwa zdolny, ostatecznie wybiera (tymczasowo) życie, a więc i wolność.”

    To nie takie proste.
    Wybranie samobójstwa wyraża się jedynie poprzez samobójstwo. Nie można „wybrać samobójstwa” i jednocześnie „wybrać życie”. Albo – albo. Taki paradoks, który powoduje, że w Pana rozumieniu nigdy wolnym się nie da być.

  3. Panie profesorze
    Jest pan chyba po kolejnej lekturze Heideggera „Sein und Zeit” i jego definicji Dasein czyli ludzkiego bytu, jako bytu ku śmierci.
    Heidegger też mi przed laty objawił ową perspektywe śmierci jako podstawowego warunku wolności. Nieraz zdarzało się, że kiedy mocno zestresowany, załamany, wydawalo się , że znajduję się w pułapce bez wyjścia, nieszczęsliwy, wtedy pociechą była myśl, że przecież można z tym wszystkim skończyć. Jest przecież wyjście nwet z najgorszej sytuacji.
    Trudno powiedzieć, jakbym postąpił, gdybym nalazł się w Oświęcimiu. Wydaje mi się, że nie zniósłbym tej straszliwej męki, upokorzenia, widoku mordowanych ludzi i popełnił samobójstwo rzucając się na kolczaste ogrodzenie. Ale czy na pewno?
    Łatwo sobie wyobrażać,jak się nie jest w takiej straszliwej sytuacji. Ale jednak sama możliwość wymknięcia się z tego koszmaru daje owo poczucie wolności.
    To chyba Marai we w swych wspomnieniach z pobytu w Oświęcimiu pisze, że był już tak wycieńczony, że upadł; uznany za martwego, wrzucono go na wóz z trupami, na którym transportowana zwłoki do krematorium. Był sparaliżowany , ale przytomny i kiedy wóz oddałał się od baraków, patrząc na nie, pomyślał z żalem; jaka szkoda opuszczać na zawsze ten piękny obóz koncentracyjny. Wtrząsające przywiązanie do życia.
    Niedawno minęła kolejna rocznica smierci Piotra Szczęsnego. Piotr się podpalił, bo chciał tym czynem wstrząsnąć sumieniem Polaków, wybierając śmierć , podobnie jak Sokrates, wybrał wolność, ostateczną wolność. W prawdzie on nie żyje, więc jemu śmierć jako gwarancja wolności już nie służy, tak jak mnie i wielu innym żyjącym służy, ale pokazał, że owa „osłona”, czasami musi się zrealizować, ktoś musi powiedzieć „sprawdzam”, że ten gwarant wolności, jaką jest smierć , nie jest tylko dziecinną zabawką, ale w pewnych sytuacjach może stać sie jedynym prawdziwym jej gwarantem, kiedy się spełni.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Lewy
    1 listopada o godz. 8:32
    To chyba Marai we w swych wspomnieniach z pobytu w Oświęcimiu pisze, że był już tak wycieńczony, że upadł; uznany za martwego, wrzucono go na wóz z trupami, na którym transportowana zwłoki do krematorium.

    … to chyba jednak nie Marai – Sándor Márai w swoich dziennikach…

  6. Panie Janie,
    Wiosną niech Pan sobie golnie, jakiś własny wyrób, od czasu do czasu, bo nie będąc prorokiem sądzę, że niewiele osób tę książkę kupi, a jeszcze mniej przeczyta. Nie warto jednak z tego powodu od razu antycypować samobójstwa. W przypadku chandry wiosennej kusztyczek nalewki niejednemu już pomógł!

  7. 19 wpisów jakubka na 28 – tylko skretyniały misiu ma taki wytrysk… bełkotu…

  8. Hiszpanka zagrypiona.

  9. Zagrypiona Hiszpanka?

css.php