Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne
Młodzież

21.02.2020
piątek

Czy młodzież zidiociała?

21 lutego 2020, piątek,

Nie widzę nic szczególnego w tym, że młodzi ludzie z bogatych domów szpanują przed kamerą drogimi ciuchami. Złe jest raczej to, że te ciuchy są najczęściej brzydkie, przepłacone, a rodzice w wielu przypadkach kupują je tytułem przeprosin, że nie mają dla nich czasu.

Samo przechwalanie się jest może i naiwne, dziecinne i próżne, lecz w wykonaniu nastolatka, który w końcu nie musi wiedzieć (tak jak nie wie tysiąca innych rzeczy), co to dyskrecja i skromność, może oznaczać coś zupełnie innego, niż na pierwszy rzut oka się wydaje. Może oznaczać dumę z rodziców, których było stać na kupienie tych rzeczy i dumę z ich miłości, którą wyrażają, jak umieją – dając dzieciom dużo pieniędzy. Albo po prostu satysfakcję z przewagi nad kolegami, którzy takich rzeczy nie mają. Ludzkie uczucia. Może trzeba się cieszyć, że młodzież potrafi być autentyczna?

Z pewnością są gorsze narowy młodzieży niż dziecięca próżność. Każdy człowiek przechodzi przez okres narcystyczny i związane z tym wahania nastroju. Każdy musi wejść w rywalizację z rówieśnikami i zobaczyć siebie w pewnej pozycji na tle grupy. Wszystkie subkultury młodzieżowe jako formy takiej rywalizacji i rytuały pozwalające panować nad emocjami, jakie niesie ze sobą młody wiek, są potrzebne i zasługują na akceptację, jeśli tylko nie sprzyjają przemocy. Jeśli nie ma bicia, molestowania, poniżania i wykluczania, a także autoagresywnych zachowań, na czele z samookaleczaniem się i zażywaniem niebezpiecznych substancji  – wszystko jest do zaakceptowania.

Nie ma co oceniać młodzieży po ubiorze, slangu czy muzyce, jakiej słucha. Alkohol, dragi i chuliganienie to już inna rzecz – tu trzeba kontroli i zawsze tak było. Zresztą nie sądzę, aby współczesna młodzież mogła być podejrzewana o większą skłonność do wszelkiego rodzaju ekscesów niż w poprzednich pokoleniach. Raczej jest odwrotnie. To jednakże kwestia empiryczna, której bez badań nie da się rozstrzygnąć.

Rozrabiania, jak się zdaje, jest dziś mniej, ale w ogólności młodzież nie prezentuje się szczególnie zachęcająco. Jedną z najgłupszych klisz dręczących naszą i tak już umęczoną głupstwami „klasę aspirującą” (wiecznie do czegoś – nie wiadomo czego, choć przecież wiadomo…) jest powiedzenie: „każde pokolenie narzeka na młodzież”. Ma to znaczyć, że narzekania są niesłuszne, bo gdyby były słuszne, to ludzkość dawno by już upadła.

To nonsens. Czasami są słuszne, a czasami nie, a pokolenia są lepsze i gorsze. Jak wszystko w życiu. Są inne, owszem. Ale to nie znaczy jeszcze, że nieporównywalne bądź niepodlegające ocenie. Inny nie znaczy gorszy. Ale nie znaczy też równy ani lepszy.

Moje bogate dość i codzienne doświadczenia z młodzieżą, poparte obcowaniem (zwykle niezamierzonym) z artefaktami młodzieżowych subkultur i produktami przeznaczonymi dla młodzieży (takimi jak utwory muzyczne czy garderoba), raczej mnie deprymują. Nie mam dobrej opinii o współczesnej młodzieży i bardzo proszę nie odbierać mi prawa do własnego zdania w tej sprawie. Można się nie zgadzać, ale nie można mi zarzucać, że nie wiem, o czym mówię. Zastrzeżenie to formułuję dlatego, że w społeczeństwach zwanych do niedawna dość lekceważąco drobnomieszczańskimi obowiązuje zasada, że ktoś, kto aspiruje do wyższych jego warstw, musi być maksymalnie afirmatywny, to znaczy powstrzymywać się od krytyki, zwłaszcza takiej, która nie dotyczy jakiejś grupy bądź jednostki uprzywilejowanej. Nie można nikogo krytykować i obwiniać, bo wszyscy są kochani, wspaniali i dobrzy – co najwyżej są tacy nieco „inaczej”, bo np. nie są rozumiani.

Otóż na te zasady osobiście się wypinam, a nawet czniam na nie, jak to się niegdyś mówiło. Hipokryzji i lizusostwa nienawidzę. Bardzo też proszę, aby nie zarzucano mi pochopnych uogólnień i nie przypominano, że jest mnóstwo wspaniałych młodych ludzi. Biję się w piersi i powtarzam głośno i po stokroć: jest mnóstwo wspaniałych młodych ludzi, którzy wcale nie są tacy, jak piszę poniżej.

Chodzi mi o to, że takich, jak piszę poniżej, są całe masy. I z pewnością te masy mają przewagę nad młodzieżą zaangażowaną społecznie, mądrą, ambitną i pełną dobrej woli. I proszę mi nie mówić, że zawsze tak było. W moim pokoleniu tak nie było. I pokolenie wstecz też nie.

Dla uproszczenia redukuję wszystkie swoje pretensje do młodzieży do trzech generalnych:

1. Zakłamanie i bezideowość. Wielką cnotą młodości jest autentyczność. Tymczasem nasza młodzież bez żadnego oporu uprawia oportunizm, opowiadając rodzicom i nauczycielom dokładnie to, co tamci chcą usłyszeć. Gdzie odwaga cywilna? Gdzie nonkonformizm? Niezależność sądu? Gdzie ten słynny bunt i konflikt pokoleń?

Nie ma. Zniknęły razem z ambicjami. Ambicje ograniczają się dziś do tego, żeby zdobyć dobre papiery i dobrze płatną pracę, dzięki której będzie można przyjemnie żyć i dobrze się bawić. Ale żeby w pocie czoła się uczyć czegoś naprawdę? Po co? Wszystko jest w internecie. Może jakieś ideały? Autorytety? Ależ bardzo proszę – do jakich mamy się przyznać? Może coś o miłości bliźniego? A może o tym, że „Jan Paweł II jest dla mnie największym autorytetem”?

Cynizm, zblazowanie, abnegacja są tak powszechne, że gdy zjawi się ktoś, kto chce podnieść pogardę albo egoizm do miary wielkiej i autentycznej idei, ten zaraz znajdzie posłuch. Stąd ten żałosny, pseudoelitarystyczny „korwinizm”, faszyzm i nazizm, które plenią się jak perz na bezideowym ugorze szkoły i osiedla.

2. Bezwstyd. Zakłamanie prowadzi do cynizmu, a cynizm to już jedna z postaci bezwstydu. Nie mogę wyjść ze zdumienia, jak niskie jest morale młodzieży. Skłamać, ściągnąć, splagiatować – to jak splunąć. Takie rzeczy robi się bez najmniejszego poczucia dyskomfortu. Tak jakby nie istniał już żaden honor (i dyshonor).

Ileż to miałem tych rozmów umoralniających z młodymi ludźmi, którzy myślą, że oszukać i nie dać się złapać – to jak wcale nie oszukać. Albo że życie to gra, w której wszyscy udają, że są jakieś reguły, a tak naprawdę kierują się wyłącznie jedną – maksymalnej korzyści dla siebie. Oj, trudno dziś młodą osobę czymś zawstydzić. Może i główkę spuści, ale żeby się naprawdę zawstydzić, to raczej nie. Przecież to wszystko tylko gra. Szacunek do siebie i do innych, dotrzymywanie słowa i zobowiązań, staranność i pilność – to wszystko staje się dziś reliktem kulturowym, spotykanym w jakichś niszach, jak szkoły muzyczne czy kluby sportowe.

3. Analfabetyzm. Zadowolona z siebie, niczym nieskażona ignorancja, święta niewiedza. Kto ogląda program „Matura to bzdura”, ten wie, na czym to polega. Skale deprywacji intelektualnej współczesnej młodzieży jest porażająca. Nie ma takiej rzeczy, którą wiedziałaby większość młodych ludzi. I nie ma też w tych młodych nieukach żadnego poczucia wstydu z powodu własnej ignorancji, żadnej ambicji, aby czegoś jednak się dowiedzieć, ani nawet świadomości, że coś takiego jak wiedza i wykształcenie istnieje.

Zapytaj młodego człowieka, który nie wie nic o niczym, co właściwie i o czym warto byłoby wiedzieć. Tego też nie wie. Szkolnictwo stało się zupełnie niewydolne. Cała ta edukacyjna męka do niczego nie prowadzi. Kilka procent młodych ludzi wie bardzo wiele, kilkanaście procent wie to i owo, lecz większość to funkcjonalni analfabeci, którzy niczego nie czytają i dobrze im z tym. Nie sądzę, aby kiedykolwiek od czasu, gdy powstało szkolnictwo powszechne, było aż tak źle.

Cyniczny, amoralny, z lekka otępiały ignorant i oportunista – oto żałosna figura współczesnego młodzieńca. Może i bardzo niewielu w pełni tej charakterystyce odpowiada. Lecz takich, którzy odpowiadają jej z grubsza, jest bodaj większość. Sprawia mi to niemal fizyczny ból, gdy na to patrzę.

Jestem nauczycielem i bardzo mi na młodych zależy. Ciągle się z nimi spieram, potrząsam nimi, jak potrafię, narażając się na ich irytację i złość. Ale taka jest powinność nauczyciela – rozmawiać, wyciągać z młodzieży emocje, zmuszać do myślenia. To nie jest przyjemny zawód. Daje popalić. Może w tych czasach bardziej niż kiedyś.

Bynajmniej nie cieszę z tego, że młodzież się zepsuła (bo moje pokolenie lepsze). Ani się nawet nie gniewam. Raczej odczuwam lęk i bezradność. Nie wiem, czyja to wina i dlaczego tak jest. Ale jest źle. Nie wiem, jak to zmienić, jednakże diagnoza to już pierwszy krok do leczenia. Ktoś się podejmie?

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 56

Dodaj komentarz »
  1. Każdy z tutejszych czytelników zwróci panu profesorowi uwagę na skutki umasowienia kształcenia na poziomie umownie nazywanym „wyższym”. To i ja nie będę oryginalny. 😉
    Sam pan profesor zaczął zresztą opisywać krzywą Gaussa Kilka procent młodych ludzi wie bardzo wiele, kilkanaście procent wie to i owo, lecz większość to funkcjonalni analfabeci,.

    1/ Proszę sobie porównać – koniecznie na wykresie! – procent Polaków uczących się w liceach lub liceo-podobnych szkołach, idących na studia oraz wreszcie studia te kończących np. od roku 1918 do dzisiaj.

    2/ Wiadomości w sensie encyklopedycznym stały się mobilne w sensie dostępu do nich. Wprawdzie ze smartfona nie da się szybko pozyskać i przetrawić np. wiedzy ale już da się pozyskiwać fakty. Zarówno encyklopedyczne jak i medialne. Kiedyś człowiek bał się wychodzić z domu czy ze szkoły z pustą głową i próbował tę głowę umeblować gdyż ani nie mógł nosić przy sobie encyklopedii w postaci grubej książki ani nie miał możliwości zapytania się przenośnego korepetytora jak się cośtam pisze, wymawia czy tłumaczy. Dzisiaj już się nie boi bo jak czegoś nie wie to się smarfona zapyta. 😉

    3/ Skutkiem zapóźnienia cywilizacyjnego polskiego kąta (Europy i świata) jest zawężenie oferty zawodowej dostępnej dla młodzieży mieszkającej w Polsce. Czy ja wiem czy praca magazyniera lub dyspozytora, praca do której prowadzi studiowany kierunek „logistyka” jest równie wymagająca intelektualnie jak praca inżyniera elektronika? Ten pierwszy ma w dzisiejszej Polsce masę ofert pracy a ten drugi może sobie potłumaczyć zagraniczne instrukcje obsługi. To co się dziwić, że młodzież wybiera takie kierunki „studiów” po jakich ma robotę?
    Byłyby w Polsce dostępne ambitniejsze miejsca pracy w ambitniejszych zawodach to i byłoby zapotrzebowanie na ambitniejszą młodzież po ambitniejszych kierunkach studiów.

  2. Idę jeszcze dalej. Nasz świat jest niezwykle stechnicyzowany. Aby utrzymać to wszystko pod kontrolą potrzebna jest armia wykształconych i posiadających odpowiednie cechy ludzi. Widzę w swoich koszmarach zblazowanego, tępego pod wpływem środków odurzających młodzieńca, który jest odpowiedzialny za pracę np. elektrowni atomowej, bo nie ma nikogo lepszego do tej roboty itd…
    Pewnie przesadzam, ale coś takiego nam z pewnością grozi przy tej bezideowości i olewaniu wszystkiego.

  3. …i właśnie tych ‚kilka’ + ‚kilkanaście procent’ powinno studiować; tak było za ‚naszych’ czasów, Profesorze. Bezrozumny pęd do ‚upowszechnienia szkolnictwa wyższego’ skierował w mury uczelni młodzież, która ongi – z pożytkiem dla siebie i innych – uczyłaby się na operatorów maszyn budowlanych i krawcowe.

    Skutkiem nieprzemyślanych strategicznych decyzji ludzi odpowiedzialnych za edukację, a może i w jakiejś mierze w wyniku spontanicznych procesów zmieniających nie tylko polskie społeczeństwo, obcuje Pan Profesor zatem obecnie również i z tą z młodzieżą, która powinna być pod kuratelą majstrów, nie profesorów. Ona zawsze taka była, tylko wcześniej się Pan z nią nie za bardzo stykał.

    Zaś co do ‚rozmów umoralniających’, to sprawa jest prosta, tyle, że wymagałaby rozwiązania systemowego. W UK ściąganie na egzaminach jest na tyle rzadkie, że jak się już przytrafi, to piszą o tym w prasie. To przecie oszustwo. Wzywa się zatem policję, delikwent jest wyprowadzany w kajdankach, a po krótkim procesie wylatuje ze studiów. Ma ‚criminal record’. Rośnie mu ubezpieczenie za autko, a w moim borrough mając ‚criminal record’ nie dostanie nawet roboty śmieciarza. Działa lepiej, niż ‚rozmowy’.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Szanowny Panie Profesorze.
    Diagnoza Pańska słuszną jest. Ale też istnieje na tę dolegliwość bardzo skuteczna recepta. To edukacja. Prawdziwa i wychodząca z człowieczeństwa i potrzeb człowieka. Piszę tu o pedagogice waldorfskiej, zaproponowanej przez Rudolfa Steinera. Są już takie szkoły w Polsce, choć, niestety, bardzo nieliczne. Dotarł do mnie ostatnio rodzic jednego z absolwentów takiej szkoły (podstawowej), który opowiedział mi o egzaminie swojego syna do prestiżowego liceum w Warszawie. Otóż okazało się, że w tzw rozmowie kwalifikującej do szkoły ten młody człowiek poradził sobie najlepiej ze wszystkich zdających, a mówiąc dokładniej pobił ich na głowę. Jedna z matek ucznia takiej szkoły odpowiedziała na pytanie rodzica „czym różni się szkoła waldorfska od innych?” – Uczeń tej szkoły na pytanie z zakresu lekko wykraczającego poza program odpowie najczęściej ” tego nie przerabialiśmy, ale daj mi POMYŚLEĆ”. Pozdrawiam serdecznie. Bogdan Głowacki

  6. Fenomenalna – bo esencjonalna – diagnoza stanu „generacji wstępujących”.
    Wszystkie wymienione trzy atrybuty – zakłamanie i bezideowośc, bezwstyd, analfabetyzm – niebezpiecznie powszechne.
    To z takich generacji rekrutują „nowe elity” władzy wszelakiej – rezultaty już widać od dłuższego czasu.
    Tej degeneracji i degradacji społecznej nikt szybko nie zatrzyma. To procesy długiego trwania.
    Ten stan rzeczy właściwie odpowiada i partiom rządzącym – PiS i KoKa – a reszta udaje, że problemu nie ma albo że ich to nie dotyczy.
    Narodowy stateczek coraz bardziej dziurawy dryfuje ku samounicestwieniu.

  7. Czy w czasach młodości pana profesora nauczyciel musiał tłumaczyć się z oceny niedostatecznej? Czy wszyscy uczniowie obowiązkowo, bez stopnia opanowania materiału nauczania, musieli przechodzić z klasy do klasy? Czy obniżano kryteria oceny tak, żeby jak największy odsetek przystępujących do matury ją zdał?

  8. Ad2. Czy Pamięta Pan wypowiedź publiczną znanego pirata drogowego, niegdysiejszego posła (dziś znacznie, materialnie wyżej) Pana Kurskiego – że on jest osobą wysoce moralną, gdyż jeśli policja złapie go na wykroczeniu drogowym, to on nie zasłania się immunitetem tylko płaci mandat?
    Czy oglądał Pan kiedyś, w każdy dzień powszedni w TVN, jedna po drugiej telenowele dla uczniów, telenowele dla młodzieży i zwieńczenie – program informacyjny a zaraz po nim pseudo-publicystykę „Uwaga”? Jeśli tak, to czy nie zwrócił Pan czasem własnej uwagi ile brudu, ile heitu, ile absurdalnych ‚problemów’, ile wreszcie jawnych kłamstw (to w tych ostatnich, dwóch pozycjach), przemycane jest do główek dedykowanych grup wiekowych odbiorców? Jeśli tak, to czy podobnie jak ja, osoba świadomie rezygnująca z fałszu TVPiS nie trzymał Pan w tym czasie w pogotowiu palca tuż nad przyciskiem ‚mute’ w swoim pilocie?
    A jeśli tak, to dlaczego udaje Pan, że nie wie skąd się wziął ten cały PiS i owa paskudna młodzież? A może Pan rzeczywiście nie wie?

  9. Widzę, że zwraca Pan tutaj bardzo dużo uwagi na ten element cynizmu, z którego wynikają wszystkie trzy elementy – łącznie z tym analfabetyzmem. Ale jak młodzież ma nie być cyniczna?

    Weszliśmy/wchodzimy w dorosłe życie w czasach, kiedy przyszłość nie wydaje się przynosić ze sobą niczego dobrego. I z prawa i z lewa, widzimy społeczeństwo, które jest nam nieprzychylne i staje się coraz gorsze. Pracujemy na śmieciówkach, gdzie zamiast podwyżek proponują nam owocowe czwartki, płacimy podatki na cudze dzieci i emerytury (z pełną świadomością, że jak przyjdzie nasza kolej to nic nie dostaniemy), a 60% pensji wydajemy na wynajem mieszkania. A i to w optymistycznym scenariuszu, gdzie zarabiamy na tyle dobrze, żeby w ogóle móc wyprowadzić się z domu.
    I jak tu chcieć czegoś więcej, jak nawet własny dach nad głową wydaje się nierealny? Jak mieć autorytety, kiedy starsze pokolenia są totalnie oderwane od naszej rzeczywiści i często od naszych wartości?

    To oderwanie jest też widoczne u Pana – bo jaką wartość ma honor? Dlaczego w ogóle posiadanie autorytetów miałoby być czymś dobrym? Dlaczego czytanie samo w sobie ocenia Pan wyżej, niż inne formy konsumpcji kultury? I właściwie to niewiedzenie o czym tak Panu przeszkadza? Bo z doświadczenia zakładam, że to, co dla Pana jest ważne, dla uczniów naprawdę może być niepotrzebne.

  10. @ flanemco
    Nic dodać , nic ująć…!! Ten naród jest skazany na wymarcie.

  11. To, o czym Gospodarz pisze to skutek a nie przyczyna !
    Wszystko to jest skutkiem dorwania się do władzy po 1989 roku miernot, co to nawet w PRL-u kariery zrobić nie potrafili. Jak nie potrafili za komuny to i za demokracji nie wiedzieli jak się to tego zabrać. Ba – nie wiedzieli do czego należy się zabrać więc szermowali hasłem, że wszyscy mamy równe prawa i szanse ( ale nie wszyscy mają stosowne zdolności ), że „niewidzialna ręka wolnego rynku” sama wszystko wyreguluje.
    Był taki minister gospodarki, który publicznie szczycił się swym bumelanctwem na stołku, twierdząc, że najlepszą polityką gospodarczą państwa jest brak jakiejkolwiek polityki w tym zakresie.
    A przecież japońskie, koreańskie czy chińskie sukcesy gospodarcze są efektem ściśle zaplanowanych i konsekwentnie realizowanych działań rządów tych państw.
    Polityka rządów polskich po 1989 roku przypomina postawę matki, która wysyła dzieci na zakupu lecz zamiast każdemu dać kartkę z wykazem co ma kupić i jaką kwotę na może wydać mówi im -„kupujta co chceta” a potem okazuje się, że by dotrwać do końca m-ca trza brać „chwilówkę” u „lichwiarzy” albo coś z majątku oddać do „lombardu”.

  12. I ta wielka masa nic nie wiedzacej mlodziezy patrzy i slucha Trumpa, Kaczynskiego, Morawieckiego czy niejakiego Dude. I co? Przy braku umiejetnosci krytycznej oceny bodzcow te mlode matolki dochpodza do wniosku, ze klamstwo, pomowienia, chamstwo imocne lokcie to sa wspolczesne metody dochodzenia do czegos co powoduje ze przestrzen publiczna napelnia sie Kanthakami, Ozdobami, Kaletami, z ktorych kazdy zrobi i powie kazde swinstwo. Biada nam!

  13. Przezylem lata 60-te jako nastolatek , czyli nowa moda , muzyka , wolna milosc , bunt .Pierwsze mialy upasc Stany Zjednoczone ,my , jako opoznieni w rozwoju , troche pozniej . I , nie spelnily sie te straszne prognozy . W latach 90-tych pracowalem w amerykanskiej szkole . Wrazenia szokujace , nikt nic nie robi , tzn kazdy robi co chce , poziom nauczania – brak , tylko sport na poziomie . ( z tym ze to byla szkola publiczna ) I , jakos od tego czasu USA trzymaja sie dobrze . Nie ma nad czym plakac , wszystko sie unormuje , tylko bedzie inaczej wygladac .

  14. Panie profesorze. To co Pan napisał jest niestety prawdziwe. Ja sam jak patrzę na dzisiejszą młodzież jestem przerażony. Tak no oko 80% to abnegaci, kompletnie bez wiedzy o Polsce i świecie, bez idei. Nie obchodzi ich łamanie prawa przez rządzących, nie obchodzi ich, że za moment w Polsce może być dyktatura. Wracając z każdej demonstracji przeciwko obecnej władzy widzę, jak ubawiona młodzież siedzi w ogródkach piwnych i płakać mi się chce. Oni nic nie rozumieją, wydaje im się że świat zawsze był i będzie taki fajny jak teraz, że to oni a nie my starzy, powinni iść w tych demonstracjach. Nos w smartfonie oto ich cały świat. Uważam, że to wina szkoły i rodziców. Moja córka jest w tych kilkunastu procentach, które wiedzą to i owo ale tylko dzięki pracy rodziców. I wydaje mi się, że za PRLu chyba wychowanie młodzieży było lepsze. Rechot historii.

  15. Szanowny Panie Redaktorze,
    ja już od bardzo wielu lat nie jestem nauczycielem, może dlatego mogę sobie pozwolić na spojrzenie pod innym kątem.
    Ogromnych zmian w zglobalizowanym i zdigitalizowanym świecie nie da się zatrzymać. Naturalnie ma to również wpływ na dzieci i młodzież. I naturalnie szkoła nie powinna tych procesów ignorować. Poprzez pisanie ściągawek tez można było się wiele nauczyć. Moim zdaniem można się tego zgorszenia z powodu „Skłamać, ściągnąć, splagiatować” pozbyć po prostu pozwalając na korzystanie z wszelkich dostępnych informacji. I zadania tak formułować, żeby można było w jak największym stopniu ucznia ocenić, zmusić do samodzielnego myślenia i przyswojenia niezbędnej wiedzy. Ja wiem ze to nie jest proste, nie zawsze możliwe i bardzo uciążliwe dla nauczycieli, ale moim zdaniem nieuniknione, jeżeli chcemy wychować wartościowe społeczeństwo. I nie zapominajmy ze to my rodzice jesteśmy w głównej mierze odpowiedzialni za to, jakie mamy dzieci. Podstawowe wartości przestały być ważne. A przykład bierze się z góry. Szanujmy się nawzajem.

  16. To są przecież skutki. Skutki czegoś , co trwa i nie potrafimy sobie z tym czymś poradzić od dawna.Nawet nie próbujemy tego nazwać, bo to jest objęte tabu religijnym.Bawet mówić się o tym nie chce, bo kto w nieskończoność ma ochotę bić się z koniem. A koń jaki jest każdy widzi i co? I nic.
    Może w końcu coś drgnie, gdy prezydentem będzie Robert Biedroń.

  17. Democracy Dies in Darkness
    Demokracja umiera w ciemności

    Demokracja i wolności przyznane ludowi giną, gdy rząd ukrywa, dezinformuje i manipuluje opinią publiczną, a kiedy może skutecznie to czynić – gdy ta opinia publiczna jest w swej masie nierozgarnięta, ogłupiona, niewykształcona, ciemna

    Liberalne państwo ma zginąć” – Benito Mussolini, 1932

  18. > I proszę mi nie mówić, że zawsze tak było. W moim pokoleniu tak nie było. I pokolenie wstecz też nie.

    Ja Pana szanuje ale, to juz niestety zakrawa na hipokryzje….

    Proponuje sie zreflektowac nad tym w jakim Pan dorastal towarzystwie, nie kazdy dorasta w dobrym towarzystwie. A dodatkow w dzisiejszych czasak ma pan stycznosc z duzo wiekszym odsetkiem mlodziezy. I tak jak to napisal powyzej @temette – wartosci I autorytety nie sa na zawsze. I ja nie mowie ze mlodziez ma racje, ale z pewnocia ma ona opinie – lecz prosze sie nie dziwic ze oni sie z Panem ta opinia nie dziela jezeli Pan (jak widac w tym artykule) usilnie sie stara aby kazdy wiedzial ze nie jest Pan ta opinia zainteresowany.

    Prosze rowniez nie wynocis tutaj na piedestal starszych pokolon, bo to wlasnie te pokolenia – tak rowniez w Panskim wieku – sa odpowiedzialne za dzisiejsze podzialy i ogromne dysproporcje spoleczne…

  19. Czy młodzież zidiociała?
    Rzekłbym, że młodzież „zidiocono”. Wyraźne „zaslugi” w przyspieszeniu tego procesu miał tandem Handke – Radziwiłłówna.

  20. PO wojnie potrzeba nowych kadr ,sprawiła ,że wystarczyła mała matura ,aby zostać urzędnikiem.Po 1989 ,małą maturę ,zastąpiły studia ,na setkach uczelniach ,i produkcja niedouków ,a tym samym ,uległym władzy.dRAMTEM JEST TO ,ŻE STUDENCI PRAWA ,NIE PROTESTUJą PRZECIWKO JEGO ŁAMANIU.1956 ,1 rok prawa ,i w pażdzierniu chodziłem ,po ulicach z tysiącami młodych, walczących o chleb i wolność ,nie mając nic do stracenia ,ale honor ,to i owszem.

  21. ,,Nie mam dobrej opinii o współczesnej młodzieży” i dalej Pan zastrzega, że ma Pan prwo mieć swoją opinię. OK! ale czy nie przypomina to pierdzielenia starych pierdzieli: za moich czasów to to…
    Pamiętam jakiś dokument o Jarocinie czasów komuny gdzie przedstawiciel pokolenia rodziców prawił, że ,,trzeba coś z tą dziczą zrobić – nie wiem – zagnać do kopalni czy co, bo zdziczeje to-to do reszty”.
    Co do Pana pretensji do młodzieży, że jest bezideowa, liczy się kasa…A kto ją tego uczył? Czyż nie ,,wilczy kapitalizm III RP”? Masz kasę masz wszystko i możesz wszystko – nie masz kasy jesteś nikim.
    Uczciwość? A od kogo mieli się jej uczyć? Może od środowiska akademickiego? Począwszy od plagiatów, po przez pseudocytowania, pseudo-badania naukowe. Ale jak ma być inaczej jak profesorowie orają w kilku szkołach (wiadomo państwowa uczelnia to ,,alma mater” – niech mamusia ZUS opłaci!), których ,,prestiż” jest przeogromny: Wyższa Szkoła Nadawania Wyższego Za Regularne Opłacanie Czesnego. ,,Nasz” ,,pan” ,,prezydent” Duda to klasyka, co ważniejsze wywodząca się z PANA ŚRODOWISKA czyli UJ: przypominam, że po elekcji okazało się, że kręcił lody na lewych delegacjach podczas wyjazdów na fuchy do słynnego ośrodka akademickiego jakim jest Nowy Tomyśl. Co gorsza ktoś studentowi Dudzie zaliczył Prawo Konstytucyjne – a jak się okazuje DOKTOR NAUK PRAWNYCH Duda Konstytucji nie umie zinterpretować. Zważywszy na to co jako prezydent prezentuje (i jako fachowiec ale też intelektualnie) wskazuje to, że dopuszczenie go studiów doktoranckich chyba było jakimś nieporozumieniem? Chyba, że Duda był po prostu synem ,,tego Dudy” i gdyby nie zrządzenie losu – prezydentura – to sobie toczył tą kulkę ,,gnoju” akademickiego życia? Gdzie jest profesor, który mu zaliczył studentowi Dudzie Prawo Konstytucyjne by powiedzieć, że gdyby student Duda zaprezentował taką umiejętność interpretacji Konstytucji jaką prezentuje jako prezydent Duda to rzeczonego przedmiotu by nie zaliczył. Ale nie: cisza! WIĘC KTO MA POKAZAĆ WŁAŚCIWE POSTAWY? ,,Kolumbowie” czy ,,Janko muzykant”?
    Pisze Pan o bezideowości młodzieży, którą zagospodarowują korwinizm czy faszyzm ? A gdzie jest miejsce na ideały – pomiędzy napychaniem sobie kieszeni (a czynią tak wszyscy – od elity po maluczkich) a pracą ,,najniższa krajowa+reszta pod stołem”. Urodzajna gleba – a niech mnie! Nie ma się co dziwić, że ,,puste” pole o tych co szukają ,,,czegoś więcej” zagospodarowują ,,tacy” radykałowie. Do początku XXIw to poletko było kompletnie olane. Potem zaczął się wyścig kto bardziej się napnie patriotycznie…
    Hipokryzja i relatywizm? A kto wpuścił najlepszych nauczycieli takich postaw do życia publicznego? Toż to kwintesencja księżowskiego ,,nałuczania” – życie życiem, możesz być i bydlęciem byle katolickim. Sami politycy uczą czym dla nich uczciwość, prawda, ideały. NICZEM!!!! Liczy się stołek, kariera. Dziś na siebie plujemy, jutro z sobą pijemy.
    ,,Cyniczny, amoralny, z lekka otępiały ignorant i oportunista – oto żałosna figura współczesnego młodzieńca” – pisze Pan. Niech Pan usunie ,,młodzieńca” i wstawi co pasuje: lekarz, nauczyciel, KSIĄDZ, polityk. I będzie pasowało jak ulał.
    Ryba się psuje od głowy. A UJ ,,dał” nam taaaakiego ,,prezydenta”….

  22. Pani Mario
    Jestem podobnego zdania. Starszy kolega co robił wieczorowe technikum jakieś pół wieku temu popisuje się czasami dobrą pamięcią cytując różne definicje, twierdzenia czy wzory.
    Gdy pytam – wiesz co to znaczy, czy wiesz kiedy i do czego się to stosuje odpowiada mi – nie wiem !
    Cóż jest warta taka wiedza ?
    Mój pradziadek jako stelmach do wyznaczania kąta prostego w swych konstrukcjach stosował regułę „3-4-5” nie mając pojęcia, że opiera się ona na twierdzeniu Pitagorasa o którym nigdy nie słyszał.
    Od samej wiedzy ważniejsza jest umiejętność jej wykorzystania.
    Wiedzieć, czego się nie wie to już połowa wiedzy.
    Jak wie, czego nie wie, to wie czego ma szukać a jak znajdzie, to sobie poradzi z problemem.

  23. Jedną z kluczowych przyczyn reprodukcji leniwej durnoty jest katastrofalny stan i dalsza degradacja szkolnictwa na wszystkich jego poziomach.
    Wieloletnia negatywna selekcja do zawodu nauczyciela (niski prestiż, niskie płace, kolesiostwo, niskie morale… etc.) zrobiła swoje. Nauczyciele często gęsto nie mają żadnego autorytetu u uczniów. A ci z kolei są tacy jakie ich domowe i środowiskowe (nie)wychowanie. Resztę dopełnił terror smartfona.
    Niższe studia wyższe (nominalnie) „zagospodarowują” ten mix śmiecia wszelkiego w tym wysokogatunkowego i znając zasadę „garbage in, garbage out” mają alibi i specjalnie się nie przejmują, bo liczy się ilość studentów, bo tylko ta pozwala przetrwać na konkurencyjnym rynku walki o ministerialne dotacje.

    To szorowanie po dnie polskiej oświaty.
    To zarzewie cywilizacyjnej katastrofy Polski.
    Stąd m.in. doktorat niejakiego Jakiego, ktory jeszcze niedawno mogłby być co najwyżej szatniarzem na politechnice.
    Stąd całe stada niedouczonej, choć dyplomowanej, gówniarzerii ciągnącej do koryta władzy, porażajacej swą bezczelnością i wygórowanym o sobie mniemaniem.

  24. https://gloria.tv/post/e1EWVCVS8LwV1zoVDnAYVhunw stale aktualne problem – jak zniszczyć państwo.!

  25. Turpin – Kubaszko – Pani Maria… Nad słowami i myślami tych ludźmi warto się zatrzymać… Reszta? – No właśnie…”Wyczerpano wodę sitem. A co ryb złowiono przy tem” [Brzechwa].

  26. Oj tak profesorze, oportunizm to główna cecha dzisiejszej młodzieży. Pan pracuje już jakby z doroślejszą młodzieżą ( w tym wieku ciężko pracowałem fizycznie), a ja miałem przez kawał czasu styczność z uczniami szkół podstawowych i tych tuż po podstawówce. Nie było z ich strony nigdy żadnego oporu, godzili się na wszystko, co z początku mnie dziwiło, ale z czasem zobaczyłem, że robią to dla własnej korzyści. Długo by tu pisać i psioczyć, a przecież te dzieciaki skądś się wzięły, od kogoś czerpały wzorce. No, od kogo? Tylko proszę mi tu nie mówić, że zobaczyły w internecie, bo ze śmiechu uderzę czołem w biurko.
    Wkurza mnie każdy wapniak (ja jestem już skamienieliną) krytykujący wygląd zewnętrzny młodych ludzi. Dlatego, ponieważ pamiętam jak idiotka nauczycielka dała mi 5 zł na fryzjera i wygnała z klasy. Jedyne czym się dziwię w ubiorze młodych ludzi to narażanie się na zimno w podziurawionych portkach.
    Muszę kończyć. Tyle na razie.

  27. Szanowny Panie Profesorze!
    Wracam do jeszcze dalszej przeszłości niż Pan.
    Z osób które rozpoczely studia na matematyce zostali zdolni i wytrwali. Wykladowcy świetni poniektórzy ze Lwowa. Zajmowali się tymi uzdolnionymi studentami na seminariach. Ludzie o wysokiej kulturze. Pański Ojciec niektórym z nas i bardzo słusznie doradzal…np
    studiowanie prawa. Moj rocznik jako bodajze drugi miał specjalizacje informatyczną.
    Tak teraz myślę, że gdyby poprowadzono to jakos lepiej tzn gdyby tych bardzo zdolnych wysyłano
    na zagraniczne uniwersytety a nas przyspodobiano do prawdziwej pracy w szkołach i w technicznych zawodach. A jeszcze gdyby byly wyklady z literatury, filozofii , historii sztuk wszelakich.
    Ale wracajac do terazniejszosci to uważam że szkoly wyzsze to powinny być dla mlodziezy bardxo zdolnej – uniwersytety i wyższe szkoly zawodowe /medycyna,ekonomia itp/ogólnokrajowe i regionalne.
    A czytania książek, mowienia prawdy i dobrego sprawowania to juz od malenkosci winni uczyć ;dom, przedszkole i szkoły i my swoim przykladem. To wszyscy wiemy i słabo nam to wychodzi.
    A ponadto rozpieszczona ta nasza młodzież winna trochę pracować albo byc w wolontariacie .A już nasza wina.
    Nie wiele rozumiemy o co chodzi w tym doczesnym życiu. Przepraszam za to wymadrzanie.
    Pozdrawiam
    DC

  28. To prywatne „uczelnie” przekształcają młodych ludzi w ofiary własnej ignorancji. Dyplom złej szkoły ogłupia młodego człowieka i tworzy w nim bezzasadną pretensję do świata, który nie honoruje młodego „magistra” stosownym wynagrodzeniem za brak jego kwalifikacji do pracy, których nie nabył w czasie „studiów”. Media narzucają młodym ludziom obowiązkowy sukces finansowy i modę która kosztuje krocie. Media rozmydlają rozpoznawalność gender młodych ludzi, co dramatycznie pogłębia dramat tego pokolenia. Histeria mediów tabloidowych niszczy proporcje spraw ważnych z zupełnie kretyńskimi problemami zgłaszanymi przez celebrytów.
    Jak w tym świecie mają się znaleźć absolwenci prywatnych uczelni w których dyplom dostaje się za regularne płacenie czesnego.

  29. ja miałam do czynienia tylko z jedną szkołą średnią. to co w niej ujrzałam było przerażające. korytarze ,,wytapetowane,, wyklętymi i krzyżami. w klasach to samo, także obrazy matki boskiej. a biblioteka w ciągu calego roku ,,zakupila,, jedną książkę dar : pana Giertycha o dowodach na to że ewolucji nie ma! wyróżniony na koniec roku młody człowiek dostał książkę banksterzy czy coś w tym stylu. szkoła publiczna na zachodzie Polski. dlatego strajk nauczycieli niestety wzbudził we mnie mieszane uczucia. a jeszcze gdy próbowałam z młodzieżą poprowadzić lekcję ,,refleksyjna,, lekcje to ta postawiła mi taką kontrę jakbym co najmniej ich torturowac chciała. woleli smartfony. w przeciągu tego roku zaliczyłam też pilnowanie młodzieży, która nie miała ochoty brać udziału w celebracji świętego obrazu pielgrzymującego po szkołach z całą swita duchowieństwa. celebracja ta miała na celu przygotować młodzież do pielgrzymki do Częstochowy. jej makietę na całej ścianie młodzież mogła sobie pooglądać na korytarzu. ta nie uczestnicząca młodzież zamieściła się w czytelni wielkosci klasy. i też o niczym rozmawiać nie chciała. na pociechę dodam, że jest mniejszość młodzieży zaangażowanej, która czytalaby gdyby miała co, brak czasopism w bibliotece. mimo wszystko nie poddająca się, część z tej młodzieży jest niestety już ,,zagospodarowana,, przez Kościół. takie moje refleksje z rocznej pracy w szkole. szkoła publiczna na zachodzie Polski. odetchnelam z ulgą gdy skończyła mi się umowa

  30. i refleksja druga. wczesne lata 70-te . mala szkoła na wsi . brak toalet (serduszko), brak sali gimnastycznej (boisko porośnięte trawą) szkoła dla dzieci 1-3. ale biblioteka jest, i pani , która pilnuje aby dzieci czytały. moja pani, której dziękuję z całego serca za to, że tę bibliotekę prowadziła. była tam i astrid Lindgren i Juliusz verne. czy po takich lekturach można być idiota?

  31. Witam, kierunek edukacji w Polsce wpisuje sie w trend edukacji ogolnoeuropejskiej, zeby nie powiedziec swiatowej. Wychowanie wiekszej czesci spoleczenstwa w ciemnocie intelektualnej, elitarne szkoly tylko dla wybranych, ktorzy pozniej ta ciemnota beda rzadzic. Kasty decydentow zapewniajacych sobie ciaglosc wladzy, bezkarnosc, przywileje. Wielka teoria spiskowa? A coz mozna powiedziec o tzw. reformie edukacji? A co z katolicyzowaniem szkol!

  32. Nasza młodzież ma dziś silne pragnienie luksusu, ma złe maniery, pogardza władzą i autorytetem, brak jej poszanowania dla starszych. Wolą zajmować się bzdurami zamiast nauki. Młodzież nie wstaje z szacunkiem gdy starszy wchodzi do pokoju. Sprzeciwiają się rodzicom i zabierają głos w towarzystwie starszych. Tyranizują swoich nauczycieli.

    Tak skarżył się Sokrates na młodzież 2500 lat temu.

  33. To młodzież też???!!!!

  34. Jan Krystian Niegłowicz
    21 lutego o godz. 18:26

    @JKN
    … nie masz nic do powiedzenia (jeśli nie liczyć wypierdu o jakimś „tandemie”), ale za ocenianie innych się bierzesz – jakież to polaczkowe – pis z tobą…

  35. @kaesjot
    21 lutego o godz. 9:59
    To, o czym Gospodarz pisze to skutek a nie przyczyna !
    Wszystko to jest skutkiem dorwania się do władzy po 1989 roku miernot, co to nawet w PRL-u kariery zrobić nie potrafili. Jak nie potrafili za komuny to i za demokracji nie wiedzieli jak się to tego zabrać. Ba – nie wiedzieli do czego należy się zabrać więc szermowali hasłem, że wszyscy mamy równe prawa i szanse ( ale nie wszyscy mają
    stosowne zdolności ), że „niewidzialna ręka wolnego rynku” sama wszystko wyreguluje.”
    ………………………………..
    I „WYREGULOWAŁA”, i to w sposób całkiem widzialny, ale niezauważalny dla zwykłego ogłupionego transformacją człowieka, czyli tych wielkich mas robotniczo-pracowniczych, które poległy pod ciosami własnych działań, czyli jak słusznie napisałeś Solidarności, którą te „miernoty” poprowadziły do zguby.
    Jak to się stało?, polecam uwadze i zapoznania się z treścią książki prof. Jacka Tittenbruma z Poznania (UAM) pt.”Upadek socjalizmu realnego w Polsce” (1992).
    Akurat ja teraz będę kończył i dochodzę do wniosku, że Profesor generalnie ma rację.
    Wszyscy pamiętamy „Socjalizm tak, wypaczenia nie” i co z tego wyszło?
    Opisany jest dość dokładnie proces degeneracji polskiego społeczeństwa i czynników, które ją spowodowały. Jak dla mnie, żądanie z jednej strony socjalizmu i powolne wdrażanie kapitalizmu, spowodowało rozkład społeczeństwa pod każdym względem.
    W tej chwili doskonale te wszystkie procesy na szerszym forum mediów opisuje (na żywo), jedynie Piotr Ikonowicz, ale on jest zaledwie tolerowany, jako ciekawostka endemiczna systemu.
    „Albo zostanie kapitalizm, albo zostanie ludzkość” P.I.
    „Nie istnieje wolny rynek. Są zmowy oligopolistyczne i totalna dyktatura wielkich korporacji” P.I.

  36. Ale jak? Przecież róbta co chceta?

  37. Trudno się z większością pańskich tez nie zgodzić. Powody opisywanego zjawiska to chów nowego pokolenia w systemie liberalnym (PiS, prezes i KK raczej nie zawiniły. 🙂

  38. Pamiętam ten entuzjazm lat 90 jaki to się szkolnictwo wyższe rozwija, jak ta młodzież się pcha na te studia, jakimi oni będą fachowcami, gospodarka oparta na wiedzy i technologiach och ach
    No i Internet! Dzięki niemu mieliśmy się wszyscy doedukowac w dowolnej dziedzinie i w dowolnym miejscu na swiecie, wiedza w każdej chwili pod ręką…
    No cóż, jak wiadomo pycha kroczy przed upadkiem. Jest mi szczerze przykro że tak to wygląda bo lubię liberalizm i swobodę, ale tymi metodami już się tego nie naprawi.

  39. @woytek:
    Myślę, że wątpię.
    Kolega pracował i na uczelni prywatnej i państwowej. Mówił tak: kompetencje wykładowców — te same. Wyposażenie sal — na prywatnej lepszy. Różnica największa? — Ambicje studiujących.
    To bardziej złożone, ale wniosek był taki — ambitny młody człowiek może sporo z takiej szkoły prywatnej wynieść. Ale jeśli nie jest ambitny i samodzielny, to reszta studentów nie będzie dla niego wsparciem, ale demobilizującym do nauki ciężarem.

  40. Cała polska młodzież trafia na wyższe uczelnie ze środowiska skażonego religią i klerem czyli z domu rodzinnego, przeszkoli i szkół.
    Tam nauczono ją wszystkiego co złe, a więc umysłowej niesprawności, obłudy, pasożytnictwa, nienawiści, bezkarności i wszystkich innych chrześcijańskich „wartości”.
    W katolickich domach, od katolickich rodziców i od kleru na lekcjach religii młodzi nauczyli się tego wszystkiego co potem widzieli i widzą na własne oczy każdego dnia patrząc na kler i biorąc z niego przykład.

    Karygodne jest, że władze dziewięciu państwowych uczelni utworzyły i prowadzą wydziały teologiczne zatrudniając tam takich propagatorów kościoła w koloratkach jak deBerier, opusdejowców i im podobnych, którzy ciągną dalej proces ogłupiania młodzieży.
    Za to ogłupianie od przedszkola do uczelni wyższych włącznie płaci kościołowi tępy boży ludek ze swoich podatków
    mimo, że religijna indoktrynacja w państwowych szkołach to pogwałcenie kostytucyjnych praw obywateli RP.

    Jedynym sposobem na indoktrynacyjne zło jest wyrzucenie raz na zawsze religii i kleru ze szkół.
    Bez spełnienia tego warunku polska młodzież będzie nadal masowo indoktrynowana religijnie, ogłupiana oraz gwałcona mentalnie i fizycznie przez kk ze szkodą dla niej i dla całych pokoleń.

  41. Jako stary zgred, powtórzę za chyba Jerzym Dobrowolski, może niedokładnie. „Najgorsi są ludzie wykształceni ponad inteligencję”. Natychmiast kojarzy mi się doktor wieziennictwa lotniczego Jaki. To też młode pokolenie (przynajmniej w polityce), człowiek bez właściwości, ambitny acz pusty jak bębenek, pazerny na zaszczyt i kasę. Brak jakiejkolwiek refleksji, że są ludzie od niego mądrzejsi. Nowa elita, dał przykład młodzieży, że chęć szczera albo pomoc państwa.

  42. Szanowny Panie Profesorze!

    Piszę do Pana zarówno jako Pana były student jak i przedstawiciel ów zdegenerowanego pokolenia. Chciałbym dodać do powyższej dyskusji tylko jeden element, który wydaje mi się jednak kluczowy, a którego wcześniejsze generacje zdają się nie dostrzegać. Jest nim niepewność. Dawniej, o ile mi wiadomo, wyższe wykształcenie dawało stabilną pozycję w świecie, a wyścig szczurów zarezerwowany był głównie dla partyjnych karierowiczów. Poziom życia był względnie jednakowy, niezależnie od wybranego kierunku studiów. Praca stanowiła pewnik. Dzisiaj nie dość, że ludzie najczęściej nie wykonują zawodu, do którego zostali kształceni, to od najwcześniejszych lat pchani są albo w abnegację albo w pęd kariery, a zrozumiawszy, że jedyną drogą do lepszej egzystencji jest walka, bo przecież jak nie ja ich, to oni mnie, walczą więc podjudzani nie tylko przez wszechobecny kult instagramowego bogactwa będący w ich złudnym zasięgu ręki, ale również przez obserwację rzeczywistości-lepszą opiekę zdrowotną i edukację dla ich dzieci, zależną wyłącznie od stanu ich portfela. Karol Borowiecki też miał ideały i też się ich wyrzekł. Po cóż więc ideały, których trzeba będzie się wyrzekać?
    Mówi Pan, że dawniej ludzie byli bardziej moralni, a dzisiejszy świat jest tylko przeźroczystą wydmuszką pozbawioną nawet pozorów. Więc się pytam, po cóż pozory, skoro, gdy zajdzie konieczność zwierzęcego wybrania między moją realną korzyścią a wyimaginowanym dobrem moralnym lub dobrem mojego rywala odrzucę je bez mrugnięcia okiem.
    Człowiek jest bowiem zwierzęciem, o czym bardzo często zapominają intelektualiści. Funkcjonuje na zasadach ustanowionych przez ewolucję i gdyby nie był najbardziej cwanym i samolubnym stworzeniem na sawannie to w ogóle by dzisiaj nie istniał i w momentach zagrożenia, mechanizmy te przewyższają każde, nawet najbardziej surowe wykształcenie moralne.
    To pragmatyzm stał się podłożem rozwoju dzisiejszego świata, a jak sam Pan wie zarządzanie i wykorzystywanie narodu, który w 80% czerpałby korzyści z dobrodziejstw logiki byłoby przecież niemożliwe. Nikt z mojego pokolenia, z ludzi których znam po prostu się nie łudzi, że ludzie są dobrzy. Otóż nie są. My po prostu akceptujemy warunki nieuczciwej gry, dopuszczając możliwość przegranej w wyniku oszustwa innej osoby. Zdajemy sobie sprawy z bezwzględności świata. Idee mogą go zmieniać, lecz żyć wygodnie będą nie ci, którzy będą je wprowadzać, a ci, którzy będą potrafili wykorzystywać je dla własnych celów.
    To jest diagnoza mojego pokolenia, z którą najczęściej spotykam się prowadząc rozmowy jego przedstawicielami.

  43. Świetna dziagnoza, choć każdy z nas tu piszących zna ją od dawna. Mam swój wiek, ale kilka lat temu zmieniałem pracę. W moim wydziale większość pracowników to ludzie młodzi, przeważnie z wykształceniem średnim, kilku z wyższym po uczelniach tego i owego. Czekając na rozmowę z szefem czytałem sobie Politykę i na tej czynności *przyłapał* mnie mój kierownik wydziału. Stanął i patrzył nanie zdumionym wzrokiem. Grzecznie zapytałem, czy dziwi jego, że czytam taką a nie inną gazetę. On na to, że nie chodzi o gazetę, tylko że w jego wydziale ktoś coś czyta. I tu wnioski Pana Profesora pokryły się z moimi. Wszechobecny wtórny analfabetyzm, niezależny od posiadanego świadectwa czy dyplomu uczelni.

  44. Może i rację masz, Drogi Ptysiu, ale może by tak we własne uderzyć się piersi? Bo ktoś tą młodzież wychował, ktoś karmił ją w szkołach przeładowywanym szczegółami programem z pominięciem spraw naprawdę ważnych. Ktoś pokazywał (i nadal pokazuje) jej na każdym kroku, że lepiej „mieć rację”, niż szukać porozumienia, mimo różnic i rozbieżności. Skoro głównym osiągnięciem „elit” stały się grodzone osiedla i słono płatne autostrady – nie dziw się, że tak to wygląda.

  45. Młodzież zwykle czuje instynktownie, jakimi prawami rządzi się świat, w którym będzie musiała znaleźć swoje miejsce, i pod tym kątem rozwija swoje umiejętności intelektualne i społeczne. A dziś jaki jest świat, każdy widzi.

    Zdążyłem dorosnąć w PRL i pamiętam, że wtedy np. wykładowca akademicki miał „szacun” w społeczeństwie za to, że był wykładowcą akademickim, choć mieszkał w bloku i jeździł tramwajem. Jak ktoś miał prawdziwe pieniądze, zachodnie auto i dom urządzony w Peweksie, stanowi oczywiście przedmiot podziwu i zazdrości, jednak pieniądz nie był jedynym kryterium wartości człowieka. A dziś jest. Jest, bo takie standardy wprowadziły postsolidarnościowe władze po 1989 roku. Takie standardy wbija Polakom do głów telewizja, kino, reklamy i gazety nieprzerwanie od 30 lat (zob. post Sławczana powyżej).

    Tymczasem takie cechy jak honor, nonkonformizm czy niezależność sądu nie tylko przeszkadzają w bogaceniu się, lecz mogą wpędzić w biedę i kłopoty.

    Dwudziestolatek widzi, że kolega, którego rodzice się dorobili, bo nie mieli honoru ani skrupułów, ma sto razy lepszy życiowy start niż ten, którego rodzice byli przyzwoitymi ludźmi, ale pozostali biedni, wobec czego ich syn musi harować w markecie, żeby utrzymać się na studiach, a potem zakredytować się na całe życie, żeby kupić mieszkanie. Będzie więc raczej starał się naśladować rodziców tego pierwszego kolegi.

    Nie jest to problem wyłącznie polski. Bohaterowie głośnego filmu „Parasite” wydobyli się choć na pewien czas ze skrajnej biedy nie dzięki zdolnościom i pracowitości (bo te dzieci były bardzo zdolne i pracowite), tylko przebiegłości i bezwzględności.

  46. Test: moździerz

  47. Nasza młodzież ma dziś silne pragnienie luksusu, ma złe maniery, pogardza władzą i autorytetem, brak jej poszanowania dla starszych. Wolą zajmować się bzdurami zamiast nauki. Młodzież nie wstaje z szacunkiem gdy starszy wchodzi do pokoju. Sprzeciwiają się rodzicom i zabierają głos w towarzystwie starszych. Tyranizują swoich nauczycieli.

    Tak skarżył się Sokrates na młodzież 2500 lat temu.

  48. Św. Augustyn
    ” W Kartaginie zaś panuje ohydna swawola uczniów” (” Wyznania”_

  49. Panie Profesorze, mam nadzieję, że to z Pana strony prowokacja. 40 lat temu, gdy byłem młodzieżą, dla mnie, było jeszcze gorzej. Pamiętam, jak patrzano na mnie z pilotowaniem jak się uczyłem. Koledzy w większości poszli inną drogą. I jak powiedziała znajoma psychiatra dziecięca: w 80% przypadków leczenie dzieci zaczyna się od leczenia rodziców (może dlatego nie ma już psychiatrów dziecięcych). Przeżywszy te ostatnie 40 lat w czterech rożnych krajach zorientowałem się, że edukacja (szkoła) na zachodzie (nie wszędzie) polega w dużej części na walce takim przywarami – zero tolerancji także wobec braku poszanowania innych. Patrząc na moje dzieci: bardziej być niż mieć. Ale ta róża też ma swoje kolce.

  50. PM

    wyrastaja przeto nieucy wszechnauk – „funkcjonalni analfabeci”

  51. W procesie edukacji bardzo istotne są pozytywne emocje, które dostarczają energii, motywacji, oraz odciskają trwały ślad w pamięci, szczególnie na początku wieku szkolnego, gdy nasze umysły są najbardziej chłonne. Zapożyczona ze Stanów, gdzie też edukacja kuleje, infantylizacja młodzieży szkolnej zbiera swoje żniwo, zarówno w postaci niskiego poziomu wiedzy, jak i zaniku więzi społecznych.

    Zapewne nie jest to jedyna przyczyna, ale, raczej, istotna.

    Co prawda, jeden przykład niczego nie dowodzi, ale może już coś sugerować. Jedyną kobietą nagrodzoną Medalem Fieldsa (odpowiednikiem Nagrody Nobla w matematyce, która, chyba, najbardziej testuje zdolność abstrakcyjnego myślenia) była, urodzona i wychowana w Iranie (jednym z nielicznych miejsc na świecie, gdzie, ani prawo stanowione, ani zwyczajowe, nie wymaga pozbawiania dziewcząt ich prostaglandyny F2[alfa]), Maryam Mirzakhani.

    https://en.wikipedia.org/wiki/Maryam_Mirzakhani

  52. Strasznie długo wisiał mój tekst p młodzieży. zobącze jak bedzie tym razem

  53. Flocculus_
    23 lutego o godz. 1:39
    W czasach PRL-u zjazd PZPR uchwalał plan rozwoju na kolejne 5 lat i plan ten z mniejszym lub lepszym skutkiem realizowano.
    W oświacie i szkolnictwie wyższym kierunki i ilości kształcących się tam były dostosowane do potrzeb społeczno – gospodarczych.
    Już za czasów Gierka rozumiano, że już nie wystarczą ludzie „oddani sprawie” – potrzebni są „wykształceni ludzie oddani sprawie”.
    Która z ekip rządzących po 1989 roku przedstawiła jakikolwiek plan ” usprawnienia i modernizacji gospodarki” ?
    „Plan Balcerowicza”?
    Rozp….ł on nasze największe przedsiębiorstwa!!!
    Ci, którzy byli jego „guru” już dawno przyznali, że taka polityka to była głupota ale Balcerowicz stale twierdzi , że to było „zbawieniem dla naszej gospodarki”
    Jak pamiętam z lekcji religii aby być zbawionym, trzeba wpierw umrzeć.
    Tylko ten etap – zabójstwo naszej gospodarki zdołał zrealizować.
    Pokażcie, które z naszych , polskich przedsiębiorstw z czasów PRL-u się rozwinęło ?
    Bo ja widzę tylko upadłe lub ledwie dyszące ….

  54. A tak było 80 lat temu:

    Zupełnie jasno musi być wytknięta różnica między niemieckim narodem panów a Polakami„.

    Polakom należy pozostawić jedynie takie możliwości kształcenia się, które im wykażą beznadziejność ich narodowego losu„.

    Żaden Polak nie powinien osiągnąć więcej aniżeli rangę majstra, żaden Polak nie będzie miał możności osiągnięcia wyższego wykształcenia w ogólnych zakładach państwowych„.

    Rozumie się jednak samo przez się, że my tu, jako Niemcy, musimy tak być ustawieni, by najniżej z nas postawiony zajmował daleko wyższe stanowisko, niż najwyżej postawiony Polak na tym obszarze„. (Generalny gubernator Hans Frank)

  55. Interesujące uwagi:

    ‚Profesor UJ, humanista (więcej szczegółów nie podamy, bo z przyczyn „obiektywno-subiektywnych” pragnie pozostać anonimowy), przeprowadził w zeszłym roku prosty eksperyment: podczas pisemnego egzaminu zadał studentom te same pytania, które zwykł zadawać u progu swej kariery akademickiej, ponad ćwierć wieku temu. – Na zaocznych nie zdał nikt. 80 procent prac musiałem ocenić na zero, 10 procent na 1, pozostałe 10 – na minus 1. Na dziennych było lepiej: zdały cztery osoby. Trafiła się nawet ocena dobra. Ale to i tak, mówiąc kolokwialnie, masakra – opowiada wykładowca.
    Po chwili milczenia dodaje z zażenowaniem:
    Trzeba mieć świadomość, że większość tych ludzi i tak uzyska dyplom. Chodzi o słuchaczy studiów stacjonarnych, jak i niestacjonarnych. A znam uczelnie, w których dyplom uzyskują wszyscy. Wszyscy, którzy płacą.

    Pytamy wykładowców innych krakowskich uczelni, co by było, gdyby przeprowadzili podobny eksperyment, czyli kazali studentom zmierzyć się z pytaniami (zadaniami), z którymi mierzyli się niegdyś ich poprzednicy. Nauczyciele ekonomii i zarzadzania przyznają, choć równie nieotwarcie, że efekt byłby identyczny.
    Podczas obrony prac licencjackich padają pytania o coraz bardziej elementarne kwestie, np. „Co to jest popyt”, czyli – w teorii – na poziomie szkoły podstawowej. W przeciwnym razie co drugi kandydat by nie zdał. A musi zdać, bo przecież nie wolno nam odstraszać potencjalnych studentów oraz tych, którzy chcieliby kontynuować kształcenie na II stopniu, czyli uzyskać magisterium – opowiada doktor habilitowany ekonomii z 20-letnim stażem.
    Dodaje, że wykładowcy-Don Kichoci, stawiający (w zgodnej opinii studentów oraz właścicieli uczelni) „zbyt wysokie wymagania”, czyli próbujący wymusić wysoki poziom, dawno polegli – albo sami odeszli, albo (częściej) zrezygnowano z ich usług. Pozostali przyjęli zasadę „egzaminowania do skutku”. W praktyce wygląda ona tak, że student podchodzi do egzaminu pięć, siedem razy i dla świętego spokoju egzaminator zadaje mu w kółko te same pytania.
    – Jakieś 10 procent owych wielokrotnie podchodzących w końcu się nauczy. Pozostałym 90 procentom trzeba po prostu odpuścić i zaliczyć egzamin niezależnie od ogromu ignorancji. Oburzające? Takie są realia. Proszę porównać liczbę zaczynających studia z liczbą tych, którzy je kończą. Kończą prawie wszyscy. No to albo mamy naród złożony w połowie z intelektualistów, albo nasze studia zeszły do poziomu przedwojennej szkoły podstawowej
    – komentuje adiunkt z krakowskiego uniwersytetu dorabiający w szkole prywatnej w innym małopolskim mieście.(…) – ZB

    Więcej:
    https://plus.dziennikpolski24.pl/studia-wyzsze-dla-kazdego-tylko-po-co-je-dzis-konczyc/ar/c5-14453047

css.php