Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne
Kwarantanna

19.03.2020
czwartek

Dzieci, szkoła, epidemia

19 marca 2020, czwartek,

Dla rodzin mających dzieci w wieku przedszkolnym i szkolnym okres zalecanej społecznej izolacji oraz „epidemicznych wakacji” od przedszkola i szkoły jest pod wieloma względami bardzo trudny. Moje dziecko jest już dorosłe, więc nie mówię z własnego doświadczenia – za to swoje w internecie słucham i czytam. Niemniej uwagi odnośnie do sytuacji dzieci i ich rodziców, na które chciałem tu sobie pozwolić, wynikają więcej z troski niż wiedzy. To przyznaję.

Przede wszystkim chciałbym czytającym mnie rodzicom powiedzieć, że będzie dobrze. Trudne tygodnie stanowią okazję do tego, żeby zrobić dla własnych dzieci coś więcej niż zwykle, a i samemu (samej) się czegoś nauczyć o dzieciach i od dzieci. Również dla dzieci może to być ważne doświadczenie – jeśli tylko pozwolimy im je przejść pozytywnie mimo nieuniknionego stresu.

W dzieciństwie każdego człowieka są chwile i okresy szczególne, w wyjątkowy sposób kształtujące osobowość i budujące fundamenty biografii osobistej – tożsamościowej opowieści o własnym życiu. Gdy w dodatku są to doświadczenia podzielane przez bardzo wielu rówieśników, rodzi się tzw. doświadczenie pokoleniowe. Dla mnie i wielu moich kolegów były nimi kolejki, uniesienia pierwszej Solidarności, demonstracje w stanie wojennym czy wielkie koncerty zespołów rockowych. Z pewnością kilka tygodni bez szkoły z powodu epidemii również zakarbują się w pamięci dzisiejszych dzieci i nastolatków. Będą te tygodnie zawsze jakoś wspominać, a od nas zależy, czy będą wspominać dobrze.

Dlatego najbardziej ogólnym obowiązkiem, jaki mają dziś rodzice względem swoich dzieci, to sprawić, żeby wspomnienia tego czasu były dla nich generalnie pozytywne. By tak się stało, trzeba dzieci chronić i pomóc im tak wypełniać czas, żeby coś im dobrego dał, a nie przeciekł przez palce pośród mniejszych i większych stresów i nieprzyjemności.

Jak zawsze w sytuacji nadzwyczajnej społeczeństwo jednoczy się we wspólnych działaniach (pozostawanie w domu to również – paradoksalnie – działanie), czemu towarzyszy nieco odświętny, a nawet patetyczny nastrój. Ten nastrój jest ważnym i dobrym przeżyciem, zwłaszcza gdy nie przechodzi w zbiorowy narcyzm i egzaltację. Dobrze więc, gdy udziela się również dzieciom. Dajmy im poczucie, że wykonując pewne obowiązki i rezygnując z niektórych ważnych rzeczy – jak widzenie się z dziadkami – działają dla wspólnego dobra i robią coś razem z dorosłymi. Jeśli w ogóle pojęcie wychowania ma sens, to właśnie taki, że dorośli stwarzają warunki, aby być razem z dziećmi.

Poczucie odpowiedzialności jest dla dzieci ważne i sprawia, że obdarzone pewnymi zobowiązaniami (byle niezbyt dużymi) potrafią się zmobilizować bardziej niż zwykle. Długotrwałe przebywanie w domu z dorosłymi i z rodzeństwem wywołuje nudę, frustrację, a wreszcie złość. Irytują się również sami rodzice. Nietrudno o konflikt. Unikanie spięć i dobra komunikacja, która pozwala domownikom wytrzymać ze sobą przez długi czas, to świetna lekcja życia rodzinnego. Lekcja również dla dzieci.

Nuda to wróg dzieciństwa, lecz jednocześnie naturalna, konieczna dla rozwoju jego część. Są teraz dzieci, które nie wiedzą, co ze sobą zrobić, i z którymi nie wiedzą, co mają robić rodzice. W dodatku dzieci znalazły się w pewien sposób na cenzurowanym – jeśli są nosicielami koronawirusa, najczęściej nie wykazują objawów i mogą zakażać innych. To sprawia, że ludzie boją się zbliżać do dzieci i oczekują od rodziców, że będą trzymać je z daleka od innych ludzi – dzieci i dorosłych. Dla dziecka zetknięcie się z taką postawą może być szokujące. Trzeba włożyć trochę wysiłku w to, żeby dzieci nie poczuły się naznaczone i niechciane. Doświadczenie wykluczenia jest dla dziecka fatalne.

Podczas gdy w jednych rodzinach pojawia się problem nudy, w innych panuje poważna frustracja. Rodzice muszą siedzieć w domu z dziećmi, przez co w wielu przypadkach tracą część zarobków. Znów „dzieci wina”. Strzeżmy się tego, aby nasze dzieci poczuły, że „dzieci wina”! Jedno nieopatrznie wypowiedziane zdanie może boleśnie zapaść w pamięć. Czas kwarantanny czy semikwarantanny, jaki przechodzą teraz miliony, pełen jest szans, lecz jednocześnie różnego rodzaju emocjonalnych „min”. Jest w nas gen przekory i autodestrukcji, który każe nam na te miny wchodzić. Dla dobra dzieci – odłóżmy swary na później, aby nie kłócić się przy nich. Kwarantanna to szkoła cierpliwości, więc się uczmy.

W wielu domach jest za dużo czasu, lecz w wielu innych za mało. A to z powodu nerwowości szkół, które zasypują dzieci (i rodziców) zadaniami do wykonania. Nie dajmy się zwariować! Szkoła nie może nam i naszym dzieciom rozkazywać. Nie ma żadnego ryzyka, że dziecko, które nie zrobi wszystkiego, zostanie ukarane. System szkolny działa w trybie awaryjnym i jak każdy system biurokratyczny robi się nieznośny i roszczeniowy. Lecz nie przestaje być przez to fasadowy i fikcyjny. Ogromna większość szkolnego puszenia się to typowa samoobronna nadaktywność zalęknionych funkcjonariuszy opresyjnego systemu. Ministerstwo naciska na kuratoria, kuratoria na dyrektorów, dyrektorzy na nauczycieli, a nauczyciele na dzieci i rodziców. W końcu cały ciężar lęku przed rozstrojeniem się systemu i karami dla kozłów ofiarnych spada na najsłabszych, czyli na uczniów.

Tyle że dzieci nie będą kozłami ofiarnymi, bo dogmatem systemu jest niekaranie. Wszystko musi być, jak należy – nauczyciele mają odbyć swoje lekcje, a dzieci otrzymać swoje świadectwa. Co najwyżej mogą być jakieś czwórki zamiast piątek. Każdy się boi zwierzchników i stara się pokazać, że robi swoje, jest potrzebny i panuje nad sytuacją. I tyle. Niektórzy nauczyciele ślą te maile, komunikaty na platformach e-learningowych i SMS-y, żeby je tylko słać i wykazać się przed dyrekcją. A dyrekcja raportuje wyżej, a góra aż do ministerstwa, które potrzebuje dobrych wiadomości, żeby nie przedłużać roku szkolnego, czego nikt by nie chciał.

Trzeba patrzeć na to wszystko z dystansem i nie dać się zwariować. Powiedzcie dzieciom, że nie muszą mieć piątek i nie muszą robić rzeczy, z którymi sobie nie dają rady. To bardzo ważne. W tych dniach róbcie do szkoły tylko to, co ważne, sensowne i rozwijające. Jeśli uważacie takie czy inne oczekiwanie nauczyciela za zbyt daleko idące, zbyt uciążliwe dla siebie i dzieci albo po prostu pozbawione sensu, to śmiało piszcie do nauczycieli, że niestety nie wszystko będzie zrobione. Byle nie składać tego na barki dzieci. Sytuacja musi być czysta, a odpowiedzialność przejęta przez dorosłych. Jestem pewien, że większość nauczycieli to rozsądni ludzie, którzy w obecnej sytuacji naprawdę chcą być pomocni. Nie zabraknie im wyobraźni, empatii i elastyczności.

Tylko bez niedomówień! Dzieci nie mogą próżnować, lecz nie można pozwolić na to, by w ten trudny i stresujący czas szkoła destabilizowała życie domowe.

Może mój wpis doda komuś otuchy? Życzę wszystkim wytrwałości i odrobiny stoickiego dystansu do tego, co się dzieje. Jeszcze bardzo długo będziemy borykać się z różnymi następstwami epidemii – społecznymi, gospodarczymi i politycznymi. A także osobistymi. Trzeba uzbroić się w cierpliwość, a także w przyjaźń i miłość. Kochajmy się i kochajmy swoje dzieci, a wszystko się jakoś ułoży.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 22

Dodaj komentarz »
  1. Pamiętacie tzw. ‚zimę stulecia’?

    (na rok przed Solidarnością; politycznie był wówczas grobowy spokój)

    Zamknięte szkoły. Pęknięte rury. Śnieg wyżej uszu.
    W sklepach – jak dobrze się trafiło – ziemniaki, czy jaka cebula (ocet się skończył).

    No i co?
    Przeżyliśmy? Ano przeżyliśmy. To i teraz przeżyjemy. Tylko nie kupujcie już więcej makaronu.

  2. @turpin
    19 marca o godz. 20:42
    ” Tylko nie kupujcie już więcej makaronu.”
    ………………………….
    Mąki, cukru, ryżu, soi, słodyczy pod każdą postacią, i oczywiście makaronu.
    Mądra rada, tylko prawie nikt jej nie zrozumie. „Tłuste życie” DJK.

  3. Dziękuję Panie Profesorze za ten mądry komentarz, a najbardziej za to, że odwołał się Pan w nim do nieco już zapomnianego stoicyzmu. Przyda się on nam teraz, jak nigdy, a jeszcze bardziej – obawiam się – przyda się w nadchodzących czasach. Pozdrawiam.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Dwa dni w domu z dziećmi w ramach kwarantanny i kobiety z korpo szaleją. Tragedia

  6. Ginekolog z Poznania zakażony koronawirusem. Przyjął ponad 140 pacjentek. Lekarka w Gliwicach złamała zalecenia sanitarne i leczyła, mimo objęcia jej kwarantanną. Policjanci odkryli, że przyjmowała w swoim gabinecie w szpitalu w Knurowie! Jak się okazało, kobieta ma koronawirusa. Bezmyślnie naraziła swoich pacjentów na wielkie niebezpieczeństwo. I oto jest odpowiedzialność lekarza. Dajcie im darmowe jedzenie, idioci

  7. Na chwilę obecną mamy stwierdzone 378 chorych na koronawirusa czyli wskaźnik zachorowalności – 1 chory na 100 000 mieszkańców, w tym 6 zgonów co oznacza 1 zgon na ponad 6 mln mieszkańców.
    Tymczasem od 1 stycznia do 16 marca 2020 r. na grypę zachorowało ok. 1 736 tys. osób z tego 47 zmarło.
    Inaczej mówiąc – ryzyko zachorowania na grypę jest prawie 4 600 razy wyższe niż na koronawirusa.
    Ponieważ z wirusami grypy spotykamy się stale to wykształciliśmy w sobie pewną odporność – umiera jeden na ok. 37 tys. chorych.
    Tymczasem na koronawirusa umiera jeden na 63 chorych – różnica prawie 600-krotna !!! Myślę, że za kilka lat na tego wirusa będziemy podobnie odporni jak na grypę.
    Poza tym ponoć gotowa jest już szczepionka !
    I to na wirusa, który dopiero 3 m-ce temu się „upublicznił”!
    Zastanawia mnie dlaczego nie poradzono sobie jeszcze ze szczepionką przeciw malarii, choć choroba ta znana jest od dziesięcio – albo nawet stuleci ! Rocznie choruje na nią ponad 200 mln ludzi a 1-3 mln umiera.

    Ale malaria występuje w krajach biednych, zatem żaden to biznes!

  8. Mój koleś w 1963 r pocieszał —[to nic wobec wieczności.[.A ja mile wspominam, czytanie przy świecy pierwszej książki ,którą pani biblotekarka mi przekazała.Tytuł -ŁOWCY MIKROBÓW..A potem pozostałe książki z bibloteki powojennej.Do dziś pamiętam jak szumiał Atlantyk ,i moje łzy ,po zabiciu przez Niemca niedżwiedzia . I przy, okazji .Nie nakłaniajcie młodych ,na czytanie Pana T adeusza.NIE DOKOŃCZYŁEM WTEDY .A dziś się nim zachwycam.nA ZEPSUTY WTEDY WZROK ,POMAGA DZIŚ SOK Z ARONII.,KTÓRA MA WIEKA PRZYSZŁOĆŚĆ ,WOBEC NISZCZENIA OCZU PRZEZ MONITORY I TĄ CAŁĄ CYWILIZACJĘ.

  9. Turpin pamięta Zimę Stulecia, a w mej pamięci tkwi kryzys kubański i kolejki przed sklepami, i tak słabo zaopatrzonymi. Jeśli dodać do tego „wrocławską ospę” i zatrzymanie na granicy Wrocka w czasie powrotu z obozu harcerskiego przez służby sanitarne, sprawdzające zaświadczenia o szczepieniu… Znaczy siem – teraz, to już trzecia historia „zagrożenia” naszego polskiego bytu.

  10. Dzisiaj już w internecie coraz więcej informacji na temat konieczności wzmacniania własnej odporności, nieśmiało sugerując suplementację witaminą C, witaminą D3 i nnymi
    Ale gdy na początku epidemii to samo zalecał Jerzy Zięba to większość rzuciła się na niego jak wściekłe psy. Na Allegro zablokowano możliwość kupna jego książki, podobnie w sieci Biedronki i jeszcze jakieś.
    Gdy ja sam to we wielu wpisach także proponowałem to traktowano mnie niemalże jak idiotę.
    Może teraz ci, którzy wtedy pluli na Ziębę i podejmowali idiotyczne zakazy publikacji jego wystąpień i sprzedaży jego książek powiedzą teraz – przepraszamy – ma pan rację !

  11. Jacek „Ginekolog z Poznania zakażony koronawirusem. Przyjął ponad 140 pacjentek.”

    Pracoholik, nagorliwiec…widac i w takim zawodzie mozna sie uzaleznic, co tan ze koronawirus, gabinet zimny, rozebrane do polowy pacjentki kichaja.

  12. Dzieci z początkowych klas podstawówki nie ogarną samodzielnej nauki. Nawet sama „mechanika” pracy z komputerem, to dla nich za dużo (błędy połączenia, logowania, problemy z przesyłaniem wyników, dziwne komunikaty, itd. itp.). Zmierzam do tego, że pomoc rodziców jest nieodzowna nawet w tym zakresie, a dodatkowo oczywiście muszą oni przejąć funkcje nauczycieli; co najmniej śledzić wykład z jakiegoś automatycznego kursu, aby tłumaczyć niejasności dziecku.

    No to wyobraźmy sobie taką sytuację: oboje rodzice pracują, w domu 2 dzieci, czwarta i piąta klasa podstawówki. Przeciętnie, 5 lekcji dziennie, po pół godziny na lekcję, razy 2 dzieci = 10 godzin dodatkowej pracy nauczyciela, którą każdego dnia muszą wykonać rodzice. Nawet przy jednym dziecku, to już poważne obciążenie codzienną, dodatkową pracą. Lekko nie będzie, to pewne.

  13. https://www.youtube.com/watch?v=UGybeqrbIMo
    Rząd UKRYWA liczbę ZARAŻONYCH? Bartosz Arłukowicz APELUJE l Super Raport NA ŻYWO

  14. Libertyńska Europa przegrywa wojnę z koronawirusem. Europa pozbyła się fundamentalnych zasad moralnych i tak potrzebnego lęku przed bezwzględną siłą natury, przed którą nie ma łatwej ucieczki, a nieraz nie ma gdzie uciekać.
    Świat zmieniali komuniści, faszyści, libertyni, a teraz zmieni go koronawirus. Rozbabrany świat utracjuszy, poszukiwaczy przyjemności, przegrywa z samym sobą, tonąc na przemian w histerii i beztrosce lemingów manipulowanych przez libertyńskie media. Nieokiełznany przez społeczną samodyscyplinę wirus będzie zabijał tysiące „wielbicieli” wolności bez granic i bez zasad moralnych. Dla narodów pozbawionych zasad i spolegliwości pandemia okaże się biczem bożym. Ludzkość zostanie zakładnikiem i dłużnikiem bankierów pożyczających wirtualne pieniądze na paskarski procent.

  15. @kaesjot
    20 marca o godz. 22:06
    Nie wszyscy, nie wszyscy się na Ciebie rzucili. Ja nie!
    J. Zięba lekarzem nie jest, ale propagatorem naukowej wiedzy na temat żywienia i osiągania przez to zdrowia. I robi to wspaniale. Dieta Optymalna Doktora Jana Kwaśniewskiego, jest jak najbardziej naukową wiedzą o żywieniu i uzdrawianiu ludzi. Zięba to w całej rozciągłości potwierdza.
    Ja już 22 lata jestem na tym żywieniu i sobie chwalę, dobrodziejstwa z tego wynikające. Nie obchodzą mnie negatywne opinie na ten temat, przerobiłem przez te lata już wszystko, co mieli do powiedzenia ludzie, również cała masa pseudonaukowców, którzy niewiele wiedzą, lub nie wiedzą zupełnie nic.
    Nikogo do niczego nie namawiam, daje jedynie pod rozwagę. Wybór należy do każdego z nas. Zdrowie to jest za poważna sprawa, aby zostawić ją w rękach niewiedzącej medycyny i pseudoautorytetów. Moje zdrowie, to jest tylko i wyłącznie moja sprawa i wziąłem ją we własne ręce, na podstawie wiedzy DJK.
    Pozdrawiam

  16. Panie profesorze.Ma pan bliski kontakt z lekarzami ,i proszę ich zapytać ,czy wirus uszkadza szare komórki?Słuchałem w radio ,wodza ,który bredził ,że wybory maja odbyć się w terminie.

  17. E, fe. Toż to flaki z olejem. Panie Janie! Do boju z PiS! A ja mam takie pytanie. Co zrobią nasze dzieci, jak one dorosną, a my się zestarzejemy. Większość z Polaków, którzy weszli w życie zawodowe w III RP, będzie miała emeryturę najniższą. Wystarczy policzyć. Liberalna polityka jednego dziecka, oznacza konieczność utrzymania przez to dziecko na starość z ośmiu starych darmozjadów z których 5. to inwalidzi! Odrzucamy prawdziwy dar losu, żeby nie powiedzieć Bożą pomoc w postaci epidemii korono wirusa dla liberalnej gospodarki z epoki pierwotnej akumulacji i potem. Dalej segregacja i przemysłowy odzysk śmieci odbierze w przyszłości szansę na przeżycie tysiącom emerytów i rencistów, którzy tam mogliby wygrzebać sobie kiedyś w przyszłości kartofelka lub nawet serdelka! Należy niezwłocznie postulować przynajmniej obniżenie ceny spirytusu, aby ludność Polski mogła nie tylko dezynfekować się zewnętrznie, ale i coś dla podreperowania ducha było!

  18. Jacek NH, a co z mężczyznami z korpo?

  19. testuje

  20. @kaesjot
    Pozytywny wpływ witaminy D na odporność znany jest powszechnie od wielu lat. Jeżeli Zięba tę opinię powtarza, to wcale nie czyni go wiarygodnym w innych kwestiach, w których niestety opowiada sprzeczne z wynikami testów opinie. To nie jest opinia Zięby kontra opinia lekarzy, to jest alternatywa pomiędzy wynikami badań szerokiej grupy pacjentów a opowieściami Zięby.

    @Optymatyk
    Znajomy opowiadał mi o swojej babci, która do późnej starości paliła papierosy i świetnie się czuła. A inny mój znajomy jeździ autostradą ponad 200km/h i nigdy nie miał wypadku. Wniosek – palmy papierosy i przekraczajmy prędkość, będziemy żyć długo i zdrowo! Taka jest twoja logika.
    Jasne, każdy może sobie żyć jak chce i truć się czym chce. Ale niech to robi świadomie, licząc się z ryzykiem, a nie opowiada, że to co szkodzi, jest zdrowe, tylko dlatego, że jemu się jeszcze nie pogorszyło.

    @głos zwykły
    Coś dla ciebie:
    https://wiadomosci.onet.pl/opinie/koronawirus-lekarstwo-gorsze-od-choroby-opinia/pvegc65

  21. Poszedłem sobie na spacer i takie przemyślenia sobie poczyniłem. Uważam, że ten cały koronawirus to niebezpieczna histeria kreowana głównie przez media. Umierają ludzie. Niesłychane, jak to możliwe, na prawdę ludzie umierają na choroby?! Tak – ludzie umierali, umierają i będą umierać na choroby. Jak wszystkie zwierzęta. Jakieś liczniki, statystyki, wykresy, biografie niemalże kolejnych ofiar, na które cały naród czeka, jak na kolejnych medalistów olimpijskich. Tym czasem od początku roku zupełnie anonimowo umarło sobie ok. 50 osób w wyniku powikłań pogrypowych. A ile umiera w Polsce rocznie osób w wyniku wypadków samochodowych? W zeszłym roku prawie 3 tys., a 10 razy tyle został rannych, niektórzy zostali kalekami. W tym kilkadziesiąt dzieci. Nie spotkałem żadnego dramatycznego apelu „zostań w domu, nie wsiadaj do samochodu, nie chodź po ulicy „Bo ważniejsza jest wygoda i gospodarka. Bo rezygnacja z samochodów zapóźniłaby nas gospodarczo i ograniczyłaby naszą wolność. Ale tysiące ludzi by żyło. Zrezygnujecie z komunikacji indywidualnej i zbiorowej? Autobusy, pociągi, samoloty i statki a nawet rowery też zabijają – przypominam.
    Druga sprawa – czy ktoś stwierdził z całą pewnością, jak się pozarażały wszystkie chore osoby? Nie wiem, czy są takie dane, ale z tego co czytam, to najczęściej się okazuje, że ktoś kto zachorował, przebywał przez pewien czas z osobą, która była chora. Rozmawiał z nią, witał się, albo był z nią w niewielkim pomieszczeniu. Roznoszenie się wirusa w taki sposób, że ktoś nakaszle w dłoń, następnie ta dłonią dotknie czegoś, następnie ktoś inny dotknie ten przedmiot, a zaraz potem wsadzi sobie łapę w usta, nos lub oko i jeszcze na tej łapie ostanie się jakiś wirus, jest jakimś marginesem zakażeń. Nie wierzę w to, że ktoś „przebywał” w autobusie z osoba chorą i od samego „przebywania” się zaraził. Osoba chora musiała kaszleć rozpryskując kropelki z wirusem, a pozostali najpierw łapali za obryzgane poręcze, a potem dłubali w nosie, albo w zębach, albo jedli coś gołymi łapami. Prawdopodobieństwo, że ktoś komuś nakaszlał do gardła jest znikome, w ten sposób wirus by się tak szybko nie rozszedł.
    Dziś na próbę założyłem sobie rękawiczki lateksowe. Pierwszy i ostatni raz. To bez sensu. Przed czym niby one mają mnie chronić? Co za różnica, czy będąc chory nakaszlę w rękawiczkę, czy w dłoń, a będąc zdrowy przeniosę wirusa na rękawiczce, czy dłoni? I tak tymi rękawiczkami dotykam wszystko, również telefonu i tak samo jak brudnymi dłońmi nie dotykami nimi twarzy – przecież te rękawiczki to idiotyzm! No gdybym robił operację, to zabezpieczyłbym pacjenta przed drobnoustrojami, które mogłyby być gdzieś w zakamarkach mojej skóry czy w ogóle fragmentami łuszczącego się naskórka, ale co mi da zakładanie rękawic w sklepie, czy w pracy?
    A maseczka? Jak ktoś jest chory, to zapobiega to roznoszeniu jego zarazków, ale co ma dać zdrowemu? Chyba tylko to, żeby częściej grzebał sobie koło twarzy, zakładając ją, zdejmując i poprawiając.

    A wiec panikujcie dalej, twierdząc, że to nie panika. Siedźcie w domu. Pytanie – jak długo? Wirus to nie burza śnie zna, nie przeczeka się go. Nie zniknie. On będzie. Latem nieco zmaleje, ale wciąż będzie! Będzie mniej zachorowań, ale jak wyjdziecie z domu, to znowu wzrosną. Znowu się schowacie w domu? Na jesieni na pewno wzrosną – tak mówią znawcy – i co, we wrześniu nakupujecie jedzenia na najbliższe pół roku? Szczepionka podobno będzie gotowa za minimum 1,5 roku. I co, myślicie, że jednego dnia pójdzie te kilka miliardów ludzi i się zaszczepi? W zeszłym roku brakło szczepionek na grypę, a tylko cześć ludzi się szczepi. To co, w przyszłym roku znowu areszt domowy? A jak szczepionka będzie za 3 lata, to co? Nie no, ja się po prostu zastanawiam na co czekają ludzie, którzy „zostają w domu”. Podobno, „aż się sytuacja unormuje”. Tzn co się stanie? PUBy otworzą? Bo wirus nie zniknie, a szczepionki na razie nie będzie.

    I tak w tej całej histerii, czy nie warto się nad tym trzeźwo zastanowić i przygotować na spotkanie z wirusem? Zadbać o odporność – ruch, świeże powietrze, słońce, witamina D, warzywa. Nie spotykać się z ludźmi starszymi i chorymi, po co ich zabijać. Samemu za to stawić czoła wirusowi, być wtedy w najlepszej kondycji, żeby organizm go łatwo pokonał, dzięki temu zyskamy odporność i sami staniemy się tarczą dla dalszego rozprzestrzeniania się wirusa. Bo wirus wbrew powszechnej panice nie roznosi się przenoszony z rąk do rąk, tylko poprzez zakażenie organizmu i namnożenie się w nim. Jeśli nie będzie się miał gdzie namnożyć, to zginie. Tym czasem widzę spanikowanych młodych ludzi zakładający na usta co się da i staruszków, którzy mają na to wszystko totalnie wywalone – kompletne pomieszanie! Czy zadał sobie ktoś trud, żeby zobaczyć kto umiera we Włoszech? Proszę bardzo:
    https://www.medonet.pl/koronawirus/koronawirus-w-europie,kto-umiera-przez-koronawirusa–ukazal-sie-raport-na-temat-smiertelnosci-we-wloszech,artykul,75121829.html
    „Wśród zmarłych we Włoszech osób zakażonych koronawirusem kobiet jest o połowę mniej niż mężczyzn – odnotowano w raporcie krajowego Instytutu Zdrowia. Średnia wieku wśród zmarłych kobiet to ponad 83 i pół roku, a wśród mężczyzn – ponad 79 lat.

    Jak wynika z przedstawionych statystyk, do 17 marca w związku z koronawirusem zmarło 601 kobiet i 1402 mężczyzn.

    Wśród zmarłych jest 17 osób w wieku poniżej 50 lat. Pięć z nich było poniżej 40. roku życia i byli to wyłącznie mężczyźni z ciężkimi współistniejącymi chorobami.

    Ponadto w analizie zaznaczono, że średni wiek zmarłych pacjentów zakażonych koronawirusem – ponad 80 lat – jest o 17 lat wyższy od średniej wieku osób, u których potwierdzono obecność tego patogenu (około 63 lat).”

    Na 2 tysiące osób nie zmarła ani jedna kobieta poniżej 40 roku życia! Ani jeden mężczyzna bez innych chorób w tym wieku!

    Siedźcie w domu, osłabiajcie układ odpornościowy, starzejcie się, nie pozwólcie waszym organizmom wytworzyć przeciwciała – nic się nie martwcie, wirus poczeka na odpowiednią chwilę. Na tą, jak będziecie myśleć, że epidemii nie ma, jak złapie was inny katarek, jak będziecie w gorszej kondycji.

    I pamiętajcie – pod żadnym pozorem nie wsiadajcie do samochodu – możecie zabić siebie i kogoś innego!

  22. kormoran
    23 marca o godz. 23:59
    Nigdy nie jest tak, że jadę ma ZAWSZE rację i drugi NIGDY jej nie ma !
    Ziębie zawdzięczam to, iż od niego najpierw dowiedziałem o szerokim spektrum leczniczego działania witaminy C co skłoniło mnie do prób na samym sobie w efekcie czego stwierdziłem. że „to działa !” i zacząłem szukać innych źródeł.
    Np.
    Thomas E. Levy „Wyleczyć nieuleczalne – witamina C – choroby, infekcje , toksyny”
    Autor książki (biolog i lekarz internista oraz kardiolog ) powołuje się w niej na ok. 1200 ( policzyłem !!!) artykułów i publikacji naukowych naukowców i i lekarzy praktyków opisujące pozytywne efekty leczenia, czy badań.
    Nie są to zatem tylko „zmyślenia znachora Zięby” lecz wiedza udokumentowana praktyką i badaniami. A że nie służy ona określonym, silnym „grupom interesu ” logicznym jest , że czynią wszystko aby tę wiedzę zdeprecjonować.
    Natomiast co do całości Twojej wypowiedzi – w 100% się z nią zgadzam.
    Widzę , że nawet korzystamy z tych samych źródeł danych i wyciągamy identyczne wnioski.
    W pierwszej kolejności zadbać o osobistą odporność ludzi, ograniczyć kontakty ludzi i z ludźmi z grup największego ryzyka a nie
    „siec na ślepo – wszystkich równo”. Więcej to strat przyniesie niż korzyści.

  23. korekta – winno być:
    Nigdy nie jest tak, że JEDEN ma ZAWSZE rację i drugi NIGDY jej nie ma !

css.php