Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne
Czytanie

23.04.2020
czwartek

Książka jako katastrofa

23 kwietnia 2020, czwartek,

Gdy nie było jeszcze książek, nie było problemu. Nieliczni czytali sobie na głos uczone zwoje, a reszta cieszyła się klechdą i kazaniem. Dopiero gdy zaczęto kroić papier i oprawiać w deski, zrobiło się niebezpiecznie. Uczonych w piśmie, nie tylko świętym, zaczęło jakby przybywać. Ale prawdziwa katastrofa nastąpiła dopiero po wynalezieniu druku. Oto rozmaici niepowołani zeloci pokupowali sobie Biblię i zaczęli ją studiować na własną rękę, a nawet na własny rozum i sumienie.

Gutenberg wypuścił dżina z butelki, a dżin uczynił reformację. Po reformacji, niesyty, zabrał się do spraw świeckich. Drukowana plaga spadła na bezbronne owczarnie Europy i zamieniła pokorne baranki w stado politycznych wilków. Oto bezbożne gazeciarstwo, ów internet XVIII w., uczyniło z maluczkich rzemieślników i pisarczyków biedujących po miastach bluźnierczą „opinię publiczną”. Na domiar złego żądni zysku xięgarze już od XVI w. karmili lud jarmarcznymi romansidłami i bajdami o rycerzach, w których pod płaszczykiem cnoty i pobożności kipiała chuć i kotłowało się poróbstwo.

Aż przyszedł ten czas, gdy nawet paryski prostaczek dość umiał składać litery, by odczytać rewolucyjną ulotkę: wolność, równość, braterstwo! Słowo pisane, przez tysiące lat służące pospołu możnym i uczonym do stróżowania wieczystemu porządkowi boskich praw na ziemi, wielce dla panów tych korzystnych, trafiwszy spod prasy do brudnych oficyn i pod chłopskie strzechy, obróciło się w oręż wolności. Wyzwoliło duchy narodów, oświeciło i zeświecczyło miejską masę, uwolniło naukę od scholastycznego wzdęcia.

Jednak prawdziwa i ostateczna potęga książki miała się objawić w czymś innym. Oto z łona odrodzenia i nasienia oświecenia narodziła się nowoczesna kultura humanistyczna wykarmiona na powieści, wierszu i eseju, zapatrzona w Grecję, rozmiłowana w leśnych bajdach Północy, lecz przecież ciągle chrześcijańska. Rabelais, Cervantes, Montaigne przetarli szlak, którym poszła nowoczesna Europa. Szlak książki. I gdy w XX w. oświecenie spełniło swą obietnicę i trafiło do mas, wszystkim się zdawało, że szczytem marzeń jest naród złożony z inteligentów, którzy nauczeni tego w szkole do grobowej deski delektują się Literaturą.

Guzik z pętelką. Zapomnijmy. Niemądre pretensje wymarłej sekty egzaltowanych czytelników wczytanych w Goethego, Manna, Prousta albo Joyce’a czas oddalić, a ich posłańców odprawić z powrotem do zakurzonych bibliotek. Niechaj sobie tam siedzą ci erudyci-maniacy za pan brat z molem i roztoczem. Nam e-papier, czytnik i sieć. Niech żyje wolne czytanie! Książka przyniosła nam wolność – niechaj teraz pozwoli nam tę wolność praktykować.

Mniej czytamy? Owszem, ale i tak więcej niż nasi pradziadowie, wprawdzie żyjący w epoce rozkwitu literatury, lecz w większości niepiśmienni. Czytamy szybko, łatwe i krótkie teksty? Cóż, na grube książki czas mieli i nadal mają nieliczni, za to wielu miało i dziś ma całe półki nieprzeczytanych nigdy tomów. Normalnie pracujący człowiek – dawniej i dziś – może sobie poczytać jakąś godzinkę albo dwie dziennie. To daje 20-100 stron zależnie od trudności tekstu i tempa lektury.

Odliczając połowę na gazety i czasopisma, dostajemy taki rachunek: gramotny, lecz pracujący obywatel czyta co roku 10-50 książek. W ciągu życia średnio pewnie z tysiąc. Zawodowy erudyta i pochłaniacz książek wyrabia tę normę w trzy lata. W dodatku rozumie i pamięta, co przeczytał, a zwykły inteligencki szaraczek nie za bardzo. Ten czyta dla przyjemności, niekoniecznie mądre rzeczy i wcale taki znowu mądry od tego się nie robi. Bo może i książki kształcą, ale jak kto głupi, to mu nawet cała biblioteka nie pomoże.

Moje życiowe tysiąc książek pozostawi mnie takim samym ignorantem w godzinę śmierci, jakim byłem za życia. Wszak to ledwie mała kropelka w oceanie tekstów, a nawet Tekstów. Swoją drogą z tymi wielkimi Tekstami też nie należy przesadzać, bo i tam głupstw nie brakuje.

Poza tym gdy jeszcze byliśmy sobie małą Europą, mogło się nam wydawać, że jest jakaś jedna Wielka Literatura tworząca Kulturę. Homer z Platonem, Owidiusz z Horacym, Petrarka z Miltonem. Jednak gdy trochę wychynęliśmy na świat, widzimy, że takich klasyków i kanonów można by namnożyć, że taki Pendżab nie gorszy od Bałkanów, a mity Północy nie głupsze od mitów Południa. I nie o żaden multikulturalizm mi chodzi, lecz o to, że tego wszystkiego nie da się przeczytać i że wszyscy jesteśmy ignorantami, no, może z wyjątkiem Kani i Gondowicza, ale oni przecież od innej małpy pochodzą.

Do czytania rzeczy poważnych trzeba mieć talent i umysł znacznie więcej niż przeciętny. Dlatego próba wepchnięcia przeciętnego człowieka na widownię parnasu jest przedsięwzięciem niemądrym i niesmacznym. A dręczenie dzieci lekturami, z których nic zrozumieć nie mogą, bo nie dla dzieci je pisano, to już niemal perwersja. Gdy patrzę, co się biedactwom każe w szkole czytać, na te wszystkie bryki z internetu i „klucze” do egzaminów z polskiego, to ja bym już wolał, żeby mi dziecko poszło na rower. Mam wrażenie, że szkoła chce z wszystkich dzieci zrobić ćwierćinteligentów. I obawiam się, że wielkie urzędowe „promowanie czytelnictwa” (kto wynalazł ten zwrot potworny?) tą samą ręką „strasznego mieszczanina” jest czynione co programy nauczania polskiego, klucze do matur i inne bezeceństwa w tym rodzaju.

O nie, nie marzę o Polsce pod rządami takich jak ja zwyrodnialców, którym w mózgach przerosły bicepsy poruszające językiem i piórem, ale nie chcę też Polski półinteligenckiej, urobionej łapami filistrów. Pragnę Polski ludzi wolnych i radosnych, co swój rozum mają, a czytają sobie od czasu do czasu, co im się podoba, dla przyjemności, a nie dla Kultury. Dawno już skapitulowałem, czyli „wyluzowałem”, i to samo polecam Szanownemu Państwu.

Czytanie ma wszelkie cechy blagi lub mitu, jak kto woli. To tak jak z seksem. Wszystkim się wydaje, że inni mają go mnóstwo, w wielkim urozmaiceniu, a tylko oni sami jakoś tak szaroburo. Podobnie inteligentom wydaje się, że inni porządnie czytają od deski do deski wartościowe rzeczy, a tylko oni mało i niedokładnie. Bez tego złudzenia i bez tych kompleksów nie byłoby zresztą poważnej literatury. Owładnięci mitem „czytelnictwa” autorzy biorą się do pracy w złudnym przekonaniu, że ktoś ich będzie czytał i rozumiał – nawet coś, czego nie udało im się powiedzieć.

Z tych wszystkich narcystycznych iluzji, lecz także z przyjemności, jaką daje lektura, coś jednak dobrego wynika. W sumie przecież sporo dobrych rzeczy się pisze i czasem ktoś to jednak mniej czy bardziej uważnie poczyta. Jesteśmy od tego odrobinę inteligentniejsi i odporniejsi na ciemnotę. O mądrych zaś martwić się nie musimy. Ten gatunek, choć jest rzadki, to ma się wcale dobrze. Ludzie mądrzy zawsze będą i zawsze będą dużo czytać. Przetrwają mimo szkoły i „promowania czytelnictwa”.

Pisząc niniejsze w pociągu z Krakowa do Warszawy, moim drugim domu na kołach, mogłem poznać czytelnictwo narodowe organoleptycznie. Naprzeciw mnie, ach, blondynka. Blondynka czyta „Gazetę”. Po chwili odkłada i bierze się do amerykańskiego romansidła w oryginale. Czytelniczka, okazuje się, właśnie zdała maturę, a jej prezentacja z polskiego dotyczyła „Wyznań nimfomanki” (czas poważnie rozważyć likwidację szkół…). Książki czyta przygodowe, a romansidło służy jej do nauki angielskiego, gdyż wybiera się do Albionu zarabiać na studia z zakresu grafiki komputerowej. Zapewniła, że książki lubi i nigdy ich nie porzuci. Czytelniczka nowej ery – żadnych zahamowań.

Zapytała, co bym jej polecił. Mozolnie literujemy: Gargantua i Pantagruel. Oczarowany tą egzotyką wysiadłem na Centralnym z mocną wiarą: jeszcze książka nie zginęła! Waginalnie, digitalnie, po drogach żelaznych sączy się w mózgi słowo gramatyczne, słowo logiczne. Zawsze sobie drogę znajdzie. Tekstura oplata jej kibić, bluszcz kultury lubieżnie wspina się na łono kolejnej niewinnej Ewy.

Dość. Jesteśmy obrzydliwi. Stanowczo można się bez nas, satyrów pióra, obyć. Ale i ja jestem, prawdę mówiąc, młody. Bliżej mi do tej dziewczyny z pociągu niż do własnego ojca. Mój ojciec, rocznik 1914, deklamował przy obiedzie wiersze Schillera, Puszkina i kogo tam jeszcze. Był sercem w XIX w. Obszerną pamięć hojnie nastręczał wieszczom. Moja zaś pamięć spoczywa w nieznanych serwerach, w internetowej chmurze. Dla mnie po „Quousque tandem abutere, Catilina…” jest już tylko „et cetera”. Czytam, ale nie doczytuję do końca. I nic nie mogę zapamiętać. Nie muszę – sieć pamięta.

Na szczęście rozumiem, co czytam. Taki mój fach. I w dodatku piszę – w owym narcystycznym złudzeniu, że ktoś to przeczyta i mniej więcej ogarnie. Ale fakty temu przeczą. Rację miał Lem, parafrazując Gorgiasza: nikt nic nie czyta, a nawet gdyby czytał, to i tak by nie zrozumiał, a nawet gdyby zrozumiał, toby nie zapamiętał. Podkreślam raz jeszcze: literatura wyrasta ze złudzenia. Piszemy, bo lubimy samych siebie inteligentnymi i wygadanymi. I czytamy z tego samego powodu. Literatura jest dziwowiskiem ludzkiej inteligencji i talentu. Jej zadaniem jest być lepszą od swych autorów i czytelników. Uwiedzenie, oczarowanie. Po prostu erotyka. I co się dziwić, że po lekturze przychodzi sen zapomnienia?

W nowym świecie nieskończonej biblioteki w e-czytniku nie będzie już rządów Autora ani poddaństwa Czytelnika. Książęta krytyki nie będą nam już dyktować, komu składać mamy daniny naszego czasu i uwagi. Erudyci z krwi i kości staną się żałosnymi dziwolągami udającymi mądrość wszechwiednej sieci. Absolut hipertekstu, biblioteka totalna, o której marzył Borges i inni, stanie się wkrótce faktem. Nasze umysły wyleją się z czerepów i przeniosą do sieci, która stanie się już wkrótce naszym umysłem wspólnym i uniwersalnym. Nie będzie już autorów i czytelników. Każdy będzie pisać i każdy będzie czytać. Nie będzie pisania do szuflady i pisania do druku, zawodowców i amatorów. Wszystko, co napiszemy, nagramy i sfilmujemy, będzie publiczne i wszystko będzie prywatne.

Mądre zmiesza się z głupim, literatura z grafomanią, nauka z ciemnotą. Przez nasze czytniki i przez nasze mózgi przepływać będą każdego dnia setki urywków – czytanych w roztargnieniu lub słuchanych jednym uchem – na niezliczoną liczbę najbardziej rozbieżnych tematów. W tej kakofonii zgranulowanych i skompresowanych treści to i owo zdoła jednak przykuć naszą uwagę i zatrzymać przy sobie myśl, wyobraźnię i uczucie. Niełatwo będzie się przebić. Formy krótkie, lecz pojemne i wyraziste, zdobywać będą na chwilę przyczółki w naszych mózgach-końcówkach sieci, by zaraz ustąpić miejsca kolejnym, jeszcze doskonalszym „multimedialnym” monadom.

Czeka nas epoka fascynująca. W absolutnej wolności wymiany tekstów, nagrań i obrazów kanony i hierarchie skazane są na kompromitację. Każdy z nas będzie arbitrem obdarzającym punktami swej uwagi, swymi łaskawymi kliknięciami to czy owo, wchodzącym każdego dnia w setkę nisz i zostawiającym w nich swe ślady: dopisek, ocenę, inwektywę. Prywatnie i na własną rękę. Kultura rozdrobni się w miliony aforyzmów i obrazków. Dzieła złożone i rozwlekłe ustąpią miejsca „spotom”, czyli utworom kropkom, zwartym i monadycznym niczym haiku, a jednocześnie wplecionym w sieć niekończących się odesłań, którymi nie będzie zarządzać erudyta, lecz silnik wyszukiwarki.

Już niedługo ziści się proroctwo sprzed półwiecza: świat jako mille plateaux, tysiąc płaszczyzn, które wieszczyli Deleuze i Guattari.

Kiedyś pogrążaliśmy się w lekturze, by zapomnieć o swoim małym, nieprawdziwym i niedobrym świecie. Pogrążaliśmy się w iluzji świata lepszego i lepszego życia, które było zawsze nie tu, gdzie my. W samotności lektury przestawaliśmy z wyższymi duchami i zdradzaliśmy samych siebie. Dziś czytając-pisząc, słuchając-mówiąc, wyglądając-oglądając, jesteśmy z innymi we wspólnym, doskonale realnym wirturealu, w prawdziwie własnej, wytworzonej pospólną pracą rzeczywistości. Odzyskując wolność i odzyskując kulturę, nie będziemy już szukać w niej odskoczni od nędzy naszego życia. Nareszcie będzie nasza, wyemancypowana. Będziemy w niej u siebie, i to razem z innymi – nie z duchami, lecz z ludźmi, współczytelnikami i współtwórcami. Zamiast topić w książkach swą straszliwą samotność, nauczymy się z radością odnajdować samych siebie właśnie wtedy, gdy odłączymy się od sieci.

Prawdziwie wolni ludzie nie muszą już czytać. Naszym ostatecznym przeznaczeniem jest być na powrót offline, sami z sobą – bez słuchawek, bez tabletu, bez książki. Pragniemy powrotu do jaskini. Epoka wyzwolonej i totalnej kultury, mille plateaux, tam nas właśnie prowadzi. Gdy i ona przeminie, nareszcie odnajdziemy swe przeznaczenie – znów staniemy się małpami. I będziemy szczęśliwi. Dopóki znów nie przyjdzie jakiś Platon.

Z okazji Dnia Książki przypomniałem swój artykuł z 2011 r., który wówczas ukazał się w „Gazecie Wyborczej”. Dziękuję red. Jarosławowi Kurskiemu za zgodę na powtórne wykorzystanie tekstu.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 25

Dodaj komentarz »
  1. Z drukiem rzecz jest bardziej skomplikowana. Wiele różnych procesów nałożyło się na siebie jednocześnie w procesie budowania cywilizacji, a konflikt jaki temu towarzyszył był po części sztuczny tzn. był to konflikt wyolbrzymiony. Niedawno był program w TVP Historia o wpływie wybuchu wulkanu w 1830r. na późniejszy upadek imperium Rosyjskiego. Być może upadek nie był wynikiem działania sił natury i ono by nie upadło, a z kolei Polska nie odrodziła się, gdyby ćwierćinteligenci bez wyobraźni nie zrobili rewolucji, uprzednio sporo się na czytawszy różnych mylnych teorii dot. konfliktu klasowego. Tak więc nie sam druk lub środki przekazu i gromadzenia wiedzy, lecz interakcje międzyludzkie są większą przyczyną katastrof dla ludzi, niż katastrofy naturalne. Tak było dotychczas, ale nie wiadomo, jak będzie dalej.

  2. Tekst rewelacyjny – przebogaty w myśl przednią – każy akapit to perełka znaczeń i tropów.
    Pisany blisko dekadę wstecz, a ciągle świeży i proroczy…

    Mądre zmiesza się z głupim, literatura z grafomanią, nauka z ciemnotą„.

    „I gdy w XX w. oświecenie spełniło swą obietnicę i trafiło do mas, wszystkim się zdawało, że szczytem marzeń jest naród złożony z inteligentów, którzy nauczeni tego w szkole do grobowej deski delektują się Literaturą.
    Guzik z pętelką. Zapomnijmy.” JH

    „Zawodowy erudyta i pochłaniacz książek wyrabia tę normę w trzy lata. W dodatku rozumie i pamięta, co przeczytał, a zwykły inteligencki szaraczek nie za bardzo. Ten czyta dla przyjemności, niekoniecznie mądre rzeczy i wcale taki znowu mądry od tego się nie robi. Bo może i książki kształcą, ale jak kto głupi, to mu nawet cała biblioteka nie pomoże”. JH

    Do czytania rzeczy poważnych trzeba mieć talent i umysł znacznie więcej niż przeciętny. Dlatego próba wepchnięcia przeciętnego człowieka na widownię parnasu jest przedsięwzięciem niemądrym i niesmacznym”. JH

    „O nie, nie marzę o Polsce pod rządami takich jak ja zwyrodnialców, którym w mózgach przerosły bicepsy poruszające językiem i piórem, ale nie chcę też Polski półinteligenckiej, urobionej łapami filistrów.” JH

    „Rację miał Lem, parafrazując Gorgiasza: nikt nic nie czyta, a nawet gdyby czytał, to i tak by nie zrozumiał, a nawet gdyby zrozumiał, toby nie zapamiętał„. JH

    Prawdziwie wolni ludzie nie muszą już czytać. Naszym ostatecznym przeznaczeniem jest być na powrót offline, sami z sobą – bez słuchawek, bez tabletu, bez książki. Pragniemy powrotu do jaskini. Epoka wyzwolonej i totalnej kultury, mille plateaux, tam nas właśnie prowadzi.

  3. Panie Profesorze . Jak widać , w 2011 r. był Pan w szczytowej formie, ale ja wolę wolę Pana teksty współczesne, szczególnie te o wiadomym reżimie.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Pan kokietuje Profesorze uroczo, pieknym i klarownym jezykiem.

  6. Matko boska, dlaczego znowu te seksistowskie wtręty o blondynkach, które czytają sobie romanse po angielsku? Co w tym nagannego? Dlaczego młoda dziewczyna, znająca dobrze angielski, ma się katować Rabelais’em, i to w pięciu tomach? Za jakie grzechy? Ledwo zdała maturę, więc chyba nie zdążyła jeszcze nagrzeszyć tyle, żeby jej ładować taką pokutę. Okropnie to pretensjonalne. Tym bardziej, że satyra to nie jest gatunek na dłuższą metę do wytrzymania, i traci aktualność błyskawicznie. Jest przecież mnóstwo znakomitej literatury współczesnej anglojęzycznej, ale domyślam się, że Autor jej nie czyta, ponieważ nią gardzi, jak wszyscy znani mi osobiście filozofowie, którzy udają, że przez całe życie czytają tylko Dostojewskiego i Sebalda(nb. uciekł do Anglii) Dlaczego nie polecił Pan tej młodej blondynce choćby Vonneguta „Kociej kołyski”? Też satyra, ale jak napisana(prosty język, dla nowicjusza do łyknięcia), i jak wciąż nagle – zdumiewająco – aktualna i wielopoziomowa. Jest Zadie Smith, Salman Rushdie, jest genialna Hilary Mantel i jej Woolf Hall, jest Margaret Atwood i jej Handmaid’s Tale + the Testaments (tematy dla młodej, nowoczesnej dziewczyny – opresja, totalitaryzm i kobiety. Jest wspaniały, choć trudny, bo erudycyjny „Lincoln w Bardo” George’a Saundersa. Dlaczego młode blondynki w XXI wieku mają interesować dwaj przerośnięci faceci, którzy kiedyś tam byli karykaturą czegoś?

  7. Jestem starsza od Profesora, a już od dawna robie z książką i czytaniem to, co mi się podoba. Kiedyś czytałam multum z konieczności zawodowej i były to tzw. madre książki. Potem przerzuciłam się na kryminały, które czytam z przyjemnoscią do dziś, no, ale ja tez jestem blondynka:))) Przymusowa kwarantanna sprawiła, ze wzięłam się za te wszystkie tomy literatury pięknej, które stoją na regale od lat, tyle ze nieprzeczytane, bo nie było czasu. „Wykańczam” właśnie moją Olgę Tokarczuk, Dehnel już „wykończony”. No, ale ja mieszkam sama. Moi znajomi kisza się w rodzinnym ciepełku, planują morderstwa partnerów, a już z pewnoscia rozwody, jak zaraza się skończy. A ja mam moje książeczki…Czy to nie jest szczęście w czasach zarazy?

  8. Tekst dlugi Pana Gospodarza aczkolwiek wielce pozyteczny Czytelnkowi. Pewien Czukcza na egzaminie na uczelnie leningradzka, a byl to „filfak” – filologiczieskij fakultet , na pytanie egzaminatora czy czytal
    jakas powiesc Wasyla Szukszyna? Odpowiedzial bardzo stanowczo: Nie! Czukcza nie czitatkel, Czukcza pisatiel.
    Madrosc stara powiada: Boje sie czytelnika jednej ksiazki.

  9. Czytajcie filozofów i psychologów nawet jeżeli niedużo z tego kumacie, a będziecie się czuli jakbyście przeczytali tysiąc książek.

    A tak na marginesie chociaż rozum mówi co innego to czuję, że Ziemia się jakoś spłaszcza i spłaszcza.

  10. @Jan Hartman
    „Blondynka czyta gazetę…”. Jaką Gazetę? „Gazetę Wyborczą”?, „Gazetę Krakowską”?, „Gazetę Polską”?, „Warszawską Gazetę”?

  11. Gutenberg ,to mały pikuś ,wobec wynalazców tego ,co mamy dzisiaj w domu.Te ,Tego ,zrobiło globalną wioskę I,szum informacyjny ,zakłócający zdrowe myślenie,.A co zroBią nAstĘpcy ,to dopiero zagadka.?i JAK ROZWIĄŻĄ PROBLEM CZYTANIA BIBLII W STATKACH KOSMICZNYCH./?Bo kosmonauci nie zabiorą z sobą swoich funkcjunariuszy Najwższego.,ze względu na brak miejsca.Ruski prawosłwny a Jankes babtysta itp.A papier dziś potrzebny na wybory ,aby je ,jak przewiduje szef Jankesów ,skutecznie sfałszować.

  12. „Z okazji Dnia Książki przypomniałem swój artykuł z 2011 r., który wówczas ukazał się w „Gazecie Wyborczej”.”
    No właśnie, czytam, czytam ten artykuł i zastanawiam się czy on czasem wcześniej nie rzucił mi się na oczy. Dopiero wzmianka o czytającej blondynce i autodafe pana profesora wszystko mi wyjaśniło.
    Zaś jeśli chodzi o inkryminowaną blondynkę nie doszukiwałbym się tu seksistowskich skojarzeń, od zarania dziejów wiadomo, że mężczyźni wolą blondynki.
    „To była blondynka, ten kolor włosów tak zwą…..”
    Gwoli prawdy należy wspomnieć o „Czarnej Inez, królowej seksu i łez” zespołu Raz Dwa Trzy. Albo o rodzimej Czarnej Mańce. Jak widać proszę pań feministek przewaga blondynek nad resztą pań nie jest taka oczywista.

  13. basia.n
    24 kwietnia o godz. 14:27

    „Pomówiłaś mnie tu kiedyś o posiadanie podwójnego nicka, pomawiałaś o to również i innych, nawet niedawno. Takie ordynarne oszczerstwo łatwo przychodzi, ponieważ sama używałaś ich tu wielu. (…) Redakcja zawsze może sprawdzić kto kryje się pod nickami (…)
    Dlatego poproszę o identyfikację i odkrycie twoich praktyk”.

    Masz rację, oszczerstwa łatwo przychodzą – jesteś tego świetną ilustracją. Nie wiem, a raczej nie pamiętam, jak było z domniemanym pomówieniem Ciebie przez jakubka o posiadanie podwójnego nicka, natomiast Twojego dużego, bo w liczbie mnogiej, pomówienia jakubka nie muszę pamiętać – widzę nawet bez okularów: „Takie ordynarne oszczerstwo łatwo przychodzi, ponieważ sama używałaś ich tu wielu”. Mówisz o jej „ordynarnym oszczerstwie”, nie dając nawet cienia dowodu na podszywanie się jej pod WIELE cudzych nicków. Gdybyś te dowody miała, po co byłoby prosić redakcję o identyfikację nicków? Niepiękne jest też Twoje przywołanie nicku „Niezapominajka”, jakbyś własnoręcznie odkryła jakieś oszustwo, podczas gdy to sama jakubek wyjaśniła powód. Być może jesteś człowiekiem o wielkim poczuciu sprawiedliwości bez względu na pogodę, ale w tej konkretnej sprawie chlapiesz językiem jak starsza maglowa w starodawnym maglu.

  14. Witold
    24 kwietnia o godz. 12:46

    „Czytajcie filozofów i psychologów nawet jeżeli niedużo z tego kumacie, a będziecie się czuli jakbyście przeczytali tysiąc książek”.

    Sporo racji. Poleciłbym Carla Gustawa Junga, Mircea Eliade, Lévi-Straussa, Ernsta Cissirera. Z powieści zupełnie wystarczy lektura powieści nad powieściami, czyli „Czardziejskiej Góry”, z dramatów „Faust” Goethego. Inne są gorsze i mniej ważne. Może jeszcze Balzak dla rozrywki lub Proust dla amatorów wrażeń. Dobrze jest unikać przypadkowych noblistów (Reymont, Dario Fo, Jelinek, Szymborska, Tokarczuk) i słabych, choć w swoich czasach trochę modnych pisarzy: Kraszewski, Stasiuk, Kuczok etc.

  15. ecres
    24 kwietnia o godz. 14:29

    „JAK ROZWIĄŻĄ PROBLEM CZYTANIA BIBLII W STATKACH KOSMICZNYCH”.

    Zwyczajnie, jak w samolotach lub hotelach.

    „Bo kosmonauci nie zabiorą z sobą swoich funkcjonariuszy Najwyższego”.

    Chyba zbyt długo żyłeś w świecie funkcjonariuszy, ale i pośród nich byli kapłani, jak Kiszczak.

    Kosmonautów już raczej nie będzie, najwyżej astronauci i tajkonauci.

  16. Pisze pan m.in.:
    Mądre zmiesza się z głupim, literatura z grafomanią, nauka z ciemnotą
    oraz
    (…) nie chcę też Polski półinteligenckiej, urobionej łapami filistrów.

    Niestety zniszczono instytucje edukacji w Polsce do dna z bolesnymi – dla normalsów – konsekwencjami kształtujacymi jakość życia w Polsce przez długie lata.
    Zniszczono inne instytucje życia publicznego.
    Pokazano, że im większy trep – byle lojalny sekretarzowi partii – tym szybsze awanse i wyższe apanaże.
    Pokazano, że menele i kombinatorzy a nawet kumple alfonsów mogą być wysokimi funkcjonaruszami reżimu, także sędziami partyjnego sądownictwa ręcznie sterowanymi przez obłudnych i tumanowatych zaburzeńców.
    W takich dekoracjach Polska dryfuje na pozycje nic nieznaczącego zadupia Europy wschodniej.

    Blisko połowa 47% Polaków (F+M) grupy wiekowej 30-34 lata – w 2019 – ma papier ukończenia studiów wyższych (56.4% kobiet).
    W 2002 ten odsetek stanowił 14%.
    A czynnych funkcyjnych ćwierćinteligentów czy półgłówków w Polsce całe mrowie na każdym kroku.

  17. Jak zwał ,tak zwał ,wiadomo o kogo chodzi ,raczej kto poleci w kosmosie.A ty Mauro ,uważaj ,bo teść sługi prezesa ,był kosmonautą.

  18. od Gutenberga do internetu i social mediów ten opis jest niepełny brakuje tu ważnej figury jakim jest Kurwizja i przewodniczący ochotniczej straży pożarnej przy Kurwizji

  19. Jacek, NH
    24 kwietnia o godz. 13:05

    „Gazeta” może być tylko jedna, szczególnie jesli piasana jest w cudzysłowie i z dużej litery. Dla kogoś niemającego kontaktu z polską prasą może to być rzeczywiście mylące als tak się już utarło, że „Gazeta Wyborcza” jest nazywana w Polsce „Gazetą”.

  20. Książka jako remedium na katastrofę. Zapowiedź katastrofy odbija się w oczach ministra spraw wewnętrznych. Co można zobaczyć w oczach ministra edukacji narodowej?
    Naczelnik z komunistycznym doktoratem nawet nie ukrywa, że nie rozumie zapisów polskiej konstytucji? Nadchodzi czas rozbiorów Polski. Wrócimy do pracy organicznej od podstaw. Spełnione marzenie Żeromskiego o szklanych domach w Warszawie okazało się wyrokiem śmierci dla polskich inteligentów. W szklanych domach, szklane telewizory i „ajpady” ogłupiają telewizyjnych i medialnych lemingów. Tą hodowlą lemingów dyrygują bracia Kurscy, twórcy Pokolenia Lemingów, to są odkrywcy na miarę naszych czasów.

  21. basia.n
    25 kwietnia o godz. 9:55

    Odgryzasz się nie na temat, w dodatku – pod niewłaściwym adresem. Twoja sprawa jest z jakubkiem, nie ze mną. Nie bardzo mnie interesuje i nie zamierzam dochodzić, jak między wami było. Zabrałem glos z powodu mojego uczulenia na tle epidemii imputowań w Polaków rozmowach, insynuacji, głośnego wypowiadania bezpodstawnych domysłów na temat osób itp. To Ty wypowiedziałaś zdanie: „Takie ordynarne oszczerstwo łatwo przychodzi, ponieważ sama używałaś ich tu wielu”. A ja Ci wytknąłem gołosłowność, brak choćby cienia dowodu na sama używałaś ich tu wielu”. Tak właśnie wygląda insynuacja Ten główny mój zarzut pod Twoim adresem pominęłaś milczeniem. Więc i ja się odmeldowuję..

  22. pombocek
    25 kwietnia o godz. 23:05

    Przepraszam za niepotrzebne pogrubienie od słów „Tak własnie wygląda insynuacja”.

  23. to jest właśnie demokracja liberalna, czyli, brak demokracji…/ 26.4., godz. 11.44 /

  24. 27.4. godz. 11.43, wygwizdowo…

  25. 27.4. godz. 11.43, że wygwizdowo to mało powiedziane, no i zaplecze intelektualne Jana H.

  26. 27.4. godz. 11.43, że obscurare czy ciasnota umysłowa…

css.php