Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne
Matura

11.06.2020
czwartek

Matura to bzdura!

11 czerwca 2020, czwartek,

Znów te debilne matury! Kiedy wreszcie rozewrze się ziemia i pochłonie ten groteskowy system zorganizowanego zidiocenia, który nazywa się szkołą, każdej wiosny oddający się bezwstydnym bakalaurealnym dionizjom, kędy szklane domy, gdy kasztan zakwita i ptaszę kwili bukolicznie!

Z kim graniczyła Polska w 1989 r.? To moje ulubione pytanie testujące ogólny poziom grupy studenckiej. Jeśli znajdzie się jeden, który umie odpowiedzieć, to znaczy, że grupa jest niezła. Nie żartuję. Więc (zdania można zaczynać od więc!) zejdźmy na ziemię i przestańmy robić korowody wokół matur i maturzystów. To idiotyczny, do niczego niepotrzebny i kosztowny rytuał, którego jedynym efektem jest poprawa samopoczucia dzieci i ich rodziców, imaginujących sobie, że ktoś coś wie.

Nie, nikt nic nie wie i szkoda sobie gitarę zawracać. Jak świat światem na poważnie uczy się niewielu i tylko część spośród nich coś umie (brawo dla tej szlachetnej mniejszości!). Jeśli maturę robi 80 proc. młodzieży, to oznacza, że realne wymagania dostosowane są do poziomu inteligencji osiemdziesiątego centyla populacji, czyli że mądrzyć się o Słowackim i Norwidzie ma umieć człowiek o inteligencji bardzo, ale to bardzo poniżej przeciętnej. Toż to jakiś piramidalny absurd w samym założeniu! Przeto jedni udają, że uczą, inni, że się uczą i na końcu jedni drugim dają czwórki i piątki za odstawienie jakiegoś rytualnego ble ble ble, w którym ani sensu, ani ładu i składu.

Po prostu jedno wielkie bezhołowie i młodzieży psucie. A naprawdę mądrzy, myślący i czytający młodzi ludzie są tacy i pozostaną tacy bez względu na to, czy każe im się odbyć maturalny obrzęd przejścia, czy nie. Ale jaki tam obrzęd przejścia! Toż to juwenalia z dojrzałością nic a nic niemające wspólnego – oprócz pyszałkowatej (prześmiewczej?) nazwy. Iście gombrowiczowska sytuacja. Jako belfer upraszam: wysadzić w powietrze, skoro samo nie upada!

„Matura to bzdura”. Wszyscy znamy ten zwrot, a właściwie tytuł serii filmików z ulicznymi wywiadami obrazującymi bezmiar ignorancji i samozadowolenia młodzieży. Z pewnością większość wywiadów nie trafia do publikacji, bo nie są śmieszne ani kompromitujące, ale każdy, kto zna się trochę na rzeczy, wie, że nieskalanych żadną wiedzą i dziewiczych umysłów dwudziestolatków z maturą bynajmniej nie jest kilka procent.

Kto uczył absolwentów szkół średnich, zwłaszcza na kierunkach, na które można się zapisać bez żadnej konkurencji i egzaminów, ten wie, że uczelnie zalewane są przez masy funkcjonalnych analfabetów, pozbawionych umiejętności rozumowania, zbornego mówienia oraz poprawnego formułowania zdań w piśmie. Ponadto z całą pewnością znaczna większość absolwentów liceów nie spełnia oczekiwań wyrażonych przez pedagogów i specjalistów od edukacji w dokumentach programowych, określających sylwetkę absolwenta liceum i zakres jego wiedzy oraz kompetencji.

To wszystko jest kłamstwo i oszustwo! Matury są świetną okazją do przypomnienia o tym i pokazania, na czym to kłamstwo, ta systemowa hipokryzja i kołtuństwo polegają.

Właśnie przeczytałem zadania z matematyki na poziomie podstawowym. To ma być matura? To urąga godności inteligentnego ucznia. No, ale skoro zdać ma (na 30 proc.!) ten z 80. centyla, to co się dziwić. Tak krawiec staje, jak mu materii kraje – czy jakoś tak. I po co to wszystko? Po co wydawać każdego roku dziesiątki milionów na lekcje matematyki, skoro z całą pewnością przygniatająca większość absolwentów liceów kilka lat po szkole nie ma pojęcia o niczym oprócz czterech działań i procentów. Skąd to wiem? Ano pytam, a poza tym oglądam teleturnieje. Sądzicie, że jak w szkole ciągle się mówi o liczbie π, to może tak co piąty Polak wie, co to jest to całe π? Wolne żarty – zapytajcie znajomych i sąsiadów, to się przekonacie. To wszystko granda.

Nie ma żadnego znaczenia, że dziecko przez kilka miesięcy życia będzie wiedziało, co do to jest dwumian Newtona albo równanie elipsy. Nigdy tego nie użyje i zaraz zapomni. Nasze mózgi nie są tak głupie jak mitomani od edukacji, którzy za Franciszka Józefa dorwali się do układania programów szkolnych. Sorry, nauczyciele matematyki. Syzyf się z Was śmieje, bo przynajmniej kawałek ten kamień go góry potoczy, a Wy? Jeśli szkoła chce uczyć myślenia, to niech uczy logiki. Ale tego nie robi, bo się jeszcze kto nauczy, prawda?

Ale polski to dopiero! No, oczom nie wierzę! Przeciętnie inteligentny nastolatek ma rozkminiać, co to kurde znaczy, że my, ludzie, choć nazywamy się istotami myślącymi, to tak naprawdę jeszcze wcale nie wiemy, co to w ogóle znaczy myśleć. A to wszystko na podstawie Tischnera piszącego o Heideggerze. Ładnie to tak gęby sobie filozofią wycierać, panie i panowie układacze matur? Nie macie jakiejś takiej nieśmiałości, jak mówi Brydzia?

A teraz temat pierwszy wypracowania: fragmenty z „Wesela” i pytanie, jak wprowadzenie elementów fantastycznych wpływa na przesłanie utworu. To pytanie to jakiś bełkot. Pewnie chodzi o rozszyfrowanie symboliki zacytowanych w arkuszu egzaminacyjnym fragmentów dramatu. Tylko że – litości! – fragmenty wybrano tak trudne, że to jest w ogóle nie do zrobienia dla kogoś, kto nie jest znawcą. Co mają dzieci wiedzieć o sytuacji młodej wykształconej Żydówki w środowisku krakowskiej inteligencji w początku XX w.? Toż to od czapy, kompletnie bez sensu. Dlaczego wybrano taki fragment? Czemu w ogóle „Wesele”? Przecież to utwór polityczny, odnoszący się do przebrzmiałych spraw krakowskich i galicyjskich, o których młodzież (nawet z Krakowa) nie może mieć, nie chce mieć i nie ma pojęcia.

Po co więc te zgrywy? Przecież maturzyści zwykle nie czytają nawet codziennych gazet, więc co ich obchodzi publicystyka (choćby i ubrana w genialny dramat) sprzed stulecia?

Kto by nie chciał zgrywać się, że rozumie Wyspiańskiego, miał jeszcze możliwość napisać wypracowanie o wierszu Anny Kamieńskiej „Daremne”. Wiersz piękny, nie powiem. Tylko że tematyka dla młodzieży nieprzystępna i obca. Po co ma się młodzieniec wymądrzać o doświadczeniu dojrzałej kobiety, która lata po śmierci matki jeszcze z nią w myślach rozmawia, nie mogąc uporać się ze wspomnieniami z dzieciństwa i zastarzałą żałobą? To naprawdę nie jest wiersz dla młodzieży.

Ale co tam? Przecież od tego jest wymądrzanie się, żeby mądrzyć się o wszystkim. Bez krępacji! Starzy-maleńcy nauczyciele bredzą starym-maleńkim uczniom co bądź, byle mądrze brzmiało. Bo nie chodzi o wiedzę, lecz o to, by wszyscy mądrze się poczuli. I godnie się poczuli. Jak małe profesorki takie. Takie nie gorsze, co to sroce spod ogona nie tego itd.

Mon Dieu! Dlaczego nie można tak po prostu poczytać z młodzieżą rzeczy, które ją ciekawią i które może zrozumieć? Czemu nie „Romeo i Julia” albo „Buszujący w zbożu”? A choćby i „Don Kichot”! A czy polskich książek dla młodzieży brakuje? Kogo szkoła zachęciła do czytania Żeromskiego albo Orzeszkowej? Po co ta cała zgrywa? Kto tu, przed kim i co właściwie udaje? Przecież nawet pani od polskiego tych staroci nie czyta i nudzi się nimi. Nie mam już na to słów.

Pytajcie, ale ja nie wiem, dlaczego w szkole jest o „Nad Niemnem” i orzęsek, a nie ma nic o prawie ani medycynie. Nie ma nic o muzyce i malarstwie. Ani o tym, jak i czym żyli dawniej ludzie, co sobie myśleli i dlaczego to się zmieniło. Ani o najważniejszych sprawach dręczących umysł, którymi trapi się filozofia. Ja nie wiem. Jakiś błąd systemu albo grzech pierworodny tu jest winny. Mniejsza. W każdym razie matura to bzdura. Dajmy dzieciom spokój – jeśli chcą studiować, niech nauczą się czegoś, co zada im uczelnia, a potem pokażą, że się nauczyli. Proste i funkcjonalne. Sam tak zdawałem na studia i matura do niczego tu nie była potrzebna. Dali mi dwie książki, przeczytałem, zdałem, więc chyba się nadawałem. Życie naprawdę może być łatwiejsze, gdy zrezygnuje się z kłamstw i gry pozorów.

PS Możecie sobie ten tekst wziąć na zadanie maturalne w przyszłym roku, panie i panowie od matur. Wszak samoświadomość i samokrytycyzm, tudzież odwaga cywilna i inne cnoty Wam nieobce. „Wyjaśnij, dlaczego autor widzi w edukacji szkolnej brak autentyczności i wewnętrzne kłamstwo”. Klucz: bo jest aroganckim dziadersem, besserwisserem i frustratem. Piątka!

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 28

Dodaj komentarz »
  1. „A teraz temat pierwszy wypracowania: fragmenty z „Wesela” i pytanie, jak wprowadzenie elementów fantastycznych wpływa na przesłanie utworu. To pytanie to jakiś bełkot.”

    Tu chodzi o coś bardziej przyziemnego, z czego słynie nasz naród. To jest słynne „Polak potrafi” i nieważne jest czego się od niego wymaga. Ważne jest czy jest na tyle sprytny, aby i z tym dać sobie radę. Możemy się założyć, ale myślę sobie, że 99 proc. maturzystów „potrafi”.
    Bareja wiecznie żywy.
    .

  2. Żeby (zdanie można zaczynac od żeby!) było jeszcze ciekawiej, @Gospodarz powinien był przedstwić nam w celu porównania jak wyglada odpowiednik polskiej matury w:

    Niemczech
    Korei Południowej
    Japonii
    Chinach
    Singapurze
    Tajwanie
    USA
    Szwecji, Finlandii, Danii, Norwegii
    Izraelu
    Wielkiej Brytanii
    Francji

    i kilku innych znanych z bycia „nowoczesnymi” krajów.

    Oczywiście jaja sobie robię tak długa wyliczanką, ale z przyjemnością łepetynę bym sobie umeblował dowiadując się co się @Gospodarzowi (i gdzie na świecie) najbardziej podoba.

    Bo (zdanie można zaczynać od bo!) same narzekanie to takie polskie, ale także takie jałowe. Bardziej produktywnie byłoby (nigdy nie wiem; łącznie czy osobno) wskazanie chociaż częściowej recepty wiodącej ku poprawie. Najlepiej z pokazaniem palcem – o, patrzcie, to nie tylko moje fiu-bździu, tam i tam taki pomysł działa!

  3. Sam bym lepiej nie napisał. Może krócej.
    Że wielką ma Pan rację, przykład z podwórka. Łódzka szkoła filmowa znana jest m.in. z tego, że wielu jej studentów otrzymało oscara. Szkoda, że nie dodaje, iż żaden z nich szkoły tej nie ukończył. Bowiem Pańskie stwierdzenia dotyczą – według mnie – nie tylko szkoły średniej i matury. Dotyczą całego ciągu nauczania, który jest – obok wychowania w domu czy na ulicy – zasadniczym elementem, kształtowania osobowości.
    Według mnie, szkoła powinna uczyć tylko jednego – jak się uczyć. Obejmować to powinno również naukę o tym, jak znaleźć się w nierzeczywistości, którą się coraz ciaśniej otaczamy. Po ukończeniu takiej szkoły prawie każdy wiedziałby, czy chce się dalej uczyć, a jeśli tak, to czego i w jaki sposób. Mielibyśmy wtedy co najmniej o 50% więcej aktywnych kreatywnych.
    Ale to jest wielki problem. Bo co taki Trump czy inny Kaczyński ma wspólnego z jakąkolwiek kreatywnością?

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Antyklerykalny komentarz w stylu „ALE NAJAWAŻNIEJSZE ŻE RELIGIA 2 RAZY W TYGODNIU”, za 3, 2, 1 …

  6. Matura to bzdura! Za komuny, to dopiero były matury, jak Autor zdawał. Nie to co teraz

  7. „Jeśli szkoła chce uczyć myślenia, to niech uczy logiki. Ale tego nie robi, bo się jeszcze kto nauczy, prawda?”
    Szczera prawda, panie Redaktorze.

  8. „Z kim graniczyła Polska w 1989 r.?”
    A moze czytelnicy odpowiedza i bedzie wiadomo jaki jest ich poziom

    Pozdrawiam Luciano

  9. @luciano 12 czerwca o godz. 12:25
    „Z kim graniczyła Polska w 1989 r.?”
    A moze czytelnicy odpowiedza i bedzie wiadomo jaki jest ich poziom

    Odpowiadam zatem.
    To jest podchwytliwe pytanie, bo aż do wyborów z 4 czerwca 1989 roku nie było Polski tylko był PRL. 😉

    I już zaczyna się naparzanka… 😉

  10. NRD, Czechosłowacja, ZSRR

  11. luciano
    12 czerwca o godz. 12:25

    ZSRR, Czechoslowacja i NRD czyli państwa, których juz nie ma na mapie. Pytanie z gatunku podchwytliwych 🙂

  12. NRD, CSRS, ZSRR: to nie kraje, to skróty.

  13. Faktycznie, 90% nabytej wiedzy jest nieprzydatne w życiu. A te słynne „co autor miał na myśli” – to tylko autor wiedział.

  14. Autor chyba troszkę się zagalopował. Don Kichot bez znajomości pism Miguela de Unamuno i Ortegi y Gasseta, które chyba nawet nie były przekładane na polski(nie wiem, bo jak przystało na studenckiego głąba, znam jedynie wersje oryginalne)? Średnio. Może z perspektywy wykładowcy śmiszne jest testowanie głupoty zapatrzonych w siebie studentów. Mnie bawi testowanie wykładowców- zwłaszcza na filozofii bywało zabawnie. Wystarczyło dopchać dziadka do muru np. na temat debilnych postulatów oddzielenia „aforystycznej” twórczości Nietzschego od pism „filozoficznych”(lol), a w odpowiedzi na koniec zawsze słyszało się: „czyli rozumiem, że Pan się zajmuje myślą Nietzschego, tak? Ale niemiecki Pan zna? Nie? Tylko hiszpański i portugalski? To zapewne ma Pan dostęp do jakiejś lokalnej filozofii, ale do Nietzschego już niekoniecznie”. Merytoryczny spore w ch*j i wgl pojedynek na argumenty jak się patrzy.

  15. @zza kałuży
    12 czerwca o godz. 8:23
    We Francji jest zdaje się jeszcze ciekawiej, tam, nikt nie zdaje matury w szkole, w której się uczył. Podchodzi się do egzaminów w innej niż ta do której się uczęszczało szkole, nie można liczyć na przyjazne gesty znajomych belfrów. Opowiadał o tym mieszkający nad Sekwaną znajomy rodak.
    Pytanie z kim Polska kiedyś graniczyła to betka, najważniejsze pytanie w tamtej epoce brzmiało: z kim graniczy Związek Radziecki? Z kim chce, należało odpowiedzieć.
    Pozdro z Wrocka.

  16. LOOSE BLUES M A T U R A cję.

  17. Mon Dieu! Zdawałam maturę w tej „straszliwej Polsce” i miałam w kanonie lektur „Romeo i Julia”, „Don Kichot” oraz „Buszujący w zbożu”. Po maturze wyjechałam na studia do Niemiec, wiele razy zauważyłam, że mam znacznie wyższy poziom ogólnej erudycji od moich rówieśników z wielu krajów świata. Oczywiście, szkolnictwo w moim kraju nie jest idealne, ale jest znacznie lepsze niż w wielu innych miejscach w Europie. Natomiast nie znam żadnej innej nacji, która by sama siebie tak krytykowała i miała tak wiele zupełnie nieuzasadnionych kompleksów. Uważam krytykowanie zjawiska egzaminu maturalnego jako takiego przez profesora UJ za trochę smutne po prostu.

  18. Matura – egzaminy maturalne to wielka głupota. Chyba też wielki stres dla zdających. A po co?
    Można spokojnie do tego podejsc.

  19. „Jeśli szkoła chce uczyć myślenia, to niech uczy logiki. Ale tego nie robi, bo się jeszcze kto nauczy, prawda?”.

    Nie wiem, z jakiego powodu logikę lub propedeutykę filozofii usunięto ze szkół, bo przecież te przedmioty były w ogólniakach w PRL, kiedy władza miała, mówiąc stereotypem, niby oczywisty powód, by obywatele umieli myśleć od A do C – nie dalej. Z tego więc powodu najpierw te przedmioty do szkół wprowadziła? Trochę się to nie trzyma kupy. Ja w technikum logiki, rzecz jasna, nie miałem, ale sama technika to jedna wielka logika. Na filologicznych studiach owszem – była, ale nie zauważyłem, by miała jakikolwiek wpływ na umiejętność logicznego myślenia studentów – przedmiot jak inne: wykuć na pamięć do egzaminu lub zaliczenia i zapomnieć. Zero związku z żywym życiem.

    Szkoła średnia i studia to na kształtowanie umiejętności myślenia grubo za późno. Poza tym logika to tylko jeden z elementów umiejętności myślenia. Refleksyjna, analityczna postawa wobec otaczającego świata powinna być kształtowana najpierw przez rodziców jako element wzbogacający przyrodzoną ciekawość dziecka o namysł wzbogacający zmysłowe doznania o porządkującą wiedzę o świecie. Pytanie: skąd wziąć rodziców, którzy potrafią, jak słusznie postuluje Qba, uczyć swoje dzieci uczenia się, skoro sami nic nie umieją? W dodatku uczenia się przemyślanego, zaplanowanego, a zarazem naturalnego, zabawowego, bez przymusu, z żywiołową radością. Proste: wyszkolić. Najlepsza jest do tego pani Zalewska: pach trach – i jest program szkolenia na pokolenia. Co nas obchodzi, co robią jacyś Finowie. Spod ogona im wypadliśmy? Sami wiemy, co mamy robić, od nikogo się nie będziemy uczyć.

  20. A może by tak zamiast matur wprowadzić obowiązek uczenia się przez cały okres szkoły średniej? Ale, żeby do tego mogło dojść należałoby wprowadzić czytelny sposób oceniania uczniów. Nie przez widzimisię nauczyciela a poprzez sprawdziany które mogą być sprawdzone po raz drugi przez kogoś innego. Nie da się ukryć, ze tylko pisemne prace mogą być w ten sposób oceniane. Subiektywizm nauczyciela powinien być ograniczony do minimum. Wtedy świadectwa szkoły z np. dwóch ostatnich lat mogłyby zastąpić świadectwa maturalne.

  21. @Rodz© 13 czerwca o godz. 21:11

    (…) Subiektywizm nauczyciela powinien być ograniczony do minimum. Wtedy świadectwa szkoły z np. dwóch ostatnich lat mogłyby zastąpić świadectwa maturalne.
    Taki obiektywny nauczyciel nazywa się program komputerowy. Zapewne już niedługo uda się sprowadzić resztkowy subiektywizm wbudowany w systemy AI do pomijalnie małego poziomu i pozbyć się ludzi z procesu oceniania. A pięć minut potem także z procesu nauczania. No i wreszcie dojdziemy do czasów, kiedy całą edukację będzie dziecko dostawało w zastrzyku, jak szczepionki.

    Ruchy antyszczepionkowe dostaną kolejny powód do protestów.
    Będą krzyczeć przeciwko dawaniu dzieciom w zastrzyku ekwiwalentu np. 17 lat w szkole. 😉

  22. Najnowszy wpis pana Jana Hartmana pt. Matura to bzdura, skłonił niektóre osoby do wyrażenia swoich opinii, ciekawych, a niekiedy wręcz oryginalnych.
    Kiedy np. przeczytałem na tej stronie słowa jednego z uczestników forum, które zacytuję: ” … przecież te przedmioty [tj. logika i propedeutyka filozofii] były w ogólniakach w PRL, KIEDY WŁADZA MIAŁA, mówiąc stereotypem, NIBY OCZYWISTY POWÓD, BY OBYWATELE UMIELI MYŚLEĆ OD A DO C – NIE DALEJ [podkreśl. moje]”, to nie ukrywam, że zrobiło mi się trochę nieswojo. Chociażby dlatego, że to jest niesprawiedliwe i nieprawdziwe. Ale trudno jest polemizować z osobą, której w ogóle nie znam, ani tym bardziej, nie mam pojęcia, jakie miała ewentualnie osobiste doświadczenia ze szkolnictwem w PRL-u.
    Należę do pokolenia, które zdawało maturę właśnie w czasach PRL-u, w moim przypadku – w maju 1976 roku. Kilka tygodni przed tzw. wydarzeniami czerwcowymi w Radomiu i Ursusie. A więc, można chyba tak powiedzieć, w roku szczególnym w historii PRL-u. Pomimo tego, stwierdzam to z pełną odpowiedzialnością, że nie zauważyłem, będąc uczniem w szkole średniej w latach 1972-1976, aby ówczesna władza miała „niby oczywisty powód, by obywatele umieli myśleć od A do C – nie dalej”. Przynajmniej ja tego nie zauważyłem. Dlatego uważam, że powyższa opinia jest nieprawdziwa. Tego – moim zdaniem – nie było, ani w szkolnictwie podstawowym, ani w ponadpodstawowym. Nie wierzę, aby coś takiego miało miejsce w liceach ogólnokształcących, liceach ekonomicznych, liceach medycznych bądź w jakichkolwiek technikach zawodowych.
    Kiedy w lipcu 1976 roku, ubiegałem się m.in. z Elżbietą W., o przyjęcie na Uniwersytet Wrocławski (wówczas imienia Bolesława Bieruta), to uważałem subiektywnie, że byłem dobrze przygotowany.
    Ale dopuszczam także myśl, że wiele innych osób, ma zupełnie odmienne wspomnienia dot. szkolnictwa średniego i wyższego w PRL-u, w tym przypadku, w latach 70 ubiegłego wieku. Mogę wypowiadać się, wyłącznie we własnym imieniu. Przy okazji, gdybym chciał ironizować, to przypomniałbym, że w tamtej dekadzie budowaliśmy również „Drugą Polskę”. Ale tradycyjnie, nie mam ochoty ironizować.
    Potwierdzam jednocześnie opinie innej uczestniczki tut. forum, że absolwenci szkół średnich oraz uczelni wyższych w Polsce, mają większy poziom wiedzy ogólnej, niż ich rówieśnicy w wielu innych krajach świata. Przekonałem się o tym naocznie. Co jednocześnie nie znaczy, że nasze szkolnictwo sięga (sięgało) ideału edukacji szkolnej. Bez przesady.

    Na zakończenie, pan Jan Hartman oświadcza m.in., że „przecież nawet pani od polskiego tych staroci [tj. Żeromskiego i Orzeszkowej] nie czyta i nudzi się nimi”.
    No cóż, obawiam się, że chyba w wielu szkołach, nie tylko pani od polskiego nie czyta tych staroci i nudzi się nimi? Pamiętam jeden z wywiadów telewizyjnych, którego Czesław Miłosz udzielił w Krakowie, w połowie lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. O Żeromskim nawet nie wspominał. Natomiast o twórczości literackiej Orzeszkowej powiedział wprost (cytuję z pamięci): „nie polecam Orzeszkowej. Orzeszkowa jest po prostu nudna”. Oczywiście, można zgodzić się lub nie z opinią Czesława Miłosza. To indywidualna sprawa i decyzja każdego czytelnika. Przypomnę jedynie, że Miłosz był jednym z naszych noblistów.

    PS. Jeden z obecnych na tym forum oświadczył, że ” … aż do wyborów 4 czerwca 1989 roku nie było Polski tylko był PRL”.
    Hmm, nie wiem, gdzie autor powyższych słów mieszkał do dnia 4 czerwca 1989 roku? Ja mieszkałem w Polsce, której pełna nazwa wówczas brzmiała: Polska Rzeczpospolita Ludowa.

  23. Brawo panie Janie. Sorry, że nie używam tytułów, sam też mam tych jakieś 8 literek przed nazwiskiem, ale wiem, że to też tyle znaczy co ta matura, która jest i była bzdurą. Co pamiętam z ogólniaka? Np. z polskiego pytanie o to, kiedy to Zagłoba powiedział: całuj psa itd. A z historii, którą ostatnio naprawdę się interesuję, pamiętam jak belfrowi coś się u mnie nie spodobało i podszedł do mnie z pretensjami. Grzecznie wstałem, a że on był o pół głowy niższy, to szybko się zmył. Jestem chemikiem, a z ogólniakowej chemii to tylko pamiętam, że nauczycielka chemii lubiła siadać na tym wysokim laboratoryjnym stołku i zakładać nogę na nogę i że miała je zgrabne. Myślenia nie uczono, tego sam musiałem się uczyć. Ale żeby nie było, że to Polska jest jakimś wybranym krajem pod tym względem, to mam i pewne doświadczenia z Kanady. Tam/tu na uniwersytecie też panuje zasada uczenia się na pamięć. Zasada od stuleci stosowana w nauce religii.
    Z tego co można wyczytać na internecie widać, że chyba tylko Finlandia przeszła z pamięciowego przyswajania prawd objawionych do nauczania myślenia. Polsce baaaardzo daleko do tego.

  24. @Mr Hyde 14 czerwca o godz. 8:24
    Ja mieszkałem w Polsce, której pełna nazwa wówczas brzmiała: Polska Rzeczpospolita Ludowa.

    I komu to przeszkadzało, prawda?

    Gdyby ludzie w 1980-tym mieli wiedzę o tym, co wydarzy się w latach 1980-2020 to by tego Wałęsę na taczkach z powrotem do tej motorówki przez płot przerzucili, co nie? 😉

  25. Mr Hyde
    14 czerwca o godz. 8:24

    Wsiadłeś, widzę, na swego konika, którym wyraźnie jest przeciwstawianie się krytyce tego, co było w PRL, więc i przeciwstawianie się temu, co jest jakoby w moim tekście. Nieuważnie czytasz. Przywołałem pewien stereotyp, a nie mój pogląd, i stwierdziłem, że ten stereotyp – celowe wyłączanie lub ograniczanie nauki myślenia w PRL – nie trzyma się kupy z równoczesnym wprowadzeniem do nauczania logiki i propedeutyki filozofii. Ale tego nietrzymania się kupy już nie przywołałeś.

    Jestem rówieśnikiem PRL – urodziłem się parę miesięcy po Manifeście Lipcowym – i, jako robotnicze dziecko, raczej trzeźwo widzę to, co było. Jako ciekawostkę powiem, że z mojej – już wtedy ateisty – inicjatywy koledzy z mojego roku (byłem w latach 60-tych na rusycystyce przy ul. Grodzkiej) łącznie ze mną brali udział w odgruzowywaniu kościoła z tyłu za moją katedrą – więc chyba to był plac Nankiera – którego nazwy za cholerę se nie przypomnę. A całym rokiem, też z mojej inicjatywy, uprzątaliśmy z gruzu plac Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych.

  26. zza kałuży
    15 czerwca o godz. 3:24

    „Gdyby ludzie w 1980-tym mieli wiedzę o tym … „.

    No cóż, gdyby mieli? Jest rzeczą zrozumiałą, że społeczeństwo polskie w 1980 roku nie miało i nie mogło mieć wiedzy o tym, co wydarzy się w następnych czterdziestu latach. Ani na świecie, ani tym bardziej w Polsce. Być może niewiele osób przewidywało bądź domyślało się przyszłości Polski? Być może? Ja uczciwie przyznaję, że nie byłem i nie jestem prorokiem ani jasnowidzem. Dlatego nie mogłem niczego przewidywać. Myślę, że takich jak ja, była i jest zdecydowana większość. Ale to na marginesie.
    Jednocześnie powtórzę, że do 4 czerwca 1989 roku mieszkałem w Polsce, której pełna nazwa wówczas brzmiała: Polska Rzeczpospolita Ludowa.
    Szkoda, że Pan nie był uprzejmy poinformować na forum, gdzie wówczas mieszkał? Szkoda.
    A propos Wałęsy, świadomie nie podejmuję się komentarza na jego temat, ponieważ to jest zdecydowanie za szerokie zagadnienie i wyraźnie wykracza poza ramy powyższego wpisu Jana Hartmana. Ale jestem przekonany, że z pewnością jeszcze będzie okazja, aby wypowiedzieć się na temat Wałęsy. I to raczej prędzej niż później. Chociażby dlatego, że – jak wiadomo – w bieżącym roku przypada 40-ta rocznica rozpoczęcia strajków robotniczych na Wybrzeżu i de facto – początku końca poprzedniego ustroju w Polsce.

  27. pombocek
    15 czerwca o godz. 6:59

    W dniu wczorajszym, odpisałem obszernie na zawarte przez Pana uwagi, dot. mojego komentarza z dnia 14 czerwca. Uważałem to za słuszne, ponieważ już w młodości nauczono mnie, że na listy oraz inną korespondencję należy odpowiadać. Na wszystkie listy, a nie tylko na te – od osobistej znajomej.
    Niestety, moderator lub inna osoba z wewnętrznego kręgu wtajemniczenia, nie uznał za stosowne zamieścić mojej odpowiedzi na forum. No trudno, życie toczy się dalej.
    Jednocześnie Pana informuję, że nie mam ochoty, raz jeszcze pisać o tym samym. Liczę na to, że Pan mnie zrozumie.
    Jednocześnie zapewniam Pana, że zawsze staram się czytać uważnie i wbrew temu co Pan twierdzi, „nie wsiadłem na żadnego swojego konika”. Zapewniam.
    Z Pańskimi uwagami zapoznałem się, lecz z nimi się nie zgadzam. Tak więc, nadal pozostajemy przy swoich poglądach.
    ———————————————-
    Proszę Moderatora o zamieszczenie na forum mojego dzisiejszego wpisu. Dziękuję.

  28. Matura jest po to aby nauczyciele i inni mogli sobie dorobic korepetycjami. Ma tez efekt schludny, tzn mlodziez musi sie schludnie ubrac, a nie obdarta i nieuczesana. Przyzwyczaja mlodziez do stresu, bo co to za wychowanie bezstresowe 🙂
    Tak, ze jakies dodatnie plusy są.

  29. Zmiany następują. Wolno, niezrozumiale, „testowo”. Brakuje i brakować będzie przemyślanych rozwiązań. Przyznanie przez osoby mające realny wpływ, że system nauczania jest niedoskonały, wymagałoby odwagi.

css.php