Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne
Autobus

19.07.2020
niedziela

Jeden przystanek bez biletu?

19 lipca 2020, niedziela,

Dzisiaj wpis specjalny – fragment nowej książki, którą właśnie piszę: „Etyka życia codziennego”. Serdecznie polecam 🙂

Sprawa z pozoru drobna, lecz tak naprawdę dla życia moralnego kluczowa. Pokusa, żeby przejechać jeden przystanek na gapę, jest jedną z wielu codziennych pokus, którym bardzo często ulegamy, polegających na złamaniu – dla wygody, dla drobnej korzyści, z niedbalstwa, a najczęściej w poczuciu, że nikomu nie wyrządza się szkody – jakiejś reguły, skądinąd przez nas w pełni akceptowanej. Jakże często przechodzimy na czerwonym świetle, gdy nic nie jedzie i nie widać policji. Jakże łatwo przychodzi nam zaparkować auto niezgodnie z przepisami albo nie zostawić zapłaty za toaletę, gdy akurat nie ma pracownika. Ten ostatni przykład jest trochę żenujący, prawda? I o to właśnie chodzi, że te nasze małe cwaniactwa, małe kłamstewka i inne „mikrogrzeszki” ośmieszają nas. Korzyść, jaką uzyskujemy, jest w takich przypadkach minimalna, podobnie jak minimalna jest szkoda, którą czynimy społeczeństwu. Tylko że tak jak kropla drąży skałę, tak i drobne wykroczenia składają się na ogólne rozprzężenie moralne i obniżają poziom społecznej dyscypliny, praworządności i wzajemnego zaufania. Z drugiej strony społeczeństwo bardzo restrykcyjne i surowe wydaje się bezduszne i przepojone ukrytą agresją. Zdrowie moralne społeczeństwa wymaga pewnego luzu, pewnej swobody, której towarzyszą zaufanie, życzliwość wzajemna i wyrozumiałość. Jeśli tego brakuje, osuwamy się w jakąś społeczną psychopatię, której kresem jest faszyzm.

Wykształcenie sobie poglądu na to, jakie są „warunki brzegowe” stosowania się do reguł, ma zasadnicze znaczenie dla naszego charakteru czy profilu moralnego. Są ludzie bardziej lub mniej nonszalanccy albo odwrotnie – surowi i zasadniczy. Ci pierwsi zwykle nie oczekują, że inni ich będą naśladować, podczas gdy ci drudzy często takie właśnie mają oczekiwania. Niekoniecznie te różnice wynikają z charakteru i wychowania, a bodajże nieczęsto są wynikiem bardzo świadomie przyjętej postawy moralnej. Najczęściej po prostu boimy się konsekwencji naruszania norm – kar i wstydu, jakie się z przyłapaniem na brzydkim postępku wiążą. Kto ma w sobie tego lęku więcej, ten zwykle będzie zachowywał się bardziej praworządnie, a kto aż tak się nie boi ani mandatu, ani kompromitacji, ten i łatwiej pozwoli sobie na drobne uchybienia.

Zachowując to w pamięci, spróbujmy przeanalizować tytułowy przypadek „dylematu” kasować – nie kasować? Powszechnie sądzi się, że skasowanie biletu mimo zupełnego braku ryzyka przyłapania na jeździe na gapę jest probierzem uczciwości człowieka. Powszechnie – bo faktycznie używa się tego przykładu w potocznych dyskusjach na te tematy. Lecz sprawa wcale nie jest taka prosta. Przede wszystkim zauważmy, że opisy sytuacji w takiej popularnej kazuistyce są nader uproszczone i mimo dobrych chęci nie przystają do rzeczywistości. Bo zauważmy – nigdy nie jest tak, że przyłapanie nas na jeździe na gapę jest zupełnie niemożliwe. Nie należy dokonywać takiej idealizacji, bo w realnym życiu właśnie cień możliwości czy, jak to się powiada, teoretyczna możliwość, że zostaniemy przyłapani, wystarczy, aby uruchomić lęk. A najprostszy sposób uśmierzenia lęku i pozbycia się nieprzyjemnego stresu, który się z nim wiąże, to skasować bilet. Ludzie, dla których cena takiego biletu jest bez znaczenia, zwykle czynią tak od razu i niejako z zasady. Natomiast większość stanowią ludzie, dla których możliwość zaoszczędzenia tej drobnej kwoty jest atrakcyjna. I tacy ludzie właśnie biją się z myślami i często w końcu tego biletu nie kasują. Tak się ma sprawa od strony psychologicznej.

Gdy już zastanawiamy się, czy skasować ten bilet, czy nie (a jedziemy tylko jeden przystanek, więc czasu na myślenie nie ma zbyt wiele), to nasze uczucia i nasze zmysły pracują dość zapamiętale, skazując nas na lękliwe rozglądanie się bądź zmuszając do zachowania obojętnego wyglądu mimo rozdzierających nas ekstremalnych emocji, a za to myśl idzie swoim rytmem i nieco nas swym tokiem uspokaja. Mamy poczucie, że ostatecznie to nie rozum, lecz serce zadecyduje, i gdzieś w połowie trasy między przystankami zaczynamy nabierać pewności siebie, z większym skupieniem oddając się robocie etyka, powoli też zdając sobie sprawę z tego, że serce już podjęło decyzję: nie kasować! Rolą rozumu jest znaleźć dla tej decyzji usprawiedliwienie. Nie wiadomo czemu psychologowie taki użytek rozumu, w którym trzeba jakiemuś zachowaniu nadać pozory racjonalności, nazywają racjonalizacją. A przecież chodzi raczej o pseudoracjonalizację, o pewne intelektualne nadużycie. Lepiej byłoby mówić o racjonalizacji wtedy, gdy coś uzyskuje dzięki namysłowi bardziej rozumny kształt niż przed podjęciem namysłu. Być może jednak psychologowie w ogóle nie wierzą, że rozum ma cokolwiek do gadania. Jeśli jednak są takimi sceptykami, to po co uprawiają naukę? Może cała psychologia to również „racjonalizacja”?

Porzućmy jednak te uszczypliwości i przypomnijmy sobie za to, jakie padają argumenty na rzecz skasowania biletu i przeciwko niemu. Argumenty te przeplatają się ze sobą, układając się w dwoisty ciąg myśli, którą to sytuację zwykło się nazywać biciem się z myślami. Filozofowie nazywają ją zaś dialektyką, czyli podwójną mową. Powiedzmy więc, że na początku przyszło nam do głowy, że bilet skasujemy, bo reguły są od tego, żeby ich przestrzegać, a nie naginać je do własnych potrzeb. Uczciwość nakazuje skasować bilet i już. No ale… No ale bilet ma pewną cenę ryczałtową, zupełnie nieadekwatną do tego minimalnego zakresu usługi, jakim jest przejechanie tylko jednego przystanku. Cena jest w tym przypadku niesprawiedliwa. Z obowiązku ochrony samej siebie przed niesprawiedliwością wynika, że powinno się podjąć minimalne ryzyko zapłacenia kary i jednak biletu nie skasować. Jednak ta szczególna racja jest na tyle ekscentryczna, że nie nadaje się na wyjaśnienie własnego zachowania i jego publiczne usprawiedliwienie, a chciałoby się postępować wedle motywów, które nadają się do upublicznienia i mają szansę uzyskać powszechną akceptację. Tymczasem nie powiemy kontrolerowi: czułbym się frajerem, gdyby zapłacił za przejazd jednego przystanku. Wobec tego cóż mógłbym powiedzieć kontrolerowi (a wraz z nim – wirtualnie – całemu światu) tytułem usprawiedliwienia nieskasowania biletu? Chyba po prostu tyle, że jadę „tylko jeden przystanek”. To całkowicie wystarcza dla uzyskania zrozumienia, lecz zupełnie nie pomaga wyreklamować się od zapłacenia kary. Czy tylko dlatego, że „każdy może tak powiedzieć”? Nie, po prostu dlatego, że umowa jest umową, a przepis przepisem – nie po to jest kontrola, żeby „wybaczać”, lecz wręcz przeciwnie. Apele do „ludzkości” kontrolera są zupełnie daremne. Kontrolerowi płacą za to, że będzie zasadniczy, a nawet więcej – płacą mu jakiś procent od naszej kary, żeby zasadniczy był jeszcze bardziej.

Czymże jest ta „ludzkość”, czyli wyrozumiałość, do której tak chętnie apelujemy, gdy grozi nam ukaranie? Chodzi zapewne o zderzenie surowych i zawsze nieco zbyt ogólnych (nierozróżniających rozmaitych przypadków) zasad z konkretnością realnych sytuacji. Ktoś jechał tylko jeden przystanek, a ktoś inny jest bardzo ubogi i nie miał nawet na bilet. Jeszcze ktoś inny się zagapił. Cóż, zdarza się. Ale zapłacenie kary też jest dopustem, czyli czymś, co się zdarza. Szukając „ludzkości”, czyli domagając się ulgowego potraktowania, pragniemy nawiązać swego rodzaju spiskowe porozumienie z drugim człowiekiem ponad regułami i niejako przeciwko nim. W imię poszanowania dla słabości człowieka i w domniemaniu, że inni (może i sam kontroler) w różnych sytuacjach nie do końca przestrzegają norm i przepisów, a więc w imię swoiście pojętej sprawiedliwości domagamy się łagodnego potraktowania. A jednak w takim „spisku w imię ludzkości”, zainicjowanym sakramentalnym „bądź pan człowiekiem!”, sięgamy granicy korupcji moralnej. Jeszcze krok, a zaproponujemy kontrolerowi nagrodę (należną, czyż nie?) za jego wspaniałomyślność i wyrozumiałość. Spiskowanie przeciwko regułom zawsze uderza w porządek i narusza równowagę społeczną. Można powiedzieć, że sprawiedliwość wymaga reguł i ich przestrzegania i zdarza się, że ktoś musi zapłacić nieproporcjonalnie dużo za podtrzymanie systemu norm, umów społecznych i przepisów, dzięki którym sprawiedliwość może w ogóle zaistnieć w jakimś określonym kształcie. Czasami padnie na nas i to my zapłacimy karę, a innym tego dnia się upiecze. I to jest na swój sposób niesprawiedliwe. Tak to odczuwamy. Lecz przecież podobnie jest z wygranymi na loterii – jeśli wygramy, to niejako kosztem tych, którzy przegrali. A skoro gramy, to znaczy, że chcemy, aby loteria istniała.

Różne są powody, dla których wielu ludzi nie płaci za przejazd jednego przystanka i dokonuje wielu innych drobnych nadużyć. Owszem, muszą się niezbyt bać, a ewentualna kara nie może wydawać się im bardzo dotkliwa. Lecz niezależnie od motywacji emocjonalnych i psychologicznych w ogólności argumenty zachowują swoją ważność (bądź nie – jeśli są fałszywe). Istotnym powodem nieskasowania biletu może być awersja do postawy zasadniczości. Nie chcę być kimś takim, kto myśli, że jest etyczny dlatego i przez to, że skrupulatnie przestrzega zasad. Nie chcę, bo wydaje mi się to pedantyczne i kostyczne, a co więcej – myślę, że dla moralności ważniejsze są uczucia i postawy niż zimne zasady. I właśnie w imię tego swojego przekonania na temat moralności w drobnych sprawach czasami łamię zasady.

Ale jest jeszcze jeden argument z tego wyższego poziomu refleksji. I muszę powiedzieć, że sam się nim kieruję, okazjonalnie nie kasując tego przysłowiowego biletu. Otóż żeby w ogóle mógł działać system norm, ktoś czasami musi się poświęcić i w sposób możliwie mało ofensywny i niekrzywdzący dla innych musi pewne normy łamać, biorąc na siebie ryzyko sankcji. Gdyby wszyscy zawsze kasowali bilety, nie byłoby kontrolerów i nie byłoby żadnej dyskusji na temat ewentualnego usprawiedliwienia dla nieskasowania biletu. I co by się stało, gdyby mimo wszystko w tym kantowskim doskonałym świecie bez kontrolerów wskutek ludzkiej słabości doszło do przestępstwa i przestępstwo to wyszło na jaw? Byłoby czymś absolutnie nadzwyczajnym i horrendalnym. Więc może trzeba by je było ukarać śmiercią?

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 104

Dodaj komentarz »
  1. Panie Profesorze:
    a ja czytam po raz kolejny „Serce” E. de Amicisa… to ksiazeczka dydaktyczna o etyce induwidualnej i etyce zbiorowosci, ze stalym pouczaniem co dobre a co zle….pewnie ramota, jak Remarque, literatura iberoamerykanska i Hlasko (nie ten z lat 50-tych a 60-tych)… zaryzykuje, ze nawet Indiana Jones jest przestarzaly…pozostaja komiksy i „robot movies”…. zniszczyc albo zostac zniszczonym…tertium non datur
    jestem stary i pozostane przy Amicisie, Remarque’u… moze dodam do lektur G. Greene’a i „Colas Breugnon” Rollanda… przynajmniej bede mial problemy, aby spojrzec w lustro, gdy bede klamal w zywe oczy lub zrugam kogos od ostatnich…

  2. 1/
    35 lat temu w kijowskim tramwaju były kasowniki a miejsce siedzące położone najbliżej kasownika było oznaczone przykręconą do ściany tabliczką: „społeczny kontroler”.

    2/
    Opłatę za przejazd wystarczy uczynić proporcjonalną do pokonywanego dystansu. Mniej filozofii, więcej inżynierii.

  3. ,Warunki brzegowe”? Proste: można przekroczyć reguły o ile to nie krzywdzi innych, nie sprowadza na nich niebezpieczeństwa czy choćby dyskomfortu dlatego:
    1. gdy nic nie jedzie przejdę na czerwonym świetle
    2. nie zaparkuję w niedozwolonym miejscu bo będę przeszkadzał pieszym badź sprowadzę niebezpieczeństwo na nich lub kierowcow omijających moje zaparkowanr auto.
    I tak być powinno ze wszystkimi normami: empatia, rozum i rozsądek, na ostatnim końcu: posłuszeństwo. Rzecz jasna to powinno działać w obie strony bo norma powinna odzwierciedlać powyższe.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. W temacie, choć nie do końca.
    Warto skonstatować, że gdy w 1989 sprytni i wykształceni zniszczyli Polskę Ludową nastąpił nagły wysyp Edków, ludzi ze śmietników, nędzarzy, ogolonych łbów, bicepsów, butelek i śmieci na ulicach, kradzieży, oszustw, 32. stronicowych PIT-ów, bójek, zbrodni, zniszczonych ławek, zaległości czynszowych, komiwojażerów sprzedających mysie kupki jako pieprz, domofonów bez nazwisk, tony papierów w skrzynkach pocztowych, egzorcystów, sztandarów, krzyży, usuwania Dzieł W.I.Lenina z bibliotek, nieskończonego gadulstwa, magistrów, żurnalistów, tych od wizażu etc.
    Ciekawe, prawda?

  6. A co zrobić z pasażerem ( PIS ) , który wprawdzie wykupił bilet na tramwaj, ale strasznie w nim brudzi ?

  7. Właściwie nie ma problemu moralnego w tym przypadku jeśli się głębiej zastanowić.
    Informacja jest jednoznaczna.
    „Jazda z biletem kosztuje 5 złotych”.
    „Jazda bez biletu kosztuje 200 złotych”.
    Gdzie tu problem? 🙂

  8. Dotykamy jeszcze szacunku dla państwa. „Nie będę płacił na tych złodziei z …” i tu nazwa dowolnej partii.

    Ostatnio pływałem kajakiem w Biebrzańskim Parku Narodowym.
    Osoba, która wypożycza kajaki sprzedaje także bilety do rezerwatu, ale nienachalnie. „Niektórzy lubią adrenalinę.”
    Pomyślałem sobie, że czułbym się obrzydliwie, gdybym tej opłaty nie uiścił (8 złotych) niezależnie od tego czy by mnie złapali czy nie.

  9. ” Więc może trzeba by je było ukarać śmiercią? ”

    Rozumiem że cała ta przydługa elukubracja jest głosem w dyskusji za karą śmierci?

  10. Ma Pan rację, zapomniałem o tym argumencie

  11. 1. Kalkulacja jest prosta – jeśli mandat za jazdę bez biletu wynosi 50 zł a prawdopodobieństwo spotkania kontrolera wynosi 1 raz na miesiąc, w ciągu którego koszt jazdy środkami komunikacji wynosi 100 zł to opłaca się nie płacić za przejazdy. Tak nakazują szeroko promowane od 30 lat zasady kapitalizmu – zysk nade wszystko !
    2. Większość przepisów ma charakter regulacyjny – służy określaniu zasad postępowania w określonych sytuacjach w celu zapobieżenia powstawania szkód. To przysłowiowe „czerwone światło” na skrzyżowaniach i przejściach to nie zakaz lecz informacja – „teraz pierwszeństwo mają ci, którzy poruszają się w kierunku prostopadłym do naszego kierunku ruchu”. Kiedy takich osób czy pojazdów nie ma, to bez sensu jest karanie z samo przejście na czerwonym świetle gdy ruch zanika- np. w nocy.
    3. Dochodzimy tu do kwestii definicji przestępstwa czy wykroczenia. W powszechnym odczuciu jest to naruszenie, złamanie przepisu za co należy się kara.
    Ja uważam, że jest nim wyrządzenie szkody lub realnego zagrożenia jej wystąpienia.
    Natomiast za sk…syństwo uważam głoszenie tezy, że dozwolone jest wszystko czego prawo nie zabrania. W ten sposób można tysiącom ludzi wyrządzić wielkie szkody i być bezkarnym, bo zrobiono to w sposób jakiego prawo nie zabrania !
    A kto no może zrobić ?
    Oczywiście ci, którzy najlepiej znają przepisy czyli PRAWNICY !!!
    Mówiła już o tym prof. Ewa Łętowska, że modne stało się wśród prawników współzawodnictwo – kto „wyciągnie więcej” ( dla siebie i/lub dla swego klienta ) w sposób, jakiego prawo nie zabrania. A że nie ma to nic wspólnego z ludzkim pojmowaniem sprawiedliwości nie ma znaczenia bo przecież „mamy państwo prawa”!
    A gdzie sprawiedliwość ???
    Nie dziwmy się więc , że w naszym społeczeństwie tzw. „wymiar sprawiedliwości” ma jedne z najniższych ocen spośród instytucji zaufania społecznego.

  12. @Robert Belier

    „Młodzieży nie przeceniam ale i nie niedoceniam i nie dziwię się, że nie darzy ona szacunkiem miłośnika Prousta, który nie potrafi uruchomić telefonu komórkowego.”

    Jakoś nie bardzo widzę związek pomiędzy szacunkiem, a umięjetnościa posługiwania się telefonem komórkowym. Większość młodych ludzi po ukończeniu obecnej tzw. edukacji nie jest w stanie zrozumieć tekstu obsługi odkurzacza (doświadczenie własne). Czy mam ich za to darzyć szacunkiem (odkurzacz to przeżytek, a oni niżej kombajnu czyszczącego z 15 superprocesorami sterowanego satelitarnie nie schodzą), czy też pogardzać za nieuctwo?
    No tak: „Young people run fast, but old people know the way”.
    Ale też: „Nowoczesne urządzenie powszechnego użytku powinno być dziełem geniusza, które potrafi obsługiwać idiota”.
    Inaczej producenci by zbankrutowali.
    Może zatem niekorzystanie przez staruchów z gadżetów współczesngeo targowiska próżności to nie ograniczenie intelektu, a przejaw niezależności i nieulegania owczemu pędowi. Zaś u młodych – wręcz odwrotnie?
    Co zaś do miłośników Prousta, to – podobnie jak ich idol – zasługują na współczucie raczej i wsparcie w ich niedoli.

  13. Kto nie chce się męczyć z takim dylematem ekonomiczno-etycznym, jak „cały bilet” za jeden przystanek czy jazda na gapę, wybiera pokonanie tej odległości pieszo.
    Zdrowiej dla ciała i duszy.

  14. Pamiętam, ze podczas moich podróży po Szwecji w osłupienie wprawiło mnie zachowanie niektórych uzytkowników publicznych toalet dworcowych, których drzwi otwieraja sie po wrzuceniu monety (skromnej). Otóż ci Szwedzi czekali az ktoś bardzo potrzebujacy dostanie sie do toalety, a następnie czekali, az ów ja opusci, rzucajac sie natychmiast do jeszcze otwartych drzwi, zeby się przypadkiem nie zamkneły:))) Czy to jest nieuczciwość? Nie jestem pewna, raczej tandetne cwaniactwo, a tak naprawdę cos zawstydzajacego (mnie) i kompromitujacego.

  15. ,,Informacja jest jednoznaczna.
    „Jazda z biletem kosztuje 5 złotych”.
    „Jazda bez biletu kosztuje 200 złotych”.
    Gdzie tu problem? ”

    Problemu brak. Wszystko jasne.
    Równie jasna i jednoznaczna winna być informacja:
    Katolicki ślub katolickiego rozwodnika kosztuje x złotych.
    Katolicki ślub pary katolickich rozwodników kosztuje y złotych.

  16. Jeden przystanek bez biletu?…W tej sytuacji, aby otrzymac odpowiedz prawdziwy chrzescijanin zastanowi sie co zrobil by Jezus, a prawdziwy patriota co zrobil by Duda.

  17. @OAS

    Na większości stacji benzynowych w Niemczech toalety są za darmo. Tak jak za darmo są na wszystkich parkingach przy autostradach.
    Na niektórych stacjach trzeba poprosić o klucz w kasie, ale nigdzie nie pobiera się za to opłat.
    Klienci traktują toaletę jako bonus za tankowanie.
    Nie widziałem też przymusu, ani nawet sugestii płacenia za toaletę na stacjach benzynowych w Czechach.

  18. O tym, że należy przestrzegać przepisów, przekonałam się na własnej skórze parę lat temu. Przechodziłam nie na pasach, bo przecież plac Kossaka jest mało ruchliwy, ja spieszyłam się, no i wpakowałam się pod samochód. Pani prowadząca ten pojazd akurat patrzyła w lewo, bo zasłaniał jej widok zle zaparkowany jakiś samochód, więc chciała mieć pewność, że ma wolną drogę i nie widziała mnie, a ja jak to cielę, wpakowałam się pod maskę. Na szczęście samochód miał bardzo małą prędkość, tak że tylko się potłukłam, ale skutki tego wydarzenia czuję niestety do dziś. Oczywiście, była to tylko moja wina.

  19. rfm

    19 lipca o godz. 11:45
    nie zamierzam ciebie przekonywac, ze PRL-owskie lektury to niewzruszalny kanon, na ktorym trzeba oprzec swoja edukacje…30 lat temu wyjechalem z kraju, zostawiajac moja duza 5 tys. biblioteke, ktora stracilem w powodzi 1997 r…. zaczalem powaznie czytac po angielsku i nieco zmienilem swoje gusta… poznalem nowych autorow i ich ksiazki, ktorych nie znalem w kraju, co nie znaczy, ze poprzeczka tego co dobre, a co zle poszla w dol….

    matrioszka
    19 lipca o godz. 15:36

    znam te „nowe” rzeczy rowniez…. jezeli tylko sa literacko dobre… jezeli chcesz, to zapraszam na wymiane pogladow w tej materii… u red. Passenta przesladuje mnie na ten temat pewien osobnik, ktory wiedze czerpie z Wiki i starych slownikow…i nie lubi, jak mu sie cos poleca z rzeczy ksiazkowych… bardzo zadufany w sobie…
    ze starych rzeczy polecam tylko te, ktore przezyly ciezkie czasy… a jest ich niewiele…

  20. rfm
    19 lipca o godz. 11:45
    „Imie rozy” i calego Eco uwazam za nieco przereklamowane…”bohaterem pisarskim ” tygodnika „Polityka” byl kiedys J. Kosinski, literacki hochsztapler…

  21. @matrioszka

    Mówisz: kobieta w zaawansowanej ciąży lub kaleka? Jaki konkretnie? Bo ten na wózku na pewno nie będzie próbował dostać się do pojazdu, z którego za chwilę będzie musiał się wydostać.
    Można dodać jeszcze staruszki, kobietę z dzieckiem na ręku i honorowych dawców krwi…
    A nie, staruszki jeżdżą za darmo.
    Pozostaje więc czekać do osiągnięcia stosownego wieku, a tymczasem uiszczać, a żeby bilet się nie „zmarnował”, przejechać do końca linii i wysiąść dopiero w drodze powrotnej 😉
    Albo kupić sobie miesięczny i wskakiwać oraz wyskakiwać po ilu przystankach się chce z czystym sumieniem i podniesionym czołem.
    A w ogóle to większość biletów jest ważna przez określony czas i rzadko udaje się je naprawdę wykorzystać.
    Osobiście preferuję rower.

    Dzięki za komentarz o lekturach (19 lipca o godz. 15:40)
    Też tak to widzę. Jednak dawniej było łatwiej rozmawiać o literaturze czy filmie, kiedy wszyscy chodzili na „Konfrontacje”, a po mieście w czarnych golfach i z „prozą iberoamerykańską” pod pachą albo snobowali na najnowsze tłumaczenie „Ulissesa”.
    Dziś trudno jest znaleźć osobę, która ogląda lub czyta to samo, pomijając szlagiery kasowe i wielbicieli Coelho 😉
    Ostatni taki hype wśród znajomych przeżyłem chyba z „Angielskim pacjentem” i „Zarysem historii traktora po ukraińsku” 😀
    Później doszedł jeszcze ten „Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął”.
    Dzisiaj wypada mieć przeczytane „Księgi Jakubowe”…

  22. matrioszka
    19 lipca o godz. 15:36
    przepraszam, ze tak po kawalku nicuje twoje uwagi… Remarque to jest raczej literatura „salonowa”, popularna…. i w tym sensie byla uznawana za klasyk…. niektorzy popisywali sie znajomoscia „Ulissessa”, a po 1989 r. Orwella, chociaz ten ostatni, IMHO to grafoman… byla jeszcze cortazarowska „Gra w klasy” i pare innych wydumanych knotow… ale bylo tez wiele ksiazek waznych…ich tytulow nie przytocze, bo lista jest dluga…

  23. Panie Profesorze!
    Dawno nie spotkałem podobnego przykładu tzw.”Tłuczenia kijem wody” , aż piana leciała.
    W wykonaniu praczki przynajmniej efektem była wyprana bielizna … Przedstawiony fragment utworu zasługuje na wyróżnienie w klasie dzieła mniemanologi stosowanej, szacownej nauki szerzonej kiedyś przez prof. Jana Stanisławskiego w audycji 60 minut na godzinę. Życze dalszych osiągnięć w tym zbożnym trudzie …

  24. „…i drobne wykroczenia składają się na ogólne rozprzężenie moralne…” — to zdanie jest ważne, dla jednostki i dla ogółu.

    A poza tym najbardziej podoba mi się ostatni akapit. 😉

  25. A może nie mają drobnych monet? Przyzwyczajeni do płacenia kartą często, tak jak np. ja, do kluczyków mam dopięty tylko żeton na wózek, plastikowy, za który żadną miarą nie da się zapłacić za skorzystanie z toalety. Czasami skorzystanie z takiego przybytku cywilizacji jest konieczne no i jakie masz możliwości? – pożebrać? A jest pewność, że znajdzie się dobry samarytanin na czas?

  26. jcp 19 lipca o godz. 11:40 do Robert Belier: –Może zatem niekorzystanie przez staruchów z gadżetów współczesngeo targowiska próżności to nie ograniczenie intelektu, a przejaw niezależności i nieulegania owczemu pędowi. Zaś u młodych – wręcz odwrotnie?

    Jcp,
    w ten sposób rozumując to jako przejaw niezależności można potraktować korzystanie z internetu, telewizji, zmywarki itd.
    No tak, po co staruchowi telefon? Musi kupować na Allegro i korzystać z paczkomatu? No nie musi. Może polatać po sklepach w maseczce. Po co staruchowi na kwarantannie możliwość pogadania z wnukami widząc je w smartfonie? No po co. Niech sobie zdycha bez kontaktu z rodziną darmozjad jeden wygryzający dziurę w ZUSie.
    Poza tym to słyszałem plotki jakoby aktywność mózgowa, uczenie się przeciwdziałały najazdom wuja Alojza.

  27. Jak dla mnie jazda bez biletu jest oznaką wykluczenia społecznego. W przypadku osoby pracującej kupno biletu miesięcznego jest koniecznością, gdyż statystycznie, bez takiego biletu jeżdżąc, wyda więcej na bilety i na kary — niż zaoszczędzi na niekasowanych biletach. Jeśli chodzi o moralność, to podobnie jak przestępczość wiele zależy od wychowania. Niemoralne osoby mają trwałe tendencje, podobnie jak przestępcy do takich, a nie innych zachowań. Statystycznie większość osób jest uczciwa, a mniejszość taka nie jest. Mniejszość może być jednak specyficznie ulokowana np., może być we władzach, lub może być pracodawcami, albo np. hydraulikami; ewentualnie może prowadzić przedsiębiorstwa. Przykładowo, gdy zepsuła mi się pralka automatyczna, Pan z serwisu stwierdził, że jej naprawa będzie odpowiadać jej początkowej wartości minus 15%. Tymczasem była ona w 100 procentach zamortyzowana, czyli utrata jej wartości wynosiła 85%. Pralka jednak była w bardzo dobrym stanie, więc zamówiłem następnego usługodawcę, który za 100 złotych brutto wymienił mi grzałkę wraz z ceną grzałki. Poprzedni serwisant jednak odmówił mi zwrotu 100 złotych, jakie pobrał za oszukańczą wycenę naprawy. W tym przypadku instytucje ochrony konsumentów nie działają i postępowanie pierwszego przedsiębiorcy przynosi mu korzyści. Jego modus operandi jest taki, że bierze 100 złotych za wyceną. Sprzedaje klientowi pralkę i odbiera zepsutą, z której ma części. Nie ma w tym dla niego ryzyka, bo nie ma efektywnego kontrolera. Tak w Polsce wygląda historia niesprawnych i niesprawiedliwych sądów i nieodpowiedzialnych sędziów, naukowców, którzy zdecydują się na działanie poza prawem i różnych korporacji prawnych, ale i urzędników oraz polityków. We wszystkich tych przypadkach nie ma skutecznego kontrolera biletów, więc opłaca się jeździć na gapę. Tak też było z luką podatkową i przemytem paliwa oraz papierosów i alkoholu etc. etc. etc. To się nazywa dziadowskie państwo, a nie dziadowskie społeczeństwo. Społeczeństwo bowiem jest zdyscyplinowane, najlepiej to widać w czasie pandemii. Mała zachorowalność jest wynikiem także stosowania się obywateli do zakazów.

  28. littlebigfoot
    W punkt!

  29. @jcp
    19 lipca o godz. 11:04
    Jest pewien problem: na tzw Zachodzie jazda samochodem nie hest ekspresją husarsko-ułańskiego statusu ale zwykłą czynnością. Dlatego takie pospolite motywacje jak wspominasz mają tam zastosowanie. U nas po prostu kmiot (czyli pieszy) ma się ,,stosować” i tyle a nie ,,panu” zawadzać.

  30. Przy „Sercu” Amicisa spłakałem się jak bóbr. I tylko to pamiętam, bo treści opowiadań za chińskiego bożka nie potrafię sobie przypomnieć.

  31. Jazda bez biletu – za nią nie ma kary, jest tylko „opłata podwyższona”.
    Czerwone światło na pasach – w Irlandii na czerwonym świetle przechodzą całe tłumy, łącznie z policją, jeśli tylko nic nie jedzie. Światła na pasach mają tam ułatwić pieszym, a nie trzymać ich na pustej jezdni pod groźbą kary. Policjanci wlepuający mandaty za przejście przez ulicę poza pasami przy pustej jezdni kompromitują policję w Polsce.
    Parkowanie w miejscu niedozwolonym – każdy, kto kiedykolwiek zarabiał na życie autem dostawczym wie, że gdyby parkoeał tylko w sposób dozwolony, to nie byłby w stanie wykonać swojej pracy.

  32. @głos zwykły
    20 lipca o godz. 1:35
    Bardzo ciekawy wpis.
    Tylko ta teza o ,,dziadowskim państwie” ale nienajgorszym społeczeństwie mi nie gra. Czyż jakość państwa nie jest wypadkową jakosci społeczeństwa? W końcu instytucje są odbiciem norm i potrzeb społeczeństwa,nieprawdaż? Ile razy ten gromki głos gniewu społecznego a konkretnie lider z przybocznymi gdy tylko dostawał się pośród ,,onych” to przestawał ,,kontrolować” ,,onych” ale zajmował miejsce w szyku? A swoje złagodzenie tłumaczył niezawodną realpolitik? Innym klasycznym przykładem są korporacje zawodowe, ktore same z siebie ,,kontrolują ” W sumie któż lepiej oceni kwalifikacje i działania lekarza jak nie inny lekarz. Kolega-lekarz.
    Nie wiem jak z tego wybrnać. U prawników już dokonano ,,reformy” zgodnej ,,ze społecznymi oczekiwaniami”. Jest już kontrola kontroli.W osobie nadkontrolera Ziobro, ktory kontroluje przez podległą mu instytucję kontrolną…Może Szumowski na nadkontrolera u lekarzy?

  33. @ rfm @ matrioszka

    Pogięło was chyba z tymi lekturami. Czytanie wielkiej powieści Prousta w wieku 17 lat to wyjątkowa brawura i najpewniej stracony czas. Rozumiem, że dla was teoria względności też jest przeterminowana.
    Ja ostatnio ponownie obejrzałam komedyjkę z czasów PRL ” Marysia i Napoleon”
    i zachwyciłam się. Ileż w tej błahostce artyzmu, ileż subtelnej i celnej satyry. Jakież to aktualne. Gorąco polecam.

    Panie Profesorze.

    Z tym jednym przystankiem to wyjątkowa podpucha. Nie płacimy przecież za przejazd tylko za możliwość skorzystania z komunikacji miejskiej. Żebyśmy mogli przejechać ten jeden tylko przystanek, trzeba było wybudować i stale utrzymywać całą wielką infrastrukturę. Zgadzam się ze Sławczanem, że powinniśmy postępować zgodnie z zasadą primum non nocere. Jazda na gapę ociera się o pasożytnictwo.
    To zawsze jest grzech przeciwko wspólnocie. Nieraz go popełniałam i wiem, co mówię.

  34. matrioszka
    20 lipca o godz. 17:18
    o ksiazkach mozna dyskutowac wszedzie, nawet tutaj…. EP z powodu obecnosci kilku hunwejbinow i obojetnosci innych (moze strachu?) zamienil sie w szambo…

  35. rfm
    20 lipca o godz. 18:38
    PA2155
    A mnie się „Malowany ptak” podobał.

    od tego zaczal sie „polski udzial” w Holokauscie… duzo wczesniej przed Grossem… wiadomo, ze mial ghostwriters i nikt nie moze powiedziec, co napisal on a co tylko zredagowal…a ambicje mial, aby byc drugim Steinbeckiem, tym z najlepszych nowelek, tzn. „Kasztanka” i „Perly”…. jeszcze nie wysly lzy po sporze o „Czarnego ptasiora”…

  36. gps55
    20 lipca o godz. 21:14
    PA2155
    19 lipca o godz. 16:44
    Ouuu! Aż mnie skręciło z bólu i zazdrości na wieść o tej twojej bibliotece.

    do tej pory mam wrogow wsrod dawnych przyjaciol, ze im tego nie podarowalem…. a nie moglem…. chcialem osiasc w Holandii, a nie w Kanadzie i transport dobr bylby latwiejszy… tak jak u jednego z bohaterow „Konformisty” Moravii byla to okazja, aby odkurzyc gusta…. ale to bylo duzo pozniej….

  37. rfm
    20 lipca o godz. 19:34
    „Przy „Sercu” Amicisa spłakałem się jak bóbr. I tylko to pamiętam, bo treści opowiadań za chińskiego bożka nie potrafię sobie przypomnieć.”

    pamietalem tylko „Malego pisarczyka z Florencji” i „Od Apeninow do Andow”, byla to lektura IV klasy…. pelna wersja wpadla mi w rece duzo pozniej, calkowicie zdezelowana przez wielokrotne czytanie… po latach, to nieco naiwne… ale nawet powiesci Olgi T. sa naiwne… 🙂

  38. @gps55
    20 lipca o godz.

    „Jeśli do uruchomienia odkurzacza potrzebna ci instrukcja obsługi to współczuję.”

    Za współczucie dziękuje, choć nie bardzo odczuwam potrzebę bycia współczutym. Zwracam uwagę, że nie pisałem o uruchomianiu odkurzacza, tylko o umiejętności czytania ze zrozumieniem tekstu instrukcji obsługi odkurzacza. W takiej instrukcji jest wprawdzie trochu mniej niż u Prousta, ale tez trochę więcej niż tylko o uruchamianiu. Umiejętność czytania ze zrozumieniem przydaje się zresztą nie tylko przy okazji odkurzania. Czasami warto ją również stosować czytając komentarze na forum blogowym. Może wnuczek pomoże?

  39. uredragan
    20 lipca o godz. 21:26

    „Czy dopiero trzeba sprawy sądowej aby udowodnić, że taki przepis istnieje? Jak udowodnić, że jedzie się niespełna 1.5min.?”Pierwszy raz słyszę. No i „podobno” a nie „na pewno”.

    Pewnie (nie – na pewno) nie trzeba aż sprawy sądowej. Przypuszczam, że chodziło raczej o odwołanie się do stosownych służb komunikacji miejskiej. Podejrzewam, że stąd moje skojarzenie z sądem. Pewności nie mam, bo nie mam zwyczaju uczenia się na pamięć tak doniosłych notatek prasowych, nadto czytanych kątem oka w biegu. Co do mierzenia czasu przejazdu, to kluczowa jest odległość czasowa pomiędzy przystankami (mniej niż minuta). Domniemywam (bez pewności jednak), że pasażerka została zdybana na przestępstwie niepłacenia po wejściu do wagonu, w którym już był kanar, który zauważywszy, że ta nie wykonuje czynności kasowania biletu skasował od niej mandat (aka opłata specjalna). Ona zaś broniła się twierdząc, że zamierzała wysiąść na kolejnym przystanku, czyli przed upływem minuty. No ale fakt – z drugiej strony regulamin stanowi, że bilet należy kasować zaraz po wejściu do wagonu. Strasznie to wszystko skomplikowane! Domniewywam , bez pewności, że jest to główny powód, dla którego ludzie wolą jeździć samochodami – to akurat nie wymaga inteligencji.

  40. Skasowania/lub nie tego biletu nie możemy sprowadzać do przestrzegania prawa. Owszem, zapisujemy powszechne normy zachowań w formie prawa, ale w praktyce codziennie kierujemy się nie prawem – ale własną normą moralną. Indywidualną. Znam ludzi, kórzy po prostu ten przystanek przejdą, bo nie będą kasować biletu dla jednego przystanku. Nie ze strachu przed kontrolą – wystarczy, że on będzie wiedział. Inny przejedzie i mimo, że też doskonale swój wybór pamięta – wcale sobie tym głowy nie zaprząta. Gdbyśmy przestrzegali prawa dla jego przestrzegania, a nie dla własnych norm, moglibyśmy się zachowywać jak Chińczyk z przeczytanej gdzieś przeze mnie historii, jak Bolszewicy kazali mu roztrzelać zatrzymanych kułaków i burżujów. Co prawda Bolszewicy musieli nagle opuścić miasto, ale nie zawiadomili Chińczyka i on spokojnie dalej kolejno tych powiązanych ludzi rozstrzeliwał…. Bo przestrzegał prawa.

  41. Skoro o etyce na co dzień. Jak Pan godzi swój ateizm z posyłaniem córki na lekcje religii?
    17 lutego 2016 kpił sobie z Pana ksiądz Sowa:

    https://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103454,19639443,hartman-w-pisowskiej-republice-ludowej-nie-jest-mozliwe-nauczanie.html

    Kto ma dostęp do podcastów może odsłuchać całość. Ja słuchałem w czasie rzeczywistym. Hadko było słuchać.

    Jak Pan godzi swoje akty strzeliste z tym, że nigdy (jeżeli było inaczej, to z góry przepraszam) nie skorzystał Pan z artykułu 63 Konstytucji RP i nie zgłosił petycji do Sejmu RP w sprawach światopoglądowych? Dlaczego nie wykorzystał Pan tej możliwości i nie zorganizował ruchu, tak jak to zrobili chociażby Elbanowscy?

    Mam wrażenie, że chodzi Panu przede wszystkim o własne, różne, interesy.

  42. „Etyka życia codziennego” – rzecz dla mnie ciekawa od zawsze, choć w związku z powolnym zanikaniem mnie samego – coraz mniej. Spontaniczne zachowania człowiekowatych w blokowych mieszkaniach (np. słuchanie Radia Maryja na cały gaz, muzyki dum-dum i jakiejkolwiek, szuranie stołkami, klekotanie twardym obuwiem o północy), w relacjach z osobnikami bliskimi lub dalekimi, w lesie, na plaży, na chodniku (np. zwyczaj chodzenia środkiem chodnika, a nie skromnie prawą stroną), na szosie, na ścieżce rowerowej (np. parkowanie blaszaków na niej lub tarasowanie ścieżki przy wyjeżdżaniu blaszaka na szosę/ulicę, choć gdyby się grzecznie zatrzymał przed ścieżką, też miałby dobrą widoczność), przy sklepowej kasie, w pojazdach komunikacji publicznej (np. rozwalanie się byka na dwóch siedzeniach naraz lub głośne trajkotanie przez komórkę), w dworcowej ubikacji, w przydrożnych lasach/krzakach i na puszczy (notoryczne porzucanie opakowań po nieustannym żarciu), były dla mnie i trochę jeszcze są znacznie bogatszym i wiarygodniejszym źródłem wiedzy o własnym gatunku, niż zachowania niespontaniczne, np. liczne blogowe niby-rozmowy. Dlatego kontakty polegające nie na dzieleniu się własnymi doświadczeniami i przemyśleniami, lecz na obdarowywaniu się linkami, sążnistymi cytatami, opowiadaniami, co zrobił odległy Trump (czyjeś wewnętrzne życie może faktycznie wokół jakiegoś Trumpa się kręcić?), pustymi treściowo i pretensjonalnymi komunikatami o tym, co kto czytał, czyta lub będzie czytał, mam bardziej za bezwiedne (bierne, plotkarskie, na pokaz) uzależnienie od życia w stadzie, niż za zaspokajanie potrzeby życia twórczego i twórczego uczestniczenia w zbiorowości. Zresztą twórczość to konieczność skupienia się, więc – raczej samotność.

    Blogowe gaworzenia to trochę siedzenie w oknie z łokciami na poduszce i paplanie z sąsiadką. A coraz mniej modne czytanie (popisywanie się nim na blogach – twardo trwa) to zaglądanie przez dziurkę od klucza do świata stworzonego przez innych. A mnie na starość bardziej samemu się chce żyć niż podglądać. Świetnieśmy się w tym rozumieli ze zmarłą jakubek01, choć ona – erudytka, a ja – od dawna chłopek-roztropek.

    Od dawna niczego, poza wybranymi prasowymi rzeczami, nie czytam, bo odeszła mnie chęć wiecznego podpatrywania i uczenia się od innych i pociągnęło korzystanie z tego, co już zdobyłem. Inaczej mówiąc, nie rezygnuję całkowicie na starość z życia umysłowego, ale o wiele bardziej mnie pociąga życie zmysłowe, zwłaszcza obcowanie z przyrodą. Jednak z dużym zainteresowaniem poczekam na Pana książkę, Panie Profesorze. I dlatego, że pasuje mi materia Pańskich zainteresowań, i Pański poznawczy oraz zwykły ludzki temperament, i tematyka książki – bo praktyczna (liczę na pobudzające do własnych refleksji przykłady codziennych zachowań).

  43. Slawczan
    19 lipca o godz. 2:24

    Żeby bardziej to zrozumieć trzeba jasno stwierdzić, że polskie społeczeństwo nie jest edukowane, a hodowane dla posłuszeństwa „elit” i diabelskiej instytucji wiadomej. Stąd w podświadomości polskiego społeczeństwa wykluwa się, że stosując opisy Jana Hartmana „myślą”, że uda się wykiwać kogoś, a w rzeczywistości kiwamy samych siebie. Polskie społeczeństwo to na ogół lud bezmyślny hodowany dla instytucji katolickiej i polityków z poparciem „elyt” i stąd mamy taki obraz rzeczywistości.

  44. Dla mnie obywatela drugiego sortu i niepolaka Panie profesorze sprawa jest prosta z tym biletem na przejazd jednego przystanku. Kryterium zawsze powinno być jasne, a mianowicie czy ktoś na naszym postępku traci i już wszystko jest jasne. Para masochistów o okładająca się pejczami nie jest przykładem przemocy w rodzinie, oni tak spełniają swoje potrzeby seksualne.
    Wracając do tego jednego przystanku, muszę wyrazić jeszcze jedno zdziwienie. Kto jedzie w mieście jeden przystanek? Jest to zapewne osoba niepełnosprawna ruchowo, w podeszłym wieku, chora. Zdrowy człowiek powinien się przejść i wtedy nie będzie złodziejem (wszak to kradzież)
    Wiadomo mi o pewnym człowieku, który w kilka miesięcy po kupnie mieszkania wymieniał umywalkę w łazience i w syfonie znalazł złotą biżuterię. Zadzwonił do byłego właściciela mieszkania i mu ją oddał.

  45. Dawno temu czytałem „potyczkę” Adama Szostkiewicza z Janem Hartmanem – chodziło o to, Jan Hartman napisał, że katolik powinien się wstydzić za to, co katolicyzm nam urządza (chyba taki był sens Jana Hartmana?), a Adam Szostkiewicz się zbuntował i „przywalił”, że nie można każdego katolika do jednego wora wrzucać (chyba taki był sens Adama Szostkiewicza?). Dzisiaj stwierdzam, że Jan Hartman miał rację i napiszę dlaczego?
    Nazizm i komunizm też reprezentowali ludzie, a nie tylko ich przywódcy i obydwie ideologie zostały zakazane w propagowaniu nawet konstytucyjnie. Katolicyzm, a szczególnie ideologia katolicyzmu doprowadzała ludzkość na całym świecie do wyjątkowego zniewalania i zbrodni i nigdy tenże katolicyzm nie został zakazany, dlaczego? Bo katolicyzm uznano za religię i mamy od wieków wielu obrońców tejże religii mimo, że w naszej przeszłości dokonano o wiele gorszych przestępstw niż obydwa systemy do kupy, wcześniej wymienione.

    Wygląda na to, że wszystkich komunistów i nazistów też do jednego wora włożono (i Adam Szostkiewicz nie protestował) i zakazano propagowania. Szkoda że to nie uczyniono z katolicyzmem, które od wieków sieje spustoszenie w umyśle człowieka i sprowadza człowieka do roli wiecznie grzesznego człowieka z pogardą dla człowieczeństwa i jego myślenia i stąd mamy, co mamy. Szkoda że Adam Szostkiewicz tego nie widzi? Myślę że Jan Hartman, tak.

  46. Nie widzę szans rozwoju Polski w kierunku świadomości ludzkiej bo kraj jest zdominowany przez katolicyzm i ich obrońców z którego wynika nasza marna rzeczywistość, choćby taka, jak w opisie Jana Hartmana.
    Naród polski od wieków zniewalany przez instytucję katolicką, która jedynie hoduje ludzi do posłuszeństwa i stąd mamy bunt jedynie podświadomy – choćby o tym, o czym pisze Autor bloga.
    Bezmyślność polskiego społeczeństwa jest porażająca i żeby tor tej bezmyślności zmienić na samodzielne myślenie trzeba dobrej woli polityków i elit, a tego niestety nie widzę.
    Wpakowali nas Polaków w niewolę katolicyzmu i proszę się nie dziwić, że jeszcze długo tu, tak będzie.

    Przyczyna marnego i miernego społeczeństwa polskiego tkwi w katolicyzmie, który od wieków i teraz, człowieka wyhodowała do roli niewolnika Pana i Panów. Majstersztyk!

  47. @mohikanin przedostatni
    21 lipca o godz. 9:38

    Zdziwiłbym się bardzo żeby komukolwiek z elit (też medialnych), politykom lub hierarchom kk chodziło o interes Polski (społeczeństwa).
    Licz na siebie, a nie na tych, którzy mają w czterech literach interes społeczeństwa polskiego.

    Dziel i rządz – maksyma polskich polityków (nie tylko tych starożytnych Rzymian).
    Im gorzej tym lepiej – maksyma instytucji katolickiej od wieków i obecnie.

  48. Psychologowie wymyślili pojęcie racjonalizacji, a sam rozum to u nich nie występuje, jest za to szeroko stosowany umysł.
    To tylko takie psychologizowanie.

  49. gps55
    21 lipca o godz. 6:56

    EP nigdy nie polecalem, zwlaszcza w obecnym skladzie… Orca ma prawo do nielubienia Bulhakowa i Pink Floyd…. przynajmniej nie poleca broszurek pseudofilozoficznych w typie N. Klein lub „o powstaniu swiata zywego”… sa tez tacy, ktorzy zyja na guglu i wiki… lubie Orke za jej bezposredniosc.. to kontrast w stosunku do Babci, ktora jest „fake”..

  50. Magrud1 kiedys wszechobecna u DP jak obecnie wszechtokujaca na Na marginesie, tlumaczyla ze zydzi sami niejako zawinili, sprowokowali poniekad swoja zaglade.

  51. mohikanin przedostatni
    21 lipca o godz. 9:38

    Nie sadzisz, ze warto znac, to co negujesz. Stad koniecznosc nauki o religiach.

  52. Borgenicht
    5 lipca o godz. 15:38

    Donosi, ze zna niemiecki.

  53. gps55
    21 lipca o godz. 6:56
    z sprawie roznych osobistych opinii o innych (bron boze, to nie o tobie) mam ochote zacytowac dialog z „Ziemii obiecanej” pomiedzy Niemcem a Borowieckim, oddaje tylko sens” „wie pan, co swinia mysli o orle?”… to a propos, kto jest patentowanym idiota, a kto nie…czasami trzeba czytac z kluczem lub miedzy wierszami…

  54. Sa jeszcze przystanki „ Na zadanie“.

  55. Slawczan
    20 lipca o godz. 20:42
    „czy jakość państwa nie jest wypadkową jakości społeczeństwa? W końcu instytucje są odbiciem norm i potrzeb społeczeństwa, nieprawdaż.”
    gps55
    20 lipca o godz. 21:45
    „Dziadowskie państwo nie spada nam z kosmosu ale jest wygenerowane przez społeczeństwo.”
    —————————–
    To jest raczej popularny pogląd, nijak się mający do polskiego dorobku myśli naukowej. Leon Petrażycki budując swoją metodologię nauk np. wyróżniał teorie adekwatne, skaczące czy kulawe. Także inni polscy racjonaliści daleko rozmijali się w najczarniejszych czasach ze standardem nauki w ZSRR. Przez „adekwatne” teorie naukowe rozumiemy teorie, w których to, co się wypowiada […] jest prawdziwe w stosunku do tej właśnie klasy przedmiotów, o której jest wypowiadane. Tymczasem w odniesieniu do współczesności nie możemy wyodrębnić tej właśnie jednolitej klasy przedmiotów, bowiem samo społeczeństwo jest zbyt materialnie i historycznie zróżnicowane. Tak więc poziom ogólności tutaj jest tak duży, że nie mamy do czynienia z teorię w znaczeniu naukowym. I trudno mówić tutaj, dalej, że jest to teoria kulawa lub skacząca. W Polsce przez większość czasu historycznego mamy do czynienia z różnego rodzaju oligarchiami. Nasze państwo było stale kolonizowane w różny sposób. Tak więc mamy do czynienia z przypadkami eksploatacji społeczeństwa, a to z kolei ma się nijak do jego potrzeb i norm, zwłaszcza moralnych, nieprawdaż? W przypadku korporacji prawnych one eksploatują i to podwójnie społeczeństwo, jak i członków własnej korporacji. Korporacjami prawnymi rządzą bowiem stosunkowo wąskie grupy prawników, różnie swoją uzurpację władzy mając umocowaną. Generalnie ma to odbicie w prawie korporacyjnym, które to prawo tak jest skonstruowane, aby dać władzę właśnie takiej wąskiej grupie osób kosztem ogółu osób w nich zrzeszonych i kosztem samego społeczeństwa. W związku z powyższym tam nie przewiduje się kontroli nad należytym przestrzeganiem interesów członków korporacji i samego społeczeństwa, co znajduje wyraz w licznych absurdalnych przepisach korporacyjnych. Prawo to natomiast daje władzom korporacji prawniczych możliwość do arbitralnego usunięcia członka korporacji prawniczych. Za tym idzie także określona praktyka, gdzie członek korporacji nie będzie chroniony ani przez organy administracji, które sprawują nadzór zwierzchni, ani przez sądy. To się cały czas działo w przeszłości i cały czas dzieje w państwie PiS. Unia Europejska postrzega naruszenia praworządności w Polsce w kategoriach naruszenia proceduralnych przepisów chroniących niezależność wyboru członków korporacji prawniczych, tymczasem akcent jest przeniesiony gdzie indziej – w sferę prawa materialnego i formalnego, które jest często nielogiczne, irracjonalne i niekonstytucyjne. Tak się sprawuje właśnie poza konstytucyjną władzę, że ona stosuje przemoc ucharakteryzowaną jako prawo i tak właśnie działa w Polsce oligarchia. „Familie”, czyli rodziny mafijne sprawujące władze mogą jednak się zmieniać i o to może się toczyć walka polityczna i ekonomiczna. Ale to wszystko ma się nijak do potrzeb społeczeństwa i norm jakim się formalnie ma ono kierować, bowiem społeczeństwo jest tutaj jedynie ofiarą. Ofiarą, która ma jednak ten przywilej, że może sobie głosować, czy chce być rynną czy może pod obfitym deszczem moknąć. I Zagranica wcale nie jest sprzymierzeńcem takiego społeczeństwa, bo zagranica bliższa i dalsza wcale tak nie działa, bowiem ma własne interesy i te interesy właśnie chce realizować. Jak to działało i jak na tym straciliśmy wszystko, to wiemy z historii I RP. Świetnie opisał ten ustrój i tych ludzi „książę” Adam Zamoyski w książce „Ostatni Król Polski”. Czytającym książki polecam. Ostatecznie ktoś kto pochodzi z TAKIEJ rodziny, taką historię ma w małym palcu. I doprawdy nie wiem, dlaczego musimy taką historię cały czas przeżywać, skoro ona jest opisana i wiadomo do czego prowadzi.

  56. @ gps55
    21 lipca o godz. 3:14

    littlebigfoot
    19 lipca o godz. 17:10
    Dziś jest łatwiej rozmawiać o literaturze czy filmie niż kiedykolwiek.
    Od tego są fora społecznościowe.

    Wiesz, ja nie szukam wirtualnych znajomości na forach, aby rozmawiać o książkach czy filmie. Czytam raczej wypowiedzi krytyków i znawców lub oglądam ich dyskusje.
    Gdy widzę niektóre napuszone komentarze zakurzonych „erudytów” specjalnej troski, to tylko współczucie mnie ogarnia.
    Mnie bardziej interesuje, co czytają lub oglądają moi realni przyjaciele i znajomi.

  57. Załóżmy, że autobus spala 40 litrów paliwa na 100 km, a koszt paliwa to 4 zł za litr. Załóżmy, że autobus przewozi 5 pasażerów, a 1 przystanek to 1 km. Przy takich założeniach koszt paliwa przypadający na jednego pasażera to 32 grosze. Jak to się ma do ceny biletu? Gdyby autobus przewoził 20 pasażerów, to koszt ten spadłby do 8 groszy. Każdy z tych 20 pasażerów, gdyby dziennie przejechał autobusem 20 km, musiałby wysupłać około 50 zł miesięcznie. Te 50 zł to nieco mniej niż 2% podatku od minimalnego wynagrodzenia za pracę. Gdyby więc wprowadzić taki 2% podatek komunikacyjny, to przejazd autobusem stałby się usankcjonowanym prawnie przejazdem na gapę. Moralność obywatela nie byłaby wystawiana na próbę, a to tylko dzięki temu, że państwo respektowałoby zasadę sprawiedliwości społecznej. A gdyby właściwie gospodarowano wpływami z podatku VAT, wprowadzenie podatku komunikacyjnego byłoby zbędne.

    Komunikacja publiczna finansowana jest z podatków, a podatki płacą głównie ludzie niezbyt zamożni, bo takich, niestety, jest przytłaczająca większość. Najpierw więc zmusza się tych niezbyt zamożnych, by złożyli się na autobus, a potem tak ustala cenę przejazdu nim, że jazda na gapę staje się pokusą. Żeby tej pokusie trudniej było się oprzeć, umożliwia się wejście do autobusu bez dokonania opłaty. Potem urządza się polowanie na potencjalnych gapowiczów, bo przecież – zgodnie z zasadą, że okazja czyni złodzieja – ktoś musi się skusić. Żeby złapać gapowicza, drukuje się bilety, montuje kasowniki i zatrudnia „kanarów”. Wygląda więc na to, że ściganie gapowiczów jest opłacalne i stanowi dodatkowe źródło przychodów, a to oznacza, że państwo z premedytacją tworzy przepisy tylko po to, żeby zarabiać na ich łamaniu. Niestety, pod tym względem komunikacja publiczna nie jest wyjątkiem.

  58. Jeśli chodzi o jakość polskiego społeczeństwa, to historycznie zrobiliśmy ogromny postęp. I dzisiaj, także nie jest tak źle. Trzeba mieć bowiem na uwadze, że z perspektywy historii i siły naszych sąsiadów, wynika, że w zasadzie nie powinniśmy istnieć, jako niepodległe państwo. Tymczasem istniejemy, a ponadto istniejemy w bardzo dobrych granicach. Wyzbyliśmy się garbu na wschodzie, a pozyskaliśmy strategicznie ważne tereny na zachodzie. Aby coś takiego osiągnąć w sensie terytorialnym, potrzeba jest społeczeństwa o wyjątkowych właściwościach. Myślę, że Polska w czasie zaborów w II połowie XIX wieku, społecznie zaczęła podążać w kierunku niezwykle korzystnym dla naszego społeczeństwa. Polskie elity były w stanie wyzyskać w odpowiednim momencie wszystkie słabości naszych potężnych sąsiadów, a nie dałoby się tego dokonać, bez specyficznie ukształtowanego, zdyscyplinowanego, bardzo ofiarnego i inteligentnego pod kątem rozumienia własnej racji stanu społeczeństwa. To jest ogromna zmiana, jaka zaszła w społeczeństwie, gdy porównamy kraj o milionie km2 kraj, który daje się rozebrać i potem przez długie lata jest bezwolny w porównaniu z krajem 3 kronie mniejszym, który na dodatek stracił po drodze ogromny majątek materialny, a także kulturowy, duchowy i intelektualny zasób. Jeśli Rosjanie i Niemcy oraz dalsi i bliżsi nam politycy z innych krajów, oraz ich społeczeństwa, nie wyciągnęli z tego odpowiednich wniosków, to jest ich problem nie nasz.

  59. Zauważcie, że istnieje coś takiego, jak przemysł stoczniowy. Od biedy można uznać, że budowa transatlantyckich wycieczkowców i lepienie dwuosobowych kajaków z laminatu to, dwa oblicza tej samej branży. Ba, konstruktorzy wielkich okrętów, pewnie przeszli etap projektowania kajaków- gdzieś tam przed laty u schyłku podstawówki- i pewnie do dziś z rozrzewnieniem to wspominają….
    Prolegomena do nowego dzieła prof Hartmana , zawarte w powyższym felietonie, rodzą nadzieję, że wychodząc od spraw banalnych, autor swobodnie przejdzie do rozstrzygnięć ważkich, wręcz fundamentalnych. Przez analogię do przemysłu okrętowego: Profesor, postanowił ulepić z mentalnego laminatu najlepszy kajak w dziejach filozofii, w następnym zaś posunięciu nadąć go do rozmiarów intelektualnego transatlantyku. Nie jest to wprawdzie wielka sztuka, wg mnie trudniej ostrugać okręt do rozmiaru małej łódki, niemniej w próżniaczym żywocie intelektualistów- humanistów, i taki wysiłek należy cenić.
    Czemu jednak, wypracowanie Profesora o karze śmierci za nieskasowany bilet, odbieram jako czysto fizjologiczny okrzyk bólu i rozpaczy po przegranej Rafała Cz.?

  60. .
    bergbaumsztajn
    22 lipca o godz. 12:28

    Czemu jednak? Bo tylko od biedy chodzi o te sama branze, mianowicie felieton. O felietonie mowy byc nie moze, przynajmniej u powyzszego, ktory postrzega polityke jako czysto fizjologiczny bol i projektuje wlasna rozpacz na profesora.

  61. Wielki problem kasowania biletu za jeden przystanek istnieje wszedzie (we wszystkich krajach). Zwiazane to z tym ze cena jest nieadwekwatna do odleglosci, tak niektorzy odczuwaja. Niektore panstwa rozwiazaly ten wielki etyczny problem tak: mozna szukac biletu do skasowania przez jeden przystanek. Czyli oszustwo nieskasowania biletu zamieniamy na ew. oszustwo szukania biletu przez jeden przystanek.

  62. Saldo mortale

    Dajesz fałszywe świadectwo o swoim bliźnim. Skoro „tokowałam”, to gdzie dowody? I skończ z tą pogardą, proszę.

  63. @logo,
    Przecież koszt jazdy to nie tylko koszt paliwa! Koszt kupna i obsługi samego pojazdu, wynagrodzenie kierowcy i wiele innych rzeczy.

    Po uporaniu się z etycznością kasowania biletu za jeden przystanek proponuję rozważania zaawansowane:
    – czy „przeciągnięcie” dopuszczalnego czasu jazdy za skasowany bilet (np. jechałem 24 minuty, ale skasowałem bilet 20-minutowy), to takie samo wykroczenie, czy trochę mniejsze (przecież to nie moja wina, że do autobusu wsiadała staruszka z zakupami)?
    – czy jazda na gapę to grzech?

  64. @logo

    A uwzględniłeś (przeliczając koszty paliwa na długość trasy i liczbę pasażerów) koszty utrzymania tego autobusu? Sprzątanie, mycie, przeglądy, opony etc.
    Plus utrzymanie kierowcy?
    Plus utrzymanie dyrekcji i tego faceta, co koordynuje rozkłady jazdy?
    I tego, który programuje komputer wyświetlający na przystankowym ekranie, za ile minut przyjedzie twój autobus? Żebyś wiedział, czy warto czekać i jeszcze kasować bilet, czy może jednak przejść pieszo ten jeden przystanek?

  65. I jeszcze tych, którzy myją obrzygane przystanki i usuwają bazgroły na wiatach?

  66. @głos zwykły – 22 lipca o godz. 1:05

    Polska Ludowa powstała w 1945 dzięki Związkowi Radzieckiemu i Józefowi Stalinowi.
    Inne rozważanie są na miarę maturzysty po szkole katechetycznej lub doktora politologii po KUL.

  67. Szanowny Gospodarzu,

    Proszę tego nie publikować.
    Zapoznałam się z wieloma komentarzami polityków PiS
    n.t. zarzutów dla byłego min. Nowaka. Stale powtarzają, że to nie oni, tylko Ukraińcy oraz, że afera jest międzynarodowa. I to jest podejrzane.
    Kamiński i jego zastępcy zostali skazani za aferę gruntową, którą wykreowali, za użycie służby specjalnej dla wyeliminowania z polityki konkurenta, czyli Leppera i jego SO.
    Jeżeli dysponują teraz wszystkimi służbami, także wywiadem wojskowym,
    dyplomacją itp. to czasu mieli dość i nic nie stało na przeszkodzie, by podrzucić dowody ukraińskiej agencji. W tej sprawie , jak i w innych , trzymajmy się zasady domniemania niewinności.
    Nowakowi postawili zarzut kierowania grupą przestępczą w celach korupcyjnych. Zawsze tak robią, kiedy zależy im na wydłużaniu śledztwa.
    A przecież albo łapówkarstwo, albo gang. Ciągnie się to potem latami, a kończy prawomocnymi wyrokami uniewinniającymi. Tak było z mafią paliwową , węglową, układem warszawskim i z wieloma innymi prokuratorskimi głośnymi aferami. Już sam wniosek o areszt obnaża intrygę. Skoro są mocne dowody, to po co areszt wydobywczy?
    A wobec wniosków służb specjalnych, to żaden sąd nie podskoczy.
    Na tym etapie brak mu narzędzi weryfikacji, a w tej atmosferze odwagi.
    Ponadto, mają już swoich sędziów. Nie jest dobrze Panie Profesorze!
    Nie można im ufać. Były polityk, były dowódca Grom, jakiś biznesmen, to klasyczny układ wg Lecha Kaczyńskiego. Obym się myliła.

    Dziękuję za interwencję, magrud

  68. @lukipuki

    Bo Szostkiewicz jest mentalnym niewolnikiem KK. Rozśmieszył mnie swoim felietonem po filmie Sekielskich, w którym napisał „Kościół w Polsce musi się zmienić”. Bo jak nie, to Szostkiewicz napisze kolejny felieton pt „No ale teraz to już naprawdę Kościół musi się zmienić” 🙂

  69. podobno na blogu odkryto spisek, w ktorym jeden z blogowiczow wystepowal pod 11 (slownie-jedenastoma) nickami… co tlumaczy zredukowana w ciagu nocy liczbe wpisow… i tenze blogowicz krytykowal (slusznie lub nieslusznie, sprawa interpretacji i gustu) blog EP i czesc jen najbardziej aktywnych wpisowiczow…. skonczylo sie to przykra (rowniez dla mnie) „dyskusja” na temat…. na szczescie moje wpisy na LB nie zostaly usuniete…nie wiem co o tym myslec.. moze Profesor skomentuje, przynajmniej strone etyczna tego skandalu… jezeli jest to skandal…. ide spac… 🙂

  70. przynajmniej warto wiedziec, ilu dyskutantow zostaje…

  71. „Narod polski to mieszanina glupoty chlopa i glupiej zarozumialosci szlachty i tylko tyle”
    ( komentator w GW)

  72. Jest rysunek Mleczki. Na nim piekło, nadzorcy z widłami, grzesznicy sprawiedliwie w kotłach, jeden z nich mówi do sąsiada: „nie wiedziałem, że jazda bez biletu to taka poważna sprawa”.
    Lata 70. ubiegłego wieku, Kijów, albo Moskwa, nie pamiętam już, chyba jednak Kijów. Jadę trolejbusem, w nim „automat” czyli plastikowe pudło z rolką biletów, pasażerowie wrzucają kopiejki (w tym przypadku do zamkniętego) i oddzierają należny bilet. Podchodzę, w dłoni mam odliczoną kwotę, chcę zapłacić, wtem jakiś współpasażer bierze z mojej dłoni kilka kopiejek, mówi spasiba i odchodzi. Stoję zbaraniały, wreszcie ktoś odgadując, że w trolejbusie jest innostraniec tłumaczy mi, że ten wrzucił do pudła monetę o nominale większym niż cena biletu stąd wziął ode mnie należną mu resztę. Zaś za to co mi zostało mam kupić bilet, saldo się zgodzi.
    Wyobrażają sobie Państwo takie zwyczaje w Umęczonej?
    Pozdrawiam z Wrocławia.
    PS. W moim ateistycznym domu zasady moralne podpierano nie wizją piekła a prostym przekazem „kto bliźniemu buchnie temu dupa spuchnie”.

  73. Z drugiej strony „od rzemyka do konika”. Od jednej jazdy bez biletu do porwania autobusu z zakładnikami.

    Z trzeciej strony pan tu o pierdołach,a Kurski ślub kościelny unieważnia i syn podejrzany o pedofilię się nie liczy. Proste?
    Krótka spowiedź, pół zdrowaśki, i pięć złotych z czystym sumieniem zaoszczędzonych na bilecie zostaje w kieszeni. OK! Złotówkę można odpalić spowiednikowi.

  74. Empatyczna Magrud corka Kasi? Czy Dag?

  75. kormoran
    22 lipca o godz. 23:33

    Mentalnymi niewolnikami jesteśmy wszyscy, nie tylko katolicy.
    Wszystko w świecie ludzkim jest na opak. Wybieramy ludzi do parlamentu i na prezydenta nie po to żeby w nasz głos się wschuchiwali, a po to żebyśmy ich słuchali i wypełniali to, co oni nam wymyślą. To wszystko pochodna z religii. Najpierw wymyślono religię i religia była polityką, a człowiek miał się temu podporządkować. Pózniej politykę odłączono od religii i nic z tego dobrego też nie wynikło – dalej byliśmy i jesteśmy mentalnymi niewolnikami swoich PANÓW. Niewolnictwo ma pochodną w religiach. To religie człowieka doprowadzili do roli niewolnika odbierając człowiekowi godność i człowieczeństwo w imię niewiedzy i dla niewiedzy. Niestety, tak jest dalej, nie tylko w katolicyzmie.

  76. @kormoran
    Dodam jeszcze.
    W Polsce natychmiast powinna być wyrzucona ze szkół publicznych religia, a w miejsce religii wprowadzona filozofia życia człowieka. Tylko znowu nasuwa się pytanie – kto będzie te lekcje prowadził i przede wszystkim układał program? Jak już wspomniałem niewolnikami mentalnymi jesteśmy wszyscy, a więc istnieje duże prawdopodobieństwo, że filozof uczący dzieci, zamiast mądrze wykładać filozofię życia będzie poddawał się tym, którym nie na rękę żeby człowiek (młody) wychodził z niewolnictwa swoich PANÓW.

    Zatem bardzo trudno wyjść z niewolnictwa za które pełną odpowiedzialność obarczam religie, które człowieka sprowadzili do roli niewolnika dla Pana i Panów, a tak naprawdę niewolnictwa niewiedzy.

    Dzisiaj najlepsze interesy robi się na niewiedzy ludzkiej i stąd bardzo trudno ograniczyć niewolnictwo.
    Kapitalizm nie jest zainteresowany tym z oczywistych powodów. Liberałowie takoż. Ludzi trzeba dalej kroić żeby żyć ponad miarę. W czterech literach mają to ci, co żerują na ludzkiej bezmyślności sprzedając im nadal niewiedzę dla osiągania (kosztem ludzi) krociowych majątków.
    Dobrym przykładem krojenia swoich „owieczek” jest Korporacja watykańska – sprzedaje niewiedzę za duże pieniądze. Osobiście dla mnie jest to wyjątkowa nikczemność i mocno zdziwiony jestem tym, że taki inteligent jak Szostkiewicz jest członkiem tej Korporacji od nikczemnego wyciągania kasy od zniewolonych, nie tylko mentalnie, a realnie.
    Świat ludzki stoi na głowie i stąd ta część do myślenia przygnieciona, nie zdolna do myślenia racjonalnego z korzyścią dla wszystkich, a nie tylko dla PANÓW. Nie widzę szans w najbliższej przyszłości człowieka żeby cokolwiek się zmieniło na lepsze – za dużo osób (człekokształtnych bez rozumu), którzy czuwają nad tym żeby nic się nie zmieniło.

  77. Wrócę jeszcze do tematu czy katolik powinien się wstydzić?
    Owszem, powinien.
    Będąc członkiem Korporacji katolickiej zwanej kościołem rzymsko-katolickim i widząc, co ta Korporacja czyni i nic nie mogąc zrobić to przynajmniej powinien się wstydzić, a najlepiej opuścić tą Korporację.
    W swoim felietonie Jan Hartman nie napisał, że wierzący powinien się wstydzić – konkretnie użył słowa „katolik”. W ripoście Adam Szostkiewicz użył znaczenia poniżej pasa – a jakby tak napisać czy niewierzący powinien się wstydzić?

    W Niemczech w pierwszej połowie dwudziestego wieku dużo Niemców zapisywało się do partii Hitlera i czy oni powinni się wstydzić? Tak i nie tylko oni się wstydzili za poczynania Hitlera, wstydzi się do dzisiaj niemal całe społeczeństwo niemieckie, a wszystkie rzeczy związane z nazizmem są zakazane. Jedynie widzę w Polsce, jak dobrze handel kwitnie pamiątkami po nazizmie. Ciekawy ten kraj Polska, a ludzie jeszcze ciekawsi – wstydzą się rzeczy, których nigdy wstydzić się nie powinni, a nie wstydzą istoty zła.

  78. Kategorie złodziejstwa .Kleptomani ,bezrobotni i nędzarze ,szukający wrażeń,itp.czyli bandyci ,gangsterzy i politycy przekupni.Kradłem Niemcom ,co się dało.A I POLAKOM ,KTóRZY NIE POZWoLILI ZABRAĆ Z KOTŁA KARTOFLI ,GOTOWNYCH DLA ŚWIŃ.A potem chciałem wstąpić do MO ,aby łapać złodziei ,ale nie wzięli ,bo ojciec A ndersowiec.PRZYKŁAD Z TRAMWAJEM ,DLA KONESERÓW PSYCHOLOGII.PANIE PROFESORZE.

  79. @ głos zwykły
    22 lipca o godz. 1:05

    „Wyzbyliśmy się garbu na wschodzie, a pozyskaliśmy strategicznie ważne tereny na zachodzie.”
    Acha! A jak panstwa rozbiorowe (Prusy, Rosja i Austria) „pozyskaly wazne teren” to to bylo niemoralne?

    „Aby coś takiego osiągnąć w sensie terytorialnym, potrzeba jest społeczeństwa o wyjątkowych właściwościach.”
    Te wyjatkowe wlasciwosci to chyba moralnosc Kalego?

    Uff! Jak dobrze, ze glos zwykly to nie cale spoleczenstwo. Juz wole jednak takich, co to tylko na gape jezdza.

  80. @ polska socjalistyczna
    19 lipca o godz. 3:05

    „Warto skonstatować, że gdy w 1989 sprytni i wykształceni zniszczyli Polskę Ludową…”

    Polske ludowa, to zniszczyli ci co nia rzadzili i sie zwali socjalistami. Nawet wstyd przed klamstwem u co niektorych zniszczyli 🙁

  81. Rękopis znaleziony w internecie

    „Reakcjonista Korwin- Mikke stwierdzil w Sejmie,
    że w zeszłym roku w Polsce dziennie umierało 1200 osób
    a w tym roku 1100.
    Nikt mu nie zaprzeczył.”

    Oglądanie TV zastępuje dawne lektury szkolne. Dane statystyczne jednoznacznie potwierdzają podejrzenia fachowców od teorii spiskowych, że koronawirus uzdrawia banksterów , a nie zabija ludzi. To jest hucpa tysiąclecia z tym koronawirusem.

  82. polska socjalistyczna
    22 lipca o godz. 18:17
    Ten kształt terytorialny jest wynikiem decyzji Stalina, ale też powstanie PRL wynikło z faktu, że w 1945r. Stalin nie mógł zrezygnować z pozorów, że nie jest to jedynie republika związkowa ZSRR. Dziś natomiast Stalina nie ma, ZSRR nie ma, Rosja jest zaś nieco dalej od Polski, niż była w 1945 roku. Terytorium zaś jest nadal polskie, a samo państwo ma na jego całości charakter narodowy. Sukces jest więc nasz, a nie Stalina.

  83. @lukipuki

    Z jednym się nie zgodzę. Często u ateistów słyszę stwierdzenia typu „religie zostały stworzone po to by…”. Otóż wedle tego sloganu, to zebrało się kilku sprytnych ludzi i wymyślili sobie, że stworzą i rozpropagują religie, żeby omamiać ludzi. Otóż pojęcie religii w odróżnieniu od świeckości czy laicyzmu to bardzo młode pojęcie, oświeceniowe. Nikt nie wymyślał religii, religie to nic innego jak zbiór praktyk, wierzeń, legend, rytuałów, symboli i miejsc kultu. Niektóre z nich zostały faktycznie stworzone przez jakiegoś prekursora i spisane w obowiązującej księdze – czyli tzw religie objawione. Te ze względu na swój sztywny kanon idealnie nadają się władcom do sterowania swoimi poddanymi. W opozycji są tu religie naturalne, ewoluujące, przekazywane drogą ustną i bezużyteczne dla ludzi chcących zniewolić poddanych. Toteż władcy chętnie przechodzili na religie objawione, a następnie zmuszał poddanych do przyjęcia tej religii. To jedyny powód, dla których Polacy nie praktykują powszechnie słowiańskiej obrzędowości, a praktykują „katolickawą”. Bardzo dużym błędem jest mówienie „wszystkie religie” to czy tamto, jeśli zna się tylko katolicką i kilka innych abrahamowych i na ich podstawie wyrabia wyobrażenie o wszystkich religiach.

    Zniewolenia w ogóle i tak nie upatrywałbym w religiach, a w powstawaniu państw. Natomiast szczytem tego zniewolenia jest patriotyzm – czyli gotowość poświęcenia się za to, że władca mojego kraju będzie ode mnie pobierał podatki i wydawał je na swoje zachcianki – np na to, żeby przez moją ziemię z moim domem poprowadzić autostradę. Niby chroni mnie przed złodziejem, chorobą itd, ale np widzę, że obok jest inny władca, który jest bogatszy i zarządza lepiej. I on by chętnie rządził moim krajem i robił y to efektywniej. Wcale nie ma żadnego interesu zabijać mnie, to kiepski władca mojego kraju wysyła mnie na śmierć, bojąc się utraty swoich niewolników. Oczywiście, mógłby mi zapłacić za walkę zbrojną, nadać ziemię, przywileje, tytuły, ale po co, jak sprytny władca woli mówić o patriotyzm, który nic nie kosztuje, co najwyżej kilka zł za wybicie jakiegoś medalu i przywilej typu darmowa jazda tramwajem. Śmieszy mnie, jak celebryci uniżenie wykłócają się, że oni są patriotami. Mi totalnie zwisa, czy się łapię na takie określenie, czy nie, jak również to, czy ktoś jest tak określany. Są rzeczy w moim życiu, które są dla mnie bardzo ważne. Państwo bez wielkich kosztów mogłoby mi pomóc, ale ma mnie gdzieś. Czy ja zatem jestem jakimś frajerem, że mam tego państwa bronić? Tym bardziej kiedy widzę, że inne kraje te kwestie respektują lepiej, to z jakiej paki mam stawać w obronie gorszego państwa? To nie państwo mnie urodziło i wykarmiło, tylko moi rodzice. Zrobili y to bez względu na to, w jakim kraju bym się urodził. Z państwem to ja mogę wchodzić w pewne układy. Np państwo mówi – jak oddasz 18 litrów krwi to możesz bez kolejki wchodzić do lekarza i za darmo jeździć tramwajem (tak, nawet całą trasę bez biletu i uczciwie!). To ja sobie to kalkuluję i mówię – ok, wchodzę. Ale jak się państwo odwołuje do jakichś moralnych obowiązków, to mnie śmiech bierze.

  84. @głos zwykły

    „Sukces jest więc nasz, a nie Stalina.”

    Wasz sukces polega na realizacji polityki Stalina?

  85. mały fizyk
    23 lipca o godz. 16:23
    II Wojna światowa miał a charakter terytorialny, podobnie, wcześniej zabory. Obecny kształt terytorium spowodował, że jesteśmy krajem zachodu i jednocześnie tzw. południa. Terytorium jest decydującym czynnikiem dla życia narodu w sensie gospodarczym i politycznym. Korzystny jego kształt miał już wpływ na szybką integrację Polski w PRL. A obecnie przesądza o szybkim rozwoju. Jakościowa przemiana społeczna i gospodarczą oprócz kapitału i zasobu wymaga, oprócz pieniędzy, także kapitału osobowego. Ten kapitał do Polski może przyjść tylko z Zachodu, tak było kiedyś i tak jest teraz. Takie są zasady, kto ich nie zna, nie wie na czym opiera się, także jego dobrobyt we własnym kraju i dlaczego można cieszyć się własną kulturą i językiem. Nic nie mam do innych kultur i języków, ale nie widzę potrzeby, ani emigracji ani zmiany własnej kultury i języka na obecnym terytorium Polski.

  86. Aby uprzedzić ew. niezrozumienie mojego stanowiska. Fakty są takie, że UE jest organizacją państw narodowych, ale nie kierujących się ideą nacjonalizmu. Stąd też państwa związkowe wyrzekają się postawy, która prowadzi do wojny o charakterze terytorialnym, jednocześnie odrzucają możność agresji ekonomicznej prowadzącej do faktycznej kolonizacji krajów słabszych w UE przez silniejsze. W zamian w granicach państw narodowych, państwa UE i ich obywatele mają mieć pełne zabezpieczenie ich praw, gdy dochodzi do ruchu kapitału i osób.

  87. I jeszcze fakt, który jest oczywisty. W zasadzie Polakiem w innym kraju można być jedynie przez jedno pokolenie. W Polsce jednak jest inaczej. Czyż, nie?

  88. ozzy
    23 lipca o godz. 8:09

    To po co się od lat włóczysz po polskich blogach i plujesz jadem?
    Nie wpuszczają Cię na szwedzkie i żydowskie?
    Kup sobie coś na zmniejszenie wydzielania żółci albo zainwestuj w prywatną spluwaczkę.

  89. PA2155
    23 lipca o godz. 4:56

    „podobno na blogu odkryto spisek, w ktorym jeden z blogowiczow wystepowal pod 11 (slownie-jedenastoma) nickami…(…) nie wiem co o tym myslec.. moze Profesor skomentuje, przynajmniej strone etyczna tego skandalu… jezeli jest to skandal….”

    Wybacz, PA, że wyskoczę z konopi i powiem słowo. Sądzę, że jeśli redakcja rzeczywiście odkryła pod 11. nickami jeden numer IP, byłoby może co poanalizować, gdyby nie usunięto inkryminowanych wpisów. Szkoda, że robienie porządków nie jest jawne. Przecieki nie czynią porządku, lecz tworzą atmosferę spiskowych domysłów, insynuacji, prywatnych odwetów, słowem – kreują równoległą rzeczywistość nie z udowodnionych faktów, lecz z subiektywnych – zależnych od wcześniejszych osobniczych doświadczeń – domniemań, które w kołtuńskiej rzeczywistości łatwo przybierają postać pewników. Jako ilustrację takich pewników, mógłbym dać wczorajszą prywatną korespondencję Tanaki ze mną, który poinformował mnie takimi słowami (cytuję tylko początek mejla Tanaki):

    „Urządziłeś jej pogrzeb i sobie żałobę; osoba ta żyje i ma się nadzwyczajnie dobrze. Cały czas udzielała się na blogach „Polityki”. Przestała się pokazywać jako @jakub01, a stworzyła armię fałszywych nicków, czyli botów i nimi się posługiwała.  Botów tych stworzyła kilkanaście”

    Nie wiem, na jakiej podstawie Tanaka odkrył, że armię stworzyła TA osoba, że ŻYJE i ma się NADZWYCZAJNIE DOBRZE. Dla mnie, będącego z tą osobą w kontakcie mejlowym i krótko – skajpowym, ta osoba nie żyje od dwóch miesięcy. Miała już zawał. Ta mądra kobieta, wrażliwa na przyrodę, bardzo refleksyjna, z chorym sercem, będąca pod stałą opieką lekarza, nie okaz zdrowia, tak znająca się na komputerach jak ja, której tej wiosny z trudem się udało pierwszy raz w życiu samodzielnie zainstalować skajpa, miałaby nagle zechcieć znać się na komputerowych operacjach, żyć w spiskowym wzmożeniu. W odróżnieniu od Tanaki mówię jasno: z ogromnym prawdopodobieństwem tylko PRZYPUSZCZAM, że nie żyje. Dlatego wczoraj tak się ucieszyłem, że może żyje, i biłem brawo jakoby żyjącemu jakubkowi.

    Redakcja tylko coś zbadała i usunęła wpisy jakubka i jej domniemanych alter ego, natomiast Tanaka na własną rękę się rozpędził z insynuacjami. Ale Bóg kaszubski z nim. Dla mnie najważniejszym pewnikiem jest, że użyte dla usunięcia przyczyny niejawne narzędzie, wywołało, wg. mnie, gorszy od przyczyny skutek: kolejne opluwanie przez część blogowiczów domniemanego sprawcy spisku, umocnienie się kołtuństwa w poczuciu własnej nieskalaności oraz ludzką krzywdę. Domniemany spisek ma znaną na blogach nazwę: „jakub01”. To tylko nick, nikt na blogach nie zna kryjącego się pod nim człowieka. Ale ten człowiek jest, był, żył. Był temperamentnym, używającym precyzyjnych i dobitnych słów erudytą, myślicielem i nie byle jakim znawcą ludzkiej psychiki, więc i obiektem zgryźliwości słabszych od niego zawodników. Przypuszczam, że redakcja polityki.pl nie przeprowadzała analiz wpisów dla ustalenia „Kto zaczyna, tego wina” – bo nawet gospodarze blogów, teoretycznie najlepiej zorientowani, tego raczej nie robią. Ba – nie robią tego sami blogowicze, z reguły rzucający się na to, co na wierzchu, a nie w toni. Nikt nie analizuje tłumaczeń, wyjaśnień – opluty przez bezrefleksyjne z natury stado będzie na wieki opluty. Tak więc krzywda już nieistniejącego realnie (dla mnie) jakubka jest tylko w umysłach nielicznych blogowiczów, którzy widzieli i cenili jej nietuzinkowość.

    Łatwo się daje zauważyć człowiek wypowiadający się dobitnie, dlatego szybko się staje obiektem złośliwości, kpin, szydzeń osobników słabszych, wysuwających oskarżycielsko palec. Elementarz psychologii: kiedy oskarżycielski palec coś wskazuje, to dla kibiców słuszność jest w palcu. Wie to Kościół katolicki, wie Jarek Kaczyński, wie PiS i wiedzą pisowate małpeczki, którymi – jeśli nie JESTEŚMY, to przynajmniej BYWAMY niemal wszyscy. M.in. Z tego właśnie powodu PiS zdobył taką popularność.

    Oskarżanie lub pomawianie o brak kultury to jedno z najpopularniejszych oskarżeń w Polaków rozmowach. Popularne – bo najłatwiejsze, najprostsze, nie wymaga żadnej wiedzy, umiejętności myślenia, refleksyjności. Wystarczy, że ktoś nazwie drugiego, po dłuższych obserwacjach i przemyśleniach adekwatnie, a nie jako splunięcie, „kołtunem”, by się rzuciła na niego sfora niewinnych aniołków: „Co za brak kultury!”. Aniołki widzą tylko to, co widać: skutki. Do widzenia przyczyn potrzebne są specjalne okulary zwane „rozum”, „umiejętność myślenia”. Z moich mnogich obserwacji wynika, że ludzie mający coś do powiedzenia, mówią w skupieniu, niespecjalnie rozglądając się na boki. Ale nie brak ludzi mających niewiele do powiedzenia lub nic, którzy też, niestety, mówią. Ci w tropieniu braku kultury – która, nawiasem, miewa niekonieczny związek z byciem człowiekiem nietuzinkowym, wartościowym społecznie – zwłaszcza u nielubianych zawodników, u lubianych trochę ślepną – są niezmordowani w budowaniu własnego nieskalanego żadnym grzechem wizerunku. I w rozglądaniu się na boki, czy publika słyszy). Mówię nie o ludziach głęboko i w ciszy kulturalnych, lecz o ludziach głośno i często wytykających brak kultury u innych.

  90. @głos zwykły
    24 lipca o godz. 7:17

    Bardzo ciekawy problem: Kto jest Polakiem. A szczegolnie kto jest „prawdziwym Polakiem”. No, bo jak moze byc prawdziwe panstwo narodowe bez prawdziwych Polakow? Czyz, nie 😉

  91. kormoran
    24 lipca o godz. 0:39

    Bardzo mi jest bliskie, kormoranie, to, co mówisz. Rozwinąłbym tę bliskość, ale przepraszam najmocniej – muszę lecieć . Szapka bach!

  92. @lukipuki
    23 lipca o godz. 10:35
    kormoran
    22 lipca o godz. 23:33

    Niewolnictwo ma pochodną w religiach. To religie człowieka doprowadzili do roli niewolnika odbierając człowiekowi godność i człowieczeństwo w imię niewiedzy i dla niewiedzy.
    ……………………………..
    Zgadza się. Nie wiem czy wiesz, ale Staszic pisał o tym już 200 lat temu:

    ” WYOBRAŻENIE DZIERŻY (WŁADZY) ODEBRAŁO RODZAJOWI LUDZKIEMU ZIEMIĘ, WYOBRAŻENIE BOGÓW ODEBRAŁO MU ROZUM. Skoro tylko uderzyły w głowę pierwszych rodziców te dwa wrażenia: rzeczy zewnętrzne są bogami, wszędzie pełno jest duchów niewidocznych – zaraz pomieszały się zmysły ludzi i zawrócił się powszechny rozum. NATURA UCZYNIŁA CZŁOWIEKA NIEŚWIADOMYM, WRAŻENIE BOGÓW CZYNI GO GŁUPIM.”
    s.273 „RÓD LUDZKI” Stanisław STASZIC
    Wyobrażasz sobie?, wiara czyni człowieka głupim.

    „Bez religii nigdy by rodzaj ludzki nie był w niewoli.” s.343 „Ród ludzki” S. Staszic

    Katolicki, co by nie było ksiądz, a takie stwierdzenia. To był UMYSŁ! Teraz takich na stanowiskach brakuje. Boją się kiecoli, jak przysłowiowy czart święconej wody, (głupie powiedzonko).

  93. jcp
    24 lipca o godz. 5:35
    Nasz sukces polega na zmodyfikowaniu tej polityki w istotny sposób, a mianowicie taki, że szereg towarzyszy, którzy reprezentowali interesy naszego sąsiada w Polsce, stracili władzę. Dzięki temu mamy terytorium za które warto podziękować Stalinowi i Armii Czerwone np. zachowując ich pomniki wojskowe i cmentarze, ale nie mamy nad nim władzy zwierzchniej ZSRR, a teraz Rosji. Cieszyć się z tego powinny i Niemcy, bo Rosjanie historycznie mieli zawsze potencjał, aby iść dalej w głąb Niemiec. A my nie.

  94. ozzy
    23 lipca o godz. 8:09
    „Narod polski to mieszanina glupoty chlopa i glupiej zarozumialosci szlachty i tylko tyle”
    ( komentator w GW)

    wybierasz „rodzynki”… wzorem swoich przyjaciolek blogowych… mozna to powiedziec mniej wiecej o kazdym „narodzie”, prawdziwym i stworzonym od nowa…

  95. Ozzy
    Głupota chłopa i zarozumiałość szlachty, to są dawne, a nie współczesne wady. Dzisiaj chłopi mają gospodarstwa ponad 100 ha. Na wsi jest wiele osób posiadających umiejętności techniczne na wysokim poziomie. Sama wieś pod każdym względem się znacznie rozwinęła. Stać ich na tworzenie stowarzyszeń turystyczno kulturalnych np. gdzie m. in. Zrobiono dużą drewnianą dłubankę, ucząc przy okazji szkutnictwa. etc, etc. To o czym pisze komentator GW może miało, jakieś przełożenie na rzeczywistość 45 lat temu. Z tym, że nie było już szlachty, która zresztą była inną formacją polskości. Szlachta była bardziej między różnymi narodami.

  96. @głosie zwykły
    Bycie Polakiem a posiadanie obywatelstwa polskiego to dwie różne rzeczy. Jakoś mieszkających od pokoleń w Polsce Romów uporczywie nie nazywa się Polakami. Narodowość a obywatelstwo to dwie różne rzeczy.

  97. Gostek Przelotem (22 lipca o godz. 15:37)
    littlebigfoot (22 lipca o godz. 16:28)

    Zgodnie z raportem ZTM w Warszawie w 2019 r. sprzedano 85 mln biletów za 875 mln zł. Ta kwota pokryła nieco ponad 1/3 wydatków na usługi komunikacji miejskiej. Resztę, czyli około 1700 mln zł, sfinansowali podatnicy. Gdyby więc podatnicy przekazali jeszcze 875 mln zł, to komunikacja mogłaby być bezpłatna. Statystycy twierdzą, że w Warszawie przebywa około 2,3 mln osób. Gdyby więc tymi 875 mln zł obciążyć 1,5 mln z nich, to na każdą osobę przypadłoby około 50 zł miesięcznie. A gdyby wprowadzić stawkę procentową, np. 2%, to mogłoby się okazać, że sporą część tej kwoty pokryją ci, którzy są na tyle zamożni, że tego nawet nie odczują. Komunikacja miejska w lwiej części finansowana jest przez podatników, a więc także tych, którzy na co dzień z niej nie korzystają, bo stać ich na podróżowanie własnymi samochodami. Dlaczego więc wprowadzono bilety, choć wpływy z ich sprzedaży pokrywają małą część kosztów funkcjonowania komunikacji publicznej? Czyżby chodziło o to, żeby bogaci zaoszczędzili miesięcznie te marne dla nich 200 zł?

    Komunikacja publiczna, żeby w ogóle istnieć, musi mieć tabor, nieruchomości i pracowników, a kosztów z tym związanych nigdy nie pokryją wpływy z biletów. Po co więc zawracać sobie nimi głowę? Przypuszczam, że gdyby nie bilety, to więcej osób korzystałoby z komunikacji publicznej, a wtedy na ulicach byłoby mniej samochodów. Byłoby mniej korków i powietrze byłoby czystsze. No i nie byłoby gapowiczów. Nie mogę oprzeć nie wrażeniu, że chodzi właśnie o ten brak gapowiczów. Nie ma pokusy jazdy na gapę, władza pozbawiona zostaje jednego z haków na obywateli, a władza bez haków czuje się nieswojo. Nawet w Raju był hak, choć sensu w tym nie było żadnego.

  98. PA2155
    23 lipca o godz. 4:56

    Bardzo mi materia przywołana przez Profesora w obecnym wstępniaku – i jej wstępna prezentacja: „Sprawa z pozoru drobna, lecz tak naprawdę dla życia moralnego kluczowa” – pasuje do epidemicznego w Polsce, bezkarnego fantazjowania na temat bliźnich, zwłaszcza w anonimowym internecie.

    Przypomniałem sobie, jak znana i bardzo solidna dziennikarka, wypowiedziała się, spory kawałek po sądowym finale, nieanonimowo i współczująco o losie twórców seksafery w Samoobronie. Jej obiektywne i krytyczne pismo od początku sympatyzowało z twórcami feudalnego porządku, nazwanego wówczas „Praca za seks”. Dla mnie, stałego czytelnika tego pisma, był to ciężki dysonans. Autorka zakończyła artykuł słowami o głównej bohaterce i ofierze współczesnego feudalizmu stworzonego przez nowobogackich, że ma się ona dobrze. To nie było przypuszczenie, lecz kategoryczny sąd.

    Cóż, o tym, jak się ma ta kobieta, wiedziałem lepiej niż wszyscy komentatorzy w Polsce razem wzięci. Miała się po aferze bardzo źle: przez złą sławę nie mogła latami dostać pracy, choć anonimowo i bezkarnie imputujący widzieli u niej spore pieniądze od głodnych sensacji mediów. Media rzeczywiście proponowały, ale takie odsyłała na mirabelki. Komentarz dziennikarki solidnego pisma był, rzadką u tej pani, niefrasobliwą insynuacją.

    Właśnie swobodne i bezkarne insynuacje, imputowania, pomówienia, wypowiadanie niesprawdzonych opinii, sądów, przypisywanie drugiemu człowiekowi niestworzonych rzeczy, przekonań, intencji, motywacji, których tak nieodpowiedzialnie fantazjujący nie tylko nie zna, ale i znać nie może, bo nie ma wglądu w cudze myśli, to chyba znak polskiego czasu. Bo aż się od tego roi w życiu prywatnym i publicznym: w sąsiedzkich plotach, w anonimowym internecie, w Kościele, w polityce. Z niedoścignioną w mnogości codziennych łamań przykazania „Nie będziesz mówił fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu” partią PiS na czele.

  99. Wielu kupuje bildet „Kurzstrecke „ i nigdy nie dociera do celu. Czesto zjawisko w blogosferze.

  100. Zwykle kultura i jezyk sa w ciaglym ruchu. Rozwijaja sie, zmieniaja….

  101. Podzial Polski po wojnie sukcesem?

  102. magrud1
    22 lipca o godz. 18:28
    Jestem w drodze, więc na blog zglądam od czasu do czasu. Jak zwykle, zgadzam się z wszystkim co piszesz. Ale nie po to teraz piszę, żeby Ci oznajmic taką rewelację.
    Pod poprzednim wpisem, dyskutowalaś z @@rfm, matrioszką na temat pecepcji literatury. Jakiś medrzec (niechce mi sie sprawdzic który) zarzucał Ci, że jak nie zrozumałas Prousta w wieku 17 lat, to znaczy, ze jestes beznadziejna, bo ten medrzec zrozumiał w wieku 6 lat.
    Mój rozwój intelektualny w oparciu olliteraturę, zaczał się od „Szarej szyjki”. Tę „powieść dostałem w nagrode popierwszej klasie. Był to horror, który bardzo przeżyłem. Mała gąska zlamala sobie skrzydło i nie mogla z rodzicami odlecieć na południe. Nadeszły mrozy, lis chciał gąske zjeść, ale uratowały ja dzieci. Gąsce skrzydło się zrozło i wiosną rodzice wrócili a gaska do nich dołączyła. Potem stopniowo, nie tak jak medrzec od razu) zbliżalem się do Prousta. Wiec był Sienkiewicz, Przygody Tomka Sawyera, ….i tak dalej. I kiedy mając 28 lat połamałem sobie paskudnie noge na nartach, mój rozwój przyspieszył; leżąc miesiacami w lózku przeczytałem caego Manna, Prousta i tego niezroumiałego Joyce’a. Udało mi się go zrozumieć i uważam „Ulissesa”za najwybitniejszą powieść XX wieku. Niestety Proust i Joyce są niedostepni dla przecietnego czytelnika, nie dlatego, że są to trudne książki, ale dlatego, że aby je zrozumieć i zachwycićsię nimi, trzeba mnóstwo czasu, czyli polamać sobie nogi.
    Wybitny fizyk prof. Krzysztof Meissner wyrażał zachwyt pięknem matematycznych wzorów Teorii Wzgledności Einsteina. Zaznaczył jednak, że nie potrafi przekazać komuś innemu swego zachwytu, gdyż aby dojrzeć piękno wzorów, musiał spedzic nad nimi dwa lata, więc ktoś, kto chce natychmiast dotrzec tam, nie ma szans, co nie znaczy , że jest głąbem.
    Ps
    Nie przejmuj się Saldo Mortale. Jest to zdziwaczały staruszej z Bazlei, który zakochuje się po szczeniacku w różnych żeńskich nickach i jak szczeniak, pociaga za warkoczeowe nicki. Przez kilka lat napastował w ten sposób @mag, która znikła, więc teraz swe gorace serce zwrócił w kierunku Magrud. Trzeba go tolerować.

  103. Warto przeczytać. Mądry, wyważony artykuł na temat roli komunistów , ważny obecnie kiedy pis straszy komuchami jak straszy sie dzieci babą Jagą
    https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/historia/1964384,1,do-czego-byli-potrzebni-komunisci.read

  104. Blog Pana Jana będzie pewnie miał godnego kontynuatora niejakiej jakubki, blogowej nienawistnicy specjalizującej się w systemowym czynieniu zła i poniżaniu ludzi w najohydniejszy sposób.

    Blogowiczka ta miała za cel nie normalne istnienie na blogu jak inni, dyskutowanie i podnoszenie poziomu bloga swoimi nadzwyczajnej wartości wpisami, lecz sycenie się obsmarowywaniem innych i zadawaniem im maksymalnie dojmującego bólu. Nie miała oporów, by używać najpodlejszych słów, włącznie z inwektywami seksualnymi i skatologicznymi, umazując innych z nadzwyczajnym upodobaniem. Nieobce jej było banalne pomówienie, co nie zmniejsza chamstwa owej jakubek, o bycie esbekiem.

    By zmaksymalizować skuteczność czynienia zła i mieć trwałą przewagę nad polemistami i każdym którego postawiała wydrwić, poniżyć, obrazić, stworzyła owa blogowiczka cały oddział fałszywych nicków za którymi się ukryła. Fałszywe nicki dyskutowały ze sobą, zgadzały się ze sobą, wzajemnie popierały i atakowały zbiorowo wszystkich, których ukryta w cieniu jakubek postanowiła niszczyć.
    Banda tych fałszywych nicków sterowana przez jakubkę, zakrywała niepodobające się jej wpisy innych blogowiczów. Wypaczała dyskusję, zawłaszczyła blog czyniąc z niego prywatną jaskinię zła.

    Następcą jakubki na blogu wyraźnie chce zostać @Pombocek. Szczery wielbiciel jakubki. Która to jakubka, za pomocą fałszywych nicków upewniała @Pombocka, że nie żyje. Żyjąca i to nadzwyczaj intensywnie, w całej bandzie lipnych blogowiczów, jakubka drwiła sobie z @Pombocka, manipulując nim z nadzwyczajną przyjemnością. Skrajna nikczemność.

    @Pombocek wie o tym bardzo dobrze. I za nikczemność wykonaną na sobie bije jej brawo z zachwytu. Za skuteczność nienawiści realizowanej za pomocą hordy fałszywych nicków – takoż.
    @Pombocek postanowił zostać cynikiem i poddać się deprawacji moralnej. Równolegle postanowił być ślepy i głuchy na fakty. Co całkiem zrozumiałe u postaci tak zakłamanej. Gdyby bowiem uznał fakty, musiałby się skonfrontować nie tylko z całkiem innym niż mu się zdawało obrazem jakubki, koszmarnie mrocznym, ale i stanąć w prawdzie wobec faktu bycia tak potwornie oszukanym i manipulowanym, w najpodlejszy możliwy sposób.

    Wcześniej już Pombocek zhańbił się publikując na blogu prywatną wiadomość. Uznał się za władnego do łamania tajemnicy korespondencji. Teraz ważył się na podłość po raz kolejny, ujawniając część mojej prywatnej wiadomości do niego. Czyniąc łajdactwo, @Pombocek popełnił łajdactwo od razu hurtowe, okłamując swojego rozmówcę, oszukując pozostałych blogowiczów czytających jego wpis i łajdactwo to uczynił na blogu etyka Jana Hartmana.

    Krętacz @Pombocek, ujawnił taki fragment mojej do niego korespondencji, by zmanipulowany czytelnik wziął jego stronę – biednego, „prostomyślnego” – jak sam o sobie powiada, wrażliwca który strasznie był krzywdzony brakiem należnego szacunku dla jego nieskończonego bólu po śmierci jakubki; dla pogrzebu jaki jej psychologicznie urządził i nieskończonej żałoby.
    Klękajcie i podziwiajcie wrażliwca @Pombocka, kto nie uklęknie przed jego bólem, ten podłym draniem jest!

    @Pombocek podle ujawnił część mojego prywatnego maila do niego, który przeklejam tu z jego wpisu:
    „Urządziłeś jej pogrzeb i sobie żałobę; osoba ta żyje i ma się nadzwyczajnie dobrze. Cały czas udzielała się na blogach „Polityki”. Przestała się pokazywać jako @jakub01, a stworzyła armię fałszywych nicków, czyli botów i nimi się posługiwała.  Botów tych stworzyła kilkanaście”
    I zaraz Pomocek kłamie, słowami: Nie wiem, na jakiej podstawie Tanaka odkrył, że armię stworzyła TA osoba, że ŻYJE i ma się NADZWYCZAJNIE DOBRZE.
    Pomocek wie to doskonale. Tego cytatu z mojego maila już nie ujawnił, bo dezawuuje jego kłamstwo. A brzmi on tak:
    Napisałem [ja], że to rzeczy sprawdzone i pewne. I tak jest.
    Ty zaś piszesz tak:  Twoje słowa, a wśród nich niczym nie podparte: „są to informacje SPRAWDZONE i PEWNE: jakubka stworzyła taką armię fałszywych blogowiczów i niszczyła przy ich pomocy innych blogowiczów i blogi”, to dla mnie klasyczna teoria spiskowa. Zbyt prostomyślny jestem,
    […]
    I dalej piszę @Pombockowi tak:
    To są słowa podparte moimi słowami, co całkowicie wystarcza. Podparte są pewnością, inaczej bym do Ciebie tak nie pisał. A pisałem poważnie, nie zaś by uprawiać kpiny. […] Sprawdzenia jakubki dokonała redakcja „Polityki” na samym szczycie, bo jej działalność takie niszczycielskie skutki wywarła. W takim zakresie, z taką intensywnością i konsekwencją działalności niszczyciela jeszcze nie mieli do czynienia.  I w rezultacie tego sprawdzenia przez redakcję zapadły wiążące decyzje, ktore zostały wykonane.

    @Pombocek, zawzięcie nie chcąc uznać faktów, uznał je za „klasyczną teorię spiskową”. Zatem redakcja „Polityki” spiskowała sprawdzając jakubkę, spiskowała ustalając, że to ona ze swojego komputera wysyła wpisy tych fałszywych blogowiczów i to był spisek redakcji „Polityki” iż uznała, że jakubka łamie wszelkie zasady etyczne, łamie netykietę i w rezultacie tego podłego zachowania, dokonała usunięcia jakubki.

    @Pombocek doskonale wie także dlaczego jakubka ma się „nadzwyczajnie dobrze”, ale kłamie, że nie wie. Czytanie z wielką dokładnością kilku blogów równolegle, by dobrze być zorientowanym w przebiegu dyskusji i tym, kto i co powiedział, wybieranie sobie ofiar do podłych ataków, wreszcie obsługa całej bandy fałszywych nicków, by urządzać kampanie wojenne przeciw innym, niewątpiwie wymaga i zdrowia i nadzwyczajnej kondycji, nadzwyczajnej uważności i precyzji oraz fantastycznej pasji w niespożytym działaniu. To właśnie oznacza „mieć się nadzwyczajnie dobrze”.

    W dalszej części swojego obszernego wpisu @Pombocek czyni nadzwyczajne starania, by krętaczyć w każdej kwestii, przeinaczać, chować, rozcieńczać, mylić, aby tylko krętactwa i kłamstwa zapadły w umysłach czytelników i wzięli stronę naśladowcy w złym swojej ulubionej nienawistnicy jakubki.
    Jeśli dalej będzie tak czynił, zakazi jak jakubka blog i kłamstwami oraz fałszywymi świadectwami będzie kaził blogowiczów.
    Jakubka, obserwująca poczynania @Pombocka będzie triumfować nad blogiem Jana Hartmana i nad blogowiczami. To jest cel tej nienawistnicy, usuniętej z blogów, ale mającej swojego następcę @Pombocka.

  105. @glos zwykly
    Dzieki za pare slow do mnie.
    @ et co.
    pozostalym z y c z l i w y m polecam towarzystwo ich przyjaciol

css.php