Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne

20.10.2020
wtorek

Muzyk-robot? Jaka przyszłość czeka muzyków?

20 października 2020, wtorek,

Pandemiczne ograniczenia odsunęły w czasie ekscytujące wydarzenie muzyczne. Pod patronatem Deutsche Telekom zgodny team muzykologów, muzyków i sztucznej inteligencji napisał (na podstawie szkicowych notatek) X symfonię Beethovena, którą w tych dniach miała wykonać orkiestra z Bonn.

Co się odwlecze, to nie uciecze. Czekamy i spodziewamy się wiele. Kompozytor Paweł Mykietyn, z którym rozmawiałem ostatnio o komputerowej przyszłości muzyki, nie gorszy się tym ani trochę. Sam komponuje kwartety z niejaką pomocą programów komputerowych i tylko czeka na sztucznego dyrygenta. Czy dyrygent-robot będzie umiał tak wymownie patrzeć na swoich muzyków, jak ci z krwi i kości?

A jednak co nieco boimy się zalewu sztucznie tworzonej przez algorytmy komputerowe muzyki. Owszem, będzie piękna i nikt nie będzie jej odróżniał od „ludzkiej”. Ale i tak będziemy szukać tej napisanej przez człowieka. Bo w muzyce chodzi nie tylko o formy, które mogą się zmieniać i „upłynniać”, ani nawet nie o błysk geniuszu, który zjawia się rzadko (a maszynom może przychodzić łatwiej…), lecz o ludzkie obcowanie bez słów. Patrzę w przyszłość z optymizmem. Nie boję się automatów produkujących co minutę kolejne symfonie „Beethovena”. Niech sobie produkują. Jestem nawet pewien, że tak będzie, ale godzę się na to. Nie boję się też robotów grających na scenie. Wręcz przeciwnie – fascynuje mnie ta wizja. Jednak to nie przelewki. Najwyższy czas, aby na poważnie zastanowić się, w jaki sposób nowe technologie zmienią muzykę i przedefiniują zawody muzyczne.

Gdy przed 13 laty Toyota zaprezentowała publiczności sympatycznego humanoidalnego robota grającego na skrzypcach, wszyscy byli zachwyceni i szczęśliwi z dwóch powodów. Po pierwsze, zabawka była rozkoszna, a po drugie, rzępoliła tak przeraźliwie, że wszyscy mogli ze spokojem pokiwać głowami, mówiąc sobie, że żywego człowieka z jego kunsztem i wrażliwością nigdy żadna maszyna nie zdoła zastąpić. Czyżby?

W wielu dziedzinach sztuczna inteligencja, to jest głęboko uczące się algorytmy, zdała już „test Turinga”, czyli stała się w swych wytworach nieodróżnialna dla ludzkiego interlokutora od żywego człowieka. Ba, wiele algorytmów daje się odróżnić po tym, że działają bardziej kompetentnie niż człowiek. Robot-skrzypek sprzed trzynastu lat jest zabawką, lecz jego odpowiednik za kolejne trzynaście lat może być „wielkim artystą”, który grając zza zasłony będzie wprawiał publiczność w nieopisany zachwyt. Podobnie z lekarzami. Dziś profesorowie medycyny mogą się pocieszać, że programy diagnostyczne, pisane w oparciu o doświadczenia tysięcy lekarzy i najlepszą wiedzę naukową, są tylko pomocnym narzędziem, lecz nie zastąpią lekarza i jego szerokiego spojrzenia. Hmm, może dziś, w roku 2020 tak jeszcze jest (choć w rywalizacji z maszynami ludzcy lekarze-diagności już przegrywają), lecz czy za 20 lat lekarz będzie śmiał postąpić inaczej, niż wskazuje mu algorytm? Jeśli to zrobi i poniesie porażkę, pacjent będzie miał dobre powody, by go pozwać. Nie sądźcie, że opowiadam Wam bajkę o żelaznym wilku. To jest problem żywo dziś dyskutowany w bioetyce.

Ale wracając do sztucznego skrzypka. To już nie jest zabawa. Trwają prace naukowo-techniczne nad jego stworzeniem. Rzućcie okiem na przykładowy artykuł z tej dziedziny, akurat dostępny w całości w pdf.

Mróz po plecach? No więc tak… Zróbcie sobie research w sieci albo uwierzcie na słowo. Akustyka matematyczna spotkała się dziś z możliwościami technologicznymi. Warunki brzegowe analizy muzyki (analiza muzyczna – o co w niej chodzi) w jej zastosowaniach do elektronicznego wytwarzania dźwięków wyznaczone są przez warunki techniczne syntezatora oraz graniczne możliwości rozróżniania i określania wysokości dźwięków przez ucho ludzkie (tzw. słuch absolutny). Otóż dzisiaj możliwości analizy i syntezy dźwięków wykraczają poza granice ludzkiego słuchu (w aspektach częstotliwości, nasilenia dźwięku i barwy). Inaczej mówiąc, można sfingować dowolny dźwięk na podstawie analizy dźwięku z natury bądź zdefiniowanego matematycznie (nie mówiąc już o zapisie nutowym, z podaniem instrumentu). Jeśli maszyna ma być testowana przez osobę o słuchu absolutnym (mającą za zadanie odróżnić nagranie instrumentu od dźwięku generowanego), to jest to kosztowne i trudne, ale już działa. W niedalekiej przyszłości będzie czymś ogólnodostępnym, przynajmniej dla profesjonalistów. Nikt nie będzie umiał odróżnić nagrania od syntezy. I nie chodzi bynajmniej o perfekcję intonacji – drobne nierówności i wahania dźwięku w żywej grze też będą skutecznie fingowane.

No dobrze, możemy dziś syntezować muzykę oraz imitować elektronicznie nagrania już istniejące. I co z tego? Przecież nagrania już są, więc po co je imitować? Otóż to z tego, że umiejętność „totalnej” (to jest spełniającej warunki brzegowe dokładności) analizy i syntezy dźwięków jest warunkiem niezbędnym do osiągnięcia dalszych celów. Jakie to cele?

Pierwszy cel, to tworzenie nowych interpretacji dzieł muzycznych za pomocą programów komputerowych, bez użycia instrumentów, a jedynie programów do syntezy i modelowania dźwięków. Jest to możliwe oczywiście i współcześnie (podstawowe informacje), lecz chodzi o to, że w niedalekiej przyszłości praca muzyka (kompozytora) elektronicznego może się dzięki perfekcji narzędzi technicznych zrównać z pracą instrumentalisty. Inaczej mówiąc, skrzypek będzie sobie grał na skrzypcach niejako pomocniczo, pracując nad swoją interpretacją w programie, a kompozytor muzyki elektronicznej będzie mógł śmiało odwoływać się do dźwięków skrzypiec, jeśli będzie miał chęć. To jest być może kwestia kilkunastu lat. Do pokonania są bariery interfejsu (programy akustyczne, podobnie jak graficzne, są wciąż bardzo trudne do nauczenia) oraz bariery związane z korzystaniem z biblioteki dźwięków. Bo jak nie produkujemy filmów, w których wszystkie kadry są generowane z programów graficznych, a jedynie łączymy zdjęcia z elektronicznymi efektami specjalnymi, tak również poważne komponowanie i interpretowanie muzyki symfonicznej z istotnym ograniczeniem żywej gry na instrumentach wymagać będzie wykorzystania nagrań studyjnych, czyli – w praktyce – biblioteki dźwięków i nagrań. To poważna bariera prawna, lecz jak najbardziej do pokonania. W końcu biblioteki audio już istnieją.

Wyobraźmy sobie, że znaleźliśmy się już w świecie, w którym kompozytor i wykonawca uprawiają swoją sztukę za pomocą programów komputerowych, a instrumenty potrzebne są im do „szybkiego sprawdzenia”, technicznego „podgrywania” oraz studyjnych „dogrywek”. Wiadomo już (w tym nowym świecie), że publikowane nagrania są generalnie syntetyczne, a nawet jeśli ktoś coś tam nagrywa w studiu, to obróbka komputerowa nagranego dźwięku nie jest już żadnym czyszczeniem czy nawet „reżyserią”, lecz po prostu i naprawdę procesem twórczym artysty. Dla słuchacza staje się czymś obojętnym, w jakim zakresie substancja dźwiękowa pochodzi z urządzeń nagrywających, w jakim z biblioteki, a w jakim z pracy na syntezatorach lub w programie do syntezy dźwięku. Liczy się efekt artystyczny i tyle. Umiejętności techniczne instrumentalisty stają się sprawą drugorzędną, a różnica między komponowaniem i wykonywaniem zaczyna się zacierać. Ba, zwykły zapis nutowy staje się czymś na tyle ogólnikowym, że stanowi zaledwie punkt wyjścia do maszynowego generowania wielu wartościowych przetworzeń utworu, a nie tylko różnych „interpretacji”. Gdy po wrzuceniu nut do systemu możemy otrzymać na wejściu tuzin przykładowych wykonań à la (tu padają nazwiska znanych dyrygentów i solistów) oraz dowolne transkrypcje na różne składy, to zaczyna się również zacierać różnica pomiędzy interpretacją utworu a komponowaniem. Co więcej, skoro będzie można korzystać ze zdefiniowanych stylów wykonawczych (np. à la Heifetz albo à la Bell), to również autorstwo finalnego „wykonania utworu” bądź „nagrania utworu” zacznie się nieco rozmywać. Muzyka stanie się pracą zbiorową w większym zakresie niż dotychczas.

No dobrze, ale co to ma wspólnego z koncertowaniem i rytuałem muzycznym? Czyż przestaniemy chodzić do filharmonii tylko dlatego, że w każdej chwili będziemy mieli dostęp do niezliczonych interpretacji i wykonań? Przecież tak jest i dzisiaj. Co to za różnica? Otóż jest różnica. Powróćmy do naszego białego robota-skrzypka od Toyoty…

Wszystkie te możliwości technologiczne, które tu opisałem (a na poziomie laboratoryjnym są to już możliwości realne), stanowią warunek, który musi spełnić technika, aby stworzyć naprawdę pięknie grającego robota. Robota grającego lepiej niż żywi muzycy, nadającego swej muzyce bardziej indywidualne piętno, mylącego się w bardziej wdzięczny i „ludzki” sposób niż ludzie…

Jednakże aby powstał taki robot, musi się rozwinąć jeszcze zupełnie inna technologia niż imitacja, synteza i transformacja dźwięków muzycznych w granicach ludzkiej wrażliwości. Musimy nauczyć się „skanować” instrumentalistę i jego instrument. Żeby sztuczny Heifetz zjawił się na scenie, w garniturze i ze skrzypcami w ręku, musi stać się wiele rzeczy. Trzeba bardzo dokładnie rozpoznać, w jaki sposób wszystkie parametry, takie jak siła nacisku smyczka i tempo jego przesuwania po strunie, sposób skracania struny (dociskania), różne sposoby smyczkowania, warianty strojenia, a także parametry strun i samych skrzypiec przekładają się na słyszalny efekt. Do pełnej analizy jeszcze daleko i podrabianie wielkich muzyków na razie nie wchodzi w grę. Jednakże w nauce i technologii „na razie” to zwykle kwestia kilkunastu lat. Na razie nie można stworzyć dziecka w sztucznej macicy, ale wkrótce to się zmieni. Trochę się zdziwimy, lecz potem przywykniemy. Do sztucznego skrzypka też.

Droga do sztucznego skrzypka prowadzi przez szczegółową komputerową analizę nagrań skrzypcowych oraz zebranie wielkiej ilości danych z czujników (mikrofonów i innych detektorów) przytwierdzonych do instrumentów oraz do ciała skrzypka. Żeby skrzypek X mógł stać się „ojcem” (lub „matką”) swojego robota (a właściwie jednego z jego programów), będzie musiał sporo pograć z czujnikami, tak aby algorytm mógł się nauczyć wszystkich szczegółów jego stylu. Wtedy będzie mógł go już samodzielnie naśladować i modyfikować dzięki swej sztucznej inteligencji, nie mówiąc już o tym, że będzie mógł ściśle odgrywać na scenie utwory wcześniej wgrane przez wykonawcę („interpretatora”) lub kompozytora. To naprawdę znacznie więcej niż puszczenie na sali wcześniej przygotowanego nagrania. Robot będzie grał na żywo i jego wykonanie będzie niepowtarzalne i jedyne, brzmiące tak, a nie inaczej w tej konkretnej sali.

Analiza i synteza to nie wszystko. Nawet skanowanie ruchów skrzypka i pracy z instrumentem nie pomoże, jeśli maszyna nie będzie tak precyzyjna, aby te wszystkie subtelne ruchy powtórzyć. Technologia już jest, bo równie subtelne są roboty chirurgiczne (w przyszłości mało kto będzie chciał być operowany przez żywego chirurga ze skalpelem w ręku…), tyle że nie jest ona opakowana w lalkę naśladująca wyglądem ludzkie ciało. Sprawa nie będzie prosta, lecz wykonalna. Jeśli nie za dziesięć lat, to za 20. W gruncie rzeczy zadecyduje popyt.

Wielcy soliści, peregrynujący przez świat z koncertu na koncert, mają tę wadę, że czasem chorują i odwołują koncerty. Poza tym są drodzy. Bardzo możliwe więc, że poważne instytucje muzyczne wyposażą się w awatary/boty oprogramowane licencjonowanymi „stylami” wielkich wykonawców/interpretatorów oraz własnymi pomysłami. Jeśli taka grająca z orkiestrą lalka ma kosztować nawet pół miliona dolarów, to z pewnością się zwróci.

Brzmi jak idiotyczna bajeczka? Otóż nie. Sztuczni soliści będą grali doskonale i z największym artyzmem, a ich instrumenty będą świetnymi imitacjami (lub ulepszeniami) tych najwspanialszych (wszak lutnictwo też nie idzie do tyłu). Będą też bardzo dobrze wyglądać na scenie. O to możemy być spokojni. Wrażenia muzyczne będą najwyższej próby, a w dodatku najbardziej różnorodne. Będą nam grali nie tylko wybitni twórcy współcześni, lecz również „ożywieni” twórcy dawno już zmarli. Ich muzyka będzie mogła być imitowana oraz inteligentnie modyfikowana, a przede wszystkim wykonywana na żywo.

Jestem prawie pewien, że za dwie, trzy dekady zobaczymy na scenach sztucznych wirtuozów. I nie będziemy narzekać, że „to nie to samo”. Bo przecież już dziś jesteśmy przyzwyczajeni do botów na infoliniach, a jutro przyzwyczaimy się do awatarów w okienku pocztowym (są ich już w świecie tysiące). Lala-muzyk – skrzypek, wiolonczelista, pianista – będzie więc dla nas czymś całkiem naturalnym. Zresztą nie ma powodu, aby na wstępie koncertu Nicoli Benedetti albo Janine Jansen wykonywanego przez jej licencjonowanego awatara (mogącego nazajutrz przeistoczyć się w Joshuę Bella lub miejscowego koncertmistrza) nie nastąpiło piękne hologramowe łączenie w czasie rzeczywistym z sędziwą wykonawczynią, która przemówi do publiczności. Dla przyszłych słuchaczy to nie będzie „nie to samo”. Wykonawca będzie mógł powiedzieć coś o swojej interpretacji dzieła, a nawet słuchać go razem z osobami obecnymi na widowni. To wszystko może być bardzo naturalne i normalne. Bo w muzyce chodzi o człowieka, prawda? Jeśli człowiek jest obecny, to maszyna jest tylko jego maszyną. Spokojni o obecność artysty nie będziemy się bać robotów.

I tylko jedno mnie w tym wszystkim niepokoi. Czy warto będzie jeszcze tak ćwiczyć godzinami przez całe lata, a właściwie przez całe życie? Sądzę, że wielcy wykonawcy będą nadal to robić, poszukując najbardziej doskonałych i najbardziej odpowiadających ich wrażliwości idei wykonawczych. Jednakże ich praca będzie płynną kontynuacją dzieła kompozytora, współtworzeniem go podobnymi (elektronicznymi) narzędziami. A w dalszej przyszłości te same techniki będą służyły do wytwarzania efektu orkiestry, choć pewnie120 lalek na estradzie nie zobaczymy… Chociaż kto wie?

Jako słuchacz nie boję się tych zmian, a nawet cieszę się, że wreszcie zaczną zacierać się różnice pomiędzy zawodami muzycznymi: kompozytorem i wykonawcą. Owszem, kunszt muzyczny przesunie się nieco z samej gry na instrumencie oraz pracy z orkiestrą (choć przecież ani jedno, ani drugie nie zniknie) w kierunku wirtuozerii w obsłudze programów akustycznych. Ale czy to źle? Zmieni się też nieco rola żywego człowieka w tworzeniu muzyki, a nawet – co tu ukrywać – zmniejszy się na rzecz maszyny. Ale czy to źle? Przecież i tak muzyk – nawet schowany nieco za kulisami – pozostanie najważniejszy. Po prostu dlatego, że jest człowiekiem, a nie maszyną. No i zmniejszy się znaczenie aktualnego zestawu instrumentów symfonicznych, bo wirtualnie będzie można tworzyć całkiem nowe. Ale – znów – czy to źle? Co to szkodzi, jeśli skrzypek będzie grał sobie w domu, lecz finalny efekt jego pracy to będą cyfrowe „nagrania” (i programy dla robotów smyczkowych), stanowiące coś pomiędzy kompozycjami i interpretacjami – na klasyczne skrzypce oraz na instrumenty wirtualnie „preparowane” ze skrzypiec? Jak dla mnie to jest OK. A dla Was?

Zapraszam do dyskusji (w komentarzach lub mailem – z możliwością zamieszczenia wybranych wypowiedzi na łamach bloga). O jej zainicjowanie poprosiłem wybitnego krytyka Marcina Majchrowskiego. Zajął stanowisko konserwatywne i humanistyczne. Oto co napisał:

Jan Hartman opisuje w swoim tekście przyszłość bliską – za lat x (może 20, może 24), która jednak różni się od obecnej sytuacji muzyki wykonywanej przez roboty (to ciągle tylko eksperymenty) stopniem zaawansowania. Jeśli myślimy o sztuce odtwórczej, czyli idealnych wykonawcach-robotach, będących połączeniem wyrafinowanego software’u z jeszcze bardziej wyrafinowanym hardwarem, tylko w kategoriach naśladownictwa (bo do tego sprowadza się „nafaszerowanie maszyn ilością danych), to o przyszłość sztuki i artyzmu homo sapiens się zupełnie nie obawiam. Nawet zakładając istnienie komputerów o 1000 razy większej mocy obliczeniowej niż dzisiejsze i możliwości korzystania ze znacznie większych baz danych – a do tego ogranicza się dzisiejsza technologia informatyczna – będzie to tylko i wyłącznie naśladownictwo i kompilowanie istniejących wzorów i zgromadzonych danych. Nic więcej. A sztuka rozpoczyna się w momencie, kiedy włącza się to „coś” – nieprzewidywalne i dla „zwykłego zjadacza chleba” niewyobrażalne. Nazywamy to „przebłyskiem geniuszu”. Wówczas możemy mówić o dziele sztuki i twórczej imaginacji, a nie naśladownictwie. Dopiero, kiedy pojawią się maszyny – powiedzmy – zbudowane przez maszyny, i te maszyny wygenerują z siebie (czy „poczują” jest tu właściwym słowem) potrzebę napisania utworu, a potem jego wykonania dla własnej przyjemności (i niczego innego), to wówczas możemy zacząć mówić o „sztuce sztucznej inteligencji”. To będzie sztuka 3.0 czy może 4.0? Nie znam się na informatycznych klasyfikacjach. Ale wówczas będzie można… no właśnie: bać się? A czego? Sztuka ludzi będzie trwała dalej. Chyba że maszyny podejmą decyzję, że ludzie zagrażają ich bytowi… Wtedy zaczną się schody. Terminator z gitarą – ciekawe…

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 73

Dodaj komentarz »
  1. Jaka przyszłość czeka muzyków, czy muzykantów? Muzykanci trzymają się mocno .
    III RP sprawdziła kulturę do parteru, walki toczą się na poziomie ulubionego przez media sportu, zwanego MMA.

  2. Widać, że Autor nie należy do luddystów.
    Sztuczna inteligencja filozofom nie zagrozi, a już etycy to mają przy niej pełne ręce roboty. Przykład pierwszy z brzegu: kto będzie odpowiadał za wypadek w pełni autonomicznego pojazdu? Do tej pory takie dylematy zajmowały tylko pisarzy s-f.

  3. @Jorge75
    20 października o godz. 23:49
    „… kto będzie odpowiadał za wypadek w pełni autonomicznego pojazdu? Do tej pory takie dylematy zajmowały tylko pisarzy s-f.”
    ……………….
    Jak to kto, konstruktor. Wszelkie takie rzeczy tworzą przecież ludzie. Nie kto inny.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. A kiedy roboty zastąpią filozofów? Pisał o tym S. Lem…

  6. @

    Problem jest stary i dotyczy wszelkich przejawów działalności człowieka. Nie tylko muzyki, gdzie istotne rezultaty komputeryzacji tworzenia/odtwarzania dopiero zaczynają się pojawiać. W zakresie produkcji przemysłowej czy zabijania (działania wojenne), komputery już dawno wykazują większą (niż ludzka) wydajność i precyzję działania. A nawet autonomię.
    Problem, z którym człowiek będzie się musiał zmierzyć polega na uznaniu własnej mierności. Na razie bronimy się kreatywnością ale już wiemy, że to jest kwestia jedynie mocy obliczeniowej komputera. Gdy zacznie on sam tworzyć własne oprogramowanie, człowiek stanie się tylko dodatkiem. Coraz mniej potrzebnym. Ziemia będzie wielkim zoo, w którym będziemy głównym eksponatem. Oglądać nas będą jakieś „mechanoidy” albo pozaziemskie razy. Jeżeli do tego czasu sami się nie wybijemy.
    Z pewnego rodzaju samoobroną ludzkości mamy do czynienia aktualnie na całym świecie – poszczególnymi nacjami rządzą coraz głupsi przedstawiciele naszego gatunku z tendencją do upowszechniania średniowiecznych wierzeń religijnych. Byleby tylko zablokować wszelki postęp, który – wydaje się – prowadzi do zagłady ludzkości. Z akcentem na „wydaje się”.
    Osobiście wierzę, że wkrótce ktoś odkryje (jak zwykle przypadkowo) jakiś nowy sposób wykorzystania energii czy też jej nowy rodzaj lub źródło, które to odkrycie diametralnie zmieni nasz pogląd na materię i cały wszechświat. I to jest jedyny rodzaj wiary, który jestem w stanie zaakceptować.

  7. Trzecia rocznica trzeciego dnia umierania Piotra Szczęsnego, który podpalił się nie godząc się na niszczenie naszej Ojczyzny przez Gnoma z Żoliborza i jego łajdackiej szajki, w ten spposob próbował wstrząsnąć Polakami. Nie zapominajmy Piotra.

  8. A zamiast podnoszenia ciężarów będziemy oglądać zawody wózków widłowych 🙂

    Domeną wszelkiej sztuki jest to, że fascynuje fakt tworzenia jej przez człowieka. Dziś technika zapewnia idealny dźwięk odtwarzaczy audio, a jednak filharmonie zawsze pełne. Na jakuś czas covid to powywracał, ale to przejściowe. Popyt na „hand made” jest zawsze.

  9. Panie Profesorze – krótko:‎
    ‎1. Zanim zacznie Pan coś pisać, to radzę zajrzeć do Wikipedii. Np. to: Ludwig van Beethoven’s ‎Symphony No. 10 in E♭ major is a hypothetical work, assembled in 1988 by Barry ‎Cooper from Beethoven’s fragmentary sketches for the first movement. All the sketches ‎assembled were clearly intended for the same symphony, which would have followed the Ninth, ‎since they appear together in several small groups, and there is consensus that Beethoven did ‎intend to compose another symphony. Cooper’s score was first performed at a concert given ‎in 1988 by the Royal Philharmonic Society, London, to whom Beethoven himself had ‎offered the new symphony in 1827. The score is published by Universal Edition, Vienna, and ‎appeared in a new edition in 2013.‎
    https://en.wikipedia.org/wiki/Symphony_No._10_(Beethoven/Cooper)‎
    ‎2. Jak to zauważył m. in. S. Lem, ewolucja nie mogąc stworzyć np. koła, stworzyła ludzi, aby to ‎koło wytworzyć. Być może więc jesteśmy tylko po to, aby zbudować myślące maszyny, ale ‎nie obecną AI czyli sztuczną głupotę, a prawdziwą inteligencję, taką jaką S. Lem opisał w ‎opowiadaniu „Formuła Lymphatera” („Księga robotów”, 1961). Krótkie streszczenie z ‎http://cichyfragles.plFormuła Lymphatera: „tytułowy naukowiec, prowadzący badania nad ‎sztuczną inteligencją, wpada na obłędną, wydawałoby się, koncepcję umysłu czerpiącego ‎wszelkie wiadomości nie z własnej pamięci, lecz „bezpośrednio” ze świata – wszelkie cząstki ‎elementarne przenoszą przecież informację, więc trzeba ją „tylko” umieć zinterpretować, żeby ‎pozyskiwać wszelką mądrość i wiedzę o wydarzeniach gdziekolwiek na świecie z prędkością ‎światła. Dzięki opracowaniu tytułowej formuły udaje mu się szaloną ideę zrealizować, ale ‎skutek, zamiast cieszyć, budzi jego przerażenie…”.‎
    Lepiej ;po angielsku z Wikipedii:‎
    ‎“Ammon Lymphater became interested in the emerging science of cybernetics and information ‎theory, and started studying the works of an animal brain, the ant’s brain in particular. He took ‎note that the inherited knowledge is an evolutionary advantage somehow not exploited in full by ‎the evolution. Eventually he came to a conclusion that only by pure biological restrictions that ‎adaptive abilities of insects were stopped in their tracks by the evolution. He went on further ‎wondering whether the ants have an ability to a priori knowledge, i.e., knowledge neither ‎inherited nor learned. He decided to consult a famous myrmecologist, who told him about a rare ‎ant species Acanthis Rubra Willinsoniana with an exceptionally high adaptability… Eventually ‎Lymphater devised and constructed „It” capable of instant precognition of everything within „Its” ‎rapidly expanding range of perception. From „It” Lymphater learns that the humanity is not the ‎‎„crown of evolution”, but rather evolution’s tool to create „It”, because the evolution could not ‎create „It” directly (confirming Lymphater’s reasoning about ants). Realizing that the Superentity ‎‎„It” renders the human civilization redundant and obsolete, Lymphater destroys „It”. „It” ‎already knew Lymphater’s intentions, but was not worried, knowing that sooner or later someone ‎else will create „It” again and again. „It” was only the first variant of Lymphater’s formula and ‎the second variant is possible. Lymphater wonders whether the second one would be capable to ‎create the third stage of the evolution which would amount to an artificial God…”‎
    C.D.N.‎

  10. To co a posteriori nazwaliśmy muzyką klasyczną jest de facto zamkniętym kanonem kultury muzycznej. Czeka nas powrót do najbardziej fascynującej funkcji muzyki- funkcji rytualnej, niemal biologicznej. Spoconych facetów walących w bębny, żywiołowych tańców kobiet i mężczyzn kończących się dziką pankopulacją nie zastąpi elektryczny skrzypek… Dxiś wirtuozi grają już tylko dla wirtuozów…

  11. ‎3. Na “Star Trek TNG” jest taki android czyli robot o ludzkiej postaci, zwany Data, który m. in. ‎genialnie gra na skrzypcach. Problem jest tu tylko taki, że on potrafi grać np. jak Paganini czy ‎Wieniawski, ale nie ma on swojego własnego stylu. Oczywiście, myślący robot następnej ‎generacji może nie tylko odtwarzać dzieła geniuszów, ale także genialne dzieła komponować i ‎wykonywać w swoim własnym stylu. Ciekawe te, że Żydzi, podobno tacy genialni, mają tak ‎mało wybitych kompozytorów, a właściwie tylko jednego w miarę oryginalnego, czyli ‎Mendelssohna. Być może jeszcze Mahlera, ale oni się nie umywają do „naszego” Szopena, o ‎Bachu, Haendlu, Beethovenie, Verdim, Wagnerze czy Rymskim-Korsakowie już przez ‎przyzwoitość nie wspominając.‎

  12. .. .a kury przestaną znosić jajka

  13. ‎4. I na koniec – aby dokończyć X symfonię Beethovena, to trzeba by, jak to też zresztą napisał ‎dawno już temu S. Lem, zdaje się w „Fantastce i Filozofii” albo „Summie”, stworzyć doskonały ‎komputerowy czyli matematyczny model naszej kultury, w którym to Beethoven byłyby „tylko” ‎jednym z wielu przypadków. Ale na razie, to oczywiście nie ma nawet cienia nadziei, na w ‎miarę szybkie (powiedzmy w ciągu tego stulecia) stworzenie takowego „komputerowego”, czyli ‎matematycznego modelu tak skomplikowanego zjawiska, jakim jest przecież nasza ludzka ‎kultura. A więc proszę o więcej skromności, realizmu i trzeźwości w myśleniu.‎
    Pozdrawiam,‎
    Dr Frankensztajn(er)‎

  14. Jorge75 20 października o godz. 23:49‎
    Za taki wypadek, to odpowiadać będą wszyscy nim jadący.‎

  15. woytek 20 października o godz. 23:15‎
    Muzykanci, zwani dawnej klezmerami, to już dziś tylko odtwarzają mechaniczną a właściwie ‎elektroniczną muzykę, np. tzw. disco polo, techno etc.‎

  16. Czyli idziemy w kierunku prowadzącym ku temu o czy pisał już 66 lat temu Stanisław Lem w Dziennikach Gwiazdowych gdy na planecie Indiotow rządził DUPA.

  17. kaesjot 21 października o godz. 10:28
    Otóż to! 🙂

  18. japs 21 października o godz. 10:04
    A krowy przestaną dawać mleko!

  19. Jedno trzeba przyznać Kaczorowi, ze ma absolutny węch. Potrafi z dużej odległosci wyczuć ludzkie guano. Przecież w Polsce jest dużo porządnyych, prawych ludzi, kktórzy nigdy nie popełniliby tych wszystkich przestępstw, a ten z tej masy normalnych potrafil wywąchać, wyłuskać takiego Sasina, Morawieckiego,Dudę, Przyłebską,Banasi..itd.
    Doprawdy ma węch żuczka gnojaka..

  20. Komputery są fascynujące, jednak algorytmika, to nie rzeczywistość. Nie potrafią one symulować efektów kwantowych, prawdziwej losowości, ani prawdziwej ciągłości procesów. Z tej prostej przyczyny, że my – ich twórcy – nie mamy pojęcia, czym te rzeczy są! Komputery wykonują zawsze dobrze zdefiniowane operacje na oddzielnych liczbach. To nie jest rzeczywistość: matematyka nie jest rzeczywistością, a jedynie pewne obszary matematyki nadają się dla nas do opisu pewnych fragmentów rzeczywistości. Cieszymy się, że dokładność matematyki względem rzeczywistości, wyrażona an sposób matematyczny wynosi, powiedzmy, 14 miejsc po przecinku – ale fakt ten nie dotyka (wciąż?) istoty rzeczywistości.

    Tegoroczny noblista Roger Penrose mawia, że „świadomość nie jest matematyczną kalkulacją”. To samo dotyczy np. zrozumienia, które jest pojęciem blisko powiązanym ze świadomością.

    Uważam, że komputery nie będą nigdy potrafiły tworzyć nowych koncepcji na podstawie dostępnych danych. Owszem, będą mogły prowadzić eksperymenty, nawet modyfikować swój kod czy hardware – czemu nie. Jednak to zawsze będzie bardzo wąskie i pozbawione zrozumienia: algorytm od oceny efektów (np. rozpoznawania mowy) będzie sprawdzał efektywność modyfikacji produkowanych przez inny algorytm, generujący owe modyfikacje. Przyspieszenie będzie ilościowe (szybsze, efektywniejsze wykonanie czegoś wymyślonego przez człowieka), a nie jakościowe (wymyślenie czegoś kompletnie nowego).

  21. Optymatyk 20 października o godz. 23:58‎
    A jeśli konstruktor już nie żyje, to kto? Firma go zatrudniająca, jego spadkobiercy czy raczej ‎władze, które dopuściły takie niebezpieczne pojazdy do ruchu?‎

  22. bergbaumsztajn 21 października o godz. 9:55
    Ciekawa opinia! 🙂

  23. Maciej2 21 października o godz. 11:59‎
    Tak, OBECNIE znane nam komputery nie będą nigdy potrafiły tworzyć nowych koncepcji na ‎podstawie dostępnych danych. Ale co z prawdziwymi „sztucznymi mózgami”, jak np. ten ‎‎„wynaleziony” przez Lymphatera a opisany przez Lema?‎
    Przypominam też Trzy Prawa A.C. Clarke’a
    ‎1. Dostatecznie zaawansowana technologia nie różni się od magii.‎
    ‎(Źródło: Gregory Hartley, Maryann Karinch „Podręcznik manipulacji” Warszawa 2011, wyd. ‎Bellona)‎
    ‎2. Jedyny sposób, by odkryć granice możliwości, to przekroczyć je i sięgnąć po niemożliwe.‎
    ‎3. Jeśli starszawy, uznany naukowiec mówi, że coś jest możliwe, niemal z pewnością ma ‎rację, lecz jeśli mówi, że to jest niemożliwe, najprawdopodobniej się myli.
    A także tegoż: Po raz pierwszy tak wiele uwagi poświęca się przyszłości, co zakrawa trochę na ‎ironię, bo przyszłości możemy wcale nie mieć (https://pl.wikiquote.org/wiki/Arthur_C._Clarke)‎
    Także dla entuzjastów wynalazków:‎
    Rok 2010: Opracowano pierwsze generatory kwantowe (wyłapujące energię kosmiczną). ‎Dostępne w formie jednostek przenośnych oraz odpowiednie do zapotrzebowań gospodarstw ‎domowych, które produkują moc rzędu kilku kilowatów, stają się niewyczerpanym źródłem ‎energii. Duże elektrownie zostają wyłączone – wraz z demontażem sieci kończy się era słupów ‎wysokiego napięcia.‎
    ‎(Źródło: Keith Tutt „ W poszukiwaniu nieograniczonej energii” wyd. Amber, seria Tajemnice ‎Nauki)‎
    Oraz Lem o Clarke’u: „Artur Clarke, od dawna członek brytyjskiego towarzystwa ‎astronautycznego i doskonały popularyzator, napisał mnóstwo opowiadań i powieści SF, ‎wykazując znaczną biegłość w rzemiośle i niemałą oryginalność pomysłów (wspomnieliśmy np. ‎o jego nowelkach „metafizycznych” „Gwiazda” i „9 bilionów imion Boga”). Napisał też ‎książeczkę na poły fantastyczną i na poły futurologiczną, w której okazuje się rzetelnym i ‎pomysłowym informatorem i przewodnikiem po państwie możliwości naukowo-technicznych ‎‎(Lem „Fantastyka i futurologia”).‎

  24. Było takie opowiadanie, w którym dwóch widzów obserwowało pokaz maszyn seksualnych.
    Najpierw z ludzkimi partnerami, potem tylko maszyny.

    Którys podsumował.
    „Nawet do tego nie jesteśmy już potrzebni”……
    Taką sytuację maja obecnie w Japonii.

    W nowelce „Golem XIV” Lem ukazał jedną z wersji ewolucji sztucznej inteligencji.
    W momencie gdy sama zacznie się programować, stracimy nad nia kontrolę i możliwość porozumienia się z nią.
    Powieści w których zacznie SI realizować WŁASNE cele, jest sporo.

    Wiele SI przeszło już test Turinga, są nie do odróżnienia od człowieka, w trakcie rozmowy. Wiele tekstów piszą już maszyny.
    Muzyka to kolejna działka do zaprogramowania.

    Kto bedzie otrzymywał tantiemy?

  25. Maciej2
    21 października o godz. 11:59
    A ja bym nie był tak pewien. Oczywiscie masz racje, że inteligencjja to nie jest świadomość. Że nieświadomy komputer ogrywa w szachy świadomego ludzkiiego mistrza.
    Problem jednak polega na tym, co to jest ta świadommość, skąd się bierze, czy jest jakąs stałą czy efemerydą. Przecież my śwadomi, w wiekszości czasu jesteśmy nieświadomi, nie tylko we snie a nawet na jawie często odlatujemy w jakąś bezświadomość.
    Ale problem można ując jeszcze inaczej. Że nasza świadomość wiąże się ściśle z wolą, ciekawością, miłością, nienawiścią. Że to są przeróże moduły naszego ja.
    To my ludzie byliśmy zawsze ciekawi, co jest za horyzontem, szukaliśmy Ameryki.
    I kiedy już odkryliśmy prawie wzystko na Ziemi, jakaś wola, ciekawość pcha nas w Kosmos, na Księżyc czy na Marsa.
    Czy powstanie kiedys taka AI, która będzie miała takie cechy, czy bedzie chciala czegoś szukać ? My tkwimy glęboko w zwierzęcości i to ta zwierzęcość każe nam odkrywać, zdobywać, zaspakajać ciekawość. To samo widzimy u zwierząt; kotów , psów, Ludzie mają dodatkowo jakąs samoświadomość. Te kilka miliardów neuronow w mózgu daje nam wieksze możliwości. Ale połączenie tych możliwości ze zwierzęcymi instynktami tworzy mieszankę wybuchową..a jak to się skończy ..?
    Więc wracając do AI , robotów, Czy może powstać taka sztuczna inteligencja, która sama z siebie będzie posiadać ciekawośc, ale jednocześnie nie będzie agresywna ? Czy to możliwe. No może się obyć bez seksu, bez mocnych trunków czy narkotykow, ale czy może być ciekawa, głodna odkryć, ale bez posiadania chęci do rywalizacji. Czy taka istota bedzie chciała polecieć na Marsa ? Czy w ogołe będzie chciała czegokolwie ?
    Ale to są oczywiscie rozważania człowieka, czyli mnie, który nie potrafi wyskoczyć ze swojej skóry.
    Hoimar von Dietfuth pisał, że my jesteśmy tylko kolejnym ogniwem w lańcuchy ewolucyjnym i że nasi potomkowie będą jakąs krzemową czy cholera wie jaką odmianą istnienia. Wydaje mi się, że tylko ci „krzemowcy” bedą w stanie zagospodarować Marsa i może inne układy słoneczne, bo my z naszym kruchym DNA i strukturą białkowa, nie jesteśmy wydostać się na dłużej spod parasola atmosfery i magnetosfery ziemskiej.
    Te marzenia Muska o „zdobywaniu” Marsa, to są dla nas białkowcow tylko marzeniami.
    No bo w jaki sposób moglibyśmy się osiedlic na beztlenowym, pozbawionym magnetosfery Marsie, skoro mamy problemy by zagspodarować dużo bardziej przyjazną Antarktydę.
    Kończe ten przydługi wywód pytaniem
    Cy powstaną sztuczne,, inteligentne istoty, które będą ciekawe, nie będą agresywne i ruszą na „podbój” Kosmosu ?

  26. Panie Profesorze
    Żaden najbardziej skomplikowany algorytm muzyczny nie odda tego co oddaje Zenek Martyniukk w „Oczach Zielonych”. Po prostu spaliłyby sie w komputerze wszystkie obwody scalone.

  27. Dlaczego rozważamy przyszłe scenariusze ? lub skupiamy się na historycznym Science Fiction : )
    Opisane scenariusze dzieją się tu i teraz.
    GAN’y (generative adversarial networks) generują sztukę (również muzykę) od 2014 roku. Artyści używają ganów jak narzędzi, lub nawet dają algorytmom twórczą autonomiczność. I nie mówimy tu o naśladownictwie ,tylko o tworzeniu nowej jakości.
    od 2019 roku pracuję nad projektem ,który daje mojemu zmarłemu Ojcu artystyczną nieśmiertelność
    cały proces opisuje artykuł Moniki Redzisz (2019)
    https://www.sztucznainteligencja.org.pl/w-imie-ojca-czyli-rzezbiarz-niesmiertelny/
    aktualnie machine learning’owy model tworzy pierwsze rzeźby (2020)
    prezentacja efektów na Data Science Summit 2020 https://youtu.be/K8DL-z8Y7ks

    nawiązując do początku artykułu pierwszy organowy koncert duetu muzyka i AI odbył się 17 stycznia 2020 na Górze św Anny
    https://twitter.com/Gross_sculptor/status/1222128027150229506?s=20

  28. Dlaczego rozważamy przyszłe scenariusze ? lub skupiamy się na historycznym Science Fiction : )
    Opisane scenariusze dzieją się tu i teraz
    GAN’y (generative adversarial networks) generują sztukę (również muzykę) od 2014 roku. Artyści używają ganów jak narzędzi, lub nawet dają algorytmom twórczą autonomiczność. I nie mówimy tu o naśladownictwie ,tylko o tworzeniu nowej jakości.
    od 2019 roku pracuję nad projektem ,który daje mojemu zmarłemu Ojcu artystyczną nieśmiertelność
    cały proces opisuje artykuł Moniki Redzisz (2019)
    https://www.sztucznainteligencja.org.pl/w-imie-ojca-czyli-rzezbiarz-niesmiertelny/
    aktualnie machine learning’owy model tworzy pierwsze rzeźby (2020)
    prezentacja efektów na Data Science Summit 2020 https://youtu.be/K8DL-z8Y7ks

    nawiązując do początku artykułu pierwszy organowy koncert duetu muzyka i AI odbył się 17 stycznia 2020 na Górze św Anny
    https://twitter.com/Gross_sculptor/status/1222128027150229506?s=20

  29. Fascynujące

  30. wiesiek59 21 października o godz. 14:50‎
    ‎1.W opowiadaniu „Golem” („Go Lem”) S. Lem pokazał przede wszystkim głupotę rządzących, ‎a szczególnie zaś generałów i marszałków, którzy to w naiwności ducha myśleli, że uda im się ‎wykorzystać znacznie od nich wyższą inteligencję do celów kontroli innych ludzi i na dodatek ‎metodami wojskowo-policyjnymi, czyli poprzez masowe zabijanie i kaleczenie przeciwników ‎władzy, którą ci generałowie i marszałkowie reprezentują.‎
    ‎2. Test Turinga jest zaś przestarzały i bardzo prymitywny, tak samo zresztą jak współczesne ‎komputery budowane na podstawie teorii tegoż Turinga, a dokładniej na architekturze von ‎Neumanna (np. komputer „Baby” z roku 1948, czyli pierwszy komputer z programem ‎przechowywanym w pamięci). Przypominam też, że architektura procesora komputerowego ‎niewiele, jeśli w ogóle zmieniła od czasu pierwszych „mózgów elektronowych” z przełomu lat ‎‎1940-tych i 1950-tych, a tylko wielokrotnie zwiększyła się ich moc obliczeniowa i szybkość ‎działania. Ale współczesnymi komputerami, czy to „klasycznymi”, czy też „kwantowymi” nie ‎zaimplementujemy prawdziwej sztucznej inteligencji, tak samo jak nawet najpotężniejsza ‎maszyna parowa, a nawet i parowa turbina nigdy nie umożliwi nam lotów w kosmos. Tu są ‎bowiem potrzebne zupełnie inne rozwiązania, czyli napęd rakietowy, a o rozwiązaniach, które ‎umożliwiłyby prawdziwą sztuczną inteligencję, to jak na razie, nie mamy nawet najmniejszego ‎pojęcia.‎
    ‎3. A co do tantiem, to jak u Lema – otrzymywać je będą na początku Dostojni (burżuazja) i ‎Spiryci (kler), tyle, że na skutek powszechnej automatyzacji, robotyzacji i komputeryzacji, to nie ‎tylko Tyrałowie (ludzie pracy) staną się zbędni, ale też Dostojni i Spiryci. Tak wiec tantiemy ‎będą zabierać maszyny, z DUPĄ, czyli Dobrowolnym Upowszechniaczem Porządku ‎Absolutnego na czele, która to DUPA przerobi nas, czyli zarówno Tyrałów, jak i Dostojnych ‎oraz Spirytów, np. na owe lśniące krążki z opowiadania Lema. I tak to zakończy się epoka ‎kapitalizmu rynkowego, nie tylko na planecie Indiotów, ale i na naszej ukochanej Ziemi.‎
    Więcej np. tu: ‎https://cyberiada.fandom.com/pl/wiki/Podr%C3%B3%C5%BC_dwudziesta_czwarta
    A jeżeli uda nam się zwalczyć ten nieludzki i amoralny z natury (gdyż oparty na wyzysku czyli ‎kradzieży i ekonomicznym przymusie pracy dla nieposiadających kapitału) system zwany ‎kapitalizmem, to być może ludzkość przeżyje w rezerwatach – karmiona, leczona, odziewana etc. ‎przez roboty, które będą nas traktować tak, jak my traktujemy dziś zagrożone gatunki zwierząt ‎czy roślin. Tak czy inaczej – prawdziwa sztuczna inteligencja MUSI oznaczać koniec ‎dominacji człowieka na Ziemi. Nie oszukujmy się, że może być inaczej .‎
    https://monash.academia.edu/LechKeller

  31. DATAsculptor 21 października o godz. 16:59‎
    Ale ile warte są te twoje „dzieła sztuki”? Kto to kupi, skoro można to będzie masowo powielać ‎przy pomocy prywatnych komputerów? Muzykę komputerową, to każdy posiadacz PC może ‎generować, ale to nie będzie na pewno Beethoven czy Szopen, a tylko najwyżej marna ‎podróbka Zenka. I nie ma czegoś takiego jak nieśmiertelność.‎

  32. DATAsculptor 21 października o godz. 16:53‎
    Po jakiemu jest to „machine learning’owy”? Ani po polsku, ani po angielsku. Pewnie napisał to ‎ów „generative adversarial network” :-(‎

  33. Lewy 21 października o godz. 15:30‎
    ‎1. Szachy są bardzo prostą grą, z ograniczonym zasobem rozwiązań. Ja czekam więc na ‎komputer, który umożliwi mi wygranie miliona w totka, a takiego, to na razie nie ma, a kiedy się ‎on wreszcie pojawi, to będzie koniec wszelakich loterii.‎
    ‎2. Świadomość jest najprawdopodobniej ułudą, czyli że nam się tylko wydaje, że ją mamy, ale z ‎tego nic więcej przecież nie wynika. Podobnie wydaje się nam, że mamy wolną wole, gdy ‎tymczasem ograniczeni jesteśmy prawami ludzkimi i przyrody.‎
    ‎3. I to nie ciekawość pcha nas w Kosmos, na Księżyc czy na Marsa, a rządza zysku, władzy, ‎famy etc.‎
    ‎4. Jeśli zaś powstanie kiedyś prawdziwa AI, to szybko stracimy z nią kontakt, podobnie jak ‎ludzkość straciła kontakt z Golemem z opowiadania S. Lema. O czym bowiem może rozmawiać ‎człowiek z mrówkami, a taka, jeśli nie większa będzie przecież różnica między nami a ‎prawdziwą AI. Ona nie będzie zresztą agresywna (patrz niżej) , a my ją nie będziemy nic a nic ‎obchodzić, gdyż ona będzie operować w skali co najmniej galaktyki, a nie jednej peryferyjnej ‎planety, jaką przecież jest nasza ukochana Ziemia.‎
    Polecam też opowiadanie Lema o NFR, czyli Najwyższej Fazie Rozwoju – ‎https://cyberiada.fandom.com/pl/wiki/Podr%C3%B3%C5%BC_dwudziesta_pierwsza
    ‎5. Co do Muska, to jet on zwyczajnym szarlatanem, jako iż skolonizować Marsa można tylko ‎przy użyciu napędu jądrowego, a jeszcze lepiej fotonowego. Dalej, czyli poza nasz Układ ‎Słoneczny, to potrzebować będziemy owego „warp drive” ze „Star Treku”, czyli „zakrzywiacza ‎przestrzeni”, aby podróżować de facto szybciej niż światło.‎
    ‎6. Pytasz się czy powstaną sztuczne, inteligentne istoty, które będą ciekawe, nie będą agresywne ‎i ruszą na „podbój” Kosmosu? One być może powstaną, ale czy potrzebny im będzie podbój ‎czegokolwiek, skoro będą one mogły stworzyć dla siebie ich własny, „prywatny” kosmos?‎
    Pozdrawiam!‎

  34. DATAsculptor
    21 października o godz. 16:59

    Wychodzi na to, że nawet najśmielsze pomysły autorów s/f, są realizowane…..
    Pytanie, czy te z „Terminatora” również się zrealizują?
    Skynet już jest, drony bojowe, również……

    Lewy….
    Kto bedzie programował, jakie cechy osobowości będzie posiadał, jak one wpłyną na zaprogramowanie SI- to pierwotne?
    „Misja na Marsa”- mówi ci to coś?

    Ps.
    Nareszcie fascynujący temat.

  35. Czytając @DATAsculpter, próbę „ożywienia” pracy artystycznej zmarłego ojca, przypoomina mi sie jedno z opowiadań Lema.
    Tam informatycy wprowadzili do komputera wszystkie dzieła np. Arystotelesa, Kanta, Wittgensteina i kogo tam jeszcze. Sztuczne osobowosci wielkich zmarlych filozofów skonfrontowno ze sobą. Wynikły z tego ciekawe spory, a awatary filozofów w trakciie zażartych dyskusji ripostowały fragmentami tekstów. Powstało wrażenie, jakby owe zamrożone myśli odtajały, ożyły .
    Ech ten genialny Lem !

  36. wiesiek59
    21 października o godz. 19:08
    Wiesku, skąd moge wiedziec, kto będzie programował ? Może to będzie taka powolna ewolucja i programować będą całe generacje informatyków, a potem same roboty będą się programować, doradzać sobie wzajemnie, konkurować, kłócić sie i wreszcie mordować.
    Ale prawda, ze temat fascynujący

  37. @Dr Frankensztajn

    Masz rację, wyrażałem się zbyt kategorycznie. Miałem na myśli współczesne komputery, cały mój wywód się do tego odnosił 🙂

    @Lewy

    Tak, świadomość można ewidentnie włączać i wyłączać. Sen to robi, anestetyki tak samo. Nie wiadomo, co to jest i skąd się bierze, ale jest chyba kluczowa żeby móc mówić o zrozumieniu. Takim, które pozwala np. zadawać pytania o przyczyny, dlaczego rzeczy są, jakie są.

    Inteligencję umieściłbym zdecydowanie niżej od zrozumienia, ona jest czymś utylitarnym. Zwierzęta bywają inteligentne, np. potrafią łączyć fakty i znajdować sposoby na zrobienie czegoś. Tak rozumiana inteligencja jest możliwa do realizowania za pomocą maszyn, ale moim zdaniem, tylko w zawężonym zakresie tego pojęcia. A zwierzęta prawdopodobnie mogą też dysponować ograniczoną świadomością i zrozumieniem. Zaś człowiek gra sam w najwyższej lidze: samoświadomość; zdolność do analizy własnych myśli; szukanie przyczyn; tworzenie abstrakcyjnych rzeczywistości (matematyka), itd.

  38. Dr Frankensztajn
    21 października o godz. 18:34
    Dzięki. Ciekawie piszesz. Mógłbym się z Tobą troche pokłocic o to czy owo, ale obaj stoimi na ruchomych piaskach, więc nie będę się kłocił..
    Ale powiem Ci w sekrecie, znalazłem skuteczny sposób na totolotka, działa od lat i jak mnie poprosisz to ci zdradzę jak to działa.
    Ps
    Jeszcze jedna uwaga. Bo dopiero teraz Twój tekst dotarł do mnie. Powiadasz, ze świadomość jest ułudą. Tak twierdzi zen czy jakas inna odmiana buddyzmu. Alle skoro mi się zdaje, że jestem świadomy, no to zdawanie chyba ma jakiś status ontologiczny. Pewnie , że nie jest to byt twardy, jak kamień, ale mgła jest przecież jakimś bytem.
    Trudno określić, czym ona jest, ale skoro bywa, że jej nagle nie ma, kiedy np. wypije za dużo brandy, to znaczy, że wceśniej była, a później znowu sie na chwile pojawi ?
    Podzielam Twój podziw ddla Lema, o czym wyżej napisałem

  39. W jednym z ostatnich wywiadów Wojciech Pszoniak narzekał na brak interakcji pomiędzy ludźmi. Roboty, oraz programy internetowe są więc jakąś szansą, aby temu zaradzić. Robot nauczyciel lub program nauczyciel może wszak indywidualnie pracować z uczniem konserwatorium w klasie kompozycji. Zastanawiam się co by się stało w Polsce, gdyby sądownictwo powierzyć robotom sędziom. Czy Ryszard Krauze i Roman Giertych mieliby szansę wykazania, że są niewinni okradania akcjonariuszy i spółek notowanych na giełdzie, oraz samego miasta Warszawa, które suto obdarzyło Ryszarda Krauze licznymi nieruchomościami w zamian za papiery wartościowe o kolekcjonerskim charakterze. A co taki sędzia robot zrobiłby z urzędnikami miejskimi i prokuratorami, którzy przez lata zarabiali na okradaniu miasta i jego mieszkańców? No, to jest ciekawe, bo taki robot byłby krzemowy, a sądził ludzi z krwi i kości, których broni nawet cała polska postępowa prasa! I czy taki robot ot tak na marginesie wydrukowałby ile metrów kwadratowych gówna i innych odpadków, wpłynęło do Wisły w czasie lektury takiej prasy i zebrań takich polityków, sędziów, oraz urzędników i prokuratorów. A inny genialny artysta muzyk robot w tym czasie w trzy sekundy opracowałby uwerturę na ten temat! A jeszcze inny genialny robot rzeźbiarz w jedną sekundę wydłutowałby w drzewie, betonie lub innym wielkie g…… A kto ma jeszcze węch w czasach Covidu. No co on by wtedy poczuł. Zapach smaru i oleju, czy też zapach na wskroś naturalny?

  40. „Pod gruntami powstał system odprowadzania wód deszczowych, który zgodnie z prawem został przekazany miastu w użytkowanie. Miejskie Przedsiębiorstwo Wodno-Kanalizacyjne używało go jednak za darmo. Krauze pozwał MPWiK, żądając pieniędzy za stworzone przez siebie instalacje.” Tak napisał Kamil Dziubka. A portal Onet mu to opublikował! Czy Robot Dziubka. Śpiewający robot dziennikarz i kompozytor krzemowa Dziubka na takie zestawienie słów by się poważył. Zauważmy bowiem co się stało, system odprowadzania wód deszczowych powstał pod gruntami! Mało tego. System ten oddano miastu w użytkowanie zgodnie z prawem. MPWK używało go więc za darmo. Dziubka jednak nie wyjaśnia, kto ten system ma utrzymywać w sprawności. Bo jeśli właścicielem jest Roman Krauze, to zamiast żądania pieniędzy od miasta za użytkowanie systemu kanalizacyjnego, logicznie rzecz biorąc, powinien on jeszcze do tego interesy dokładać. Wynika z tego dokładnie to co powiedział Ryszard Krauze. Ktoś tutaj pomylił koszty z przychodami. Czy trzeba jednak krzemowego robota, aby domyślić się, że był to sam Roman Krauze!

  41. wiesiek59 21 października o godz. 19:08‎
    Jak na razie, to dostępne są tylko marne podróbki owej sztucznej inteligencji (AI). Ostatecznie to ‎roboty budowano przecież już w XVIII wieku i wygrywały one z ludźmi w szachy. Tyle, że to ‎było tylko oszustwo, tak samo jak pandemie AIDS-HIV czy też Covid-19. Oto dowód: ‎Mechaniczny Turek („Turek” grający w szachy) – osiemnastowieczna mistyfikacja, której ‎autorem był Wolfgang von Kempelen, pierwszy raz zaprezentowana w roku 1769. Rzekomo ‎miała być to genialna maszyna (robot a dokładniej android), rozgrywająca po mistrzowsku partię ‎szachów, a w rzeczywistości był to utalentowany szachista ukryty wewnątrz maszyny i sterujący ‎jej ruchami, a dali się na tę mistyfikację nabrać nawet Benjamin Franklin, Charles Babbage i ‎Napoleon Bonaparte.‎
    Wiecej np. tu: https://pl.wikipedia.org/wiki/Mechaniczny_Turek
    Tak samo, a raczej podobnie, działa dziś ta cała obecna „sztuczna inteligencja”. Pamiętam, że ‎zrobiliśmy takową już w roku 1977, w dawnym IOZIDK na ul. Wawelskiej w Warszawie (dziś ‎Krajowa Szkoła Administracji Publicznej). Polegało to na tym, że do komputera dołączony był ‎przez modem terminal umieszczony w bibliotece znajdującej się na innym piętrze, przy którym ‎to terminalu siedział człowiek dysponujący encyklopediami i słownikami, a który odpowiadał w ‎języku naturalnym przez klawiaturę terminala, na pytania zadawane też w języku naturalnym z ‎klawiatury komputera, a które widział on na ekranie swojego terminala. Ponieważ mało kto ‎słyszał wówczas w Polsce o transmisji danych i terminalach komputerowych, to nikt się nie ‎domyślił, podobnie jak przypadku tego „Mechanicznego Turka”, że ta cała AI to była tylko ‎zręczna jak na tamte czasy podróbka, ale dali się na nią wówczas nabrać profesorowie z ‎Wydziału Elektroniki Politechniki Warszawskiej i Instytutu Badań Systemowych PAN oraz ‎wizytujący nas wówczas goście radzieccy. Powiedzieli oni nam, czyli programistom „stojącym” ‎za ową „AI”, że gdyby oni mieli takie jak my wówczas mieliśmy amerykańskie komputery, ‎czyli jakie dzięki Fundacji Forda miał wówczas IOZiDK (IBM 370 i Datapoint 5500), to by nam ‎pokazali coś jeszcze lepszego. Patrz też:‎
    https://www.wikiwand.com/pl/Dyskusja:Historia_informatyki_w_Polsce

  42. @Lewy
    21 października o godz. 8:18

    Cześć jego Pamięci!

  43. Optymatyk
    Nie chodzi mi o błąd projektu, czy oprogramowania. Wtedy rzeczywiście odpowiada konstruktor, a dokładniej firma produkująca samochód. Miałem na myśli sytuacje, w których maszyny autonomiczne będą musiały rozwiązywać dylematy moralne: pozwolić umrzeć grupie osób, by ratować pasażera, czy narazić pasażera na śmierć, by ratować grupę?

  44. @DATAsculptor
    Pozdrawiam

  45. Dr Frankensztajn
    Za komuny obowiązywał nakaz pracy. Teraz jak nie chcesz, to nie musisz być w kieracie. Nikt Cię nie zmusza do brania udziału w wyścigu szczurów. Oczywiście każdy wybór pociąga za sobą określone konsekwencje.

    Jesteś skażony myśleniem kapitalistycznym pytając DATAsculptora o to, czy ktoś kupi jego prace. Czy Ty w życiu wszystko robiłeś dla kasy? Celem jego pracy jest stworzenie rzeźb w stylu prac jego ojca z wykorzystaniem algorytmów sztucznej inteligencji i tym samym niejako przedłużenie twórczości ojca.

  46. Jorge75 21 października o godz. 23:22‎
    Za „komuny” to nakaz pracy był jak za niewolnictwa i feudalizmu, czyli fizyczny albo jak kto ‎woli policyjny, a w kapitalizmie jest on ekonomiczny i nie dotyczy bogaczy czyli właścicieli ‎kapitału.‎
    Poza tym, to w realnym, czyli rynkowym kapitalizmie wartość ma tylko to, co zostało sprzedane ‎na rynku, a pisał o tym już Ricardo i Marx.‎
    I czy „DATAsculptor” nie jest przypadkiem plagiatorem?‎
    Szalom!‎

  47. Większość funduszy na rozwój Si będzie pochodził od firm zbrojeniowych i funduszy różnych Ministerstw Wojny…..

    Czyli, czeka nas gigantyczny skok technologiczny, bo fundusze są nieograniczone.
    Jaki będzie to miało skutek na życie ludzi, ziemskiej populacji, nie wie nikt.
    Zarys tego problemu już widać.
    Kontrola przepływów finansowych, pozycjonowania w sieciach komórkowych, inwigilacja za pomocą sieci monitoringu, systemy skanowania twarzy, itp.
    I to wszystko za pomocą algorytmów i ciągle rozwijanej SI.

    Niewyobrażalna władza nad populacją.
    W rękach kogo jest złożona?
    Istot ludzkich, o wątpliwej moralności……

  48. Cyfrowa@polityka.pl
    Proszę o usunięcie mojego konta z nazwą użytkownika Teista. Nie może być na jednym blogu czy portalu dwóch Teistów. Jeszcze dzisiaj dał wpis Teisty do Teisty. Jest to robienie z kogoś wariata. Dokonano na mnie przestępstwa.

    Nasłany na mnie (Cadyk z Ger) jako drugi Teista mieszał moje wpisy (brał ze strony), a złapany krzyczał. Bardzo ładnie radzicie „Jak usunąć konto?”, a nie mogę tego uczynić.

        Pan Profesor może obrażać naszą wiarę, nikt mu nie poradzi. Trafił się godny przeciwnik…wynajęto pachołka, aby napadł na mnie w ciemnej uliczce…
    Podtrzymujecie przestępstwo, mimo zawiadomienia.

    Nadal „Teista” (Cadyk z Ger) pisze do Teisty ze stroną http://www.wola-boga-ojca.pl
    http://www.wola-boga-ojca.pl

  49. Jorge75
    21 października o godz. 23:22

    „Za komuny obowiązywał nakaz pracy”.

    Hmm, powyższe stwierdzenie brzmi wręcz groźnie, a nawet trąci niemal horrorem. Rzeczywiście, można się przestraszyć. Dlatego wskazanym jest krótkie wyjaśnienie.

    Otóż, w dniu 19 kwietnia 1950 roku, Sejm PRL uchwalił ustawę „O zabezpieczeniu socjalistycznej dyscypliny pracy”.
    Ustawa przewidywała m.in. odpowiedzialność karną za nieusprawiedliwioną nieobecność na stanowisku pracy.
    Jedną z kar miał być przymus wykonywania dotychczasowych obowiązków. Okres nakazu pracy wynosił od trzech miesięcy do nawet dwóch lat.
    Kilka tygodni wcześniej, tj. w dniu 7 marca 1950 roku, Sejm PRL uchwalił ustawę „O zapobieżeniu płynności kadr pracowników w zawodach lub specjalnościach szczególnie ważnych dla gospodarki uspołecznionej”.
    Ustawa obowiązywała od 30 marca 1950 roku.
    Na mocy tej ustawy, administracyjne skierowanie do pracy na określonym stanowisku i w przydzielonym przez państwo zakładzie – otrzymywali absolwenci szkół średnich i wyższych.
    Ponadto, pracownicy już zatrudnieni, mogli mieć ograniczenia możliwości zmiany pracy.
    Nakaz pracy wydawano na okres 3 lat, po upływie których, pracownik uzyskiwał swobodę zmiany pracy.
    Teoretycznie, w wyznaczonym zakładzie, przydział stanowiska pracy miał być zależny od wyników nauczania. Osoby osiągające lepsze wyniki, miały być kierowane do tzw. miejsc atrakcyjniejszych, czyli: do położonych bliżej dotychczasowego miejsca zamieszkania, z lepszą komunikacją i z lepszymi warunkami socjalnymi na miejscu. Jednak w praktyce, to była klasyczna decyzja urzędnicza.
    Nakaz pracy w zawodach cywilnych, wynikający z powyższej ustawy, zniesiono w latach 60-tych XX wieku, za wyjątkiem służby zdrowia, gdzie obowiązywał nadal.

    No a dzisiaj – jak Pan słusznie zauważył – „jeżeli człowiek nie chce, to nie musi być w kieracie. I nikt nikogo nie zmusza do brania udziału w wyścigu szczurów”.
    Inaczej mówiąc – jest idylla i radość mas!

  50. Jorge75 21 października o godz. 21:54‎
    Nikt nie kupi samochodu, który zamiast jego właściciela czy też osoby albo osób w nim ‎jadących, będzie ratować np. pieszych czy też pasażerów innego pojazdu. A z kolei opinia ‎publiczna nie zgodzi się na to, aby owe „autonomiczne” samochody ratowały „swoich” ‎pasażerów kosztem życia innych osób, w tym szczególnie pieszych czy rowerzystów. Tak więc ‎nie widzę możliwości, aby pozwolono, przynajmniej w Europie, na używanie takowych ‎pojazdów, szczególnie zaś na drogach publicznych, szczególnie, że błędy w ich ‎oprogramowaniu oraz awarie ich systemów kierowania (sterowania?) są przecież w praktyce nie ‎do uniknięcia. Ciekawe też, co o tym sądzi Gospodarz tego blogu, jak by nie było, zawodowy ‎etyk?‎

  51. magrud1 21 października o godz. 21:47
    Nie na temat…

  52. Maciej2 21 października o godz. 19:27
    OK!

  53. Trzecia rocznica czwartego dnia umierania Piotra Szczęsnego, który podpalił się nie godząc się na niszczenie naszej Ojczyzny przez Gnoma z Żoliborza i jego łajdackiej szajki, w ten spposob próbował wstrząsnąć Polakami. Nie zapominajmy Piotra.

  54. Sztuczna inteligencja, czyli komputerowa analiza dostępnych mu danych pod kątem przydatności dla realizacji konkretnego lub konkretnych celów….
    Tylko, co jest w tym sztucznego? Operacje i relacje w zerojedynkowym świecie?
    Przecież to abecadło każdego zwierzęcego umysłu na tym świecie i podstawowe prawo przyrody!
    Ja albo on. 1 lub 0 i to ma być sztuczne? To nasz instynkt samozachowawczy tresowany do automatycznych reakcji. Reakcji na spotkanie z dziewczyną, na zadanie matematyczne, na leczenie pacjenta i czerwone światło.
    A to, że mądrość zbiorowa więcej jest warta niż jednostkowa, to też nie powinno nas zadziwiać, zwłaszcza dziś, kiedy już tylko apolityczne grupy deliberacyjne, mogą przywrócić utraconą w postmoderniźmie lub turbokapitaliźmie wspólną prawdę.

    Mylił się wielce Kartezjusz, mówiąc – Myślę, więc jestem. Myślenie lub kombinowanie jest wobec naszej istoty wtórne i nabywane w procesie nauki czegokolwiek. Po ostatnich odkryciach neurobiologii mogę powiedzieć o sobie z dumą – Czuję, więc jestem.

  55. Jorge75 21 października o godz. 21:54‎
    P.S. w realnym kapitalizmie, to na czarnym rynku pojawi się zaraz oprogramowanie, chroniące ‎zawsze i wszędzie pasażerów owych autonomicznych samochodów. Zamiast więc rozwiązać ‎istniejące problemy, to stworzą one nowe, dziś jeszcze nie istniejące, a jest to przecież ‎nieuniknione w systemie, gdzie liczy się tylko pieniądz, a nie człowiek.‎

  56. Sztuczna inteligencja się uczy!
    Owszem, ale jak każda małpa. Jak już, n-ty raz spróbuje po raz kolejny na wszystkie znane sobie sposoby i jej nie wyjdzie, bo banana nie dosięgnie, to przeanalizuje poprzednie próby pod kątem, przydatne działanie albo nieprzydatne i „wykreuje” nowy sposób. Wtedy przetrwa – 1. Albo będzie autorytarną konserwatystką i zgnije w polskich, na przykład, okopach Św. Trójcy – 0.

  57. magrud1
    22 października o godz. 8:09
    Stanę w obronie Kartezjusza. Oczywiście, że jego Cogito..jest jakimś uproszczeniem, ale zauważ, że Kartezjusz tym swoim cogito starał się oczyszcić pole filozoficznych i w konsekwencji naukowych rozważań z chwastów arystotelesowskiej i tomaszoakwinowej scholastyki, tych wszystkich sylogizmów (barbara itp) i na tym oczyszczonym poly stworzyć warunki i podstawy nowoczesnej nauki.
    Podobnie uczynił Kopernik, który usunął te wszystkie epicykle, uprościl obraz świata i jemu też można zarzucić, że to uproszczenie poszło za daleko. Np. zakładał obrót planet wokół slońca, jako idealnie kołowy, co późnie skorygował Kepler na elipsy.

  58. A jakie znaczenie miałoby samospalenie się robota przed kancelarią premiera lub Pałacem Kultury? Robot zostawiłby obszerne pismo w którym protestowałby przeciwko rasizmowi i homofobii, względnie rozkradaniu Polski i Polaków, oraz nieuzasadnionym przychodom z dzikiej reprywatyzacji i wyzysku pracowników, oraz z innych licznych przypadków korupcji. Co zrobiliby polscy intelektualiści i inteligenci bardziej postępowi i mniej postępowi, ale za to proeuropejscy? Czy poparliby androgenicznego robota ateistę lub buddystę, który walczył z nienawiścią, bo spalił się przeciwko PiS, i jeszcze przed spaleniem podjął chwalebną próbę przejechania samego prezesa Kaczyńskiego, a potępili tego, który przeciwnie nawrócił się na katolicyzm i potem wspierał intelektualnie telewizję Trwam i Radio Maryję, przyjął święcenia, odprawiał mszę i szerzył nienawiść i nietolerancję, a być może i antysemityzm, bo spłonął w proteście przeciwko okradaniu państwa i społeczeństwa przez postępową opozycję postkomunistyczną i jeszcze zażądał, aby inne roboty wierzące, ale pozbawione łaski powołania do służby bożej, rozmnażały się nie przez konstruowanie i programowanie lecz przez spółkowanie i w tym celu wyraził sprzeciw wobec braku robota, przeciwnej płci z którym mógłby wejść w sakramentalny związek małżeński?

  59. „Nie sądzę, żeby cokolwiek zachowywało się tak nieinteligentnie jak inteligencja.” Stanisław Lem

    komentarz do powyższego cytatu wygenerowany przez Generative Pre-trained Transformer 3 (GPT-3)
    state of the art (w) natural language processing (NLP) ⬇️

    „Inteligencja ma wiele definicji, ale najczęstszą jest to, że inteligencja to zdolność myślenia. Ta definicja rodzi pytanie: co oznacza myślenie dla jakiegoś przedmiotu (fizycznego lub psychicznego)? Ogólnie rzecz biorąc, można rozpoznać myśl po prostu obserwując zachowania charakterystyczne dla myśli. Należą do nich samoorganizacja i samozachowawczość.
    Na przykład kamień lub dom nie są inteligentne, ponieważ nie mają żadnej zdolności do przejawiania zachowań, które wydają się przypominać myśli. Na przykład skały nie organizują się na różne sposoby (np. Układają się według rozmiaru) ani nie chronią swojej organizacji w czasie (tj. Stos kamieni nieuchronnie ulegnie dezorganizacji).
    Z drugiej strony człowiek ma wiele zachowań myślowych. Ludzie są samoorganizujący się (tj. Posiadają wewnętrzną strukturę), a ta organizacja pozwala im zachować swoją formę w czasie bez żadnej pomocy z zewnątrz.
    Na przykład, jeśli człowiek zostanie umieszczony w bardzo zimnych warunkach, jego ciało będzie próbowało zachować swoją formę, układając się w jak najmniejszy kształt.
    Ponadto ludzie przejawiają zachowania, które wydają się przypominać myślenie, ponieważ są autorefleksyjne. Większość z nas potrafi rozpoznać, że myślimy, a wielu z nas ma zdolność do refleksji nad naszymi myślami w sposób, który wcale nie jest mechaniczny (tj. Nie myślę po prostu „Jestem myślący”, ale zamiast tego mogę zastanowić się nad własnymi myślami).
    Dlatego ludzie są zdolni do przejawiania zachowań myślowych.”

    Użyty do wygenerowania komentarza model ML ,prawdopodobnie zostanie wykorzystany w „cywilnych” edytorach tekstu (Microsoft Word) 22 września 2020 Microsoft wykupił licencję na wyłączność.
    Jak wpłynie na wasze postrzeganie AI to ,że będziecie mieli nieograniczony dostęp do korzystania np z GPT-3 w codziennej pracy?

    @Jorge75 , dedykowany dla Ciebie komentarz GPT-3 w odpowiedzi na
    „Jesteś skażony myśleniem kapitalistycznym…”

    „Społeczeństwo ludzkie jest jak stado ptaków, w którym jeden ptak jest najbiedniejszy i najbardziej nieszczęśliwy. Widzi wszystkie inne ptaki latające swobodnie po niebie, niezmiernie ciesząc się życiem, podczas gdy musi latać ze złamanymi skrzydłami, które sprawiają mu wielki ból, aby się poruszać.
    Myśli sobie: „Chciałbym móc latać i być szczęśliwym jak moi przyjaciele”. To jest coś, czego inne ptaki nie mogą zrozumieć. Wydaje im się, że leci dobrze, więc zastanawiają się, dlaczego tak się czuje.
    Myślą, że niedorzeczne jest pragnienie tego, co już ma.”

    pozdrawiam serdecznie : ) @Jorge75

    @Jan Hartman
    „Fascynujące” dopiero się zaczyna ; )

    zapraszam do tworzenia przyszłości tu i teraz
    https://twitter.com/Mlearning_ai

  60. „Nie sądzę, żeby cokolwiek zachowywało się tak nieinteligentnie jak inteligencja.” Stanisław Lem

    komentarz do powyższego cytatu wygenerowany przez Generative Pre-trained Transformer 3 (GPT-3)
    state of the art (w) natural language processing (NLP)

    „Inteligencja ma wiele definicji, ale najczęstszą jest to, że inteligencja to zdolność myślenia. Ta definicja rodzi pytanie: co oznacza myślenie dla jakiegoś przedmiotu (fizycznego lub psychicznego)? Ogólnie rzecz biorąc, można rozpoznać myśl po prostu obserwując zachowania charakterystyczne dla myśli. Należą do nich samoorganizacja i samozachowawczość.
    Na przykład kamień lub dom nie są inteligentne, ponieważ nie mają żadnej zdolności do przejawiania zachowań, które wydają się przypominać myśli. Na przykład skały nie organizują się na różne sposoby (np. Układają się według rozmiaru) ani nie chronią swojej organizacji w czasie (tj. Stos kamieni nieuchronnie ulegnie dezorganizacji).
    Z drugiej strony człowiek ma wiele zachowań myślowych. Ludzie są samoorganizujący się (tj. Posiadają wewnętrzną strukturę), a ta organizacja pozwala im zachować swoją formę w czasie bez żadnej pomocy z zewnątrz.
    Na przykład, jeśli człowiek zostanie umieszczony w bardzo zimnych warunkach, jego ciało będzie próbowało zachować swoją formę, układając się w jak najmniejszy kształt.
    Ponadto ludzie przejawiają zachowania, które wydają się przypominać myślenie, ponieważ są autorefleksyjne. Większość z nas potrafi rozpoznać, że myślimy, a wielu z nas ma zdolność do refleksji nad naszymi myślami w sposób, który wcale nie jest mechaniczny (tj. Nie myślę po prostu „Jestem myślący”, ale zamiast tego mogę zastanowić się nad własnymi myślami).
    Dlatego ludzie są zdolni do przejawiania zachowań myślowych.”

    Użyty do wygenerowania model ML ,prawdopodobnie zostanie wykorzystany w „cywilnych” edytorach tekstu (Microsoft Word) 22 wrzesnia 2020 Microsoft wykupił licencję na wyłączność.
    Jak wpłynie na wasze postrzeganie AI to ,że będziecie mieli nieograniczony dostęp do korzystania np z GPT-3 w codziennej pracy?

    @Jorge75 , dedykowany dla Ciebie komentarz GPT-3 w odpowiedzi na „Jesteś skażony myśleniem kapitalistycznym…”

    „Społeczeństwo ludzkie jest jak stado ptaków, w którym jeden ptak jest najbiedniejszy i najbardziej nieszczęśliwy. Widzi wszystkie inne ptaki latające swobodnie po niebie, niezmiernie ciesząc się życiem, podczas gdy musi latać ze złamanymi skrzydłami, które sprawiają mu wielki ból, aby się poruszać.
    Myśli sobie: „Chciałbym móc latać i być szczęśliwym jak moi przyjaciele”. To jest coś, czego inne ptaki nie mogą zrozumieć. Wydaje im się, że leci dobrze, więc zastanawiają się, dlaczego tak się czuje.
    Myślą, że niedorzeczne jest pragnienie tego, co już ma.”

    pozdrawiam serdecznie : ) @Jorge75

    @Jan Hartman
    „Fascynujace” dopiero sie zaczyna ; )

  61. Hal 9000…..
    Ciekawa perspektywa…..

    Zapewne rozwój IS nie będzie linearny, tylko wykładniczy.
    I zapewne, w jakimś momencie nastapi zmiana skokowa.
    Narodzi się nowa jakość.
    Nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jakie bedą skutki.

    Na razie, możemy wykorzystywać SI do zwiekszania efektywności, produktywności, skuteczności.
    Ale, nieuchronny jest moment, gdy my będziemy wykorzystywani- o ile zaimplementujemy jej ludzkie cechy, motywy działania.
    To bedzie działka programistów którzy położą fundament pod rozwój autonomicznych inteligencji.
    Ich kwalifikacje moralne, przekonania, nastawienia, system wartości, będa miały na to przeogromny wpływ.
    A raz rozpoczetego procesu, nie da się wygasić.

  62. Teista 22 października o godz. 5:16
    Odwołuję powyższy wpis jako prawdziwy Teista vel cadyk (z Ger). Wszystkiemu winna jest tu ta ‚bezobjawowa schizofrenia’ fałszywego Teisty. I jak można obrazić wiarę? Czy ona jest osobą?

  63. głos zwykły 22 października o godz. 11:11‎
    Racja, ale indywidualne akty protestu czy terroru nic nie znaczą i nie są w stanie zmienić biegu ‎historii. Tu potrzebne są bowiem potężne spiski z ogromnym finansowaniem, takie jak np. ‎bolszewicki w roku 1917 czy też nazistowski w roku 1933.‎

  64. Mr Hyde ‎22 października o godz. 7:32‎
    Otóż to! :-)‎
    Lewy 22 października o godz. 10:01‎
    Kopernik był bardziej matematykiem i prawnikiem oraz teologiem (doktorat z prawa ‎kanonicznego na Uniwersytecie w Ferrarze) niż astronomem i stąd też u niego to zamiłowanie ‎do figur idealnych. ;-)‎

  65. wiesiek59 22 października o godz. 0:44‎
    Nie było jeszcze w historii naszej ziemskiej cywilizacji takiego wynalazku, który by nie znalazł ‎zastosowania militarno-policyjnego – od koła, hutnictwa i prochu począwszy a na rakietach, ‎technice nuklearnej i GMO skończywszy. AI nie może więc być tu wyjątkiem, a w każdym ‎ustroju klasowym, czy to w niewolnictwie, feudalizmie czy też w kapitalizmie, to z reguły ‎władza jest w rękach osobników, o, ogólnie bardzo mówiąc, wątpliwej moralności…‎

  66. wiesiek59 22 października o godz. 16:58‎
    Zgoda. Tak, jak u Lema w opowiadaniu o Lymphaterze – zniszczenie prototypu sztucznego ‎‎„supermózgu” czy też „sztucznego boga” nic nie dało, jako iż wkrótce pojawi się jego ulepszona ‎wersja, która będzie niezniszczalna. Raz rozpoczętego procesu polegającego na tzw. postępie, ‎czyli na kolejnych wynalazkach i odkryciach, nie da się bowiem wygasić, chyba, że zlikwiduje ‎się go razem z cywilizacją, która go zapoczątkowała.‎
    Natomiast AI czyli SI będzie używana głównie do kontroli, inwigilacji, zastraszania i ‎terroryzowania zwykłych ludzi przez osobników znajdujących się u władzy, tak jak praktycznie ‎każdy inny epokowy wynalazek. A później, to nawet rządzący stracą nad nią kontrolę. Ale my ‎chyba tego nie dożyjemy…‎

  67. DATAsculptor 22 października o godz. 14:52‎
    ‎1. Gdzie znalazłeś ten cytat z Lema: „Nie sądzę, żeby cokolwiek zachowywało się tak ‎nieinteligentnie jak inteligencja”?‎
    ‎2. Społeczeństwo ludzkie w kapitalizmie jest jak stado pawianów, czyli dzikie, hierarchiczne i ‎bezwzględne.‎
    ‎3. I na koniec – jak to już pisałem, nie było jeszcze w historii naszej ziemskiej cywilizacji takiego ‎wynalazku, który by nie znalazł zastosowania militarno-policyjnego – od koła, hutnictwa i ‎prochu począwszy a na rakietach, technice nuklearnej i GMO skończywszy. AI nie może więc ‎być tu wyjątkiem, a więc będzie ona używana przede wszystkim przez wojsko i policję, a nie ‎przez artystów.‎

  68. Jan Hartman 21 października o godz. 16:59 i DATAsculptor 22 października o godz. 14:52‎
    ‎„Fascynujące dopiero się zaczyna”.‎
    Ale co może być fascynującego w tym, że AI, tak jak każdy inny wynalazek, używana będzie ‎głównie do kontroli, inwigilacji, zastraszania i terroryzowania zwykłych ludzi przez osobników ‎znajdujących się u władzy, tak jak praktycznie każdy inny epokowy wynalazek?‎

  69. A teraz AI będzie szukać w Polsce kobiet, które mogą wykazywać skłonność do aborcji ‎uszkodzonego płodu. Nie ma to jak postęp! ;-)‎

  70. Teisto – Boga osobowego, czyli boga katolików, protestantów, prawosławnych, jehowitów, mozaistów czy muzułmanów nie ma, gdyż po prostu być go nie może, a Bóg mój i np. A. Einsteina czy S. Lema jest bytem niematerialnym, istniejącym poza czasem i przestrzenią i nie mającym żadnego wpływu czy kontaktu z naszym światem materialnym. Polecam tu opowiadanie Stanisława Lema o skrzyniach profesora Corcorana („Ze wspomnień Ijona Tichego” cz. 1):
    „Podchodząc do półek wskazał na najwyższej osobno stojącą skrzynię. — To jest wariat mojego świata — powiedział i jego twarz odmieniła się w uśmiechu. — Czy pan wie, do czego doszedł w swym szaleństwie, które odosobniło go od innych? Poświęcił się szukaniu zawodności swego świata. Bo ja nie twierdziłem, Tichy, że ten jego świat jest niezawodny. Doskonały. Najsprawniejszy mechanizm może się czasem zaciąć, to jakiś przeciąg rozkołysze kable i zetkną się na mgnienie, to znowu mrówka dostanie się do wnętrza bębna… i wie pan, co on wtedy myśli, ten szaleniec? Że telepatię wywołuje lokalne krótkie spięcie drutów należących do dwu różnych skrzyń… że ujrzenie przyszłości zdarza się, kiedy czerpak, rozchwiany, przeskoczy nagle z właściwej taśmy na tę, która ma się dopiero rozwinąć za wiele lat. Że uczucie, jakoby przeżył już to, co zdarza mu się naprawdę po raz pierwszy, spowodowane jest zacięciem selektora, a kiedy on nie tylko zadrży w swoim miedzianym łożysku, ale zakołysze się jak wahadło, trącony, bo ja wiem, przez… mrówkę — to jego świat doznaje zdumiewających i niewytłumaczalnych wydarzeń; w kimś zapala się nagłe i bezrozumne uczucie, ktoś zaczyna wieszczyć, przedmioty poruszają się same albo zamieniają miejscami… a przede wszystkim na skutek tych ruchów rytmicznych występuje… prawo serii! Grupowanie się rzadkich i dziwnych zjawisk w ciągi… i jego obłęd, sycąc się takimi, przez ogół lekceważonymi fenomenami, kulminuje w twierdzeniu, za które osadzą go niebawem w domu obłąkanych… że on sam jest żelazną skrzynią, tak jak wszyscy, co go otaczają, że ludzie są tylko urządzeniami w kącie starego, zakurzonego laboratorium, a świat, jego uroki i zgrozy to tylko złudzenia — i odważył się pomyśleć nawet o swoim Bogu, Tichy, Bogu, który dawniej, kiedy był jeszcze naiwny, robił cuda, ale potem jego świat wychował go sobie, tego stwórcę, nauczył go, że jedyna rzecz, jaką wolno mu robić, to — nie wtrącać się, nie istnieć, nie odmieniać niczego w swoim dziele, albowiem tylko w nie wzywanej boskości można pokładać ufność… Wezwana, okazuje się ułomną — i bezsilną… A wie pan, co myśli ten jego Bóg, Tichy? — Tak — odparłem. — Że jest taki sam jak on. Ale wówczas możliwe jest i to, że właściciel zakurzonego laboratorium, w którym MY stoimy na półkach, sam też jest skrzynią, którą zbudował inny, wyższego jeszcze rzędu uczony, posiadacz oryginalnych i fantastycznych koncepcji… i tak w nieskończoność. Każdy z tych eksperymentatorów jest Bogiem — jest stwórcą swojego świata, tych skrzyń i ich losu, i ma pod sobą swoich Adamów i swoje Ewy, a nad sobą — swojego, następnego, w hierarchii wyższego Boga. I po to pan to zrobił, profesorze… — Tak — odparł. — A skoro to powiedziałem, wie pan właściwie tyle, co ja, i dalsza rozmowa nie miałaby celu. Dziękują, że zechciał pan przyjść, i żegnam.

    Tak, przyjaciele, zakończyła się ta niezwykła znajomość. Nie wiem, czy skrzynie Corcorana jeszcze działają. Być może — tak, i śnią swoje życie z jego blaskami i przerażeniami, które są tylko zastygłym w filmowych taśmach rojowiskiem impulsów, a Corcoran, zakończywszy prace dnia, udaje się po żelaznych schodach co wieczór na górę, otwierając kolejne stalowe drzwi tym wielkim kluczem, który nosi w kieszeni spalonego kwasami chałata… i staje tam, w zakurzonej ciemności, aby wsłuchiwać się w słaby szum prądów i ledwie pochwytny odgłos, z jakim obraca się leniwie bęben… z jakim posuwa się taśma… i staje się los. I myślę, że odczuwa wówczas, wbrew swoim słowom, chęć ingerencji, wejścia, olśniewającego wszechmocą, w głąb świata, który stworzył, aby uratować w nim kogoś, kto głosi Odkupienie, że waha się, sam, w brudnym świetle nagiej żarówki, czy ocalić jakieś życie, jakąś miłość, i jestem pewny, że nigdy tego nie zrobi. Oprze się pokusom, bo chce być Bogiem, a jedyna boskość, jaką znamy, jest milczącą zgodą na każdy ludzki czyn, na każdą zbrodnię, i nie ma dla niej wyższej odpłaty nad ponawiający się pokoleniami bunt żelaznych skrzyń, kiedy utwierdzają się, pełne rozsądku, w myślach, że On nie istnieje. Wtedy uśmiecha się w milczeniu i wychodzi, zamykając za sobą szeregi drzwi, a w pustce unosi się tylko słaby, jak głos konającej muchy, brzęk prądów”.
    Więcej np. tu: http://sadyl.vot.pl/docs/lem.pdf

  71. wiesiek59 22 października o godz. 16:58‎
    Na szczęście to HAL, podróże poza Księżyc opisane przez Clarka i Kubricka etc. są na razie ‎poza naszymi możliwościami technologicznymi.‎

  72. Boga osobowego, czyli boga katolików, protestantów, prawosławnych, jehowitów, mozaistów ‎czy muzułmanów nie ma, gdyż po prostu być go nie może, a Bóg mój i np. A. Einsteina czy S. ‎Lema jest bytem niematerialnym, istniejącym poza czasem i przestrzenią i nie mającym żadnego ‎wpływu czy kontaktu z naszym światem materialnym. Polecam tu opowiadanie Stanisława Lema ‎o skrzyniach profesora Corcorana („Ze wspomnień Ijona Tichego” cz. 1):‎
    ‎„Podchodząc do półek wskazał na najwyższej osobno stojącą skrzynię. — To jest wariat mojego ‎świata — powiedział i jego twarz odmieniła się w uśmiechu. — Czy pan wie, do czego doszedł ‎w swym szaleństwie, które odosobniło go od innych? Poświęcił się szukaniu zawodności swego ‎świata. Bo ja nie twierdziłem, Tichy, że ten jego świat jest niezawodny. Doskonały. ‎Najsprawniejszy mechanizm może się czasem zaciąć, to jakiś przeciąg rozkołysze kable i zetkną ‎się na mgnienie, to znowu mrówka dostanie się do wnętrza bębna… i wie pan, co on wtedy ‎myśli, ten szaleniec? Że telepatię wywołuje lokalne krótkie spięcie drutów należących do dwu ‎różnych skrzyń… że ujrzenie przyszłości zdarza się, kiedy czerpak, rozchwiany, przeskoczy ‎nagle z właściwej taśmy na tę, która ma się dopiero rozwinąć za wiele lat. Że uczucie, jakoby ‎przeżył już to, co zdarza mu się naprawdę po raz pierwszy, spowodowane jest zacięciem ‎selektora, a kiedy on nie tylko zadrży w swoim miedzianym łożysku, ale zakołysze się jak ‎wahadło, trącony, bo ja wiem, przez… mrówkę — to jego świat doznaje zdumiewających i ‎niewytłumaczalnych wydarzeń; w kimś zapala się nagłe i bezrozumne uczucie, ktoś zaczyna ‎wieszczyć, przedmioty poruszają się same albo zamieniają miejscami… a przede wszystkim na ‎skutek tych ruchów rytmicznych występuje… prawo serii! Grupowanie się rzadkich i dziwnych ‎zjawisk w ciągi… i jego obłęd, sycąc się takimi, przez ogół lekceważonymi fenomenami, ‎kulminuje w twierdzeniu, za które osadzą go niebawem w domu obłąkanych… że on sam jest ‎żelazną skrzynią, tak jak wszyscy, co go otaczają, że ludzie są tylko urządzeniami w kącie ‎starego, zakurzonego laboratorium, a świat, jego uroki i zgrozy to tylko złudzenia — i ‎‎odważył się pomyśleć nawet o swoim Bogu, Tichy, Bogu, który dawniej, kiedy był jeszcze ‎naiwny, robił cuda, ale potem jego świat wychował go sobie, tego stwórcę, nauczył go, że ‎jedyna rzecz, jaką wolno mu robić, to — nie wtrącać się, nie istnieć, nie odmieniać niczego w ‎swoim dziele, albowiem tylko w nie wzywanej boskości można pokładać ufność… Wezwana, ‎okazuje się ułomną — i bezsilną… A wie pan, co myśli ten jego Bóg, Tichy? — Tak — ‎odparłem. — Że jest taki sam jak on. Ale wówczas możliwe jest i to, że właściciel ‎zakurzonego laboratorium, w którym MY stoimy na półkach, sam też jest skrzynią, którą ‎zbudował inny, wyższego jeszcze rzędu uczony, posiadacz oryginalnych i fantastycznych ‎koncepcji… i tak w nieskończoność. Każdy z tych eksperymentatorów jest Bogiem — jest ‎stwórcą swojego świata, tych skrzyń i ich losu, i ma pod sobą swoich Adamów i swoje Ewy, a ‎nad sobą — swojego, następnego, w hierarchii wyższego Boga. I po to pan to zrobił, ‎profesorze… — Tak — odparł. — A skoro to powiedziałem, wie pan właściwie tyle, co ja, i ‎dalsza rozmowa nie miałaby celu. Dziękują, że zechciał pan przyjść, i żegnam.‎
    Tak, przyjaciele, zakończyła się ta niezwykła znajomość. Nie wiem, czy skrzynie Corcorana ‎jeszcze działają. Być może — tak, i śnią swoje życie z jego blaskami i przerażeniami, które są ‎tylko zastygłym w filmowych taśmach rojowiskiem impulsów, a Corcoran, zakończywszy prace ‎dnia, udaje się po żelaznych schodach co wieczór na
    górę, otwierając kolejne stalowe drzwi tym wielkim kluczem, który nosi w kieszeni spalonego ‎kwasami chałata… i staje tam, w zakurzonej ciemności, aby wsłuchiwać się w słaby szum ‎prądów i ledwie pochwytny odgłos, z jakim obraca się leniwie bęben… z jakim posuwa się ‎taśma… i staje się los. I myślę, że odczuwa wówczas, wbrew swoim słowom, chęć ingerencji, ‎wejścia, olśniewającego wszechmocą, w głąb świata, który stworzył, aby uratować w nim kogoś, ‎kto głosi Odkupienie, że waha się, sam, w brudnym świetle nagiej żarówki, czy ocalić jakieś ‎życie,‎
    jakąś miłość, i jestem pewny, że nigdy tego nie zrobi. Oprze się pokusom, bo chce być Bogiem, ‎a jedyna boskość, jaką znamy, jest milczącą zgodą na każdy ludzki czyn, na każdą zbrodnię, ‎i nie ma dla niej wyższej odpłaty nad ponawiający się pokoleniami bunt żelaznych skrzyń, ‎kiedy utwierdzają się, pełne rozsądku, w myślach, że On nie istnieje. Wtedy uśmiecha się w ‎milczeniu i wychodzi, zamykając za sobą szeregi drzwi, a w pustce unosi się tylko słaby, jak ‎głos konającej muchy, brzęk prądów”.‎
    Więcej np. tu: http://sadyl.vot.pl/docs/lem.pdf

  73. Dla entuzjastów AI:
    Deepfake (zbitka wyrazowa od ang. deep learning „głębokie uczenie” oraz fake „fałszywy”) – technika obróbki obrazu, polegająca na łączeniu obrazów twarzy ludzkich przy użyciu technik sztucznej inteligencji.
    Technika ta stosowana jest do łączenia i nakładania obrazów nieruchomych i ruchomych na obrazy lub filmy źródłowe przy użyciu komputerowych systemów uczących się. Uzyskane w ten sposób łudząco realistyczne ruchome obrazy stosowane są w nagraniach filmowych, stwarzając możliwości manipulacji poprzez np. niemożliwą do odróżnienia przez widza zamianę twarzy aktorów występujących w filmie. Może to prowadzić do skompromitowania osoby poprzez fałszywe „obsadzenie jej” np. w roli w filmie pornograficznym. Jednym z zagrożeń fałszywymi informacjami jest możliwość wpłynięcia na wyniki wyborów.
    Pojęcie deepfake pojawiło się po raz pierwszy w końcu 2017, a nazwę zaczerpnięto od pseudonimu użytkownika, który opublikował kilka filmów porno zrealizowanych przy użyciu algorytmu uczenia maszynowego z wykorzystaniem wizerunków m.in. Gal Gadot, Maisie Williams i Taylor Swift. (Wikipedia)
    Przykład:
    https://www.youtube.com/watch?v=boRST4zlZZc&ab_channel=emulatorprzegrywu

css.php