Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne

25.03.2012
niedziela

Liam Neeson i spełnione sny

25 marca 2012, niedziela,

Trochę nie pisałem, bo bywałem w świecie. Lecąc sobie z Paryża (a jakże!), otwieram sobie Newsweeka, a tam na całą stronę portret Liama Neesona. Te oczy… Nie żebym tu zaraz robił coming out, ale coś w ten deseń. Jestem z tym pięknym panem w stosunkach bliskich, acz skrajnie niesymetrycznych. On nic nie wie o moim istnieniu, a ja przecież za jego sprawą łykałem gulę młodzieńczego wstydu i upokorzenia. Jakiż mały się czułem, gdy Liam Neeson tak stał nade mną w kapeluszu, z nic nie mówiącą twarzą. Albo wtedy, gdy w dżinsach i z grzywką obtańcowywał i obcałowywał najlepsze dziewczyny na parkiecie, a ja podpierałem ścianę, nie mając nawet do kogo otworzyć gęby.
Mój wielki świat zaczął się w roku 1987 od Paryża, gdzie przez dwa miesiące mieszkałem i pracowałem, nawet nie tylko fizycznie, z narzeczoną u boku. Wracałem do PRL w stanie paraliżu estetyczno-egzystencjalnego, w dodatku z jakąś lewizną w bagażu, a więc i z duszą na ramieniu. Paryski sen rozwiał się już na Okęciu, a może dopiero w magicznym autobusie 175, łączącym dwa światy ulicą Żwirki i Wigury? Dziś czuję się w Paryżu jak człowiek i wracam stamtąd z radością, do mojej kwitnącej ojczyzny. A to tylko ćwierć wieku! Jesteśmy najszczęśliwszym pokoleniem – podbiliśmy Paryż!

Zanim to jednak nastąpiło, wielki świat odsłaniał się przede mną w różnych zaskakujących epifaniach. Praca na czarno, włóczęga, studenckie pokoiki, tu i tam. Wielkie patrzenie od dołu. Jednakże objawienie najbardziej wstrząsające miało twarz właśnie Liama Neesona. Równo dwadzieścia lat temu kręcono na terenie dawnego obozu w krakowskim Płaszowie sceny do filmu Spielberga „Lista Schindlera”. Miałem wielki fart – Lew Rywin, współproducent tego obrazu, kochana gruba fisza z cygarem w zębach, zatrudniał mnie w ekipie filmowej w roli „stacza”, czyli osobnika, który staje przed kamerą w czasie ustawiania świateł i rekwizytów, celem oszczędzenia sił aktora, odpoczywającego w swojej przyczepie-garderobie. Jedyna kompetencja stacza to oprócz umiejętności stania – dokładnie ten sam wzrost, jaki ma jego aktor. Ja zastępowałem Bena Kingsleya, aktora wielkiego, acz nikczemnego wzrostu, grającego tam księgowego Izaaka Sterna. Liam Neeson grał zaś samego Oskara Schindlera i też miał swojego stacza, Amerykanina, który owego szczególnego dnia jakoś nawalił. Neeson sam więc sobie musiał być staczem. A plan nie był łatwy – było już ciemno, a scena przedstawiała dwóch mężczyzn rozmawiających w świetle reflektorów ciężarówki. Ustawienie lamp w taki sposób, aby wydawało się, że to właśnie owe reflektory oświetlają plan, jest trudnym zadaniem. Dlatego wyjątkowo długo, bo co najmniej przez dziesięć minut musieliśmy stać w pozycji scenicznej, zanim Spielberg i Kamiński uznali, że to, co pojawia się w oku kamery wygląda dostatecznie filmowo. Stanęliśmy w ciszy, w dziwnym świetle żółtych reflektorów naprzeciw siebie – on i ja. Liam Neeson w pięknym kostiumie, zabójczo przystojny, w kapeluszu, wysoki czterdziestolatek. I ja – obszarpany, chudy dwudziestopięciolatek z prowincjonalnego miasta wschodniej Europy; słowem zero. Oskar Schindler miał tu za chwilę rozmawiać z Izaakiem Sternem, więc i my musieliśmy stać patrząc sobie w twarze, jak to czynią rozmówcy. No i staliśmy. Bez jednego słowa, bez jednego uśmiechu, bez najmniejszej choćby interakcji ludzkiej – przez dziesięć minut co najmniej. Nie było żadnego „hi!”, żadnego „thanks” – plebs miał zakaz odzywania się do aktorów, a zakaz ten jakoś spontanicznie rozciągał się na drugą stronę. Żelazna kurtyna między nami. Egzystencjalny skandal: patrzenie sobie w oczy, stanie twarzą w twarz, a jednak całkowicie puste i pozbawione znaczenia. Wyobcowanie zabsolutyzowane, nie dające się przezwyciężyć nawet przez nagość ludzkiej twarzy i wymowność ludzkich oczu. A kilka dni później był bal dla ekipy w pewnym lokalu koło rynku. Ten sam Liam Neeson, znany mi w postaci Oskara Schindlera, odzianej we wspaniałe garnitury i płaszcze, teraz w dżinsach i z grzywką…

Tak się złożyło, że dwa miesiące później byłem w Nowym Jorku. Zbierałem z ulicy nadpsute owoce i kupowałem obrzydliwe zimne hot dogi za pół dolara. Zachwycony i szczęśliwy obywatel świata is spe. Nie wiem, kiedy to się naprawdę stało. Pewnie nie tak dawno. Ale dziś patrzę w przystojną twarz Liama Neesona i w te same oczy na zdjęciu bez cienia wstydu ani upokorzenia. I jestem pewien, całkowicie pewien, że gdybym znowu był staczem i musiał patrzeć w te oczy na żywo, tak jak wtedy, byłoby już normalnie i po ludzku. Wszyscyśmy jakoś dorośli i świat razem z nami.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 40

Dodaj komentarz »
  1. Wychowałem się w miejscach i czasie autentycznych wydarzeń, w których dzieje się akcja filmu Spielberga. Dla zachowania autentyzmu tego obrazu na filmie na byłem i nie pójdę. Film jest zawsze filmem, coś naciąga, koloryzuje, dodaje, przemilcza, fantazjuje, fałszuje lub wykorzystuje koniunkturalnie. Dziwi mnie tylko ta scena Pana z Liamem Neesonem. Obszarpany, chudy z prowincjonalnego miasta Wschodniej Europy. Zero. Czy Pan nie przesadza lub tchórzliwie popada w kompleksy. Gdyby Pan ośmielił się i otworzył usta, szydło wyszłoby z worka. A Pan jako profesor, nie wstydząc się ujawnia nieistniejące różnice.

  2. Bardzo ciekawe. Spielberg nie w kij dmuchał, miło się pewnie ogrzać w blasku sławy, choć postać tytułowego dobrodzieja nieco kontrowersyjna, ale gdybyś tak łaskawco załapał się na stacza u Briana Gibsona, to mógłbyś zastępować Bena Kingsleya w znacznie ciekawszym filmie, bo w „Mordercy Są Wśród Nas”, o samym Szymonie Wiesenthalu, a mając szczęście sterczeć za Bena u Rogera Younga, to mógłby bracie nawet za samego Mojżesza robić – sam powiedz, czy to nie gratka? Furda tam zobaczyć Paryż – odstać Mojżesza i umrzeć, to byłoby coś!

    Nie chcę być złośliwy, piszę z czystej życzliwości – zawsze możesz wziąć klawiaturę i treść swego wpisu raz dwa przerobić, nie będzie obciachu, nikt nawet nie zauważy (wy tam w tej waszej komitywce macie zresztą wieloletnie doświadczenie w przerabianiu wg własnego widzimisię tego, co już zostało napisane, więc żadna trudność, np. kumpel z loży, niejaki p. Spiewak, wykonał właśnie taki manewr w swej książce pt.: „Żydokomuna”, jak czytałem), rzecz w tym, iż „nic niemówiąca” powinno być, jeśli łaska, a nie: „nic nie mówiąca”. Edytor tekstu nie kuma, dlatego sam nie poprawi, jednak profesor, nawet taki drugiej kategorii, powinien.

    A Paryż to podbiliście w 1789r., Londyn już w 1717r., więc ta radość z podboju jakby nieco spóźniona…

  3. A propos poprzedniego komentarza: sporadycznie czytam wpisy na polskich forach, ale zawsze znajduje się, ktoś, kto jak przedmówca gogo, węszy żydowski spisek. I to w słowach takich, jakby był strażnikiem i kultywatorem jakiejś niebywałej wiedzy tajemnej dotyczącej wrogich działań najwyraźniej już od czasów ukrzyżowania Jezusa Chrystusa (tutaj autor sięgnął zaledwie XVIII w.). W dodatku w takich wpisach jest zwykle mnóstwo niby subtelnej, ale tak ziejącej nienawiści, że samemu można wpaść w schizę, czy aby czasem Polska nie jest opanowana przez sektę paranoików.
    Przeżyłam już parędziesiąt lat, bywało się w różnych kręgach społecznych i na paru uniwersytetach, ale osobiście nigdy nie spotkałam tych wrogów światowego żydostwa w naturze: tylko na okładkach żenujących książek w paru księgarniach, no i na tych forach…

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Lubię Liama Neesona, więc rozważałem w sobotę wyjście do kina na „Przetrwanie”, ale po zapoznaniu się z kilkoma recenzjami, postanowiłem odpuścić, w końcu 19 zetów za bilet nie w kij dmuchał, a film kat. B mogę sobie obejrzeć z płyty w domu. Było trochę marudzenia żony, ale w końcu dała się przekonać, że Sean Penn nie mógł zgodzić się na udział w byle czym, poszliśmy na „Wszystkie odloty Cheyenne’a”. Treść filmu w części poruszała nutę holokaustu, lecz była raczej przyczynkiem do filozoficznych rozważań głównego bohatera. Nie mam zamiaru streszczać, ani pisać tutaj recenzji filmu, naszkicuję tylko jeden z epizodów.
    Cheyenne siedzi przy barze koło gościa wytatuowanego po czubek głowy i w trakcie rozmowy pyta sąsiada:
    -czym się zajmujesz ?
    – robię tatuaże
    – aha, twoim zawodem jest robienie tatuaży
    – nie, ja uprawiam sztukę
    – to kto w dzisiejszych czasach zajmuje się normalną pracą?
    Odpowiedź należy oczywiście do widza, choć nie każdy z nich jest filozofem, a to jednak jest temat.

  6. Szanowny panie profesorze!
    Usiłuję zrozumiec powody, dla których tłumaczy się pan ze swoich „złych” wspomnień i skojarzeń na widok wizerunku znanego aktora, z którym – przez przypadek – odgrywaliście rolę „staczy”.
    Myślę, jeśli dobrze zrozumiałam pana intencję i przesłanie, chodzi o to, że nieprędko wyzwolił się pan (wyzwoliśmy sie my, Polacy) z kompleksów człowieka z Europy Środkowo-Wschodniej, który przebijał się do „lepszego” świata. Nawet wtedy, gdy miał więcej atutów, bo – oprócz pracy fizycznej – możliwości intelektualne, poparte najwyżej jakimś chudym stypendim krajowym.
    Być może, Liam Neeson wyzwolił w panu ten „strumień świadomości” na zasadzie – teraz to mi możesz nagwizdać, bo każdy z nas jest kimś ( w swojej, nieporównywalnej zresztą branży).
    Ja odebrałam pana wpis jako w kategorii „ku pokrzepienia serc”.
    Zgadza sie to z moją drobną satysfakcją, którą odczuwam, gdy jadę np. do kraju, gdzie kiedyś zapieprzałam (będąc mgr UW), mając ze sobą karty płatnicze MOJEGO kraju itp.

  7. „Dickowi Cheneyowi przeszczepili jego pierwsze ludzkie serce.”
    „Może i on potrzebował nowe serce, ale tam nie było nic do zastąpienia.”
    „Zawsze myslałem, że ten skurwysyn jest bez serca.”
    „Gdzie są te „Komisje Śmierci” Sary Palin, wtedy, gdy ich potrzebujemy?”
    „Jak to było ludzkie serce to jego organizm je odrzuci.”
    „Nie można żywić się wyłącznie ludzką krwią i pozostać zdrowym.”
    „Czy rodzina dawcy może zarządać zwrotu serca po dowiedzeniu się, że biorcą był Cheney?”
    „Nie wiedziałem, że ten „dick” miał jakieś serce.”
    „Kilka szakali zostało zabitych podczas tego rytuału.”
    „Rządzi zasada „złotego środka.” Kto ma złoto ten ma środki.”

    Przekaziory aż huczą.

    Czy takiemu po 5 zawałach było warto?
    Ile czasu czekał na zabieg? Krócej, tyle samo czy dłużej niż inni pacjenci?
    Jak on dostał to kto nie dostał tego serca? Wiadomo, że w USA na każdych 3 biorców jest tylko 2 dawców.
    Kto decydował?
    Czy dostał po znajomości?
    Czy dlatego, że dalej taki wpływowy?
    Nie szkoda serca dla 71 latka? Przecież szpitale zwyczajowo nie przeszczepiaja starszym niż 65 lat pacjentom. W 2011 roku z 2300 przeszczepów tylko nieco ponad 300 dostali starsi niz 65 lat.
    (A jakby to był twój ojciec? Mój ojciec już mi powiedział, że on by nie chciał. A mój, ze 71 lat to dzieciak i on by chciał nawet teraz. Ma 90 lat.)
    Kto za to zapłacił?
    Czy dlatego, że taki S.O.B. mógł sobie mieć dziesiątki super-drogich operacji nasze podatki są takie wysokie?
    Czy dlatego składki na ubezpieczenia tak idą do góry?
    Ile forsy kosztuje opieka zdrowotna i w jakich przedziałach wiekowych?
    Po co marnować środki na leczenie ludzi pod sam koniec ich życia, kiedy wydaje się lwią część pieniędzy na bardzo drogie procedury?
    Czy jak wejdzie w życie Obamacare to wszystko jeszcze bardziej podrożeje?
    Czy bogaci mogą sobie kupować organy od biednych i żyć dłużej?
    Czy w Stanach wprowadzi się na masową skalę odpłatność za krew, czy dalej jak teraz lwia część będzie oddawana honorowo?
    A za szpik kostny będą płacić? Podobno szpiku ciagle brakuje…
    A za nerki?
    Skąd wiadomo, że plotki o pobieraniu organów od zabitych na wojnach czy w więzieniach to tylko bajki? Przecież Izraelczycy, przecież Chińczycy, przecież w dawnej Jugosławii, przecież w Iraku, w Afganistanie…

    Sąd Najwyższy USA właśnie bierze na wokandę legalność zmuszania Amerykanów do wykupienia obowiązkowego ubezpieczenia zdrowotnego. Czyli legalność podstawy tzw. „Obamacare”.
    Porównywanie obowiązkowego ubezpieczenia samochodowego z Obamacare są zakrzykiwane.

  8. @nina pluta

    Pani Nino,
    Z pewnością mozna w Polsce napotkac prymitywne przejawy antysemityzmu. Polska nie jest pod tym wzgledem wyjatkiem. W Szwecji spotka sie Pani z przejawami bardziej wyrafinowanymi, podobnie jak we Francji i Wielkiej Brytanii, nie mowiąc juz o tradycyjnie antysemickiej Rosji. Licze, ze i tam Pani jest obecna wirtualnie i daje stanowczy odpór:)
    Co do przejawów antysemityzmu w Polsce – zapewne byloby ich o wiele mniej, gdyby nie prowokujące poczucie przyzwoitości przecietnego człowieka publikacje p. Grossa, a i ostatnia ofensywa publicystyczna w „Polityce” i desant z dalekich krajow na jej forach internetowych przybywajacy z odsiecza:)

  9. Ciekawy felieton – Profesor a jednak i profesor potrzebował ,,wyzwolenia”. Można pogratulować odwagi ,,coming outu” gdyż większość Polaków jako przedstawiciele Narodu Wybranego raczej się nie przyznają, nawet przed sobą – a zwłaszcza przed sobą do tego problemu a przez to nie mogą go ,,przepracować”. Najlepszym przykładem Zbawcy Narodu w Osobach Dwóch (no teraz to już w Jednej). Każdy kto pamięta PRL albo siermiężne lata budowy naszego latynoamerykańskiego kapitalizmu musiał się zmierzyć z tym problemem.
    Sam gdy wybrałem się na emigrację zaznałem wielu rozterek Polaka. Niestety moim pierwszym celem była Holandia i…Po pierwsze przekonałem się o dosyć powszechnym rasizmie Holendrów. Wtedy oni dokonywali swoistego ,,coming outu”, ci sympatyczni, tolerancyjni Holendrowie poparli rasitowską partię Pima Fortuyna, (dlatego sukces portalu Wildersa jak i postawa rządu holenderskiego bynajmniej mnie nie zdziwiły), sami uwiązani POZWOLENIAMI NA PRACĘ zostaliśmy spozycjonowani przez naszego pracodawcę pośród zwierząt roboczych, z jedynym zastrzeżeniem, że trzeba było nam płacić. Tam też poznałem drugą strone medalu: Homo Polonicusa w jego najwspanialszej formie: lat 45, wąs+widoczne braki w uzębieniu, pełna nieufność do Polaczków znających język umożliwiający skomunikowanie się z tubylcami (padło niestety na mnie),wódka w sobotę na stół, wtedy mieli swą Dumę i Honor (,,a co polski język nie piękny? Niech się, qrwa uczą go jak chcą Poloków zatrudniać, ty myślisz, ze jak my nie znamy angielskiego, to nie wiemy,co ty do nich mówisz? Że Polskę,Ojczyznę zdradzasz!” Itd. W pniedziałek nawet ślad po tej dumie nie zostawał: orali jak konie(także oszukując komputery i normy) wywołując cmokanie (nieświadomego oszustwa) szefa i wściekłość Holendrów, sam doświadczyłem z ich strony roboczego polskiego piekła: znienawidzili mnie bo miałem najlżejszą robotę, która im się NALEŻAŁA bo byli najstarsi. To nic, że z powodu nieznajomości jakiegokolwiek narzecza oprócz języka Dumnych Orłów nie byliby w stanie tej pracy wykonywać w sposób wymagany przez szefa. Wiadomo NALEŻY się…Tak wyglądał początek analogiczny do paryskich czasów Pana Profesora…baaardzo wtedy się tym martwiłem, że mnie do tej ekipy…
    A WYZWOLENIE nadeszło w Republice Irlandii: kraju o którym będę miał jak najlepsze wspomnienie. Może nieporównywalne do polskiego małpiego uwielbienia dla USA gdzie pod gwieździstym sztandarem serce urastało i można było pić Coca Colę na galony ale…To był pierwszy kraj w którym nas – Polaków potraktowano fair: wolna praca, równe prawa (a nic mnie tak nie wqrwia jak nierówne prawa a Polska na tym jest ufundowana). Fajni ludzie, odnoszący się z sporą dozą sympatii dla ,,tych” dziwaków. Moim najlepszym kumplem został irlandzki wściekły nacjonalista, zwolennik SinnFein, wróg naszego członkowstwa w UE. Ot, taki irlandzki beton PiSowski. Kiedyś zadałem mu pytanie: Rog, byłeś wród wrogów naszego członkowstwa w UE a teraz cieszysz się przyjaźnią tak wspaniałej persony jak JA . Odpowiedź była najzupełniej serio: Uważałem,że wasze członkowstwo było do Irlandii niekorzystne ale większośc uznała inaczej, więc nie MAM WYBORU. ,,Nie wkurza cię, ze zabieramy pracę Irlandczykom?”, ,,Nie ,ten kraj ZAWSZE miał tylko jedno do zaoferowania: ludzi do pracy może czas, gdy nam się zrobiło lepiej pomóc innym. Ja tylko domagam się by za tą samą pracę i Polak i Irlandczyk dostawali te same pieniądze. Jeżeli wtedy Irlandczyk straci pracę bo gorzej pracował no problem, musi się lepiej starać”. Ciekaw jestem czy Polski nacjonalista byłby zdolny do takiego spojrzenia?
    Tak czy owak ,,szkoda została wyrządzona” – pozbyłem się kompleksów, pomogła mi w tym także książka R. Ziemkiewicza ,,Polactwo”. Zadziwiające, że literat odsyłający innego literata do pasania krów na Narwią gdzie(rzekomo) jest jego właściwe miejsce, mógł opisać ów zbiór cech Homo Plonicusa/Wąsacza Mentalnego tak celnie. Pomny tych analiz wprawnie omijałem rafy ,,polackości”(szkoda, że publicysta-literat Ziemkiewicz sam nie korzysta ze swoich analiz) jakoś godnie przeemigrowałem. Na koniec z przyczyn rodzinnych wróciłem na Ojczyzny Łono co było jak powrót do bantustanu…

  10. mag
    25 marca o godz. 23:31
    Kiedyś przeczytałem wywiad z M. Kondratem. Opisuje swoje spotkanie i odczucia z tym związane z D. Sutherlandem. Gdy powiedział Sutherlandowi ile zarabia(to były czasy nieboszczki tzw. komuny więc wartość pieniędzy była zgoła surrealistyczna), generalnie ów Aktor generalnie nie odniósł się z należytym szacunkiem do swojego polskiego kolegi po fachu. ,A jak jest teraz?” ,,Zrabiam lepiej a on znacznie mniej” Cos w ten deseń

  11. Nie ma co przesadzać Panie Profesorze. Jest Pan filozofem i chyba Pan wie, że największym lekiem na Weltschmerz jest izolowanie się od kompleksów. Niech Pan też weźmie poprawkę, że 3/4 tego świata żyje de facto w nędzy, miliony umierają na cholerę-chorobę, która w Europie została wytępiona pod koniec XIX wieku. Pan zupelnie jak Maria Antonina narzeka na zimne hot dogi w Nowym Jorku podczas gdy co najmniej trzy Polski piją wodę z kałuży albo z latryny. Czy coś jest strasznego i gorszego w byciu inteligentem z Centralnej Europy? Ja myślę, że można być z tego powodu dumnym. Ja sam pracuję jako naukowiec w pewnym Instytucie i mam jeszcze młode latka. Na samochód mnie nie stać, mieszkam w mieszkaniu komunalnym, ale szczęśliwie wykonuję swój zawód i jeżdżę po świecie z nadzieją, że będzie lepiej i coś pożytecznego zrobić jeszcze można. Za cholerę bym nie chciał być wymuskanym Liamem Neesonem „melośmiaczem” dla mas a cieszę się, że jestem inteligentem ze Wschodnich Rubieży Europy. Jako filozof etyk Pan wie, że miary człowieka są z goła inne niż te które nam się serwuje w kolorowych ogłupiaczach. Lansuje się w nich drobnomieszczański kult urody i dóbr konsumpcyjnych. Troszkę Pan wpadł w te sidła.
    Teraz zaś przejdę na pozycję empatyczne. Jest coś na rzeczy z ową etykietką człowieka ze Wschodniej Europy. Mam dużo znajomych na świecie, ba nawet moja druga połowa wywodzi się z Danii i trochę znam odczucia odnośnie naszej długości geograficznej. Zauważyłem jednak, że jest taki gatunek, który nadal używa wschodnioeuropejskich etykietek i to nie koniecznie wśród osób o kiepskich statusie intelektualnym. Czasami moi rozmówcy (rzadko, ale można to odnotować) gdzieś między linijkami przemycają wyobrażenie, że matka musiała mnie urodzić w pakułach pod psią budą, że nauki musiałem pobierać w jakimś jezuickim wstecznym więzieniu a sport który najchętniej uprawiam to kopanie czaszki wołowej na zabłoconym podwórku. Czasami kalka- Borat jest nakładana niemiłosiernie nawet wtedy kiedy rozmowa dotyczy tematów głębszych .Poglądy mam jak to się mówi postępowe więc raczej nie zanudzam przy nocnych nasiadówkach o tragedii wdów Smoleńskich albo o tym, że Słowacki wielkim poetą był. Klisze te są rzadkie a celuje w nich szczególnie jeden kolega Węgier! Znam też w Polsce kolegę zdolnego wykształconego naukowca – Macedończyka, o którym w Instytucie myśli w podtekście, że jest pastuchem, który się chwilowo wypuścił do Polski. Kolega ma szeroki zakres wiedzy na temat Ivo Andricia, ma nienaganne maniery, zna się na naszej działce naukowej ale mit bałkańskiego flejtucha potrafi przygnieść wszystko, bo gdzieś ten porywczy pastuch w nim niby czyha aż tylko czekać kiedy wybuchnie. A więc nie ulegajmy kompleksom. Bo cała Miteleuropa w szczególności również uwielbia przywdziewać jakąś martyrologię i ma mnóstwo uprzedzeń,durną miksturę kompleksów niższości i wyższości. Narosło tego wszystkiego masa podczas konfliktów etnicznych i są dziedzictwem wieku XIX. Pisząc, że wstydzimy się przed „boskim Liamem” kontynuujemy tą przedziwaczną miskturę, która truje.

  12. Artykuł Cindy Pearlman w „The New York Times” (Tłum. Katarzyna Kasińska) o Liamie Neesonie ,,pogodzonym ze światem” napawa większym optymizmem.

  13. Według kaliny ( wpis z godz 8.07) to sami Żydzi są winni antysemityzmowi, bo przecież Gross to Żyd, a „Polityka” zażydzona. Podobnie jak Gogo (wpis wczorajszy z godz. 20.05) czytałem „Żydokomunę” Pawła Śpiewaka i odebrałem tę książkę zupełnie inaczej: to bardzo rzetelny esej oparty o niepodważalne fakty. Można się spierać o ich interpretację, ale nikt nie podważy przypomnianych tam pogromów Żydów w dziewiętnastowiecznej Rosji, czy na Ukrainie po I wojnie światowej. O tej ostatniej sprawie pisze Śpiewak, że to już raczej było ludobójstwo. Przypomniał też Śpiewak nasz swojski antysemityzm, inspirowany swego czasu przez endecję, przedwojenny Kościół Katolicki, czy część aparatczyków PZPR w 1967 roku. I niech Gogo i kalina zwrócą uwagę, że prof. Śpiewak nie waha się krytycznie oceniać Żydów komunistów, którzy przed lojalność narodową stawiali „proletariacki internacjonalizm”. Oczywiście aż do czasu, kiedy i ich dotknęły czystki stalinowskie lat 1937 – 1938, a w Polsce nagonka gomułkowsko – moczarowska w trzydzieści lat później. Spodziewam się że czujni antysemici wkrótce przypopmną, że Paweł Śpiewak … też jest Żydem. Pozdrawiam

  14. Prowincjusz
    26 marca o godz. 11:24
    Fascynują mnie ci Zydzi – niby jest ich w Polsce dwadzieścia pare tysiecy a są wszędzie…I tylko Polak-katolik umie ich wykryć…Gdy ktoś/coś się nie zgadza z Prawdziwym Patriotom Polskim to MUSI BYĆ ŻYDEM. Są na blogach Polityki tacy internauci którym finalnie, o czymkolwiek by mowa nie była dojdą do wątku żydowskiego.
    Niestety PPP miłośc do Ojczyzny tak bardzo dławi, ze nie mają wolnych mocy przerobowych by pouczyć się i zrozumieć, ze dawna Rajska II RP była też zasiedlona przez ich moralnych dziadków, którzy umieli pokazac co to znaczy mieć za sąsiada PPP i jedynym w tej systuacji wyjściem dla niePPP było przystać do tych którzy chcieli ten raj albo zmienić (PPS) albo rozpieprzyć(KPP). Bo przecież nie mieli genotypu uprawniającego do pomieszkiwania na Tej Ziemi.

  15. Amerykańska Liga Przeciw Zniesławieniom opublikowała raport, z którego wynika, iż najbardziej antysemickie kraje w Europie to Węgry, Hiszpania i Polska. Wg raportu aż 48% ludności w Polsce okazuje ‚głęboko zakorzenione postawy antysemickie’ :

    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114877,11408690,ADL__Antysemityzm_niepokojaco_wysoki_w_Europie__w.html

  16. @nina pluta
    Antysemityzm ma się całkiem nieźle również na forach „Polityki”. Wystarczy tylko niewielka iskierka, a zaraz wybucha pożar. Brak argumentów tuszuje się napastliwym językiem, neguje się fakty lub relatywizuje zbrodnie na Żydach z udziałem Polaków.

    http://www.polityka.pl/historia/244073,1,antysemityzm-nasz-powszedni.read?backTo=http://www.polityka.pl/spoleczenstwo/artykuly/1507202,1,ratajczak-klamstwa-o-klamcy.read

  17. Cudowny, wzruszający utwór z „Listy Schindlera”:

    http://www.youtube.com/watch?v=QUJ187mkMq8

  18. @Prowincjusz
    Nie raz juz pisałam o prostym fakcie, ze tak jak nie istnieja antysemiccy Polacy jako masa, a jedynie pan X, Y, Z, ktorzy antysemitami sa i nalezy im to wytknąć, tak nie istnieją jako masa szowinistyczni Żydzi, ktorzy oskarzaja wszystkich naokolo o zbrodnie przeciw narodowi wybranemu, a belki w swoim oku nie widza. Mam to szczęście, ze mam kilku przyjaciół Żydow rozproszonych po calym świecie (Żyd – wieczny tulacz:) i sa to swietni ludzie, mądrzy, z otwartym umyslem, pogodni i nie oskarzajacy nikogo o nic. I jest oczywiste, ze tacy sa tez i liczni polscy Żydzi, a niektorych z nich mialam lub mam szczęście znac. Po raz pierwszy zas przeczytalam o serwiliźmie kresowych Żydow w 1920 r. wobec bolszewikow jako przyczynach nienawisci do Żydow na tych terenach w artykule Eugeniusza Smolara opublikowanym jeszcze w latach 80-ych ubiegłego wieku w „Odrze”. Byl to bardzo madry, kompetentny i obiektywny tekst bez jakichkolwiek uprzedzen i prob wybielania ktorejkolwiek strony.

  19. Mieszkam ponad cwierc wieku w Paryzu, na poczatku jak moi rodacy mnie odwiedzali spali na waleta na kanapie, karmilam ich, zapraszalam na wino… Dzisiaj, to oni mnie zapraszaj do restauracji, to oni mi oplacaja cudowny wieczor. Ciesze sie, ze nie ma juz barier, ze ktos ze wschodu bidny przyjechal do Paryza.

  20. Przewrotnośc losu środkowowschodniego Europejczyka.
    Panna szlachcianka ,studiując w Instytucie Błagarodnych Diewic w Smolnym (póżniej Lenin tam urzędował) miała przyjemnośc ze studentem Lestechniczeskoj Akademii.
    Mój prapradziad sie urodził.Ojciec prapradziada zachował się godnie i wnet zszedł był na tyfus.Prapradziadowi zachowali nazwisko Ojca ,bo w roku 1830,za ruchawkę i głupie uczestnictwo braci panienki, majątek ruscy zabrali i z czegoś życ trzeba było.Renta carska dla prapradziada się należała.Za ojca.Prapraprababka okazała się kobieta biznesową.Wyszła b.majętnie za mąż zachowując nazwisko synowi .Nie wiadomo,czy przez sentyment czy z powodów biznesowych. I nazwisko zostało.Przez 180 lat.Do dzisiaj.Przydało się w 1864 i w 1917 w Kijowie,gdy biełoruczki marny los czekał.Choc brat dziada pisał się już z francuska .Dziad odmówił stwierdzając,że nie jest idiotą.Mam to na piśmie w jego liście.
    Snuję tą opowieśc ,pomijając wiele lat historii rodziny by dotrzec do końcowego aktu
    przewrotnej historii środkowowschodniego europejczyka.Czyli mojej historii.

    W pasjonującym i bohaterskim okresie wczesnej transformacji zaciągnąłem się do amerykańskiej korporacji.W stopniu oficerskim.Udało się byc efektywnym technicznie.
    Odwiedzac headquarter .Szef korporacji nosił moje nazwisko.Choc powiedział mi,że cieszy się ,że noszę jego nazwisko.Dalej było pięknie.

    I jak tu Żydów nie lubic ?

    To może byc scenariusz do przebojowego filmu.

  21. Swietnie napisane,
    Ciekawie Pan zestawil te rozne swiaty ktore spotkaly sie w ludzkim spojrzeniu.Nawet jesli ktos jest slynnym aktorem, to ma ludzkie oczy, a one nie klamia jak sie w nie dobrze wpatrzyc…
    Pozdrawiam

  22. Witam Pana Profesora,
    ja pamiętam, jak zaraz po maturze w 1991 roku pojechałam do mojej rodziny do Francji i jak było to dziwne spotkanie z zupełnie innym światem pod względem dostępności pewnych rzeczy, a nelży tu pamiętać, że była na północy Francji i że szeregowy Francuz nie żyje wcale tak wystanie. Oszczędność jest w cenie. Dzisiaj jak jadę w tamte rejony i nie tylko mam frajdę, że już moje, a nie rodziców, zarobione środki starczają mi poprostu tam na normalne przeżycie. Zarabiam jakoś realnie nawet i na tamte warunki. To miłe uczucie sprawdzić na własnej skórzy, że nasz świat znormalniał, może jeszcze nie we wszystkim jeszcze aż tak, jak byśmy chcieli, ale teraz i unas i tam po prostu nie jest idealnie.
    Pozdrawiam

  23. Proponuję wejść na blog Waldemara Kuczyńskiego. Można się nieźle wykąpać w antysemickim szambie.
    Do kaliny: nigdy nie twierdziłem – i nikt rozsądny tak nie twierdzi – że Polacy są urodzonymi antysemitami. Myślę jednak, że jest wśród nas jakaś nadreprezentatywność antysemitów. Choćby wpisy na blogu W. Kuczyńskiego o czymś świadczą. Pozdrawiam

  24. @Prowincjusz

    Zgadzam się całkowicie, ze trudno pogodzic rozsądek z tezami np. pana Grossa:))) A co do polskich antysemitow – ich zoologiczny antysemityzm tez trudno pogodzic ze zdrowym rozsadkiem. Ale tak juz bywa, ze to, co odbiegajace od normy, jest najłatwiej i najszybciej postrzegane. Pozdrawiam:)))

  25. Prowincjuszu, tu jest wielki świat bracie: Francja elegancja, Londyn, Nowa Jerozolima, (Petersburg 1917, a przedtem Bazylea, Hiszpania ~1936, Warszawa 1944, teraz dyskrecja Grecja) za chwilę znowu Hiszpania…

    Moim zdaniem „Żydokomunę” Pawła Śpiewaka nie wystarczy jedynie przeczytać, trzeba ją jeszcze odczytać, zrozumieć złe intencje Autora, jego motywacje, kontekst, uwarunkowania; zwrócić uwagę na zaprzeczenia i jeśli przyjąć je jako potwierdzenia rzeczy pewnych – wtedy z tej książki może popłynąć obiektywna wartość. To jest produkcja wyjątkowo pokrętna, Autor, jako osoba publiczna, nie może iść w zaparte i konfabulować bezczelnie w żywe oczy, jak Gross, czy Kosiński, ponieważ krytyka w Polsce rozniosłaby go na strzępy, byłby skończony jako potrzebna wciąż dla celów propagandowych, gadająca w mediach głowa, aby więc osiągnąć zamierzony (lub bardziej postawiony mu) cel, on musi pośród prawdy, a częściej półprawdy, przemycać zwykłe kłamstwo, zaprzeczenia.

    Co do sugerowanych przez Ciebie kąpieli – i to nie w błocie Morza Martwego, jakby tu bardziej chyba wypadało – to w tak eleganckim towarzystwie taka propozycja? Wiadomo, że to nie perfumeria przecież. Nie uchodzi Prowincjuszu – tutaj i tak wszyscy wiedzą, że nie tylko Kobylański to „antysemita oraz typ spod ciemnej gwiazdy” (nawet jeśli nigdy nie słyszeli żadnej jego wypowiedzi) , ale także każdy, kto ośmieli się na rzeczową nawet krytykę. A chazarskie sądy tę tezę zawsze potwierdzą – one znają się na gwiazdach lepiej od samych astronomów. Aczkolwiek, po casusie pp. Siemiątkowskiego z Millerem na początek, widać jakby możliwość odwrócenia tego jedynie słusznego dotąd trendu – najwyraźniej nadchodzi jakaś przemiana w dotychczasowym aparacie „sprawiedliwości”. Oby na lepsze.

    @ nina pluta

    Spiski nie są niczym nowym, niektóre w świadomości zbiorowej mogą trwać tak długo, jak sama spiskowa idea, przez całe wieki. Wrogie działania grupy wobec ludzkości poprzedzają nawet czasy Jezusa Chrystusa (były zresztą przyczyną Jego zstąpienia na ten nasz łez padół, pośród ludzi moralnie chorych, gdyż jak mówi Pismo: to nie zdrowy potrzebuje lekarza) i sięgają co najmniej okresu hellenistycznego, zapomnianej dziś programowo historii wspaniałej niegdyś cywilizacji mądrości, której jak widać z niecnych planów rządzących ministrem oraz Ministerstwem Edukacji w Polsce, młodzież nie nauczy się już w szkołach. Tak, jak nie nauczyła się dostrzegać ordynarnego oszustwa globalnej finansjery w dzisiejszej, derywatowej pseudo-ekonomii, w lichwie kredytowej oraz w manipulacjach szwajcarskim Frankiem na przykład, albowiem pozbawiono ją nawet podstawowego wykształcenia matematycznego, tym samym możliwości zrozumienia świata liczb, jedynego realnego dla braci przymierza.
    Nie Ty jedna przeżyłaś kilkadziesiąt lat, niektórzy zgromadzili w tym czasie kapitał intelektualny, doświadczenie, inni zaś przeciwnie – cóż, jak pisze Senka: czasami człowiek nie ma innego dowodu na swe długie życie, jak tylko liczbę przeżytych lat…

  26. Wiesz, kalino, ze nalezy najpierw sie uderzyc we wlasne piersi, a potem dopiero w piersi Szwedow, Anglikow i Francuzow. W kwestii antysemityzmu, znaczy sie.
    I nie jest prawda, ze czlowiek styka sie z nim tak samo czesto w innych krajach co w Polsce. Ja po 25 latach rezydowania w Anglii zetknalem sie z nim dopiero jak moj dentysta zmienil sobie higienistke na mloda Polke. I pierwsze co uslyszalem z jej ust to narzekanie na „za duzo Zydow” w Anglii.
    Zmienilem dentyste. A Tobie radze zmienic okulary.
    Opowiesc Gospodarza zrozumialem tak jak zrozumiala ja mag. I pamietam sam te uczucia jakiegos takiego oniesmielenia, ktore nie mialo nic wspolnego ze znajomoscia jezyka. Oniesmielenia szerokim swiatem.

  27. Nareszcie ktoś nazwał antysemitę po imieniu i nie musi go za to przepraszać:

    http://wyborcza.pl/1,75248,11425961,Sikorski_wygral_proces_z_Kobylanskim.html

  28. Wczoraj odwiedzilam Pana blog ,przeczytalam niestety wpis pana gogo i odwiedzilam P.Kuczynskiego i musze sie przyznac po raz pierwszy w zyciu bylo mi wstyd ,ze jestem Polka ..
    Wtedy ,ach wtedy uwazalam, ze to Nasz Los i jak w innym amerykanskim
    filmie moglam sobie powiedziec ; Ty nie mozesz nic na to..
    Teraz Polska jest wolna ,a z wolnoscia przychodzi odpowiedzialnosc .
    Spelniony sen?… nie wiem , /ja wolalabym sobie jeszcze dospac/.
    Salute

  29. Drogi Gogo, to, co piszesz, jest zwykłym „wielkoświatowym” bełkotem zakompleksionego, faceta, który w każdej wypowiedzi o istnieniu antysemityzmu widzi tzw. drugie dno. No, bo, jakżeby, przecież Śpiewak musiał mieć „złe intencje”! Z takiego myślenia trzeba się leczyć. Nie ma innej drogi. Pozdrawiam

  30. Prowincjuszu tani – a co Ty tam wiesz, na tym swoim zadupiu intelektualnym? Tyle, co zjesz siermiężnej strawy: trochę ziemniaków w łupinach, okraszonych skwarkami, popijając dawno już zsiadłym mlekiem… Pozdrawiam.

  31. JH ,kokietuje,On to lubi,zimnymi hot dogami i owocami nie pierwszej świeżości w NYC jak również lewizną paryską w autobusie 175.Prosty chłopak z akademickiej rodziny,taternik w dodatku,zdobywający cichcem Dziki Zachód.Jakaż różnica w porównaniu do wspomnień D.Passenta hardvarczyka bywającego w domach znamienitych intelektualistów żydowskich w tym samym NYC.Czy guru Adama M.

    Właściwie ,to nie o tym chcę napisac.
    Moi przodkowie,byli antysemitami.Jak na prawych środkowowschodnich europejczyków przystało.Broń Boże nie Żydożercami.Bogaci Żydzi byli dopuszczani do komitywy.Bez nich ekonomika Kresów zawaliła by się w mgnieniu oka.Na poziomie makro i mikro .Bogaci zapewniali „krwioobieg” (b.mi się podoba to określenie często przywoływane współczesnie) pieniężny a biedni chałaciarze obieg dóbr byle jakich lecz niezbędnych oraz ekologiczny recykling (tandeciarze).

    Nie zamierzam czytac dzieła P.Śpiewaka.Jestem bowiem przekonany,że tzw „Żydokomuna ” jest już martwa .Nawet zombizm jej nie grozi.Choc nie mozna wykluczyc,że JH ,kokietujac,może się jeszcze nią, felietonowo,posłużyc.Potrzebne jest dzieło o roli i sposobie działania oraz wpływie Żydów na gospodarkę na ziemiach polskich.W sensie obiektywny.Szkiełkiem,nie okiem.

    Może także,dzieło następne ,analizujące ten temat na polu nauki i techniki.

    Te postulaty wydałem z siebie by zwalczyc ,mój wrodzony przez przodków, antysemityzm w sposób szlachetny ,oparty na naukowych podstawach.

    Do zwalczenia w sobie antysemityzmu namawia mnie także mój przyjaciel lekarz,Arab lecz już obywatel polski mówiąc mi: Ci parszywi Żydzi oskarżają nas o antysemityzm.A przecież my jesteśmy znacznie lepszymi Semitami niż oni.

  32. Panie Jurganowy, a dlaczego „potrzebne jest dzieło o roli i sposobie działania oraz wpływie Żydów na gospodarkę na ziemiach polskich”, a nie np. Rosjan, Ukraińców, Czechów, Niemców, Amerykanów etc? Czyli Żydzi uwierają…
    Panie Gogo, na przednówku jadam zupę szczawiową. A w ogóle to jestem durny kiep, który poza własną parafią nie zna innego świata. Zdejmuję przed Sznownym Panem mój dziurawy kapelusz, tak jak to moi pańszczyźniani przodkowie przed dziedzicem czynili. W sposób skruszony i uniżony pozdrawiam.

  33. Gogo napisał 25 marca o godz. 20:05

    „Edytor tekstu nie kuma”

    Spotkałem się z okreśłeniem: „Nie kąsasz fabuły”

    Język polski jako język fleksyjny ma małe szanse na szybkie wdrożenie do powszechnego użytku analizatorów składniowych. Autor programu komputerowego gdy ma do skąpe zasoby, zleci raczej lokalizację edytora w dwóch wersjach języka portugalskiego: europejskiej i brazylijskiej, a polski pominie.

    Są nieśmiałe i słabo upowszechnione analizatory składniowe tekstów angielskojęzycznych. Sądzę, że szybciej powstaną analizatory składni tekstów chińskich (chiński jest językiem pozycyjnym).

    Uczynienie z przeczenia „nie” przedrostka, moim zadaniem powinno być zauważone przez program sprawdzania poprawności pisowni edytora MS Word wspomagający tworzenie tekstów polskich.

    Rozumiem zarzut czynienia błędów językowych stawiany papieżowi ateistów, ale wydaje mi się ten zarzut być skutkiem pośpiechu na równi z samym błędem.

    Poza osobami bardzo młodymi, większość z nas nie może zapomnieć skutków opuszczenia żelaznej kurtyny. Studenci Gospodarza będą szukali hasła „żelazna kurtyna” w sieciowych zasobach wiedzy i z trudem będą sobie przyswajali bajki o sklepach dewizowych w kraju, w którym karano za obrót cudzymi walutami. Gospodarz wspomniał urazy z okresu, gdy owieczka poraz pierwszy wyszła poza ogrodzenie pastwiska i stwierdziła istnienie innych biocenoz.

    Zalecam jako wprowadzającą lekturę rozmowę Joanny Cieśli z Katarzyną Jaszczołt profesorująca w Oksbridge w nr 13 Polityki (dziś najświeższy numer). Cytuję: „Z czasem powstała z tego moja teoria znaczeń domyślnych.”

    W publikacjach tekstowych nie mamy zazwyczaj kłopotu z mimowolnym prześliźnięciem się nad zlepkiem takim jak „niemająca”. Sieć jest pełna tekstów niechlujnych. Gdybyż tylko o pisownię i gramatykę chodziło w tym niechlujstwie! Stanisław Lem był zaskoczony mnogością idiotów w Internecie. Bo Mistrz poza swój intymny świat wychodził z myślą. Według mnie fora internetowe i blogi – poza specjalistycznymi – są tylko z pozoru poświęcone prezentacji myśli. Chodzi głównie o wyrażanie uczuć. I tu okazuje się, że Gogo rozumie zlepek słowny Gospodarza Profesora.

    Ale nie napisał: „Nie uchodzi! Nie uchodzi!”
    Gogo nie napisał „rażą takie błędy w tekstach luminarzy!”
    Gogo prosi o łaskę.
    Obawiam się, że łaska Gogo na pstrym koniu jeździ.

    Doktorantom Profesora trzeba będzie wyjaśniać słowa Jana Harmana:
    „Gdy mego promotora pierwszy raz wypuszczono na zachód …”

    Mur hiński miał jeden krótkotrwały epizod strategiczny: otwarcie bram przed Mandżurami niosącymi nadzieję na zapanowanie nad chaosem. Historia zakpiła z ludu Chan. I to przesunięcie niezgłoskotwórczego „c” w w takież „C” poświęcam osobom wrażliwym na rozróżnienie roli przecinka i średnika oraz inne subtelności pisanego języka polskiego.

    Niedawno czołowy językoznawca polskie telewizji nawoływał: „Zwolnij.”
    Prosił o zastanowienie i przerwy w mówieniu i pisaniu. Został prawie wyśmiany.

    Mnie nie dręczyły sny o pięciu dolarach diety dziennej i niemożności spotkania pana Hulot na warszawskim Nowy Świecie. Dla młodych archiwistów za 10 lat „pienc dolaruw djiety dziennej” oraz „Nie dziela listonosza” będą niezrozumiałe z powodów innych niż celowe zniekształcenia pisowni.

    Życzę doktorantom Pana Profesora, aby wybierali karierę w Polsce argumentując: „Do Paryża, to ja latam tylko jako przewodnik ze starymi ciotkami.”

  34. Przepraszam!
    Chodzilo o hipotetyczne słowa promotora skierowane do magistra Jana Hartmana.
    Mimo przeczesania wzrokiem tekstu komentarza, nie zauważyłem tego błędu.

  35. Kiedy czytam Pana lekki i dowcipny opis „młodzieńczej traumy” z Liamem Nessonem w tle, to widzę w tym uniwersalną prawdę psychologiczną i jakąś syntezę pokoleniowych doświadczeń. Kiedy jednak czytam dalej ” …podbiliśmy Paryż” to już jakby cytat z Mrożka. No bo w czym podbiliśmy, jak podbiliśmy, kto podbił. O tym, o tym proszę opowiadać. My tu nic nie wiemy. Za czasów PRL-u coś było wiadomo, w pierwszym albo drugim obiegu propagandowym można się było dowiedzieć że Maria Skłodowska-Curie podbiła, i Gombrowicz podbił i Alina Szapocznikow z Romanem Cieślewiczem i jeszcze Ewa Demarczyk i Krzysztof Kieślowski i zespół Mazowsze w Olimpii. Za czasów „kwitnącej ojczyzny” tośmy tylko o polskim hydrauliku słyszeli że podbił a i to nie całkiem pewne. A Pan że „całe pokolenie”- no!, no!
    Serio mówiąc: dobre samopoczucie rzecz przydatna nawet jeśli budowane tylko na świadomości „dostępności pewnych rzeczy”. Czerpiemy z wielkości i bogactwa kultury francuskiej na tyle na ile, zwykle kiepskie, wykształcenie nam pozwala. Jesteśmy w symbolicznym Paryżu na ogół konsumentami („podbij Paryż z naszym biurem podróży”) lub tanią siłą roboczą lecz nic do zaoferowania nie mamy. O naszych „podbojach” mówią ostatnio Holendrzy (co prawda ci gorsi: nacjonaliści i ksenofobi) może należy się cieszyć że Paryż na razie milczy.
    Chciałabym przeczytać o sukcesach rodaków w Paryżu, Berlinie, Londynie,..Chciała usłyszeć o sukcesach młodego pokolenia uznanych we Francji, Niemczech i Wielkiej Brytanii: w technice, nauce, sztuce…,o publikacjach, odkryciach, patentach, nowych ideach, oryginalnych koncepcjach…

  36. @Staruszek. Dziękuję za tekst. Jest jednym z nielicznych, który przeczytałam z przyjemnošcią.

  37. jurganowy – ale polskie pole nauki i techniki też jest w rękach Żydów !!!

    Ostatnie twoje zdanie wymiata 🙂

  38. SPOZIERACZKA,

    jestem już starym prykiem i nie rozumiem co znaczy „wymiata”.Mniejsza z tym.

    O ile dobrze pamiętam to Einstein-Szwajcar,Freud-Austriak a nawet Infeld -Polak byli etnicznie Żydami.Mnie to zupełnie nie przeszkadza .Jeżeli polska nauka i technika jest
    „w rekach Żydów” to to jest dobry prognostyk na przyszłośc.Może jakiś polski Nobel prawdziwy się trafi ?

  39. Też jestem stara, a wymiata zobaczyłam w sieci – zabawne, śmieszne, bardzo wesołe, najlepsze w tym obrazkowym gatunku, itp.
    Pierwszego mego zdania nie pojąłeś, ale mniejsza…bo skoro jesteś starym prykiem to już niczego w tej materii nie pojmiesz :0

  40. SPOZIERACZKA,

    dzięki za dobre słowo.Żona mówi mi to samo.

  41. @Stach
    Panie Stachu, nie wiem, czy pan zauwazyl, ale polskie piersi bite sa z powodu antysemityzmu nieustannie od kilku lat i to mocno. Co do mojego chuderlawego „przedsiewzięcia” – nie znajduje doprawdy powodu, aby to robic, skoro przyjaźnie się przez cale moje dojrzale zycie z kolezankami-Żydowkami, a podobnych przyjaciół mieli tez przed wojna moi rodzice, a w czasie wojny nawet im pomagali. Natomiast nie zauwazylam (moze jestem nieuważna), aby ze swego antysemityzmu rozliczyli sie Francuzi organizujac w czasie okupacji akcje wysylania swych (bogatych) żydowskich sasiadów, aby zawlaszczyc ich meble, kosztowności i dziela sztuki. Szwedzki antysemityzm jest znany od dziesiatkow lat, podobnie jak rosyjski. I ponoc nadal ma sie dobrze, co wiem od moich szwedzkich przyjaciół pochodzenia zydowskiego. A i zdanie Anglikow w tej materii nie jest mi obce, jako ze spedzam tam co roku troche czasu. Prosze więc mi nie opowiadac o jakiejs Polce, ktora przywiozla do UK swoje antysemickie fobie:)))
    Wmawianie Polakom szczegolnie negatywnego stosunku do Żydów jest po prostu groteskowe i moze się na to nabrac jedynie ktos kompletnie nie znajacy ani Polski, ani innych krajow. Donosze uprzejmie, ze ja do nich nie należę, a wręcz przeciwnie. Pozdrawiam serdecznie.

css.php