Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne

8.06.2012
piątek

Co czyta najwybitniejszy polski filozof?

8 czerwca 2012, piątek,

Co pan ostatnio czyta?, pytają mnie czasem uprzejme panie (mężczyźni nie są tacy wścibscy). Postanowiłem jednorazowo zaspokoić ich ciekawość i podtrzymać konwersację raz na zawsze i powszechnie, odsyłając zainteresowane damy do niniejszego wpisu na blogu. Będzie on aktualny bardzo długo, gdyż czytam niezwykle powoli i bardzo wiele książek naraz. Tylko Wyborczą i Politykę czytam szybko, bo poganiają mnie coraz to nowe wydania w bezlitosnym takcie dni i tygodni.

Są takie książki, które czytam stale, ale bynajmniej nie wciąż od nowa, tylko jeden jedyny, niekończący się raz, nie mogąc dobrnąć do odległego końca. Tak jest na przykład z Anną Karieniną, a to z tej racji, że kupiłem tanio w oryginale i tak mnie te bukwy męczą, że po jednej stroniczce już zasypiam. Na razie jestem koło strony 400, jak Anna w Wrońskim bawią w Italii. Dość to nudne i jak zwykle szkoda mi żeńskiej protagonistki, nad którą samczy autor, pełen kompleksów i przesądów, znęca się tylko dlatego, że mu nie może wyleźć z tych kartek i wskoczyć do łóżka. Inne takie niestrawione dzieło to Ulisses, którego zmóc nie mogę, i to po polsku, bo nie wiem, o co chodzi. Mój kolega Piotr Paziński, wielki erudyta, wie i napisał o tym książkę, ale i z taką pomocą nie daję rady – umysł już nie taki ostry i poważniejsze ma zatrudnienia, niż rozwiązywać rebusy zrodzone w wyobraźni jakiegoś byłego już, bo nieżyjącego Irlandczyka. Nie żebym nie miał dobrej woli. Pojechałem nawet do Dublina, ale niewiele mi to pomogło i skończyło się na kompensacyjnej lekturze pięknych i ludzkich Dublińczyków tak jak ich pan autor stworzył, w pubie nad wątłą tamtejszą rzeczułką. To samo tyczy się Życia. Instrukcji obsługi. Nie mam do tego głowy, a poza tym, jak ktoś się nazywa Perec, to lepiej by się nie wymandrzał, bo my znamy paru Pereców i kudy im do Paryża. To Życie takie jest grube, że chyba je wyniosę do pracy.

Wiele takich rzeczy jest ze mną stale i bezproduktywnie. Wszak stokroć więcej jest tych, których ze mną nie ma. W bogatym skarbcu wciąż nieprzeczytanych przeze mnie wielkich książek, lektur tak obowiązkowych, że ich nieznajomość stawia mnie w rzędzie tych doborowych dandysów i ekstrawagantów, którzy na wiele mogą sobie pozwolić, znalazła się Ameryka Kafki. Czytam ją teraz właśnie, nęcony wspomnieniem teatralnej realizacji sprzed lat 30, we wrocławskim Teatrze Polskim, dokąd nas zapędzili ze szkoły. No, cóż. Bywało lepiej z tym Kafką. Proces to jest coś! Wspaniała udręka dla czytelnika. A ta Ameryka? Nieprzekonujące. Irytujący, mało realistyczny bohater, kolejne wcielenie tego samego wciąż typka, którego znamy z innych powieści. Nie najgłębsze spostrzeżenia o Ameryce i w ogóle szkoda czasu. Kafka nie dokończył pisać, a ja nie dokończę czytać. Zawsze mówię, że Kafka to taki Schulz w krótkich spodenkach.
Z pewnością jednak dokończę czytać Złego Tyrmanda! Tym bardziej, że zostało mi tylko około stu stron. Oj, to też jest coś. Teraz widzę, skąd czerpie inspirację Krajewski. Pomysł, żeby pisać o gangsterskiej Warszawie A.D. 1954, wymazując prawie bez reszty całą komunę, był aktem założycielskim „realizmu zakneblowanego” – genialnej w swej prostocie odpowiedzi na polityczną opresję i cenzurę. Do tego ileż tam wynalazków! Te bajeczne nazwiska, te zabawy formalne z językiem reportażu i modernistycznej powieści! Wielka rzecz średniej klasy! Jaka szkoda, że tekst nie widział ręki dobrego redaktora. Jego pomoc mogłaby sprawić, że Zły stałby się arcydziełkiem polskiej literatury, tak jest dziś tylko dziełem kultowym. Dla mnie zresztą też. Moja wrodzona miłość do Warszawy nabrała nowych rumieńców, a Tyrmand na szczęście już dawno nie żyje i nie muszę patrzeć, jak głosuje na PiS.

Gdy mam już dość wyglancowanych warszawskich oprychów (tak po trzech, czterech stronach), sięgam sobie do Dzienników Pilcha. Michnik kazał czytać, to i czytam. Właściwie dopiero zaczynam. Bardzo go lubię. Taki kojący starszy pan po przejściach. Swoją drogą, jak go widzę, to oczy wybałuszam. Dokładnie to nie na niego (choć bardzo przystojny jest), lecz na młodą damę, a właściwie facetkę, z którą sobie tak do figury spaceruje po Stolarskiej i po Rynku. Odpowiada ona dość dokładnie rysopisowi Hawajki ze Złego, jeśli już czytaliście.

Sprawy robią się poważniejsze, gdy otwieram książkę Adama Lipszyca o Benjaminie: Sprawiedliwość na końcu języka. To już czwarta książka tego wściekłego chuderlawego erudyty, obecnie najwybitniejszego warszawskiego humanisty i filozofa poniżej czterdziestki. Mimo wszechobecnej zgrywy, miernoty i plebeizacji kultury umysłowej, postęp cywilizacyjny robi swoje. Tylu ludzi w naszej wolnej i bogatej Polsce ma czas i pieniądze na naukę, że tych kilku najwybitniejszych, odłowionych tak szeroką w porównaniu z czasami chlubnie i niechlubnie minionymi siecią, o klasę przewyższa owych panów profesorów z ziemiańskim bądź burżuazyjnym pochodzeniem i piękną polszczyzną. Ich szerokie na owe, a wąskie na nasze czasy horyzonty myślowe nie są nam już potrzebne. Tylko tej polszczyzny trochę szkoda. Ale, pal licho.

Jest tych książek jeszcze kilka, ale ile można pisać o nieprzeczytanych książkach! Dobranoc paniom.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 133

Dodaj komentarz »
  1. Myślałem, że czyta Pan coś ciekawszego. Chętnie bym skorzystał. W sumie nadrabia Pan opóźnienia i czyta byle co. Ja właśnie ukończyłem wczoraj Sandora Maraia „Krew świętego Januarego”, to coś dla Pana i zacząłem „Polskie piekiełko” Kopera. W kolejce Fergussona „Kiedy pieniądz umiera” i Eco „Cmentarz w Pradze”.

  2. Janku drogi – w męczącej lekturze pomocna być może zmiana trybu życia. Jeśli dobrze wspomnę, bohater „Ameryki” nie sypiał – on pijał czarną kawę!

    Pozdrawiam 😉

  3. Być może uprzejme panie pytają z uprzejmości właśnie, a nie ze wścibstwa. Być może panowie mają gdzieś relację. Być może gest odsyłający do blogu nie jest gestem jedynie konwersacyjnym…

    Straszna jest taka lektura z obowiązku. Ja osobiście wolę czytać (z) namiętności: polecam „Tragedię hiszpańską” Kyda.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. „Wielkie Koko” nadeszło. I bardzo dobrze. Bardzo dobrze przede wszystkim dla budowania społeczeństwa świeckiego. Świeckiego, czyli wyemancypowanego z ideologii religijnych. Jeszcze nie koniecznie obywatelskiego, ale w jego kierunku zwróconego. Każdy człowiek, każda społeczność potrzebuje narracji przy pomocy, której objaśnia siebie innym i sobie samemu. Potrzebuje rytuałów, które nadają zewnętrzny kształt emocjom, stanowią społeczne lepiszcze, udzielają wsparcia.
    Dotychczas monopol na narrację i rytuały miał, w naszym kraju, KrK. Najlepszym tego przykładem chrzczenie dzieci, śluby kościelne osób de facto niewierzących. Nie wypracowaliśmy dostatecznie nośnych narracji, rytuałów świeckich.
    Prześmiewczo, bo nie dopuszczam myśli, że pogardliwie, nazwane „Wielkim Koko”, Euro 2012, stanowi znakomitą okazję do ich budowania. Toteż chyba warto żeby nawet ci, którzy nie są kibicami, ale bliska jest im idea państwa świeckiego, wsparli ten proces emancypacji.
    Ma to stokroć razy większą moc oddziaływania niż wszystkie happeningi Palikota razem wzięte.

    W ostatnim numerze Polityki można znaleźć znakomity artykuł, autorstwa Mariusza Czubaja, profesora antropologii, pisarza, dziennikarza, zatytułowany Jak tak wszyscy rykną, w którym objaśnia mechanizmy tworzenia wspólnoty. Jedna z tez tego artykułu mówi: być może największą wartością Euro 2012 będzie zderzenie z innymi.

    Może nie warto drwić sobie z „Wielkiego Koko”. Chociażby po to, żeby przypadkiem nie usłyszeć: „z kogo się śmiejecie? …”

  6. W drugim akapicie kursywą powinno byc napisane jedynie de facto
    Błąd niezamierzony. Przepraszam.

  7. „Jest tych książek jeszcze kilka, ale ile można pisać o nieprzeczytanych książkach! Dobranoc paniom.”
    – – –
    Nie chciałbym zakłócać dialogu, trochę pań się już odezwało, ale chyba nie czytają w tych regionach, co Profesor.
    Jednak, pokrzepiony wielce błyskotliwym i sympatycznym wpisem, oczekuję też do okazji wypowiedzi na temat lektur męskich.
    Być może i taki wpis się pojawi? Panowie?
    🙂

  8. Gekko
    Otóż to, najnowszy wpis Gospodarza, adresowany jest jakby do pań. Czyżby polecane lektury niedokończone były w jakiś sposób niemęskie?
    „W poszukiwaniu straconego czasu” trawiłam długo, ale tego czasu nie żałuję. Z „Ulissesem” miałam podobny problem, jak prof. Hartman. Czyli totalne niepowodzenie, a może brak pokory z mojej strony.
    Po latach wróciłam do „Czarodziejskiej góry”, niegdyś nią zafascynowana. I wielkie rozczarowanie. „Wymiękłam” w połowie I tomu.
    Może tak jest, że i wielka proza klasyczna poniekąd się starzeje. Może tok jej narracji nie współgra z naszą wspólczesną niecierpliwością, tempem życia.
    Z drugiej strony byłam olśniona specyficzną kontynuacją opowieści Manna o Castorfie, jaką napisał nasz rodzimy Huelle z Gdańska.

    P.S. Moje podziękowania za Twoją „ekspertyzę” w sprawie ksenofobii utknęły pod poprzednim wpisem Gospodarza.

  9. jasny gwint
    Czytam właśnie „Polskie piekiełko”. Zgroza!
    Mam na myśli też analogie, jakie mi się nasuwają, gdy chodzi o nasz „odzyskany śmietnik” po 1989.
    Polecam Pawła Śpiewaka „Żydokomunę”. W pewien sposób te lektury się dopełniają.

  10. 😀 Pan Hartmann jest równie „polskim” filozofem, jak „polskie” był obóz w Auschwitz (po nazistowsku: Oświęcim), „polską” gazetą jest G Wyborcze i Potylika.

    A już tak na serio – Pan Hartmann jest żydowskim filozofem, filozofujący sobie za pieniądze polskiego podatnika,

    zaś Auschwitz było żydowskim obozem śmierci

    w okupowanej przez obywateli Nazizji Polsce. Okupant się potem zmienił i kształtuje teraz historię.

  11. Panie Profesorze,
    w zakresie lektur, to mam wrażenie, że każdy ma jakieś zapóźnienia. Nawet prymusi nie dawali rady ze wszystkim. Co do Pana obecnych lektur, to ja Annę Kareninę przeczytałam dopiero parę lat temu, jakieś 2-3. Na szczęście po polsku, bo „pa ruski” bukwami chyba nie dałabym rady. Ciężka rzecz. Chociaż obiektywnie należy stwierdzić, że jak na, nazwijmy to sobie po imieniu, romansidło całkiem OK. Mniej uduchowienia romansowego, więcej konwenansów i opisu tej warstwy rosyjskiego społeczeństwa, jeśli tak można powiedzieć. Coś na kształt naszej Rodziny Połanieckich tylko u Sienkiewicza są to meskie męki miłosne.
    Ulisesa ja nie zmogłam chociaż mam za sobą chyba ze trzy podejścia. Ostatnie zakończyłam fiaskiem jakiś rok temu, bo po chyba trzech latach czytania po kilka stron czy akapistów byłam na 60 stronie. Jakoś geniusz tej ksiązki do mnie przemawia.
    Złego tyrmanda czytałam lata temu, jeszcze w liceum i wtedy z wypiekami na twarzy.
    Teraz czytam Na skraju imperium Jałowieckiego (urocze wspomnienia o polskich kresach, dokładnie Wileńszczyźnie, ale nie tylko, polecam), Żydokomunę (REWELACJA!!!) i Rozmowy z ADR. Zabieram się do tego Polskiego piekiełka, o którym ktoś już na blogu wspomniał, ale najpier muszę coś skończyć, bo już na czwartą książkę na raz się nie rozerwę, bo mam jeszcze sporo pracowym dyrdymałów do poczytania, poprawiania czy napisania od nowa. Zajęcie czasami wstrąsające. Muszę powiedzieć, że wyrażanie myśli na papierze jest sztuką dla niektórych nieosiągalną. Ja nie wiem, czy osoby te coś czytają poza pracą, podejrzewam, że nie bardzo, ale czytanie tego jest drogą przez mękę, ale niestety muszę, bo na samym końcu mam się pod tym podpisać czy jako ktoś w imieniu spółki, czy zaakceptować jako procedurę czy analizę.
    A wracając do lektur jest Pan kolejną osobą, która mi te Dzienniki Pilcha kładzie na oczy. Kupię i przeczytam, bo lubię takie rzeczy, ale najpierw muszę coś skończyć. Kiedyś trzeba jeszcze spać, a oprócz czytania ostatnio są inne rzeczy do zaliczennia. Trzeba trochę pooglądać Euro2012, bo ja lubię dobrą kopaninę fudbolową, no i jest siatkówka. Jak nasi w końcu nauczyli sie dokopywać Brazyli, to trzeba sie po napawać, bo nie wiadomo na ile im tego starczy i kiedy będzie nastęny raz.
    Pozdrawiam.
    Joanna

  12. Skoro polecamy sobie lektury, mogę stwierdzić, że wpadło mi w ręce coś ciekawego.
    Michael Flynn- Elfeiheim….

    Niby s/f skrzyżowane z „Imieniem róży”…..
    Fizyka, mistyka, filozofia, religia, w jednym.
    Wielowarstwowa powieść mówiąca o stosunku do INNYCH, w epoce wojen religijnych, pogromów Żydów i Czarnej Śmierci.
    Niebanalne podejście autora do tematu…..

  13. mag, 10.02. Kilka dni temu byłem na promocji książki Śpiewaka „Żydokomuna” w Krakowie. W prezentacji autor często używał terminu „mit” żydokomuny. Polemizowałem z nim w zakresie tego mitu. Jakiż to mit, gdy Żydzi brali tak aktywny udział w rozwoju cywilizacji, nauki, polityki i kultury europejskiej. Z natury rzeczy brali także bardzo czynny udział w tworzeniu jak i likwidacji komunizmu. Nie był to więc żaden mit a realia historyczne. Książki nie będę czytał.
    Dziwię się natomiast, że niewielu tylko poleca Doktora Faustusa lub „Grę szklanych paciorków” Hessego.
    To polskie piekiełko londyńskie przetrwało niestety długi okres hibernacji w okresie Polski Ludowej i odżyło w pełnej krasie.

  14. @Jan Hartman:

    „Co czyta najwybitniejszy polski filozof??

    Ciekawy temat. Niech Pan zadzwoni do Ryszarda Legutki, zapyta Go i da nam znać na blogu. Bardzo proszę.

  15. jasny gwint
    Dopiero zaczęłam czytać „Żydokomunę”, więc nie polemizuję jeszcze na temat „mitu”. Podejrzewam, że Śpiewak miał na myśli funkcjonującą, często bezrefleksyjnie, zbitkę słowną odbieraną skrajnie negatywnie. Gdy jeszcze dodać do tego masonów, to uzyskujemy coś na miarę „filozofii” protokółow mędrów Syjonu.
    Polecać można wiele znakomitych, ważnych książek. Każdy takie ma, na miarę własnego doświadczenia czytelniczego.
    Myslę, że wielu blogowiczów zna Doktora Faustusa, a „Gra szklanych paciorków” jest dla mnie akurat kultowa, jesli nie razi cię takie określenie.
    Czy znasz Imre Kertesza „Los utracony”? Wielka literatura nie tylko o tym, czym jest nazizm, czy jakikolwiek totalitaryzm. A „Śmierć pięknych saren”? Wyleciało mi z głowy nazwisko autora, Czecha dla odmiany.

  16. Co za przypadek! Właśnie wpadł mi w ręce „Zły” Tyrmanda, czytany już raz dawno, dawno temu, w wieku późnopodstawówkowym. Wtedy zrobił na mnie wrażenie, potem „nielegalnie” chłonąłem „Egipcjanina Sinuhe” – lekturę starszej siostry licealistki. No, więc dochodzę w tym „Złym” do strony 30 i wiecie co? Nic mi się nie przypomina poza tytułem i autorem 😯 Może za jakiś czas wystarczy mi jedna książka, którą będę co tydzień odkrywał na nowo? 🙄
    „Ulissesa” zaproponowała mi do czytania moja polonistka zaraz po tym jak ukazał się przekład Słomczyńskiego. Nie byłem jednak chyba dostatecznie dojrzały…
    A teraz przeczytałem sobie zarys fabuły i mam ochotę się zagłębić. Gdybym tylko tak szybko nie zapominał, co było na poprzedniej stronie… 🙄

  17. jasny gwint
    „Śmierć pięknych saren” napisał Pavel Ota.

    Prosił pozdrowić Cię axiom1, z którym mam kontakt. Dziwne? Niekoniecznie.

  18. „Mistrza i Malgorzate” mozna czytac na okraglo, zaczynajac w dowolnym miejscu. Ostatnio ta moja pasja zostala nawet nagrodzona. Dzieki tej powiesci udalo mi sie zrozumiec dlaczego tylu wybitnych artystow jak: Jimi Hendrix, Jim Morrison, Kurt Cobain… i ostatnio Amy Winhouse dozylo jedynie 27 lat. Otoz Jezus u Bulhakowa tez umiera majac tylko 27 lat.

  19. W późnym dziecięctwie z wypiekami zaczytywałam się w „Klaudynie” Colette, we wczesnej młodości podbierałam bratu Ludluma, w wieku średnim na okrągło czytałam „Chłopów”, za każdym razem znajdując jakieś przegapione wcześniej szczegóły (np. że Jagusia była trzecią żoną Macieja B.). Aktualnie – „Miłość ponowoczesna” W. Pawluczuka (70 malutkich stroniczek), a w czytaniu – „Festung Breslau” M. Krajewskiego.
    „Pa ruski” zaliczyłam „Wajnu i mir”. Bukwy łatwo mi przychodziły, chyba dlatego, że my ze wschodu.

    ***

    „Jak być artystą po „Czarnym kwadracie” Malewicza? Eksperymenty z formą zostały doprowadzone do końca. Czy coś jeszcze pozostało?
    Pozostała prowokacja. Mówiąc inaczej, na pytanie, z czego żyją artyści późnej nowoczesności, można zasadnie odpowiedzieć: żyją ze skandali. Tak zwana awangarda XX wieku jest nieustającym skandalem…”

    (W. Pawluczuk, Miłość ponowoczesna”)

  20. Już moje wpisy nie są tu publikowane bez cenzury, jak dotychczas…, poleciłem kilka książek i wpis „zawisł”… Kiedyś książki palono, zakazywano czytania, czyżby wracały stare, „dobre’ czasy?

  21. Tyle tu napisano o nieprzystepnosci i trudnosciach z przebrnieciem „Ulissesa”, ze nie moge nie zacytowac opinii nieocenionego Zygmunta Kaluzynskiego na ten temat:

    „…Rzeczywiscie „Ulisses w pierwszej chwili moze robic wrazenie, ze tekst za wiele od nas wymaga, ale to dlatego, ze sami sobie te sugestie narzucamy…”

    „…Joyce’a nalezy czytac potocznie, z niejakim roztargnieniem, jak rozgadana lekture wakacyjna, nieomal jak powiesc-rzeke o zyciu codziennym, bo, o dziwo, „Ulisses” wlasnie jest nia. Wtedy nastapi, tak czy inaczej, automatyczne poszerzenia naszego pola swiadomosci, bez udreki i nawet z udzialem tej przyjemnosci, jakiej dostarczaja wielkie, rozlewne romanse do wertowania. Bo Joyce uprawia z bogactwem, jak zaden inny pisarz, estetyke potoku slow.”

    Polecam calosc artykulu „Ostatnie slowo tego wieku”, wydanego w zbiorze „Pamietnik orchidei…”.

    @ Witold. Oczywiscie, ze masz racje. Jest takich kilka ksiazek, ktore mozna czytac bez konca. Jesli moglbym zasugerowac, to przeczytaj „Diawoliade” Bulhakowa, ktora jest niejako prekursorskim szkicem „MiM”.

    Pozdrawiam.

  22. sluze uprzejmie:
    victor klemperer – lti (strona 153)
    tukidydes – wojna peloponeska (s.245)
    chaim cohn – the trial and death of jesus(s. 347)
    aleksander dumas – pamietniki lekarzy (s.825)
    + gra komputerowa max payne(czwarty level)

  23. Do „mag”
    Śmierć pięknych saren jest równie dobra jako film. A tak na marginesie, to autorem jest Ota Pavel, nie odwrotnie. Wiem, że łatwo to pomylić, gdyż imię Ota nie kojarzy nam się w ogóle z imieniem, w przeciwieństwie do Pavla.
    A jeśli już te komentarze zamieniły się w listę rekomendacji od nieznanych ludzi, to pozostając na gruncie pięknego języka i kultury czeskiej, radzę sprawdzić Michala Viewegha. Niemal wszystkie jego książki zostały przetłumaczone na polski, aczkolwiek ze stratą dla stylu. Niestety, to nawet nie wina tłumaczy, ale samej nieprzekładalności czeszczyzny, w której są dwie odmiany języka, a właściwie dwa rejestry, którymi prawie każdy Czech posługuje się w różnych sytuacjach (czyli diglosja).
    Przygodę z tym popularnym pisarzem warto zacząć od książki „Cudowne lata pod psem”.

  24. Werbalisto,
    dla mnie obojętnie czy z roztargnieniem czy bez. I tak „odpadam” po jakichć 20 pierwszych stronach, potem „siłom i godnościom” próbuję dać sobie z tą książką szansę i za żadnym razem nie wychodzi. Może jeszcze nie jestem na tyle roztargniona, żeby złapać „blusa” Ulissesowego. Ale nie będę tracić nadziei i za jakiś rok znowu spróbuję, bo mi ta książka nie daje spokoju. Dałam radę z Poszukiwaniem… Proust’a, chociaż dopiero za trzecim razem 15 lat po pierwszej próbie książka mi podeszła i poszło mi jej czytanie wtedy jak burza.
    Nie ze wszystkimi książkami tak mam. Di Ludzi bezdomnych to już się chyba nigdy nie przekonam. Od ogólniaka, kiedy to musiałam to przebrnąć jako lekturę, nie mogę zapomnieć traumy tej książki. Dobrnęłam do rozdziąlu Rozdarta sosna i się rozdarłam na amen. To chyba już za połową ksiązki, ale już nie mogłam. Ile można umierać z miłości do ludu i do kobity oraz z poświęcenia pozytywistycznego. Poziom pozytywistycznej histerii mnie przygiął do ziemi i choć jestem 21 lat od momentu zderzenia z tą lekturą przeżycia związane z koniecznością jej czytania do dziś są we mnie żywe. Dzięki Ludziom bezdomnym Zeromski do dzis nie ma zbyt ciepłego domku w moim sercu.
    Pozdrawiam.
    Joanna

  25. @ Joanna 8 czerwca o godz. 21:47

    To mamy podobne problemy z literatura. Mnie tez pozytywisci odrzucali, ale dzis tlumacze to sobie, ze pisane to bylo w innych czasach i innej atmosferze spolecznej. Poza tym, pozytywistyczna literatura miala bardziej edukowac, niz sluzyc sztuce.

    Wracajac do „Ulissesa”, niechcacy zastosowalem jedna z metod Kaluzynskiego. Nie przeczytalem ksiazki, tylko zaczalem „podczytywac” w malych kawalkach, a pierwszy rozdzial, jaki przeczytalem w calosci, to wewnetrzny monolog (albo myslotok) Molly, ostatni rozdzial tej ksiazki. I tak powoli, powoli „Ulisses” wciagnal mnie, ze wreszcie przeczytalem calosc. Ale Kaluzynski mial racje. „Ulisses” wyglada na lekture bardzo trudno, tak ze wzgledu na objetosc, jak i ze wzgledu na neologizmy slownictwa, brak interpunkcji i opis w psotaci „strumienia swiadomosci”. Ponadto – powiazania geograficzne z Dublinem, miastem na ogol nieznanym czytelnikowi i historyczno-literackie z „Odyseja”, rowniez malo znana ogolowi czytelnikow. Nie czyni to jednak tego dziela niedostepnym, czego dowiodl Maciej Slomczynski swoim wspanialym tlumaczeniem. Nie jest to jednak na pewno ksiazka „do poduszki”, ale warta lektury mimo, ze dobija juz sto lat od jej publikacji.

    Poza tym wszystkim, mysle, ze zmienil sie nasz stosunek do literatury przez bycie poddanym tylu roznym kulturowym bodzcom, bezprecendensowemu bogactwu, nieznanemu poprzednim pokoleniom. Z bogactwem jednak laczy sie koniecznosc wyboru i to wyboru natychmiastowego, bo co chwile dzieje sie cos nowego. Ten kalejdoskop wrazen staje sie przytlaczajacy i z koniecznosci koncentrujemy sie na, tylko przez siebie wybranych, dziedzinach i gustach. Wydawcy i pisarze doskonale to rozumieja, koncentrujac sie na „tasiemcach”, ktore raz zdobywszy popularnosc, mozna bez konca kontynuowac.

    Pozdrawiam.

  26. A myslalem, ze ten (!) Hartman jest troche ciekawszy,,,po przeczytaniu powyzszych wynudzen wracam do moich lektur….Kinderheitsbuch

    pozdrawiam, ozzy

  27. Moje wczesnoszkolne ‚lekturowe’ traumy to:

    O krasnoludkach i sierotce Marysi, Janko Muzykant, Antek (wątek lekowania Rozalki), Nasza szkapa (najbardziej żal mi było konia), Anielka (śmierć Karuska), wiersze Konopnickiej (Jaś nie doczekał, W piwnicznej izbie), Łysek z pokładu Idy.

    Ktoś mądry napisał, że książki o dzieciach nie zawsze są dla dzieci.

    Podpisuję się pod tym obiema rękami. Jak można było serwować kilkuletnim dzieciakom horrory o zatłuczonym na śmierć, wiecznie głodnym chłopcu z wydętym brzuchem czy innych wiejsko – miejskich ludzko – zwierzęcych tragediach!

  28. @Ewa 1958
    Strach sie bac co by sie dzialo gdyby nie bylo w naszym „dzieciectwie” Brzechwy, Tuwima. Zaluje, ze bedac dopiero doroslym czlowiekiem, trafilem na Danute Wawilow.

    @Werbalista
    Dzieki za info. Na pewno sciagne sobie te ksiazke.
    Witkacemu zawdzieczam, ze pewne lektury przepuszczam po prostu przez siebie nie traktujac ich jak szyfrow z obsesyjnym pytaniem ” co autor mial na mysli”. Koncentruje sie jedynie na stanach jakie we mnie wywoluja.

  29. Wpis zniknął, więc ponowię przyjmując, iż to wina skryptu, bo nie chce mi się wierzyć, że ten blog jest aż tak ordynarnie cenzurowany, jak za PRL rządzonej przez zstępnych bolszewickich komisarzy (ładna nomenklatura, niczym dziś w Unii) i rzeczywiście ma spełniać li tylko funkcję propagandowo-krecioroboczą.

    Gogo
    8 czerwca o godz. 14:21

    Dziwne, pytanie brzmi: „Co czyta najwybitniejszy polski filozof”, a odpowiedzi żadnej. O sobie tylko. Szkoda, bo chciałbym wiedzieć. Trudno.

    Książki, ech te książki… Skoro Tołstoj nie za bardzo podchodzi, to może jakaś książka Fiodora Dostojewskiego, „Dzienniki” na przykład – jednym tchem się czyta, i po polsku, nie trzeba nad bukwami ślęczeć. Michnik ich co prawda nie poleca, ale mimo wszystko warto; za to ja poleciłbym Michnika „W poszukiwaniu utraconego sensu”, bardzo dobra książka, smacznego. Taki żart. Książka istotnie dobra. Jest też książka z Michnikiem na okładce, tyle że Stefanem, tytuł adekwatny: „Bestie”, o żydokomunie, tylko trochę inaczej, niż chciałby p. Śpiewak z loży – http://www.sklep-niezalezna.pl/pl/p/Bestie.-O-ludziach-ktorzy-w-czasach-PRL-mordowali-polskich-patriotow-T.M.-Pluzanski/497

    Ze strefy rosyjskojęzycznej może jeszcze „200 lat razem” Aleksandra Sołżenicyna – tu jest pole do popisu dla amatora oryginału, gdyż nikt w Polsce tej książki nie przetłumaczył po dziś dzień, jest tylko po rosyjsku i niemiecku. Ciekawe dlaczego? Skoro już Sołżenicyn, to oczywiście oryginał Archipelagu Gułag, żeby nie dać się wpuścić w maliny jakimiś umyślnymi podróbkami autorów z Nowej Jerozolimy.

    Tezę „Proces to jest coś” chyba rozumiem, istotnie wspaniała udręka dla przeciwnika, szczególnie jak prokurator i sędzia z loży, jednak z Kawki to poleciłbym raczej opowiadanie „Kret”, mogłoby być odpowiedniejsze. Naprawdę rewelacja i oddaje meritum, choć w Polsce ukazało się pod tytułem „Schron” bodajże, pewnie dla zmyłki.

    Jeśli natomiast o gangsterów idzie, to bezkonkurencyjna jest książka polecana obok: „LANSKY Jews Control Crime In The United States”. Jako wprowadzenie warto obejrzeć na YouTube film PhD Davida Duke’a „Israel: The Promised Land of Organized Crime” – http://www.youtube.com/watch?v=wMbw5X_eeJg Nielubiany przez MEN przedmiot, bo historia, ale mocna rzecz.

    Ze starszych pozycji może Hannah Arendt, „Eichmann w Jerozolimie”, niektóre akapity chociaż. Albo „Rola Neofitów w Dziejach Polski” Stanisława Didiera, znacznie cieńsza, ewentualnie „Masoneria” św. Sebastiana Józefa Pelczara. Książka „Talmud o gojach a kwestia żydowska w Polsce” ks. Stanisław Trzeciaka jest trochę grubsza, jednak warto czas poświęcić. Lekturą obowiązkową jest oczywiście książka prof. Andrzeja Łobaczewskiego „Ponerologia polityczna – Nauka o naturze zła w adaptacji do zagadnień politycznych”, wiele wyjaśnia. Do kompletu „Logokracja” tego samego autora, jako propozycja upgrade’u chromej „demokracji” parlamentarnej. Co ciekawe, nie ma go w polskiej Wikipedii, a w anglojęzycznej jest, choć i tam informacja dość skąpa. Chyba ktoś go tu nie lubi…

    Z literatury anglojęzycznej mamy w Polsce spore zaległości, niewiele się tłumaczy, a szkoda, gdyż książek, które lekturami powinny być w szkołach jest naprawdę sporo, np.: „Wall Street And The Rise Of Hitler” Anthony C. Sutton’a, książki Noama Chomsky’ego, Normana Finkelsteina, Shlomo Sanda (choćby The Invention of the Jewish People), Michaela Moore’a, Charlotte Thomason Iserbyt „The Deliberate Dumbing Down of America” na przykład, czy „911: The Ultimate Truth Second Revised Edition” Laury Knight-Jadczyk, albo coś krótkiego: „The Israel Lobby and U.S. Foreign Policy” by John J. Mearsheimer & Stephen M. Walt.

    Chińscy autorzy nie są u nas specjalnie znani, poza Konfucjuszem może, przynajmniej filozofom i przynajmniej ze słyszenia, a warto przeczytać Songa Hongbinga „Wojna o Pieniądz 2”. Pierwsza część jest również bardzo interesująca, jednak to książki dość grube, a wiadomo jak u nas z czytelnictwem…

    Z nowości polecam „The Synagogue of Satan: The Secret History of Jewish World Domination” Andrew C. Hitchcock’a. Mam starsze wydanie, z 2007r. Niezłe. Niedawno wyszedł też album Dob Dylan, jest tam fajne zdjęcie Dylana z papieżem Janem Pawłem II. To tak z grubsza.

    Twój komentarz czeka na moderację.

  30. Ad GOGO:

    przedstawiony przez Ciebie zestaw czytelniczy, jak sie nie myle, nalezy do kanonu obowiazkowych lektur Mlodziezy Wszechpolskiej (raczej wszopolskiej)…

  31. ozzy

    Nieładnie tak o patriotycznej młodzieży. Ale skąd Ci to do głowy przyszło? Hannah Arendt? Konfucjusz? Dostojewski? Kafka? Song Hongbing? Anthony C. Sutton? Hank Messick? Michael Moore? John J. Mearsheimer & Stephen M. Walt? Sołżenicyn? Prof. Łobaczewski? Adam Michnik? Adam mówię. Tak retorycznie pytam, bo chyba wiem skąd, z czystej ignorancji… Przeczytaj coś choćby tych autorów, to pogadamy. Na razie film sobie oglądnij, mniej z tym zachodu (jeśli angielski trochę dziamiesz oczywiście).

    Prawdziwy Ozzy Osbourne nie palnąłby takiej gafy, to porządny, inteligentny człowiek, no i pobożny, przed wyjściem na scenę modli się do Pana Boga.

  32. Gogo, 10.41 Antony Suttona można przeczytać tutaj. http://www.reformation.org/wall-st-hitler.html
    To o tym jak USA pomagały Hitlerowi przed i w czasie wojny. Bardzo ciekawe i ponure zarazem.

  33. Gogo…nic nie mam do dodania. Twoj tekst sam mowi za siebie.
    Twoje miejsce jest gdzies tam pomiedzy ks.Trzeciakiem a ojcem dyr. Rydzykiem.

    ozzy-bolszewik, Zyd, cyklista, eurofun…..

  34. Pozdrawiam Gospodarza blogu i zycze cierpliwosci ,

    ozzy

    PS Powtorze za Stanislawem Stomma, ktory na opinie, ze w Polsce zycie byloby lepsze gdyby nie GW: to ludzie, z ktorymi ni chce miec nic wspolnego.

  35. Gekko
    Skąd nagromadzenie w twoich propozycjach lektur tak licznych wątków żydowskich? Zresztą, sadząc po autorach i tytułach, niekoniecznie o wydźwięku antysemickim.
    Czy to jest jakiś twoj ukryty program edukacyjny w kwestiach, nazwijmy to, delikatnych.
    Wyraźnie przestraszyłeś ozzy.
    Może to głupie, ale jego nick jakoś skojarzył mi się z Amosem OZ-em, znakomitym pisarzem izraelskim (mam nadzieję, że OZ by mi wybaczył to skojarzenie), bo „nasz” ozzy może nie wie, o kogo chodzi.
    Gekko
    podejrzewam, że prowokujesz ludzi na blogach, stąd twoje nienajlepsze notowania wśród blogowiczów.
    Bądź łaskaw mnie oświecić.

  36. Przepraszam, ale czy Chmielewska, Słomczyński, Nienacki, Siesicka, Zajdel, Sapkowski, i sporo innych, nie wnieśli nic w Wasze wieczory?

    Sama ciężka jazda…..

    Ps.
    Co do ostatniej lektury….
    Nie wiedziałem, że Ockham zaginął i nikt nie zna jego losów…..
    Nawet s/f ma jakąś wartość.
    Ciekawe, czy czas ma rzeczywiście strukturę kwantową i istnieje dwunasty wymiar…….

  37. @ mag, 9 czerwca o godz. 20:50
    – – –
    Oświecam: szukając popularności na blogach, niechże Pani użyje trudnej mag-ii czytania, co i kogo Pani komentuje 🙂
    Z litości wyjaśnię bliżej, że myli Pani nick i adresata polemiki.
    Co uniemożliwia mi sprostanie Pani kondycji w dalszych rozmowach.
    🙂

  38. Ja przeczytalem Przygody dobrego wojaka Szwejka okolo 30. razy. Czy ja jestem normalny?

  39. Najpierw zaczelo sie na forum kokietowanie ile stron ktos mogl, czy nie mogl przeczytac z ksiazek, ktore kiedys wypadalo znac inteligentowi. W owym czasie tez probowalam, porzucilam i nie mam zamiaru wracac. Pozyczylam sobie teraz Czarodziejska Gore, ktora kiedys doczytalam do konca, bo…. znajoma dziewczyna byla w Davos na corocznej konferencji Waznych Tego Swiata jako PR bardzo liczacego sie w swiecie czlowieka. Ona nie slyszala o ksiazce T. Manna, ale jest bardzo dobra w tym co robi. Smutne? Ale to do niej nalezy przyszlosc tego swiata, a nie do dinozaurow z tej dyskusji.
    Zeby tradycji stalo sie zadosc watek oczywiscie skrecil na problem zydowski. Zydokomuny nie przeczytam, temat rajcuje mnie jedynie w zakresie: wspolczesny Izrael – Palestyna.
    Chcialam przypomniec, ze mimo duzego potencjalu zydowskiej spolecznosci swiat sklada sie rowniez z innych. Biali razem z bialymi Zydami stanowia mniej niz 25% ludnosci swiata. Majac to na wzgledzie zaczelam sie tymi innymi interesowac i jestem zafascynowana ksiazkami reportazowymi z krajow spoza kultury zachodniej. Niekoniecznie musi to byc literatura reportazowa Kapuscinskiego, jest mnostwo innych autorow piszacych o Azji, krajach Pacyfiku, Afryce… Teraz np. koncze, Colin Thubron „Po Syberii”.
    A tak m.in. pytanie, kiedy i gdzie Panstwo czytaja? Ja, jako pasazerka publicznych srodkow lokomocji mam czesto ok. 1,5 h czytania, potem poznym wieczorem, bo przy jedzeniu czytam prase. Zaznaczam, ze nie pracuje za wiele, nie mam do prowadzenia domu dla licznej rodziny, a wiecej czasu nie jestem w stanie wygospodarowac.
    Ktos tu zlosliwie wspomnial o literaturze niezbyt ciezkiej wagi. Mialo to dot. tresci. Tak, jesli nie czyta sie e-booka, to dosyc istotna jest fizyczna waga ksiazki do dzwigania. Dlatego wszelkie biografie, dzienniki czytam do poduszki i tak teraz czytam korespondencje Mrozka z Lemem, przerywajac ja innymi ksiazkami.
    PS Co do Lwa Tolstoja z Anna Karenina -wczesniej przeczytalam moze jako 12-letnia dziewczynka „Sonate Kreutzerowska”. Bylam wstrzasnieta, dlatego potem nie mialam watpliwosci jak ocenic los nieszczesnej Kareniny, wbrew intencjom utalentowanego, ale o straszliwej osobowosci autora.

  40. ad Mag:

    nie odpisalbym ale czynie to gwoli wlasnej satysfakcji, ot, coz czasami lubie te proznosc.
    Ozzy, czyli moj nick, to zwykly przypadek. Moglby byc , powiedzmy, Szczesny Dzierzankiewicz (ale copyright nalezy do Stanislawa Baranczaka). Amosa Oz mialem przyjemnosc poznac osobiscie (okolicznosci i miejsce ad usum privatum). Reszte odsylam do komentarza szanownego poprzednika Gekko.

  41. Co czyta filozof a co czyta zwykły zjadacz chleba?
    Czytam wiele więc m.in. to z Salonu 24:
    http://janinajankowska.salon24.pl/425109,jak-zareagowalby-kraj-bez-kompleksow-wobec-rosji
    http://wgadowski.salon24.pl/425064,marsz-wyzwolicieli
    Dodam, że to tylko dwa pierwsze z brzegu blogi przy czym następne są w tym samym tonie i klimacie. A wpisy komentatorów?
    Włos się jeży!
    Zapowiada sie wojna polsko-ruska podsycana – myślę – celowo przez autorów na tym forum. Przy czym nie tylko, bo o palmę pierwszeństwa bije sie pan Radziwonowicz z „GW”.
    Tytuły mediów biją w twarz „UEFA wszczęła procedury” bo ośmiu bandytów pobiło się między sobą i pobiło ochroniarzy.
    I co dalej?
    Tylko zapomniał „wół” jak było z kibicami Legii w zaprzyjaźnionej Łotwie,
    gdzie i bójki a przede wszystkim niszczenie mienia było w znacznie większych rozmiarach.
    Kudy „ruskim” do prawdziwych polskich kiboli.
    W tamtej sprawie zabrakło głosów wspomnianych autorów a i reakcji Państwa.
    Przy tej podkręcanej przez media atmosferze rzeczywiście boję się o wtorkowe – nasze – spotkanie.
    Już w tej chwili dochodzę jednak do wniosku, że nie dorośliśmy do organizacji takiej rangi imprezy!

  42. @Zyta2003

    „Najpierw zaczelo sie na forum kokietowanie ile stron ktos mogl, czy nie mogl przeczytac z ksiazek, ktore kiedys wypadalo znac inteligentowi”

    Odnoszę nieodparte wrażenie (może mylne?), że z pogardą traktuje Pani nudnych, zdziwaczałych, podstarzałych blogowiczów, którzy, nie mając nic lepszego do roboty, popisują się znajomością lub nieznajomością ‚kanonu lektur inteligenta’ i często tradycyjnie ‚skręcają na problem żydowski’ (swoją drogą – ciekawe, kiedy to robią, bo nie każdy przecież codziennie podróżuje przez 1,5 h publicznymi środkami komunikacji)…

    ***

    „(…) znajoma dziewczyna byla w Davos na corocznej konferencji Waznych Tego Swiata jako PR bardzo liczacego sie w swiecie czlowieka. Ona nie slyszala o ksiazce T. Manna, ale jest bardzo dobra w tym co robi. Smutne? Ale to do niej nalezy przyszlosc tego swiata, a nie do dinozaurow z tej dyskusji.”

    W sumie fajnie znać kogoś, kto zna „bardzo liczącego się w świecie człowieka”. Można choć przez chwilę odbitym blaskiem poświecić. A że przyszłość należy do nie czytających, to chyba wiadomo nie od dziś. Ot, choćby z artykułów prof. Hartmana:

    „(…) w pracach egzaminacyjnych powtarzają się te same treści u kilkunastu osób (nie licząc odkształceń wynikających z niezrozumienia lub niezdolności do odczytania tekstu ściągi, takich jak „japońska filozofia przyrody”, zamiast „jońska filozofia przyrody”, żeby posłużyć się nagminnym przykładem). Niedawno, sprawdzając prace egzaminacyjne z historii filozofii, miałem okazję przeczytać kilkanaście razy zdanie: „Heraklit żywił się trawom i innymi roślinnościami”.

    http://wyborcza.pl/1,75515,6485258,Szkola_buja_w_oblokach.html

    I tak nam rośnie nam armia młodych przebojowych, znających Osoby Bardzo Liczące się w Świecie, której to żołnierze po owocnym czasie zdobywania cennych doświadczeń sami staną się Bardzo Ważnymi Osobami’ i, nie przeczytawszy nic, oprócz instrukcji i pism obrazkowych, będą decydować np. o kanonie lektur…

    Bo „są bardzo dobre w tym, co robią. Bo to do nich należy przyszłość tego świata” – jak pisze @Zyta2003…

    Niestety…

    ***

    „(…) wczesniej przeczytalam moze jako 12-letnia dziewczynka „Sonate Kreutzerowska”. Bylam wstrzasnieta, dlatego potem nie mialam watpliwosci jak ocenic los nieszczesnej Kareniny, wbrew intencjom utalentowanego, ale o straszliwej osobowosci autora.”

    Dwunastolatka, która potrafiła dokonać analizy „Sonaty Kreutzerowskiej” i pod wpływem intelektualnego wstrząsu wyrobić sobie zdanie o pisarzu i jego niecnych intencjach, musiała być prawie tak rzadkim zjawiskiem, jak kobieta z brodą czy pływający pies w skórze foki.

    P.S. Nie przesadziła Pani z tą „straszliwą osobowością” Tołstoja? A może pomyliła go Pani z Dostojewskim?

  43. Gekko i ozzy
    Przepraszam obu panów za nieporozumienie.
    Oczywiście mój wpis był adresowany do gogo i po prostu pomyliłam nicki.
    Zareagowałam, bo to co on napisał wydawało mi się co najmniej dziwne, jak na Gekko.
    Że też nie zapaliła mi się lampka ostrzegawcza.

  44. Jan Hartman pisze; http://wyborcza.pl/magazyn/1,126960,11873837,Mistrzu__gdzie_jestes_.html Sokrates „sam uczył za darmo lub za wina dzban, uważając, że wiedza służyć ma cnocie, a tej z pieniędzmi mieszać nie wolno.”

  45. @Dzisiejszy

    Nie przejmuj się. Każdy (a może prawie każdy) ma swojego Szwejka.

  46. Gogo,
    to nie cenzura, to skrypt antyspamowy – jeden link przechodzi, kilka zostaje zatrzymane przez skrypt.

  47. karwoj8
    Też weszłam na salon24. Głosy powściągliwe (np. Janiny Jankowskiej ) na palcach można policzyć.
    Reszta to ponury wysyp jadu, jątrzenia i niewybrednych dowcipów – Polacy chwajcie zegarki, rowery, a nwet psy, bo wam Ruscy zjedzą.
    No sobie Igor Janke wychował blogerów.

  48. Mniej skromności, Panie Profesorze! Najwybitniejszy światowy filozof!

  49. @wiesiek59

    „Sama ciężka jazda…”

    ***

    Agata Christie, Joe Alex (?), Dumas(y), J. Austen (w pakiecie z filmami), Czechow, Gogol…

  50. Smutne, że Zyta2003 rozmowy o książkach traktuje jako przejaw kokieterii (?).
    Może już raczej inteligenckiego snobizmu. Wolę taką jego odmianę, niż epatowanie znajomością Bardzo Ważnych Osób, a nieznajomością literackiego kanonu.
    Może i przyszłość należy do nie czytających, ale warto pomysleć, czy nie będzie to przyszłość jednak zubożona, uproszczona do znajomości różnych instrukcji „obsługi życia”.
    Już sam podział, dokonany przez Zytę, na czytających dinozaurów i „dobrych w tym co robią” zapowiada taką mało nieciekawą przyszłość.
    Jest zresztą nieprawdziwy, bo znam wielu młodych „dobrych” w jakiejś dziedzinie, funkcjonujących z powodzeniem wśród Bardzo Ważnych Ludzi, a jednocześnie bardzo „rozczytanych” oraz wielu dinozaurów, których książki w ogóle nie interesują.

    Wiesiek59
    Słusznie upomina się o książki z tzw. średniej półki. Czytane są przecież często przez te same osoby, które znają literaturę „wysoką”, czytyją eseje filozoficzne, socjologiczne itp., ale i lubią dobre kryminały, sf czy, np. poznańską sagę Musierowicz, której jestem fanką.

  51. A może jesteśmy dinozaurami?
    Przy średniej czytelnictwa w Polsce na poziomie 42 stron rocznie, zawyżamy poziom?
    Wstrząsający jest poziom studentów naszego Gospodarza….
    Mamy wspólny kod kulturowy, rzucamy autorami, cytatami, skojarzeniami.
    Następne pokolenie nie będzie w stanie dobrać klucza do naszych wpisów.
    Będzie mówiło tekstami z reklam, zamiast książek, filmów?
    Ale za to będzie wydajne, produktywne, bezrefleksyjne,…bezmyślne?
    Zzewnątrzsterowne?
    Idealne społeczeństwo do rządzenia, pod warunkiem, że klasa rządząca będzie na wyższym poziomie.
    Co chyba już się dzieje.
    Prywatne szkoły, prestiżowe uczelnie, nie są dla maluczkich.
    Elity mają własne systemy kształcenia…..
    Robolom, plebsowi, pozostanie papka medialna i sitcomy, szczytem smaku zostaną telenowele.

  52. @ ozzy-bolszewik, Zyd, cyklista, eurofun…..

    Nie Ty będziesz mi mówił, gdzie jest moje miejsce, chociaż lokalizacja to zacna, pomiędzy tak światłym ks. prof. Stanisławem Trzeciakiem, wykształconym w Szwajcarii, we Wiedniu, w Rzymie, w Jerozolimie i w Krakowie, patriotą polskim, autorem niezmiernie poczytnej na całym świecie książki pt. „Program Światowej Polityki Żydowskiej – Konspiracja i Dekonspiracja”, człowiekiem, dzięki któremu zakazano w przedwojennej Polsce barbarzyńskich, rytualnych mordów zwierząt – żydowskiej szechity, a którą dziś, w Polsce, w XXI w. ukatrupia się łamiąc Konstytucję ca. 300 tys. krów dla samego tylko Izraela, a z drugiej strony ks. Tadeuszem Rydzykiem, reprezentującym jedyne wolne media w Polsce, ewidentnie człowiekiem sukcesu, który wystąpił przeciwko okradającym nasz kraj (może nie twój) złodziejom i pokazał alternatywę dla Polski w kwestii wrogo przejętej tu energetyki, tak jak i reszty strategicznych dziedzin gospodarki.

    Taka lokalizacja to honor, dziękuję Ci ozzy-bolszewiku, Zydzie, cyklisto, eurofunie…..

  53. @Gogo

    W jednym zgadzam się z Tobą bez szemrania – chodzi o rytualny ubój zwierząt. Jesteś bardzo konsekwentny w tej krucjacie. I tak trzeba. Nie ma żadnego usprawiedliwienia na zadawanie cierpienia zwierzętom, tym bardziej w imię religii. To zaprzeczenie człowieczeństwa.

  54. O matko moja! Dyrektor dr Rydzyk jedynym gwarantem wolnych mediów w Polsce!
    A światły ksiądz prof. Trzeciak – Wielkim Patriotą…
    No to chyba, Gogo, żyjemy w dwóch światach równoległych. Podejrzewam, że w takiej sytuacji ani twoje argumenty za lub przeciw, ani moje, nie mają szans się przeciąć.

  55. A propos lektur – byłabym zapomniała! Jestem pod nieustającym wrażeniem nieprzyjętej pracy doktorskiej Karola Zbyszewskiego „Niemcewicz od przodu i tyłu”.

    ***

    Z przedmowy:

    „Jako zawodowy dziennikarz jestem przyzwyczajony pisać dla ludzi – nie dla myszy bibliotecznych. Zabierając się więc do Niemcewicza postanowiłem napisać pracę doktorską i jednocześnie rzecz, którą by ktoś jeszcze przeczytał oprócz profesora.

    (…) Niektórzy mało rozgarnięci czytelnicy mogą się dopatrywać w mojej książce braku poszanowania dla religii, wojskowości, monarchii, arystokracji, sejmu, moralności – no dla wszystkiego.

    Protestuję jak najenergiczniej. Ani mi w głowie żadne „szarganie świętości”. Lecz nie mogę ludzi, co doprowadzili Polskę do upadku, przedstawiać w korzystnym świetle. Bardzo wygodnie zwalać wszelkie nieszczęścia na zły los, fatum, sytuację międzynarodową – ale to nie przekonywujące. Jeśli zdechnie osioł – może istotnie to tylko pech, ale gdy ginie całe państwo, ktoś jednak jest temu winien.

    (…) Cokolwiek podaję – jest oparte na źródłach. Oprócz tytułu nic tu nie wymyśliłem.”

    http://niniwa2.cba.pl/zbyszewski_niemcewicz_1.htm

  56. mag

    Służę osobistym kagankiem, na ile potrafię. Ano stąd, że to bardzo interesująca, aczkolwiek totalnie zaniedbana w Polsce kwestia, której zrozumienie ma zdaniem wielu osób fundamentalne znaczenie dla dobra nie tylko naszego kraju, Europy, ale i całego świata, dla naszych dzieci oraz dla samych, sponiewieranych wielokrotnie w historii przez psychopatów, porządnych, prawdziwych Żydów, na co dość celnie wskazuje podlinkowany tu film PhD Davida Duke’a, byłego członka Izby Reprezentantów USA, a przede wszystkim książka prof. Andrzeja Łobaczewskiego (także prace jego poprzedników oraz kontynuatorów na świecie), w świetle ostatnich wyników badań psychologów, biologów oraz genetyków oraz aktualnie głoszonej mantry pt. „kto jest Żydem? – ano ten, kto ma żydowskie geny (niekoniecznie wzbogacone, może zubożone…), niezależnie od narodowości, wyznawanej religii, czy światopoglądu.” http://www.youtube.com/watch?v=IRtc0XaA5k0&feature=related

    Jako entuzjasta chrześcijańskiej doktryny dobra, pokoju oraz miłości mogę tylko powtórzyć za św. Janem: „Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli”. Więcej cytatów ze św. Jana byłoby tu adekwatnych, ale poprzestanę na jednym.

  57. Ewa 1958
    10 czerwca o godz. 13:05

    Jesteś okrutna Ewo……
    Wydawało mi się, że Szkoła Rycerska była jednym z lepszych pomysłów.
    Z tego tekstu wynika jednak, że nie.
    Jeżeli TO COŚ było najlepszym, na to, na co było nas stać, inne były gorsze, to nie dziwię się kondycji naszego narodu…..

  58. @Gogo 10 czerwca o godz. 12:07

    Jak ktos pisze o wybitnym antysemicie, jakim byl ks. Trzeciak, ze jest „swiatly” i byl „profesorem” (tak mial doktorat z teologii, czyli wiedzy o krasnoludkach) oraz, ze byl ksztalcony „we Wiedniu” (sic!) – to juz mi wystarczy aby ocenic poziom intelektualny takiego dyskutanta.

    Pozdrawiam.

  59. Ewa 1958,
    cudny ten „doktorat” 🙄
    Z pewnoscią przeczytam cały. Dzięki 🙂

  60. @wiesiek59, @Matylda

    Byłam pewna, że ‚doktorat’ chwyci.

    Pozdrawiam.

  61. Gogo
    Dziękuję, ale powolę sobie odrzucić twój „kaganek oświaty”.
    Deklarujesz się jako „entuzjasta chrześcijanskiej doktryny dobra” itd.
    Co to ble, ble, ble ma znaczyć?
    Czy to, że wyzwoli nas prawda twoja najtwojsza? Najprawdziwsza z prawdziwych?

    Niestety, nie kojarzy mi sie dobrze takie postrzeganie chrześcijaństwa.

  62. @ Werbalista
    Niewiele Ci wystarczy, jednak z pewnością nie przez skromność, czy madrość.

    @ mag
    Przykro mi, że nie mogłem pomóc – prosiłaś, więc próbowałem.

  63. Chyba od „Ulissessa” bardziej jest strawny „Portret mlodego artysty”, troche niedoceniony i niejako w cieniu tego pierwszego.
    Wrocilem do Salingera i jego „Buszujacego w zbozu”, ktorego tytul polski ma niewiele wspolnego z tytulem oryginalnym. Wrocilem i nie zawiodlem sie. Kilka razy chcialem wracac do lektur mlodzienczych, Verne’a, Maya, ale to co pochlanialo sie w dzicinstwie jest nieco niestrawne na starosc.
    Podtrzymuje opinie Autora o tyrmandowskim „Zlym”. To troche w stylu kryminalow Z. Zeydlera- Zborowskiego z por. Kociuba. Krajewskiego probowalem 2 razy, ale tam wiecej sztafazu niz dobrej literatury sensacyjnej, ktorej duzo pod reka, chocby Skandynawowie, Fossum, Edwardson, Altvegen… (o starszych autorstwa pary Wahloo-Sjowall nie wspomne), Krajewski to namiastka i amatorszczyzna. Niby ma zachwycac a nie zachwyca, bo to sztuczne jak sacharyna. Siegnalem przez przypadek do „Trent’s last case”, E.C. Bentleya i to pomimo kurzu lat czyta sie z wielka rozkosza.

  64. Ewa 1958
    10 czerwca o godz. 18:49

    Przeczytałem…..
    Mogło być tak właśnie- Wielka Improwizacja…..
    Bohaterowie z przypadku, ludzie niedorośli do ról które przyszło im pełnić, prywata i intraty na pierwszym planie.
    I ta powszechna pyszałkowatość…..

    Strasznie jest opisany brak woli walki, liczenie że zdrowaśki zapewnią cud, nieumiejętność przewodzenia, dowodzenia, dyscypliny……
    Ci sami ludzie w epoce napoleońskiej dokonywali cudów waleczności i strategii…
    Niestety, za późno…
    Potem byliśmy już tylko mięsem armatnim obcych interesów.

  65. I z podświadomości od razu wyłaniają sie lektury młodości….
    Huragan
    Szwoleżerowie gwardii
    Kozietulski i inni
    Rok 1815…….
    Piękny cykl……

    Załuski- 7 polskich grzechów głównych…..

  66. wiesiek59
    Chyba masz na mysli „Rok 1809” W. Gasiorowskiego (cykl z „Huraganem” i „Szwolezerami gwardii”
    ), zamiast „Rok 1815”. „Kozietulski i inni” to ksiazka M. Brandysa.
    Plk Zaluski? Hmmm, powiedzialbym, ze niecio traci komuna i politrukiem.

  67. http://www.zgapa.pl/zgapedia/Szwole%C5%BCerowie_gwardii.html

    A to o smutnym losie oszukanych najemników…….
    Pani Walewska osiągnęła więcej……bezkrwawo…..
    Samce walczą i giną, tylko po co?

  68. @ mag, 10 czerwca o godz. 7:46
    – – –
    Nie lubię przeprosin, ale te mnie ucieszyły, dziękuję i oczywiście zostały przyjęte.
    Być pomylonym z pomyleńcem i opętanym antysemitą to jednak nic przyjemnego, nawet, jeśli to samo spotkało mnie ze strony sąsiedniego na blogu p. Szostkiewicza.
    Do nicka blogowego ‚Gekko’ jestem od lat przywiązany, więc nie będę zmieniał, chociaż jak widać nie tylko z naszego nieporozumienia, czytanie prędzej prowadzi do personalnych ustawek po nickach, niż dyskusji z meritum wypowiedzi.
    – – –
    Tak na marginesie czytelnictwa:
    zdumiewające, jak długo można ‚dyskutować’ z poglądami i lekturami, dyskwalifikującymi w przyzwoitym towarzystwie.
    Czyżby wraz z cywilizacją takie pojęcie odeszło ongi z naszego grajdoła na zawsze?
    Blogi „Polityki” to jedyne chyba miejsce, gdzie, jak sądziłem, zamieszczanie i omawianie antysemickich, rasistowskich i po prostu idiotycznych bluzgów (czy lektur) RAZI i zniesmacza.
    Jeśli Gospodarz takie wypowiedzi kolekcjonuje w naukowych celach poznawczych, to może robić to lepiej nie publicznie, z pomocą sowicie wynagradzanych asystentów-kamikadze?
    Ja tam mam tej zatęchłej, cuchnącej atmosfery nieprzyzwoitych komentarzy serdecznie dosyć!
    Zakrawa na kpinę, że dzieje się to pod pretekstem dyskusji o lekturach …filozofów.
    Jeśli natomiast ma to podnieść ‚oglądalność’ blogów „Polityki”, to ja polecam moją ulubioną lekturę, „Modne Bzdury”. To o tym, że każdy instrument można źle i toksycznie nastroić, blog też.

  69. Gekko

    Sorry, przykro mi to mówić, ale tak dla jasności – moim zdaniem jesteś albo zwykłym, zakłamanym ciołkiem, albo ofiarą dulszczyzny oraz własnej ignorancji, którą mylnie uważasz za intelekt. Ile z tych książek przeczytałeś, że śmiesz się na ich temat w ten sposób wypowiadać, reprezentancie moralnie „przyzwoitego towarzystwa” rodem z podrzędnego burdelu?

    Jeśli chcesz krytykować, to odnieś się ad rem, zaneguj rzeczowymi argumentami przedstawione w filmie oraz w wymienionych przeze mnie książkach fakty, a jeśli nie potrafisz, to siedź cicho jak Ci dobrze, dobrze?

  70. @ Ewa 1958 10 czerwca o godz. 12:37

    Dzieki za link do doktoratu. Rzeczywiscie wspaniala lektura.

    Co do uboju rytualnego, to sie nie zgadzam. Nie bede powtarzal argumentow, powtorze tylko tyle: odwiedz rzeznie i takie, i takie. Pisanie o czyms, czego sie nie widzialo jest malo produktywne. A osobista obserwacja wcale nie jest taka trudna do osiagniecia.

    @ Gogo (rozne wpisy)

    Wypowiada sie Pan np. tak: „…ks. Tadeuszem Rydzykiem, reprezentującym jedyne wolne media w Polsce, ewidentnie człowiekiem sukcesu, który wystąpił przeciwko okradającym nasz kraj (może nie twój) złodziejom i pokazał alternatywę dla Polski w kwestii wrogo przejętej tu energetyki, tak jak i reszty strategicznych dziedzin gospodarki.”

    O ile mi wiadomo, to ks. Rydzyk jest zlodziejem, nie rozliczajac sie z pieniedzy zebranych w konkretnym celu uratowania stoczni gdanskiej. W ogole to sciema, ze zbiera pieniadze zupelnie sie z nich nie rozliczajac – i taka jest wlasnie idea wszystkich zbiorek w kosciele katolickim. Nigdy naprawde nie wiadomo na co poszly te pieniadze. Taka to tajemnica, ze nie mozna oglosic budzetu konkretnej akcji publicznie?

    To taki konkret, o ktory Pan prosil.

    Dziekuje za przyblizenie naukowego faktu: „… w świetle ostatnich wyników badań psychologów, biologów oraz genetyków oraz aktualnie głoszonej mantry pt. „kto jest Żydem? – ano ten, kto ma żydowskie geny (niekoniecznie wzbogacone, może zubożone…), niezależnie od narodowości, wyznawanej religii, czy światopoglądu.”

    Ekstrapolujac, mozna wysnuc wniosek, ze antysemita jest ten, kto ma geny antysemityzmu „…niezależnie od narodowości, wyznawanej religii, czy światopoglądu.”. Cenna to lekcja, za ktora dziekuje.

    Pozdrawiam.

  71. „Wrzesień 1945 roku, Białystok.
    W Żydowskiej Komisji Historycznej cudem ocalały 22-letni Menachem Finkelsztejn spisuje relację z wydarzeń w miasteczku Radziłów, gdzie po dwu tygodniach koszmaru, kiedy to bicie, grabienie i upokarzanie było na porządku dziennym, 7 lipca 1941 r. mieszkańcy zapędzili swoich żydowskich sąsiadów do stodoły i podpalili.”

    http://niniwa2.cba.pl/radzilow.htm

  72. „- W czasie kręcenia filmu stykałem się z serdecznością, pomocą i zrozumieniem Polaków – mówi mi chwilę później Lanzmann. – Choć miałem też przygody takie jak w Chełmnie, gdzie zostaliśmy zaproszeni z całą ekipą do domu ówczesnego burmistrza, tego, który w scenie przed kościołem na pytanie, dlaczego zamordowali Żydów, odpowiada, że przez to, że byli najbogatsi. Właśnie zarżnęli świnię, były kiełbasy, kaszanka, a potem wystawili nam rachunek na ponad sto dolarów. Ale jestem emocjonalnie przywiązany do wielu moich polskich bohaterów. Bardzo poruszyła mnie wiadomość, że umarł pan Gawkowski z Małkini, konduktor wagonów do Treblinki. Był człowiekiem cierpiącym, z nie zagojoną raną, Niemcy dawali mu za to wódkę, pił do końca życia, bo nie był w stanie sobie z tym poradzić. Polubiłem ich, pana Filipowicza z Włodawy, pana Falborskiego z Koła, który był jak wyjęty z obrazów El Greca, pana Piwońskiego z Sobiboru… ”

    http://niniwa2.cba.pl/BIKONT.HTM

  73. Ks. Adam Boniecki

    Promieniowanie Jedwabnego

    „Koszmarna książka. Anna Bikont to zresztą wie, choćby od Marka Edelmana, który co rusz odkładał maszynopis z jękiem:
    „Kto to przeczyta? Kto w ogóle będzie w stanie to przeczytać?”. Dla Edelmana nie do zniesienia jest nawet nie to, że mordowano Żydów, ale że dokonano tego z takim okrucieństwem i że z ich zabijania czerpano radość. Koszmarna książka? Czy raczej świat koszmarny?”

    http://www.proszynski.pl/index.php?mod=recenzje&rcid=444&pid=3316

  74. ET
    11 czerwca o godz. 10:15

    ….Kiedy pan wreszcie zrozumie, ze P o l a k o w, przynajmniej na portalu Polityki…

    Powyzej ksenofobiczny cytat z Mag rezerwujacej blogosfere dla P o l a ko w; bez komentarza. Mag zapomniala o Polkach. Do ksenofobi dochodzi postawa antygender…

    ET

  75. …Koszmarna książka? Czy raczej świat koszmarny?…pytanie eufemistyczne. Po prostu ludzie, czesto nasi sasiedzi, bliscy, znajomi, koszmarni ludzie.

    ET

  76. Ewa 1958
    11 czerwca o godz. 6:26
    „Ks. Adam Boniecki
    Promieniowanie Jedwabnego…Koszmarna książka? Czy raczej świat koszmarny?”
    – – –
    A coś o koszmarnej instytucji, co najmniej współodpowiedzialnej wtedy i dzisiaj za szerzenie nienawiści rasowej, reprezentowanej przez recenzenta, szacowny onże wykrztusił? Czy to dla niego koszmar świata zewnętrznego w odpowiedzialności a wewnętrznego w splendorach?
    Jakoś ten aspekt Przywódców w Jedwabiach dyskretnie umyka wszelkim miejscowym dyskutantom, znamienne i patognomoniczne dla skutków. Również bieżących. Brak reakcji do dziś, a wychodzenie z rasistowskich kazań to żenująca „odwaga” i wyraz przyzwalającej wspólnoty rzeczywistego credo, a nie protestu na miarę deklarowanej wiary i zjawiska, IMHO.

  77. @ Werbalista

    Odnośnie tezy, kto jest Żydem, głoszonej przez samych Żydów, podałem link do filmu, w którym Żyd rzecz klarownie wykłada, ale do tego potrzeba znajomości angielskiego… Poproś może syna, teraz w szkołach uczą (choć kiepsko), może ci za lizaka przetłumaczy.

    Co do ks. Tadeusza Rydzyka, to jest on chyba najbardziej znienawidzoną przez komuno-neoliberałów (nieważne jaki jest kot, byleby myszy łapał) określonej proweniencji osobą w Polsce, a tak gęstego od żółci, że aż czarnego PR-u nie stosowano tu od lat przeciw nikomu innemu. Wolny jest i mówi, co myśli, a to niektórych boli najbardziej. Cóż, o. Tadeuszu nie pękaj – alleluja i do przodu!

    Co do faktów naukowych, to nikt za Ciebie literatury źródłowej nie przeczyta, możesz zacząć od psychologii, np. od analizy patokracji wyłożonej po polsku przez prof. Łobaczewskiego, albo od czegoś lżejszego, powiedzmy od genetyki, są artykuły w prasie, np. w Scientific American ze stycznia 2012r., o epigenetyce, pozwalający zrozumieć mechanizm wpływu propagandy na funkcjonowanie genów, ich włączanie się oraz wyłączanie, a więc na inżynierię społeczną, kreującą osobników o określonych cechach, przekazywanych dziedzicznie.

    A ekstrapolacja mizerna, gdyż goje nie głoszą teorii supremacji genetycznej (w każdym razie inności) uber alles; ostatnio Hitler z Goebbelsem dali w tej materii popis, tyle że nie ma na świecie pełnej zgody co do tego, że byli 100% gojami, widać nie wystarczy zrównać z ziemią grób Alojza w Austrii, żeby ludzie zapomnieli… Ludzie tak łatwo nie zapominają, pamięć potrafi trwać przez całe wieki, tysiąclecia nawet, a najlepiej o tym wiedzą ci, których to właśnie ideologia pamięci o wspólnym jakoby dziedzictwie trzyma we wspólnocie i programowym odosobnieniu od innych, którymi pogardzają. Swoją drogą, to dosyć dziwne, gdyż publicznie twierdzą, że pochodzą od małpy i jeśli ktoś wyrazi tu wątpliwość, to zostanie zmieszany z błotem, jako rzekomy nieuk, wsteczniak, człowiek nienowoczesny.

    Niniejszym kończę radosną twórczośc na tym blogu, wszystkich pozdrawiam i dobrze Państwu życzę, nie wyłączając Gospodarza.

  78. profesor Łobaczewski:
    http://www.obnie.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=2020:zlo-ponerologia-lobaczewski&catid=63:patologie-systemu&Itemid=27
    jak się okazuje, nie tylko „śpiewać każdy może”, tylko po co? 😉

  79. Prosze o przyklad; Polak wyglasza, kto jest Polakiem….

    ET

  80. Tematu Żydów nie chce mi się ciągnąć.
    Ogólnie powiedzieć można o dwóch aspektach tożsamości etnicznej, czy narodowościowej, Polaków na przykład….

    1-ocena własna- identyfikowanie się z jakąś kulturą, nacją.
    Ciekawie opisywał to ktoś w Przeglądzie na przykładzie Litwy.
    Tam wybory przebiegały poprzez rodziny nawet.
    Akt woli wystarczył.

    2-Ocena innych- arbitralnie ktoś określa kim jesteś, bez odwołania, stawiając się w roli kwalifikatora. Jesteś Polakiem, Patriotą, Zdrajcą, Matołem, Złodziejem, itp……
    Himmler sam stwierdził że „JA decyduję, KTO jest Żydem”
    Analogie do postaci współczesnych niewskazane……

    Selekcji i naznaczaniu społecznemu podlegamy od piaskownicy.
    Jesteśmy wytworem kultury środowiska, i nie ma w zasadzie od tego ucieczki, choć wraz z otwieraniem się świata i pogłębianiem o nim wiedzy, mamy coraz większe możliwości wyboru elementów NASZEJ własnej tożsamości…..
    Niestety, im mniejsze środowisko, tym mniejszy wybór akceptowanych przez nie postaw….

  81. @ Gogo 11 czerwca o godz. 10:54

    Milo, ze zakonczyles dzialalnosc. Jak sie powoluje na takie slawy, jak „doktora” Rydzyka, czy „profesora” Lobaczewskiego, to rzeczywiscie nie ma o czym pisac. Lobaczewski, to taki uznany autorytet, ktorego nie chciano wydac nawet w Ameryce, pomimo jego antykomunistycznych pogladow. Z ciekawosci jednak, co nieco „liznalem” i akurat jeden cytat bardzo mi do ciebie, Gogo pasowal: „It is characteristic of paranoid behavior for people to be capable of relatively correct reasoning and discussion as long as the conversation involves minor differences of opinion. This stops abruptly when the partner’s arguments begin to undermine their overvalued ideas, crush their long-held stereotypes of reasoning, or force them to accept a conclusion they had subconsciously rejected before. Such a stimulus unleashes upon the partner a torrent of pseudo-logical, largely para-moralistic, often insulting utterances which always contain some degree of suggestion” (Andrzej Lobaczewski – Political Ponerology: A Science of the Nature of Evil Adjusted for Political Purposes II).

    No i co? Pasuje, jak ulal, Gogo. A lizaka synowi dawac nie musze.

    Pozdrowienia.

  82. Zaglądając na ten blog nie mogłem nawet przypuszczać, że dyskusja o lekturach Gospodarza dojdzie do genetyki a nawet do epigenetyki. Tymczasem za sprawą Gogo dyskusja ta zgoła nieoczekiwanie doszła tego jaką informację zapisano w podwójnym heliksie naszego kwasu deoksyrybonukleinowego. Gogo wskazuje nasze DNA jako sposób na sprawdzenie kto z nas jest, a kto nie jest Żydem. Ponieważ zajmuję się biologią molekularną zawodowo to spieszę donieść, że sekwencjonowanie pełnego genomu staje się coraz to tańsze, a w tym wypadku wystarczy zapewne tzw. głębokie sekwencjonowanie transkryptomu. Moim zdaniem da się to porządnie zrobić za kilkadziesiąt może nawet za kilkanaście tysięcy złotych. Obawiam się jednak, że problemem nie jest w tym wypadku wykonanie badania tylko interpretacja wyników. Polimorfizmów genetycznych (różnych wariantów danego genu) charakterystycznych dla jakiejś populacji jest wiele i rzadko występują wyłącznie w tej populacji. Zazwyczaj znacząco częściej wystepują w jednej populacji, a rzadko w innych. Dlatego wynik badania naszego „genetycznego żydowstwa” przybierze charakter ilościowy. Będzie to skomplikowana macierz liczbowa w, której obecność pewnych polimorfizmów będzie wskazywala na to, że jesteśmy prawdziwymi Żydami, a obecność innych będzie temu przeczyła. Oczywiście da się na tej podstawie stworzyć pewien syntetyczny wskaźnik podobieństwa naszego profilu genetycznego do profilu genetycznego „Idealnego Żyda”, ale z góry można przyjąć, że wskaźnik taki w badanej populacji (np. w Polsce) będzie przyjmował całe spektrum wartości, które najprawdopodobniej ułozą się według krzywej Gaussa. Konkludując, po tych kosztownych badaniach dostaniemy wyniki liczbowe, które wskażą na przykład, że „genetycznie” Gogo jest Żydem w 0,7%, a ja jestem Żydem w 7%. Pozornie sprawa jest prosta ja jestem Żydem dziesięciokrotnie bardziej niż jest nim Gogo. To jednak tylko pozorna prostota. Musimy bowiem jeszcze dokonać końcowej interpretacji tych wyników, co sprowadzi się do rozstrzygnięcia pomiędzy trzema możliwościami. Możemy uznać, że ja jestem prawdziwym Żydem, a Gogo prawdziwym gwarantowanym genetycznie gojem. Możemy uznać, że obaj jesteśmy gojami. Wreszcie jeśli zdecydujemy, że nawet „kropla krwi żydowskiej” psuje certyfikat genetycznie gwarantowanego goja to może się okazać, że obaj jesteśmy Żydami. Podobnie byłoby z badaniem genetycznym na prawdziwego Polaka „/’

  83. A ja czytam od dluższego czasu „Dzienniki” p. Rakowskiego. Kawał historii od wewnątrz. To pierwsze, bo to okres mojego zycia, jaki pamiętam. Zaczyna się od 1958. No, troche przesadzam, ale końcówka, jak najbardziej: rok 1990. A od wewnątrz, bo p. Rakowski był przy wielu tych wydarzeniach, więc inna perspektywa. Stale powracam do „Libiewa” p. Witkowskiego, rzecz o „pedalstwie”, ten język zabójczy. No i z internetu sobie wydrukowałem „Misję” Desmarquet’a, jak skończę to zaczynam od nowa. W latach 90-tych ten mieszkający w australii Francuz został powrany przez istoty z planety Thajooba. Był kilka dni u nich. Ktoś powie „bzdura”, tylko skąd D. pisze w książce o rzeczach, które zostały potwierdzone przez naukę dopiero w kilka lat po opublikowaniu tej pracy. Okazuje się, że wszystko było inaczej jak mowią. M.in. historia Jezusa. Ta cywilizacja potrafi robić takie rzeczy, że ludzie jak to widzą, myslą że są one dziełem Boga. I kiedy to wszystko czytam ? Mam ponad 60 lat i codziennie biegam do 30 km. Ponieważ trwa to przez kilka ładnych godzin, więc po drodze sobie czytam.

  84. Pani Ewo, a takze inni, milo mi, ze doczekalam sie komentarza.
    Jednak nie dowiedzialam sie w dalszym ciagu, kiedy panstwo czytacie, bo to jest dosyc istotna sprawa, wobec wspolczesnego braku czasu, w tym wobec nawalu wszelkich innych bodzcow intelektualnych, a takze mniej intelektualnych.
    Filmy z minionych epok pokazuja damy siedzace sztywno na taborecie z ksiazka w reku. W domysle, niepismienna sluzba wykonuje biezace zadania. Wspolczesnie w prasie czytamy jak przepytywana o swoje lektury osoba mowi: na stoliku przy lozku mam… i tu wymienia stosik, czyli czyta do poduszki.
    Ja nie mieszkam w Polsce i podroze publicznym transportem sa czesto w moim gronie jedynym miejscem na lekture. Moj ziec wspomina jak przez lata wsiadal na pierwszej stacji metra na Bronxie, dlatego zawsze mial miejsce siedzace, i zjezdzal na sam dol Manhattanu ( nie nazwe po imieniu, gdzie zjezdzal, bo znow to swiatlo odbite rozjarzy mi sie). I czytal, czytal. Czesto byl rozczarowany, ze juz minela ta godzina i 20 min.
    Pani Ewo, prosze nie uragac osobie, ktora Pani nie zna! Powiem jedynie, ze dziewczyna, o, ktorej wspomnialam placi swoje rachunki od 22 roku zycia, jest bardzo pracowita, zorganizowana, ze zdolnosciami artystycznymi, zna biegle francuski, niezaleznie od swojego dosyc waznego nativ jezyka. Skonczyla b. dobra szkole srednia (boarding school) i dobry Uniwersytet i nie jej wina , ze kanon lektur w jej kraju byl inny niz w Polsce, a jednak wyszla na wartosciowego, a na dodatek wielce cieplego, zyczliwego i rodzinnego czlowieka. I o tym pisalam, ale kazdy przeczyta co chce. Be my guest.
    Pani wie lepiej, ze nie moglam ze zrozumieniem w wieku 12 lat przeczytac „Sonaty…”. Zostawiam to bez komentarza. O co sie bic?
    Chcialam jedynie poinformowac, ze tak jak ogromna wiekszosc tu piszacych pasjonuje temat Slon a sprawa.. ( tfu, Zyd a sprawa polska), tak mnie zawsze interesuje temat – jak byly i sa opresyjne wszelkie kultury i religie wobec kobiet i od kilku lat drugi temat- kwestia Izrael- Palestyna. Moge?
    PS. Ktos tu wspomnial, ze poznal Amosa Oz. Ja tez, ja tez, wprawdzie nie Amosa Oz, ale starszego pana, ktory przed laty wyemigrowal z zona i czworka wspanialych synow z Izraela. Poznalam go, na niestety bardzo plebejskiej zabawie, na grillu, na dodatek pan tez nie znal pisarza, bo byl z 10 lat mlodszy, ale jak mowila mu mama, mieli wspolnego pediatre.

  85. @Zyta2003 pisze:

    „Pani Ewo, prosze nie uragac osobie, ktora Pani nie zna!

    ***

    Jakże bym śmiała !!!

    Wyjaśniam zatem, iż nie osobie „urągałam”, a jedynie próbowałam polemizować z tezami Pani wpisu (10 czerwca, godz. 1:32), z którego wynikało, że to właśnie Pani próbuje kpić z blogowiczów, podkreślając swoją (w Pani mniemaniu) wyższość nie bardzo wiadomo, z czego wynikającą.

    Czyżby to zagraniczne uczelnie przyznały Pani patent na złośliwą ironię wobec tych, którzy w Pani mniemaniu zapewne nie są tak doskonali, jak Pani?

    Nikt tu nikogo nie pyta, od którego roku życia płaci on swoje rachunki, choć myślę, ze znalazłoby się parę osób, które zaczęły płacić je wcześniej, niż od 22 roku życia.

    ***

    „(…) i nie jej wina , ze kanon lektur w jej kraju byl inny niz w Polsce, a jednak wyszla na wartosciowego, a na dodatek wielce cieplego, zyczliwego i rodzinnego czlowieka.”

    ***

    Czy mam przez to rozumieć, że w jakimś zamorskim kraju „Sonata Kreutzerowska” należała do kanonu lektur dla dwunastolatek ?!
    Bo to właśnie z Pani wpisu wynika.

    Mimo wszystko optymistycznie brzmi stwierdzenie, iż nawet gorszące, zatruwające niewinne dziewczęce umysły lektury obowiązkowe nie sprowadziły zagrożonej demoralizacją usankcjonowaną przez zagraniczne władze oświatowe 12 – latki na manowce i w sumie wyszła ‚na wartościowego rodzinnego człowieka…”l.

    ***

    „Pani wie lepiej, ze nie moglam ze zrozumieniem w wieku 12 lat przeczytac „Sonaty…”. Zostawiam to bez komentarza. O co sie bic?”

    ***

    Proszę Pani, w drugiej klasie polskiej (!) podstawówki przeczytałam „Baryłeczkę” Maupassanta (o czym pisałam przy innej okazji). Czytałam biegle i tytuł był taki sympatyczny. Tata, jak zobaczył, to się zdenerwował: – Dziecko, to dla dorosłych. I tak nie zrozumiesz.

    Miał rację. Wtedy nie nic nie zrozumiałam.

    I nie wmówi mi Pani, że choćby i najdojrzalsza 12- latka z ochotą i ze zrozumieniem przeczytała paranoiczne tyrady bohatera „Sonaty..” Chyba trochę się Pani w tej swej megalomanii zagalopowała…

    „Chcialam jedynie poinformowac, ze tak jak ogromna wiekszosc tu piszacych pasjonuje temat Slon a sprawa.. ( tfu, Zyd a sprawa polska)…”

    Jeśli Panią pasjonują inne tematy, to przestrzeń blogosfery jest nieograniczona.
    Kreuje się Pani na wybitną intelektualistkę, osobę ciepłą i życzliwą, a pisze pani pogardliwie – „tfu, Zyd a sprawa polska”.

    Nie musi Pani nic więcej o sobie pisać. Tymi słowami przedstawiła się Pani najlepiej, jak można.

    ***

    ozzy
    10 czerwca o godz. 5:11

    ” Amosa Oz mialem przyjemnosc poznac osobiscie (okolicznosci i miejsce ad usum privatum).”

    ***

    A to sympatyczny komentarz @Zyty2003 do wpisu @ozzy (ego?)

    „Ktos tu wspomnial, ze poznal Amosa Oz. Ja tez, ja tez, wprawdzie nie Amosa Oz, ale starszego pana, ktory przed laty wyemigrowal z zona i czworka wspanialych synow z Izraela. Poznalam go, na niestety bardzo plebejskiej zabawie, na grillu, na dodatek pan tez nie znal pisarza, bo byl z 10 lat mlodszy, ale jak mowila mu mama, mieli wspolnego pediatrę…”

    ***

    Gdyby była Pani łaskawa bliżej objaśnić sens tego fragmentu, byłabym wdzięczna…

  86. Szanowny Panie Slawomirski,
    mam podobny problem, nawet w rodzinie. Szczegolnie po lekturze Zlotych Zniw, polecam. Czesc moich interlokutorow nie wie, co mowi. W blgosferze podobnie.
    Pozdrawiam.
    ET

  87. Szanowny Panie profesorze Janie Hartman,

    wybitni- zaczynają się od „kreski” , po przekroczeniu której- istotne jest WYŁĄCZNIE!!!! to, co oni piszą , a nie czytają…

    Pozdrawiam,Sebastian

  88. Szanowni Panstwo,
    alez wpadlem, niczym Poncjusz Pilat w sklad apostolski. Mimo wysilku, nie moglem doszukac sie sensu we fragmencie wypowiedzi Zyty dot. Amoza Oz. No coz, zlozona parametafora.

    Letnie pozdrowienia,
    ozzy (Szwecja)

  89. Szanowny p.Gosopodarzu,

    a co czyta najwybitniejszy filozof polski? Zapewne prace rownie wybitnego filozofa raczej historyka filozofii prof Adama Sikory, zmarlego przed paru laty w Warszawie. Przesympatyczny pan, wielki popularyzator filozofii polskiej. Polecam serdecznie, tak jak Wladyslawa Tatarkiewicza „dinozaura”.

  90. Koło Gospodyń Wiejskich za mało śpi. Pełny etat na blogach = 60 godzin tygodniowo. Kuchnia, telefony, zakupy, seks, higiena osobista, ambitne ksiązki = 70 godzin. Na sen pozostaje stanowczo za mało , 5.5 godziny na dobę.

  91. @mentor

    Jeszcze mniej. Średnio 3 – 4 godziny.

    Zapomniałeś jeszcze o wizytach i rewizytach aktywistek Koła Gospodyń, teatrze, kinie i filharmonii, fryzjerze, dentyście, spacerach z psami, pielęgnowaniu babuni i ogrodu, praniu i sprzątaniu.

  92. @mentor

    Zapomniałam dodać, że ambitne książki przeczytałam dawno temu, więc oszczędzam na czasie – średnio 2 godz dziennie.

    Natomiast zdarza mi się ranną rosą, stąpając boso po ukwieconych łąkach, wdychając rześkie powietrze przesycone duszącym zapachem czeremchy, głośno recytować obszerne fragmenty „Mistrza i Małgorzaty” przy wtórze niebiańskich treli wszelakiego bożego ptactwa.

    U nas gospodynie już tak mają. Taka karma…

  93. @ Matylda, 13 czerwca o godz. 10:01
    Bez komentarza
    – – –
    A szkoda. Jadowicie antysemickie i rasistowskie publikacje zachowania są w naszym kraju normą – wystarczy przejść się Krakowskim P. albo wstąpić do przykościelnej ‚księgarni’. Nie spotkałem jeszcze równie publicznej i powszechnej reakcji potępienia na takie publikacje czy zachowania.
    Nierzetelność BBC nie sprawi, że preteksty, jakimi się posłużyła obrazując naszą rzeczywistość, okażą się wymysłem zagranicznym.
    Tak nie jest i dopóki na każdej ulicy i stadionie można ustawicznie zobaczyć (na ścianach) i usłyszeć „Jude, raus” (itp), prostowanie BBC jest co najmniej tym samym, co wykręty tej stacji.
    Tyle, że źródło smrodu zostaje niewywietrzone i pielęgnowane – w naszym domu.
    A nawet, bez żadnego poczucia obciachu – dopuszczane do prezentacji i sierioznie dyskutowane na tym i sąsiednich blogach.

  94. Szanowny Panie Slawomirski,
    jak jest, wlasciwie nie wiemy. Nasze postrzeganie rzeczywistosci u siebie jest rowniez wyrywkwe/urywkowe.Postrzegajac jednak, mamy szanse na dostrzeganie i tu sie z Panem zgadzam. Jest lepiej, za sto lat bedzie jeszcze lepiej……W sobote jade do Szczecina (brzydkie miasto) i ciesze sie na ten wyjazd. Po naglych zmianach spoleczno-ustrojowych w 89 roku nie jestesmy w stanie zauwazyc, ze one sa tak naprawde dlugotrwalym procesem, wymagajacym cierpliwosci i ogromu pracy. Na szczescie mlodzi ludzie sie ksztalca i majac Europe przy/u boku stajemy sie jej integralna czescia. Chyba ze ten projekt runie, to wowczas bedziemy urokliwa prowincja, gdzies na Wschodzie, swoim swiatem, wlasnym swiatam, o ktorym marzy np. Swiatowid.
    Z powazaniem.
    ET

  95. Podpisuje sie pod wypowiedzia Gekko. Sapienti sat!

    PS Niegdys pewien bp lubelski tak powiedzial: ” Na procesie Beilisa zebrano duzo dawnych i wspolczesnych ksiag zydowskich, lecz kwestia uzywania przez Zydow krwi nie zostala decydujaca rozwiazana” Jesli dla pozniejszego kardynala nie bylo jasne, czy Zydzi biora krew na mace, to w co wierzyli jego ksieza i caly lud bozy? I jak tu prowadzic dialog?
    A moze tak jak Janusz Palikot?

  96. Im jestem bardziej dojrzała,tym częściej sięgam po książki.Dotychczas wydawało mi się,że przeczytałam wszystkie z domowej biblioteki(różnorodność bez s.f,kryminałów),więc zaczęłam chodzić do biblioteki.Gdy zdarzyło się,że wypożyczyłam(w nieodległym czasie) tę samą książkę stwierdziłam,że nadchodzący Alzheimer ma swoje dobre strony,a „Rejs”potwierdza fakt,że lubimy najbardziej to,co już znamy.Wracam więc do klasycznych kolubryn Józefa,Czarodziejskiej Góry,Lalki,czasem do Złego czy Romea i Julii. Siła-by gadać o gustach i zainteresowaniach czytelniczych! Trudno powiedzieć co kieruje zainteresowaniem tą czy inną tematyką(nastrój,praca,problem do rozwiązania?). Aktualnie siedzę w „Judeopolonii”. Rozumiem teraz szereg sytuacji w jakich znalazłam się w dzieciństwie i młodości(getta ławkowego za komuny,milczenia dorosłych o czasie około i powojennym). Żałuję,że nie posiadałam wówczas dzisiejszego stanu rozumienia.Odeszli ludzie,śmierć zabrała żywą historię. Tyle w temacie książek.Dodam,że Autora bloga wolę słuchać niż czytać.Miło mi było spędzić z Panem tę chwilę.

  97. Gekko (13-06-g.10:47)
    Zdarza mi się uprawiać tzw. warcholstwo w przestrzeni publicznej. Na przykład ochrzaniam (staram się to robić kulturalnie i w miarę dowcipnie) wygladających normalnie młodych ludzi, którzy mówią co drugie słowo k…, czy pier…. Na razie jeszcze nie oberwałam, ani nie zostałam zelżona. Meneli nie usiłuję „wychowywać”, bo to zbyt niebezpieczne.
    Moja metoda warcholstwa nie skutkuje, gdy zwracałam się z uprzejmą prosbą do sprzedawców pod kościołami książek rasistowskich i różnego pseudonaukawego badziewia o masonach, cyklistach i takich tam różnych, by przenieśli się może w jakieś bardziej neutralne miejsce. Bo sprzedawne przez nich produkty przeczą miłości bliźniego. Usłyszałam ,że jestem Żydówą i komuszycą.
    Pleban jeden z drugim, u których chciałam interweniować, rozłożyli bezradnie ręce – te stoiska sa już POZA terenem kościelnym (co zresztą było kłamstwem).

  98. @ mag, 13 czerwca o godz. 20:08
    – – –
    No właśnie, wypada dodać ze smutkiem i wstydem.
    Może dlatego komentarze skąpe, bo rasizm i antysemityzm kwitną, a postawy przyzwoite, cywilizowane trącą co najmniej dziwactwem.
    Nikt nie chce być wykluczonym ze wspólnoty, co żywi się, trawestując, „tym, co zresztą JEST i BYŁO kłamstwem”.
    – – –
    @ ozzy,
    jak mi się zdaje, funkcjonujesz poza naszym krajem.
    Mój pierwszy wyjazd na Zachód (dawno temu), był dla mnie wstrząsem w konfrontacji z wizerunkiem, jaki mamy wśród cywilizowanych społeczeństw. Nie będąc członkiem naszych lokalnych wspólnot plemiennych, nie miałem pojęcia, jak i dlaczego jesteśmy tak widziani.
    Po powrocie do kraju zacząłem widzieć nasze „normy” w innym świetle, co pewnie i Tobie się zdarzyło.
    Jeśli dobrze odczytuję Twoją wypowiedź.
    Tak czy siak, to żenująco smutne, że zwykła przyzwoitość solidarności przeciw rasizmowi nadal trąci w Polsce nonkonformizmem; niestety także na blogu „Polityki”, pomimo takich jak Twoja, nielicznych (porównując do ilości np. tych antysemickich) wypowiedzi, za którą dziękuję.

  99. Jarek

    Jesteś okrutny. Syjoniści się zapłaczą. Chociaż oni chyba nie płaczą, gdyż prawdziwy syjonista nigdy nie płacze. Nie potrafi. Przynajmniej nad innymi, bo to dla niego nie ludzie, a dla zwierząt współczucia nie ma żadnego. Nie uznaje praw braci słabszych, za to pragnie wszelkich nadrzędnych dla braci starszych. Tylko ciekawe, w czym ci starsi mają być braćmi i dla kogo? Bo w nie kradnij i nie zabijaj to raczej nie, sądząc po tych wszystkich wojnach, których są przyczyną, czy po ichniej finansjerze. Trudno też znaleźć jakiegokolwiek „innego” na świecie, którego szczerze darzyliby sympatią, ale to pewnie skutek zasady wzajemności. Samą propagandową podstawę doktryny syjonistycznej rozniosłeś im fachowo w pył w kilku zdaniach o genetyce – co oni teraz biedni nieszczęśnicy poczną? Pewnie się powywieszają z rozpaczy. A może to i dobrze… Ee, założę się, że stalmudyzują sobie te twoje informacje i ogłoszą zaraz Cię jakimś następcą Jakuba Franka,powiedzą że wreszcie nadszedłeś (trochę spóźniony, ale co tam), i udowodniłeś ich rasową wyższość genetyczną wszem i wobec, po czym wesoło zaśpiewają to, co od dziecka czytają w swoich śpiewniczka: Zi-on, Zi-on über alles, über alles in der Welt!…

  100. Miało być o książkach. Wyraźnie części nie udaje się wypowiadać na temat. Polecam ,,Tako rzecze Zaratrustra” – Fryderyk Nietzsche.Kapitalna pozycja, wybitna. Czyta (słucha się) z największą przyjemnością. Paulo Coelho jest jedynie jego słabym naśladowcą.

  101. „Paulo Coelho jest jedynie jego (Nietzschego) słabym naśladowcą.”

    O, a to coś nowego…

    Nie wiedziałam, że pseudofilozoficzny bełkot podstarzałego erotomana, idola rozhisteryzowanych nastolatek i egzaltowanych mocno dojrzałych panienek, można skojarzyć z filozofią Nietzschego…no, no…

    ***

    Paulo Coelho – Bardzo Mądre Cytaty:

    „Na początku nie wierzymy w nic albo prawie w nic, następnie zaczynamy wątpić, że się pomyliliśmy, potem wszystko wydaje nam się znakiem, ale dopiero dużo później, kiedy ten sam znak napotykasz na swojej drodze wielokrotnie, choć wcale go nie szukałeś, dopiero wtedy zaczynasz rozumieć, że masz do czynienia z językiem, który wykracza poza rzeczywistość.”

    „Rodzimy się w miejscu dla nas przeznaczonym. Zaczynamy naszą drogę słabi, delikatni, gdy nawet liść zdolny jest wstrzymać nasz ruch. Z czasem, gdy z szacunkiem donosimy się do tajemnicy źródła, które nas zrodziło, i ufamy jego wiecznej mądrości, zdobywamy wszystko, co jest nam potrzebne do przebycia drogi. ”

    „Największym dramatem człowieka jest konieczność wyboru, bo oczywiście wolałoby się mieć wszystko. Ale trzeba wybierać.”

    ” Lepiej zjeść tylko pół kanapki, niż całą, nie mając w pobliżu kogoś, z kim można się czymkolwiek podzielić.”

    „Wszystko się psuje, a to, co się nie psuje, jest bezużyteczne.”

    ***

    Rozmowa z Érikiem-Emmanuelem Schmittem:

    – Jak pan reaguje, kiedy porównuje się pana z Paulo Coelho?
    – To brzydkie pytanie.
    – Obraża się pan?
    (Schmitt głęboko wzdycha i chwilę się zastanawia)
    – Tak…

    http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53668,8357033,Bog_to_nie_firma_wysylkowa.html

  102. prosze panstwa,nie moge sie dzisiaj oprzec i musze cos napisac choc tak naprade jestem tylko czytelniczka:
    Nowy Wspanialy Swiat, Aldous Huxley.
    polecam

  103. Szanowny Panie Slawomirski,
    zgadzam sie z Panem. Mysle podobnie i podobnie postrzegam stara ojczyzne. Z natury jestem optymista, kocham zycie, a do Polski sie usmiecham.

    Irytuja mnie niektore postawy i daje temu wyraz: np. polska iniezlomnie polska Mag zapomina, ze nie sprzedajacy sa problemem, lecz wlasnie kupujacy. Mag, ktora kupila polskosc, nawet te w blogosferze i sadzi, ze posiada na nia wylacznosc.
    Z powazaniem.
    ET

  104. T. Bartoś poleca:

    – A. Lipszyc, „Ślad judaizmu w filozofii XX w.”

    – A. Bielik – Robson, „Na pustyni. Kryptoteologie późnej nowoczesności”

    http://wyborcza.pl/1,76842,7533088,Europa_nie_tylko_chrzescijanska.html

  105. ET
    To oczywiste, ze gdyby nie było popytu, nie byłoby podaży. I sprzedający i kupujący są siebie warci.
    Ale jaki ma to związek z moja polskością? Na dodatek niezłomną.

  106. Odwiedzilam blog przed kilkoma dniami i wpadlam na pana Gogo ,
    wyszlam ..literatura i pan G. niestawna mieszanka .
    Bo przeciez czytanie jest procesem dosc mechanicznym ,
    ale jak czytac zeby Cos wyczytac ? ba…
    To co czytam nie jest zbyt ciekawe dla innych ,ale z powodu Anny Kareniny w orginale czytanej przez Profesora musze sie zwierzyc ,
    ze czytam pasjami wiersze w orginale ,przeklady wierszy prawie nigdy
    nie dorownuja orginalom ,prawdziwa uczta dla uczuc i duchowa .
    Serdecznie polecam nawet ze slownikiem .
    Salute

  107. Info dla Mag….
    Popyt i podaz w odniesieniu do namawiania sprzedajacych o zmiane miejsca. Zaczalbym cala robote od kupujacych. Przy braku popytu sprzedajacy sami znikna; takie proste. Podobnie bezsensowne, wrecz ksenofoboiczne jest odwolywanie sie do polskosci , Polakow w blogosferze.

    ET

  108. ET
    Uczepileś się mnie jak rzep.
    Jeszcze raz powtarzam. Nie odwołuję się do żadnej polskości i nigdy jej nie bronilam, zwłaszcza przeciw komuś, bo czego niby miałabym bronić, skoro nie bardzo wiem, co to właściwie jest polskość? A tym bardziej nie wiem, jak ty rozumiesz to pojęcie.
    Można pod nie dowolnie podstawiać wszystko co dobre i co złe, a z Polską się kojarzy : od bociana na gnieździe, czy mazurków szopena, przysłowiowej wierzby po mity narodowe bogoojczyźniane, rozmaite polskie kompleksy i uprzedzenia itd.
    Więc może lepiej nie czepiać się słów i na tej podstawie wystawiać komuś cenzurki.
    Nie wiem, czy dalsza wymiana zdań z tobą ma jakikolwiek sens, bo albo czytasz bez zrozumienia, albo coś sobie ubrdałes i wmawiasz mi, że jestem wielbłądem.

  109. @mag

    Każdy ma swojego „marcina”.

  110. „Istotne pytanie tego filmu dotyczy przyszłości sztuki – tej wysokiej, którą symbolizują, a raczej uosabiają, cremońskie skrzypce. Jeśli odpowiedzią byłby cały film – jest ona optymistyczna. Rzecz doskonała nie ginie, epoki przekazują ją sobie z rąk do rąk.”

    Bożena Janicka „Z rąk do rąk” (fr. recenzji filmu „Purpurowe skrzypce”)

    http://www.youtube.com/watch?v=GQxCNtH7Ww0&feature=relmfu

  111. Podpisuje sie pod ocena P. Coehlo. Przeczytalem „Alchemika”, ale reszte sobie podarowalem. Jest tyle dobrych ksiazek, ktorych nie mozna przeczytac z braku czasu, poco wiec tracic czas na cos drugiej kategorii.
    Odkopalem bulgarska pisarke i poetke (tlumaczyla na bulgarski „Pana Tadeusza”) Blage Dymitrowa i jej „Objazd”. W komunie byli wydawcy z lepszym wyczuciem smaku literackiego.

  112. ….Kiedy pan wreszcie zrozumie, ze P o l a k o w, przynajmniej na portalu Polityki…

    Powyzej ksenofobiczny cytat z Mag rezerwujacej blogosfere dla P o l a ko w; bez komentarza. Mag zapomniala o Polkach. Do ksenofobi dochodzi postawa antygender…

    POWYZEJ CYTAT Z MAG!

  113. W komunie wszystko bylo lepsze; pozostaje pytanie gdzie?
    ET

  114. ET
    Człowieku!
    Puknij się w głowę, a kto pisze na blogach, jak nie Polacy (wiadomo, że płci obojga) zarówno mieszkający w kraju, jak i za granicą. Francuzi, Niemcy, Rosjanie, a może ufoludy?
    Gdzie tu ksenofobia i „antygender”?
    Prezecież to, co piszesz, to paranoja i klasyczny mobbing w stosunku do mnie.
    Bez odpowiedzi

  115. mag
    5 czerwca o godz. 12:20
    Co pisze filozofka?

    Szanowny panie Slawomirski
    Kiedy pan wreszcie zrozumie, ze Polakow, przynajmniej na portalu Polityki, gdzie blogowicze znają na pamięć pana mantry, a już tym bardziej cudzoziemcow !!! ( w ramach sugerowanych atrakcji związanych z Euro), kompletnie nie obchodzi pana obsesja piętnowania W. Jaruzelskiego, J. Urbana i D. Passenta?

  116. Szanowny Panie @ET !

    Zachowuje się Pan w stosunku do @mag, jak @sławomirski w kwestii Urbana i Passenta.
    Z tym, że można jakoś tam próbować tłumaczyć obsesję @sławomirskiego, natomiast to, co Pan wyczynia, jest naruszeniem zasad komentowania.
    To Pana sprawa, jak zrozumiał Pan wypowiedź @mag. Raz Pan napisał i wystarczy.
    Sądzę, że zarówno adresat (@sławomirski) jak i pozostali blogowicze zrozumieli wpis zgodnie z intencją autorki. I to Pan ma problem. Ze sobą.

  117. panie @gospodarzu, nareszcie!
    po nudnej annie kareninie – walka plci na blogu!
    filozofia na front!
    „jak idziesz do kobiety to nie zapomnij o biczu.”

  118. @sławomirski

    „Zachorowala Pani na liczbe mnoga przemawiajac w imieniu wielu a nie tylko i wylacznie swoim.”

    Wyrażenie – „Sądzę, że blogowicze zrozumieli wpis zgodnie z intencją autorki”
    – nie jest wypowiedzią w liczbie mnogiej ani ‚przemawianiem’ w czyimś imieniu, jedynie przypuszczeniem. Nie napisałam przecież: – My blogowicze zrozumieliśmy…

    Żal mi Pana, Panie @slawomirski. Musi być Panu ciężko pielęgnować nienawiść.

  119. W doborze lektur stosuję niezawodną metodę prof.Tatarkiewicza – jeśli nie dam rady przebrnąć bez trudu przez pierwszą stronę książki,to daję sobie spokój. Z czasem dorasta się do pokonania oporu i odkrywa,zdumiewa się faktem,że nie czytało się tego wcześniej. Czytam teraz Primo Lewi’ego i zdumiewa mnie fakt,że po takiej traumie i tak długim czasie jest w stanie podejmować się analizy postaw „granicznych” bez zacietrzewienia czy patosu. Pokora to takie skromne,niemodne określenie a chyba tylko przez jej pryzmat można spoglądać na historię i losy ludzkie. Miłej dyskusji.

  120. @sławomirski

    Proszę bardzo. Miło, że ktoś skorzystał.

  121. Ktoś kiedyś mądrze powiedział ‚nie zrobisz z szewca chirurga, choć umie operować igłą, ani z mizogina natchnionego filozofa’. Pozdrawiam autora zwanego filozofem.

  122. @Ewa 1958 (ponieważ wkurza mnie twoja buta i wątpliwa elokwencja)
    „Paulo Coelho jest jedynie jego (Nietzschego) słabym naśladowcą.”
    O, a to coś nowego…
    Nie wiedziałam, że pseudofilozoficzny bełkot podstarzałego erotomana, idola rozhisteryzowanych nastolatek i egzaltowanych mocno dojrzałych panienek, można skojarzyć z filozofią Nietzschego…no, no…

    ^to wyżej napisałaś ty, to moze pochwal sie jaka książkę ostatnio wydalas „podstarzała” egotyczko? Mimo tego ze absolutnie nie masz pojęcia dlaczego Coelho pisze w taki a nie inny sposób a twoja zdawkowa wypowiedz potwierdza słaba znajomość jego twórczości, masz potrzebę wypowiadania sie na jego temat jakbyś co najmniej wiedziała gdzie raki zimują. Wystarczy zerknac na notę biograficzna by ogarnac skad wziely sie styl i tresc w pisarstwie Coelho. I tak, na ksztaltowanie tych ostatnich miały wpływ: przyjaźń z brazylijskim poeta i wieszczem Raul Seixas, działalność polityczna i oddanie sprawie społecznej w latach walki z reżimem (przemycanie uniwersalnych prawd w ‚latwym’ tekście zostało mu do dzisiaj) do tego dodajmy brazylijską – bezpośrednia, szczera, ciepła i otwarta – dusze pisarza oraz upajajaca bujnosc wszechogarniajacej go ‚natureza’ i gotowe! Nikt nie twierdzi ze PC jest wybitnym pisarzem ale jechanie po nim, jak po byle petaku jest nie na miejscu. Kobito, mam prośbę, porzuc maniere zjadaczki wszystkich rozumow, bo wychodzi z ciebie peerelowska urzędniczka a to nie powód do dumy.

  123. Widzisz Ewa 1958 – nie masz racji bytu w nowoczesnym świecie intelektu, otwieranego drucianym wytrychem (od:drut id).
    Wyrażanie opinii o własnych przeżyciach i odczuciach z lektur, opinii niespodziewanych dla intelektualisty (bo: oj, to coś nowego…), jest naprawdę żenujące, zwłaszcza po upadku PRL-u 🙂
    Może pociecha w tym, że jakkolwiek (IMHO) Coelho lotnym nie jest, to najczęściej przekonują o tym jeszcze głupsi i w dodatku niewychowani (ani w PRLu ani nigdzie).
    Mądrzej już czytać tegoż, niż polemiki cienkie i prostackie, jak drut, którym robione.
    🙂
    Pozdrawiam.

  124. Niespecjalnie interesują mnie opinie zimnokrwistych jaszczurek które choc nieproszone zabierają głos, ale skoro masz taka desperacka potrzebę żeby wtracić swoje 3grosze to przynajmniej robiąc to bądź oryginalny.

    Z poważaniem,

    (artificially inteligent „drut”?)

  125. Dla niewtajemiczonych. Czasy, w ktorych komentowalo sie teksty na zasadzie, co autor(ka) mial(a) na mysli koncza sie z czternastym rokiem zycia. Nie interesuja mnie zamiary Mag, lecz jej tekst, tekst na wskros ksenofobiczny.

    ET

  126. Niejaka Ewa krytykujaca glosno swoje przyczynki (uczynki) literackie – nieudane lektury nie rozumie roznicy miedzy tektsem, a zamiarem autora. Typowe szkolne podejscie do lektury. 1958 nieporozumien wynikajacych z niewiedzy, niezrozumienia…..literalnego niezrozumiemia, co oczywiscie z literatura i tekstem nie ma nic wpsolnego.
    ET

  127. „pseudofilozoficzny bełkot podstarzałego erotomana, idola rozhisteryzowanych nastolatek i egzaltowanych mocno dojrzałych panienek” (@Ewa1958) to nie jest „Wyrażanie opinii o własnych przeżyciach i odczuciach z lektur” tylko *plotkowanie* @Gekko. Poza tym piszesz jakos tak nielogicznie i nieskladnie, az nie chce sie czytac 🙁

  128. ET 18 czerwca o godz. 11:04
    ” …Dla niewtajemiczonych. Czasy, w ktorych komentowalo sie teksty na zasadzie, co autor(ka) mial(a) na mysli koncza sie z czternastym rokiem zycia…”
    – – –
    Tajemniczy Zegarmistrz Światła Adolescencji…?
    Prorok, czy co…

  129. agnieszka pisze:Osobiście myślę, że oburzeni leeipj oddaje sprawę ruchu. Obrażeni przywodzi na myśl obrażone dziecko, ktf3re z założonymi rękami i niepoważną miną domaga się swojego. Myślę, że w queer studies tez jest miejsce na oburzenie sie, i one całe chyba wyrastaja z takiego oburzenia.

  130. również tak myślę

  131. No, dobrze; teraz już wiemy co czyta Jan Hartman, ale gdzie w tekście znajduje się odpowiedź na tytułowe pytanie?

css.php