Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne

18.09.2015
piątek

Miller z Palikotem. Pieski mezalians?

18 września 2015, piątek,

Hasło zjednoczenia lewicy pojawiło się w kontekście tegorocznych wyborów już w maju. Z przytupem ogłoszono w Sejmie list czworga profesorów, nawołujący do partnerskich rozmów na lewicy i stworzenia szerokiej koalicji wyborczej, opartej nie na partyjnych przepychankach o miejsca na listach, lecz na wspólnym audycie zasobów szeroko rozumianej lewicy, bez patrzenia na to, „ile naszych”, a „kto od was”, lecz na to, kto jest w poszczególnych okręgach wartościowy, ideowy i w dodatku zdolny przynieść głosy.

Profesorowie powołali też inicjatywę zjednoczeniową Wolność i Równość, która miała być gwarancją partnerskiego charakteru rozmów przy „okrągłym stole lewicy”. Na spotkania WiR przychodzili prawie wszyscy – z wyjątkiem SLD i TR. I od razu było wiadomo jedno: gra toczy się tak naprawdę o to, czy uda się przejąć inicjatywę i przeprowadzić uczciwe, partnerskie negocjacje, bez dyktatu SLD, czy też Miller dogada się za kulisami z Palikotem, przy pomocy sekundantów, tj. Gawkowskiego i Nowackiej, po czym zaczną wykupywać ludzi za „dwie jedynki”, paraliżując rzetelne, partnerskie rozmowy.

Wizja „jednoczenia” w trybie rozdawania kart i jedynek przez Millera i obrazek Palikota dogadującego się przy winku z Millerem od początku wisiała nad inicjatywą WiR, budząc obawy i zniechęcenie. Przecież wilki zawsze pozostaną wilkami.

Reakcja Millera na hasło okrągłego stołu lewicy była natychmiastowa. Miller wystawił Jana Guza, szefa OPZZ, w roli „zapraszającego”. Klasyczny manewr wyprzedzający. Tym samym inicjatywie WiR prawie że ukręcono łeb. Czy Miller z Palikotem byli już po słowie wtedy, czy dopiero parę tygodni później, tego już nie wiem. W każdym razie teatr polityczny został uruchomiony zgodnie z regułami politycznej sztuki kuglarskiej. Zaproszono pewną liczbę ludzi lewicy, których następnie zajęto rytuałem „budowania porozumienia programowego”. A za kulisami układano się w sprawie „jedynek”.

Z partnerstwa wyszło to, co zawsze: dyktat silniejszego, tajne układy i rozdawanie kart. 90 proc. tych kart zawłaszczyli Miller z Palikotem (10 jedynek). Nie muszę dodawać, że z nikim tego nie konsultowano, nikogo o zgodę na taki parytet nie proszono ani nikt takiej zgody nie dawał. Po prostu ogłoszono, że taki jest deal. Dlaczego taki? Nie wasza sprawa. Możecie się zgłosić po swoje albo iść do domu.

Co się stało, że szczerze się niecierpiący i obrażający publicznie przy każdej okazji Miller z Palikotem nagle zapałali do siebie gorącą miłością, a ten ostatni, przewodzący resztce upadłej partii, został przez Millera obdarowany jak jakiś król? Co to za cyrk?

Od strony Palikota sprawa jest jasna. Stracił partię, przeszedł przez trzy spektakularne katastrofy wyborcze. Z aktywów została mu tylko dotacja i wjazd do TVN. Zero szans na wejście do Sejmu bez pomocy Millera. Ale po co Millerowi taki partner? Jemu po nic, ale uwodzicielski czar Janusza Palikota, a zwłaszcza Barbary Nowackiej, zadziałał na „młodych” z SLD, a głównie na Krzysztofa Gawkowskiego. Co jak co, ale czarować i uwodzić to Palikot umie. Zastępy jego wrogów wywodzą się właśnie z tych uwiedzionych i oczarowanych, a następnie kopniętych bez pardonu w cztery litery. Przymuszony przez „młodych”, osłabiony Miller machnął ręką i poszedł w to. Uwierzył w 8 proc., a na koniec kariery mandat mu wystarczy. A że przy okazji mógł się rozprawić z paroma byłym SLD-owcami, którzy teraz zostali za burtą, to i dodatkowa satysfakcja.

Zresztą Palikot miał dokładnie taką samą, w odniesieniu do swoich byłych współpracowników (częściowo to te same osoby). Trzeba jeszcze było przekonać zbuntowanych baronów SLD. Jakoś tam udało się ich upchać kolanem. Do rozłamu w końcu nie doszło. Z trudem, bo z trudem, ale jakoś przełknęli w SLD „Palikota z brodą w sosie nowackim”.

Teraz wystarczyło tylko podkupić kogo trzeba, żeby uwiarygodnić nazwę „Zjednoczona Lewica”. Unia Pracy i Zieloni wahali się dość długo, bo powstanie alternatywnej i znacznie bardziej partnerskiej listy było bardzo realne. W tych okolicznościach trzeba im było dać trochę więcej. No to im się dało. Pana Leszka wór z jedynkami otworzył się trochę szerzej.

Polska lewica nie dojrzała jeszcze do partnerstwa. SLD myśli, że to tylko taki żart, gdy mówiliśmy o partnerstwie. Oni znają wyłącznie język biznesowych negocjacji. – Czego wy jeszcze chcecie – mówił mi Gawkowski – przecież odstąpiliśmy 16 jedynek!

Pewnie naprawdę nie rozumie, że jednoczenie lewicy nie może polegać na łaskawym „odstępowaniu” czegokolwiek, że nie o targi tu chodzi. SLD naprawdę może sobie myśleć, że jest w tym roku takie fajne i takie otwarte, a mali ludzie podkładają im nogi.

W istocie mali ludzie chcieli podłożyć nogę SLD, podejmując wysiłki stworzenia alternatywnej w stosunku do Zjednoczonej Lewicy listy. Mali ludzie wychodzili z założenia, że tylko realna groźba powstania drugiej listy zmusi Millera do rozmów. Prośby o takie rozmowy kierowano do SLD aż do połowy sierpnia. Ludzie Millera odpowiadali w mediach, że jak najbardziej, ale to była jedynie gra na zwłokę. Ich strategia była oczywista: rozbroić „drugą listę”, czyli przejąć jak najwięcej „buntowników”, tak żeby zebranie podpisów przez konkurencję stało się niemożliwe. I to się SLD udało. Można powiedzieć, że montowanie drugiej listy wymusiło poszerzanie koalicji Millera z Palikotem, tak jak samo rzucenie hasła „zjednoczenie lewicy” było katalizatorem zawiązania tej koalicji. Takie „jednoczenie siłą”. A może dobre i to?

Od 2011 do 2014 sam robiłem, co mogłem (bez skutku), żeby środowiska SLD i TR jak najbliżej ze sobą współpracowały. Tylko że wtedy te partie były partiami, kluby klubami, a przywódcy przywódcami… Po wyborach samorządowych i tych najbardziej dla lewicy żałośliwych – prezydenckich – wszystko się jednak zmieniło. Lewica znalazła się w zupełnej rozsypce.

W tej sytuacji zablokowanie rodzącego się autentycznego procesu zjednoczeniowego poprzez ogłoszenie jakże spóźnionej koalicji Millera z Palikotem, z małymi przystawkami, było więc odebrane przez pozostałe środowiska lewicy jako zdrada i uzurpacja. Największe zaś wzburzenie wywołało nazwanie tej koalicji dwóch upadających przywódców mianem „Zjednoczona Lewica”. Tego już było za wiele. Ta nazwa nie jest jakąś tam sobie nazwą własną, lecz deskrypcją pewnego procesu i pewnego stanu rzeczy, którym z pewnością nie jest deal Millera z Palikotem. Nazwanie tego układu „zjednoczeniem lewicy” odebraliśmy jako bezczelność. Dlatego zdecydowano o wyprzedzającej rejestracji komitetu koalicyjnego o nazwie „Zjednoczona Lewica” (nie był to mój pomysł, ale go aprobowałem). Chodziło o zademonstrowanie, że Miller z Palikotem nie mają prawa do tej nazwy, bo lewicy nie zjednoczyli, lecz ją zawłaszczyli. Oczywiście małe partie, które wykonały ten gest, również nie miały prawa do takiej szumnej nazwy. Zademonstrowano jedynie niezgodę na uzurpację Millera i Palikota. Celem tego manewru było także przymuszenie SLD do uczciwych rozmów. Ale partnerstwa wymusić się nie da. SLD po prostu zintensyfikowało swoje „łowy” wśród „buntowników”. Jak się na końcu okazało, z niezłym wynikiem.

Tymczasem PKW zarejestrowała zgłoszoną parę godzin po „Zjednoczonej Lewicy” „Zjednoczoną Lewicę z dodatkami”. Odbyło się to z naruszeniem kodeksu wyborczego, który zakazuje rejestrowania komitetów o nazwach bardzo zbliżonych, a poza tym nazwa „Zjednoczona Lewica SLD + TR + PPS + UP + Zieloni” ma 47 znaków zamiast przepisowych 45.

W ten sposób PKW dokonała kardynalnej interwencji w ten cały dramat (a raczej komedię). Drugiej interwencji dokonała Ewa Kopacz, wydając zgodę na dokooptowanie do drużyny wyborczej PO Grzegorza Napieralskiego, który miał być lokomotywą konkurencyjnej listy (bez względu na jej nazwę – to traktowano jako sprawę wtórną). Napieralski i Rozenek umawiali się z resztą „buntowników” (tę nazwę nadano resztkom po inicjatywie WiR w mediach) na wspólny start, lecz jednocześnie chodzili do PSL i PO. Grali na dwa albo i trzy fronty, co jest niestety typowe dla polskiej polityki. PO zgodziła się na Napieralskiego, a Rozenka wystawiła do wiatru. Decyzja ta oznaczała upadek projektu konkurencyjnej listy lewicy. W jednej chwili.

Stało się to 1 września. Kilka godzin po spotkaniu w Warszawie poświęconym liczeniu „zasobów podpisowych” i układaniu list gruchnęło: „poszli do PO”. Później były już tylko podrygi niewarte wzmianki. Oczywiście PO wzięło Napieralskiego, żeby uderzyć w Millera. Czy zdawali sobie sprawę, że przytulając go, ukręcają łeb projektowi, który uderzyłby w Millera stokroć mocniej? Wątpię. Z wyżyn KPRM nie widać małych ludzi i ich knowań. Miller z Palikotem wygrali na całej linii. Udowodnili raz jeszcze, że w polityce liczą się tylko siła i interesy. „Partnerstwo” to ściema dla małych, słabych i naiwnych. Mali, słabi i naiwni zostają zawsze z niczym, oblepieni błotem, na poboczu drogi. Zdejmując kask i rękawice, uśmiecham się, jak sportowiec amator, który miał okazję powalczyć z zawodowcami. Sport to, rzecz jasna, „wolna amerykanka”.

Nie wiem, czy Millerowi uda się powtórzyć wynik z 2011 i zrobić 8 proc. Będzie mu znacznie trudniej, bo wziął sobie na plecy Palikota, który stanowi duże obciążenie. Palikot sam ma 1 do 2 proc., ale odstrasza dużą liczbę wyborców SLD (i wzajemnie). Tu się nic nie dodaje, a co najwyżej odejmuje. Nie będzie też premii za zjednoczenie, bo wyborcy lewicy doskonale wiedzą, że sztuczny i obłudny sojusz Millera z Palikotem nie jest żadnym zjednoczeniem. To nie jest głupi wyborca…

Sondaże są chwiejne. Jakąś szansę mają, ale o komforcie nie ma mowy. Ze struktur SLD została niecała połowa, TR praktycznie nie ma ich wcale, a z forsą/kredytami w ZL bardzo krucho. Listy w większości okręgów słabe (choć w kilku mocne). Zobaczymy. Nawet jeśli ZL wejdzie do Sejmu i utworzy klub 25-30-osobowy, to będą to głównie ludzie z SLD, podzieleni na millerowców i „młodych”. Czy młodzi nie skuszą się na poparcie Kaczyńskiego? To jest pokolenie polityków, którzy znają tylko jedną maksymę: „w polityce nigdy nie mów nigdy”. Nie są obłudni, bo nie znają tego pojęcia. Zdaniem znawców i bywalców taka wolta nie jest wykluczona. Nie muszę dodawać, że wsparcie skrajnej prawicy przez polityków lewicy w zamian za kilka stanowisk oznaczałoby definitywny koniec SLD. Tyle że po SLD nikt już nie będzie (nawet w SLD) płakał. Właściwie tylko Palikot daje gwarancję, że nie zostanie sojusznikiem Kaczyńskiego, bo nawet gdyby bardzo chciał (o co go zresztą nie podejrzewam), Kaczyński nigdy by się na to nie zgodził.

A mali ludzie muszą się zastanowić, na kogo teraz mają głosować. Na ZL czy na PO? PO jest partią chadecką. Jako partia władzy, śladem nowych obyczajów, jakie zapanowały w wielkich demokracjach, buduje sobie skrzydła, pod które bierze wyborców z lewa i prawa. Z tym lewym idzie jej gorzej. Był Arłukowicz, a teraz jest jego wielki konkurent szczeciński Grzegorz Napieralski. Cóż mam zrobić jako ten lewicowy wyborca, zdegustowany partyjniactwem i kuglarstwem na lewicy? Mam znów poprzeć wiecznego kanclerza i jego siłową partyjną politykę „dziel i rządź”? Czy też pogodzić się z tym, że partia rządząca gotowa jest od czasu do czasu rzucić lewicy ziarenko i dla tego ziarenka (np. związki partnerskie?) poprzeć ją? Też słabo.

Do bram PO pukałem już kilkakrotnie, mając nadzieję, że z dawnej liberalności Tuska zrodzi się jakaś centrolewicowa frakcja. Nic z tego właściwie nie wyszło. Był Arłukowicz, Pinior… I niewiele więcej. Przeszła, z wielkim opóźnieniem, ustawa o in vitro, konwencja antyprzemocowa, ustawa Grodzkiej. Reszta agendy w zakresie swobód konstytucyjnych czeka na lepsze czasy. A te nadejdą (albo i nie) dopiero za kilka lat.

Tymczasem prawą nogę już Platforma wzmocniła, że hej! Wciąż jednak mam nadzieję, że zajmie się teraz trochę ćwiczeniem lewej. Tak po prostu, z powodów taktycznych. Poparcie dla Marka Borowskiego, wystawienie Grzegorza Napieralskiego to już coś, ale za mało, żeby wyborca lewicy uwierzył. Chciałbym usłyszeć konkretne deklaracje programowe premier Kopacz.

Jeśli PO myśli poważnie o tym, by wyciągnąć z domów elektorat lewicowy, oniemiały widokiem Leszka „krew na rękach” Millera obściskującego się z Januszem „mezalians dla psa” Palikotem, to musi złożyć jasne deklaracje. Mam nadzieję, że takowe padną.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 33

Dodaj komentarz »
  1. A nie lepiej jednym słowem: nie mam jedynki.

  2. Panie psorze, pan się już nie tłumaczy.
    Fani pana felietonów w Polityce i w ogóle ostrego jęzora publicystycznego szczerze odradzali pakowanie się w politykę.
    Bo po pierwsze, chyba jednak – jako etyk – nie czuje pan tego specyficznego bluesa politycznego, gdzie bez mega cynizmu ani rusz, a po drugie – na tak wątłej i giga przegranej lewicy trudno coś sensownego urodzić.
    Dopóki Miller trwa na posterunku i nie potrafi skończyć, a Palikot – wielki skądinąd talent – spalił się w kolejnych akcjach, niekonsekwencjach, niemożności ogarnięcia tego, co udało mu się stworzyć i nie sądzę, by się z tego podniósł.
    Barbara Nowicka, na którą liczyłam, Rozenek – eech…
    Nie dziwota zatem, że zostało panu pukanie do bram PO.
    Po jaka cholerę Palikot mało, że się wypisał z Platformy, to jeszcze wszystko schrzanił (a pan mu sekundował, niestety).

  3. Jakby Hartman czytał Politykę, to by wiedział (wywiad z prof. Czaplińskim), że większość wyborców nie ogarnia tych wszystkich niuansów i dokonuje wyborów estetycznych. Zarówno na lewicy, prawicy, jak i w centrum. Siła polityczna Hartmana była, jest i zapewne będzie zerowa. Bo nie jest żadną atrakcją estetyczną dla publiczności.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. ” Chciałbym usłyszeć konkretne deklaracje programowe premier Kopacz.”
    Och, to musi pan, panie profesorze spytać się pana Misia Kamińskiego, chyba wczoraj w TVN24 pokazywali jak pani premier wkłada słowa w usta. Z całym wysiłkiem, dlatego proszę pana Misia spytać.

  6. Krzysztof Mazur
    To ty naprawdę uważasz, że mocno prawdopodobna wygrana PIS ma uzasadnienie w w wyborach estetycznych?
    Macierewicz, Brudziński, Błaszczak, Pawłowicz itd. to te pięknoty właśnie? Zarówno gdy chodzi o „wnętrze”, jak i urodę?
    Oryginalny pogląd.

  7. „Do bram PO pukałem już kilkakrotnie”

    Antyklerykał razem z klerykałem Niesiołowskim z ZChN?
    Czciciel Allende razem z czcicielem Pinocheta?

    Hej, ramię do ramienia!

  8. Nudne pieprzenie o lewicy. Profesor intelektualista powinien w pierwszym rzędzie zdefiniować o co tej dzisiejszej lewicy chodzi. O jakie bliższe i dalsze cele powinna zabiegać lub walczyć. W Polsce w Europie i na świecie. W warunkach władzy neoliberałów, bankierów, rynków, agencji, militaryzmu i imperializmu amerykańskiego, komunistycznych Chin, roli kościoła, wędrówki ludów, zaniku klasy robotniczej, likwidacji ZZ i przemożnej roli zniewolonych mediów korporacyjnych. Gdzie tu jeszcze miejsce dla lewicy?

  9. Wataha trzymająca władzę, broni się przed watahą idącą po władzę. Mniejsze watahy pochrząkując ryją błoto. Ot co.
    PS. Proszę nie usuwać tego komentarza, wyraz „wataha” jako partia polityczna był użyty przez naszego ministra R.Sikorskiego , Szefa MSZ. Taki to już mamy nasz „słownik dyplomatyczny”.

  10. Desperacka walka Platformy o wyborcow smieszy i zdumiewa. Z jednej strony Dorn i Giertych, z drugiej Napieralski, tam znow grupka liberalow przyprawiona do smaku druzyna Opus Dei i innych klerykalow. Co laczy tych ludzi? Ambicja dostania sie do koryta, bo przeciez nie konsekwentne zmienianie Polski na lepsze, jako ze wspolne pole manewru dla tej poselskiej zbieraniny jest ograniczone. Nawet perspektywa objecia wladzy przez PiS nie zmusi mnie do oddania glosu w wyborach na ten platformiany smietnik. O wiele bardziej spojna w moich oczach jest tzw. Zjednoczona Lewica. Nawet jesli ktos nie cierpi Millera i postpezetpeerowskich weteranow, to ma do wyboru wielu innych obiecujacyh ludzi na jej listach wyborczych. Profesor Hartman wyglada na bardzo zgorzknialego. Nalezy jednak pamietac, ze nie wszyscy profesorowie musza byc dobrymi politykami. Wielu z nich wieksze szanse na spelnienie ma na wlasnej uczelni a nie w Sejmie. Zwlaszcza ze pan Hartman juz raz pokazal, ze brakuje mu politycznego nosa i tzw. intuicji uzytecznej w dzialalnosci puböicznej, kiedy odrzucil propozycje Palikota do kandydowania z pierwszego miejsca w wyborach do Sejmu w Krakowie.

  11. pieski po głowie chodzą? Teraz inna sprawa. Panowie Wrona, Hartmann, Bury – jakby wam pobrano parę włosków z główki i poddano testom na zawartość – co by wyszło? Bury jest już w tym stadium, że pociąga noskiem (vide – ostatnie jego filmowane wypowiedzi).

  12. Gdy media doniosły, że powstał WiR, z radością zacząłem szukać deklaracji. Było to dzień po konferencji. Nigdzie nie znalazłem pełnego tekstu. Na FB oficjalna strona powstała dwa dni później i jeszcze dwa dni zajęło Państwu Profesorstwu dodanie podstawowego dokumentu dla ruchu politycznego… Okazało się, że nie mają Państwo żadnego zaplecza, ani pomysłu na podtrzymanie zainteresowania mediów…
    Historia powołania WiR wpisuje się doskonale w żałośnie nieudolne działania pod marką Zjednoczenie Lewicy A.D. 2015…
    Szkoda, że się Pan, Profesorze, zaangażował się w politykę. Okazało się, że wprawa w tworzeniu myślowych konstruktów, nie przydaje się przy tworzeniu realnych, politycznych bytów. Ba! Nawet nośnej idei nie potrafił Pan skosntruować.
    Już mi się tak dobrze Pana nie czyta, gdy Pańska przenikliwości okazała się tylko publicystyką…

    Głęboko rozczarowujący jest Pański brak dystansu. Brzmi Pan jak Prezydent Komorowski, który do dzisiaj nie zrozumiał, dlaczego przegrał wybory…

    Tekst jest ostatecznie doskonały – pokazuje, jak beznadziejną była nadzieja, na zjednoczenie lewicy…

  13. Nie jestem w stanie zdefiniować, dlaczego lewica jest w takiej defensywie, obecnie w społeczeństwie jest ogromne zapotrzebowanie na ideały lewicowe, a to wszystko przejęły partie prawicy. Jestem pierwszy w kolejce, żeby oddać głos na lewicę, tylko proszę mi powiedzieć na kogo mam zagłosować? Za kilka miesięcy, jak dojdzie PiS do władzy, będę zmuszony posłać dziecko na religię do szkoły, zostanę napiętnowany, że chcę by moje dziecko uczyło się etyki. Pragnę by zniknął konkordat itd. takich ludzi jest w Polsce legion, a tu pisze Pan Profesor, jak się żrą o „jedynki”, zmawiają itd. To będzie wina całej lewicy, nie ważne jakie te nazwy, że dojdzie PiS do władzy i ciemności przykryją nasz kraj.

  14. Ta opowieśc pisana piórem sprawnym, z obserwacji wnikliwych i błyskotliwych ,na autoironii oparta,winna przejśc do annałów gatunku publicystyki politycznej.Także z powodu nieskrywanej subiektywności spojrzenia kontrastującej, z przyprawiającym o mdłości tzw obiektywizmem poprawności politycznej.Tak to widzi JH i basta !
    Ani Miller ani Palikot ani Kopacz ani Kaczyński takiej opowieści nie popełnią.Nie dlatego,że wiedzą doskonale,że „verba volant,scripta manent”,lecz dlatego ,ze dysponują intelektem ściśle wyprofilowanym.Przekleństwem RP.No może poza Palikotem,którego skrywana wolna podświadomośc hipsterska prowadzi do klęsk politycznych.
    Tyle komplementów.
    Na to co opisuje JH i co ,moim zdaniem ,jest samo w sobie,uniwersalną katastrofą polityczną RP,należy radę znależc.W umyśle moim zrodziła się idea „demokracji
    stochastycznej lub losowej”.
    Zapłodniona felietonem Krugmana w NYT napisanym jakiś czas temu.W tym felietonie autor pokazuje,że koszt „władzy” w RP (udział w PKB) przewyższa taki koszt władzy w USA.(BTW ,jego zdaniem ,to pozwoliło w kryzysie RP prezentowac sie na zielono).
    Z obserwacji innych wynika zaś,ze szkodliwośc władzy w RP (odrębne analizy) znacznie przewyższa szkodliwośc analogiczną w USA.
    Zatem…skoro od demokratyzacji przedstawicielskiej w RP nie ma ucieczki..(wyroki historii)..to należy znależc rozwiązanie redukujące koszty władzy i obojętnej,
    przynajmniej, dla jej szkodliwości.
    Stad idea by mandat demokratyczny pochodził z losowania uniemożliwiającego gierki polityczne proporcjonalne do wydawanych pieniędzy i wpływów zapyziałych.
    Obywatele uprawnieni.którzy jawnie nie zaparli się losowania,losują (np 18 mln kul nie zapartych w bębnie identyfikowanych PESEL) setkę kul wybrańców.Ta setka ,drogą losowań następnych wyłania organ wykonawczy i sądowniczy.Z kadencją roczną.Koszty minimalne.Wierzę w PESEL.
    Władza ,tak wybrana ,jest władna i zobowiązana realizowac obowiązki władzy także drogą losowań .Lobbyści mogą stawac na głowie i przekupywac jednak tylko losowanie wskaże rację stanu.Sądy maja pisac uzasadnienia do wylosowanych wyroków .Rząd realizowac wylosowane regulacje.Czystośc ,przejrzystośc i taniośc.
    Ponieważ teraz „uchwalają bez pojecia co uchwalają” jak pisze wytrawny znawca naszego parlamentaryzmu to wymaganie nie podwyższenia szkodliwosci wydaje się byc spełnione.
    Udział w „sotni władzy” ulega zatarciu po pół roku od upływu kadencji.

    To oczywiscie tylko pomysł wymagający dalszych studiów i dyskusji .Jednak już teraz,na tym wczesnym etapie,może podlegac referendum uzdrawiającemu ustrój Ojczyzny.

  15. Panie Hartman niestety dla pana większość potencjalnych wyborców zjednoczonej lewicy jak to wynika z sondażu poprze nikogo innego jak właśnie PIS.

    Dlaczego bo ci wyborcy dobrze zdają sobie sprawę wbrew temu co pan próbujesz sugerować, że PO nigdy nie było partią lewicową i nigdy nie miało zamiaru nią być. Tuskowi chodziło tylko o ściągnięcie potencjalnych dezerterów z SLD jak również o stworzenie satelickiej partyjki jakim był Ruch Palikosia, który miał skutecznie ośmieszyć i zniszczyć lewicę. Oba te cele udało się zrealizować ściągnięto dezerterów Waniek, Arłukowicza i teraz Napieralskiego.

    Panie Hartman pan po prostu jesteś albo obłudnikiem albo wielkim naiwniakiem jeżeli tego nie dostrzegałeś od samego początku. Chociaż raczej stawiam na to pierwsze.

    Skoro według pana PO miało być lewicowe to dlaczego to właśnie posłowie tej partii uniemożliwili uchwalenie ustawy chroniącej lokatorów czy Olga Johan która głosiła, że ustawa jest sprzeczna z wolnym rynkiem jest członkiem PO czy PIS? Jest członkiem PO. Panie Hartman dlaczego do tej pory nie postawiono przed sądem sprawców śmierci Barbary Blidy Blida zginęła w 2006 roku. PO przejęło władzę w 2007 roku teraz mamy 2015. Czyżby przyczyną było to, że Blida była członkiem SLD bo jakoś udało się znaleźć sędziego, żeby uniewinnić Lewandowskiego w 2009 roku oraz Sawicką. Dziwne panie Hartman nieprawdaż.

    Wyborcy Zjednoczonej Lewicy dobrze zdają sobie z tego sprawę i dlatego w swojej większości oddadzą głos na PIS partię dla której hasło prawo i sprawiedliwość to nie jest coś błahego. Partia która od samego początku jest wrażliwa na sprawy społeczne.

    Wyborcy Zjednoczonej Lewicy dobrze zdają sobie sprawę, że te ustawy o których pan mówi przeszły jedynie dzięki temu, że Andrzej Duda został wybrany na prezydenta i wtedy Kopacz i PO nagle uznali, że potrzebni są lewicowi wyborcy i przegłosowali te ustawy.

    No ale przecież pan panie Hartman jesteś tak opętany ślepą nieuzasadnioną niczym nienawiścią do PIS, że tego nigdy pan nie przyzna.

    Nie przyzna pan nigdy, że to dzieki Andrzejowi Dudzie te ustawy zostały uchwalone.

  16. Profesorze.
    1. Niech pan przestanie wreszcie lamentować, wypisywać bzdety i przyłączy się wreszcie do Zjednoczonej Lewicy z korzyścią dla siebie i dla Nich.
    2. Niech pan przestanie popierać i agitować za PO. PO musi ponieść karę za to, że jest PiSbisem.
    3. Najwyższy czas, żeby się pan odp……ił od zwierząt porównując je do ludzi i zaczął używać bardziej adekwatnych porównań np: zamiast „łże jak pies”, mówić i pisać „łże jak klecha”.
    Jako podobno miłośnik zwierząt i znawca psów powinien pan wiedzieć, że pies nigdy nie kłamie.

  17. Życie we wspólnocie jest jedną wielka kooperacją, przyjmująca różne formy, w tym formę partnerstwa. Kooperacja partnerska jest również językiem biznesu i w związku z tym szanowny Gospodarz blogu myli się pisząc, cyt.; ‚SLD myśli, że to tylko taki żart, gdy mówiliśmy o partnerstwie. Oni znają wyłącznie język biznesowych negocjacji’. Partnerstwo w biznesie i poza biznesem rządzi się tymi zasadami i jest tym samym językiem. Partnerstwo jest związkiem, którego celem jest przedsięwzięcie. W partnerstwie istnieje formalna równość podmiotów lecz nie istnieje równość uzyskiwanych zysków i równość ponoszonych strat bo te zawsze zależą od wniesionego wartości materialnych oraz tzw. aportu, czyli wartości niematerialnych ( praw lub rzeczy). Z treści zamieszczonego tekstu można się domyślić, że szanowny Autor do tej lewicowej kooperacji partnerskiej zamierzał wnieść aport w postaci niewątpliwej elokwencji, niewątpliwego uroku i oszałamiającego wdzięku. Brak zrozumienia potencjalnych partnerów dla tej siurpryzy, widocznie jest głęboko rozczarowujący, o czym świadczy gorzkość blogowego wpisu.

    Partnerstwo posiada liczne właściwości i mógłbym tu podać co najmniej dziesięć albo i więcej. Ważnym są; rozumienie partnerów, ich odmienności i otwarcie na dialog, gotowość do kompromisu, zaufanie i szacunek do partnerów oraz rozumienie ich ułomności i wad. Zasadnym jest więc pytanie; czy prof. Jan Hartman z takim nastawieniem rozmawiał z Leszkiem Millerem i Januszem Palikotem? … wątpię, choćby dlatego, że w prezentowanym tekście używa takich zwrotów jak; ‚wykupywać ludzi’, ‚teatr polityczny został uruchomiony’, ‚politycznej sztuki kuglarskiej’, ‚tylko realna groźba powstania drugiej listy zmusi Millera do rozmów’ … i liczne inne, które uzasadniają podejrzenie, że celem tej WiR-owskich zabiegów było; ‚zademonstrowano jedynie niezgodę na uzurpację Millera i Palikota’ tym bardziej, że inicjatywa WiR-u od początku pomyślana była jako próba zmarginalizowania dwóch lewicowych partii parlamentarnych o czym słowa; ‚Wolność i Równość, która miała być gwarancją partnerskiego charakteru rozmów przy „okrągłym stole lewicy”…. zamysł, który można określić jako skrajnie nieodpowiedzialna amatorszczyzna. Z umieszczonego tekstu można wyczytać, że autor chce aby czytelnik uwierzył, iż Leszek Miller i Janusz Palikot działają tylko z niecnych pobudek, natomiast jemu i towarzyszom przyświecają szlachetne cele … możliwe, że tak, zakładam, że ludzie w ogóle działają z potrzeby czynienia dobra, a więc, jeżeli chodzi o Millera i Palikota również uważam, że kierują się szczytnymi celami… poza tym jako bezbożnikowi uwierzenie w cokolwiek jest zbyt … powiedzmy, heroiczne … zdecydowanie wolę przekonanie, gdyż zwiera ono w sobie argumentacje i dowód, a więc tekst prof. Hartmana mnie nie przekonuje.

    Podtytuł ‚Pieski mezalians’ był dla mnie inspirujący. Jest parafrazą dla związku Janusza Palikota z Leszkiem Millerem, lecz parafrazą mylącą, błędna i fałszywa. Mezalians określa związek małżeński osób o nierównym statusie klasowym. O związku Leszka Millera z Januszem Palikotem, można różnie, nawet że żyją na ‚kocią łapę’ bo nie udzielił im sakramentu arcykapłan Hartman, tylko nie mezalians. Natomiast ten hartmanowski ‚pieski mezalians’ przypomniał mi inny literacki mezalians; Grzegorza Dyndały, czyli męża pognębionego. Jako, że perypetie molierowskiego bohatera nieodparcie kojarzą mi się z politycznymi perypetiami szanownego Gospodarza bloga, pozwolę sobie zadedykować; ‚sam tego chciałeś, Grzegorzu Dyndało’. Chyba wystarczy … chociaż to końcowe mizdrzenie się do Platformy to już jakaś łzawa komedia.

    Pozdrowienia

  18. Nadal jestem pod wrażeniem: lewicowy Hartman pukał do bram klerykalnej PO, w której to PO ministrem jest homofob Misio z ZChN-u i Pis-u…

  19. Panie Profesorze,

    myślałem, że stać Pana na więcej.

    Jeżeli chce Pan zaszkodzić tej niby lewicy (przy obecnym zachmurzeniu politycznym dobra nawet taka opozycja), to niech Pan przystąpi do siłowników Kaczyńskiego.

    Tylko, gdy w trzy miesiące po wyborach (za taki wpis krytyczny przeciwko PIS-owi jak ten) będzie musiał Pan zainwestować u dentysty w protezę zębową, to proszę nie narzekać, że życzliwi nie odradzali Panu wypisania się z polityki.

  20. Oczywiście Profesor nie znajduje czasu, by wdać się w polemikę pod swoim postem, warto jednak spróbować przeanalizować głębiej, dlaczego lewica niknie w tłumie i żadną miarą nie potrafi się odbudować. Według mnie, głównym problemem lewicy w szerokim znaczeniu tego słowa, jest mylnie obrany kierunek zmian w społeczeństwie. Lewica od lat dryfuje w kierunku tematów, które dla tej formacji powinny być na którymś tam miejscu z kolei. Mnie, człowieka, któremu ideały lewicowe są bliskie odstrasza to, że ciągle wdrażane są do dyskusji tematy zastępcze, typu małżeństwa par jednopłciowych, in vitro itd. To jest nadbudowa ideologia, tym można się zająć później. Z kolei w znacznej mierze traktowane są po macoszemu takie kwestie jak prawa pracownicze, umowy śmieciowe. Po wielkich kryzysach lat 2008-2012 ludzie chcą przede wszystkim poczuć się bezpieczniej w tym strumieniu zdarzeń zwanym rzeczywistością, w której nie mają żadnego zakotwiczenia. To jest takie trochę „sartrowskie” poczucie alienacji. Jest ogólny wielki rynek, potężny kapitał za którym stoją anonimowe siły, których nie można nie tyle okiełznać, co po prostu namierzyć i czlowiek pragnie przede wszystkim bezpieczeństwa. Bezpieczeństwo to praca i wszystko z tym związane. Aborcja, in vitro, pary małżeńskie jednopłciowe – tym nie czas się zajmować teraz na poważnie. Sam profesor wie jak to jest, jak kobieta zajdzie w ciąże i tak ją usunie i pies z kulawą nogą o tym nie będzie wiedział, człowiekowi o inklinacjach lewicowych zależy przede wszystkim na PRACY. Lewica od dawna dryfuje w kierunku tych tematów ważnych, jednak zastępczych. Dziwię się, że ludzie z lewicy nie zlecają badań, albo zlecają a je błędni interpretują co jest dla ludzi, którzy nie chcą głosowac na PiS i PO naprawdę ważne.

  21. Mam nadzieję, że w wyborach parlamentarnych 25 października 2015 r., czyli za niecałe 5 tygodni, lewica występująca pod długą nazwą „Zjednoczona Lewica SLD + TR + PPS + UP + Zieloni” przekroczy zaklęty poziom 8% i stworzy w Sejmie poważny klub poselski. Moje nadzieje pobudziło w poniedziałek 14 września br. dołączenie do niej Polskiej Partii Pracy. Partia ta, która jest politycznym zapleczem Związku „Sierpień 80”, ma struktury zorganizowane w całej Polsce i doświadczonych działaczy kierowanych przez Bogusława Ziętka. W wyborach do Parlamentu Europejskiego działacze PPP przystąpili do zespołu politycznego koalicji Europa Plus, skupiającego m.in. Twój Ruch Janusza Palikot, SUPL, Unię Pracy Partię Demokratyczną Andrzeja Celińskiego i Stronnictwo Demokratyczne. Część z nich dołączyła do TR. Rok później wystąpiła jednak z tej koalicji. 26 sierpnia br. PPP zarejestrowała własny komitet wyborczy z myślą o samodzielnym starcie w wyborach parlamentarnych. Jak tłumaczył wówczas Patryk Kosela, taka decyzja była tym, że w tamtym momencie lewica nie była w stanie porozumieć się w sprawie wystawienia wspólnych list wyborczych. Sytuację zmienił organizacyjny i programowy sukces porozumienia się Zjednoczonej Lewicy, stworzonej z inicjatywy i pod patronatem Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych. Jak wyjaśnił „Dziennikowi Trybuna” rzeczni PPP Kosela, że zagrożeniem dla naszego kraju mogą być zarówno PO jak i PiS. Obie te partie są liberalne, niechętne wobec świata pracy, co udowodniły gdy sprawowały w latach 2005 – 2015. Wybór między PO a Pis, z punktu widzenia pracowników nie jest żadną alternatywą, obie te partie są tak samo neoliberalne i szkodliwe wobec interesów pracowniczych. Mam też nadzieję, że do Zjednoczonej Lewicy przystąpi Partia Demokratyczna Andrzeja Celińskiego.

  22. Houellebecqa książeczka, która na głównej ’Polityki’ wisi, to ta sama o której w Rzeszy z rok temu dyskutowano? Kurna nie nadanrzam. Podbite oczka -> nereczki w sensie metabolizm lub koka

  23. btw. cooś na temat aktualny, jak np. AWŁ w ’NIE’ o przyczynach migracji, mógłbyś popełnić. Po grzdyl ciągle ten grajdołek mielić.

  24. Cukiertort z 19 września.

    Ja osobiście jestem za tym, aby lewica, a zwłaszcza Zjednoczona Lewica, która zarejestrowała się w PKW i która ma szanse uzyskać co najmniej 8% w wyborach parlamentarnych zobaczyła, że jej elektorat stanowi co najmniej 20% uprawnionych do głosowania. To że PO i PIS zagrabiły wielu wyborców lewicy i przejęły postulaty formułowane przez resztki proletariatu, rosnący prekariat i zanikającą klasę średnią, nie oznacza zaniku walki klasowej między kapitalistycznymi pracodawcami a pracobiorcami. Do tych, którzy wiedzą za Karolem Marksem, że byt określa świadomość społeczną, nie jest trudno określić na jakim etapie gospodarczym, społecznym i politycznym w globalnym świecie znajduje się nasze państwo.

  25. Cos Panu zdradze w tajemnicy Profesorze. W Polsce lewica nie moze sie przebic, gdyz wszystkie rzeczywiste poglady lewicowe prezentuje PiS i w dodatku chodzi do kosciola!

  26. Zgadzam się i nie zgadzam.
    Nie ma czaru Nowackiej, a tym bardziej Palikota. Ten drugi powinien zrobić coś z wizerunkiem św. Mikołaja, bo to jeszcze nie czas na prezenty…

    A Miller? Rozwalił SLD mało profesjonalnie: pozbył się niewygodnych współpracowników – tych z mocną pozycją partyjną i tych ze sporym poparciem elektoratu lewicowego. A sam nie wie, kiedy skończyć! Jest żałosny i naprawdę osamotniony.
    I nigdy już nie uzyska głosów tych, którzy ze spokojem kroczyli za Kwaśniewskim, Oleksym, Kaliszem, Olejniczakiem… A było nas sporo…

  27. Panie Profesorze, Pana felietony w Polityce to strawa dla ducha, przekonywanie do lewicy, której logo jest Leszek to trud daremny. Zmiana ugrupowania to jak zmiana poglądów (wiem, wiem tylko krowa nie zmienia poglądów), ale zmiana w celu załapanie się na listę, byle jaką listę to człowiekowi honoru nie przystoi (jakiego honoru co ja bredzę). Zjednoczenia nie było i nie będzie i dotyczy to zarówno prawej jak i lewej strony sceny politycznej, centrum zresztą też. Przewodniczący każdego ugrupowania uwielbia yesmenów, mówiąc po ludzku przytakiwaczy i jak w takiej żałosnej konfiguracji ma się pojawić nowa jakość. Damy radę – wszystkim.

  28. Panie profesorze – rozumiem doskonale rozżalenie – nie udało się zarejestrować własnej listy, nie będzie też dla Pana miejsca na innych listach. Mnie to akurat zupełnie nie martwi. Myślę, że lepiej się Pan sprawdzi jako profesor uczelniany i komentator polityczny, więc niech Pan sobie już da spokój z wielką polityką. To naprawdę nie jest miejsce dla ludzi takich jak Pan.

  29. ,,Cóż mam zrobić jako ten lewicowy wyborca, zdegustowany partyjniactwem i kuglarstwem na lewicy?” ZAGŁOSOWAĆ NA PARTIĘ RAZEM.
    Jeżeli wiemy, że Miller z lewicowością ma mniej wspólnego niż z lewymi interesami, ,,lewicowość” Palikota wygląda na kaprys milionera. Pomijam, że Palikot skutecznie skompromitował się to po co głosować na nich? Palikot udowodnił, że pomimo kwalifikacji intelektualnych nie posiada kwalifikacji politycznych – ciągle coś lapnie, częstokroć walcząc o słuszne idee kompromituje je de facto swoimi metodami. Da sobie radę – wróci do milionów i tyle. Gorzej z Millerem, który jest od zawsze ,,w szoł” (to z tego dowcipu o egzemie cyrkowca). Nawet wycieranie słomianek u Leppera było dopuszczalne byle nie wypaść z obiegu. Jednak ta diecina, może coś do ugrania podczas brudnych targów politycznych. To świat tow. Millera. Oprócz tego koleżeństwo z Kulczykiem, pudlowanie u Busha, różne szwindelki, ,,GTW”, umowy śmieciowe. Ot ,,lewcowość” Millera.
    Zapominamy, że w tych świństwach mu (Millerowi) dzielnie sekundował kolega (Pana Profesora) – Kwaśniewski.
    Ze skutkami działalności tych panów zmagamy się do dziś – służalstwo wobec kleru (inicjowali tylko malutkie wojenki werbalne w czasie wyborów), podpisanie konkordatu, szwindle. To wszystko wyhodowało ten prawacki potop i ostatecznie skompromitowało lewicowość, jako formę szwindlu i oszustwa.

  30. @Sławczan
    Rzeczywiście polska lewica, „na dzień dzisiejszy” w stanie agonalnym, najbardziej kojarzy się (te szwindle rozmaite i służalstwo wobec kleru przyklepane podpisaniem konkordatu przez Kwaśniewskiego) z lewizną.
    A za lewicę, tyle że katolsko-socjal-narodową robi PIS i cała reszta z nim skumana, jeszcze bardziej „na prawo”.
    Prawdopodobnie nic nas już nie uchroni przed jeszcze jedna próbą zamontowania w „umęczonej” IV RP.
    Po ciepłej wodzie w kranie, konieczny jest – jak widać -zimny prysznic, a raczej ostry chlust z konserwatywnej, tradycyjnej studni.

  31. Ted 2
    21 września o godz. 3:04
    Ponura prawda. Staram się pisać tak samo i zamieszczać podobne linki. Tu jednak nie to towarzystwo. Zepsute propagandą i głupotą. jg.

  32. Przepraszam.
    Sprawdzam , czy mogę u pana cóś napisać.
    Zapytać się skomentować.

  33. mag,

    widzę światełko w tunelu, umożliwiające zablokowania przejęcie władzy przez czarnego luda.
    Miller odchodzi. Usa borą dużo uchodźców. Czarni też kochają uchodzców.
    Tusk czknął trochę śliny na Niemcy.
    Więc strachy na lachy, bo argument strachu maleje, więc ciśnienie pompowane przez PIS powinno spadać.

    Ale, do diabła, dlaczego z takim przekąsem piszemy o pionku polskiej sceny politycznej, a zawalidrogi demokracji nie dostrzegamy?

    Jedni z wazeliniarstwa (patrz głosowanie w Krynicy), inni z bezmyśloności i strachu oddajemy bez oporu dzierżawione pole wolności.

css.php